Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania lech majewski, posortowane według daty. Sortuj według trafności Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania lech majewski, posortowane według daty. Sortuj według trafności Pokaż wszystkie posty

czwartek, 6 listopada 2025

Hans Memling. ULTIMUM IUDICIUM. Lech Majewski w Muzeum Narodowym w Gdańsku

Muzeum Narodowe w Gdańsku zaprasza na wernisaż „Hans Memling. Ultimum Iudicium. Lech Majewski”, który odbędzie się w piątek, 14 listopada o godz. 18.00 w Oddziale Sztuki Dawnej (ul. Toruńska 1, Gdańsk). Natomiast 15 listopada o godz. 12.00 odbędzie się spotkanie z Lechem Majewskim. Wstęp wolny.

Jak ceniony artysta może przetworzyć słynne dzieło innego artysty? A jeśli ten artysta to Lech Majewski, a dzieło to „Sąd Ostateczny” Hansa Memlinga? 14 listopada o 18.00 Muzeum Narodowe w Gdańsku w dawnym kapitularzu klasztoru franciszkanów rozpoczyna prezentację tryptyku wideofresków, który pozwala spojrzeć na nowo na dobrze znany obraz.

To, że „Sąd Ostateczny” Hansa Memlinga inspiruje, nikogo nie dziwi. Nawet jeśli chwilowo nie można go oglądać ze względu na szereg badań, którym jest poddawany w przygotowaniu do ponownej ekspozycji w grudniu 2026 roku, na różny sposób można z nim obcować poprzez twórczość innych artystów. Niedawno w Teatrze Wybrzeże mieliśmy premierę „Memling, czyli historia końca świata” w reżyserii znanej z wizualnej wyobraźni Agaty Dudy-Gracz, a w wyjątkowej scenerii Oddziału Sztuki Dawnej Muzeum Narodowego mogliśmy oglądać kolekcję mody „Psychostatis” Magdaleny Arłukiewicz i Jadwigi Możdżer w oprawie muzycznej Leszka Możdżera, Igora Korejwo i Łukasza Staniszewskiego.

– Wielokrotnie usiłowałem przyjrzeć się tryptykowi, ale zawsze był w pancernej skrzyni. Pamiętam moją frustrację kilkanaście lat temu, gdy przyjechałem z kamerą nakręcić na swój użytek zbliżenia potępionych i ułaskawionych postaci, które Memling tak fenomenalnie namalował. Odbiłem się wtedy od ściany, owej szklanej ściany ochronnej gabloty, rodzaju lustra, w którym przeglądały się twarze zwiedzających oraz lampy pomieszczenia. Usiadłem na ławce i zastanawiałem się, jak mogę przebić się przez szklaną barierę – być może jest taki moment, w którym ogromna gablota zostaje zdjęta dla renowacji obrazu – opowiada Lech Majewski, ceniony międzynarodowy artysta o ogromnym dorobku twórczym, poeta, malarz, pisarz i reżyser filmowy, teatralny i operowy.

Taki moment przyszedł podczas pandemii Covid19, kiedy tryptyk został wyjęty z gabloty, aby sprawdzić jego stan. Artysta mógł wreszcie przyjrzeć się za pośrednictwem obiektywu kamery szczegółom obrazu. Korzystając przez kolejne lata z zarejestrowanych materiałów, Lech Majewski stworzył narrację o przejmującej wizji Sądu Ostatecznego, uzupełnioną o efekty animacji i dźwięku.

– Powstała w ten sposób współczesna Biblia Pauperum, której ożywiona forma jeszcze dobitniej przybliża historie zawarte w obrazie ponad 550 lat temu. Wodząc oczami po detalach tryptyku w ślad za ruchem kamery, widz odkrywa na nowo tajniki skomplikowanej i wielowątkowej historii w nim zawartej – komentuje dyrektor Muzeum Narodowego w Gdańsku Piotr Stasiowski.

Wideofresk będzie prezentowany w kapitularzu w Oddziale Sztuki Dawnej Muzeum Narodowego. Ta szczególna przestrzeń dawnego klasztoru franciszkańskiego pełni ważną rolę w odbiorze dzieła, które ma formę tryptyku, zgodnie z układem oryginalnego obrazu. W centralnym planie przedstawiony jest Chrystus ukazany na złotym tle, zasiadający na tęczy, ze stopami spoczywającymi na złotej sferze. Poniżej Archanioł Michał stoi pośród rozległej równiny, oddzielając dusze błogosławione od potępionych. Po lewej stronie błogosławieni wstępują do Królestwa Niebieskiego, a po prawej demony porywają potępionych do piekła. „Sąd Ostateczny”, który przez wieki doczekał się wielu opracowań i analiz naukowych, tym razem przedstawiony w formie wideofresku staje się przystępny dla każdego odbiorcy, odkrywając swoje piękno i grozę.

–  W 2001 roku we współpracy z Biennale w Palagraziussi w Wenecji otwarta została wystawa moich prac wideo La Camera dei Caprioli. Krytyka włoska, pisząc o „ulotnych ruchomych obrazach płynących na ścianach Oratorio Palagraziussi” nazwała je „videofresco” i tak już zostało, tworząc łuk pomiędzy starą techniką malarską, a technologią współczesną – wyjaśnia pochodzenie pojęcia wideofresk Lech Majewski.

Otwarciu prezentacji będzie towarzyszyło spotkanie z Lechem Majewskim, które odbędzie się w sobotę 15 listopada o godz. 12.00. Artysta opowie m.in. o swoich motywacjach i inspiracjach do stworzenia filmowej adaptacji najważniejszego obrazu z kolekcji Muzeum Narodowego w Gdańsku. Na pewno podzieli się też swoją wiedzą, korzystając z wieloletniego doświadczenia prowadzenia wykładów na temat ukrytego języka symboli.


muzyka: Lech Majewski, Józef Skrzek

montaż: Norbert Rudzik, Eliot Ems

reżyseria dźwięku: Zbigniew Malecki, Lech Majewski

animacje: Szymon Padoł, NEURON STUDIO

współpraca operatorska: Jakub Laskowski

korekcja barwna: Norbert Rudzik

postprodukcja dźwięku: Zbigniew Malecki, SUPRA FILM

efekty synchroniczne: Eliot Ems

współpraca: Muzeum Narodowe w Gdańsku, Gdyńska Szkoła Filmowa, Stowarzyszenie Angelus Silesius

koordynacja: Gabriela Brdej

opracowanie graficzne: Janusz Kolton


Lech Majewski jest cenionym międzynarodowym artystą o ogromnym dorobku twórczym. Zajmuje się poezją, malarstwem, pisaniem oraz reżyserią filmową, teatralną i operową. Jego prace są pokazywane w galeriach i muzeach całego świata. Prowadzi też wykłady na temat ukrytego języka symboli na różnych uniwersytetach i uczelniach. Jest członkiem Amerykańskiej Akademii Sztuki i Wiedzy Filmowej, Gildii Reżyserów Amerykańskich i Europejskiej Akademii Filmowej. Studiował w Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie oraz na Wydziale Reżyserii PWSFTviT w Łodzi.

informacja prasowa

środa, 31 lipca 2024

Jacek Malczewski/Lech Majewski – wystawa wideoartów w Muzeum Narodowym w Poznaniu

 Od 26 lipca do 26 stycznia 2025 w Muzeum Narodowym w Poznaniu prezentowana jest wyjątkowa wystawa czasowa „Jacek Malczewski / Lech Majewski” w formie prezentacji wideoartów Lecha Majewskiego. Artysta wykorzystał sztukę wideo do interpretacji dzieł Jacka Malczewskiego. W przygotowanym specjalnie dla Muzeum Narodowego w Poznaniu cyklu 13 etiud filmowych reżyser posłużył się kilkunastoma obrazami młodopolskiego malarza. Niektóre z nich, jak „Thanatos”, „Portret rodziny artysty” czy „Śmierć na etapie”, są eksponowane równolegle do wideoartów w nowo otwartych przestrzeniach Galerii Sztuki Polskiej.

Kadr z jednego z wideoartów Lecha Majewskiego


Zaproszenie do wspólnej podróży

Wizyjne postaci wychodzą z okna pracowni Malczewskiego, przedstawionej na obrazie „Melancholia”, i przemierzają filmowe pejzaże Majewskiego. Podróżują przez kolejne dziesięciolecia i pory roku, przez syberyjskie i polskie krajobrazy, docierając ostatecznie do zurbanizowanej metropolii. Wędrują przez dawną i współczesną Polskę. W drodze stawiają pytania i szukają odpowiedzi. Czy kajdany opadły z naszych stóp czy wloką się za nami? Czy wizje Malczewskiego rezonują we współczesności? Jak bardzo brakuje nam wyobraźni malarza?

Odpowiedzi szukają również widzowie, zaproszeni przez reżysera do wspólnej wędrówki po metaforycznym świecie polskiego symbolisty. Świecie, w którym nie brakuje aniołów, chimer, faunów czy harpii. A Malczewski? Malczewski staje się pośrednikiem w opowieści snutej przez Majewskiego. Zaprasza w głąb swych obrazów, by następnie pomóc współczesnemu artyście zilustrować charakter dzisiejszego świata.

Kadr z jednego z wideoartów Lecha Majewskiego


Diagnoza współczesności

Wizualny dialog Lecha Majewskiego z Jackiem Malczewskim pozwolił na postawienie diagnozy współczesności. Jak reżyser postrzega XXI wiek? Jego uwagę przyciąga w dzisiejszym świecie postępujący zanik duchowości, marazm i paraliżujący bezwład, a wszystko to napędzane przez powszechny upadek obyczajów.

Wideoarty zostaną zaprezentowane w Galerii Sztuki Polskiej XIX wieku w bezpośrednim sąsiedztwie niezwykłych dzieł Jacka Malczewskiego, m.in. „Błędnego koła”, jednej z najbardziej znaczących prac w dorobku tego młodopolskiego symbolisty. Kolekcja jego obrazów i studiów malarskich, składająca się z blisko 150 obiektów, jest prawdziwą dumą Muzeum Narodowego w Poznaniu (większość z 50 dzieł należących do Fundacji im. Raczyńskich przy Muzeum Narodowym w Poznaniu, w tym słynna „Melancholia”, eksponowana jest w oddziale MNP w Rogalinie).

Kurator: Zuzanna Wagner

Współpraca kuratorska: dr Agnieszka Skalska

Identyfikacja wizualna: dr Agata Kulczyk, dr Marcin Markowski


informacja prasowa


wtorek, 22 czerwca 2021

Polskie Nagrody Filmowe Orły 2021 rozdane!

Najlepszym Filmem 23. Polskich Nagród Filmowych Orły został debiut Mariusza Wilczyńskiego “Zabij to i wyjedź z tego miasta”. To pierwszy raz w ponad dwudziestoletniej historii Orłów, kiedy Polska Akademia Filmowa w kategorii najlepszy film nagrodziła pełnometrażową animację. Mariusz Wilczyński otrzymał również Orła w kategorii Najlepszy Scenariusz.


