Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Wojtek Smarzowski, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Wojtek Smarzowski, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

sobota, 30 września 2017

Wojtek Smarzowski: Filmy mnie zmieniają /wywiad/

"Otaczam się ludźmi kreatywnymi, którzy są lepsi ode mnie, inspirują mnie i może dzięki temu ja też staram się nie dawać ciała" - mówi nam jeden z najbardziej cenionych polskich reżyserów filmowych.

Wojtek Smarzowski we wrocławskim DCF-ie, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek
Twórca "Róży" pojawił się we Wrocławiu z okazji przeglądu swoich filmów, zorganizowanego przez Dolnośląskie Centrum Filmowe. Po seansie "Pod Mocnym Aniołem" zorganizowano specjalne spotkanie z reżyserem. Wtedy też udzielił mi wywiadu. 

Barbara Lekarczyk-Cisek: Jakie są źródła Pańskiego zainteresowania kinem? Skąd filmoznawstwo, łódzka "filmówka”..?

Wojtek Smarzowski: Ważne jest przede wszystkim, w jakim wieku to się dzieje. Poszedłem na studia dlatego, aby nie pójść do wojska, a nie po to, aby się czegoś nauczyć. Musiało upłynąć sporo lat, abym się mógł określić, co naprawdę chcę robić w swoim życiu. Zaczęło się od dwuletniego Studium Kulturalno – Oświatowego ze specjalnością filmową w Krośnie, której wprawdzie nie skończyłem, ale tam zrozumiałem, że tego właśnie chcę.  Szkoła jak szkoła, ale  ważni są ludzie, którzy tam wtedy pracowali i którzy potrafili pokazać nam film z innej strony, przeanalizować go, dzięki czemu poznawałem znaczenia, a nie jak do tej pory -wyłącznie akcję.

Pański debiut był od razu dojrzały… Skąd się wziął pomysł "Wesela” – filmu obciążonego tak licznymi znaczeniami?

Pomysł wziął się … z biedy. To był okres, kiedy powstawały takie filmy jak "Gulczas” albo "Ogniem i Mieczem”, które sporo kosztowały, a pachniały popeliną. Innego kina nie było. Zastanawiałem się wówczas, co można zrobić, kiedy nie ma się pieniędzy na zrobienie filmu. Pomyślałem, że najtaniej byłoby nakręcić wideo – wesele.  Z tego niepoważnego pomysłu powstało konkretne kino.

Film, choć debiut, został zauważony i zebrał sporo nagród. Nadal jednak nie było chyba łatwo nakręcić kolejny film, skoro ten powstał pięć lat później.

Zrobiłem "Wesele” i przestałem być anonimowy, ale wcześniej zrealizowałem dla Teatru Telewizji "Małżowinę” i "Kurację”. Ten ostatni otrzymał nagrody i dzięki temu udało się zrobić "Wesele”. Natomiast scenariusz do "Domu złego” był gotowy wcześniej, jeszcze przed "Weselem”, ale system finansowania był taki, że aby dostać pieniądze na pierwszy film, trzeba było mieć za sobą telewizję. I telewizja chciała "Wesele”,  a nie chciała "Domu złego”. Pisanie scenariusza to dla mnie ważny i najbardziej czasochłonny okres, toteż obecnie zazwyczaj jeden scenariusz piszę sam, a drugi wspólnie. Dzięki temu mogę częściej  kręcić filmy.

Tematy Pańskich filmów są zawsze istotne, a sposób ich pokazania – twórczy i mocny. Dla mnie jest to kino autorskie w pełnym tego słowa znaczeniu. Nikt tak nie robi filmów jak Pan. No, może trochę Bracia Cohen, ale ich jest dwóch.

Wierzę, że mam grupę widzów o wrażliwości podobnej do mojej i cieszę się z tego. Ale robiąc filmy nie kalkuluję, tylko staram się mówić o rzeczach istotnych. Robię filmy, bo coś mnie uwiera, coś mnie w naszej rzeczywistości boli. Ale zawsze próbuję zostawić nadzieję. Na tyle, na ile potrafię.  Na swój sposób jestem reżyserem niezależnym.

Pańskie filmy mówią o kondycji Polaków, o Polsce, ale mają też uniwersalny wymiar. A poza tym dotyka Pan takich tematów, które do tej pory nie zostały opowiedziane. Dotyczy to choćby "Róży” – filmu o mało znanym epizodzie z historii Mazurów, a jednocześnie pięknej historii o miłości.  Jak są odbierane przez widzów?

