Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Barbara Banaś, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Barbara Banaś, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 2 października 2023

Szklane życiorysy. Polskie projektantki szkła - nowa wystawa w Muzeum Narodowym we Wrocławiu

 Od pionierek tworzących zaraz po II wojnie światowej po współcześnie działające designerki – polskie artystki szkła są bohaterkami wielkiej przeglądowej wystawy przygotowanej przez Muzeum Narodowe we Wrocławiu. To pierwsza w Polsce ekspozycja pokazująca niezwykle bogatą, a ciągle mało znaną twórczość kobiet-projektantek szkła. 

„Najnowsza wystawa Muzeum Narodowego we Wrocławiu jest kontynuacją badań i prezentacji, które w ciągu ostatnich 10 lat przyniosły efekty w postaci cieszących się wielkim zainteresowaniem projektów monograficznych poświęconych Wytwórni Wyrobów Ceramicznych Steatyt w Katowicach (2015), Jerzemu Słuczan-Orkuszowi (2019) oraz małżeństwu Eryce i Janowi Drostom (2022)” – mówi Piotr Oszczanowski, dyrektor Muzeum Narodowego we Wrocławiu. „Za wszystkimi tymi działaniami stoi wybitna znawczyni tematu i wielka propagatorka polskiego powojennego wzornictwa szkła i ceramiki dr Barbara Banaś. To wzornictwo ostatniego półwiecza XX wieku i czasów nam współczesnych cieszy się dziś coraz większym zainteresowaniem i uznaniem. Jego liczne przykłady stają się przedmiotem nie tylko kolekcjonerskich poszukiwań, ale także obiektem wzbogacającym kolekcje muzealne”.

Aleksandra Kujawska, wazony z serii "Smoki", 2018, fot. Arkadiusz Podstawka

Obecna wystawa odkrywa twórczość najwybitniejszych designerek szkła ostatnich 75 lat – od 1945 roku po czasy współczesne. Ich aktywność zawodowa niezwykle bogata i właściwie niemal nieznana, lub rozpoznana bardzo wyrywkowo, świadczy o niebagatelnej roli, jaką odegrały w historii polskiego wzornictwa ostatnich dekad. Kobiety-projektantki pozostawały na ogół w cieniu swoich kolegów, rzadko pełniły funkcje kierownicze w ośrodkach wzorcujących. Ich indywidualne losy są rozmaite – niektóre na wiele lat wiązały się zawodowo z jedną hutą, inne często zmieniały swoje miejsca pracy lub działały na zasadach freelancerskich. 

Wśród bohaterek wystawy znajdą się pionierki powojennego projektowania szkła: Halina Jastrzębowska-Sigmund i Wanda Zawidzka-Manteuffel, związane w okresie dwudziestolecia międzywojennego z warszawskim Ładem. Kolejne pokolenie to pierwsze absolwentki Katedry Szkła PWSSP we Wrocławiu, m.in. Regina Włodarczyk-Puchała (huta „Julia” w Szklarskiej Porębie), Eryka Trzewik-Drost (huta „Ząbkowice” w Dąbrowie Górniczej), debiutująca w latach 60. XX w. Barbara Urbańska-Miszczyk związana z hutą „Hortensja” w Piotrkowie Trybunalskim oraz Stanisława Paczos pracująca wiele lat w hucie „Violetta” w Stroniu Śląskim. 

Szklane życiorysy, Barbara Górska-Kaczmarek, Wazony, Kanna, 1973, 
fot. Arkadiusz Podstawka

Z pokolenia rozpoczynającego swą aktywność zawodową w latach 60. i 70. XX wieku na wystawie przedstawione zostaną prace związanych z hutą „Zawiercie” w Zawierciu Janiny Węcewicz-Macek, Marii Słaboń, działającej w Tarnowie Barbary Kaczmarek-Górskiej oraz związanych z hutą w Szczytnej i Polanicy Ewy Gerczuk-Moskaluk i Lucyny Pijaczewskiej. Odrębnym fragmentem będą prace powstałe w krakowskiej hucie przy ul. Lipowej działającej jako eksperymentalny ośrodek Instytutu Szkła, dla której wzory opracowywały Barbara Świstacka, Zofia Pasek i Monika Orkusz.

Prezentację zamykają prace projektantek działających już w okresie po transformacji 1989 roku, m.in. Małgorzaty Dajewskiej, Katarzyny Hałas, Agnieszki Leśniak, Agnieszki Bar i Aleksandry Kujawskiej. 

Szklane życiorysy, Wanda Zawidzka-Manteuffel, Wazonik, lata 60. XX w.
fot. Arkadiusz Podstawka

„O niektórych z artystek szkła wiemy bardzo niewiele, a dokumentacja ich projektanckich dokonań jest nierozpoznana i skromna” – mówi dr Barbara Banaś, kuratorka wystawy. „Wszystkie jednak traktowały szkło jako materię będącą wspaniałym tworzywem artystycznych poszukiwań i z wielką świadomością starały się pogodzić designerskie aspiracje i pomysły z realiami czasów, w których przyszło im działać. Wystawa ukazuje sylwetki wybranych postaci, ich listę na pewno można wciąż uzupełniać. Zgromadzone eksponaty stają się także opowieścią i zapisem historii zmieniających się oczekiwań odbiorców, podlegającej nieustannym transformacjom sferze życia domowego i społecznego, która wraz z reorientacją potrzeb i rytuałów wpływa na ikonosferę wnętrz prywatnych i publicznych i na ostateczny kształt przedmiotów”.

Szklane życiorysy, Halina Jastrząbowska-Sigmund, Karafka "Żeńskość" ze szklaneczkami, 1965
fot. Arkadiusz Podstawka

„Wystawa wypełnia pewną oczywistą lukę w badaniach i prezentacji tego niezwykle atrakcyjnego dzisiaj zjawiska artystycznego” – mówi Piotr Oszczanowski. „Wychodzi naprzeciw oczekiwań szerokiego kręgu miłośników współczesnego wzornictwa szkła, zapisuje przysłowiowe białe karty historii polskiej sztuki powojennej i jednocześnie podkreśla, jak ważne miejsce zajmuje w tej historii, w tej wyjątkowej spuściźnie i dorobku artystycznym wrocławska Akademia Sztuk Pięknych”. 

Wystawie będzie towarzyszył katalog.

Szklane życiorysy. Polskie projektantki szkła (1945–2020)
3 października 2023 – 14 stycznia 2024

Kuratorka wystawy: dr Barbara Banaś 

informacja prasowa

piątek, 24 sierpnia 2018

Otwarcie Muzeum Sztuki Współczesnej /relacja/

25 czerwca 2016 r. Pawilon Czterech Kopuł zostanie ponownie otwarty. Tym razem w charakterze Muzeum Sztuki Współczesnej. W pięknych salach modernistycznego budynku znakomicie zaprezentowano  dzieła wybitnych polskich artystów drugiej połowy XX w. i współczesnych.

