Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Dariusz Rosiak, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Dariusz Rosiak, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

czwartek, 23 listopada 2017

Dariusz Rosiak: "Żar. Oddech Afryki". Stereotypy precz! /recenzja książki/

W reportażu o Afryce autor nie tylko obala stereotypy na temat Czarnego Lądu, ale także fascynująco opowiada o współczesnej kulturze, obrzędach, mentalności oraz ich zakorzenieniu w przeszłości.

Dariusz Rosiak, Żar. Oddech Afryki, Wyd. Czarne


Jaki żar?

Często mamy o Afryce gotowe wyobrażenia, zazwyczaj ukształtowane przez lektury i  powszechnie krążące opinie. W jednym z rozdziałów drugiego wydania książki Dariusza Rosiaka ”Żar. Oddech Afryki” autor toczy dyskusję na temat obrazu cesarza Hajle Syllasje, jaki wyłania się ze słynnego reportażu Ryszarda Kapuścińskiego: ”Cesarz”. Rozmówca, Egipcjanin, twierdzi, że choć to wybitna literatura, nie ma wszakże nic wspólnego z  jej bohaterem:

Mam pretensje, że w książce, która nosi znamiona reportażu, pisze rzeczy nieścisłe, czasem kompletnie nieprawdziwe, a niekiedy wręcz groteskowe. Twierdzi na przykład, że Hajlle Syllasje nie lubił czytać i był nieinteligentny, co jest brednią. Cesarz miał wspaniałą bibliotekę, w której przesiadywał godzinami, znał literaturę amharską i francuską.

Przytoczona polemika jest charakterystyczna dla całej dla książki Rosiaka. Reporter, opisując współczesną Afrykę, próbuje bowiem wytrącić nas ze stereotypów. Pragnie też uświadomić, że prawda o Afryce jest o wiele bardziej złożona, niż się nam wydaje. Doskonale rozumiał to przedwojenny podróżnik, który pokonywał Czarny Ląd pieszo i rowerem – Kazimierz Nowak. Jego słowa stanowią nawet motto książki:
Są dwie Afryki, jedna na pokaz i ta druga, trudna i niebezpieczna, w której jak na dłoni czytać można prawdę. Widziałem obie. Ta druga kamieniem przygniotła mi pierś, a im dłużej z nią obcuję, tym więcej szczegółów chwytam. Lecz komu je opowiedzieć?

Dariusz Rosiak dostrzega obie Afryki i nie wątpi, że trzeba opowiedzieć także i o tej trudnej i niebezpiecznej. Opowieść jest fascynująca, choć i on nie może pozbyć się poczucia niespełnienia, bo też czy jest ono możliwe… We wstępie do drugiego wydania zachęca jednak, abyśmy porzucili stereotypy na temat Czarnego Lądu i błędne wyobrażenia skonfrontowali z rzeczywistością. Również tytułowy żar jest takim stereotypem.

Żar? Jaki żar? – prostuje nasze wyobrażenia reporter. Na malijskiej pustyni spałem w dwóch swetrach i śpiworze, w Addis Abebie marzłem w nocy na kość, a w Akrze w czasie harmatanu czułem się jak w saunie suchej. Słońce, deszcz, spiekota, chłód – wszystko w Afryce się miesza i burzy nasze stereotypy.

Plemię musi przetrwać, człowiek niekoniecznie


Dariusz Rosiak, Żar, fot. z książki

Dariusz Rosiak zabiera nas w podróż przez znane/nieznane państwa – począwszy od Sudanu, a na Republice Południowej Afryki kończąc. A każde z nich to inna kultura, mentalność, obyczaj. Rozmawia z miejscowymi ludźmi, ale także z misjonarzami i misjonarkami, którzy mieszkając wśród tubylców wiele lat i lepiej ich rozumieją. Przy okazji pewne problemy okazują się nie tak znów jednoznaczne. Przykładem może być AIDS. Otóż w krajach , gdzie żyje najwięcej osób zarażonych wirusem HIV, mimo rozdawania prezerwatyw, problem nie maleje, ponieważ nie istnieje tradycja ich stosowania. Najczęściej to kobiety są zarażane przez swych mężów, a gdy okaże się, że kobieta jest chora – wyrzuca się ją. W krajach muzułmańskich mężczyzna ma po kilka żon, a ich pozycja jest bardzo niska. Odrzucona kobieta nie ma w życiu żadnych szans. Gdyby nie pomoc katolickich księży i sióstr, opiekujących się jedną czwartą chorych na AIDS (ok. 6 milionów ludzi!), mogą przynajmniej godnie umrzeć.

W myśleniu afrykańskim – konkluduje autor – kobieta i mężczyzna indywidualnie nie stanowią żadnej istotnej wartości zarówno w sensie społecznym, jak i  metafizycznym. Ich wartość polega na tym, że przekazują życie, że dzięki nim rodzina i plemię mogą przetrwać.

