Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania wyszyński, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania wyszyński, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

wtorek, 12 maja 2020

Ewa K. Czaczkowska: "Prymas Wyszyński" /recenzja książki/

W najnowszej biografii Stefana Wyszyńskiego, Ewa K.Czaczkowska prezentuje postać Prymasa Tysiąclecia - jak sama zapowiada - z punktu widzenia "człowieka wewnętrznego", którego "człowieczeństwo zostało ukształtowane przez wiarę". Rysuje portret człowieka nadzwyczaj skromnego, serdecznego dla ludzi, wielkodusznego, który cnoty ewangeliczne praktykuje w swoim życiu. Można to próbować zrozumieć zarówno w perspektywie Jego dokonań, jak też własnoręcznie zapisanych refleksji, Prymas bowiem prowadził regularne zapiski, do których autorka biografii często sięga. 



28 kwietnia 2020 roku miała nastąpić beatyfikacja Prymasa Tysiąclecia - kardynała Stefana Wyszyńskiego, ale z powodu panującej pandemii uroczystości zostały przesunięte na 7 czerwca. Myśląc o tym, trudno oprzeć się wrażeniu, że całe życie przyszłego świętego obfitowało w trudne momenty i towarzyszą Mu one także po śmierci. Niemniej przygotowania do beatyfikacji zaczęły się dużo wcześniej i zaowocowały m. in. stosownymi publikacjami. Wśród nich znajduje się biografia Prymasa pióra Ewy K. Czaczkowskiej, której pierwsza, dużych rozmiarów biografia, ukazała się już w 2013 roku.

W najnowszej, zmienionej wersji, autorka prezentuje postać Prymasa Tysiąclecia - jak sama zapowiada - z punktu widzenia "człowieka wewnętrznego", którego "człowieczeństwo zostało ukształtowane przez wiarę". Rysuje portret człowieka nadzwyczaj skromnego, serdecznego dla ludzi, wielkodusznego, który cnoty ewangeliczne praktykuje w swoim życiu. Można to próbować zrozumieć zarówno w perspektywie Jego dokonań, jak też własnoręcznie zapisanych refleksji, Prymas bowiem prowadził regularne zapiski, do których autorka biografii często sięga.


Ingres bp. Stefana Wyszyńskiego, Lublin 1946/skan książki

Człowiek modlitwy i skupienia


Kardynał Stefan Wyszyński był przede wszystkim człowiekiem modlitwy i skupienia. Dawało mu to siłę do przetrwania najtrudniejszych doświadczeń, począwszy od śmierci matki, gdy miał zaledwie 9 lat, poprzez ciężką chorobę, która omal nie stanęła na przeszkodzie święceniom kapłańskim, po aresztowanie i odosobnienie w czasach stalinizmu w Polsce. Wszystkim tym wydarzeniom Ewa Czaczkowska poświęca sporo uwagi, ukazując, jak dzielny i silny wiarą był to człowiek. Będąc niezłomnym, potrafił jednocześnie wybaczać - swoim prześladowcom, biskupom, którzy go zawiedli, osobom, które go inwigilowały... Nie tylko wybaczał - umiał przy tym okazać im swoją troskę i życzliwość. Mawiał, że nienawiść można uleczyć tylko miłością. I wprowadzał te słowa w czyn! A przy tym potrafił być twardy i nieugięty w sprawach istotnych. Przykładem takiej postawy jest m. in. memoriał Non possumus, napisany w maju 1953 roku i wysłany do Bolesława Bieruta. W czasach terroru kardynał Wyszyński nie bał się nazywać rzeczy po imieniu. Pisał o usuwaniu religii ze szkół, o zamykaniu instytucji kościelnych, szykanowaniu duchownych... W czasach narzuconych rządów komunistycznych stał się duchowym przywódcą narodu. Gdyby nie ta bezkompromisowa postawa kardynała, bylibyśmy dziś duchowo wyjałowieni jak Czesi czy Węgrzy, a także pozbawieni przestrzeni wolności w tamtych trudnych czasach, kiedy Kościół - właśnie dzięki kardynałowi Wyszyńskiemu - stał się ostoją polskości i żywej wiary.



Umiłowanie Ojczyzny i wartość pracy


AGAD, Prymas Stefan Wyszyński na spotkaniu z wiernymi, Poznań 17 kwietnia 1966

"Urodzony w niewoli", jakby powiedział wieszcz Adam, Stefan Wyszyński był wielkim patriotą. Ukształtował go pobożny i patriotyczny dom, tajne harcerstwo, doświadczenie II wojny. Był kapelanem Armii Krajowej, udzielał pomocy Żydom i zachęcał do tego innych. Będąc przed wojną duszpasterzem środowisk robotniczych, doskonale znał życie biedoty i jej potrzeby. A jednocześnie charakteryzował go wielki szacunek do pracy. Na uwagę zasługuje jego nauczanie na temat roli pracy w życiu człowieka - jej znaczenia dla rozwoju duchowego i moralnego. Uważał, że człowiek, pracując, kontynuuje dzieło Boże, nie tworzy niczego sam. Bardzo bliski był mu benedyktyński ideał ora et labora - módl się i pracuj. Taka praca człowieka uszlachetnia i zbliża do Boga. Sam był tytanem pracy - po modlitwie o godzinie piątej rano zasiadał do pracy. Jednocześnie, żyjąc w komunistycznym kraju, Prymas - troskliwy pasterz nieustannie upominał się o prawo do swobody wyboru pracy, adekwatną za nią zapłatę, godne warunki dla ludzi uczciwie zarabiających na życie własne i rodziny.

Rola kobiet w Kościele


Prymas Stefan Wyszyński podczas wypoczynku u Sióstr Zmartwychwstanek w Stryszawie, 1962/skan

Piękną i rzadką cechą Prymasa Wyszyńskiego było jego otwarcie na udział kobiet w życiu Kościoła. Znane jest umiłowanie przez Prymasa Matki Bożej, która zastąpiła mu jego zmarłą matkę, Z wielką serdecznością i szacunkiem traktował kobiety, a w sposób szczególny doceniał te, które były zaangażowane w działalność na rzecz Kościoła, m. in. członkinie "Ósemki". Mógł na nie liczyć w najtrudniejszych czasach, np. podczas internowania, kiedy "umilkli wszyscy mężczyźni". Jedna z nich, najbliższa współpracownica, Maria Okońska, napisała we wspomnieniach: "My go po prostu kochaliśmy. Ojciec był najcudowniejszym człowiekiem (...).