Siedem Orłów powędrowało w ręce twórców filmu “25 lat niewinności. Sprawa Tomka Komendy”. Jan Holoubek otrzymał Orła za Najlepszą Reżyserię oraz w kategorii Odkrycie Roku, Agata Kulesza za Najlepszą Główną Rolę Kobiecą, Piotr Trojan za Najlepszą Główną Rolę Męską, Jan Frycz za Najlepszą Rolę Drugoplanową, Rafał Listopad za Montaż, a  Liliana Gałązka i Mirela Zawiszewska za Najlepszą Charakteryzację.

Nagrodę za Najlepszą Scenografię otrzymał Christopher Demuri oraz Lech Majewski (“Dolina Bogów”), Najlepsze Kostiumy Katarina Strbova-Bielikova (“Szarlatan”). Polska Akademia Filmowa nagrodziła Tadeusza Nalepę Orłem za Najlepszą Muzykę (“Zabij to i wyjedź z tego miasta”), Franciszka Kozłowskiego za Najlepszy Dźwięk (“Zabij to i wyjedź z tego miasta”). Michał Englert (“Śniegu już nigdy nie będzie”) i Piotr Sobociński jr (“Jak najdalej stąd”) ex aequo za Najlepsze Zdjęcia. Grająca w “Jak najdalej stąd” Kinga Preis wyróżniona została Orłem za Najlepszą Drugoplanową Rolę Kobiecą. “Wieloryb z Lorino” w reż. Macieja Cuske wygrał w kategorii Najlepszy Film Dokumentalny, “Król” Jana P. Matuszyńskiego otrzymał Orła za Najlepszy Serial Fabularny, a “Nędznicy” w reżyserii Lajd Ly za Najlepszy Film Europejski.

Nagrodę Publiczności, na którą głosowali użytkownicy Wirtualnej Polski, otrzymał film “Sala samobójców. Hejter” w reż. Jana Komasy.

Laureatem Orła za Osiągnięcia Życia podczas 23. Polskich Nagród Filmowych Orły został Jerzy “Duduś” Matuszkiewicz.


NAJLEPSZY FILM

Zabij to i wyjedź z tego miasta – reż. Mariusz Wilczyński


NAJLEPSZY FILM EUROPEJSKI

Nędznicy – reż. Lajd Ly


NAJLEPSZY FILMOWY SERIAL FABULARNY

Król – reż. Jan P. Matuszyński


NAJLEPSZA REŻYSERIA

Jan Holoubek – 25 lat niewinności. Sprawa Tomka Komendy


NAJLEPSZY SCENARIUSZ

Mariusz Wilczyński – Zabij to i wyjedź z tego miasta


NAJLEPSZA GŁÓWNA ROLA KOBIECA

Agata Kulesza – 25 lat niewinności. Sprawa Tomka Komendy


NAJLEPSZA GŁÓWNA ROLA MĘSKA

Piotr Trojan – 25 lat niewinności. Sprawa Tomka Komendy

NAJLEPSZA DRUGOPLANOWA ROLA KOBIECA

Kinga Preis – Jak najdalej stąd


NAJLEPSZA DRUGOPLANOWA ROLA MĘSKA

Jan Frycz – 25 lat niewinności. Sprawa Tomka Komendy


NAJLEPSZE ZDJĘCIA

Piotr Sobociński jr – Jak najdalej stąd

Michał Englert – Śniegu już nigdy nie będzie


NAJLEPSZA SCENOGRAFIA

Christopher Demuri, Lech Majewski – Dolina Bogów


NAJLEPSZA CHARAKTERYZACJA

Liliana Gałązka, Mirela Zawiszewska – 25 lat niewinności. Sprawa Tomka Komendy


NAJLEPSZE KOSTIUMY

Katarina Štrbová-Bieliková – Szarlatan


NAJLEPSZA MUZYKA

Tadeusz Nalepa – Zabij to i wyjedź z tego miasta


NAJLEPSZY DŹWIĘK

Franciszek Kozłowski – Zabij to i wyjedź z tego miasta


NAJLEPSZY MONTAŻ

Rafał Listopad – 25 lat niewinności. Sprawa Tomka Komendy


ODKRYCIE ROKU

Jan Holoubek – 25 lat niewinności. Sprawa Tomka Komendy

NAJLEPSZY FILM DOKUMENTALNY

Wieloryb z Lorino reż. Maciej Cuske


NAGRODA PUBLICZNOŚCI

Hejter reż. Jan Komasa


ORZEŁ ZA OSIĄGNIĘCIA ŻYCIA

Jerzy “Duduś” Matuszkiewicz


Polska Nagroda Filmowa Orzeł, przyznawana od 1999 roku przez Polską Akademię Filmową, jest powszechnie uważana za najważniejsze wyróżnienie rodzimej branży. Nominowani, a potem laureaci są wyłaniani w dwuetapowym głosowaniu. Nad jego prawidłowością i zgodnością z regulaminem, a także tajnością i poufnością całego procesu czuwa wiodąca na świecie firma audytorsko-doradcza, PwC, partner Polskiej Akademii Filmowej. Warto podkreślić, że podobnie jak w przypadku Oscarów, nominowanych oraz laureatów Orłów poznajemy w chwili publicznego otwarcia kopert. Oprócz nagród dla najlepszego filmu fabularnego, dokumentalnego oraz serialu, nagradzani są także aktorzy, aktorki, twórczynie oraz twórcy filmowi w aż dziewiętnastu kategoriach. Każdego roku wręczana jest także Nagroda za Osiągnięcia Życia oraz Nagroda Publiczności, której partnerem jest Wirtualna Polska.


Partnerem Orłów jest PwC. CANAL+ to oficjalny nadawca oraz partner Festiwalu Orłów 2021. Z kolei tegoroczni sponsorzy to Dr Irena Eris, Jean Louis David, ATM System, Mercedes Benz – MB Motors, Pako Lorente oraz Diagnostyka – Laboratoris Medyczne. Polskie Nagrody Filmowe Orły powstają przy wsparciu Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej. Patronami medialnymi Orłów 2021 są: Wirtualna Polska, Radio ZET, magazyn VIVA!, Viva.pl, wyborcza.pl, Anywhere, Magazyn Film i TV kamera, FilmNewEurope oraz Filmpolski.pl, a za obsługę fotograficzną odpowiada EastNews.


Wsparcia organizacyjnego udziela Krakowska Fundacja Filmowa, a listę filmów kandydujących do Orłów przygotowuje boxoffice.pl. Orły są organizowane przez Niezależną Fundację Filmową dla Polskiej Akademii Filmowej, producent wykonawczy – Message Film. 

informacja prasowa

piątek, 18 grudnia 2020

Eugeniusz Morawski - kompozytor wyklęty. Premiera albumu Polskiego Radia Chopin

Polskie Radio Chopin i Agencja Muzyczna Polskiego Radia prezentują ocalałe kompozycje tego zapomnianego dziś Twórcy – Mistrza ekspresjonistycznej instrumentacji i dramaturgii. Na trzech krążkach przypominamy wybitne nagrania z naszych archiwów w wykonaniu zespołów orkiestrowych Polskiego Radia pod kierownictwem znakomitych dyrygentów – Andrzeja Straszyńskiego, Szymona Kawalli i Michała Klauzy, Dyrektora Orkiestry Polskiego Radia w Warszawie.  Premierowy album jest najobszerniejszą, jak dotąd, fonograficzną retrospektywą twórczości Eugeniusza Morawskiego.  



Eugeniusz Morawski-Dąbrowa (1876-1948) - kompozytor, pedagog, artysta malarz, założyciel Société des Artistes Polonais w Paryżu (1909), Towarzystwa Opery Narodowej (1932) oraz Instytutu Fryderyka Chopina (1934). Za działalność w organizacji bojowej Frakcji Rewolucyjnej Polskiej Partii Socjalistycznej został skazany na zesłanie na Syberię. Ostatecznie karę złagodzono i Morawski wyemigrował do Francji. W 1908 roku zamieszkał w Paryżu, gdzie kontynuował studia artystyczne – muzykę, malarstwo i rzeźbę. Po powrocie do kraju w 1930 roku zajął się działalnością pedagogiczną, pełnił między innymi funkcję rektora Warszawskiego Konserwatorium Muzycznego, gdzie wykładał instrumentację. Z jego inicjatywy na uczelni powstały też nowe kierunki: muzykologia, wydział nauczycielski, klasa operowa i kapelmistrzów. Podczas II wojny światowej prowadził komplety w tajnym Konserwatorium. Aktywność Eugeniusza Morawskiego doprowadziła do otwartego konfliktu z Karolem Szymanowskim i jego środowiskiem. Ostatecznie kompozytor przegrał ten spór i jego twórczość popadła w zapomnienie. Większość kompozycji Artysty nie została wydana za jego życia, a podczas Powstania Warszawskiego znacząca część rękopisów spłonęła.  

Eugeniusz Morawski-Dąbrowa, fot. Wikipedia

Eugeniusz Morawski stworzył około dziesięciu poematów symfonicznych (nazywanych czasem niekonsekwentnie symfoniami), z których zachowały się jedynie trzy, prezentowane w niniejszym albumie. Ale nawet te utwory wystarczą, by dorobek tego kompozytora, na długie lata wyklętego z historii polskiej muzyki, sytuować wśród najwybitniejszych polskich symfoników początku XX wieku – Mieczysława Karłowicza i Karola Szymanowskiego
– podkreśla Marcin Gmys, Dyrektor Polskiego Radia Chopin i inicjator cyklu wydawnictw fonograficznych „From the Polish Radio Archives”.

„Eugeniusz Morawski – kompozytor wyklęty” to czwarty już album z serii „From the Polish Radio Archives”, która została zainaugurowana w 2018 r. Na najnowsze wydawnictwo fonograficzne Polskiego Radia Chopin i Agencji Muzycznej Polskiego Radia składają się trzy ocalałe poematy symfoniczne – „Nevermore” i „Ulalume” inspirowane mroczną poezją Edgara Allana Poego oraz „Don Quichotte”. Z archiwów Polskiego Radia wybrano też dwie zachowane partytury baletowe – „Świteziankę” i monumentalną, ukazującą się na płytach po raz pierwszy w historii fonografii „Miłość”. Twórcą projektu graficznego albumu jest jeden z najwybitniejszych polskich artystów-grafików profesor Lech Majewski.

