Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Leszek Mądzik, posortowane według daty. Sortuj według trafności Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Leszek Mądzik, posortowane według daty. Sortuj według trafności Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 17 czerwca 2024

„Światło i mrok. Teatr Leszka Mądzika” - nowa wystawa w Muzeum Śląskim

Od 21 czerwca 2024 do 22 września 2025 roku Muzeum Śląskie zaprasza na wystawę  „Światło i mrok. Teatr Leszka Mądzika”. Prezentowane obiekty tworzą kolaż rekwizytów teatralnych spełniających rolę aktorów. Autorem scenariusza i aranżacji wystawy jest sam artysta. Wernisaż odbędzie się 20 czerwca o godz. 18.00.


Leszek Mądzik jest reżyserem, fotografem, plakacistą, twórcą autorskiego modelu przestrzeni teatralnej. W retrospektywnej ekspozycji widzowie mogą odnaleźć komentarz mistrza wobec własnych osiągnięć artystycznych, a także doświadczyć bodźców stanowiących źródło formy i treści jego sztuki. Scena Plastyczna Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, założona w 1969 roku, to artystyczne laboratorium i miejsce odkryć  teatralnych. Obecnie artysta współpracuje również z zespołem Centrum Pantomimy w Warszawie.

Ekspozycja realizowana w Muzeum Śląskim to widowisko poświęcone mistrzowi polskiego teatru. Należy w niej docenić autorską kreację odsłaniającą warsztat formalny i wyróżniającą kluczowe spektakle w wieloletnim dorobku. Elementy przestrzeni teatralnych pełniące na wystawie funkcje instalacji przywołują takie realizacje, jak: Ikar (1974), Pętanie (1986), Kres (2020), Tchnienie (1992), Wilgoć (1978), Bruzda (2006), Zielnik (1976), Wrota (1989), Lustro (2013).

Leszek Mądzik prowadzi widza przez retrospektywę swojego teatru bez słów. Prezentowane obiekty tworzą kolaż rekwizytów teatralnych spełniających rolę aktorów. Wewnątrz ekspozycji formy wydobyte światłem z mroku artysta uzupełnia dźwiękami kapiących kropli wody (Wilgoć) oraz podmuchów powietrza (Tchnienie). Sensualna i organiczna koncepcja przestrzeni prowokuje zwiedzających do interakcji z przestrzenią inicjowaną impresjonistycznymi fotografiami utrwalającymi reakcje artysty wobec natury. Przywołane spektakle budzą refleksję nad biologicznie przemijalnym życiem, a także otwierają pytanie dotyczące wiary w wieczność duszy i istnienie absolutu.

Światło i Mrok. teatr Leszka Mądzika
21.06.2024 – 22.09.2025
Kuratorka: Agnieszka Kołodziej-Adamczuk

Scenariusz i aranżacja: Leszek Mądzik

Muzyka ze spektaklu Wilgoć: Jan A.P. Kaczmarek

Realizacja projektu: Krystian Banik, Paweł Żelichowski, Jarosław Figura

Montaż obiektów teatralnych, aranżacja przestrzeni: Jarosław Figura i Krystian Banik

Odtworzenia rekwizytów: Krystian Banik

Wywiad z Leszkiem Mądzikiem - pod tym linkiem: 

https://kulturalneingrediencje.blogspot.com/2017/10/leszek-madzik-maluje-swiatem-na-czarnym.html

informacja prasowa

wtorek, 22 września 2020

"Wydobyte z ciemności" - wystawa scenografii Sceny Plastycznej KUL

Z okazji Jubileuszu 50-lecia Sceny Plastycznej KUL w Muzeum KUL prezentowana jest wystawa scenografii tego wyjątkowego teatru. W niezwykłej aranżacji, która podkreśla rolę światła oraz jego przeciwieństwa – mroku, zobaczymy rekwizyty ze spektakli. Wejdziemy w świat symbolu, wyobraźni, niedopowiedzeń… 

fot. Archiwum Sceny Plastycznej KUL

„Wzrok biegnie po wydarzeniach, twarzach, fakturach i tym wszystkim, co ujawnia światło. Dramaturgia dostrzeżonego obrazu niesie w sobie coś, co każe się zatrzymać, utrwalić. Spotykamy się z tajemnicą, do której pragniemy zajrzeć, dotknąć, zbliżyć się do niej, a może i poznać. Nosimy w sobie takie potrzeby poznania tego, co w nas i wokół nas. Czas potęguje to wezwanie i każe odważnie zanurzyć się w ten mrok będący częścią naszego niepokoju. Wędrując różnymi drogami, najczęściej z teatrem spotykam znaki, które prowadzą na ścieżki, których zwieńczenie bardziej przeczuwam niż jestem pewien. Zobaczony obraz nie potrzebuje deformacji, stylizacji czy udziwnienia. Nosi w sobie prawdę, której pragnienie dostrzeżenia jest sensem tworzenia”. Leszek Mądzik, twórca Sceny Plastycznej KUL.

Scena Plastyczna KUL – jak pisze Irena Sławińska – „to zjawisko tak odrębne i jedyne na mapie współczesnej kultury polskiej, że wymyka się wszelkiej próbie zaszeregowania i nie daje się przygwoździć mianem gatunkowym. Czy to w ogóle teatr?”

Leszek Mądzik, fot. Krzysztof anin Kuzko

Prof. Leszek Mądzik związany jest z KUL-em od ponad pół wieku. To właśnie dzięki niezwykłej atmosferze wolności panującej na uniwersytecie powstało tu ponad 20 autorskich przedstawień, składających się na wyjątkowe zjawisko „teatru bez słów”. Głównymi środkami wypowiedzi profesora, który jest reżyserem i scenografem wszystkich spektakli Sceny, są przestrzeń i światło, nieliczne postacie oraz przedmioty zanurzone w głębię i mrok nieskończoności scenicznej. W swojej twórczości prof. Mądzik dotyka duchowej tajemnicy człowieka, próby zbliżania się do sacrum.

WYDOBYTE Z CIEMNOŚCI

wystawa scenografii Sceny Plastycznej KUL

28 września – 22 grudnia 2020

informacja prasowa

poniedziałek, 3 sierpnia 2020

Święto literatury na Roztoczu – na żywo i online. VI edycja Festiwalu Stolica Języka Polskiego

Od 2 do 8 sierpnia 2020 r. trwa Festiwal Stolica Języka Polskiego w Szczebrzeszynie, a jego gośćmi, podobnie jak w latach ubiegłych, są znakomici pisarze, krytycy, językoznawcy, artyści i gwiazdy estrady. W programie szóstej edycji przedsięwzięcia przeważają liczne dyskusje o literaturze, ale nie zabraknie też spektakli, wieczorów poetyckich, koncertów czy wystaw.



Jest również bogata oferta wartościowej rozrywki dla najmłodszych, m.in. spotkania z autorami książek dla dzieci, warsztaty muzyczne i plastyczne. W tym roku program Małej Stolicy Języka Polskiego rozdzielono terminami od programu głównego, a kilka z propozycji będzie dostępnych jedynie online, ale zasadniczo Festiwal odbywa się w tradycyjnej, plenerowej formie z bezpośrednim udziałem publiczności. Wszystkie wydarzenia są całkowicie bezpłatne, jednak ze względu na procedury sanitarne każdy z uczestników zobowiązany jest do wypełnienia oświadczenia o stanie zdrowia

Na początek organizatorzy zapraszają do Zamościa (Niedziela w Zamościu na Rynku Wodnym), a potem do urokliwego, festiwalowego miasteczka nad brzegami Wieprza - Szczebrzeszyna. Tradycyjnie, w harmonogramie imprezy uwzględniono nie tylko spotkania autorskie, ale też atrakcje rekreacyjne np. literacką wyprawę rowerową do okolicznych wąwozów. Będzie również „Mecz poetycki”, gra literacka „Pierwsze zdanie” , instalacja dźwiękowa o komunikacji drzew „Usłyszane”
.

Wiesław Myśliwski, fot. Rafał Siderski

W ramach Festiwalu przyznana zostanie Nagroda „Człowiek Słowa” (laureaci poprzednich edycji to Urszula Kozioł, Wiesław Myśliwski, Maja Komorowska), Nagroda Wielkiego Redaktora (w 2018 roku otrzymała ją Marianna Sokołowska, a w 2019 – Małgorzata Szczurek), ogłoszony zostanie kolejny Apel Szczebrzeski, zainicjowany w trosce o ochronę bogactwa polszczyzny.

