Kto pisał
nasze twarze (…)
Zaprezentowany tekst pochodzi z katalogu wystawy, którą przygotowałam (wraz z sesją popularnonaukową) w Zakładzie Narodowym im. Ossolińskich, z okazji 10. rocznicy śmierci Zbigniewa Herberta. Rok 2008 został wówczas ogłoszony Rokiem Herberta.
![]() |
Zbigniew Herbert, fot. Witold Skotnicki , Reuters Forum |
Twarze Pana Cogito
Tak, w
tej twarzy możemy ujrzeć, zachwyceni,
Naszych
własnych żywotów dawne, czyste rano…
William Shakespeare, Sonet 68
Kto
pisał nasze twarze…?
Zazwyczaj nie zajmujemy się tym, kto „pisze nasze
twarze”, z reguły bowiem interesuje nas sam tekst – to, co można z twarzy
wyczytać, a więc wiedza o człowieku. Rodzi się zatem pytanie: czy twarz jest
wiernym odbiciem ludzkiego wnętrza, czy też nie da się jej przeniknąć? Wielu
autorów optymistycznie zakładało, że twarz jest rodzajem otwartej księgi,
stanowi frontyspis człowieka. Angielski poeta metafizyczny doby baroku John
Donne uważał, że Cały świat jest wielką
księgą, a człowiek indeksem do tej księgi; nawet jego ciało może być całym
światem. Twarz jest zatem księgą, z której można „odczytać”, jaki jest
człowiek: co myśli, co czuje, jaka jest jego historia – szczęśliwa czy
tragiczna. Zgodnie bowiem z takim podejściem, Twarz
jest obrazem duszy, a oczy jej tłumaczem (Cycero). Twarz zatem jest nie
tylko księgą, jest także zwierciadłem (duszy).
Metafora „pisać twarz” sugeruje, że twarz jest
tekstem, który ma wielu autorów. Herbert nawiązuje do tego poglądu w
charakterystyczny dla siebie sposób: dystansując się doń za pomocą ironii i
żartu. Twarz jest dla niego spadkiem po
praszczurze. Jak w sonecie Shakespeare`a, doświadczenie twarzy wprowadza
nas w przeszłość – odkrywamy „rano” naszego istnienia Historia twarzy Pana Cogito jest bardzo
bogata i tego się w żaden sposób zatrzeć nie da. Warstwy kultury wprawdzie ją
przysłaniają, ale wystarczy wnikliwiej przyjrzeć się sobie, aby stwierdzić, że przodkowie wpadli w próżnię by powrócić we
mnie… I tak oglądając przed lustrem twarz odziedziczoną Pan Cogito
doświadcza, że przeszłość – cała historia ludzkości – jest w nas i że nie da
się tego w żaden sposób ukryć nakładając na twarz mikstury nabyte w salonach
sztuki. Są powierzchowne jak każdy makijaż.
wystawa Twarze Pana Cogito, fot. Andrzej Niedźwiedzki
Samo słowo twarz[1] powiązane jest etymologicznie z tworzeniem, pochodzi bowiem od
starocerkiewnego twar – dzieło oraz zbliżonego twor – stworzenie. Podobnie w łacinie facere znaczyło tworzyć, robić, a z niego powstały francuskie i angielskie
określenia twarzy. Można zatem powiedzieć, że w różnych językach twarz jawi się jako coś stworzonego – jako dzieło. Twarz zatem jest stworzona
przez Stwórcę – jest Jego dziełem.
U Herberta nie znajdziemy jednak jednoznacznej i
wyczerpującej wypowiedzi na temat kto
pisał nasze twarze. Odpowiedzi na to fundamentalne pytanie musimy już
poszukiwać sami – to zadanie każdego Cogito. Możemy jednak przyjrzeć się, kim
jest Pan Cogito Herberta. Kogo zobaczymy, kiedy spojrzymy na jego twarz w
lustrze?
Zapewne ujrzymy – jak to sugeruje tytuł jednego z
wierszy –
„Poetę w pewnym wieku”, który
zamiast hodować
bratki i onomatopeje
sadzi kolczaste eksklamacje
inwektywy i traktaty
Kto
jednocześnie, starzejąc się, zachował zdolność zdziwienia, z którego wyrasta
mądrość:
ogląda o świcie
swoją rękę
dziwi się skórze
podobnej do kory
i …
młodość:
na tle młodego błękitu
białe drzewo jego żył
Poeta próbuje
opisać świat, ale wielka poezja istnieje w samej naturze:
Niezmordowana jest oracja światów
(…)
i dalej toczą się pioruny kwiatów oratio traw oratio chmur
mamroczą chóry drzew spokojnie płonie skała
ocean gasi zachód dzień połyka noc i na
przełączy wiatrów
nowe wstaje światło
„Poeta rozważa różnicę między głosem
ludzkim a głosem przyrody”
wystawa Twarze Pana Cogito, fot. Andrzej Niedźwiedzki
Mimo to Pan
Cogito chciałby do końca śpiewać urodę przemijania ( „Pan Cogito a
długowieczność”).