***

Polskie Radio, obchodzące w tym roku 95-lecie istnienia, jest największym publicznym nadawcą radiowym w Polsce, emituje autorskie audycje muzyczne, programy publicystyczne, popularnonaukowe, edukacyjne, społeczne, rozrywkowe, familijne, religijne oraz słuchowiska i reportaże. Posiada cztery ogólnopolskie Programy – Jedynkę, Dwójkę, Trójkę, Polskie Radio 24 oraz Polskie Radio dla Zagranicy, a przez Internet, aplikacje i w systemie DAB+ nadaje: Czwórkę, Polskie Radio Dzieciom, Polskie Radio Chopin i Polskie Radio Kierowców. Portal polskieradio.pl publikuje codziennie najważniejsze wiadomości z kraju i ze świata oraz udostępnia unikatowe serwisy specjalne, materiały archiwalne i multimedia.

informacja prasowa

sobota, 12 grudnia 2020

Złote Lwy dla „Zabij to i wyjedź z tego miasta”

Po raz pierwszy w historii Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni nagrodę dla najlepszego filmu otrzymała pełnometrażowa animacja. Laureatów Złotych i Srebrnych Lwów, a także nagród indywidualnych w Konkursie Głównym oraz zwycięzców Konkursu Filmów Mikrobudżetowych i Konkursu Filmów Krótkometrażowych ogłoszono podczas Gali Zakończenia 45. FPFF w sobotę, 12 grudnia 2020 roku.



Nagrody regulaminowe w Konkursie Głównym przyznało Jury 45. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni w składzie:

Lech Majewski – Przewodniczący Jury

Grażyna Błęcka-Kolska

Marcin Lenarczyk

Ryszard Lenczewski

Dorota Masłowska

Jan P. Matuszyński

Cezary Pazura

Klaudia Śmieja-Rostworowska

Wielką Nagrodę „Złote Lwy” 45. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych dla najlepszego filmu „Zabij to i wyjedź z tego miasta” otrzymali reżyser Mariusz Wilczyński oraz producentki: Ewa Puszczyńska i Agnieszka Ścibior.

Nagrodę „Srebrne Lwy” 45. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych dla filmu „Sweat” otrzymali reżyser Magnus von Horn oraz producent Mariusz Włodarski.

Nagrodę „Złoty Pazur” 45. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w kategorii „Inne Spojrzenie” dla filmu „Magnezja”, otrzymali reżyser Maciej Bochniak oraz producenci: Leszek Bodzak i Aneta Hickinbotham.

Nagrody indywidualne otrzymali:

Magnus von Horn za reżyserię filmu „Sweat”

Piotr Domalewski za scenariusz do filmu „Jak najdalej stąd”

Jan Holoubek za debiut reżyserski za film „25 lat niewinności”

Michał Dymek za zdjęcia do filmu „Sweat”

Hania Rani za muzykę do filmu „Jak najdalej stąd”

Marek Warszewski za scenografię do filmu „Magnezja”

Franciszek Kozłowski za dźwięk w filmie „Zabij to i wyjedź z tego miasta”

Agnieszka Glińska za montaż filmu „Sweat”

Waldemar Pokromski i Agnieszka Hodowana za charakteryzację do filmu „Magnezja”

Dorota Roqueplo za kostiumy do filmu „Magnezja”

Aleksandra Konieczna za drugoplanową rolę kobiecą w filmie „Sweat”

Tomasz Włosok za drugoplanową rolę męską w filmie „Jak zostałem gangsterem. Historia prawdziwa”

Magdalena Koleśnik za główną rolę kobiecą w filmie „Sweat”

Piotr Trojan za główną rolę męską w filmie „25 lat niewinności”

Zofia Stafiej za debiut aktorski w filmie „Jak najdalej stąd”

Podczas gali zakończenia 45. FPFF ogłoszono również zwycięzców dwóch pozostałych konkursów filmowych.

Nagrodę za najlepszy film w Konkursie Filmów Mikrobudżetowych otrzymał reżyser Dawid Nickel za film „Ostatni Komers”.

Nagrodę im. Lucjana Bokińca dla Najlepszego Filmu w Konkursie Filmów Krótkometrażowych otrzymała reżyserka Olga Bołądź za film „Alicja i żabka”.

„Platynowe Lwy”, nagrody za całokształt twórczości ufundowane przez Stowarzyszenie Filmowców Polskich, odebrali reżyserzy Andrzej Barański i Feliks Falk.

45. Festiwal Polskich Filmów Fabularnych odbywał się on-line w dniach 8-12 grudnia 2020 roku w Gdyni.

Organizatorzy Festiwalu: Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Polski Instytut Sztuki Filmowej, Stowarzyszenie Filmowców Polskich, Prezydent Miasta Gdyni, Marszałek Województwa Pomorskiego

Współorganizatorzy: Telewizja Polska, Instytut Adama Mickiewicza, Narodowe Centrum Kultury

Partnerzy Główni: Mercedes-Benz BMG Goworowski, Dr Irena Eris

Partnerzy: KINO POLSKA, PKP Intercity

Ogólnopolscy Patroni Medialni: Telewizja Polska, Radiowa Jedynka, Trójka - Program Trzeci Polskiego Radia, Rzeczpospolita, Miesięcznik Kino, Filmweb, Onet, ELLE, Gala, Super Express

Lokalni Patroni Medialni: Telewizja Gdańsk, Radio Gdańska, Dziennik Bałtycki, Trojmiasto.pl


informacja prasowa

poniedziałek, 17 sierpnia 2020

Dolnośląskie Centrum Filmowe zaprasza 14 do 20 sierpnia 2020

W nadchodzącym tygodniu DCF szczególnie gorąco zaprasza na premierowy pokaz filmu “Dolina Bogów” Lecha Majewskiego z Johnem Malkovichem w roli głównej. Na premierze będzie obecny reżyser, operator, scenarzysta, producent i scenograf filmu Lech Majewski. Ponadto kolejne spotkania z Chaplinem, specjalne pokazy „Incepcji” i „Parasite” w wersji czarno-białej(!), a premierowo - komedia „Arab Blues”.


WYDARZENIA


„Parasite” – wersja czarno-biała

Koreański reżyser jest wielbicielem klasycznego kina i zawsze marzył o realizacji czarno-białego filmu. Światowy sukces „Parasite” pozwolił mu na to! „Parasite” w wersji czarno-białej to nie tylko szansa na powtórne odkrycie arcydzieła światowego kina, ale zupełnie nowe doświadczenie.
15 sierpnia | godz. 19:30 | Bilety: 22 zł

“Dolina Bogów”. Pokaz premierowy z udziałem reżysera

W środę, 19 sierpnia o godz. 18.00 odbędzie się premierowy pokaz filmu “Dolina Bogów” Lecha Majewskiego, zrealizowanego przy wsparciu Dolnośląskiego Funduszu Filmowego. Na premierze będzie obecny reżyser, operator, scenarzysta, producent i scenograf filmu Lech Majewski.
19 sierpnia | godz. 18:00 | Bilety: 20 zł
Film w repertuarze Kina DCF od 21 sierpnia.


W starym kinie | Sierpień z Charliem Chaplinem

W wakacyjne wtorki w ramach spotkań „W starym kinie” zapraszamy na pokazy filmów Charliego Chaplina, który był jedną z pierwszych prawdziwych ikon kina oraz legendą Hollywoodu..
„Dyktator” | 18 sierpnia | godz. 19:30 | Bilety: 18 zł
„Światła rampy” | 25 sierpnia | godz. 19:30 | Bilety: 18 zł


„Incepcja” – 10 lat od premiery | Pokazy specjalne

Po 10-ciu latach od premiery na ekrany wraca wizjonerska superprodukcja Christophera Nolana, by ponownie zabrać widzów w podróż dookoła kuli ziemskiej oraz w głąb świata snów. Od 12 do 20 sierpnia codziennie w DCF

PREMIERY OD 14 sierpnia:
„Arab Blues”

CYKLE

Filmowy Klub Seniorów - Seanse – wtorki, godz. 13.00 | Bilety - 13 złotych
18 sierpnia | „Lato w Prowansji” | reż. Rose Bosh | Francja 2014 | 105’
25 sierpnia | „Maria Callas” | reż. Tom Volf | Francja 2017 | 113’

informacja prasowa

sobota, 8 sierpnia 2020

“Dolina Bogów”. Pokaz premierowy z udziałem reżysera

W środę, 19 sierpnia o godz. 18.00 Dolnośląskie Centrum Filmowe zaprasza na premierowy pokaz filmu “Dolina Bogów” Lecha Majewskiego, zrealizowanego przy wsparciu Dolnośląskiego Funduszu Filmowego. Na premierze będzie obecny reżyser, operator, scenarzysta, producent i scenograf filmu Lech Majewski.

Kadr filmu "Dolina bogów" w reż. Lecha Majewskiego

Największy wizjoner polskiego kina – Lech Majewski („Młyn i Krzyż”, „Angelus”, „Ogród rozkoszy ziemskich”, „Wojaczek”, "Onirica") – powraca z nową produkcją, wypełnioną niezwykłymi doznaniami i oszałamiającymi efektami audiowizualnymi.

„Dolina Bogów” to artystyczna uczta wykraczająca poza tradycyjny obraz filmowy. Historia o bogach ukrytych w górach, oparta na legendzie plemienia Navajo, hipnotyzuje zdjęciami, które reżyser współtworzył razem z Pawłem Tyborą („Onirica”) w stanie Utah w USA oraz muzyką skomponowaną przez laureata Oscara® – Jana A.P. Kaczmarka.

W tytułowej Dolinie Bogów krzyżują się trzy wątki narracyjne, które prowokują widza do własnych interpretacji. Pierwszy to archaiczna legenda Indian Navajo o bogach zamkniętych w skałach doliny Valley of the Gods pełna bogatej symboliki i archetypów. Drugi to historia najbogatszego człowieka globu, tajemniczego Wesa Taurosa (John Malkovich), który dotknięty osobistą tragedią, ukrywa się przed światem. Trzeci wątek jest historią narratora, Johna Ecasa (Josh Hartnett), pisarza, który zmaga się z traumatycznym rozstaniem z żoną i twórczym kryzysem. W tym czasie firma Taurosa eksploatująca rudę uranu przejmuje Dolinę Bogów, gdzie planuje drążyć tunele w świętej ziemi. Spokój przodków Navajo zostaje zburzony a skały rodzą mściciela. Widz pozostaje z pytaniami: Jak daleko można posunąć się dla miłości? Jakie tajemnice skrywa mityczna ziemia Navajo?

informacja prasowa

Lech Majewski: Inspiracją jest zawsze obraz /wywiad/

Z wybitnym wizjonerem kina rozmawiam o fenomenie Wenecji, spotkaniu z Antonionim, wizycie na planie filmu Bergmana i malarskich fascynacjach.  

Lech Majewski, fot. ze strony internetowej artysty
Barbara Lekarczyk-Cisek: Jest Pan artystą obdarzonym wieloma talentami: pisarskim, poetyckim, malarskim, muzycznym, tworzy też autorskie kino. Ale w młodości zapowiadał się Pan przede wszystkim jako artysta malarz. Podobno, mając bodaj czternaście lat, zorganizował Pan pierwszą wystawę, wybierał się na studia na ASP… Skąd więc nagle kino?