Pawilon Czterech Kopuł, widok od środka, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Genialny Poelzig i zmienne losy Pawilonu


Pawilon zaprojektował w 1912 roku niemiecki architekt wczesnego modernizmu, związany z Wrocławiem  – Hans Poelzig,  w związku z planowaną Wystawą Stulecia na setną rocznicę zwycięskiej bitwy pod Lipskiem, w której Prusacy pokonali Napoleona. Była to więc przestrzeń komponowana z myślą o prezentacjach wystawienniczych. Koncept Poelziga był bardzo nowoczesny nie tylko ze względu na użyte materiały, m.in. szkieletowe konstrukcje betonowe, ale przede wszystkim ze względu na pomysł rozświetlenia przestrzeni za pomocą świetlików górnych. Ponadto architekt nawiązywał do antyku, a mianowicie do doryckich pseudokolumn, dekorujących elewację zewnętrzną, a także wnętrze budynku – dzięki pięknym czaszom kopuł z motywem meandra.

Piotr Oszczanowski, dyrektor Muzeum Narodowego we Wrocławiu,
fot. Barbara Lekarczyk-Cisek
Ponieważ budynek przetrwał w dobrym stanie działania wojenne, po wojnie w 1948 roku na Terenach Wystawowych (obejmujących również Halę Stulecia) przygotowano propagandową Wystawę Ziem Odzyskanych, mającą legitymizować nową władzę. W latach pięćdziesiątych w pawilonie ulokowano wrocławską Wytwórnię Filmów Fabularnych. Po jej zlikwidowaniu, zdewastowany budynek przejęło w 2009 roku Muzeum Narodowe. Przeprowadzono remont i modernizację obiektu pod działalność przyszłego oddziału – Muzeum Sztuki Współczesnej. W ten sposób przywrócono Pawilonowi jego pierwotną funkcję, do której został stworzony – wystawienniczą.

Otwarcie nowego Oddziału – skomentował wydarzenie dyrektor Muzeum Narodowego Piotr Oszczanowskiprzypada raz na kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt lat. Jest to zatem wydarzenie historyczne, czas spełnienia marzeń wielu ludzi, nieraz całych pokoleń nie tylko muzealników, ale także naszych gości, odbiorców, widzów.

Kolekcja sztuki polskiej II połowy XX oraz XXI wieku

Podczas konferencji prasowej w przededniu otwarcia dziennikarze mogli również podziwiać ekspozycję, po której oprowadzały kuratorki wystawy: Barbara Banaś i Barbara Wilkosz.
Podkreślały, iż Muzeum Narodowe we Wrocławiu posiada jedną z najbogatszych kolekcji polskiej sztuki współczesnej, liczącą dwadzieścia tysięcy eksponatów reprezentujących wszystkie dziedziny działań artystycznych. Są wśród nich nie tylko malarstwo czy rzeźba, ale również formy przestrzenne, fotografie, zapisy wideo dokumentujące działania performatywne itd.

Barbara Banaś, dyrektor Muzeum Sztuki Współczesnej, kurator ekspozycji stałej,
fot. B. Lekarczyk-Cisek

Wyeksponowano najbardziej znaczące prace najwybitniejszych artystów, m.in. Witkacego, T. Chwistka, T. Kantora, J. Lebensteina, A. Szapocznikow, J. Nowosielskiego, A. Abakanowicz… Ekspozycja prezentuje prace artystów w układzie chronologicznym, z podziałem na kierunki w sztuce i kręgi artystyczne, począwszy od prac artystów, którzy prezentowali najważniejsze nurty i postawy twórcze: Stanisława Ignacego Witkiewicza, Leona Chwistka (formizm), Władysława Strzemińskiego (abstrakcja geometryczna, unizm).

Prace Tadeusza Kantora, fot. B. Lekarczyk-Cisek

Na wystawie znajdziemy także znakomicie (nareszcie!) wyeksponowane prace Władysława Hasiora, Magdaleny Abakanowicz, Jerzego Kaliny, Zdzisława Beksińskiego, a także twórców młodego pokolenia, np. Pawła Althamera czy Lecha Twardowskiego. Szczególne miejsce będą mieli w Pawilonie artyści wrocławscy.

Współczesna sztuka światowa na wystawach czasowych


Należy także podkreślić, że oprócz stałej wystawy, organizowane będą także ekspozycje czasowe, prezentujące światową sztukę współczesną. W sierpniu tego roku zostanie udostępniona kolekcja dr. Ericha Marxa z Hamburger Bahnhof – Museum für Gegenwart w Berlinie. Znajdą się na niej m.in. prace Josepha Beuysa, Dana Flavina, Keitha Haringa, Andy Warhola i in., zaś z polskich artystów: Zbigniewa Rogalskiego i Wilhelma Sasnala.

Prace Władysława Hasiora, fot. B. Lekarczyk-Cisek

Lato w Pawilonie

Ekspozycji towarzyszyć będą działania edukacyjne dla dzieci z opiekunami, które odbywać się będą we wtorki i soboty. Ponadto wtorek będzie tym dniem, kiedy Pawilon i zaprezentowane w nim  dzieła sztuki będzie można oglądać bezpłatnie.

Prace Magdaleny Abakanowicz, fot. B. Lekarczyk-Cisek

Ekspozycji towarzyszy starannie przygotowany przewodnik.
Szczegółowe informacje – na stronie Muzeum: http://muzeumwspolczesne.pl

Przejście Jerzego Kaliny, fot. B. Lekarczyk-Cisek



Prace Józefa Szajny, ot. B. Lekarczyk-Cisek




Stanisław Ignacy Witkiewicz, ot. B. Lekarczyk-Cisek


Artykuł ukazał się pierwotnie na portalu Kulturaonline.

wtorek, 11 sierpnia 2020

Kolekcja osobista państwa Banasiów w Muzeum Etnograficznym we Wrocławiu /relacja/

Do 30 października 2020 roku można oglądać w Muzeum Etnograficznym we Wrocławiu wystawę, na której znalazły się obiekty sztuki ludowej i nieprofesjonalnej z prywatnych zbiorów małżeństwa Anny i Pawła Banasiów. Jak wspomina prof. Paweł Banaś, „To jest w istocie taka »kolekcja drogi«. Stworzyły ją różne sytuacje i relacje".  


Oprowadzanie po wystawie "Kolekcja osobista", Marta Derejczyk, kuratorka ekspozycji,
fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Kolekcja nie bez kozery zawiera w tytule słowo "osobista", ponieważ jej powstawaniu towarzyszyły rozmaite rodzinne historie, a o wyborze obiektów często decydowały emocje. Poza tym wiele nabytków skutkowało głębszymi więziami, ba, wieloletnimi przyjaźniami z ich twórcami. Jednym z wielu przykładów może być rzeźna przedstawiająca św. Antoniego z psami: Miśkiem i Kropką, która została wyrzeźbiona przez Bolesława Parasiona na zamówienie, po tym, gdy najpierw jeden, a następnie drugi piesek państwa Banasiów cudownie się odnalazł. Był to więc dar wdzięczności dla Świętego za odnalezienie rodzinnych pupilów.

