poniedziałek, 19 sierpnia 2019

Zdobywca Grammy w niedzielę zagra we Wrocławiu

We Wrocławiu trwa XXVI Festiwal Muzyki Organowej i Kameralnej im. Johannesa Brahmsa Non Sola Scripta. Najbliższy festiwalowy koncert będzie wydarzeniem niezwykłym: 25 sierpnia na Ostrowie Tumskim jeden z najlepszych polskich pianistów jazzowych Włodek Pawlik spotka się z wybitnym włoskim organistą Giampaolo di Rosą.

Włodek Pawlik, fot. organizatorów

Włodek Pawlik należy do pierwszej ligi polskiego jazzu. Jego twórczość doceniana jest na całym świecie: w 2014 roku, jako pierwszy polski jazzman w historii, został laureatem nagrody Grammy, która trafiła do jego rąk za nagraną wspólnie z trębaczem Randy Breckerem, Orkiestrą Filharmonii Kaliskiej i Włodek Pawlik Trio płytę „Night in Calisia”. W dorobku kompozytorskim Pawlika, obok utworów jazzowych, znajdują się ścieżki dźwiękowe do produkcji filmowych, teatralnych, operowych, baletowych czy radiowych; tworzy też kantaty, utwory na orkiestrę kameralną i symfoniczną. Jego dyskografia obejmuje 30 albumów wydanych w Polsce i w USA. Najnowszy longplay pianisty, wydana w lutym tego roku płyta „Pawlik/Moniuszko – Polish Jazz”, jest autorską interpretacą dorobku jednego z najpopularniejszych polskich kompozytorów klasycznych.

Włodek Pawlik gra „Prząśniczkę” Stanisława Moniuszki:



Pochodzący z Włoch Giampaolo di Rosa, który podczas niedzielnego koncertu będzie muzycznym partnerem Pawlika, to organista, klawesynista i pianista, kompozytor i improwizator, muzykolog i pedagog. Podczas koncertów prezentuje szeroki repertuar literatury muzycznej wszystkich epok, włączając w to muzykę współczesną (w tym wszystkie dzieła J.P. Sweelincka, J.S. Bacha, C. Francka, F. Liszta oraz O. Messiaena). W 2008 roku został mianowany tytularnym organistą i dyrektorem artystycznym Narodowego Kościoła Portugalskiego w Rzymie, gdzie zainicjował jedną z największych serii recitali organowych w Europie. Od lutego 2014 roku jest organistą-rezydentem katedry w hiszpańskim León.

Giampaolo di Rosa, fot. organizatorów

Repertuar niedzielnego koncertu będzie wyjątkowym hołdem dla patrona festiwalu Non Sola Scripta, romantycznego kompozytora Johannesa Brahmsa. Usłyszymy nie tylko trzy ze stworzonych przez niego preludiów chorałowych (Schmücke dich, o liebe Seele op. 122 nr 5, Herzlich tut mich verlangen op. 122 nr 10, Es ist ein Ros' ersprungen op. 122 nr 8), ale i wariacje na temat skomponowanych przez Niemca utworów. W programie pojawią się też utwory organowego klasyka, Johanna Sebastiana Bacha (Ricercare a 6 z Musikalisches Opfer, BWV 1079) czy autorskie jazzowe improwizacje Włodka Pawlika.

Koncert odbędzie się 25 sierpnia o godzinie 19:00 w Kościele Świętego Krzyża na Ostrowie Tumskim. Bilety (40-50 zł) nabyć można online bądź stacjonarnie: w Barbarze (ul. Świdnicka 8B) oraz na miejscu koncertu przed jego startem.

informacja prasowa

Narodowe Czytanie z reżyser Magdaleną Piekorz

Miejska Biblioteka Publiczna w Katowicach serdecznie zaprasza do udziału w obchodach Narodowego Czytania w Ogrodzie Słów przy Filii nr 14. W tym roku czytać będziemy nowele pióra znakomitych pisarzy polskich: Elizy Orzeszkowej, Marii Konopnickiej, Bolesława Prusa, Brunona Schulza, Władysława Stanisława Reymonta, Stefana Żeromskiego, Henryka Sienkiewicza oraz Henryka Rzewuskiego. Czytać będziemy wraz z zaproszonymi Gośćmi oraz z Czytelnikami


Miejska Biblioteka Publiczna w Katowicach serdecznie zaprasza do udziału w obchodach Narodowego Czytania w Ogrodzie Słów przy Filii nr 14 (ul. Piastów 20, Os. Tysiąclecia). W tym roku czytać będziemy nowele pióra znakomitych pisarzy polskich – Elizy Orzeszkowej, Marii Konopnickiej, Bolesława Prusa, Brunona Schulza, Władysława Stanisława Reymonta, Stefana Żeromskiego, Henryka Sienkiewicza oraz Henryka Rzewuskiego.
Czytać będziemy wraz z zaproszonymi Gośćmi oraz z Czytelnikami, których zachęcamy do przynoszenia ulubionych fragmentów polskiej literatury i wspólnego ich czytania.


Oprawę muzyczną wydarzenia zapewnią wielokrotnie nagradzani w Polsce i za granicą muzycy – skrzypaczka Sulamita Ślubowska oraz pianista Mateusz Lasatowicz. Artyści zaprezentują najpiękniejsze melodie pochodzące z filmowych adaptacji polskich utworów literackich. 
Gośćmi specjalnymi Narodowego Czytania będą Magdalena Piekorz – utytułowana reżyser filmowa i teatralna, scenarzystka, dyrektor artystyczna Teatru im. Adama Mickiewicza w Częstochowie oraz Ewa Kopsik – pisarka, autorka książek „Uciec przed cieniem” i „Układ z Panem Bogiem”, tłumaczka języka niemieckiego. Spotkanie z paniami poświęcone będzie ich wspólnie napisanej książce „Nieobecność”, opisującej historię utalentowanej baletnicy, której światową karierę przekreśla groźna choroba – borelioza. Powieść powstała na podstawie wspomnień Magdaleny Piekorz z okresu walki o powrót do zdrowia.

Przez cały czas trwania Narodowego Czytania prowadzić będziemy kiermasz książek antykwarycznych. Do nabycia będzie m.in. literatura piękna polska i światowa, albumy, powieści dla młodzieży, książki dla dzieci, tomiki poezji. Dzieci zachęcamy do wzięcia udziału w warsztatach literacko-artystycznych, młodzież oraz rodziców z maluchami zapraszamy do Czytelni pod Sówką – Bibliotecznej Poradni Książkowej. Doradzimy, co warto czytać dzieciom i jakie tytuły proponować młodzieży, by polubiła czytanie. Udział w Narodowym Czytaniu w Ogrodzie Słów weźmie Wydawnictwo Sonia Draga, na którego stoisku zakupić będzie można książki.

Gościć będziemy także przedstawicieli Fundacji Transgresja, której misją jest działanie na rzecz przezwyciężania wykluczenia społecznego osób z funkcjonalną niepełnosprawnością sensoryczną oraz pomoc w przezwyciężaniu ich granic osobistych. Fundacja zaprezentuje w jaki sposób osoby niewidome i głuchoniewidome funkcjonują na co dzień; pomoże poznać metody komunikacji.
Serdecznie zapraszamy do wspólnego świętowania; udział w imprezie jest bezpłatny. W razie niepogody wszystkie wydarzenia odbędą się w budynku. 
Imprezie towarzyszyć będzie wystawa poświęcona twórczości polskich nowelistów, których utwory będziemy czytać. 

Program Narodowego Czytania

7 września 2019 r. (sobota)
Filia nr 14, ul. Piastów 20, Ogród Słów
11:00-11:15 Koncert muzyki instrumentalnej w wykonaniu skrzypaczki Sulamity Ślubowskiej i pianisty Mateusza Lasatowicza
11:15-11:30 Uroczyste rozpoczęcie Narodowego Czytania, powitanie Gości
11:30-11:45 Pierwsza sesja czytania
11:45-12:00 Koncert muzyki instrumentalnej
12:00-12:15 Druga sesja czytania

12:15-12:30 Koncert muzyki instrumentalnej
12:30-13:00 Spotkanie z Magdaleną Piekorz i Ewą Kopsik – autorkami powieści Nieobecność
13:00-13:25 Trzecia sesja czytania

13:25-13:40 Koncert muzyki instrumentalnej
13:40-14:00 Uroczyste zakończenie, wspólne odczytanie rozdanego wcześniej fragmentu tekstu, pamiątkowe zdjęcie

informacja prasowa

57. MIĘDZYNARODOWY FESTIWAL MONIUSZKOWSKI, KUDOWA – ZDRÓJ 2019

Tegoroczny, 57. Międzynarodowy Festiwal Moniuszkowski w Kudowie-Zdroju, odbędzie się w roku niezwykłym, w którym świętujemy jubileusz 200-lecia urodzin naszego wielkiego kompozytora, Ojca Polskiej Opery Narodowej – Stanisława Moniuszki.



Z tej okazji zaplanowałem szczególnie atrakcyjny i urozmaicony program artystyczny, wypełniony znakomitymi spektaklami operowymi, koncertami kameralnymi, recitalami wokalnymi, imprezami towarzyszącymi, które dzięki obecności największych gwiazd wokalistyki, świetnych instrumentalistów, orkiestr, chórów będą z pewnością wielkim wydarzeniem dla kultury polskiej.

Zapraszam wszystkich Melomanów, wszystkich Kudowian, Dolnoślązaków, Turystów, aby zechcieli zaszczycić nas swoją obecnością podczas tegorocznych wydarzeń festiwalowych.