Lech Majewski: Aby to wyjaśnić, muszę sięgnąć wstecz, do czasów, kiedy jeździłem na wakacje do Wenecji. Często wyjeżdżałem tam jako nastolatek, we Włoszech mieszkał bowiem mój wujek, który był profesorem konserwatorium muzycznego. Właściwie mieszkał w Mediolanie i był krytykiem muzycznym „Corriere Della Sera”, specjalizującym się w recenzjach koncertów La Scali, a przez cztery dni uczył historii kompozycji w weneckim konserwatorium. W lecie jego mieszkanie akademickie było wolne, więc zaproponował nam, że możemy z niego korzystać. Tym sposobem spędzałem całe wakacje w Wenecji, w której do dziś pomieszkuję i która stała się najbliższym mi miastem, obok Katowic. W Katowicach narodziłem się fizycznie, a w Wenecji duchowo i … filmowo.

To miasto  jest soczewką wszystkiego, co się dzieje w sztuce. Na Biennale w Wenecji poznałem takich twórców współczesnej sztuki, jak Roy Lichtenstein, Andy Warhol czy Giorgio de Chirico. To były czasy, kiedy artyści nie byli tak niedostępni jak dzisiaj.

Oprócz tego obcowałem ze sztuką dawną i byłem zakochany w małym obrazie Giorgione`a, zatytułowanym ”Burza” – bardzo tajemniczym, którego głębia kolorów i aura tajemniczości sprawiały, że spędzałem przy nim całe godziny. W owym czasie malowałem i wybierałem się na Akademię Sztuk Pięknych. Otóż w pewnym momencie tam, w Wenecji, uświadomiłem sobie, że tajemniczą atmosferę z obrazu Giorgione`a niedawno widziałem w kinie, w scenie parku z ”Powiększenia” Antonioniego. Jest w niej brzemienna cisza. Zdałem sobie wówczas sprawę, że gdyby Giorgione żył w naszych czasach, to z pewnością robiłby filmy. Tak więc zdecydowałem się zdawać do szkoły filmowej pod wpływem ”Burzy”, nie wiedząc wiele o filmie. I chociaż nie spełniałem wymogu formalnego (nie miałem ukończonych wyższych studiów), zostałem przyjęty. Wcześniej byłem na konsultacji u Henryka Kluby, któremu pokazałem swoje obrazy, rysunki, fotografie i wiersze. I to on zachęcił mnie do zdawania, dając nadzieję, że dostanę się na studia, jeśli zdam egzamin. Powiedział, że będę eksperymentem i tak się stało. Byłem najmłodszy na roku, o siedem lat młodszy od drugiego najmłodszego studenta.

Podobno Antonioni jeszcze raz się Panu przysłużył, kiedy pojawił się osobiście w łódzkiej Filmówce…

Antonioni nie miał w planach wizyty w szkole filmowej – miał być w "Kwancie”- legendarnym klubie filmowym, którego szef, Andrzej Słowicki, zaprosił mnie na to spotkanie. Ponieważ jednak następnego dnia rozpoczynałem realizację etiudy pod auspicjami Jerzego W. Hasa, który był niesłychanie wymagający, toteż zrezygnowałem z wyjazdu do Warszawy. Nie znałem wtedy dobrze języka filmowego, a musiałem stworzyć precyzyjny scenopis, którego uczyłem się na pamięć. I tak nie spałem całą noc, bo miałem wyrzuty sumienia, że nie pojechałem na spotkanie z Antonionim, a poza tym przeżywałem mający nastąpić nazajutrz mój pierwszy plan filmowy. Tymczasem w poniedziałek rano w szkole pojawił się niezapowiedziany Antonioni. Dosłownie wyrwałem się z planu, bo mój kierownik produkcji nie chciał mnie wypuścić na to spotkanie. Byłem jednak zdeterminowany. Kiedy się pojawiłem w szkolnej sali kinowej, wszyscy siedzieli w nabożnej ciszy, bo nikt nie ośmielił się zadać pytania. W końcu ktoś zapytał, nawiązując do ”8 i pół” Felliniego, kiedy reżyser zrobi swoje "9”? Na co Antonioni odpowiedział, że już zrobił – ”Zawód reporter”, z którym właśnie przyjechał do Polski na Konfrontacje. W końcu odważyłem się i zadałem praktyczne pytanie o to, czy kiedy idzie na plan, to też się uczy na pamięć scenopisu. Odpowiedział, że przeciwnie – stara się zapomnieć. Zdenerwowała mnie wówczas jego odpowiedź. Pomyślałem,  że otrzymałem w odpowiedzi zgrabny bon mot, więc mu powiedziałem, żeby sobie ze mnie nie kpił, bo to dla mnie rzecz niezmiernie ważna. Na co uśmiechnął się i odparł, że mnie bynajmniej nie zbył, bo kiedy idzie na plan, to naprawdę nie chce pamiętać, co ma kręcić, tylko patrzy, jak  wygląda świat: jaka jest pogoda, jakie światło, jak się układają włosy jego aktorki… I z tego próbuje zbudować scenę. A jeśli mu to nie wychodzi, wzywa asystenta, żeby mu przypomniał, co mają dzisiaj kręcić.

Poszedłem potem do atelier, na swój plan filmowy – zdruzgotany tym, jak tandetnie wygląda otaczająca mnie rzeczywistość. Wszystko było stare, brzydkie, szwenk w kamerze był luźny, więc operator użył miotły, aby go ustabilizować… W akwarium pływały zdechłe ryby… A tu nagle otworzyły się drzwi, wszedł rektor, Maria Kornatowska, Antonioni i jeszcze ktoś z włoskiej ambasady, otoczeni wianuszkiem kamer. Zachęcono mnie, abym podszedł i wtedy Antonioni uścisnął mi rękę, życząc powodzenia. To jest niesamowite, że w życiu takie rzeczy się zdarzają!

Po latach, kiedy Antonioni umarł, napisałem do ”Rzeczpospolitej” jego nekrolog. A kiedy niedawno byłem we Włoszech, spotkał mnie niesłychany zaszczyt, ponieważ zostałem jurorem festiwalu włoskich filmów dokumentalnych i krótkometrażowych. W związku z tym festiwalem przygotowano galerię portretów włoskich twórców, którzy byli przewodniczącymi jury. Byłem jedynym nie-Włochem i mój portret powieszono obok… Antonioniego. Moment metafizyczny… Potem miałem wykłady na Akademii Sztuk Pięknych w Rzymie (wł. Accademia Nazionale di San Luca), otrzymałem pięknie wydany album, zawierający znakomite, bardzo wnikliwe analizy wszystkich filmów Antonioniego.

Wróćmy jednak do szkoły filmowej. Kto, poza Wojciechem Hasem, wywarł na Pana wpływ?

Największy wpływ miał na mnie Has i Królikiewicz. Wykłady Grzegorza Królikiewicza nie dadzą się porównać z niczym. Ten show, który urządzał i jak nas prowokował do myślenia… Do młodych durniów, którymi wówczas byliśmy, przemawiał bardzo skutecznie. Jego zajęcia przypominały amerykańskie filmy sądowe – tak to prowadził. Był zarazem oskarżycielem (naszej bezmyślności), jak też adwokatem filmów. Robił to pięknie! Jego analityczny umysł był niezrównany. Jego wykłady były dla nas wielkim przeżyciem. Z kolei Has był introwertykiem. Przypalał ”Marlboro”, popiół spadał na jego nylonowy golf, w którym wypalał dziury… Cedził słowa, ale w jego podejściu do kina był wielki świat. Ważną dla mnie osobą była także Maria Kornatowska, również bardzo ludzka, prywatna, a jednocześnie światowa. Ponadto Henryk Kuźniak, który był wyjątkowo dobrym pedagogiem wykładając muzykę filmową.

Podobno był Pan także na planie filmowym u Ingmara Bergmana…

Wygrałem wówczas konkurs na scenariusz i pierwszą nagrodą było (w ramach wymiany między szkołami filmowymi) uczestnictwo w planie filmowym ”Twarzą w twarz”.

Jakie wrażenie sprawiał Bergman podczas pracy nad filmem?

Kiedy rok wcześniej byłem na planie polskiego filmu pewnego znanego reżysera, co i rusz słyszałem, że kręcimy arcydzieło, mimo że był to absolutny gniot. Interesowało mnie więc, co wobec tego mówi na planie twórca prawdziwych arcydzieł. Byłem też dobrze przygotowany ”z Bergmana”.  Pojechałem więc do Szwecji i nazajutrz po przyjeździe poszedłem na plan. Wszyscy już od rana dziarsko się uwijali, co wprawiło mnie w zdumienie po uprzednich doświadczeniach, ale przede wszystkim szukałem Bergmana. Sądziłem, że pewno pojawi się na planie jak jakiś cesarz. W końcu zapytałem asystenta producenta. Ten wskazał mi palcem jakiegoś mężczyznę, który klęczał w przepoconej koszuli i przesuwał kabel… Dopiero wtedy rozpoznałem Bergmana.

Miał taki system, że kiedy rozmawiał z aktorami, to zawsze ustawiał się w pozycji niższej niż oni. Poza tym męczył się nad ujęciami jak jakiś, nie przymierzając, debiutant. To była fizyczna walka człowieka z przestrzenią i ze swoim własnym wnętrzem. Mimo że był protestantem, człowiekiem niezwykle precyzyjnym, to jednak dopuszczał do siebie nieznane.

Rozmawiałem z nim potem kilka razy, zawsze bardzo krótko, bo nie był wylewnym człowiekiem.Mówił mi, że w kinie nic nie wiadomo na pewno. Za każdym razem jest tak, jakby się zaczynało od nowa. Przy tego typu podejściu – rzeczywiście tak jest. Gdy obserwuję młodych reżyserów, to są pełni buty. Bergman zaś był obrazem pokory.

Czy Pański debiut – ”Rycerz” nie jest czasem z ducha Bergmana, z jego ”Siódmej pieczęci”?

Pewnie jest. Ale także z Tarkowskiego… Te filmy mnie fascynowały!

Jak to właściwie jest z tymi inspiracjami? Czy na początku jest w Pański wypadku obraz, np. malarstwo Ucella, jak to było w przypadku ”Rycerza”? Czy może impulsy płyną z innych źródeł?

Dzięki Włochom zrozumiałem, że nie można ograniczać się do jednego środka wyrazu. Różne tematy domagają się innej ekspresji. Żyjemy w czasach, w których jest się synonimem albo anonimem. Innymi słowy, albo kogoś się z czymś utożsamia, np. z kinem, tenisem, albo się nie istnieje. Dzisiejszy świat jest tak pogubiony, że żąda od człowieka jednoznacznych rozwiązań. Jeśli coś jest bardziej skomplikowane, zaczyna być podejrzane. Przykładem takiego człowieka, który zajmował się wieloma dziedzinami, jest Leonardo da Vinci. Ale wybacza mu się to ze względu na ”Monę Lisę”. Nikt nie traktuje poważnie całej reszty.

