Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Camille Claudel, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Camille Claudel, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

środa, 24 października 2018

Monosytuacje 4 w kobiecej perspektywie: "Camille", "Linatendu", "Sprzedam" /relacja/

Już po raz czwarty odbyły się prezentacje małych form teatralnych, tzw. Monosytuacje, przygotowane przez Instytut Jerzego Grotowskiego. W tym roku zaprezentowano trzy spektakle, w których główne role zagrały: Małgorzata Szczerbowska, Anna Krotoska i Kamila Klamut. 

Linatendu, fot. Karol Jarek

Dwa spektakle miały nielinearną, raczej kolażową narrację - "postrzępioną" i niemożliwą do opowiedzenia, jedno - spójną, ponieważ podporządkowane historii głównej bohaterki - francuskiej rzeźbiarki Camille Claudel. Wszystkie były właściwie monodramami, choć pojawiała się w niektórych dodatkowa postać, ale uwaga widza skoncentrowana była na głównej bohaterce. Wszystkie grane postaci były bowiem kobietami, a to oznaczało, że odbierały świat i opowiadały o nim w kobiecej perspektywie.

Sytuacja pierwsza: nieustająca gra /"Sprzedam"/


Sprzedam, Małgorzata Szczerbowska, fot. prasowa

Żywioł gry wprowadza następujący tekst:

Gra oparta jest na przypuszczeniach dotyczących osób, sytuacji, przebiegu zdarzeń. 
Kto, gdzie, kiedy i dlaczego? 
Zadajesz pytania i szukasz odpowiedzi. 
Warunkiem gry jest ruch. 
Przemieszczasz się: pionowo albo poziomo. 
Będzie dobrze, myślisz. Będzie źle, myślisz.

Piwniczna przestrzeń sceny, z licznymi rekwizytami i dominującym barłogiem, z którego w pewnym momencie wychodzi główna postać kobieca, grana przez Małgorzatę Szczerbowską. Na początku pojawia się na scenie jako Marylin Monroe, by na zakończenie "stać się" symbolem Polski, a zarazem zagubioną, pragnącą się unicestwić kobietą. Szczerbowska wciela się właściwie w wiele kobiet, zadając pytania i odpowiadając na nie, toczy z widzami rodzaj gry. Gry, w której - jak się wydaje - jest przede wszystkim aktorką i w jakimś sensie sprzedaje siebie: swoje przeżycia, wrażliwość, problemy... Kalejdoskop życiorysów i postaci kończy "wywiad z aktorką", w którym biorą udział widzowie, zadając jej te same pytania, które już wcześnie padały ze sceny. Dodajmy, że jest to także rodzaj gry, ponieważ widzowie czytają kolejno pytania z kartek, które otrzymali wchodząc na widownię.  A zatem i tu trudno o autentyzm i spontaniczność.  Wywiad nie kończy jednak przedstawienia, toczy się ono dalej aż do śmierci postaci. Niektóre sceny Szczerbowska zagrała wraz z reżyserem przedstawienia - Szymonem Kaczmarkiem, pokazując w sposób groteskowy związek między aktorem a reżyserem.

Sytuacja druga: o życiu po utracie /"Linatendu"/

Linatendu, Anna Krotoska, prasowe

Tym razem surowa, piwniczna przestrzeń sceny Teatru Współczesnego staje się rodzajem planety-Ziemi. Postać głównej bohaterki pojawia się w kostiumie przypominającym skafander kosmonauty, który na czas opowieści zawiesza na haku. Odtąd będzie wyglądał jak niemy świadek jej monologu, który wygłosi w czarnej, żałobnej sukience. Będzie snuła swoją opowieść o osobistej stracie, z którą musi nauczyć się żyć, ale będzie to także opowieść o śmierci w ogóle, także śmierci masowej.