Kiedy patrzymy na załączone do książki fotografie,uderzające jest, że na wszystkich Stefan Wyszyński jawi się jako ciepły, uśmiechnięty, dobry człowiek.

Biografię Prymasa Stefana Wyszyńskiego kończy historia cudów, które zanotowano w procesie beatyfikacyjnym, a każda z tych opowieści jest niezwykle poruszająca. Zamieszczono także rozmowę autorki z o. prof. Zdzisławem J. Kijasem - relatorem Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych w Watykanie. Wywiad zatytułowany "Patron osób w sytuacji bez wyjścia?" zdaje się być dobrą puentą na nasze czasy.


Książka Ewy K. Czaczkowskiej: "Prymas Wyszyński. Wiara nadzieja miłość" ukazała się 6 maja w Wydawnictwie Znak. 










poniedziałek, 7 czerwca 2021

PRYMAS STEFAN WYSZYŃSKI – NOWY SERWIS SPECJALNY PORTALU POLSKIERADIO.PL

Z okazji 40. rocznicy śmierci Prymasa Tysiąclecia i ogłoszenia 2021 rokiem Prymasa Stefana Wyszyńskiego Portal Polskiego Radia we współpracy z Muzeum Jana Pawła II i Prymasa Wyszyńskiego przygotował serwis wyszynski.polskieradio.pl


Na stronie wyszynski.polskieradio.pl zostały przedstawione najważniejsze wydarzenia z życia Prymasa Tysiąclecia i wpływ jego autorytetu zarówno na rzesze wiernych, jak i odpieranie ataków komunistycznych władz. 

Dzięki archiwalnym nagraniom pokazano też inną, osobistą stronę postaci Wyszyńskiego – człowieka obdarzonego poczuciem humoru, filozofa miłującego przyrodę, pacjenta walczącego z cierpieniem spowodowanym nieuleczalną chorobą. Autorzy serwisu sięgnęli do bogatych zbiorów dźwiękowych Archiwum Polskiego Radia, Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa i nagrań Instytutu Prymasowskiego. Wśród nich są m.in. fragmenty homilii Prymasa oraz wspomnienia rodziny
i najbliższych przyjaciół. Niektóre materiały zostaną opublikowane po raz pierwszy od ponad 60 lat. 

  • Serwis ozdabiają bogate zbiory fotograficzne Instytutu Prymasowskiego Stefana Kardynała Wyszyńskiego oraz Muzeum Jana Pawła II i Prymasa Wyszyńskiego. Przed kamerą Polskiego Radia stanęli historycy Kościoła i biografowie Prymasa, których zapytano o spuściznę Kardynała dla ludzi żyjących w XXI wieku.
  • Serwis został podzielony na siedem rozdziałów: "Droga do godności Prymasa", "Stalinizm i internowanie", "Millenium kontra Tysiąclecie", "Prymas i Papież", Prymas i „Solidarność”, "Koniec drogi", "Co Prymas ma nam do powiedzenia?"
informacja prasowa


wtorek, 25 maja 2021

Ciąg dalszy wspomnień postaci rotmistrza Pileckiego w Jedynce

Program 1 Polskiego Radia ponownie upamiętnia 120. rocznicę urodzin rotmistrza Witolda Pileckiego. W niedzielę, 23 maja o godz. 21.00 na antenie Jedynki odbyła się premiera słuchowiska Teatru Polskiego Radia pt. „W imię ojca” w reżyserii Przemysława Wyszyńskiego. 

Rotmistrz Witold Pilecki

Rotmistrz Witold Pilecki był oficerem kawalerii Wojska Polskiego, współtwórcą konspiracyjnej organizacji Tajnej Armii Polskiej oraz więźniem obozu koncentracyjnego KL Auschwitz, gdzie również stworzył sieć konspiracyjną. Jej celem było niesienie pomocy moralnej i materialnej współosadzonym, a także przygotowywanie planu ostatecznego wyzwolenia obozu. Historia życia Pileckiego jest bardzo złożona, a motywacje jego decyzji mogą być niezrozumiałe dla współczesnego człowieka. Rotmistrz miał bardzo silne poczucie obowiązku wobec kraju, ale również wobec rodziny, co było dla niego źródłem wewnętrznego konfliktu oraz głęboko skrywanego cierpienia. 

Piotr Bajtlik, Piotr Bondyra, Anna Cieślak

Niezwykle skuteczny jako konspirator chciał być dobrym ojcem i mężem. Szczęście osobiste poświęcił dla większej sprawy, ale zawsze tęsknił za rodziną. Na pograniczu walki o wolność i przyszłość Polski oraz doświadczenia rodzinnego życia rodzi się tragiczny konflikt pomiędzy miłością do ojczyzny, 
a miłością do najbliższych. Świat moralnych i duchowych przeżyć rotmistrza, motywacje podjętych przez niego decyzji, niekończąca się wewnętrzna walka oraz ogrom uwarunkowań zewnętrznych, pod których wpływem musiał funkcjonować, wypełniać swoje zadania, jednocześnie opiekując się i chroniąc ukochaną rodzinę, będą tematem słuchowiska „W imię ojca”. 

Słuchowisko "W imię ojca"



Autorstwo, reżyseria, opracowanie muzyczne: Przemysław Wyszyński 
Realizacja dźwięku: Paweł Szaliński 
Obsada: Anna Cieślak, Lidia Sadowa, Piotr Bajtlik, Angelika Kurowska, Kamil Pruban, Otar Saralidze, Elżbieta Gaertner, Piotr Bondyra, Jan Aleksandrowicz, Stefan Knothe, Stanisław Brudny, Krzysztof Tymiński, Alicja Warchocka. 
 
Start słuchowiska 23 maja o godz. 21.00. 

informacja prasowa

czwartek, 31 stycznia 2019

Marcin Dorociński na księżycu w premierowym słuchowisku radiowej Dwójki

W najbliższą sobotę, 2 lutego, radiowa Dwójka zaprasza w kosmiczną podróż w czasie, za sprawą premiery w cyklu „Wieczór ze słuchowiskiem”, czyli „Trzeciej strefy” Dariusza Rzontkowskiego, z Marcinem Dorocińskim w obsadzie. Początek o godz. 18.00.





