Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Nikifor, posortowane według daty. Sortuj według trafności Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Nikifor, posortowane według daty. Sortuj według trafności Pokaż wszystkie posty

środa, 26 lipca 2023

Magdalena Abakanowicz (prawie) bez tajemnic /recenzja biografii Pawła Kowala: "Abakanowicz. Trauma i sława"/

Liczącą blisko pięćset stron biografię Magdaleny Abakanowicz przeczytałam od deski do deski, niczego nie pomijając, począwszy od zachęty do czytania autorstwa innego wybitnego artysty, Leona Tarasewicza, a na Posłowiu kończąc.  Jej autor, Paweł Kowal, nakreślił portret artystki nie tylko rzetelnie, odwołując się do licznych źródeł (w tym do niepublikowanych dzienników), ale nadał swojej pracy osobisty ton. To jest w jakimś sensie JEGO Abakanowicz, w takim znaczeniu, jaki ma tytuł filmu Joanny i Krzysztofa Krauze "Mój Nikifor". Czy bowiem w ogóle możliwa jest biografia obiektywna?

Mój egzemplarz biografii, Wyd. Agora

Dotknęłam kiedyś tego tematu w rozmowie z Renatą Lis, w związku z jej biografią "W lodach Prowansji. Bunin na wygnaniu". Powiedziała wówczas coś, co znakomicie przystaje także do książki Pawła Kowala:

"Nie proponuję czytelnikom obiektywnej biografii Bunina, ponieważ taka biografia jest niemożliwa. Opowiadam o tym, jak ta biografia złożyła się we mnie tu i teraz. Przecież każda taka opowieść jest kreacją - nawet w opowieści o własnym życiu, nawet przeznaczonej na użytek prywatny, jedne "fakty" wybieramy, inne pomijamy, wymyślamy albo przekręcamy (często bezwiednie), o jeszcze innych w ogóle nie pamiętamy, pełnymi garściami czerpiemy za to z cudzych wspomnień, coś nam się śni i marzy, dwoi się i troi, a twarze ze zdjęć plenią się w naszej pamięci, podając się za twarze z rzeczywistości. Z takiego szemranego materiału lepimy swoją opowieść o "prawdziwym" życiu,  odpowiednio je naświetlając, wydobywając lub naddając znaczenia".

Celowo przytoczyłam obszerny fragment tej wypowiedzi na temat pisania biografii, ponieważ to, o czym mówiła Renata Lis, oświetla w jakiś sposób metodę tworzenia biografii Abakanowicz. Również Paweł Kowal nie ukrywa swojego osobistego stosunku do artystki, rozpoczynając swoją opowieść dedykacją poświęconą żonie i przywołując dzień oraz miejsce ich wesela, które odbyło się w Falentach, gdzie Magdalena przyszła na świat 20 czerwca 1930 roku i gdzie spędziła pierwsze lata życia. Ale to nie wszystko! Autor deklaruje wprawdzie, że patrzy na życie artystki z punktu widzenia historyka czasów współczesnych oraz politologa, ale - podobnie jak Renata Lis - próbuje też spojrzeć na bohaterkę swojej biografii przez jej tajemnicę. W pewnym momencie swego życia Bunin doświadczył głębokiego rozdwojenia - kochał dwie kobiety jednocześnie i z żadnej nie umiał zrezygnować. Podobnie było z Magdaleną Abakanowicz, która będąc zamężna z Janem Kosmowskim, miała jednocześnie głęboką relację z Arturem Starewiczem - partyjnym notablem (poznali się, gdy artystka wystawiała swoje prace w Londynie, gdzie był ambasadorem), a jednocześnie człowiekiem nietuzinkowym, erudytą o szerokich horyzontach. Przy czym obaj mężczyźni byli jej absolutnie podporządkowani i jakoś znosili siebie wzajemnie. Jak pisze Paweł Kowal:

"Po pewnym czasie ich wspólne w dużej mierze życie znalazło ustalone formy. W Warszawie - wspólne obiady, święta. Każdego roku artystka spędzała część wakacji z Janem, część z Arturem, część spędzali we troje. I tak przez lata".

Jak wyglądały te wspólne wakacje, dowiadujemy się z dowcipnej relacji jednego z pasierbów Starewicza, Gabriela Michalika. Otóż będąc ok. ośmioletnim chłopcem był świadkiem przywiezienia przez Artura tkaniny wartej podobno 20 tysięcy dolarów.

"Wyobrażałem sobie, że to jest na przykład latający dywan - wspomina. (...) Tkaninę zobaczyłem bodaj dopiero następnego dnia. Pani Magda rozpostarła ją na stole. Przypominała duży dziurawy worek na ziemniaki (...). Potem przed domem powstała "polowa" pracownia rzeźbiarska Magdaleny Abakanowicz". Opisuje też artystkę przy pracy, kiedy to znalazła właściwy pień drzewa i wobec bezradnego traktorzysty ("Nie puszcza, jeszcze ten skurwysyn nie puszcza, pani profesor!") osobiście odrąbała go siekierą, aby przez następne dni pieczołowi obrabiać. Tak powstawały "Gry wojenne"... Ze wspomnień małoletniego wówczas Gabriela wyłania się portret kobiety zdecydowanej, silnej, chciałoby się rzec: męskiej.

Magdalena Abakanowicz, Lipsis z cyklu "Gry wojenne",
wystawa "Abakanowicz.Totalma" w Muzeum Narodowym we Wrocławiu,
fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Paweł Kowal przygląda się nie tylko samej artystce, widzianej oczami wielu osób, które się z nią zetknęły, ale bada również genealogię rodzinną, odwołując się zarówno do wspomnień Abakanowicz, jak też do własnych ustaleń co do jej tatarskich korzeni. Opisuje zjawisko osadnictwa tatarskiego na przełomie XIV i XV wieku, a także przygląda się dziejom rodu żyjącego na Kresach i niejako "wrośniętego" już w polską historię (przejście na katolicyzm, szlachectwo, udział w powstaniach itd.). Niektórym członkom rodu, np. Brunonowi Abakanowiczowi - wynalazcy i matematykowi czy też Konstantemu i Piotrowi, czyli ojcu i stryjowi ("skrzydlatym braciom", jak ich nazywa) poświęca więcej uwagi. Interesująca jest także opowieść o rodzinie matki Magdaleny - bogatego ziemiaństwa o niemieckich korzeniach. 

Powojenne dzieje braci i ich rodzin tworzą symboliczny obraz polskiego społeczeństwa, które różnie sobie radziło w zniewolonym przez komunistów kraju. A jednak, mimo "niewłaściwego" pochodzenia, artystka odniosła spektakularny sukces. Oczywiście, był to proces, u początków którego znajduje się "apolityczna" tkanina, a także kreatywność, która nierzadko bierze się z rozmaitych braków, ale również niezwykła pracowitość i ambicja artystki oraz splot rozmaitych okoliczności. 

Magdalena Abakanowicz, Abakan żółty, 1970-75, wystawa "Abakanowicz.Totalna",
Muzeum Narodowe we Wrocławiu, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Autor prezentuje Magdalenę Abakanowicz jako piękną kobietę, świadomą swoich walorów, a przy tym artystkę osobną, postać nieco tajemniczą. Widzimy ją w całym tym skomplikowaniu: z jednej strony władcza i jakby wycofana z codziennego życia, z drugiej - dobrze w tym życiu zakorzeniona, niebojąca się wyzwań. Zachowująca dystans do otoczenia, a zarazem serdeczna i charyzmatyczna dla swoich studentów. Pozornie krucha i delikatna, a jednak silna i władcza. Słowem - złożona, intrygująca osobowość. 

Oczywiście, pisząc o artystce, autor nie pomija jej dzieł, które interpretuje odwołując się zarówno do jej doświadczeń związanych z historią (owe tytułowe traumy), innym razem próbuje odnaleźć ich genezę zarówno w sferze osobistej (abakany będące symbolem kobiecości, erotyzmu), jak też historycznej i społecznej ("Plecy" zaprojektowane i wykonane dla Japończyków, a kojarzące się z bezradnością i strachem, których sama doznała podczas wojny). Przywołuje także wypowiedzi kuratorów wystaw, osób zawodowo zajmujących się sztuką, m. in. Ady Rottenberg czy Iwony Bigos, nie pomijając też deklaracji samej artystki. 

Dzięki tej znakomicie napisanej biografii możemy wreszcie zobaczyć artystyczny rozwój Magdaleny Abakanowicz jako pewien proces, którego początkiem jest tkanina, po niej rzeźba, wreszcie formy architektoniczne, a nawet... choreografia, którą zaprojektowała do własnej wystawy. To artystka, która w jakiś tajemniczy sposób ciągle zmienia się, poszukuje nowych form ekspresji. Jej monumentalne dzieła są eksponowane nie tylko w muzeach całego świata, ale także w przestrzeniach publicznych. Ich wymowa również się zmienia - żyją swoim życiem i nabierają nowych znaczeń pod każdą szerokością geograficzną. 

Magdalena Abakanowicz, "Plecy", 1976, wystawa "Abakanowicz. Totalna"
Muzeum Narodowe we Wrocławiu, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Kiedy czytałam Posłowie, uświadomiłam sobie z całą mocą, ile pracy i wysiłku włożył autor w jej napisanie, a zarazem, jak wspaniałą  przeżył przygodę, spotykając na swojej drodze tylu wspaniałych rozmówców, którzy wpłynęli na kształt tej biograficznej opowieści. Poruszyło mnie także końcowe wyznanie, w którym Paweł Kowal zwierza się z wątpliwości  przeżywanych w związku z podjęciem się tak monumentalnego wyzwania, a także snuje refleksje na temat pisania biografii w ogóle:

"Pisanie biografii - powiada - jest szczególnym zajęciem: prawie zawsze - okazją do przefiltrowania czyichś losów przez doświadczenia własne i przyjaciół. Wątki życia, które się opisuje, choć czasami dotyczą zgoła innej epoki, skłaniają nieraz do refleksji nad własnymi wyborami, motywacjami i decyzjami".

Zawsze jednak, gdy rodzą się wątpliwości i pojawiają kryzysy, można się udać z pielgrzymką do Santiago de Composteli, jak to w pewnym momencie uczynił autor i co sprawiło, że zdecydował się jednak pisać.

Z pewnością warto sięgnąć po tę znakomitą opowieść o życiu Magdaleny Abakanowicz, wejść w jej świat, po którym oprowadzi nas tak znakomity cicerone. Można także na jej kanwie snuć własne refleksje, jak czyni to autor.

"Książka Pawła Kowala "Magdalena Abakanowicz. trauma i sława" ukazała się w 2023 roku w Wydawnictwie Agora.