Co więcej, w Afryce człowiek jest częścią rodziny, plemienia, współwyznawców, a nie państwa. Nie żyje tylko dla siebie. Musi się dzielić swoim bogactwem z każdym krewnym – bliższym i dalszym, co z punktu widzenia Europejczyka wydaje się nieracjonalne. Tymczasem solidarność klanowa pozwala tym ludziom po prostu przeżyć.


Afryka dyktatorów

Afryka wydała wielu dyktatorów, niekiedy bardzo krwawych. Roberta Mugabe uważa się za jednego z największych tyranów, za szaleńca, który nie liczy się z nikim, za afrykański odpowiednik Stalina czy Hitlera, równie krwawy jak dyktator Ugandy: Idi Amin i  Konga – Mobutu Sese Seko. W istocie – jak się dowiadujemy od pisarki i dziennikarki Heidi Holland, autorki ”Kolacji z Mugabem” jest to tylko jedna strona medalu.  A przecież i dla niej pozostał on jedną z najbardziej tajemniczych postaci współczesnej Afryki.  Bo Mugabi to legenda walki z rasizmem i kolonializmem w Afryce, wspaniałomyślny dla wrogów, genialny strateg. Zarazem człowiek  zimny i nieprzewidywalny despota. Jeszcze inna jego twarz to wybitny intelektualista, gentelman uwielbiający kulturę brytyjską i grę w krykieta, wyróżniony przez Elżbietę II honorowym tytułem szlacheckim. Rosiak nie tylko przywołuje fakty i analizuje je, aby móc zrozumieć, jak funkcjonuje państwo pod rządami takiego człowieka. Rozmawia z ludźmi, m.in. z Polakiem, który mieszka w Zimbabwe od 1986 roku.

Ten kraj żebrze dziś o żywność – mówi Tomasz – a jeszcze kilka lat temu eksportował jedzenie na cały świat.

Rosiakowi udaje się nawet trafić do loży VIP-ów i obserwować dyktatora z bliska podczas obchodów Dnia Niepodległości. Jak wygląda? Wbrew oczekiwaniom, niczym nie różni się od przywódców innych państw, takich jak choćby jak Barak Obama:

Mugabe skończył osiemdziesiąt lat, ale znakomicie wygląda. Jego matka dożyła setki, on sam przeżył już trzech swoich zastępców. Nie pije, nie pali, ściśle kontroluje dietę.

Na jego widok publiczność zgromadzona na stadionie wpada w ekstazę. Choć nie jest w Afryce lubiany, ludzie cenią go za inteligencję i za to że pokazuje wszystkim swoją wyższość, że potrafił wyrazić krzywdę Afryki. Mugabe zaś nie dostrzega niczego złego w tym, że aby dowieść swych politycznych racji, czyni to nawet kosztem wyniszczenia swego narodu.

Zachód odwracał wzrok, gdy mordował swoich rodaków, dopiero gdy paru tysiącom białych zabrał farmy, to okazało się, że jest tyranem. Życie i kariera polityczna Roberta Mugabiego pokazują jak na dłoni – podsumowuje autor – oprócz zła w nim tkwiącego, całą hipokryzję Zachodu, zwłaszcza Brytyjczyków.

Afryka różnorodna i zadziwiająca


Dariusz Rosiak, Żar, fot. z książki

Reportaż Dariusza Rosiaka jest bardzo bogaty w różne wątki i tematy. Dowiemy się z niego o kaście griotów, poznamy historię albinosa, który zrobił muzyczną karierę, mimo tego, że albinosi są dyskryminowani i poniżani. Poznamy, co skrywa się za mitem eldorado – ”złotym miastem” oraz że w Timbuktu (Mali) odbywa się jedyny na świecie festiwal muzyki afrykańskiej na pustyni. Zjeżdżają nań największe gwiazdy, także artyści z zagranicy. Dowiemy się też, że pogrzeb jest centralnym punktem życia Ghańczyka oraz jak wyglądają tradycyjne rytuały  pomieszane z chrześcijańskimi. Na pogrzebie można dobrze zjeść i należy dobrze wyglądać i dobrze się bawić, a nieboszczyków chowa się w bogato zdobionych trumnach, np. w kształcie samochodu.
”Żar” Dariusza Rosiaka nie tylko bowiem obala stereotypy na temat Afryki, ale także pokazuje bogactwo jej  kultury i obyczajów, które mogą zdumieć, a czasem zachwycić.

Książka Dariusza Rosiaka ”Żar. Oddech Afryki” ukazała się w Wydawnictwie Czarne.
Recenzja ukazała się na portalu Kulturaonline w sierpniu 2016 r.



piątek, 11 grudnia 2020

Dariusz Rosiak dziennikarzem roku

Dariusz Rosiak („Raport o stanie świata”) otrzymał tytuł Dziennikarza Roku 2020. Podczas wtorkowej gali poznaliśmy też laureatów nagród Grand Press za najlepsze materiały dziennikarskie. Zostały przyznane także nagrody specjalne: Grand Press Digital, Grand Press Economy i Nagroda im. Bohdana Tomaszewskiego. Po raz pierwszy nagrodzono autora Książki Reporterskiej Roku.