W słuchowisku „Trzecia strefa” Dariusza Rzontkowskiego czasoprzestrzeń zostaje zaburzona i jego bohater wyrusza w wędrówkę w poszukiwaniu idealnej miłości. Marcin (w tej roli Marcin Dorociński) z pomocą tajemniczego Doktora X (Łukasz Lewandowski) przenosi się w przyszłość, by na Księżycu spotkać miłość swojego życia, Agatę (Agnieszka Suchora). Ale niech nie zwiedzie nas ta na pozór absurdalna fabuła, bowiem jest to również podróż w głąb siebie.

Tę eksperymentalną, futurystyczną opowieść o poszukiwaniu idealnej miłości, ale i o samotności oraz odchodzeniu reżyseruje Wawrzyniec Kostrzewski. – W niektórych autorach fascynuje mnie to, że potrafią o bardzo głębokich, często tragicznych sprawach pisać w sposób lekki, w sposób wykraczający poza szablonowe pokazywanie konkretnych zjawisk, mówić o emocjach i uczuciach nielirycznie, niedosłownie. I tak jest w przypadku Dariusza Rzontkowskiego, który w przysłowiowe sreberka zawija te dobra, które chce pokazać i robi to niezwykle oryginalnie, dlatego porusza moją wyobraźnię w sposób szczególny. Jeżeli wejdziemy trochę głębiej, pod tę zewnętrzną, mocno abstrakcyjną warstwę, to spotykamy opowieść o porażającej samotności, potrzebie ciepła, uczucia, miłości, ale i upadku świata wartości, o społeczeństwie, które traci jakąś naiwność, prostotę i dziecięcą niewinność – mówi Kostrzewski.

Dariusz Rzontkowski – „Trzecia strefa”; reż. Wawrzyniec Kostrzewski, muzyka Piotr Łabonarski, realizacja akustyczna Maciej Kubera, wydawca Małgorzata Szymankiewicz.


Obsada: Marcin Dorociński (Marcin), Agnieszka Suchora (Agata, Mama, Sztuczna Inteligencja, Głos Agaty), Łukasz Lewandowski (Doktor X), Paweł Tucholski (Swibil, Hipnagog Egigwa), Robert Majewski (Pracownik Obsługi Kosmodromu), Olga Sarzyńska (Kosmita, Brama, Łajka, Hipnagog Agpa), Przemysław Wyszyński (Komandor, Robot, Hibernator, Radio).

informacja prasowa

piątek, 26 kwietnia 2019

"Don Kichote" premierowo w radiowej Dwójce. W obsadzie Zbrojewicz i Zamachowski

W dobrze przyjętym cyklu „Europa po polsku” Programu 2 Polskiego Radia i Teatru Polskiego w Warszawie usłyszymy i zobaczymy tym razem adaptację wielkiej powieści „Don Kichote” Miguela de Cervantesa w przekładzie Anny i Zygmunta Czernych. Na antenie radiowej Dwójki jako reżyser słuchowisk zadebiutuje aktor Szymon Kuśmider. Początek w niedzielę 28 kwietnia o godz. 16.00.


Radiowa Dwójka zainaugurowała w lutym nowy cykl „Europa po polsku” – są to słuchowiska realizowane we współpracy z Teatrem Polskim w Warszawie. W ramach tej inicjatywy prezentowane są istotne dla kultury europejskiej dzieła literackie w polskich przekładach. Do tej pory zrealizowane zostały dwie premiery: „Faust” Goethego oraz „Trzy siostry” Czechowa. Teraz pora na „Don Kichota” Miguela de Cervantesa.

Adaptacja napisana przez Szymona Kuśmidra koncentruje się na drugim tomie powieści wydanym przez Cervantesa w 1615 roku. Dlatego brak tutaj legendarnych już przygód szlachcica z Manchy, który pod silnym wpływem popularnych wtedy romansów postanawia ratować świat pełen zła i cierpienia. Don Kichote w spektaklu Kuśmidra nie walczy z wiatrakami, a jedynie próbuje przekonać ludzi, z którymi żyje, którzy się nim opiekują, że nie jest szalony. Próbuje ocalić swoją wrażliwość i swój bardzo osobisty sposób postrzegania świata, który odbierany jest przez jego towarzyszy jako nierealny. Reżyser odwraca nieco sytuację w kontekście dotychczasowej recepcji dzieła Cervantesa. – Nasz Don Kichote jest normalny – mówi Mirosław Zbrojewicz, odtwórca tytułowej roli. – Założyliśmy, że mój bohater jest artystą i tylko jego świat jest prawdziwy. Szaleni są wszyscy dookoła niego – ludzie, którzy nie chcą zgodzić się z racjonalnością tego, co opowiada Don Kichote – dodaje aktor.

Miguel de Cervantes – „Don Kichote”: reżyseria – Szymon Kuśmider; reżyseria dźwięku – Andrzej Brzoska; muzyka – Rafał Rozmus; gitara Jakub Niedoborek. Obsada: Mirosław Zbrojewicz (Don Kichote), Zbigniew Zamachowski – gościnnie (Sanczo Pansa), Barbara Kurzaj (Gospodyni), Marta Kurzak (Antonia), Adam Biedrzycki (Pleban), Tomasz Błasiak (Balwierz Mikołaj), Piotr Bajtlik (Samson Carrasco), Tomasz Drabek (Król, Król we śnie), Marcin Jędrzejewski (Bogacz, Kardynał we śnie), Przemysław Wyszyński (Pasterz, Mistrz we śnie), Izabela Bukowska (Śmierć, Altisidora i Księżniczka we śnie), Ewa Domańska (Diabeł, Emerencja i Królowa we śnie).


Premiera „Don Kichota” na deskach Teatru Polskiego w Warszawie w niedzielę 28 kwietnia o godz. 16.00. Transmisja na antenie radiowej Dwójki, a także na stronie dwojka.polskieradio.pl.

informacja prasowa

środa, 3 października 2018

Premiera słuchowiska "Smuga cienia" w radiowej Dwójce z muzyką Jacaszka

W najbliższą sobotę 6 października Program 2 Polskiego Radia zaprezentuje premierowo słuchowisko „Smuga cienia” Josepha Conrada w reżyserii Dariusza Błaszczyka. Audycja nagrana została w systemie binauralnym i jest przeznaczona przede wszystkim do słuchania za pomocą słuchawek. Początek o godz. 21.00.


