Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania kalambur, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania kalambur, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

wtorek, 23 września 2025

„SŁOJE DRZEWA” – spektakl Jerzego Bielunasa na podstawie wierszy i utworów Urszuli Kozioł /zapowiedź/

W dniach 3-5  października 2025 w Sali Teatru Laboratorium Instytutu Grotowskiego zostanie zaprezentowany spektakl na podstawie tekstów Urszuli Kozioł, w reżyserii Jerzego Bielunasa. Spektakl, w którym fragmenty prozy Urszuli Kozioł, wybrane jej wiersze oraz cytaty z esejów i felietonów składają się na literacki portret wybitnej poetki, od lat związanej z Wrocławiem. W przedstawieniu znalazły odzwierciedlenie najważniejsze w jej pisarstwie motywy, nazwane przez nią „kołami tematycznymi”.


„Dostrzegam teraz w tych wierszach napisanych na przestrzeni kilku dziesiątków lat” – pisała w „Stanach nieoczywistości” – „zarysowujące się (na kształt przerdzewiałych słojów w przekroju drzewa) koła tematyczne, które w coraz to innej perspektywie nawiązują promieniście do swego rdzenia i usiłują jeszcze inaczej mówić o tym samym, ujmowanym raz z tej, a raz z tamtej strony…”*. I dodawała, że pragnie mówić o człowieku: „wobec cywilizacji, techniki, wobec przyrody (…), wobec wojny, wobec drugiego człowieka, wobec pamięci, dziedzictwa, życia, miłości, śmierci, wobec własnego «ja», wobec czasu wreszcie, w którym owemu «ja» wypadło żyć”**.

Przez długie lata twórczość Urszuli Kozioł pełna była żywej dyskusji ze światem. We wstępie do tomu „Poezje wybrane (II)” autorka pisała: „Myślę, że większość zapisanych przeze mnie stron powstała z pilnej wewnętrznej potrzeby podzielenia się z kimś złymi przeczuciami, które mną owładnęły a które dotyczą losu ludzi i losu świata, (…) są też te zapisy próbą uprzytomnienia sobie i innym różnorakich zagrożeń, są wołaniem o opamiętanie się, nawet jeśli miałoby ono pozostać jedynie wołaniem na puszczy”***.

W ostatniej dekadzie w wierszach Urszuli Kozioł zaczyna dominować krąg rozważań o stracie ukochanego mężczyzny i przejmujący, wnikliwy zapis własnego przemijania, żegnania się z życiem.

W spektaklu „Słoje drzewa” zostały zaprezentowane te dwa nurty refleksji poetyckich: pierwszy – pełen pasji, obrazujący przemiany świata i rosnące wokół nas zagrożenia oraz ten późniejszy – wyciszony, pełen prostoty i pokory, w którym poetka żegna się ze światem.


* Urszula Kozioł, Wciąż o tym samym, [w:] Stany nieoczywistości, PIW, Warszawa 1999, s. 273–274.

** Tamże, s. 273–274.

*** Urszula Kozioł, Poezje wybrane (II) , Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1985, s. 5–6.

TWÓRCY

Reżyseria, scenariusz: Jerzy Bielunas

Muzyka: Sambor Dudziński

Scenografia: Mirosław Chudy

Występują: Wiktoria Glińska, Krystyna Krotoska, Agnieszka Kwietniewska, Halina Litwiniec


Jerzy Bielunas jest reżyserem teatralnym i telewizyjnym, profesorem wykładającym we wrocławskiej filii Akademii Sztuk Teatralnych im. Stanisława Wyspiańskiego w Krakowie. Zrealizował kilkadziesiąt spektakli teatralnych. W czasie studiów był związany z Teatrem „Kalambur” we Wrocławiu. Przez szereg lat współpracował z Przeglądem Piosenki Aktorskiej (PPA) we Wrocławiu. W ramach PPA zrealizował m.in. spektakl „Ballady Morderców” (1998) oparty na piosenkach zespołu Nick Cave and The Bad Seeds, a także koncert ,„Nick Cave i przyjaciele” (1999). Jest również twórcą widowisk telewizyjnych, m.in. koncertu galowego z okazji wejścia Polski do Unii Europejskiej (2004), koncertów z okazji rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego (2003, 2009, 2014), koncertu z okazji 25. rocznicy powstania NSZZ „Solidarność” ( 2005) czy koncertu poświęconego Markowi Grechucie – „Świat w obłokach” – prezentowanego na Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu (2006). Zrealizował również „Częstochowską Victorię” – plenerowe widowisko w ramach obchodów jubileuszu 350-lecia obrony Jasnej Góry, inscenizowane na wałach klasztoru (2005). We Wrocławiu przygotowywał koncerty z okazji wręczenia Literackiej Nagrody Europy Środkowej Angelus (2008 i 2009) oraz Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej Silesius (2013, 2015, 2016). Na Międzynarodowym Festiwalu Mozartowskim „Mozartiana” w Gdańsku reżyserował widowiska: „Operowe fascynacje Chopina” (2010), „Fantazja na oliwskie organy” (2017) i „Muzyka nocy” (2022). Interesuje się też teatrem dla dzieci. Jego przedstawienia dla młodych widzów były wielokrotnie nagradzane. Członek ZAiKS-u. Tłumacz piosenek francuskich, autor sztuk teatralnych, scenariuszy i tekstów piosenek dla dzieci, m.in. utworów, które ukazały się na płycie „Małe WuWu”.