"Róża" jest filmem wyjątkowym, bo odbiór tej historii jest bardzo emocjonalny. Ten film zrobił coś dobrego dla nazwania, wyrównania, oczyszczenia. A przy tym "Róża” jest – w dobrym tego słowa znaczeniu - prostą historią. O wiele trudniejszy w odbiorze, bo pełen ukrytych znaczeń, jest "Dom zły”, podobnie jak "Pod Mocnym Aniołem”. Ten ostatni był pokazywany na festiwalu w Tokio i po projekcji zadałem widzom pytanie dotyczące ostatniej sceny: kto uważa, że główny bohater wejdzie do baru, a kto – że przestanie pić. Połowa widzów uważała, że bohater nie będzie pił. Pogratulowałem im optymizmu, bo w Polsce większość ludzi odbierała to zakończenie pesymistycznie. Zadałem też pytanie o to, kto ma problem z alkoholem lub ma kogoś takiego w rodzinie. Rękę podniosły trzy osoby. Byłem zbudowany. Po spotkaniu natomiast wielu podeszło do mnie i przeprosiło, że nie podniosło ręki, bo z różnych powodów wstydzili się swego nałogu lub nie chcieli go ujawniać ze względu na pełnione funkcje. Reasumując, jest tam podobnie jak w Polsce. Czasy są takie, że ta choroba może dotknąć jeszcze więcej ludzi.

Pracuje Pan często z tymi samymi aktorami, a muzykę do Pańskich filmów przeważnie komponuje Mikołaj Trzaska. Czy to taki styl pracy?

To dlatego, że nie znam innych (śmiech). Często grają u mnie ci sami aktorzy, dają mi poczucie bezpieczeństwa, ale cały czas wprowadzam także nowych. Otaczam się ludźmi kreatywnymi, którzy są lepsi ode mnie, inspirują mnie i może dzięki temu ja też staram się nie dawać ciała. Poza tym ja opowiadam ciągle tę samą historię…  (śmiech) Nie powiem o czym, ale to jest jeden temat. A mówiąc serio, tematy muszą we mnie zakiełkować.

Obecnie realizuje Pan kolejny film – tym razem o rzezi wołyńskiej. Kolejny po "Róży” – o trudnej polskiej historii. Jaki one mają wpływ na Pana?

Bardzo istotny. Nie potrafię np. powiedzieć, co będę robił po filmie o rzezi na Kresach, bo nie wiem, jakim będę człowiekiem, gdy zrobię ten film. Filmy mnie zmieniają. Muszę sobie odpowiedzieć na pytanie, czy chcę jakoś odreagować i zrobić coś lżejszego, co – moim zdaniem – nie będzie lżejsze, bo wiem, że wyjdzie z tego jakaś kolejna trauma. Najważniejsze jest dla mnie to, co będę chciał przez film powiedzieć. Jednak będę to wiedział dopiero wtedy, gdy zamknę pewien etap filmu o ludobójstwie na Kresach. Postrzegam kino jako rodzaj misji. Robienie filmów błahych kompletnie mnie nie interesuje.

Dziękuję za rozmowę. 

Wywiad ukazał się w 2015 roku na portalu Kulturaonline.pl


poniedziałek, 8 października 2018

"Kler" Wojtka Smarzowskiego: Przeciw nadużyciom i krzywdzie /recenzja filmowa/

Z całą pewnością jest to film, który trzeba zobaczyć i przeżyć. Absolutnie zaprzeczam temu, że jest tendencyjny i jednowymiarowy - to mądre, bezkompromisowe kino, czy się to komuś podoba, czy nie. Film Wojtka Smarzowskiego jest krzykiem, który pragnie położyć kres nadużyciom i krzywdzie.


Wojtek Smarzowski należy do tych reżyserów, którzy podejmując tematy trudne, przedstawiają je w dojrzałej artystycznej formie, często ocierającej się o turpizm, "nieulizane", jakby powiedział Witkacy. "Wesele", "Pod Mocnym Aniołem", "Dom zły" - to są właściwie moralitety, choć reżyser moralistą nie jest, stawia jedynie widzom ważne pytania. Często też staje się głosem skrzywdzonych, o których próbuje się z różnych powodów (najczęściej politycznych) zapomnieć. Tak było w przypadku "Róży", |Wołynia" czy też jego najnowszego filmu: "Kler".