Słuchowisko „Smuga cienia” jest adaptacją słynnej powieści Josepha Conrada, należącej do światowego kanonu literatury. To historia Josepha (w tej roli Piotr Bajtlik), młodego oficera marynarki handlowej, który niespodziewanie dostaje propozycję, by zostać kapitanem statku, którego dotychczasowy dowódca zmarł w tajemniczych okolicznościach. Ma odstawić statek do portu macierzystego, jednak szybko przekonuje się, że jego załoga jest bardzo niezdyscyplinowana i sprawia wiele kłopotów. Dodatkowo niemal wszyscy marynarze, na czele z pierwszym oficerem, Burnsem (Szymon Kuśmider), zapadają na cholerę. Warunki atmosferyczne powodują, że statek stoi na środku oceanu w oczekiwaniu na wiatr, który poniesie ten „pływający cmentarz” w stronę portu destynacji…

W słuchowisku niezwykły duet aktorski stworzyli Piotr Bajtlik i Szymon Kuśmider. Ich swoisty pojedynek znakomicie podkreśla niezwykle transowa muzyka Jacaszka, a także zastosowana przez Andrzeja Brzoskę, reżysera dźwięku słuchowiska, technika nagrań binauralnych. Umożliwia ona kreację i lokalizację przestrzenną wykorzystującą zdolność do przestrzennego odbioru nagrania, a co za tym idzie daje w pełni satysfakcjonujące wrażenia estetyczne. Nadzwyczajny realizm potęguje odbiór treści słuchowiska. Nagrania rejestrowane w systemie binauralnym są przeznaczone przede wszystkim do słuchania za pomocą słuchawek, ale „Smuga cienia” zabrzmi wystarczająco dobrze przez radiowy głośnik. Wobec niespotykanej w historii radia i fonografii skali popularności korzystania ze słuchawek w ostatnich latach, propozycja słuchowiska nagranego binauralnie wychodzi naprzeciw zapotrzebowaniu, a także wzbogaca formę i daje szansę na poszerzenie audytorium.

„Wieczór ze słuchowiskiem”: Joseph Conrad „Smuga cienia”, przekład – Jadwiga Korniłowiczowa, reżyseria – Dariusz Błaszczyk, reżyseria dźwięku – Andrzej Brzoska, opracowanie muzyczne – Krzysztof Dziuba, muzyka – Jacaszek.

Obsada: Piotr Bajtlik (Joseph), Szymon Kuśmider (Burns/Kapitan), Adam Ferency (Kapitan Giles), Paweł Ciołkosz (Ransome), Robert Czebotar (Hamilton), Włodzimierz Press (Kierownik klubu), Henryk Talar (Kapitan Ellis), Tadeusz Borowski (Doktor), Paweł Szczesny (Kapitan Kent), Robert Jarociński (Kapitan Melity), Mirosław Wieprzewski (Sternik Gambrill), Mateusz Kwiecień (Urzędnik Kapitanatu); marynarze: Piotr Piksa, Krzysztof Szczepaniak, Mateusz Weber, Jakub Szydłowski, Szymon Roszak, Przemysław Wyszyński; tragarze malajscy: Dampi, Faisal Nurrachman, Dana Rosyada.


Emisja w radiowej Dwójce w sobotę 6 października, godz. 21.00.

informacja prasowa

środa, 29 kwietnia 2020

Wiesław Komasa czyta w radiowej Trójce Dzienniki Prymasa Wyszyńskiego

Na miesiąc przed 39. rocznicą śmierci prymasa Stefana Wyszyńskiego (28 maja 1981 roku) radiowa Trójka rozpoczyna emisję zapisków Prymasa Tysiąclecia i jego notatek z lat 1948-81. 


Z monumentalnej serii publikowanej przez IPN pod tytułem „Pro memoria” Program 3 Polskiego Radia wybrał tom 3 z lat 1953-56 (obejmujący czas uwięzienia kardynała). Fragmenty te nagrał w warunkach domowych wybitny aktor, prof. Wiesław Komasa. Pierwszy odcinek już 28 kwietnia, o godz. 20.45.

– Decydując się na lekturę fragmentów „Pro memoria”, zdajemy sobie sprawę z pewnego ryzyka. Trójka jest radiem świeckim, słuchanym nie tylko przez wierzących. Mogąc zaproponować tylko fragmenty tomu, wybraliśmy te, które mogą zainteresować większość naszych odbiorców, pamiętając, że przywołujemy słowa człowieka, który był „wybitnym przywódcą duchowym, mężem stanu i autorytetem moralnym”, jak napisała o nim na okładce książki Ewa Czaczkowska – mówi Barbara Marcinik z radiowej Trójki.

Do lektury fragmentów „Pro memoria” Program 3 Polskiego Radia zaprosił prof. Wiesława Komasę – aktora teatralnego, filmowego i pedagoga. Aktor zadanie miał niełatwe, z dwóch powodów. Wcielił się bowiem w postać człowieka młodszego od siebie (Stefan Wyszyński w 1953 roku miał 52 lata), o głębokiej duchowości, a przy tym walczącego i świadomego, w jaką walkę jest zaangażowany. Dodatkową trudnością był sam proces realizacji i nagrania – Wiesław Komasa po raz pierwszy w swym zawodowym życiu robił to zdalnie, z domu.

informacja prasowa

piątek, 6 października 2017

Żywot burzliwy i spełniony. Zofia Wojtkowska: „Wiek ambasadora. Opowieść o życiu Edwarda Raczyńskiego” /recenzja książki/

„Wiek ambasadora” Zofii Wojtkowskiej to biografia ambasadora i prezydenta Rzeczypospolitej na uchodźstwie, ukazana w kontekście burzliwych czasów, w jakich przyszło mu żyć. Edward hrabia Raczyński mógłby powtórzyć na świętym Pawłem: W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiary ustrzegłem. 