Na spotkaniu autorskim, które miało miejsce w 1972
roku w siedzibie Miesięcznika „Odra” we Wrocławiu Zbigniew Herbert wyraził ekspressis
verbis jak pojmuje rolę poety i twórczości („kultury”, jak to szerzej
określił):
Sferą
działalności poety (..) – r z e c z y w i s t o ś ć, uparty dialog człowieka z
otaczającą go rzeczywistością konkretną, z tym stołkiem, z tym bliźnim, z tą
porą dnia, kultywowanie zanikającej umiejętności kontemplacji. A przede
wszystkim – budowanie wartości, budowanie tablic wartości, ustalanie ich
hierarchii, to znaczy świadomy, moralny ich wybór z wszystkimi życiowymi i
artystycznymi konsekwencjami, jakie z tym są związane – to wydaje mi się
podstawową funkcją kultury”[2]
Poeta to
jedno z wielu odbić w lustrze twarzy Pana Cogito. Twarz Poety wydaje się być
pierwszoplanowa, bo najmocniej związana z tajemnicą tworzenia, a więc z tym, co
prymarne, esencjonalne. Poeta ma także do odegrania rolę historyczną. Tom wierszy „Pan Cogito” kończy „Przesłanie
Pana Cogito”. Pierwszy i ostatni wiersz to droga od refleksji (autorefleksji)
do powinności moralnej. Wszystkie rozważania Pana Cogito nie są „czystymi
spekulacjami”, lecz zmierzają do „budowania tablic wartości”, jak określa
powinności poety Herbert. Doświadczenie i towarzysząca mu refleksja służą temu,
aby trwać przy wartościach, to znaczy „iść wyprostowanym” i „być wiernym”.
wystawa Twarze Pana Cogito, fot. Andrzej Niedźwiedzki
Inna twarz Pana Cogito to Cogito
Podróżnik.
Cieszył
się wędrówką do nieznanych miejsc, oglądaniem nieznanych rzek, a trudy
wynagradzała mu pasja poznania. (Owidiusz)[3]
Podróż[4]
jest jednym z najbardziej uniwersalnych toposów w kulturze. Najogólniej, symbolizuje ludzkie życie. Fundamentalnym
tekstem w kulturze europejskiej, z
którego czerpią wszystkie następne, jest Odyseja Homera. Odyseusz Herberta – Pan Cogito – czerpie z podróży
niezliczone dobrodziejstwa, toteż prezentuje je w formie hymnu pochwalnego.
Jest więc zaduma nad urodą świata, wdzięczność za to, że można było doświadczyć
piękna i brzydoty różnych miejsc, spotkań z dobrymi i mądrymi ludźmi. W Modlitwie pojawia się na koniec prośba
niosąca głębokie humanistyczne przesłanie:
żebym
rozumiał innych ludzi inne języki inne cierpienia
a nade wszystko żebym był pokorny to znaczy ten który
pragnie źródła
a nade wszystko żebym był pokorny to znaczy ten który
pragnie źródła
W istocie bowiem podróż jest powrotem do źródła…
Podróże Herberta zaowocowały trzema cyklami esejów: „Barbarzyńca
w ogrodzie” jest wyprawą do źródeł
europejskiej cywilizacji, „Martwa natura z wędzidłem” skrywa pod opisami dzieł sztuki i ludzkimi historiami
wnikliwe studium przemocy, „Labirynt nad morzem” natomiast jest wyprawą do źródeł mitologii. Ślady tych podróży
odnaleźć można również w poezji. Pan Cogito z tomu „Raport z oblężonego miasta” wraca do kraju odmieniony swymi
podróżami: przywiązał
się tylko do kolumny doryckiej, w brzydkim mieście Manchester odkrył ludzi dobrych i rozumnych, pomyślał
że Duccio van Eyck Bellini malowali także dla niego, nie zrozumiał do końca
Akropolu, który cierpliwie odkrywał przed nim okaleczone ciało…
Innym, niezwykle ważnym motorem podróży jest przekonanie, że skoro został wybrany (…) w grze
ślepego losu, to musi wyborowi temu nadać sens, odebrać mu jego przypadkowość i
dowolność (…).Wyobrazić sobie, że jest delegatem czy posłem tych wszystkich,
którym się nie udało. (…) zapomnieć o sobie, wysilić całą wrażliwość i zdolność
rozumienia, aby Akropol, katedry, Mona Liza powtórzyły się w nim na miarę
oczywiście jego ograniczonego umysłu i serca. I żeby to, co z nich pojął,
potrafił przekazać innym[5].
