Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Władysław strzemiński, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Władysław strzemiński, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

wtorek, 10 lipca 2018

Małgorzata Czyńska: "Kobro. Skok w przestrzeń" /recenzja książki/

Historia Katarzyny Kobro jest tak znakomicie opowiedziana, że od początku do dramatycznego zakończenia czyta się ją jednym tchem. Czyta właśnie tak, jakby się oglądało o niej film, zanurzony w czasach wielkich przemian w sztuce, a potem także rewolucyjnych. Wszystko to, również związek z niepospolitym, ale trudnym człowiekiem, jakim był Władysław Strzemiński, miało wpływ na formację jednej z największych rzeźbiarek XX wieku.

"przestrzenna okładka" wg projektu Agnieszki Pasterskiej
Opowieść o Katarzynie Kobro (bo książka Małgorzaty Czyńskiej bardziej nią jest niż typową biografią) rozpoczyna autorka od ... rzeźby. A właściwie od dwóch rzeźb o niewielkich rozmiarach, wykonanych z powyginanej blachy. Wyobraża sobie (dając jednocześnie tę szansę czytelnikom), że widzi rzeźbiarkę z nieodłącznym papierosem w ręku, w oparach dymu - jak przestawia swoje prace, stawiając je w różnych miejscach i nadając im "rytm czasprzestrzenny". Czujemy się jak w kinie, bo nie tylko "widzimy", ale także "słyszymy", co artystka mówi (myśli). To jej wypowiedź zapisana na łamach "Formy", czasopisma z 1935 roku, w którym dowodziła, że "Rzeźba powinna być zagadnieniem architektonicznym, laboratoryjnym organizowaniem metod rozwiązania przestrzeni, organizacji ruchu, planowania miasta, jego funkcjonalnego organizmu, wynikającego z realizacyjnych możliwości współczesnej sztuki, nauki i techniki, powinna być wyrazem dążeń, zmierzającej do ponadindywidualnej organizacji społeczeństwa".


Historia Katarzyny Kobro jest tak znakomicie opowiedziana, że od początku do dramatycznego zakończenia czyta się ją jednym tchem. Czyta właśnie tak, jakby się oglądało o niej film. Zanurzony w czasach wielkich przemian w sztuce, a potem także rewolucyjnych. Wszystko to, również związek z niepospolitym, ale trudnym człowiekiem, jakim był Władysław Strzemiński, miało wpływ na formację jednej z największych rzeźbiarek XX wieku.

Katarzyna Kobro, Kompozycja przestrzenna, Związek Łódzki
Była, jak to widać od początku, nie tylko i nie tyle rzeźbiarką, ale wizjonerką, podobnie jak jej życiowy partner, Władysław Strzemiński. Czyńska dociera do wszelkich możliwych źródeł, aby opisać to skromne, trudne i bardzo dramatyczne życie, ale i tak pozostaje pewne niedopowiedzenie, tajemnica - jak ów szary zeszyt, na który często powołuje się jej córka, Nika Strzemińska. Zeszyt, którego nikt poza nią i jego obecnym właścicielem - Georgiem Kobro - krewnym, prawosławnym protodiakonem i pisarzem - nie widział.

Katarzyna Kobro, Władysław Strzemiński i Julian Przyboś, ok. 1930-1931/skan
Kobro była Rosjanką o niemieckich korzeniach. Miała naturę niezależną. Uwielbiała pływać, kochała zwierzęta i rośliny, rysowała i rzeźbiła najpierw w chlebie, a potem w glinie, malowała. Od początku też wyznawała dewizę, która brzmiała, że należy "robić swoje". I robiła. Mimo takich cech charakteru, w związku ze Strzemińskim była mu całkowicie  podporządkowana. Początkowo byli w sobie bardzo zakochani, ale był to trudny związek, bo malarz był kaleką (wybuch granatu uszkodził mu rękę i nogę) i chociaż na zewnątrz nie dawał po sobie poznać, że jest kaleką (jeździł po wojnie ze studentami w góry na plenery!), to jednak wiele czynności musiała za niego robić Katarzyna. Apodyktyczny, charyzmatyczny - odcisnął piętno na wielu, którzy z nim się zetknęli. Oboje byli idealistami - żyli sztuką i przeważnie klepali biedę, co nie miało dla nich większego znaczenia, dopóki na świecie nie pojawiła się ich córka - Nika. Jednak najtrudniejsza okazała się II wojna i okupacja. Nędza, strach przed zesłaniem w głąb Rosji skutkowały podpisaniem przez oboje rosyjskiej listy narodowościowej, co stało się jedną z przyczyn późniejszego rozpadu małżeństwa. Strzemiński nigdy nie wybaczył tego żonie, choć była ona de facto Rosjanką, a on Polakiem. A może był to pretekst, podczas gdy źródło nienawiści tkwiło gdzie indziej? Znęcał się nad nią latami psychicznie i fizycznie, upokarzał, a nawet próbował pozbawić władzy rodzicielskiej, pomimo że dbała o niego, a nawet z narażeniem życia uratowała od zniszczenia jego obrazy. Swoje drewniane rzeźby bez wahania porąbała, gdy nie było czym palić w piecu... Dla niej najważniejsze było życie, dla niego sztuka. Pozostaje pytanie: kiedy i jak to się dzieje, że miłość przeradza się w tak wielką nienawiść...
Katarzyna Kobro z córką Niką na ulicy Srebrzyńskiej w Łodzi, ok. 1938-1939 r./skan
Kiedy umierała na raka, opiekowały się nią sąsiadka i przyjaciółka - te same, na które zawsze mogła liczyć. Czyńska poddaje w wątpliwość wspomnienia córki Niki, która w swojej książce Sztuka, miłość i nienawiść twierdzi, że to ona zajmowała się matką. Autorka dociera do tych kobiet oraz do innych świadków, którzy potwierdzają, że w istocie było inaczej. Czasami trauma zmienia pamięć, a może pamiętamy wybiórczo - zdaje się sugerować. To są sprawy jednocześnie skomplikowane i będące udziałem każdego człowieka. Mimo tylu nieszczęść, Katarzyna Kobro była mocna dzięki wierze (prawosławnej), którą wyniosła z domu i która dawała jej pociechę zwłaszcza pod koniec życia. Potwierdza to krewny rzeźbiarki, Georg Kobro.