Bolesław Parasion, Święty Antoni z psami Miśkiem i Kropką, 2006,
fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Na wystawie przeważają obiekty sztuki sakralnej, które powstały na potrzeby kultu religijnego. Po II wojnie tego rodzaju twórczość nie miała zbyt wielkich szans na zaistnienie, toteż gdyby nie prywatni kolekcjonerzy, z pewnością by nie przetrwała. Na wsi rzeźby również podobały się coraz rzadziej, a poza tym można było kupić sobie tańszą gipsową wersję, bardziej regalistyczną, która zaczęła wypierać rzeźbę tradycyjną. Ten rodzaj sztuki został na szczęście doceniony przez muzealników, historyków sztuki oraz przez kolekcjonerów.

Zaprezentowane obiekty pochodzą z różnych rejonów Polski. Niekiedy są to prace indywidualnych artystów, nie tworzących żadnej szkoły, ale odnajdziemy też rzeźby podobne stylistycznie, jak choćby pochodzące ze szkoły kutnowskiej, której członkowie w twórczy sposób przedstawiają znane motywy, czego przykładem są rzeźby o charakterze piętrowych kompozycji, jak np. Wniebowzięcie Najświętszej Marii Panny Antoniego Kamińskiego.

Antoni Kamiński, Wniebowzięcie Najświętszej Marii Panny, 1989,
fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Fenomen owych szkół polegał przeważnie na tym, że gdy wiejskim rzeźbiarzem zainteresowało się jakieś muzeum lub prywatny kolekcjoner, wówczas inni próbowali swoich sił w tej dziedzinie - dla zarobku, dla prestiżu... Czasami impuls wychodził z miejscowego kościoła. Tak było chociażby w przypadku Anny Padół.

Anna Padół, Ucieczka do Egiptu, 2010, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek
Na wystawie zobaczyć można rzeźby absolutnie niezwykłe, posiadające indywidualne piętno artysty, jak choćby prace bardzo obecnie popularnego Bolesława Parasiona.

Bolesław Parasion, Pan Bóg z rajem Adama i Ewy, 1996

Jednym z najstarszych artystów prezentowanych w Muzeum Etnograficznym jest Józef Zganiacz, którego rzeźby mają oryginalną archaiczną formę. Na szczególną uwagę zasługuje oryginalna Pieta.

Józef Zganiacz, Pieta, 1991

Warto zatrzymać się przed dwustronną szopką, której autorem jest Jan Janiak. Powstała na zamówienie państwa Banasiów i istnieje tylko jeden taki egzemplarz. Ciekawostką jest fakt, że do żłóbka peregrynuje tylko dwóch króli, bo - jak powiadał żartem artysta - jeden się zgubił po drodze. Wiadomo jednak, że w tym wypadku artyście chodziło o zachowanie symetrii.

Jan Janiak, Szopka, 1989, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek
Ulubionym artystą państwa Banasiów był Wacław Suska, z którym byli zaprzyjaźnieni i który był ulubionym artystą głównie pani dr Anny Banaś. Jego rzeźby mają nieco bizantyjski styl: są delikatne, a twarze postaci - pociągłe.

Wacław Suska, Gołębica, 1991, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek
Obok nazwisk mniej znanych, na wystawie zobaczymy także twórców uznanych i cenionych, jak choćby Stanisława Zagajewskiego - rzeźbiarza-samouka, dla którego rzeźbienie było sensem jego trudnego życia. Na wystawie prezentowane są jego maski.
 
Stanisław Zagajewski, Maska, 1970, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Tę niezwykłą ekspozycję należałoby właściwie oglądać indywidualnie - każdy znajdzie na niej coś dla siebie, odnajdzie osobisty ton w relacji z rzeźbą, która przemówi do niego w sposób szczególny i wyjątkowy. Kolekcję osobistą warto więc zwiedzać "po swojemu", zatrzymując się dłużej tam, gdzie nas coś urzekło. Może to zresztą jest w ogóle najlepszy sposób zwiedzania... Mnie najbardziej oryginalna wydała się Pieta Józefa Zganiacza, przedstawiająca Chrystusa jako dziecko na kolanach bolejącej Matki. Urzeka archaiczna, prosta forma tego przedstawienia.

Kapitalne są także rzeźby przedstawiające Boga Ojca z Adamem i Ewą w Raju. Frapująca jest wielce zafrasowana twarz Boga w ujęciu Stanisława Demkiewicza - jakby Stworzyciel żałował tego, co uczynił 😀 Adam i Ewa już są zwróceni w stronę drzewa z owocami dobra i zła. Natomiast w wersji Bolesława Parasiona Bóg jest po prostu zmęczony i nieco zasmucony. Podparł głowę lewą dłonią i nad czymś duma. A pod nim beztroscy i nadzy pierwsi rodzice pod parasolem drzewa...

Stanisław Demkiewicz, Stworzenie świata, 1989, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Zachęcam do obejrzenia tej nad wyraz interesującej kolekcji, póki trwa. Pani Marcie Derejczyk dziękuję za oprowadzenie. Dodam, że ekspozycji towarzyszy starannie wydany katalog, zawierający nie tylko interesujące słowo wstępne, ale również wywiad z właścicielami kolekcji.




czwartek, 20 stycznia 2022

Tajemnica jest całością, która nas ogarnia. `Abakanowicz. Totalna` - o wystawie w Pawilonie Czterech Kopuł

"Abakanowicz. Totalna"  to druga (po ekspozycji Ewy Kuryluk) wystawa opowiadająca o życiu i poglądach na rolę sztuki wybitnej artystki, a zarazem kruchej kobiety, która przy bliższym poznaniu okazuje się być tytanem pracy, osobą bezkompromisową i wielką indywidualnością. Świadczą o tym nie tylko zgromadzone na wystawie prace pochodzące z różnych etapów jej twórczości, ale także filmy utrwalające ją przy pracy. Wspaniała, godna polecenia ekspozycja!

Magdalena Abakanowicz, "Ruda" (1970-1972), fragm.
fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Działanie obrazem


Wrocławskie Muzeum Narodowe dysponuje największą ilością prac artystki - to ok. czterysta obiektów! Tak duży zbiór jest efektem wieloletniej współpracy Magdaleny Abakanowicz z Mariuszem Hersmandorferem - dyrektorem Muzeum Narodowego w latach 1983 - 2013. Jednakże przyjaźń tych dwojga zawiązała się jeszcze wcześniej, w latach 70. ubiegłego wieku, a dzieła artystki trafiały do Muzeum Narodowego od momentu jej debiutu, a zatem od lat 60. W ten sposób powstała imponująca kolekcja, która uprawnia kuratorki wystawy: Barbarę Banaś oraz Iwonę Dorotę Bigos do nazwania tej wystawy totalną. A wspaniały obiekt, jakim jest Pawilon Czterech Kopuł, umożliwił realizację tak ambitnego wyzwania. Przypomnijmy, że w 1912 roku Hans Poelzig  zaprojektował go w celu zorganizowania Wystawy Stulecia. Wielkoformatowe prace Magdaleny Abakanowicz  znalazły więc godne miejsce.