Swoje podróże odbywa Herbert z nieodłącznym
notatnikiem – jak to czyniło wielu pisarzy przed nim, dość wymienić J.
Słowackiego czy J.W. Goethego. Skrótowy zapis tego, co się widzi, zespolenie
obrazu i pisma są czymś naturalnym, pierwotnym. Herbert – podróżnik pozostawił
setki szkiców. Skrupulatnie je przechowywał, więc uchowały się nawet
najdrobniejsze notatki – czasem zdanie albo słowo, szkic lub jego zaczątek,
niekiedy puste strony, jakby w oczekiwaniu na zapis… Taka twarz Herberta-rysownika, mało znana, odkrywa
się dopiero od niedawna przed czytelnikami. Herbert kopiujący mistrzów, szkicujący detale, twarze, pejzaże…
Choć Herberta postrzegamy przede wszystkim jako
poetę, to przecież warto przypomnieć, że pierwszym utworem zaprezentowanym
przez niego publicznie był dramat Jaskinia
filozofów, który ukazał się po raz pierwszy drukiem w 1956 r. w
„Twórczości”.. Tytuł nawiązuje do przypowieści z VII księgi Państwa Platona, ale owa jaskinia jest
metaforą systemu, który bohatera więzi i chroni jednocześnie. Entuzjastycznie
pisze o dramacie Jerzy Zawieyski w Dzienniku:
Wzrusza
samotność Sokratesa, niemożność porozumienia się ze światem, nawet z uczniami,
nawet z Platonem. Cudowne słowo poetyckie, trafne, wysnute z mowy codziennej,
splecionej ze słownictwem abstrakcyjnym, filozoficznym.[6]
wystawa Twarze Pana Cogito, fot. Andrzej Niedźwiedzki
Herbert
– dramaturg to także autor słuchowisk: Rekonstrukcja poety, Drugi pokój, Lalek oraz
Listy do czytelników.
Homer – bohater „Rekonstrukcji poety” symbolizuje twórcę,
ale też każdego człowieka, który dokonuje trudnych wyborów, będąc w jakimś
sensie ślepcem. Jacek Łukasiewicz[7]
w swojej monografii poświęconej Herbertowi nazywa obydwa teksty
słuchowiskami-przypowieściami, w przeciwieństwie do słuchowisk-reportaży, jak określa
trzy kolejne dramaty. Wszystkie je jednak łączy współczucie dla bohaterów,
którzy wyznaczają miary moralne, obnażają
cudze podłości, wady czy tylko niedostatki umysłów i sumień.[8]
Nietrudno rozpoznać w bohaterach dramatów kolejne
twarze Pana Cogito…
Na koniec warto byłoby odsłonić twarz Herberta – epistolografa. W zależności
od osoby adresata, w lustrze pojawiają się różne twarze piszącego. W listach do
Henryka Elzenberga będzie to – jak sam siebie nazywa – uczeń, krnąbrny uczeń, szczerze oddany uczeń, kochający uczeń, tępy
uczeń. W relacjach z Mistrzem autor przybiera rolę ucznia. W relacjach z
innymi pisarzami będzie to Herbert-pisarz, ale i Herbert-przyjaciel.
W listach
do Stanisława Barańczaka żartuje na swój temat po ukazaniu się Uciekiniera z utopii:
Dialog
z Tobą musi z konieczności przypominać dialog żaby z Lineuszem. Wiedz, proszę,
że żaba jest Ci wdzięczna, żeś zechciał wyjaśnić jej niejasną anatomię,
fizjologię, kumkanie (…)[9]
Zdarza się nawet, że twarz przybiera wygląd „pyska”,
jak to ma miejsce w korespondencji z Magdaleną i Zbigniewem Czajkowskimi.
Herbert nazywa swoich wieloletnich przyjaciół Kochanymi Zwierzątkami,[10]podpisując
się jako Wasz Zbigniew (z rysunkiem
miniaturowego psa), Dziubdziuś,
Ober-Dionizos, Wasz Zbigniew-brat mleczny…
To,
co tajemnicze w każdej silniejszej osobowości, nie otworzy się przed nami tylko
dlatego, że człowiek, który nosił w sobie tę tajemnicę, już nie żyje…[11]
wystawa Twarze Pana Cogito, fot. Andrzej Niedźwiedzki
Zakończenie, czyli o kulisach wystawy „Twarze
Pana Cogito”.
