Tytuł bloga powstał z inspiracji prozą Brunona Schulza, w której wielokrotnie, w różnych kontekstach, pada to tajemniczo brzmiące słowo, znaczące o wiele więcej niż „składniki”, bo mające rangę metafory, symbolu…
Kulturalne Ingrediencje nie jest blogiem monotematycznym, np. książkowym czy filmowym. Łączę w nim wszystkie moje pasje w jedną całość. Znajdują się tu teksty dotyczące literatury, filmu, muzyki i sztuk plastycznych. Ponadto rozmowy z artystami i własne zapiski.To także moje archiwum.
26 kwietnia melomani mogli przeżyć prawdziwą muzyczną ucztę, podczas której w obfitości serwowano kompozycje Josepha Haydna. I, nawiązując do znakomitej filmowej "Uczty Babette" Gabriela Axela, tę muzyczną przygotował dla nas Giovanni Antonini, Il Giardino Armonico, Kammerorchester Basel oraz armeńska sopranistka Lilit Davtyan. Cóż to był za wieczór!
Lilit Davtyan, Giovanni Antonini, Il Giardino Armonico, Kammerorchester Basel, fot. Karol Sokołowski
Maestro Antonini zaprezentował dwie symfonie Haydna oraz wybór arii z oper kompozytora, co jest efektem jego zaangażowania w projekt Haydn 2032. W tym roku bowiem przypada trzechsetna rocznica urodzin austriackiego kompozytora. W związku z tym Fundacja Josepha Haydna z Bazylei połączyła siły z wytwórnią Alpha, aby nagrać komplet 107 symfonii kompozytora. Kierownictwo artystyczne tego ambitnego projektu powierzono Giovanniemu Antoniniemu, który podzieli nagrania między swój zespół Il Giardino Armonico a Kammerorchester Basel, którą regularnie dyryguje. Celem owego projektu jest uczczenie pamięci jednego z najważniejszych kompozytorów w historii muzyki, jednego z najpłodniejszych (napisał ponad 300 utworów wielkoformatowych, symfonii, kwartetów smyczkowych, sonat fortepianowych, koncertów, oratoriów i oper), ale także jednego z najsubtelniejszych. Postrzegając muzykę Haydna jako „kalejdoskop ludzkich emocji”, Giovanni Antonini postanowił zająć się symfoniami nie w kolejności chronologicznej, lecz w programach tematycznych („La passione”, „Il losofo”, „Il distratto” itd.). Co więcej, włoski dyrygent uważa za istotne powiązanie tych dzieł z utworami innych kompozytorów współczesnych Haydnowi lub w jakiś sposób z nim związanych. Dlatego też, obok jego symfonii, na płytach znajdą się także utwory takich twórców, jak Gluck, W.F. Bach, Mozart, Cimarosa i Kraus.
Lilit Davtyan, Giovanni Antonini, Il Giardino Armonico, Kammerorchester Basel, fot. Adam Sokołowski
Symfonie zaprezentowane podczas koncertu pochodzą z londyńskiego okresu twórczości Haydna. Dwanaście tzw. "Symfonii londyńskich", skomponowanych w latach 1791 - 1795 oraz Symfonia "oksfordzka", stanowią szczytowe osiągnięcia twórczości tego kompozytora. Żadne inne partytury Haydna nie mają takiej wirtuozerii instrumentacyjnej, niebanalnego zastosowania środków formalnych, zadziwia wprost wyobraźnia kompozytora.
Podczas pierwszej części niedzielnego koncertu usłyszeliśmy Symfonię 96 w tonacji D-dur, zatytułowaną "Cud". Jej nazwa nie pochodzi od samego kompozytora, lecz z opowieści o tym, jak podczas to premiery z sufitu sali koncertowej spadł żyrandol. Publiczność zdołała "cudem" uniknąć uderzenia, ponieważ ruszyła ku estradzie, by oklaskiwać z entuzjazmem kompozytora. Skoro jednak czas żyrandoli odpłynął w przeszłość w salach tak nowoczesnych, jak NFM, mogliśmy się tego nie obawiać, a mając w perspektywie mistrzowskie wykonanie utworu, nie musieliśmy obawiać się jakości wykonania. Jedynym "zgrzytem" były oklaski pomiędzy poszczególnymi częściami utworu. 😅
Symfonia 96 D-dur jest "cudna" przede wszystkim za sprawą swego brzmienia. W środkowym odcinku żywej części pierwszej zwraca uwagę prawdziwie beethovenowski efekt: Haydn kończy w Fis-dur i po fermacie nieoczekiwanie zaczyna o pół tonu wyżej akordem w G-dur. Część powolna natomiast zdaje się nawiązywać w najlepsze do nastroju sztuki rokoka, zaś jej delikatny dźwięk i wykwintne, miękkie pastelowe barwy przywodzą na myśl malarstwo Watteau. Z kolei w części menuetowej słyszymy melodię taneczną o niewysłowionej słodyczy, silnie zakorzenioną w austriackim folklorze. Finał Vivace jest rodzajem błyskotliwego perpetum mobile, pozwalającego Haydnowi na zaprezentowanie niesamowitej pomysłowości w osiąganiu różnorodnych efektów humorystycznych, przy jednoczesnym wytrwałym trzymaniu się tego samego rytmu.
Pierwszą część koncertu dopełnił recytatyw i aria z opery "Dusza filozofa albo Orfeusz i Eurydyka" oraz aria z opery L’isola disabitata, Ostatnia opera Haydna:„Dusza filozofa albo Orfeusz i Eurydyka” została skomponowana w 1991 roku na zamówienie londyńskiego impresaria Johna Galliniego, który kierował King's Theatre. Dzieło nie zostało jednak wystawione za życia Haydna na skutek wydanego przez króla Jerzego III zakazu wystawiania oper włoskich w King's Theatre i na prapremierę sceniczną oczekiwało aż 160 lat. Dopiero w 1950 wiedeńskie Towarzystwo Haydnowskie zorganizowało nagranie „Duszy filozofa...”. W głównych rolach wystąpili: Herbert Handt (Orfeusz), Judith Hellwig (Eurydyka), orkiestrą zaś dyrygował Hans Swarowsky. Rok później, na festiwalu Maggio Musicale Fiorentino we Florencji, odbyła się sceniczna prapremiera opery. W partii Eurydyki wystąpiła Maria Callas, W 2001 w Covent Garden w roli Eurydyki wystąpiła Cecilia Bartoli, dyrygował zaś Christopher Hogwood. Lilit Davtyan, której mogliśmy posłuchać w roli Eurydyki, okazała się równie znakomitą interpretatorką, jak jej słynne poprzedniczki. Mimo młodego wieku, repertuar operowy armeńskiej śpiewaczki obejmuje dzieła Mozarta, Glucka, Donizettiego, Masseneta... Dysponuje pięknym, mocnym sopranem o urzekającej barwie i potrafi wyśpiewać nim zarówno smutek, rozpacz, jak i liryzm. A przy tym dysponuje wielką urodą i wdziękiem. Została przyjęta entuzjastycznie.
Lilit Davtyan, Giovanni Antonini, Il Giardino Armonico, Kammerorchester Basel, fot. Adam Sokołowski
Na koniec zabrzmiała Symfonia C-dur nr 97, która została ukończona w 1792 roku. Prawykonanie odbyło się w Hanover Square Rooms w Londynie 3 lub 4 maja 1792 roku. Po raz pierwszy wykonana w Anglii, dotarła na kontynent kilka lat później i została wykorzystana przez Ludwiga van Beethovena jako wzór dla nigdy nieukończonej Symfonii C-dur, a także przez Friedricha Witta dla Symfonii Jeneńskiej.
Symfonia rozpoczyna się powolnym wstępem, który celowo unika ustanowienia tonacji C-dur. Muzykolog Daniel Heartz opisał pierwsze takty jako bezpośredni cytat z Così fan tutte Mozarta. Cytat ów pochodzi z solowego pasażu na obój (melodia i harmonia), oznaczającego punkt kulminacyjny fabuły opery, gdy Fiordiligi ustępuje miejsca Ferrando. To właśnie podczas komponowania tej symfonii Haydn dowiedział się o niespodziewanej śmierci Mozarta. Będąc jeszcze w Wiedniu w 1790 roku uczestniczył w próbach tej opery na zaproszenie Mozarta. W powolnej części wariacyjnej pojawia się w sposób nieoczekiwany szczególnie emocjonujące wejście w forte trąbek i kotłów w drugiej wariacji. Jednak prawdziwym klejnotem, wyróżniającym się nawet w tej serii arcydzieł, jest Menuet, w którym Haydn przejawia swój fantastyczny zmysł instrumentatora. Finał tej symfonii manifestuje w sposób oczywisty radość. Jednakże pod koniec wprowadza kompozytor epizod przepojony tragiczną nutą, całkowicie zaskakując słuchaczy. Zaraz potem powraca wesoły nastrój - mroczne cienie spełniają rolę efektownego tła dla dominujących jasnych barw.
Całe to bogactwo obu symfonii Haydna, które próbowałam nieudolnie scharakteryzować, znalazło wrażliwego interpretatora w osobie Giovanniego Antoniniego i jego muzyków. Zarówno dobór utworów, ich piękno i różnorodność nabrały autentycznego blasku, który bez reszty owładnął zgromadzoną licznie publiczność Narodowego Forum Muzyki. I choć dobrych i bardzo dobrych koncertów tu nie brakuje, ten okazał się szczególny – była to prawdziwa muzyczna uczta!
