Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Witkacy, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Witkacy, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

wtorek, 11 lutego 2020

Weekend z Witkacym w Muzeum Narodowym w Poznaniu

135. rocznica urodzin Witkacego stanie się doskonałą okazją do pochwalenia się witkacowskimi zbiorami Muzeum Narodowego w Poznaniu. Podczas lutowego weekendu zostanie zaprezentowana pełna kolekcja prac artysty.


Stanisław Ignacy Witkiewicz, Autoportret, Muzeum Narodowe w Poznaniu

W okazałej przestrzeni starego holu zaprezentowane również zostaną bogate zasoby muzealnych magazynów. W sumie pokaz obejmie 36 dzieł, m. in prace słynnej „Firmy portretowej”, obrazy olejne, w tym autoportret artysty a także wczesny „Krajobraz zimowy ze strumieniem” z 1913 roku. Prezentowany zespół obejmuje również 15 niewielkich szkiców narysowanych ołówkiem i kolorowymi kredkami oraz dwa duże portrety męskie wykonane węglem, które zakupione zostały od Modesty Zwolińskiej, zakopiańskiej przyjaciółki Witkacego, siostry jednej z jego kochanek – Neny Stachurskiej.

Witkacy wykonywał je tym, co miał akurat pod ręką na przypadkowych kartkach papieru – były szybkim zapisem jego pomysłów, jakie rodziły się podczas towarzyskich spotkań; nierzadko ciętym, albo i pikantnym, sprowadzonym do absurdu komentarzem wobec otaczającej go rzeczywistości i własnej kondycji; są też skrótowym zapisem wątków, jakie pojawiają się w jego literackiej spuściźnie; cudem ocalały tylko dzięki przenikliwości sióstr, które skrzętnie je gromadziły i przechowały. Portrety węglem, niezidentyfikowanego mężczyzny przedstawiają dwa etapy podejścia artysty do modela – jeden z portretów jest bardziej poprawny i realistyczny, drugi ma już znamiona przedstawienia symbolicznego; datowane na ok. 1912 r. najprawdopodobniej należą do zespołu wczesnych prac, w listach jakie Witkacy pisał do ojca określanych mianem „potworów”.

Postać tego kontrowersyjnego i bezkompromisowego artysty-filozofa uczcimy również spotkaniami poświęconymi jego wszechstronnej twórczości. Zaproszeni goście przypomną nam kulisy zarówno plastycznej jak i literackiej działalności Witkacego. Wisienką na torcie będzie rozmowa – wywiad z jego wnukiem stryjecznym Maciejem Rafałem Witkiewiczem.

W muzealnym sklepie proponujemy zwrócić uwagę na katalog dzieł artysty z kolekcji muzeum, opatrzony wybranymi fragmentami Pożegnania Jesieni. Wydawnictwu towarzyszy płyta z muzyką Bogdana Mizerskiego – utworów na kontrabas skomponowanych z inspiracji twórczością Stanisława Ignacego Witkiewicza.

****************


Program spotkań:


21.02, piątek, godz. 18:00
…Zęby djabli wezmą, portrety zostaną… Firma Portretowa „S.I. Witkiewicz”

Bogato ilustrowany wykład dotyczyć będzie jedynego w swoim rodzaju przedsięwzięcia społeczno-artystycznego, czyli jednoosobowej Firmy Portretowej „S.I. Witkiewicz”, działającej w latach 1925–1939. Omówione zostaną typy portretów i regulamin firmy oraz sylwetki klientów – zarówno tych powszechnie znanych z historii i kultury międzywojennej Polski, jak i tych, którzy znani są głównie dlatego, że sportretował ich Witkacy. Ponadto zostaną podkreślone związki portretów Stanisława Ignacego Witkiewicza z europejską tradycją artystyczną.
Prowadzenie: Beata Zgodzińska (Muzeum Pomorza Środkowego w Słupsku), autorka książki Firma Portretowa „S.I. Witkiewicz”

Wstęp w cenie biletu do muzeum

22.02, sobota, godz. 11:00

Cień zimy

Wykład poświęcony twórczości malarskiej, fotograficznej i literackiej S.I. Witkiewicza. Autorka w czasie prelekcji będzie omawiać także obrazy znajdujące się w zbiorach Muzeum Narodowego w Poznaniu.

Inspiracją dla tego wystąpienia stała się 135. rocznica urodzin Witkacego, a także obecna w jego twórczości zima. Zimowe pejzaże to temat, który Witkacy często podejmował w swojej artystycznej działalności. Z pewnością miało na to wpływ wiele czynników ‒ krajobraz wokół jego domu, tradycja malarska ojca i innych malarzy doby impresjonizmu czy też poezja Młodej Polski. Niebieskie cienie na ośnieżonych przestrzeniach, wirujące płatki śniegu, topniejący lód ‒ wszystko to tworzy chwilami fantastyczne formy. Artysta pokazuje, jak bardzo złudne jest wrażenie uchwytności substancji i jak delikatne jest jej istnienie. A może zresztą w ogóle go nie ma? W doświadczeniu malarskim, fotograficznym i literackim Witkiewicza czas zimy ma jednak swój cień, uaktywnia całą sferę kulturowych znaczeń ‒ jest symbolem wiecznego zasypiania, chłodnej śmierci, zmrożenia pamięci.

Prowadzenie: dr hab. prof. UAM Ewa Szkudlarek (Instytut Filologii Polskiej UAM, Zakład Estetyki Literackiej), autorka książki Portrety cieni Witkacego

Wstęp w cenie biletu do muzeum

22.02, sobota, godz. 15:00

Witkacy oczami Witkiewicza.
Spotkanie ze stryjecznym wnukiem Witkacego – Maciejem Rafałem Witkiewiczem

Rodzinne historie, cień legendy sławnego dziadka, losy cennych pamiątek i niezwykłe opowieści kryjące się za postaciami z portretów Witkacego – to tylko niektóre z wielu wątków, wokół których skupione będzie spotkanie pełne witkiewiczowskich napięć!
Opowiadać będzie stryjeczny wnuk Witkacego Maciej Rafał Witkiewicz w rozmowie z Martyną Łukasiewicz (MNP).

Wstęp w cenie biletu do muzeum

informacja prasowa

poniedziałek, 11 września 2017

"Stand_Up Witkacy" we wrocławskim Teatrze Polskim /recenzja teatralna/

Witkacy - Cichy jest zatroskany o kondycję Polaków, sztuki, która stała się czystą blagą (zamiast Czystej Formy), a w której ochoczo uczestniczymy. Czyni to brawurowo, dowcipnie i … z przesłaniem.

plakat przedstawienia/Teatr Polski we Wrocławiu

Zanim rozpocznie się spektakl, z głośników sączy się "słowniczek pojęć” charakterystycznych dla twórczości Stanisława Ignacego WitkiewiczaCzysta Forma, Istnienie Poszczególne, metafizyczny niepokój, … bolszewizm. Również podczas  trwania przedstawienia, wcielający się w rolę artysty aktor próbuje nam wytłumaczyć znaczenie tych słów, rysując zabawne wykresy i je komentując. Czy można bez nich zrozumieć  rozważania Witkacego?
To, co autor "Nienasycenia" zawarł w licznych pismach filozoficznych, zostaje przeniesione na grunt teatru. Bo teatr był dla twórcy "Szewców" medium, o którym sądził, że utraciło swoją pierwotną funkcję – sakralną, metafizyczną. Wiedział, że zanik uczuć metafizycznych zwiastuje upadek cywilizacji. Próbował więc przywrócić sztuce metafizykę, transponując na obszar teatru wywodzącą się z malarstwa ideę Czystej Formy. Oznaczała ona – w wielkim uproszczeniu – że sztuka nie naśladuje "życiowych bebechów", jak się wyrażał, ale jest kompozycją poszczególnych elementów dzieła. Taką, która ma na celu wywołać u widza tzw. uczucie dziwności Istnienia Poszczególnego (czyli każdego człowieka z osobna) w Wielości Istnień. A w konsekwencji - przyprawić o metafizyczny dreszcz.
Trudno jednoznacznie orzec, czy Wiesławowi Cichemu – artyście totalnemu (scenariusz, reżyseria, wykonanie) udało się ten cel zrealizować. Z całą pewnością postawił istotne pytania o rolę artysty i sztuki we współczesnym świecie. Bawiąc mądrze i po Witkacowsku  - za pomocą formy quasi-kabaretowej, z angielska nazwanej "stand_up”.
Wiesław Cichy w scenie spektaklu/Teatr Polski
Spektakl rozpoczyna seria min Witkacego znanych z jego licznych sesji fotograficznych.  Artysta uwielbiał bowiem grać i eksperymentować z twarzą, do czego zresztą skutecznie nakłaniał swoich znajomych, m.in. Bruno Schulza, Romana Jasińskiego, Janinę Bykowiakówną. Nikt jednak nie był w stanie mu dorównać. Miny  Witkacego w wykonaniu Cichego zyskują teatralny wymiar na tle "gabinetu luster” i dodatkową "głębię metafizyczną”, gdy rozpoczyna się monolog utkany ze smakowitych  fragmentów regulaminu Firmy Portretowej:
Wykluczona a b s o l u t n i e jest wszelka krytyka ze strony klienta. Portret może się klientowi nie podobać, ale firma nie może dopuścić do najskromniejszych nawet uwag, bez swego specjalnego upoważnienia. Gdyby firma pozwoliła sobie na ten luksus: wysłuchiwania zdań klientów, musiałaby już dawno zwariować.
Wiesław Cichy/Teatr Polski
Rozważania na temat roli sztuki i artysty prowadzą do katastroficznych wniosków, a niekiedy … za kulisy, gdzie Witkacy – Cichy uśmierza "stakankami" egzystencjalny weltschmerz (co rozgrywa się przy zmienionym świetle, w poetyce sennego koszmaru). 
Podobnie jak Witkiewicz, grający go aktor jest zatroskany o kondycję Polaków. Nie mówi jednak o tym, że powinni się myć, dbać o dusze i ciała, lecz wskazuje na narodową skłonność do puszenia się i nadymania. Dziś każdy może stać się osobą publiczną, żyjemy bowiem w czasach kultury masowej, obrazkowej, medialnej. Taki "artysta medialny” nie  jest reprezentantem Czystej Formy, lecz blagierem, naśladowcą - nikim. Staje się uosobieniem Czystej … Blagi (choć może powinno się to napisać małymi literami). Prawdziwi i bezkompromisowi artyści są na wyginięciu, co najwyżej można w nich dostrzec nieprzystosowanych dziwaków.
Tak więc aktor puszy się i nadyma, "ubrany” w strój tyleż dziwaczny (skrzyżowanie drag queen z pawiem), co znaczący. Puszy się przed nami i dla nas, a także przeciwko nam. Żebyśmy nie tylko zaśmiali się z otaczającej nas hiper-rzeczywistości (jakby powiedział Baudrillard), ale i z samych siebie. Nas, którzy w tej rzeczywistości ochoczo uczestniczymy i może nawet do końca nie zdajemy sobie z tego sprawy. Cichy uświadamia to mówiąc i śpiewając teksty Witkacego. Brawurowo, dowcipnie i … z przesłaniem:
Aa, a, kotków sześć,
Nieskończoność w szklance mieść.
No właśnie, i co z tą nieskończonością, mój Kotku? (jakby zapytał Witkacy)
STAND_UP WITKACY wg Stanisława Ignacego Witkiewicza premiera 27 marca 2014 roku -- Scena Kameralna/zapowiedź

