Tytuł bloga powstał z inspiracji prozą Brunona Schulza, w której wielokrotnie, w różnych kontekstach, pada to tajemniczo brzmiące słowo, znaczące o wiele więcej niż „składniki”, bo mające rangę metafory, symbolu… Kulturalne Ingrediencje nie jest blogiem monotematycznym, np. książkowym czy filmowym. Łączę w nim wszystkie moje pasje w jedną całość. Znajdują się tu teksty dotyczące literatury, filmu, muzyki i sztuk plastycznych. Ponadto rozmowy z artystami i własne zapiski.To także moje archiwum.
niedziela, 17 listopada 2019
"Jeszcze o Swinarskim" - wystawa w Muzeum Historii Katowic
piątek, 4 maja 2018
"Krystyna Zachwatowicz-Wajda. Scenografie teatralne" w Muzeum Manggha
![]() |
| projekt kostiumu do Biesów w reż. A. Wajdy |
![]() |
| projekt kostiumu do Nocy listopadowej w reż. A. Wajdy |
wtorek, 26 września 2023
Nowości wydawnicze Instytutu Grotowskiego – spotkania z Józefem Kelerą i Marią Shevtsovą
Nowy sezon Instytut im. Jerzego Grotowskiego otwiera nie tylko premierami teatralnymi, ale i premierami wydawniczymi. W październiku ukażą się aż dwie publikacje: drugi tom „Krótkiej historii teatru w Europie” Józefa Kelery oraz „Stanisławski na nowo” Marii Shevtsovej. Obydwie pozycje zostaną zaprezentowane podczas spotkań autorskich 11 i 23 października 2023.
Już 11 października odbędzie się spotkanie z prof. Józefem Kelerą poświęcone długo wyczekiwanemu drugiemu tomowi „Krótkiej historii teatru w Europie”. Bogato ilustrowana publikacja Instytutu Grotowskiego i Wydawnictwa Uniwersytetu Wrocławskiego stanowi kompendium wiedzy na temat teatru europejskiego ze szczególnym uwzględnieniem teatru polskiego. Otwiera ją rozdział poświęcony Wielkiej Reformie Teatru, a zamyka rozdział na temat polskiego teatru lat osiemdziesiątych XX wieku. Józef Kelera opisuje najważniejsze zjawiska, tendencje oraz zespoły teatralne, m.in. niemiecki naturalizm, francuski symbolizm, rosyjską awangardę czy MChAT. Krytyk teatralny i literacki, historyk teatru i literatury, tłumacz, emerytowany profesor Uniwersytetu Wrocławskiego i Akademii Sztuk Teatralnych Filii we Wrocławiu, z perspektywy świadka omawia twórczość takich reżyserów jak: Peter Brook, Giorgio Strehler, Peter Schumann, Henryk Tomaszewski, Tadeusz Kantor, Jerzy Grotowski, Konrad Swinarski czy Jerzy Jarocki.
Tytuł stanowi 36 tom serii Dramat – Teatr. Spotkanie poprowadzi redaktor serii – prof. Janusz Degler.
![]() |
| Jozef Kelera, Janusz Degler, fot Tobiasz Papuczys |
23 października gościem Instytutu będzie prof. Maria Shevtsova, autorka książki „Stanisławski na nowo”. W swym kompleksowym studium wybitna znawczyni teatru rosyjskiego odkrywa na nowo mało znane aspekty nowatorskiego teatru Konstantina Stanisławskiego i jego ścisłe zespolenie ze sztukami wizualnymi, tańcem i operą. Prezentując rosyjskie źródła archiwalne, zapisy prób, partytury i szkice, rzuca nowe światło na niezwykłe życie Stanisławskiego. Jak pisze w przedmowie Tomasz Kubikowski (współtłumacz książki wraz z Edytą Kubikowską i redaktor wydania polskiego) autorka „odrzuca zwały wiedzy pozornej, pochopnych sądów, wynikających z uprzedzeń czy nieświadomości; […] rzuca trochę światła na te strony życia i dorobku Konstantina Siergiejewicza, które do tej pory z różnych przyczyn zostawiano w cieniu – i o niczym nie przesądza; raczej pokazuje, jak wiele jeszcze nie wiemy”.
Maria Shevtsova jest uznaną na świecie badaczką teatru i pedagogiem, emerytowaną profesorką londyńskiego Goldsmiths College. Autorka wielu książek i ponad 150 artykułów publikowanych w czasopismach i pracach zbiorowych.
![]() |
| Maria Shevtsova, ze zbiorow prywatnych |
Obydwa spotkania odbędą się o godz. 18.00 w Czytelni im. Ludwika Flaszena. Wstęp wolny, ale z uwagi na ograniczoną liczbę miejsc, wymagana jest rezerwacja bezpłatnej wejściówki: www.bilety.grotowski-institute.pl/.