13 marca o 19.00 w Narodowym Forum Muzyki zostanie zaprezentowany koncert pod wiele mówiącym tytułem "Powrót do domu". Tym, który powraca, jest kostarykański dyrygent Giancarlo Guerrero – poprzedni dyrektor artystyczny NFM Filharmonii Wrocławskiej. Maestro niejednokrotnie podkreślał, że czuje się we Wrocławiu jak w domu, nic więc dziwnego, że tym razem wybrał do swojego programu utwór, który właśnie o domu opowiada. Oprócz niego zabrzmi barwna i ciesząca się dużą popularnością symfonia Josepha Haydna. Przed koncertem, o 18.00 odbędzie się spotkanie ze skrzypkiem Marcinem Danilewskim, koncertmistrzem NFM Filharmonii Wrocławskiej, które poprowadzi Agnieszka Ostapowiecz.
Giancarlo Guerrero, fot. Łukasz Rajchert
Symfonia G-dur Hob. I/100 Josepha Haydna, zwyczajowo nazywana „Wojskową”, wchodzi w skład zbioru „Symfonii londyńskich” napisanych w latach dziewięćdziesiątych XVIII wieku na zamówienie działającego w stolicy Anglii impresaria Johanna Petera Salomona. Nowatorskim rozwiązaniem było wówczas użycie w niej instrumentarium perkusyjnego: trójkąta, talerzy i wielkiego bębna, które pojawiają się w drugim i czwartym ogniwie symfonii – w ten sposób twórca nawiązał do muzyki wojskowej. Akcenty tego typu pojawiają się także w partii trąbki, która w pewnym momencie stylizowana jest na militarną fanfarę. O fenomenie tego dzieła stanowią nie tylko wskazane zabiegi, ale także wielki dar melodyczny Haydna.
Kompozycja Haydna będzie grać rolę wstępu do rozbudowanego, późnoromantycznego dzieła programowego autorstwa Richarda Straussa. Mowa o ukończonej w 1903 roku Symphonia domestica, która – podobnie jak poemat symfoniczny Życie bohatera – jest utworem autobiograficznym. Niemiecki artysta uważał bowiem, że wydarzenia z jego własnego życia rodzinnego są świetnym materiałem w twórczości kompozytora – tak samo dobrym, jak dramat Szekspira czy rozprawa filozoficzna Nietzschego. W barwnie orkiestrowanej symfonii pojawiają się grupy tematów charakteryzujące zarówno samego Straussa, jak i jego najbliższych – żonę Paulinę i syna Franza, którym twórca ją zadedykował. Ogniwo drugie przedstawia radosne zabawy dziecięce, trzecie – zmysłową scenę miłosną pomiędzy małżonkami. Kończy się ona dźwiękiem budzika (siódmą rano symbolizuje siedem sygnałów dzwonka), po którym następuje finał rozpoczynający się od porannej krzątaniny oddanej poprzez wirtuozowską fugę. Jest to dzieło niezwykle wymagające dla orkiestry, dlatego też jego realizacji podejmują się jedynie najlepsze zespoły. Sam Strauss przed prawykonaniem w Nowym Jorku pod jego batutą zażyczył sobie aż piętnastu prób!
Program:
J. Haydn Symfonia G-dur Hob. I/100 „Wojskowa”
***
R. Strauss Symphonia domestica op. 53
Wykonawcy:
Giancarlo Guerrero – dyrygent
NFM Filharmonia Wrocławska
Czas trwania:
120 minut
Marcin Danilewski, fot. Łukasz Rajchert
Spotkajmy się w NFM – Marcin Danilewski
Skrzypek. Pochodzi z rodziny o dużych tradycjach muzycznych. Już w wieku 4 lat rozpoczął naukę gry na skrzypcach. Ukończył Uniwersytet Muzyczny F. Chopina w Warszawie w klasie K. Jakowicza oraz Universität Mozarteum w Salzburgu w klasie I. Ozima. Jest laureatem wielu konkursów, m.in. Międzynarodowego Konkursu im. T. Wrońskiego na Skrzypce Solo w Warszawie i Międzynarodowego Konkursu im. P. Czajkowskiego dla Młodych Muzyków w Kurashiki (Japonia). Jako solista występuje z takimi zespołami jak NFM Filharmonia Wrocławska, Orkiestra Symfoniczna Filharmonii Opolskiej, Tatrzańska Orkiestra Klimatyczna, West Side Sinfonietta czy Salonorchester St. Moritz. Jako koncertmistrz gościnny współpracował z Mozarteumorchester Salzburg, Singing Europe Orchestra, Filharmonią Dolnośląską i Neue Lausitzer Philharmonie. Artysta jest też cenionym kameralistą – występuje z Lutosławski Quartet, Silius Trio, Camerata Galiciana Trio i NFM Ensemble. Jest koncertmistrzem NFM Filharmonii Wrocławskiej i orkiestry Camerata Pontresina. Gra na skrzypcach „Raffaele ed Antonio Gagliano”.
30 stycznia o 19.00 w Narodowym Forum Muzyki we Wrocławiu zabrzmi "Stabat Mater" Antonina Dvořáka w wykonaniu znakomitych solistów, Chóru NFM i NFM Filharmonii Wrocławskiej pod batutą maestro Paula McCreesha.
Paul Mc Creesh, fot. Ben Wright
„Stoi matka obolała, łzy pod krzyżem przepłakała, gdy na krzyżu Syn jej mrze” – tak rozpoczyna się tekst trzynastowiecznej sekwencji Stabat Mater w tłumaczeniu Mirona Białoszewskiego. Jest to niezwykle poruszający obraz cierpienia Matki Boskiej, który okazał się inspirujący dla wielu wybitnych twórców. Josquin des Prez, Orlando di Lasso, Antonio Vivaldi, Joseph Haydn, Gioacchino Rossini, Giuseppe Verdi, Karol Szymanowski, Francis Poulenc, Krzysztof Penderecki czy Arvo Pärt – to tylko niektórzy autorzy jego opracowań. Maestro Paul McCreesh zdecydował się zaprezentować jednak to autorstwa czeskiego twórcy Antonína Dvořáka, uznawane za jedno z największych dzieł muzyki oratoryjnej napisanych w XIX wieku.
Impulsem do tworzenia często są dla artystów wydarzenia z ich życia. Tak było też w przypadku Dvořáka i jego wersji Stabat Mater. Twórca rozpoczął pisanie w lutym 1876 roku, zapewne w reakcji na śmierć swojej córeczki, Josefy, w sierpniu poprzedniego roku. Los nie był dla niego łaskawy także i później – zanim utwór został ukończony w listopadzie 1877 roku odeszło jeszcze dwoje dzieci twórcy: syn Otakar i córka Růžena. Stabat Mater Dvořáka jest kompozycją monumentalną, jeśli chodzi zarówno o czas trwania, jak i o zastosowaną obsadę. Autor przewidział w niej udział czworga solistów, chóru mieszanego, a także rozbudowanej orkiestry i organów. Nie jest to jednak muzyka rozpaczy. Twórca nie epatuje w niej swoim cierpieniem. Można wręcz odnieść wrażenie, że konfrontacja z tematem śmierci dziecka Matki Boskiej była dla niego sposobem na pogodzenie się z własnymi stratami. To dzieło kontemplacyjne, zaskakująco pogodne, pełne czułości. Intryguje także jego barwność oraz wyrafinowanie i zróżnicowanie w zakresie orkiestracji poszczególnych ogniw, niezwykle umiejętnie podtrzymujące uwagę odbiorcy.
Prawykonanie dzieła w Pradze w 1880 roku spotkało się z ciepłym przyjęciem krytyki, ale jeszcze większym sukcesem były prezentacje kompozycji pod batutą twórcy w 1884 roku w Royal Albert Hall w Londynie oraz w Birmingham. Rozkochani w muzyce chóralnej Anglicy zachwycili się dorobkiem czeskiego artysty i chętnie zamawiali u niego kolejne utwory, których wykonania ugruntowały międzynarodową sławę, jaką cieszył się Dvořák. Nie można jednak zapominać, że jego Stabat Mater jest przede wszystkim zaproszeniem do współodczuwania – zgodnie ze słowami sekwencji: „Niech pod krzyżem z Tobą stoję, niech łzy Twoje będą moje”.
17 stycznia o 18.00 w Narodowym Forum Muzyki odbędzie się kolejny koncert z cyklu Better Together. Kierownik artystyczny zespołu, skrzypek Alexander Sitkovetsky, zaprasza do muzycznej współpracy znakomitych solistów z Polski i zagranicy. W samym środku zimy NFM odwiedzi niezrównany wiolonczelista Jan Vogler, który wraz z wrocławskimi muzykami wykona Koncert wiolonczelowy C-dur Josepha Haydna. Oprócz tego zabrzmią Symfonia c-moll nr 52 klasyka oraz popularna Capriol Suite Petera Warlocka.
Jan Vogler/NFM
Znajdujący się u szczytu kariery wiolonczelista nagrał już ponad czterdzieści albumów. Wirtuoz porusza się po wszechstronnym repertuarze: z jednej strony utrwala muzykę niemieckich klasyków wszech epok, a z drugiej ma na swoim koncie płyty quasi-rozrywkowe. Przykładem może być ta zrealizowana wspólnie z przyjacielem, amerykańskim komikiem Billem Murrayem. Oprócz takich nieoczywistych przykładów współpracy Vogler słynie z wyjątkowego brzmienia, które wydobywa z instrumentu Stradivariego. Z pewnością wielu melomanów miło wspomina jeden z listopadowych wieczorów 2017 roku. Artysta wraz z NFM Filharmonią Wrocławską wykonał wtedy Koncert wiolonczelowy e-moll Edwarda Elgara. Jakie wrażenia pozostawi po sobie tym razem?