Recenzja ukazała się 11 kwietnia 2014 r. na portalu Kulturaonline.pl

poniedziałek, 14 października 2019

Niepowtarzalne zdjęcia Marilyn Monroe i innych sław na wystawie fotografii

Zazwyczaj to my oglądając fotografie patrzymy na ludzi  – takimi jak widzą ich artyści. Tym razem perspektywa się odwraca. Wyjątkowe autoportrety i portrety takich klasyków jak Roman Opałka czy Witkacy zobaczyć można na wystawie  „Fotografia Kolekcjonerska” w DESA Unicum. Drugą część ekspozycji stanowią niepowtarzalne zdjęcia przedstawiające takie sławy jak Marilyn Monroe czy Audrey Hepburn. 

Marilyn Monroe, materiały organizatorów


Pierwszą część wystawy stanowią fotografie sław, gwiazd i osobowości. To zdjęcia m.in. Marilyn Monroe w obiektywie jednego z najważniejszych fotografów świata mody i filmu, Miltona H. Greene’a pochodzące z kolekcji Grace Radziwiłł. Sesje fotografa ukazywały się w najbardziej prestiżowych magazynach modowych jak Vogue czy Harper’s Bazaar. Jak mało kto potrafił wydobyć kobiece piękno, wdzięk i elegancję. Green prywatnie był przyjacielem Marilyn Monroe. Udało mu się pokazać gwiazdę z zupełnie innej strony. Na zdjęciach artysty wizerunek Monroe daleki jest od portretu słodkiej, głupiutkiej blondynki. Za to przedstawiona jest na nich jako inteligentna, pełna poczucia humoru i wdzięku kobieta. Wyjątkowy jest również akt Monroe wykonany przez fotografa Toma Kelley’ego. Zdjęcie zrobiono w 1949 roku. Przedstawia młodą aktorkę ponętnie pozującą, zupełnie nagą, na tle czerwonego aksamitu. Obraz, w tamtym czasie szokujący – obraz czystego seksapilu – był jednak również wyrazem gustu i wyrafinowania.

Marilyn Monroe, materiały organizatorów

Na ekspozycji zobaczymy również zdjęcia pokazujące największe sławy ekranu i muzyki jak Audrey Hepburn, Brigitte Bardot, Sophia Loren, Catherine Deneuve, Lisa Minelli, Jane Birkin czy Madonna. Wystawa potrwa do 17 października. W ten sam dzień wszystkie obiekty zostaną zlicytowane.

Roman Opałka, "Detail - 3898233", z cyklu "OPALKA 1965/1 - ∞"

Roman Opałka był artystą, któremu udało się sfotografować czas. To sztuka, którą mogą poszczycić się nieliczni. Jego najbardziej znany projekt artystyczny – program 1965/1 -∞ (1965-2011) – nie byłby tym samym bez istnienia w nim fotografii. Tworzeniu obrazów,  zapisywanych rzędami kolejnych cyfr, towarzyszyło wykonywanie zdjęć twarzy artysty ukazujące oznaki starzenia się. Prezentowana na wystawie praca „DETAIL – 3898233” reprezentuje jeden z autoportretów artysty z tego cyklu. Twarz Opałki staje się ikoną, a każdy szczegół w niej dowodem na upływ czasu. Prace Romana Opałki biją rekordy cenowe na aukcjach. Jeden z serii obrazów liczonych sprzedał się za ponad 2,3 mln zł. Artysta jest również jednym z najbardziej popularnych polskich twórców współczesnych za granicą.

Stanisław Ignacy Witkiewicz / Witkacy, "Sąd nad partaczami", z seansu: "Sceny imaginowane: Wielki odtwórca Wielkiego Mongoła Stanley Ignatio Witkacy", fot. Władysław Jan Grabski, 1931

Wyjątkowy jest również autoportret Witkacego. Artysta uwielbiał wcielać się w różne postacie, grać i urządzać rozmaite maskarady. Było to częścią towarzyskich spotkań, nazywanych również „orgiami”, które odbywały się w Zakopanem w towarzystwie przyjaciół i znajomych artysty. Już w młodości Witkacy wystąpił na jednej z fotografii jako „Książę Devonshire”. Z kolei pod koniec swojego przedwcześnie zakończonego życia ukazał siebie na dwóch pastelowych autoportretach kolejno jako „Dr Jekyll” oraz „Mr Hyde”. Prezentowana na wystawie  fotografia ukazuje Witkacego w roli mongolskiego władcy, który sprawować ma „sąd nad partaczami”. Sportretowany artysta patrzy prosto obiektyw, a jego zmrużone oczy tworzą sugestię skupienia i namysłu w celu wydania tytułowego „osądu”. Drugie prezentowane na wystawie zdjęcie przedstawia Witkacego z jego żoną Janiną.

Natalia Lach-Lachowicz, Sztuka Postkonsumpcyjna, 1975

Wyjątkową fotografią jest również praca z cyklu „Sztuka postkonsumpcyjna” Natalii LL. To najbardziej rozpoznawalne dzieło artystki, uznawane za symbol feminizmu XX wieku. Natalia LL fotografowała modelki – młode blondynki o lalkowatej urodzie, które w niejednoznaczny sposób konsumowały jedzenie takie jak banany, lody czy parówki. Powstały odważne, przesycone erotyzmem prace, uwiecznione na czarno-białych i barwnych odbitkach fotograficznych. W latach 60. i 70. artystka jako jedna z pierwszych w Polsce podjęła krytykę konceptualizmu, oskarżając go o zbytnie zracjonalizowanie i pomijanie cielesnej zmysłowości. W swoich pracach odnosi się także do ikonosfery kultury popularnej, często wiążącej konsumpcję z motywami erotycznymi.


Wystawa Fotografia Kolekcjonerska: Klasyka i Awangarda Artystyczna: 7-17 
października 2019, godz. 11-19 (poniedziałek-piątek) i godz. 11-16 (sobota), Dom Aukcyjny DESA Unicum, ul. Piękna 1A, Warszawa, wstęp wolny

Aukcja Fotografia Kolekcjonerska: Klasyka i Awangarda Artystyczna: 17 października 2019, godz. 19.00, Dom Aukcyjny DESA Unicum, ul. Piękna 1A, Warszawa

informacja prasowa

piątek, 8 lipca 2022

Witkacy. Sejsmograf epoki przyspieszenia - nowa wystawa w Muzeum Narodowym w Warszawie

Od 8 lipca do 9 października Muzeum Narodowe w Warszawie zaprasza na wystawę poświęconą twórczości Stanisława Ignacego Witkiewicza - jednego z najwybitniejszych twórców XX wieku - malarza, filozofa, pisarza i przenikliwego krytyka cywilizacji. Prawie  500 prac – obrazów, rysunków, pasteli i fotografii, które znalazły się na wystawie, pochodzi z licznych muzeów i instytucji w Polsce, a także rzadko prezentowane dzieła z kolekcji prywatnych. 

Jego bezkompromisowość i konsekwencja w podążaniu własną drogą fascynują do dziś. Witkacy czerpał inspirację z różnych dokonań artystycznych i naukowych, reagował na otaczającą go nowoczesność. Był świadkiem historii, I wojny światowej i rewolucji październikowej, rejestratorem przejawów przyspieszenia cywilizacyjnego, przyczyniającego się do mechanizacji życia jednostki. Jego wybory i intuicje nierzadko okazują się aktualne. 

Wystawa koncentruje się na postawie twórczej Witkacego, która rozbija konwencjonalne myślenie o sztuce. W miejsce chronologicznej narracji – od pejzażu, poprzez Czystą Formę, do Firmy Portretowej – proponuje przegląd tematów ważnych dla samego artysty i w sztuce nowoczesnej. To m.in.: kosmos, ciało, historia, ruch, pierwotna wizja artystyczna, psychologiczna intensywność przeżycia metafizycznego, refleksja socjologiczna. Ważnym aspektem proponowanej interpretacji twórczości Witkacego jest również pokazanie jego działań performatywnych i paraartystycznych jako przynależnych polu sztuki.

Dzieła z różnych okresów twórczości artysty spotkają się z wizjami awangardy – Wasilija Kandinsky’ego, Maxa Ernsta, Rudolfa Schlichtera, Umberto Boccioniego i Marcela Duchampa. Dokonania Witkacego na tym tle udowodniają głębokie pokrewieństwo ze zjawiskami artystycznymi o kluczowym znaczeniu dla kultury europejskiej dwudziestolecia międzywojennego. 

Na wystawie w Muzeum Narodowym w Warszawie będzie można obejrzeć prace Witkacego ze zbiorów własnych oraz z licznych muzeów i instytucji w Polsce, a także rzadko prezentowane dzieła z kolekcji prywatnych. To blisko 500 prac – obrazów, rysunków, pasteli i fotografii. Ekspozycję uzupełnią materiały wideo i archiwalia oraz ikoniczne dzieła twórców międzynarodowej awangardy.

Wystawie towarzyszyć będzie bogaty program wydarzeń oraz dwujęzyczna publikacja.