Anna Krotoska nie tylko znakomicie moduluje głos, wyrażając nim stan ducha i wszystkie zmienne emocje, co jest przecież zadaniem arcytrudnym, ale świadomie wykorzystuje na scenie wiele innych możliwości ekspresji: śpiewa, pstryka palcami, szeleści etc. Gama jej możliwości scenicznych jest doprawdy imponująca!

Sytuacja trzecia: opresja męskości /"Camille"/

Camille, Kamila Klamut, fot. Jacek wiątek

Trzecia ze sztuk zaprezentowanych w ramach Monosytuacji została osnuta wokół biografii Camille Claudel - francuskiej rzeźbiarki, siostry poety i dramaturga Paula Claudela oraz kochanki  słynnego autora "Pocałunku" - Augusta Rodina. Spektakl zagrany przez imienniczkę bohaterki - Kamilę Klamut został zainspirowany zdjęciem przedstawiającym artystkę wraz z przyjaciółką w szpitalu psychiatrycznym, w którym przebywała przez ostatnie trzydzieści lat swego długiego, pełnego cierpienia życia. Wykorzystano także listy Camille do rodziny - matki i brata. Spektakl jest retrospekcją, zaś jego współautorka - Marianna Sadovska gra w nim nie tylko współczującą przyjaciółkę, ale również tworzy oprawę muzyczną.

Postać Camille Claudel została przedstawiona jako osoba wrażliwa, impulsywna, o silnej osobowości, skrzywdzona nie tylko przez zazdrosnego o jej talent Rodina, ale również przez ukochanego brata i matkę, którzy nie akceptowali jej odmienności. Taki feministyczny charakter miały zresztą także dwie wielkie kreacje filmowe: Isabelle Adjani oraz Juliette Binoche. Camille Klamut jest po trosze jedną i drugą. Stonowana i pełna rezygnacji, gdy pisze do matki i brata, tłumacząc im, że przebywanie wśród psychicznie chorych ją kompletnie wyjaławia. Kiedy jednak w retrospekcjach przenosi się do przeszłości, opanowuje ją furia i chęć niszczenia. Taką właśnie sceną destrukcji kończy się ten spektakl. Wykorzystano w nim także wiersze Zuzanny Ginczanki, poetki, która zarówno w poezji, jak i w życiu podkreślała swoją odmienność, osobność, wynikającą z żydowskiego pochodzenia:

Moje – myślałam; ja – myślałam; tamci – myślałam; ich – myślałam 
– oto się piętrzy
twardo przed światem
wrogi
forteczny
wał
barykadą –
tak nas rozdziela: mnie i resztę słów nieprzebyty, nieufny nawał; 
głową o mur nie przebijesz ściany.
Zamknięto pokój.
Samotność. 

Prezentowane po raz czwarty Monosytuacje zasługują z pewnością na kontynuację i uwagę szerszej publiczności, są bowiem nie tylko prezentacją ważnych, dotyczących każdego tematów egzystencjalnych, ale również przykładem znakomitego aktorstwa, będącego czymś więcej niż zwykłe rzemiosło.

niedziela, 26 maja 2019

Czerwiec w Instytucie Grotowskiego

W czerwcu w Instytucie Grotowskiego zaprezentowane zostaną aż cztery spektakle aktorów związanych z Teatrem ZAR: „Nikt (nie) spotyka Nikogo” Aleksandry Kugacz-Semerci i Mertcana Semerci, „Trociny” Davita Baroyana, „Ostatnia taśma” Alessandra Curtiego oraz „Camille” Kamili Klamut. Wszystkie pokazy odbędą się w Sali Teatru Laboratorium we wrocławskim Rynku o godz. 20.00. 