Katarzyna Kobro, Kompozycja przestrzenna, 1932, Muzeum Sztuki w Łodzi
Opowieść o życiu Katarzyny Kobro kończy się rodzajem klamry. Małgorzata Czyńska ponownie pokazuje nam dwie niewielkie zachowane rzeźby. Znowu "słyszymy" słowa rzeźbiarki, mówiące o harmonii rzeźby z przestrzenią. W ludzkim życiu, myślimy, trudno o taką harmonię, a jednak można ją osiągnąć w sztuce. Katarzynie Kobro to się udało.

Książka Małgorzaty Czyńskiej: "Kobro. Skok w przestrzeń" ukazała się w Wydawnictwie Czarne.


piątek, 15 listopada 2019

Dzieło Andy'ego Warhola nareszcie w Polsce!

Dzieła Andy'ego Warhola są w Polsce prawdziwą rzadkością. Nie pojawiają się na wystawach, nie ma żadnej okazji by je obejrzeć, czy kupić. Unikatową pracę Warhola „Dolar” z 1982 roku można oglądać do 21 listopada w DESA Unicum. Na wystawie pojawia się w otoczeniu dzieł sztuki stworzonych przez wielu wybitnych współczesnych twórców, m.in. Władysława Strzemińskiego, Wojciecha Fangora i Jana Lebensteina. 

Andy Warhol, Dolar, 1982


Andy Warhol to bez wątpienia najlepiej rozpoznawalny artysta XX wieku. Jego twórczość podbiła nie tylko muzea, galerie, ale stała się częścią popkultury. Trudno wyobrazić sobie dziś, jak wyglądałby świat, gdyby nie dzieła Warhola – słynne przedstawienia puszek zupy Campbell's,  kolorowe grafiki ukazujące twarz Marylin Monroe czy autoportrety artysty. „Dolar” to unikat skupiający się na jednym z ulubionych motywów artysty – temacie pieniądza i konsumpcji. „Zarabiać pieniądze to sztuka, pracować to sztuka, ale robić dobre interesy – to sztuka największa” – twierdził Warhol. Praca przedstawia symbol amerykańskiej waluty, ale jakby wybrakowany, nie do końca wypełniony farbą. Dzieło posiada unikatowy numer nadany mu przez Andy Warhol Foundation. Jego wartość szacuje się między 500 a 800 tysięcy złotych, jednak podobne prace potrafiły w Stanach Zjednoczonych przekraczać kwoty miliona dolarów.

Władysław Strzemiński, Człowiek, i domy

Zupełnie inny wydźwięk od dzieła Warhola ma praca Władysława Strzemińskiego. To – zarówno w formie, jak i treści – ważny zapis polskich losów. Strzemiński w latach 20. i 30. XX wieku uchodził za jednego z najważniejszych twórców awangardy. Praca „Człowiek i domy” z cyklu „Białoruś Zachodnia. Człowiek i pejzaż z domami (Człowiek i domy, Domy i człowiek)” pochodzi z późniejszego okresu jego twórczości, powstała w roku 1939. Wojenna twórczość pozwala inaczej spojrzeć na całokształt pracy artysty. Zawiera się w niej bowiem nie tylko geniusz twórcy, ale i jego losy. Czas wojny i okupacji były źródłem ograniczeń oraz przeszkód, które stanęły na drodze artystycznego rozwoju malarza. Podobnie jak innym twórcom w tym okresie, Strzemińskiemu brakowało możliwości, a przede wszystkim środków, by tworzyć na płótnie. W latach 1939-40 przez około 9 miesięcy rodzina mieszkała w Wilejce, w prymitywnej, niedużych rozmiarów izdebce. Do tego doświadczenia nawiązuje „Człowiek i domy”.