Mirosław Chudy jest ekspertem Galerii 66P i członkiem ciała doradczego tworzącego program miejsca. W latach 80. studiował w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych (obecnie Akademia Sztuk Pięknych im. Eugeniusza Gepperta) we Wrocławiu wraz z innymi przedstawicielami nurtu Nowej ekspresji, m.in. Wojciechem Urlichem, Mają Godlewską i Władysławem Zaporowskim. Był związany z pracownią Konrada Jarodzkiego. Jeszcze podczas studiów współtworzył legendarny Klub Linda. W 1987, tuż przed dyplomem, wyjechał do Aten, gdzie do 1990 studiował na Akademii Sztuk Pięknych w Atenach (ASFA) w pracowni firmowanej przez Jannisa Kounnellisa, jednego z czołowych przedstawicieli nurtu Arte Povera. W latach 1990–2007 mieszkał w Toronto i w Chicago. Obecnie mieszka i pracuje w Miami w USA, łącząc indywidualną praktykę artystyczną ze zleceniami na projekty wnętrz i oprawę wydarzeń.

Sambor Dudziński (właśc. Damian Dudziński–Dymek), ur. 3 czerwca 1974 w Bytomiu, jest artystą totalnym: performerem, multiinstrumentalistą, kompozytorem, autorem tekstów, wokalistą, aktorem, lalkarzem, wynalazcą i showmanem. Jego sceniczna działalność łączy teatr, muzykę i elementy transowego rytuału, tworząc unikalne widowiska live. Wielokrotnie występował za granicą, m.in. w USA, Japonii, Niemczech, Finlandii, Francji, Danii, Rosji, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii, na Węgrzech i w Rumunii. Na scenie posługuje się kilkunastoma instrumentami, łącząc live looping i improwizację. Gra na instrumentach klawiszowych (piano elektryczne, rhodes, organy, key-bass, melodyka), dętych (saksofony, klarnety), perkusyjnych, a także na licznych instrumentach etnicznych (duduk, sopiłka, didgeridoo, drumle, kalimba, berimbao, lira korbowa, ligawki, flety). Jego wokal obejmuje szerokie spektrum stylistyk – od jazzu i belcanto po śpiew etniczny i eksperymentalny. Tworzy muzykę teatralną, filmową, współczesna i wokalną, a także w nurcie jazzu, bluesa, popu i progresywnego rocka.

Wiktoria Glińska studiuje na Wydziale Aktorskim we wrocławskiej filii Akademii Sztuk Teatralnych im. Stanisława Wyspiańskiego w Krakowie. W 2024 roku otrzymała wyróżnienie w VI edycji konkursu Modjeska Calling, który jest organizowany przez Teatr Polski w Poznaniu. Absolwentka lubelskich szkół muzycznych: Ogólnokształcącej Szkoły Muzycznej I i II st. im. Karola Lipińskiego w klasie wiolonczeli oraz Szkoły Muzycznej II st. im. Tadeusza Szeligowskiego w klasie śpiewu operowego.

Agnieszka Kwietniewska jest aktorką. Ukończyła studia na Wydziale Aktorskim we wrocławskiej filii Akademii Sztuk Teatralnych im. Stanisława Wyspiańskiego w Krakowie. Laureatka wielu nagród aktorskich, m.in. wyróżnienia za najlepszą rolę żeńską na 4. Międzynarodowym Festiwalu Teatralnym Boska Komedia za kreację w spektaklu „Joanna Szalona. Królowa” w reżyserii Wiktora Rubina oraz indywidualnej nagrody aktorskiej za rolę żeńską w przedstawieniu „Był sobie Andrzej, Andrzej, Andrzej i Andrzej” Pawła Demirskiego w reżyserii Moniki Strzępki (Teatr Dramatyczny im. Jerzego Szaniawskiego w Wałbrzychu) w finale 17. Ogólnopolskiego Konkursu na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej. Przez wiele lat związana z Teatrem Polskim we Wrocławiu, gdzie zadebiutowała w grudniu 2012 w przedstawieniu Moniki Strzępki pod tytułem „Courtney Love”. Obecnie związana z  Teatrem Dramatycznym im. Jerzego Szaniawskiego w Wałbrzychu i Teatrem Polskim w Podziemiu we Wrocławiu.

Krystyna Krotoska jest aktorką teatralną i filmową oraz pieśniarką. Już w czasie studiów związała się z wrocławskim Teatrem Kalambur, w którym występowała od 1969 do 1982 roku. W latach 1983–90 i 1991–2004 była aktorką Teatru Polskiego we Wrocławiu. Od lat współpracuje z Instytutem im. Jerzego Grotowskiego. W 2002 roku zrealizowała tu swój Beckettowski monodram „no właśnie co”, na który złożyły się dwie jednoaktówki: „Nie ja” i „Kołysanka” oraz wiersz Becketta „no właśnie co”. W 2013 roku monodram został poszerzony o jednoaktówkę „Kroki”. Spektakl był prezentowany także we Włoszech, częściowo w języku włoskim. W 2006 roku z międzynarodową grupą Bred in the Bone Theatre Company zrealizowała „Unreal City – a jazzed performance”, oparty na poemacie T.S. Eliota „Ziemia jałowa”. W 2014 roku wystąpiła na scenie Teatru Muzycznego Capitol we Wrocławiu w broadwayowskim musicalu „Nine”, w roli matki Gwida. Poezja Urszuli Kozioł od lat pozostaje w kręgu zainteresowań aktorki. W 1970 roku wystąpiła w słynnym spektaklu Teatru Kalambur pt. „W rytmie słońca”, zrealizowanym na podstawie tomu poetki pod tym samym tytułem.