środa, 16 czerwca 2021

Otwarcie wystawy czasowej "Nikifor" w Muzeum Dialogu Kultur

Muzeum Dialogu Kultur zaprasza na wystawę prac malarskich Nikifora Krynickiego (Epifaniusza Drowniaka). Nikifor był artystycznym samoukiem, zaliczany jest do grona najwybitniejszych na świecie malarzy naiwnych - prymitywistów. Na wystawie zostanie zaprezentowanych ponad 40 różnorodnych prac malarskich Nikifora, pochodzących zarówno ze zbiorów Muzeum Okręgowego w Nowym Sączu, jak i Muzeum Narodowego w Kielcach.


Dorobek Nikifora liczy kilkadziesiąt tysięcy prac. Malował na skrawkach papieru, kawałkach tektury, opakowań i zeszytów. Jego pracownią przez lata był murek w centrum Krynicy, na którym rozkładał podręczną pracownię malarską – przenoszone w walizce farby, pędzle, kredki i kawałki papieru. Tematyka jego twórczości to przede wszystkim autoportrety i panoramy Krynicy, z jej willami, cerkwiami lub innymi popularnymi budynkami. Niedoceniany przez większość swojego życia, pod koniec życia zasłynął jako malarz naiwny.

Wystawa w Muzeum Dialogu Kultur, oddziale Muzeum Narodowego w Kielcach, będzie liczyć ponad 40 różnorodnych prac malarskich Nikifora, pochodzących zarówno ze zbiorów Muzeum Okręgowego w Nowym Sączu, jak i Muzeum Narodowego w Kielcach.

Czas trwania wystawy: 17 czerwca – 29 sierpnia

Kurator: dr Artur Ptak

Koordynator: Norbert Dulemba

informacja prasowa

czwartek, 22 kwietnia 2021

Nikifor/Dwurnik. Dialog mistrzów w DESA UNICUM

 29 kwietnia 2021 roku o 19.00 DESA Unicum zaprasza na dialog mistrzów: Nikifora i Edwarda Dwurnika. Już teraz można podziwiać prace obu malarzy.


"[Nikifor] był moim najważniejszym mistrzem, właściwie jedynym. (…) Do dzisiaj, ilekroć wychodzę w plener lub maluję akwarelką, mam przed oczami tamtą wystawę"

(O Nikiforze, wywiad Mirosława Ratajczaka z Edwardem Dwurnikiem, "Odra" 1996, nr 4).

Po upływie kilku dekad od rozpoznania twórczości Nikifora i ugruntowaniu się jego niepowtarzalnego stylu malarskiego w historii sztuki można śmiało mówić o gronie artystów, którzy na "Matejce z Krynicy" nie tylko się wzorowali, ale także reprezentują podobną postawę światopoglądową oraz twórczą. Do grona artystów orbitujących wokół Nikifora należą dziś między innymi Alina Dawidowicz, Marek Krauss, Teofil Ociepka. 

Twórcy ci, pracujący w nieakademickim kanonie, wykorzystujący podobne media i techniki plastyczne oraz tematykę wpisują się w podobną stylistykę oraz niekonwencjonalne rozumienie roli artysty. Najbardziej rozpoznawalną postacią świata sztuki, która przez znaczną część swojej działalności opierała się na recepcji sztuki Nikifora, był jednak Edward Dwurnik, jedyny w tej grupie twórca, który ukończył uczelnię artystyczną, a naśladujący przy tym sposób tworzenia Nikifora. To, co czyni malarstwo Dwurnika tak osobnym i niepowtarzalnym, osobistym to niedosłowne przyjęcie od Nikifora "lekcji" w zakresie komponowania kolorystycznego oraz tematyki miejskiej. Od Nikifora Dwurnik przejął dosadny realizm i groteskowość, swoistą postawę antyestety, pospieszną formę i samodzielnie interpretowany prymitywizm. Formującym i doniosłym doświadczeniem dla Edwarda Dwurnika jako malarza było zetknięcie się z twórczością Nikifora na wystawie w Kielcach w 1965. Od wykonanego pod wpływem tego pokazu "Rysunku nr 1" z 13 czerwca 1965 artysta datował swoją twórczość.

Edward Dwurnik w Muzeum Nikifora w Krynicy- Zdroju, FOT. JOANNA MIESZKO

"Nigdy nie przeżyłem większych emocji od tych, które wzbudziły we mnie jego [Nikifora] obrazy oglądane na żywo. Pierwszy raz zobaczyłem je (...) w 1965 roku. (...) Próbowałem wtedy rysować architekturę, ale dopiero jak zobaczyłem tę wystawę, wiedziałem od razu, jak trzeba to robić. (...) Był skończonym malarzem, wspaniałym, głębokim, podchodził do malowania jak mistrzowie renesansu, klasycznie uczciwie. (...) Wszystko, co malował, jest ZOBACZONE. A potem to zobaczone tasowało się w jego pamięci, wyobraźni, swobodnie. On wyzwalał się wspaniale z przymusu rzeczywistości i kreował obraz, świat, własną ich strukturę. Opowiadał siebie, malował swój kosmos"

(Małgorzata Kitowska-Łysiak, Nikifor Krynicki, www.culture.pl).

W 1965 Edward Dwurnik był jeszcze studentem warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych i mierzył się z pewną niemocą twórczą i zagubieniem w pojęciu własnej tożsamości jako artysty. W "Krótkiej historii mojego malarstwa" Dwurnik opisywał ten okres:

Edward Dwurnik, Kudowa, 1966

"Miałem problem po ukończeniu Akademii, właściwie już podczas trwania studiów, bo wszyscy malowali mniej więcej tak samo, rysowali tak samo (…). Mieliśmy zawężone horyzonty i równie nieciekawe perspektywy. (…) I właśnie wtedy pomógł mi Nikifor. (…) Osobiście poznałem go w 1966 lub 1967 roku, bo przyjechał na Akademię, a właściwie przywieźli go szarą warszawą. Był z nim opiekun. Nikifor wysiadł, usiadł przy nas na ławce i zaczął rysować. Rysował i rysował, a ja patrzyłem. (…) To fakt, że starałem się wtedy malować trochę jak Nikifor, ale to był jedynie przewrotny rozpęd we własnym kierunku. Tak więc to raczej dowcip z tym moim Nikiforem. Niemniej wtedy był dla mnie bardzo ważny, wskazał mi drogę".

Nikifor Krynicki, Chara w podkrynickiej wsi, 1968

Niebagatelnym czynnikiem dla sprawy było szczęśliwe zrządzenie, że Dwurnik miał sposobność poznać Nikifora i jego sztukę dzięki rosnącej rozpoznawalności i uznaniu malarza z Krynicy; owa sława przyszła w ostatnim możliwym momencie, bowiem gdy student ASP formował swojego artystyczne credo, Nikifor był już schorowanym starcem. Niemniej jednak poznanie kompozycji pejzażowych i architektonicznych Nikifora oraz jego biografii skłoniło Dwurnika, by nie tylko poświęcić się takiej ikonografii, ale także, by kultywować żywot artysty wędrownego, cierpiącego niedostatek, mierzącego się z niezrozumieniem, odrzuceniem. Z tej też przyczyny Edward Dwurnik praktykował liczne podróże po Polsce – siadał na ulicach małych miasteczek i spędzał czas na rysowaniu i malowaniu, nie dbając o doczesność, doceniając obcowanie z naturalizmem rzeczywistości, jej cyklicznością. Wszak pewną powtarzalność motywów w malarstwie Dwurnika można śmiało porównać do malarskich cykli Nikifora Krynickiego. Nikifor u Dwurnika to także skłonność do syntezy, czego koronnym przykładem jest ukazywanie lasu i drzew w formie kratki i kratkowań, płaskie plany, perspektywa z lotu ptaka.

W tej artystycznej wymianie widać pewne subtelności i zależności – widoki miejskie autorstwa Nikifora to zazwyczaj opustoszałe, symetryczne, melancholijne, pozbawione ludzkich śladów pejzaże, zaś miasta Dwurnika to tętniące dynamiką zdarzeń i feerią barw reportaże z codzienności. Różnice te jednak zdają się powierzchowne, pozorne, każdy bowiem z widoków miast w interpretacji obu twórców to próba skonfrontowania własnej emocjonalności wobec tkanki miejskiej i ludzkiej. Każda z tych kompozycji to próba uczciwego malarskiego przekazu.

Nikifor Krynicki, Architektura fantastyczna z motywem sakralnym, lata 20. XX w.

"Trzeba po prostu wiedzieć, że jest pewien porządek; jak malujemy człowieka, to musi być szkielet – konstrukcja, którą trzeba oblec w mięśnie, skórę, potem udrapować szaty na ciele, przystroić. Nikifor robi zawsze dokładnie to samo. Na początku jest rysunek – konstrukcja, potem barwa – to są mięśnie, i jeszcze raz to wszystko obrysowuje pędzelkiem, w zależności od sytuacji różnymi kolorami, a na koniec całość oprawia. Na ogół artyści zapominają o jakimś elemencie tego procesu, gubią coś w tym porządku, są po prostu niechlujni i to sprawia, że obrazy są chrome"


(O Nikiforze, wywiad Mirosława Ratajczaka z Edwardem Dwurnikiem, "Odra" 1996, nr 4).

informacja prasowa


poniedziałek, 23 listopada 2020

Nikifor, Artur Grottger, Stanisław Ignacy Witkiewicz | Prace na papierze autorstwa najważniejszych polskich artystów

To prace na papierze autorstwa najważniejszych polskich artystów. Wśród nich znaleźli się m.in. Nikifor, Artur Grottger, Stanisław Ignacy Witkiewicz czy Stanisław Wyspiański. Wyjątkowe dzieła na papierze autorstwa wybitnych twórców sztuki dawnej wylicytować można będzie 1 grudnia w DESA Unicum. To świetna okazja do nabycia prac cenionych malarzy i rysowników. Wszystkie obiekty oglądać można na prezentacji przedaukcyjnej i na wystawie 3D.

