Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania miłość, posortowane według daty. Sortuj według trafności Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania miłość, posortowane według daty. Sortuj według trafności Pokaż wszystkie posty

środa, 21 października 2026

Wydarzenia w Muzeum Narodowym we Wrocławiu i Oddziałach /22-25 października 2026/

Opowieść o artystycznej rodzinie Kossaków oraz sztuka starożytnej Grecji – to tematy wykładów Beaty Stragierowicz i Izabeli Trembałowicz-Chęć, które zaplanowano w Muzeum Narodowym we Wrocławiu w nadchodzący weekend. Muzeum Etnograficzne zaprasza na meksykańskie zaduszki, czyli warsztaty wokalne pieśni o życiu i śmierci oraz warsztaty rodzinne z Julietą González-Springer.

Wojciech Kossak, Magdalena Samozwaniec i Stefan Jerzy Jasnorzewskim, 1936,
Narodowe Archiwum Cyfrowe

W Pawilonie Czterech Kopuł Muzeum Sztuki Współczesnej można m.in.: spotkać się z Magdaleną Cielecką – ambasadorką Pawilonu w roku jego 10-lecia; wysłuchać wykładu Agnieszki Patały o średniowiecznych śląskich nastawach ołtarzowych; wybrać się na oprowadzanie po wystawie „Kolekcja sztuki polskiej II poł. XX i XXI wieku”. Odbędą się także warsztaty dla maluszków, a poranny rozruch ze sztuką współczesną zapewni Justyna Oleksy.

Muzeum Narodowe we Wrocławiu

24.10, g. 12:00 

Artystyczna rodzina Kossaków. Wykład Beaty Stragierowicz z jubileuszu 170-lecia urodzin Wojciecha Kossaka

Opowieść o rodzie Kossaków – z kilkoma wielkimi postaciami ważnymi dla polskiej kultury. Malarze Juliusz, Wojciech i Jerzy kształtowali naszą zbiorową wyobraźnię, a poetka Maria Pawlikowska-Jasnorzewska docierała do zakamarków duszy. Z kolei pisarka Zofia Kossak-Szczucka (secundo voto Szatkowska) tworzyła powieści historyczne i dała świadectwo swą piękną postawą podczas II wojny światowej.

Wstęp wolny

Miejsce: Muzeum Narodowe we Wrocławiu


25.10, g. 11:00 

Sztuka starożytnej Grecji, czyli u źródeł klasycznej harmonii. Wykład Izabeli Trembałowicz-Chęć w ramach cyklu „Kurs historii sztuki”

Czy kiedy mieszkańcy starożytnej Grecji tworzyli sztukę, mogli przypuszczać, że opracowane przez nich porządki architektoniczne, kanony postaci, a nawet malarstwo, będą wykorzystywane twórczo lub wręcz odtwórczo przez następne dwa i pół tysiąca lat?

Na to pytanie wykład nie odpowie, ale jego słuchacze będą mogli zapoznać się z najważniejszymi dziełami greckiej architektury, rzeźby i malarstwa oraz przekonać się, jak bardzo sztuka Hellady wciąż jest obecna w otaczającej nas rzeczywistości.

Bilety w cenie 15 zł

Miejsce: Muzeum Narodowe we Wrocławiu, s. 116, I piętro


Diade Muertos, fot. domena publiczna


Muzeum Etnograficzne

23.10, g. 17:00

Pieśni życia i śmierci. Pieśni o miłości i tęsknocie za naszymi zmarłymi. Mistrzowskie warsztaty wokalne, prowadzenie: dr Julieta González-Springer

Zapraszamy na wyjątkowe spotkanie z tradycyjnymi meksykańskimi pieśniami, które celebrują radość życia, miłość i pamięć o tych, którzy odeszli. Wspólnie odkryjemy ich niezwykłą energię, emocje i piękno, ucząc się poprzez śpiew i bezpośredni przekaz ustny. Nie musisz znać nut ani mieć wcześniejszego doświadczenia wokalnego – wystarczy otwartość i chęć wspólnego śpiewania. To będzie czas na muzykę, spotkanie i zanurzenie się w bogatej tradycji Meksyku!

Bilety w cenie 20 zł

Zapisy: edukacja@muzeumetnograficzne.pl lub 71 344 33 13

Miejsce: Muzeum Etnograficzne we Wrocławiu


24.10, g. 12:00

Jeszcze raz razem. Dia de los Muertos / Meksykańskie Zaduszki. Warsztaty rodzinne dla dzieci w wieku 6–12 lat w ramach cyklu „Etno w południe”, prowadzenie: dr Julieta González-Springer

W trakcie spotkania wspólnie odkrywać będziemy niezwykłą tradycję meksykańskiego Día de los Muertos – Święta Zmarłych. To wyjątkowy czas pamięci, wdzięczności i celebrowania więzi z bliskimi, którzy odeszli. W kulturze meksykańskiej śmierć nie jest wyłącznie powodem do smutku. 1 i 2 listopada rodziny wspominają swoich zmarłych, wierząc, że ich dusze powracają na ziemię, by ponownie spotkać się z żyjącymi przy wspólnym stole. Ważnym elementem tej tradycji są bogato dekorowane ołtarze na cześć tych, którzy odeszli, jest to nieodłączna część meksykańskiego rytuału Święta Zmarłych. Na ołtarzach pojawiają się są świece, kadzidło, ulubione potrawy zmarłego, słodycze, papierosy, tequila. Ołtarze dodatkowo dekorowane są czaszkami z czekolady, cukru i mnóstwem kwiatów.

Podczas tych międzypokoleniowych warsztatów poznamy symbolikę Día de los Muertos i wspólnie stworzymy dekoracje na tradycyjny meksykański ołtarz. Własnoręcznie przygotujemy kolorowe ozdoby inspirowane meksykańską sztuką i tradycją. Będzie to spotkanie pełne kolorów, kwiatów, symboli i opowieści oraz okazja do twórczego działania, poznania meksykańskiej kultury oraz wspólnego celebrowania pamięci o tych, którzy są dla nas ważni. Zapraszamy całe rodziny i wszystkich, którzy chcą razem tworzyć, poznawać i doświadczać meksykańskiej tradycji.

Bilety w cenie 10 zł

Zapisy: edukacja@muzeumetnograficzne.pl lub 71 344 33 13

Miejsce: Muzeum Etnograficzne we Wrocławiu


25.10, g. 12:00

Amulet z zaginionego miejsca. Warsztaty rodzinne dla dzieci w wieku 6–12 lat w ramach cyklu „Etno w południe” towarzyszące wystawie „Życie na węglu. Ludzie, krajobrazy, dziedzictwo w obliczu transformacji energetycznej”, prowadzenie: Olga Caturian

Wyobraźcie sobie, że trafiliście do miejsca, którego nie ma już na żadnej mapie. Zostały po nim tylko ślady: fragment domu, stara droga, roślina, która wyrosła tam, gdzie kiedyś mieszkali ludzie. Czy potraficie je odnaleźć i zachować? Podczas warsztatów towarzyszących wystawie „Życie na węglu…” wyruszymy tropem zaginionych Wigancic Żytawskich – wsi związanej z historią kopalni i elektrowni w Turowie. Poszukamy śladów ludzi, ich codziennego życia i natury, która stopniowo odzyskuje dawne miejsca. A potem każdy z nas stworzy własny amulet z zaginionego miejsca, pamiątkę, która będzie przechowywać jego własną historię.

Bilety w cenie 10 zł

Zapisy: edukacja@muzeumetnograficzne.pl lub 71 344 33 13

Miejsce: Muzeum Etnograficzne we Wrocławiu

fot. Arkadiusz Podstawka



Pawilon Czterech Kopuł Muzeum Sztuki Współczesnej


22.10, g. 10:10

Dzień dobry. Poranny rozruch. Przedpołudniowe warsztaty ruchowe, prowadzenie: Justyna Oleksy

Gdyby te zajęcia były hasztagami, byłyby to: #wdech, #wydech, #ruch, #poranek, #sztuka współczesna, #czwartek, #dobrostan. 

„Dzień dobry” to cotygodniowy poranny rozruch pod niebem dziedzińca Pawilonu Czterech Kopuł – łagodna praktyka ruchowa, zaproszenie do wglądu w ciałopoczucie, osadzenia się w kontekście dnia i tygodnia. Ćwiczenia poprzedza kwadrans spędzony na wystawie i wspólny namysł nad wybranym dziełem sztuki, które staje się potem swobodną inspiracją do praktyk ruchowych.

Dla kogo? Dla tych, którzy potrzebują inspirującego, lekkiego startu w dzień. Dla tych, którym w okolicach czwartego dnia tygodnia przyda się zastrzyk energii i mobilizacji, ale także nieco wytchnienia.

Co wziąć ze sobą? Wygodny strój i butelkę wody. Przy sprzyjającej aurze warsztaty odbywają się w ogrodzie rzeźb za muzeum. Zbiórka przy kasie Pawilonu Czterech Kopuł.

Bilety w cenie 15 zł

Zapisy: justyna.oleksy@mnwr.pl lub tel. 71 712 71 81

W razie pytań lub potrzeby zapisania liczniejszej grupy – zachęcamy do kontaktu mailowego

Miejsce: Pawilon Czterech Kopuł Muzeum Sztuki Współczesnej


23.10, g. 11:00

Przystanek: Pawilon. Przedpołudniowe warsztaty dla seniorek i seniorów, prowadzenie: Justyna Oleksy

Rozpoczynamy nowy „rok akademicki” od wizyty na wystawie iście nieakademickiej. Zapraszamy do przestrzeni, gdzie przeszłość przeplata się z teraźniejszością, gdzie ślady wystawy sprzed 100 lat są wręcz namacalne, gdzie sztuka gotyku zyskuje współcześnie emocjonalny wymiar. 

Przed nami kolejny sezon warsztatów dla seniorek i seniorów, które rozpoczynają się rozgrzewką ciała i wyobraźni, a swoją kontynuację mają każdorazowo na wystawach. Ekspozycje zwiedzamy w pogłębiony sposób, znajdując przestrzeń na indywidualne refleksje i niebanalne podejścia, dzięki czemu odkrywamy często niespodziewane konteksty.