Halina Litwiniec jest aktorką, nauczycielką i animatorką kultury. W 1963 roku ukończyła polonistykę na Uniwersytecie Wrocławskim, a w 1965 uzyskała dyplom aktorki estradowej. W latach 1961–1993 występowała na scenie wrocławskiego Teatru Kalambur, m.in. w spektaklach zrealizowanych na podstawie twórczości Urszuli Kozioł („W rytmie słońca”, 1970; „Biała skrzynia”, 1977; „O sobie samej”, 1982). Laureatka licznych nagród w konkursach recytatorskich – wojewódzkich i ogólnopolskich, a także aktorskich, m.in. otrzymała nagrodę za rolę w „Łysej Śpiewaczce” (1966) podczas Festiwalu Teatrów Studenckich oraz nagrodę za najlepszy epizod aktorski w spektaklu „Nasz Julo czerwony” (1987) w ramach plebiscytu „Złote Iglice”. Uhonorowana odznaką „Zasłużony Działacz Kultury” oraz „Srebrnym Krzyżem Zasługi”. W latach 1965–1980 uczyła języka polskiego i prowadziła teatr szkolny. Od 1983 kierowała wrocławską kawiarnią „Pod Kalamburem” – kultowym miejscem spotkań artystycznych i kulturalnych elit miasta, a także wielu wydarzeń artystycznych. Współtworzyła działającą w kawiarni „Galerię Literacką Młodych” , organizowała konkursy poetyckie (m.in. wspólnie z Markiem Garbalą „Turniej Jednego Wiersza”) oraz prowadziła spotkania z wybitnymi postaciami polskiego teatru, literatury i nauki (m.in. z Tadeuszem Łomnickim, Urszulą Kozioł, Wisławą Szymborską, Jeremim Przyborą i prof. Janem Miodkiem). W ramach cyklu „Galerii Trzech Obrazów” gościła wrocławskich plastyków. Obecnie aktywnie działa na rzecz upamiętnienia dziedzictwa Teatru Kalambur, m.in. współorganizując „Poniedziałki z Kalamburem”, które odbywają się co miesiąc w „Art Cafe Kalambur”. Od lat jest związana ze Stowarzyszeniem Europejskich Więzi, które promuje wiedzę o współczesnym świecie w różnych aspektach – politycznych, kulturowych i socjologicznych.

Elżbieta Terlikowska-Misiak jest kostiumografką i scenografką. Absolwentka Wydziału Projektowania Form Przemysłowych Państwowej Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych we Wrocławiu (obecnie Akademia Sztuk Pięknych im. Eugeniusza Gepperta). Dyplom z malarstwa uzyskała w pracowni prof. Józefa Hałasa. Jako scenografka i kostiumografka zadebiutowała w 1986 roku w Operze Wrocławskiej, pracując przy spektaklu „Nowe Wyzwolenie” według Witkacego, w reżyserii Jerzego Bielunasa. Scenografię i kostiumy projektuje nie tylko dla teatru. Pracuje również przy produkcjach filmowych i telewizyjnych, m.in. jest autorką kostiumów do filmu „Odlotowe wakacje” Marka Piestraka oraz seriali „Życie jak poker” i „Warto kochać”. Zajmuje się także grafiką użytkową oraz małą formą graficzną.

informacja prasowa

wtorek, 5 grudnia 2017

Włodzimierz Herman: Filozof na scenie

Kultowy reżyser i współzałożyciel wrocławskiego Teatru Kalambur promował we Wrocławiu swoją książkę.

Włodzimierz Herman, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek


Niedawno byliśmy świadkami niecodziennej promocji książki "Filozof na scenie". Bohaterem wieczoru, który miał miejsce w Instytucie im. Jerzego Grotowskiego, był człowiek - legenda, reżyser i kierownik artystyczny Studenckiego Teatru Kalambur, a po wyemigrowaniu - reżyserujący w Zurychu, Nowym Jorku, Szwecji, a także - może przede wszystkim - w Danii, m.in. w Teatrze Królewskim w Kopenhadze. W Danii bowiem wyreżyserował ponad sto sztuk teatralnych. Tym razem powrócił do Wrocławia w charakterze pisarza, promując swoją książkę o znamiennym podtytule: "moja przygoda teatralna z Kierkegaardem. Wrocławska nostalgia". 

Książkę Hermana promowali: prof. Janusz Degler, autor "Listu do przyjaciela", który znalazł się w książce obok eseju autora i przedmowy dr. Jacka Aleksandra Prokopskiego. 
 
Jacek Aleksander Prokopski i Janusz Degler, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Wrocławska nostalgia i Cud nad Odrą


To jest niezwykła książka - twierdził podczas spotkania prof. Janusz Degler - i bardzo charakterystyczny jest jej wzruszający podtytuł: "Wrocławska nostalgia". O tej nostalgii trzeba powiedzieć parę słów... Mieliśmy, Włodku, ogromne szczęście oglądając wspaniałe spektakle lat 60. W tym także Twoich "Szewców" 23 marca 1965 roku. Była to premiera niezwykła! Kiedy usłyszeliśmy wiadomość, że Herman robi  tę sztukę, zelektryzowała nas ta wiadomość. Szczególnie że krążyły słuchy, iż reżyser wysłał swoich aktorów na praktyki do... szewca i kazał im bodajże przez miesiąc uczyć się sztuki robienia butów. Żadna z późniejszych, nierzadko wielkich, inscenizacji nie była tak autentyczna i pełna przejęcia. Zaś takiej księżnej Iriny Podbereskiej-Zbereźnickiej  już nigdy potem nie widziałem...  Jest to przedstawienie legendarne. W ogóle był to okres rozkwitu teatru we Wrocławiu. Opisując to zjawisko znany krytyk Wojciech Giełżyński nazwał je "Cudem nad Odrą". I to jest także zasługa Włodka Hermana, który tworzył spektakle piękne i mądre.