Pojawienie się Voglera na scenie poprzedzi wykonanie Capriol Suite – bodajże najbardziej rozpoznawalnego dzieła otoczonego legendą angielskiego kompozytora Petera Warlocka. Szereg pomysłowo stylizowanych renesansowych tańców opartych na autentycznym materiale wyróżnia się na tle spuścizny twórcy, składającej się przede wszystkim z pieśni. Gdy na scenę wkroczy solista, wykonany zostanie Koncert wiolonczelowy C-dur Josepha Haydna. Trudno uwierzyć, że utwór ten został odkryty dopiero w 1961 roku. Mimo że przez wieki uważany był za zaginiony, dziś stanowi kluczowy element wiolonczelowego repertuaru. Należy do wczesnego klasycyzmu zawierającego jeszcze formalne relikty baroku. Kontrastować z nim będzie późniejsza Symfonia c-moll – dzieło o około dziesięć lat młodsze, w którym błysk i wdzięk okresowo przesłaniane są przez ołowiane burzowe chmury. Jest to przykład słynnego Sturm- und Drangperiode.
Program:
P. Warlock Capriol Suite
J. Haydn I Koncert wiolonczelowy C-dur Hob. VIIb:1; Symfonia c-moll nr 52 Hob. I:52
Wykonawcy:
Alexander Sitkovetsky – skrzypce, kierownictwo artystyczne NFM Orkiestry Leopoldinum
31 stycznia 2025 Narodowe Forum Muzyki zaprasza na koncert NFM Filharmonii Wrocławskiej pod batutą Omera Meira Wellbera oraz jednego z najznamienitszych wirtuozów fortepianu - Piotra Anderszewskiego. Usłyszymy wczesny koncert Ludwiga van Beethovena oraz dzieła Alfreda Schnittkego i Dmitrija Szostakowicza.
Piotr Anderszewski, fot. materiały prasowe NFM
Wieczór otworzy Koncert C-dur op. 15 Ludwiga van Beethovena. Chociaż jest znany jako pierwszy z koncertów fortepianowych tego kompozytora, napisany został już po II Koncercie B-dur. Zwyczajowo utrwalona numeracja wzięła się z kolejności publikacji tych utworów, przez którą przyjęto także sprzeczną z datami powstania numerację owych dzieł. Koncert C-dur wykazuje jeszcze wpływy twórczości Josepha Haydna i Wolfganga Amadeusa Mozarta. Jest pogodny w nastroju, wyważony pod względem proporcji, utrzymany w tradycyjnym trzyczęściowym schemacie formalnym. Wyrazistą osobowość Beethovena zdradzają odważne momentami pomysły harmoniczne. Pierwszym odtwórcą błyskotliwej i wirtuozowskiej partii solowej był sam kompozytor, który prawykonał utwór w 1800 roku w Wiedniu.
Drugą część koncertu rozpocznie wykonanie dzieła Alfreda Schnittkego – Moz-Art à la Haydn. Powstało ono w 1977 roku i przeznaczone jest na dwoje skrzypiec oraz małą orkiestrę smyczkową. W utworze tym twórca w swobodny sposób operuje cytatami z rozmaitych dzieł Haydna i Mozarta. Pierwszy z tych kompozytorów reprezentowany jest przez fragmenty Symfonii fis-moll „Pożegnalnej”, drugi zaś przez cytat z Symfonii g-moll KV 550 oraz szkice z nieukończonej humorystycznej pantomimy. Materiał z nich pochodzący został przez Schnittkego przetworzony z wykorzystaniem współczesnych środków artykulacyjnych i harmonicznych, co daje wrażenie słuchania klasyków wiedeńskich zaprezentowanych w krzywym zwierciadle. Równie ważne są w tym dziele także elementy performansu. Wykonanie Moz-Art à la Haydn rozpoczyna się przy zgaszonym świetle, zaś w finale muzycy opuszczają estradę jeden po drugim, a na końcu zostaje na niej tylko odmierzający czas dyrygent.
Zabrzmi także IX Symfonia Es-dur Dmitrija Szostakowicza, napisana w 1945 roku. Kompozytor zapowiadał wcześniej stworzenie potężnego dzieła przeznaczonego na wielką orkiestrę, chór i solistów, będące apoteozą zwycięstwa nad faszystowskimi Niemcami. W zamian skomponował przejrzysty, krótki, zwarty i pełen dowcipu utwór, całkowicie pozbawiony patosu. Publiczność co prawda z miejsca pokochała IX Symfonię, ale radziecka krytyka zgromiła ją za rzekomą „ideologiczną słabość”, a cenzura wkrótce zakazała jej wykonywania. Dziś Dziewiąta Szostakowicza zajmuje stałe miejsce w repertuarze orkiestr, ale, jak w przypadku wielu dzieł tego artysty, jest to utwór z kluczem. Kompozytor umieścił w nim bowiem zakamuflowane cytaty z innych sławnych „dziewiątych”, w tym z tej najbardziej chyba znanej, autorstwa Ludwiga van Beethovena.
Program:
L. van Beethoven I Koncert fortepianowy C-dur op. 15
Z okazji jubileuszu 10-lecia istnienia Chóru NFM rozmawiam z jego założycielką i dyrygentką – Agnieszką Franków-Żelazny, która opowiada o swojej muzycznej karierze i o tym, że warto odkrywać perły tam, gdzie ich nikt nie szuka.
Barbara Lekarczyk-Cisek: W tym roku założony przez Panią Chór Narodowego Forum Muzyki świętuje jubileusz 10-lecia istnienia, ale przecież to nie pierwszy i nie jedyny chór, który Pani prowadziła. Podobno stworzyła Pani chór już w Głubczycach, kiedy sama była jeszcze uczennicą liceum…
Agnieszka Franków-Żelazny: Kiedy byłam uczennicą szkoły średniej, zaczęłam śpiewać w chórze licealnym i tam zrodziła się moja pasja do chóralistyki. Wcześniej chodziłam wprawdzie do szkoły muzycznej, ale uczyłam się gry na fortepianie, a później na flecie. Będąc uczennicą ósmej klasy grałam na fortepianie z okazji rocznicy obchodów Dnia Niepodległości, podczas których śpiewał także chór licealny. Kiedy ich usłyszałam, zapragnęłam śpiewać w chórze. A że jego dyrygent był jednocześnie nauczycielem szkoły muzycznej, zapytałam go, czy jest to możliwe. Zaproponował, abym przyszła po zdanych egzaminach wstępnych do liceum. A ponieważ zostałam laureatką szczebla wojewódzkiego Olimpiady Biologicznej, już w lutym wiedziałam, że nie muszę zdawać egzaminów do szkoły średniej. Od razu pobiegłam z tą radosną wieścią do Tadeusza Eckerta – owego dyrygenta – i ponownie poprosiłam o przyjęcie do chóru. Tym razem zgodził się i już od ósmej klasy zaczęłam śpiewać w chórze głubczyckiego liceum. Ponieważ umiałam grać na fortepianie, często zdarzało mi się prowadzić próby sekcyjne.
Spotkanie z członkami licealnego choru z liceum w Głubczycach, fot. z archiwum artystki
Na początku trzeciej klasy zostałam zapytana przez dyrektora, czy nie podjęłabym się poprowadzenia scholi przy kościele parafialnym w Grobnikach. Przyjęłam tę propozycję i od tej pory dwa razy w tygodniu jeździłam tam (a właściwie zawozili mnie rodzice chórzystów) i prowadziłam próby z czterdziestką cudownych dzieciaków od siedmiu do piętnastu lat. Część z nich kontynuowała potem edukację muzyczną. Jedna z dziewcząt przyjechała do Wrocławia na studia i śpiewała w Chórze Akademii Medycznej przez wiele lat, a dwaj bracia kontynuowali edukację muzyczną i śpiewają obecnie w zespołach Mazowsza i Śląska.
Warto było jeździć do Grobnik!
O tak, warto było! Czasami w takich małym miejscowościach można znaleźć perełki. Być może, gdyby nie początki w tym chórze, wiele z tych dzieci nie odkryłoby swojego powołania. Nie wiemy wprawdzie, w jaki sposób wpływamy na innych i w kim zakiełkuje posiane przez nas ziarno, ale warto to robić.
A jak było z Panią? Miała Pani muzyków rodzinie?
O tym, że rozpoczęłam edukację muzyczną, zdecydował właściwie przypadek. Kiedy moja młodsza o dwa lata siostra kończyła przedszkole, szkoła muzyczna w moim rodzinnym mieście prowadziła badania predyspozycji muzycznych. Rodzice otrzymali informację, że warto posłać siostrę na zajęcia muzyczne, co uznali za wyróżnienie. Zdecydowali się więc na posłanie siostry do szkoły muzycznej, ale ponieważ była mała i wymagała opieki, uznali, że dobrze by było, abym jej towarzyszyła. Wobec tego i ja zdałam pomyślnie egzamin. Ostatecznie siostra została farmaceutką, a ja zajęłam się muzyką zawodowo. Najpierw jednak ukończyłam szkołę muzyczną I stopnia, w klasie fortepianu i zapragnęłam kontynuować naukę, ale w Głubczycach nie było takich możliwości, więc wybrałam flet. Kiedy po maturze dostałam się do Wrocławia na studia biologiczne, jednocześnie kontynuowałam naukę gry na flecie w szkole muzycznej II stopnia.
A co ze śpiewem?
Po przyjeździe do Wrocławia miałam marzenie, aby śpiewać w chórze. Ponieważ zachwycił mnie Chór Kameralny Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza, kierowany przez Krzysztofa Szydzisza, gotowa byłam z tego powodu przenieść się na studia do Poznania. We Wrocławiu miałam jednak oparcie w rodzinie i nie zdecydowałam się na taki krok. Rozejrzałam się więc za chórami we Wrocławiu i w rezultacie zaczęłam śpiewać w Chórze Politechniki Wrocławskiej, pod dyrekcją Piotra Ferensowicza. Tam właśnie poznałam panią Iwonę Klein-Polak, która nie tylko była wieloletnią chórzystką, ale także zajmowała się emisją głosu. Uznała, że powinnam kontynuować naukę śpiewu i poleciła mi odpowiedniego pedagoga. W rezultacie w następnym roku rozpoczęłam równolegle ze studiami i fletem naukę śpiewu – najpierw w Państwowej Szkole Muzycznej II stopnia. Na koniec zdecydowałam się zdawać na Akademię Muzyczną – na Wydział Wokalny. Jednocześnie prowadziłam przez kilka lat chór ”Con Amore” w Zespole Szkół nr 1, gdzie pracowałam jako nauczycielka biologii. Po moim powrocie z urlopu macierzyńskiego okazało się jednak, że chór się rozpadł, mimo prób kontynuacji tego, co rozpoczęłam. Wydaje mi się, że to dowód na to, jak ważne są relacje międzyludzkie – chór przywiązuje się do dyrygenta, szczególnie w przypadku dzieci i młodzieży.