W moim wypadku inspiracją jest zawsze obraz. To swego rodzaju wizja. Niektóre moje wizje obradzają jak drzewo, a inne nie. Te, które emitują kolejne obrazy, stają się centralnym punktem, rodzajem osi. Z tego rodzi się potem albo teatr, albo opera, albo film, seria video artów, rzeźba… Np. scenę orki w hipermarkecie w ”Onirica” ujrzałem wewnętrznym okiem, robiąc zakupy  w takim miejscu.

Czy w przypadku ”Angelusa” punktem wyjścia było malarstwo Ociepki? 


Zaczęło się od tego, że przeczytałem w ”NaGłosie” artykuł Seweryna A. Wisłockiego, który opisał fenomen Grupy Janowskiej. W owym czasie interesowałem się kultem proroka Eliasza Klimowicza, który założył Wierszalin, gdzie chciał zbudować raj na ziemi. O ruchu tym pisał w latach 70. prof. Włodzimierz Pawluczuk. Chciałem nawet zrobić adaptację tekstu T. Słobodzianka, ale nic z tego nie wyszło. W tym samym czasie mój św. pamięci przyjaciel Irek Siwiński zwrócił moją uwagę na historię Grupy Janowskiej, sięgającą lat 30. XX wieku. Była to założona przez Teofila Ociepkę gmina okultystyczna, której jedną z form ekspresji było malarstwo. Przeczytanie artykułu Wisłockiego natychmiast zaczęło skutkować wizjami i obrazami. Pojechałem do domu, w którym mieszkał pociotek Teofila Ociepki, który zaprowadził mnie na strych i dał harfę po malarzu.

Po ”Rycerzu” wyjechał Pan za granicę i robił tam filmy bliższe mainstreamowi, np. ”Ewangelię według Harry`ego”.  Mimo że w Ameryce doceniono Pańską twórczość i miał Pan tam znakomite warunki, postanowił jednak wrócić. Co Pana do tego skłoniło?

Mnie dopieszczają i doceniają wszędzie, z wyjątkiem Polski i to mi się najbardziej podoba (śmiech). To mnie trzyma w formie.

Dziękuję za rozmowę. 


Wywiad ukazał się pierwotnie na Kulturaonline.pl 15 września 2015 r.


Link do recenzji filmu "Onirica"


Link do recenzji filmu "Młyn i krzyż"







Dedykacja Lecha Majewskiego w książce "Asa Misi Masa. Magia w 81/2 Felliniego"
Wyd. Videograf, Katowice, 1994

niedziela, 5 kwietnia 2020

„Młyn i krzyż” Lecha Majewskiego jako metafora ludzkiego losu /recenzja filmu/

Będąc wiernym odtworzeniem obrazu Bruegla, film zawiera jednocześnie przesłanie uniwersalne – opowiada o ludzkim losie, pełnym niezawinionego cierpienia i okrucieństwa. Mówi także o roli artysty, który towarzyszy człowiekowi i potrafi zatrzymać czas utrwalając to, co przemijające.


Młyn i krzyż jest jego drugą – po Ogrodzie rozkoszy ziemskich – próbą zmierzenia się z malarstwem dawnych mistrzów. Tym razem artysta ożywił obraz Pietera Bruegela Starszego Procesja na Kalwarię (1564). 

Droga na Kalwarię, 1564, olej na płótnie,  Kunsthistorisches Museum, Wiedeń
Należałoby może przypomnieć, że Lech Majewski to twórca wielostronnie uzdolniony: reżyser filmowy, teatralny i operowy, poeta, prozaik, malarz, a także - czego można było doświadczyć na spotkaniu z artystą – wspaniały gawędziarz. Wypada żałować, że tak rzadko można obejrzeć go w kraju, gdy tymczasem Museum of Modern Arts zorganizowało retrospektywę jego filmów, a w Luwrze, gdzie odbyła się premiera Młyna i krzyża, cały luty wystawiane były jego wideoarty.

To sztuka historyczna, która opowiada Pasji Chrystusa i pasji Flandrii ciemiężonej przez Hiszpanów. Chrystus i dwaj złodzieje stają się tu ucieleśnieniem losu wielu kobiet i mężczyzn torturowanych i straconych w drugiej połowie XVI wieku, w czasach hiszpańskiej inkwizycji – wyjaśnił artysta podczas spotkania z publicznością.


Kadr z filmu Lecha Majewskiego Młyn i krzyż

Pejzaż filmu wypełnia ogromna liczbą postaci, wśród których znajdziemy samego Breugela oraz bankiera, który zakupił jego obraz. Większość z przestawionych tam osób jest zajęta swoimi sprawami i nie zdaje sobie sprawy ze znaczenia mającego nastąpić Ukrzyżowania. Tłum przygląda się scenie, w której żołnierze rozkazują Szymonowi Cynerejczykowi pomóc dźwigać krzyż. Na pierwszym planie siedzi wędrowny kramarz, podczas gdy Chrystusa w ogóle nie widać. Tylko jedna grupa postaci kojarzy się z tematyką obrazu, a mianowicie na pierwszym planie, po prawej stronie widzimy grupę kobiet, którym św. Jan dodaje otuchy. Z płaskiej równiny wyrasta w głębi obrazu ogromna skała, na której stoi młyn.

Scena Ukrzyżowania, kadr z filmu Młyn i krzyż

Zarówno na obrazie, jak i w filmie młyn pełni  rolę metafory: młyńskie koła mielą ziarno, symbolizujące ludzkie życie, a Młynarz staje się figurą zastępczą samego Boga. Obraz istotnie przypomina filmowy kadr, który zaprasza do tego, aby go ożywić za pomocą wyobraźni. I Lech Majewski podejmuje się tego zadania z wielkim sukcesem. A było to zadanie niełatwe, o czym dowiedzieliśmy się podczas spotkania po projekcji.

Przestrzeń filmowa składa się z siedmiu połączonych ze sobą części i jest przestrzenią wykreowaną, podobnie jak na obrazie. Majewski stworzył ją z fragmentów Jury Krakowsko-Częstochowskiej, odpowiednio dla potrzeb filmu przetworzonej, a niebo pochodzi ze zdjęć zrobionych podczas pobytu w Nowej Zelandii. Nawet pająk i jego sieć zostali wykreowani w efekcie bezpośrednich obserwacji i prób.

Będąc wiernym odtworzeniem obrazu Bruegla, film zawiera jednocześnie przesłanie uniwersalne – opowiada o ludzkim losie, pełnym niezawinionego cierpienia i okrucieństwa. Mówi także o roli artysty, który towarzyszy człowiekowi i potrafi zatrzymać czas utrwalając to, co przemijające.

Recenzja ukazała się pierwotnie na portalu PIK Wrocław 26 lipca 2011 roku, w ramach relacji z MFF Nowe Horyzonty.

polski zwiastun filmu

Rozmowa z Lechem Majewskim

sobota, 11 stycznia 2020

Sen jako sposób poznania siebie i świata

Tajemnice snu, znaczenie obrazów sennych zawsze fascynowały ludzi. To motyw stary jak świat i pojawia się w literaturze od jej początków. Warto więc przyjrzeć się mu w szerszej perspektywie, ze szczególnym uwzględnieniem romantyzmu i twórczości Adama Mickiewicza. W swoich dywagacjach  nie pominę także współczesności, odnosząc się do filmu Onirica Lecha Majewskiego.

Jean Miro, Sny


Sny przed romantyzmem


W tzw. Papirusie 3 Chestera Beaty, pochodzącym z 2000 roku p.n.e. znajdziemy komentarze do około dwustu snów. Źródła naszej kultury": Biblia i antyk zawierają liczne teksty, w których sny odgrywają szczególną rolę. W Starym Testamencie Bóg tworzy kobietę z żebra mężczyzny podczas jego snu:

Wtedy to Pan sprawił, że mężczyzna pogrążył się w głębokim śnie, i gdy spał, wyjął jedno z jego żeber, a miejsce to zapełnił ciałem. Po czym Pan Bóg z żebra, które wyjął z mężczyzny, zbudował niewiastę. (Rdz. 2, 21)

Począwszy od starożytności przypisywano snom cechy przepowiedni, proroctwa, wróżby czy ostrzeżenia:

... przyszedł Bóg do Abimeleka we śnie i powiedział do niego: "Umrzesz z powodu tej kobiety, którą zabrałeś, gdyż ona ma męża". (Rdz. 20, 3)

Umiejętności interpretacji snów zawdzięcza Józef swoje wywyższenie na dworze faraona (sen o krowach tłustych i chudych, Rdz. 41, 1-41). Także przyszłość świata została objawiona św. Janowi we śnie. (Apokalipsa św. Jana)

W literaturze greckiego antyku sny również zawierają wizje i przepowiednie: przed narodzinami Parysa Hekabe śni, że urodziła pochodnię, zaś w Odysei Homera Atena zsyła na Penelopę sen, w czasie którego uczyniła ją piękną, by wzbudziła zachwyt Achiwów. O tym, że problematyka snów  traktowana była przez Greków w sposób szczególny, dowodzą też dialogi Platona. Autor Uczty pisze w Timajosie, że sny powstają w wątrobie, będącej medium, przez które rozumna część duszy komunikuje swe myśli. A zatem już w starożytności usiłowano dociec natury snów. Odwołując się do tradycji platońskiej, snuje swe rozważania Cycero, którego traktat O wróżbiarstwie należał do "lektur obowiązkowych" wykształconego romantyka. Od niego przejęli romantycy przekonanie o wspólnym źródle snów i natchnionej poezji. Sen fascynował romantyków - zarówno jako temat literacki, jak też jako sposób na poznanie siebie i świata.

Średniowiecze traktowało sny powściągliwie, w obawie, że mogą one być również inspirowane przez nieczyste moce. Podkreślano też wpływ czynników fizjologicznych na wyobraźnię śniacego. J. le Goff pisze, że w średniowieczu pojawiła się

...nowa hierarchia śniących. Na dole grzesznicy, których napastują sny diabelskie; w środku sprawiedliwi, zwykle bezpieczni od snów; na górze święci, których mogą nawiedzać sny zesłane przez Boga. (J. Le Goff, Sny średniowiecza)

Okazuje się, że hierarchia średniowieczna dotykała nawet tak intymnej sfery ludzkiego życia...

Zainteresowanie snem powróciło ponownie w renesansie. Pisał o nich Paracelsus, dzieląc je na pochodzące od Boga i rodzące się z ludzkiej psychiki. Wznowiono też sennik Artemidora z II w, n.e. Pełne znaczenie psychologiczne i metafizyczne zyskuje sen u Szekspira, zaś w Śnie nocy letniej staje się on rodzajem inspiracji, prowadząc w świat fantazji i cudowności. W rodzimej literaturze dość wspomnieć fraszkę Do snu Jana Kochanowskiego, w której sen wyzwala duszę z więzienia materii (ciała), ponadto zaś w jakimś sensie przygotowuje człowieka do ostatecznego ich rozstania, czyli do śmierci.