Dariusz Rosiak, fot. prasowa

Dziennikarza Roku wybrali sami dziennikarze, kolegia redakcyjne: prasowe, radiowe, telewizyjne i internetowe. O zwycięstwie nie decydowało jury, lecz liczba punktów uzyskana w głosowaniu redakcji. Dziennikarz Roku to wyróżnienie za profesjonalizm, promowanie światowych standardów pracy w mediach i przestrzeganie etycznych kanonów zawodu.

– Nominowaliście go za udowodnienie, że dziennikarska pasja jest silniejsza niż przeciwności losu, za znakomity format znakomitego dziennikarza. Wierny niełatwym tematom, zbudował markę osobistą, za dowód, że można zbudować znaczącą pozycję wytwarzając wartościowe treści. Za stworzenie nowej przestrzeni dla niezależnego dziennikarstwa. Za audycję, która kształtuje wiedzę o świecie tysięcy słuchaczy – mówił podczas wtorkowej gali Andrzej Skworz, redaktor naczelny magazynu „Press”.

– Przede wszystkim chciałbym podziękować słuchaczom. My czasem nie wierzymy w ludzi, dla których pracujemy. Chciałbym was zachęcić, żebyście popatrzyli na to, co się stało ze mną jako na dowód na to, że ludzie nie są głupi, że nie potrzebują głupich mediów, potrzebują mądrych, profesjonalnych, rzetelnych, uczciwych mediów – mówił, odbierając nagrodę Dariusz Rosiak. – Często jestem pytany, jak tego dokonałem i pytających głównie interesuje kwota na koncie. To jest bardzo ważne, ile. Znacznie ciekawsze jest pytanie – dlaczego? Dlaczego ponad cztery tysiące ludzi decyduje się na to, żeby wspierać program, który nie nadawał się do mediów publicznych? – dodał.

Dziennikarz Roku 2020 otrzymał statuetkę stalówki zaprojektowaną przez Annę Rzeźnik i czek wartości 40 tys. zł.

Dariusz Rosiak, autor podcastu „Raport o stanie świata”, wcześniej znanego z anteny radiowej Trójki, zdobył w głosowaniu redakcji 93 punkty. Za nim byli: Janusz Schwertner (Onet, 47 pkt), Andrzej Stankiewicz (Onet, 41 pkt), Ściapan Puciła (kanał Nexta, 33 pkt), Marcin Gutowski (TVN 24, 32 pkt).

informacja prasowa / Stowarzyszenie Polskich Mediów

niedziela, 1 października 2017

"Ziarno i krew" Dariusza Rosiaka: Zapis tego, co niezmienne /recenzja książki/

Od wspólnoty chrześcijańskiej w szwedzkim mieście po miejscowości Bliskiego Wschodu, będące kolebką chrześcijaństwa – zapraszam do fascynującej podróży ze znanym reporterem.
Dariusz Rosiak, Ziarno i krew, Wyd. Czarne

Bez chrześcijaństwa nie byłoby zachodniej cywilizacji

Książka Dariusza Rosiaka, nosząca symboliczny tytuł ”Ziarno i krew”, a będąca – jak dodaje w podtytule autor ”podróżą śladami bliskowschodnich chrześcijan”, jest w istocie niezwykle barwnym freskiem ukazującym współczesną kulturę i sytuację chrześcijan z Bliskiego Wschodu. Ich dramat, a także dramat całego chrześcijaństwa, polega na tym, że miejsca, które były kolebką chrześcijaństwa,  pozostają po raz pierwszy w trwającej dwa tysiące lat historii opustoszałe. Cierpienia i prześladowania, a także widmo śmierci każe bowiem tym, którzy przetrwali, szukać nowych miejsc do życia.
Dariusz Rosiak – znany reportażysta, autor ”Żaru. Oddech Afryki”, która doczekała się nowego wydania, a także ”Człowieka o twardym karku. Historii księdza Romualda Jakuba Wekslera-Waszkinela”, sięga tym razem po temat gorący i niezmiernie aktualny – dramat rozgrywający się nieomal na naszych oczach.  Jak sam wyjaśnia, nie jest to jednak reporterski, doraźny zryw. O podróży śladami chrześcijan myślał od kilkunastu lat, zainspirowany lekturą książki Williama Dalrymple`a  ”From the Holy Mountain”, której autor w 1994 roku podróżował śladami chrześcijańskiego mnicha Jana Moschosa, żyjącego na przełomie VI i VII wieku. Książka ta uświadomiła mu w sposób szczególnie wyrazisty, że bez chrześcijaństwa, które zmieniało ludzi, kształtując ich wrażliwość i system wartości, nie byłoby zachodniej cywilizacji. Dariusz Rosiak postanowił więc odwiedzić miejsca i ludzi, o których pisał Brytyjczyk.
Wolałem wyruszyć w podróż, spróbować opisać świat, który być może się kończy, złożyć hołd jego mieszkańcom. Czymże ma być prawdziwa podróż, jeśli nie wyrazem szacunku dla ludzi i ich historii, adoracją miejsc i rzeczy? – pyta retorycznie.