A. Frankow-Zelazny z Chórem Śpiewająca Polska, fot. z archiwum artystki
Kolejny Pani Chór – na Akademii Medycznej – istniał za to znacznie dłużej. Jak doszło do jego powstania?
Na to także należy spojrzeć w szerszej perspektywie. Otóż kiedy założyłam w 1998 roku ”Con Amore”, osoby, które śpiewały wraz ze mną chórze w Głubczycach, przyjeżdżały w tym czasie do Wrocławia na studia i chciały śpiewać w chórze licealnym. Okazało się jednak, że różnica mentalności i doświadczenia pomiędzy uczniami a studentami mającymi za sobą kilka lat śpiewania w chórze, jest zbyt duża. Zaczęła we mnie wówczas dojrzewać myśl, aby stworzyć oddzielny chór – akademicki. Zanim powstał przy Akademii Medycznej, funkcjonował już w budynku szkoły jako Wrocławski Chór Międzyuczelniany. W pewnym momencie uznaliśmy jednak, że potrzebujemy mecenasa. Okazało się wówczas, że tylko Akademia Medyczna nie ma chóru, więc zgłosiłam się do rektoratu uczelni i w konsekwencji zostałam umówiona na spotkanie z prorektorem, Zygmuntem Grzebieniakiem, któremu zaproponowałam stworzenie chóru. Ponieważ nie wiązało się to z żadnymi wydatkami, wyrażono zgodę i udostępniono nam salę do prób. I tak od października 2000 roku chór zaczął funkcjonować. Działa zresztą nadal, choć od dwóch lat już nie pod moją dyrekcją.
Pani kariera kojarzy mi się z nietypową drogą do muzyki Philippe Herreweghe, który na życzenie ojca ukończył psychiatrię, ale i tak poświęcił się muzyce. Pani ukończyła biologię, a jednak z powodzeniem rozwinęła swoje pasje muzyczne.
Moi rodzice również pragnęli, aby ukończyła medycynę, zamiast zajmować się muzyką. Może by się tak stało, bo ta dziedzina mnie interesowała, ale wszystko się zmieniło, gdy znalazłam się w chórze. Dla rodziców wybór muzyki był początkowo ciosem, bo zawód lekarza kojarzył się im z prestiżem i materialną stabilizacją, a zawód muzyka – z czymś niepewnym. Biologia była rodzajem kompromisu. Kiedy jednak ma się do pokonania jakiś opór, to człowiek bardziej się utwierdza w tym, co pragnie robić. Rodzice przestali się martwić, kiedy zobaczyli, że mimo wszystko radzę sobie, pracując zarobkowo już na piątym roku studiów, Dziś są bardzo ze mnie dumni i wspierają mnie w moich muzycznych przedsięwzięciach.
Prowadzenie chórów sprawiło też, że zdecydowała się Pani studiować dyrygenturę…
Przez wiele lat prowadziłam chóry nie mając świadomości, że nie działam jak profesjonalny dyrygent. Kiedy mi to uświadomiono, zaczęłam się kształcić w tym kierunku. Dziś praca z chórem zajmuje mi mniej czasu, niż kiedyś, gdy musiałam większość rzeczy tłumaczyć. Teraz wiem, że mogę to pokazać gestem.
A w jakich okolicznościach trafiła Pani do Filharmonii Wrocławskiej, czyli obecnego Narodowego Forum Muzyki, by założyć swój kolejny wspaniały chór?
Jako studentka Wydziału Wokalnego miałam zajęcia z Andrzejem Kosendiakiem i zrobiliśmy wspólnie parę projektów, podczas których mógł obserwować, jak pracuję z chórem. Jesienią 2005 roku, kiedy został dyrektorem Filharmonii, zaproponował mi stworzenie chóru. Podjęłam wyzwanie i umówiliśmy się, że przedstawię plan rozwoju chóru. Kiedy się ponownie spotkaliśmy jesienią tego roku, byłam w ciąży z moim drugim dzieckiem. Przedstawiłam przygotowany plan, ale zaoferowałam swoją pracę po wakacjach roku następnego. Wtedy dyrektor oznajmił mi, że to niemożliwe, bo po wakacjach chór ma już wystąpić podczas festiwalu Wratislavia Cantans. Wtedy dotarło do moje świadomości, że jest ktoś bardziej szalony ode mnie (śmiech) i w związku z tym dałam się porwać, bo też lubię wyzwania. I tak się stało! Zaproponowano mi listę osób, a poza tym rozejrzałam się za kolejnymi i tak powstał pierwszy skład chóru, w skład którego weszli doświadczeni chórzyści oraz muzycy. Zaprezentowaliśmy się po raz pierwszy – jak tego pragnął dyrektor Kosendiak – na Wratislavii, wykonując III Symfonię, Stabat Mater oraz Litanię do Marii Panny Karola Szymanowskiego.
Początkowo Chór Filharmonii Wrocławskiej pracował w systemie projektowym, bo nie było pieniędzy na etaty. Tak wyglądały pierwsze dwa lata. Ponieważ dyrektorowi Kosendiakowi chodziło jednak o posiadanie stałego zespołu, z czasem udało mu się zatrudnić chórzystów na pół etatu, a obecnie mamy czterdzieści etatów i od kilku lat dysponujemy stałym składem chóru.
Chór NFM pracuje bardzo intensywnie, bo mamy około czterdziestu koncertów w sezonie. Wymagania wobec śpiewaków stawały się coraz wyższe, toteż skład się zweryfikował. Przy takim tempie pracy w zespole chórzyści muszą być nie tylko utalentowani wokalnie, ale również samodzielni i bardzo dobrze czytający nuty.
Chór ciągle się rozwija, korzystając z możliwości, które pojawiają się w postaci tak wybitnych dyrygentów, jak choćby Paul McCreesh…
Istotnie, to jest nieustający proces. Cały czas mam wrażenie, że jesteśmy w drodze i każdy koncert jest przekraczaniem kolejnej granicy. Od początku istnienia Chór może liczyć na wsparcie dyrektora Andrzeja Kosendiaka, ale także szczególną troską otacza nas Paul McCreesh, doceniał go także Jacek Kaspszyk, programując koncerty w naszym udziałem. O tym, że chór śpiewa dobrze, świadczą nie tyle pochwały, co fakt, że jesteśmy zapraszani do różnych filharmonii i na różne festiwale.
Nagraliście także sporo interesujących płyt.
Istotnie, nagraliśmy cztery płyty a cappella, w tym jedną z muzyką i pod dyrekcją Boba Chilcotta. Wydaliśmy trzy płyty z serii, której celem jest ukazywać piękno polskiej muzyki chóralnej, m.in. ”Słowa dźwiękiem malowane”, ”Miłość na ludowo”, ”De Profundis”, a mamy w planach " Hymnus de Caritate", zawierającą zamówione przez nas utwory napisane do ”Pieśni nad Pieśniami”. Nagraliśmy także z Paulem McCreeshem: ”War Requiem” Brittena, ”Grande Messe des Morts” Berlioza, oratorium "Eliasz" Mendelssohna…
Agnieszka Franków-Żelazny z Paulem McCreeshem, Joseph Haydn, Pory roku – oratorium Hob. XXI, fot. B. Beszlej
Ale na Chórze NFM Pani nie poprzestała, podejmując nowe inicjatywy…
Te nowe pomysły rodzą się na bazie różnych istniejących inicjatyw w Polsce i zagranicą, m.in. chóru festiwalowego przy Wratislavia Cantans. Kiedy Paul McCreesh był dyrektorem festiwalu, przygotowywał co roku jakieś duże dzieło, do którego nie wystarczał sam Chór NFM. Uznaliśmy, że zamiast zapraszać inny chór, lepiej jest zbudować tradycję chóru festiwalowego. W rezultacie przez kilka lat robiliśmy regularne przesłuchania, w czym pomagał mi Anglik David Clegg, zajmujący się doborem artystów do zespołu Gabrieli Consort. Od niego nauczyłam się, na co trzeba zwrócić uwagę przy takich przesłuchaniach. Nasze doświadczenia stąd wynikające mogliśmy potem rozprzestrzeniać na całą Polskę. Kiedy McCreesh przestał być dyrektorem artystycznym Wratislavii, ta idea odeszła wraz z nim. Aby jednak tego cennego doświadczenia nie zaprzepaścić, napisałam projekt pod nazwą Polski Narodowy Chór Młodzieżowy. W tym czasie prowadziłam także Chór Polskiego Radia, aby uchronić go przed grożącą mu zapaścią. I kiedy z tego powodu rozmawiałam z ministrem Zdrojewskim, podjęłam również sprawę swojego projektu. Uznał, ze pomysł jest interesujący i jakiś czas potem, w kwietniu 2013 roku, przedstawiłam projekt w ministerstwie. Został przyjęty i dostaliśmy pieniądze na jego realizację. Po dwóch latach prowadzenia tego projektu zostałam ponownie zaproszona do ministerstwa na rozmowę dotyczącą Śpiewającej Polski. Zaproponowano wówczas połączenie obu projektów. Śpiewająca Polska była prowadzona przez Narodowe Centrum Kultury, ale merytorycznie odpowiadał za nią festiwal Wratislavia Cantans. Jako Narodowe Forum Muzyki przygotowaliśmy taki projekt i został on zaakceptowany z końcem 2014 roku. I tak od stycznia 2015 roku rozpoczęliśmy realizację projektu Akademia Chóralna. Zostałam dyrektorem programowym Akademii i od tej pory możemy robić tak cudowne rzeczy, jak choćby koncert, w którym wzięło udział 350 dzieci z całej Polski. Dla nich zamówiliśmy specjalną kompozycję oraz układ choreograficzny. Z końcem października miał miejsce finał chórów licealnych. W ramach Akademii Chóralnej organizujemy wiele działań dla chórów, szkoleń i konferencji dla dyrygentów, a także wydajemy nuty oraz materiały metodyczne.