Kuratorzy: Zofia Machnicka, Paweł Polit

Wystawa pod honorowym patronatem Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

informacja prasowa

poniedziałek, 23 listopada 2020

Nikifor, Artur Grottger, Stanisław Ignacy Witkiewicz | Prace na papierze autorstwa najważniejszych polskich artystów

To prace na papierze autorstwa najważniejszych polskich artystów. Wśród nich znaleźli się m.in. Nikifor, Artur Grottger, Stanisław Ignacy Witkiewicz czy Stanisław Wyspiański. Wyjątkowe dzieła na papierze autorstwa wybitnych twórców sztuki dawnej wylicytować można będzie 1 grudnia w DESA Unicum. To świetna okazja do nabycia prac cenionych malarzy i rysowników. Wszystkie obiekty oglądać można na prezentacji przedaukcyjnej i na wystawie 3D.

Stanisław Ignacy Witkiewicz

Samouk, na wpół-analfabeta, malarz-amator i jeden z najwybitniejszych twórców sztuki naiwnej, pochodzący z Krynicy. Cierpiał na wadę słuchu i wymowy. Osierocony podczas I wojny światowej Nikifor Krynicki nie potrafił porozumieć się z otoczeniem. Lokalna społeczność traktowała go jako odmieńca. Malarstwo było dla twórcy jedynym łącznikiem ze światem zewnętrznym. Jego prace powstawały na niedużych formatach zdobytego papieru, kartonikach, opakowaniach, kartkach zeszytowych – niekiedy zapisanych po jednej stronie. Rysował ołówkiem, kredką, malował akwarelą otaczający go świat, wzbogacony osobistą fantazją i przeżyciami. Malował przede wszystkim pejzaże architektoniczne trudnych do rozpoznania miasteczek z akcentami w postaci wież kościelnych lub ratuszowych. Fascynował go dworce, wiadukty i pociągi. Tworzył także portrety i sceny religijne. Często podpisywał swoje prace niezrozumiałymi bądź częściowo tylko czytelnymi wyrazami zapisanymi nieudolnie wielkimi literami. Niedawno w DESA Unicum wylicytowane zostało najdroższe dzieło tego artysty. Na grudniowej licytacji pojawi się aż 7 przedwojennych, miejskich pejzaży Nikifora Krynickiego. Wśród nich dzieła takie jak „Architektura fantastyczna z motywem dworca kolejowego” czy „Nikifor przemawiający”. 

Nikifor Krynicki, Architektura fantastyczna z motywem dworca kolejowego

Na aukcji pojawi się również dzieło, na którym Artur Grottger przedstawił swoją narzeczoną Wandę Monné z kotem. Historia ich miłości jest krótka, burzliwa i szalenie intensywna. 13 stycznia 1866 29-letni Grottger poznał 16-letnią Wandę podczas balu Towarzystwa Strzeleckiego we Lwowie. Szybko się w sobie zakochali, lecz związkowi przeciwna była rodzina Wandy. Spotykali się potajemnie, a ich znajomości towarzyszyła romantyczna aura. Chory na gruźlicę Grottger wyjechał do Paryża, gdzie ukończył i wystawił swoje arcydzieło – cykl rysunków „Wojna”. O jego paryskich perypetiach dowiadujemy się z wysyłanych do Wandy listów. Z korespondencji wynika że Wanda pieszczotliwie nazywała Grottgera „Kociem”. Tym bardziej  prezentowane na aukcji wyobrażenie dziewczyny z kotem nabiera intymnego charakteru. Artysta zmarł w grudniu 1867 roku. Cztery lata później Wanda wyszła za mąż za jego przyjaciela Karola Młodnickiego. Obydwoje pielęgnowali pamięć o Grottgerze o artyście i gromadzili pamiątki po nim.

Artur Grottger, Wanda Monné z kotem

Wylicytować można będzie też jeden z najoryginalniejszych portretów, jakie wyszły spod ręki Witkacego, czyli podobiznę Kazimierza Ducha z 1937 roku. Duch piastował wiele ważnych stanowisk w wojsku, rządzie i administracji państwowej. Był m.in. starostą w Nowym Sączu, wicewojewodą krakowskim, dyrektorem departamentu w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych, podsekretarzem stanu w Ministerstwie Opieki Społecznej oraz posłem na sejm w latach 1928-35. Po wojnie został wykładowcą na Politechnice w Gliwicach i Krakowie. Witkacy uznawał go za swojego „ukochanego opiekuna duchowego” i był z nim w stałym kontakcie. Wykonał kilka portretów majora oraz członków jego rodziny.  Na prezentowanej pracy Witkacy umieścił obciętą głowę ministra na srebrnej tacy. Tego rodzaju dzieła artysta tworzył pod wpływem tak zwanej „rośliny proroczej”, czyli peyotlu.

Rafał Malczewski

W DESA Unicum pojawią się również prace na papierze Rafała Malczewskiego, Juliana Fałata, Mai Berezowskiej, Stanisława Wyspiańskiego i Leona Wyczółkowskiego. 1 grudnia wszystkie obiekty zostaną zlicytowane w największym polskim domu aukcyjnym przy ul. Pięknej 1A. Licytować można będzie online, przez aplikację oraz telefonicznie i przez zlecenie stałe. Aukcja transmitowana będzie na żywo w kanałach społecznościowych DESA Unicum.

Stanisław Wyspiański

Wystawa „Prace na Papierze. Sztuka Dawna”: 24 listopada – 1 grudnia 2020, godz. 11-19 (poniedziałek-piątek) i godz. 11-16 (sobota), Dom Aukcyjny DESA Unicum, ul. Piękna 1A, Warszawa, wstęp wolny

Aukcja „Prace na Papierze. Sztuka Dawna”: 1 grudnia 2020, godz. 19.00, Dom Aukcyjny DESA Unicum, ul. Piękna 1A, Warszawa

informacja prasowa


niedziela, 23 października 2022

"Szewcy" Stanisława Ignacego Witkiewicza premierowo w Teatrze Polskim we Wrocławiu

28 października na Dużej Scenie Teatru Polskiego we Wrocławiu odbędzie się premiera "Szewców"  Stanisława Ignacego Witkiewicza w reż. Stanisława Melskiego.

"Szewcy" to - jak czytamy w informacji na stronie teatru - "naukowa sztuka ze „śpiewkami” w trzech aktach, najważniejszy dramat Witkacego, ukończony w 1934 roku. Autor nosił "Szewców" w sobie przez siedem lat, bo tyle z przerwami ich pisał; na inne swoje teksty dramatyczne potrzebował dwa-trzy tygodnie. Ze względu na problematykę polityczno-społeczną oraz wizjonerstwo i pasję demaskatorską dzieło porównuje się do "Wesela" Stanisława Wyspiańskiego i "Nie-Boskiej komedii" Zygmunta Krasińskiego. Znalazły się w "Szewcach" w syntetycznym skrócie główne wątki twórczości literackiej Witkacego: zanik indywidualności, zmierzch cywilizacji i sztuki, walka płci, tajemnica istnienia, nuda metafizyczno-egzystencjalna, a wszystko podlano groteskowym sosem. Nowatorstwo formalne i zacięcie profetyczne czynią z "Szewców" tekst uniwersalny – aktualny w każdym momencie historii, również dzisiaj.

Szewcy, reprezentanci mas plebejskich, zamknięci w swoim warsztacie, przygotowują rewolucję pod przewodnictwem majstra Sajetana Tempego. Odnoszą zwycięstwo, ale kolejne przewroty polityczne, które odwracają bieg wydarzeń (pucz faszystowski, kontrpucz organizacji Dziarskich Chłopców, wreszcie przewrót plebejsko-populistyczny), sprawiają, że w krzywym zwierciadle obserwujemy mechanizm pożerania własnych dzieci przez rewolucję. Bezlitosna, pesymistyczna diagnoza świata polityki i historii, podana jednak w humorystycznym, groteskowym wydaniu.

Wartość i przesłanie dramatu świetnie ujął Konstanty Puzyna: „Teraz, uwolnione z pęt Czystej Formy, buchnie to, co Witkacy ma naprawdę do powiedzenia: wściekła, ekspresjonistyczna groteska polityczno-społeczna, połączona z katastroficznym traktatem i – krzywym oczywiście – zwierciadłem obyczajów”. Witkacy uczy dystansu, każe śmiać się bohaterom, ale również widzom. Ironiczny dystans do świata czyni go łatwiejszym do przyjęcia, nawet w jego katastroficznej i absurdalnej odsłonie. Dzisiaj, w świecie konsumpcjonizmu, moralnego relatywizmu, wszechmocy mediów i rodzących się totalitaryzmów, Szewcy brzmią swojsko i znajomo.

W opracowaniu tekstu wykorzystano fragmenty powieści Stanisława Ignacego Witkiewicza: "Pożegnanie jesieni" i "Nienasycenie".


"Szewcy" Stanisława Ignacego Witkiewicza

opracowanie tekstu i reżyseria STANISŁAW MELSKI
scenografia i kostiumy MARIANNA SYSKA
opracowanie muzyczne i kompozycje IZABELA KURIATA-MATUSZEWSKA i PIOTR MATUSZEWSKI
choreografia ARKADIUSZ BUSZKO
wideo MIKOŁAJ PŁYWACZ

Obsada

Sajetan Tempe DARIUSZ BERESKI
Czeladnik I (Józek) BEATA ŚLIWIŃSKA/BŁAŻEJ MICHALSKI
Czeladnik II (Jędrek) MARTYNA WITOWSKA/JAKUB GRĘBSKI
Księżna Irina Wsiewołodowna Zbereźnicka-Podberezka AGATA SKOWROŃSKA
Prokurator Robert Scurvy MARCIN PIEJAŚ
Lokaj Księżnej Fierdusieńko ANDRZEJ OLEJNIK
Hiperrobociarz IGOR KOWALIK
Gnębon Puczymorda ANDRZEJ GAŁŁA
Józef Tempe; Dziarski Chłopiec BARTOSZ BUŁAWA
Chochoł z Wesela Wyspiańskiego; Bubek MACIEJ GISMAN
Towarzysz Abramowski MARCIN ROGOZIŃSKI
Towarzysz X STANISŁAW MELSKI
Mandaryn Wang ANNA HABA
Strażniczki ALEKSANDRA CHAPKO, MARIKA KLARMAN-GISMAN
Grupa chłopska ALEKSANDRA CHAPKO, ANNA HABA, MARIKA KLARMAN-GISMAN, BEATA ŚLIWIŃSKA, MARTYNA WITOWSKA, BARTOSZ BUŁAWA, MACIEJ GISMAN, JAKUB GRĘBSKI, BŁAŻEJ MICHALSKI, PAWEŁ MONSIEL (gościnnie)/JACEK SKOCZEŃ (gościnnie)

informacja prasowa


 


 


środa, 30 stycznia 2019

Jak kokaina wpłynęła na twórczość i życie Witkacego. Prace artysty na wystawie w Warszawie

Podobno nie był to nałóg, lecz cykliczny i kontrolowany eksperyment. Narkotyki pomagały Witkacemu w odkrywaniu nowych środków ekspresji. Efektem tych eksperymentów są prace stanowiące zjawisko, którego nie zna światowa sztuka. 