Patronem tegorocznej edycji Festiwalu Stolica Języka Polskiego jest Cyprian Kamil Norwid, 
a lista zaproszonych gości obejmuje ponad 70 nazwisk. Do Szczebrzeszyna i Zamościa przyjadą m.in.: Justyna Bargielska, Justyna Bednarek, Edwin Bendyk, Wojciech Bonowicz, Jerzy Bralczyk, Elżbieta Cherezińska, Sylwia Chutnik, Stefan Chwin, Grzegorz Gauden, Mikołaj Grynberg, Grzegorz Kasdepke, Izolda Kiec, Wawrzyniec Konarski, Maja Komorowska, Ryszard Koziołek, Janusz Kukuła, Mikołaj Łoziński, Leszek Mądzik, Mira Marcinów, Zygmunt Miłoszewski, Michał Ogórek, Michał Rusinek, Barbara Sadurska, Dominika Słowik, Paweł Śpiewak, Filip Springer, Nula Stankiewicz, Mariusz Szczygieł, Jerzy Trela, Adam Woronowicz,Adam Wajrak, Marcel Woźniak, Jakub Żulczyk i wielu innych twórców.

Maja komorowska, fot. Rafał Siderski

Pełny harmonogram Festiwalu można znaleźć na stronie www.stolicajezykapolskiego.pl.
Kuratorką programu głównego jest Justyna Sobolewska, a kuratorkami sekcji dziecięcej: Magdalena Kłos - Podsiadło i Katarzyna Stoparczyk.

Przygotowany przez organizatorów zestaw wydarzeń to doskonała propozycja nie tylko dla miłośników książek. Festiwal w Szczebrzeszynie przyciąga też pięknem roztoczańskich krajobrazów i wyjątkowym, wakacyjnym klimatem.

Więcej informacji na:
www.stolicajezykapolskiego.pl
Film z Festiwalu 2018:
https://www.youtube.com/watch?v=LJLO5pPQhtg&t

informacja prasowa

wtorek, 19 listopada 2019

"Strach" - nowa wystawa w Muzeum Narodowym w Kielcach

Od 26 listopada 2019 roku Muzeum Narodowe w Kielcach, Dawny Pałac Biskupów Krakowskich, zaprasza na wyjątkową wystawę zatytułowaną "Strach". Zaprezentowane zostaną prace artystów, którzy podejmowali próby zmierzenia się ze strachem. Autorem aranżacji jest wybitny twórca teatralny Leszek Mądzik. 


Zdzisław Beksiński, Krajobraz cmentarny I, 1970 r., olej na płycie pilśniowej,
ze zbiorów 
Muzeum Narodowego w Warszawie


Strach narodził się wraz z człowiekiem w najgłębszej otchłani wieków.
G. Delpierre

Strach jest jedną z najdotkliwszych ludzkich emocji. Od wieków zajmował w ogólnym wymiarze myślicieli, filozofów czy psychologów, zaś w wymiarze jednostkowym, indywidualnym, pochłania każdego z nas.

Próbę zmierzenia się ze strachem i nadania mu „materialnego” kształtu podejmowali także artyści. Do zobrazowania go posługiwano się na przestrzeni wieków rozmaitymi środkami wyrazu, od alegorii, poprzez ekspresję uobecnioną w gestach i wyrazie twarzy, budowanie nastroju w dosłownych przedstawieniach sytuacji budzących grozę, aż po napięcie oddane jedynie przez formę i kolor. I to ten strach zwizualizowany w dziełach sztuki stał się pretekstem wystawy.

Poprzez dzieła sztuki autorzy wystawy snują opowieść o strachu obecnym zarówno w indywidualnym życiu człowieka, jak i tym w wymiarze ogólnoludzkim.

Na wystawie prezentowane będą dzieła m.in.: Pietro della Vecchia (1602–1678), Jacoba de Backera (1540/1545–przed 1600), Nicolasa Verkolje (1673–1746), Jacoba Isaacz van Swanenburgh (1571–1638), Tommaso Dolabelli (ok. 1570–1650), Francisco de Goi (1746–1828), Alfreda Wierusza Kowalskiego (1849–1915), Gustawa Gwozdeckiego (1880–1935), Witolda Pruszkowskiego (1846–1896), Jonasza Sterna (1904–1988), czy wreszcie Zdzisława Beksińskiego (1929–2005). Pokaz dopełnia obraz filmowy Luisa Buñuela i Salvadora Dali Pies andaluzyjski, który stanie się swoistym ruchomym „eksponatem”, oraz gra komputerowa Layers of Fear wyprodukowana przez polskie studio Bloober Team.

Przewidziany układ stworzy możliwość prześledzenia ewolucji, jakiej podlegało zarówno samo odczuwanie strachu, jak i artystycznych środków do jego wyrażania. Podążając ciemnymi korytarzami, prowadzeni światłem oświetlającym poszczególne dzieła, staniemy się w pewnym sensie uczestnikami spektaklu, a to dzięki wyjątkowej aranżacji autorstwa profesora Leszka Mądzika.


Wystawę będzie można oglądać od 26 listopada 2019 roku do 29 marca 2020 roku w Dawnym Pałacu Biskupów Krakowskich.

Kurator: Joanna Kaczmarczyk

Koordynator: Anna Sychowska

Aranżacja: prof. Leszek Mądzik

.....................................................................................................................................

Wydarzenia towarzyszące


Wykłady z cyklu Niedziela w Muzeum

1 grudnia 2019 : Kuratorskie oprowadzanie po wystawie Strach, Joanna Kaczmarczyk

19 stycznia 2020: Obraz i strach Juliusz Gałkowski

23 Luty 2020: Pochwała STRACHU, czyli o tym, że potrzeba pewnej odwagi, by przebudzić w sobie STRACH i poczuć lęk, a nie przerażenie Jadwiga Kożmińska-Kiniorska

29 marca 2020: finisaż wystawy

Sobotnie warsztaty familijne

30.11 – Nie taki potwór straszny, jak go pomalują

Nawiązując do wystawy czasowej Strach, uczestnicy zajęć „zmierzą” się z postaciami z bajek, które wywołują lęk. Podczas warsztatów narysują tę, która wzbudzała u nich największy strach. Następnie wymienią się pracami z innymi dziećmi, żeby koledzy i koleżanki mogli dorysować elementy prześmiewcze i z przerażającej wcześniej postaci zrobić jej karykaturę. Następnie uczestnicy warsztatów wykonają drewnianą ozdobę w kształcie duszka.

Oferta edukacyjna dla grup zorganizowanych:

Nie taki potwór straszny, jak go pomalują

Nawiązując do wystawy czasowej Strach, uczestnicy zajęć „zmierzą” się z postaciami z bajek, które wywołują lęk. Podczas warsztatów narysują tę, która wzbudzała u nich największy strach w dzieciństwie. Następnie wymienią się pracami z innymi dziećmi, żeby koledzy i koleżanki mogli dorysować elementy prześmiewcze i z przerażającej wcześniej postaci zrobić jej karykaturę.

Strach ma wielkie oczy, czyli rzecz o dobrym strachu

Czy strach może być dobry? Jakie są pozytywne skutki strachu? Na te i inne pytania spróbują odpowiedzieć uczestnicy zajęć podczas dyskusji na temat lęku oraz jego zalet w życiu codziennym. W części warsztatowej wykonamy „odstraszacz koszmarów sennych”, który najpierw dzięki wyobraźni dzieci przybierze dowolny kształt, a później za sprawą specjalnej farby rozświetli ciemność.

Mamo, tato ten film jest straszny

Po zwiedzaniu czasowej wystawy Strach, prowadzący zajęcia wyjaśni, dlaczego dorośli oglądają horrory i nie pozwalają oglądać ich dzieciom. Odpowie na pytanie czy ludzie lubią się bać i jeżeli tak to w jakich okolicznościach. Następnie uczestnicy warsztatów wykonają drewnianą ozdobę w kształcie duszka.

Zapisy i informacje: edukacja@mnki.pl

tel. 41 344 40 14 wew. 243, tel. 660 957 875

informacja prasowa

czwartek, 7 marca 2019

Irena Maria Palka: Słowo ukryte w materii /wywiad/

O ludziach i miejscach, które ukształtowały jej wrażliwość i wyobraźnię, a także o próbach zrozumienia świata i siebie poprzez sztukę rozmawiam z Ireną Marią Palką - artystką malarką specjalizującą się w tkaninie artystycznej.