Doświadczenie utraty i nowe życie

Swoją podróż rozpoczyna Rosiak od… Szwecji. Zaskakujące, prawda? A jednak nie jest to przypadek czy kaprys, w Szwecji bowiem osiedlają się chrześcijanie z Turcji, Iraku i Syrii od ponad czterdziestu lat. Tam też, w Södrtälje, stworzono silną wspólnotę. Na początku 2003 roku dotarło tu osiem tysięcy chrześcijan. Mają swoje kościoły, szkoły, przedsiębiorstwa, stacje telewizyjne i radiowe, organizacje społeczne, a nawet kluby piłkarskie.  Reporter rozmawiał z nimi i ich niełatwej mimo wszystko sytuacji (rzadko kto pracuje, żyją głównie z zasiłków). Opowiadają, jakimi sposobami dotarli do Szwecji: dzięki przemytnikom, w trudnych warunkach, na kiepskich łodziach, grożących zatonięciem docierali do Włoch, skąd zabierali ich krewni już zadomowieni w Szwecji. Oni mieli szczęście, bo tysiące uciekinierów z Syrii i Iraku nadal tkwią w obozach. Opowiadają też o doświadczeniu przemocy i utraty:
Straciliśmy połowę narodu, tożsamość, język, tradycję, historię.
Są jednak i tacy, którzy nie tracą nadziei:
O podróży śladami chrześcijan myślał od kilkunastu lat, zainspirowany lekturą książki Williama Dalrymple`a  ”From the Holy Mountain”, której autor w 1994 roku podróżował śladami chrześcijańskiego mnicha Jana Moschosa, żyjącego na przełomie VI i VII wieku. Książka ta uświadomiła mu w sposób szczególnie wyrazisty, że bez chrześcijaństwa, które zmieniało ludzi, kształtując ich wrażliwość i system wartości, nie byłoby zachodniej cywilizacji. Dariusz Rosiak postanowił więc odwiedzić miejsca i ludzi, o których pisał Brytyjczyk.

Wolałem wyruszyć w podróż, spróbować opisać świat, który być może się kończy, złożyć hołd jego mieszkańcom. Czymże ma być prawdziwa podróż, jeśli nie wyrazem szacunku dla ludzi i ich historii, adoracją miejsc i rzeczy? – pyta retorycznie.

Większość ludzi wyjedzie, ale część zostanie – mówi Stephanos. To jak z solą. Kiedy nie masz czym posolić jedzenia, traci smak. Jeśli chrześcijanie wyjadą z Bliskiego Wschodu, to nasz świat nie będzie tak piękny jak przedtem. Coś ważnego stracimy i nawet muzułmanie odczują stratę. Według mnie ciągle jest nadzieja. Przecież nie wszyscy muzułmanie chcą zabijać chrześcijan.
Okazuje się też, że Kościół chrześcijański w Södrtälje jest różnorodny, często wewnętrznie skłócony. Jedni – utożsamiający się z Kościołem św. Efrema – dają prymat religii, natomiast inni – z Kościoła św. Jakuba – są asyryjskimi nacjonalistami, dla których religia jest tylko częścią narodowej tożsamości. Aby to wyjaśnić, autor sięga do historii – do ludobójstwa w 1915 roku, kiedy Asyryjczycy przestali istnieć jako wspólnota narodowa. Opowiadają o tym napotkani rozmówcy, przywołując wydarzenia sprzed lat. I tak już będzie w tej opowieści do końca. Nie można bowiem zrozumieć współczesności, nie znając przeszłości. A ta okazuje się niekiedy zdumiewająca i słabo lub zupełnie nieznana.

Od Antiochii – Perły Orientu po…

Reporter udaje się także, co oczywiste, na Bliski Wschód, poczynając od Antiochii, niegdyś ”Korony Orientu”, w której uczniowie Chrystusa po raz pierwszy otrzymali miano chrześcijan. Już w IV wieku chrześcijaństwo stało się religią większości mieszkańców wielkich miast. Rosiak rekonstruuje mentalność ludzi tamtej epoki, przywołując historię Szymona Słupnika – eremity zatopionego w kontemplacji Boga, a następnie Szymona Słupnika Młodszego – najsłynniejszego – jak go określa – celebryty swoich czasów. Dociera nawet na szczyt Góry Szymona, która była niegdyś największym na świecie ośrodkiem pielgrzymkowym. Po tamtych wspaniałościach pozostała sterta kamieni, resztki filaru, schody dla wiernych i ławy.
W Antiochii, w Kościele pw. Świętych Apostołów  Piotra i Pawła, ojciec Domenico opowiada o tym, jak w tym właśnie mieście rozpoczęła się historia chrześcijaństwa i gdzie do dziś mieszkają potomkowie apostołów i pierwszych chrześcijan.  To, co wydawało się tak odległe, zaczyna być bliskie i nieomal namacalne.
Niedaleko Cudownej Góry reporter odwiedza ostatnią ormiańską wioskę, w której schronili się oni w pamiętnym 1915 roku i gdzie obecnie mieszka około stu trzydziestu Ormian – w domach otoczonych wspaniałymi gajami pomarańczowymi., których zresztą nikt nie zbiera… Spotykają się już tylko w okresie ormiańskiego Bożego Narodzenia.