Znakomitym wydarzeniem tegorocznego Festiwalu będzie pierwszy w jego historii występ, obrosłej  legendą, Warszawskiej Opery Kameralnej. Warszawscy artyści zaprezentują podczas inauguracyjnego spektaklu dwie opery Stanisława Moniuszki: jego pierwsze dzieło operowe „Die Schweizerhütte” („Szwajcarską chatkę”) oraz „Nocleg w Apeninach” do libretta Aleksandra hr. Fredry. „Szwajcarską chatkę” odkrył kilka lat temu w zbiorach Warszawskiego Towarzystwa Muzycznego wybitny muzykolog dr Grzegorz Zieziula z Instytutu Sztuki PAN, a partyturę zredagował poznański muzykolog Maciej Prochaska. Oba spektakle premierę miały jesienią 2018 r. na scenie Warszawskiej Opery Kameralnej. W Kudowie po warszawskich sukcesach zostaną pokazane po raz pierwszy poza siedzibą WOK.

Wystąpią najwybitniejsi polscy śpiewacy: wielka gwiazda, Joanna Moskowicz, znakomita aktorka Aleksandra Nieśpielak, młodzi i już uznani śpiewacy: Hanna Sosnowska, Rafał Żurek, Rafał Songan, Szymon Kobyliński, Bartosz Nowak, Maciej Falkiewicz, Michał Justa. Zaśpiewa Chór Warszawskiej Opery Kameralnej. Wystąpi także świetna orkiestra: Musicae Antique Collegium Varsoviense, grająca na instrumentach historycznych. Spektakle wyreżyserował Roberto Skolmowski, scenografia – Katarzyna Gabrat-Szymańska, kostiumy – Maria Balcerek, choreografia – Elżbieta Lejman, multimedia – Wojciech Hejno. Dyrygował będzie Stanisław Rybarczyk.

Kolejnym wielkim wydarzeniem Festiwalu będzie prapremiera, uważanej za zaginioną, kolejnej opery Stanisława Moniuszki – „Ideału czyli nowej precjozy”. Rekonstrukcji i opracowania partytury podjął się Maciej Prochaska, kierownictwo muzyczne – Stanisław Rybarczyk, inscenizacja i reżyseria – Roberto Skolmowski, kostiumy – Anna Utko, choreografia – Elżbieta Lejman, multimedia – Wojciech Hejno. Wystąpią utalentowani śpiewacy, absolwenci i studenci Akademii Muzycznej im. Karola Lipińskiego we Wrocławiu oraz Orkiestra Festiwalowa. Spektakl realizowany jest we współpracy z Towarzystwem Teatralnym we Wrocławiu, a pokazany zostanie w przestrzeniach Teatru Pod Blachą i parku zdrojowego.

Podczas Festiwalu, w Teatrze Zdrojowym, odbędą się recitale wokalne wielkich polskich śpiewaczek Marceliny Beucher i Reginy Żurakowskiej-Wunderlich. Marcelina Beucher to wschodząca gwiazda polskiej wokalistyki, laureatka wielu konkursów wokalnych, występująca na całym świecie. Podczas koncertu zaakompaniuje jej świetny pianista i kompozytor Mirosław Gąsieniec. Regina Żurakowska-Wunderlich to z kolei uznana śpiewaczka, solistka wielu teatrów operowych w Europie, od wielu lat mieszkająca w Niemczech. Akompaniować podczas jej recitalu będzie Olga Kowalczuk. Szczególnego smaczku koncertom doda fakt, iż obie śpiewaczki są w szczególny sposób związane z Kudową-Zdrojem.

Kolejne ważne wydarzenia festiwalowe, to trzecia edycja programu autorstwa znakomitego pianisty i dyrygenta Emiliana Madeya – Pieśni Stanisława Moniuszki w oryginalnych wersjach językowych (teksty w j. niemieckim, francuskim, rosyjskim). Prezentacja nowych odkryć autora koncepcji, z udziałem znakomitych polskich śpiewaków: Wandy Franek-Kalinowskiej – alt i Rafała Żurka – tenor oraz koncert kameralny prezentujący twórczość religijną Moniuszki z udziałem Anny Lasoty – sopran, Łukasza Wildy – tenor i Macieja Prochaski – organy. Koncert odbędzie się w kościele św. Katarzyny.

Kontynuacją inspirujących odsłon dzieł Stanisława Moniuszki będzie koncert wybitnych artystów: Piotra Łykowskiego – kontratenor i Piotra Zaleskiego – gitara, którzy zaprezentują nowe spojrzenie na kompozycje patrona Festiwalu, w kontekście pieśni Franza Schuberta. Drugim wydarzeniem tego nurtu będzie koncert zespołu POLYCHORD, który wykona Moniuszkę na jazzowo!

Wielką moją radością będzie odkrycie nowego miejsca festiwalowego, kościółka na Górze Parkowej, gdzie Wojciech Heliński wraz z przyjaciółmi zaprosi do wędrówki indyjskimi śladami Parii Moniuszki…

Pełni Festiwalu dopełnią rozmaite koncerty, wydarzenia, spotkania i imprezy towarzyszące. Każdy dzień 57. Międzynarodowego Festiwalu Moniuszkowskiego rozpocznie się tradycyjnym już od kilku lat hejnałem moniuszkowskim, odegranym przez trębacza na balkonie Teatru Zdrojowego. Festiwal rozpocznie, tradycyjny także, koncert na balkonie Sanatorium „Polonia”, w stylu „kiepurowskim”. Tegoroczny koncert balkonowy wykona, obdarzony pięknym tenorowym głosem, Rafał Żurek. Akompaniować na fortepianie będzie Natalia Gaponenko.

Splendoru Festiwalowi dodadzą także wystąpienia najwybitniejszych muzykologów specjalizujących się w badaniach nad spuścizną artystyczną Stanisława Moniuszki – dr Sviatleny Niemahaj z Białorusi i dr. Grzegorza Zieziuli.

Wielkim finałem tegorocznego Festiwalu będzie najdoskonalsze dzieło Stanisława Moniuszki – „Straszny dwór”, który wykonany zostanie w Teatrze Pod Blachą przez wspaniałych solistów m. in. Annę Lubańską, Adama Kruszewskiego, Ryszarda Morkę, Nazara Kachałę oraz świetne, warszawskie zespoły orkiestry, chóru i baletu.

Szanowni Państwo!

Niech wolno mi będzie złożyć w tym miejscu najserdeczniejsze, z serca płynące podziękowania tym wszystkim wspaniałym ludziom, bez działań których ten Festiwal nie mógłby przybrać tak niezwykłego kształtu. Przede wszystkim dziękuję prezesowi Moniuszkowskiego Towarzystwa Kulturalnego – Grzegorzowi Jungowi, który wniósł w organizację i przygotowania swoje niezwykłe zaangażowanie, talent i nieustępliwość. Dziękuję całemu zarządowi Towarzystwa i poszczególnym jego członkom, dziękuję rzecznikowi Festiwalu Maciejowi Kieresowi, Ośrodkowi Kultury i Sztuki we Wrocławiu i jego dyrektorowi Igorowi Wójcikowi, dziękuję redaktorkom: Wandzie Ziębickiej i Katarzynie Kaczorowskiej. Dziękuję w sposób szczególny śp. Jackowi Szkudelskiemu, który wspierał nas swoją wiedzą i talentem od lat, a który tak wcześnie i niespodziewanie odszedł…

Najserdeczniej dziękuję za wsparcie parlamentarzystom, wśród których wymienić należy przede wszystkim posła Michała Dworczyka i senatora Aleksandra Szweda, a także doradcę Prezydenta RP – Tadeusza Deszkiewicza.

Z całego serca kłaniam się dziękuję w tym miejscu najserdeczniej wszystkim darczyńcom, sponsorom i partnerom Festiwalu na czele z Ministerstwem Kultury i Dziedzictwa Narodowego, PKO Bankowi Polskiemu, Fundacji PZU i Fundacji KGHM Polska Miedź! Bez Państwa uczestnictwa, pomocy i wsparcia nie moglibyśmy zakomponować tak niezwykłego programu!

Dziękuję najpiękniej wszystkim Patronom Honorowym! Dziękuję mediom za Patronaty i promocję Festiwalu i dzieła Stanisława Moniuszki!

Szanowni!

Życzę wszystkim zaproszonym Artystom mistycznego spełnienia, niekończącego się aplauzu Publiczności, a wszystkim Melomanom – najniezwyklejszych doznań i uniesień!

Niech najjaśniejszym blaskiem świeci dzieło i postać Stanisława Moniuszki podczas tegorocznego, 57. Międzynarodowego Festiwalu Moniuszkowskiego!

Z serdecznym pozdrowieniem

Stanisław Rybarczyk

Dyrektor Artystyczny Międzynarodowego Festiwalu Moniuszkowskiego

informacja prasowa

"Święty Sebastian i Święty Maurycy" - wystawa nowych nabytków w Domu Józefa Mehoffera

W kwietniu 2019 roku do kolekcji Muzeum Narodowego w Krakowie dołączył kolejny projekt wykonawczy Józefa Mehoffera do witraży w katedrze św. Mikołaja we Fryburgu,  karton „Św. Sebastian i św. Maurycy” (1899), który wraz z kartonem „Św. Katarzyna i św. Barbara”, zakupionym przez MNK w ubiegłym roku, współtworzy projekt uznawanego za arcydzieło sztuki monumentalnej  witraża „Męczennicy” (1898-1901).



Witraże w katedrze św. Mikołaja we Fryburgu to dzieło życia Józefa Mehoffera,  realizowane od  roku 1895 przez ponad czterdzieści lat, dzieło powszechnie znane i cenione, dzięki któremu stał się on jednym z najbardziej rozpoznawalnych polskich artystów w Europie.

