Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania gardzienice, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania gardzienice, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

niedziela, 12 listopada 2017

Anna Zubrzycki: Spektakl jest odpowiedzią na pytania /wywiad/

Z Anną Zubrzycki – aktorką związaną w przeszłości z Ośrodkiem Praktyk Teatralnych Gardzienice, założycielką Teatru Pieśń Kozła – o jej polskich korzeniach, początkach pracy w Polsce, tworzeniu roli za pomocą muzyki…

Anna Zubrzycki, fot. z archiwum aktorki

Barbara Lekarczyk-Cisek: Jako człowiek i aktorka jest Pani zjawiskiem niezwykłym, bo poza talentem i twórczym istnieniem w teatrze nieinstytucjonalnym, przemawiają za tym także Pani korzenie. Urodziła się Pani w Anglii, dzieciństwo i młodość spędziła w Australii, a później wybrała Polskę, co było, jak sądzę, dużym wyzwaniem. Dlaczego zdecydowała się Pani pozostać w Polsce?

Anna Zubrzycki: W Polsce zamieszkałam, ponieważ przez całe życie  przede wszystkim czułam się artystką i to właśnie tutaj mogłam nią w pełni być. Kiedy skończyłam studia aktorskie w Australii, zaczęłam pracować w teatrze o charakterze edukacyjnym. W szkołach, więzieniach czy domach starców graliśmy sztuki, w których dominowały tematy społeczne. Teatr australijski sam w sobie jest jednak komercyjny i drogi, a mnie taki teatr nie interesował. Kiedy więc rząd polski zorganizował miesiąc teatralny dla Polonii, chętnie skorzystałam z możliwości odwiedzenia kraju moich rodziców, a także rozwoju moich zainteresowań aktorskich. Przez ponad tydzień byliśmy wtedy w Warszawie, gdzie m.in. mieliśmy zajęcia z Łomnickim. Potem pojechaliśmy do Krakowa i spotkaliśmy się z Kantorem, odbyliśmy również staż w Ośrodku Grotowskiego. Było to tak niezwykłe doświadczenie, że poczułam, że w taką sztukę mogę się angażować również jako człowiek. Spory udział mają w tym także moi rodzice, którzy przekazali mi swoją wielką tęsknotę za Polską. To się po prostu musiało stać.
Po tej pierwszej wizycie pojechałam w świat, m.in. do Kanady i Nowego Jorku, gdzie odbyłam staż z Ryszardem Cieślakiem. Zapragnęłam ponownie odbyć staż we Wrocławiu, ale spóźniłam się o tydzień. Kiedy siedziałam przygnębiona na murku przed Ośrodkiem Grotowskiego, pojawił się Ryszard Cieślak i pocieszył mnie, że ten staż i tak niewiele by mi dał. Jednocześnie opowiedział mi o Włodzimierzu Staniewskim i o założonym przez niego teatrze. To był moment przełomowy. Wykonałam jeden telefon, przyjechał Tomek Rodowicz i po krótkiej rozmowie zaprosił mnie do Gardzienic.
Było to w lipcu 1978 roku, kiedy odbywały się pierwsze wyprawy teatralne do wsi na wschodzie Polski. Kiedy przyjechałam i zobaczyłam pierwszy spektakl, przeżyłam katharsis. Zrozumiałam, że to, co robi grupa ”Gardzienice”, jest tym, co ja jako artystka pragnę realizować i przeżywać. Pierwotną ideą teatru było porzucenie miasta, a także odnalezienie nowego odbiorcy, który potrafiłby wraz z aktorami współuczestniczyć w spektaklu i go współtworzyć. Tak też było podczas naszych wypraw. Wiejska ludność brała udział w spektaklach, co sprawiało, że nasze działania były otwarciem się na drugiego człowieka i  poznaniem polskiej kultury z jej najgłębszej strony.

Żywot Protopopa Awwakuma, reż_W_Staniewski, fot_Hugo_Glendinning, na zdjęciu:G_Bra, C. J. Rodowicz, A. Zubrzycki

Całe moje doświadczenie aktorskie zdobyłam na polskiej wsi. Podczas wypraw pokazywaliśmy fragmenty spektaklu i od razu było wiadomo, czy się podoba, czy nie. Ludzie po prostu przestawali nas słuchać, zaczynali rozmawiać i palić papierosy, kiedy tylko ogarniała ich nuda. To była prawdziwa szkoła teatralna. Musiałam być autentyczna, otwarta wobec naszej publiczności, która nie miała świadomości, że nią jest, bo nigdy wcześniej przecież nie była w teatrze.
Po czterech miesiącach wróciłam do Australii, tylko dlatego, że skończyła mi się wiza. Jednak wiedziałam, że do Gardzienic i do Polski wrócić muszę. I udało się dzięki rozpoczęciu przeze mnie studiów etnograficznych.
 W Polsce pojawiłam się znowu w kwietniu 1979 roku i od razu zaczęłam grać w spektaklu. Moje życie zaczęło coraz bardziej splatać się z Polską: wyszłam za mąż za Mariusza Gołaja [aktor Teatru Gardzienice, obecnie z-ca dyrektora ds. artystycznych], urodziłam Nastusię i tak wrosłam w polską kulturę. Było bardzo trudno pod każdym względem. Brak pieniędzy, kartki żywnościowe, małe dziecko, kiepskie warunki bytowe… Ciężko było wtedy zresztą wszystkim. Jednak sztuka, zespół i moja nowa rodzina dawały mi moc.

Do Wrocławia przyjechała Pani w latach dziewięćdziesiątych. Co sprawiło, że opuściła Pani Gardzienice?

Odejście z Gardzienic było trudne. Aby mieć z czego żyć, uczyłam języka angielskiego w szkole w Lublinie. Wszystko się zmieniło, kiedy zostałam zaproszona wraz z Grzegorzem Bralem do Ośrodka Grotowskiego (tak się wówczas nazywał) przez Zbigniewa Osińskiego i Jarka Freta. Przeprowadziliśmy warsztaty z grupą młodych aktorów. Wypadły znakomicie, więc poproszono nas o kolejne. Szybko zorientowaliśmy się, że chcemy dalej pracować artystycznie i w rezultacie uruchomiliśmy własny projekt.
Od początku chciałam pracować nad ”Bachantkami” Eurypidesa, ponieważ uważałam, że ten tekst zbuduje i spoi nowy zespół, a dodatkowo nadaje się do wyjątkowej oprawy muzycznej.  Kiedy  jeździliśmy z warsztatami po całym świecie, m.in. do Serbii, okazało się, że miałam rację co do niebywałej mocy tej muzyki.