Dokonując krótkiego przeglądu problematyki snów przed romantyzmem, warto również wspomnieć o baroku, wtedy bowiem sen staje się przedmiotem rozważań filozoficznych (Pascal), a także tematem literackim (Życie jest snem Calderona). Dla Pascala życie na jawie bywa mniej realistyczne niż sny, te zaś bywają realne jak samo życie. Calderon - podobnie jak Pascal - zaciera granice jawy i snu, czyniąc ten ostatni metaforą życia. Spośród polskich autorów dobry baroku warto może przytoczyć cykl wierszy pod tytułem Somni descriptio, którego autorstwo przypisuje się Stanisławowi Herakliuszowi Lubomirskiemu. Senne marzenia splatają się w nich z realnością, ale - inaczej niż u Calderona - śni się po to, by zaznać rozkoszy. W jej atmosferze człowiek czuje się uwolniony od cierpień codziennej egzystencji.

Sen i doświadczenie wewnętrzne w romantyzmie


 W epoce romantyzmu sen obejmuje różne sfery doświadczeń: doświadczenie siebie (psychologia), doświadczenie Absolutu (metafizyka, mistyka), a także kontaktów międzyludzkich. Ponadto twórca romantyczny stara się sam - poprzez własne doświadczenie snu - pokazać swoją prawdę o jego naturze. Śniąc, twórca romantyczny mógł dotrzeć do najgłębszych pokładów swojej osobowości i poznać to, co dotąd było nieuświadomione, a co przenikało na zewnątrz w postaci symboli. To jednak problemu nie wyczerpywało. Sen traktowany był także jako stan uczestniczenia w metafizyce i miał silny walor poznawczy. Oto duch wyzwolony z więzów ciała może wejść w kontakt z duchowym, a więc prawdziwym źródłem wiedzy. U Novalisa (Henryk Ofterdingen) sen jest dla człowieka "zdarzeniem inicjacyjnym", a także obrazem idealnego połączenia rzeczywistości materialnej i duchowej - stanem pierwotnej jedni.

Uwolnienie od ograniczeń ciała daje też możliwość kontaktu z Absolutem. Jeśli bowiem to pierwsze doświadczenie - poznanie obszarów własnej jaźni - pozwalało na zgłębienie ludzkiego wnętrza, a tym samym wzmagało poczucie indywidualności romantycznego twórcy, to zarazem stwarzało poczucie ograniczenia. Dopiero wyzbycie się egotyzmu i poddanie siłom wyższym pozwalało na przekroczenie własnych ograniczeń i dotknięcie transcendencji. Próbowano nawet eksperymentów naukowych ze snem, co łączy się przede wszystkim z działalnością Franza Mesmera, odkrywcy tzw. magnetyzmu zwierzęcego. Otóż jego uczniowie (F. von Baader, J.G. Ritter, G.H. Schubert i in.) przeprowadzali różne eksperymenty ze snem, po czym pisali o wizyjnych zdolnościach śniącego, badali możliwość tworzenia w tym stanie. Jeden z nich, G.H. von Schubert, jest autorem wysoko cenionej pracy Symbolika snów, w której omawia m.in. związki między językiem snu, poezji i mitu.

Sny u Mickiewicza


Zanim Adam Mickiewicz dał wyraz takiej koncepcji snów, jaką znamy z III cz. Dziadów, czerpał inspiracje z różnych źródeł, m.in. z religii i wierzeń ludowych. Rozczytywał się w Starym Testamencie, a jako dziecko zetknął się z bogata tradycją kultury ludowej okolic Nowogródka. Szczególną rolę odegrała lektura Pamiętnika Magnetycznego Wileńskiego (1816-1818), a zwłaszcza dzieł niemieckich "filozofów natury" i mistyków (wspomniany już G.H. von Schubert, Jan Baptysta van Helmont). Dla mistyków, jak Szwed Swedenborg, sen (wizja, ekstaza) był źródłem poznania uniwersum, świata ponadzmysłowego. Inspiracji Swedenborga zawdzięczają Dziady drezdeńskie przekonanie o współbytowaniu świata duchów z człowiekiem we śnie.

Z kolei "filozofowie natury" zainteresowali Mickiewicza sferą podświadomości. Od J.G. Herdera zaczerpnął przeświadczenie, że sen jest domeną intuicji i uczucia, dzięki którym człowiek włącza się w kosmos. Obok mistyków i "filozofów natury", inspirującą rolę odegrały też dzieła literackie dotyczące problematyki oniryzmu, zwłaszcza z epoki romantyzmu, ale też starsze, np. twórczość Szekspira. 

Wśród niemieckich romantyków należałoby wymienić Novalisa oraz Jean-Paula Richtera,

poetę wielkich snów kosmicznych, malarza bajecznych pejzaży, gdzie muzyka i kolor tworzą wszechświat, gdzie jaźń gubi się rozkosznie w nieskończonych przestrzeniach.

Inspiracje ich dziełami zmieniają się niekiedy w polemikę z nimi. U Novalisa sen staje się losem, podczas gdy u Mickiewicza jest nim o tyle, o ile współtworzy ten los jako forma pracy ducha:

Sen jest pracą ducha tak, jak czuwanie jest pracą ciała. (A. Mickiewicz)

Życiowa droga człowieka w mniemaniu Mickiewicza jest drogą doskonalenia moralnego - procesem, w którym aktywnie uczestniczy we śnie dusza ludzka. Obserwujemy to np. w Prologu Dziadów cz. III - gdy Gustaw mówi po przebudzeniu o swoich mękach. Przemiana Gustawa w Konrada jest poprzedzona taką właśnie znojną "pracą ducha", która odbywa się we śnie. Konrad bowiem jest nie tylko więźniem politycznym, ale także - i może przede wszystkim - więźniem swojej jaźni, a podczas snu umiera stara i rodzi się nowa świadomość bohatera. Warto jeszcze wspomnieć, że na poglądy Mickiewicza, dotyczące istoty snu, wpłynęły także improwizacje. W ujęciu poety jest to stan duszy, w którym następuje rodzaj komunii z siłami nadprzyrodzonymi. Ekstaza improwizacyjna i widzenie senne stają się - w jednakowym stopniu - pośrednikami między światem ducha a światem ziemskim. Mickiewicz przywiązywał wielką wagę do własnych snów. Śniła się zima... jest zapisem sennego marzenia - własnego i innych osób, np. Henrietty Ankwiczówny, która stała się prototypem Ewy z III cz. Dziadów.

Pełne przedstawienie poglądów Mickiewicza na naturę snów odnajdziemy w III cz. Dziadów. Sen jest tu tematem, przedmiotem refleksji, a główni bohaterowie ukazani są podczas snu. Stało się to dla mnie impulsem do wkomponowania arcydramatu w szeroko potraktowaną problematykę snu. Takie odczytanie - zamiast wyeksploatowanego do bólu "podejścia martyrologicznego" - wydaje się być bardziej interesujące i inspirujące. ponadto zaś pozwala wniknąć w duszę bohatera, a w rezultacie lepiej go zrozumieć.

W Prologu Anioł Stróż prowadzi duszę "dzieciny" do nieba, by słuchając chórów anielskich poznała wyższe wartości duchowe i zapragnęła ich. Owa lekcja etyki nie udaje się jednak, ponieważ bohater już od dziecka jest naturą rozdartą i trudną. Kiedy więzień budzi się po raz pierwszy, snuje rozważania na temat snu:

... ten świat cichy, głuchy, tajemniczy,
Życie duszy...

Ukazując owo tajemnicze "życie duszy" w niepojętych dla logiki objawach, polemizuje Mickiewicz z tymi, którzy uważają, że sen jest wspomnieniem przeżyć na jawie albo grą wyobraxni. Jego zdaniem, leży on poza granicami - o wiele głębiej.

Inną cechą snu jest wprawdzie uwolnienie człowieka od zewnętrznych ograniczeń, ale zarazem od wolnej woli. Odtąd staje się on terenem walki Dobra ze Złem o władzę nad nim. W tej sytuacji szczególna rolę odgrywa modlitwa żywych i umarłych, będąca wyrazem wstawiennictwa i połączenia z losem innych. Dzięki niej Dobro ostatecznie zwycięża. Zanim to jednak nastąpi, bohaterowi zdarzają się moralne upadki. Aby przyjrzeć się, jak wygląda dusza bohatera we śnie, najlepiej pokazać przykłady skrajne: zniewoloną, "diaboliczną" i upodloną duszę Senatora oraz doskonałą - Ewy w jej śnie mistycznym. Sny Senatora są trywialne i dotyczą jego pragnienia kariery oraz lęków związanych z utratą łask cara. Nie ma w nim żadnej łączności z kosmosem. Dodajmy, że choć Mickiewicz nie łączy snów z fizjologia,  to jednak w tym przypadku pokazuje odrażającą cielesność bohatera. Przeciwnie postępuje w Widzeniu Ewy - podkreśla jej bezcielesność i czystość. Mistycznemu spotkaniu z Matką Boska i Jezusem towarzyszą żywe kwiaty: róże - symbole miłości. Mistyczne widzenie zawdzięcza Ewa swojej czystości i współczującemu sercu (modli się za męczenników sprawy narodowej).

Nigdy później Mickiewicz nie zajmował się tak wyczerpująco problematyką snów, choć nie przestał się nimi interesować, czego dowodzą zapisy, jak choćby ten z dnia 11 września 1842 roku w liście do Andrzeja Towiańskiego:

W snach mam częste i ciężkie walki z duchami przeciwnymi, a jeszcze ni razu mi się nie przyśniło, żebym ich zwyciężył. To męczą mnie, to wołam o ratunek, to uciekam. Stoję walecznie, ale siły nie dopisują. Toż samo i na jawie zapewne dzieje się ze mną.


Dantejskie sny Lecha Majewskiego: Onirica


Kadr z filmu Onirica w reż. Lecha Majewskiego

Rozważania na temat snów i ich udział w procesie tworzenia nie pozostały wyłącznie domeną romantyków. Również współcześnie pojawiają się próby refleksji na ten temat. Bez wątpliwości należy do nich film Onirica w reżyserii Lecha Majewskiego.

 Onirica (2013) jest - wedle deklaracji reżysera - ostatnią częścią tryptyku, po Ogrodzie rozkoszy ziemskich (2003) oraz Młynie i krzyżu (2010). W istocie, wszystkie je łączy wspólny temat: miłości, cierpienia i śmierci. O ile jednak dwa pierwsze zostały zainspirowane konkretnymi obrazami (Boscha i  Bruegla), o tyle Onirica zdaje się być próbą stworzenia własnego obrazu. Obrazu utkanego ze snów, lektury Dantego, malarskich fascynacji, a także współczesnej rzeczywistości - oczywiście twórczo przetworzonej.