Bilety w cenie 15 zł, z Wrocławską Kartą Seniora – 3 zł

Zapisy: edukacja.pawilon@mnwr.pl, 71 712 71 81

Miejsce: Pawilon Czterech Kopuł Muzeum Sztuki Współczesnej


23.10, g. 16:00

O czwartej pod Kopułami. Oprowadzanie po wystawie kolekcji w Pawilonie Czterech Kopuł Muzeum Sztuki Współczesnej

A może by tak zacząć weekend od spotkania ze sztuką? Pawilon Czterech Kopuł zaprasza na oprowadzanie po ekspozycji stałej prezentującej kolekcję sztuki polskiej II połowy XX i XXI wieku. Spotkanie zawsze o tej samej porze – w piątek o czwartej – pod Kopułami.

Wstęp z biletem na wystawę stałą

Miejsce: Pawilon Czterech Kopuł Muzeum Sztuki Współczesnej


24.10, g. 18:00

Ambasadorzy Pawilonu: spotkanie z Magdaleną Cielecką. Prowadzenie: Anna Chmielarz

Zapraszamy na wyjątkowe spotkanie z cyklu „Ambasadorzy Pawilonu Czterech Kopuł”. Naszą gościnią będzie Magdalena Cielecka – wybitna aktorka teatralna, filmowa, telewizyjna, miłośniczka sztuki. Spotkanie będzie niezwykłą okazją do tego, aby porozmawiać m.in. o potrzebie obcowania ze sztuką i posłuchać o ulubionych dziełach Magdaleny Cieleckiej eksponowanych na wystawie stałej w Pawilonie.

Wstęp wolny

Miejsce: Pawilon Czterech Kopuł Muzeum Sztuki Współczesnej


25.10, g. 11:00

Reprodukcje – portret światła. Rodzinne warsztaty Mai Kwiecińskiej dla rodziców i dzieci w wieku do lat 2, wydarzenie w ramach cyklu #muzealniaki_pod_kopułą

Jak zbadać istotę światła za pomocą sztuki? Wydaje się, że to pytanie nurtowało Jana Chwałczyka przez całą jego działalność artystyczną. W cyklu „Reprodukcje” tworzył obiekty, które były zależne od aktualnie padającego światła. Światło tworzyło kolorowe odbicia lub cienie, dlatego obiekt powieszony w różnych miejscach i o różnych porach dnia wyglądał inaczej. Przy akompaniamencie brzdąkania oglądniemy jedną z „Reprodukcji”, której elementem są przypominające struny gitary napięte linki. Następnie sami skonstruujemy grające arcydzieło i zagramy wspólnie brzdąkający koncert!

Bilety w cenie 10 zł

Zapisy: edukacja.pawilon@mnwr.pl, 71 712 71 81

Miejsce: Pawilon Czterech Kopuł Muzeum Sztuki Współczesnej


25.10, g. 13:00 i 14:30

Brzdąkające dzieło sztuki. Rodzinne warsztaty Mai Kwiecińskiej dla rodziców i dzieci w wieku 3–5 lat w ramach cyklu „Sztuczki w Pawilonie”

Brzdęk, brzdęk… tego dzieła sztuki aż chciałoby się dotknąć i zagrać na nim jak na gitarze! Jan Chwałczyk często rozpinał struny na wcześniej przygotowanych ekranach i w ten sposób jego dzieła „malowały się” same poprzez cienkie linie cienia rzucanego przez żyłki. Na wystawie obejrzymy wyglądające jak instrument muzyczny dzieło Chwałczyka, a potem sami napniemy struny nad białymi ekranami i może… zagramy koncert na naszych arcydziełach!

Bilety w cenie 10 zł

Zapisy: edukacja.pawilon@mnwr.pl, 71 712 71 81

Miejsce: Pawilon Czterech Kopuł Muzeum Sztuki Współczesnej


25.10, g. 16:00

Śląskie gotyckie retabula i ich drugie życie w XX w. Wykład dr Agnieszki Patały towarzyszący wystawie „Stulecie. W rocznicę wielkiej wystawy śląskiej sztuki średniowiecznej”

Nastawy ołtarzowe, nazywane też retabulami, czy potocznie – choć błędnie – ołtarzami, stanowiły jedną z najważniejszych gałęzi produkcji aktywnych na średniowiecznym Śląsku warsztatów rzeźbiarsko-malarskich. Do naszych czasów zachowało się około 150 tego typu obiektów przechowywanych we wnętrzach kościołów lub w przestrzeniach muzealnych. Frapujące okazują się zresztą nie tylko okoliczności ich powstania oraz pierwotne funkcje, lecz również późniejsze losy. Niejednokrotnie bowiem stawały się uczestnikami działań o znaczeniu propagandowym, narzędziem manipulacji, a także obiektami umożliwiającymi budowanie i umacnianie – w pozytywnym znaczeniu – tożsamości danej społeczności.

Wstęp wolny

Miejsce: Pawilon Czterech Kopuł Muzeum Sztuki Współczesnej


informacja prasowa

wtorek, 20 października 2026

12. Festiwal Filmowy Spektrum – czas start!

Dziś rozpoczyna się 12. Festiwal Filmowy Spektrum! Przed świdnicką publicznością sześć dni świetnego kina, spotkań z twórczyniami i twórcami filmowymi, a także wydarzenia towarzyszące. Na które punkty programu warto zwrócić uwagę jeszcze przed weekendem?

NASZA REWOLUCJA, fot. Anna Włoch


WTOREK, 20 PAŹDZIERNIKA


Pokaz filmu “Nasza rewolucja” (reż. Piotr Domalewski)


W pierwszym dniu festiwalu, jeszcze przed galą otwarcia, zaplanowano przedpremierowy pokaz “Naszej rewolucji”. Piotr Domalewski (którego “Ministranci” podbiły serca świdnickiej publiczności w 2025 roku) tym razem opowiada o historii miłości Jacka i Grażyny Kuroniów. On – żywiołowy, głośny, charyzmatyczny. Ona – odważna, delikatna, pełna ciepła. Bezgranicznie w sobie zakochani i przekonani, że razem mogą zmieniać świat Rezygnują z prywatności, by oddać życie walce o wolność. Czy w tak potwornie trudnych czasach, miłość może zwyciężyć?


Gala otwarcia festiwalu, pokaz filmu “Cudze rzeczy” (reż. Grzegorz Dębowski) i spotkanie z aktorkami, Moniką Sabiną Kwiatkowską i Martyną Rozwadowską


Festiwal otworzą “Cudze rzeczy”, które po światowej premierze w Wenecji i nagrodzie Bisato d’Oro za najlepszy scenariusz, a także Grand Prix przyznanym na Warszawskim Festiwalu Filmowym zagoszczą w Świdnicy (drugi pokaz w Polsce!). Film opowiada o Kasi, która zarabia na życie okradając mieszkania. Kiedy trafia do domu zmarłego mężczyzny, zaczyna podszywać się pod jego partnerkę. To, co początkowo jest sposobem na przetrwanie, przeradza się w podróż przez cudze wspomnienia i relacje. Po projekcji odbędzie się spotkanie z aktorkami, Moniką Sabiną Kwiatkowską i Martyną Rozwadowską.


ŚRODA, 21 PAŹDZIERNIKA


"Kobieta stanu wolnego"

Pokaz filmu “Kobieta stanu wolnego” (reż. Eliza Godlewska, Alan Ruczyński) i spotkanie z twórcami

Tytuł uhonorowany nagrodą za najlepszy debiut podczas 51. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni już w środę w Świdnicy! Bohaterka filmu, pięćdziesięcioletnia Roma znajduje się w najtrudniejszym momencie swojego życia. Jej największym marzeniem jest własne miejsce, które mogłaby nazwać domem. Kiedy po raz kolejny zderza się z biurokracją i traci nadzieję na polepszenie swojej sytuacji, pozostaje jej tylko zapomnieć się na chwilę. Wtedy na jej drodze pojawia się trzydziestoletnia Marta. Po seansie odbędzie się spotkanie z aktorką Ewą Bułhak, producentką Patrycją Strzyżewską oraz duetem reżyserskim: Elizą Godlewską i Alanem Ruczyńskim.


Pokaz filmu “Zatrzymaj mnie” (reż. Myrsini Aristidou)

W środę organizatorzy Spektrum zaplanowali również pokaz “Zatrzymaj mnie”, który podczas Sundance otrzymał nagrodę dla najlepszego filmu fabularnego. Jedenastoletnia bohaterka, Iris, dowiaduje się, że jej dawno niewidziany ojciec wrócił do miasta. Dziewczynka postanawia go odnaleźć i trafia do podupadłej stoczni, gdzie mężczyzna pracuje. Jej uparta próba zbliżenia się do ojca przeradza się w kruchą i nieoczywistą więź. To kameralna historia o potrzebie bliskości i próbie odbudowania relacji, która przez lata właściwie nie istniała.


CZWARTEK, 22 PAŹDZIERNIKA


"Kandydaci śmierci"

Pokaz filmu “Kandydaci śmierci” (reż. Maciej Cuske) i spotkanie z reżyserem

Spektrum to nie tylko filmy fabularne, ale i dokumentalne. W czwartek o 17:00 rozpocznie się pokaz “Kandydatów śmierci”, czyli zwycięzcy Konkursu Polskiego i laureata dwóch nagród publiczności podczas Millennium Docs Against Gravity. Przez kilkanaście lat reżyser wraz z synem i jego przyjaciółmi podczas wakacji tworzyli horrory klasy B. Powstał z tego niezwykle czuły zapis dorastania, przyjaźni i relacji ojca z synem, określany mianem „dokumentalnego Boyhooda”. Po projekcji zaplanowano spotkanie z reżyserem, Maciejem Cuske.