Irena Maria Palka, fot. G. Jaworowska, z archiwum artystki

Barbara Lekarczyk-Cisek: Podobno Twoje zamiłowanie do kapeluszy i do tkaniny sięga dzieciństwa? Jak to właściwie było?

Irena Maria Palka:  Urodziłam się i do dziesiątego roku życia mieszkałam w prowincjonalnym miasteczku, Ostrowcu Świętokrzyskim. To ono mnie ukształtowało, nie Kraków. Często wspominam tzw. Wąską Uliczkę, na którą prawie codziennie przychodziłam… Niedawno, po prawie czterdziestu latach, odwiedziłam Ostrowiec i tę uliczkę. Wiele się zmieniło od tamtego czasu, gdy dla mnie, wtedy małej dziewczynki, cały ten świat był tak bardzo piękny.  Zresztą i dzisiaj dla mnie taki jest, bo to są takie kameralne miejsca na miarę człowieka… A wracając do kapeluszy... Przy tej uliczce znajdowało się wiele małych sklepików,a wśród nich zakład kapeluszniczy.  Często przychodziłam tam z Babcią i z Mamą i spotykałam się z Panią ,,Czapniczką'', jak ją wszyscy nazywali. Dla mnie to było magiczne miejsce, w którym czułam się trochę jak Alicja w Krainie Czarów. Pani Anna rozkładała magiczne materiały, rozwijała magiczne wstążki, a my wybierałyśmy fasony, kolory, dekoracje. A już absolutną magią było dla mnie to, że z tych sznurków, słomek, sztucznych kwiatów,(które ona też sama robiła), materiałów i filców powstawały cudownie prawdziwe i niepowtarzalne kapelusze. Każdy z nich pasował tylko tej osobie, dla której był przeznaczony. Był stworzony w jakiś szczególny sposób, specjalnie ozdobiony. Myślę, że to ten dziecięcy  zachwyt był właśnie początkiem mojego umiłowania szczegółu.

Zawsze wracałam z tych wypraw szczodrze obdarowana, bo oprócz  niezwykłych doznań, dostawałam przeróżne skrawki materiałów, filcu, kawałki wstążek, czasem jakiś nieudany kwiat, złamane pióro. Takie sobie strzępki, które skrzętnie gromadziłam. Przechowywałam je razem ze ścinkami materiałów, po które chodziłam do ostrowieckiej Wólczanki, gdzie szyto męskie koszule, oraz kawałkami niepotrzebnych papierów, które dostawałam w drukarni. To one właśnie stały się materią, z której dzisiaj powstają moje tkaniny i prace z papieru.  Już wtedy fascynowała mnie ta przemiana: tworzywo - tworzenie-stworzenie, będąca dla mnie jakimś tajemniczym procesem, jak samo życie, narodziny, wzrastanie, przemijanie. Myślę, że to  ta fascynacja zrodziła we mnie pragnienie tworzenia i nadawania materialnego kształtu temu, co żyło tylko w mojej wyobraźni .
To cudowne, że wiele z tego, co robimy w dorosłym życiu, ma swój początek w dziecięcych marzeniach…

Irena Maria Palka na tzw. wąskiej uliczce, Ostrowiec Świętokrzyski, 2018,
z archiwum artystki

Jakie są początki Twojego zainteresowania sztuką?

Zanim nauczyłam się mówić i chodzić, już rysowałam. Mam całe sterty dziecięcych bazgrołów - to był mój pierwszy język.. Zachowały się także zdjęcia z Bratem, na których jako maleńkie dzieci oglądamy albumy ze sztuką. Po przeprowadzce do Krakowa zaczęłam powoli odkrywać swoje powołanie, do czego w dużym stopniu przyczynili się moi rodzice. Oboje byli artystami malarzami. Mama była studentką Hanny Rudzkiej-Cybisowej, Ojciec – Adama Marczyńskiego. W domu zawsze się rysowało, malowało, Tato także rzeźbił. Moi Bracia również byli plastykami. Wychowałam się z w otoczeniu obrazów, poza tym  często chodziliśmy do muzeów, rozmawialiśmy o sztuce. Moi rodzice byli trochę przeciwni temu, abym rozpoczynała naukę w liceum plastycznym, bo to przesądzało o moim przyszłym zawodzie. Uczyłam się bardzo dobrze, więc mogłam zdobyć zawód, który dałby mi pewniejszy kawałek chleba niż zawód artysty. Ja jednak wiedziałam, że tworzenie to nie zawód, lecz powołanie i właśnie ono skierowało mnie najpierw do Liceum Sztuk Plastycznych w Krakowie, a po pięciu latach - na ASP .W latach licealnych malowałam martwą naturę, interesował mnie haft… Fascynowały mnie  stare, zetlałe szaty liturgiczne, dla mnie tak  bardzo bliskie i inspirujące przez swoje podobieństwo  do naszego ludzkiego życia...Do dzisiaj tak to odczuwam, że w materialnym wymiarze jesteśmy mikroświatem utkanym ze ścięgien, tkanek, żył, który ciągle się odradza, zmienia, ale też ulega degradacji.

Czym się zajmowałaś studiując w Akademii Sztuk Pięknych?

W Akademii uczyłam się człowieka. Byłam szczęśliwa, bo miałam modela - prawdziwego człowieka, którego można było studiować, więc te pięć lat minęło mi na studiowaniu go. Byłam studentką w Pracowni Malarstwa - malowałam więc, rysowałam, lecz ciągle myślałam o  realizacji moich marzeń o sztuce włókna. No i tak trafiłam do Pracowni Tkaniny Artystycznej na Wydziale Malarstwa, prowadzonej przez prof.  Lillę Kulkę i prof. Ryszarda Kwietnia. Na pierwszych zajęciach profesorowie posadzili mnie przy warsztacie tkackim, abym nauczyła się podstawowych splotów. Byłam przerażona, bo to co robiłam, wcale nie było tym, co przez tyle lat we mnie dojrzewało, czekając na urzeczywistnienie. W końcu przyniosłam rysunki, a także kilka prac z papieru. Był to cykl ,,Martwe ptaki''. Ponieważ prace te były tak całkowicie różne od tego, co udało mi się z ogromnym bólem utkać, Pani Lilla zapytała mnie, dlaczego właśnie tego nie robię z tkaniną . Na szczęście, prof. Kulka, która zajmowała się zarówno malarstwem, jak i sztuką włókna (zrobiła dyplom u Magdaleny Abakanowicz), niczego mi nie narzucała. i powiedziała, że wobec tego daje mi ,,wolną rękę''. Odtąd pracowałam w domu. .Posługiwałam się techniką haftu i aplikacji znaną już w średniowieczu jako acupictura i acusculptura, czyli malarstwo i rzeźba igłą. Ponieważ nikt mnie tego nie uczył, zastanawiałam się nieustannie, dlaczego przez tyle lat czekałam na naukę tego, co od dawna potrafiłam. Moją pierwszą pracą, którą przyniosłam na przegląd semestralny, była „Dolina Ezechiela”. Pani Lilla popatrzyła na nią uważnie i po chwili powiedziała, że mam dar od Boga. To było dla mnie wielkie przeżycie. Myślę, że dobry nauczyciel powinien pozwolić uczniowi znaleźć swoją drogę i dać mu wiarę, że to, co robi, ma sens. Pozwolić i pomóc, by maleńka iskierka w jego duszy stała się wielkim płomieniem. Lilla Kulka dała mi taką wiarę w siebie. Finałem tych pięcioletnich poszukiwań był mój wspólny dyplom na malarstwie i tkaninie. To była duża (2/3 m), dwustronna tkanina, cykl rysunków, prac z papieru i dwa duże olejne obrazy. Na wszystkich był człowiek.  Mnie zawsze interesował człowiek. I tak jest do dzisiaj.

Irena Maria Palka, Dolina Ezechiela, fot. z archiwum artystki

Czy tylko rodzice-artyści mieli wpływ na to, co robisz w sztuce?