Anna Zubrzycki, Gusła, fot. Z.Rytka

Ówczesny dyrektor administracyjny Ośrodka, Staszek Krotoski, zorganizował na ten projekt trochę pieniędzy, po czym wyjechaliśmy do Brzezinki. Był 1996 rok. Pracowaliśmy przez całe lato, śpiąc w namiotach, tworząc teatr w prymitywnych warunkach, ale byliśmy szczęśliwi, bo robiliśmy to, czego pragnęliśmy. Tak powstał spektakl ”Pieśń Kozła - Dytyramb”, który pokazaliśmy jesienią w Ośrodku Grotowskiego. Potem wyjechaliśmy na Konfrontacje Teatralne do Lublina. Spektakl był pełen wigoru – piękny i surowy, co między innymi spowodowało, że dostaliśmy od miasta grant na kolejny projekt teatralny, którym były ”Kroniki – Obyczaj  lamentacyjny”. Pracując nad tym spektaklem, wyjechaliśmy do Albanii w poszukiwaniu inspiracji muzycznych. Premiera przedstawienia odbyła się 24 listopada 2001 roku w Ośrodku Badań Twórczości Jerzego Grotowskiego i sam spektakl został uznany przez wielu za najlepsze przedstawienie teatru alternatywnego ostatnich lat. Odwoływał się do historii Gilgamesza i był zbudowany z elementów starych lamentacji z Albanii i Epiru.
Ze spektaklem pojechaliśmy do Edynburga, gdzie zdobyliśmy wszystkie możliwe nagrody, a także wzbudziliśmy zachwyt publiczności. Dzięki sukcesom artystycznym miasto zaczęło nas wspierać jako instytucję. W kolejnych latach, chcąc dzielić się naszymi doświadczeniami stworzyliśmy studia aktorskie MA Acting we współpracy z Manchester Metropolitan University.

Oprócz teatru prowadzili Państwo także działalność charytatywną…

Tak. Pierwszą rzeczą, którą zrobiliśmy z Grzegorzem w Lublinie było stworzenie oddziału stowarzyszenia ROKPA International Charity, które zapewnia posiłki dla bezdomnych. Z przyczepy kampingowej koło dworca każdego zimowego dnia rozdawaliśmy zupę. Co ciekawe, wszystkie zupy były pyszne i wykwintne, ponieważ  przygotowywały je najlepsze hotele w Lublinie. Udało mi się przekonać do idei pomocy dyrektora jednego z hoteli, w którym zajmowałam się tłumaczeniem konferencji. On z kolei przekonał innych dyrektorów hoteli i tak rozpoczęła się inicjatywa, która trwała przez wiele lat.
We Wrocławiu taka jadłodajnia działa do tej pory przy ulicy Bujwida przy Czerwonym Krzyżu. Dzięki współpracy z ROKPA byłam także w Tybecie, w których zajmowałam się monitorowaniem ich projektów. Organizacja ta między innymi zapewnia dzieciom edukację, co daje im lepszy byt w przyszłości, organizuje też pomoc dla bezdomnych żyjących na ulicach, jak również dla kobiet samotnie wychowujących dzieci i wielu potrzebujących. Brave Festival został wręcz stworzony z taką myślą, by dochód trafiał właśnie do ROKPY.

Anna Zubrzycki w Pieśniach Leara, Teatr Pieśń Kozła

Jak Pani pracuje nad rolą?

Za każdym razem poszukuję dramaturgii poprzez muzykę. Struktura muzyczna w sposób niezwykły otwiera wyobraźnię.  I nie ma to nic wspólnego z psychologią postaci, ma natomiast związek ze sferą niewerbalną, prajęzykową. Pracując nad muzycznością, znajduję swój głos w tej partyturze. Kiedy wczuwam się w muzykę, postać sama się pojawia. Tak było np. z rolą Błazna w ”Pieśniach Leara”. Z kolei dla Lady Makbet znalazłam dzięki tej technice inny los – nigdy niewypowiedziany, a stało się to możliwe poprzez kilka pieśni, które uruchamiały cały ciąg improwizacyjny związany z tą postacią.

Czym są dla Pani kolejne spektakle?

Myślę, że każdy spektakl jest wyrazem drogi, na której jesteśmy oraz odpowiedzią na pytania, które sobie stawiamy. Taki z pewnością był spektakl ”Pieśń Kozła” czy ”Kroniki” mówiące o śmierci.

A jakie pytania stawia sobie Pani obecnie?

Teraz stawiam sobie pytania o to, co się dzieje, kiedy kobieta zaczyna mówić. Częściowo dotyczy to kultury islamu, ale nie tylko, ponieważ mobbing jest wszędzie i wszędzie są „szklane sufity”, również w Polsce. To jest temat, który chciałabym teraz opracować artystycznie. Pytanie brzmi zatem: co się dzieje, kiedy kobieta chce być słuchana i słyszalna, a nie jest? Co się dzieje, kiedy próbuje mówić własnym głosem, ale nie ma na to zgody? Moją intencją nie jest rzucanie oskarżeń. Jestem jednak głęboko przekonana, że sytuacja taka jest niszcząca zarówno dla kobiet, jak i dla mężczyzn. Moim zamiarem nie jest również poszukiwanie źródeł takiego stanu rzeczy, ale raczej otwarcie puszki Pandory. Dodatkowo ten temat jest mi osobiście bardzo bliski.  

Czy ma to związek z Pani odejściem od Teatru Pieśń Kozła?

Musiałam odejść, bo nie było już tam dla mnie miejsca. Zmieniła się również wizja teatru. Po prostu przestała być moją. Początkowo snułam plany kolejnych spektakli, ale czułam, że nic nie mogłam robić. Prowadziłam wprawdzie warsztaty, przychodziło mi to jednak z ogromnym trudem.  Dlatego poczułam, że czas na coś innego.