Pokaz filmu “Flesh&Fuel” (reż. Pierre Le Gall) i spotkanie z Julianem Świeżewskim

Nagrodzony w Cannes (Queer Palm) to “Flesh & Fuel” to niezwykle ciepła i przywracająca wiarę w miłość historia rozgrywająca się w świecie kierowców ciężarówek przemierzających europejskie autostrady. Francuz Étienne i Polak Bartosz spotykają się podczas jednej z tras. Ich miłosna relacja rozwija się pomiędzy kolejnymi przejazdami, pracą i tymczasowymi miejscami, w których zatrzymują się kierowcy. Po seansie świdnicka publiczność spotka się z odtwórcą roli Bartosza, Julianem Świeżewskim.


Pełny program jest dostępny na stronie festiwalu www.spektrumfestiwal.pl.

informacja prasowa

czwartek, 15 października 2026

Festiwal w smudze cienia /relacja z 61 Międzynarodowego Festiwalu Wratislavia Cantans/

Zwyczajowo na początku września sale koncertowe i kościoły Wrocławia  oraz Dolnego Śląska wypełniła piękna muzyka odbywającego się już po raz 61. Międzynarodowego Festiwalu Wratislavia Cantans im. Andrzeja Markowskiego. W tym roku inspiracją stała się myśl przewodnia  powieści Josepha Conrada "Smuga cienia", z jej problematyką trudnego i bolesnego dojrzewania do odpowiedzialności za siebie i innych ludzi.

"Koronacja wenecka 1595" w Katedrze św. Marii Magdaleny,
fot. Łukasz Rajchert

Właściwie każdy z festiwali ostatnich lat dotykał zagadnień ważnych i aktualnych. Formuła była na tyle pojemna, że słuchacze mogli poprzez muzykę, także tę dawną, przyglądać się odwiecznym, przeklętym  – jakby powiedział Dostojewski  – problemom. Było więc m. in. przesłanie "Światło dla świata", w którym muzyka wyprowadzała nas z mroków ciemności w światłość. Podczas 57. Wratislavii śledziliśmy "Niebezpieczne związki władzy i muzyki", zaś 60. festiwal stawiał pytania o "Raj utracony"... W tym roku myśl przewodnia okazała się równie celna, dotykała bowiem problematyki moralnej, która dotyczy każdego z nas i poprzez dzieła muzyczne ukazywała, jak trudne i bolesne jest dojrzewanie i stawanie się człowiekiem odpowiedzialnym. Wraz z utratą młodości i naiwności pojawia się owa nieodłączna smuga cienia, która odtąd będzie nam stale towarzyszyć. 

"Samson i Dalila" Camille Saint-Saënsa, dyr. Thomas Guggeis

Smuga cienia Samsona  – opera Camille`a Saint-Saënsa


Już pierwsze zaprezentowane dzieło: "Samson i Dalila" Camille Saint-Saënsa wprowadza nas w samo centrum rozważań dotyczących odpowiedzialności za własne czyny kładące się cieniem zarówno na życiu pojedynczego człowieka, jak i całego narodu. Libretto oparte jest dość luźno na VI rozdziale Księgi Sędziów Starego Testamentu, z której zaczerpnięto dwa epizody: zdradę Dalili (która w wersji biblijnej jest żoną bohatera, a nie uwodzicielką) i zwycięstwo Samsona nad Filistynami, okupione własną śmiercią. W przeciwieństwie do oratorium "Samson" Georga Friedricha Händla, będącego epicką historią biblijnego bohatera, przedstawiającą ostatni rozdział jego życia  i moralne dojrzewanie do decyzji zakończonej męczeńską śmiercią, opera francuskiego kompozytora ma bardziej uniwersalny wymiar, nie mówiąc już o jej rozmiarach. Zresztą Händel nigdy nie był, na szczęście, powściągliwy i hojnie raczył swoich słuchaczy piękną muzyką. Otóż "Samson i Dalila" opowiada historię pewnej erotycznej fascynacji, która doprowadza bohatera do zguby, a wraz z nim przynosi klęskę jego pobratymcom. Pierwszy akt ukazuje zniewolonych i narzekających na swój los Izraelitów, którym Samson przywraca nadzieję i wiarę, że Bóg nie zostawił ich na pastwę losu i Filistynów. Jego zapał i głęboka wiara sprawiają, że Izraelici powstają z kolan i pokonują Filistynów, którzy w rezultacie uciekają w góry. Kiedy jednak świątynię Dagona opuszczają kobiety, a wśród nich olśniewająco piękna i kusząca Dalila, Samson ulega pokusie. No, powiedzmy, że trochę z pokusą walczy, ale niezbyt długo. Skutki jego słabości okażą się bardzo bolesne. Nie tylko zapłaci za tę chwilę słabości oślepieniem (co jest poniekąd aktem symbolicznym), ale także uwięzieniem i pracą ponad ludzkie siły. Jego lud, pozbawiony przywódcy, stanie się ponownie zniewolony, a Filistyni triumfalnie powrócą i wyprawią bachanalia na cześć swego boga Dagona. Aby uświetnić zwycięstwo, sprowadzają też triumfalnie Samsona, upokarzając go w ten sposób. On jednak zwraca się do Boga, by raz jeszcze przywrócił mu siły, obala kolumnę podtrzymującą świątynię, grzebiąc w ten sposób zgromadzonych tam wrogów i siebie samego. Tym heroicznym gestem przywraca nie tylko swoją godność, ale także wyzwala swój uciemiężony lud. Ten trudny przecież wybór jest jego smugą cienia: wyrazem dojrzałości i odpowiedzialności za naród, okupiony własnym cierpieniem i śmiercią. 

Ta piękna historia pokazuje, że nawet wielcy ulegają pokusom, upadają, lecz doświadczenie to sprawia zarazem, że dorastają do trudnych decyzji, za które płacą najwyższą cenę. 

Operę Camille Saint-Saënsa poprowadził we Wrocławiu Thomas Guggeis  – niemiecki dyrygent i pianista, dyrektor Opery we Frankfurcie, który mimo młodego wieku, ma spore doświadczenie operowe, o czym świadczy m. in. fakt przyznania mu w 2026 roku przez magazyn "Opernwelt" tytułu Dyrygenta Roku.  Guggeis znakomicie dyrygował NFM Filharmonią Wrocławską, Chórem NFM oraz Slovenian Philharmonic Choir, a także znakomitymi solistami. W rolę Samsona wcielił się australijski śpiewak operowy (tenor) Nikolai Schukoff, który swoją  rolę interpretował niezwykle przekonująco. Na początku był wspaniałym i charyzmatycznym przywódcą, gdy zapewniał Izraelitów, że Bóg pomoże im zrzucić jarzmo, to znowu stawał się tragicznym bohaterem, którego dręczy żądza i poczucie winy, by na koniec stać się spokojnym, pewnym swoich decyzji człowiekiem – gdy ponownie zwraca się z wiarą ku Bogu i pokonuje wrogów. 

W postać Dalili wcieliła się gruzińska mezzosopranistka Anita Rachvelishvili  – olśniewająca w roli perfidnej uwodzicielki, kusicielki, której nie sposób się oprzeć. Była mocną, świadomą swych atutów kobietą, którą silnie motywuje nienawiść do Samsona. Pod maską czułych zapewnień o miłości czaiła się w jej interpretacji podstęp i zdrada. Wszystkie te niuanse swojej roli artystka wydobyła znakomicie.

Posłuchajmy słynnego duetu zwanego umownie miłosnym: “Mon cœur s’ouvre à ta voix” z tą artystką.


Obowiązki władcy: piękna, uduchowiona rekonstrukcja "Koronacji weneckiej" z 1595 roku

Absolutnie niezwykła  była w moim odczuciu "Koronacja wenecka 1595" – rekonstrukcja Mszy koronacyjnej weneckiego doży Marina Grimaniego w Bazylice św. Marka w Wenecji. Autorem owej rekonstrukcji jest angielski dyrygent Paul McCreesh, wieloletni szef festiwalu Wratislavia Cantans, zaś wykonawcami byli członkowie jego zespołów Gabrieli Consort & Players, zawdzięczający swą nazwę włoskim kompozytorom: Giovanniemu i Andrei Gabrieli, których utwory stanowiły zasadniczą część koncertu. Projekt ów został utrwalony na płycie, my jednak mogliśmy go wysłuchać na żywo w Katedrze św. Marii Magdaleny, a więc również w sakralnej przestrzeni, co jest doświadczeniem bezcennym. 

Muzycy prezentowali poszczególne części Mszy w różnych miejscach przestrzeni kościoła. Najpierw usłyszeliśmy męskie głosy rozbrzmiewające początkowo gdzieś w pobliżu ołtarza głównego i stopniowo zbliżające się, które zaintonowały chorałowy introit. Następnie z drugiego końca świątyni dobiegły odgłosy odległego bębna i fanfary trąbek, zwiastujące wejście doży.

"Koronacja wenecka 1595", Gabrieli Consort & Players,
fot. Łukasz Rajchert
Śpiewane fragmenty liturgii, obejmujące zarówno rozbudowane opracowania chóralne i instrumentalne, jak i chorał – przeplatano krótkimi wstawkami instrumentalnymi: były to albo canzony Giovanniego Gabrielego, albo też niezwykle subtelne solowe utwory na organy. Stałe części Mszy (w tym przypadku Kyrie, Gloria, Sanctus i Benedictus) wykonano do muzyki Andrei Gabrielego z 1587 roku. Otwierające całość Kyrie było w dużej mierze utworem solowym – wykonywał je wybitny młody tenor Benedict Hymas, którego niezwykle czyste, wysokie i eteryczne brzmienie pięknie kontrastowało z ciepłym dźwiękiem towarzyszących mu puzonów. Canzona rozdzielająca dwa śpiewane czytania biblijne, odznaczała się zachwycającą lekkością z towarzyszącymi jej skrzypcami. Podobało mi się również offertorium Deus qui beatum Marcum („O Boże, który wywyższyłeś świętego Marka”) w porywającym wykonaniu altów Davida Allsoppa i Marka Chambersa, jednak prawdziwą kulminacją występu był moment, w którym pięcioro solistów wspólnie wykonało antyfonę komunijną O Sacrum Convivium Andrei Gabrielego. Przy subtelnym akompaniamencie organów usłyszeliśmy bogaty, aksamitny i nieskazitelny śpiew polifoniczny. Mistrzowski śpiew i porywająca gra instrumentalna połączyły się w finałowym hymnie Omnes Gentes („Klaszczcie w dłonie, wszystkie narody”) Giovanniego Gabrielego. 
Czytania, zwłaszcza Ewangelia według św. Jana, mówiły o pokorze, o służbie ludziom, stając się w ten sposób "programem" dla obejmującego swój urząd doży. Tyle się pisze o weneckim przepychu, wspomina o tym także sam autor rekonstrukcji, ja jednak pod wpływem czytań i samej muzyki, a także genius loci tego szczególnego wnętrza,  odczułam dotyk sacrum, choć był to "tylko" koncert...


