Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Andrzej Chłopecki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Andrzej Chłopecki. Pokaż wszystkie posty

sobota, 16 grudnia 2017

Andrzej Chłopecki: Wirtuoz słowa /recenzja "Muzyka wzwodzi"/

O czymkolwiek pisze autor tomu felietonów "Muzyka wzwodzi", czyni to błyskotliwie, zajmująco i dowcipnie, a jego teksty przypominają swoim kształtem kompozycje muzyczne.

Polskie Wydawnictwo Muzyczne
Drugi tom felietonów Andrzeja Chłopeckiego jest lekturą niezwykłą, od której nie sposób się oderwać. O czymkolwiek bowiem pisze autor, czyni to błyskotliwie, zajmująco i dowcipnie. Jego eseje/felietony mają precyzyjny kształt - przypominają bowiem kompozycje muzyczne, w których każda nuta, dynamika wypowiedzi, a nawet cisza mają właściwe sobie miejsce. 

Po tomie poprzednim,  który ukazał się pod tytułem "Dziennik ucha. Słuchanie na ostro", obecny nosi prowokacyjny tytuł zapożyczony z jednego z tekstów Chłopeckiego: "Muzyka wzwodzi", w którym autor dowcipnie  udowadnia myśl Kierkegaarda ze "Stadiów erotyki bezpośredniej, czyli erotyki muzycznej", iż muzyka jest tym, co demoniczne i co w genialności erotyczno-zmysłowej znajduje ona swój przedmiot absolutny. 

Po takim Prologu możemy się spodziewać wszystkiego... I rzeczywiście, Chłopecki co i rusz to nas zaskakuje, choć niekoniecznie erotycznie, ale zarówno podejmowanymi tematami, jak też erudycją i twórczym do nich podejściem .

W części zatytułowanej "Diagnozy" zajmuje się stanem kultury i przewiduje jej przyszłość. Próbuje także na nią wpływać, nakłaniając czytelników do pewnych zachowań i postaw. W pierwszym eseju tego rozdziału, zatytułowanym "Między zmierzchem i świtem, czyli kultura na rozdrożu", rozważa ni mniej ni więcej, tylko zmierzch kultury, by następnie zająć się ... ciszą w muzyce, po czym udziela rad, jak żyć twórczo i jak należy słuchać muzyki.

Chłopecki bowiem pisze z poczuciem misji i to także jest w nim piękne - że pisze po coś, nie uprawia - jak większość - "krytyki muzycznej". A być "wychowywanym" przez jego teksty to wyłącznie przyjemność obcowania z mistrzem - człowiekiem o wielkiej erudycji, wrażliwym i uważnym, a przy tym nazywającym rzeczy po imieniu, zanurzonym w rzeczywistości i nieustannie poddającym ją refleksji.
Część drugą nazwano Portretami, ale myli się, kto sądzi, że np. w rozdziale "Preisner, czyli apologia kiczu" znajdzie portret kompozytora sensu sctricte. Chłopeckiego interesują zjawiska szerszej natury, np. funkcjonowanie kiczu, który "łudząco przypomina" znane, oryginale kompozycje. Nie tylko zresztą muzyka - konkluduje autor - ale cała kultura tworzy alternatywny świat łudząco podobny do niej samej.

Czas twórczości recyklingu


W felietonie "Między zmierzchem i świtem, czyli kultura na rozdrożu" Chłopecki przygląda się zmianom, które nastąpiły na skutek rewolucji technicznej we wszystkich dziedzinach życia. Rozważa, jak zmieniły się przestrzeń i czas, skoro jednym kliknięciem myszy komputerowej można połączyć się na Skype z rozmówcą znajdującym się bardzo daleko. Skoro odręcznie pisany list zastąpił mail, a wreszcie dzięki programom komputerowym coraz więcej ludzi zajmuje się twórczością nieprofesjonalną. Status twórcy niezwykle się przez to zdemokratyzował.

Internet  stał się  globalnym magazynem treści i wartości - konstatuje Chłopecki które dla rzeszy amatorów stały się materiałem do zremiksowania, skompostowania, splądrowania i wyplucia w postaci nowych reinterpretacji. (...) Podstawowym więc  jego - naszego twórcy amatora - sposobem na twórczość jest plądrofonia.

I tak bawiąc się tym neologizmem, autor żartobliwie wnioskuje, że utwór plądrofoniczny nie mógł być ponownie splądrofowany, a więc nastaje czas coraz intensywniej uprawianej twórczości recyklingu.

Zmienił się nie tylko status twórcy, ale również odbiorcy, a dzieło stało się produktem. Meloman nie musi chodzić na koncerty, które zresztą coraz częściej przypominają zjawiska multimedialne i odbywają się w różnych miejscach, niekoniecznie do tego stworzonych. Być może to także zmierzch instytucji kultury.