Wojciech Fangor, Kompozycja abstrakcyjna

Tak samo z ważnym okresem w twórczości Wojciecha Fangora jest związana jego „Kompozycja abstrakcyjna” z 1970 roku. Początek lat 70. był dla artysty momentem zwrotnym w karierze. Po spektakularnym sukcesie na artystycznej arenie międzynarodowej (m.in. wystawa w Muzeum Guggenheima w Nowym Jorku), kiedy jego wielkoformatowe, op-artowe płótna były już rozpoznawane przez krytyków i odbiorców sztuki, Fangor postanowił powrócić do tworzenia prac na papierze. To medium, z którym związane były początki jego artystycznej kariery. W tym okresie tworzył delikatne formy przypominające poruszające się płaszczyzny żywego organizmu, delikatne w kolorze i w fakturze rysunki intrygujące odbiorcę i zachęcające go do interakcji. Taka też jest „Kompozycja abstrakcyjna”.

Jan Lebenstein, Femme assise

Na wystawie „Sztuka Współczesna. Prace na papierze” można zobaczyć ponad siedemdziesiąt prac stworzonych przez wybitnych twórców. „Femme assise” Jana Lebensteina z 1968 roku to jeden z ciekawych przykładów zwrotu artysty ku sztuce figuratywnej. „Intro Vocat” Zbigniewa Makowskiego zwraca uwagę ze względu na pochodzenie – należała ona do kolekcji Barta N. Stephensa – attaché kulturalnego w Amerykańskiej Ambasadzie w Warszawie. Zobaczymy także prace m.in. Andrzeja Wróblewskiego, Jerzego Nowosielskiego, Tadeusza Kantora, Zbigniewa Beksińskiego i Magdaleny Abakanowicz. 21 listopada wszystkie zostaną zlicytowane.

Wystawa "Sztuka Współczesna. Prace na papierze": 12-21 listopada 2019, godz. 11-19 (poniedziałek-piątek) i godz. 11-16 (sobota), Dom Aukcyjny DESA Unicum, ul. Piękna 1A, Warszawa, wstęp wolny

Aukcja Sztuka Współczesna. Prace na papierze: 21 listopada 2019, godz. 19.00, Dom Aukcyjny DESA Unicum, ul. Piękna 1A, Warszawa

informacja prasowa

piątek, 14 lutego 2020

Unikatowy projekt Stanisława Wyspiańskiego i dzieło ze słynnego cyklu Jana Lebensteina | Dwie wystawy Prac na Papierze

Projekt polichromii Stanisława Wyspiańskiego, interesujące dzieło Władysława Strzemińskiego i praca Jana Lebensteina, dzięki której artysta zdobył nagrodę główną I Biennale de Paris w 1959 roku. To tylko kilka ze 176 dzieł prezentowanych na dwóch lutowych wystawach prac na papierze w DESA Unicum. Pokazane zostaną zarówno dzieła sztuki dawnej, jak i współczesnej.

Stanisław Wyspiański, Kwiat wiśni, fot. DESA Unicum


W 1895 roku Stanisław Wyspiański otrzymał zlecenie zaprojektowania wnętrz słynnej Bazyliki św. Franciszka z Asyżu położonej w pobliżu krakowskich Plant. Za prace architektoniczne przy renowacji zniszczonego w pożarze kościoła odpowiadał wybitny architekt Władysław Ekielski. To właśnie on zaprosił młodego, zaledwie 26-letniego, Wyspiańskiego do współpracy. Uznawany dziś za klasyka artysta odpowiadał za stworzenie niezwykłych witraży i polichromii. W monumentalnych realizacjach krakowskiego twórcy możemy dostrzec wiele kwiecistych motywów. Inspiracja światem flory pochodzi z „Zielnika”, szkicownika artysty, który pełen był niezwykłych rysunków polskich kwiatów: irysów, bławatków, kaczeńców, lilii, słoneczników i maków. Dziś jeden z oryginalnych projektów polichromii do kościoła Franciszkanów możemy oglądać na wystawie w DESA Unicum. Wykonany pastelami barwny „Kwiat wiśni” stanowi emblematyczny przykład stylu artysty.

Poza pracą Wyspiańskiego na wystawie poświęconej twórczości dawnych mistrzów będzie można zobaczyć dzieła m.in. Leona Wyczółkowskiego, Stanisława Ignacego Witkiewicza (Witkacego), Meli Muter, Stefana Norblina i Juliusza Kossaka.

Władysław Strzemiński, Idący chłopczyk, fot. DESA Unicum

Z kolei na wystawie poświęconej sztuce współczesnej znalazła się m.in. praca Władysława Strzemińskiego. Najbardziej znany jest on ze swego cyklu „Powidoki”. O ile dzieła z tej serii skupiały się na abstrakcyjnym zagadnieniu zjawisk wzrokowych, których doświadczamy, patrząc w słońce, rysunek przedstawiony na wystawie w DESA Unicum ma realistyczny charakter. Jest przez to pracą wyjątkową na tle całej twórczości Strzemińskiego. Rysunek „Idący chłopczyk” powstał podczas letnich wakacji, które artysta spędzał w Bierutowicach. Przedstawia jednego z podopiecznych lokalnego domu dziecka. Co ciekawe praca została wykorzystana jako ilustracja propagandowego artykułu wychwalającego poczynania komunistycznego rządu w czasopiśmie „Wieś”.

