sobota, 18 kwietnia 2026

Jan Krzeszowiec i jego czarodziejski flet /wywiad/

O kulisach powstawania pierwszej solowej płyty rozmawiam z Janem Krzeszowcem – flecistą-solistą w NFM Filharmonii Wrocławskiej, a także wykładowcą Akademii Muzycznej im. Karola Szymanowskiego w Katowicach. 

Jan Krzeszowiec, fotografia ze strony artysty na FB

Barbara Lekarczyk-Cisek: Niedawno w wydawnictwie CD Accord ukazała się Pańska pierwsza solowa płyta: "FRENCH" Znalazły się na niej kompozycje znanych francuskich twórców: Pierre`a Sancana, Philippe`a Gauberta, Dariusa Milhauda oraz Gabriela Fauré. Przyznam, że nagrania wyjątkowo przypadły mi do gustu i wielokrotnie ich wysłuchałam, a mimo to miałam wrażenie niedosytu. Ich interesujący i trafny dobór, który pozwala smakować kolorystykę, eleganckie brzmienie frazy, a także przenikający nagrania subtelny liryzm, sprawiają, że słuchacz zostaje kompletnie uwiedziony. Dodajmy, że na płycie znalazły się sonaty i sonatiny. Co zadecydowało o takim wyborze utworów?

Jan Krzeszowiec: Sam pomysł nagrania płyty tlił się już od dawna. I choć nagrałem sporo płyt z muzyką kameralną, ta jest pierwszym moim solowym albumem. Przez wiele lat brakowało mi impulsu do jego realizacji, ale gdy w końcu nadszedł… odkryłem, jak skomplikowany jest to proces. Będąc perfekcjonistą, zawsze staram się, aby to, co robię, było na odpowiednim poziomie. Tu trudności zaczęły się już na etapie doboru repertuaru. Zależało mi, żeby utwory ze sobą dialogowały, współtworzyły odpowiedni nastrój, a kolejność, w jakiej są prezentowane, była jak najtrafniejsza. Wszystko to może wydawać się błahe, ale w rzeczywistości wymagało dużo namysłu. 

Zastanawiam się, dlaczego album preferuje muzykę francuską, co podkreśla zresztą jego tytuł: „FRENCH”?

To dlatego, że literatura francuska na flet jest bardzo bogata, ale to oznaczało również, że wybór będzie łatwy. Ostatnio zacząłem bardzo krytycznie traktować utwory, coraz coś mnie zachwyca i porusza. Stałem się chyba bardziej wybredny, ale finalnie postanowiłem zaufać intuicji. I Sonatę na flet i fortepian Gauberta wybrałem dlatego, że bardzo mi się podobała, odnajdywałem się w jej frazach, czułem ich piękno i pragnąłem je pokazać. Mam nadzieję, że to mi się udało. Podobnie było z Sonatiną Milhauda, jednak ta okazała się trudniejsza do interpretacji – zarówno każda z partii z osobna, jak i zagrane ich razem.

Na początku mojej pracy pedagogicznej zadałem ten utwór studentce, nieświadom tego, jak jest skomplikowany. Była bardzo ambitna i poradziła sobie ostatecznie, ale po latach, mierząc się z tą kompozycją, zrozumiałem, jakim musiała być dla niej wyzwaniem. Poza tym w procesie nagrywania ma się świadomość, że trzeba dać z siebie wszystko, aby w nagraniu znalazło się jak najwięcej tego piękna i słodyczy dzięki dobrej grze, a nie za sprawą masteringu. 

Ostatnim utworem na płycie jest Sonatina na flet i fortepian Pierre`a Sancana – najbardziej znane i niezwykle popularne jego dzieło. Utwór trudny technicznie i wyrazowo, a przy tym pozornie sprawiający wrażenie łatwego. Zmierzenie się z nim było dla mnie rodzajem wyjścia ze strefy komfortu i próbą zaprezentowania mojej indywidualnej interpretacji – tego, jak ja czuję i rozumiem to dzieło.

Z kolei Sonaty A-dur op. 13 Gabriela Fauré nie grałem  wcześniej, ale uważam ją za utwór wyjątkowy: nastrojowy, a zarazem bardzo ekspresyjny, kanon literatury skrzypcowej (na płycie prezentowana jest aranżacja na flet i fortepian). Dorastałem w domu, w którym zarówno rodzice, jak i bracia są muzykami. Dominowała muzyka skrzypcowa, ponieważ mama jest skrzypaczką, podobnie jak starszy brat Szymon. Ta muzyka we mnie ciągle rezonuje i choć nie zostałem skrzypkiem, to estetyka tego repertuaru również ukształtowała mnie jako muzyka. Myślę, że bardziej lub mniej świadomie pomagało mi to interpretować Sonatę Fauré i już nie mogę się doczekać zaprezentowania jej na żywo przed publicznością koncertową. 

Na płycie towarzyszy Panu świetny pianista – Tymoteusz Bies. Czy wcześniej koncertowali Panowie wspólnie?

Nie koncertowaliśmy, jednak myśląc o płycie wiedziałem, że potrzebuję znakomitego pianisty, z którym będę w stanie osiągnąć muzyczny i pozamuzyczny rodzaj porozumienia. Bardzo cenię Tymka jako wyjątkowego artystę, osobę wychodzącą poza interpretacyjne schematy. Obaj jesteśmy wykładowcami Akademii Muzycznej w Katowicach, co również ułatwiło współpracę. Myślę, że stworzyliśmy duet, który proponuje słuchaczowi interesujące interpretacje, taką przynajmniej mam nadzieję. 

Czy ten sam rodzaj porozumienia towarzyszył Panu, kiedy nagrywał płytę z braćmi?

Obaj bracia są świetnymi muzykami i choć nieczęsto spotyka się zestawienie fletu, skrzypiec i wiolonczeli, to było oczywistym, że prędzej czy później nasze wspólne nagranie się wydarzy. Relacje między nami są tak dobre, że w sposób naturalny rozumiemy swoje muzyczne intencje, co nie oznacza, że płycie nie towarzyszyło wiele prób. Nagrywaliśmy jednak muzykę współczesną, specjalnie dla nas skomponowaną, a więc i proces przygotowań był zupełnie inny niż w przypadku płyty "FRENCH". 

Wyznam, że słuchając jej miałam wrażenie niedosytu. Czy planuje Pan może jej kontynuację?

Bardzo się cieszę, że Pani tak to puentuje, bo to oznacza, że warto pomyśleć o kolejnym wydawnictwie. Musiałbym jednak zastanowić się, czy podążać ścieżką francuskiego repertuaru, który skrywa wiele wspaniałych kompozycji, czy może jednak znaleźć inny kierunek, aby nie popaść w schemat. Niezależnie od przyszłych wyborów, już teraz mam nadzieję, że płyta o której rozmawiamy, zachęci słuchaczy do eksplorowania literatury fletowej i docenienia walorów tego instrumentu.

Życzę więc, aby oczarował Pan swoim fletem melomanów,  dziękuję za rozmowę.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jan Krzeszowiec i jego czarodziejski flet /wywiad/

O kulisach powstawania pierwszej solowej płyty rozmawiam z Janem Krzeszowcem – flecistą-solistą w NFM Filharmonii Wrocławskiej, a także wykł...

Popularne posty