Mimo wszystko rozpoczęła Pani pracę nad nową sztuką…

To ”Medea”, którą tworzę wraz z zupełnie nowym zespołem i dzięki temu mogę złamać własną konwencję i doświadczyć czegoś nowego. Chciałabym, aby był to radykalny spektakl w nowy sposób pokazujący niezwykłą postać Medei. Będę miała możliwość pogłębienia tekstu dzięki reżyserce – Helenie Kaut-Howson, która między innymi realizowała ”Zwycięstwo” we Wrocławskim Teatrze Współczesnym. W Teatrze Pieśń Kozła nigdy nie udało nam się tak wnikliwie wejść w słowo. Dlatego mam nadzieję, że ta współpraca mi w tym pomoże.

Życzę powodzenia i dziękuję za rozmowę.

Wywiad ukazał się na portalu Kulturaonline w 2015 r.

niedziela, 9 lipca 2023

"Spotkajmy się w NFM!" z Mirą Żelechower-Aleksiun /relacja?/

2 czerwca tego roku gościem Agnieszki Ostapowicz w jej autorskim cyklu "Spotkajmy się" była Mira Żelechower-Aleksiun - znana w środowisku wrocławskim (i nie tylko!) artystka. Mirę znam od lat i bardzo lubię jej niebanalne wernisaże, więc chętnie skorzystałam z okazji, aby znowu zobaczyć ją i posłuchać. Mira jest i pozostanie dla mnie swego rodzaju punktem odniesienia - pełna twórczej energii artystka, ciepły, serdeczny Człowiek... Znać ją jest przywilejem i zaszczytem.

Mira Żelechower-Aleksiun i Agnieszka Ostapowicz, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Minęło już trochę czasu od spotkania w Narodowym Forum Muzyki, więc moja relacja (?) z tego spotkania będzie raczej impresją :-) Myślę jednak, że ta forma bardziej pasuje do Miry i do naszych osobistych relacji aniżeli suchy sprawozdawczy ton.

Z Mirą poznałyśmy się przed laty w salonie prof. Józefa Dudka, a gościem specjalnym wieczoru był wówczas reżyser i scenarzysta Jan Jakub Kolski. Prowadziłam wówczas autorską klasę z edukacją filmową w liceum i w salonie znalazłam się dzięki śp. pani Ewie Deglerowej, z którą dzieliłyśmy pasję do kina. Chciałam zorganizować przegląd filmów twórcy "Jańcia Wodnika" i skwapliwie skorzystałam z zaproszenia. Miry wówczas nie znałam, ale siedziała blisko mnie i to ona nawiązała ze mną kontakt w  tak naturalny sposób, jakbyśmy się znały od dawna. Po upływie dłuższego czasu, próbując opisać ikonografię kaplicy św. Wawrzyńca na Bujwida, dowiedziałam się od ks. Stanisława Orzechowskiego vel Orzecha, że autorką Drogi Krzyżowej jest właśnie Mira Żelechower-Aleksiun. Spotkałyśmy się wówczas u niej w domu i usłyszałam pasjonującą historię jej nawrócenia (Droga Krzyżowa była rodzajem votum) na wiarę chrześcijańską, a następnie powrotu do żydowskich korzeni. Nigdy tego wywiadu nie opublikowałam, bo był zbyt osobisty, ale miałyśmy za to rozmowę o cyklu obrazów inspirowanych prozą Brunona Schulza. Zanim jednak do niej doszło, telefonowałam do Miry, która była akurat w ferworze malowania tych dużych formatowo płócien, które zostały potem po raz pierwszy zaprezentowane z Synagodze pod Białym Bocianem. Robiły wrażenie w tym - jeszcze wówczas surowym - wnętrzu. Otóż podczas owej rozmowy Mira, z właściwym sobie humorem, poinformowała mnie, że właśnie ze względu na format oraz na problemy z kręgosłupem, maluje leżąc na ... obrazie. Przytaczam tę anegdotę, bo dobrze obrazuje jej stosunek do własnej pracy: maluje dużo i z ciągle młodzieńczym entuzjazmem, pomimo nieuniknionych przeszkód. 

Wspomniałam też o wernisażach, w których uczestniczyłam. Otóż nigdy to nie były sztywne spotkania z lampką wina w ręce, podczas których przemawiają organizatorzy. Zawsze Mira była prawdziwą gospodynią spotkania i nawiązywała dialog z widzami, wśród których przeważali znajomi, więc atmosfera była nieomal familijna. Na przykład podczas wernisażu wystawy "Wszystko się łączy" (2013) Mira mówiła o swojej rodzinie: o matce, ojcu, który zmarł w obozie, gdy była dzieckiem, o wnuku...  Powiedziała wtedy m. in. „Chciałabym, aby mój wnuk był otwarty na swoją tradycję, na tradycję moich przodków - żeby  to była jego droga. To jest bardzo ważne wypełnienie przesłania „z pokolenia na pokolenie”.  Chciałabym, żeby Leon nie niósł traumy, ale żeby niósł pamięć. Żebyśmy wszyscy ją nieśli. Myślę, że  Tora jest również zapisem takich zdarzeń – straszliwych, ale zostały one przemienione, a życie trwa dalej. To światło – tak widoczne na wielu obrazach – ciągle niesione jest dalej.” A na koniec spotkania został odczytany Psalm 91 „Pod Bożymi skrzydłami” – w oryginale i w polskim tłumaczeniu. Przyznacie sami, że to nie był "zwykły" wernisaż...

Wydawnictwo OKiS-u

Takich spotkań z Mirą i jej obrazami miałam więcej, choć wcale nie było to takie częste, toteż z radością przyjęłam wiadomość, że będzie gościem Agnieszki Ostapowicz w Narodowym Forum Muzyki. Z uwagi na miejsce spotkania, była mowa o muzyce, a Mira - jak zwykle - była "u siebie". Dowiedziałam się m. in., że w dzieciństwie miała uczyć się gry na pianinie, ale choć ostatecznie nie muzyka zajęła pierwszoplanowe miejsce w jej artystycznym życiu, to jednak towarzyszyła jej ciągle. A to w postaci śpiewanej (przez siebie i koleżankę) "oprawy muzycznej" pierwszego wernisażu, a to w związku z przedstawieniami Teatru Gardzienice, z którym współpracowała przez lata, a to wreszcie przez udział w koncertach. 