Pomysł stworzenia wystawy poświęconej twórcy Pana
Cogito powstał jeszcze zanim ogłoszono
Rok Herberta. Kiedy to się stało, uznałam, że jest realna szansa na jego
spełnienie. Tematem miały być podróże Pana Cogito. Zauroczona krakowską
wystawą poświęconą Stanisławowi
Wyspiańskiemu, zapragnęłam zrobić „moją” z autorami tamtej, panami Januszem i
Pawłem Wałkami. Przekonywanie trwało kilka miesięcy, ale cierpliwość została
nagrodzona. Okazało się natomiast, że z panią Dorotą Pieńkowską, autorką dwóch
wystaw poświęconych Herbertowi w Muzeum Literatury, łączy mnie nie tylko miłość
do kotów… Tak oto temat wystawy „Podróże Pana Cogito” okazał się nieaktualny i
należało poszukać innego. I wtedy natknęłam się na wiersz „Twarze Pana Cogito”…
Pomyślałam: oto wspaniały uniwersalny, a zarazem „Herbertowski” temat. Twarz
człowieka, Każdego, także lub może przede wszystkim – twarz Herberta i jego
literackiego porte parole.
Ponieważ ascetycznie skupiłam się na postaci Pana
Cogito, toteż bolesne ograniczenie zrekompensowałam uchylając nieco drzwi
prowadzące do Herberta-eseisty, dramaturga, rysownika, korespondenta... Tak
powstał program sesji popularnonaukowej, a także „opowieść o Herbercie” w formie teatralnej i
filmowej.
Zanim jednak zaczęliśmy nasz październikowy
ossoliński „festiwal Herbertowski”, na wrocławskie ulice wylało się trochę
poezji, a spotkanie literackie w Bibliotece im. Stefanyka we Lwowie (dawna
siedziba Ossolineum) pozwoliło odwiedzić ukochane Herbertowskie Miasto, w
którym nie ma
ani jednego cienia z domu mego
ani drzew dzieciństwa
ani krzyża z żelazną tabliczką
ławki na której szeptałem zaklęcia
kasztany i krew
ani też żadnej rzeczy która nasza jest
„Pan Cogito
myśli o powrocie do rodzinnego miasta”
[1]
Limon J. Czytanie twarzy w: Twarz. Punkt po punkcie, Gdańsk 2000
[2]
Wstęp do: Herbert Z. Poezje, Warszawa
1998
[3]
Owidiusz, Metamorfozy 4, 294,
[4]
Kopaliński Wł. Słownik symboli, Warszawa
2006
[5]
Herbert Z., Duszyczka, w: Labirynt nad
morzem, Warszawa 2000
[6]
Zbigniew
Herbert, Jerzy Zawieyski, Korespondencja 1949-1967, Warszawa
: Biblioteka "Więzi", 2002.
[7]
Łukasiewicz J. Herbert, Wrocław 2001
[8]
Tamże, s.65
[9]
Zbigniew Herbert / Stanisław Barańczak, "Korespondencja (1972-1996)",
Zeszyty Literackie 2005
[10] Magdalena Czajkowska we wstępie do wydania zbioru
listów „Herbert i Kochane Zwierzątka” tak wyjaśnia pochodzenie tego zwrotu:
„Zaczęło się chyba od naszego pięknego wilczura, którego nazwaliśmy Burkiem,
aby mu jego wspaniały rodowód nie uderzył do głowy. Burek był uroczy, mądry, a
ludzkim głosem nie mówił tylko dlatego, że nie chciał. Miał zwyczaj, kiedy mu
było smutno, podchodzić do kogoś z nas i podawać łapę. Trzeba go było za tę
łapę trzymać i mówić – cicho i łagodnie – wszystko jedno co. (…) Chodziło
bowiem o ton głosu. Burek słuchał, słuchał, marszczył czoło (co powodowało
takie śmieszne skrzyżowanie uszu – składały się jak nożyczki), po czym zły nastrój mu przechodził, Burek zrywał się
i znów był pełnym życia i energii wilczurem. Zbyszek Herbert bardzo go polubił.
Stwierdził, że wszyscy jesteśmy jak zwierzątka, które muszą się trzymać za łapę
wobec przeciwności losu, i odtąd większość listów do nas zaczynał słowami
„Kochane Zwierzątka”.
[11]
Zagajewski A., Początek wspominania, „Zeszyty
Literackie”, nr 68, s.64
Autorem zdjęć z wystawy "Twarze Pana Cogito" jest Andrzej Niedźwiedzki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz