Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Monika Wąs, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Monika Wąs, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

sobota, 7 października 2017

Monika Wąs: Sztuka rodzi się z rozdarcia - wywiad o Wiesławie Dymnym

Rozmawiam z autorką biografii Wiesława Dymnego, Moniką Wąs, z którą spotkałyśmy się -  jakże by inaczej - w Piwnicy pod Baranami.

Monika Wąs, z archiwum pisarki

Barbara Lekarczyk-Cisek: W Wydawnictwie Znak ukazała się obszerna biografia Wiesława Dymnego, pod znaczącym podtytułem: "Życie z diabłami i aniołami". Gdyby artysta nadal żył, ukończyłby w tym roku 80 lat. To wspaniale, że go Pani przypomniała czytelnikom! Jakie były okoliczności powstania tej szczególnej książki?

Monika Wąs: Moje pierwsze, choć nieosobiste, zetknięcie z Dymnym miało miejsce w okresie studiów. Chadzałam wtedy do Piwnicy pod Baranami i ktoś mi podsunął postać Dymnego jako temat pracy magisterskiej. A ponieważ artysta był wszechstronnie utalentowany, wystarczyło materiału na dwie prace magisterskie - na polonistyce i teatrologii, gdyż te właśnie kierunki studiowałam. Z perspektywy czasu mam świadomość, że wtedy wiedziałam o Nim bardzo niewiele. Tak się jednak złożyło, że jeżeli po mnie jacyś studenci pisali prace o Dymnym, pani Anna odsyłała ich do mnie. W ten sposób ciągle obcowałam z jego postacią.


Biografia, którą Pani napisała, zawiera dużo interesujących źródeł, m.in. liczne wywiady, w których artystę wspominają różni ludzie. Czy oprócz wywiadów już istniejących dotarła Pani do swoich rozmówców?

Paradoksalnie, o Dymnym jest bardzo mało zapisanych materiałów archiwalnych, bo sztuka kabaretowa jest ulotna, a ponadto część jego tekstów spaliła się w pożarze. Korzystałam z pamiątek, które przechowała Anna Dymna, a poza tym dotarłam do nielicznych zachowanych nagrań. To było wszystko. Informacji na temat dzieciństwa artysty nie było wcale. Dopiero brat Lechosław mi  opowiedział o wędrówce ze Wschodu. Spotykałam się także z ludźmi, którzy się z Dymnym przyjaźnili i pracowali, więc w rezultacie postanowiłam w dużym stopniu oddać im głos. Dymny stał się także dla mnie dobrym medium do ukazania epoki, w której żył. Udało mi się też znaleźć rzeczy zupełnie nowe, np. w archiwach ASP odkryłam jego podania o ponowne przyjęcie do szkoły, w których zapewniał, że narąbie opału i będzie uczęszczał na zajęcia. Udało mi się także znaleźć różne rzeczy w archiwum Polskiego Radia.



Zauważyłam też i taką, ogromnie wartościową, cechę tej biografii, że wchodzi Pani głęboko w historię, ukazują szeroki społeczno-historyczny kontekst życia swojego bohatera. O masowych deportacjach i wędrówce ludów oraz o zbrodniach NKWD nikt dotąd w kontekście biografii Dymnego nie mówił. Urzekła mnie także rodzinna historia - powrót do Kresów i ukazanie korzeni rodzinnych Dymnego. Jak udało się Pani to zrekonstruować.

Głównych źródłem informacji był dla mnie brat Dymnego - Lechosław. Miałam to szczęście, że żyje jeszcze ciocia Dymnego, która doskonale pamiętała, jak wyglądał jego dom rodzinny, jakie były relacje między Polakami i Białorusinami itd. Korzystałam także z opracowań historycznych. Niektóre źródła, jak internowania w latach 70. ciągle były słabo znane lub wcale i z trudem odkrywałam prawdę o tych czasach.

Dzięki rozmówcom można było także dotrzeć pod podszewkę dymnych fantazji, który często mieszały się z rzeczywistością.

Tak, Dymny lubił konfabulować. Opowiadał np. że był uczniem Kantora, podczas gdy był nim jego brat. Nie zawsze było mi łatwo dojść do prawdy, ale z czasem doszłam do wniosku, że te zmyślenia, legenda, konfabulacje są częścią Dymnego, więc warto o nich pisać. 

A czy coś Panią zaskoczyło, gdy poznawała Pani coraz lepiej biografię swego bohatera?

Z pewnością zaskoczył mnie fakt, że wszyscy mówili o nim bardzo dobrze i uważali go za jednego z najzdolniejszych artystów swoich czasów. Edward Lubaszenko powiedział mi np., że wiele razy słyszał złe opinie o różnych ludziach, ale nie o Dymnym. To pozostawało w jaskrawej sprzeczności ze stereotypem awanturnika. Podobnie - dzieciństwo, które było dla mnie obszarem zupełnie nieznanym. Podczas pisania Dymny stał się dla mnie przykładem człowieka, który stara się być wolny, mimo zarówno ograniczeń zewnętrznych, jak i wewnętrznych. Uważam, że sztuka rodzi się rodzi się z rozdarcia, a nie z samozadowolenia. To jest cena, którą się płaci, jeżeli chce się wyjść poza własne ograniczenia, a z drugiej strony ma tę wartość perły w muszli. 

Cechą, którą trudno przecenić, jest także obecność w książce utworów Wiesława Dymnego, które poza tym poddaje Pani rzetelnej analizie. Dzięki temu czytelnicy poznają także twórczość bohatera biografii. Jakie teksty postanowiła Pani zamieścić w tomie i dlaczego właśnie te?

Uznaliśmy z Wydawnictwem, że niewiele jest opublikowanych tekstów Dymnego, toteż dobrze byłoby umożliwić czytelnikom zapoznanie się z jego twórczością: rysunkami i tekstami. Zostały wybrane pod kątem reprezentatywności gatunków, które uprawiał, a także jako kontrapunkt to tego, co działo się w jego życiu. Przykładem może być scenariusz "Drogi na Dziki Zachód", który jest w dużym stopniu odbiciem jego własnych przeżyć. Z kolei twórczość kabaretowa przekłada się na jego zainteresowanie słowem, semantyką. Obfitość i różnorodność tekstów, a także często - wersji tego samego utworu sprawiły, że wybraliśmy rzeczy najbardziej reprezentatywne. Chodziło nam o przypomnienie twórcy, który uznany był za małego Leonarda da Vinci swojej epoki, a mało kto zdaje sobie z tego obecnie sprawę. Kiedy dziś słuchamy "Czarnych aniołów" lub "Pejzażu horyzontalnego", to mało kto kojarzy to z twórczością Dymnego, a raczej z ich wykonawcami. 

Pisze Pani także o okolicznościach śmierci Wiesława Dymnego. Czy istnieje jakaś szansa na ich wyjaśnienie?

Po śmierci Dymnego powstały różne wersje tych okoliczności. Jedna z nich wiodła do Służby Bezpieczeństwa, wiadomo było bowiem, że artysta był inwigilowany. Świadkowie widzieli jakąś tajemniczą postać na klatce schodowej domu, w którym mieszkał. Anna Dymna widziała go parę godzin wcześniej i nic nie wskazywało na tragedię. Śledztwo prowadzone z urzędu niczego nie dało. W archiwach IPN znalazłam notatkę jednego z tajnych współpracowników, który wyraża zaskoczenie faktem tej śmierci. W archiwach prokuratury i policji nie zachowało się dosłownie nic, poza sygnaturą sprawy, który prowadzi donikąd. Oficjalna wersja głosiła, że Dymny umarł na zawał serca. 

Te tajemnice w jakiś paradoksalny sposób pasują do życiorysu Dymnego... 
Dziękuję za rozmowę.



Wywiad ukazał się w 2016 roku na portalu Kulturaonline.pl

Monika Wąs: "Dymny. Życie z diabłami i aniołami". Artysta, który trwonił talenty /recenzja/

W 2016 roku, z okazji 80. rocznicy urodzin Wiesława Dymnego, ukazała się obszerna monografia artysty, zatytułowana "Dymny. Życie z diabłami i aniołami". Opowieść o życiu tego niezwykłego artysty i człowieka została wzbogacona o jego rysunki i teksty.

Wydawnictwo Znak


Przeszedł do historii, ale on tu jeszcze powróci

Powyższy tekst pochodzi z najsłynniejszego tekstu kabaretowego Wiesława Dymnego i w prezentowanej biografii zdaje się mieć swoje potwierdzenie. Był artystą wszechstronnie uzdolnionym: 

Wiesiu uwielbiał zmieniać, upiększać, tworzyć wokół rzeczywistość...- wspomina męża Anna Dymna. wszystko własnymi rękami... Wciąż coś malował, rysował, pisał, dłubał  zawsze z radością i pasją. Robił meble, zegary, torebki, biżuterię z drewna, konstruował reflektory, szył ubrania, malował ściany.