Dzięki reporterowi trafiamy do tych wszystkich ważnych dla chrześcijanina miejsc, m.in. do Groty św. Piotra, w której dwa tysiące lat temu modlili się Piotr, Paweł, Łukasz i Barnaba. Poznajemy także historie napotkanych ludzi. Wszystko to układa się w niezwykle bogaty, barwny fresk, który odkrywa przed naszymi oczami także nieznane tajemnice: herezje, prześladowania, ale także świadków dawnych rytuałów, które przetrwały właśnie tam.
Zapis tego, co niezmienne

Książka Dariusza Rosiaka jest fascynującą podróżą przez wieki, a zarazem przez kultury i niezliczone ludzkie historie. Kończy się, oczywiście, w Jerozolimie, ale zarazem pozostaje otwartą opowieścią, której koniec – na szczęście – jeszcze nie nastąpił.
Dopiero w religii – konstatuje autor – człowiek odnajduje zapis tego, co niezmienne. W niej przez stulecia szukał łączności ze światem, który przeminął, na niej opierał fundament swoich wartości i z niej czerpał tworząc kulturę. Ciekawe, jak długo jeszcze?

Książka Dariusza Rosiaka „”Ziarno i krew. Podróż śladami bliskowschodnich chrześcijan” ukazała się w Wydawnictwie Czarne.

Recenzja została opublikowana na portalu Kulturaonline.pl

środa, 17 listopada 2021

Przegląd filmów Jean-Paul Belmondo oraz 31. Festiwal Mediów Człowiek w Zagrożeniu w Muzeum Kinematografii

Muzeum Kinematografii w Łodzi zaprasza na przegląd filmów Jean-Paul Belmondo oraz na 31. Festiwal Mediów Człowiek w Zagrożeniu, który odbędzie się w Łodzi w dniach 23-28 listopada.


6 września 2021 roku w wieku 88 lat zmarł francuski aktor Jean-Paul Belmondo, jedna z najwybitniejszych postaci w historii kina. By uczcić pamięć artysty, Stowarzyszenie Kin Studyjnych wraz z Instytutem Francuskim przygotowało zestaw trzech filmów z udziałem aktora, które zostaną zaprezentowane w kinach studyjnych całej Polski.

Kino Kinematograf zaprasza w nadchodzącą sobotę, 20 listopada, o godzinie 15:00 na pokaz:

Szalony Piotruś (1965), 110'

reżyseria: Jean-Luc Godard

Ferdynand - zwany Piotrusiem - to znudzony mieszkaniec Paryża, który wraz ze swoją kochanką wyrusza w podróż nad Morze Śródziemne. Ścigana po drodze przez algierskich morderców para, zaczyna prowadzić długie rozmowy o życiu.

bilet: 10 zł / karnet: 25 zł


31. Festiwal Mediów Człowiek w Zagrożeniu

Od wtorku, 23 listopada, do niedzieli, 28 listopada Muzeum Kinematografii w Łodzi zaprasza na 31. edycję Festiwalu Mediów Człowiek w Zagrożeniu.

GDZIE?

Muzeum Kinematografii, pl. Zwycięstwa 1;

Art Inkubator w Fabryce Sztuki, ul. Tymienieckiego 3;
online: www.czlowiekwzagrozeniu.pl
W ramach tegorocznej edycji odbędą się trzy konkursy:

konkurs filmów dokumentalnych;
konkurs reportaży TV;
konkurs reportaży radiowych; “Usłyszeć człowieka” (jako wydarzenie towarzyszące)
W trakcie Festiwalu odbędą się pokazy znakomitych filmów dokumentalnych z zagranicy. Oprócz retrospektyw filmowych Jerzego Śladkowskiego oraz Nili Feller, będą Państwo mogli obejrzeć filmy, które w zeszłych latach zostały uhonorowane “Nagrodą im. Aleksandra Kamińskiego za przezwyciężanie zagrożeń”. W repertuarze Festiwalu przewidziane są również zdigitalizowane reportaże telewizyjne sprzed lat głównie z Łodzi, a także unikatowe dokumenty nakręcone w stanie wojennym.

Wśród gości zaproszonych na Festiwal są m.in. Dariusz Rosiak (Raport o stanie świata), Maciej Okraszewski (Dział Zagraniczny), Agnieszka Obszańska (Radio 357), Michał Oleszczyk (SpoilerMaster – podcast do słuchania po seansie).