Nie sposób oddzielić wpływu rodziców od innych wpływów. Wiele razy o tym myślałam i mówiłam, że miałam szczęście do dobrych pedagogów. Na Wydziale Malarstwa studiowałam u prof. Stanisława Rodzińskiego oraz u prof. Zbyluta Grzywacza, który prowadził rysunek i mam świadomość, jak to było dobrze być w ich pracowni. To byli artyści, którzy nie tylko uczyli nas technik, ale też dużą wagę przywiązywali do samego procesu twórczego. W pracowni prof. Rodzińskiego panowała nieomal rodzinna atmosfera: słuchaliśmy jego opowieści o malarzach, często też mieliśmy zajęcia w różnych ciekawych miejscach, poza akademią. Na przykład w Muzeum w Kamienicy Szołayskich, gdzie obcowaliśmy z dziełami sztuki starożytnej i tworzyliśmy własne ich interpretacje. A to znowu w Teatrze Starym obserwowaliśmy próby przedstawienia "Antygona" w reżyserii Andrzeja Wajdy. Z naszych rysunków robionych podczas prób powstała potem wystawa... Z kolei prof. Grzywacz przekazywał nam egzystencjalne spojrzenie na rzeczywistość. Dobry nauczyciel powinien pomóc wykluć się młodemu talentowi. I tacy właśnie byli moi profesorowie.

Tkanina z wystawy Nagi wyszedłem..., fot. z archiwum artystki

A jak to się stało, że zdecydowałaś się na tkaninę artystyczną?

Myślę, że to się już zaczęło w dzieciństwie, gdy z zachwytem obserwowałam cudowne metamorfozy tkanin w pracowni kapeluszniczej. Pokochałam włóknistą materię , z której można było tworzyć przeróżne przestrzenne formy. Próbowałam sama haftować. Początkowo były to niewielkie obrazki - martwe natury, pejzaże, rośliny.
Jak już wspominałam, podczas studiów na Wydziale Malarstwa chodziłam równolegle na zajęcia z tkaniny artystycznej, ale tak naprawdę  nie rozróżniałam technik, łącząc je wszystkie w akcie tworzenia. Tkanina jest dla mnie malarstwem, a malarstwo tkaniną. Tworzywem może być wszystko. Mówiłam o średniowiecznej technice acupictury i acusculptury, czyli dosłownie malarstwa igłą i rzeźby igłą. Tak wykonywano między innymi szaty sakralne, np. wawelski ornat Piotra Kmity. Bazując na tych średniowiecznych technikach, stworzyłam swoją własną technikę autorską , w której powstało wiele moich tkanin. Wśród nich są prace, które wykonałam wyłącznie haftem i aplikacją, posługując się igłą i farbowanymi przeze mnie nićmi, włóknami i tkaninami tak jak pędzlem i farbami. Pracuję też techniką haftu, aplikacji i malarstwa na tkaninie - często jest to jedwab.
W psalmie 139 czytamy: "Utkałeś mnie w łonie mojej matki"... Taki tytuł nadałam także jednej z moich prac. Tkanina, tkanie, zszywanie, szycie to pojęcia bardzo bliskie mojemu pojmowaniu życia, świata, losu...wszystkiego, co nas tutaj spotyka. Tworzenie to dla mnie modlitwa, medytacja.  To moje życie.

Wystawa I stał się Człowiekiem, fot. z archiwum artystki

Twoje prace pojawiają się na różnych wystawach...

Trzykrotnie byłam zapraszana na Międzynarodowe Triennale Tkaniny w Łodzi, które jest najstarszym, największym i najbardziej reprezentatywnym przeglądem tkaniny unikatowej na świecie. Moja tkanina ,,Oto człowiek'' była eksponowana na jednym z najbardziej prestiżowych konkursów tkackich - na Międzynarodowym Biennale Tkaniny w Kyoto, w Japonii.

Do zaprezentowania moich prac zaprosił mnie także Leszek Mądzik. Poliptyk ,,Położyłeś mnie w prochu śmierci',' który wykonałam w mojej autorskiej technice papierowej - jak często mówię w technice ,,papieru męczonego'' - jest eksponowany jako depozyt w  Galerii Współczesnej Sztuki Sakralnej "Dom Praczki" w Kielcach.
Miałam tam też dużą i długą, bo trwającą trzy miesiące, monograficzną wystawę moich prac. Bardzo bliskie memu sercu jest Muzeum Jana Sarkandra w Skoczowie. Niewielkie sale wystawiennicze, nieduże miasto, może więc decyduje o tym moje ukochanie kameralnej przestrzeni. Wystawiałam tam wielokrotnie i za każdym razem były to dla mnie niezwykle ważne wydarzenia. W 2012 roku wraz z moim przyjacielem, architektem Piotrem Sobańskim zrobiliśmy wystawę zatytułowaną "W poszukiwaniu Drogi, Prawdy i Życia". Każdy z nas ukazywał własne poszukiwanie - Piotr poprzez górskie pejzaże, ja zaś poprzez nieduże obrazy olejne, przedstawiające Oblicze Jezusa.
Był tam także obraz przedstawiający Serce Jezusa. Wszystkie moje prace zostały udostępnione dzięki życzliwości ich obecnych właścicieli.

W 2014 roku powróciłam do skoczowskiej Sarkandrówki z wystawą "Od początku". I dla mnie tak naprawdę było. Tak potoczyło się moje życie, że kolejny raz zaczynałam wtedy od początku.  Napisałam wówczas króciutki autorski tekst, który znalazł się w katalogu wystawy. Tak sobie utkałam taki ,, strzępek", zetlały kawałeczek słownej tkaniny. Kocham takie strzępki. Jako osnowa posłużyły mi słowa z Ewangelii według Św Jana : ,,Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga...''
Powracam tu do tego, co powiedziałam wcześniej o moim umiłowaniu szczegółu. Myślę, że to ono właśnie jest  istotą mojego życia. Być może to niemądre i niedobre, ale dla mnie to wyjątkowo ważne. Moje tkaniny, a także prace z papieru są zbudowane z tysięcy takich szczegółów. Kiedyś przez miesiąc tworzyłam but, który jest częścią jednej z moich prac pt.,,Mój anioł pójdzie przed tobą''. Niewielu ludzi zdaje sobie sprawę, jak pieczołowicie go tworzyłam, bo wtapia się w całość pracy. Ale mnie właśnie o to chodzi.  Myślę, że to moja pochwała Stwórcy, który tak właśnie stworzył świat, z człowiekiem na czele, i uczynił to pieczołowicie w każdym najmniejszym szczególe, choć nie zawsze potrafimy to dostrzec. Moja twórczość często jest określana jako sztuka sakralna, a to z pewnością ze względu na ciągle powracający wizerunek Chrystusa, ale także tytuły prac, które w większości pochodzą z Biblii lub też nawiązują do prawd wyznawanej przeze mnie wiary. Prace, które pokazywałam na skoczowskiej wystawie w 2014 roku, mówiły o człowieku. Znalazł się tam cykl tkanin z przedstawieniem nagiej kobiety (ja-człowiek) ale również liczne wizerunki Chrystusa -Boga-Człowieka. Taki był mój zamysł tej wystawy.

Irena Maria Palka, Oblicze Jezusa, fot. z archiwum artystki

A dlaczego twarz Chrystusa?

Prawdą  jest, że całe moje dotychczasowe życie poświęciłam poszukiwaniu i przedstawianiu tego Jedynego Oblicza, które dla mnie jednoczy w sobie wszystkie człowiecze twarze, spojrzenia, uśmiechy, łzy. Wielokrotnie pytano mnie dlaczego w nieskończoność przedstawiam wizerunek Jezusowego Oblicza. Wiele razy odpowiadałam, że szukam Oblicza, szukam Jezusowego wzroku...Usiłuję Go znaleźć, a potem zatrzymać w tkaninie, obrazie, pracy z papieru.
Wpatrując się godzinami w powstającą pracę, rozważam słowa z Ewangelii, Psalmu, wiersza, wspominam czyjąś twarz. Mozolnie odkrywam, zbieram i składam w całość okruchy tego jedynego spojrzenia.

Jednakże oblicza te emanują smutkiem, cierpieniem...

Bardzo często moja sztuka jest określana jako pełna smutku. Myślę, że jest to stwierdzenie bardzo powierzchowne. To Człowiek jest głównym bohaterem moich twórczych poszukiwań..., a w człowieku, w jego losie, odnajdziemy wiele odcieni radości, smutku, nadziei, rozpaczy. Tak jak w naszej ludzkiej drodze od narodzin do śmierci. Tego nikt nie potrafi zmienić. A ponieważ jestem żywym, czującym człowiekiem, to usiłuję pojąć i zrozumieć to, czego w życiu doświadczam. Tworzenie jest moim narzędziem poznania, więc i smutek i cierpienie można odnaleźć w moich pracach. Ale też i moje zadziwienie życiem.
Ja się przyglądam życiu i dziwię mu się, podobnie jak to robią dzieci. Ciągle dziwię się ludzkiej kruchości i przemijaniu.