Jan Lebenstein, z cyklu Figury osiowe, fot. DESA Unicum

W opozycji do realistycznego rysunku Strzemińskiego stoi abstrakcyjne dzieło Jana Lebensteina z cyklu „Figury Osiowe”, który zapewnił artyście główną nagrodę podczas I Biennale de Paris w 1959 roku. Wchodzące w skład serii prace rysunkowe i malarskie charakteryzuje geometryczny podział. W ich centrum Lebenstein umieszczał schematyczne, anatomiczne sylwetki czasem przypominające kobiece ciała, a czasem owady. Inspiracją dla jego twórczości były apokaliptyczne wizje świata. W 2010 roku w Zachęcie odbyła się wystawa w całości poświęcona twórczości Jana Lebensteina, a jego prace znajdują się w najważniejszych instytucjach sztuki takich jak choćby nowojorska MoMA. Jedna z „Figur Osiowych” wchodziła w skład w prestiżowej kolekcji Davida Rockefellera – multimiliardera uznawanego za jednego z najbogatszych ludzi świat. Dzieło pokazywane w DESA Unicum to praca z tej samej serii.
Oprócz niego zaprezentowane zostaną prace innych wybitnych współczesnych twórców takich jak m.in. Zbigniew Makowski, Henryk Musiałowicz, Józef Hałas, Franciszek Starowieyski, Rajmund Ziemski czy Edward Dwurnik. Po zakończeniu obu wystaw wszystkie obiekty zostaną zlicytowane.

Wystawa Sztuka Dawna Prace na Papierze: 15-25 lutego 2020, godz. 11-19 (poniedziałek-piątek) i godz. 11-16 (sobota), Dom Aukcyjny DESA Unicum, ul. Piękna 1A, Warszawa, wstęp wolny
Aukcja Sztuka Dawna Prace na Papierze: 25 lutego 2020, godz. 19.00, Dom Aukcyjny DESA Unicum, ul. Piękna 1A, Warszawa

informacja prasowa

środa, 5 września 2018

„Pejzaż łódzki” Władysława Strzemińskiego można oglądać w Warszawie na wystawie przedaukcyjnej „Sztuka współczesna. Prace na papierze”.

Nie widziany przez ponad pół wieku „Pejzaż łódzki” Władysława Strzemińskiego od 31 sierpnia można oglądać w Warszawie na wystawie przedaukcyjnej „Sztuka współczesna. Prace na papierze”. 11 września wraz z innymi dziełami wybitnych polskich artystów, m. in. Andrzeja Wróblewskiego, Romana Opałki, Erny Rosenstein czy Wojciecha Fangora, pójdzie on pod młotek.


Władysław Strzemiński, Pejzaż łódzki, ok. 1941
Twórczość Władysława Strzemińskiego całkowicie zmieniła bieg polskiej sztuki nowoczesnej. Jego życie nie należało do łatwych. W czasie I wojny światowej został ciężko ranny, stracił wówczas nogę, rękę i wzrok w jednym oku. Zajął się sztuką głównie dzięki kontaktom z Kazimierzem Malewiczem i innymi czołowymi przedstawicielami rosyjskiej Awangardy. Ożenił się z rzeźbiarką Katarzyną Kobro, z którą sprowadził się do Łodzi. Sytuacja życiowa i materialna małżeństwa artystów była tragiczna. Problemy z obywatelstwem Kobro i kalectwo Strzemińskiego sprawiały, że para ledwo wiązała koniec z końcem. Dokładała się do tego ogólna niechęć władz komunistycznych wobec awangardowych i odważnie głoszonych poglądów Strzemińskiego, który otwarcie protestował przeciwko cenzurze i ograniczaniu swobody twórczej. Gdyby nie pomoc wpływowych przyjaciół i studentów Strzemińskiego, jego prace mogłyby nie przetrwać do dzisiaj. Nie przetrwał natomiast burzliwy związek z Kobro. Artyści rozstali się i nie utrzymywali kontaktu ze sobą do śmierci.

Po raz pierwszy, i zarazem ostatni, „Pejzaż łódzki” został zaprezentowany szerokiej publiczności na wystawach w Łodzi w 1956 r. i w Warszawie rok później. Były to również pierwsze pośmiertne, retrospektywne wystawy Władysława Strzemińskiego, dzięki którym artysta zapisał się w powszechnej opinii jako ikona sztuki światowego formatu. Mimo ogromnej popularności, twórczość Strzemińskiego wciąż pozostaje nieodkryta do końca. Niezwykle istotna z tej perspektywy jest ponowna odsłona „Pejzażu łódzkiego”, który na kilka dekad pozostawał niedostępny dla publiczności.