Wydawnictwo Iskry

Gdy w dziecięcym pokoju wisi „Melancholia”…



Jacek Malczewski, Melancholia

Swoją opowieść (bo nie jest to bynajmniej sucha biografia) Wojtkowska rozpoczyna niebanalnie - od … „Melancholii” Jacka Malczewskiego. Trzeba przyznać, że powieszenie tego obrazu przez matkę w sypialni synów: Rogera i Edzia pozostaje zagadką. Trudno jednak odmówić Róży Raczyńskiej tego, że matką była niekonwencjonalną i że ona właśnie najmocniej odcisnęła piętno na ich życiu. Po latach Edward Raczyński poświęcił jej obszerne wspomnienie, które zatytułował: „Pani Róża z domu Potocka, synowa Zygmunta Krasińskiego, potem Edwardowa Raczyńska”.
Pochodziła z patriotycznej rodziny, a w swoim czasie była jedną z najlepiej urodzonych panien w Europie, w dodatku o ambicjach intelektualnych. Wydana za mąż w wieku lat osiemnastu za syna Zygmunta Krasińskiego, szybko zostaje wdową z trójką maleńkich dzieci, Władysław bowiem cierpi na nieuleczalną wówczas gruźlicę. Odziedziczyły ją po nim dzieci, toteż wdowa poświęca całą swoją energię, aby je ratować i w tym celu wyjeżdża z nimi do Zakopanego. 

Róża z Potockich Raczyńska, Muzeum Kórnickie

W tamtym czasie jest nieszczęśliwie zakochana w Edwardzie Raczyńskim – poznańskim magnacie, którego nosi po świecie. Najpierw walczy „za wolność waszą i naszą”, a potem, w aurze bohatera, prowadzi światowe życie. W rezultacie różnych szalonych pomysłów (m.in. wyprawia się do Chile w poszukiwaniu złota), traci niemal cały majątek. A kiedy powraca do Krakowa, rozkochuje w sobie m.in. Różę Krasińską, po czym… oświadcza się jej szwagierce Marii Beatrix, która – jak się wkrótce okazuje – cierpi na zaburzenia psychiczne i jest narkomanką. Kiedy umrze, Edward nie wie, co począć z ich dzieckiem, małym Karolem, i … zawozi go do Zakopanego, pod opiekę Róży, która wszystko mu wybacza, pomaga wyjść z długów i w końcu wychodzi za niego za mąż. Ich pierwszy syn otrzymuje imię Roger – na cześć dziadka Raczyńskiego. Drugi – Edward otrzyma imię po ojcu.
Czy syn takiego ojca może mieć spokojną, niedramatyczną biografię? A mając taką matkę – czyż nie miałby mieć głębokiego poczucia życiowej misji?

Pałac w Rogalinie – genius loci


Pałac w Rogalinie

Należący do rodziny Raczyńskich pałac i park pozostanie dla Edwarda miejscem, które go ukształtowało i gdzie chciałby spocząć po śmierci. Mimo różnych historycznych zawirowań, Rogalin zawsze był oazą polskiej myśli i polskiej sztuki, a dzięki kolekcjonerskiej pasji ojca, powstała tam najwspanialsza kolekcja sztuki, licząca czterysta sześćdziesiąt sześć obrazów. I to jakich! Rembrandt, Tycjan, Van Gogh, Matisse… Stałym gościem Rogalina był Jacek Malczewski, bywała tam także Olga Boznańska. Tak powstawały portrety domowników, a także rogalińskie pejzaże.
Ojciec czytał dzieciom wieczorami polską literaturę: Kochanowskiego, Mickiewicza, Sienkiewicza, Fredrę, a także klasyków literatury światowej. Poznany podczas wakacji w Londynie Paul Cazin, stał się nie tylko kolejnym „honorowym domownikiem”, ale także przyjacielem i mentorem młodego Edwarda, który nie tylko pochłania dobrą literaturę, ale również sam pisze. 
Tak ukształtowany przyszły ambasador i prezydent do końca swego długiego i burzliwego życia zachował intelektualne i moralne priorytety.

Miłości i żony


Kto lubi zobaczyć w biografii człowieka z krwi i kości, ten się nie zawiedzie. Zofia Wojtkowska pilnie śledzi życie miłosne Edwarda i relacjonuje także i te jego aspekty, które były przez rodzinę wstydliwie skrywane. Chodzi mianowicie o wieloletni romans młodego Raczyńskiego ze starszą od niego mężatką, Katarzyną Baworowską, która – znudzona w małżeństwie – uwiodła niedoświadczonego młodzieńca. Śmiertelnie się w niej zakochał i przez wiele lat żywił nadzieję, że ukochana rozwiedzie się z mężem i wyjdzie za niego, ale nigdy do tego nie doszło.
Tymczasem studiował, a potem robił karierę w dyplomacji. A że poważny dyplomata powinien mieć rodzinę, próbowano go ożenić. O mały włos nie został mężem znanej historyk sztuki, Karoliny Lanckorońskiej, którą porzucił niefrasobliwie jego starszy brat Roger, toteż Edward „poczuł się w obowiązku”. Nic z tego nie wyszło, ale przyjaźnili się przez całe życie. Ostatecznie Edward ożenił się z nieprawdopodobnie bogatą Angielką, lady Joy Markham, ale nie był to szczęśliwy związek. Joy była chorowita i straciła pierwsze dziecko, co jeszcze bardziej odbiło się na jej zdrowiu. Edward zaś nie umiał okazać jej serdeczności, bo o wiele bardziej zajmowała go kariera dyplomatyczna. Poza tym denerwowało go, kiedy żona próbowała stworzyć sobie w majątku koło Dębicy pole do aktywności, przebudowując dom i ucząc wiejskie dzieci oraz kobiety. Nie umiał docenić jej szlachetności, kiedy w swoim sklepie wyrobów artystycznych w Warszawie zatrudniała młode, ubogie dziewczyny, pomagając im wyjść z nędzy. Ich jedyne wspólne zdjęcia, które się zachowały, pochodzą z podróży na Bliski Wschód w 1930 roku. Po powrocie Joy znowu zaszła w ciążę i robiła wszystko, aby ją donosić. Nie pozwalała się nawet leczyć, aby nie zaszkodzić dziecku, ale i tak nie udało się go uratować i wkrótce potem umarła również Joy, prosząc przed śmiercią Edwarda, aby ponownie się ożenił...