W panelu jurorskim zasiądą m.in.:

konkurs filmów dokumentalnych – Kinga Dębska, Monika Kotecka, Kaja Klimek, Jerzy Śladkowski, Maciej Cuske
konkurs reportaży TV – Dariusz Bugalski, Alicja Grzechowiak, Grzegorz Kuczek

informacja prasowa

środa, 4 października 2023

"A statek płynie" - premiera w Teatrze Muzycznym Capitol we Wrocławiu

 7 października 2023 r. na Dużej Scenie Teatru Muzycznego CAPITOL będzie miała miejsce premiera  spektaklu "A statek płynie" w reż. Wojciecha Kościelniaka, będąca adaptacją scenariusza filmu Federico Felliniego E LA NAVE VA. O idei i wymowie spektaklu interesująco opowiadają jego twórcy: reżyser i autor piosenek Wojciech Kościelniak, scenograf Mariusz Napierała, kostiumografka Martyna Kander i choreograf Mateusz Pietrzak. 

O spektaklu

Kiedy w 1914 roku z portu w Neapolu wypływa statek z dostojnymi pasażerami, nikt nie spodziewa się nadchodzącej katastrofy. W rejs wybierają się osoby, które chcą spełnić ostatnie życzenie zmarłej śpiewaczki operowej, Edmei Tetui i pożegnać ją podczas morskiej wyprawy zwieńczonej rozsypaniem prochów. Żałobna podróż w gronie dystyngowanych gości wydaje się być słodko-gorzkim zbiorowiskiem próżności i luksusu, zazdrości i bufonady. To zagranie w stylu Federico Felliniego, mistrza igrania z obrazem i słowem, który w filmie „A statek płynie” zaprasza do królestwa wybujałych osobowości. Rozkochani w operze, wyszukanym jedzeniu i pięknych strojach pasażerowie, wchodzący na pokład luksusowego statku transatlantyckiego, nie przeczuwają, że schyłek świata do jakiego przywykli, właśnie się rozpoczął.

Film Federico Felliniego „A statek płynie” powstał w 1983 roku, teraz reżyser Wojciech Kościelniak przenosi obraz włoskiego mistrza w ramy sztuki musicalowo-operowej. Zarówno u włoskiego, jak i polskiego twórcy, marynistyczne tło dopełniają scenografia i kostiumy nawiązujące do 1914 roku. Detaliczny przepych wydaje się reprezentować niezatapialny status quo rozkapryszonej arystokracji, niepohamowanie korzystającej z immunitetu władzy. Elitarną wyprawę niespodziewanie zakłóca wiadomość, że na pokładzie statku znajdują się serbscy uchodźcy. W Sarajewie zamordowano właśnie arcyksięcia Franciszka Ferdynanda, następcę tronu Austro-Węgier. Podczas gdy pasażerowie luksusowego okrętu korzystają z wygód statusu społecznego, świat, w którym owe przywileje nabyli, nieodwracalnie się kończy. Nie ma wyjścia awaryjnego zarówno z siejącej zniszczenie I Wojny Światowej, jak i statku, bogato zastawionego relikwiami znikającej rzeczywistości. Niespodziewanie następuje zmiana epok, której towarzyszy degradacja dorobku pokoleń. Te przykre wieści wydają się jednak odległe dla pasażerów oceanicznej wyprawy, zajętych swoimi sprawami, które dzieją się w ich mikroświecie. Czuć powiew miłości i miłostek, rywalizacji o miano najlepszego głosu operowego, zagubionych tożsamości, wielkiej tęsknoty. Pokład statku to pływający parkiet dla balu wyrazistych osobistości, na którym każdy, skrycie lub wręcz przeciwnie, chciałby prowadzić. Wszystkiemu przygląda się duch Edmei Tetui, przysłuchujący się rozmowom na swój temat pełnym rozbieżności w ocenie jej osoby. Czy Edmea Tetua ukształtowała swoją tożsamość i legendę na opiniach innych? A może śmiałe wypowiedzi jej wielbicieli więcej mówią o nich samych, niż o wybitnej śpiewaczce?


"A statek płynie", fot. Łukasz Giza


TWÓRCY O SPEKTAKLU

Wojciech Kościelniak, reżyser:

"Głównym powodem, dla którego chciałem zrobić ten musical, było poczucie końca epoki. Mam wrażenie, że taki moment nadchodzi co jakiś czas, gdy kończą się pewne układy i konstrukcje społeczne. Świat serwuje nam coraz większe absurdy i zamiast mieć nadzieję, że to tylko chwilowe wahnięcia systemu, powinniśmy umieć się do nich przyzwyczaić. W scenariuszu Federico Felliniego i Tonino Guerry mocno ujęło mnie to, że ludzie wsiadający na statek nie wiedzieli, że właśnie kończy się ich epoka i już nigdy nie wrócą do znanego im świata. Ten musical jest po to, abyśmy pośmiali się z samych siebie, z naszych małości, wyścigów, baniek. W spektaklu ten wyścig dotyczy oczywiście tego, kto lepiej śpiewa, ale są tam także zwykłe ludzkie losy, odzwierciedlające współczesne problemy. Każda osoba niesie ze sobą inny temat oraz historię i z tego wszystkiego układa się konkretny obraz dzisiejszego społeczeństwa. Konstrukcja całej opowieści zbliżona jest do „Wesela” Wyspiańskiego, w którym nie ma głównego bohatera. W musicalu są oczywiście postacie jak Edmea Tetua czy Orlando, które prowadzą nas przez całą historię, ale nie dominują nad resztą bohaterów, jak zazwyczaj bywa w spektaklach".