Witkacy, Portret kobiety

Już 14 lutego na aukcji Prace na Papierze: Sztuka Dawna w DESA Unicum pod młotek pójdzie „Portret kobiety” Witkacego pochodzący z 1939 roku. Oznaczenie na pracy wskazuje na to, że dzieło powstało pod wpływem kokainy. Niedługo potem artysta popełnił samobójstwo.

Prezentowana na portrecie z 1939 roku kobieta musiała pochodzić z bliskiego otoczenia Witkacego. Portretowy „Typ C” przeznaczony był bowiem wyłącznie dla przyjaciół zakopiańskiego geniusza, towarzyszących mu w narkotycznych seansach. Mimo tego, że artysta przestrzegał przed niebezpieczeństwem nałogu, prowadzącego do ruiny osobowości, kokainę zażywał do końca swojego życia, co poświadcza prezentowany portret przypadający na rok samobójczej śmierci artysty.

Praca bez wątpienia należy do wyjątkowej galerii portretów stworzonych pod wpływem kokainy o czym świadczy zapis przy sygnaturze „T.C + Co”. Artysta z zamiłowaniem badał działanie substancji psychoaktywnych i ich wpływ na kształt tworzonego dzieła. Obiektami eksperymentów artysty byli przede wszystkim jego przyjaciele – artyści, naukowcy, przedstawiciele inteligencji, a także kobiety, ale tylko te szczególnie bliskie mu uczuciowo bądź fascynujące go swoją urodą. Otoczone skandaliczną legendą narkotykowe „orgie” szokowały i oburzały publiczność, zarówno za czasów życia Witkacego, jak i długo po jego śmierci.

Mimo otoczki skandalu, która towarzyszyła artyście przez całe życie, zdarzały się także okresy abstynencji. W 1932 roku artysta przebywał w Warszawie. W liście do znajomych pisał „Czytam dużo, rysuję, piszę (nieźle), w ogóle dużo robię i czuję się na byczo na NP. i Nπ”. Adnotacja oznacza, że w tym czasie artysta nie pił i nie palił papierosów. Z tego czasu pochodzą prezentowane w katalogu portrety małżeństwa Jastrzębskich. Adnotacja dotycząca abstynencji została zawarta na obydwu pracach. Dzieł nie da zakwalifikować się do żadnego z typów opisanych w słynnym „Regulaminie Firmy Portretowej”. Świadczy to o indywidualnym podejściu artysty do portretowanej pary. Według podań rodziny Jastrzębskich, Wincenty i Witkacy byli dobrymi znajomymi. Na fotografiach z tamtego okresu widać, że Gertruda Jastrzębska była zjawiskowo piękna. Porównując oba portrety nie sposób nie zauważyć szczególnej dbałości autora w podkreśleniu urody kobiety, pozostającym w kontraście do wizerunku Wincentego Jastrzębskiego, w którym artysta położył większy nacisk na oddanie psychologicznej prawdy o modelu. 

Na aukcji "Prace na Papierze: Sztuka Dawna" zaprezentowany zostanie wybór znakomitych prac absolutnych klasyków polskiej sztuki XIX wieku, Młodej Polski, międzywojnia jak i czasów powojennych. Pod młotek trafią prace unikatowe, rzadkie na rynku, posiadające ogromną wartość historyczno-artystyczną. W ofercie pojawią się dzieła klasy muzealnej m.in.: „Białe róże w wazonie” autorstwa Leona Wyczółkowskiego czy „Polowanie w Hubertusstock” z 1899 roku autorstwa Juliana Fałata. Ponadto w ofercie znajdują się nazwiska z panteonu polskiej sztuki XIX i XX wieku, jak Stanisław Wyspiański, Wojciech Kossak, Teodor Axentowicz, Wacław Borowski, Rafał Malczewski czy Józef Mehoffer.

Aukcja "Prace na Papierze: Sztuka Dawna": 14 lutego 2019, godz.19.00, Dom Aukcyjny
DESA Unicum, ul. Piękna 1A, Warszawa

Wystawa obiektów: 4-14 lutego 2019, godz. 11-19 (poniedziałek-piątek) i godz. 11-16
(sobota), Dom Aukcyjny DESA Unicum, ul. Piękna 1A, Warszawa, wstęp wolny

informacja prasowa

sobota, 25 sierpnia 2018

Międzynarodowy Dzień Teatru z Edmundem Wiercińskim /relacja/

27 marca 2015 r. we Wrocławskim Teatrze Współczesnym odbyło się spotkanie poświęcone patronowi tej placówki: Edmundowi Wiercińskiemu. Przypomniano życiorys artysty i jego żony Marii, czytano listy, odbyła się rozmowa  prof. Janusza Deglera z wnukiem Wiercińskiego – Krzysztofem Smołką.



Eksperymentator i artysta niepokorny

Na początku spotkania głos zabrał Rafał Węgrzyniak – historyk teatru, krytyk teatralny, autor Encyklopedii „Wesela” Stanisława Wyspiańskiego. Przedstawił pokrótce drogę artystyczną Edmunda Wiercińskiego.

Wywodził się z kresowego ziemiaństwa. Swój światopogląd ukształtował pod wpływem literatury romantycznej, a także współczesnej: St. Brzozowskiego czy Stefana Żeromskiego. Wychowany w kręgu niepokornej, radykalnej inteligencji polskiej, miał idealistyczne podejście do polskości, typowe dla swego pokolenia.

Studiując w Tomsku, doświadczył rewolucji bolszewickiej. Wstąpił do polskiej armii, a w konsekwencji znalazł się na Syberii jako jeniec, po czym uciekł z obozu. W 1921 roku przyjechał do Warszawy, gdzie rozpoczął studia prawnicze, potem filozoficzne. W tym czasie zainteresował go Teatr Reduta Juliusza Osterwy - teatr studyjny, wzorowany na rosyjskim MCHAT-cie. Miał spełniać misję społeczną w niepodległej Polsce. W 1926 roku Teatr Reduty przeniósł się do Wilna. Znalazłszy się tam, uznano, że należy docierać do widzów spoza wielkich miast i zaczęto organizować teatr objazdowy. Wystawiono m.in. "Księcia Niezłomnego" Calderona w parafrazie Juliusza Słowackiego. Wierciński organizował ten spektakl w różnych sceneriach, np. w pobliżu kościołów. Tak też nauczył się reżyserować i adaptować utwory do zmieniających się warunków.

Sam grał charakterystyczne role, np. Ewangelisty, natomiast w "Księciu Niezłomnym" grał na zmianę z Osterwą Don Fernanda. W wyniku konfliktu na tle artystycznym Wierciński, który pragnął w teatrze przemawiać nieco innym językiem i zaczął sięgać po sztuki ekspresjonistyczne, wraz z żoną Marią opuścili Teatr Reduty i przenieśli się do Poznania. Tam wystawił m.in. "Metafizykę dwugłowego cielęcia" Witkacego. Wystawiał także w Łodzi, gdzie nadal eksperymentował ze sztukami ekspresjonistycznymi, m.in. sztukę Ernsta Tollera. Zawędrował następnie do Lwowa, gdzie zetknął się z Leonem Schillerem. Tam z kolei powstawał teatr monumentalny, którego ambicją było wystawianie wielkich inscenizacji dramatów romantycznych: "Dziadów", "Kordiana"... Po powrocie do Warszawy - na przekór swoim możliwościom - reżyserował sztuki kameralne, m.in. "Lato w Nohant" i "Maskaradę" Jarosława Iwaszkiewicza.

W czasie wojny tworzył wraz z Schillerem Tajną Radę Teatralną, która miała stymulować życie teatralne w Polsce po wojnie. Zamówił wówczas przekład "Elektry" Jeana Giraudoux, a u Czesława Miłosza - "Jak wam się podoba" Shakespeare`a.

Po wojnie Edmund Wierciński wraz z Bohdanem Korzeniewskim założył Scenę Poetycką. Jego inscenizacja  "Elektry" Jeana Giraudoux była apologią Powstania Warszawskiego, na co władze komunistyczne bardzo źle zareagowały.  W rezultacie sztukę zdjęto z afisza, a Scenę Poetycką zlikwidowano. Ponieważ jednak Wierciński był zbyt wybitnym twórcą, aby władze z niego zrezygnowały, toteż zaproszono go do współpracy w Teatrze Polskim w Warszawie. Kiedy jednak dyrekcję objął Leon Schiller, który przyczynił się do likwidacji Sceny Poetyckiej, a ponadto wstąpił do partii komunistycznej, Wierciński odszedł z teatru., mając świadomość ku czemu zmierza.  Przyjął wówczas propozycję przyjazdu do Wrocławia - do Dolnośląskich Teatrów Dramatycznych.
Był to czas wprowadzania socrealizmu i sztuki, które musiał wystawiać, zupełnie mu nie odpowiadały. Zgłaszał różne propozycje, które jednak władze odrzucały. W końcu udało mu się zrealizować "Jak wam się podoba". Przedstawienie miało podtekst polityczny, jest to bowiem rzecz o księciu wygnanym przez tyrana i uzurpatora. Był to spektakl olśniewający, ze scenografią Teresy Roszkowskiej. Potem udało się Wiercińskiemu zrealizować jeszcze jedno przedstawienie - sztukę "Sprawa" Aleksandra Suchowo-Kobylina, w której najbardziej plugawa postać podejmuje współpracę z policją carską, co także się władzom nie podobało. Po wyrzuceniu Schillera z Teatru Polskiego Wierciński postanowił wrócić do Warszawy. Na odchodnym miał powiedzieć:

Nadchodzi czas Dzieduszyckich i Szurmiejów - pora się zbierać. 