Na wystawie, którą zwieńczy aukcja wszystkich obiektów, znajdą się także prace innych znakomitych artystów. Pojawi się m.in. rysunek tuszem Andrzeja Wróblewskiego przedstawiający widok z balkonu mieszkania na Salwatorze z ok. 1954 roku  –  wyjątkowy i subtelny przykład późnej twórczości jednego z najdroższych polskich malarzy. Znajdą się ponadto prace m. in. Romana Opałki, Wojciecha Fangora i Erny Rosenstein  – popularnych współcześnie artystów, wysoko cenionych na rynku sztuki. Pojawi się także rysunek Wojtka Siudmaka z okresu jego wczesnej twórczości, rzadko prezentowanej publicznie.

Wystawę obiektów aukcyjnych będzie można oglądać od 31 sierpnia do 11 września w DESA Unicum. 11 września wszystkie obiekty pójdą pod młotek.

Aukcja „Sztuka współczesna. Prace na papierze” : 11 września 2018, godz.19, Dom Aukcyjny DESA Unicum, ul. Piękna 1A, Warszawa

Wystawa obiektów: 31 sierpnia – 11 września 2018, godz. 11-19 (poniedziałek-piątek) i godz. 11-16 (sobota), Dom Aukcyjny DESA Unicum, ul. Piękna 1A, Warszawa, wstęp wolny

Więcej informacji na temat wystawy oraz katalog aukcyjny znajduje się na stronie DESA Unicum pod linkiem:
https://desa.pl/pl/auctions/486/sztuka-wspolczesna-prace-na-papierze-11-wrzesnia-2018-godz-19


 informacja prasowa

poniedziałek, 15 kwietnia 2019

Rodzinne, intymne chwile utrwalone na papierze | Prace Andrzeja Wróblewskiego na warszawskiej wystawie

Bardzo osobiste, poruszające rysunki, przedstawiające pierworodnego syna Andrzeja Wróblewskiego, jednego z największych polskich twórców XX wieku. Artysta właśnie na papierze dzielił się rodzinnym życiem. Pracę Wróblewskiego  „Kitek. Kompozycja figuralna nr 509” oglądać można od 15 kwietnia na wystawie Sztuka Współczesna. Prace na Papierze w DESA Unicum.

Andrzej Wróblewski, Kitek. Kompozycja figuralna

Kitek –  tak nazywano w domu najstarszego syna Andrzeja Wróblewskiego i Teresy Walerii Reutt. Życie rodzinne, szczególnie z udziałem pierworodnego, było częstym motywem podejmowanym w pracach artysty. Sceny domowe, mające uchwycić szczęśliwe, rodzinne momenty – utrwalał on głównie na papierze. Wróblewski rysował bardzo osobiste, intymne obrazy – matkę karmiąca piersią, tuląca swojego syna czy pomagającą stawiać mu pierwsze kroki. Na wystawie w DESA Unicum zaprezentowana zostanie dwustronna praca „Kitek. Kompozycja figuralna nr 509”. Z jednej strony pokazuje syna artysty siedzącego z zamkniętymi oczami, z drugiej trzymającego się ramy łóżeczka.

Andrzej Wróblewski, Kitek. Kompozycja figuralna

Andrzej Wróblewski zapisał się w historii sztuki jako autor dramatycznych „Rozstrzelań”, przedstawiających tragedię ludności cywilnej w czasie wojny. Sztuka młodego, przedwcześnie zmarłego artysty wielokrotnie prezentowała problemy egzystencjalne, również te związane z traumatycznymi doświadczeniami jej autora. Wróblewski zmarł idąc drogą do Morskiego Oka w Tatrach mając niespełna 30 lat. Za życia doczekał się tylko dwóch wystaw. Pierwszą zorganizował Andrzej Wajda, serdeczny przyjaciel malarza. Pomimo tego Wróblewski uważany jest za jednego z najwybitniejszych artystów powojennych. Jego twórczość odkrywana jest dziś na nowo. W 2015 roku odbyły się dwie duże wystawy prezentujące dorobek Wróblewskiego. W Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie i Muzeum Narodowym w Madrycie, po raz pierwszy pokazano charakterystyczne, dwustronne obrazy artysty.

Prace na papierze pozwalają spojrzeć na twórczość znanych artystów w zupełnie inny, nowy sposób. Wiele z nich to efekt testowania idei czy służące jako szkice do obrazów, na których artyści w sposób bardziej swobodny wyrażali swoje pomysły. Na wystawie zobaczyć będzie można prace m.in. Tomasza Ciecierskiego. Prezentowany rysunek z cyklu „przypomnienie – zapomnienie” obrazuje kolejny kierunek artystycznych poszukiwań twórcy – konstruowania prac z fragmentów papierów, osobnych kawałków płócien czy kartek, które artysta składał w większą całość. Niezwykle ciekawe są również prace na papierze autorstwa takich twórców jak Magdalena Abakanowicz, Władysław Strzemiński czy Wojciech Fangor.