Wokół filmu narosło wiele kontrowersji, zanim jeszcze wszedł do kin. Paradoksalnie, ten szumek okazał się najlepszą reklamą - dowodzą tego sale kinowe wypełnione po brzegi i statystyki, które mówią same za siebie. W Dolnośląskim Centrum Filmowym, gdzie obejrzałam film, na sali przeważali ludzie dojrzali, dla których temat ten był najwyraźniej istotny. A przecież to temat "wstydliwy", o którym się nie mówi albo mówi półgębkiem, a już na pewno nie z proboszczem :-)


Trzej bohaterowie filmu Kler, grani przez Jacka Braciaka, Arkadiusza Jakubika
 i Roberta Więckiewicza, fot. prasowa
Fabułę filmu stanowi opowieść o trzech księżach, znających się od dzieciństwa, którzy pełnią posługę w różnych parafiach - od małej, wiejskiej począwszy, a na dużej, miejskiej, z powiązaniami z kurią, skończywszy. Daje to możliwość szerszego spojrzenia na tytułowy kler. Pierwsza scena wprowadza nas w ten zamknięty światek w sposób - jak zwykle u tego reżysera - mocny i radykalny. Księża piją, klną i bawią się w jakiś głupi, dziecinny sposób, jakby wrócili do lat chłopięcych. Z drugiej strony uderza kompletny rozziew pomiędzy wyobrażeniem, jak powinien zachowywać się ksiądz, a tym, co przedstawia ta scena: cyniczne słowa, prostackie zachowanie. To wszystko pogłębi się jeszcze, gdy obserwujemy życie codzienne księży: romans ks.Tadeusza (granego przez Roberta Więckiewicza), a także jego alkoholizm, pazerność na pieniądze u wszystkich trzech, poczucie bezkarności... Myli się jednak ten, kto sądzi, że tak już pozostanie do końca. Im bardziej przyglądamy się życiu tych ludzi, także w retrospekcjach oraz w relacjach z innymi, tym lepiej dostrzegamy rządzące nimi uwarunkowania i traumy. Ostatecznie zarówno ks. Tadeusz, jak też oskarżony o pedofilię ks. Andrzej, okazują się ludzcy, a nawet heroiczni w swoich wyborach. Nawet najbardziej twardy i sprytny ksiądz Leszek (Jacek Braciak), ukazany jest w chwili słabości, kiedy płacze w samotności na szpitalnym łóżku, które przypomina mu wydarzenia sprzed lat. Wszyscy oni są w jakimś sensie także ofiarami "systemu". Smarzowski pokazuje swoich bohaterów ze współczuciem, choć może to zabrzmieć paradoksalnie. Nie ma litości jedynie dla hierarchów, jak arcybiskup Mordowicz (świetny jak zwykle Janusz Gajos) - cynicznego sybaryty, który nie ma nic wspólnego z prawdziwym duszpasterzem.

kadr z filmu Kler, prasowe
Dodajmy, że Smarzowski pokazuje także rozległe powiązania owej hierarchii z rządem, biznesem oraz gangsterami, także z byłymi służbami. Dzięki temu stają się nietykalni, afery zamiatają pod dywan, prasa także nie pisze o nich prawdy. Odważnych się zastrasza, wchodzi z nimi w układy lub ignoruje. Najbardziej bolesne sprawy - molestowanie i pedofilię - ukrywa się przed opinią publiczną, tłumacząc to "dobrem Kościoła". Szczególnie poruszające są dwie sceny tego filmu: kiedy jeden z wiernych udaje się ze skargą do arcybiskupa, gdzie szantażuje się go emocjonalnie, zamiast wysłuchać i pomóc. Także film dokumentalny z zeznaniami pokrzywdzonych w dzieciństwie zostaje skonfiskowany i nie ujrzy światła dziennego.

Drugą niezwykle ważną sceną tego filmu jest scena końcowa, w której złamany i zrozpaczony brakiem reakcji ze strony zwierzchników ksiądz Andrzej dokonuje publicznego samospalenia. Jako żywo przypomina ono protest Ryszarda Siwca, który w 1968 roku dokonał takiego aktu na Stadionie Dziesięciolecia. Tamten protest przemilczano i wydawać by się mogło, że o nim zapomniano, ale po latach przypomniał o tym wybitny dokumentalista Maciej J. Drygas w swoim filmie "Usłyszcie mój krzyk". Film Wojciecha Smarzowskiego także jest takim krzykiem, który chce położyć kres nadużyciom i krzywdzie. 