Instytut Grotowskiego, Kamila Klamut w spektaklu "Camille", fot. Tobiasz Papuczys


W dniach 6–7 czerwca 2019 pokazany zostanie spektakl „Nikt (nie) spotyka Nikogo” luźno inspirowany dramatem Petera Asmussena „Nikt nie spotyka nikogo”. Twórcy koncentrują się na studium trudnego związku Kobiety i Mężczyzny. „Odeszliśmy od mówienia na rzecz ruchu, który dramaturgicznie ma związek z tekstem, ale wyrażony jest w poetyce, która ani nie zmusza nas do konsekwentnego realizowania słowa, ani nie będzie rozumiana w sposób jednoznaczny” – mówi Aleksandra Kugacz-Semerci, współautorka spektaklu. I dodaje: „Daje przestrzeń, żeby nie opowiadać tekstem, ale ciałem, muzyką lub innym obrazem”.

Instytut Grotowskiego, spektakl "Nikt (nie) spotyka Nikogo",
fot. Tobiasz Papuczys
Następnie, w dniach 8–9 czerwca 2019 zaprezentowane zostaną „Trociny”. W swoim pierwszym monodramie Davit Baroyan gra Piotra, mężczyznę rozgoryczonego nieudanym życiem. Bohater „Trocin”, powieści Krzysztofa Vargi, pracuje jako komiwojażer w jednej z setek anonimowych warszawskich korporacji. Do jego obowiązków należą spotkania z kontrahentami w różnych miastach w kraju. Częste podróże dają mu sposobność dokładnego przyjrzenia się polskim pejzażom, ludziom i ich obyczajom. Wszystko to przepełnia go wstrętem. „Chciałem zmierzyć się z tekstem, ale musiałem go przefiltrować, żeby stał się mój. W spektaklu nie utożsamiam się z bohaterem, gram 27-latka, który ma te same co on problemy” – przyznaje Davit Baroyan. W scenariuszu nie znajdziemy gotowych recept na szczęście, za to w rozczarowaniach głównego bohatera możemy odkryć swoje lęki.

Instytut Grotowskiego, spektakl "Trociny", fot. Tobiasz Papuczys

W dniach 11–12 czerwca 2019 odbędzie się spektakl „Ostatnia taśma” Alessandra Curtiego. W 60 rocznicę pierwszego wystawienia „Ostatniej taśmy” Samuela Becketta rozpoczął się 30-letni projekt teatralny Alessandra Curtiego i Jarosława Freta. Zgodnie z założeniem włoski aktor będzie prezentował spektakl przez 30 lat. „[…] Przygotowując inscenizację «Ostatniej taśmy», wychodzimy od sytuacji, w której młody aktor nagrywa swój głos, chcąc wykorzystać nagranie w przyszłości, gdy już będzie gotów na zmierzenie się z bohaterem Becketta. Najlepszym sprawdzianem tej gotowości jest próba przywołania Krappa już dziś” – deklarują pomysłodawcy projektu. Monodram w języku włoskim z polskimi napisami.

Instytut Grotowskiego, spektakl "Ostatnia taśma", fot. Tobiasz Papuczys

Camille”, spektakl Kamili Klamut stworzony we współpracy z Marianą Sadovską, będzie można obejrzeć w dniach 13–14 czerwca 2019. Tytułowa Camille Claudel była rzeźbiarką, siostrą Paula Claudela oraz towarzyszką i twórczą partnerką Auguste’a Rodina. Ostatnie 30 lat swojego życia spędziła w zakładzie psychiatrycznym. Spektakl dotyka tematu cierpienia i samotności, jest wejrzeniem we wnętrze kobiety. „To formalnie szlachetny, wysmakowany wizualnie i uwewnętrzniony wizualnie – krzyk. […] Krzyk kobiety, która swoją osobowością i talentem burzy patriarchalny ład świata […]” – pisał Adam Karol Drozdowski. Na scenie Kamili Klamut towarzyszy Ewa Pasikowska.