Podczas wrocławskiej premiery filmu (10 kwietnia 2013 r. w Kinie Nowe Horyzonty), Majewski poruszył wiele istotnych tematów. Mówił m.in. o wpływie "Boskiej komedii" Dantego na swój film, o języku symboli, o swoich snach i o tym, że współczesny człowiek stał się bytem wirtualnym. 
W Oniryce co prawda istnieje pewien rodzaj narracji, ale rządzi się ona regułami snu - jest (zgodnie z tytułem) oniryczna. Obrazy płynnie przechodzą z jednego w drugi, jawa miesza się ze swym przeciwieństwem. Realnością są przeżycia bohatera, który straciwszy w wypadku ukochaną, nie potrafi pogodzić się z ową utratą i błąka się w rzeczywistym świecie, co i rusz się z niego wyłączając i zapadając w marzenia senne. Zresztą całą tę rzeczywistość należałoby również wziąć w cudzysłów, czymże bowiem jest wnętrze hipermarketu o przewrotnej nazwie "Real" albo ekran telewizora, z którego płyną informacje o powodziach, kataklizmach, o katastrofie smoleńskiej..?

Bohater filmu doznaje pociechy po utracie ukochanej przede wszystkim w wizjach sennych, które stają się jego alternatywnym życiem. Porzuca stałe zajęcie (jest profesorem uniwersyteckim, specjalistą zajmującym się znaczeniem symboli), podejmuje pracę w hipermarkecie, ale z miernym skutkiem. Wędrówki odbywa nie tylko w snach, ale również w rzeczywistości, jednak granice między nimi są tak nieostre, że czasami nie wiemy - sen to czy jawa... 

- Lubię czytać symbole - to moja pasja - deklarował podczas spotkania z publicznością Lech Majewski. Uważam, że jest to taki "zapomniany język", który każdy z nas powinien znać, ponieważ wierzę głęboko, że nie jesteśmy osamotnieni w rzeczywistości. Ona się z nami komunikuje, ale czyni to specyficznym językiem, którego nie potrafimy odczytywać. Zauważam u ludzi taką formę "nieistnienia", wirtualnego bytu, to znaczy bytu ograniczonego do odbierania świata przez szkło: szyby samochodu, komputera, telewizora, gry... 

Czerpanie inspiracji z własnych snów, o czym wspominał nieco żartobliwie reżyser podczas spotkania z publicznością w Kinie Nowe Horyzonty, inspiracje malarskie i literackie, wpływ Junga - wszystko to sprawia, że kino Majewskiego jest oryginalne i niepowtarzalne. Ale jednocześnie bliskie człowiekowi jak żadne inne. Żyjąc wśród ekranów, w sztucznym hiperrzeczywistym świecie (jakby powiedział Baudrillard), często zatracamy kontakt z sobą samym, bagatelizując sny i marzenia na jawie. Film zdaje się nam przypominać o tym, jak wiele tracimy. "Onirica" przemawia do widza owym "zapomnianym językiem" symboli i obrazów sennych.


wtorek, 15 października 2019

„Romantyczna fantazja i improwizacja”. Dziś rozpoczyna się 2. Festiwal Polskiego Radia Chopin

Już dziś w Pałacu Myśliwskim Książąt Radziwiłłów w Antoninie (woj. wielkopolskie) rozpoczyna się 2. Festiwal Polskiego Radia Chopin, zorganizowany przy współpracy Centrum Kultury i Sztuki w Kaliszu. Hasło tegorocznego wydarzenia brzmi: „Romantyczna fantazja i improwizacja”. Koncertów będzie można posłuchać do 20 października.


Przez sześć kolejnych wieczorów, w pięknym, zaprojektowanym przez Karla Friedricha Schinkla pałacu, w którym gościł, koncertował i komponował Fryderyk Chopin, wybitni muzycy wykonają programy tematycznie wkomponowane w tegoroczny temat Festiwalu.

W tym roku, w ramach Festiwalu, odbędą się dwa koncerty z improwizacjami (Kuby Stankiewicza z zespołem oraz duetu Aleksander Dębicz – Marcin Zdunik) oraz cztery recitale fortepianowe w wykonaniu Piotra Sałajczyka, Macieja Grzybowskiego, Julii Kociuban i na samo zakończenie – sensacja! – jednego z największych wirtuozów naszych czasów Evgenija Bozhanova. Koncert inauguracyjny uświetni prawykonanie napisanej na specjalne zamówienie Polskiego Radia Chopin kompozycji na fortepian solo „Sturm und Frieden” Aleksandra Nowaka, tegorocznego laureata Paszportu Polityki. Pierwszych pięć recitali zostanie dodatkowo poprzedzonych 25-minutowymi wykładami poświęconymi idei fantazji i improwizacji w muzyce i literaturze. Wykładowcami będą wybitni profesorowie: Irena Poniatowska, Iwona Puchalska, Ryszard Daniel Golianek, Jakub Stankiewicz i Wiesław Ratajczak.

Na wszystkie koncerty wstęp jest wolny, wykładów i koncertów będzie można też posłuchać w Internecie lub za pośrednictwem odbiorników DAB+: wykładów o godzinie 18.30, a koncertów o godz. 19.00. Wszystkie transmisje poprowadzi laureat Złotego Mikrofonu redaktor Marcin Majchrowski.

Autorem oprawy graficznej Festiwalu jest Lech Majewski, znany artysta grafik, plakacista.

Polskie Radio Chopin i Centrum Kultury i Sztuki w Kaliszu zapraszają: Pałac Myśliwski Książąt Radziwiłłów Antonin, ul. Pałacowa 1, 63-421 Przygodzice, woj. wielkopolskie.

informacja prasowa

wtorek, 1 października 2019

„Kadry wyzwolone”, biografie wielkich malarzy, kino poetyckie i o wiele więcej w Kinie Iluzjon w październiku

„Kadry wyzwolone”, czyli kino i cenzura w okresie PRL, pełne udręki i ekstazy biografie wielkich malarzy, kino poetyckie i klasyki spod znaku czarnej komedii, ulubione filmy Andrzeja Wajdy w 3. rocznicę śmierci reżysera i pachnący kawą Alfabet Retrokina! Jesiennego programu kina Iluzjon nie można przegapić!  


„Ręce do góry”, fot. Jerzy Troszczyński, FOTOTEKA FINA


„KADRY WYZWOLONE” | KINO I CENZURA W OKRESIE PRL

Pokazy filmowe, spotkania autorskie i wykłady historyków kina polskiego. Najważniejsze tytuły, które długi czas „przeleżały na półkach”, jak i mniej znane „półkowniki”, które warto przypomnieć. Przegląd obejmie dzieła mistrzów polskiego filmu fabularnego: m.in. Jerzego Skolimowskiego i Janusza Zaorskiego oraz dokumentalnego m.in. Edwarda Skórzewskiego, Jerzego Hoffmana i Krzysztofa Kieślowskiego, a także mniej znane filmy krótkometrażowe i oświatowe.

„UDRĘKA I EKSTAZA, CZYLI WIELKIE BIOGRAFIE NA DUŻYM EKRANIE”

Trudne osobowości, genialni artyści... Biografie wielkich malarzy są gatunkiem niezmiennie popularnym. Dopieszczone wizualnie, czasem stylizowane, czasem realistyczne, dają cudowną ułudę prawdziwego obcowania z wielką sztuką. W programie jesiennego przeglądu znalazły się: „Tajemnica Picassa” (reż. Henri Georges Clouzot), „Udręka i ekstaza” (reż. Carol Reed), „Mój Nikifor”(reż. Krzysztof Krauze), „Nightwatching” (reż. Peter Greenaway), „Młyn i Krzyż” (reż. Lech Majewski) i „Andriej Rublow” (reż. Andriej Tarkowski).

KINO POETYCKIE

Choć trudno szukać jej wśród filmowych gatunków, istnieje pewna szczególna kategoria dzieł filmowych, które dzięki zastosowaniu nietypowych środków wyrazu pozwalają widzowi na doświadczenie wyjątkowo intensywnych przeżyć estetycznych. Nieuchwytny, niepoddający się zdefiniowaniu i bliski liryce nastrój prezentowanych filmów pozwoli doświadczyć poezji na wielkim ekranie. Iluzjon proponuje wyjątkowy przegląd arcydzieł mistrzów światowego kina – dowodów ich niezwykłej wrażliwości i poetyckiej intuicji, w programie m.in.: „Orfeusz” (reż. Jean Cocteau), „Niebo nad Berlinem” (reż. Wim Wenders), „Hiroszima, moja miłość” (reż. Alain Resnais), „Anioł przy moim stole” (reż. Jane Campion).

CZARNA KOMEDIA

Któż ich nie lubi? Czasem pełne ironii, zahaczające o groteskę, czasem odwołujące się do poetyki absurdu i surrealizmu – zachwycają nas od dziesiątek lat: czarne komedie. Wywodzące się z tradycji teatru, te klasyczne, wręcz eleganckie, wydają się kwintesencją brytyjskiego poczucia humoru. Inne brawurowo żonglują elementami o wyraźnie makabrycznym wydźwięku. Gatunek ten od lat rozwija się w niepohamowanym tempie, sięgając do kryminału, sensacji, westernu, fantastyki, filmu przygodowego i wojennego. Podróż po tym bogatym i popularnym gatunku warto rozpocząć od absolutnych klasyków, m.in.: „Arszenik i stare koronki” (reż. Frank Capra), „Szlachectwo zobowiązuje” (reż. Robert Hamer), „Jak zabić starszą panią?” (reż. Alexander Mackendrick); Płytki grób (reż. Danny Boyle).

TO LUBIĘ: ANDRZEJ WAJDA

Ulubione filmy reżysera zestawione w pary: słynne klasyki światowego kina i jego własne dzieła! W 3. rocznicę śmierci artysty kino Iluzjon przypomni cykl prezentowany przed laty, a seansom towarzyszyć będą prelekcje Andrzeja Bukowieckiego – filmoznawcy i krytyka.  Wajda często wspominał o dziełach, które były dla niego szczególnie ważne i które stały się dla niego inspiracją. Twórczo rozwijał idee, tematy, sposoby opowiadania historii, obrazy, które zapisały się w jego pamięci najsilniej. W programie przeglądu: „Rzym, miasto otwarte” (reż. Roberto Rossellini) i „Pokolenie”; „Obywatel Kane” (reż. Orson Welles) i „Popiół i diament”; „Tron we krwi” (reż. Akira Kurosawa) i „Powiatowa Lady Makbet”; „Osiem i pół” (reż. Federico Fellini) i „Wszystko na sprzedaż”, a także „Zwierciadło” (reż. Andriej Tarkowski) i „Panny z Wilka”.

ALFABET RETROKINA: K JAK KAWA!