Stanisław Ignacy Witkiewicz

Samouk, na wpół-analfabeta, malarz-amator i jeden z najwybitniejszych twórców sztuki naiwnej, pochodzący z Krynicy. Cierpiał na wadę słuchu i wymowy. Osierocony podczas I wojny światowej Nikifor Krynicki nie potrafił porozumieć się z otoczeniem. Lokalna społeczność traktowała go jako odmieńca. Malarstwo było dla twórcy jedynym łącznikiem ze światem zewnętrznym. Jego prace powstawały na niedużych formatach zdobytego papieru, kartonikach, opakowaniach, kartkach zeszytowych – niekiedy zapisanych po jednej stronie. Rysował ołówkiem, kredką, malował akwarelą otaczający go świat, wzbogacony osobistą fantazją i przeżyciami. Malował przede wszystkim pejzaże architektoniczne trudnych do rozpoznania miasteczek z akcentami w postaci wież kościelnych lub ratuszowych. Fascynował go dworce, wiadukty i pociągi. Tworzył także portrety i sceny religijne. Często podpisywał swoje prace niezrozumiałymi bądź częściowo tylko czytelnymi wyrazami zapisanymi nieudolnie wielkimi literami. Niedawno w DESA Unicum wylicytowane zostało najdroższe dzieło tego artysty. Na grudniowej licytacji pojawi się aż 7 przedwojennych, miejskich pejzaży Nikifora Krynickiego. Wśród nich dzieła takie jak „Architektura fantastyczna z motywem dworca kolejowego” czy „Nikifor przemawiający”. 

Nikifor Krynicki, Architektura fantastyczna z motywem dworca kolejowego

Na aukcji pojawi się również dzieło, na którym Artur Grottger przedstawił swoją narzeczoną Wandę Monné z kotem. Historia ich miłości jest krótka, burzliwa i szalenie intensywna. 13 stycznia 1866 29-letni Grottger poznał 16-letnią Wandę podczas balu Towarzystwa Strzeleckiego we Lwowie. Szybko się w sobie zakochali, lecz związkowi przeciwna była rodzina Wandy. Spotykali się potajemnie, a ich znajomości towarzyszyła romantyczna aura. Chory na gruźlicę Grottger wyjechał do Paryża, gdzie ukończył i wystawił swoje arcydzieło – cykl rysunków „Wojna”. O jego paryskich perypetiach dowiadujemy się z wysyłanych do Wandy listów. Z korespondencji wynika że Wanda pieszczotliwie nazywała Grottgera „Kociem”. Tym bardziej  prezentowane na aukcji wyobrażenie dziewczyny z kotem nabiera intymnego charakteru. Artysta zmarł w grudniu 1867 roku. Cztery lata później Wanda wyszła za mąż za jego przyjaciela Karola Młodnickiego. Obydwoje pielęgnowali pamięć o Grottgerze o artyście i gromadzili pamiątki po nim.

Artur Grottger, Wanda Monné z kotem

Wylicytować można będzie też jeden z najoryginalniejszych portretów, jakie wyszły spod ręki Witkacego, czyli podobiznę Kazimierza Ducha z 1937 roku. Duch piastował wiele ważnych stanowisk w wojsku, rządzie i administracji państwowej. Był m.in. starostą w Nowym Sączu, wicewojewodą krakowskim, dyrektorem departamentu w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych, podsekretarzem stanu w Ministerstwie Opieki Społecznej oraz posłem na sejm w latach 1928-35. Po wojnie został wykładowcą na Politechnice w Gliwicach i Krakowie. Witkacy uznawał go za swojego „ukochanego opiekuna duchowego” i był z nim w stałym kontakcie. Wykonał kilka portretów majora oraz członków jego rodziny.  Na prezentowanej pracy Witkacy umieścił obciętą głowę ministra na srebrnej tacy. Tego rodzaju dzieła artysta tworzył pod wpływem tak zwanej „rośliny proroczej”, czyli peyotlu.

Rafał Malczewski

W DESA Unicum pojawią się również prace na papierze Rafała Malczewskiego, Juliana Fałata, Mai Berezowskiej, Stanisława Wyspiańskiego i Leona Wyczółkowskiego. 1 grudnia wszystkie obiekty zostaną zlicytowane w największym polskim domu aukcyjnym przy ul. Pięknej 1A. Licytować można będzie online, przez aplikację oraz telefonicznie i przez zlecenie stałe. Aukcja transmitowana będzie na żywo w kanałach społecznościowych DESA Unicum.

Stanisław Wyspiański

Wystawa „Prace na Papierze. Sztuka Dawna”: 24 listopada – 1 grudnia 2020, godz. 11-19 (poniedziałek-piątek) i godz. 11-16 (sobota), Dom Aukcyjny DESA Unicum, ul. Piękna 1A, Warszawa, wstęp wolny

Aukcja „Prace na Papierze. Sztuka Dawna”: 1 grudnia 2020, godz. 19.00, Dom Aukcyjny DESA Unicum, ul. Piękna 1A, Warszawa

informacja prasowa


piątek, 27 marca 2020

Małgorzata i Wojciech Staroniowie: Warto mówić o rzeczach, których nie widać /wywiad/

Już w najbliższy czwartek rusza czwarta edycja Akademii Filmu Dokumentalnego MovieWro. W jej ramach mogliśmy w ubiegłym roku nie tylko obejrzeć bardzo interesujące filmy, ale również spotkać się z ich twórcami. Zwieńczeniem w wielkim stylu były projekcje dwóch filmów dokumentalnych Wojciecha Staronia: „Syberyjska lekcja” i „Argentyńska lekcja”. Spotkanie z małżeństwem Staroniów stało się także okazją do przeprowadzenia wywiadu.

Małgorzata i Wojciech Staroniowie z dziećmi, fot. z rodzinnego archiwum
Barbara Lekarczyk-Cisek:  Tworzy Pan piękne filmy o ludziach, a jednocześnie mają one bardzo osobisty ton. Wplata Pan do opowiadanych historii swoją własną, rodzinną. Skąd takie podejście do filmu dokumentalnego?

Wojciech Staroń: Poznaliśmy się z moją żoną Małgosią w liceum i już wówczas zastanawialiśmy się nad tym, aby – wykonując swój zawód – pracować jednocześnie wspólnie. Tak zrodził się pomysł filmu o Syberii, gdzie Gosia podjęła pracę nauczycielki, a ja miałem opowiedzieć historię o tym, jak to młoda dziewczyna wyjeżdża na Syberię, aby uczyć języka polskiego. To był mój pierwszy film – sytuacja bardzo dobra dla dokumentu, który lubi, gdy się coś dzieje pierwszy raz…

Pańskie filmy mają nieśpieszny rytm narracji i nastrojowe piękno obrazu. Potrafi Pan skupić się na kropli deszczu, zrobić zbliżenie więdnących kwiatów, żeby wyrazić upływ czasu… W „Lekcji argentyńskiej” są to często impresje z deszczem albo mini-scenki z dziećmi: śpiący syn czy czesząca się córeczka. W rezultacie powstaje coś więcej niż zwykły zapis rzeczywistości.

Wojciech Staroń: Tak, bo warto poprzez film mówić o rzeczach, których nie widać. To znaczy, że obraz ma nam coś pokazywać, ale jednocześnie mówić o czymś, czego nie widzimy. Trzeba być wrażliwym na sztukę i na ludzi, zbierać przeżycia. Wtedy ma się ochotę powiedzieć coś od siebie, oddać coś światu.

Państwo pojechali najpierw na Syberię, później do Ameryki Południowej i za każdym razem spotykali Polaków, którzy tam zostali i o których Polska w jakimś sensie zapomniała. Oddaliście im głos, przypomnieli, że istnieją. Co więcej, nie tylko zostali przez Was wydobyci z cienia, ale stworzyliście z nimi głębsze relacje, przyjaźnie nawet.

Małgorzata i Wojciech Staroniowie z dziećmi, fot. z rodzinnego archiwum

Wojciech Staroń: Dla nas jest ważne, że wkraczamy z kamerą w życie pewnej społeczności i stajemy się na jakiś czas jej cząstką. Dlatego staramy się prowadzić normalne życie w tym miejscu, w którym kręcimy film. W Argentynie na przykład bardzo nam to pomogło, że tworzyliśmy rodzinę i tak przede wszystkim byliśmy postrzegani. To nam dawało zaufanie i miejsce w tej społeczności. Staraliśmy się być jej cząstką. Wchodząc tam z kamerą nie zaburzaliśmy relacji, choć wpływaliśmy na nie. Był to jednak rodzaj symbiozy: filmując, jednocześnie zostawialiśmy coś od siebie. I oczywiście, więzy, które się tworzą, trwają nadal. Tak się stało z bohaterką „Lekcji argentyńskiej”, Marcią, którą gościliśmy przez dwa tygodnie. Chcielibyśmy, aby przyjechała do Polski na studia, kiedy będzie już pełnoletnia.

Pani Małgosiu, czy utrzymuje Pani jeszcze kontakty ze swoimi uczniami z Syberii?

Małgorzata Staroń: Na początku kontakt był bardziej intensywny. Dostawałam od nich kartki na święta. Obecnie jednak nie mam kontaktu z ludźmi, którzy tam mieszkają, choć mam tam dwie chrześnice. Wiadomo mi jednak, że siedmioro spośród moich uczniów dostało się na studia w Polsce. Większość z nich osiadła na Ukrainie. Bardzo serdeczny kontakt mamy z księdzem Ignacym Pawlusem, który dawał nam ślub na Syberii, a potem chrzcił naszego Jasia. To rodzaj szczególnej wspólnoty podobnego spoglądania na ten świat… Dodam jeszcze, że Rosjanin, który tłumaczył Pismo św. na język polski, był dwukrotnie na kursie językowym w Warszawie. To wyjątkowa historia, ponieważ człowiek ten potrafił się sam nauczyć języka polskiego. Twierdził, że do nauki polskiego zainspirowała go książka, którą zobaczył na wystawie księgarni w Irkucku. Poruszyła go mianowicie litera „Ł”…

Jaś Staroń z ojcem, fot.  archiwum rodzinne

Panie Wojtku, współpracował Pan również z innymi reżyserami, m.in. jako operator przy realizacji filmów Krzysztofa Krauzego, Jacka Bławuta, Pauli Markovitch. Jakie to były doświadczenia?

Wojciech Staroń: Robiąc filmy z innymi reżyserami, mam poczucie, że uczestniczę w procesie tworzenia z osobami, które szczególnie sobie cenię. Z Paulą mamy podobną wrażliwość na to, co niesie autentyczna sytuacja. Mimo że akcja filmu („Nagroda”)  rozgrywała się w latach 70. I był precyzyjnie napisany scenariusz, oboje byliśmy wyczuleni na autentyczność wydarzeń i ich nastrój. Miałem dużą swobodę jako operator i dzięki temu film został opowiedziany przede wszystkim obrazem i nastrojem. Współpraca z Paulą Markovitch [reżyserka ma polskie korzenie – przyp. B.L.C.] była tak owocna, że przygotowujemy razem następny film.


Mieczysław i Alfons Kołakowscy z Małgorzatą i Wojciechem Staroniami

Od kilku lat realizuje Pan film o braciach, którzy po latach spędzonych w Rosji, gdzie utracili całą rodzinę, a także przeżyli całe niemal życie, postanowili wrócić do Polski. Cóż to za niezwykła historia?