Prywatna opowieść o świecie


Kreacje wizualne stały się prywatną wypowiedzią, wyrażeniem stosunku do świata. Moja twórczość pokazuje lęki wywołane systemem, w którym spędziłam życie. (Magdalena Abakanowicz)

"Wystawa nie ma układu chronologicznego - stwierdziła podczas oprowadzania dziennikarzy Barbara Banaś. Staramy się pokazywać prace, które w jakiś sposób ze sobą rozmawiają, dyskutują... Skupiliśmy się na dwóch istotnych aspektach: wizualnym i dokumentalnym, stawiając na pierwszym miejscu działanie obrazem i tworzenie".

Każdy zwiedzający porusza się po wystawie z przewodnikiem, którego schemat przypomina nieco plan świątyni: z kruchtą, nawami bocznymi i częścią ołtarzową. Ta ostatnia otwiera się na ogród, w którym również znajdują się rzeźby artystki. Wystawę można zwiedzać we własnym tempie, zatrzymywać się przed obiektami, przysiąść na kanapach, aby obejrzeć filmy dokumentalne, pokazujące artystkę przy pracy albo po prostu kontemplując jej dzieło. Prowadzą nas także słowa napisane przez samą Abakanowicz - celne, skłaniające do refleksji.


Wystawa "Abakanowicz totalna", fot. Barbara Lekarczyk-Cisek


Indywidualne/anonimowe, samotność w mnogości



Głowa nieprawdopodobnie narracyjna może być przedmiotem osobnych zamierzeń. (Magdalena Abakanowicz)

Pierwszą salę wypełniają zmieniające się fotografie Magdaleny Abakanowicz, przedstawiające ją jako dziecko, młodą, piękną kobietę, wreszcie - osobę dojrzałą. Owej zmienności twarzy artystki towarzyszą "Portrety anonimowe" - bezimienne, zmultiplifikowane figury ludzkie. pozbawione indywidualnych rysów, przypominające zastygłe maski, a materiał, z jakiego są wykonane, podkreśla ulotność egzystencji, jej kruchość. Stanowią najczęstszy motyw twórczości artystki.

Z czasem owe twarze-totemy zostaną zastąpione przez ludzkie sylwetki pozbawione głów, jak choćby najsłynniejszy "Tłum".

W tłumie bezgłowych postaci chciałam skonfrontować człowieka z samym sobą, z jego samotnością w mnogości - powie artystka.

Magdalena Abakanowicz, "Tłum", 1986-1994, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek


Tłumowi postaci pozbawionych indywidualności towarzyszy film zatytułowany "Katarsis",  Tytuł został zaczerpnięty z pism Arystotelesa i przewrotnie nawiązuje do dramatycznej kondycji człowieka, jego zbiorowej tożsamości i problemów związanych z cielesnością. Otóż w 1985 roku Abakanowicz wykonała trzydzieści trzy monumentalne postaci z brązu. Brąz zapewnia im długie, chciałoby się powiedzieć: wieczne trwanie. Tworzą rodzaj przestrzeni kontemplacyjnej, w której człowiek, poruszając się, ma możliwość snucia refleksji na temat otoczenia i samego siebie. Sama artystka pragnęła, aby postacie wywoływały niepokój, a może także świadomość siły bezruchu. 

Natomiast teka grafik, wydana we Florencji w ilości 120 egzemplarzy, sygnowanych przez artystkę - stanowi rodzaj komentarza do do owej ekspozycji. Dokument utrwala powstanie i ekspozycję plenerową "Katarsis", a obejrzenie go na dużej powierzchni ściany robi niezwykłe wrażenie...

Pracując nad „Katarsis” artystka snuła takie oto refleksje:

Między mną a materiałem, z którego tworzę, nie ma pośrednictwa narzędzia. Wybieram go rękami. Rękami kształtuję. Ręce przekazują mu moją energię. Tłumacząc zamysł na kształt, zawsze przekażą one coś, co wymyka się konceptualizacji. Ujawnią nieuświadomione.

Kolejne obiekty uzmysławiają, że owa redukcja człowieka postępuje. Widzimy więc grupę postaci, która siedzi w pozycji odwróconej plecami - bierne sylwetki, brak możliwości komunikacji, a po przeciwnej stronie  - zdjęcia z ekspozycji przygotowanej przez Abakanowicz - te same sylwety nad morzem...

"Plecy", 1976, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

 

Wizja świata i żyjącego w nim człowieka jest w twórczości Magdaleny Abakanowicz ogromnie pesymistyczna. Dotyczy to również rozmaitych form, np. "Koła z liną". 

Lina jest dla mnie jak zastygły organizm - konstatuje artystka - jak muskuł pozbawiony energii. [...] Czuję w niej siłę, którą niesie z sobą każdy obiekt spleciony z włókien tak jak drzewo, ręka człowieka, skrzydło ptaka - wszystkie zbudowane z niezliczonej ilości współdziałających ze sobą elementów.

Kiedy oglądamy potężne koło i wypełniająca powierzchnię całej sali grubą linę, nie mamy wątpliwości, że ta deklaracja jest prawdziwa. Toporne, składające się z wielu elementów koło, wydaje się z bliska mało estetyczne, a jednak ma w sobie wielka energię.

"Koło z liną" (1973), fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Abakany - piękno nieużyteczne


Zaczęłam tkać, ale po to, żeby z tkactwa zrobić sztukę, nadać im inny sens wbrew wszystkim przyzwyczajeniom i nawykom. Chciałam oderwać tkactwo od wszelkiej użytkowości, zrobić niezależny obiekt. Udało mi się: powstały kompletnie nieużyteczne, nieutylitarne abakany - napisze artystka.

Już w dzieciństwie pragnęła być częścią czegoś większego, jakiegoś organizmu, toteż kiedy zamieszkała z mężem w małej kawalerce, zaczęła malować olbrzymie płótna, bo … mogła się wokół nich przechadzać. To dawało poczucie przestrzeni. Z czasem jednak płaskość zaczęła ją przygnębiać i zrodziła tęsknotę za trzecim wymiarem. Zaczęła więc tkać i zszywać kawałki tkaniny. W ten sposób powstawały wielkie, miękkie rzeźby, a raczej antyrzeźby, jak je nazwała. Nikt tego wtedy nie robił ani też nie uznano by tych reliefowych płócien za sztukę, ale można było przynajmniej, jak w dzieciństwie, wejść do środka rzeźby i stać się na chwilę jej częścią. Tak powstały abakany, określane przez artystkę jako przestrzeń kontemplacji. Były jej oryginalnym odkryciem, toteż przejęły od niej nazwę. 

Abakan jest wymagający twierdziła. Potrzebuje szczególnej troskliwości i szczególnej ekspozycji. Nie nadaje się na ścianę, do dekoracji. Do niczego się nie nadaje.

Wprawdzie wszystkie pokazane na wystawie obiekty robią wrażenie, ale najbardziej uderza piękno i tajemnica abakanów. Ich ogromne rozmiary, rozmaita kolorystyka, piękno detalu, a wreszcie ich tajemnicza wymowa - przykuwają uwagę, do tego stopnia, że nie chce się od nich odchodzić... 
Oczywiście największe wrażenie robi "Abakan żółty" - perła kolekcji Muzeum Narodowego we Wrocławiu. 