Agnieszka Franków-Żelazny, Polski Narodowy Chór Młodzieżowy, fot. z archiwum artystki
Ależ się Pani rozbuchała od czasów Głubczyc! Trzeba przyznać, że robi Pani wszystko z wielkim rozmachem, próbując umuzykalniać nasz zaniedbany muzycznie naród.
(śmiech) Jestem przekonana, że wszystko zależy od tego, z czym się zetkniemy w dzieciństwie, bo to staje się później treścią naszego życia. Dodam, że mamy jeszcze działający już czwarty sezon Chór Melomana. Powstał dość przypadkowo. Zapragnęłam, aby publiczność lepiej rozumiała muzykę chóralną, więc postanowiłam zapraszać ją na godzinę przed koncertem Chóru Filharmonii, aby opowiedzieć o tym, co za chwilę usłyszą, pośpiewać fragmenty melodii, bo łatwiej jest polubić coś, co już znamy. Ta idea tak się spodobała, że melomani poprosili o regularne próby! W rezultacie powstał Chór Melomana, którego już zresztą nie prowadzę, ale co roku zapraszam wyróżniającą się studentkę Akademii Muzycznej i razem przygotowujemy program, nawiązujący do planowanych koncertów. Prowadzę zazwyczaj pierwszą i ostatnią próbę, a każdego roku na jedną z prób zapraszamy jakąś gwiazdę dyrygencką - w ubiegłym roku jedną z prób poprowadził Paul McCreesh.
Proszę na koniec zdradzić, jak – będąc tak aktywną zawodowo – radzi sobie Pani jako żona i matka trojga dzieci.
Przede wszystkim mam kochanego męża, który rozumie moją pasję. Poznaliśmy się w chórze licealnym, w którym oboje śpiewaliśmy. Przejął wiele obowiązków domowych, ale kocha chóralistykę i marzy o tym, aby móc jeszcze śpiewać. Namawia mnie nawet do stworzenia "chóru dinozaurów chóralnych" – takich jak on, w którym mógłby śpiewać bez szczególnego wysiłku i poświęcenia czasu, dla przyjemności. Wszystkie dzieci chodzą do szkoły muzycznej. Najstarszy syn gra na wiolonczeli w szkole średniej, a młodsze uczą się w szkole muzycznej I stopnia. Chciałabym, aby dotknęły muzyki w dzieciństwie, bo wiem, jak to wpływa pozytywnie na ich rozwój. Nie muszą zostać muzykami. Staram się – na ile to możliwe – poświęcać im swój wolny czas i – jak tylko potrafię – być dobrą mamą.
Dziękuję za rozmowę.
Wywiad ukazał się na portalu Kulturaonline w listopadzie 2016 roku.
27 października o godz. 18.00, podczas inauguracji sezonu Wrocławskiej Orkiestry Barokowej, zespół poprowadzi Jarosław Thiel, a jako solista wystąpi znakomity śpiewak Bruno de Sá – sopran męski (jeden z najrzadziej występujących głosów!). Usłyszymy m. in. kompozycje J. Haydna, W. A. Mozarta i L. Cherubiniego.
Bruno de Sá / fot. Laure Bernard
Artysta debiutował w São Paulo w 2015 roku, a od 2019 roku regularnie koncertuje także w Europie, wszędzie budząc wielki entuzjazm publiczności oraz krytyki dzięki wielkiej wrażliwości i wirtuozerii, z jaką interpretuje wykonywane dzieła. Nagrywa dla wytwórni Warner Classics, a jego debiutancki album, Roma Travestita, ukazał się na rynku w 2022 roku.
Koncert otworzy Symfonia G-dur Hob. I:8 „Le soir” Josepha Haydna, a dokładnie jej pierwsze ogniwo. Jest to ósme dzieło tego gatunku w dorobku mistrza. Powstało w 1761 roku dla orkiestry księcia Paula II Antona Esterházyego jako część orkiestrowej trylogii – każda z trzech symfonii poświęcona była innej porze dnia.
Motet Exsultate, jubilate KV 165/158a to dzieło autorstwa drugiego z klasyków wiedeńskich, Wolfganga Amadeusa Mozarta. Siedemnastoletni twórca napisał je w 1773 roku w Mediolanie z myślą o wykonaniu przez kastrata Venanzia Rauzziniego. Podczas koncertu zabrzmi późniejsza wersja kompozycji, przygotowana w Salzburgu w 1779 roku. Motet składa się z czterech cząstek. Otwiera go radosna część w szybkim tempie, po której następuje recytatyw i liryczne Andante. Najbardziej znanym ogniwem utworu jest jednak wieńczące całość wirtuozowskie Alleluja. Adagio i Fuga g-moll KV 404ana skrzypce, altówkę i wiolonczelę świadczą natomiast o fascynacji Mozarta twórczością Johanna Sebastiana Bacha. Podstawę drugiej części stanowi Fuga fis-moll BWV 883 autorstwa lipskiego kantora. Pełna melancholijnego wyrazu aria Betracht dies Herz und frage mich pochodzi z kantaty Grabmusik KV 42/35a napisanej w 1767 roku. W utworze tym zrozpaczona Dusza szuka pocieszenia po śmierci Chrystusa – przychodzi ono właśnie w tej arii, w której na to wołanie odpowiada Anioł. Dorobek działającego na przełomie XVIII i XIX wieku Luigiego Carusa, kapelmistrza katedry w Perugii, jest obecnie zdecydowanie mniej znany niż dzieła Haydna czy Mozarta. De Sá wykona arię In mezzo a mille affanni (Pośród tysiąca zmartwień) pochodzącą z opery Il Fanatico per la musicatego właśnie twórcy.
Domenico Cimarosa to kompozytor pamiętany przede wszystkim ze względu na swój niepospolity talent komediowy. Podczas październikowego koncertu usłyszymy jednak fragment pochodzący z Requiem g-moll z 1787 roku – Preces meae.
Zabrzmią także dzieła Luigiego Cherubiniego, który przyszedł na świat we Florencji, lecz w młodości osiadł w Paryżu i to z tym miastem związany był przez całe swoje długie życie. Jednak opera seria (czyli poważna) Mesenzio, re d’Etruria powstała jeszcze w czasie pobytu artysty we Florencji, kiedy miał dwadzieścia dwa lata. De Sá wybrał z tego dzieła recytatyw No non cercar per ora i następującą po nim arię La gran vendetta ancora. Poprzedzą one pełną młodzieńczego wigoru uwerturę z pierwszej wielkiej opery seria Wolfganga Amadeusa Mozarta – Mitrydates, król Pontu – której dźwięki twórca nakreślił w wieku zaledwie czternastu lat, podczas pierwszej ze swoich podróży do Włoch.
Felice Alessandri – jeszcze inny kompozytor przywoływany podczas koncertu – odbywał intensywne podróże po całej Europie. Przyszedł na świat w Rzymie, ale pracował też w Berlinie, Londynie, Paryżu, Sankt Petersburgu czy Turynie. W jego bogatym dorobku znalazło się ponad trzydzieści oper. De Sá zaśpiewa arię Se possono tanto due luci luci vezzose pochodzącą z opery Alessandro nell’Indie.
Nastrojowa Uwertura z L’isle déserte zaś to dzieło kompozytora, skrzypka i dyrygenta Franza Ignaza Becka, którego muzyka cieszyła się dużą popularnością we Francji, gdzie mieszkał i tworzył. Zamknięciem tego przebogatego w kontrasty emocjonalne programu stanie się wykonanie recytatywu Voi sacre piante i arii Deh! soccori o padre z opery Andromeda. Jej autorem jest niemiecki twórca Johann Friedrich Reichardt.
W czwartek, 17 października 2024 koncertem "Berlin Piano Trio" rozpoczyna się w Narodowym Forum Muzyki cykl koncertów kameralnych, będących spotkaniem ze sztuką wykonawczą Berlin Piano Trio. Zespół tworzy skrzypek Krzysztof Polonek – koncertmistrz Berliner Philharmoniker, wiolonczelistka Katarzyna Polonek – laureatka międzynarodowych konkursów gościnnie występująca z Berliner Philharmoniker czy Staatskapelle Berlin oraz pianista Nikolaus Resa – ceniony wykonawca i pedagog związany z wieloma berlińskimi instytucjami.
Berlin Piano Trio, fot. materiały prasowe NFM
W Sali Kameralnej NFM zabrzmią kompozycje Josepha Haydna, Maurice’a Ravela i Franza Schuberta. Każda z nich reprezentuje odmienną stylistykę oraz sposób myślenia o instrumentach i ich roli w muzycznej narracji. Razem jednak dzieła te stworzą barwną i zróżnicowaną opowieść snutą przez fortepian, skrzypce i wiolonczelę.