Sacrae cantiones quinque vocum: No. 14, O sacrum convivium

Dydona i Eneasz  – miłosne rozczarowania


W przypadku jedynej opery Henry Purcella "Dydona i Eneasz" libretto  Nahuma Tate'a czerpie z IV księgi "Eneidy" Wergiliusza i opowiada historię miłości Dydony, królowej Kartaginy, do Eneasza, bohatera wojny trojańskiej. Niczym Odys tuła się on  wraz z towarzyszami tu i tam, by wreszcie dotrzeć do fenickiego miasta Kartaginy, gdzie poznaje królową, która zakochuje się w nim bez pamięci i  – jak się wydaje  – z wzajemnością. Już na początku I aktu widzimy ją pogrążoną w smutku i udręce, czemu daje wyraz w arii Ah, Belinda. Jeśli znamy mitologię i "Eneidę", to mamy świadomość, że Dydona jest wdową, a Eneasz jest piękny, młody i pokrzywdzony przez los. Takie okoliczności sprawiają, że bohaterka (w dodatku nakłaniana przez damę dworu i chór, wreszcie samego Eneasza) porzuca skrupuły i poddaje namiętności. Szczęście jednak nie trwa długo, bo zło nie śpi. Niczym w szekspirowskiej tragedii w II akcie opery pojawiają się Czarownice i Wiedźmy, które knują spisek, skutkiem którego Dydona utraci dobrą sławę, miłość i życie. Najpierw zakłócają polowanie królewskiej pary, sprowadzając burzę, a następnie wyczarowują złego ducha o rysach Merkurego, który wzywa Eneasza do natychmiastowego powrotu do Troi. Eneasz wprawdzie jest z powodu nagłego rozstania załamany, ale już na początku III aktu orientujemy się, że jego towarzysze bez żalu opuszczają Kartaginę. Nie wiedzą, podobnie jak Eneasz, że czeka ich śmierć na morzu. Bohater próbuje jeszcze bezskutecznie pocieszać ukochaną, ale ta odtrąca jego, fałszywe jej zdaniem, usprawiedliwienia. Kiedy kochanek ją opuszcza, umiera.

"Dydona i Eneasz" H. Purcella, od lewej: Charlotte Bowden – Belinda (sopran),
Mauro Borgioni – Eneasz (baryton), Arianna Vendittelli – Dydona (sopran),
fot. Sławek Przerwa
Opera uchodzi za arcydzieło. Piotr Kamiński twierdzi, że  "w niespełna 50 minut, wszystko, co teatr powiedzieć może o miłości, rozstaniu, przeznaczeniu oraz wzajemnych uwikłaniach kobiety i mężczyzny" zostało zaprezentowane, a libretto jest błyskotliwe, zwarte i pełne błyskawicznych zwrotów akcji. Ja jednak nawykłam do słuchania i oglądania rozbudowanych oper Georga Friedricha Händla, gdzie skomplikowane uczucia bohaterów rozwijają się w pięknych i licznych ariach czy duetach. Lapidarność i skrótowość libretta Tate'a i jego muzyczny wyraz są dla mnie nie tyle pożywką dla wyobraźni, co jakąś galopadą wydarzeń i emocji. 

Owe uproszczenia wynikają być może stąd, że opera została przez Purcella stworzona (prawdopodobnie) dla dziewcząt ze szkoły  Josiasa Priesta w Londynie pod koniec 1689 roku, miała więc charakter wychowawczy. Jej przesłanie przestrzegające przed zbyt pochopnym uleganiem emocjom miało pouczyć młode kobiety, że koniec takiego postępowania ma zgubny charakter.  

Podczas wrocławskiej prezentacji koncertowej wersji opery irytowała mnie nieustająco smutna i narzekająca Dydona, abstrahując od jakości wykonawstwa. Arianna Vendittelli  (sopran) w roli Dydony była od początku do końca nieszczęśliwa albo krótko szczęśliwa i nie przekonała mnie do rozwoju swoich skomplikowanych uczuć. Grała rolę kobiety, która nie potrafi być szczęśliwa i która wobec tego MUSI umrzeć. Mauro Borgioni (baryton o pięknej barwie) w roli Eneasza był nieco bardziej przekonujący i nawet rozumiemy, dlaczego musiał opuścić tę kobietę. 😏 Najbardziej wyraziste były Czarownice: Delphine Galou (Czarownica, kontralt), Martina Licari (Pierwsza Wiedźma, sopran) i Benedetta Mazzucato (Druga Wiedźma, kontralt), ale czarne charaktery łatwiej jest zagrać. Całość (Chór Capella Cracoviensis, Accademia Bizantina)  poprowadził znakomity Ottavio Dantone.

"Dydona i Eneasz", scena z Wiedźmami, fot. Sławek Przerwa

"Herr Jesu"  – muzyczne kazania Johanna Sebastiana Bacha

Conradowska smuga cienia snuła się też przez kantaty kościelne Johanna Sebastiana Bacha, w których zagubiony i chory przez grzech pierworodny człowiek ma szansę na ozdrowienie jedynie Bożej łasce.
Kantaty tworzył Bach przez całe swoje pracowite życie, ale najwięcej powstało w Lipsku, gdzie pełnił funkcję kantora w Kościele św. Tomasza. Biograf J.S. Bacha, Albert Schweitzer napisał:

W porównaniu z kantatami wszystko, co Bach poza tym stworzył, wydaje się niemal tylko dodatkiem.

W twórczości Johanna Sebastiana kantata była częścią liturgii, rodzajem muzycznego kazania, pouczenia. W liturgii protestanckiej bowiem najważniejsze jest słowo i kantata temu słowu służyła. Bach był człowiekiem głębokiej wiary  – przez całe życie czytał i studiował Biblię oraz dzieła teologiczne, przede wszystkim Lutra. Teksty swoich utworów opatrywał często takimi aktami strzelistymi, jak: S D G („Soli Deo Gloria” – „Bogu Jedynemu Chwała”) czy J J („Jesu juva” – „Jezu, wspomóż”).

Koncert "Herr Jesu", fot. Łukasz Rajchert
Interpretacja kantat wcale nie należy do najłatwiejszych. Próbowali się z nią zmierzyć tacy mistrzowie muzyki dawnej, jak Nikolaus Harnoncourt, Philippe Herreweghe czy sir John Eliot Gardiner. Ten ostatni nagrał w kościołach całą serię tzw. kantat pielgrzymkowych, co było wyzwaniem nie lada. Każdy z nich poszukiwał własnego klucza interpretacyjnego. Z kantatami Johanna Sebastiana Bacha próbuje się również mierzyć Andrzej Kosendiak, dyrektor Wratislavii oraz zespołu Wrocław Baroque Ensemble, który od lat utrwala na płytach muzykę dawną. Jest to wyzwanie dla każdego artysty zajmującego się tą dziedziną, w której niepodzielnie króluje Bach. Projekt nagrania pięciu płyt z kantatami lipskiego Kantora powstał w ubiegłym roku i nabrał realnych kształtów, kiedy padła propozycja z wytwórni Alpha Classics. Niedawno ukazała się pierwsza płyta z tej serii: „Komm! Bach Cantatas with Recorder", nagrana z udziałem Giovanniego Antoniniego, grającego na flecie podłużnym, oraz zaproszonymi gości, m. in. z Krystianem Adamem Krzeszowiakiem. 
Tym razem, w nowym składzie, zaprezentowano kantaty: BWV 18 (wersja lipska) Gleichwie der Regen und Schnee vom Himmel fällt, BWV 25 Es ist nichts Gesundes an meinem Leibe oraz BWV 96 Herr Christ, der einge Gottessohn. 

Nie sposób napisać o wszystkich trzech, ale warto przyjrzeć się wybranej, ponieważ podobną strukturę mają pozostałe: po lekturze Ewangelii nawiązują do czytań biblijnych, a także do pieśni ewangelickiej (chorału), będącej rodzajem komentarza do czytań. Są zatem rodzajem muzycznej homilii.

Dennis Orellana (sopran)
Nie ma ani cząstki zdrowej na moim ciele w obliczu rozgniewania Twego, nie ma odpoczynku moim kościom w obliczu mego grzechu  – wypowiada swą skargę człowiek w kantacie 18 (tłum. Andrzeja Teske). Tekst kantaty, nawiązując do przypowieści o siewcy, rozważa działanie słowa Bożego w świecie. Recytatyw (tenor) nawiązuje do cytatu biblijnego, a następująca po nim  aria powierzona  głosowi basowemu (jako głosowi Chrystusa) stanowi rodzaj komentarza. Aria ta ma w sobie wiele żarliwości i ciepła, wskazuje drogę, daje pociechę. Aby odróżnić kolejny recytatyw od poprzedniego, Bach wprowadza wiole i flety. Po drugim recytatywie następuje aria sopranu, który symbolizuje w muzyce Bacha niewinną duszę:

Otwórz na me marne pieśni
Swojej łaski ucho, Panie!
A gdy kiedyś będę w górze
Śpiewał w Twym anielskim chórze,
Lepiej zabrzmi me śpiewanie.