"Abakan żółty" (1970-1975), fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Został wyeksponowany osobno - i słusznie, bo można dzięki temu skupić się tylko na nim, pomedytować, pozwolić wyobraźni na swobodne skojarzenia... 
Ale także pozostałe abakany przykuwają uwagę. Dobrane parami, zawieszone obok siebie ciemne tkaniny - również budzą rozmaite skojarzenia, tworząc przestrzeń dla nas zamkniętą albo - przeciwnie: zapraszając niejako, aby się w nich ukryć. Abakany - postacie męskie i kobiece, ogromne kokony, które ledwo majaczą w ciemnościach, ale gdy się do nich zbliżymy, zdają się zapraszać do swego wnętrza.

Abakan - Czarne ubranie z workami (1974), fot. Barbara Lekarczyk-Cisek


 
Abakan - Ubranie czarne okrągłe (1974), fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Ponieważ wychodzę z założenia, że każdy zwiedzający tę wystawę powinien odkryć "swoją" Abakanowicz, nie będę jej opisywała w całości, lecz skupię się na wybranych subiektywnie fragmentach. Moją uwagę zwróciła także "Klatka" i towarzysząca jej tkanina "Trybuna Ludu". Obydwa obiekty nawiązują do sytuacji stanu wojennego.  Pierwsza wersja została zaprezentowana na wystawie "Czas widzenia" w Gdańsku, podczas I Krajowego Zjazdu NSZZ "Solidarność". W tle zobaczymy tkaninę "Życie Warszawy",  która powstała w 1973 roku i nabiera szczególnych znaczeń w takim sąsiedztwie.

"Klatka" (1981), "Życie Warszawy" (1973), fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Tajemnica jest całością... Tworzę ze światła


Kiedy wejdziemy do ostatniej sali, zobaczymy leżące na podłodze pierwotne kształtem formy - to "Embriologia" - formy organiczne przypominające jaja albo kokony. Artystka pisała o nich:

Embriologia.(…) Nałóg objaśniania wszystkiego jest katastrofą naszego czasu. Nie należy utożsamiać tajemnicy z problemem. Problem można podzielić na strefy poddające się analizie, tłumaczeniu, a tajemnica jest całością, która nas ogarnia, choć niechętnie się do tego przyznajemy.

Tytuł i kształt tej pracy sugerują formy życia spowite kokonem, jeszcze niegotowe do wyłonienia się i rozkwitu. Otacza je duża, swobodna przestrzeń, a padające z przeszklonych drzwi  i okien światło - w zależności od pogody i pory dnia - dopełnia niejako sens tej instalacji. Gdzieś w tle, za oknami, majaczą figury Rycerzy króla Artura, stojące swobodnie w plenerze, tworząc dodatkowy kontekst dla ekspozycji. 

"Embriologia", 1978-1980, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Ludzie nie odbierają obiektów, a właśnie przestrzeń, którą tworzę z napięć pomiędzy obiektami, z pustki, ze światła. (Magdalena Abakanowicz)

"Abakanowicz. Totalna"  to druga (po ekspozycji Ewy Kuryluk) wystawa opowiadająca o życiu i poglądach na sztukę i człowieka wybitnej artystki, a zarazem kruchej kobiety, która przy bliższym poznaniu okazuje się tytanem pracy, osobą bezkompromisową i wielką indywidualnością. Świadczą o tym nie tylko zgromadzone na wystawie prace z różnych etapów jej twórczości, ale także filmy utrwalające ją przy pracy. Wspaniała, godna polecenia ekspozycja!

środa, 14 listopada 2018

Barbara Banaś oprowadza po wystawie wybitnego angielskiego artysty Henry Moore`a /wywiad/

Z rozmowy z kuratorką wystawy, Barbarą Banaś, dowiadujemy się m.in. o drodze artystycznej Moore`ao wpływie rzeźby greckiej i prekolumbijskiej na jego sztukę, a także jak pojmował rzeźbę w relacji z naturą. Wystawę można oglądać do 20 stycznia 2019 roku w Pawilonie Czterech Kopuł we Wrocławiu.

dr Barbara Banaś, fot. z archiwum kuratorki wystawy

Barbara Lekarczyk-Cisek: Jakie były okoliczności towarzyszące powstaniu wystawy rzeźb Henry Moore`a we wrocławskim Muzeum Narodowym? Czy ma ona podobną koncepcję do tej, którą pokazano w Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku?

Barbara Banaś: Inicjatywę sprowadzenia tej wystawy do Polski podjęło Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku, które zaproponowało współpracę Muzeum Narodowemu we Wrocławiu oraz w Krakowie. Wspólnie z Fundacją Henry Moore`a dokonaliśmy wyboru obiektów. Tworząc naszą wystawę chcieliśmy pokazać widzom możliwie szerokie spektrum działalności artystycznej tego -  jednego z najwybitniejszych - artysty XX wieku. Wrocławska edycja wystawy różni się od prezentowanej od kwietnia tego roku w Orońsku, mamy bowiem do czynienia z zupełnie inną przestrzenią. Gości we Wrocławiu w olśniewająco białych pomieszczeniach Pawilonu Czterech Kopuł, w których prace te zyskują niezwykłą świetlistość. Nasza wystawa zawiera dwadzieścia trzy prace, z czego cztery są prezentowane przed wejściem do Pawilonu, w plenerze.


Moc natury, wystawa w Pawilonie Czterech Kopuł, fot. MN

Czy prace Moore`a pokazano w układzie chronologicznym, czy też koncepcja była inna?

Zrezygnowaliśmy z układu chronologicznego, koncentrując się na tematach, które fascynowały artystę. Możemy zatem oglądać „Postaci leżące” – sylwetki kobiece w różnych konfiguracjach. Cała wystawa ma przemyślaną koncepcję plastyczną. Zależało nam, aby widzowie mogli w sposób swobodny kontemplować rzeźby Henry`go Moore`a – zgodnie z jego życzeniem. Artysta uważał, że rzeźbę należy oglądać ze wszystkich stron, toteż każdy obiekt jest tak wyeksponowany, aby było to możliwe. Natomiast scenografia wystawy ogranicza się do dyskretnie pojawiających się przy ścianach białych paneli z opisami dzieł, informacjami, reprodukcjami zdjęć i szkicami artysty. Pomysł ten zrodził się w trakcie przygotowań do wystawy, kiedy to przeglądaliśmy zdjęcia ukazujące pracownie Moore`a. Artysta na terenie swojej posiadłości w Perry Green miał ich kilka. Swoje notatki i przemyślenia przypinał do tablic znajdujących się przy ścianie.

Henry Moore podczas pracy w Studio Maquette, Perry Green (ok. 1960)© Photo: John Hedgecoe. Reproduced za zgodą Henry Moore Foundation

Uważa się tego rzeźbiarza za prekursora nowoczesnej rzeźby…

Tak. Niewątpliwie jest to postać, która odegrała olbrzymią rolę, jeśli chodzi o ukształtowanie się świadomości tego, czym może być w języku współczesnej sztuki rzeźba. Miał także ogromny wpływ na polskich artystów.