Wojciech Staroń: Rzeczywiście, niezwykła. To jest film o braterskiej miłości, ale też o goryczy starości, o tułaczce, bo obaj przeżyli Gułag i sowiecką Rosję. Jeden z nich był geologiem, a drugi malarzem pejzaży. Ich marzeniem był powrót do Polski i w 1997 roku osiedlili się na Mazurach jako repatrianci. Mieczysław i Alfons Kołakowscy mają obecnie blisko dziewięćdziesiąt lat. Przyjechali z całym dobytkiem, który, na nieszczęście, spłonął. Poszło z dymem m.in. kilka tysięcy obrazów… To będzie film o ponownym poszukiwaniu swojego miejsca.

Małgorzata Staroń: Jeden z nich miał cztery, a drugi siedem lat, gdy zostali deportowani. Mając ponad siedemdziesiąt lat nauczyli się języka polskiego na nowo. I mówią świetnie! Malarz miał żonę, do której był bardzo przywiązany. Drugi z braci był kawalerem. Oprócz  zawodu kartografa, był tym, który wykonywał wszystkie praktyczne czynności. Malarz cały czas się rozwija, poznaje nowych ludzi, podczas gdy kartograf już się spełnił…

Wojciech Staroń: Są dumni ze swego polskiego pochodzenia i mieli wielką potrzebę powrotu. Jednak w Rosji dużo osiągnęli, byli elitą, mieli pozycję zawodową, piękny dom w Ałma Acie… Obracali się wśród profesorów, artystów. Tymczasem tutaj trafili na wioseczkę, gdzie są odcięci od świata… Mimo że zmagają się ze starością, nie narzekają jednak i nie chcą wracać.

O czym zatem będzie ten film?

Wojciech Staroń: Przede wszystkim będzie to film o ich obecnym życiu, choć historia braci również się w nim pojawi. Opowiadam o ich relacjach, o tym, że każdy jest inny, bo jeden jest bardzo pragmatyczny, a drugi żyje z głową w chmurach. Pokazuję, jak się wspierają całe życie, spierają, niszczą i odbudowują…

Czekając z niecierpliwością na kolejny Państwa film, dziękuję za rozmowę i życzę przeżycia i utrwalenia wielu jeszcze ważnych i interesujących historii.

Recenzję filmu "Bracia" znajdziecie TUTAJ.


Wojciech Staroń (ur. 1973 r.) – reżyser filmów dokumentalnych („Syberyjska lekcja”, „Argentyńska lekcja”, „Czas trwania”, „Na chwilę”, „Pani Nikifor”), operator filmowy (m.in.. „El Premio” Pauli Markovitch, „Plac Zbawiciela” K. Krauzego, „Jeszcze nie wieczór” Jacka Bławuta).
Nagrody: Grand Prix MFF w Kantonie, Srebrny Niedźwiedź w Berlinie, Srebrny Gołąb na DOK w Lipsku, Złoty Róg na 51. Krakowskim Festiwalu Filmowym.

Małgorzata Staroń - doktor psycholingwistyki (Paryż, Sorbona 2006). nauczyciel języka polskiego na Syberii i w Argentynie; dźwiękowiec i współtwórca filmów Wojciecha Staronia, producent filmów „Argentyńska lekcja”, „El Premio” („Nagroda”), „Sześć” tygodni”, „Bracia”.

Wywiad ukazał się pierwotnie w KINO 2012 r. , nr 9.

wtorek, 1 października 2019

„Kadry wyzwolone”, biografie wielkich malarzy, kino poetyckie i o wiele więcej w Kinie Iluzjon w październiku

„Kadry wyzwolone”, czyli kino i cenzura w okresie PRL, pełne udręki i ekstazy biografie wielkich malarzy, kino poetyckie i klasyki spod znaku czarnej komedii, ulubione filmy Andrzeja Wajdy w 3. rocznicę śmierci reżysera i pachnący kawą Alfabet Retrokina! Jesiennego programu kina Iluzjon nie można przegapić!  


„Ręce do góry”, fot. Jerzy Troszczyński, FOTOTEKA FINA


„KADRY WYZWOLONE” | KINO I CENZURA W OKRESIE PRL

Pokazy filmowe, spotkania autorskie i wykłady historyków kina polskiego. Najważniejsze tytuły, które długi czas „przeleżały na półkach”, jak i mniej znane „półkowniki”, które warto przypomnieć. Przegląd obejmie dzieła mistrzów polskiego filmu fabularnego: m.in. Jerzego Skolimowskiego i Janusza Zaorskiego oraz dokumentalnego m.in. Edwarda Skórzewskiego, Jerzego Hoffmana i Krzysztofa Kieślowskiego, a także mniej znane filmy krótkometrażowe i oświatowe.

„UDRĘKA I EKSTAZA, CZYLI WIELKIE BIOGRAFIE NA DUŻYM EKRANIE”

Trudne osobowości, genialni artyści... Biografie wielkich malarzy są gatunkiem niezmiennie popularnym. Dopieszczone wizualnie, czasem stylizowane, czasem realistyczne, dają cudowną ułudę prawdziwego obcowania z wielką sztuką. W programie jesiennego przeglądu znalazły się: „Tajemnica Picassa” (reż. Henri Georges Clouzot), „Udręka i ekstaza” (reż. Carol Reed), „Mój Nikifor”(reż. Krzysztof Krauze), „Nightwatching” (reż. Peter Greenaway), „Młyn i Krzyż” (reż. Lech Majewski) i „Andriej Rublow” (reż. Andriej Tarkowski).

KINO POETYCKIE

Choć trudno szukać jej wśród filmowych gatunków, istnieje pewna szczególna kategoria dzieł filmowych, które dzięki zastosowaniu nietypowych środków wyrazu pozwalają widzowi na doświadczenie wyjątkowo intensywnych przeżyć estetycznych. Nieuchwytny, niepoddający się zdefiniowaniu i bliski liryce nastrój prezentowanych filmów pozwoli doświadczyć poezji na wielkim ekranie. Iluzjon proponuje wyjątkowy przegląd arcydzieł mistrzów światowego kina – dowodów ich niezwykłej wrażliwości i poetyckiej intuicji, w programie m.in.: „Orfeusz” (reż. Jean Cocteau), „Niebo nad Berlinem” (reż. Wim Wenders), „Hiroszima, moja miłość” (reż. Alain Resnais), „Anioł przy moim stole” (reż. Jane Campion).

CZARNA KOMEDIA

Któż ich nie lubi? Czasem pełne ironii, zahaczające o groteskę, czasem odwołujące się do poetyki absurdu i surrealizmu – zachwycają nas od dziesiątek lat: czarne komedie. Wywodzące się z tradycji teatru, te klasyczne, wręcz eleganckie, wydają się kwintesencją brytyjskiego poczucia humoru. Inne brawurowo żonglują elementami o wyraźnie makabrycznym wydźwięku. Gatunek ten od lat rozwija się w niepohamowanym tempie, sięgając do kryminału, sensacji, westernu, fantastyki, filmu przygodowego i wojennego. Podróż po tym bogatym i popularnym gatunku warto rozpocząć od absolutnych klasyków, m.in.: „Arszenik i stare koronki” (reż. Frank Capra), „Szlachectwo zobowiązuje” (reż. Robert Hamer), „Jak zabić starszą panią?” (reż. Alexander Mackendrick); Płytki grób (reż. Danny Boyle).

TO LUBIĘ: ANDRZEJ WAJDA

Ulubione filmy reżysera zestawione w pary: słynne klasyki światowego kina i jego własne dzieła! W 3. rocznicę śmierci artysty kino Iluzjon przypomni cykl prezentowany przed laty, a seansom towarzyszyć będą prelekcje Andrzeja Bukowieckiego – filmoznawcy i krytyka.  Wajda często wspominał o dziełach, które były dla niego szczególnie ważne i które stały się dla niego inspiracją. Twórczo rozwijał idee, tematy, sposoby opowiadania historii, obrazy, które zapisały się w jego pamięci najsilniej. W programie przeglądu: „Rzym, miasto otwarte” (reż. Roberto Rossellini) i „Pokolenie”; „Obywatel Kane” (reż. Orson Welles) i „Popiół i diament”; „Tron we krwi” (reż. Akira Kurosawa) i „Powiatowa Lady Makbet”; „Osiem i pół” (reż. Federico Fellini) i „Wszystko na sprzedaż”, a także „Zwierciadło” (reż. Andriej Tarkowski) i „Panny z Wilka”.

ALFABET RETROKINA: K JAK KAWA!

Pachnąca i aromatyczna. Kawa! A gdzie przed wojną smakowała najlepiej? Oczywiście w Adrii i Ziemiańskiej. Jak wypadało ją pić? Naturalnie we frakach, marynarkach, sukniach z chiffonne velour i futrach. W październiku kino Iluzjon zaprasza na Alfabet Retrokina do kawiarni, na filiżankę doskonałej czarnej kawy – a wszystko w towarzystwie stukotu projektora, ciemnej sali kinowej i największych gwiazd srebrnego ekranu! Podczas czterech październikowych spotkań widzowie dowiedzą się m.in. czy filiżanka kawy pomoże zakochanej Lucynie w rozbudzeniu uczuć Stefana (w filmie „Czy Lucyna to dziewczyna?”) i czy czarny napar uspokoi zazdrosną do szaleństwa kochankę Andrzeja, Celinę (w filmie „Wrzos”). Wybrane seanse są poprzedzone prelekcjami ekspertów Filmoteki Narodowej – Instytutu Audiowizualnego, którzy zdradzają tajniki przedwojennej kinematografii. 

„Wrzos”, reż. Juliusz Gardan, zasoby FINA

Wstęp na wszystkie wydarzenia w ramach cyklu „Kadry wyzwolone” jest bezpłatny - zaproszenia do odbioru w dniu pokazów w kasie kina Iluzjon. Na pozostałe pokazy archiwalne bilety w cenie 12-14 zł do nabycia online lub w kasie kina.

Kino Iluzjon ǀ ul. Narbutta 50a ǀ Warszawa

informacja prasowa

wtorek, 11 czerwca 2019

Atrakcyjne wakacje w Muzeum Narodowym we Wrocławiu i jego oddziałach

Tworzenie robotów, tropienie zwierząt zamieszkujących muzealne galerie, a także warsztaty hafciarskie, kulinarne i śpiewania kołysanek – Muzeum Narodowe we Wrocławiu wraz z Oddziałami zaprasza na zajęcia wakacyjne dla dzieci i dorosłych. 