Postać Josepha Haydna reprezentuje w programie koncertu epokę klasycyzmu. Przywykło się nazywać owego twórcę ojcem symfonii czy kwartetu smyczkowego, ale chętnie pisał on także tria fortepianowe. Stworzył ich aż czterdzieści pięć, a Trio fortepianowe C-dur Hob. XV:27 zajmuje w tym zestawieniu czterdziestą trzecią pozycję. Wchodzi ono w skład trzech późnych triów opublikowanych w czasie pobytu kompozytora w Londynie w 1797 roku. Zostały one zadedykowane Therese Jansen Bartolozzi, znakomitej pianistce odnoszącej w tamtych latach znaczne sukcesy. Z tego też względu partia fortepianowa Tria C-dur wyróżnia się znacznym stopniem trudności w stosunku do przeważającej większości dzieł pisanych na ten skład, a tworzonych przede wszystkim z myślą o możliwościach muzyków-amatorów. Pomimo dość krótkiego czasu trwania jest to utwór bardzo zróżnicowany pod względem nastrojów. Pierwsze ogniwo rozpoczyna się uroczystym wstępem, a wyróżnia się tu wirtuozowsko potraktowana partia fortepianu i skrzypiec. W drugim, utrzymanym w umiarkowanym tempie, początkowa, łagodna i śpiewna melodia mocno kontrastuje ze środkowym, burzliwym epizodem. Finał to popis typowo Haydnowskiego poczucia humoru, z pomysłowymi dialogami pomiędzy skrzypcami i fortepianem.
Dorobek Maurice’a Ravela jest o wiele mniej liczny niż Haydna, a Trio fortepianowe a-moll jest jedynym dziełem z twórczości owego artysty przeznaczonym na tę obsadę. Powstało w 1914 roku i zadedykowane zostało znakomitemu pedagogowi André Gedalge’owi, który wprowadzał Ravela w tajniki kontrapunktu. Chociaż autor Bolera był Francuzem, to wielką wagę przywiązywał do swoich baskijskich korzeni, co znalazło wyraz w pierwszym ogniwie Tria a-moll. Z kolei w trzeciej części odzywa się jego zamiłowanie do muzyki dawnej – jest to bowiem stylizacja barokowego tańca, passacaglii. Uwagę zwraca także oszałamiające zróżnicowanie środków artykulacyjnych, co przekłada się na bajeczną kolorystykę tego dzieła.
Drugą część koncertu wypełni I Trio fortepianowe B-dur Franza Schuberta, ukończone w 1828 roku, a więc niedługo przed śmiercią twórcy. Jest to dzieło rozbudowane o wiele bardziej niż kompozycje Haydna i Ravela, utwór o monumentalnych wręcz proporcjach. Stanowi zróżnicowaną i wielowątkową opowieść utrzymaną w jasnych, pogodnych barwach. To świadectwo ogromnej inwencji melodycznej kompozytora i jego pomysłowości w zakresie przekształcania materiału. Okazjonalne zmiany nastroju, takie jak stylizowany na muzykę węgierską odcinek w drugim ogniwie, nie zmieniają ogólnego, pełnego pogody i zadumy charakteru tej pięknej kompozycji.
Na początku wakacji, w ostatnim tygodniu czerwca (27-30.06.2024) odbędzie się dwudziesta pierwsza edycja Festiwalu Księżnej Daisy. Jej organizatorem od tego roku jest Filharmonia Sudecka im. J. Wiłkomirskiego w Wałbrzychu. Program festiwalu został ogłoszony 7 maja podczas konferencji prasowej, która odbyła się w siedzibie wałbrzyskiej filharmonii.
Konferencja prasowa XXI Festiwalu Księżnej Daisy
W konferencji wzięli udział: Agnieszka-Franków-Żelazny – dyrektor festiwalu, dyrektor Filharmonii Sudeckiej, Marcin Markowicz – dyrektor artystyczny festiwalu, Roman Szełemej – prezydent Wałbrzycha, a także przedstawiciele instytucji, które są partnerami tegorocznej edycji festiwalu: Anna Żabska – prezes Zamku Książ i ks. Marek Bożek – pastor Parafii Ewangelicko-Augsburskiej w Wałbrzychu. Partnerem festiwalu jest również Fundacja Sztuki Współczesnej IN SITU.
W ciągu swojej ponad dwudziestoletniej historii festiwal zmieniał formuły i miejsca koncertowe. Podczas konferencji organizatorzy przypomnieli o jego początkach związanych z Zamkiem Książ, odbywającymi się tam koncertami kameralnymi, a także księżną Daisy von Pless, której postać stała się inspiracją do stworzenia festiwalu, ze względu na jej zaangażowanie w promocję muzyki, w czasach gdy była panią na Zamku Książ. Nawiązując do jej działalności, pomysłodawcy festiwalu określili jego misję jako stworzenie przestrzeni do „dzielenia się pięknem, spotkania w wyjątkowej atmosferze, przeżywania tego piękna i sprawiania, żeby w naszym życiu było jeszcze coś, coś poza zwykłą prozą życia”. By realizować tę misję organizatorzy festiwalu od początku zabiegali o poszerzanie przestrzeni tych spotkań poprzez realizację wydarzeń w różnych miejscach koncertowych. To założenie zrealizowane zostanie również podczas tegorocznej edycji, która odbędzie się w czterech miejscach festiwalowych: Filharmonii Sudeckiej, Kościele Zbawiciela w Wałbrzychu, Sali Maksymiliana w Zamku Książ i Kinie Zdrowie w Sokołowsku.
Na XXI Festiwal Księżnej Daisy składa się 8 wydarzeń kulturalnych – 5 koncertów, 2 pokazy teatralne oraz spotkanie z Markiem Brachą i Michałem Brulińskim, będące prelekcją na temat fortepianu historycznego. W ten sposób odtworzony zostanie walor edukacyjny festiwalu, który ma być kontynuowany w kolejnych latach. Wśród artystów tegorocznej edycji znajdują się znane nazwiska: m.in. Anna Lobedan, Aneta Todorczuk, Marcin Masecki czy Marcin Markowicz, na których koncerty i spektakle przybywają chętnie słuchacze i widzowie z całej Polski.
Realizacja festiwalu możliwa jest w tym roku dzięki dofinansowaniu, jakie Filharmonia Sudecka otrzymała aż z trzech źródeł: w wysokości 100.000 zł z Urzędu Marszałkowskiego Województwa Dolnośląskiego (Marszałka Cezarego Przybylskiego), w wysokości 60.000 zł z Urzędu Miasta Wałbrzycha (Prezydenta Romana Szełemeja),
,,Festiwal Księżnej Daisy - XXI edycja projektu prezentacji przedsięwzięć artystycznych z kręgu muzyki poważnej i teatru’’ to również zadanie realizowane przez Filharmonią Sudecką przy wsparciu finansowym Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego w wysokości 30.000 zł.
Festiwal Księżnej Daisy jest trzecim festiwalem, który ma na stałe zagościć w programie Filharmonii Sudeckiej, obok Festiwalu Bożonarodzeniowego i Brass Plus Festival. Ciągłemu rozwojowi oferty programowej towarzyszy rozwój i modernizacja infrastruktury instytucji, przede wszystkim zakup nowych instrumentów. Dzięki tym inwestycjom Filharmonia zapewnia swojej publiczności dostęp do najwyższej jakości muzyki o nieskazitelnym brzmieniu. „Zakup profesjonalnych – nowych – instrumentów muzycznych dla muzyków Orkiestry Symfonicznej Filharmonii Sudeckiej im. J. Wiłkomirskiego w Wałbrzychu” to zadanie realizowane przez instytucję kultury w sposób konsekwentny, z wykorzystaniem zewnętrznych środków finansowych pochodzących z dotacji Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz z Budżetu Województwa Dolnośląskiego. W bieżącym roku kwota dofinansowania na ten cel jest najwyższa w historii instytucji i wynosi 430.000 zł, za którą Filharmonia Sudecka zamierza kupić: fagot, klarnety, puzon altowy, obój, kontrabas oraz elementy oświetlenia sceny (lampy).
PROGRAM XXI FESTIWALU KSIĘZNEJ DAISY:
I.
KONCERT INAUGURACYJNY
27.06.2024, godz. 19:00,Wałbrzych, Filharmonia Sudecka
Sabała - Bastarda Trio, Anna Lobedan i Marcin Markowicz
Program:
Improwizacje na podstawie melodii Jana Krzeptowskiego „Sabały”
Wykonawcy:
Paweł Szamburski – klarnet
Tomasz Pokrzywiński –wiolonczela
Michał Górczyński – klarnet kontrabasowy
Anna Lobedan – śpiew
Marcin Markowicz – skrzypce
II.
28.06.2024, godz. 18:00, Wałbrzych, Ewangelicko-Augsburski Kościół Zbawiciela
Kwartety epok - Shoven Quartet
Program:
Joseph Haydn – Kwartet smyczkowy C-dur op. 20 nr 2
Andrzej Panufnik – Kwartet smyczkowy nr 3 Wycinanki
18 lipca 2024 r., koncertem w wykonaniu Álvaro Iborra Jiménez & Friends na dworcu w Żarowie rozpocznie się 25. edycja Festiwalu Bachowskiego w Świdnicy. Klarnecista wystąpi także nazajutrz w Muzeum Kupiectwa w Świdnicy. Ale dopiero o 19.00 usłyszymy w Kościele Pokoju w Świdnicy W. A. Mozarta, J. Haydna i Ch. W. Glucka w wykonaniu Bruno de Sá (sopran) i Capella Cracoviensis pod batutą Jana Tomasza Adamusa - szefa festiwalu. Jakie atrakcje czekają ponadto na melomanów?
PROGRAM
18.07 czwartek
Żarów | dworzec kolejowy 21:00
scena nocna
Johannes Brahms: Kwintet klarnetowy
Wykonawcy:
ÁLVARO IBORRA JIMÉNEZ & FRIENDS
Álvaro Iborra Jiménez klarnet
Urodzony w Pampelunie (Hiszpania) Álvaro Iborra Jiménez rozpoczął studia muzyczne w Tafalli, kontynuował je w Pampelunie, a następnie w Saragossie u Emilio Ferrando, gdzie uzyskał najwyższe oceny. Swoje umiejętności doskonalił w Karlsruhe pod okiem Wolfganga Meyera. W zakresie muzyki dawnej studiował grę na klarnecie historycznym u Lorenza Coppoli w ESMUC w Barcelonie.