 Kierkegaard sceniczny


Oficyna Wydawnicza Atut

Towarzyszący książce, w charakterze wstępu, satyryczny esej Jacka Aleksandra Prokopiuka, pełen jest filozoficznych obserwacji łączących etyczne i religijne idee kopenhaskiego geniusza. Autor wstępu uwspółcześnił Kierkegaarda, przedstawiając go jako pisarza, którego utwory posiadają wartość poetycką, dramatyczną i komiczną.

Próba uscenicznienia Kierkegaarda jest rzeczą niezwykle trudną - powiedział podczas spotkania dr Jacek Aleksander ProkopiukNie ma drugiej takiej nie tylko w literaturze polskiej, ale i światowej. Sam Kierkegaard pisał w taki sposób, że najlepiej czyta się go na głos. A już wystawienie go w teatrze jest najwyższą formą prezentacji tego filozofa. Próba spojrzenia na Kierkegaarda od strony teatralnej jest niepowtarzalną i pierwszą tego rodzaju.

Głos zabrał również bohater tego wieczoru - Włodzimierz Herman, dziękując sponsorom i przyjaciołom, którzy przyczynili się do polskiego wydania książki.
 
Włodzimierz Herman,  fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Cóż ma wspólnego Kierkegaard z wrocławską nostalgią? Otóż są to naczynia połączone - wyjaśniał autor. Książka ta jest przyczynkiem do zrozumienia pewnego pokolenia, naszego pokolenia, za pośrednictwem tak wielkiego filozofa, jakim był Kierkegaard. Niektóre jego teksty zaadaptowałem do swego kabaretu.

Odczytał także kilka fragmentów książki. Niektóre z nich zostały zaprezentowane przez autora i znaną aktorkę Teatru Kalambur i Teatru Polskiego, współpracującą obecnie z Instytutem im. J. Grotowskiego - Krystynę Krotoską

Usceniczniony Kierkegaard pełen jest intelektualnego wdzięku, zaś załączone do niego eseje pozwalają ujrzeć zamysł autora w szerszym kontekście kulturowym. 

Książka Włodzimierza Hermana "Filozof na scenie" ukazała się w Oficynie Wydawniczej ATUT.

Relacja ukazała się na portalu Kulturaonline w listopadzie 2015 roku.



piątek, 3 lutego 2023

"40 lat kawiarni artystycznej "Pod Kalamburem" - ART CAFE". Spotkanie promujące album

8 lutego o 18.00 Ośrodek Kultury i Sztuki we Wrocławiu zaprasza na spotkanie promocyjne poświęcone publikacji o charakterze albumowym, wspominkowym, historycznym i rozrywkowym: "40 lat Art Cafe Kalambur". Spotkanie odbędzie się w Księgarni Tajne Komplety.


Naszymi gośćmi będą:

Michał Litwiniec (pomysłodawca i koordynator, znany również jako szef Kalambura)

Berenika Nikodemska (reaserch, opracowanie części 1982-2002)

Łukasz Plata (redaktor publikacji)

Jan Stolarczyk (autor, bywalec, juror w kalamburowych konkursach literackich)

Jacek Drumowicz (piekło składu)

Spotkanie poprowadzi Karol Pęcherz.


Wydawcy:

Fundacja Kalambur

Ośrodek Kultury i Sztuki Wrocław

Fundacja na rzecz Kultury i Edukacji im. Tymoteusza Karpowicza.

Publikacja sponsorowana z oszczędności rodziny Litwińców

Projekt współfinansowany przez Wydział Kultury Urzędu Miejskiego Wrocławia oraz Funduszu Wsparcia Kultury

Publikacja współfinansowana z budżetu Samorządu Województwa Dolnośląskiego

Data: 8 lutego 2023, godz. 18.00

Miejsce: Księgarnia Tajne Komplety

Przejście Garncarskie 2, Wrocław

Bilety: wstęp wolny

informacja prasowa

wtorek, 9 lipca 2019

Jerzy Bielunas o tajemniczych związkach teatru i muzyki /wywiad/

O inspirujących związkach muzyki i teatru rozmawiam z Jerzym Bielunasem, reżyserem teatralnym i telewizyjnym, autorem wielu spektakli i koncertów, preferującym widowiska muzyczne i scenę piosenki.

Jerzy Bielunas, fot. z archiwum reżysera

Barbara Lekarczyk-Cisek: Od wielu lat zajmuje się Pan odmianą teatru, w którym muzyka odgrywa niepoślednią rolę. Przypuszczam więc, że mając takie ogromne doświadczenie w tej materii, mógłby Pan wiele powiedzieć na temat związków muzyki i teatru. Wiadomo, że są one nierozerwalne już u samych źródeł, ale sposób funkcjonowania muzyki w przedstawieniu teatralnym ewoluował i jest przez różnych twórców różnie traktowany. Jak jest w Pana przypadku? Z wykształcenia jest Pan polonistą, a teatrem zajął się później…

Jerzy Bielunas: Inspiracją większości moich przedstawień był jednak zawsze tekst, zawsze. Już w pierwszych przedstawieniach, które realizowałem (np. w adaptacji utworu Maxa Frischa w Teatrze Kalambur) zaczęły pojawiać się songi – jako kontrapunkty dla słowa mówionego.Stawały się rodzajem metaforycznej ucieczki od podstawowego i tekstu i otwierały przestrzeń na refleksję i na wzruszenie. Większość przedstawień, które zrobiłem, czy to dla dzieci, czy dla dorosłych, miała taki łączony, słowno-muzyczny charakter.