W Muzeum Narodowym we Wrocławiu dzieci będą miały okazję wybrać się w podróż dookoła świata i tropić zwierzęta zamieszkujące różne kontynenty: „Zadrzemy głowy, by poznać owady i ptaki, zanurkujemy, żeby przyjrzeć się mieszkańcom głębin, poznamy również zwierzęta towarzyszące świętym oraz 12 zwierzęcych znaków chińskiego zodiaku, będziemy mówić o dzikich zwierzętach spotykanych w mieście, a także o koniach, kotach, psach. Na tym jednak nie poprzestaniemy – wytropimy także…  pluszaki, smoki i syreny! – mówi Sławomir Ortyl z Działu Oświatowego Muzeum Narodowego we Wrocławiu.

Muzeum Narodowe we Wrocławiu

Na uczestników wakacyjnych spotkań dla dzieci w Muzeum Etnograficznym czekają warsztaty muzyczne, plastyczne oraz nowy cykl „Rysunkowe lato” – inspirowany postaciami słynnych ilustratorów i ludowych malarzy. Muzeum zaprasza również na warsztaty dla dorosłych, które przybliżą różne tradycje hafciarskie, tradycyjne kołysanki oraz dolnośląskie kulinaria.


Pawilon Czterech Kopuł

Wakacje w Pawilonie Czterech Kopuł Muzeum Sztuki Współczesnej to twórcze spotkania z potworem i abstrakcją.  W lipcu uczestnicy zajęć będą spędzać czas na dobiegającej końca wystawie „Biennale Sztuki Mediów WRO 2019 CZYNNIK LUDZKI / HUMAN ASPECT”. Stworzą własne roboty, przetestują, jaką maszyną jest ich mózg oraz ułożą choreografię „robot dance”. Będzie też okazja, by  wymyślić własny film drogi oraz zagrać koncert drzewom. W sierpniu natomiast rusza muzealna gra. Mali zwiedzający będą rozwiązywać zagadki Pawilonu i odkryją znaczenie takich pojęć jak monotypia, abakan, asamblaż czy multiplikacja.

Muzeum „Panorama Racławicka” zaprasza na cykl „Wakacyjne poranki z Panoramą Racławicką” – wstęp w okazyjnej cenie 15 zł! Uczestnicy zajęć po krótkim wstępie w Małej Rotundzie udadzą się na platformę widokową, by obejrzeć dzieło Jana Styki i Wojciecha Kossaka. Dowiedzą się, kto jeszcze brał udział w tworzeniu obrazu, jak artyści podzielili się pracą i ile czasu im ona zajęła. Dowiedzą się też, co to jest sztafaż i z czego jest zrobiony.

Wakacje 2019 


Muzeum Narodowe we Wrocławiu
Cykl „Wakacje w Muzeum”, wstęp z biletem za 3 zł
Zapisy od  24 czerwca, tel. 71 372 51 48 lub edukacja@mnwr.pl
Zajęcia dla dzieci w wieku 6–12 lat


3 lipca, godz. 12.00, godz. 14.00 – Z lornetką wśród zwierząt
Zabawa plastyczna Sławomira Ortyla
Ach, wybrać się w podróż dookoła świata! Wielu z nas marzy o tym przez całe życie. Okazuje się jednak, że w pewnym zakresie spełnienie tych marzeń jest bliższe niż mogłoby się wydawać. Otóż zwierzęta z muzealnych galerii są reprezentantami wszystkich kontynentów!  I jak tu nie wyruszyć w taką podróż? Jakby tego było mało, efektem wspólnej eskapady będzie Dziennik z podróży dookoła świata.

5 lipca, godz. 12.00, godz. 14.00 — Zwierzęta z żywotów świętych
Zabawa plastyczna Grzegorza Wojturskiego
W zwierzyńcu muzealnym pewną ważną grupę stanowią zwierzęta obecne w żywotach  świętych, czasem przyjęte jako ich znaki rozpoznawcze. Uczestnicy zajęć będą mogli obejrzeć je z bliska na obrazach i rzeźbach, a słuchając  opowieści prowadzącego, przekonać się, jak często stwory te były sympatyczne i pomocne człowiekowi. W części warsztatowej spotkania owe zwierzęta będzie można przedstawić żartobliwie na broszkach z kartonu.

10 lipca, godz. 12.00, godz. 14.00 — Zwierzęta z chińskiego zodiaku
Zabawa plastyczna Sławomira Ortyla
Dostateczną zachętą do przyjścia powinno być już samo zdobycie wiedzy o tym, jakim jesteś… zwierzęciem! Nie, to nie pomyłka – w horoskopie chińskim występują same zwierzęta. Wytropimy je w muzealnych galeriach, by poznać zalety, wady i predyspozycje każdego z nich. Można w to wierzyć lub nie, ale z pewnością zapowiada się fantastyczna zabawa!

12 lipca, godz. 12.00, godz. 14.00 — Dzikie zwierzaki, które możemy spotkać w mieście
Zabawa plastyczna Grzegorza Wojturskiego
Pogłoski mówią, że dzikie zwierzęta wprowadzają się do Wrocławia. Co ciekawe, nie tylko do tutejszego  Ogrodu Zoologicznego, co wydawałoby się zrozumiałe, ale również do parków, ogrodów, działek, a nawet na dachy i do piwnic bloków mieszkalnych. Uczestnicy zajęć wskażą na obrazach w muzeum te dzikie zwierzęta, które udało im się spotkać w mieście, a za pomocą techniki kolażu uwiecznią je wśród różnych dziwnych przedmiotów  miejskich.

17 lipca, godz. 12.00, godz. 14.00 — Rumaki, wierzchowce i zwykłe siwki, czyli niecodzienna jazda konna przez malarstwo i rzeźbę
Zabawa plastyczna Michała Pieczki
Konie od wieków towarzyszyły ludziom. Te fascynujące i piękne zwierzęta pełniły wiele jakże ważnych dla człowieka zadań. Były też jednym z ulubionych tematów artystów, a szczególnie malarzy. Podczas zajęć dzieci będą mogły przyjrzeć się w galeriach muzeum wybranym dziełom przedstawiającym konie. Następnie namalują lub narysują własne, być może fantastyczne, wyobrażenia wierzchowców i rumaków. Trzymajcie się mocno w siodle, bo będzie się dużo działo!

19 lipca, godz. 12.00, godz. 14.00 — Od płotki do rekina, czyli kilka uwag o rybach w sztuce
Zabawa plastyczna Michała Pieczki
Któż z nas nie marzył o tym, by złowić wielką rybę albo spotkać złotą rybkę spełniającą życzenia. Tym razem spróbujemy odszukać ryby ukazane na obrazach i w innych dziełach sztuki prezentowanych w Muzeum. Podczas zajęć dzieci będą mogły wyrzeźbić w masie solnej ryby rzeczywiste lub wymyślone. Później przyozdobią je różnymi błyskotkami. Świetna zabawa gwarantowana!

24 lipca, godz. 12.00, godz. 14.00 — Łowcy smoków
Zabawa plastyczna Sławomira Ortyla
Stara mapa, szyfry, historie mrożące krew w żyłach. Czy trzeba coś więcej, by wziąć udział w ekscytujących łowach smoków europejskich, których wiele przedstawień zachowało się do naszych czasów na starych dziełach sztuki? A przy tym poznać ich zwyczaje i zastanowić się, czy smok z Komodo jest w prostej linii potomkiem tamtych bestii.

26 lipca godz. 12.00, godz. 14.00  — Wielbiciele smoków
Zabawa plastyczna Barbary Przerwy
W przeciwieństwie do kultury zachodniej w Chinach i Japonii smoki są uwielbiane. Jako bóstwa związane z wodą były strażnikami niebios, władcami mórz i rzek, mogły przybierać postać wirów wodnych i miały wpływ na to, czy pada deszcz. W czasie zajęć poszukamy smoczej perły, zatańczymy smoczy taniec i w formie kolażu stworzymy, zatopiony w chmurach lub w głębinach morskich, smoczy pałac.

31 lipca godz. 12.00, godz. 14.00  — Tajemnice sześcionogów ukrytych w dziełach sztuki
Zabawa plastyczna Michała Pieczki
Owady to niewielkie zazwyczaj zwierzęta, które opanowały cały świat. Jest ich po prostu najwięcej ze wszystkich stworzeń! W czasie spotkania dzieci odkryją sekrety życia różnych grup owadów. Obejrzą także dzieła sztuki, na których (lub w których) ukryły się te małe stworzonka. W drugiej części zajęć uczestnicy przy użyciu masy solnej wykonają fantazyjne broszki i spinki przedstawiające bajecznie kolorowe motyle, chrząszcze, ważki i błonkówki. Zabierzcie ze sobą agrafki! Na pewno się przydadzą!

2 sierpnia, godz. 12.00, godz. 14.00  — Lećmy z nimi! Wizyta w kolorowym świecie ptaków
Zabawa plastyczna Michała Pieczki
Ptaki to jedne z najpiękniejszych i najbardziej zróżnicowanych zwierząt! Ich zdolność do lotu i powietrznych akrobacji od dawna fascynowała ludzi. Widok lecących nieodparcie kojarzy się z uczuciem prawdziwej wolności. Podczas wizyty w muzeum dzieci będą miały okazję odbyć swoisty lot ptasim szlakiem przez wszystkie galerie muzealne. Wspólnie odszukamy najpiękniejsze obrazy ukazujące naszych skrzydlatych przyjaciół. Spotkanie zakończy się wyklejaniem bajecznie kolorowych ptaków w technice kolażu.

7 sierpnia, godz. 12.00, godz. 14.00 — Kocie ścieżki
Zabawa plastyczna Barbary Przerwy
Dlaczego mówimy, że koty chadzają własnymi ścieżkami? Dlaczego czarny kot ma przynosić pecha, a złoty jest symbolem szczęścia? A czy widzieliście kiedyś kota całego w kwiatki? Koty to niezwykle wdzięczny temat dla artysty, o czym przekonamy się, oglądając różne dzieła sztuki. Farby, papier i dużo miłości do kotów to przepis na udaną zabawę plastyczną.

9 sierpnia, godz. 12.00, godz. 14.00  — Kto dogoni psa?
Zabawa plastyczna Barbary Przerwy
Pies to najlepszy przyjaciel człowieka – tak twierdzą ich miłośnicy. Historia przyjaźni człowieka z psem sięga czasów prehistorycznych. Psie portrety można znaleźć w sztuce dawnej i współczesnej – jeszcze kilkadziesiąt lat temu w prawie każdym polskim domu musiała znaleźć się figurka psa. Czy ktoś jeszcze taką ma? Po obejrzeniu kolekcji porcelanowych figurek będziemy lepić psie rzeźby z plasteliny.