Spotkanie w Narodowym Forum Muzyki pełne było wspomnień, anegdot i refleksji. Z okazji 80. rocznicy urodzin (ale to tylko cyfra, bo Mira jest tak pełna życia, młoda i urodziwa, że cyfry i jubileusze wywołują tylko rodzaj niedowierzania) została wydana przez OKiS książka poświęcona jej malarstwu, zatytułowana "Mira między A i Ż", w której zawarto reprodukcje jej obrazów, począwszy od roku 1966, na 2021 kończąc. Znajdziemy w niej także autobiograficzny szkic "Autoportret w ruchu", informacje o wystawach, a także artykuły o twórczości artystki pióra m. in. Zofii Gebhard i Waldemara Okonia. Wydawnictwo stało się rarytasem i niełatwo je zdobyć, ale jestem jego szczęśliwą posiadaczką, w dodatku z czułą dedykacją...


Mira jest i pozostanie dla mnie swego rodzaju punktem odniesienia - pełna twórczej energii artystka, ciepły, serdeczny Człowiek... Znać ją jest przywilejem i zaszczytem.

poniedziałek, 29 maja 2023

Spotkajmy się w NFM. Mira Żelechower-Aleksiun

2 czerwca o 18.00 gościem Agnieszki Ostapowicz w jej autorskim cyklu "Spotkajmy się" będzie Mira Żelechower-Aleksiun - malarka żydowskiego pochodzenia, przedstawicielka wrocławskiego środowiska artystycznego. Poza malarstwem zajmowała się również scenografią.  W swoim dorobku ma udział w ponad osiemdziesięciu wystawach zbiorowych i indywidualnych.

Mira Żelechower-Aleksiun, fot. materiały prasowe NFM

Kochasz muzykę i bywasz na koncertach? A może po prostu fascynuje Cię świat sztuki i lubisz słuchać ciekawych historii? Jeśli tak, to zapraszamy na specjalny cykl „Spotkajmy się w NFM”!

Codziennie mijamy się na ulicach, jeździmy razem tramwajem, stoimy w kolejce czy siedzimy w poczekalni. Niczego o sobie nie wiemy, a tak wiele nas łączy. Postanowiliśmy wyjść naprzeciw wszystkim, którzy pragną spotkań i dyskusji poświęconych muzyce oraz wydarzeniom organizowanym w Narodowym Forum Muzyki. Gościć będziemy osobistości życia publicznego i przedstawicieli różnych zawodów, m. in.: lekarzy, naukowców, biznesmenów, polityków, duchownych, artystów i wielu innych. Podzielą się z nami swoją pasją oraz opowiedzą o miłości do muzyki!

Mira Żelechower-Aleksiun podczas otwarcia wystawy,  5 czerwca 2013 r.
fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Mira Żelechower-Aleksiun – urodzona 26 marca 1941 roku w Milerowie. W 1966 roku ukończyła dyplom w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych we Wrocławiu (obecnie Akademia Sztuk Pięknych im. Eugeniusza Gepperta) w katedrze malarstwa architektonicznego u prof. Stanisława Dawskiego. Jej pierwsza wystawa miała miejsce w galerii Teatru Kalambur równocześnie z premierą sztuki Piotra Załuskiego "Mole" i "Odwiedziny" w reżyserii Bogusława Litwińca i z jej scenografią. Przez lata studiów była związana z tym teatrem (tworzyła scenografie we współpracy z reżyserem Włodzimierzem Hermanem). W latach siedemdziesiątych rozpoczęła współpracę z powstającym wtedy Ośrodkiem Praktyk Teatralnych Gardzienice stworzonym przez Włodzimierza Staniewskiego, a początkowo rozwijanym również przez Tomasza Rodowicza. W latach osiemdziesiątych współorganizowała wiele wydarzeń w Duszpasterstwie Środowisk Twórczych. Najważniejszym z nich była Wystawa Malarstwa Młodych  oraz towarzyszące jej sympozjum "Droga i prawda".

Pierwsza podróż do Izraela w 1987 zmieniła jej widzenie świata i podejście do obrazu . Owocem tej przemiany był cykl obrazów "Przez Ziemię Świętą do Ziemi Obiecanej" pokazany w Jerozolimie w prestiżowej galerii Bejt Omanim (dom artystów) w roku 1989, a potem w galerii ZPAP Na Solnym.

W roku 2001 pokazała wystawę pod nazwą "Dziedzictwo" we wrocławskim Ratuszu. Wystawa była połączona z sympozjum w Zakładzie Narodowym im. Ossolińskich pt. "Wkład Żydów w dziedzictwo kultury Rzeczpospolitej". Wystawa prezentowana była również w Konsulacie Generalnym RP w Nowym Jorku.

W latach 2004–2007 powstał cykl "Światło Midraszy", składający się z malowanych komentarzy do Tory, pokazany po raz pierwszy w Muzeum Miejskim w Pałacu Królewskim we Wrocławiu.

W 2016 roku ukazała się książka Moniki Braun "Mona. Opowieść o życiu malarki" i towarzyszyła wystawie w Galerii Miejskiej we Wrocławiu z okazji pięćdziesięciolecia pracy twórczej artystki.

W 2022 roku nakładem Ośrodka Kultury i Sztuki we Wrocławiu ukazał się album Mira między A i Ż  z tekstami Waldemara Okonia, Zofii Gebhart, Jana Jakuba Fereńskiego oraz Małgorzaty Kitowskiej i Małgorzaty Baranowskiej. Książka prezentowana była w tzw. Prawdziwym Domu Kultury w Warszawie przez Mariusza Szczygła. Cały nakład został wyprzedany. W książce poza tekstami i reprodukcjami dokumentującymi dzieło osiemdziesięciu lat życia malarki znajduje się pełne kalendarium jej twórczości. Obecnie Mira Żelechower-Aleksiun pracuje nad cyklem "Tu też jest Kotel – ściana płaczu".