 Także mój ostatni spektakl: „Flower Power” powstał z inspiracji tekstami Jacka Podsiadły. Nie chcę tworzyć prezentacji piosenek hipisowskich, kolejnej „kopii Woodstocku”, koncertu podobnego jak ten w Jarocinie, gdzie muzyka, stroje i sceniczna konwencja w sentymentalny sposób przypominały miniony czas epoki dzieci – kwiatów.
Nie chodzi mi o tego rodzaju kopię czy retrospekcję. Punktem wyjścia dla mnie stały się wiersze Jacka Podsiadły, mówiące o tym, co się działo w PRL-u i jak ich bohater w tym czasie żył duchem hipisowskim, uciekając od tego zrutynizowanego, zniewolonego społeczeństwa. Poruszyło mnie to, w jaki sposób autor pisał o miłości, o ideałach, o amerykańskiej muzyce, a także o amerykańskich mitach, doskonale zdając sobie sprawę, że to tylko mity. A jednocześnie „śni mu się Ameryka”, bo jest formą ucieczki i nadziei. Po zdobyciu doświadczeń, ten młody buntownik powie jednak, że nie chce już zmieniać świata – ucieka do lasu. Czy to kapitulacja? Przeciwnie, to mądre i dojrzałe wejście w życie na uboczu. Taki model życia wybrał.

Iwona Bielska i Robert Więckiewicz na próbie Flower Power, T. Capitol, fot.
Wałków

Mnie się szalenie ta wpisana w wiersze opowieść spodobała. Bliska mi jest wizja człowieka, który wykrzykuje swój bunt, a potem uświadamia sobie, że świata nie zmieni, ale też nie chce, by świat zmienił jego. I żyje – w kręgu najbliższych na odludziu, z dala od zgiełku.
W tekstach Jacka Podsiadły jest wiele inspiracji zaczerpniętych z piosenek Boba Dylana. To jakby post-dylanowskie impresje.

Rozumiem, że był to dla Pana trop, za którym Pan poszedł…

Ależ tak! Zapragnąłem opowiedzieć o drodze człowieka, który odrzucił życie w zuniformizowanym społeczeństwie, a jednocześnie sięgnął po pełne emocji utwory muzyczne wyrażające tę samą potrzebę. Zaproponowałem Jackowi Podsiadle, że zrobię spektakl z jego poezji, z cytatami z piosenek amerykańskich: Boba Dylana, Jimi Hendrixa, Joni Mitchell, Janis Joplin itd. Wtedy on zasugerował mi, że należy zaprezentować te utwory z polskimi tekstami, a nawet podjął się ich przetłumaczenia. Przyjąłem tę propozycję z radością.

Praca nad „Flower Power” to dobry przykład na to, w jaki sposób, wychodząc od tekstu, dopełniam podjęty temat muzyką. Czasami są to songi, niekiedy muzyka czysto instrumentalna, zdarza się, że różnorodna stylistycznie. Tak było w spektaklu „Głuptaska” stworzonym na podstawie prozy Swietłany Wasilenko, gdzie muzykę współczesną zderzyliśmy ze śpiewami cerkiewnymi. Motyw muzyki religijnej jest bardzo ważny w  tej powieści. Wykorzystaliśmy też w przedstawieniu rosyjskie pieśni ludowe, bo i o nich była mowa w tekście.
Kiedy autor opisuje w utworze wrażenia muzyczne, to jest dla mnie jasne, że należy je w adaptacji scenicznej uwzględnić - otwiera się przede mną jako reżyserem możliwość urzeczywistnienia tej warstwy literatury.

Kinga Preis, GŁUPTASKA w reż Jerzego Bielunasa, T. Capitol, fot. Łukasz Giza

„Głuptaska” nie była tradycyjną adaptacją. Motyw zagrożenia atomowego występujący w tej powieści został połączony z tematem gier komputerowych, o których w oryginale nie ma mowy. Dla nich stworzyliśmy inny ekwiwalent muzyczny: „cybernetyczne” kompozycje Mateusza Pospieszalskiego. A wplecione w scenariusz teatralny fragmenty wspomnień, dotyczące wybuchu bomby w Hiroszimie i katastrofy w Czarnobylu miały swój odpowiednik w niezwykle poruszających songach Mateusza (m.in. z tekstami S. Aleksijewicz), zaśpiewanych przez Kingę Preis… A zatem każdy z literackich nurtów znalazł rodzaj wypełnienia, rozszerzenia, komentarza muzycznego.  Jedną z podstawowych form obrazowania w spektaklu stał się dźwięk, muzyka.

Innymi słowy, muzyka bywa obecna już w samym tekście literackim? A Pańska słynna realizacja teatralna „Pamiętnika z powstania warszawskiego”? W jakim sensie proza Białoszewskiego okazała się muzyczna?

Białoszewski zawsze był dla mnie muzyczny! Zafascynowałem się jego twórczością w czasach, gdy  studiowałem  polonistykę. Wtedy też został wydany „Pamiętnik z Powstania Warszawskiego” i po jego przeczytaniu natychmiast zapragnąłem zrobić przedstawienie. Niestety, nikt wówczas nie był zainteresowany. Widziałem przedstawienie Leszka Herdegena i Lidii Zamkow, a później kolejne, m.in. bardzo interesującą adaptację Marii Zmarz-Koczanowicz z 2004 roku, z Adamem Woronowiczem jako Mironem. Ja jednak od początku chciałem zrobić spektakl muzyczny, pragnąłem „Pamiętnik z Powstania…” zaśpiewać!  Długo nie mogłem znaleźć sponsora ani miejsca, gdzie mógłbym zrealizować takie przedstawienie.  Nawet w okresie, kiedy  tworzyłem  dużo koncertów i  spektakli w telewizji, spotkałem się z odmową, a w każdym razie z brakiem zainteresowania. Powszechnie uważano, że Białoszewski, który opowiada o wojnie do śpiewania się nie nadaje.  A przecież istniały opracowania na temat fonicznej strony jego prozy, m.in. świetna rozprawa Stanisława Barańczaka, który wnikliwie opisał jej muzyczne aspekty.