Podobno prace tego artysty pojawiły się we Wrocławiu już w 1960 roku?

Moore`a był pierwszym zagranicznym artystą tej klasy, którego indywidualna wystawa prezentowana była w Polsce w czasie tzw. „odwilży”, czyli dekadzie po śmierci Stalina, która przyniosła rozluźnienie cenzury i odstąpienie do narzucanego przez komunistyczne władze stylu socrealizmu. Wystawę zorganizowało British Council i pokazywano ją w różnych miastach w Polsce, m.in. we Wrocławiu, gdzie zaprezentowano ją w salach Ratusza.  W Pawilonie pokazujemy dokumentację tej wystawy wykonaną przez znakomitych fotografików: Henryka Derczyńskiego, Zdzisława Holukę, Tomasza Olszewskiego i Tadeusza Ciałowicza.  Z punktu widzenia historii naszego Muzeum  ważnej, bowiem w tym czasie wrocławski Ratusz był jednym z oddziałów Muzeum Śląskiego, dziś Narodowego. Pokazujemy na obecnej ekspozycji mamy także jedną z prac – „Głowę zwierzęcia”, która była wówczas prezentowana.

Wystawa Henry Moore we Wrocławiu, w 1960 r., Archiwum Fundacji H. Moore`a

Na co szczególnie warto by było zwrócić szczególną uwagę podczas zwiedzania wystawy w Pawilonie Czterech Kopuł?

Warto zacząć zwiedzanie od najstarszych rzeźb z lat 30. – „Postaci leżących” i przyjrzeć się, w jaki sposób artysta pracował nad postacią.

Te rzeźby właśnie przyniosły mu sławę. Skąd wzięła się idea takiego układu postaci?

Źródeł takiego sposobu traktowania rzeźby należałoby szukać w jego fascynacji rzeźbą grecką, a także prekolumbijską. gdzie pojawiały podobne figury – choć funkcjonujące w innych kontekstach symbolicznych. Moore oglądał je w British Museum i ten układ postaci – na wpół dynamiczny – wydał mu się szczególnie interesujący. To, co charakteryzuje wszystkie jego prace, jest balansowaniem pomiędzy abstrakcyjną formą dzieła a rzeźbą figuratywną. Wydaje się subtelnie łączyć te dwie, wydawałoby się przeciwstawne, koncepcje widzenia rzeźby. Staraliśmy się także dobrać prace w taki sposób, aby pokazać, jak artysta radził sobie z wielkością obiektu, w jaki sposób mógł każdą formę monumentalizować, jak pracował z kształtem. Miał swoją metodę, o której opowiedziała kuratorka z Fundacji Henry Moore`a, a mianowicie posiłkował się aparatem fotograficznym. Przygotowane w pracowni małe bozetta ustawiał przed obiektywem aparatu, pozostawiając bardzo szerokie tło i w ten sposób monumentalizował formę, co pozwalało mu zobaczyć, jak będzie funkcjonowała w przestrzeni. Najbardziej zależało mu, aby jego rzeźby znajdowały się w krajobrazie, ponieważ uważał, że znajdują w nim dopełnienie.

Henry Moore, Reclining Figure, 1984, Henry Moore Fundation

Podobno Moore był szalenie pracowity, ale uważał, że przede wszystkim jest szczęściarzem, który – jak sam powiadał – spotkał właściwych ludzi we właściwym czasie. Kim byli ci ludzie?

Można rzeczywiście powiedzieć, że był urodzony pod szczęśliwą gwiazdą. Na wystawie prezentujemy także oś życia artysty, dzięki czemu można prześledzić koleje jego życia. Urodził się w 1898 roku i pochodził z niezamożnej rodziny robotniczej – ojciec był górnikiem, a Henry siódmym z ośmiorga rodzeństwa. Miał zostać nauczycielem, ponieważ rodzice uznali, że jest to solidny i bezpieczny zawód, dający pewną pozycję społeczną. Jednak chłopiec od dzieciństwa przejawiał artystyczne zainteresowania, a postacią, która w pewnym momencie zupełnie zawładnęła jego wyobraźnią, był Michał Anioł. Do zmiany planów życiowych przyczyniła się… historia, a mianowicie wybuch I wojny światowej. Będąc żołnierzem Moore uległ zatruciu gazem musztardowym, skutkiem czego – jako kombatant – dostał od rządu brytyjskiego stypendium i mógł rozpocząć studia, najpierw w School of Art w Leeds, a następnie w Royalw College of ArtArt w Londynie.
Bardzo ważną rolę w życiu i rozwoju kariery Henry`go Moore`a odegrała jego żona, Irina Radetsky, imigrantka z Rosji. Poświęciła swoją karierę artystyczną, zajmując się domem i prowadząc administracyjne dossier swego męża.

Kiedy Henry Moore stał się artystą światowej sławy?

Stało się to podczas II wojny światowej i tuż po niej. Sławę i popularność zyskał dzięki rysunkom, które wykonywał podczas nalotów na Londyn. W ten sposób dokumentował swoje doświadczenia, utrwalając ludzi chroniących się przed hitlerowskimi bombardowaniami w londyńskim metrze. I te właśnie wstrząsające prace przyniosły mu rozgłos. A potem nastąpiło całe pasmo sukcesów: w 1948 roku otrzymał nagrodę na Biennale w Wenecji, a potem zamówienie na udekorowanie dziedzińca przed siedzibą UNESCO w Paryżu, po czym rozwiązał się istny worek z zaproszeniami do współpracy.

Sceny w  Tilbury Shelter , 1941, Tate Gallery

Zdumiewa fakt, że już w 1947 roku jego prace były prezentowane w Polsce. Jak to się stało, skoro znajdowaliśmy się za „żelazną kurtyną”?

W tym czasie, również dzięki British Council, zorganizowano wystawę w Muzeum Narodowym w Warszawie, prezentującą młodych brytyjskich artystów, wśród których znalazł się Henry Moore. Jednak pokazywał on nie prace rzeźbiarskie, ale właśnie owe rysunki z londyńskiego metra. Temat tych prac znakomicie wpisywał się także w doświadczenia wojenne Polaków. W roku 1958 artysta przyjechał do Polski, by wziąć udział w obradach jury konkursu na monument upamiętniający ofiary obozu Auschwitz-Birkenau. Wkrótce potem udało się zorganizować wystawę jego prac, prezentowaną w pięciu miastach. Po warszawskim pokazie w Zachęcie wystawa powędrowała do Krakowa i Poznania. Kolejnym miejscem był Wrocław, gdzie uroczyście otwarto ją 13 stycznia 1960 roku w Starym Ratuszu, ówczesnym Oddziale Muzeum Śląskiego.