Wystawa: Sztuka Współczesna. Prace na papierze: 15-25 kwietnia 2019, godz. 11-19 (poniedziałek-piątek) i godz. 11-16 (sobota), Dom Aukcyjny DESA Unicum, ul. Piękna 1A, Warszawa, wstęp wolny

Aukcja: Sztuka Współczesna. Prace na papierze: 25 kwietnia 2019, godz. 19.00, Dom Aukcyjny DESA Unicum, ul. Piękna 1A, Warszawa

informacja prasowa

środa, 30 września 2020

Roma Pilitsidis: Chodzi mi o stworzenie harmonii /wywiad/

 Rozmawiam z Romą Pilitsidis, artystką malarką, b. kustoszem i opiekunem kolekcji sztuki współczesnej w Muzeum Archeologiczno-Historycznym w Głogowie. Spotkałyśmy się przy okazji wystawy "Mity, symbole, abstrakcje. Tryptyk głogowski" w Galerii Miejskiej we Wrocławiu.

Roma Pilitsidis, fot. z archiwum artystki

Barbara Lekarczyk-Cisek: Na wystawie w Galerii Miejskiej we Wrocławiu zagrała Pani w malarskim trio, jednak na co dzień tworzy artystyczny duet z mężem malarzem, Telemachem. Chociaż... Kiedy ogląda się Pani prace, wpływu jego malarstwa specjalnie nie widać. Daje się natomiast zauważyć inspiracje kolorystami i fowistami.

Roma Pilitsidis: Osobiście bardzo lubię malarstwo polskich kolorystów, np. Artura Nacht-Samborskiego czy Piotra Potworowskiego. Jeszcze dziś, aby się ich sztuką "naładować", sięgam po albumy. Oczywiście, nie maluję jak oni, a Cybisa nawet niespecjalnie doceniam. Kiedy maluje się wiele lat, to zmieniają się kierunki poszukiwań, kolorystyka. Czasami upraszczam formy albo używam ciemnej kolorystyki, a niekiedy, nie wiadomo dlaczego, zaczynam malować czerwone obrazy. To jest jedna wielka niewiadoma. Podobnie jest z kompozycją: uspokajam prace, tworząc kompozycje horyzontalne, a niekiedy wertykalne. Bywa jednak, że te dwie linie się u mnie spotykają i nie wiedzieć czemu powstaje kompozycja w formie krzyża, od której pragnę uciec, ale czasem nie mogę.

Roma Pilitsidis, Trwanie I, olej, płótno


Podczas spotkania w Galerii Miejskiej bardzo interesująco opowiadała Pani o obecności pewnych tematów będących impulsami z życia. O tym, że w dobie pandemii malowała Pani ciszę odzwierciedlającą ciszę miasta – ulic, skwerów… Wcześniej zaś, gdy Europę zalewała fala uchodźców - pojawiły się granice. Wróćmy zatem do początków: Jakie impulsy pojawiały się wcześniej w Pani malarstwie? Co pragnęła Pani utrwalić?

Moje początki są dość odległe - maluję od czterdziestu lat. Moje pierwsze wystawy pojawiły się właśnie w tym czasie. Wczesne ekspozycje miałam  w pałacu żagańskim (wspólnie z Telemachem), kolejna odbyła się w Książu... Wystawiane wówczas prace miały charakter abstrakcyjny, były jednak bardziej nasycone kolorem. Ich kolorystyka była żywsza. Zmieniały się również formy: linie, prostokąty, pojawiały się także owale, półkola. jednak generalnie sprowadzało się to coraz częściej do formy prostokąta. Upraszczałam swoje malarstwo, dążąc do kompozycji abstrakcyjnej wprawdzie, ale także geometrycznej. Mój kwadrat nie jest płaski jak u Malewicza, jest nasycony materią i ma raczej rozmyte kontury. Posługuję się bardziej materią malarską. Moje malarstwo skłania się w stronę ekspresjonizmu abstrakcyjnego, w którym jednak najbardziej oddziałuje kolor. Podobnie jest w pracach Marka Rothko, którego wprawdzie nie znałam wówczas, ale - jak się okazało - był mi bliski. Artysta posługiwał się plamą bez konturu, zestawiał ze sobą proste płaszczyzny, nieco rozmyte. Gdybym miała dostrzec związki mojego malarstwa z ekspresjonizmem abstrakcyjnym i neoplastycyzmem, umieściłabym swoje prace gdzieś pośrodku. W mojej sztuce główną rolę odgrywa materia malarska. Nakładam na siebie kolory i tych warstw jest niekiedy bardzo dużo, przez co moje malarstwo staje się przestrzenne. Podstawowym budulcem obrazu jest prosta kompozycja i materia malarska. 

Roma Pilitsidis, Trwanie II, olej, płótno

W Pani pracach pojawia się najczęściej prostokąt albo kwadrat...

Zamykam się coraz częściej w prostokącie, ponieważ uważam go za formę najdoskonalszą. Zresztą kwadrat jest mocną i częstą formą zarówno w sztuce, jak i w życiu. Symbolizuje cztery żywioły, cztery strony świata, a przede wszystkim oddziałuje spokojem. Unikam form wprowadzających niepokój czy dynamizm. Mnie właśnie chodzi o stworzenie harmonii, równowagi, choć robię to wszystko intuicyjnie. 

A jak wygląda w Pani przypadku proces tworzenia?