Na Warszawskiej Jesieni - prorokuje autor - wystąpi wrocławska orkiestra laptopowa, był już na festiwalu koncert, polegający na wspólnym wykonywaniu utworu przez muzyków, znajdujących się w czasie koncertu w różnych miejscach świata, (...) oraz widzianych na ekranie.

A jednak swoją wizję antyutopii kończy Chłopecki wezwaniem do czytelnika, aby wyłączył czasem swojego iPoda, wstał rano i posłuchał śpiewu autentycznego słowika.

Z kolei w innych esejach autor zachęca do twórczego życia oraz do aktywnego słuchania muzyki i jej wykonywania. 

Artystą się bywa


Życie cię nuży i męczy? Pomyśl, co jest twoją życiową pasją - zachęca w eseju "Artystą się bywa". Co kochasz? - drąży. Bez czego życie stałoby się dla Ciebie szare i bez powabu? 
Po czym stwierdza, że na twórczość nigdy nie jest za późno. I nie chodzi bynajmniej o to, by stać się artystą na miarę Pendereckiego czy Hasiora, lecz by stworzyć siebie i przetwarzać najbliższe otoczenie na ciekawsze, atrakcyjniejsze, niż jest do tej pory.
Samo działanie twórcze jest - zdaniem autora - człowiekowi niezbędne do życia, choć nie zawsze zdaje sobie z tego sprawę. Bez tego popadamy we frustracje, a nawet nerwice, podczas gdy zaprzestanie tłumienia tego, co żąda ujścia  daje radość życia i leczy.Toteż Chłopecki zachęca, abyśmy nie ustawali w poszukiwaniach tego, co sprawia nam radość i staje się rodzajem autentycznej ekspresji naszego niepowtarzalnego ja. Nawet u schyłku życia może się okazać, że mamy jakiś talent, który możemy rozwinąć.

Brzmienie ciszy, czyli wirtuoz słowa


Wprawdzie nie sposób wartościować eseje Chłopeckiego, ale zwrócę uwagę na jeden z nich, jest on bowiem szczególnym przykładem wirtuozerii warsztatu pisarskiego autora.

Otóż rozpoczyna go tekst ciągły, bez pauz i znaków interpunkcyjnych:

hmmmgdybym niewpadłnapomysł...

Ten zaskakujący sposób wprowadzenia w temat ciszy od razu przykuwa uwagę. Brak pauz w tekście - tłumaczy muzykolog - to jakby pozbawienie oddechu. I powołuje się wielokrotnie na Johna Cage`a, który twierdził wręcz, że cisza nie istnieje. Kolejne podrozdziały wprowadzają nas w zagadnienie. Noszą zagadkowe, niekiedy aluzyjne tytuły: "Mapa naszego słyszenia", "Po drugiej stronie ucha", Cisza... i strach.

Potrzebujemy dźwięków. Potrzebujemy przecież też ciszy - twierdzi autor. Czym są dźwięki - wiemy. Czym jest cisza? Złudzeniem naszych zmysłów.
Z równą łatwością i lekkością powołuje się w swoich rozważaniach zarówno na Johna Cage`a, jak na Arystotelesa czy na Norwida, dla którego p r z e m i l c z e n i e jest niezawodnie częścią mowy.

Odczuwamy strach przed ciszą i oklejamy się dźwiękowymi tapetami. W pomieszczeniach, w których przebywamy, stale coś dźwięczy. A czasami ten dźwięk izoluje nas od hałasu świata zewnętrznego. Staje się ciszą. 
Na koniec tych rozważań pojawia się, oczywiście, błyskotliwa konkluzja:  

Nie, nie wszystko wysłyszymy w ciszy. Ale bez ciszy możemy ogłuchnąć. I wtedy już nawet ciszy nie będziemy zdolni usłyszeć. Nie tylko masywnego akordu orkiestry symfonicznej granego w forte fortissimo. Czyli bardzo głośno. Także harmonii niebiańskich sfer.

Andrzej Chłopecki z pewnością delektuje się już ową harmonią sfer, ale my musimy się jeszcze postarać, aby móc ją również kiedyś usłyszeć. Myślę, że wsłuchując się w jego teksty, mamy taką szansę.

Książka Andrzeja Chłopeckiego "Muzyka wzwodzi. Diagnozy i portrety" ukazała się w Polskim Wydawnictwie Muzycznym SA

Recenzja ukazała się pierwotnie na portalu Kulturaonline w 2015 roku.

czwartek, 26 października 2017

„Zabobony gasnącego stulecia” Andrzeja Chłopeckiego: Świat opisany za pomocą słownych kliszy /recenzja książki/

Ukazała się trzecia, może najważniejsza, książka Andrzeja Chłopeckiego: „Zabobony gasnącego stulecia”. Jej autor uświadamia nam, jak chętnie i często uciekamy się do gotowych schematów pragnąc opisać świat.