Andrzej Kosendiak powrócił do praktyki wykonawczej J. S. Bacha i (podobnie jak Harnoncourt), powierzając partie sopranowe chłopcom. Wybranych członków Chóru Chłopięcego NFM wspomagał Dennis Orellana  dysponujący pięknym, czystym sopranem. I to był znakomity pomysł! Młody śpiewak wystąpił także w pozostałych kantatach, a w BWV 95 podbił serca słuchaczy w duecie z fletem. Ważną rolę odegrały partie fletu we wszystkich trzech kantatach, a szczególnie grająca na flecie podłużnym i traverso Michaela Koudelková, która nas zachwyciła, szczególnie w duecie z Dennisem Orellaną. Wszyscy zresztą grali i śpiewali wspaniale. Był to, obok "Koronacji weneckiej" prawdziwie wyjątkowy koncert. Pozostaje mieć nadzieję, że usłyszymy go jeszcze na płycie.
 
Giovanni Antonini i Michaela Kudelkova, fot. Ł. Rajchert


Tegoroczna Wratislavia okazała się bogata i różnorodna. Dostarczyła licznym słuchaczom wspaniałych wrażeń zarówno estetycznych, jak też duchowych i intelektualnych. To wielka dla mnie radość i jestem wdzięczna, że stały się moim udziałem. 



KOMM // reportaż
Pierwsza płyta z planowanej serii obejmującej kantaty Johanna Sebastiana Bacha z partią fletu podłużnego, zarejestrowana pod dyrekcją Andrzeja Kosendiaka wraz z Giovannim Antoninim, NFM Chórem Chłopięcym i Wrocław Baroque Ensemble i wydana pod szyldem renomowanej wytwórni Alpha Classics.

czwartek, 8 października 2026

6. Festiwal Opery Współczesnej: Jak brzmi "Głos potwora" /recenzja/

W ramach 6. Festiwalu Opery Współczesnej zaprezentowano gościnny spektakl Opery Bałtyckiej: "Głos potwora", z muzyką Alka Nowaka, librettem Roberta Bolesto i w reżyserii Agnieszki Smoczyńskiej, który miał swoją prapremierę 27 czerwca 2025 roku i od razu stał się głośnym wydarzeniem. Choć we Wrocławiu opera została zaprezentowana tylko raz, odniosła niebywały sukces. Historia bohatera, który traci tożsamość, byle tylko przeżyć, a także sposób jej pokazania przemówiły mocno do wyobraźni różnorodnej widowni  – od młodzieży po dojrzałych widzów. 

"Głos potwora", fot. Opera Wrocławska


Agnieszka Smoczyńska o okolicznościach powstawania opery


Inspiratorem przedsięwzięcia, które ma swoje źródło w filmie Agnieszki Holland "Europa, Europa" oraz we wspomnieniach Solomona Perela, jest Michał Merczyński, obecnie dyrektor Teatru Nowego w Warszawie.

Michał Merczyński zaproponował mi wyreżyserowanie opery na podstawie jednego z filmów Agnieszki Holland  – opowiadała mi podczas próby prasowej Agnieszka Smoczyńska. A ponieważ widziałam jako nastolatka "Europę, Europę" i obraz mocno we mnie pozostał, a obecnie wydał mi się bardzo aktualny, wybrałam ten właśnie film. Opowiada o tym, co działo się w świecie od zawsze, począwszy od starożytności, poprzez II wojnę światową, aż po współczesność. Aby naszą historię zuniwersalizować, postanowiliśmy z Robertem Bolesto przenieść ją do świata mitów greckich. W operze często uwspółcześniało się mitologię, my  – przeciwnie: staraliśmy się przenieść współczesną historię w sferę mitów. Zaprosiłam do współpracy Alka Nowaka, który zgodził się skomponować muzykę pod warunkiem, że w operze znajdą się wyłącznie kontratenor i chór. Po dwóch miesiącach od napisania libretta  pojawił się z gotową muzyką i przeczytał nam libretto z muzyką w tle. Potem mieliśmy około cztery tygodnie na ustalenie, jak to wszystko zainscenizować. 

Z Agnieszką Smoczyńską podczas próby prasowej, fot. Dorota Olearczyk


Operowe uniwersum "Głosu potwora"


Światem operowego uniwersum jest wystawa w Muzeum Europy, zaś głównym bohaterem  – jej kurator. Eksponaty, które zaczynają na naszych oczach wypełniać przestrzeń sceniczną, stają się dla bohatera rodzajem wehikułu pamięci, a przeżyte traumy, powracają ze zdwojoną siłą. Ponownie staje się małą, oderwaną od matki Meduzą  – owym rzekomym Potworem, który ma umrzeć, a pragnie za wszelką cenę przeżyć. To echo historii Solomona Perela, którą znamy z filmu Agnieszki Holland, ale w operowym świecie bohater jest Meduzą, która nawet nie ma imienia. Na pytanie Chóru Hadesowych (siły zła), kim jest, odpowiada pytaniem: "A… Ale… Alekto" i od tej pory tak właśnie jest nazywany. Miotają nim sprzeczne uczucia strachu/nienawiści/wdzięczności, a z czasem staje się ulubieńcem kompanii. Jego piękny śpiew zostaje rozpoznany przez jednego z wrogów  – Perseusza (w mitologii to ten bohater unicestwił Gorgonę pokazując jej swą błyszczącą tarczę, dzięki czemu zabił ją jej własny wzrok), który jednak zachowuje tajemnicę, a potem sam ginie, co wywołuje u Alekto sprzeczne uczucia: ulgi i poczucia winy. Z czasem trafia do szkoły Erynii (odpowiednik Hitlerjugend), gdzie zostaje poddany tej samej indoktrynacji, co jego wrogowie. Nadal dręczy go strach przed demaskacją, a zarazem odnosi sukcesy jako pilny uczeń; przeżywa też pierwszą miłość. Gotów jest wyznać ukochanej, kim naprawdę jest, ale odwodzi go od tego jej matka, która ma świadomość, jak wielka jest siła indoktrynacji, która zmieniła jej córkę w posłusznego manekina wykonującego rozkazy. Ostatecznie, kiedy wydawałoby się, że bohater jest osaczony i grozi mu unicestwienie, następuje wyzwolenie  – zwyciężają siły dobra (Chór Apollini). 
Czy jestem jeszcze Meduzą? //Czy istnieją jeszcze jakieś Meduzy?! - pyta na koniec sam siebie. Bo ceną za przetrwanie jest utrata tożsamości i bezbrzeżna samotność.
Jak więc brzmi głos potwora?

"Głos potwora", próba prasowa, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek



Zagrożenie dla tożsamości i człowieczeństwa


Tyle opowiedziana historia, lecz dzięki mitologicznym odniesieniom zyskuje ona walor uniwersalny, ponadczasowy i  – by tak rzec  – pozafilmowy. Opowiada o współczesnym świecie, nie tylko tym, w którym panują wojny i aby przeżyć, człowiek gotów jest na wszystko, także na utratę własnego "ja". Zagrożeniem dla własnej tożsamości we współczesnym świecie są także nowe technologie, jak to ma miejsce w najnowszym filmie Agnieszki Smoczyńskiej: "Hot Spot". Aby nie zostać wykluczonym i nie znaleźć się poza systemem, co oznacza pewną śmierć, człowiek gotów zatracić nie tylko własną tożsamość, ale także swoje człowieczeństwo...

Partytura na Chór i Bohatera


Bardzo interesującym pomysłem kompozytora było rozpisanie partytury na chór i pojedynczego bohatera. Alekto staje się dzięki temu Jedermanem  – Każdym, a Chór  – jego głosem wewnętrznym, podświadomością, z której wyłaniają się kolejne obrazy, ale także Losem, z którym trzeba walczyć jak Edyp, gdyż pragnie się go uniknąć za wszelką cenę. Z Chóru wyłaniają się od czasu do czasu pojedyncze głosy tych, którzy w sposób szczególny mają wpływ na bohatera. Tożsamość Meduzy to jego głos, który z czasem cichnie i zanika. Genialnym pomysłem było oddanie tego głosu kontratenorowi, bo to nie tylko głos dziecka  – istoty z gruntu niewinnej, a paradoksalnie oskarżonej o to, że jest kwintesencją zła, potworem. Kontratenor to głos operujący rozległą skalą emocji, który dzięki odpowiedniej technice wokalnej pozwala operować skalą altową, mezzosopranową, sopranową...W roli Kuratora/Alekto wystąpił z wielkim sukcesem Jan Jakub Monowid, który udźwignął wszystkie niuanse tej skomplikowanej przecież kreacji, w dodatku niosącej cały spektakl.

Jan Jakub Monowid (kontratenor) jako Alekto, próba prasowa "Głosu Potwora", 
fot. Barbara Lekarczyk-Cisek
Można śmiało mówić o sukcesie trojga twórców: Agnieszki Smoczyńskiej, która stała się pomysłodawczynią i realizatorką całości. To jej druga opera, po "Simonie Boccanegra" Verdiego, w której stworzyła wraz ze swoim stałym dramaturgiem i scenarzystą Robertem Bolesto autorską wizję inscenizacji tradycyjnej opery. Tym razem miała niebywałą okazję zrealizować coś zupełnie oryginalnego od początku do końca, dobierając sobie odpowiednich współtwórców. Odniosła we Wrocławiu, swoim rodzinnym mieście, spektakularny sukces. 
Słowa uznania należą się także kompozytorowi Alkowi Nowakowi, który jest doświadczonym twórcą muzyki operowej  – "Głos Potwora" to jego szósta opera. Wcześniej skomponował tak oryginalne dzieła, jak: „Ja, Şeküre” (na motywach powieści „Nazywam się Czerwień” Orhana Pamuka). "Sudden Rain" (premiera w 2010 w Operze Narodowej w reż. Mai Kleczewskiej), "Space Opere" (premiera w Teatrze Wielkim w Poznaniu w 2015, w reż. Eweliny Pietrowiak), "ahat ilī. siostra bogów" do libretta pisarki Olgi Tokarczuk (premiera na festiwalu Sacrum Profanum), "Drach. Dramma per musica" do libretta Szczepana Twardocha na motywach powieści "Drach" (premiera w 2019 na festiwalu Auksodrone). W przypadku "Głosu Potwora" powstało równie oryginalne dzieło, które swój kształt (podział na chór i solistę) zawdzięcza właśnie kompozytorowi. Muzyka ma charakter kameralny, zawiera cytaty z niemieckich marszów wojskowych i psalmów żydowskich.