Álvaro Iborra Jiménez był laureatem wielu nagród na konkursach muzyki kameralnej: w Saragossie (2002), Burgos (2005), Weronie (2006) i Bari (2007). Był członkiem Baskijskiej Orkiestry Młodzieżowej, Narodowej Orkiestry Młodzieżowej Hiszpanii i The World Orchestra.
Pracował i współpracuje z takimi zespołami jak Concentus Musicus Vienna, Chamber Orchestra of Europe, Bachakademie Stuttgart, Freiburg Baroque Orchestra, Wrocławska Orkiestra Barokowa, Insula Orchestra, Nowa Orkiestra z Kolonii, Orkiestra Euskadi, Orkiestra Symfoniczna Orkiestra i Chór z Madrytu, Orkiestra Symfoniczna w Bilbao, Windband z Madrytu i zespół Enigma (Saragossa).
Wolfgang Amadeus Mozart: Aer tranquillo e dì sereni (Il rè pastore)
Joseph Haydn: Symfonia nr 77 | Vivace
Wolfgang Amadeus Mozart: Lugi da te (Mitridate)
Joseph Haydn: Symfonia nr 77 | Andante sostenuto
Christoph Willibald Gluck: Opprimete i contumaci (La Clemenza di Tito)
—
Wolfgang Amadeus Mozart: E Susanna non vien!... Dove sono i biei momenti (Le nozze di Figaro)
Joseph Haydn: Symfonia nr 77 | Menuetto. Allegro
Wolfgang Amadeus Mozart: In quali eccessi... Mi tradì quell'alma ingrata (Don Giovanni)
Joseph Haydn: Symfonia nr 77 | Finale. Allegro spiritoso
Niccolò Piccinni: Furie di donna irata (La buona figliuola)
Bruno de Sá sopran
Gwiazdą pierwszego koncertu w Kościele Pokoju podczas tegorocznego Festiwalu Bachowskiego będzie Bruno de Sá - sopranista, jeden z najbardziej fascynujących głosów naszych czasów. To prawdziwy męski sopran o rozległej skali, wirtuozowskiej koloraturze i krystalicznych wysokich dźwiękach. W Kościele Pokoju zaśpiewa arie Mozarta, Glucka i Picciniego, a towarzyszyć mu będzie Capella Cracoviensis po dyrekcją Jana Tomasza Adamusa.
Spośród występów Bruno de Sá należy wymienić m.in. debiut na Festiwalu Muzyki Dawnej w Innsbrucku jako Aminta w „L'Olimpiade” Vivaldiego pod dyrekcją Alessandro de Marcchi, debiut w roli Orfeusza w „Orfeuszu i Eurydyce” Glucka pod dyrekcją Michaela Hoffstettera (Gluckfestspiele), barokowe pasticcio „Sehnsucht” w reżyserii Andreasa Rosara i pod dyrekcją Philipa Armbrustera (Oper Dortmund), Aminta w „Aminta e Fillide” Haendla pod dyrekcją George'a Petrou (Händel-Festspiele Göttingen), pasticcio „Siface” z Capellą Cracoviensis pod dyrekcją Jana Tomasza Adamusa (Opera Rara Kraków), „Stabat Mater” Pergolesiego pod dyrekcją Reinharda Goebela (Verbier Festival), Cleofide w „Alessandro nell'Indie” Vinciego w reżyserii Maxa Emanuela Cenčica i pod dyrekcją Martyny Pastuszki (Bayreuth Baroque) oraz Stephano w „Roméo et Juliette” Gounoda w reżyserii Erica Rufa i pod dyrekcją Pierre'a Duoussauda (Opéra de Rouen Normandie).
Młody brazylijski sopranista zainaugurował sezon 2023/24, solowym programem „Neapolitan School”, który zaprezentuje na Festiwalu Oper Barokowych w Bayreuth wraz z Nuovo Barocco pod kierownictwem Dimitrisa Karakantasa. Pojawi się też w Opéra Royal w Wersalu, Opéra de Rouen Normandie, Théâtre des Champs-Elysées w Paryżu i wreszcie w wiedeńskiej Staatsoper u boku gwiazd baroku, takich jak Cecilia Bartoli i Max Emanuel Cenčic.
Ponadto powróci na Gluckfestspiele, aby zaśpiewać rolę Sesto w „La Clemenza di Tito” Glucka (Margravial Operahouse Bayreuth, Ekhof Theater Gotha). Zaśpiewa także Kleopatrę w „Marc'Antonio e Cleopatra” Hassego z {oh!} Orkiestrą pod dyrekcją Martyny Pastuszki (Katowice, Dortmund), a także Farnaspe w „Adriano in Siria” Grauna pod dyrekcją Dorothee Oberlinger — produkcji, która zostanie zaprezentowana w Schloßtheater Sanssouci w Poczdamie.
CAPELLA CRACOVIENSIS
Jan Tomasz Adamus
BELLINI: OH! QUANTE VOLTE | BRUNO DE SA
***
19.07 piątek
Katedra pw. św. Stanisława i Wacława 22:00
Olivier Messiaen: Vingt regards sur l’enfant-Jésus / 20 spojrzeń na Dzieciątko Jezus
Wioletta Fluda-Tkaczyk fortepian
***
20.07 sobota
Pożarzysko | kościół św. Józefa 11:00
śniadanie na trawie
Wolfgang Amadeus Mozart: Kwintet klarnetowy
ÁLVARO IBORRA JIMÉNEZ & FRIENDS
Álvaro Iborra Jiménez klarnet
Katarzyna Olszewska Szymon Strzelczyk skrzypce
Natalia Reichert altówka
Monika Hartmann wiolonczela
⭢ kosze piknikowe mile widziane
***
20.07 sobota
Kościół Pokoju 18:00
Johann Sebastian Bach: kantata Schau, lieber Gott, wie meine Feind BWV 153
Johann Sebastian Bach: kantata Nun komm, der Heiden Heiland BWV 61
AKADEMIA BACHOWSKA
Joanna Zaucha sopran
Matylda Staśto alt
Zbigniew Malak tenor
Sebastian Szumski bas
Robert Bachara Agnieszka Świątkowska skrzypce
Jacek Dumanowski Dymitr Olszewski altówka
Konrad Górka wiolonczela
Marek Toporowski organy/kierownictwo muzyczne
***
Marcin Masecki, fot. Magda Hueckel
Ten pianista, kompozytor, aranżer, dyrygent, kurator i pedagog Festiwalu Bachowskiego w Świdnicy - gościł na nim dotąd czterokrotnie — w 2017 roku był nawet festiwalowym artystą rezydentem (grał wówczas Chopina na pianinie, Mozarta na historycznym pianoforte, a Bacha na pozytywie organowym). W 2020 roku grał w Kościele Pokoju „Wariacje Goldbergowskie”, a ostatnio, w listopadzie 2023 - Schuberta w sali teatralnej Świdnickiego Ośrodka Kultury.
Marcin Masecki regularnie koncertuje z repertuarem klasycznym — solo, w składzie kameralnym lub z orkiestrami. Jest stałym kuratorem warszawskiego życia muzycznego, organizując festiwale i projekty łączące muzyków z różnych środowisk. Co roku prowadzi klasę improwizacji na Festiwalu Ensemble w Książu.
Współprowadzi również orkiestrę Jazz Band Młynarski-Masecki, grającą przedwojenny polski jazz w autorskich opracowaniach.
Jako kompozytor zadebiutował w maju 2023 swoim nowym poematem symfonicznym „W Wariacjach Goldbergowskich są trzy polonezy” eksplorującym związki między twórczością Bacha a naszym tańcem narodowym. Ma na koncie trzy symfonie i jeden koncert fortepianowy.
Pisze również dla filmu oraz dla teatru. Jest laureatem Orła za muzykę do filmu „Powrót do tamtych dni”. Był aranżerem, kompozytorem i konsultantem muzycznym filmu „Zimna wojna” Pawła Pawlikowskiego (nagroda „Najlepszy Reżyser” w Cannes). Wcześniej stworzył m.in. ścieżkę dźwiękową do filmu „O zwierzętach i ludziach” Łukasza Czajki, „Fuck for Forrest” Michała Marczaka, oraz „Obce niebo” Dariusza Gajewskiego.
Regularnie współpracuje z Polskim Radiem, Teatrem Studio, Barem Studio oraz orkiestrami MACV i Capellą Cracoviensis.
20.07 sobota
Kościół Pokoju 20:00
Ludwig van Beethoven: 3 ostatnie sonaty fortepianowe
— Sonata nr 30 E-dur
— Sonata nr 31 As-dur
— Sonata nr 32 c-moll
Marcin Masecki fortepian
***
21.07 niedziela
Kościół Pokoju 10:00
nabożeństwo kantatowe
AKADEMIA BACHOWSKA
Joanna Zaucha sopran
Matylda Staśto alt
Zbigniew Malak tenor
Sebastian Szumski bas
Robert Bachara, Agnieszka Świątkowska skrzypce
Jacek Dumanowski, Dymitr Olszewski altówka
Konrad Górka wiolonczela
Marek Toporowski organy / kierownictwo muzyczne
***
21.07 niedziela
Michałkowa | kościół św. Anny 12:30
śniadanie na trawie
Vivaldi Corrette Platti: Sonaty
Monika Hartmann wiolonczela
Natalia Olczak klawesyn
⭢ kosze piknikowe mile widziane
***
21.07 niedziela
Kościół Pokoju 19:00
Wolfgang Amadeus Mozart: Kwintet fortepianowy Es-dur
Ludwig van Beethoven: Kwintet fortepianowy Es-dur
MARCIN MASECKI & FRIENDS
Gilles Vanssons obój
Álvaro Iborra Jiménez klarnet
Krzysztof Stencel róg
Carles Valles fagot
Marcin Masecki fortepian
***
21.07 niedziela
Niedźwiedzica | kościół św. Mikołaja 21:30
koncert nocny
Bach & L’Italie
Justin Taylor klawesyn
***
22.07 poniedziałek
Jugowice | magazyn dworcowy 20:00
Franz Schubert: Sonata nr 21 B-dur (ostatnia sonata)
Marcin Masecki fortepian
***
23.07 wtorek
Walim | kościół św. Jadwigi Śląskiej 20:00
Franz Schubert: Oktet F-dur
ROBERT BACHARA & CO.