Podczas konferencji prasowej na 43. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni reżyser powiedział, że nie wierzy, aby Kościół oczyścił się sam. Miejmy nadzieję, że się myli...W każdym razie jego film, jak się wydaje, już otworzył publiczną debatę.

Siłą filmu Smarzowskiego jest nie tylko rzetelne i uczciwe potraktowanie problemu nadużyć w Kościele, ale również znakomite aktorstwo. Mnie szczególnie zapadł w pamięć Arkadiusz Jakubik, wiarygodnie grający wiejskiego księdza, który próbuje oczyścić się z zarzutów, poświęcając temu zarówno dobre imię, jak też życie. Scena w kościele, w której opowiada szczerze o sobie wobec parafian - głęboko poruszająca...

Z całą pewnością jest to film, który trzeba zobaczyć i przeżyć. Absolutnie zaprzeczam temu, jakoby był tendencyjny i jednowymiarowy - to mądre, bezkompromisowe kino, czy się to komuś podoba, czy nie.

Film "Kler" w reżyserii Wojtka Smarzowskiego miał polską premierę 28 września 2018 roku.

zwiastun filmu "Kler"

poniedziałek, 10 listopada 2025

Anatomia przemocy /recenzja filmu Wojtka Smarzowskiego "Dom dobry"/

Film "Dom dobry" jest zrobiony "grubą kreską", co nie jest bynajmniej komplementem. O ile reżyser postarał się nakreślić złożony portret bohaterki, o tyle męski bohater, o wyglądzie sympatycznego misia, został uproszczony do bólu. Film to czarno-biały, o cechach reportażu interwencyjnego, pozbawiony uniwersalnego przesłania. A przy tym nieznośnie brutalny, tak w warstwie języka, jak i obrazu.

Kadr z filmu "Dom dobry" w reż. Wojtka Smarzowskiego

Wojtek Smarzowski jest reżyserem, który nie robi letnich filmów i zazwyczaj podejmuje trudne tematy. Tak było w przypadku "Wesela" (2004, 2021), w którym przedstawił krytycznie obraz współczesnej Polski i Polaków, "Róży" (2011) – dramatycznej powojennej historii Polaków i Mazurów. Odważnie podjął także dramat ludobójstwa na Wołyniu ("Wołyń", 2016). Podejmował również tematy społeczne: pijaństwa ("Pod Mocnym Aniołem", 2013), skandali pedofilskich w Kościele ("Kler", 2018). Odrażający bohaterowie pojawili się w filmie "Dom zły" (2009), do którego nawiązuje tytułem najnowszy film reżysera: "Dom dobry". Podejmuje w nim Smarzowski temat przemocy domowej. Jak stwierdził podczas spotkania z publicznością w Kinie Nowe Horyzonty, zjawisko to nasiliło się ze szczególną mocą podczas pandemii, wtedy też pomyślał o tym, aby nakręcić kameralny film, którego akcja rozgrywać się będzie we wnętrzach. 

Opowiedziana w filmowych obrazach historia jest równie mocna, jak całe kino Smarzowskiego, który "od zawsze" przedstawiał świat w czarnych barwach. Z jednej strony, można by – idąc tropem wypowiedzi reżysera – potraktować jego filmy jako "misyjne". W wywiadzie, który przeprowadziłam z nim przed dziesięcioma laty, powiedział:

"Robię filmy, bo coś mnie uwiera, coś mnie w naszej rzeczywistości boli. Ale zawsze próbuję zostawić nadzieję. Na tyle, na ile potrafię. Postrzegam kino jako rodzaj misji. Robienie filmów błahych kompletnie mnie nie interesuje". 

Z drugiej zaś strony, łatwo w takim przypadku popaść w ton moralizatorski i pokazywać świat czarno-biały, choć w przypadku filmów Smarzowskiego bieli jest niewiele. 