Witraż „Męczennicy”, eksponowany  na Powszechnej Wystawie Światowej w Paryżu w 1900 roku, nagrodzony został złotym medalem. Był to od ponad dwudziestu lat pierwszy, spektakularny sukces polskiego artysty na Salonie.

Józef Mehoffer, Św. Sebastian i św. Maurycy, 1899; Karton do lewego okna witraża "Męczennicy"
w katedrze św. Mikołaja we Fryburgu; akwarela, gwasz, papier naklejony na płótno

To pierwsze z monumentalnych dzieł Mehoffera, w którym tak silnie uwidaczniają się cechy Art Nouveau. O jego wielkiej dekoracyjności przesądza bogactwo wypełniających go, stylizowanych motywów. Jednym z najważniejszych  środków wyrazu jest tu dekoracyjna, ekspresyjna linia. 

Centralną część scen jego środkowej partii wypełniają wyobrażenia chrześcijańskich męczenników z przełomu III i IV wieku, podejmujących decyzję o odmowie wyparcia się wiary, jednoznaczną z wyborem śmierci.

Józef Mehoffer, Św. Sebastian i św. Maurycy, 1899; Karton do lewego okna witraża "Męczennicy"
w katedrze św. Mikołaja we Fryburgu; akwarela, gwasz, papier naklejony na płótno. 

W kompozycji „Św. Sebastian i św. Maurycy” po lewej stronie Mehoffer przedstawił św. Sebastiana; w trakcie montażu okna witrażowego, kwaterę poświęconą temu świętemu osadzono ostatecznie po prawej. Św. Sebastian (zm. ok. 288 ) był  centurionem, zapewne dowódcą straży przybocznej cesarza Dioklecjana.  Za wyznawanie wiary w Chrystusa został skazany na śmierć –  przywiązano go do pala na placu ćwiczeń i zamieniono w żywy cel. Św. Maurycy (zm. ok. 285  lub 302), wyobrażony po prawej, był dowódcą Legii Tebańskiej, która wchodziła w skład armii cesarza Maksymiana zdążającej na północ przez Alpy, by zmierzyć się z Galami. Sześciotysięczna Legia została zmasakrowana za odmowę oddania hołdu bóstwom pogańskim.

Józef Mehoffer, Św. Sebastian i św. Maurycy, 1899; Karton do lewego okna witraża Męczennicy
w katedrze św. Mikołaja we Fryburgu; akwarela, gwasz, papier naklejony na płótno. 
Wystawa jest czynna do 5 stycznia 2020 roku.

informacja prasowa, zdjęcia: Muzeum Narodowe Kraków


Beata Studziżba-Kubalska: O Józefa Mehoffera fryburskim witrażu „Męczennicy”

Artykuł na temat "Męczenników" Józefa Mehoffera pochodzi z blogu Muzeum Narodowego w Krakowie. Przytaczam go w całości, bo jest bardzo interesujący.

Józef Mehoffer, "Męczennicy", fot. MN Kraków

„Mój karton spadł na fryburczyków spokojnych i głowy im zaniepokoił”. O Józefa Mehoffera fryburskim witrażu Męczennicy, 1898-1901 [1].
Zwycięstwo w wielkim międzynarodowym konkursie, na wykonanie dekoracji witrażowej okien kaplic naw bocznych kolegiaty św. Mikołaja we Fryburgu, Józef Mehoffer przyjął ze spokojem i dużym dystansem. O swym konkursowym projekcie witraża Apostołowie, nagrodzonym we Fryburgu w lipcu 1895, napisał, iż „był zrobiony z rutyny, na mocy uzyskanej wprawy” oraz  że „ludzie tego nie widzą”, gdyż „imponuje im zyskanie konkursu na obczyźnie”.

Po osadzeniu jednakże  pierwszego Mehofferowskiego witraża w oknach fryburskiej kolegiaty, zarządzający pracami nad jej wystrojem Comité des Vitraux postanowił, iż polskiemu artyście należy powierzyć dekorację wszystkich ośmiu dwudzielnych okien naw bocznych świątyni. I tak rozpoczął się najważniejszy wątek artystycznej biografii Józefa Mehoffera, zakończony w roku 1936, gdy w prezbiterium fryburskiego kościoła umieszczono ostatni z zaprojektowanych przez niego witraży.

Józef Mehoffer - Madonna w otoczeniu aniołów, fragment kartonu do witraża "Matka Boska Zwycięska"
 do okna lewego 1897. Muzeum Narodowe w Krakowie


W 1897 artysta wykonał zatem karton kolejnego, po "Apostołach", witraża dla fryburskiej kolegiaty – "Matka Boska Zwycięska", następnie zaś projekt witraża Najświętszy Sakrament do kaplicy Bractwa Najświętszego Sakramentu, zaakceptowany wiosną 1898 przez fundatora. Bractwo nie wyraziło jednak zgody na jego prezentację na Światowej Wystawie w Paryżu w 1900 roku – Mehofferowi zaproponowano wysłanie do stolicy Francji witraża zaplanowanego jako kolejny.

Św.  Katarzyna i św. Barbara








Przesuwając zatem nieco prace nad Najświętszym Sakramentem, przystępuje on do wykonania projektu witraża "Męczennicy"  –  do okien drugiej kaplicy od strony wschodniej, w lewej nawie bocznej kościoła. Składają się na niego dwie kompozycje witrażowe, stanowiące ideową i stylistyczną całość: " Św. Sebastian i św. Maurycy" w oknie lewym oraz, w oknie prawym – " Św. Katarzyna i św. Barbara".



















Św. Sebastian i św. Maurycy

Dzieło swe Mehoffer poświęcił zatem czterem świętym- męczennikom, żyjącym w III wieku i na przełomie wieku III i IV, ofiarom prześladowań w okresie panowania cesarzy Dioklecjana i Maksymiana.

Postaci świętych usytuował na pierwszym planie środkowej strefy witraża. Przedstawił ich w momencie podjęcia decyzji o odmowie wyrzeczenia się wiary, jednoznacznej z wyborem śmierci. Skoncentrował się na charakterystyce ich samych, ich wewnętrznych doznań, znacząco redukując narrację scen, których są bohaterami. Kompozycje dolnej partii witraża wyobrażają natomiast agonię męczenników; ich śmierć dokonuje się w asyście pochylających się nad nimi kobiet, wśród rozrośniętych, wyolbrzymionych, ekspansywnych kwiatów orchidei – to wizja o potężnej, niezwykłej sile wyrazu. Wartości dekoracyjne tej partii dzieła Mehoffera współgrają z silną ekspresją tworzących ją przedstawień.

Kartony do witraża "Męczennicy" artysta ukończył w czerwcu 1899; 18 czerwca, tak oto, relacjonował żonie z Fryburga przebieg zdarzeń związanych z zatwierdzeniem ich do realizacji:





„Potem zebranie pełnego Komitetu przed moim kartonem i wysłuchanie uwag z pewnym niepokojem, albowiem mój karton spadł na fryburczyków spokojnych i głowy im zaniepokoił  (…). Zebranie to miało charakter poważny i urzędowy, potem przyszły te panie z Hodlerem, arystokracja tutejsza, te panie Diesbach, Romain, Zurich i Castello (…). Hodlerowi  się naprawdę podobało i winszował mi”. Komitet zaakceptował kartony polskiego artysty, pozostawiając ewentualne zmiany i poprawki w jego gestii. Niewątpliwie na jego decyzję znacząco wpłynęła opinia ojca Joachima Berthiera, dominikanina, filozofa, profesora teologii na Uniwersytecie fryburskim, twórcy przekładów Dantego.

Jest prawdziwym fenomenem, iż podczas trwających ponad czterdzieści lat prac dla świątyni we Fryburgu, Mehoffer mógł liczyć na zrozumienie dla swych śmiałych artystycznych idei zarówno miejscowej elity, jak i fryburskiej publiczności. Fryburczycy, niewątpliwie początkowo zaszokowani stylistyką Męczenników, ulegli ostatecznie fascynacji  indywidualnym wyrazem dzieła, jego oryginalnością. Przejawiła się ona m. in. w obecności polskich akcentów, takich jak „sarmacka” szata św. Barbary i widoczne w tle jej postaci fragmenty średniowiecznych fortyfikacji Krakowa; witraż nie mógł ich nie urzec bogactwem stylizowanych motywów, feerią nasyconych i zniuansowanych barw, splotami wijących się niespokojnie linii, wielką dozą dramatyzmu.

Jest on w twórczości monumentalnej Józefa Mehoffera dziełem przełomowym, pierwszym, w którym tak silnie wybrzmiały nowe tendencje sztuki ok. 1900, Art Nouveau i symbolizmu. Te środki wyrazu łączą się w nim jednakże z czytelnymi odniesieniami do dawnej sztuki i ikonograficznej tradycji.

Przypomina on zatem niejako swym kształtem późnogotycki ołtarz z rozbudowaną predellą, nastawą ołtarzową o formie poliptyku i misternie rzeźbionym zwieńczeniem. Literackim zaś źródłem wyobrażeń postaci świętych męczenników była dla Józefa Mehoffera głównie trzynastowieczna Złota Legenda (Legenda Aurea) Jakuba de Voragine’a.

Polski artysta czerpał też obficie z dawnych malarskich i rzeźbiarskich przedstawień świętych: Maurycego, Sebastiana, Katarzyny i Barbary; warto wskazać choćby na reminiscencje dwóch siedemnastowiecznych dzieł w wyobrażeniu postaci konającego św. Sebastiana, w dolnej strefie witraża "Męczennicy" – obrazu Georgesa de la Toura, "Św. Sebastian opatrywany przez św. Irenę", 1649 (Luwr), i rzeźby z postacią świętego, Giuseppe’a Giorgettiego,  z lat 1671-1672, z Bazyliki Św. Sebastiana za Murami w Rzymie.