Cecylia i Edward Raczyńscy, Muzeum Rogalin

Tak też się stało. Związek z Joy nie był co prawda udany, ale Edwardowi Raczyńskiemu udało się chyba dzięki niemu dojrzeć i rok po jej śmierci poślubił Cecylię z Jaroszyńskich. Rodzą się im dzieci, a Edward już nie tylko poświęca się karierze dyplomaty, ale nareszcie staje się szczęśliwym mężem i ojcem. W swoim dzienniku zanotuje:
Jestem niezasłużenie szczęśliwy i mam kochaną, najukochańszą żonę – i córeczkę imieniem Wanda. Blondynkę.  
Cecylia Raczyńska jest wzorową żoną, matką i ambasadorową, także w trudnych czasach II wojny, kiedy Edward staje się człowiekiem – instytucją, a jego dom w Londynie – azylem dla polskich emigrantów. A mimo to, kiedy wyjeżdża do Nowego Jorku na operację oka i poznaje tam Anielę Mieczysławską (z domu Lilpop), zakochuje się w niej bez pamięci. Po powrocie informuje o tym … żonę. Sądzi, że tak jest uczciwie, nie myśli, że ją zrani. Nie zostawia jednak Cecylii i trwa w tym związku do końca, szczególnie, że jest ciężko chora na serce. Z Mieczysławską się nie spotyka, ale co roku, w rocznicę spotkania, wysyła jej jedną różę. Romantycznie… 
Kiedy Cecylia umiera, zamieszkują razem. Wszyscy są skonsternowani, zwłaszcza, że nie biorą ze sobą ślubu, bo Aniela jest rozwódką i nie ma co liczyć na kościelną dyspensę. Formalnościom staje się zadość dopiero po śmierci jej męża. Nie mniej związek Edwarda Raczyńskiego z Anielą Mieczysławską jest chyba najbardziej harmonijny. Mają wspólne zainteresowania, jeżdżą po świecie, fotografują się często. Aniela staje się jego oczami i w ogóle całym światem. Na zdjęciach wyglądają jak.. zakochani. I tak już będzie do końca. 

Dyplomata z klasą


Do końca też zachował Edward Raczyński niezwykłą klasę i w jakimś sensie pozostał apolityczny. Miał chłodny analityczny umysł i poczucie służby. Po wojnie jego świat zniknął bezpowrotnie – Polska dostała się pod wpływy ZSRR, a rząd na uchodźstwie przestał być traktowany poważnie. Raczyński nie przestaje jednak walczyć o pozostających na emigracji Polaków. Pisze dziesiątki memorandów i apeli, by przeciwstawić się żądaniom Moskwy, zmierzającym do tego, aby emigrantów przymusowo odsyłać do kraju. Ponadto zakłada polskie instytucje, m.in. Instytut Polski i Muzeum imienia generała Sikorskiego, nadzoruje powstawanie polskich szkół, uruchamia programy stypendialne. Sprowadza polskie sieroty z Bliskiego Wschodu…
Pozbawiony aparatu urzędniczego, załatwia niewyobrażalną ilość spraw. Sam wiedzie skromne życie, często brakuje mu pieniędzy. W dodatku cierpi na postępującą ślepotę, a przeprowadzone operacje się nie udają. Dopiero w 1951 roku pomyślnie zoperowano mu w Nowym Jorku jedno oko – dzięki finansowej pomocy rodaków. Mimo tych problemów, działa nadal. To dzięki niemu w 1976 roku zostaje odsłonięty w Londynie pierwszy w Europie pomnik katyński.
Raczyński dba o kontakty z rodakami, przede wszystkim z polskimi księżmi. W 1971 roku, podczas beatyfikacji o. Maksymiliana Kolbego przez papieża Pawła VI, na specjalnej Mszy św. dla Polaków, zostaje posadzony pomiędzy dwoma kardynałami: Stefanem Wyszyński a Karolem Wojtyłą…


W bazie Royal Navy w Rosyth, drugi od lewej: książę Kentu, trzeci ambasador Edward Raczyński, 
czwarty Naczelny Wódz Władysław Sikorski, 17 listopada 1939 r.

Sprawy krajowe także bardzo leżą mu na sercu. Podczas Wydarzeń Czerwcowych 1976 roku staje na czele Komitetu Pomocy dla Ofiar Wypadków Czerwcowych. Tworzy ponadto Fundusz Pomocy Krajowi oraz naciska znajomych polityków, aby interweniowali w obronie Polaków. W kwietniu 1979 roku zostaje prezydentem na uchodźstwie. Mimo podeszłego wieku (ma w tym czasie osiemdziesiąt osiem lat!) i choroby, podejmuje się tej misji, co jest prawdziwym szczytem odwagi z jego strony. Odwagi i poczucia obowiązku. Czyni wszelkie wysiłki, aby pomóc rodakom uciekającym z Polski w stanie wojennym. Największą nadzieję pokłada jednak w papieżu Polaku – Janie Pawle II, którego podziwia bezgranicznie.
Ostatecznie, wyrzucony z polskiej historii na pięćdziesiąt lat, powraca na jej karty. Otrzymuje doktorat honoris causa Uniwersytetu Jagiellońskiego, na którym ongiś studiował, a jego nazwisko trafia do encyklopedii i podręczników akademickich. Nagrywa także audycje dla RWE.
Swoje burzliwe i spełnione życie kończy 30 lipca 1993 roku, a już 9 sierpnia wraca na zawsze do kraju, gdzie zostaje uroczyście pochowany w rodzinnej krypcie.

Zofii Wojtkowskiej zawdzięczamy opowieść niezwykle wartką i żywą, a przy tym rzetelną i dobrze zakorzenioną w źródłach. Takiej historii niezwykłego człowieka – Edwarda Raczyńskiego – oczekiwaliśmy od dawna. Starannie wydana – w twardej oprawie z obwolutą. Szkoda tylko, że zdobiące ją liczne fotografie zostały opublikowane na kiepskiej jakości papierze…

„Wiek ambasadora. Opowieść o życiu Edwarda Raczyńskiego” Zofii Wojtkowskiej okazała się nakładem Wydawnictwa Iskry w 2017 roku.

wtorek, 1 maja 2018

Módl się, pracuj i ... nie bądź smutny /D.A. Wawrzyny/

„Bezczynność jest wrogiem duszy.
Dlatego też bracia muszą się zajmować
 w określonych godzinach pracą fizyczną
i również w określonych godzinach
 czytaniem duchownym”
(RB 48,1)

Św. Benedykt Fot. Archiwum Opactwa Tynieckieg
Ta myśl św. Benedykta nie zdezaktualizowała się ani na jotę. Kto trwoni czas, jałowieje. Współczesny człowiek niezmiernie rzadko ma szczęście pracować w radosnym przekonaniu, że to, co robi, ma głęboki sens i służy innym. Bywa i tak, że praca może stać się udręką, kiedy wykonujemy ją w duchowej pustce: dla jakiejś „orwellowskiej” Firmy, która nas osacza i zniewala. Tymczasem powinna być dobrem, ponieważ sam Bóg wezwał człowieka do pracy: „umieścił go w ogrodzie Eden, aby uprawiał go i doglądał” (Rdz 2, 15). Tym ogrodem jesteśmy także my sami. Zachwaszczony – może stać się obrazem naszej zaniedbanej duszy.