W "Domu dobrym" (w kontekście obejrzanego filmu tytuł wydaje się brzmieć ironicznie) reżyser przeprowadza coś w rodzaju anatomii przemocy. Najpierw widzimy bohaterkę Gośkę (znakomita Agata Turkot) w relacji z matką - alkoholiczką, która nie tylko nie obdarza jej dobrym słowem czy gestem, ale nieustająco krytykuje, nie przebierając w słowach. Nie inaczej wyglądają w tym domu święta, na których pojawia się siostra z mężem, również mająca problem alkoholowy. Główna bohaterka jest abstynentką, zachowuje pogodę ducha i zarabia na życie lekcjami angielskiego, wspomagając finansowo matkę i siostrę. W Internecie poznaje Grześka (Tomasz Schuchardt), z którym prowadzi intelektualne zabawy w odgadywanie cytatów, a później, po karczemnej awanturze, którą robi jej matka (Agata Kulesza), przeprowadza się do niego, właściwie nie znając człowieka. To raczej ucieczka od matki niż świadoma decyzja. Wpada jednak z deszczu pod rynnę, bo ów okazuje się sadystą i damskim bokserem. Taki jest mniej więcej zarys fabuły.

Smarzowski, a za nim wielu recenzentów, opowiada o tym, że bohaterkę łączy z partnerem, a potem mężem, uczucie miłości, ja jednak uważam, że to mija się z prawdą. Owszem, jest tęsknota za miłością, także za normalnym domem, poczuciem bezpieczeństwa, które jest tak silne, że bohaterka nie chce widzieć realiów. A potem jest już za późno: nie potrafi się uwolnić, zwłaszcza, że nie ma dokąd pójść i że nie może liczyć na niczyją pomoc: nie udzielą jej skutecznie ani najbliżsi, ani znajomi, ani instytucje społeczne. 

Film jest zrobiony "grubą kreską", co nie jest bynajmniej komplementem. O ile reżyser postarał się nakreślić złożony portret bohaterki jako wrażliwej kobiety, a zarazem DDA (dorosłe dzieci alkoholików), co czyni ją w konsekwencji ofiarą psychopaty, o tyle główny bohater, o budzącym sympatię wyglądzie sympatycznego misia, został uproszczony do bólu. Jedyne zdanie, które pada w filmie, a którego celem jest "wyjaśnienie", dlaczego tak postępuje, brzmi: "Tak robił mój dziadek, mój ojciec i ja tak robię". No, przepraszam... Rozumiem pewne uproszczenia w reportażu interwencyjnym, ale tu... Najbardziej interesującym pomysłem formalnym tego filmu, który warto by zauważyć, jest scena, w której leżąca w szpitalu bohaterka "rozdwaja się" niejako na osobne postacie i odtąd już pojawiają się obrazy, co do których nie jesteśmy pewni, czy rozgrywają się realnie, czy tylko w wyobraźni nękanej kobiety. 

Tak się złożyło, że wieczór poprzedzający kinową projekcję najnowszego filmu Wojtka Smarzowskiego spędziłam oglądając (kolejny raz) "Lewiatana" Andrieja Zwiagincewa. Otóż tam, poza dobrze opowiedzianą historią społeczno-polityczną, rozgrywa się pełen ukrytych symboli dramat, który sprawia, że kino to nabiera cech uniwersalnych, a bohater ze zwykłego pijaczka z rosyjskiej prowincji staje się bohaterem tragicznym. Tego mi właśnie w filmie Smarzowskiego brakuje. No i nie jest to film, do którego chciałoby się powrócić...

Film "Dom dobry" obejrzałam przedpremierowo w Kinie Nowe Horyzonty 5 listopada 2025.


Zwiastun filmu "Dom dobry"

niedziela, 14 października 2018

Wyklęty reżyser Jafar Panahi z "niepokornym Aniołem". Ujawniamy program i gości 16. MFF Tofifest

12 hitów w On Air. Panahi, Dziędziel i Jakubik z nagrodą za niepokorność. Ujawniamy program i gości 16. MFF Tofifest.



Organizatorzy Tofifest odsłonili hity tegorocznego programu: 12 filmów, które powalczą w konkursie On Air, składy jurorskie oraz listę filmowych gości, którzy w tym roku odwiedzą Toruń. Specjalną nagrodę – Złotego Anioła za Niepokorność Twórczą przyznano aresztowanemu przez irańskie władze, reżyserowi Jafarowi Panahiemu. Ale nie tylko jemu…

Jafar Panahi, fot. Wikipedia

Tofifest od lat pragnie wyróżnić i docenić twórców za ich wkład w rozwój kina i za twórczą niepokorność, które objawiają się zarówno w ich sztuce, jak i artystycznej postawie. Nieustępliwość, kroczenie własnymi ścieżkami, niepodporządkowywanie się trendom ani modom to ich cechy charakterystyczne, które pragniemy podkreślić i za które chcemy podziękować.