Pracę nad wykonaniem witraża |Męczennicy| firma witrażownicza Kirsch & Fleckner, zaangażowana w realizację wszystkich witraży fryburskich Józefa Mehoffera, ukończyła w grudniu 1899. W lutym 1900 roku obydwa okna witrażowe wysłano do stolicy Francji;  na Światowej Wystawie w Paryżu tegoż roku dzieło Józefa Mehoffera zostało nagrodzone złotym medalem".

Beata Studziżba-Kubalska – historyk sztuki, kustosz MNK, Dom Józefa Mehoffera. Autorka publikacji i wystaw z zakresu sztuki polskiej XIX i XIX/ XX wieku

Link do artykułu

Misterium Mostu 2019

22 sierpnia w amfiteatrze Dworu Miłosza w Krasnogrudzie zostanie wykonany koncert skomponowany przez wybitnego polskiego kompozytora Pawła Szymańskiego na Orkiestrę Klezmerską Teatru Sejneńskiego i część żeńską chóru "Sąsiedzi"/”Kaimynai”. Koncertowi towarzyszyć będzie słowo - doświadczenie obecności mostu w życiu kompozytora. 



"Jeszcze brzmi w nas opowieść o zimorodku, który przeprowadzał zbłąkane ptaki o różnych imionach przez świat waśni i głębokich przepaści, aż odnalazły własne oblicza w zwierciadle drugiego brzegu. Skomponowana w formę muzycznego oratorium przez Wojciecha Szroedera, ułożona moimi słowami, inkrustowana Miłoszem, Citatim i Lawrencem, nawiązywała do sufickiej legendy o Simurgu. Wydawałoby się, że zaledwie wczoraj wydarzyło się to Misterium Mostu. Tymczasem od kilku tygodni na pulpitach muzyków Orkiestry Klezmerskiej Teatru Sejneńskiego oraz chóru „Kaimynai” (Sąsiedzi) złożonego z mieszkańców wiosek polsko-litewskiego pogranicza pojawiły się nowe nuty, a na próbach w Sejneńskiej Spółdzielni Jazzowej, w kościółku w Żegarach i w przestrzeni Niewidzialnego Mostu w Krasnogrudzie słychać inne słowa.

Materią pracy jest niezwykła, wymykająca się wszelkim konwencjom kompozycja na dźwięki, imiona i słowa, stworzona specjalnie na tegoroczne Święto Mostu. Jej autorem jest Paweł Szymański, od lat towarzyszący pracy Pogranicza. Był z nami na pierwszym Misterium Mostu w 2015 roku, wieńczącym wspólną pracę budowniczych-neimarów z Afryki, Ameryki Południowej, Kaukazu i Europy, które ustanowiło dzień – wówczas przypadkowy – 22 sierpnia stałym już dniem święta tych, dla których życie na jednym brzegu to za mało. Był z nami również wtedy, gdy z muzykami-imigrantami z Syrii i Ukrainy stworzyliśmy Orkiestrę Niewidzialnego Mostu, która razem z Kathleen Tagg i Davidem Krakauerem wykonała po raz pierwszy ich kompozycję „Strażnicy ognia”. Lata spotkań, poznawania pracowni muzycznej Pogranicza i innych działań artystycznych, książki i debaty w Sejnach i Krasnogrudzie to możliwe pola inspiracji dla wspólnej pracy, nie jedyne. Własne życie dostarczyło mu wielu doświadczeń związanych z mostami, których echo odnajdziemy w słowach partytury: „Drugiego końca Mostu nie było widać. W dole płynęła powoli wielka Rzeka, jej woda wydawała się czarna… - Co jest po drugiej stronie?... Przeciwieństwo tego, co zostało z tyłu”.

W pracy nad Misterium Mostu doświadczenia osobiste łączą się z historycznymi, niewidzialne nici przebiegają między pamięcią tego zakątka ziemi a losami różnych ludzi przybywających na spotkanie. Dzień następny, 23 sierpnia, upamiętnia walkę Polaków i Litwinów o przebieg granicy pomiędzy dwoma nowymi państwami narodowymi, które powstały po pierwszej wojnie światowej. Walka toczyła się pomiędzy ludźmi tej samej wiary, dziedzicami unii Orła Białego i Pogoni, często pomiędzy bliskimi sąsiadami, a nawet w obrębie jednej rodziny. To boleśnie zerwany most, ciągle na naszym pograniczu odbudowywany, o którym pamięć żyje w każdym z naszych Misteriów.

Przez ostatnie miesiące Bożena Szroeder z mieszkańcami Sejn gromadziła klucze do domów, symbolizujące te pozostawione na zawsze przez sejneńskich Żydów, a Wiesław Szumiński na wewnętrznych ścianach Białej Synagogi, litera po literze układał imiona i nazwiska ośmiuset czternastu członków społeczności żydowskiej mieszkających tu przed Zagładą. Tak powstała wystawa „…i nie wrócili”. Nitki łączące ją z „Misterium Mostu” Pawła Szymańskiego są na tyle istotne, że doradzałbym wszystkim udającym się do Krasnogrudy 22 sierpnia, aby zatrzymali się wcześniej przy Białej Synagodze i zobaczyli tę wystawę. „Zobaczyli” nie jest tu dobrym słowem, bo nie składa się ona z artefaktów do oglądania lecz jest medytacyjną przestrzenią obcowania. Tego dnia wystawa będzie czynna do godziny 20.30. Spotkajmy się tam, aby wspólnie wyruszyć do Krasnogrudy, gdzie o godzinie 21 rozpocznie się trwające blisko godzinę Misterium.

Krzysztof Czyżewski

"MISTERIUM MOSTU"
Krasnogruda - Dwór Miłosza
czwartek 22 sierpnia 2019, godz. 21.00
Prapremiera utworu na dźwięki, imiona i słowa, skomponowanego przez Pawła Szymańskiego,
w wykonaniu Orkiestry Klezmerskiej Teatru Sejneńskiego
oraz chóru kościoła w Żegarach "Kaimynai"

informacja prasowa

Przedwojenne Kino pod Chmurką

Muzeum Żydów Mazowieckich (oddział Muzeum Mazowieckiego w Płocku) zaprasza na Kino Przedwojenne pod Chmurką. Start 20 sierpnia o godzinie 20:00.



Po wyświetleniu „Księżnej Łowickiej” (9 lipca) i „Córki generała Pankratowa” (23 lipca), na zakończenie tegorocznej odsłony naszego cyklu (w ramach którego na wewnętrznym parkingu muzeum wyświetlamy filmy sprzed 1939 roku, z udziałem Polaków pochodzenia żydowskiego) pokażemy „Fredka uszczęśliwiającego świat” (83 min.) z 1936 roku w reżyserii Zbigniewa Ziembińskiego.

Tytułowy wynalazca konstruuje telefonowizor: urządzenie, które po podłączeniu do aparatu telefonicznego pozwala widzieć osobę, z którą się rozmawia. W filmie obok m.in. Antoniego Fertnera wystąpili Bolesław Mucman (kompozytor znany też jako Bolesław Pinkus Mutzman) i Loda Halama urodzona w Czerwińsku nad Wisłą.


Projekcja zorganizowana jest we współpracy z Filmoteką Narodową. W razie niepogody zostanie przeniesiona do muzeum.

FREDEK USZCZĘŚLIWIA ŚWIAT - 1936r.

Sopot Non-Fiction

W tym roku Festiwal Teatru Dokumentalnego i Rezydencja Artystyczna Sopot Non-Fiction odbędzie się już po raz ósmy. Jak co roku pod koniec sierpnia, nad morze zjadą się twórcy teatralni z całej Polski, zamieniając na tydzień Sopot w stolicę teatru dokumentalnego.



Podczas rezydencji artystycznej reżyserzy, dramaturdzy i aktorzy pracują nad projektami teatralnymi do których bazą są reportaże, wywiady, artykuły prasowe i inne materiały dokumentalne. Ich działania kończy Maraton Non-Fiction – dwudniowy, otwarty dla publiczności, pokaz pracy warsztatowej. W tegorocznej rezydencji weźmie udział około 40 twórców, a pokazy odbędą się 30 i 31 sierpnia na Scenie Kameralnej Teatru Wybrzeże.

Sopot Non-Fiction to również prezentacje spektakli, które powstały jako efekt poprzednich edycji festiwalu oraz przedstawień autonomicznych, reprezentujących nurt teatru dokumentalnego. Podczas tegorocznej edycji pokazane zostaną trzy spektakle, których zaczątki można było oglądać w poprzednich latach: RZECZY, KTÓRYCH NIE WYRZUCILIŚMY w reżyserii Magdy Szpecht, MOSKWIN w reżyserii Leny Frankiewicz oraz GROTOWSKI NON-FICTION w reżyserii Katarzyny Kalwat. Dodatkowo pokazany zostanie spektakl PODRÓŻ DO BUENOS AIRES w reżyserii Adama Nalepy oraz odbędzie się pokaz przedpremierowy duetu [Ć/DŹ] KOŃCZĄ MI SIĘ SŁOWA. Przedstawienia będą pokazywane na Scenie Kameralnej Teatru Wybrzeże w Sopocie oraz w Teatrze BOTO.