Wernisaż wystawy w Muzeum Jana Sarkandra w Skoczowie, 31 lipca, 2014

Jaką rolę pełnią tytuły Twoich prac?

Tytuł to dla mnie  Początek, Tajemny rdzeń każdego z moich dzieł, wokół którego tkam, buduję.
Są to  słowa, które stają się osnową.. Bardzo często są to słowa  z Biblii. Jedna z moich tkanin na jedwabiu nosi tytuł ,,Któryś nas z niczego stworzył'' i naprawdę jest bardzo enigmatyczna, prawie niewidoczna przy nieodpowiednim świetle. Również tkanina o tytule ,,I poznam swe prawdziwe Imię''. Celowo piszę słowo ,, Imię'' z dużej litery, bo to dla mnie coś niesłychanie ważnego. Nasze życie, a dla mnie także  tworzenie, to poszukiwanie Imienia prawdziwego, które być może kryje się właśnie w tych mało znaczących dla wielu szczegółach.

Któryś nas z niczego stworzył,
malarstwo na jedwabiu, fot.
B. Lekarczyk-Cisk
Któryś nas z niczego stworzył, malarstwo na jedwabiu, fot. B. Lekarczyk-Cisk

Kiedy tak oglądam Twoje prace: tkaniny, obrazy, ale także piękne kapelusze i wyjątkowej urody stroje, a nawet kompozycje kwiatowe, dochodzę do wniosku, że nie mieścisz się w żadnych ramach - umiesz robić wszystko. I wszystko, czego się tkniesz, jest piękne.


Chyba rzeczywiście, coś w tym jest (śmiech). Niejednokrotnie tworzyłam kostiumy do przedstawień teatralnych. Jeden z kostiumów do ,,Wyzwolenia'' Stanisława Wyspiańskiego przemieniłam potem w tkaninę unikatową o tytule ,,Przesłanie. Pamięci Stanisława Wyspiańskiego", ponieważ był zbyt ciężki dla aktora i krępował jego ruchy. Powstała też  cała kolekcja kapeluszy i kostiumów  do przedstawienia ,,Szwejk'' w Teatrze Polskim w Bielsku Białej. Od lat w okresie Wielkiej Nocy tworzę w Kościołach moje autorskie dekoracje Ciemnicy i Grobu Pańskiego. Ale umiem także naprawiać stare rzeczy: obrazy, biżuterię. Moja pasją jest również muzyka - jestem absolwentką Średniej Szkoły Muzycznej II stopnia w Krakowie, w klasie fletu poprzecznego. Piszę też autorskie teksty. Spełniam się w różnych dziedzinach.

Maria Irena Palka w kapeluszu do spektaklu Szwejk w Teatrze Polskim w Bielsku-Białej,
fot. z archiwum artystki
     
Kostiumy do spektaklu Szwejk w Teatrze Polskim w Bielsku-Białej, fot. artystki

Co jest dla Ciebie najważniejsze?


Jestem człowiekiem, który szuka  Prawdy. Wierzę, że nawet wówczas, kiedy człowiek się myli, to zawsze ma szansę dotrzeć do Niej. Taką szansę daje mi właśnie moje tworzenie - pomaga mi żyć, zrozumieć wiele spraw, może coś w sobie wyleczyć. W mojej sztuce dotykam człowieka w sobie, dotykam człowieka w człowieku, dotykam Boga w człowieku, dotykam Boga - człowieka... Tworzenie jest moim sposobem na życie, poznawanie, a także - co dla mnie ważne - na dialog. Moje prace są moim głosem - prawdziwym i poważnym. Może to zabrzmi staroświecko, ale w nich mówi moja Dusza. Poprzez moje dzieła rozmawiam z tymi, którzy zatrzymują się na chwilę, aby się im przyjrzeć, wejść z nimi (ze mną) w dialog. Mam wtedy okazję zajrzeć im w oczy. I tylko ja wiem, jakie to czasem bolesne i jak wiele w tym nadziei, gdy dotkną myśli, którą zawarłam w mojej pracy. Napisałam kiedyś taki tekst , który znalazł się w katalogu jednej z moich wystaw:

"Przyszywam światło do cienia przetykam je cierniem. W materii szukam Ducha. Wzywam obraz Tego, na Którego podobieństwo zostałam utworzona. Ja, stworzenie, szukając spojrzenia Stwórcy, zamykam moją myśl w akcie tworzenia od Początku.
Moja myśl staje się Słowem ukrytym w materii".

Dziękuję za rozmowę.

Oblicze Chrystusa, fot. z archiwum artystki

.........................................................................................................................................


Irena Maria Palka, fot. z archiwum
artystki

Irena Maria Palka, jedna z najciekawszych artystek średniego pokolenia, uprawiająca tkaninę artystyczną. W latach 1980-1985 studiowała malarstwo i tkaninę w krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych. W 1985 roku otrzymała dyplom z wyróżnieniem w Pracowni Malarstwa prof. Stanisława Rodzińskiego oraz w Pracowni Tkaniny Artystycznej prof. Lilii Kulki. Absolwentka Państwowej Szkoły Muzycznej II stopnia w Krakowie w klasie fletu poprzecznego prof. Stanisława Pawlika.
Dwukrotna stypendystka Ministerstwa Kultury i Sztuki. Jest autorką Tryptyku Miłosierdzia i tryptyku św. Antoniego w kościele pw. św. Antoniego w Wałczu, obrazu św. Jana Pawła II w Bazylice św. Franciszka w Krakowie. Od 1985 roku brała udział w kilkudziesięciu wystawach w kraju i za granicą, m. in. trzykrotnie w Międzynarodowym Triennale Tkaniny w Łodzi oraz w Międzynarodowym Biennale Tkaniny w Kyoto (Japonia), w także w Meksyku, Niemczech, Włoszech i Czechach.



Wystawy indywidualne:

1987 - „Psalmy” Oświęcim, kościół św. Maksymiliana
1990 - „Przesłanie”- „Galeria rzeźby” Warszawa - BWA
1998 - „Spotkanie w przestrzeni” Kraków, Galeria „Piano Nobile”
1998 - „Dziwię się życiu”- „Galeria 526”- wystawa towarzysząca Międzynarodowemu Triennale Tkaniny Łódź, Poleski Ośrodek Sztuki
1999 - „Confiteor” Kraków, Dom Parafialny Kościoła św. Szczepana
1999 - „Musica Sacra” Skoczów, muzeum św. Jana Sarkandra
2003 -„A światłość w ciemności świeci” Kraków, Galeria Katolickiego Centrum Kultury
2003 - „Mój przyjaciel anioł” Skoczów, Muzeum św. Jana Sarkandra
2004 - „Czym jest człowiek, że o nim pamiętasz...” Czechy, Karwina, Galeria Uniwersytetu
2005 – ,,I żyć będę pod Twym rozmiłowanym spojrzeniem'' Muzeum Ziemi Wałeckiej, Wałcz
2006-,,I stał się człowiekiem''-Galeria Sztuki Sakralnej Dom Praczki Kielce
2012-,,W poszukiwaniu Drogi Prawdy i Życia''-Muzeum św. Jana Sarkandra, Skoczów
2014 - "Od początku", Muzeum św. Jana Sarkandra, Skoczów
2023 - TAK - TAK, NIE - NIE. Wystawa malarstwa, tkaniny artystycznej i prac z papieru Ireny Marii Palki, Muzeum Ziemi Wałeckiej

Nagrody i wyróżnienia:

1986 - medal za tkaninę pt. „Psalm” Warszawa, Muzeum Archidiecezjalne
1987 - wyróżnienie za tkaninę Wrocław, biennale „Droga i prawda”
1993 - wyróżnienie za pracę pt. „Który przenikasz skrytości” Katowice, Muzeum Archidjecezjalne
1993-medal za zestaw prac Gorzów Wielkopolski, BWA
1996 - medal za pracę na papierze z cyklu „Confiteor” pt. „I ukryj mnie w cieniu swoich skrzydeł” Gorzów Wielkopolski, BWA
1997 - wyróżnienie za tkaninę Częstochowa, BWA
2004 - nagroda „Vox meble” za projekt ornatu paschalnego, Poznań, Galeria u Jezuitów

poniedziałek, 25 grudnia 2017

„Bruzda” Leszka Mądzika, czyli o wędrówce człowieka do Boga /recenzja teatralna/

„Bruzda” Leszka Mądzika jest spektaklem szczególnym. Po pierwsze dlatego, obywa się bez dramaturgicznej roli światła, tak charakterystycznej dla przedstawień tego artysty. Po wtóre,  jest  ascetyczną i zarazem prawdziwie autorską wypowiedzią tego twórcy, który pojawia się w tym spektaklu jako persona dramatu.