Mariusz Obijalski, muzyka:

"Zastanawialiśmy się z Wojtkiem Kościelniakiem, jak podejść do muzyki w spektaklu, który opowiada o świecie opery. Zdecydowaliśmy się stanąć w kontrze do języka klasycznego i pozwolić sobie tylko na subtelne nawiązania. Nie można zamknąć muzyki w tym spektaklu w ramach czasowych. Zderzamy elektronikę z aranżacjami orkiestrowymi, przesterowaną gitarę z jazzową solówką na trąbce, syntezatory konkurują z waltornią. Wszystko to dzieje się w ramach piosenek, których głównym zadaniem jest dotykanie ludzkich dusz. Naszym głównym celem jest oddanie emocji w scenie. Jeśli coś ma śmieszyć, to idziemy w stronę groteski, przerysowania, czasami celowej brzydoty. Jeśli potrzebne jest wzruszenie, to korzystamy z brzmień i harmonii po drugiej stronie spektrum. W naszej twórczości muzyka zawsze stara się podążać za nastrojem. Często też okazuje się, że tekst zyskuje dodatkowe wymiary i przestrzenie właśnie za pośrednictwem obudowania go w formę piosenki. Zdarza się, że rezultat zaskakuje samych twórców.

Jest coś, co odróżnia ten spektakl od naszych poprzednich dokonań. Muzyka jest napisana w formie dwóch długich suit - po jednej na akt. Piosenki przechodzą płynnie jedna w drugą, zazębiają się, wynikają z siebie. Poza tym, cały musical jest zaśpiewany, Wojtek zrezygnował z dialogów. Początkowo trochę baliśmy się tak radykalnego rozwiązania, ale okazało się, że ten brak wytchnienia staje się bardzo absorbujący. Spektakl „wsysa”, zabiera w rejs i nie pozwala odwrócić uwagi".

Mariusz Napierała, scenografia i rekwizyty:

"Sceneria tego przedstawienia opiera się o kanoniczne ikonografie dotyczące tradycji teatru operowego. Pojawiają się w niej barokowe malowane kulisy, prospekty odnoszące się do miejsc akcji oraz kurtyna przywodząca na myśl malowane kurtyny związane z architekturą stylowych wnętrz XIX-wiecznych widowni teatralnych. Wszystko to jest przefiltrowane przez oniryczne wizje Felliniego. Pojawiają się więc bardzo nieoczywiste skojarzenia, rekwizyty, dekoracje. Ten świat jest rozbuchany skojarzeniowo i znaczeniowo. Jest zrazem symboliczny jak i groteskowy. Chciałbym, aby widz dał się porwać tej formalnej zabawie, bo czyż tytułowy statek jest faktycznie statkiem? Może jest metaforą świata zamierzchłej formy, ginącego świata koturnowych wartości i anachronicznych charakterów? Poetyka absurdu jest w nim wszechobecna zarówno w plastyce przedstawienia, jak i przede wszystkim, w warstwie inscenizacyjnej".

"A statek płynie", fot. Łukasz Giza

Martyna Kander, kostiumy:

"Najważniejszą funkcją kostiumów w spektaklu „A statek płynie” jest próba przeniesienia widza do świata, którego już nie ma. Akcja spektaklu toczy się w 1914 roku, schyłkowym dla historii Europy. Pasażerowie zaproszeni na pogrzebowy rejs ku czci Edmei Tetui, największej śpiewaczki operowej swojego czasu, są malowniczą grupą złożoną z artystów, arystokratów, mecenasów sztuki. Tworzenie tak wyrazistych charakterów jest dla kostiumografa ogromną przyjemnością. Każda z postaci pojawiających się na scenie ma swoją odrębną ekscentryczność. Daje to pole do stworzenia bardzo różnorodnej grupy, reprezentującej włoską bohemę. Kroje i sylwetki tamtej epoki pozwalają połączyć klasę i przepych, przetransformować aktorów w zupełnie inne postaci, zarówno dzięki kostiumom jak i mocnej charakteryzacji.

Grupą, która kontrastuje z pasażerami są Serbowie. W ich kostiumach musieliśmy zapisać dramatyczne przejścia, poprzedzające ich wkroczenie na pokład. Oprócz tych dwóch skrajnie odmiennych grup, na scenie widzimy całą świtę obsługującą statek. Kolejną funkcją, znaczeniem, które wprowadzają kostiumy, jest ukazanie schyłkowego momentu świata przedstawionego na scenie. Kostiumy pasażerów są pokryte morską wodą, błotem, szlamem. Świat, który znają tonie, a oni powoli znikają wraz z nim".