Sam Henry Moore bardzo interesująco wypowiadał się na temat rzeźby. Stwierdził m.in., że jest ona sztuką otwartej przestrzeni, pisał też o niej bardziej poetycko: „Rzeźba jest jak podróż. Po powrocie inaczej widzicie rzeczywistość”. W jego myśleniu o rzeźbie widać, jak wielki ma wpływ na rzeczywistość…

Rzeczywiście, można mówić o pewnej poetyckości widzenia i o tym, że fascynowało go przenikanie się powietrza, światła i przestrzeni, którą kreował. Myślę, że nie bez znaczenia było dochodzenie do kształtu, nad którym pracował. Jedną z metod jego działania były… spacery, podczas których zbierał różne fragmenty świata organicznego: kamienie, kości. Jednocześnie przyglądał się, co robi z nimi natura – jak je kształtuje poprzez wodę, wiatr i czerpał stąd inspirację do budowania swoich form. Stąd też tytuł wystawy: „Moc natury”.

H. Moore, Warking Model for Seated Figure. Arms Outstretched, 1960, fot. Anita Feldman

W 1941 roku Moore`a przeniósł się z Londynu do urokliwej miejscowości Perry Green, gdzie osiadł na stałe. Przez lata, kiedy już stał się właścicielem posiadłości, dokupywał otaczające ją tereny zielone, by móc w rozległych plenerach umieszczać swoje monumentalne rzeźby. Będąc mieszkańcem Perry Green, dostrzegł, że dobra rzeźba nie może powstać w zamkniętej przestrzeni.
Dlatego też budował plenerowe studia, gdzie przygotowywał swoje wielkoformatowe prace w ciągłym kontakcie z naturą.

Prace Moore`a, które widzimy na wystawie mają także rozmaite kolory…

Każda z nich jest właściwie w innym kolorze. Moore eksperymentował na małych formach, jakiego rodzaju patyna będzie z daną formą współgrała. Obok zieleni grynszpanowej pojawiają się wyzłocone brązy, ciemne brązy itd.

Moore miał swoje ulubione tematy, co również można zauważyć oglądając tę wystawę.

Tak. Powiedzieliśmy już o postaci leżącej, a drugim tematem, do którego całe życie powracał, jest matka z dzieckiem. To bardzo mocno zakorzeniony w europejskiej tradycji ikonograficznej wątek, wywodzący się ze sztuki chrześcijańskiej. Jedna z prezentowanych na wystawie rzeźb łączy te dwa tematy: postać leżąca to jednocześnie matka z dzieckiem. Niektóre rzeźby powstały pod wpływem obserwacji animalistycznych i są w pewnym sensie „portretami” zwierząt z jego otoczenia. Z wielką subtelnością oddawał w rzeźbie gesty charakterystyczne dla zwierząt.

Henry Moore, Animal Turned Head, 1983, fot. Menor

Czy artysta pracował sam, czy też pomagali mu uczniowie?

Początkowo pracował sam, ale kiedy po wojnie zaczął otrzymywać zamówienia na wielkie prace, nie mógłby ich zrealizować bez pomocy. Przez jego pracownię w Perry Green przewinęło się mnóstwo osób, a niektórzy z nich zostawali tu na dłużej. Byli wśród nich także młodzi rzeźbiarze, którzy jednak w pewnym momencie wyzwolili się spod wpływu mistrza. To dowodzi, że mimo iż był silną osobowością artystyczną, to jednak pozwalał swoim uczniom kroczyć własną drogą. Jeszcze za życia artysty i z jego inicjatywy powołana została Fundacja Henry`ego Moore`a (Henry Moore Foundation), która miała na celu zabezpieczenie tej olbrzymiej spuścizny, ale nie tylko to. Otóż celem fundacji było stworzenie przyjaznego miejsca dla działań badaczy współczesnej rzeźby i innych artystów oraz promowania ich. W Perry Green odbywają się dziś wystawy, konferencje i jest to miejsce ciągle tętniące życiem.

Kiedy ogląda się rzeźby na wystawie, ma się odczucie harmonii – są doskonałym impulsem do kontemplacji, nie sądzi Pani?

Myślę, że jest to po prostu dobra rzeźba, która przetrwała próbę czasu. Zmieniają się nasze preferencje estetyczne, a niektóre dzieła się starzeją. Moore`owi udało się przetrwać.

Moc natury, wystawa w Pawilonie Czterech Kopuł, fot. MN
Dziękuję za rozmowę. 

poniedziałek, 25 kwietnia 2022

Eryka i Jan Drostowie - nowa wystawa czasowa w Muzeum Narodowym we Wrocławiu

Prezentacja dorobku Eryki i Jana Drostów – jednego z najciekawszych tandemów projektanckich w powojennej historii wzornictwa szkła. Ich nowatorskie działania projektowe uczyniły ze szkła prasowanego nowoczesne i pełne wyrazu naczynia codziennego użytku. Wiele lat po wygaśnięciu pieców hutniczych w „Ząbkowicach” szkła te wciąż używane są w polskich domach, jednocześnie przeżywając renesans na rynkach aukcyjnych i w środowiskach kolekcjonerskich, osiągając często zawrotną wartość. Bazując na zbiorach Muzeum Narodowego we Wrocławiu oraz kolekcjach prywatnych, wystawa stara się uchwycić ulotny moment, w którym przedmiot użytkowy awansuje do roli obiektu muzealnego i pożądanego obiektu kolekcjonerskiego.

Talerz, fason „Rotor”, 1975, projekt Jan Sylwester Drost, Muzeum Narodowe we Wrocławiu

Eryka i Jan Drostowie niemal całe swoje zawodowe życie związali z jednym miejscem – Hutą Szkła Gospodarczego „Ząbkowice” w Dąbrowie Górniczej. Przez ponad 40 lat opracowali tam niezliczoną liczbę modeli, reformowali estetyczne oblicze polskiego szkła prasowanego, tzw. prasówki, czyniąc z naczyń dawniej traktowanych jako „tani kryształ” i będących mniej wartościowym zamiennikiem szkieł kryształowych nowoczesne i oryginalne przedmioty, które przemówiły „własnym estetycznym językiem”. 

Rola projektantów w hucie nie ograniczała się do przygotowywania nowych wzorów, równolegle bowiem współpracowali z zespołem technicznym, wprowadzając innowacyjne rozwiązania technologiczne. 

Patera, fason „Smuga”, 1976, projekt Jan Sylwester Drost, Muzeum Narodowe we Wrocławiu

Muzeum Narodowe we Wrocławiu posiada reprezentatywną i największą w Polsce kolekcję prac Eryki i Jana Drostów – zarówno wzorów przemysłowych, jak i dzieł unikatowych. Pierwsze szkła ich autorstwa zostały zakupione w 1969 r. po zakończeniu II Ogólnopolskiej Wystawy Ceramiki i Szkła Artystycznego i Użytkowego. W 1999 r. do zbiorów MNWr trafił – jak dar wytwórni – zbiór liczący ponad 200 eksponatów. Rok później zaprezentowany został na wystawie „Wzornictwo Huty Szkła Gospodarczego »Ząbkowice«. Eryka i Jan Drostowie”. Jej komisarzem był wieloletni kustosz wrocławskich zbiorów Bogdan Górecki. Dzięki niemu w następnych latach Eryka i Jan Drostowie hojnie obdarowali wrocławskie muzeum kolejnymi swoimi pracami, tym razem głównie obiektami unikatowymi.