Bilety do nabycia na platformie bilety.grotowski-institute.art.pl oraz przed spektaklami.

informacja prasowa

poniedziałek, 30 lipca 2018

"Żona" Björna Runge: Wspólnota oszustwa /recenzja filmu/

Film  Björna Runge byłby płaskim dyskursem na temat podporządkowania kobiet mężczyznom, gdyby nie wspaniałe wielowymiarowe role Glenn Close i Jonathana Pryce`a. Ich postaci są z krwi i kości - ani przez chwilę nie szeleszczą papierem. A poza tym wszechobecny, subtelny humor i prawda psychologiczno-obyczajowa sprawiają, że jeśli nawet snujemy  gorzkie refleksje, za chwilę nabieramy właściwego dystansu.


Glenn Close (Joan) i Jonathan Pryce jako Joe Castelman

Trudno mi ocenić, czy to kwestia przypadku, czy też jakaś widoczna tendencja w kinie, ale zarówno mój pierwszy seans na 18. MFF Nowe Horyzonty (Mój wiek XX),jak też obejrzana dzisiaj Żona wpisują się w dyskusję na tematy męskie/kobiece, stawiając mężczyzn w niezbyt chlubnym świetle. O ile jednak film Ildikó Enyedi jest cudowną, wielopoziomową, pełną ukrytych symboli, pochwałą sztuki filmowej (i kobiecości!), o tyle obraz Björna Runge ma znamiona kina realistycznego i psychologicznego.

Tytułowa Żona, w którą znakomicie wcieliła się Glenn Close, to z jednej strony kobieta żyjąca w cieniu swego męża, uznanego pisarza Joego Castlemana (kapitalnie partnerujący aktorce Jonathan Pryce), z drugiej zaś interesująca, tajemnicza osobowość, która od początku przykuwa uwagę widza. Małżonkowie sprawiają wrażenie bardzo dobrze zżytej pary: ona go wspiera i wydaje się być niezastąpiona, on - publicznie jej za to dziękuje, co - przyznacie to sami - nie każdemu artyście się zdarza :-) Podobnie odbierają ich związek inni ludzie. Tymczasem to oczywiście i pozór, i prawda zarazem. Kolejne retrospekcje odsłaniają przed nami skomplikowany, jak to w życiu, układ relacji między nimi. 
Najpierw młoda adeptka literatury zakochuje się w swoim profesorze, który tak pięknie mówi o wewnętrznym imperatywie pisania i cytuje z pamięci Jamesa Joyce`a. Po latach słyszy, że wciąż łapie na ten lep kolejne naiwne, podobnie jak na pisane na orzechu dedykacje... Wszystko, co wydawało się w nim niebanalne, pociągające, urocze okazuje się rutynową grą, służącą zdobywaniu kolejnych kobiet. Dodajmy, że sposób opowiadania, zderzanie ze sobą przeszłości i dopełniającej ją teraźniejszości nie mają w sobie nic z mrocznych dramatów Ingmara Bergmana o niemożności porozumienia z drugim człowiekiem. W przeciwieństwie do autora Szeptów i krzyków, szwedzki reżyser Björn Runge ma poczucie humoru i nie dramatyzuje. Z całą pewnością bliżej mu do Turysty, niż do Scen z życia małżeńskiego. Toteż jeśli nawet małżonkowie skaczą sobie do oczu, sytuację rozładuje telefon od córki, która właśnie urodziła im wnuka. Joan potrafi powściągnąć emocje i dobrze gra swoją rolę idealnej żony pisarza. Do czasu...