Na podkreślenie zasługuje także wykonawstwo: Chór i Orkiestrę Opery Bałtyckiej poprowadził niezwykle utalentowany dyrygent Yaroslav Shemet, który gościł we Wrocławiu zarówno w Operze, jak i w Narodowym Forum Muzyki i którego dokonania obserwuję od dłuższego czasu z wielką satysfakcją. 

niedziela, 4 października 2026

6. Festiwal Opery Współczesnej: "Podróż zimowa 3.0" Franza Schuberta /recenzja/

W ramach Festiwalu Opery Współczesnej mieliśmy niebywałą okazję usłyszeć nową, oryginalną wersję "Podróży zimowej" Schuberta w języku polskim. Autorem kongenialnego przekładu poezji Wilhelma Müllera jest wybitny aktor, mistrz słowa mówionego  – Krzysztof Gosztyła, którego uhonorowano przed koncertem złotym medalem "Zasłużony Kulturze Gloria Artis". Interpretacja nowego przekładu, którą zaproponowali Tomasz Konieczny (bas-baryton) oraz Lech Napierała (fortepian) okazała się równie znakomita jak przekład. 

"Podróż zimowa", Lech Napierała (piano) i Tomasz Konieczny (śpiew), w tle: Krzysztof Gosztyła,
fot. Karpati&Zarewicz


Podróż zimowa
Franza Schuberta


Muzykę do pierwszych pieśni tekstu Wilhelma Müllera "Podróż zimowa" Franz Schubert zaczął komponować w lutym 1827 roku i w jakimś sensie są one antytezą wcześniejszego cyklu: "Pięknej młynarki". Odtrącony przez ukochaną chłopiec podejmuje wędrówkę przez zimowy krajobraz, do czego nawiązuje pierwsza pieśń nowego cyklu: "Dobranoc", gdzie napomyka się o utraconej nadziei:

Dziewczęcia słowo  – kocham, 
o ślubie matki szept.

Bohater pogrąża się w rozpaczy. Raz tylko przygnębiający nastrój rozjaśnia się, kiedy pozostawia na bramie czułe "dobranoc"  – widomy znak tego, że ciągle myśli o dziewczynie. Wędrówka przez zimową noc symbolizuje śmierć, ale także senną marę  – obydwa te motywy są charakterystyczne dla okresu romantyzmu. Wśród niemieckich romantyków należałoby wymienić Novalisa (między obydwoma cyklami Schubert napisał pieśni do wierszy tego właśnie poety) oraz Jean-Paula Richtera, W polskiej literaturze romantycznej odtrącony kochanek Gustaw nie przestaje obsesyjnie opowiadać o swojej utraconej miłości (w części IV "Dziadów"), ba, podejmuje wędrówkę w poszukiwaniu ukochanej będąc upiorem (ballada "Upiór", "Dziady" cz. II). Wędruje także bohater "Podróży zimowej", snując wspomnienia, które są dla niego szczególnie bolesne i roni łzy, które natychmiast zamarzają, choć  wydaje mu się, że znowu czuje słodki zapach lipowego kwiecia i pragnąłby odnaleźć przy niej dawny spokój. Nie ustaje jednak w wędrówce i kiedy wyczerpany usiłuje odpocząć w chatce węglarza, śni sen o wiośnie. I choć 

tak zimno, ciemno wokół,
a z dachu wciąż krakał mi kruk,

to jednak wydaje mu się, że czyjaś ręka namalowała na szybie kwiaty, a także

Przyśniła się wielka miłość
i piękne dziewczę w snach

Powraca tęsknota i poczucie wielkiej samotności. Momentami marzy o tym, aby się szybko zestarzeć i umrzeć ("Siwa głowa"). I tak wędruje bez celu i bez nadziei ("Drogowskaz"). Na koniec spotyka lirnika, którego nikt nie chce słuchać, a który mimo to Lirze nie da umilknąć. Wędrowiec czuje z nim rodzaj duchowego pokrewieństwa i pragnie ruszyć w świat w jego towarzystwie, byle jego pieśni grał na swojej lirze.
Schubert (a wraz z nim bohater jego pieśni) odnalazł poniekąd swojego sobowtóra. Jednak "Podróż zimowa" jest przepełniona po brzegi smutkiem i cierpieniem, nie daje żadnej nadziei. 

Tomasz Konieczny (bas-baryton) podczas koncertu "Podróż zimowa",
fot. fot. Karpati&Zarewicz

Tekst najlepszym wehikułem interpretacji


Słowo było zawsze fundamentem muzyki – stwierdził Vittorio Ghielmi, włoski dyrygent i kompozytor, kiedy zawitał do Wrocławia podczas 52. edycji Wratislavia Cantans. Aż do początków XX wieku twórczość kompozytorska miała ścisły związek z retoryką muzyczną. Nawet gra na instrumentach smyczkowych wzorowana była na ludzkim głosie. Nie przypadkiem Wilhelm Müller znalazł w Schubercie idealnego interpretatora swojej poezji. O takim muzycznym dopełnieniu marzył i choć tego nie dożył, spełniło się. Muzyka Schuberta tak dalece zrosła się z niemieckim tekstem, że trudno mi było wyobrazić sobie podobną spoistość w przypadku polskiego tłumaczenia. A jednak okazało się to możliwe dzięki kongenialnemu przekładowi Krzysztofa Gosztyły. A nie był to pierwszy polski przekład! Próbę tę podjął wcześniej Stanisław Barańczak, ale jest to raczej współczesna parafraza wierszy Wilhelma Müllera. Możemy jej posłuchać na płycie nagranej przez Tomasza Koniecznego i Lecha Napierałę,  wydanej przez Narodowy Instytut Fryderyka Chopina w 2022 roku. Artyści nagrali też Schuberta w języku oryginału. Projekt powrotu do "Podróży..." pojawił się wraz z nowym tłumaczeniem, którego mieliśmy okazję posłuchać podczas tegorocznego Festiwalu Opery Współczesnej. Mogłam porównać ze sobą wszystkie trzy przekłady, w tym Jacka Dehnela, zamieszczony w polskim wydaniu opracowania pieśni, którego autorem jest znany i nagradzany tenor Ian Bostridge ("Podróż zimowa Schuberta. Anatomia obsesji").  Przekład Denehla jest wprawdzie bliższy oryginałowi, a jednak składnia, słownictwo, metafory są w porównaniu z tekstem tłumaczenia Gosztyły jakieś hmmm... nietrafne. Dla porównania fragment wspomnianej już "Lipy":

W oryginale:
Ich schnittin seine Rinde
so manche liebe Wort
(...)
Und seine Zweige rauschten,
als riefen siemich zu

W przekładzie Denehla:
Wyciąłem w korze lipy
Miłosnych wiele słów;
(...)
Szumiały jej gałęzie
I tak mnie wołał szum

W tłumaczeniu Gosztyły:
Na korze jej wyciąłem 
niemało czułych słów,
(...)
Gałęzie zaszumiały
i jakby wołał szum:

Krzysztod Gosztyła  – Tomasz Konieczny  – Lech Napierała: idealne dopełnienie


O tym, jak to zabrzmiało podczas koncertu, jak było adekwatne, jak tekst niósł muzykę i ludzki głos, mogę zaświadczyć, że poruszało serce i wyobraźnię. 
Już pierwsze takty pieśni (Dobranoc: Jak obcy tu przybyłem, //tak obcy idę w świat) zawierają w opadającej frazie "program" całego cyklu: poczucie wyobcowania, brak nadziei, rozpacz. Panuje ciężki molowy nastrój. W "Kurku z blachy" melodia śpiewu wznosi się gwałtownie w górę, przy akompaniamencie unisono  –  jak krzyk cierpienia. Potem pojawia się refleksja i ciche wyznanie: Ten wiatr też bawi się mym sercem // a ono gra... i milknie z trwóg;
W "Odrętwieniu" Wędrowiec uświadamia sobie, że kiedy ucichnie ból, nic mu już nie przypomni ukochanej, bo ból to jedyna pamiątka, którą posiada... Każda z kolejnych pieśni wprowadza nas głęboko w świat Wędrowca, możemy też przejrzeć się w jego uczuciach w swoim rodzimym języku (nareszcie!) i dzięki znakomitej interpretacji. 
Tomasz Konieczny zmierzył się z nowym przekładem, podobnie jak Lech Napierała, po raz drugi, zaś z cyklem "Winterreise"  – po raz trzeci (stąd tytuł "Podróż zimowa 3.0"), a jego głęboki, dramatyczny bas-baryton oddawał wszelkie niuanse uczuć, które nieustannie wstrząsają bohaterem. Nieskazitelna dykcja i interesująca interpretacja są wielkim atutem tego śpiewaka. Towarzyszący mu Lech Napierała – równie twórczy, wrażliwy na zmiany nastroju kompozycji i na niuanse interpretacyjne Tomasza Koniecznego. Znakomity, dobrze rozumiejący się duet! 
Sądzę, że owa trójka w tytule to nie tylko kolejna wersja "Podróży zimowej", ale jej doskonała interpretacja, idealne wypełnienie, bo trójka to także symbol doskonałości.