Wywiad z Mirą Żelechower-Aleksiun znajduje się pod tym linkiem.

czwartek, 2 stycznia 2020

Teatr CHOREA w rocznicę śmierci Grotowskiego

14 stycznia mija 21 rocznica śmierci Jerzego Grotowskiego. Z tej okazji w Sali Teatru Laboratorium pokażemy spektakl Teatru CHOREA „ja, bóg” poświęcony osobie twórcy Teatru Laboratorium. Tomasz Rodowicz i Joanna Chmielecka zmierzą się z postacią owianego legendą artysty, pracując na podstawie jego tekstów i mniej znanej części działalności artystycznej Grotowskiego, dotykając przy tym problematyki osobistej. Pokazy „ja, bóg” odbędą się w Instytucie Grotowskiego 13 i 14 stycznia 2020.

Spektakl ja bog, fot. Rami Shaya

„ja, bóg” jest kameralną opowieścią o najważniejszej drodze poszukiwań Grotowskiego w teatrze i życiu. Dotyka duchowych kwestii, jednocześnie próbując udzielić odpowiedzi na najważniejsze pytanie, jakie może sobie zadać człowiek – o istnienie lub nieistnienie boga. Jak poznać to, co jest niepoznawalne? W jaki sposób można zajrzeć na „drugą stronę”? Tomasz Rodowicz i Joanna Chmielecka budują swoje wypowiedzi, wychodząc od podstawowych opozycji: życie – śmierć, mężczyzna – kobieta, człowiek – bóg, zdrowie – choroba, młodość – starość, człowiek – bóg. 13 stycznia po spektaklu odbędzie się spotkanie z twórcami, które poprowadzi Jarosław Fret.

„ja, bóg” nie zamyka się w perspektywie biernego wspominania zmarłego przed dwiema dekadami artysty. Spektakl ma wymiar twórczego dialogu ze spuścizną Jerzego Grotowskiego, a cytaty z wypowiedzi artysty tworzą opowieść o młodości, dojrzewaniu, wkraczaniu w dorosłość. W pracy Tomasza Rodowicza i Joanny Chmieleckiej osobiste doświadczenia, odległe inspiracje, czytanie oraz interpretowanie tekstów i uniwersalne filozoficzne rozważania łączą się w intrygującą wypowiedź artystyczną, zbudowaną wokół postaci Grotowskiego. Przygotowując scenariusz spektaklu artyści współpracowali z Dariuszem Kosińskim, teatrologiem, jednym z redaktorów „Tekstów zebranych” Jerzego Grotowskiego. Premiera spektaklu miała miejsce 23 sierpnia 2019 roku w Łodzi.

Tomasz Rodowicz jest aktorem, reżyserem, muzykiem oraz pedagogiem. Współpracował z Jerzym Grotowskim w latach 1974–1979 w okresie poszukiwań parateatralnych i Teatru Źródeł. Był jednym ze współtwórców i liderów Ośrodka Praktyk Teatralnych „Gardzienice”. W 2004 roku założył Teatr CHOREA, którego jest dyrektorem artystycznym. CHOREA to interdyscyplinarna, wieloosobowa platforma służąca realizacji projektów artystycznych, edukacyjnych i społecznych. Obecnie zespół ma swoją siedzibę w Łodzi. Joanna Chmielecka współpracuje z grupą od 2008 roku, równolegle angażując się w projekty artystyczne i edukacyjne w Fabryce Sztuki w Łodzi. Współpracowała z uznanymi reżyserami z całego świata. Więcej informacji: http://www.chorea.com.pl/pl/

Spektakl przeznaczony jest dla widzów powyżej 15 roku życia. Bilety na spektakl w cenie 20/30 PLN są dostępne na stronie: http://bit.ly/35sfN18.

informacja prasowa

sobota, 22 grudnia 2018

Katarzyna Knychalska: Być wiernym prawdziwemu teatrowi /wywiad/

Rozmowa z dyrektor artystyczną Festiwalu Teatru Nie-Złego, Katarzyną Knychalską 

Katarzyna Knychalska. fot. rozmówczyni

Barbara Lekarczyk-Cisek: To niezwykłe, że grupa młodych ludzi organizuje wspaniały festiwal teatralny, że prowadzi pismo pod intrygującą nazwą „nietak!t”. Imponujące! Jak to się zaczęło?

Katarzyna Knychalska: W Fundacji Teatr Nie-Taki, którą założyliśmy 3 lata temu, jesteśmy wszyscy absolwentami filologii polskiej, ze specjalizacją teatrologiczną. Podczas studiów należeliśmy do Studenckiego Koła Naukowego Teatrologów „Dalej”. Jeździliśmy wspólnie po  Polsce – do różnych miejsc, gdzie znajdowały się teatry znane nielicznym, takie jak: Wierszalin, Gardzienice, Cinema. Uczyliśmy się takiego teatru, który ma misję i jest raczej sposobem na życie niż instytucją. I w takim teatrze się zakochaliśmy. Wartością była także sama podróż i spotkanie ludzi, którzy go tworzą.

W tytułach fundacji, festiwalu i czasopisma pobrzmiewają deklaracje niezgody – na co?

One się zrodziły z niezgody na to, co nam, młodym, usiłuje się wmówić, a mianowicie, że teatr, który za podstawę działania obrał sobie konsekwencję i rzetelną pracę, jest konserwatywny, że nie ma go po co oglądać, bo jest już passé. Główny nurt teatru jest dziś bardzo wyrazisty – to poszatkowany, zdekonstruowany świat i często młodym się wmawia, że to ich świat, że dla nich się go na scenie odtwarza.  Wstydliwe jest opowiadanie historii, niemodnie jest pokazywać oryginalność. Wolimy mówić co nam się podoba, niż negować, ale tych wyraźnych tendencji niszczących indywidualność w sztuce nie da się nie zauważyć.

A jaki jest teatr, za którym tęsknicie?

Promujemy teatry, które nie tylko charakteryzują się najwyższym poziomem artystycznym, ale są dziełem wynikającym z umiłowania sztuki teatru. Tworzą je ludzie wyjątkowi, utalentowani  jak Piotr Tomaszuk z Wierszalina czy nasz niedawny gość – Tadeusz Słobodzianek.