Stawiał sobie i innym twórcom teatru, a także współrodakom niezwykle surowe wymagania. Odszedł niebawem w pełni sił twórczych, niespełniony. Udało mu się jednak przejść przez trudny czas powojennej, komunistycznej Polski bez moralnych kompromisów. Od lat zmagał się z gruźlicą, a później także z nowotworem.

Inscenizacja  listów Marii i Edmunda Wiercińskich 

Ewelina Paszke-Lowitzsch i Krzysztof Kuliński foto B. Lekarczyk-Cisek

Ewelina Paszke-Lowitzsch i Krzysztof Kuliński odczytali fragmenty listów Marii i Edmunda Wiercińskich, które zostały wydane przez Instytut Teatralny w Warszawie. Zachowane przez córkę - Ewę i wnuka Krzysztofa Smolkę, zawierają nie tylko wzruszający zapis miłości i zażyłości dwojga artystów, ale są także zapisem refleksji i kroniką życia teatralnego tamtych lat.

W spotkaniu wziął także udział wnuk artysty - Krzysztof Smołka, który opowiedział o swojej przygodzie z pamiątkami po dziadkach, które przetrwały pieczołowicie przechowywane. Mimo sugestii Wiercińskiego, jego rękopisy i listy nie zostały spalone, lecz wydane drukiem. Dzięki temu ocalono także pamięć o ważnym fragmencie historii teatru polskiego, a także człowieka, który był jej istotną częścią.

Krzysztof Kuliński, fot. B. Lekarczyk-Cisek

Wierciński i Witkacy - historia pewnej inscenizacji

W spotkaniu poświęconym Wiercińskiemu wziął także udział prof. Janusz Degler - historyk literatury i teatru, wybitny witkacolog. Uczestnik i obserwator wrocławskiego życia teatralnego, rozpoczął swoje wystąpienie od osobistego wspomnienia, którego intencją było uświadomienie licznie zgromadzonej na widowni młodzieży, czym jest w istocie prawdziwy teatr i jaką rolę może spełnić w życiu człowieka. Wspomniał mianowicie swoje pierwsze przedstawienie, które odbyło się właśnie na deskach Teatru Współczesnego - wówczas sceny lalkowej. 3 maja 1949 roku obejrzał przedstawienie lalkowe "Wilk i koźlęta".

prof. Janusz Degler foto B. Lekarczyk-Cisek
To jest najcudowniejszy moment w teatrze, kiedy ulegamy temu, co nazywa się iluzją - skomentował swoją opowieść o wielkich emocjach, które towarzyszyły dzieciom podczas oglądania sztuki. Teatr ma swoją magię, która - mam nadzieję - będzie trwać wiecznie - dodał Profesor.
Opowiedział także o okolicznościach, w których doszło do realizacji spektaklu na podstawie dramatu Witkacego. Otóż Edmund Wierciński pragnął początkowo, po rozstaniu z Schillerem, zainstalować się w Zakopanem, gdzie Stanisław Ignacy Witkiewicz prowadził własny teatr. Okazało się jednak, że znajduje się on w stanie upadku, toteż przyjazd do Zakopanego spalił na panewce. W efekcie Wierciński znalazł się w Poznaniu i tam wystawił w manierze ekspresjonistycznej "Sen" Kruszewskiej, a następnie "Metafizykę dwugłowego cielęcia", również w konwencji ekspresjonistycznej. Autor przyjechał na premierę, ale wyszedł po II akcie. Następnie wrócił i wziął udział w bankiecie, gdzie się kompletnie upił. Napisał potem do Wiercińskiego:

prof. J. Degler i K. Smołka foto B. Lekarczyk-Cisek

Szanowny Panie! W tej chwili przypomniałem sobie, że piliśmy na "ty". Z kim jeszcze - zupełnie nie pamiętam... A więc: kochany Mundziu, przykro mi, że ostatnie chwile przeżyłem w nirwanie. Przesoliłem dawkę. I w ogóle ostatni raz. (...) Miałem wizję potem: trzy dywizje samych Nobelsdorfów [nazwisko aktora], potem była ich nieskończoność. Wyparły ich jakieś garnkowate stwory. Napisz mi, czy się zespół na mnie nie obraził za krytykę, ale lepsza chyba otwartość... Tylko było przesolone. Proszę więc bardzo, abyś całemu zespołowi wyraził serdeczne podziękowanie za waszą pracę. Może gdzieś jeszcze się spotkamy.  

Podobno Witkacy tak przeżył tę inscenizację, że pił przez pięć dni. Pisze o tym w "Narkotykach i niemytych duszach", wspominając również, że zdarzyło mu się to po raz pierwszy, ponieważ nie rozpoznał swojej sztuki na scenie.

Emocje, które wywołuje przedstawienie teatralne mogą być - jak się okazuje - nie tylko pozytywne...

Relacja ukazała się pierwotnie na portalu Kulturaonline.

środa, 25 października 2017

W tym szaleństwie jest metoda, czyli o pożytkach przekładu intersemiotycznego

                                                                                                    motto:
Jestestwo człowieka nie tylko nie da się
zrozumieć bez szaleństwa, lecz nie byłoby
jestestwem człowieka, gdyby nie niosło ze
sobą szaleństwa jako granicy swej wolności.”
Jacques Lacan

Johann Heinrich Füssli, Chodząca we śnie Lady Makbet


Na marginesie pewnej lekcji

Szalony urok przekładu intersemiotycznego
         
             Jedną z umiejętności, które wymienia się w standardach wymagań dla egzaminu maturalnego jest „porónywanie tekstów kultury, dokonywanie przekładu intersemiotycznego”(Dz.U. Nr 17, poz.15) . Jeśli przy tym jesteśmy świadomi, że przekład taki jest w zasadzie niemożliwy (Maryla Hopfiger[1], Alicja Helman[2], ), mamy bowiem do czynienia z tak odmiennymi rodzajami tworzywa, możemy wówczas popaść w stan frustracji, a może nawet szaleństwa. Na szczęście to ostatnie – jeśli wierzyć Mistrzowi ze Stratfordu – może okazać się metodą. Mój „pedagogiczny przypadek” zdaje się to potwierdzać.
           Otóż w cyklu zajęć poświęconych romantyzmowi, które realizowałam wokół tematów o charakterze uniwersalnym: snów, pejzażu, maski, więzienia itd., znalazło się także szaleństwo. Nie tylko Shakespeare`owi zawdzięczamy interesującą galerię szaleńców (Ofelia, Lady Makbet, Tytania, Król Lear), pojawiają się oni bowiem już w mitologii i na kartach Biblii. A i my nie mamy się czego wstydzić, bo szaleńców ci u nas dostatek, zwłaszcza za sprawą romantyków, którzy postacie szaleńców wprowadzali ochoczo, a nawet programowo (Karusia z Romantyczności). Na romantycznych szaleńcach wprawdzie poprzestałam, ale trzeba pamiętać, że pojawiali się oni w literaturze polskiej i później (Ojciec w Sklepach cynamonowych Bruno Szulza czy bohater Obłędu  Krzysztonia).
          Mając taki temat mogłam już sobie (i młodzieży) pozwolić na wszystko...

Przedmiotem rozważań miały stać się postacie literackie znane z dzieł Wieszczów Naszych, a mianowicie: Karusia z ballady Romantyczność  i Gustaw z IV cz. Dziadów Adama Mickiewicza, Kordian z dramatu Juliusza Słowackiego i Maria, żona  Hrabiego Henryka z Nie-Boskiej komedii Zygmunta Krasińskiego. Uczniowie mieli opracować scenariusze[3], których koncepcja, sposób ukazania postaci, byłyby zarazem próbą określenie jej miejsca w świecie, a więc istoty tego szaleństwa. Mogli przy tym dokonywać różnych „operacji” na tekstach, tzn. parafrazować je, skracać, a nawet parodiować. Pomocą służyły także fragmenty książki Aliny Kowalczykowej Romantyczni szaleńcy, a fragmenty filmów i spektakli ze słynnymi scenami obłędu (Ofelii, Kordiana i Marii) obejrzeliśmy pod koniec zajęć – dla porównania.
      Przed rozpoczęciem bloku lekcyjnego poświęconego problematyce szaleństwa w romantyzmie poprosiłam moich uczniów, aby każdy z osobna powiedział, z czym kojarzy mu się „szaleństwo” i „szaleniec”. Okazało się, że wszyscy, bez wyjątku, interpretowali zagadnienie na sposób romantyczny: szaleniec to ktoś fascynujący, inny, nietuzinkowy, trudny, skomplikowany itd. „Szaleniec” zatem to nie „chory”, lecz – jak się dziś eufeministycznie określa – „normalny inaczej”. Choć w stereotypach, romantyzm trwa w kolejnym pokoleniu, z pozoru pragmatycznym i bez historycznych „obciążeń”... A może moi wychowankowie są jednak szalenie wrażliwi..?
Czas poświęcony na analizę postaci i próby przekształcania tekstu literackiego na scenariusz filmowy nie był jednak stracony, bo pozwalał lepiej zrozumieć ukryty sens owego szaleństwa – kolejnej romantycznej transgresji. Mój artykuł w pewnym sensie jest uporządkowaniem „wiedzy” o romantycznym szaleństwie. W czasie klasowych dyskusji miała ona  charakter bardziej fragmentaryczny i w tej wersji zapewne nie nadawałaby się do opisania (i czytania!). Za to dołączam do artykułu próbki tekstów owych „scenariuszy”.

Czemu służą romantyczne szaleństwa?