Scena z "Pamiętnika z powstania warszawskiego" w reż. Jerzego Bielunasa,  PWST WROCŁAW

Marząc o Białoszewskim śpiewanym szedłem niejako za wskazówkami samego autora. Był to przecież twórca wyjątkowo uwrażliwiony na muzykę, a jego teksty to partytura, w którą wpisane jest całe bogactwo odgłosów rzeczywistości.  Na poziomie dobrej interpretacji słychać te brzmienia. Białoszewski sam czytał teksty własne i innych autorów w niezwykle muzyczny sposób. Istnieją jego nagrania, o których pisał m.in. tak:

"Śpiewanie. Mówienie. Właśnie. Jaszcze to: jaka między nimi różnica? Niby wiadomo. Ale jak idzie między nimi granica? Czy decyduje nomenklatura? Czy przeciąganie zgłosek (a nawet głosek)? Czy różnice wysokości? Czy rytmiczność? Może zadrganie głosu? Z przeciąganiem? (...) Często były u nas mówienia specjalne (bardzo wyliczone co do melodii, choć jeszcze mówienia}, śpiewania wprost i śpiewanio-mówienia, na pograniczu, które okazało się dosyć szerokie, bo okazało się wiele sposobów prawie śpiewania, mówienia podśpiewywanego, ciągów monotonii albo na odwrót spiętrzeń rytmicznych, które robiły się samochcąc muzyką” (M. Białoszewski „O tym Mickiewiczu, jak go mówię”. Odra 1967, nr 6)

Słowem, pragnąłem stworzyć spektakl, w którym akustycznie ożyłyby rytmy, szepty, krzyki, melodie modlitw, śpiew litanii, świt pocisków, wybuchy bomb, warkot nadlatujących samolotów, huk walących się domów i ogromna ilość innych dźwięków zapisanych w dramatycznym „Pamiętniku …” Białoszewskiego. Mateusz Pospieszalski stworzył kompozycje do tekstu.  Nie mogąc znaleźć teatru, który byłby zainteresowany tym materiałem zdecydowałem się na eksperyment i zrobiłem „Pamiętnik…” jako przedstawienie dyplomowe w szkole teatralnej. Dopiero kiedy powstał spektakl – w 70 procentach śpiewany – udało mi się jego nagraniem zainteresować profesjonalnych producentów.

Śledząc Pańskie spektakle w dłuższej perspektywie, odnoszę wrażenie, że Mateusz Pospieszalski stał się znakomitym wyrazicielem Pańskich muzycznych pomysłów w teatrze.

GODZINA WROŃCA, scena ze spektaklu PWST WROCŁAW

Bardzo mnie cieszy, że los nas zetknął. I jestem wdzięczny Mateuszowi za to, że zajęty wieloma pracami, które nierzadko mają charakter komercyjny, okazał zainteresowanie tekstami trudniejszymi. Nie tylko dobrze je odczytuje, wykazując się wielką wrażliwością, intuicją i mądrością, ale również potrafi skomponować do nich odpowiednią muzykę.
Tak było z utworem Białoszewskiego i np. z „Wrońcem” Jacka Dukaja.  Muzyczne nawiązanie do takich utworów literackich nie jest prostym zadaniem. A jednak powstały znakomite kompozycje. W przypadku utworu Dukaja należało napisać rzecz dramatyczną, ale ubraną w formę trochę komiksu, trochę horroru. Mateusz napisał ciekawe utwory, które mogłyby funkcjonować niezależnie – jako songi teatralne, bo stwarzają rozmaite możliwości interpretacji.

W Pańskich spektaklach – bez względu na to, jak dużo jest w nich muzyki – wiodącą rolę odgrywa jednak słowo.

Zdecydowanie tak!  I na ogół staram się już nie ingerować  w  autorski tekst, poddaję go tylko rytmizacji, pewnym skrótom, zabiegom redakcyjnym. Nie doklejam już autorom songów napisanych przez kogoś innego. Białoszewski śpiewany nadal pozostaje Białoszewskim, a Dukaj – Dukajem.  Kiedy robiłem spektakl „Cicho” Maliny Prześlugi, jedynie redagowałem jej teksty tak , aby zamknąć je we frazach dających się zaśpiewać, ale nie dopisywałem ani jednej litery. Po latach różnych scenicznych prób doszedłem do wniosku, że wierność oryginalnej fakturze literackiej powinna być podstawą i że dla niej należy szukać muzycznego ekwiwalentu.  Dobra literatura nie znosi „dopisywania”.

Robił Pan w przeszłości również spektakle złożone z samych piosenek, np. Galę na PPA czy „Złotą różdżkę”, piosenki Tadeusza Nalepy. Słynne są także Pańskie „Ballady morderców” na podstawie tekstów Cave`a.  Czy w takich realizacjach muzyka nie odgrywa jednak dominującej roli?

Cóż, w przypadku „Ballad morderców” porwał mnie przede wszystkim temat: studium okrucieństwa i dewiacji. Sięgnąłem po ciekawe tłumaczenia , pracowałem z wrażliwymi, młodymi wykonawcami: Kingą Preis i Mariuszem Drężkiem, którzy potrafili znakomicie wypełnić interpretacyjnie te teksty. Pomagała nam grupa plastyków, którzy czuli współczesny język owej negującej „grzeczną rzeczywistość” ekspresji, a przedstawienie współtworzył dobry, pełen twórczych propozycji choreograf, Jarek Staniek. To wszystko sprawiło, że udało się nam stworzyć przedstawienie, które było współcześnie brzmiącym, silnym literackim i muzycznym obrazem okaleczonej psychiki.