Festiwal Teatru Nie-Złego odbywa się już po raz drugi. Czy trudno było zaangażować w to przedsięwzięcie teatr instytucjonalny, jakim jest Teatr Modrzejewskiej w Legnicy? 

Wychowałam się w Legnicy, gdzie teatr jest również szczególny. Ma bowiem swój autorski pomysł, jest teatrem zakorzenionym w mieście. A zatem – na ile się da – łączy swoją funkcję instytucji kultury z misją – z przekonaniem, że poziom artystyczny musi być na pierwszym miejscu i że z widzem trzeba rozmawiać, a nie prowokować go, zmuszać do czegoś, co jest mu obce czy nawet obrażać. Zaczęliśmy współpracować z dyrektorem Jackiem Głombem znacznie wcześniej niż powstał pomysł na Festiwal, po założeniu gazety. Wszystko, co się dzieje, przebiega w duchu przyjaźni i partnerstwa. Nie czujemy, że jesteśmy młodymi ludźmi, którzy muszą dopiero terminować.

I edycja Festiwalu Teatru Nie-Złego miała miejsce w 2011 roku i trwała cztery dni. Obecna – przy tych samych założeniach – jest rozłożona w czasie, zakłada zaproszenie czterech zespołów na cztery weekendy w 2012 roku. Dzięki temu możemy dłużej utrzymać w Legnicy zainteresowanie teatrem, a poza tym  mamy możliwość zaproszenia na dany weekend jednego zespołu z dwoma lub trzema spektaklami. Festiwal ma też misję edukacyjną: wydajemy katalogi, organizujemy spotkania z twórcami spektakli. Jestem przekonana, że dzięki Festiwalowi będziemy mieć niedługo najlepiej wyedukowaną publiczność teatralną w Polsce (śmiech). Dzięki nam  widzowie nie muszą nigdzie jeździć, aby zobaczyć najwybitniejsze spektakle.

Jakie spektakle gościcie?

Staramy się zapraszać najbardziej reprezentatywne spektakle znakomitych grup teatralnych. Dlatego m.in. zaprosiliśmy starsze przedstawienia Teatru Wierszalin: „Wierszalin. Reportaż o końcu świata” i „Bóg Niżyński”. Podczas kolejnych weekendów będziemy gościć we wrześniu Teatr Zar z Wrocławia z tryptykiem „Ewangelie dzieciństwa” natomiast w listopadzie przyjedzie na Festiwal Teatr Provisorium z Lublina z przedstawieniami: „Bracia Karamazow” i „Ferdydurke”.

A inne plany?

We wrześniu współorganizujemy Wrocławski Festiwal Ruchu Cyrkulacje.  Jest to cykl warsztatów teatru ruchu, które po kilku dniach kończą się pokazem efektów pracy. Poza tym planowane są rozmowy z tancerzami i panel dyskusyjny na temat “Ciało tancerza/ Tancerz cielesny”. Odbędą się także warsztaty pisania o tańcu. Raz w miesiącu prowadzimy teatralny  klub dyskusyjny. Mamy kontakty z różnymi teatrami i zaczynamy myśleć o swoich projektach. Wierność teatrowi z czasem procentuje.

Dziękuję za rozmowę i za możliwość obejrzenia wspaniałych spektakli Teatru Wierszalin, życzę jeszcze wielu wspaniałych i twórczych projektów.

Wywiad ukazał się na portalu PIK Wrocław w czerwcu 2012 roku.

Katarzyna Knychalska - założycielka i prezeska Fundacji Teatr-Nie Taki we Wrocławiu. Wydawca, redaktorka naczelna portalu Teatralny.pl i czasopisma o teatrach niezależnych „nietak!t”. Współtwórczyni Ogólnopolskiej Offensywy Teatralnej zajmującej się jednoczeniem ruchu teatrów offowych. Dramatopisarka i adaptatorka (Moja Bośnia, premiera: Bolesławiec 2014; Stilon – najlepszy ze światów, premiera: Gorzów Wielkopolski 2016, Wiele demonów wg Jerzego Pilcha, premiera: Batumi, Gruzja 2016, Stacyjka, premiera: Poniewież, Litwa 2017). Konsultantka programowa w Teatrze im. Heleny Modrzejewskiej w Legnicy, dyrektorka Festiwalu Teatru Nie-Złego w Legnicy, współtwórczyni Festiwalu Teatrów Niezależnych „Zwrot” we Wrocławiu. (informacja prasowa)

czwartek, 18 kwietnia 2024

21. MDAG: pełny program filmowy i konkurs o Grand Prix Dolnego Śląska

Na mdag.pl dostępny jest już pełny program filmowy 21. Millennium Docs Against Gravity! W tym roku wrocławska publiczność zobaczy ponad 70 filmów dokumentalnych z całego świata. Jak co roku, jeden z dwunastu obrazów startujących w Konkursie Głównym zostanie uhonorowany Grand Prix Dolnego Śląska. Festiwal rozpocznie się 10 maja w Dolnośląskim Centrum Filmowym.

Karol Piekarczyk o Konkursie Głównym

Karol Piekarczyk, dyrektor artystyczny festiwalu, przygotował krótki przewodnik po filmach zakwalifikowanych do Konkursu Głównego. To 12 wyjątkowych tytułów, które najlepiej oddają różnorodność programu. Łączy je jedno – pokazują niezwykłą wrażliwość i artystyczną dojrzałość kina dokumentalnego. Jak sam mówi: “Mój TOP 10 to tak naprawdę TOP 12 i tak się składa, że to filmy z Konkursu Głównego festiwalu. Twórcy i twórczynie wykonali tak wspaniałą pracę, że trudno znaleźć słowa, żeby ją opisać. Niemniej podejmę próbę”.

"Agent szczęścia"

Agent szczęścia, reż. Arun Bhattarai, Dorottya Zurbó

Prawdziwie epicka podróż w poszukiwaniu szczęścia, która dowodzi, że film dokumentalny to nie gatunek. W „Agencie szczęścia” komedia swobodnie łączy się z dramatem i filmem drogi. Amber wyrusza w wyprawę, żeby mierzyć poziom szczęścia mieszkańców swojego kraju, a w tle rozpościera się widok na pięknie sfotografowane bhutańskie Himalaje. Najszczęśliwszy kraj świata okazuje się o wiele bardziej złożony, a po drodze odkrywamy, że to nie jest jedynie kolaż historii różnych ludzi. Wyłania się spośród nich wyraźny bohater, który ma własną opowieść, być może tę o najgłębszym znaczeniu. 