       Szaleńcy pojawiali się w literaturze na długo przed romantyzmem, nigdy dotąd jednak nie miało szaleństwo takiej rangi i nie było potraktowane w kategoriach ontologicznych. „Patronem” romantycznych szaleńców jest niewątpliwie Shakespeare, przede wszystkim jako twórca postaci Hamleta (motto Romantyczności: Zdaje mi się, że widzę...gdzie? Przed oczyma duszy mojej.”), który w masce szaleńca usiłuje dociec prawdy o zbrodni, o ludziach. Daje mu ona bowiem większą wolność zewnętrzną i wewnętrzną, do czasu...  Warto też przypomnieć postać „pięknie szaloną”, a mianowicie Don Kichota – bohatera powieści Cervantesa, który, choć bywa śmieszny i żałosny, to jednak w powszechnej świadomości stał się synonimem bezkompromisowego idealisty, człowieka, który gardzi przyziemnością, a ceni wartości duchowe ponad wszystko. Jakby powiedział romantyk (i Shakespeare), „widzi oczyma duszy...”  Szaleństwo romantyczne bowiem ma przede wszystkim walory poznawcze. Warto przytoczyć w tym miejscu słowa Wertera, który stał się wzorem dla wielu postaci utworów romantycznych:

„... moje namiętności były zawsze bliskie obłędu, a nie żałuję [tego] , bo pojąłem sam z siebie, że trzeba było z dawien dawna obwołać (...) szaleńcami wszystkich niezwykłych ludzi, którzy stworzyli coś wielkiego, coś na pozór nieosiągalnego”.[1]  

Szaleństwo wyzwala , według romantyków, ze schematów codzienności, pozwala dotknąć tajemnicy, przekroczyć własne ograniczenia. W takim sensie  z szaleństwem łączy się miłość, „wyrywa” bowiem człowieka ze społeczeństwa, czyniąc go bytem jedynym i niepowtarzalnym. Z tych samych powodów i Karusia, i Gustaw stają się dla Mickiewicza ważnymi (i zwycięskimi!) postaciami w sporze o pryncypia poznania. Przyjrzyjmy się zatem bliżej sylwetkom bohaterów szalonych.
        W Romantyczności narrator nie nazywa Karusi szaloną, opisuje natomiast szczegółowo objawy jej anormalności. Po pierwsze, wydarzenia rozgrywają się w dzień, ale bohaterka wita niewidocznego ukochanego słowami: „Tyżeś to w nocy?”. Stan emocjonalny dziewczyny dowodzi deformacji rzeczywistości (inna, „nocna” przestrzeń i czas). Po drugie, dziewczyna wykonuje różne, nieskoordynowane ruchy, płacze i śmieje się na przemian. W jej zachowaniu trudno dopatrzeć się logiki, ponadto zaś świadczy ono o całkowitym zerwaniu więzi ze światem zewnętrznym. Po trzecie, bohaterka mówi o wyobcowaniu i wrogości otoczenia, gdy tymczasem otaczający ją ludzie wierzą w jej wizje i współczują jej (z wyjątkiem „starca”). Ów dysonans dowodzi, że subiektywnie odczuwa ona dystans i niechęć, jak człowiek psychicznie chory. Lud jednak nie traktuje odmienności Karusi w kategoriach choroby, lecz jako nadprzyrodzony dar. Podobnie uważa młody romantyk - narrator. Szaleństwo dziewczyny zbliża ją bowiem do utraconej miłości, a narratorowi pozwala zakwestionować paradygmaty poznawcze oświeceniowego racjonalizmu. „Dobrze widzi się tylko sercem, najważniejsze jest niewidoczne dla oczu”.... Czyżby Antoine de Saint Exupery czytywał ballady Mistrza Adama?  Szalone sugestie, prawda?
         Kiedy Gustaw wkracza w Noc Dziadów do chatki pustelnika, trudno w ogóle jednoznacznie określić, kim jest: „Na progu pojawia się ni to człowiek, ni to widmo”, jak nas informują didaskalia dramatu. I tajemnica jego statusu ontologicznego pozostanie do końca niewyjaśniona, a on sam – „oszalały z miłości” po to chyba, by uświadomić nam, że droga ludzkiego rozwoju odbywa się w toku niekończących się transgresji. Istota zaś, z którą mamy do czynienia pozostaje tajemnicą, nie poddającą się racjonalnemu postrzeganiu. W chacie Księdza dokonują się za sprawą owego szaleńca sprawy, które zaprzeczają istnieniu racjonalnego świata, dowodzą, że  wiedzę o człowieku, o sobie, można  czerpać jedynie z przeżytego osobiście cierpienia. Jego źródłem jest tragiczne rozdarcie człowieka pomiędzy „materią” a transcendencją. Jest też w akcie samobójczym Gustawa rytualny gest powrotu „do początków” , oznaczający odnowienie siebie i kosmosu. Najpierw jednak musi umrzeć „stary” człowiek, by mógł narodzić się „nowy”. Jego odrodzenie odbywa się przez cierpienie, przede wszystkim cierpienie miłosne. Tak też kończy się ta część dramatu – przestrogą: „Kto za życia choć raz był w niebie,/ Ten po śmierci nie trafi od razu”.
Kiedy gaśnie światło, znika materia, czas i przestrzeń – z tej nicości wyłoni się nowa rzeczywistość – historyczna III cz. Dziadów.
           Jeśli jednak Mickiewicz umieszcza swych bohaterów w scenerii, która może uwydatniać dysonans między nimi a tzw. resztą świata ( są „obcy dla ludzi i dla świata”), to dwaj inni romantycy - Juliusz Słowacki i Zygmunt Krasiński -  pokazują swoich  szaleńców
w scenerii dla nich adekwatnej, a mianowicie w „szpitalu waryatów”.
Autor Kordiana opisał warunki w nim panujące jako koszmarne i ... malownicze. Zbiorowa sala – chorzy spacerujący i klatki z powiązanymi „waryatami” (ponad 30 drewnianych łóżek z baldachimami i wyrzeźbioną na nich figurą świętego – na takim łóżku leżał zapewne Kordian... Lekarz i historyk zakładu dla umysłowo chorych Stanisław Chomętowski pisał m.in., że zdarzało się bonifratrom pokazywać obłąkanych za pieniądze, „niby dzikie zwierzęta” i że byli oni wystawieni na pośmiewisko i prześladowanie (podobne sceny odnajdziemy w znanym filmie Davida Lyncha „Człowiek – słoń”). O sposobach „leczenia” zamilczmy. Kordian trafia do zakładu na obserwację. Wprawdzie wiemy, że nie jest wariatem, lecz spiskowcem, jednak Słowacki rozbudowuje wokół bohatera klimat szaleństwa. Prezentowani w tej scenie wariaci są ukazani ironicznie, a przy tym w ich egzaltowanej postawie życiowej odnajdujemy podobieństwo do Kordiana. O zdrowiu bohatera świadczy jednak dyskusja z szatanem (Doktorem) o celowości działania, w której Kordian oddala pokusę rozumnego cynizmu. Oczywiście dostrzegamy różnicę między Kordianem a innymi ludźmi – jest to człowiek nadwrażliwy, nieprzeciętny, utalentowany, niekonwencjonalny. Musi więc być wyobcowany. Jego „szaleństwo” jest jednak wartością, oznacza szlachetną odmienność wrażliwego indywidualisty i idealisty, podczas gdy tzw. „normalny świat” rozczarowuje swoim materializmem, cynizmem i brutalnością.  Szaleństwo służy zatem kompromitacji świata kierującego się racjonalnymi przesłankami, także co do sprawy powstania.
            W Nie-Boskiej komedii Zygmunta Krasińskiego Maria, żona hrabiego Henryka, jest przykładem „klinicznym” obłędu, ale trzeba zauważyć, że świat przedstawiony tej tragedii cały jest szalony i patologiczny.
Hrabia opętany jest żądzą sławy i doskonałego piękna, wrażenie oszalałych czynią także rewolucjoniści. Krasiński ukazuje w taki oto sposób kryzys cywilizacji europejskiej. Świat widziany jest w optyce klęski rozumu i porządku wobec szaleństwa. Maria popada w obłęd, opuszczona przez Męża dla widma romantycznej miłości. Pragnęłaby zostać poetą, w przekonaniu, że tylko tak zbliży się ponownie do ukochanego. Zamknięta wśród obłąkanych, umiera w obecności wypełnionego poczuciem winy Męża. Zanim się to jednak stanie, to właśnie ona – szalona – wypowiada proroctwo, wedle którego ich syn Orcio (aluzja do mitycznego Orfeusza?) zostanie poetą i przedwcześnie umrze. Antycypuje także obraz oszalałego świata, którego doświadczenie stanie się udziałem wszystkich osób dramatu.

„Życie jest jedynie (...) opowieścią idioty, pełną wrzasku i wściekłości, / A nie znaczącą nic.”[2]
                                                                                                                                          

     Fenomen fascynacji romantyków szaleństwem ma zatem złożone przyczyny: służy otwarciu się przed człowiekiem perspektyw – poznawczych, moralnych, społecznych, metafizycznych. To dowodzi, że w romantycznym szaleństwie w istocie jest metoda.
Czy odnajdziemy ją również w metodyce stosującej przekład intersemiotyczny jako sposób na głębszą i bardziej osobistą interpretację tekstu, niż te „jedynie słuszne”, „mój Kotku”( jakby powiedział Witkacy)?

Fenomen fascynacji romantyków szaleństwem ma zatem złożone przyczyny: służy otwarciu się przed człowiekiem perspektyw – poznawczych, moralnych, społecznych, metafizycznych. To dowodzi, że w romantycznym szaleństwie w istocie jest metoda.
Czy odnajdziemy ją również w metodyce stosującej przekład intersemiotyczny jako sposób na głębszą i bardziej osobistą interpretację tekstu, niż te „jedynie słuszne”, „mój Kotku”( jakby powiedział Witkacy)?



 Scenariusze uczniów: 



Bartosz Bieszczad, I LO we Wrocławiu


Scenariusz na podstawie sceny w domu dla obłąkanych w Nie-Boskiej komedii  Zygmunta Krasińskiego.