Álvaro Iborra Jiménez klarnet
Felix Polet róg
Tomasz Wesołowski fagot
Robert Bachara skrzypce
Natalia Reichert altówka
Monika Hartmann wiolonczela
Łukasz Macioszek kontrabas
***
24.07 środa
Muzeum Dawnego Kupiectwa 18:00
Johann Nepomuk Hummel: Septet fortepianowy op. 74
Tami Krausz flet
Gilles Vanssons obój
Krzysztof Stencel róg
Dymitr Olszewski altówka
Aleksandra Buczyńska-Kusak wiolonczela
Rafał Gorczyński kontrabas
Eliza Pawłowska fortepian
***
24.07 środa
Olszyniec | kościół św. Anny 20:00
Max Reger: Suita
Anton Webern: Langsamer Satz
skrzypce tba
Dymitr Olszewski altówka
Teresa Kamińska wiolonczela
***
25.07 czwartek
Żarów | dworzec kolejowy 21:00
scena nocna
Biber: sacrum/profanum
Aleksandra Owczarek skrzypce
Klaudia Łoboda klawesyn
***
Kristian Bezuidenhout, fot. Marco Borggreve
Kristian Bezuidenhout! Pianista uznawany z jednego z największych interpretatorów muzyki klasycznej i romantycznej na historycznych instrumentach.
Artysta jest dyrektorem artystycznym Freiburger Barockorchester i głównym gościnnym dyrygentem English Concert. Jako solista jest regularnym gościem wiodących zespołów, w tym Les Arts Florissants, Orchestra of the Age of Enlightenment, Concertgebouworkest, Chicago Symphony Orchestra i Leipzig Gewandhausorchester; gościnnie dyrygował (od klawiatury) Orchestra of the Eighteenth Century, Tafelmusik, Collegium Vocale, Juilliard 415, Kammerakademie Potsdam i Dunedin Consort.
W obecnym sezonie artystycznym występuje z wieloma zespołami, takimi jak Orchestre National de Belgique, La Scintilla, Tafelmusik Baroque, Camerata Salzburg i Australian Chamber Orchestra oraz w recitalach ze słynnymi muzykami — w tym Isabelle Faust i Kristin von der Goltz, z którymi odbywa tournée po Japonii. Odwiedza ponadto wiele krajów Europy z Jean-Guihen Queyras, Antoine Tamestit, Rachel Podger, Amandine Beyer, Marco Ceccato i Chiaroscuro Quartet.
Bogata w liczne nagradzane wielokrotnie płyty dyskografia Kristiana Bezuidenhouta (związany jest on z wydawnictwem Harmonia Mundi) obejmuje m.in. komplet utworów Mozarta na fortepian solo. Wśród ostatnio wydanych albumów należy wymienić „Winterreisse” z Markiem Padmore, sonaty Bacha na skrzypce i klawesyn z Isabelle Faust, sonaty fortepianowe Haydna i komplet koncertów Beethovena z Freiburger Barokorchester.
26.07 piątek
Kościół Pokoju 19:00
Wolfgang Amadeus Mozart: Koncert fortepianowy d-moll
Joseph Haydn: Symfonia nr 76 Es-dur
Kristian Bezuidenhout fortepian
CAPELLA CRACOVIENSIS
Katarzyna Olszewska skrzypce/kierownictwo muzyczne
***
26.07 piątek
Glinno | kościół Matki Bożej Bolesnej 21:00
Orlando di Lasso: Lagrime di San Pietro
Magdalena Łukawska Antonona Ruda sopran
Ilona Szczepańska Łukasz Dulewicz alt
Dominik Czernik Piotr Szewczyk tenor
Marek Opaska bas
Jan Tomasz Adamus dyrygent
***
27.07 sobota
Łagiewniki | pocysterski zespół klasztorny 11:00
śniadanie na trawie
barok niemiecki
OVERTONE
Julia Karpeta viola da gamba
Klaudia Matlak skrzypce
Maurycy Raczyński klawesyn
⭢ kosze piknikowe mile widziane
***
27.07 sobota
Kościół Pokoju 18:00
Johann Sebastian Bach: kantata Mein liebster Jesus ist verloren BWV 154
Johann Sebastian Bach: kantata Wer mich liebet, der wird mein Wort halten BWV 59
Johann Sebastian Bach: Koncert klawesynowy A-dur
AKADEMIA BACHOWSKA
Antonia Ruda sopran
Ewa Zeuner alt
Jonas Finger tenor
Marek Opaska bas
Gilles Vanssons tba obój
Agnieszka Świątkowska Seojin Kim skrzypce
Natalia Reichert altówka
Monika Hartman wiolonczela
Anna Bator kontrabas
Marcin Świątkiewicz klawesyn/kierownictwo muzyczne
***
Saskia Giorgini, fot. Julia Wesely
27.07 sobota
Kościół Pokoju 20:00
Franz Schubert: Schwanengesang
Ludwig van Beethoven: An die ferne Geliebte
Ian Bostridge tenor
Saskia Giorgini fortepian
Ian Bostridge, fot. Kalpesh Lathigra
Niezwykły głos i sztuka interpretacji zaprowadziły brytyjskiego tenora Iana Bostridge'a na wszystkie największe sceny operowe, sale koncertowe i muzyczne festiwale. Jest wspaniałym Ewangelistą w pasjach Bacha i cenionym wykonawcą ról w operach Monteverdiego, Mozarta czy Brittena. Ale to pieśń, a zwłaszcza niemiecka lieder, zawsze była formą najbliższą jego wrażliwości, a Schubert pierwszą miłością. W Świdnicy — wspólnie z Saskią Giorgini przy fortepianie — zaśpiewa jego „Schwanengesang”, zbiór pieśni, który okazał się ostatnią wypowiedzią tego przedwcześnie zmarłego w gatunku, który przyniósł mu największą sławę.
W niezwykle bogatej dyskografii Iana Bostridge'a znajdziemy nie tylko liczne recitale pieśniowe, z których wiele ma status klasyków, ale też wiele kompletnych nagrań oper, m.in. „Die Entführung aus dem Serail” i „Idomeneo” Mozarta, „Dido and Aeneas” Purcella, „Orfeo” Monteverdiego, „The Turn of the Screw” Brittena, czy „The Tempest” Thomasa Adèsa.
Ostatnimi czasy mieliśmy szczęście gościć go kilkukrotnie w Polsce na festiwalu Opera Rara Kraków, gdzie nie tylko występował solo, ale wziął również udział w produkcji scenicznej oratorium „Das Paradies und die Peri” (reż. Cezary Tomaszewski, Capella Cracoviensis, dyr. Jan Tomasz Adamus).
***
27.07 sobota
Zastruże | kaplica mszalna pw. Matki Boskiej Królowej Świata 22:00
koncert nocny
carte blanche
Robert Bachara skrzypce
***
28.07 Świdnica
Kościół Pokoju 10:00
nabożeństwo kantatowe
AKADEMIA BACHOWSKA
Antonia Ruda sopran
Ewa Zeuner alt
Jonas Finger tenor
Marek Opaska bas
Gilles Vanssons tba obój
Agnieszka Świątkowska Seojin Kim skrzypce
Natalia Reichert altówka
Monika Hartman wiolonczela
Anna Bator kontrabas
Marcin Świątkiewicz klawesyn/kierownictwo muzyczne
***
28.07 niedziela
Bagieniec | Winnica Silesian 12:30
śniadanie na trawie
barok angielski
OVERTONE
Julia Karpeta viola da gamba
Klaudia Matlak skrzypce
Maurycy Raczyński klawesyn, fidele kolanowe
⭢ kosze piknikowe mile widziane
***
28.07 niedziela
Piława Górna | pałac Gladishof 18:00
piknik romantyczny
Mozart & Pleyel: kwartety smyczkowe
Bartłomiej Fraś Tomasz Góra skrzypce
Dymitr Olszewski altówka
Aleksandra Buczyńska-Kusak wiolonczela
⭢ kosze piknikowe mile widziane
***
Tallis Scholars
Przez ponad pół wieku działalności koncertowej i nagraniowej Tallis Scholars zrobili prawdopodobnie więcej niż jakakolwiek inny zespół dla popularyzacji wokalnej muzyki renesansu.
Śpiewali ten repertuar na każdym kontynencie z wyjątkiem Antarktydy. Występowali w Royal Albert Hall, Kaplicy Sykstyńskiej, Lincoln Center i Carnegie Hall w Nowym Jorku, Filharmonii Berlińskiej, Bazylice św. Marka w Wenecji, Seoul Arts Centre Korea, Globe Theatre, Concertgebouw w Amsterdamie, Wigmore Hall, Operze w Sydney oraz w setkach innych kościołów i sal koncertowych rozsianych po całym świecie.
Tallis Scholars nieustannie pielęgnują swoje unikalne brzmienie chwalone przez recenzentów za klarowność, wyjątkową barwę, giętkość artykulacji. Nie bez powodu w BBC Radio 3 nazwano ich „jednym z najcenniejszych brytyjskich dóbr ekportowych”