Mateusz Pietrzak, choreografia:

"Choreografia w spektaklu „A statek płynie” korzysta z odmiennych stylów, przez co miejscami staje się intrygująca. Wachlarz technik wykorzystany został zespołowo, w duetach oraz solowo. Ruch w spektaklu często ma charakter narracyjny. Choreografia jest skupiona, precyzyjna, często matematyczna. Znaczną ilość scen choreograficznych tworzy chór, który intencjami komentuje akcję. Siłą tych fragmentów są drobne gesty i drgania. Choreografia nie jest przesadnie ekspresyjna ruchowo, natomiast jej wyrazistość ukazuje się w synchroniczności oraz komunikatywności przekazywanych treści. Wyjątkiem są tańce Serbów, gdzie energia zostaje uwolniona. Widoczna jest różnica w stylistyce ruchu pasażerów i biedoty. Pierwsi poruszają się z operową gracją i nadekspresją, a drudzy bardziej naturalistycznie. Gorące treści przedzierają się przez zimną formę".

"A statek płynie", fot. Łukasz Giza

A STATEK PŁYNIE

Oryginalny scenariusz filmu E LA NAVE VA: Federico Fellini, Tonino Guerra
Scenariusz adaptowany i reżyseria: Wojciech Kościelniak

Teksty piosenek : Wojciech Kościelniak

Muzyka: Mariusz Obijalski

Scenografia i rekwizyty: Mariusz Napierała

Kostiumy: Martyna Kander

Choreografia: Mateusz Pietrzak

Kierownictwo muzyczne: Adam Skrzypek

Charakteryzacja i peruki: Magdalena Chabrowska-Oleksiak, Agnieszka Jasiniecka, Zuzanna

Sak

Reżyseria światła: Tadeusz Trylski

Reżyseria dźwięku: Sara Agacińska

Projekcje video: Veranika Siamionava, Zachariasz Jędrzejczyk

Asystentka reżysera: Katarzyna Witkowska

II asystent reżysera: Michał Jagodziński

Asystentka kostiumografki i scenografa: Aleksandra Grzelaczyk

Asystentka choreografa: Bożena Bukowska

Asystent reżysera świateł: Jakub Frączek

Inspicjenci: Wojciech Kupczyński, Małgorzata Szeptycka, Hubert Michalak

Przygotowanie wokalne: Magdalena Śniadecka, Magdalena Zawartko

Tłumaczenie na język angielski (wyświetlane napisy): Joanna Kiszkis

"A statek płynie", fot. Łukasz Giza


OBSADA

Magdalena Szczerbowska

Justyna Szafran / Elżbieta Kłosińska

Justyna Woźniak

Klaudia Waszak

Małgorzata Walenda / Katarzyna Granecka (gościnnie)

Ewa Szlempo-Kruszyńska

Agnieszka Oryńska-Lesicka

Tomasz Leszczyński

Krzysztof Suszek

Jan Kowalewski

Filip Karaś (gościnnie)

Mateusz Kieraś

Michał J. Bajor

Karol Gronek (gościnnie)

Bartosz Picher

Rafał Kozok (gościnnie)

Michał Dudkowski (gościnnie)

Dawid Suliba

Marek Nędza (gościnnie)

TANCERKI I TANCERZE

Bożena Bukowska

Mateusz Brenner

Dominika Józefowiak

Martyna Rak

Nadia Rosiak

Jacek Skoczeń

Tomasz Ryś

Dariusz Kowalewski

ORKIESTRA

Dyrygent: Adam Skrzypek

Instrumenty klawiszowe: Łukasz Bzowski

Perkusja: Sebastian Skrzypek

Gitara: Bogdan Skiedrzyński

I skrzypce: Beata Wołczyk

Altówka: Dariusz Wołczyk

Wiolonczela: Emilia Danilecka

Flugh: Dominik Gawroński

Waltornia: Mateusz Feliński

Saksofon: Robert Kamalski

STUDENTKI I STUDENCI STUDIUM MUSICALOWEGO CAPITOL

Daria Englot / Dominika Siwiec

Milena Libura / Patrycja Spendowska

Wiktoria Łukowicz / Marika Klarman-Gisman / Milena Morawiec

Anna Cielecka / Natalia Minkina

Maja Frejtag / Barbara Ubysz

Zofia Banasik / Natalia Banaś

Helena Kosecka / Jagoda Latuszkiewicz

Magdalena Gurzyńska / Majka Bakalarz

Krzysztof Gogoj / Artur Leżoń

Szymon Majkrzak / Julia Wrona

ROLE DZIECIĘCE

Pola Lesicka

Kaja Ośnicka

Ada Zimoląg

Zuzanna Maszyńska

Anna Sopova

Antonina Cieślak

"A statek płynie", fot. Łukasz Giza


Premiera na Dużej Scenie 7 października 2023

Autor plakatu: Mariusz Napierała

kolejne spektakle: 8.10, 11-15.10, 26-29.10, 23-26.11

ceny biletów: 75-130 zł normalny, 55-110 zł ulgowy

spektakl dla widzów 16+

spektakl z napisami w języku angielskim

informacja prasowa

🎶 Konkurs Szymanowskiego wraca do Katowic 🎻

NOSPR to nie tylko regularny sezon koncertowy. To także festiwale, projekty i wydarzenia specjalne, które na dłużej zostają w pamięci. Bez w...

Popularne posty