Pachnąca i aromatyczna. Kawa! A gdzie przed wojną smakowała najlepiej? Oczywiście w Adrii i Ziemiańskiej. Jak wypadało ją pić? Naturalnie we frakach, marynarkach, sukniach z chiffonne velour i futrach. W październiku kino Iluzjon zaprasza na Alfabet Retrokina do kawiarni, na filiżankę doskonałej czarnej kawy – a wszystko w towarzystwie stukotu projektora, ciemnej sali kinowej i największych gwiazd srebrnego ekranu! Podczas czterech październikowych spotkań widzowie dowiedzą się m.in. czy filiżanka kawy pomoże zakochanej Lucynie w rozbudzeniu uczuć Stefana (w filmie „Czy Lucyna to dziewczyna?”) i czy czarny napar uspokoi zazdrosną do szaleństwa kochankę Andrzeja, Celinę (w filmie „Wrzos”). Wybrane seanse są poprzedzone prelekcjami ekspertów Filmoteki Narodowej – Instytutu Audiowizualnego, którzy zdradzają tajniki przedwojennej kinematografii. 

„Wrzos”, reż. Juliusz Gardan, zasoby FINA

Wstęp na wszystkie wydarzenia w ramach cyklu „Kadry wyzwolone” jest bezpłatny - zaproszenia do odbioru w dniu pokazów w kasie kina Iluzjon. Na pozostałe pokazy archiwalne bilety w cenie 12-14 zł do nabycia online lub w kasie kina.

Kino Iluzjon ǀ ul. Narbutta 50a ǀ Warszawa

informacja prasowa

poniedziałek, 9 września 2019

Lech Majewski otrzyma Specjalną Nagodę Camerimage

Specjalną Nagrodę Camerimage dla Reżysera otrzyma w tym roku Lech Majewski  za wyjątkowe dokonania na obszarze kina oraz wytyczanie nowych ścieżek dla języka filmowego, który stał się przez lata jego największą pasją.

Lech Majewski, fot. Dorota Lis

Od ponad dwudziestu pięciu lat Międzynarodowy Festiwal Filmowy EnergaCAMERIMAGE popularyzuje ulotne piękno oraz narracyjną funkcjonalność sztuki autorów zdjęć filmowych. Warto jednak pamiętać, iż wizualna strona kina nie jest wyłącznie domeną operatorów, lecz również reżyserów, którzy przy pomocy autorów zdjęć przekładają rozwijane w swych umysłach wizje na wiarygodną ekranową rzeczywistość. I muszą równie dobrze poruszać się na obszarze nieskończonych możliwości audiowizualnego języka filmowego. Ci z nich, którzy umieją biegle za jego pomocą opowiadać frapujące historie, którzy czują kreatywną potrzebę przekładania myśli i słów na obrazy i kadry, którzy rozumieją niewyrażalne werbalnie piękno oglądania filmów w ciemnej sali kinowej, stają się z biegiem czasu artystami. To napisawszy, doceniamy wszystkich reżyserów świadomie wykorzystujących w zasadzie nieskończony potencjał tego medium, jednakże zawsze szukamy sposobności, by promować dzieła autorów opierających się konwencjom i ograniczeniom, tworząc dokładnie takie kino, jakie ich artystycznie interesuje.

                          Kadr z filmu "Dolina Bogów",©Lech Majewski

Międzynarodowej sławy polski reżyser Lech Majewski jest bezsprzecznie takim właśnie filmowcem, artystą bezgranicznie oddanym swoim projektom oraz niezwykłym człowiekiem, który nieustannie zaskakuje narracyjnymi oraz wizualnymi ambicjami kolejnych swoich dzieł. Będąc od dawna przyjacielem EnergaCAMERIMAGE, Lech Majewski odwiedził nas już wielokrotnie. Przyjedzie także w 2019 roku, do Torunia, by odebrać Specjalną Nagrodę Camerimage dla Reżysera. Przyznajemy mu ją za jego wyjątkowe dokonania na obszarze kina oraz wytyczanie nowych ścieżek dla języka filmowego, który stał się przez lata jego największą pasją.

                               Kadr z filmu "Młyn i krzyż",©Lech Majewski

Określanie Lecha Majewskiego tylko reżyserem jest, rzecz jasna, sporym niedopowiedzeniem, gdyż jest również renomowanym malarzem, utalentowanym kompozytorem, a także wspaniałym pisarzem i poetą. Instalacje artystyczne Majewskiego zjeździły cały świat, podczas gdy reżyserowane przez niego opery i sztuki teatralne wywołały intensywne emocje wśród ludzi pochodzących z różnych kultur, wyznań czy klas społecznych. Najnowszy projekt artysty, Dolina Bogów z Joshem Hartnettem, Johnem Malkovichem, Bérénice Marlohe, Keirem Dulleą i Johnem Rhys-Daviesem, spektakl filmowy zgłębiający idiosynkratyczne i tajemnicze oblicze Ameryki, z pewnością wywoła gorące dyskusje wszędzie tam, gdzie zostanie pokazany – między innymi w trakcie 27. edycji EnergaCAMERIMAGE, gdzie seans zapowie sam reżyser. I choć po projektach Majewskiego zawsze należy spodziewać się podobnego odbioru – jak choćby w przypadku Młyna i krzyża, namalowanego cyfrowymi farbami ruchomego obrazu odtwarzającego i jednocześnie filtrującego przez reżyserską wyobraźnię słynne malarskie dzieło Pietera Bruegla Starszego Droga krzyżowa – najnowsza Dolina Bogów otwiera nowy rozdział w bogatej w filmografii Majewskiego. Jest swoistym podsumowaniem jego kariery i niekonwencjonalnego stylu, który rozwijał w trakcie ponad czterech dekad od ukończenia Łódzkiej Szkoły Filmowej. Pokaz Doliny Bogów, jak się domyślacie, będzie jednym z najważniejszych wydarzeń festiwalu.

             Kadr z filmu "Ewangelia według Harry'ego",©Lech Majewski

Cała filmografia Majewskiego warta jest zresztą przypomnienia bądź odkrycia, gdyż oferowana przez polskiego twórcę różnorodność motywów i znaczeń wciąż fascynuje i zmusza do refleksji. Dla przykładu, Więzień Rio, opowieść o Ronaldzie Biggsie, jednym z przestępców biorących udział w legendarnym brytyjskim napadzie stulecia, Majewski nakręcił przy udziale prawdziwego Biggsa, zamazując granice między prawdą, fikcją i sztuką. Z kolei w Ewangelii według Harry’ego, wyprodukowanej wspólnie z Propaganda Films Davida Lyncha, reżyser kreatywnie przerobił ograne biblijne motywy, przenosząc akcję na kalifornijską pustynię i wchodząc w surrealistyczne rozważania nad istotą raju utraconego. W Wojaczku, pokazywanej na dziesiątkach międzynarodowych festiwali opowieści o tragicznym polskim poecie, pokusił się o zabarwioną ironią i specyficznym humorem grę z konwencją filmu biograficznego oraz postrzeganiem sztuki. A w Angelusie, epickiej i zarazem kameralnej historii śląskich górników, którzy założyli w latach 50. XX wieku gminę okultystyczną, udowodnił, że jest twórcą o ogromnej wyobraźni, który lubi zajmować się wykluczonymi ze społeczeństwa głównego nurtu ludźmi, których żywoty mogą oferować współczesnej publiczności multum ciekawych refleksji.

                   Kadr z filmu "Wojaczek",©Lech Majewski

Głęboko wierzymy, że pokaz Doliny Bogów oraz planowane spotkanie z Lechem Majewskim w Toruniu staną się również podstawą do wielu interesujących dyskusji i refleksji, podczas gdy ceremonia wręczenia polskiemu artyście Specjalnej Nagrody Camerimage dla Reżysera będzie ukierunkowana na celebrację jego niezwykłej twórczości.

informacja prasowa

piątek, 12 lipca 2019

Filmy w Konkursie Głównym 44. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych

Szesnaście pełnometrażowych filmów fabularnych zakwalifikowało się do Konkursu Głównego 44. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych. Będą one rywalizować o Złote Lwy i Srebrne Lwy oraz o pozostałe nagrody regulaminowe i pozaregulaminowe. 



W Konkursie Głównym są trzy pełnometrażowe debiuty reżyserskie. Dziesięć konkursowych filmów będzie miało polską premierę na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni.

Prezentujemy wyniki festiwalowej selekcji.

KONKURS GŁÓWNY 44. FESTIWALU POLSKICH FILMÓW FABULARNYCH:

„Boże Ciało”, reżyseria: Jan Komasa, producenci: Aneta Hickinbotham, Leszek Bodzak (premiera)

„Ciemno, prawie noc”, reżyseria: Borys Lankosz, producenci: Aneta Hickinbotham, Leszek Bodzak

„Czarny mercedes”, reżyseria: Janusz Majewski, producent: Włodzimierz Niderhaus (premiera)

„Dolina Bogów”, reżyseria: Lech Majewski, producent: Lech Majewski (premiera)

„Ikar. Legenda Mietka Kosza”, reżyseria: Maciej Pieprzyca, producenci: Renata Czarnkowska-Listoś, Maria Gołoś (premiera)

„Kurier”, reżyseria: Władysław Pasikowski, producenci: Klaudiusz Frydrych, Sylwia Wilkos, Jan Ołdakowski, Dariusz Gawin

„Legiony”, reżyseria: Dariusz Gajewski, producent: Maciej Pawlicki (premiera)

„Obywatel Jones”, reżyseria: Agnieszka Holland, producenci: Stanisław Dziedzic, Klaudia Śmieja-Rostworowska, Andrea Chalupa

„Pan T.”, reżyseria: Marcin Krzyształowicz, producent: Jarek Boliński (premiera)

„Piłsudski”, reżyseria: Michał Rosa, producent: Dariusz Sidor

„Proceder”, reżyseria: Michał Węgrzyn, producent: Janusz Iwanowski (premiera)

„Słodki koniec dnia”, reżyseria: Jacek Borcuch, producent: Marta Habior

„Solid Gold”, reżyseria: Jacek Bromski, producent: Michał Kwieciński

„Ukryta gra”, reżyseria: Łukasz Kośmicki, producenci: Piotr Woźniak-Starak, Krzysztof Terej, Daniel Baur (debiut, premiera)

„Wszystko dla mojej matki”, reżyseria: Małgorzata Imielska, producenci: Wojciech Kabarowski, Jerzy Kapuściński (debiut, premiera)

„Żelazny most”, reżyseria: Monika Jordan-Młodzianowska, producent: Anna Wereda (debiut, premiera).

44. Festiwal Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni odbędzie się w dniach 16-21 września 2019 roku w Gdyni.

informacja prasowa

Mozart – "Requiem" w Narodowym Forum Muzyki /zapowiedź/

6 listopada o 19.00 w Narodowym Forum Muzyki angielski dyrygent Jonathan Nott, uznawany za wybitnego interpretatora muzyki współczesnej, pod...

Popularne posty