Scena 1

W piękny, wietrzny, letni dzień pod drzwi ośrodka dla umysłowo chorych podjechał powóz, z którego wysiadł nienagannie ubrany Groteskowy Hrabia. Żona naczelnego doktora szpitala, atrakcyjna kobieta w średnim wieku, uchyliła masywne drzwi.
-          A wielmożny pan zapewne do hrabiny?
-          Jestem p...poetą, przyjacielem męża – z nonszalancją, szerokimi gestami – Jakże się miewa pacjentka?
Para spaceruje  po ogrodzie pielęgnowanym przez pacjentów. Dokoła kręci się mnóstwo ludzi ubranych w białe, szpitalne uniformy. Kopią doły, sadzą drzewka, przechadzają się, pracują przy przycinaniu krzewów, wyrywaniu chwastów. Niektórzy leżą, inni siedzą grając w karty lub czytając.
-          To jest rzecz bardzo krucha, delikatna... To ona rodzi światy! Najsubtelniejsza materia pod słońcem.
-          Tak, tak, tego nie można się pozbyć...
Słychać strzępy rozmowy dwóch pacjentów z długimi brodami, zajętych sadzeniem młodych dębów. Tuż obok przechodzi Groteskowy Hrabia z żoną doktora, również zajęci rozmową:
-          Hrabina jest tutaj dopiero drugi dzień. Przywieźli ją wczoraj i mąż kazał ją zamknąć w najgłębszym lochu! Gdyby pan widział te konwulsje! Ci tutaj to potulne baranki... Raz tylko trafił do nas szlachcic, było to cztery lata temu... Ten to dopiero narobił zamieszania! Mąż postawił diagnozę: "„choroba cywilizacyjna". Mówił, że jest najgorsza, ale nikt mu nie uwierzył. Dopiero później się okazało, że miał rację, dgy ten pacjent sam siebie pożarł.
-          A tamci dwaj?
-          To dziwna historia... Przywędrowali boso, podobno aż z Siedmiogrodu. Albert, ten wyższy, miewa święte wizje.
-          Święte wizje, prorocy, objawienia... I to ma być poezja? To wszystko bajki. Powiem pani coś: cały świat my sami sobie tworzymy. Rozumie pani? Jest tak jak nam się wydaje, że jest. Ale droga pani, proszę mi powiedzieć, co by było, gdyby każdy miał tego świadomość? Gdzież by było miejsce dla takiego poety jak ja? Proszę popatrzeć na tamtego – podchodzi do człowieka siedzącego pod drzewem w pozycji wyprostowanej, w bezruchu. – Nie rusza się. Pomacham mu przed oczami – nie, krzyjnę – także nic, palnę go – Ściąga rękawiczkę i bije nią znieruchomiałego człowieka – bez żadnej reakcji z jego strony.
-          Ach, jakie to żałosne... Człowiek człowiekowi nierówny. A gdybyśmy znali nasze możliwości...
Zachowanie Hrabiego nie pozostało bez echa. Słychać szepty i widać nieprzyjazne spojrzenia.
- Proszę się nie obawiać. Oni są bardzo potulni. Ani cienia agresji. Ani ja, ani doktor nie wiemy dlaczego. Może to górskie powietrze...  A czy to prawda, że jabóbiny tej nocy porwali męża hrabiny?
W trakcie spaceru rozmawiającej pary pacjenci uciekali im z drogi. Część zaszyła się za pniem wielkiego drzewa, by móc stamtąd obserwować idących. Kiedy mijali stojącą blisko lasku beczkę (warto dodać, że Hrabia coraz częściej spoglądał na biust swojej rozmówczyni), wynurzyła się z niej zarośnięta, zmieniona starością i chorobą głowa ludzka, która poczęła bacznie ich obserwować. Ani Henryk, ani żona doktora nie zwrócili nań najmniejszej uwagi.
-          Ekchę... – głośno chrząknął mieszkaniec beczki, tak że Hrabia drgnął – czy mogę pana o coś spytać?
-          Oczywiście – odparł gość.
-          Przepraszam, ale czy niest pan snobem?! – wrzasnął na cały głos ów dziwny osobnik, powodując wielkie zmieszanie na twarzy  Groteskowego Hrabiego oraz śmiech i szydercze spojrzenia wszystkich dokoła, poza żoną doktora, rzecz jasna. Najbardziej cieszyli się ludzie schowani za drzewem – przewracali się i tarzali ze śmiechu.

Scena 2


Ciemny loch. W oddali śmiech jeszcze nie umilkł. Z zatęchłej klatki, oświetlonej skąpym światłem świecy, mieszkaniu szczurów i pluskiew, rozlega się donośny głos starego człowieka:
- Drżyjcie ludzie, bowiem dzień sądny jest blisko! W łańcuchy spętaliście Boga! Wielkie miasto rozpadnie się na części, a jego mury runą! Drżyjcie ludzie, albowiem wszystko jest na opak! Wasze domy staną się siedliskiem demonów, a sprawami waszymi zarządzi szatan, tak że nie odróżnicie prawdy od kłamstwa, a dobra od zła. I stanie się świat miejscem nierządu i bezprawia. Nadejdą wielkie wojny i głód. Drżyjcie ludzie, bo nadejdą czasy, w których „żyć” będzie znaczyć  „sprzedać swą duszę”. Bowiem jest napisane: „Królestwo moje nie jest z tego świata”. Drżyjcie, bo widziałem zagładę!
Milknie. Hrabia z kobietą pospiesznie przemykają korytarzami. Stają przed niewielkim pomieszczeniem, w którym znajduje się parę niezbędnych sprzętów, spośród których dominuje drewniane łoże z baldachimem i wyżeźbioną figurą świętego. Spoczywa na nim skulona Hrabina.
-          Mario, Mario, poznajesz mnie?
-          Przysięgałam ci wierność do grobu – udręczonym głosem odpowiada kobieta.
-          Mario, zaraz cię stąd zabiorę!
-          Pozwól mi skończyć dzieło.
-          O czym ty mówisz? Chodź!
-          Modliłam się trzy noce i Bóg mnie wysłuchał. Odkąd cię straciłam zaszła we mnie zmiana. „Panie Boże” – mówiłam i biłam się w piersi, i pokutowałam – „Spuść na mnie ducha poezji”. I stało się! Teraz już mną nie pogardzisz! Teraz wiem wszystko! Morze, gwiazdy, burza, ogień! Ach, jeszcze bitwa! Wszystko wygram, wyśpiewam, ujmę i opiszę! Posłuchaj: 
                                    Nieskończoność mnie obleje
                                    I jak ptak w nieskończoności
                                    Błękit skrzydłmi rozwieję
                                    I lecąc się rozmdleję
                                    W czarnej nicości
                                                                                  Mężu mój, wiesz czym jest wieczność?!
-          Przekleństwo – przekleństwo. Majaczysz Mario.
-          Henryku mój, Henryku, jakżem szczęśliwa – pada mu w objęcia i czule całuje. Drżyjcie ludzie, słońce trzecią część blasku straciło, gwiazdy zaczynają potykać się po swoich drgach! Bestia rośnie w siłę! Wy – to jej ręce i nogi!

Słychać dochodzące z zewnątrz odłosy burzy.
-          Dla mnie już nadszedł dzień sądu – kwituje ironicznie Hrabia.
-          Rozjaśnij czoło, czegóż ci brakuje! Nasz syn będzie poetą, jakże cię kocham, Henryku! I wiesz co...
-          Mów – zajmę się wszystkim.
-          Powiem ci, co by było, gdyby Bóg oszalał – szepce mu do ucha – Wszystkie światy lecą to na dół, to w górę, człowiek każdy, robak krzyczy „Ja Bogiem!” i co chwilę, jeden po drugim, konają. Gasną komety i słońca. Chrystus nas już nie zbawi – wziął krzyż w obie ręce i rzucił go w otchłań. Jedna tylko Najświętsza Bogurodzica się modli, i gwiazdy jej służebnice. Ale i ona pójdzie, kiedy pójdzie świat cały! – osuwa się wyczerpana.
-          Mario, źle tobie?
-          To ta lampa, ktoś mi ją w głowie zaświecił i lampa się kołysze – nieznośne... Żegnam cię Henryku. Jak mi dobrze... – milknie na zawsze.
-          Drżyjcie ludzie – ciemne pomieszczenia wypełnia znowu głos starego człowieka – bo nadejdą czasy, kiedy szatan będzie przemawiał przez usta cnotliwych! Ludzka stopa stanie na księżycu! Syn nie pozna ojca, a ojciec syna! Słuchajcie narody! Im wyżej człowiek się wzniesie, tym niżej upadnie! Drżyjcie, bo nadejdą czasy, gdy zdrowymi nazwie się szaleńców, a zdrowych szaleńcami...!

Obraz oddala się, widzimy, że znajdował się on w ekranie telewizora. Aparat stoi w dużej przestronnej sali, pełnej pacjentów w białych uniformach. Jedni kiwają się miarowo na siedzeniach, inni wodzą nieobecnym wzrokiem po suficie. Tylko jeden z nich bacznie obserwuje ekran. W zbliżeniu widzimy jego twarz -–jest to twarz Hrabiego...

Koniec




Magdalena Jaśniowska, I LO, Wrocław

Scenariusz na podstawie VI sceny III aktu  Kordiana Juliusza Słowackiego.