 Przestrzeń teatralna „Bruzdy” wpisana jest w przestrzeń już istniejącą – w nawę główną kościoła.   Wedle J. Hani, „Wędrówka przez nawę główną kościoła, od zachodniego wejścia w stronę ołtarza i witraży prezbiterium, jest wędrówką na spotkanie światła i symbolem duchowej drogi człowieka.” Leszek Mądzik w tej przestrzeni sytuuje swój spektakl, którego dekorację tworzy wypełniony wodą rów, poprzedzielany blejtramami obciągniętymi szarym papierem. Całość wieńczy ruchoma zasłona, którą twórca na końcu sztuki opuszcza, abyśmy zobaczyli.

Bruzda w reż. Leszka Mądzika, Scena Plastyczna KUL

Sztukę rozpoczynają głuche, jakby pierwotne dźwięki, sygnalizujące początek czegoś istotnego - świata, którego powstania jesteśmy świadkami. W istocie, pojawia się postać popychająca w mozole ciężkie taczki z ogromną szarą bryłą, wyrzuca ją na ziemię i wraca po następną. Tajemnicza postać (gra  ją – co ma miejsce po raz pierwszy w praktyce Teatru Plastycznego – sam Mądzik) powtarza tę czynność czterokrotnie. Na  bryły  spadają kolejno strumienie  piasku? trocin?, które ewokują skojarzenie z klepsydrą czasu. Uruchamia się pewien proces, w efekcie którego z kuli jak z jaja wydostaje się człowiek, prawie nagi i bosy, aby rozpocząć swoją wędrówkę.  

Leszek Mądzik, Bruzda,  Scena Plastyczna KUL

Prowadzony przez twórcę, przebija z jego pomocą pierwszą zasłonę i pada w „bruzdę” – staje się ziarnem. To samo dzieje się z kolejnymi postaciami. Prowadzeni przez artystę, przebijają oni kolejne zasłony i padają w rów z wodą. Za każdym razem twórca prowadzi ich, pomaga, przemywa im głowy i stopy. Jest jak Stwórca, który – raz stworzywszy człowieka – nie pozostawia go samemu sobie, ale troszczy się o niego.  Bliźniaczo podobni do siebie mężczyźni znikają za ostatnią zasłoną. 

Leszek Mądzik, Bruzda,  Scena Plastyczna KUL

Na koniec, zapowiedziana wzniosłą muzyką, pojawia się w drzwiach postać dziewczynki o delikatnym, „anielskim” wyglądzie – to jakby istota duchowa, niemal pozbawiona materii. Nie podziela losu mężczyzn, choć stąpa tą samą drogą – po bruździe,  prowadzona przez twórcę (Stwórcę?) w stronę ostatniej zasłony, za którą poprzednio  znikli  czterej mężczyźni.  Zasłona unosi się i widzimy stół, przy którym już siedzą tamci. Pomiędzy nimi zasiada dziecko. Rozlega się piękna muzyka – jakby chóry niebiańskie (kompozytorem jest Arvo Part). Tak oto w przestrzeni ołtarza zasiedli do uczty mesjańskiej wszyscy powołani ponownie do życia ludzie. .. Bo jest to spektakl, który – bez jednego słowa – mówi o naszej ludzkiej kondycji (stąd liczba czterech mężczyzn, symbolizująca ziemską liczbę), pokazując życie jako wędrówkę przez śmierć (zapadanie w bruzdę) do Boga, który nas stworzył i troszcząc się o nas w naszym ziemskim, pełnym trudu bytowaniu, ostatecznie „stół zastawił”.

Uczta, Bruzda w reż. Leszka Mądzika, Scena Plastyczna KUL

W tę głęboko chrześcijańską wizję ludzkiego życia wpisuje artysta jeszcze jeden wątek. Otóż nie jest przypadkiem, że to właśnie on występuje w roli stwórcy, który powołuje do życia, troszczy się i prowadzi, dba o każdy szczegół, usuwa przeszkody…  Rozpoznać w tym można renesansową koncepcję Deus Artifex – Boga Artysty, Kreatora tworzącego świat dla człowieka i z myślą o nim.
Teatr Leszka Mądzika też jest taką kreacją, a sam artysta ewokuje „nowe światy”, wydobywając je z ciemności za pomocą światła. Tym razem  jednak tego nie czyni, ujawniając niejako proces tworzenia, ukazując własną w nim rolę.


Przedstawienie „Bruzda” Leszka Mądzika jest najbardziej ascetyczne spośród jego spektakli, pozornie „nieatrakcyjne”, bo nie kokietuje widza urodą plastyczną. A jednak pozostaje głęboko w pamięci – właśnie dlatego, że staje przed nami artysta odarty i „ogołocony” – Ecce Homo.

Oficjalna premiera: 11 listopada 2006
Reżyseria, scenariusz i scenografia: Leszek Mądzik
Muzyka: Arvo Part

Zespół premierowy: Leszek Mądzik, Janusz Buchoski, Jarosław Figura, Liwia Mądzik, Piotr Rulikowski, Tomasz Wentland, Tomasz Żółtak

Spektakl oglądałam 19lutego 2009 roku w Kościele św. Marii Magdaleny we Wrocławiu. Recenzja ukazała się w "Gościu Niedzielnym" 8 marca 2009 roku.

wtorek, 10 października 2017

„Zuzanna i starcy” Leszka Mądzika. O Wiecznej Kobiecości i zwycięstwie Prawdy nad kłamstwem /recenzja teatralna/

Recenzowanie przedstawień Leszka Mądzika jest zadaniem tyleż karkołomnym i właściwie niewykonalnym, co tłumaczenie metafory albo opisywanie tak subtelnych i ulotnych wrażeń jak zapach kwiatu albo migotanie słonecznego promyka na ścianie…  Ktoś nawet powiedział niezwykle trafnie, że spektakle Mądzika należałoby właściwie odtańczyć, to znaczy wyrazić swoje wrażenia w formie innej sztuki, koniecznie niewerbalnej. Mając świadomość niemożliwego, nie poddam się jednak. Nawet wówczas, jeśli oznacza to przegraną, nie mogę przecież nie podjąć wyzwania.

Zuzanna i starcy we Wrocławskim Teatrze Pantomimy


Najnowsze przedstawienie Leszka Mądzika – artysty wszechstronnego, od ponad czterdziestu lat realizującego autorskie przedstawienia na założonej przez siebie Scenie Plastycznej KUL, powstało we współpracy z Wrocławskim Teatrem Pantomimy. Autor Lustra, zainspirowanego twórczością Brunona Schulza, sięga tym razem po temat wywodzący się niejako z ducha rysunków autora Sklepów cynamonowych, które przedstawiają świat obsesji kobietą i kobiecością. Zuzanna i starcy – opowieść znana z biblijnej Księgi Dawida – służy artyście jako inspiracja do rozważań nad Wieczną Kobiecością (jakby powiedział Goethe), która pociąga mężczyzn w każdym okresie życia. Opowieść ta jednak wiedzie dalej jeszcze, ponieważ jest to także – i może przede wszystkim – historia, w której kłamstwo i władza próbuje ukryć prawdę i zniszczyć ją, ale bezskutecznie.

Zuzanna i starcy we Wrocławskim Teatrze Pantomimy 


Spektakl Zuzanna i starcy można, a nawet należy nie tyle oglądać, co kontemplować. Przed oczami widza nieśpiesznie przesuwają się obrazy: najpierw nagich ludzkich stóp, które drepcą w różne strony, a ich dreptanie staje się jakąś gonitwą, poszukiwaniem, „wydreptywaniem’ czegoś bliżej nieokreślonego – tęsknoty? marzenia?