W tym roku organizatorzy postanowili wyróżnić nagrodą za niepokorność twórczą Mariana Dziędziela, Arkadiusza Jakubika i Jafara Panahiego. W imieniu tego ostatniego statuetkę na Gali Otwarcia odbierze jego córka Solmaz Panahi. Flisaka, czyli nagrodę dla twórców z regionu, odbiorą Grażyna Szapołowska i Dawid Janicki, który na festiwalu przedstawi swój najnowszy projekt „Broad Peak” o polskiej ekspedycji w Himalaje. Nagrodą za całokształt twórczości uhonorujemy Maję Komorowską.

16. edycja MFF Tofifest odbędzie się w dniach 20–28 października 2018 roku w Toruniu. Pełne informacje znajdziecie na http://www.tofifest.pl oraz na Facebooku @tofifest. Dyrektorką Festiwalu jest Kafka Jaworska.

Poza nagrodzonymi do Torunia przyjadą m.in. Olgierd Łukaszewicz, Krzysztof Zanussi, Wojtek Smarzowski, Katarzyna Figura, Filip Bajon, Jan Jakub Kolski, Agnieszka Podsiadlik, Jacek Braciak, Łukasz Grzegorzek, Eliza Rycembel, Urszula Grabowska czy Anna Radwan, którzy spotkają się z festiwalową publicznością na spotkaniach autorskich. Pretekstem do rozmów staną się także filmy w konkursie głównym On Air. Aż 10 z nich to polskie premiery.

Jury przyzna główną nagrodę Złotego Anioła dla producenta, ufundowaną przez Marszałka Województwa Kujawsko-Pomorskiego, Piotra Całbeckiego, oraz dla reżysera, ufundowaną przez Prezydenta Miasta Torunia, Michała Zaleskiego. Nagroda Złotego Anioła nawiązuje do symbolu Torunia.

Odyseja kosmiczna - motyw przewodni festiwalu
informacja prasowa



poniedziałek, 14 lipca 2025

Przedstawiamy filmy konkursowe 50. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni

Ponad dwa miesiące przed festiwalem ogłaszającym listę filmów, które zawieszają się w Konkursie Głównym oraz Konkursie Filmów Krótkometrażowych jubileuszowego 50. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni.



KONKURS GŁÓWNY 50. FPFF


„Brat” , reżyseria: Maciej Sobieszczański, scenariusz: Maciej Sobieszczański, Grzegorz Puda, producenci: Dariusz Jabłoński, Violetta Kamińska, Izabela Wójcik


„Capo” , reżyseria: Robert Kwilman, scenariusz: Robert Kwilman, Malwina Górecka, Kirk Kjeldsen, producenci: Malwina Górecka, Peter Sand Magnussen


„Chopin, Chopin!” , reżyseria: Michał Kwieciński, scenariusz: Bartosz Janiszewski, producenci: Michał Kwieciński, Małgorzata Fogel-Gabryś


„Dom dobry” , reżyseria i scenariusz: Wojciech Smarzowski, producenci: Janusz Hetman, Wojciech Gostomczyk


„Franz Kafka” , reżyseria: Agnieszka Holland, scenariusz: Marek Epstein, Agnieszka Holland, producenci: Marcin Wierzchosławski, Sarka Cimbalova, Agnieszka Holland, Alicja Jagodzińska-Kałkus


„Klarnet” , reżyseria i scenariusz: Tola Jasionowska, producenci: Adrian Skwiercz, Joanna Jankowska-Flis


„Larp. Miłość, trolle i inne poszukiwania” , reżyseria: Kordian Kądziela, scenariusz: Kordian Kądziela, Michał Wawrzecki, producenci: Andrzej Papis, Maciej Sowiński


„Ministranci” , reżyseria i scenariusz: Piotr Domalewski, producenci: Leszek Bodzak, Aneta Hickinbotham, Piotr Walter, Jarosław Jakubiec


„Nie ma duchów w ciemnym na Dobrej” , reżyseria: Emi Buchwald, scenariusz: Emi Buchwald, Karol Marczak, producenci: Jerzy Kapuściński, Magdalena Tomanek


„Światłoczuła” , reżyseria: Tadeusz Śliwa, scenariusz: Tomasz Klimala, Hanna Węsierska, producenci: Klaudiusz Frydrych, Inga Kruk, Agata Dybul


„Terytorium” , reżyseria: Bartosz Paduch, scenariusz: Marcin Grabowski, Bartosz Paduch, producenci: Jacek Kulczycki, Paweł Jóźwik