Rzecz dzieje się w słoneczny poranek w środku ogromnego miasta. Stają tam duże i brzydkie budynki o groteskowych kształtach i jaskrawych kolorach. Ulicą przelewa się tłum dziwacznych przechodniów poubieranych w wymyślne barwne stroje ze skór i błyszczących tkanin. Jedni mają na głowach kolorowe czuby, inni – wielkie kapelusze albo rozmaite, nie poddające się żadnej definicji fryzury. Przystojny długowłosy młodzieniec w obcisłym złotym garniturze wynurza się z tłumu i skręca w boczną pustą uliczkę. Pewnym krokiem przechodzi przez bramę staroświeckiego czerwonego budynku, na którym widnieje tabliczka z napisem „Wojewódzki Szpital Psychiatryczny”. Kroki mężczyzny dudnią w pustym hallu. Nagle za jego plecami słychać drwiący głos:
DOZORCA – Przyszedł pan zwiedzić szpital?
DOKTOR (odwraca się do niego i podaje monetę) – Oto pozwolenie.
DOZORCA (stary mężczyzna w srebrnym kombinezonie, przyjmując łapówkę, uśmiecha się przymilnie) -  Z tym wolno panu, gdzie pan chce.
Ciemnym korytarzem prowadzi przybysza jednocześnie zabawiając go rozmową:
-          Tu sa wariaci, na piętrze sale wariatek... Spogląda na nieznajomego, ale ten milczy. Pyta więc przymilnie:
-          Pan jest lekarzem?
-          Tak.
Śmiejąc się niezbyt mądrze wchodzi z Doktorem do sali . Pomieszczenie jest białe i sterylnie czyste. Wrażenie zakłoca nieco żółta kałuża moczu. W dwóch rzędach stoją łóżka. Trzech pacjentów leży na nich nieruchomo – są przywiązani pasami. Dwaj inni grają na podłodze w szachy. Kordian stoi odwrócony twarzą do zakratowanego okna. Na dźwięk otwieranych drzwi wszyscy, prócz niego, krzyczą przerażeni widokiem Doktora:
- Aaaaaaaaaa!
Dwaj szachiści chowaja się pod łóżkiem. Kordian pozostaje nieporuszony.
DOZORCA do Doktora – Ciekawe, czy pan zgadnie, który z nich to największy wariat?
DOKTOR (wskazując na Kordiana) – Ten.
DOZORCA (śmiejąc się drwiąco) – Jest tu pięciu szaleńców, a pan wybrał  zdrowszego od siebie, a nawet ode mnie.
DOKTOR (z ironią) – Nawet? Wyciąga papierosy, wkłada sobie jednego do ust.- Pan pozwoli, że zapalę.
DOZORCA – Nie mam ognia. Nagle krzyczy z bólu i rzuca trzymaną w ręce monetę.
DOKTOR łapie monetę, zapala od niej papierosa i oddaje ją Dozorcy. -  Dziękuję.
DOZORCA przyjmuje monetę i pośpiesznie odchodzi.
DOKTOR (do jednego z wariatów skulonych pod łóżkiem) – Zwariował. Mruga do wariata, a ten chowa się jeszcze głębiej.
Doktor podchodzi do Kordiana, który dopiero w tym momencie odwraca się w jego stronę. Jest dużo niższy i chudszy od dobrze zbudowanego Doktora. Jego poorana zmarszczkami twarz czterdziestolatka wyraża ogromne cierpienie pomieszane z przerażeniem.
KORDIAN (słabym głosem) – Kim jesteś?
Doktor (przyjacielsko, niemal filuternie) – Jestem zapaleńcem.
KORDIAN – Musiałeś się urodzić dziś rano. Wszyscy dotąd mówili, żem jeden na świecie.
DOKTOR – Może mnie nie poznali. Ale ty... znasz mnie.
KORDIAN (przypatrując mu się z uwagą, kiwa głową) – Spotkaliśmy się w nocy przed sypialnią cesarza. (gwałtownie) Co tam robiłeś?
DOKTOR pokazuje w stronę okna, przy którym nadal obaj stoją i z którego rozciąga się widok na szpitalny ogród. Kordian staje bokiem do niego i słucha zapatrzony. – Podlewałem kwiaty.
W środku ogrodu pojawia się obraz dworu, jakiś dostojnik mówi coś do drugiego za plecami cesarza i obaj się śmieją. Obserwuje ich inny, stojący obok tronu, nachyla się nad cesarzem i szepce mu coś do ucha. Obraz znika, na miejscu szpiega pojawia się klon. Kolejna wizja przedstawia szereg generałów wypinających w kierunku władcy piersi pełne orderów. Obraz znika, na miejscu wojskowych widać ludzi kłaniających się w pas przed cesarzem – ci zamieniają się w trzciny. Doktor szepce Kordianowi do ucha:
-          Posiałem je wszędzie. Na moim oknie rośnie nowe ziele. Wkrótce wyda pąki liczne jak myśli milionów, potem zakwitnie czerwono jak krew...
KORDIAN – Czy ta roślina kwitnie? Pleni się...
DOKTOR – Już wschodzi, ale by mróz jej nie zaszkodził, przykryłem ją garnkiem. Śmieje się ironicznie. Kordian zaciska usta, odwraca głowę. Doktor, klepiac go po ramieniu – Wyleczę cię. Słuchaj, teraz jest siódmy dzień stworzenia świata. Bóg odpoczywa i nic już nie stworzy. Dzisiejsi ludzie to nie jego dzieła.
KORDIAN – Kłamiesz! Biegnąc po sali, wskakuje na jedno z pustych łóżek. – Każdy człowiek, który się poświęca za wolność jest nowym tworem Boga! – Podbiega do Doktora, zmienia ton na spokojny. – Powiedz szczerze, czy nie widziałeś nigdy człowieka-anioła, który , jak Jezus, cierpiał za ludzi?
(...)
KORDIAN – Myślę.
DOKTOR – Świat jest twoją myślą.
KORDIAN – Cierpię.
DOKTOR – Więc nie myśl.
KORDIAN z rozpaczą – Szatanie! Przyszedłeś tu zabrać mi ostatni skarb, moją wiarę. Pomóż mi, Boże...
Doktor znika. Widzimy Kordiana miotającego się w pasach, którymi jest przywiązany do łóżka. Jego okrzyki nie pozostały bez reakcji. Do sali wchodzi dwóch pielęgniarzy. Na ich widok bohater oddycha z ulgą. Jeden z nich mówi do drugiego:
-          Chyba dostał za dużą dawkę środków uspokajających i ma jakieś zwidy.
-          Tak, ale od czasu jak przystąpił do tego ruchu zielonych ciągle wygłasza jakieś apokaliptyczne wizje i jego rodzina obawia się o stan jego umysłu. To na ich polecenie zamknięto go w zakładzie...
KORDIAN słyszy ostatnie zdanie i zastyga w bezruchu.


 Anna Kiełbasa, I LO we Wrocławiu



OBRAZ

DŹWIĘK

Uj. 1:

Jesienne szare popołudnie. Ujęcie katedry z dołu -–wysokie gotyckie wieże, odlatują z nich gołębie. Odjazd kamery – katedra i plac katedralny, na placu samotna postać tańczącej dziewczyny.

Uj. 2:

Witryna sklepu RTV – zbliżenie na ekran telewizora – spikerka czyta wiadomości.



Uj. 3:

Ulica, idący nią ludzie, obojętne twarze.

Uj. 4:

Tańcząca kobieta, zbliżenie twarzy – szklanych oczu. Kobieta w planie pełnym idzie ku bramie cmentarnej. Zbliżenie krzyża nad bramą.

Uj. 5:

Kobieta tanecznym krokiem wbiega na cmentarz, śmieje się, kręci, macha rękami. Kamera wiruje wraz z nią.

Uj. 6:

Z góry – kobieta pada na ziemię i szlocha.

Uj. 7:

Drzewa – wiatr smaga ich gałęzie, gubią liście, te – spadają jak łzy... Kamera podąża za jednym z liści – w tle szare niebo – liść spada przed oknem jakiegoś domu. Kamera ukazuje dom w planie pełnym.


Uj. 8:

Zbliżenie okna – światło telewizora. Wnętrze pokoju. Na fotelu przed telewizorem siedzi gruby mężczyzna w brudnym białym podkoszulku, popija piwo i oglada wiadomości – postać spikerki w zbliżeniu.




Uj. 9:

Fragment reportażu tv: widzimy szpital, reporter pyta lekarza o pacjentkę.

Lekarz w białym kitlu, beznamiętny wyraz twarzy.







Reporter do mikrofonu:

Twarz spikerki:

Uj. 10:

Ponownie widzimy pokój i mężczyznę z piwem. Mówi z niezadowolonym wyrazem twarzy:

Uj. 11:

Cmentarz, groby, noc. Płoną liczne znicze. Pomiędzy grobami przymyka cień szalonej kobiety, słychać jej głos:


gruchanie gołębi, trzepot skrzydeł
muzyka jak w wesołym miasteczku, śmiech dziewczyny






Dziś ze szpitala psychiatrycznego uciekła 27-letnia pacjentka chora na schizofrenię. Prowadzona jest akcja poszukiwawcza. O jej wynikach będziemy państwa informować na bieżąco”.

odgłosy miasta



muzyka jw. w uj. 1
szum wiatru i drzew





szum wiatru
śmiech




delikatna muzyka




muzyka


szczekanie psa, szum wiatru





szum telewizora

dźwięk otwieranej puszki, co jakiś czas bekanie
Wracamy do sprawy 27-letniej uciekinierki ze szpitala psychiatrycznego. Nasz reporter był na miejscu i starał się dowiedzieć jakichś szczegółów.”


„Jesteśmy w wiadomości programu FC 7. Chcielibyśmy dowiedzieć się czegoś na temat uciekinierki”
„27-letnia Karolina Z. Trafiła do nas z objawami schizofrenii. Miewała omamy wzrokowe. Leczyliśmy ją od dwóch lat. Wcześniej nie wykazywała żadnych objawów chorobowych. Być mo0że powodem była śmierć narzeczonego. Pacjentka nie stanowi zagrożenia dla otoczenia, ale należy ją szybko odnaleźć, gdyż zażywa leki, bez których nie może normalnie funkcjonować.”
„Dziękuje bardzo. Dla wiadomości FC 7 relacjonował dla państwa Rafał –ski.”
„Dziękujemy za relację. A teraz sprawa afery X...”


„Nie potrafią nawet wariatki przypilnować. Człowiek płaci podatki, a nie może się czuć bezpiecznie, bo wariaci po ulicach latają” – beknięcie


szloch




 Tekst został opublikowany w "Warsztatach Polonistycznych", 2001 nr 1 









[1] Johann Wolfgang Goethe, Cierpienia młodego Wertera, Wrocław 1991, s.73
[2] W. Shakespeare, Makbet, przekład S. Barańczaka, Poznań 1992




[1] Maryla Hopfinger, Adaptacje filmowe dzieł literackich, Warszawa 1974; Filmowe adaptacje dzieł literackich jako świadectwa lektury tekstu, Kino 1985/4
[2] Alicja Helman, Modele adaptacji filmowej (w:) J.Trzynadlowski (red.), Film i ideologia, Wrocław 1981
[3] scenariusz filmowy pisany na użytek szkolny nie ma charakteru profesjonalnego, rzecz jasna, wprowadza jednak w zagadnienie „myślenia obrazami”, pozwala twórczo odczytać tekst oryginału. W przypadku pracy zespołowej mamy również do czynienia z dyskusją nad wielokrotnie odczytywanym tekstem, próbą znalezienia wspólnej koncepcji.

Wydarzenia w MNWr i Oddziałach /18–20 września 2026/

Mistrzyni witrażu Teresa Maria Reklewska będzie bohaterką wykładu Magdaleny Szafkowskiej, na który w nadchodzący weekend zaprasza Muzeum Nar...

Popularne posty