Przytoczony przeze mnie w charakterze motta fragment Reguły św. Benedykta przypomina ponadto, jak istotny jest wewnętrzny ład, odpowiednie proporcje między pracą fizyczną a duchową, wskazując jednocześnie na to, że wykonywane obowiązki należy przemieniać modlitwą i medytacją.

Owa benedyktyńska zasada „ora et labora” („módl się i pracuj”) poucza także, że żyjąc w rytmie pracy i modlitwy (z prymatem tej ostatniej), stajemy się wolni, a także bardziej otwarci na Boga i ludzi.

 Choć trudno oprzeć się wrażeniu, że Reguła św. Benedykta wydaje się być ponadczasowa i uniwersalna, to przecież nikt nas takiego stosunku do pracy nie uczy. W powszechnej świadomości praca jest środkiem do zdobywania pieniędzy na utrzymanie oraz drogą do tzw. kariery. Zalecenie Benedykta, aby traktować pracę jako służbę dla innych, wywołałoby zapewne u większości ironiczną reakcję – jako nierealne w najlepszym razie.   Na szczęście tak dziś, jak i w czasach Benedykta, zdarzają się nieliczni szczęśliwcy, ci „nawiedzeni”, którzy zyskali wewnętrzne przekonanie, że praca może stać się źródłem radości i drogą do Boga. Można tego doświadczyć niekoniecznie wtedy, gdy zdecydowaliśmy się na życie mnisze . Wystarczy, że pojedziemy na rekolekcje do klasztoru benedyktynów w Tyńcu albo do... Morzęcina Wielkiego.

    „Orzechowe” ora et labora


Morzęcin Wielki to nieduża wieś w pobliżu Obornik Śląskich. Nie widać jej na mapie, ale każdy zagadnięty po drodze człowiek wskaże właściwą drogę do „gospodarstwa Orzecha”, czyli ks. Stanisława Orzechowskiego, duszpasterza DA „Wawrzyny” we Wrocławiu, a także – nie bez pokrycia – Diecezjalnego Duszpasterza Ludzi Pracy. Dodajmy: jedynego chyba w Polsce księdza, który oprócz dusz pasie również owce i barany :-)

dom w Morzęcinie Wielkim, fot. B. Lekarczyk-Cisek

Rekolekcje „ora et labora” odbywają się w Morzęcinie na początku lipca od  około ośmiu lat. Dom rekolekcyjny, odziedziczony po pomysłodawcy – dominikaninie o. Ludwiku Wiśniewskim, jest ciągle „w budowie”. Latem nie ma to jednak większego znaczenia, ponieważ centralnym miejscem rekolekcji jest czworokątny placyk pod drewnianą góralską wiatą. Miejsce to niezwykłe: ogromny surowy pień dębowy stanowi ołtarz, a proste drewniane stoły i ławy służą ludziom przy modlitwie, posiłkach i konferencjach. A niekiedy także jako miejsce pracy. Gospodarstwo wokół domu stanowi naturalne otoczenie. Siedząc tak w pobliżu ołtarza – pnia, sycąc wszystkie zmysły widokiem i odgłosami natury, nabieram wewnętrznego przeświadczenia, że stanowią one jedną harmonijną całość. Znowu jestem w ogrodzie dzieciństwa, a Orzech mówi równie obrazowo, jak mój dziadek, o rzeczywistości bosko-ludzkiej. Na przykład o tym, że człowiek powinien – jak rosnące wzdłuż drogi słoneczniki – „obracać się” za Panem Bogiem...

Ks. Stanisław Orzechowski "Orzech" z kotem podczas konferencji
o egzorcyzmach 😀, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek




„... muszą się zajmować w określonych godzinach pracą fizyczną..”

 – czyli o rytmie dnia



Każdy dzień rekolekcji ma tutaj swój stały rytm. O 7.00 Jutrznia, w czasie której śpiewamy psalmy i prowadzimy modlitwę chórową, po niej – Msza św. z homilią, która wprowadza nas w czekające zadania, usposabia refleksyjnie. Po niej – w tym samym miejscu, gdzie się przed chwilą modliliśmy - spożywamy śniadanie. Przygotowujemy je wspólnie i chętnie sobie usługujemy. Po śniadaniu rozdzielane są zadania. Wykonujemy różne prace fizyczne, współpracując najczęściej w małych grupkach. Ponieważ z nieba leje się żar, trzeba sobie także i z tym poradzić. Wybieram pracę w zachwaszczonym ogrodzie. Pokrzywy trochę parzą, ale w nagrodę znajduję nieoczekiwanie samotnie wędrującą gałąź dzikiego wina, którą upinam we właściwym miejscu. Z wybujałych rumianków sporządzam wielki bukiet – ozdobi potem stół albo ołtarz. Okazuje się, że sąsiad pozwala nam zebrać pozostałe na plantacji truskawki. Trzeba zostawić zaciszny, zacieniony ogród i ruszyć na rozgrzane upałem pole. Nie mam zbytnio ochoty, ale tłumię to w sobie i idę. Tymczasem radzę sobie całkiem nieźle i nawet tak bardzo nie odczuwam ani spiekoty,  ani kilkugodzinnego pochylenia się. Zbieramy aż do skutku, a potem ... wcale nie odpoczywamy, bo truskawki należy szybko oczyścić i zamrozić, aby się nie zepsuły. Trochę podjadamy – są pyszne. 


Ksiądz Stanisław Orzechowski i ks. Wojciech Zięba w Morzęcinie Wielkim,
zdjęcie z okolicznościowego numeru "Wawrzyna"

Po posiłku sjesta. Nareszcie można schronić się gdzieś przed palącym słońcem i oddać lekturze. Kto nie czyta, może dalej pracować, zwłaszcza gdy jest to niezbędne (sprawy „na wczoraj”, karmienie i pojenie zwierząt). W wolnym czasie czytam A. Grüna i słucham muzyki Bacha („W muzyce religijnej Bóg jest zawsze obecny ze swoją łaską”, jak napisał mój ukochany lipski Kantor),  od której jestem – szczęśliwie! -  uzależniona. W Morzęcinie, siłą rzeczy, dawkuję ją sobie.