14 sierpnia, godz. 12.00, godz. 14.00  — Dziwaki i pluszaki
Zabawa plastyczna Barbary Przerwy
Każdy ma lub miał swoją ulubioną zabawkę pluszową, nawet w muzeum można takie spotkać. Lubimy także słuchać bajek i wierszyków, w których zwierzęta przeżywają rozmaite przygody i mówią ludzkim głosem. W czasie warsztatów uszyjemy z kolorowych szmatek przytulaczki-dziwaczki, posłuchamy różnych wierszyków i sami zabawimy się w poetów, wymyślając krótkie rymowanki.

21 sierpnia godz. 12.00, godz. 14.00 — Zwierzęcym tropem. Podchody szlakiem zwierząt w muzeum
Zabawa plastyczna Grzegorza Wojturskiego
Tym razem wyruszymy w fascynującą podróż po odległych zakątkach muzeum, dokąd poprowadzą nas ślady różnorodnych – dzikich i domowych – zwierzaków. Wspólnie opanujemy  trudną sztukę rozpoznawania zwierząt na podstawie ich tropów, a za pomocą  obrazów poznamy ulubione miejsca ich przebywania. Ślady zwierząt doprowadzą do zaskakujących miejsc i atrakcyjnych znalezisk, które jako pamiątki można będzie wziąć ze sobą do domu.

23 sierpnia, godz. 12.00, godz. 14.00 — Syreny. Fakty i mity
Zabawa plastyczna Sławomira Ortyla
W muzeum mamy tylko jedną syrenę, ale właśnie rzadkość występowania tych frapujących istot tym bardziej powinna w dociekliwym badaczu zrodzić wiele pytań na ich temat. Ot choćby, jaką mają genealogię, jakie środowisko do życia preferują, czym (lub kim?) się odżywiają, co warunkuje, że czasami mają ptasie skrzydła a innym razem rybie ogony. No i czy możemy o nich mówić w czasie teraźniejszym, czy już niestety tylko w przeszłym.

28 sierpnia,  godz. 12.00, godz. 14.00 — Domowe zwierzęta i ich obyczaje
Zabawa plastyczna Grzegorza Wojturskiego
Każdy z nas mógłby opowiedzieć coś ciekawego o zwierzątkach domowych. Na kolejnych wakacyjnych spotkaniach w Muzeum, oglądając obrazy i rzeźby z naszych galerii, dowiemy się, co o swoich pupilach zamierzali opowiedzieć artyści. Dzieci spróbują także za pomocą kilku narysowanych scenek przedstawić przygody ze zwierzątkami. Wspólnie stworzymy małą księgę obyczajów zwierząt  domowych.

Oferta dla grup zorganizowanych:
Zajęcia dla grup zorganizowanych (półkolonie i kolonie) realizowane są odpłatnie, termin i temat zajęć prosimy ustalać telefonicznie (tel. 71 372 51 48 lub mailowo: edukacja@mnwr.pl
Liczba osób w grupie: 10-25. Cena: 4 zł/os.

Muzeum „Panorama Racławicka”
Cykl „Wakacyjne poranki z Panoramą Racławicką”, wstęp z biletem za 15 zł
Zapisy od  24 czerwca, tel. 71 344 23 44

4 i 9 lipca oraz 20 i 27 sierpnia, godz. 8:45
Zajęcia dla dzieci w wieku 6–12 lat, prowadzenie: Izabela Trembałowicz-Chęć
Po krótkim wstępie w Małej Rotundzie uczestnicy spotkania udadzą się na platformę widokową, by obejrzeć dzieło Jana Styki i Wojciecha Kossaka. Dowiedzą się, kto jeszcze brał udział w tworzeniu obrazu, jak artyści podzielili się pracą i ile czasu im ona zajęła. Nauczą się też, jak oglądać wyjątkowy obraz jakim jest panorama. Dowiedzą się ponadto, co to jest sztafaż i z czego jest zrobiony.



Muzeum Etnograficzne
wstęp z biletem za 3 zł
Zapisy od  24 czerwca, tel. 71 344 33 13 lub edukacja@muzeumetnograficzne.pl

zajęcia dla dzieci w wieku 5–12 lat

4 lipca, godz. 12.00 — Tajemnice indygo
Warsztaty Pauliny Sucheckiej
Na warsztatach dzieci dowiedzą się, co łączy współczesne dżinsy z niebieskimi tkaninami sprzed kilku tysięcy lat. Odkryją też, czy można pieczętować tkaniny i na czym polega batik. Następnie metodą inspirowaną tradycyjnym blaudrukiem wykonają pracę plastyczną.

9 lipca, godz. 12.00 — Deszczownica i grzechotnica – zabawy z dźwiękiem
Warsztaty Pauliny Sucheckiej
Na wystawie „Instrumentarium tradycyjne” uczestnicy spotkania będą mieli okazję obejrzeć sierszeńki, złóbcoki, parłaczki, burczybasy, diabelskie skrzypce, trombity i suki biłgorajskie. Zapoznają się z dawnymi, mniej znanymi instrumentami, którymi muzycy i muzykanci wiejscy wyczarowywali dźwięki, melodie i rytmy, a na koniec wspólnie wykonają muzyczną tubę i wielką grzechotkę.

11 lipca, godz. 12.00 — Dolnośląski kolaż
Warsztaty Marty Derejczyk
 Dolny Śląsk to region wielu kultur. Dziedzictwo przedwojennych mieszkańców tego terenu spotkało się z tradycjami osadników, którzy przybywali po wojnie na Ziemie Odzyskane z różnych krajów i regionów. Na warsztatach poznamy bliżej kilka wątków dolnośląskiej kultury – architekturę, malowane meble, haftowane stroje, tradycje muzyczne. W drugiej części spotkania z kolorowej mieszanki różnorodnych elementów i przy wykorzystaniu różnych materiałów i technik stworzone zostaną kolaże.

16 lipca, godz. 12.00 — Mali muzykanci
Warsztaty muzyczne Marty Derejczyk
(dla dzieci w wieku od lat 4)
Tradycyjne instrumenty mają różne kształty i kolory, możemy je oglądać, ale przecież powstały po to, żeby na nich grać! Na warsztatach uczestnicy dowiedzą się, jak wykorzystywano dawne instrumenty i w jaki sposób powstawał w nich dźwięk. Wykorzystując proste instrumenty perkusyjne, wypełnią też nowymi dźwiękami muzealną ekspozycję.

18 lipca, godz. 12.00 — Rysunkowe lato – Nikifor, domy i domki
Warsztaty Olgi Budzan
 Podczas spotkania poświęconego Nikiforowi uczestnicy warsztatów przyjrzą się jego technice malarskiej oraz spróbują stworzyć własną pracę inspirowaną architekturą Przedmieścia Oławskiego. Będzie to także świetna okazja do poznania uroków Krynicy.

23 lipca, godz. 12.00 — Rysunkowe lato – John Bauer i opowieści o lasach
Warsztaty Olgi Budzan
Warsztaty przybliżą twórczość skandynawskiego artysty, którego pasją były mity i legendy ludów północy. Każdy z uczestników warsztatów stworzy ilustrację przedstawiającą trolla w otoczeniu dzikiej przyrody, inspirując się roślinnością rosnącą wokół muzeum.

22 sierpnia, godz. 12.00 — Legendy o rzece
Warsztaty Marty Derejczyk
Wakacyjne spotkanie w muzealnym ogrodzie wypełnią opowieści o dolnośląskich rzekach i zamieszkających je (jak sobie niegdyś opowiadano) duchach i demonach. Uczestnicy zajęć sprawdzą też, czy można malować po wodzie?

27 sierpnia, godz. 12.00 — Rysunkowe lato – Iwana Bilibina „Opowieść o domku na kurzej nóżce”
Warsztaty Olgi Budzan
Podczas warsztatów uczestnicy zapoznają się z niezwykłą twórczością jednego z najznamienitszych ilustratorów baśni rosyjskich Iwanie Jakowlewiczu Bilibinie. Oprócz rysowania posłuchają też najpiękniejszych bajek naszych sąsiadów zza wschodniej granicy.

29 sierpnia, godz. 12.00 — Dlaczego drewno olchy ma kolor czerwony?
Warsztaty Pauliny Sucheckiej
Uczestnicy spotkania poznają opowieści związane z wierzeniami o magicznym działaniu różnych gatunków roślin. Dowiedzą się też, jaką rolę pełniły w lecznictwie ludowym, w obrzędowości rodzinnej i dorocznej. W drugiej części warsztatów wykonają pracę plastyczną z kolorowych liści.

Oferta dla grup zorganizowanych:
Zajęcia dla grup zorganizowanych (półkolonie i kolonie) realizowane są odpłatnie, termin i temat zajęć prosimy ustalać telefonicznie (tel. 71 344 33 13 lub mailowo: edukacja@muzeumetnograficzne.pl
Liczba osób w grupie: 10-25. Cena: 4 zł/os.)


Pawilon Czterech Kopuł Muzeum Sztuki Współczesnej
Cykl „Lato w Pawilonie”, wstęp z biletem za 1 zł
Zapisy od  24 czerwca, tel. 71 712 71 81, edukacja.pawilon@mnwr.pl

zajęcia dla dzieci w wieku 7–11 lat

9 lipca, godz. 11.00 — Czuły potwór
Warsztaty Magdaleny Kreis (WRO) i Zosi Gali (Małe WRO)
(dla dzieci w wieku 5–8 lat)
Czy potwór może być czuły? Znamy jednego, który na pewno taki jest! To Senster – kinetyczna rzeźba sprzed prawie 50 lat, która ma niezwykłą historię. Poznacie ją podczas warsztatu, a także będziecie mieli okazję zbudować swojego Senstera. Pomoże Wam w tym dwunastoletnia Zosia Gala, jedna z uczestniczek projektu Małe WRO, która bardzo polubiła tego robota.

13 lipca, godz. 11.00 — Słowa włączyły się do zabawy
Warsztaty Justyny Oleksy
(dla dzieci w wieku 6–12 lat)
Jest taka „maszyna”, która działała na długo przed wynalezieniem elektryczności, komputerów i wir­tualnej rzeczywistości. Tworzy ona niesamowite struktury, zaskakujące połączenia i nowatorskie idee. Jest nią ludzki mózg! Zagłębimy się w ulubione przez surrealistów gry, sprawdzimy, jakie wiersze pisze dla nas wyszukiwarka Google’a oraz co powiedzieliby na to dadaiści.
Ruszają maszynerie skojarzeń!