Kiedy przystępuję do malowania, to mam jakiś ogólny zarys. Poza tym często stawiam sobie zadania, np. jak zestawić ze sobą trzy kolory, aby stworzyć taką harmonijną kompozycję? Obraz musi być pewną całością. Podobnie myśleli o tym abstrakcyjni ekspresjoniści. Podkreśla to także bardzo mocno Władysław Strzemiński. Podobnie u mnie - obraz oddziałuje całą płaszczyzną. Obce mi jest tworzenie iluzji. Moje płótna mają dawać poczucie harmonii, w przeciwieństwie do tego, co się dzieje poza murami pracowni. Matisse mawiał, że obraz jest dla niego jak wygodny fotel - ma dawać poczucie spokoju. Myślę podobnie.

Wynika stąd, że przypisuje Pani sztuce rolę terapeutyczną - zarówno w odniesieniu do twórcy, jak i odbiorcy. 

(śmiech) Rzeczywiście, tak mówią. Podobno nawet czerwień na moich obrazach ma walor uspokajający. Wynika to z faktu, że często szukam koloru na płótnie, nie wcześniej. Kładąc go, pragnę, aby odpowiednio oddziaływał. 

Przypomina to trochę komponowanie muzyki, czyż nie?

Istotnie, jest takie podobieństwo. Kompozytor także zapewne szuka właściwego dźwięku. Tak samo jest z malowaniem. 

W Pani pracach przeważają niebieskości - kolor natury, wody i nieba, podobno pobudzający twórczość i wyobraźnię. Nie czuje się jednak, że to zimny kolor.

Wynika to stąd, że łączę go z innymi barwami, a one na siebie oddziałują. Namalowałam także mnóstwo obrazów z różnymi odcieniami czerwieni. To kolor, z którym eksperymentuję od dawna. Często mieszam kolory, ponieważ koloru również poszukuję, rzadko używam czystych barw. 

Roma Pilitsidis na wystawie "Tryptyk głogowski" w Galerii
Miejskiej we Wrocławiu, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Czy mogłaby Pani zdradzić, który z przedstawionych na wystawie obrazów uważa Pani za najbliższy sobie - w sensie spełnienia jakiegoś zamysłu?

Nie mam jakiejś szczególnie ulubionej pracy, wszystkie obrazy darzę jednakową sympatią. Gdybym jednak miała wskazać najbardziej reprezentatywny obraz, to byłoby to "Trwanie". Często do tego dyptyku nawiązuję. Uzupełniają się w nim dwie kompozycje: horyzontalna i wertykalna. Można sobie wyobrażać, że one się kiedyś przetną i powstanie kompozycja krzyża. 

Zauważyłam, że Pani obrazy noszą znaczące tytuły.

Tak, tytuły są czasem bardzo osobiste - odzwierciedlają zapis jakiejś ważnej sytuacji, która miała miejsce w momencie, gdy malowałam. Są więc zapisem ważnych zdarzeń w moim życiu albo utrwaleniem wydarzeń towarzyszących. Nie da się uciec od przeżyć - naszych albo bliskich nam osób, nawet jeżeli uprawia się malarstwo abstrakcyjne. 

Dziękuję za rozmowę.

Rozmowa o wystawie „Mity, symbole, abstrakcje” w Galerii Miejskiej we Wrocławiu.

Zainteresowanych malarstwem Romy Pilidsidis odsyłam do strony internetowej artystki: TUTAJ.

sobota, 1 grudnia 2018

"Grupa Krakowska" - przekrojowa wystawa awangardy lat 30. w Muzeum Narodowym we Wrocławiu /relacja/

Od 2. grudnia 2018 roku Muzeum Narodowe we Wrocławiu prezentuje wyjątkową wystawę poświęconą Grupie Krakowskiej, będącej jednym z najciekawszych zjawisk w pejzażu artystycznym Polski lat 30. Wystawa ma charakter monograficzny, przy czym po raz pierwszy członkowie przedwojennej awangardy prezentowani są tak szeroko. Wystawa powstała we współpracy z Muzeum Narodowym w Krakowie, ale zbiory pochodzą z różnych źródeł, także prywatnych, stąd unikatowość ekspozycji.