O 17.30 – konferencje. Poprzedza je lectio divina – głośne czytanie Pisma Świętego. W tym roku tematem były... egzorcyzmy. A mówiąc ściślej, rozważano myśli kardynała Leona J. Suenensa, dotyczące wskazań, co to znaczy być chrześcijaninem, wierzyć, modlić się i żyć po chrześcijańsku u progu trzeciego tysiąclecia. Zazwyczaj też po konferencji następowało dzielenie  się refleksją, rozważania własne. Ponieważ temat był „gorący”,  nie mogło więc w trakcie jego przedstawiania zabraknąć... czarnego kota (w ikonografii oznacza on złego ducha). Na szczęście, i tym razem ks. Orzechowski opanował sytuację...  Podobnie czynił w przypadku młodych animatorów, którzy w Morzęcinie  ćwiczą się w prowadzeniu konferencji - gdy sumował ich wystąpienia własną refleksją.  To próba także dla nas, słuchaczy. I wszyscy – mówiący i słuchający - wychodzimy z niej zwycięsko.

19.30 – modlitwa wieczorna i kolacja. Ale to bynajmniej nie koniec dnia, bo ludzie grają jeszcze w siatkówkę albo organizują ognisko ze śpiewem. Idę na spacer w kierunku wielkiej gruszy. Każdy tutaj zna ją jako „gruszę Orzecha”. Kiedy pasie owce, zwykle siaduje oparty o jej pień i czyta lub robi notatki do kazań. Grusza jest rzeczywiście imponująca i daje upragniony cień. Wokół wzgórza, jak okiem sięgnąć, rozciągają się łąki. Słychać granie koników polnych, a wieczorne powietrze pachnie ciepłą trawą. Jest radośnie...

Dodam, że na rekolekcje pojechałam z mężem (który był tylko kilka dni) oraz z synem Michałem. Ten ostatni pomagał dziewczynom paść owce (jak się okazało, nie było to łatwe, bo zwierzęta płochliwe i wcale ich nie słuchały), przy selekcji starych ziemniaków... Może to prozaiczne czynności, ale w grupie było wesoło, ciągle ktoś żartował. \
Po gospodarstwie snuły się także koty. Próbowaliśmy je dokarmiać suchą karmą i trochę za dużo się Misiowi (wówczas ok. 10 lat) sypnęło. Koty nie dały rady, za to Orzech zrobił śledztwo w sprawie marnowania jedzenia. Wszyscy trochę się bali, a Michał mi potem opowiadał, że "całe życie przebiegło mu przed oczami" :-) Na szczęście, Orzech domyślił się, że to on i widząc przerażenie w jego oczach, zaprzestał zadawania surowych pytań, pouczył tylko, że nie należy marnować jedzenia.


Módl się, pracuj i … nie bądź smutny


W orędziu do opata Monte Cassino z dnia 21 marca 1980 roku papież Jan Paweł II podkreślił potrzebę nawiązania do tradycji wyzwalania człowieka, jaką była w świecie starożytnym Reguła św. Benedykta. Zadał wówczas znamienne pytanie:

Dlaczego to benedyktyńskie hasło (ora et labora – módl się i pracuj) nie jest obecnie w naszym świecie orędziem nawołującym do wyzwolenia siebie z niewoli konsumizmu, z niewoli przyzwyczajeń w myśleniu i sądzeniu, przy ustalaniu programów i stylów życia wyłącznie pod kątem ekonomii.

I dodał:

Módl się, pracuj i … nie bądź smutny.



Wypowiedź ks. Stanisława Orzechowskiego:

Ważnym zagadnieniem dla ludzi świeckich jest przygotowanie do pracy. Od gospodarza  związanego kiedyś z DA  otrzymaliśmy stajnię do adaptacji i kawał pola do zagospodarowania. Na początku przyjechało około 150 osób, które po bohatersku – w zimnie, błocie, w skromnych warunkach bytowych – budowały zręby gospodarstwa. Odkrywaliśmy przy tym wspólnie radość, jaka płynie z dotknięcia rzeczy prostych: ognia, wody, błota, błogosławieństwa słońca. Wielu po raz pierwszy doświadczyło, jak wspólna praca zbliża ludzi. Pełna postawa chrześcijanina to „czyn, słowo i modlitwa”. Umiejętność zbiorowej pracy i czerpania z niej radości jest przydatna zarówno w małżeństwie, jak i w życiu publicznym. Powiedziałbym nawet, że bez niej, przy największej pobożności, zarówno małżeństwo, jak i działalność publiczna człowieka musi być jakaś kulawa. Pierwsze rekolekcje w Morzęcinie były zorganizowane wokół książki kardynała Stefana Wyszyńskiego „Duch pracy ludzkiej”. Okazała się rewelacyjna! Wyszyński pisał np. o radości pracy. Zdumiał mnie, kiedy przeczytałem I rozdział zatytułowany „Pracujący Bóg”. Pokazał pracującego Boga...Uczenie chrześcijańskiej pracy prawie nie istnieje. Bardzo rzadko ludzie pojmują pracę jako współpracę z Bogiem. Niewiele osób pamięta o modlitwie na początku dnia. Mało jest tych, którzy za pracę dziękują, cieszą się nią. Morzęcin ma ambicje być miejscem przetrenowania pracy w normalnych warunkach.Obecnie w Morzęcinie odbywają się wakacyjne kursy przedmałżeńskie, przyjeżdżają rodziny z Mołdawii. Miałem pomysł, aby brać tam także bezdomnych, pogubionych – żeby oni się jakoś przez pracę i opiekę nad zwierzętami podnieśli. Niektórym się to udało.Istnieje gotowy projekt rozbudowy domu rekolekcyjnego. Wówczas będzie tam można organizować różne ważne i pożyteczne działania. Na razie brakuje na to pieniędzy, ale ufam, że jest to przejściowa przeszkoda.

Artykuł ukazał się pierwotnie w "Nowym Życiu"/lipiec 2009.

Mozart – "Requiem" w Narodowym Forum Muzyki /zapowiedź/

6 listopada o 19.00 w Narodowym Forum Muzyki angielski dyrygent Jonathan Nott, uznawany za wybitnego interpretatora muzyki współczesnej, pod...

Popularne posty