W biografii artystę wspominają jego bliscy, m.in. Anna Dymna (druga żona), Barbara Nawrat (pierwsza miłość), brat Lechosław, przyjaciele ze studiów w krakowskiej ASP, m.in. Ryszard Otręba, Kazimierz Wiśniak, a ponadto reżyserzy: Kazimierz Kutz i Feridun Erol kompozytorzy: Stanisław Radwan i Zygmunt Konieczny, aktor Jerzy Cnota... W ich opowieściach Wiesław Dymny jawi się jako postać niezwykle twórcza, barwna i prawa - fascynująca.

Wiesław Dymny z Anną, Znak

Żongler sturęki


Żongler sturęki to postać z wiersza Dymnego, ale równie dobrze można by ją potraktować jako poetycką autocharakterystykę:

Krążki słońca rzucał w górę
Bawiąc tłumy.
Rzucał w górę tony złota
Wszystko rzucał, co miał w ręce
I cieszyła się hołota
I nic więcej...

Był malarzem, literatem,, scenarzystą, twórcą kabaretowym, autorem kilkuset przebojowych melodii, a nawet aktorem filmowym. Mimo wielu talentów, nie umiał wykorzystywać koniunkturalnych układów, toteż często jego scenariusze odrzucano, a książek nie wydawano. W tamtych czasach zniewolenia był wolnym ptakiem. Trwonił swoje talenty, drażnił i przekraczał wszelkie granice, ale też płacił za to wysoką cenę. Odszedł przedwcześnie w niejasnych do dziś okolicznościach. Pozostały po nim rękopisy, rysunki, niedostępne dziś filmy oraz legenda, którą zresztą tworzył jeszcze za swego życia, był bowiem człowiekiem narracji i kreacji, także autokreacji. 

Nauczył się malować jako dziecko, zaczął też pisać i wybierał się na studia polonistyczne, ale pod wpływem kolegi zdał do ASP i chociaż studiował dziesięć lat z przerwami i studiów nie skończył, przez cały ten czas twórczo się rozwijał. Po prostu nie mieścił się w jednej dziedzinie - musiał popróbować wielu. Anna Dymna wspomina, że robił wszystko sam i zarażał swoją pasją otoczenie. Projektował stroje dla swoich ukochanych i sam je wykonywał, robił meble, był nawet świetnym kucharzem - z polotem i wyobraźnią:

Wszystko robiliśmy sami, dlatego życie z nim było takie fascynujące. Cały czas coś tworzył. To nie był człowiek, który siedział bezczynnie i gapił się w telewizor. Po prostu paliło mu się w rękach i tym mnie zarażał.

W latach 50. i 60. spełniał się w Piwnicy pod Baranami, pisał scenariusze filmowe, produkował gazetkę "Radło", występował w Teatrze 38, prowadził zespół muzyczny Szwagry... Stanisław Radwan wspomina, jak spotkał go przypadkowo na ulicy i opowiedział o przygotowywanej właśnie inscenizacji "Panny Tutli Putli" Witkacego w Teatrze Ateneum. Otóż Dymny na poczekaniu stworzył nowatorską wizję opery:

Wyszedł sobie od chóru - wspomina - i przeszedł przez różnostylistyczne rodzaje muzyki. Wierzę, że on by taki scenariusz wymyślił, w którym pomieściłyby się te różne stylistyki. (...) Wiesiek w czasie półtoragodzinnej rozmowy, ad hoc, stworzył spójną i nowatorską wizję artystyczną.


Wiesław Dymny, Znak


Pełen żaru i magii


Autorka biografii, Monika Wąs, nie tylko przytacza wspomnienia, ale osadza postać Dymnego w trudnej polskiej historii, pisząc o wojennym dzieciństwie, utracie ojca, biedzie  i tułaczce. Nasyca tę postać historyczno-obyczajowym kontekstem, dzięki czemu widzimy pełnego człowieka - z jego bogatą historią, która pozwala go lepiej zrozumieć. Ale to nie wszystko.
Autorka pochyla się także często nad twórczością swojego bohatera, cytując ją obficie i analizując. Nie ucieka też od anegdoty, gdyż był to żywioł Dymnego, integralna jego część. Przytacza m.in. anegdotę Zofii Komedowej-Trzcińskiej, która wspomina występ Piwnicy pod Baranami w Warszawie. Był na nim obecny znany krytyk literacki Artur Sandauer, któremu szczególnie podobały się prezentowane teksty:

Słuchajcie, to genialne! - zawołał z entuzjazmem. A te teksty to Garcia Lorca? Prawda?

Ale w odpowiedzi usłyszał, że to Wiesio Dymny...