Spektakle prezentowane na Scenie Kameralnej


wtorek, 27 sierpnia, godz. 20:00 
RZECZY, KTÓRYCH NIE WYRZUCILIŚMY 
reż. Magda Szpecht
Teatr Fredry w Gnieźnie

środa, 28 sierpnia, godz. 20:00 
MOSKWIN 
reż. Lena Frankiewicz
Wrocławski Teatr Lalek

czwartek, 29 sierpnia, godz. 20:00 
GROTOWSKI NON-FICTION 
reż. Katarzyna Kalwat
Teatr Dramatyczny im. Jana Kochanowskiego w Opolu
Wrocławski Teatr Współczesny

Miejsca: Scena Kameralna Teatru Wybrzeże w Sopocie oraz Teatr BOTO
Organizator: Fundacja Teatru BOTO
Współorganizator: Teatr Wybrzeże w Gdańsku
Kuratorzy: Adam Nalepa, Adam Orzechowski, Roman Pawłowski

informacja prasowa

sobota, 17 sierpnia 2019

Dan Lungu: Humor jest cechą mojej osobowości /wywiad/

Z autorem niezwykłej książki „O dziewczynce, która bawiła się w Boga” rozmawiam o jego zamiłowaniu do opisywania świata, który jest mu bliski, a jednocześnie intrygujący, o dziecięcej wrażliwości i wyobraźni, a także o roli humoru w literaturze.

Dan Lungu, Göteborg, 2013, fot. Wikipedia

Barbara Lekarczyk-Cisek: Kiedy odkrył Pan w sobie pisarza?

Dan Lungu: Myśl o tym, że zostanę pisarzem, nie pojawiła się nagle – to był proces. Kiedy nauczyłem się porządnie pisać i czytać, najchętniej spędzałem wolny czas na pisaniu opowiadań i wierszyków. Wolałem to od zabaw z rówieśnikami. Dopiero w liceum zdałem sobie sprawę, że pisanie mogłoby być dla mnie dobrym sposobem na życie. Nie miałem jednak większych złudzeń, że będzie to łatwe. Był początek lat 90. i możliwości publikowania były znikome. Przejrzałem jednak swoje wcześniejsze pisarskie próbki i uznałem, że to mógłby być dobry początek.

Pańska pierwsza powieść okazała się w 2004 roku, kiedy był Pan już po studiach. Nosi charakterystyczny długi tytuł: „Raj dla kur. Fałszywa powieść o plotkach i cudach”. Czy jest zapowiedzią typowych dla Pańskiego pisarstwa tematów i sposobów narracji – zamiłowania do absurdu i groteski?

Ta pierwsza powieść była w istocie moją trzecią, po tomach opowiadań, publikacją. Okoliczności jej powstania wiążą się z powrotem do domu na wakacje, po dłuższej nieobecności. Mój dom rodzinny znajduje się na przedmieściu małej miejscowości Botoszan. Zauważyłem wtedy, że na tej zapyziałej prowincji zaszły duże zmiany – zarówno w ludziach, jak i w otoczeniu. Znałem ich od dzieciństwa, wychowałem się tam, więc wpadłem na pomysł, żeby to opisać, szczególnie, że podobne zmiany zachodziły w całym kraju.
Najpierw myślałem, że napiszę opowiadanie i zdecydowałem się na humorystyczny ton, najbardziej mi bliski. Pomysł jednak rozrósł się do rozmiarów powieści. Jej głównym elementem konstrukcyjnym jest – jak w tytule – krążenie różnych plotek na temat ulicy, która jest głównym bohaterem tej historii. „Raj dla kur” tworzy z kolejną powieścią – „Jestem komunistyczną babą!” – rodzaj dyptyku, Obie opowiadają o transformacji z perspektywy zwykłego człowieka. W pierwszej bohaterem jest ulica i zbiorowość, a w drugiej – pojedynczy człowiek.

Czy kolejne, nietłumaczone na język polski, powieści: „Zapomnieć o kobiecie” oraz „W piekle spaliły się wszystkie żarówki” zapowiadają w jakiś sposób Pański sposób opowiadania o świecie, który odnajdziemy również w „Dziewczynce, która bawiła się w Boga”?

Jeśliby poszukiwać jakiegoś punktu wspólnego, to można by powiedzieć, że eksploruję temat Rumunii tuż po upadku komunizmu. Tytuł powieści „Zapomnieć o kobiecie” jest trochę mylący, ponieważ wątek miłosny nie jest tam pierwszoplanowy. Chodziło mi o to, aby opisać kondycję rumuńskiej prasy po zmianie ustroju. Natomiast drugim ważnym tematem, podjętym po raz pierwszy w literaturze rumuńskiej, jest wątek neo-protestantów. Był to świat dotychczas zupełnie nieznany i nieopisany.
Zawsze starałem się poruszać tematy rzadko podejmowane albo w ogóle nieobecne, a jednocześnie intrygujące i trudne. W powieści „Jestem komunistyczną babą!” piszę o nostalgii za komunistyczną przeszłością, natomiast we „W piekle spaliły się wszystkie żarówki” próbuję wykorzystać w sposób artystyczny język, który pojawił się po transformacji. Wcześniej tak nie mówiono.

W powieści „Jestem komunistyczną babą!” opisuje Pan wprawdzie zjawisko homo sovieticus, ale zarazem pokazuje, że na skutek transformacji ludzie zostali pozostawieni samym sobie, skrzywdzeni, bez pracy. Ich sentymenty na temat przeszłości mają głębsze uzasadnienie.

Rzeczywiście tak jest: nostalgia jest dla bohaterki i innych jej podobnych motorem działania. Świat, który przeminął, był w ich odczuciu uporządkowany, a życie miało sens, bo widzieli przed sobą przyszłość i czuli się potrzebni. Natomiast nowy świat, który charakteryzuje wielkie przyśpieszenie, ma zupełnie inne oczekiwania wobec ludzi. Trzeba się szybko zmieniać i dostosowywać do nowych wymagań, a oni tego nie potrafią. Stąd ich frustracje, poczucie niespełnienia, wykluczenia. Nic więc dziwnego, że patrzą w stronę przeszłości, w której czuli się bezpiecznie.

W Pańskiej najnowszej powieści zapada w pamięć szczególnie postać dziecka, z jego wrażliwością i wyobraźnią. Czy to pierwszy taki portret, czy też zdarzyło się Panu już wcześniej opisywać dziecięcy świat?

Dzieci pojawiały się już w moich krótkich formach narracyjnych. Robiłem to z zamysłem napisania czegoś większego, gdzie pokazałbym świat w perspektywie dziecka. To było prawdziwe wyzwanie, ale ja bardzo lubię wyzwania. Z jednej strony pojawił się nowy temat: emigracji zarobkowej i problemy z nią związane. Z drugiej – miałem możliwość eksploracji dziecięcego świata – z jego naiwnością i szczerością. Celem artystycznym, który sobie postawiłem, było oddanie dziecięcego języka.

Intryguje mnie, w jaki sposób udało się Panu tak wiarygodnie pokazać dziecięce portrety. Pańscy mali bohaterowie mówią charakterystycznym, zindywidualizowanym językiem, mają odpowiednią do swojego wieku wyobraźnię, której dają wyraz w zabawach, rozmowach i monologach wewnętrznych…

Część z tych opowiedzianych przeze mnie historii pochodzi z mojego własnego dzieciństwa, a inne powstały w rezultacie obserwowania dzieci. Bardzo lubię dzieci i z przyjemnością przysłuchuję się temu, co i jak mówią. Obserwuję, jak wyrażają swoje emocje, ale najbardziej interesuje mnie język, którym się posługują. Skoncentrowałem się na postaci Radusi, zaś pozostali bohaterowie dopełniają literacki obraz świata w taki, a nie inny sposób.

To zamiłowanie do dzieci jest odczuwalne podczas lektury. Co więcej, wszyscy możemy się w tych dziecięcych portretach odnaleźć. Wprowadza Pan np. drugoplanową postać Marka – małego chłopca, młodszego od Dobrusi – i pozwala mu opowiadać o sobie, nieśpiesznie, z wielką uwagą, choć postać ta niewiele wnosi do rozwoju fabuły. Liczy się właśnie radość obcowania, czy tak?

Istotnie, ta postać nie odgrywa większej roli w rozwoju akcji powieści. Wprowadziłem go po to, aby czytelnik mógł się zatrzymać, poobserwować dziecko, ale także zaobserwować relacje pomiędzy dziećmi. Tworzenie postaci Marka dało mi wiele radości i mam nadzieję, że udało mi się „zarazić” jego postacią czytelników.

Zdecydowanie tak! Pańską powieść przeczytała cała moja rodzina i każdy znalazł tam jakąś cząstkę siebie. Ważną rolę odgrywa w Pana powieści wszechobecny humor, który stanowi przeciwwagę dla rozgrywającego się dramatu. A może chciał Pan pokazać, że w życiu dramat splata się z komizmem?

Humor jest w gruncie rzeczy cechą mojej osobowości, a poza tym uważam, że pełni bardzo ważną rolę w literaturze, stając się źródłem pomysłów zarówno na poziomie stylu, jak i konstrukcji. Łatwiej jest opowiedzieć o sprawach trudnych lub nawet tragicznych ze szczyptą humoru. Podobnie jak to jest w teatrze, nie można ciągle trzymać widza w napięciu, bo może tego nie wytrzymać. W powieści „Dziewczynka, która bawiła się w Boga” starałem się ukazać, że ta sama sytuacja może być odbierana inaczej przez różne osoby – w zależności od tego, jakim poczuciem humoru obdarzeni są bohaterowie i jaki mają bagaż doświadczeń. Przykładem są postaci Letycji i Laury.

Tym niemniej wszystko zmierza ku dramatycznemu zakończeniu. Emigracja zarobkowa jest w Pana opowieści czymś zdecydowanie złym. Czy zakończenie powieści było jedynym, o którym Pan pomyślał, czy też może miał inne warianty?

O takim zakończeniu powieści myślałem od samego początku – jest mocny i wstrząsający, mimo że nic nie jest powiedziane wprost i nie wiadomo, jak potoczy się dalej ta historia. Powieść ma określoną konstrukcję – starałem się przygotować czytelnika na takie zakończenie, a zarazem nie pisać o tym literalnie. Powinien przeczuć zbliżający się dramat, ale jednocześnie to nie może być dla niego oczywiste, jednoznaczne.

Nad czym pracuje Pan obecnie i czy również stanowi to jakieś nowe, niełatwe wyzwanie, które Pan tak lubi?

O powieści można mówić w sposób naskórkowy, ale można też próbować wniknąć w jej jądro. W tym pierwszym rozumieniu moja aktualnie pisana powieść będzie próbą opisania zmian, które wydarzyły się na wsi rumuńskiej po transformacji. Jednak mój głębszy zamysł ma na celu nowe ujęcie tego pozornie nieatrakcyjnego i „przykurzonego” tematu. Wieś była w literaturze rumuńskiej przez wiele lat mocno eksploatowana. Mimo to chcę wrócić do tego pozornie zgranego tematu, aby opowiedzieć o nim innymi środkami wyrazu i w ten sposób odświeżyć go i tchnąć w niego życie. O wiele łatwiej jest napisać coś zupełnie nowego i odkrywczego niż zabrać się za temat tak mocno ograny. Tymczasem cała sztuka polega na tym, aby ten pozornie nudny i wyświechtany temat uczynić na nowo atrakcyjnym.

Domyślam się, że Pan już wie, jak to zrobić...

Tak, tak, mam już zamysł konstrukcyjny powieści, a nawet napisałem już jej część.

Wspaniale! Może kiedyś przeczytamy ją w polskim przekładzie.

(do Radosławy Janowskiej-Lascar, tłumaczki) Dzięki Pani znakomitemu tłumaczeniu wspaniałą powieść Dana Lungu „O dziewczynce, która bawiła się w Boga” mogą poznać polscy czytelnicy. Co było najtrudniejsze w Pani pracy?



Radosława Janowska-Lascar, fot. z profilu na FB
Radosława Janowska-Lascar: Pozornie język, którym posługują się dorośli w tej powieści, jest łatwiejszy, bardziej przewidywalny. Natomiast język dzieci jest bardziej skomplikowany, także przez neologizmy czy inną składnię. Dan Lungu np. zamieszcza co tydzień na Facebooku kapitalne powiedzonka swojego syna, który ma dar tworzenia niesamowitych konstrukcji zdań. Mam także własne doświadczenia, nie tylko ze swoimi dziećmi, ale także z tłumaczeniem. Otóż parę lat temu pracowałam nad przekładem pierwszego tomu sagi o Wiedźminie Andrzeja Sapkowskiego, w której mnóstwo było neologizmów i nie tylko. Było to bardzo dobre ćwiczenie, które owocuje do dzisiaj.



Czy zdarzały się Pani mimo to kryzysy podczas pracy nad przekładem „Dziewczynki…”? Czy tak doświadczony tłumacz jak Pani miewa w ogóle takie momenty?

Prawdziwy artysta nie może być nigdy zadowolony z siebie w stu procentach, jak mawiał mój nauczyciel gry na flecie. Staram się to zdanie stosować w mojej pracy. To już moje czwarte tłumaczenie, a więc zdobyłam doświadczenie. Z drugiej strony jednak do każdej książki trzeba podchodzić z innym zamysłem, bo są bardzo różne. W przypadku „Dziewczynki…” miałam problem ze sceną w chatce Mamy-Złej, rozgrywającą się pod koniec powieści. Jakoś jej nie czułam, ale kiedy porozmawiałam o niej z autorem, pojęłam, jaką odgrywa ona rolę w powieści.
Tłumaczenie literatury nie jest moim głównym zajęciem. Traktuję je jako przyjemność – to jest miód na moje serce.

Dziękuję Państwu za rozmowę.

Wywiad przeprowadziłam w 2017 roku, przy okazji pobytu Dana Lungu we Wrocławiu. Publikowany jest po raz pierwszy.

piątek, 16 sierpnia 2019

Centrum Historii Zajezdnia: Opowieść o powojennym Wrocławiu

Centrum Historii Zajezdnia, fot. materiały Muzeum


Opowiedzieć sobie i  światu naszą historię


Widoczna z daleka architektoniczna bryła dawnej zajezdni przy ulicy Grabiszyńskiej we Wrocławiu przykuwa wzrok, wyróżniając się na tle otaczającej ją przestrzeni. Wielkie okna w czerwonej cegle – tradycja i nowoczesność. A to dopiero preludium do tego, czego doświadczymy wchodząc do środka budynku. Kiedy bowiem znajdziemy się na wystawie ”Wrocław 1945-2016”, która jest ekspozycją stałą, a zarazem żywą i zmienną – doznamy uczucia, jakbyśmy wkroczyli w jakiś magiczny świat – nieistniejący, a przecież z pomocą obrazu i dźwięku ożywający na naszych oczach. To jakby świat przedwojennego Lwowa i w ogóle Kresów, ale także świat Polski międzywojennej lub raczej jego symbol.

Wystawa "Wrocław 1945-2016", fot. materiały Muzeum

A przecież na chwilę ożywa na naszych oczach: ulica z przechodniami, latarniami, skwerem, fragmentem ściany budynku, z oknem i firanką… Czujemy, że znajdujemy się po środku tego świata – jak w filmie albo we śnie – i stajemy się jego częścią. Słychać gwar ulicy – polifonię różnych dźwięków i nasza wyobraźnia zaczyna się temu poddawać. To zasługa zespołu autorskiego: Marka Mutora (dyrektora Centrum), Wojciecha Kucharskiego oraz Marka Stanielewicza (odpowiedzialnego za kształt plastyczny ekspozycji).

Jak zrodził się pomysł stworzenia takiej właśnie przestrzeni? – pytam dyrektora Centrum Historii Zajezdnia – Marka Mutora.
Pomysł powstania muzeum historii Wrocławia i Dolnego Śląska był wielokrotnie podnoszony – odpowiada. Na początku XXI wieku myślano o tym, aby zbudować Muzeum Ziem Zachodnich, co miało być także odpowiedzią na agresywną politykę pewnych niemieckich środowisk. Jednocześnie jednak był to czas po powodzi i Kongresie Eucharystycznym, kiedy skrystalizowała się myśl, że powinniśmy opowiedzieć sobie i  światu naszą historię, aby zrozumieć fenomen, który się tu wydarzył. Postulat ten został mocno wyartykułowany podczas debaty w Kolegium Europy Wschodniej przez Kazimierza Ujazdowskiego. W 2007 roku powołał on – jako minister kultury – Ośrodek Pamięć i Przyszłość, którego zadaniem było przygotowanie koncepcji Muzeum Ziem Zachodnich. 


Opowieść zaczyna się od ludzi

Od samego początku działaliśmy bardzo dynamicznie: wychodziliśmy w przestrzeń publiczną, zbieraliśmy świadectwa świadków historii. Chcieliśmy rozpocząć budowę muzeum od ludzi, a nie od murów. Różne były koleje losu tego projektu, był to też czas na przemyślenie koncepcji muzeum. W rezultacie zdecydowaliśmy się na budowę Centrum Historii, która to nazwa – w przeciwieństwie do muzeum – budzi żywe konotacje. 
Robiliśmy także wystawy, jak choćby ”Pociąg do historii”, która jeździła po Dolnym Śląsku. Kiedy w 2010 roku zajezdnię przy Grabiszyńskiej, w której zrodziła się wrocławska ”Solidarność”,  wyłączono z ruchu, zdecydowano, iż jest to właściwe miejsce dla Centrum Historii. I tak powstała interesująca multimedialna wystawa, którą można zwiedzać, której towarzyszy mnóstwo różnych zajęć edukacyjnych. 

Historia powojennego Wrocławia inspirująco opowiedziana


Z przedwojennej idylli przechodzimy mostkiem na drugą stronę, aby znaleźć się w dramatycznym czasie II wojny. Projekcje wideo, mapa, na której uwidoczniono nowy podział Europy i szachy z figurami mającymi twarze znanych polityków – każą zamyślić się nad tym, jak życie milionów zostało zmienione ręką dyktatora oraz w wyniku politycznych kalkulacji tych, którzy posiadali władzę.

Wystawa "Wrocław 1945-2016", fot. materiały Muzeum

Umowna przestrzeń, w którą wchodzimy, nie jest właściwie próbą rekonstrukcji. To raczej impuls do snucia opowieści – najpierw o przedwojennym świecie, a później o czasie wojny i przesiedleniach.

Naszym zamiarem było sprowokowanie widza do interakcji intelektualnej – tłumaczy Marek Mutor. Powinien zastanowić się, jaki przekaz płynie do niego z ekspozycji. Pragnęliśmy, aby odbiorca roztrząsał to także później i być może sięgnął po różne opracowania. Z wystawy nigdy nie wychodzi się z wiedzą, ale z emocjami. Jeśli więc ktoś wyjdzie stąd zafrapowany i poruszony, to jest szansa, że sięgnie po książkę i pogłębi swoją wiedzę. 


Wystawa "Wrocław 1945-2016", fot. materiały Muzeum

Obok rekonstrukcji i powiększonych fotografii, na wystawie znajdują się liczne przedmioty autentyczne, z których największym jest prawdziwy wagon z 1946 roku, wyprodukowany w Illinois, którym w latach 40. przywieziono pomoc z UNR-y.
Od wagonu zaczyna się zasadnicza część wystawy, gdzie mamy możliwość wczuć się w sytuację ludzi przesiedlanych na Ziemie Zachodnie – wyjaśnia oprowadzająca mnie po wystawie dr Kinga Janusiak. Wewnątrz prezentujemy przedmioty, które były niezbędne podczas podróży, a większość z nich to oryginały, które podarowali nam ludzie.

Wystawa "Wrocław 1945-2016", fot. materiały Muzeum

Zbieraliśmy je przez dziesięć lat – dodaje Marek Mutor. Nie wartość muzealna decyduje o tym, że znalazły się na wystawie, ale fakt, że za każdym przedmiotem kryją się jakieś ludzkie historie. Ludzie widoczni na fotografiach jechali w miejsca zupełnie sobie nieznane, a na dodatek zamieszkiwane jeszcze wówczas przez Niemców, którzy byli sprawcami wielu tragedii i którzy także przeżywali dramat wysiedlenia. 

Ekspozycja jako gra z widzem


Im dalej zwiedzamy wystawę, tym bardziej staje się ona symboliczna – wyjaśnia koncepcję wystawy Marek Mutor. Chcieliśmy zaprosić odbiorcę do swego rodzaju gry, w której nieustannie musi sobie zadawać pytania odnośnie tego, co napotyka na swojej drodze. Wystawa jest projektem otwartym – ludzie nadal przynoszą różne pamiątki, jest także sporo wolnej przestrzeni, w której powstają nowe ekspozycje. Są ponadto miejsca, które co jakiś czas będą przebudowywane. Przeznaczyliśmy dużo przestrzeni na warsztaty edukacyjne. 


Kiedy Breslau staje się Wrocławiem


Opuszczam z panią Kingą Janusiak wagon kolejowy i udajemy się w kierunku ekspozycji prezentującej chronologicznie powojenny Wrocław. Zaczynamy od ruin – bo tak wyglądało miasto po wojnie. Na skutek akcji Festung Breslau zniszczono ok. 70% budynków.

Chcemy, aby zwiedzający wczuli się w sytuację ludzi wyrwanych ze swoich małych ojczyzn, którzy przyjeżdżają do obcego miasta, w którym ciągle jeszcze są Niemcy – opowiada pani Kinga. Muszą w takich warunkach na nowo zorganizować swoje życie.

Wystawa "Wrocław 1945-2016", fot. materiały Muzeum

Próby tego ”oswojenia” miasta symbolizuje słup ogłoszeniowy, na którym widzimy plakat pierwszego przedstawienia w Operze Wrocławskiej – ”Halkę” Stanisława Moniuszki. A obok tego ogłoszenie pierwszego zakładu fotograficznego.
Posuwając się w głąb wystawy natykamy się na czarno-białe filmy dokumentalne, a obok tego kolorowe zdjęcia przedstawiające Wrocław w obiektywie zwiedzającego miasto studenta. Dwoma najbardziej rzucającymi się w oczy przybyszów elementami miasta były gotyckie okna kościołów, które symbolicznie odtworzono na wystawie. Obserwujemy także zmiany nazw ulic – z niemieckich na polskie. Proces spolszczania tych ziem uwidoczniono także w nazwach przedmiotów, budynków.


Czasy stalinowskie i odwilż

Wkraczamy w obszar polityki – odbywa się Światowy Kongres Intelektualistów w Obronie Pokoju (1948), pojawiają się hasła propagandowe, a zaraz potem więzienie jako symbol okresu stalinowskiego.

Wystawa "Wrocław 1945-2016", fot. materiały Muzeum

W jednym z pomieszczeń – obok zachodnich czasopism, w centralnym miejscu, stoi radio, dzięki któremu można posłuchać nagrań audycji Wolnej Europy. Znajdujące się w tym miejscu, sięgające sufitu drabiny, symbolizują próby przebijania się przez żelazną kurtynę po wolne słowo, chęć poznania tego, co dzieje się poza nią.

Wystawa "Wrocław 1945-2016", fot. materiały Muzeum

Wędrując po wystawie, mijamy okres odwilży i udokumentowane zaangażowanie wrocławian w pomoc walczącym o wolność Węgrom. A następnie rok 1968 – czas głębokiego PRL-u, protesty studentów, nagonka antysemicka, najazd na Czechosłowację, ale także życie codzienne tamtych czasów, zatrzymane w przedmiotach, które możemy oglądać w starannie zaaranżowanych pokojach – rekonstrukcjach. W ciągu chronologicznym ekspozycji życie codzienne miesza się z ważnymi wydarzeniami historycznymi, utrwalonymi na fotografiach i na filmach. I tak – poprzez stan wojenny – dochodzimy do czasów współczesnych, po transformacji ustrojowej.

Kultura i nauka


Są na tej ekspozycji miejsca szczególne, związane z wrocławską kulturą: Festiwalem Jazz nad Odrą, Teatr Laboratorium Jerzego Grotowskiego, ale jest także zaaranżowana czytelnia, w której możemy poznać świat wrocławskiej nauki i kultury. Otwierając poszczególne szuflady, możemy poznać biogramy i przedmioty związane z konkretnymi osobami, a wśród nich natrafimy na szufladę Tadeusza Różewicza – pełną przedmiotów należących do autora ”Kartoteki”. Multimedialna księga wrocławskich naukowców pozwala na szybkie dotarcie do potrzebnych informacji. Można też usiąść i poczytać ułożone tematycznie książki. Zwiedzającym wystawę towarzyszy także muzyka wrocławskich artystów, m.in. Lecha Janerki.

Tajemnicze pokoje


Na mnie szczególne wrażenie wywarły tajemnicze pokoje z trzema klamkami. Po pierwsze, nie było wiadomo, którą z nich uda się je otworzyć, po wtóre – po otwarciu czekała mnie zawsze jakaś niespodzianka. A to zrekonstruowana klasa szkolna o wyglądzie jakby żywcem przeniesionym z ”Umarłej klasy” Tadeusza Kantora, a tymczasem ławki pochodziły z pierwszej polskiej szkoły zorganizowanej na Dolnym Śląsku. Jak każdy autentyk, robiło to wielkie wrażenie. Za innymi tajemniczymi drzwiami znalazłam oryginalną budkę strażniczą i opowieść o epidemii czarnej ospy w latach 60.

Solidarność i wolność


Wystawa "Wrocław 1945-2016", fot. materiały Muzeum

Potem udałam się przez podziemia drogą Solidarności i wolności, a na ścianach mogłam rozpoznawać zdjęcia znajomych twarzy, m.in. prof. Czesława Hernasa, Renaty Otolińskiej, Staszka Huskowskiego czy ”Orzecha” – ks. Stanisława Orzechowskiego, kapłana wrocławskiej Solidarności. Ten rozdział historii pointuje zdjęcie z zakończenia strajku w zajezdni przy Grabiszyńskiej, na którym utrwalono postacie znajdujące się dzisiaj po przeciwnych stronach sceny politycznej.

Centrum Historii Zajezdnia jest miejscem, do którego można – i należy – powracać wielokrotnie. Nie tylko dlatego, że bogactwo treści i wielość eksponatów nie dają się ogarnąć całkowicie podczas jednego zwiedzania. Istotne jest także to, że jest to ekspozycja żywa, zmieniająca się i nie poddająca schematom, za to sprzyjająca refleksji i zachęcająca do osobistych poszukiwań.

Artykuł ukazał się pierwotnie na portalu Kulturaonline.pl w lutym 2017 roku.

Organowo-skrzypcowe improwizacje w niedzielę (18 sierpnia) na Ostrowie Tumskim

W najbliższą niedzielę w Kościele Świętego Krzyża odbędzie się kolejny koncert w ramach XXVI Festiwalu Muzyki Organowej i Kameralnej im. Johannesa Brahmsa Non Sola Scripta. 18 sierpnia na Ostrowie Tumskim usłyszymy połączenie organów i skrzypiec: na tym pierwszym instrumencie zagra Paweł Wróbel, na drugim - Barbara Malcolm.

 



Paweł Wróbel to wielokrotnie nagradzany (m.in. w Zurychu czy Miami) organista i autor transkrypcji na organy utworów fortepianowych oraz orkiestrowych: Bacha, Liszta, Prokofjewa, Rachmaninowa czy Strawińskiego. W jego repertuarze obok dzieł Césara Francka, Roberta Schumanna czy wszystkich sonat organowych Augusta Gottfrieda Rittera znajduje się tez komplet kompozycji, które na organy stworzył patron Non Sola Scripta - Johannes Brahms. Na skrzypcach Pawłowi Wróblowi towarzyszyć będzie Barbara Malcolm - solistka i kameralistka występująca na scenach koncertowych Polski (Warszawa, Nowy Sącz, Łańcut, Zakopane), w Niemczech, Czechach, Norwegii, na Ukrainie, w Kirgistanie, Serbii i Austrii. Jej techniczna i interpretacyjna biegłość doceniona została na licznych konkursach skrzypcowych.

Paweł Wróbel, J. Brahms „Es ist ein’ Ros entsprungen” op. 122 no 8


Program siódmego koncertu tegorocznej edycji Non Sola Scripta nie zawiedzie miłośników klasyki. W repertuarze znajdą się tylko przepiękne preludia chorałowe Johannesa Brahmsa (O Gott, du frommer Gott op. 122 nr 7 oraz Herzlich tut mich verlangen op. 122 nr 10), ale też dwie znakomite suity barokowe autorstwa Johanna Sebastiana Bacha (II Partita d-moll na skrzypce solo, BWV 1004 i VI Partita e-moll, BWV 830). Obok nich usłyszymy również kompozycje Franza Schmidta czy Dietricha Buxtehude.

Koncert odbędzie się 18 sierpnia o godzinie 19:00 w Kościele Świętego Krzyża na Ostrowie Tumskim. Bilety (15-20 zł) nabyć można online bądź stacjonarnie: w Barbarze (ul. Świdnicka 8B) oraz na miejscu koncertu przed jego startem. Więcej informacji na temat tegorocznej edycji festiwalu znaleźć można na stronie: strefakultury.pl/NonSolaScripta oraz na Facebooku.

informacja prasowa

Dwójka z okazji 15. rocznicy śmierci Czesława Miłosza

Czesław Miłosz. Poeta totalny, organiczny, natchniony. W związku z 15. rocznicą śmierci poety przypomnieliśmy jego postać w rozmowie z autorką książki "Miłosz w Krakowie" opowiadającej nie tylko o tajemnicach procesu twórczego, ale też ujawniającej nieznane aspekty skomplikowanej osobowości poety.


Czesław MiłoszFoto: NAC/domena publiczna

W związku z 15. rocznicą śmierci poety przypomnieliśmy jego postać w rozmowie z autorką książki "Miłosz w Krakowie" opowiadającej nie tylko o tajemnicach procesu twórczego, ale też ujawniającej nieznane aspekty skomplikowanej osobowości poety.

"Autorka jest bystrą obserwatorką, potrafi przenikliwie interpretować zarówno utwory literackie, jak i relacje międzyludzkie. Ten dziennik i kalendarz to także kronika życia literackiego i kulturalnego, w którego centrum tkwił Miłosz. Skrupulatnie odnotowane reakcje poety – czasem emocjonalne i gwałtowne – na ludzi, sytuacje, książki i aktualne wydarzenia będą z pewnością źródłem komentarzy i ożywionych dyskusji. Jeszcze nigdy nie byliśmy tak blisko Miłosza twórcy, a przede wszystkim Miłosza człowieka" - czytamy w nocie wydawniczej książki.

- Miłosza nie zajmowała sama literatura. Ona była rezultatem jego namysłu nad sensem życia, nad najważniejszymi pytaniami. Gdyby umiał malować lub komponować, pewnie nie uprawiałby poezji, by wyrazić to, co zajmowało jego umysł - powiedziała Agnieszka Kosińska.

Na ile postać Czesława Miłosza jako wybitnego poety i moralisty odpowiada jego prywatnemu wizerunkowi? Który z polskich poetów był mu najbliższy? Jak wiele trudu wymagało od niego zmaganie się z wewnętrznym głosem twórczym? O tym w nagraniu audycji.

***

Rozmawiał: Jakub Kukla

Gość: Agnieszka Kosińska (pisarka, edytorka, bibliografka, osobista sekretarka i znawczyni twórczości Czesława Miłosza)

Data emisji: 14.08.2019

Godzina emisji: 16.30


Materiał został wyemitowany w audycji Wybieram Dwójkę.

informacja prasowa

Link do audycji znajdziecie TUTAJ.


środa, 14 sierpnia 2019

Nigel Kennedy gwiazdą 16. Festiwalu Warszawa Singera | 24.08-01.09.2019

Jeden z największych światowych wirtuozów skrzypiec - Nigel Kennedy - wystąpi w otwartym koncercie na Placu Grzybowskim. Będzie to magiczne widowisko muzyczne, inspirowane „Sztukmistrzem z Lublina” Isaaka B. Singera oraz kompozycjami Georga Gershwina.




Festiwal Singera to przede wszystkim muzyka. Jej żydowski charakter wypływa z przeróżnych źródeł: żydowscy wykonawcy albo żydowscy kompozytorzy, żydowskie inspiracje albo żydowski krąg kulturowy. W tej szerokiej amplitudzie znajdziemy najrozmaitsze gatunki muzyczne, od klasyki, przez muzykę popularną, wodewilową, filmową, piosenkę retro po wyrafinowany, eksperymentalny jazz. 
Tegoroczną edycję Festiwalu tradycyjnie otworzy koncert kantorów w Synagodze im. Nożyków. W tym roku wystąpią: Yaakov „Yanky” Lemmer z USA, Yoni Rose z Niemiec oraz chłopiec kantor Yedidya Weksler z Izraela. Akompaniował im będzie wybitny pianista Menachem Bristowski. Wielopokoleniowa Orkiestra Klezmerska Teatru Sejneńskiego zaprezentuje się podczas Nocy Klezmerów, a wraz z nią Frank London, trębacz i kompozytor, jeden z najważniejszych amerykańskich propagatorów nurtu klezmerskiego.

Frank London, fot. Chuck Fishman

Kapeli Brodów, zespołu założonego przez Witka Brodę, multiinstrumentalistę i eksploratora muzycznych tradycji różnych kultur, zobaczyć będzie można w koncercie „Muzakaim”. Z kolei Paweł Szamburski, klarnecista i kompozytor, specjalnie na Festiwal Warszawa Singera przygotował autorskie opracowania pieśni i nigunów chasydzkich.

Trio Marcin Masecki/Marcin Markowicz/Jan Emil Młynarski wystąpi w interpretacjach szlagierów z lat 20-tych ubiegłego stulecia autorstwa wybitnych kompozytorów, takich jak Henryk Wars, Jerzy Petersburski czy bracia Artur i Henryk Gold. Po raz pierwszy na Festiwalu zagości izraelska wokalistka Naom Vazana. Towarzyszyć jej będzie lider grupy znanej i lubianej grupy Kroke – Tomasz Kukurba. Również nieznana jest festiwalowej publiczności Adrienne Haan, niemiecko-luksemburska wokalistka i aktorka o ogromnym temperamencie scenicznym, której szczególnie bliska jest piosenka kabaretowa lat 20 - i 30-tych XX wieku. 

Adrienne Haan, materiały organizatora

Na miłośników tanga czeka spektakl „Jak za dawnych lat polskie tango show”, przygotowany przez Sawars Tango Orquesta. To jedna z niewielu formacji instrumentalnych nawiązujących bezpośrednio do argentyńskich orquesta tipica oraz zespołów tangowych przedwojennej Warszawy. W spektaklu wystąpią Anna Dereszowska i Andrzej Seweryn. Wielbiciele ekspresji Marka Dyjaka będą mieli okazję wybrać się na koncert „Jasminum”, w którym artysta zaprezentuje aranżacje przedwojennych kompozycji twórców żydowskiego pochodzenia, m. in. Henryka Warsa i Jerzego Petersburskiego. 

Anna Dereszowska, materiały organizatora

Dla miłośników muzyki klasycznej ciekawą propozycją będzie koncert polsko-niemieckiej formacji Polish String Quartet Berlin, która zagra kompozycje Karola Rathausa i Szymona Laksa - polskich muzyków żydowskiego pochodzenia, tworzących w ubiegłym stuleciu w Stanach Zjednoczonych i we Francji. Natomiast grupa Roman Britschgi Quartett przedstawi aranżacje utworów Daniela Zamira i Johna Zorna. 

Nigel Kennedy, materiały organizatora

Osobną odsłoną Festiwalu jest jazz. Jeden z największych światowych wirtuozów skrzypiec - Nigel Kennedy - wystąpi 1 września w otwartym koncercie na Placu Grzybowskim. Będzie to magiczne widowisko muzyczne, inspirowane „Sztukmistrzem z Lublina” Isaaka B. Singera oraz kompozycjami Georga Gershwina.

Festiwal Singera łączy odległych muzyków, którzy spotykają się tu na unikatowych, niepowtarzalnych koncertach. W tegorocznej edycji posłuchać będzie można m. in. Christiana Dawida, znanego klarnecisty, kompozytora i aranżera z Berlina. Wystąpi kilkakrotnie, z trzema młodymi składami muzyków: Rafał Gorzycki Trio, z duetem Michał Górczyński/Buba Badjie Kuyateh oraz z Kostka/ Garbowski/Gradziuk Trio. Aranżacje muzyki Romana Statkowskiego, wybitnego polskiego kompozytora z przełomu XIX i XX w. zaprezentowane zostaną przez grupę Kuba Stankiewicz Quartet. Z kolei włoski zespół Erodoto Project w koncercie „Gods of Sicilia” przedstawi muzykę wypełnioną atmosferą i melodyką południowych Włoch oraz bogactwem kulturowym regionu śródziemnomorskiego. 

Połączenie muzyki klasycznej i brzmienia jazzowego zapewni w koncercie „Vibrafon meets Vocal” oryginalny duet Reut Rivka Shabi i Izabella Effenberg. Pierwsza z artystek jest sopranistką z Izraela, a druga polską wibrafonistką jazzową, na stałe mieszkającą i tworzącą w Norymberdze. 
Niezapomnianym spotkaniem z muzyką będzie jedno z najnowszych przedstawień warszawskiego Teatru Żydowskiego „Śpiewak jazzbandu”. Musical, według libretta i w reżyserii Wojciecha Kościelniaka, powstał na podstawie sztuki Samsona Raphaelsona, której kinowa adaptacja w reżyserii Alana Croslanda z 1927 roku była pierwszym filmem dźwiękowym. 

Festiwal Singera to także dużo muzyki lekkiej i wesołej, wręcz do tańca. Do takiej kategorii zaliczyć można choćby koncert Sióstr Rajfer zatytułowany „Abi men zejt zich - Obyśmy się spotkali”, prezentowany w ogródkowej atmosferze Sceny Letniej Teatru Żydowskiego.

Festiwal Kultury Żydowskiej Warszawa Singera - 24.08 - 1.09. 2019 r.
Pełny program wydarzeń na: www.festiwalsingera.pl.

informacja prasowa

Zdobywca Grammy w niedzielę zagra we Wrocławiu

We Wrocławiu trwa XXVI Festiwal Muzyki Organowej i Kameralnej im. Johannesa Brahmsa Non Sola Scripta. Najbliższy festiwalowy koncert będzie ...

Popularne posty