Polskie Wydawnictwo Muzyczne

Nieodżałowany, niezapomniany muzykolog, myśliciel i eseista – Andrzej Chłopecki miał świadomość kryzysu słów, którymi próbujemy opisać świat, a nie tylko muzykę. Twierdził:

Opisujemy jednak, posługując się słowami, które dawno straciły niewinność terminów „czystych” – funkcjonują obarczone historią swojego używania, jak klisze, wytrychy, zabobony.

Toteż trzeci tom jego wydanych pośmiertnie pism służy temu właśnie, aby nas na owe klisze uczulić, aby je skompromitować i pobudzić do myślenia. Jeśli nawet misja ta wydaje się być trudna do zrealizowania, nie można odmówić Autorowi kreatywności, ba, błyskotliwości w jego próbach „odczarowania” zabobonów. Czterdzieści dwa hasła, które ukazują się pięć lat po śmierci Chłopeckiego zostały uzupełnione przez jego przyjaciół i uczniów o kolejne 61, kontynuujące ten zamysł. Ale jest to także zaproszenie dla czytelników, cechą pisarstwa autora „Dziennika ucha” i „Muzyka wzwodzi” jest bowiem nieustający, dowcipny dialog. Wśród owych „zabobonów” w trzecim tomie pism Andrzeja Chłopeckiego znajdują się nie tylko terminy muzyczne, ale także wiele innych, jak choćby „piękno”, „oryginalność”,  „kryzys”, po tak nieoczekiwane, jak … „bolszewizm”.

Mnie najbardziej rozbawiło i tym samym utkwiło w pamięci pojęcie „krytyka muzyczna”. Otóż autor wymienia słowa-wytrychy, nagminnie stosowane i odkrywa ich prawdziwy sens. Znajdziemy tam m.in. takie perełki:

Zwięzłość formy – utwór był krótki,
Finezję pomysłów kolorystycznych – krytyk się nie połapał, na czym grają,
Kunsztowną, kapryśną rytmikę – krytykowi nie udało się ustalić metrum utworu nawet na podstawie gestów dyrygenta,
Plastyczność motywów – nie da się zaśpiewać (zagwizdać) żadnego motywu,
Intensywną ekspresję – było głośno,
Bogatą paletę środków wyrazu – było i bardzo głośno, i bardzo cicho, a nadto i szybko, i wolno,
Cyzelację środków – krytyk domniemywa, że kompozytor nad utworem pracował długo.

Na koniec jednak konkluduje, że mimo wszystko krytyka jest potrzebna, ponieważ Świat nieopisywany nie istnieje.

W książce znalazły się także wspomnienia o autorze, m.in. zapis rozmowy, która odbyła się 28 kwietnia ubiegłego roku w warszawskiej siedzibie Polskiego Wydawnictwa Muzycznego. Dowiadujemy się z niej, że „Zabobony gasnącego stulecia” powstały z fascynacji lekturą „Stu zabobonów” o. Józefa Marii Bocheńskiego.

Umiejętność uchwycenia istoty sprawy i wyrażenie jej w lapidarnej formie niestroniącej przy tym od szczypty erystyki – podsumowuje swoje wspomnienie Stanisław Krupowicz – to chyba cechy charakterystyczne tego szczególnego umysłu, jaki cechował Andrzeja.

Ale najbardziej poruszające świadectwo daje o Andrzeju Chłopeckim jego żona, Beata:

On żył muzyką i to jest prawda, a nie tylko banał. Już jako brzdąc w kołysce słuchał, jak jego mama gra na pianinie i uczy gry starszego brata. Potem jego samego posadziła do pianina i Andrzej już w wieku 5 lat próbował grać lekkie utwory dziecięce, poszedł też do przedszkola muzycznego. Zaczęłam się teraz zastanawiać, czy gdyby go z muzyki wyrwać, byłby w stanie funkcjonować… I dochodzę do wniosku, że nie, to byłoby niemożliwe.

Książka Andrzeja Chłopeckiego: „Zabobony gasnącego stulecia. Kontynuacje” ukazała się w Polskim Wydawnictwie Muzycznym.

Recenzja ukazała się pierwotnie na portalu Kulturaonline.


„Feliks Janiewicz – Complete Violin Concertos” – nowy album wydany przez Narodowe Forum Muzyki

7 sierpnia 2026 roku premierę będzie miał nowy album Narodowego Forum Muzyki im. Witolda Lutosławskiego we Wrocławiu, nagrany przez Bartłomi...

Popularne posty