16 lipca, godz. 11.00 — W drogę!
Warsztaty Malwiny Hajduk (WRO)
Jak zorganizować niskobudżetowe wakacje? Namalować piękną tapetę, a potem zrobić sobie sesję zdjęciową na jej tle. W ten sposób łatwo przeniesiemy się nad rodzime morze, w góry, na egzotyczną plażę czy w inne miejsc na Ziemi… albo i w Kosmosie! Zainspirowani pracą japońskiego artysty Shoty Yamauchiego DETOUR, nie wychodząc z Muzeum, ruszymy na wyprawę, tworząc krótkie sekwencje wakacyjnego filmu drogi.

20 lipca, godz. 11.00 — O czym marzą drzewa?
Warsztaty Iwony Gołaj
Na dziedzińcu Pawilonu Czterech Kopuł wyro­sło drzewo. Sprawdzimy, czy i w jaki sposób porozumiewa się ono z otoczeniem. Spróbujemy również podsłu­chać, o czym rozmawiają drzewa wokół Muzeum. Czy można im wyszeptać swoje tajemnice? By drzewa w parku miały o czym szumieć przez następne stulecia, zagramy im koncert. Może nawet uda nam się wywołać deszcz?

23 lipca, godz. 11.00 — Z lotu ptaka
Warsztaty Lilianny Leń (WRO)
Czy tylko drony mogą filmować świat z góry? A co, jeśli zaprosilibyśmy do współpracy gołębia-kamerzystę? Inspirując się pracami wideo prezentowanymi na wystawie „Biennale Sztuki Mediów WRO 2019: CZYNNIK LUDZKI / HUMAN ASPECT”, w których oglądamy ujęcia z lotu ptaka, stworzymy wielki tkaninowy patchwork. Na materiałowy obraz złożą się zbliżenia i fragmenty krajobrazów widzianych z góry. Ta stworzona wspólnie kolorowa kompozycja będzie idealnym miejscem do wakacyjnego wylegiwania się.

27 lipca, godz. 11.00 — Robot dance
Warsztaty WRO
Brzuch okrągły. Głowa trójkątna. A nogi – może prostokątne? Nie ma jednej reguły. Uczestnicy warsztatów wykonają dla siebie geometryczne kostiumy oraz sprawdzą, czy łatwiej im będzie zatańczyć w nim taniec robotów.

3 sierpnia, godz. 11.00 — Gra muzealna: runda pierwsza
Warsztaty Iwony Gołaj
W sierpniu na wszystkich zajęciach z cyklu „Lato w Pawilonie” dzieci i ich rodzice poznawać będą  trudne wyrazy i określenia, za którymi kryją się  prace znanych polskich artystów współczesnych. Na początek wyzwanie: monotypia, czyli co? Uczestnicy zajęć będą mogli sami wykonać prace tą techniką, którą stosowała m.in.  Maria Jarema w swoich abstrakcyjnych obrazach.

6 sierpnia, godz. 11.00 — Gra muzealna: runda druga
Warsztaty Iwony Gołaj
Abakan, czyli co? Tym razem uczestnicy muzealnej zabawy spróbują wspólnie wykonać miękką, tekstylną rzeźbę inspirowaną „Abakanami”, czyli  monumentalnymi obiektami z sizalowego, barwionego włókna, dzięki którym autorka tych dzieł – Magdalena Abakanowicz – znana jest na całym świecie.

10 sierpnia, godz. 11.00 — Gra muzealna: runda trzecia
Warsztaty Agaty Iżykowskiej-Uszczyk
Assamblage, czyli co? Runda trzecia muzealnej gry. Widelec, świeczka i widły – czy to są przedmioty, z których można zrobić dzieło sztuki? Wyposażeni w mapy, postaramy się odkryć wszystkie nietypowe przedmioty znajdujące się w przestrzeni ekspozycji.

13 sierpnia, godz. 11.00 — Gra muzealna: runda czwarta
Warsztaty Justyny Oleksy
Multiplikacja, czyli co? Po co robić kilka takich samych elementów? Nie wystarczyłby jeden? Wiele jednakowych postaci. Stado dziwnokształtnych stworów. Trzydzieści trzy koty. Po co aż tyle?
W czwartej rundzie muzealnej gry sprawdzimy, jaką moc ma stado. Stworzymy także własne. Gdzie zamieszka? Czy będzie miało wspólne marzenia? Sposób poruszania się? Ulubione smaki? Kolory?

20 sierpnia, godz. 11.00 — Gra muzealna: runda piąta
Warsztaty Agaty Iżykowskiej-Uszczyk
Ambalage, czyli co? Runda piąta muzealnej gry. Parasole w dłoń! Śladami Tadeusza Kantora udamy się na wyprawę w poszukiwaniu deszczowych opowieści. Sprawdzimy, jakie historie kryją się pod parasolami oraz czy nie potrzeba im dodać trochę koloru.

24 sierpnia, godz. 11.00 — Gra muzealna: runda szósta
Warsztaty Justyny Oleksy
Materia, czyli co? W czasie ostatniej rundy muzealnej gry wyostrzymy zmysły. To warsztaty stworzone dla tych, których kusi, żeby dotykać obrazów i rzeźb. Gładkie, szorstkie, śliskie, chropowate… Z czego są zrobione? Jak pachną? Zamkniemy oczy, wybierzemy najciekawszy materiał na dzieło i stworzymy własne prace należące do estetyki sztuki materii, których będziemy mogli dotykać do woli!

Oferta dla grup zorganizowanych:
Zajęcia dla grup zorganizowanych (półkolonie i kolonie) realizowane są odpłatnie, termin i temat zajęć prosimy ustalać telefonicznie (tel. 71 712 71 81 lub mailowo: edukacja.pawilon@mnwr.pl
Liczba osób w grupie: 20. Cena: 4 zł/os.

informacja prasowa, materiały Muzeum Narodowego

środa, 30 maja 2018

„53 wojny” Ewy Bukowskiej w konkursie Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Karlowych Warach!

„53 wojny” w reżyserii Ewy Bukowskiej z Magdaleną Popławską i Michałem Żurawskim w rolach głównych znalazł się w konkursie Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Karlowych Warach. 

53 wojny, M. Popławska, K. Preis, fot. Robert Jaworski
Scenariusz filmu powstał na podstawie autobiograficznej książki Grażyny Jagielskiej „Miłość z kamienia. Życie z korespondentem wojennym”. Polska premiera zaplanowana jest na 19 października. Wcześniej film będzie również walczył o Wielkiego Jantara Koszalińskiego Festiwalu Debiutów Filmowych  „Młodzi i Film”.

Film Ewy Bukowskiej to historia inspirowana prawdziwymi wydarzeniami. Anka i Witek są kochającym się małżeństwem. On jest korespondentem wojennym, który większość roku spędza na wojnie. Ona nieustannie czeka, aż mąż wróci do domu. Anka stara się żyć normalnie, jednak niepewność o życie Witka coraz bardziej zatruwa jej rzeczywistość. Gdy on po raz kolejny wyjeżdża w rejony objęte wojną, ona zaczyna szykować się na najgorsze…

Film „53 wojny” to opowieść wielowymiarowa. Dziś wojna, przemoc, konflikty lokalne, terroryzm i ogólna destabilizacja to codzienność.  Jednym z poziomów filmu, a jednocześnie tłem opowiadania, jest dwadzieścia lat wojen w strategicznych rejonach świata.  Film jest zbudowany na opozycji: intymność dwójki głównych bohaterów versus pozornie odległy świat lokalnych konfliktów. – mówi o swoim pełnometrażowym debiucie Ewa Bukowska. 

53 wojny, M. Popławska, fot. Robert Jaworski

W rolę głównej bohaterki wcieliła się Magdalena Popławska.

Dużo wcześniej przeczytałam książkę Grażyny Jagielskiej „Miłość z kamienia” – to fascynująca historia, więc gdy dowiedziałam się, że scenariusz powstał na jej podstawie,  w ciemno byłam gotowa to grać. Uwielbiam takie historie: po pierwsze o kobietach, po drugie o osobach złamanych, po przejściach, z niełatwym losem, jak wiele z nas. – mówiła aktorka, która we wrześniu minionego roku na Festiwalu Polski Filmów Fabularnych  w Gdyni odebrała nagrodę za najlepszą drugoplanową rolę kobiecą w filmie „Atak paniki”.

Jak piszą organizatorzy festiwalu w Karlowych Warach, „53 wojny” to „sugestywny dramat psychologiczny, adaptacja autobiograficznej książki Grażyny Jagielskiej o doświadczaniu wojny z drugiej ręki: nie trzeba być na miejscu wydarzeń, by miały one destrukcyjny wpływ na nasze życie”.

Oprócz Magdaleny Popławskiej i Michała Żurawskiego na ekranie zobaczymy Kingę Preis, Dorotę Kolak i Krzysztofa Stroińskiego. Autorem zdjęć jest operator Tomasz Naumiuk, dwukrotnie nagrodzony podczas Festiwalu Młodzi i Film w Koszalinie („Amok”, „Disco Polo”). Za montaż odpowiada Agnieszka Glińska (m.in. „Atak paniki”, „Komunia”, „11 minut”, „Jeziorak”, „Polskie gówno”, „Yuma”). Producentem filmu jest Studio Munka-SFP, które ma na swoim koncie takie filmy, jak „Lęk wysokości”, „Królewicz Olch”, czy głośna „Cicha Noc”.

W Karlowych Warach „53 wojny” znalazły się w konkursie „East Of the West”. To sekcja międzynarodowa pierwszych i drugich filmów z Europy Centralnej i Wschodniej, Bałkanów, Grecji, krajów byłego Związku Radzieckiego i Azji Wschodniej prezentowanych jako światowe, międzynarodowe lub europejskie premiery. Dla „53 wojen” będzie to premiera międzynarodowa.

53 wojny, M. Popławska, M. Żurawski, K. Stroiński, fot. Robert Jaworski

Polskie produkcje w Karlowych Warach już nie raz były świetnie przyjmowane. Z nagrodami wyjechali twórcy takich filmów, jak m.in. „Cześć, Tereska”(2001), „Mój Nikifor” (2005), „Rysa” (2009), „Matka Teresa od kotów” (2010), „Płynące wieżowce” (2013), czy zeszłoroczne „Ptaki śpiewają w Kigali”.

„53 wojny” znalazły się również w konkursie Festiwalu Młodzi i Film. To najstarszy w Polsce festiwal, podczas którego można zobaczyć tylko debiuty. W  Koszalinie debiutowali między innymi Krzysztof Zanussi, Agnieszka Holland, Xawery Żuławski, Tomasz Wasilewski, Łukasz Palkowski, Sławomir Fabicki, Katarzyna Rosłaniec, Maria Sadowska, Kuba Czekaj, Jan P. Matuszyński, Marcin Wrona, czy Dariusz Gajewski.