„Trzy miłości” , reżyseria: Łukasz Grzegorzek, scenariusz: Łukasz Grzegorzek, Krzysztof Balcewicz, Weronika Bilska, Natalia Grzegorzek, producentka: Natalia Grzegorzek


„Vinci 2” , reżyseria: Juliusz Machulski, scenariusz: Juliusz Machulski, Robert Więckiewicz, producent: Zbigniew Domagalski


„Wielka Warszawska” , reżyseria: Bartłomiej Ignaciuk, scenariusz: Jan Purzycki, Bartłomiej Ignaciuk, producentka: Alicja Grawon-Jaksik


„Zamach na papieża” , reżyseria i scenariusz: Władysław Pasikowski, producenci: Klaudiusz Frydrych, Inga Kruk


„Życie dla dorosłych” , reżyseria: Paweł Podolski, scenariusz: Paweł Podolski, Lynn Kucharczyk, producenci: Anna Wereda, Alicja Gancarz


W Konkursie Głównym wystąpiło 16 filmów . Wśród nich jest 6 pełnometrażowych debiutów reżyserskich i 2 drugie filmy reżyserów.


Do Konkursu Filmów Krótkometrażowych 50. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych zakwalifikowały się 32 filmy oryginalne przez szkoły filmowe oraz zmienni producenci, a także w ramach programu „30 minut” Studia Munka – Stowarzyszenia Filmowców Polskich. Wyboru plików pochodzi także dyrektorka artystyczna festiwalu , a także rekomendacja dochodowa przez siebie doradczyń – historyczki kina Moniki Talarczyk oraz producentki Agaty Szymańskiej.


KONKURS FILMÓW KRÓTKOMETRAŻOWYCH 50. FPFF


„Asomia” , reżyseria: Wojtek Węglarz, Gracjana Piechula, produkcja: Szkoła Filmowa im. Krzysztofa Kieślowskiego, Uniwersytet Śląski w Katowicach


„Bazarove Love” , reżyseria: Jakub Pycak, produkcja: Warszawska Szkoła Filmowa


„Bez reszty” , reżyseria: Jakub Prysak, produkcja: Studio Munka – Stowarzyszenie Filmowców Polskich


„Bliżej” , reżyseria: Aleksandra Szczyrek, produkcja: Szkoła Filmowa im. Krzysztofa Kieślowskiego, Uniwersytet Śląski w Katowicach


„Ćwiartka” , reżyseria: Maja Górczak, produkcja: Państwowa Wyższa Szkoła Filmowa, Telewizyjna i Teatralna im. L. Schillera w Łodzi


„Dickflip” , reżyseria: Dominik Hadziewicz, produkcja: Państwowa Wyższa Szkoła Filmowa, Telewizyjna i Teatralna im. L. Schillera w Łodzi


„Fish and Chips” , reżyseria: Bartłomiej Błaszczyński, produkcja: Szkoła Filmowa im. Krzysztofa Kieślowskiego , Uniwersytet Śląski w Katowicach


„Pieprzyć ich wszystkich” , reżyseria: Polina Biliaieva, produkcja: Warszawska Szkoła Filmowa


„Brokat” , reżyseria: Konrad Kultys, produkcja: Państwowa Wyższa Szkoła Filmowa, Telewizyjna i Teatralna im. L. Schillera w Łodzi


„Houdini” , reżyseria: Mariusz Rusiński, produkcja: Państwowa Wyższa Szkoła Filmowa, Telewizyjna i Teatralna im. L. Schillera w Łodzi


„Jagody” , reżyseria: Marta Kowalska, produkcja: Gdyńska Szkoła Filmowa


„Jak się odkochać” , reżyseria: Varvara Zarytska, produkcja: Państwowa Wyższa Szkoła Filmowa, Telewizyjna i Teatralna im. L. Schillera w Łodzi


„Jogurt” , reżyseria: Aleksandra Góralewska, produkcja: Państwowa Wyższa Szkoła Filmowa, Telewizyjna i Teatralna im. L. Schillera w Łodzi


„Lucciola” , reżyseria: Aleksandra Neyman, produkcja: Szkoła Filmowa im. Krzysztofa Kieślowskiego, Uniwersytet Śląski w Katowicach


„Ludzie i rzeczy” , reżyseria: Damian Kosowski, produkcja: Studio Munka – Stowarzyszenie Filmowców Polskich