Wazoniki, 1969–1970, projekt Eryka Trzewik-Drost, Muzeum Narodowe we Wrocławiu

„W kolekcji Muzeum Narodowego we Wrocławiu mamy wczesne projekty Eryki i Jana Drostów z lat 60. XX w., m.in. serie wazonów optycznych, które były jedną z ich pierwszych oryginalnych estetyczno-technologicznych propozycji zmiany historycznego asortymentu wyrobów huty »Ząbkowice«” – mówi dr hab. Piotr Oszczanowski, dyrektor MNWr. „Najpełniej reprezentowana jest dekada lat 70. XX wieku, którą niewątpliwie można określić mianem »złotych lat« polskiego szkła prasowanego. To wtedy, dzięki opatentowanej przez Jana Drosta metodzie prasowania w formach otwartych, powstały nowe serie naczyń użytkowych, które wkrótce okazały się być towarem poszukiwanym w kraju i z powodzeniem także eksportowanym na Zachód. Fasony »Asteroid«, »Igloo«, »Cora« gościły w wielu polskich domach. Dziś zdajemy sobie sprawę, że ich twórców – Erykę i Jana Drostów – należy zaliczyć do wybitnych mistrzów europejskiego szkła, w niczym nieustępujących światowej sławy dizajnerom skandynawskim lub czeskim XX wieku”.

„Szkło z czasów PRL-u gościło w większości polskich domostw, a może nawet w każdym” – mówi dr Barbara Banaś, kuratorka wystawy. „Pojawiało się jako powszedni element stołowej zastawy: szklanki, salaterki, zestawy deserowe z talerzykami, pucharkami, karafki do likierów, różnego typu kieliszki. Te naczynia zapełniały szafki kuchenne, kredensy, przeszklone witryny czy barki zakamuflowane w meblościankach na wysoki połysk. Od przedmiotów najprostszych i niedekorowanych po traktowane z należną ostrożnością kryształowe zestawy. »Kryształy« cieszyły się nieprzerwaną estymą od zamierzchłych »mieszczańskich« czasów i wiodły dostojny żywot, zdobiąc meble w »salonie« w postaci wazonów, koszyczków, bombonierek i puzderek. Nieco inaczej wyglądały losy szkła kolorowego. Trafiało ono zazwyczaj do »mieszkań młodych«, do wnętrz nowocześnie kształtowanych i traktowane było nie tylko jako element dekoracyjny, ale i jako wyraz »bycia na czasie« jego właścicieli”. 

Zestaw pojemników „Conti” z guzkami (fragment zestawu), 1966-1967, projekt Eryka Trzewik-Drost, Muzeum Narodowe we Wrocławiu

Eryka Trzewik-Drost, ur. 19 listopada 1931 roku w Pokoju na Opolszczyźnie, w latach 1951–1957 studiowała na Wydziale Ceramiki i Szkła Państwowej Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych we Wrocławiu. W latach 1957–1964 była projektantką w Zakładzie Porcelany „Bogucice” w Katowicach-Bogucicach. Zaprojektowała m.in. serwis obiadowy „Epos”, serwis do kawy „Luna”, figurkę „Pierwszy bal”. W latach 1965–1990 jako projektantka związana była z Hutą Szkła Gospodarczego „Ząbkowice” w Dąbrowie Górniczej. Zajmowała się głównie projektowaniem dekoracji; jest autorką ciekawych rozwiązań ornamentalnych wykorzystujących naturalne materiały w odlewach do form prasowanych, m.in. w zestawie naczyń użytkowych „Cora”.

Jan Sylwester Drost, ur. 29 grudnia 1934 roku w Kłodnicy koło Kędzierzyna-Koźla, w latach 1952–1958 studiował na Wydziale Ceramiki i Szkła Państwowej Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych we Wrocławiu. W latach 1959–1960 pracował jako projektant w Śląskich Zakładach Mechaniczno-Optycznych „Opta” w Katowicach. W latach 1960–1990 związany z Hutą Szkła Gospodarczego „Ząbkowice” w Dąbrowie Górniczej jako projektant i kierownik ośrodka wzorcującego. Współpracował z hutą także w późniejszych latach, gdy funkcjonowała pod nową nazwą „Crystallite” (2004–2006). Zajmował się również wystawiennictwem, m.in. wspólnie z Jerzym Słuczan-Orkuszem przygotowując projekty aranżacji ekspozycji szkła na Międzynarodowych Targach Poznańskich. Autor kilkuset wzorów naczyń użytkowych i szklanych form dekoracyjnych.

Wystawie towarzyszy katalog „Eryka i Jan Drostowie” autorstwa dr Barbary Banaś, będący pierwszą monografią wybitnych polskich projektantów. Książka zdobyła prestiżową nagrodę „Pióro Fredry” Wrocławskich Targów Dobrych Książek.
 
Wazon, fason „Asteroid”, 1975, projekt
Jan Sylwester Drost, Muzeum Narodowe we Wrocławiu


Wydarzenia towarzyszące wystawie

Oprowadzania kuratorskie:

14.05, g. 13.00
11.06, g. 14.00
27.08, g. 13.00
22.05, g. 16.00 – Spotkanie z Eryką i Janem Drostami, prowadzenie: dr Barbara Banaś

28.05, godz. 16.00 – O pasji kolekcjonerskiej i odkrywaniu historii – spotkanie z działaczami Fundacji Fabryka Kulturalna z Dąbrowy Górniczej 

Maj – Spotkanie z konserwatorem szkła z Działu Konserwacji Sztuki MNWr

Czerwiec – Spotkanie z fotografem Gracjanem Donarskim i scenografką Paulą Grocholską, autorami sesji zdjęciowej szkieł projektu Eryki i Jana Drostów, czyli spotkanie o wszystkim, co chcielibyście wiedzieć o przygotowaniu sesji zdjęciowej, o pomysłach na efektowne aranżacje i ciekawych trikach nadających zdjęciom niepowtarzalny klimat

Sierpień – Każda książka to nowa plastyczna opowieść – spotkanie z Joanną Jopkiewicz, projektantką albumu „Eryka i Jan Drostowie. Mistrzowie szkła ze zbiorów Muzeum Narodowego we Wrocławiu”
 
Organizator: Muzeum Narodowe we Wrocławiu
Współorganizator: Muzeum Miasta Gdyni 
Partner: Fundacja Fabryka Kulturalna 
Patroni medialni: Vogue, TVP Kultura, TVP3, Radio Wrocław, Radio Ram, Wrocław.pl 
Muzeum Narodowe we Wrocławiu jest instytucją kultury prowadzoną przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego 
Wystawa „Eryka i Jan Drostowie” była prezentowana w Muzeum Miasta Gdyni od 4 lipca 2021 do 9 stycznia 2022 w ramach cyklu „Polskie Projekty. Polscy Projektanci”

informacja prasowa

Turniej Poetycki „O Różę Różewicza”

Instytut im. Jerzego Grotowskiego zaprasza do udziału w Turnieju Poetyckim „O Różę Różewicza”, organizowanym w roku 105-lecia urodzin i 12. ...

Popularne posty