Maria Jarema, Kompozycja z klatką, ok. 1930, fot. MN

Pierwsza Grupa Krakowska

Na wystawie znalazły się także prace polskich awangardowych artystów, którzy byli mistrzami i mentorami młodych, m.in. Leona Chwistka oraz Władysława Strzemińskiego, ale przede wszystkim można oglądać obrazy, grafiki, rzeźby i szkice scenograficzne członków nieformalnej grupy zwanej Grupą Krakowską. Podobnie jak lwowska grupa Artes, odcina się ona od konstruktywistycznej ideologii i czystej abstrakcji, powraca do sztuki przedstawiającej, nobilituje znaczenie przeżycia artystycznego, wyobraźni, a także tematu w sztuce. Pierwsza Grupa Krakowska ukonstytuowała się w latach 1929-1931, choć formalnie jej nazwa pojawiła się w życiu artystycznym dopiero w 1933 roku - wraz z pierwszą oficjalną wystawą. Powstanie ugrupowania zainicjowało kilkoro zamiejscowych studentów Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie: Leopold Lewicki, Henryk Wiciński, Janusz Woźniakowski, Maria Jarema, Jonasz Stern i Andrzej Stopka. Do nich przyłączyli się następnie inni studenci, którym nie w smak były metody nauczania na ASP, hołdujące młodopolskiemu statusowi artysty.
Władysław Strzemiński, Martwa natura, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek
Byliśmy zahipnotyzowani ich malarstwem - poetyką Chagalla, dramatycznością Picassa, porządkiem Légera, ostrością polityczną Grosza, charakterem i formą nowoczesnego teatru Piscatora - pisał po latach Jonasz Stern. Jeśli chodzi o polskich artystów, szczególnie zainteresowały nas idee Szczuki, teoria widzenia Strzemińskiego, koncepcje architektoniczne Syrkusów, malarstwo Stażewskiego. Często bywał w Krakowie Leon Chwistek (...). Nasza praca artystyczna rozwinęła się w klimacie idei tych artystów, często bardzo różniących się od siebie, ale torujących drogę nowej wizji świata i związanych z postępowym ruchem społecznym.

Leopold Lewicki, Arsenał, 1932, fot. MN
Większość członków grupy miała poglądy lewicowe, co znalazło odbicie w tematyce ich prac i co przyczyniło się do usunięcia z wystawy ich obrazów, rewizji, aresztowań i relegowania z uczelni trzech członków grupy. Pozostałym udzielono nagan lub zawieszono w prawach studenta. Nieformalnym patronem artystów stał się Leon Chwistek, po tym jak przychylnie skomentował w prasie ich wystawę w Domu Artystów przy pl. Świętego Ducha. Przede wszystkim zaś doprowadził do zorganizowania pierwszej oficjalnej ekspozycji Grupy Krakowskiej, otwartej w październiku 1933 roku we Lwowie oraz następnych, w kolejnych latach.

Stanisław Osostowicz, Scena uliczna z Krzemieńca, ok. 1936, MN
Członkowie Grupy oddawali się nie tylko działalności artystycznej, organizowali dyskusje i odczyty, założyli także propagandowy teatr plastyczny Cricot, do którego laki i dekoracje wykonywali Henryk Wiciński, Jonasz Stern i Maria Jarema. Stworzyli także własny teatrzyk satyry politycznej pod nazwą Szopka krakowską, który cieszył się wielką popularnością. To polityczne zaangażowanie przypieczętowało zresztą losy Grupy: w 1937 roku zostali usunięci ze Związku Zawodowego Polskich Artystów Plastyków, a w rezultacie najważniejsi członkowie opuścili Kraków.

Wrocławska wystawa Grupy Krakowskiej


Ekspozycja jest rodzajem opowieści o twórczości bardzo młodych ludzi - wyjaśniała podczas konferencji prasowej autorka i kuratorka wystawy, Barbara Ilkosz. Byli to studenci Akademii Krakowskiej związani nie tylko w Krakowem, ale również z Kresami, łącząc w ten sposób dwie tradycje. Ich twórczość odzwierciedla atmosferę lat 30. ubiegłego wieku.

Maria Jarema, fot. Anna Kowalów


Podkreślała również fakt, że artystów łączyły nie tylko poglądy polityczne, te bowiem zmieniały się, ale przede wszystkim ludzie ci byli ze sobą zaprzyjaźnieni, często się spotykali, o czym przypomina początek ekspozycji, pełen portretów i autoportretów młodych artystów.

Cała ekspozycja liczy ok. 300 prac, a wśród nich obrazy, rysunki, szkice scenografii, kostiumów, rzeźby... Pokazano bardzo różnorodną twórczość tych artystów, począwszy od studenckich pejzaży, które malowali na Lubelszczyźnie, w Tatrach, na Wołyniu. Odrębny zbiór prac stanowią obrazy ujawniające ich wrażliwość społeczną - szkice uliczne przedstawiające sceny z życia proletariatu - prostych robotników, ludzi różnych zawodów, a także demonstracje polityczne. W osobnym dziale przedstawiono folklor galicyjski, którego patronem był Leon Chwistek. Ostatni dział stanowią eksperymenty w obszarze sztuki abstrakcyjnej. Rodzaj aneksu stanowią obiekty prezentujące działalność teatralną członków Grupy.

Fryderyk Pautsch, Targ w Kołomyim fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Losy artystów były często tragiczne - wybuch II wojny i prześladowania stały się przyczyną śmierci wielu z nich, spowodowały także utratę części dzieł. Ci, którzy przeżyli, zawiązali w 1957 roku Drugą Grupę Krakowską, której siedzibą stały się Krzysztofory. Ale to już inna historia.

wystawa Grupa Krakowska 1932–1937
od 2 grudnia 2018 r. do 31 marca 2019 roku
kurator: Barbara Ilkosz
miejsce: Pawilon Czterech Kopuł



Mozart – "Requiem" w Narodowym Forum Muzyki /zapowiedź/

6 listopada o 19.00 w Narodowym Forum Muzyki angielski dyrygent Jonathan Nott, uznawany za wybitnego interpretatora muzyki współczesnej, pod...

Popularne posty