Glenn Close jako tytułowa bohaterka filmu Żona, prasowe
Film Björna Runge opowiada w gruncie rzeczy o tym, że nieomal zasadą jest, iż mężczyźni zawdzięczają sukcesy kobietom. To one, żyjące w ich cieniu, często o wiele bardziej utalentowane, rezygnują z robienia kariery, aby mógł zrobić ją mąż. Zbierają jego porozrzucane skarpetki, przymykają oko na zdrady, wspierają w każdej sytuacji, niezależnie od tego, jak wielką jest miernotą. Ten układ zależności, który zaczyna się gdzieś w przeszłości - od zakochania, utrwala się z latami, staje się rodzajem "wspólnoty oszustwa" i na tym oszustwie, jak na zbrodni założycielskiej, ugruntowany jest związek. Kiedy nawet kobieta dojrzeje do tego, aby się uwolnić od swego męża -pasożyta, on tego po prostu nie przeżyje, chyba że znajdzie inną partnerkę, którą sobie podporządkuje. Ale im jest starszy, tym o to trudniej. Pamiętamy jednak takie związki: Rodina i Camille Claudel  czy małżeństwa Picassa. Przecież jednak nie tylko artyści... Runge każe patrzeć na to jak na uniwersalny problem.

Oczywiście, film byłby płaskim dyskursem na temat podporządkowania kobiet mężczyznom, gdyby nie wspaniałe wielowymiarowe role Glenn Close i Jonathana Pryce`a. Ich postaci są z krwi i kości - ani przez chwilę nie szeleszczą papierem. A poza tym wszechobecny subtelny humor i prawda psychologiczno-obyczajowa sprawiają, że oglądając go snujemy gorzkie refleksje natychmiast rozładowane dystansem.


czwartek, 8 kwietnia 2021

"Pocałunek" Rodina po raz pierwszy w Polsce!

Na aukcji w DESA Unicum zostanie zaprezentowany brązowy odlew "Pocałunku" powstały jeszcze za życia Rodina. Ponadto na wystawie przedaukcyjnej będzie można zobaczyć także "Mutanta" Magdaleny Abakanowicz, "Long Term Parking" Armana, animalistyczne przedstawienia Magdaleny Gross oraz rzeźby z kręgu Szkoły Zakopiańskiej.

August Rodin, Pocałunek, 1901-1918, brąz patynowany, 39,5 x 24,1 x 24,3 cm, fot. DESA Unicum

"W 1882 roku wykreował Rodin "Pocałunek", który do około 1886 roku pozostawał integralną częścią "Bramy piekieł". Wyrażał on w swojej strukturze kwintesencję uczucia. Postacie kobiety i mężczyzny zostały tu złączone w miłosnym uścisku przepełnionym najgorętszymi emocjami. W kolejnym roku artysta poznał Camille Claudel, do której najwyraźniej żywił podobne jak w swym dziele uczucia. Dziewiętnastoletnia dziewczyna zafascynowała go swoją złożoną osobowością i niebywałym talentem, które naznaczyły dalszą karierę Rodina. Ich burzliwy romans i dramatyczne rozstanie odbiło się w środowisku paryskiej bohemy szerokim echem. Praktycznie do śmierci, przez około trzydzieści siedem lat, rzeźbiarz tworzył swoje monumentalne dzieło. Zawarł w nim całą swoją duszę i poświęcił mu życie. Na przemian zarzucał pracę i powracał do niej. Stworzył w tym czasie około dwustu figur składających się na całą strukturę. W 1900 roku, podczas indywidualnej wystawy w Paryżu zaprezentował szerokiej publiczności wybrane fragmenty "Bramy piekieł". Gipsowy model, który stworzył znajduje się obecnie w miejscu, dla którego został przeznaczony, a mianowicie w paryskim Musée d'Orsay. Dopiero w latach 20. XX wieku po raz pierwszy odlano w brązie cztery wersje przechowywane obecnie w Paryżu, Zurychu, Tokio i Filadelfii. Poszczególne elementy dzieła zaczęły żyć z czasem własnym życiem, co zresztą oddaje koncepcję samego autora posiadającego szczególny stosunek do "Trzech cieni", "Myśliciela" i "Pocałunku".

tekst: Michał Szarek

Urodziny Zofii Kossak w Górkach Wielkich

9 i 10 sierpnia w ruinach Dworu Kossaków znów będzie gwarno, jak dawniej, kiedy do Górek Wielkich zjeżdżali się m.in.: Maria Dąbrowska, Wańk...

Popularne posty