Lech Napierała (piano) i Tomasz Konieczny (śpiew), fot. Karpati&Zarewicz
Dodam, że koncertowi towarzyszył film wideo według scenariusza i w reżyserii  Adama Dudka. Zamysł zilustrowania tekstu "Podróży..." był sam w sobie interesujący, a mnie kojarzył się jako żywo z "Uchem Igielnym" Wiesława Myśliwskiego, w którym stary i młody bohater (będący jedną i tą samą osobą) mijają się i spotykają, a zarazem snuje się opowieść o życiu, o śmierci i o niespełnionej miłości. Wyznam jednak, że film przeszkadzał mi w odbiorze muzyki, podobnie jak to było podczas tegorocznego festiwalu Opera Rara. Obserwowanie muzyków i ich słuchanie dostatecznie uruchamiają moją wyobraźnię i emocje. Reszta jest nadmiarem...

poniedziałek, 28 września 2026

Wydarzenia w MNWr i Oddziałach /3–4 października 2026 oraz Weekend Seniora z Kulturą

Wykład „Jak dawniej dbano o zdrowie?”, warsztaty graficzne, hafciarskie i złotnicze, a także oprowadzania po wystawach – śladem miłości w malarstwie europejskim, z elementami medytacji po sztuce średniowiecznej czy literackie wśród współczesnych dzieł sztuki – to propozycje przygotowane z myślą o osobach w wieku 60+.Ponadto odbędzie się spotkanie z Jackiem Dehnelem – pisarzem, poetą, tłumaczem i malarzem – Ambasadorem Pawilonu w roku jubileuszu jego 10-lecia. Zaplanowano też kolejne wykłady z cykli „Kurs historii sztuki” (o sztuce starożytnego Egiptu) oraz „Mroczne oblicze Dolnego Śląska”, a także warsztaty dla dzieci, młodzieży i rodzin z dziećmi w spektrum. 

Fot. Arkadiusz Podstawka


Muzeum Narodowe we Wrocławiu


3.10, g. 11:00 

Jak dawniej dbano o zdrowie. Wykład Jadwigi Jasińskiej-Sadury z okazji Weekendu Seniora z Kulturą

Na podstawie obrazów uczestnicy dowiedzą się, jak dawniej leczono różne przypadłości zdrowotne. Poznają rolę lekarzy – ich diagnozy, stosowane sposoby leczenia, a także często zadziwiające narzędzia. Dowiemy się też, jakich leków używano, wierząc w ich skuteczność. Będziemy mogli sprawdzić, jak wiele się zmieniło w dbaniu o zdrowie.

Wstęp wolny

Miejsce: Muzeum Narodowe we Wrocławiu, s. 116, I piętro


3.10, g. 12:00 

Zbrodnia w białych rękawiczkach – Pauline Scholtz. Wykład dr Karoliny Rybickiej z cyklu „Mroczne oblicze Dolnego Śląska”

Na początku XX w. tragiczne wydarzenie wstrząsnęło Jelenią Górą i okolicami. Urodzona w Jeżowie Sudeckim kobieta miała podtruwać arszenikiem robotnika, niejakiego Schaffera, co ostatecznie doprowadziło do jego śmierci. Następnie miała sfałszować testament ofiary na swoją korzyść. Za te haniebne czyny Pauline Scholz stanęła przed sądem, a w wyniku przeprowadzonego procesu została uznana za winną i skazana na karę śmierci. Trucicielka została ścięta toporem na dziedzińcu aresztu śledczego w Jeleniej Górze.

Wstęp wolny

Miejsce: Muzeum Narodowe we Wrocławiu, s. 116, I piętro


3.10, g. 15:00 

Domy i zaułki moich wspomnień i snów. Warsztaty graficzne dla Seniorów z okazji Weekendu Seniora z Kulturą. Prowadzenie: Grzegorz Wojturski

Spotkanie będzie okazją do uruchomienia pamięci uczestników i przedstawienia interesujących budowli z rodzinnych miejscowości – wsi i miasteczek. Po naszkicowaniu obiektów, seniorzy przeniosą je na przygotowane matryce, z których prowadzący wykona kolorowe lub czarno-białe odbitki graficzne.

Bilety w cenie 20 zł, osoby 60+ wstęp wolny

Zapisy: edukacja@mnwr.pl lub 71 372 51 48

Miejsce: Muzeum Narodowe we Wrocławiu


4.10, g. 11:00

Kanon nieśmiertelności – sztuka starożytnego Egiptu. Wykład dr. hab. Mateusza Żmudzińskiego w ramach cyklu „Kurs historii sztuki”

Starożytni Egipcjanie pozostawili po sobie spuściznę tworzoną przez niemal cztery tysiąclecia. Monumentalne piramidy, świątynie gęste od kolumn, obeliski, dostojne posągi i barwne malowidła współistniejące z hieroglifami powstawały w czasie liczonym w dynastiach, w okresach nazwanych Starym, Średnim i Nowym Państwem. Słuchacze odbędą fascynującą podróż nad Nil, gdzie ludzie żyli krótko, ale nieustannie dążyli do nieśmiertelności.

Bilety w cenie 15 zł

Miejsce: Muzeum Narodowe we Wrocławiu, s. 116, I piętro


4.10, g. 15:00 

Różne oblicza miłości w malarstwie europejskim. Spacer tematyczny dla osób 60+ po wystawie „Sztuka Europejska XV-XX w.” w ramach Weekendu Seniora z Kulturą. Prowadzenie: dr Beata Lejman

Miłość niejedno ma imię. Matczyna jest wszechobecna i naszemu sercu najbliższa, ale przecież istnieje także ojcowska oraz uczucia dzieci do rodziców. Religia podkreśla wagę miłości Boga do ludzi i człowieka do Boga. Psychologia współczesne analizuje narcyzm, ale poza tą samolubną odmianą jest też przecież miłość siostrzana i braterska opiewana już przez starożytnych. A ta do zwierząt oraz nasza do tych wiernych stworzeń? I wreszcie ta damsko-męska i rodzinna, wszystkie mogą mieć różne wcielenia i moc. Zapewne z tego powodu Henry Purcell pytał: „Jeśli miłość jest słodka, dlaczego przynosi ból? Skoro jest cierpieniem, dlaczego jej pragniemy?”.

Obrazy prezentowane w Galerii Sztuki Europejskiej dają możliwość przyjrzenia się rozmaitym odmianom miłości i temu jaką formę nadawali artyści swoim pracom by je przedstawić. Możemy stawiać pytania o rolę sztuki (a może i miłości do niej?) w kształtowaniu naszego wyobrażenia o tym najważniejszym z uczuć i próbować szukać na nie odpowiedzi.

Wstęp z biletem na wystawę czasową, dla osób 60+ wstęp z biletem za 3 zł

Zapisy: edukacja@mnwr.pl lub 71 372 51 48

Miejsce: Muzeum Narodowe we Wrocławiu

Warsztaty hafciarskie, fot. R. Filipczak

Muzeum Etnograficzne

4.10, g. 12:00

Malowana makatka. Warsztaty rodzinne dla dzieci 6–12 lat towarzyszące wystawie „Życie na węglu. Ludzie, krajobrazy, dziedzictwo w obliczu transformacji energetycznej”. Prowadzenie: Olga Budzan

Makatki to najprościej mówiąc malowane, wyszywane lub drukowane tkaniny, które zdobiły wnętrza dawnych izb, domów i mieszkań. Dziś możemy spotkać je głównie w skansenach i muzeach. W trakcie warsztatów stworzymy razem kolorowe makatki na tkaninie. Ozdobimy je za pomocą szablonów przedstawiających same urocze rzeczy. Mamy nadzieję, że lubicie baletnice, sarenki i łabądki. Na warsztaty warto ubrać się w mniej odświętne ubrania lub zabrać ze sobą fartuszek, ponieważ będziemy malować farbami.

Bilety w cenie 10 zł

Zapisy: edukacja@muzeumetnograficzne.pl lub 71 344 33 13

Miejsce: Muzeum Etnograficzne we Wrocławiu


4.10, g. 15:00

Kwiaty z koszul i gorsetów. Warsztaty hafciarskie dla dorosłych z okazji Weekendu Seniora z Kulturą. Prowadzenie: Olga Budzan

Podczas warsztatów przyjrzymy się ubiorom z różnych części Polski. Zobaczymy jak rozmieszczone są na nich haftowane kwiaty. Zastanowimy się wspólnie, czy haftowana roślinność jest ukazana realistycznie i jakimi środkami efekt ten był osiągnięty. Będziemy się przyglądać zarówno małym, schematycznie przedstawionym bukiecikom, haftom krzyżykowym okazującym czerwono-czarne róże, jak i realistycznym przedstawieniom kwiatów polnych i ogrodowych.

Bilety w cenie 20 zł, osoby 60+ wstęp wolny

Zapisy: edukacja@muzeumetnograficzne.pl lub 71 344 33 13

Miejsce: Muzeum Etnograficzne we Wrocławiu

Ołtarz Zaśnięcia NPM ze Świdnicy, 1492, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek


Pawilon Czterech Kopuł Muzeum Sztuki Współczesnej


3.10, g. 11:00

Tryptyk gotycki – a co to takiego? Warsztaty plastyczne dla dzieci i młodzieży 10–15 lat, prowadzenie: Izabela Trembałowicz-Chęć

Czym były tryptyki, skąd wzięła się ich nazwa i dlaczego stawiano je na ołtarzach? Dla uczestników spotkania nie będzie to już tajemnicą, a na koniec sami staną się twórcami i jako zespół stworzą nastawę ołtarzową według wspólnego pomysłu.

Bilety w cenie 10 zł

Zapisy: edukacja.pawilon@mnwr.pl lub tel. 71 712 71 81

Miejsce: Pawilon Czterech Kopuł Muzeum Sztuki Współczesnej


3.10, g. 14:00

Kolor–kształt–emocja. Warsztaty integracyjne dla rodzin z dziećmi w spektrum. Prowadzenie: Marta Bańkowska

Wrzesień jest chwilą przejścia – lato jeszcze trwa w kolorach i zapachach, ale w codzienności pojawiają się już pierwsze oznaki jesieni. Podczas warsztatów inspirowanych obrazem Marii Jaremy „Figury przy stole” stworzymy kolażowe martwe natury budowane z uproszczonych form, nakładających się kształtów i przygaszonych barw. Na jednym obrazie spotkają się ostatnie ślady lata, pierwsze dary jesieni i przedmioty związane z powrotem do codziennego rytmu. Będziemy pracować plamą, rytmem i zestawieniem form, szukając własnego obrazu września – miesiąca, który przez chwilę należy do dwóch pór roku naraz.