Kinga Preis w "Balladach morderców" w reż. Jerzego Bielunasa, fot. prasowa

Mój Koncert Galowy na 27 PPA nosił tytuł „ Hotel pod Różami. Poeci polskiej piosenki”
 i był poświęcony najwybitniejszym autorom tekstów polskich piosenek – zatem i tu punktem wyjścia było słowo. W „Złotej Różdżce” zafascynował mnie groteskowy świat 19-wiecznej kiczowatej literatury dydaktycznej dla dzieci i starałem się stworzyć z tego makabryczną sceniczną opowiastkę pełną czarnego humoru.
Może jedynie w koncercie „Czarno-czarny film”, z piosenkami T. Nalepy, dominowała przede wszystkim muzyka. Ale w tym przypadku starałem się dopełnić ją, dialogującą z nią stroną plastyczną.  Lubię konstruować spektakle, w których sumuje się muzyka, obraz plastyczny i słowo, tworząc taki rodzaj więzi, który oddziałuje na emocje odbiorcy. Dlatego bardzo cenię sobie współpracę z dobrymi plastykami.

Czy nie jest to podobnie, jak w pięknym filmie Alaina Caurneau: „Wszystkie poranki świata”, w którym muzyka, słowo i obraz tworzą doskonale harmonijną całość i pozbawienie go lub choć częściowe ograniczenie sprawiłoby niepowetowane straty w odbiorze całości? Bo muzyka współtworzy sens całości, nie tylko obraz i słowo.

Właśnie tak!  Oczywiście „Wszystkie poranki świata” – to raczej niedościgły wzór, ale marzy mi się ten rodzaj syntezy – czasami bardzo bogatej. Mam świadomość, że w przeszłości trochę z tym bogactwem zdarzyło mi się przesadzić. Teraz jestem ostrożniejszy. Staram się łączyć obraz, słowo i muzykę, dbając przede wszystkim o harmonię kompozycji. W paru wypadkach chyba mi się to udało. Jestem na przykład zadowolony z połączenia tekstu z animacją i muzyką w koncercie „Honor jest wasz Solidarni”, przygotowanym na 20-lecie Solidarności w Hali Olivii w Gdańsku.

Choć już od dawna nie chodzę z dziećmi na spektakle, bo dorosły, ale pamiętam Pańskie znakomite realizacje teatralne dla młodej widowni, a ostatnio z wielką przyjemnością obejrzałam ponownie piękny spektakl sprzed 10 lat – „Czarnoksiężnika z Krainy Oz”. Piosenki odgrywają tam szczególną rolę…

Scena z ''Czarnoksiężnika z Krainy Oz'' w reż. Jerzego Bielunasa,, fot. T. CAPITOL  Wroclaw

Zrobiłem sporo adaptacji klasyki literatury dziecięcej i wszędzie umieszczałem piosenki, które pełniły w spektaklach różne funkcje. Niekiedy pomagały charakterystyce bohaterów będąc rodzajem wyznania i pozwalały – zamiast mówionego monologu – w atrakcyjnej, zrytmizowanej formie opowiedzieć dzieciom o postaci.

 Na tym się rola piosenek się jednak nie kończy – mogą one też dynamizować akcję, prezentując sceny walk, pościgów, mogą przenosić małych widzów w krainę czarów i magii itd. W baśni muzyka odgrywa niezwykle ważną rolę – wnosi do opowieści wymiar metaforyczny, fantastyczny, nadprzyrodzony. Piosenki nie są tu wiec tylko „ozdobnikami”, ale mają sprecyzowaną dramaturgiczną funkcję.

Jest Pan również autorem piosenek…

Istotnie, napisałem nieco piosenek dla dzieci , przede wszystkim „Male Wu-Wu” i sporo
piosenek do spektakli, do których muzykę stworzyli przede wszystkim Mateusz Pospieszalski oraz Tomek Łuc.  Nawet myślałem, żeby zrobić koncert z tych różnych opowieści, ale chyba jeszcze nie nadszedł na to właściwy czas…
 W teatrze dla dzieci sam piszę teksty piosenek, kierując się tym, czego mi potrzeba. To wynika z myślenia reżyserskiego: komponując widowisko wiem, że jakieś fragmenty akcji najlepiej wyrażę ciekawą piosenką. Całość staje się zintegrowana, bo rodzi się z jednego impulsu, z tego samego źródła i jest jasnym projektem.

Czy zdarzyło się Panu zrealizować spektakl, w którym muzyka byłaby punktem wyjścia?

W Roku Chopinowskim zrealizowałem w Gdańsku plenerowe widowisko „Operowe fascynacje Chopina”. W tym wypadku inspiracją był Chopin i jego świat, a także świat oper, których słuchał, które oglądał i niekiedy we własnej twórczości wykorzystywał ich motywy. Widowisko zawierało nie tylko cytaty z tych oper, ale także listy Chopina, czytane przez wybitnych aktorów: Kingę Preis i Jana Peszka. Był to rodzaj impresji na temat oper XIX-wiecznych i fascynacji nimi wybitnego kompozytora, odmiana historycznego widowiska, które nawiązywało do XIX-wiecznej maniery operowej i dominujących w tamtej epoce form plastycznych.  Głównym źródłem scenicznych poszukiwań była dla nas jednak muzyka.

"Fantazja na oliwskie organy" w reż. Jerzego Bielunasa, fot. z archiwum reżysera

Podobnie rzecz wyglądała na festiwalu „ Mozartiana”, gdzie wyreżyserowałem widowisko „Fantazja na oliwskie organy”. W tym koncercie wykonywano wyłącznie kompozycje Mozarta, a opowieść dotyczyła historii klasztoru w Oliwie i jego opata, Jacka Rybińskiego, wybitnego mecenasa sztuki, fundatora sławnych organów. Osią tego widowiska były utwory muzyczne, do nich dobieraliśmy tematy i korespondujący materiał literacki.
W obu wspomnianych przypadkach muzyka stanowiła punkt wyjścia i dla niej poszukiwałem obrazów i scenicznych rozwiązań.