Pojawienie się zjawiskowej Zuzanny, spowitej w połyskliwie czerwoną materię, robi szczególnej wrażenie na tle owej szarości i monotonii drepczących stóp. Jest uosobieniem piękna, wdzięku, delikatności. Wyniesiona wysoko – stanowi, zdawałoby się, nieosiągalny szczyt marzeń i pragnień każdego. W kontraście do niej pokazani są starcy – półnagie postacie w maskach, miotające się w swoich ciasnych, zamkniętych przestrzeniach, przypominających trumny. W ich pragnieniach pojawiają się nagie kobiece ciała, prężące się zmysłowo – jak na rysunkach Schulza. Skąpo oświetlone Mądzikowe „ruchome obrazy” niesie przy tym piękna muzyka Jana A. P. Kaczmarka. Są one odległe od banalnej dosłowności: możemy jedynie kontemplować zarysy sylwetki – jej harmonijne piękno – jak piękno rzeźby czy obrazu. Wreszcie starcy, powodowani żądzą, wspinają się ku swojemu pragnieniu, jednak bezskutecznie.  Zuzanna – jak każda doskonałość – jest nieuchwytna, nie można jej posiąść. Półnadzy starcy zamieniają się wówczas w sędziów w czarnych togach – skoro nie mogą mieć Zuzanny, zniszczą ją. To, co piękne, jest także kruche, toteż dramatyczny koniec wydaje się być nieuchronny… A jednak tak się nie dzieje. Ku Zuzannie wspina się piękny młodzieniec przypominający Chrystusa – to Dawid, obrońca niewinnej dziewicy. Ostatecznie więc zwycięża Dobro i  Prawda.


Zuzanna i starcy we Wrocławskim Teatrze Pantomimy 

Przedstawienie Mądzika, choć nawiązuje do znanego z płócien wielu mistrzów tematu voyeryzmu, nie zatrzymuje się jednak na tym, lecz penetruje znacznie głębiej. Fascynacja kobietą, tęsknota za kobiecością, niezależnie od wieku mężczyzny, to ważny, ale nie jedyny temat przedstawienia. Porusza ono bowiem temat prawdy, której bronić nie jest łatwo. Postawa Zuzanny jest więc godna najwyższego uznania – to nie tylko przedmiot erotycznych pragnień, ale także człowiek, który potrafi zawierzyć Opatrzności, trwać przy prawdzie do końca, nawet jeśli grozi za to śmierć.


„Zuzanna i starcy”
scenariusz, reżyseria, scenografia i kostiumy: Leszek Mądzik
muzyka: Jan A.P. Kaczmarek
obsada: Izabela Cześniewicz, Agnieszka Dziewa, Aneta Piorun, Artur Borkowski, Mateusz Kowalski, Radomir Piorun,  Krzysztof Roszko, Mariusz Sikorski, Krzysztof Szczepańczyk

premiera: 19 kwietnia 2013 roku, Teatr Polski Scena na Świebodzkim we Wrocławiu

Recenzja ukazała się pierwotnie na portalu WYWROTA.PL

Leszek Mądzik: Maluję światłem na czarnym blejtramie /wywiad/

"Chcę nawet „zgubić” ślad Tomaszewskiego, choć bardzo go cenię. Bo aktor w tym przedstawieniu musi się wtopić w malarstwo. Czułem, że im mniej będę mówił, tym mniej będą się czuli szkoleni, a za to będą sobą: pokażą to, co w nich jest czasami naturalne." Rozmawiam z Leszkiem Mądzikiem z okazji premiery jego spektaklu "Zuzanna i starcy" we Wrocławskim Teatrze Pantomimy.

Leszek Mądzik, fot. Krzysztof anin Kuzko


Barbara Lekarczyk-Cisek: Pańskie spektakle, począwszy od w pełni autorskiej Wieczerzy (1972), układają się w pewien wzór – rodzaj zapisu kolejnych etapów duchowego i artystycznego rozwoju. Jak sytuuje się w tym kontekście najnowsze przedstawienie Zuzanna i starcy,  przygotowane we współpracy z aktorami Wrocławskiego Teatru Pantomimy?

Leszek Mądzik:  Jeśli mówimy o więzach mieszczących ten spektakl w pewnym myśleniu, które ujawniało się wcześniej w innych moich przedstawieniach, to z pewnością poprzedzał go Zielnik (1976). Był to pierwszy erogenny temat, który zainspirowany został osobą Aliny Szapocznikow i podejmował temat związku Erosa i Tanatosa -  erotyki ze śmiercią. Przenikała go świadomość, że młoda, piękna kobieta naznaczona jest piętnem nowotworu, że to ciało, które nas zdobywa, jednocześnie umiera… Przedtem  był jeszcze spektakl  Piętno (1975), który również subtelnie dotykał tematu kobiecości i erotyki, a także problemu ciała i upływu czasu. Czas zresztą jest obecny we wszystkich moich spektaklach. Pierwsze przedstawienia: Wieczerza (1972)  i Ecce Homo (1970) były opowieściami nawiązującymi do Nowego Testamentu. Natomiast w Zuzannie i starcach szukam raczej problemu niż opowieści, anegdoty.

Co więcej, wrocławskie przedstawienie odbywa się dwa tygodnie po premierze Lustra – spektaklu wyrastającego z inspiracji twórczością BrunoSchulza. Kobiety zawsze go fascynowały, a jednocześnie był wobec nich bezradny i pełen kompleksów. Widać to wyraźnie na jego rysunkach. Otóż zarówno osoba Schulza, jak i jego rysunki doprowadziły mnie do spektaklu Lustro. Kiedy więc otrzymałem propozycję realizacji spektaklu we Wrocławskim Teatrze Pantomimy, zdecydowałem, że będzie to Zuzanna i starcy. W ten sposób – można by rzec – rozłożyłem problem na dwa spektakle. To, co się nie dopełniło w Lustrze, znalazło swoje dopowiedzenie w Zuzannie. Można by nawet określić te dwa przedstawienia jako dyptyk. 

Przy okazji pracy nad Schulzem znalazłem wśród jego rysunków temat Zuzanny i starców. Sięgali po niego wszyscy znaczący malarze, rzadko jednak zdarzało się, aby ktoś poszedł dalej, to znaczy wydobył głębsze treści, które tkwią w tym temacie. Główną myślą tej historii jest problem prawdy. Trudno jest ją obronić i znaleźć się w takiej postawie, jaką przyjęła Zuzanna. To wiara w Opatrzność i zawierzenie, że prawda jest silniejsza od kłamstwa, że ją obroni…  Zdążyła ją jeszcze obronić zanim umarła, a przecież nie musiało tak być. Bardzo silnie punktuję w drugiej części spektaklu postać Daniela. Jest on dla mnie symbolem moralności, bliskim chrześcijańskiej wizji znakiem nieskazitelnego obrońcy. Drugim tematem jest wieczna fascynacja kobiecością, niezależnie od wieku mężczyzny. Co więcej, im bardziej fizycznie nie ma możliwości jej zdobyć, tym silniej widzi ją w wyobraźni. I  wizja ta staje się źródłem fascynacji. To zresztą dotyczy tęsknot, marzeń i wyobraźni w ogóle. Myślę, że ta tęsknota za kobiecością nigdy nie opuszcza męskiego świata. Obok sacrum, erotyzm jest najsilniejszą pożywką dla artysty i dla człowieka w ogóle.

Jaką rolę odgrywa w życiu artysty wiara? W Bruździe był Pan kreatorem,  demiurgiem teatralnym. Czy wierzącemu artyście łatwiej jest zbliżyć się do Tajemnicy?

Moja wiara nie jest dewocyjną, a czasami jest tęsknotą za wiarą, za jej spełnieniem. Ale mieć tę tęsknotę to już jest dużo. Gdybym natomiast miał gotowe odpowiedzi na pytania, które stawiam, nie robiłbym teatru. Dopełnienie owego braku jest warunkiem pewnej równowagi. Oczywiście, człowiekowi towarzyszy pokusa, aby żyć z poczuciem sensowności własnego trwania, ale na tej drodze jest dużo pytań. Gdyby bowiem było to oczywiste… Ja przynajmniej nie miałbym motywacji dalej tworzyć, tylko chciałbym ogłaszać światu apoteozę czegoś, co można by wyrazić jednym zdaniem: jest wspaniale! Tymczasem kłopoty, cierpienie, brak czegoś są powodem tworzenia, przynajmniej w moim wypadku. Bo cały czas chciałoby się zajrzeć na tę drugą stronę…

To jest widoczne zwłaszcza w Bruździe, gdzie na końcu uchyla Pan tę zasłonę…

Tak, w Bruździe pokazuję, co jest za tą zasłoną. W tym spektaklu nie ma udawania. Sztuka jest tworzeniem z przeżycia, faktu, a ja wróciłem do źródła. W jakimś sensie przeraziłem się nawet możliwości stworzenia iluzji. Sądziłem, że to jest magia, którą opanowałem bardziej w kategoriach warsztatu, określonej techniki niż ukazywania prawdy. Zadałem sobie pytanie, jaki jest ten świat, który buduję, dlatego poleciłem, aby zapalić jak najwięcej światła.

W filmie Dotyk przemijania mówi Pan o wpływie krajobrazów dzieciństwa. Szara rzeczywistość nie oznaczała wtedy jednak szarego dzieciństwa…

Nie robiłbym takiego teatru, gdybym miał doświadczenie dzisiejszej rzeczywistości. Ona nie jest szara, ale jest żadna. Ten teatr nie powstałby w takiej rzeczywistości, gdybym zaczął go robić teraz. Poszedłbym innymi ścieżkami i chyba bym się zgubił…

Jednak Pańska droga do teatru była dość pokrętna, bo zaczął Pan od Akademii Sztuk Pięknych, do której zdawał trzykrotnie, bez rezultatu… 

To jest paradoks, bo właśnie otrzymałem niedawno propozycję pracy w Katedrze Scenografii Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie.  To jest ta sama uczelnia, która mnie przed laty nie przyjęła. Z tą niemożnością spełnienia dzieje się tak, że człowiek cały czas poszukuje. I gdyby nie moje spotkanie z Ireną Byrską i Mieczysławem Kotlarczykiem, to też by zapewne nie było tego teatru. Zacząłem terminować jako scenograf i byłem ostatnim, który współpracował z Teatrem Rapsodycznym. A pierwszym był … Papież Jan Paweł II. Gdy o tym powiedziałem Ojcu Świętemu podczas audiencji, to dłużej rozmawialiśmy, tak się ożywił. Potem poszedłem swoją drogą, bo ja słowo zgubiłem, a u Byrskiej i Kotlarczyka słowo było podstawą.

Jak tworzy Pan spektakle, skoro nie mają one nawet scenariusza?

Na początku jest tak, jakbym kręcił film: widzę obrazy. Pomysł powstania spektaklu leży w jakimś problemie, który mnie w jakiś sposób dotyka. Na początku są to luźne skojarzenia, które gromadzą się w myślach, w podświadomości, aż w pewnym momencie powstaje to „coś”. Bardzo często zdarzało mi się zobaczyć na przykład finał spektaklu. Nie wiedziałem, jak do niego mogło dojść, ale wiedziałem, czym się spektakl kończy, bo jest silna scena wieńcząca. Szukałem więc tego kłębka, który rozwinę i który doprowadzi mnie do takiego finału. I to jest dramaturgia, bo spektakl zawsze prowadzi do napięcia, które go wieńczy. Kiedy próbowałem coś zapisywać, wychodził z tego wielki banał. Jak powiedziała kiedyś krytyk Pilatova z Pragi: „Żeby ten teatr wypowiedzieć, trzeba go zatańczyć, a nie - mówić o nim”.  Trzeba więc inną sztuką odpowiedzieć na niego, nie zaś komentować.
l
Kim jest aktor w Pańskim teatrze, bo przecież nie traktuje go Pan instrumentalnie jak Craig czy Kantor… A jednak w jakiś sposób wymaga Pan oddania się bez reszty, żeby bez wahania „wpadali w bruzdę”.

Aktor jest częścią tego obrazu – jest weń wkomponowany. Może najbardziej odchodzę od tego pracując z mimami, ponieważ wykorzystuję ich atrakcyjność, urodę, bryłę, ruch, słowem to - czego nie miałem potrzeby wydobywać we wcześniejszych spektaklach. Jednak swojego teatru nie zrobiłbym z zawodowcami. Potrzebuję ludzi naturalnych, którzy zawierzą mi. Jeżeli się w coś wierzy, to się nie racjonalizuje. Sam się zawsze w swoich spektaklach całkowicie zatracam.   Tylko wtedy spektakl ma szansę powiedzieć coś naprawdę ważnego. Nawet kiedy widzę, że w aktorze tego nie ma, to tak go prowokuję, że wyzwalam to w nim. Aktorzy wiedzą, że ja sam wierzę w spektakl i że jest w nim prawda.

Nie zdarza się Panu jednak pracować z tymi samymi ludźmi?

Nie. Generalnie jest tak, że oni cały czas są młodzi, a ja się starzeję. (śmiech) Teraz pracuję z ludźmi, którzy są – można by rzec – dziećmi moich pierwszych aktorów. Ten teatr ma już 46 lat, a ja każdą premierę robiłem z nowym zespołem. Kiedy zaczynałem, chciałem być partnerem dla aktora, dla reżysera, dla słowa, które było na początku mojej drogi. I nagle się okazało, że ta plastyka zaistniała, że ktoś ją zauważył i nagrodził. I to mnie zachęciło, że może w wyobraźni  tkwi jakaś szansa dla teatru. I tak od malarstwa, poprzez scenografię, stworzyłem tę formę teatru.

Czy z zawodowymi aktorami, jak mimowie, pracuje się trudniej czy łatwiej?

Myślę, że trudniej. Wolę materię nieurobioną, bo sam ją kształtuję. Po drugie, aktor po szkole teatralnej już się czegoś nauczył i teraz chce mi tę wiedzę „sprzedać”. A ja nie szukam w nim tej wiedzy, tylko jego samego. Chcę zabić w gestach aktorów wyuczoną formułę, dlatego zostawiam duży margines na żywiołowe działania. Chcę nawet „zgubić” ślad Tomaszewskiego, choć bardzo go cenię. Bo aktor w tym przedstawieniu musi się wtopić w malarstwo. Czułem, że im mniej będę mówił, tym mniej będą się czuli szkoleni, a za to będą sobą: pokażą to, co w nich jest czasami naturalne.


Wyrafinowany obraz, jak u malarzy barokowych, malowany światłem, bo światłem wydobywa Pan przedmioty i ludzi. Po Bruździe jest Pan nadal malarzem na scenie.

Tak, maluję przed widzem na czarnym blejtramie – nie pędzlem, ale światłem. Dziś już nie potrafiłbym być malarzem, choć kiedyś tak tego pragnąłem. Aby coś robić dobrze, trzeba temu poświęcić całe życie. Wolę już teraz patrzeć na dobre malarstwo.

Dziękując za rozmowę, życzę wielu jeszcze wspaniałych obrazów malowanych światłem.


Leszek Józef Mądzik (ur. 5 lutego 1945 w Bartoszowinach na Kielecczyźnie) - polski scenograf i reżyser teatralny. Profesor sztuk plastycznych KUL (2010), wykładowca na ASP w Poznaniu. Ukończył Liceum Plastyczne w Kielcach (jest honorowym obywatelem Kielc), studiował historię sztuki na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, a także reżyserię na Wydziale Sztuki Lalkarskiej w Białymstoku, filii warszawskiej Akademii Teatralnej. W 1969 roku założył Scenę Plastyczną KUL, gdzie po roku zaczął wystawiać przedstawienia (pierwszym była oparta na scenariuszu Mądzika sztuka Ecce Homo wystawiona 24 marca 1970 roku). W przedstawieniach Mądzika dominuje ruch, obraz, a nadrzędną rolę pełni według twórcy światło. Jego interpretacjom towarzyszy także warstwa dźwiękowa, nie ma natomiast słowa. Sztuki prezentowane na deskach Sceny Plastycznej KUL prezentują filozoficzną refleksję o życiu i przemijaniu. Ta refleksja bardzo często bierze się z konkretnych przeżyć artysty. Leszek Mądzik współpracował m.in. z Ireną Byrską, Mieczysławem Kotlarczykiem, Jerzym Zawieyskim czy Teatrem Gong 2. Tworzył także w teatrach dramatycznych w Lublinie (Teatr im. Juliusza Osterwy), Łodzi i Warszawie (Teatr Studio) oraz z Teatrem Lalki i Aktora im. Hansa Christiana Andersena w Lublinie. Współpracował także z Wrocławskim Teatrem Pantomimy im. Henryka Tomaszewskiego. Obecnie współpracuje z wieloma uczelniami teatralnymi w Polsce i na świecie, jest wykładowcą w Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu.

Rozmowa z Leszkiem Mądzikiem była pierwotnie opublikowana na portalu PIK Wrocław, w 2013 roku.

Wszystko jest poezją. O wystawie Ewy Rossano w Muzeum Pana Tadeusza

10 kwietnia w Muzeum Pana Tadeusza we Wrocławiu otwarto wystawę "Ogród wypowiedzianych słów", której autorką jest malarka i rzeźbi...

Popularne posty