Do polskich kin „53 wojny” trafią 19 października. Dystrybutorem jest NEXT FILM.

informacja prasowa,

poniedziałek, 13 listopada 2017

„Nikifor” czyli „Niosący zwycięstwo” /recenzja filmowa "Mojego Nikifora"/

Nic nie dorówna życiu pokornemu, nieświadomemu, upartemu.
Paul Claudel

Mój Nikifor, plakat
Film „Mój Nikifor” Krzysztofa Krauzego i Joanny Kos-Krauze  prowokuje do refleksji nad pytaniami fundamentalnymi: „Kim jestem?”, „Po co żyję?”, „Ku czemu zmierzam?”...
Żyjemy w kulcie sukcesu i „bycia Kimś”, ale co to tak naprawdę znaczy? I czy w ogóle coś znaczy?

Krystyna Feldman w filmie Mój Nikifor

      Tytułowy bohater zdaje się być uosobieniem Nikogo, a jednak – paradoksalnie – staje się Kimś o wiele bardziej niż ci, którzy nim pogardzają i uważają za żebraka i nieudacznika.
Nikifor był nieślubnym dzieckiem, kaleką i analfabetą.  Nie używał prawdziwego nazwiska. Sam podpisywał swoje prace „NIKIFOR MALARZ – NIKIFOR ARTYSTA.  Dopiero po wielu latach okazało się, że był Łemkiem i prawdopodobnie nazywał się Epifan Drowniak. Był człowiekiem głębokiej wiary i artystą z Bożej łaski. Od dzieciństwa chodził do cerkwi, a jego malarstwo ma wiele wspólnego z tradycją cerkiewnych ikon.

  Film Krauzego ukazuje kilka ostatnich lat z życia malarza i nie ma bynajmniej ambicji biograficznych. Postać Nikifora staje się tu pretekstem do rozważań nad powołaniem artysty, ale i każdego człowieka.

  Czym jest sztuka dla Nikifora? Jest zapisem otaczającej go rzeczywistości, ale sięga poza nią samą, zmierzając w stronę metafizyki i Transcendencji – do Boga. Ważna zdaje się być postawa artysty wobec swojej pracy. Jest w niej wiele pokory, uporu, on sam nie liczy się zupełnie. Prawie nie mówi, niewiele zajmują go sprawy doczesne, pracuje nieomal zawsze, bez względu na okoliczności.

Nikifor (Krystyna Feldman), Marian Włosiński (Roman Garncarczyk)

   Film ukazuje go w zgrzebnych dekoracjach Polski lat 60: socjalistyczne hasła, proste teksty piosenek Kasi Sobczyk („O mnie się nie martw!”) czy Ludmiły Jakubczak – cały ten światek przywodzi raczej na myśl naiwne malarstwo niż materialną rzeczywistość. Przed naszymi oczami przesuwają się statyczne „obrazki” małego miasta odrealnionego nocą, kiedy błyszczy światłami na tle granatowego nieba. Większość scen rozgrywa się we wnętrzach, ale prawdziwa rzeczywistość rodzi się między ludźmi. Te, ledwo naszkicowane, realia zostają zresztą „unieważniona” w końcowej sekwencji filmu i zastąpione rzeczywistością o cechach niezmiennych – utrwaloną na obrazach Nikifora. Zanim to jednak nastąpi, zanim „oswoimy” bohatera, autorzy filmu przywrócą nam zapomnianą nieco postać malarza „naiwnego”, abyśmy – jak w biblijnej przypowieści – mogli rozpoznać w nim „swojego” Nikifora.

Krystyna Feldman w roli Nikifora

      Kiedy widzimy go po raz pierwszy, patrzymy na niego oczami głównego bohatera – Mariana Włosińskiego (w tej roli Roman Garncarczyk), to znaczy prawie go nie dostrzegamy. Pod koniec filmu, gdy Nikifor umiera, wzruszeni, ocieramy łzę, jakbyśmy stracili kogoś bliskiego... Pomiędzy tymi scenami stajemy się świadkami przemiany, która zachodzi w życiu Włosińskiego.
     Włosiński jest z wykształcenia malarzem, ma jednak świadomość, że brak mu prawdziwego talentu. Sam określa siebie ironicznie jako „plastyka na gwizdek”. Perspektywa kariery w Krakowie nęci go przez chwilę, ale nie jest to typ karierowicza. Wtedy to w jego życiu pojawia się Nikifor. Początkowo traktuje go jako niegroźnego pomyleńca, który irytuje go i zarazem fascynuje swoją odmiennością. To nie jest przypadek, że „wprowadza się” właśnie do jego pracowni, aby w niezwykłym skupieniu całymi dniami malować. Właściwie prawie ze sobą nie rozmawiają, a jednak tworzy się między nimi pełna napięcia więź. Odczuwa ją także rodzina bohatera – żona i dwie córeczki. Jego milcząca obecność w tej rodzinie przybiera jednak dramatyczne oblicze, kiedy okazuje się, że Nikifor jest poważnie chory na gruźlicę. Ponieważ Włosiński nie potrafi czy też nie może pozbyć się intruza, robi to za niego żona. Przegnany z pracowni, bez słowa odchodzi. Nie buntuje się, bo doświadczenie wygnania jest obecne w jego życiu od początku, ale nie znaczy to, że mu nie doskwiera, że nie boli. Film subtelnie pokazuje, że jednak mu ono ciąży, kiedy w pięknie sfilmowanej przez Krzysztofa Ptaka scenie widzimy jak ciężko opada na łóżko i nie ma nawet siły zdjąć butów. Oznajmia też  z goryczą, że nie będzie już więcej malował... Trwa to jednak krótko, bo w następnej scenie widzimy go podążającego w stronę miasteczka, żeby „zarobić na opał”.

kadr z filmu

      Włosiński próbuje teraz „żyć normalnie”: kiedy spacerując z córkami napotyka siedzącego na murku malarza, ucieka na drugą stronę ulicy, jak się ucieka od swego przeznaczenia. Ale od swego przeznaczenia uciec się nie da.... Rezygnuje z kariery, z wyjazdu do Krakowa, a nawet z rodziny. To nie są racjonalne wybory i film nie próbuje nas o tym przekonać. Przeciwnie: prowokuje do zastanowienia nad własnymi postawami, tak często odległymi od racjonalnych.  Postawa tego, który „siebie ofiarowuje” zracjonalizować się nie daje, ale przecież wiemy jak bardzo buduje ona dającego, jak bardzo on się wtedy „staje”...

     Trzeba w tym miejscu szczególnie podkreślić znakomitą kreację Krystyny Feldman. Mistrzyni epizodu, aktorka charakterystyczna, która – można bez przesady powiedzieć – zagrała rolę swego życia. Jest do Nikifora nie tylko łudząco podobna, ale przede wszystkim stworzyła niezwykle bogaty portret malarza i człowieka. Bez niej nie byłoby tego filmu w takim kształcie. Wiernie sekunduje jej Roman Garncarczyk, grający Romana Włosińskiego – ciepły, przekonujący i prawdziwy.

Krystyna Feldman jako Nikifor

W jakimś momencie Włosiński staje się postacią nieomal ewangeliczną: opiekuje się chorym malarzem, tuła wraz z nim, zmusza go do leczenia, nosi, myje mu nogi.

 Najwyższy wymiar sztuka zyskuje dopiero wtedy, kiedy uwalniamy się od swojego „ja”. (...) – wyjaśnia w wywiadzie reżyser – Z trwogi jak to „ja” wypada w oczach świata, tracimy intuicję, zaczynamy naśladować, przestajemy mówić własnym głosem. (...) Pełnię sztuki osiąga się tą samą drogą jak pełnię człowieczeństwa. Tylko kiedy porzuci się „ja”, można rozpoznać w drugim człowieku siebie samego.

Włosiński przechodzi duchową przemianę od „ja” do „nikt”, to znaczy od „brać” do „dawać”; od egzystencji nieautentycznej, zniewolonej i zaburzonej do życia w prawdzie, wolnego od presji innych. Taka postawa może się wydawać heroiczna i zapewne taką jest. Autentyczne życie, wypełnione ciszą, w której można usłyszeć głos własnego powołania, nie może być łatwe, ale czy „pogoń za wiatrem” może przynieść człowiekowi radość spełnienia..?

kadr z filmu Mój Nikifor

     Kiedy się to wszystko staje, jesteśmy świadkami scen pięknych i „jasnych” – dosłownie i w przenośni, scen niosących pociechę: wyjazdy za miasto, wystawa w Zachęcie, ciepły humor towarzyszą nam już do końca filmu.

      Nikifor nie zajmował się promocją swojej twórczości, a jednak stał się jednym z najbardziej znanych malarzy neoprymitywistów. Tak niewiele potrzebował ten artysta, aby wyczarować świat pełen znakomitej linearnej formy i przepięknej kolorystyki – prosty i skomplikowany zarazem. Świat utrwalony w jego obrazach odnajdziemy przede wszystkim w końcowej sekwencji filmu, w przepięknych zdjęciach operatora Krzysztofa Ptaka. Statyczne ujęcia Krynicy nocą i w czasie dnia, nieśpieszny, służący refleksji rytm obrazów, zmienia się w finale w prawdziwą feerię barw i niezwykłych treści. Widzimy w nich zawartą całą przebogatą wyobraźnię Nikifora, czerpiącą z głębokiej wiary i – ostatecznie – zwycięską.
Imię Nikifor pochodzi od greckich słów: „nike” i „foros” – „niosący zwycięstwo”... 

rysunek Nikifora
A oto eleganccy święci spacerują wraz z kuracjuszami po krynickim deptaku, widać domy i stacyjkę, suną dorożki. Pośród nich dominuje duża sylwetka wykwintnego pana z pędzlem i akcesoriami do malowania. Jak na płótnach starych mistrzów, patrzy on na nas i nie mamy wątpliwości, że jest to autoportret artysty, prawdziwego artysty. A świat przed naszymi oczami, darowany nam przez niego - to świat prawdziwy, piękny i harmonijny, w którym – wiemy to z całą pewnością – bylibyśmy prawdziwie szczęśliwi.
Kadr z filmu "Mój Nikifor"



Mój Nikifor, trailer


Recenzja ukazała się pierwotnie w "Nowym Życiu" 2004/11, s. 9

Film otwarcia 51. FPFF

21 września (poniedziałek) o godzinie 19:00 odbędzie się Uroczystość Otwarcia 51. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Teatrze Muzycznym ...

Popularne posty