Testy Dymnego opierały się często na grze słownej. Pisał krótkie opowiadania, wierszyki, parodiował różne style literackie, zaskakiwał komicznymi skojarzeniami. Czasami to tylko zabawa słowna, czasami jednak groteska służyła opisywaniu i ocenie świata... Dymny był erudytą, stąd jego twórczość obfituje w liczne konteksty kulturowe i literackie. Leszek Długosz wspomina, że artysta był świetnie zorientowany w literaturze współczesnej, ale także znał doskonale Biblię, czytał dzieła filozoficzne i psychologiczne. I choć jako literat nie zdobył popularności, ogromnym powodzeniem cieszyły się jego występy kabaretowe.

Wiesiek to był mag - zachwyca się Stanisław Radwan. Miał taką siłę tego, co szło od środka, z wnętrza człowieka. Dlatego on tak łatwo mógł się bawić samym słowem. Posiadał niesłychaną umiejętność skupienia się, był pełen żaru i magii.


Pięć i pół... Bladego Józka


Wiesław Dymny próbował także swoich talentów w kinie - jako scenarzysta i aktor. Zadebiutował filmem "Chudy i inni", o którym K. Demidowicz pisał na łamach "Filmu", że "był wydarzeniem 1967 roku (...), burzył schemat peerelowskiej opowieści o wielkiej budowie". W tym filmie Dymny zadebiutował także jako aktor. Na tym się nie skończyło. Henryk Kluba, nieżyjący reżyser filmu, wspomina:

Wiesiu mi się zwierzył, że ma gotową powieść "Słońce wschodzi raz na dzień". Oszalałem. (...) To było jedno z najtrudniejszych naszych przedsięwzięć.

K.T. Toeplitz napisał potem entuzjastyczną recenzję:

Film Kluby i Dymnego (...) jest niewątpliwie filmem wybitnym. (...)  ów filmowy epos ludowy jest przecież nowoczesną pochodną góralskiej opowieści zbójeckiej, (...)  Dziedziczy po tej opowieści nie tylko wiele ze swojego fabularnego schematu, ale przede wszystkim jej klimat moralny, w którym "zbójowanie" (...) zawsze stanowi wyraz malowniczego indywidualizmu.  

Mimo tych pochlebnych opinii, film trafił na półki... Trzecim filmem tryptyku o współczesnym Polaku miał być "Prorok", ale ostatecznie powstał obraz "Pięć i pół bladego Józka", który nigdy nie wszedł na ekrany...

Non omnis moriar


Wiesław Dymny, archiwum Anny Dymnej


Kiedy Dymny odszedł w niewyjaśnionych do końca okolicznościach, jeden z przyjaciół - jazzman Andrzej Jerzy Nowak napisał:

Dymny to ewenement, tacy ludzie zdarzają się raz na kilkaset lat albo w ogóle, jeżeli chodzi o poziom geniuszu i zdolności. Szkoda, że tak krótko żył i w tak tragiczny sposób odszedł.

A jednak non omnis moriar. Monika Wąs nie tylko pięknie opowiada o Wiesławie Dymnym, przywracając pamięć o nim i jego twórczości, podaje także wszystkie wydarzenia, które odbyły się w związku z osobą artysty już po jego śmierci, a świadczą o tym, że "nie cały umarł".Są to zarówno książki prezentujące jego dorobek, jak również przeglądy filmowe, Fundacja Kulturalna im. Wiesława Dymnego, założona przez przyjaciół artysty, spektakle na podstawie jego tekstów, audycje telewizyjne, wystawy rysunków. Na podstawie tekstów Wiesława Dymnego powstała płyta nagrana przez Grzegorza Turnaua...

Starannie wydana i zaopatrzona we wszystkie możliwe przypisy, a przede wszystkim znakomicie opowiedziana historia Wiesława Dymnego ma szansę stać się wydarzeniem literackim, a już z pewnością jest należnym hołdem znakomitemu artyście, który - gdyby żył - obchodziłby w tym roku 80. urodziny.

Książka Moniki Wąs: "Dymny. Życie z diabłami i aniołami" ukazała się w Wydawnictwie Znak.

Wywiad z autorką - pod tym linkiem


Recenzja ukazała się pierwotnie na portalu Kulturaonline.


Wszystko jest poezją. O wystawie Ewy Rossano w Muzeum Pana Tadeusza

10 kwietnia w Muzeum Pana Tadeusza we Wrocławiu otwarto wystawę "Ogród wypowiedzianych słów", której autorką jest malarka i rzeźbi...

Popularne posty