Niekiedy więc, zainspirowany muzyką, staram się zbudować historię obrazowo – literacką, najczęściej jednak wychodząc od literatury zmierzam do opowieści muzycznej.  Zawsze przyświeca mi jednak podobny cel: to, co robię, polega na próbie znalezienia pomostu pomiędzy światami muzyki, słowa i obrazu.

Dziękuję za rozmowę.

poniedziałek, 29 maja 2023

Spotkajmy się w NFM. Mira Żelechower-Aleksiun

2 czerwca o 18.00 gościem Agnieszki Ostapowicz w jej autorskim cyklu "Spotkajmy się" będzie Mira Żelechower-Aleksiun - malarka żydowskiego pochodzenia, przedstawicielka wrocławskiego środowiska artystycznego. Poza malarstwem zajmowała się również scenografią.  W swoim dorobku ma udział w ponad osiemdziesięciu wystawach zbiorowych i indywidualnych.

Mira Żelechower-Aleksiun, fot. materiały prasowe NFM

Kochasz muzykę i bywasz na koncertach? A może po prostu fascynuje Cię świat sztuki i lubisz słuchać ciekawych historii? Jeśli tak, to zapraszamy na specjalny cykl „Spotkajmy się w NFM”!

Codziennie mijamy się na ulicach, jeździmy razem tramwajem, stoimy w kolejce czy siedzimy w poczekalni. Niczego o sobie nie wiemy, a tak wiele nas łączy. Postanowiliśmy wyjść naprzeciw wszystkim, którzy pragną spotkań i dyskusji poświęconych muzyce oraz wydarzeniom organizowanym w Narodowym Forum Muzyki. Gościć będziemy osobistości życia publicznego i przedstawicieli różnych zawodów, m. in.: lekarzy, naukowców, biznesmenów, polityków, duchownych, artystów i wielu innych. Podzielą się z nami swoją pasją oraz opowiedzą o miłości do muzyki!

Mira Żelechower-Aleksiun podczas otwarcia wystawy,  5 czerwca 2013 r.
fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Mira Żelechower-Aleksiun – urodzona 26 marca 1941 roku w Milerowie. W 1966 roku ukończyła dyplom w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych we Wrocławiu (obecnie Akademia Sztuk Pięknych im. Eugeniusza Gepperta) w katedrze malarstwa architektonicznego u prof. Stanisława Dawskiego. Jej pierwsza wystawa miała miejsce w galerii Teatru Kalambur równocześnie z premierą sztuki Piotra Załuskiego "Mole" i "Odwiedziny" w reżyserii Bogusława Litwińca i z jej scenografią. Przez lata studiów była związana z tym teatrem (tworzyła scenografie we współpracy z reżyserem Włodzimierzem Hermanem). W latach siedemdziesiątych rozpoczęła współpracę z powstającym wtedy Ośrodkiem Praktyk Teatralnych Gardzienice stworzonym przez Włodzimierza Staniewskiego, a początkowo rozwijanym również przez Tomasza Rodowicza. W latach osiemdziesiątych współorganizowała wiele wydarzeń w Duszpasterstwie Środowisk Twórczych. Najważniejszym z nich była Wystawa Malarstwa Młodych  oraz towarzyszące jej sympozjum "Droga i prawda".

Pierwsza podróż do Izraela w 1987 zmieniła jej widzenie świata i podejście do obrazu . Owocem tej przemiany był cykl obrazów "Przez Ziemię Świętą do Ziemi Obiecanej" pokazany w Jerozolimie w prestiżowej galerii Bejt Omanim (dom artystów) w roku 1989, a potem w galerii ZPAP Na Solnym.

W roku 2001 pokazała wystawę pod nazwą "Dziedzictwo" we wrocławskim Ratuszu. Wystawa była połączona z sympozjum w Zakładzie Narodowym im. Ossolińskich pt. "Wkład Żydów w dziedzictwo kultury Rzeczpospolitej". Wystawa prezentowana była również w Konsulacie Generalnym RP w Nowym Jorku.

W latach 2004–2007 powstał cykl "Światło Midraszy", składający się z malowanych komentarzy do Tory, pokazany po raz pierwszy w Muzeum Miejskim w Pałacu Królewskim we Wrocławiu.

W 2016 roku ukazała się książka Moniki Braun "Mona. Opowieść o życiu malarki" i towarzyszyła wystawie w Galerii Miejskiej we Wrocławiu z okazji pięćdziesięciolecia pracy twórczej artystki.

W 2022 roku nakładem Ośrodka Kultury i Sztuki we Wrocławiu ukazał się album Mira między A i Ż  z tekstami Waldemara Okonia, Zofii Gebhart, Jana Jakuba Fereńskiego oraz Małgorzaty Kitowskiej i Małgorzaty Baranowskiej. Książka prezentowana była w tzw. Prawdziwym Domu Kultury w Warszawie przez Mariusza Szczygła. Cały nakład został wyprzedany. W książce poza tekstami i reprodukcjami dokumentującymi dzieło osiemdziesięciu lat życia malarki znajduje się pełne kalendarium jej twórczości. Obecnie Mira Żelechower-Aleksiun pracuje nad cyklem "Tu też jest Kotel – ściana płaczu".

Wywiad z Mirą Żelechower-Aleksiun znajduje się pod tym linkiem.

🎶 Konkurs Szymanowskiego wraca do Katowic 🎻

NOSPR to nie tylko regularny sezon koncertowy. To także festiwale, projekty i wydarzenia specjalne, które na dłużej zostają w pamięci. Bez w...

Popularne posty