Bilety w cenie 10 zł

Zapisy: edukacja.pawilon@mnwr.pl lub tel. 71 712 71 81

Miejsce: Pawilon Czterech Kopuł Muzeum Sztuki Współczesnej


3.10, g. 14:00

„Kolekcja sztuki polskiej II poł. XX i XXI w.” w kontekście „Lali” Jacka Dehnela, oprowadzanie literackie z okazji Weekendu Seniora z Kulturą. Prowadzenie: Justyna Oleksy

O uważności i o uroku przedmiotów, które stają się pamiątkami. O czasie i bezczasie. O przeszłości, która staje się teraźniejszością dzięki opowieści. O niezwykłej postaci i jej literackim portrecie pióra Jacka Dehnela.

Zapraszamy na wydarzenie mające charakter dyskusyjnego klubu książki na wystawie sztuki. Będzie to wędrówka po wystawie w nieco innym tempie niż zazwyczaj – z przystankami na czytanie, na literacką uważność na słowo, a także z otwartością na własne opowieści. Przejdziemy przez wystawę prowadzeni postacią Lali – charyzmatycznej babci z książki Jacka Dehnela, by zadać pytania: jak czas obchodzi się z ludźmi? A jak ludzie z czasem? A jak czas – z przedmiotami? Czym przedmioty stają się z czasem?

Oprowadzanie jest swoistym preludium do spotkania z pisarzem, które odbędzie się w Pawilonie Czterech Kopuł tego samego dnia o godz. 16:00.

Wstęp z biletem na wystawę stałą, osoby 60+ wstęp z biletem za 3 zł

Miejsce: Pawilon Czterech Kopuł Muzeum Sztuki Współczesnej


3.10, g. 16:00

Ambasadorzy Pawilonu: spotkanie z Jackiem Dehnelem, prowadzenie: Justyna Chojnacka

W ramach jubileuszu 10-lecia istnienia Pawilonu Czterech Kopuł jako Muzeum Sztuki Współczesnej zapraszamy na kolejne spotkanie z cyklu „Ambasadorzy Pawilonu”. Tym razem przewodnikiem po osobistym kanonie sztuki będzie pisarz, poeta, tłumacz i malarz Jacek Dehnel.

Wstęp wolny

Miejsce: Pawilon Czterech Kopuł Muzeum Sztuki Współczesnej


4.10, g. 12:00

Pewność siebie – wielka cnota. Oprowadzanie z elementami medytacji po wystawie „Stulecie” z okazji Weekendu Seniora z Kulturą. Prowadzenie: Barbara Przerwa

Punktem wyjścia do rozważań nad pewnością siebie, w kontekście postrzegania jej jako wielkiej cnoty, będą żywoty świętych, których wizerunki znajdziemy na wystawie „Stulecie. W rocznicę wielkiej wystawy śląskiej sztuki średniowiecznej”. Zastanowimy się wspólnie, czy w legendach dotyczących życia np. św. Jadwigi, św. Mikołaja, św. Małgorzaty czy św. Barbary znajdziemy epizody mówiące o sile ich charakteru i niezłomnej pewności i wiary w słuszność podejmowanych decyzji.

Wstęp z biletem na wystawę czasową, osoby 60+ wstęp z biletem za 3 zł

Zapisy: edukacja.pawilon@mnwr.pl lub tel. 71 712 71 81

Miejsce: Pawilon Czterech Kopuł Muzeum Sztuki Współczesnej


4.10, g. 14:00

Otwarta Pracownia. Warsztaty z okazji Weekendu Seniora z Kulturą. Prowadzenie: Kinga Łaska

Otwarta Pracownia to cykl twórczych spotkań dla każdego, kto chce dać sobie przestrzeń na artystyczne poszukiwania – bez presji, ocen i gotowych schematów. Tym razem inspiracją będzie złoto i jego obecność w sztuce. Podczas spotkania poznamy podstawy złocenia i sprawdzimy, jak za pomocą złotej powierzchni oraz materiałów, które ją imitują, można eksperymentować z formą, fakturą i światłem. To propozycja dla tych, którzy chcą tworzyć dla przyjemności i znaleźć wytchnienie w spokojnej, manualnej pracy, niezależnie od doświadczenia czy wcześniejszego kontaktu ze sztuką. 

Bilety w cenie 20 zł, osoby 60+ wstęp wolny

Miejsce: Pawilon Czterech Kopuł Muzeum Sztuki Współczesnej

informacja prasowa

wtorek, 15 września 2026

„Cudze rzeczy” prosto z Wenecji na Spektrum: znamy skład Konkursu 1,2

Znamy filmy zakwalifikowane do Konkursu 1,2 tegorocznego Festiwalu Filmowego Spektrum. W selekcji znalazło się sześć tytułów, a pośród nich „Cudze rzeczy” w reżyserii Grzegorza Dębowskiego, które 20 października otworzą dwunastą edycję festiwalu. Film miał światową premierę niecały tydzień temu w Wenecji, gdzie został uhonorowany nagrodą Bisato d’Oro za najlepszy scenariusz.

"Cudze rzeczy" w reż. Grzegorza Dębowskiego

Konkurs 1,2 to międzynarodowy konkurs pierwszych i drugich pełnometrażowych filmów fabularnych. Tym samym jest to sekcja dedykowana twórczyniom i twórcom, którzy na początku swojej filmowej drogi szukają własnego języka, podejmując ryzyko formalne, tematyczne i narracyjne. O tym, kto wyjedzie ze Świdnicy z nagrodą, zdecyduje festiwalowa publiczność. 

Jakie filmy znalazły się w selekcji?


Festiwal otworzą wspomniane już „Cudze rzeczy” Grzegorza Dębowskiego, które po światowej premierze w Wenecji i nagrodzie Bisato d’Oro za najlepszy scenariusz znalazły się w Konkursie 1,2. Film opowiada o Kasi, która "zarabia na życie" okradając mieszkania. Kiedy trafia do domu zmarłego mężczyzny, zaczyna podszywać się pod jego partnerkę. To, co początkowo jest sposobem na przetrwanie, przeradza się w podróż przez cudze wspomnienia i relacje. Film jest opowieścią o samotności, potrzebie bliskości i kłamstwie, które może czasem zrobić coś dobrego.

W selekcji konkursowej znalazło się również jedno z objawień tegorocznego Cannes, czyli „Gradiva” Marine Atlan, która zachwyciła krytyków nie tylko znakomitą obsadą i pięknymi zdjęciami, ale też niezwykle trafnym portretem młodych bohaterów. Grupa nastolatków wraz z nauczycielką łaciny wyjeżdża pociągiem do Pompejów. W oczekiwaniu na decyzje dotyczące swojej przyszłości młodzi bohaterowie zostają uwikłani w rywalizację, tłumione emocje i pierwsze doświadczenia miłosne. „Gradiva” przypomina, że intensywność przeżyć z czasów dorastania nie znika wraz z dorosłością, nawet jeśli z czasem próbuje się patrzeć na nie z dystansem.

"Grandiva" w reż. Marine Atlan

Kolejny konkursowy film prezentowany i nagrodzony w Cannes (Queer Palm) to „Flesh & Fuel” w reżyserii Pierre’a Le Galla. To niezwykle ciepła i przywracająca wiarę w miłość historia rozgrywająca się w świecie kierowców ciężarówek przemierzających europejskie autostrady. Francuz Étienne i Polak Bartosz spotykają się podczas jednej z tras. Ich miłosna relacja rozwija się pomiędzy kolejnymi przejazdami, pracą i tymczasowymi miejscami, w których zatrzymują się kierowcy.

Z Cannes Konkurs 1,2 przenosi się na Sundance, podczas którego nagrodę za najlepszy film fabularny otrzymał „Hold onto Me” wyreżyserowany przez Myrsini Aristidou. Jedenastoletnia bohaterka filmu, Iris, dowiaduje się, że jej dawno niewidziany ojciec wrócił do miasta. Dziewczynka postanawia go odnaleźć i trafia do podupadłej stoczni, gdzie mężczyzna pracuje. Jej uparta próba zbliżenia się do ojca przeradza się w kruchą i nieoczywistą więź. To kameralna historia o potrzebie bliskości i próbie odbudowania relacji, która przez lata właściwie nie istniała.

"Czas, który nie nadszedł" w reż. Julii Rogowskiej
W konkursie znalazły się również debiut w reżyserii Julii Rogowskiej. „Czas, który nie nadszedł” przenosi widzów do wyobrażonej przyszłości, w której starość stała się największym tabu. Sara wybiera naturalny bieg życia, podczas gdy jej partner Oskar decyduje się na kurację antygeriatryczną zapewniającą młodość. Kiedy po latach spotykają się ponownie, muszą zmierzyć się z pytaniami o miłość, przemijanie i wolność. To przewrotna opowieść o konsekwencjach próby zatrzymania czasu.

Selekcję zamyka film „Nie ma duchów w mieszkaniu na Dobrej” Emi Buchwald. To jeden z hitów ostatniego sezonu polskiego kina. Czworo rodzeństwa próbuje budować własne drogi życiowe, nie tracąc łączącej ich więzi. Najmłodszy Benek zmaga się z odrzuceniem przez starszego brata Franka, który był dotąd jego najlepszym przyjacielem. Na dodatek nawiedza go tajemniczy Dusiołek, który nie pozwala mu zasnąć. Buchwald łączy historię rodzinnych relacji z komedią i elementami metafizyki, tworząc opowieść o dorastaniu, bliskości i próbie pozostania razem mimo różnic.

Kolejne informacje dotyczące programu 12. Festiwalu Filmowego Spektrum już niebawem! Sprzedaż karnetów i biletów rozpocznie się 23 września, a festiwal odbędzie się w Świdnicy między 20 a 25 października.

informacja prasowa

Mozart – "Requiem" w Narodowym Forum Muzyki /zapowiedź/

6 listopada o 19.00 w Narodowym Forum Muzyki angielski dyrygent Jonathan Nott, uznawany za wybitnego interpretatora muzyki współczesnej, pod...

Popularne posty