"Hollywoodgate"

Hollywoodgate, reż. Ibrahim Nash’at

Talibowie zwiedzają bazę Hollywoodgate w Afganistanie niczym kosmici, którzy wylądowali na obcej planecie. Kiedyś ta ziemia była okupowana przez amerykańską armię, teraz jest świadkiem narodzin totalitarnego państwa. Najpierw nowa władza musi się jednak nauczyć nawigowania przez korytarze sprzętu zostawione przez byłego właściciela - od puszek Coca-Coli po celowo popsute przez Amerykanów samoloty. Praca kamery oddaje doniosłość, surrealizm i teatralność przełomowych dla kraju wydarzeń.

"Ibelin"

Ibelin, reż. Benjamin Ree

Niezwykle poruszająca i piękna historia Matsa (a.k.a Ibelin), którego śmierć w wieku 25 lata była ciosem dla rodziców. Zamartwiali się, że z powodu choroby ich syn nie miał nigdy szansy doznać najpiękniejszych elementów ludzkiego doświadczenia. Wtedy znaleźli hasło do komputera, które im pozostawił. Stało się kluczem do pięknego świata, który krok po kroku odkrywamy jako publiczność razem z jego rodziną. Dzięki animacji idealnie oddającej świat gry ten film równocześnie wzrusza do łez i powoduje, że na twarzy pojawia się uśmiech. Jeśli cię nie poruszy, musisz sprawdzić, czy nie jesteś pozbawionym duszy przedmiotem pozostawionym przez kogoś na kinowym fotelu. 


Jeszcze nie jestem tym, kim bym chciała, reż. Klára Tasovská

Libuše Jarcovjáková to fotografka, której prace uwieczniają kilka dekad wędrówek artystki między Pragą, Berlinem i Tokio. Jej charakterystyczne podejście do kadrowania, strukturyzacji i umiejscowienia bohaterów_ek w otoczeniu jest genialne i unikalne. Być może było nawet zbyt nowatorskie przez długi czas, który minął, zanim Libuše została słusznie doceniona. Niesamowicie zmontowany film (stworzony wyłącznie z fotografii) nie tylko stanowi świetny portret artystki, lecz przede wszystkim człowieka. Swoje życiowe doświadczenia analizuje sama Libuše, wchodząc w rolę narratorki. Dodam, że w czasie festiwalu w BWA Warszawa odbędzie się pierwsza wystawa fotografki w Polsce - „Imprezy”. 

Las, reż. Lidia Duda

Kiedy przerażające rzeczy dzieją się w zapierających dech w piersi, dziewiczych miejscach, niemal niemożliwe staje się stworzenie filmu, który uchwyciłby złożoność ludzkiej natury, jednocześnie oddając głos przyrodzie. Lidii Dudzie się to udało. „Las” jest filmem o bardzo wielu tematach – o rodzinie, o dorastaniu, o kryzysie migracyjnym na polskiej granicy, o potrzebie pomocy i w końcu o pradawnym lesie. Narracja, zdjęcia i dźwięk zachowują w tym wypadku idealną równowagę. Doskonały komentarz do wydarzeń dostarczają w „Lesie” dzikie zwierzęta, które ze zdumieniem spoglądają na ludzi i sposób, w jaki się zachowują.

"Matka Vera"

Matka Vera, reż. Cécile Embleton, Alys Tomlinson

Historia tytułowej matki Very - zakonnicy pomagającej uzależnionym w białoruskim klasztorze. Zmaga się z własną przeszłością, próbuje znaleźć ukojenie w teraźniejszości i marzy o tym, co czeka na nią w przyszłości. To prawdziwe filmowe doświadczenie, równocześnie świeże i wielowymiarowe. W naturalny sposób czarno-białe zdjęcia w kontekście mistycyzmu przywołują na myśl „Idę” Pawlikowskiego, ale w tym filmie jest o dużo więcej do odkrycia. Z wielu warstw tej opowieści, symbolizmu, a nawet obecności osobnej narracji opowiedzianej przez cienie, bije niewysłowiona prostota i poczucie ukojenia. Stwierdzenie, że „trzeba zobaczyć to na dużym ekranie” nigdy nie brzmiało bardziej trafnie. Dodam, że w czasie festiwalu zaprezentujemy w Kinotece zdjęcia współreżyserki filmu - Alys Tomlinson.


Nie chcemy innej ziemi, reż. Basel Adra, Hamdan Ballal, Yuval Abraham, Rachel Szor

Ten film zyskał nowe znaczenie w obliczu wydarzeń ostatnich miesięcy. Portretuje powolne i wykalkulowane przesiedlenia palestyńskich terenów Masafer Yatta na Zachodnim Brzegu. Praca kamery sprawia, że znajdujemy się wewnątrz domów, które każdego dnia mogą przestać istnieć. Na tej zniszczonej ziemi rodzi się przyjaźń między Baselem, palestyńskim aktywistą a Yuvalem - izraelskim dziennikarzem. Ich więź ma wymiar uniwersalny a film stworzony przez palestyńsko-izraelski kolektyw niesie ważną wiadomość, którą powinien usłyszeć każdy. 

Nokturny, reż. Anupama Srinivasan, Anirban Dutta

Perfekcyjnie skonstruowana medytacja, która przenosi nas w sam środek himalajskiego lasu. Pod osłoną nocy naukowczyni i jej asystent przyglądają się magicznemu życiu ciem, które zlatują tysiącami do podświetlonego białego materiału, a sceny te są pełne niepozornego piękna. Praca kamery, intensywne odcienie zieleni i przenikliwy dźwięk pozwalają nam zanurzyć się w czystej naturze. A puenta, która przychodzi do nas z zaskoczenia,  jest równie potężna, jak całe to doświadczenie.