„Navidad de Marga” , reżyseria: Marcia Majcher, produkcja: Staron-Film


„Nibylandex” , reżyseria: Agata Kapuścińska, produkcja: Warszawska Szkoła Filmowa


„Nigdy nie znikasz” , reżyseria: Jakub Cyryl Grabarczyk, produkcja: Państwowa Wyższa Szkoła Filmowa, Telewizyjna i Teatralna im. L. Schillera w Łodzi


„Patrzę w niebie” , reżyseria: Alexandra Strunin, produkcja: Warszawska Szkoła Filmowa


„Po prostu” , reżyseria: Olga Kałagate, produkcja: Szkoła Filmowa im. Krzysztofa Kieślowskiego, Uniwersytet Śląski w Katowicach


„Pożegnanie z morzem” , reżyseria: Mateusz Nowak, produkcja: Katarzyna Strumnik


"POLICZKOWAĆ!!" , reżyseria: Mikołaj Piszczan, produkcja: Państwowa Wyższa Szkoła Filmowa, Telewizyjna i Teatralna im. L. Schillera w Łodzi


„Opera Mydlana” , reżyseria: Anja Zalewska, produkcja: Państwowa Wyższa Szkoła Filmowa, Telewizyjna i Teatralna im. L. Schillera w Łodzi


„Strach” , reżyseria: Robert Zawadzki, produkcja: Gdyńska Szkoła Filmowa


„Szmonces o Dybuku” , reżyseria: Maciej Tyburski, produkcja: Państwowa Wyższa Szkoła Filmowa, Telewizyjna i Teatralna im. L. Schillera w Łodzi


„Szumy i fonie” , reżyseria: Piotr Krzysztof Kamiński, produkcja: Warszawska Szkoła Filmowa


„Taty nie ma” , reżyseria: Jan Saczek, produkcja: Szkoła Filmowa im. Krzysztofa Kieślowskiego , Uniwersytet Śląski w Katowicach


„Tłum. Można być cicho” , reżyseria: Filip Jakubowski, produkcja: Państwowa Wyższa Szkoła Filmowa, Telewizyjna i Teatralna im. L. Schillera w Łodzi


„Wyspy” , reżyseria: Jakub Wenda, produkcja: Państwowa Wyższa Szkoła Filmowa, Telewizyjna i Teatralna im. L. Schillera w Łodzi


„Zwyczaje pingwinów” , reżyseria: Jakub Poterała, produkcja: Gdyńska Szkoła Filmowa


„Zza szyby podglądam jak umiera sarna, młody” , reżyseria: Angelika Cygal, produkcja: Państwowa Wyższa Szkoła Filmowa, Telewizyjna i Teatralna im. L. Schillera w Łodzi


„Żabi śpiew” , reżyseria: Xymena Zaręba, produkcja: Państwowa Wyższa Szkoła Filmowa, Telewizyjna i Teatralna im. L. Schillera w Łodzi


Jak dyrektor artystyczna Joanna Łapińska : „O udział w konkursie ubiegało się aż 190 tytułów, wybór był więc bardzo poważny. dotyczy tej esencji tego, o czym jest obecnie mowa młodzi. To często komentarz do świata wokół nas – jego strachów i niepokojów. Wśród naszych wielkich kataklizmy: wojny, migracja, erozję społeczne, a obok tego intymne, osobiste historie, w których centrum stoi rodzina lub jednostka. Różnorodność treści do zawartości o stylistyczne. Twórczynie i twórcy krótkie formy otwarte po wyraziste formalne ramy, zwykła konwencja gatunkowa albo ożywczy humor o jutrze polskie kina, to jego wschód dzieje się właśnie tu: w Konkursie Filmów Krótkometrażowych, który bardzo wszystkim polecam”.

Do końca lipca ogłoszona zostaje lista filmów zakwalifikowanych do Konkursu Perspektywy .

50. Festiwal Polskich Filmów Fabularnych odbędzie się w dniach 22–27 września 2025 roku w Gdyni. Producentem Festiwalu jest Pomorska Fundacja Filmowa w Gdyni.

informacja prasowa


Gala Baletowa na otwarcie nowego sezonu artystycznego w Teatrze Wielkim - Operze Narodowej

Gale baletowe to stały punkt repertuaru teatrów na całym świecie. W Teatrze Wielkim - Operze Narodowej będzie to jednocześnie otwarcie sezon...

Popularne posty