"Ostatnia wyprawa"

Ostatnia wyprawa, reż. Eliza Kubarska

Wanda Rutkiewicz była pierwszą kobietą i osobą z Polski, której udało się zdobyć wiele najwyższych szczytów świata. Jej droga w zdominowanym przez mężczyzn świecie wspinaczki często z tego powodu bywała o wiele cięższa. W filmie materiały archiwalne przenikają się z majestatycznymi obrazami gór, a my odwiedzamy miejsca, do których dotarła Wanda oraz te, gdzie była widziana po raz ostatni. Dzięki odkrytym audio pamiętnikom bohaterki ta wędrówka staje się głęboko intymna i psychologiczna. Wanda wyruszała na kolejne ekspedycje z bagażem osobistych tragedii, pomówień oraz próby definicji jej osiągnięć przez pryzmat płci. Chęć bycia pierwszą i podbicia gór wznoszących się ponad chmurami jest zbalansowana w filmie przez osobistą historię, z którą każdy może się utożsamić. 

sr, reż. Lea Hartlaub

Poetycki film przekraczający granice państw, kontynentów i czasu. Majestatyczna żyrafa, która jest tematem tego filmowego eseju, stanowi mitologiczne połączenie między różnymi, często zaskakującymi, pojęciami. Film jest bezkompromisowy, jeśli chodzi o rozwiązania formalne. Stawia pytania filozoficzne i konfrontuje je z faktami,  rzucając głębokie spojrzenie na naszą dziwaczną czasem rzeczywistość. Żyrafy żyły na Ziemi przez 20 milionów lat, być może wiedzą więc coś, czego my nie wiemy?

 Sugarcane, reż. Julian Brave NoiseCat, Emily Kassie

Czy film może być kopem w brzuch i w tym samym czasie dawać nadzieję? Ten może. Kanadyjska społeczność rdzennych mieszkańców z godnością i spokojem postanawia zmierzyć się z brutalną przeszłością, żeby utorować sobie drogę do lepszej przyszłości. Wszystko to dzieje się w miejscu, gdzie kościół pod opieką państwa popełnił odrażające zbrodnie. W tym dokumentalnym arcydziele rezerwat Sugarcane staje się polem niemal mitycznej bitwy – niezwykłe postaci są tutaj niczym promień światła, który pojawia się, kiedy zaczynasz tracić wiarę w ludzkość. Jestem dumny i wzruszony, że na festiwalu odbędzie się premiera międzynarodowa tego filmu.

"Ścieżka dźwiękowa"

Ścieżka dźwiękowa zamachu stanu, reż. Johan Grimonprez

Kiedy trwała zimna wojna (cold war), równolegle prowadzono inną - tzw. cool war. Departament Stanu USA wysłał ambasadorów muzycznych, na czele z Louisem Armstrongiem, do Afryki. Częścią ich trasy, czego nie byli świadomi artyści, były przebiegłe i mroczne rozgrywki polityczne. Ten film w sposób mistrzowski wskazuje moment w historii, który był czasem przecięcia kolonializmu, dekolonizacji i postkolonializmu. W tamtym okresie ten ostatni dopiero się rodził. Materiały archiwalne są unikalne, muzyka składa się na świetną ścieżkę dźwiękową, a film ma rytm, niesamowity rytm. Może jego najlepszą recenzją jest fakt, że trwa 2,5 godziny, a mimo to chciałoby się, żeby nigdy się kończył.


Skład wrocławskiego jury podczas 21. MDAG

W 2024 roku w skład wrocławskiego jury, przyznającego nagrodę Marszałka Województwa Dolnośląskiego w wysokości 3000 euro dla najlepszego filmu z Konkursu Głównego, wchodzą trzy osoby:

Karolina Kuszyk – pisarka, tłumaczka literatury niemieckiej, nauczycielka akademicka. Jej książka reportażowa „Poniemieckie“ (Wydawnictwo Czarne, 2019) o przemianach stosunku do niemieckiego dziedzictwa w zachodniej Polsce została odznaczona m.in. Nagrodą Kulturalną Śląska oraz Nagrodą Targów Książki w Miśni i znalazła się na liście bestsellerów tygodnika „Der Spiegel”.

Artur Wyrzykowski – studiował reżyserię (umknął po dwóch latach), organizację produkcji (umknął po roku) i scenariopisarstwo (nie umknął!). Przez kilka lat pracował jako analityk opowieści i producent developmentu. W ciągu trzech lat zrobił pięć krótkich filmów i teraz przygotowuje się do pełnometrażowego debiutu „To się nie dzieje”.

Anna Zubrzycki – założycielka i dyrektorka Mindfulness Association Polska, aktorka. Praktykuje medytację buddyjską i uważność od 1993 roku. Uczy opartego na uważności treningu aktorskiego. Prowadzi projekt artystyczno-społeczny „Błaźnice”. Zakładała Teatr Pieśń Kozła, współtworzyła Brave Festival, była główną aktorką grupy teatralnej Gardzienice.

"Każda mała rzecz"

Gala wręczenia Grand Prix Dolnego Śląska i pokaz filmu „Każda mała rzecz”

Uroczyste wręczenie nagrody odbędzie się w czwartek, 16 maja, o 19:00 w Dolnośląskim Centrum Filmowym. Gali towarzyszyć będzie pokaz filmu „Każda mała rzecz” w reżyserii Sally Aitken. Bohaterem dokumentu jest Terry Masear, który w swoim domu i pięknym ogrodzie w Los Angeles prowadzi klinikę dla najmniejszych ptaków na świecie – kolibrów. Te drobne, fascynujące stworzenia są tam przywożone z całej Kalifornii. Obrazy kolibrów, przypominających duszki z bajki, połączone z pięknymi zdjęciami naturalnego środowiska, podkreślają główną tematykę filmu – odporność na ciosy zadawane przez życie i proces uzdrawiania ciała i duszy.

25 kwietnia wystartuje sprzedaż biletów na wszystkie pokazy filmowe w ramach 21. MDAG. Bilety będą dostępne na mdag.pl i w kasach Dolnośląskiego Centrum Filmowego.

informacja prasowa





Mozart – "Requiem" w Narodowym Forum Muzyki /zapowiedź/

6 listopada o 19.00 w Narodowym Forum Muzyki angielski dyrygent Jonathan Nott, uznawany za wybitnego interpretatora muzyki współczesnej, pod...

Popularne posty