Działalność wydawnicza Instytutu Grotowskiego skupia się na tematach związanych z poszukiwaniami kulturowymi i teatralnymi, obejmując dokumentowanie i interpretowanie dokonań twórczych Jerzego Grotowskiego i Teatru Laboratorium. Wśród autorów znaleźć można zarówno praktyków, aktorów i reżyserów, jak i badaczy teatru z Polski i zagranicy. Od 2005 roku nakładem Ośrodka i Instytutu ukazało się ponad czterdzieści tytułów.
informacja prasowa
środa, 8 maja 2019
St-53. Artyści kręgu awangardy – wystawa w Salonie Domu Aukcyjnego Artissima
![]() |
| ech. Kunka, Nike, 1953 |
Powołana we wrześniu 1953 roku w Katowicach grupa St-53, „wyprzedziła” warszawską Grupę 55 oraz poznańską Grupę R-55. Założyli ją młodzi artyści, zbuntowani wobec socrealizmu i panującego na akademiach postkoloryzmu. Działalność St-53 odbywała się w artystycznym i politycznym podziemiu, nielegalnie, pod groźbą stalinowskich represji. Podczas konspiracyjnych spotkań artyści wspólnie ćwiczyli – rysowali i malowali w różnych stylach i konwencjach, dyskutowali oraz studiowali historię sztuki. Niejaki podręcznik w ich poszukiwaniach stanowiła będąca wtedy na indeksie „Teoria widzenia” Władysława Strzemińskiego.
![]() |
| Urszula Broll, Pejzaż, 1957-59 |
W skład grupy weszli Urszula Broll, Krystyna Broll, Irena Bąk, Zdzisław Biliński, Stefan Gaida, Klaudiusz Jędrusik, Hilary Krzysztofiak, Mara Obrembianka, Zdzisław Stanek, Tadeusz Ślimakowski oraz Konrad Swinarski, który to wśród katowickich twórców rozpropagował idee Strzemińskiego. Ważną rolę odegrali także łodzianie: Lech Kunka, Stefan Krygier i Stanisław Fijałkowski, uczniowie Strzemińskiego. W roku 1955 dołączył do nich Andrzej Wydrzyński, który stał się teoretykiem grupy.
![]() |
| Urszula Broll, z cyklu "Powidoki", 1955 |
Dwie pierwsze wystawy grupy odbyły się w prywatnych mieszkaniach i miały charakter konspiracyjny. Pierwsza oficjalna wystawa miała miejsce w roku 1956 w Klubie Pracy Twórczej w Instytucje Śląskim w Katowicach. Wydarzenie to okazała się ogromnym sukcesem. Artyści od razu zyskali sobie uznanie krytyki, a także miejsce w kręgach neoawangardy. Spotkania St-53 ustały z rokiem 1958, kiedy to młodzi artyści nawiązali nowe artystyczne kontakty.
St-53 dziś stanowi historię sztuki polskiej. Niemniej znajomość dokonań grupy nie wykracza daleko poza Śląsk. Stąd chcąc zapoznać warszawską publiczność z twórczością katowickiej awangardy DA Artissima prezentuje kolekcjonerską wystawę, na której obejrzeć można dzieła Urszuli Broll i Zdzisława Stanka, a także Lecha Kunki, Hilarego Krzysztofiaka, Stefana Krygiera oraz Andrzeja Urbanowicza. Eksponowane prace pochodzą zarówno z okresu działalności St-53, jak i lat późniejszych, obrazując w pełni dojrzałe dokonania ich twórców. Wszystkie prezentowane prace pochodzą z kolekcji prywatnych, stąd wystawa stanowi unikalną okazję, aby obejrzeć dzieła niedostępne na co dzień dla szerokiej publiczności.
![]() |
| Zdzisaw Stanek, Planety, 1955 |
Wystawa połączona jest ze sprzedażą dzieł. Prace można nabyć podczas trwania wystawy.
Jedno dzieło nabyło Museum Jerke, pierwsze prywatne muzeum sztuki polskiej w Niemczech.
Miejsce:
Salon DA Artissima
ul. Zielna 39, budynek PAST, I piętro
00-108 Warszawa
Termin:
26.04.2019–31.05.2019
| wystawa, fot. organizatorów |
środa, 5 sierpnia 2026
Piotr Tomaszuk – cicerone teatralnych podróży /wywiad/
„W teatrze najpiękniejsze jest to, że czasem zabiera nas w podróż z takim cicerone, bez którego nigdy byśmy sami tej podróży nie odbyli. A ponadto nie miałaby ona takiego charakteru”. Rozmawiam z Piotrem Tomaszukiem – reżyserem i dramaturgiem teatralnym, scenarzystą, współzałożycielem działającego już 35 lat unikalnego autorskiego Teatru Wierszalin w Supraślu, wielokrotnie nagradzanym w Polsce i na świecie.
| Piotr Tomaszuk, fot. Magdalena Rybij |
Barbara Lekarczyk-Cisek: Podziwiam Pańskie dokonania od dawna, nigdy jednak nie miałam okazji porozmawiać o Pańskim niezwykłym teatrze. Uznałam, że jest teraz dobra do tego okazja: Teatr Wierszalin świętuje w tym roku 35-lecie istnienia, Pana zaś uhonorowano tytułem doktora honoris causa Uniwersytetu w Białymstoku. Wszystko to skłania do rozmaitych refleksji, przede wszystkim nad tym, jak te lata poświęcone intensywnej pracy nad spektaklami wpłynęły na Pańskie postrzeganie teatru i życia. Bo w Pańskim przypadku są to sfery nierozłączne…
Piotr Tomaszuk: Teatrem zacząłem się interesować ponad pięćdziesiąt lat temu. W czasach mojej młodości, chłonnej i kształtującej, miałem okazję zetknąć się w Teatrze Dramatycznym im. Aleksandra Węgierki w Białymstoku z interesującymi reżyserami, począwszy od Jerzego Zegalskiego, a skończywszy na Andrzeju Witkowskim czy Wojciechu Pisarku. To była ekipa, która przyjechała do Białegostoku w latach 70. I realizowała ambitny repertuar. Działał też znakomity Białostocki Teatr Lalek, który prowadził od końca lat 60. Krzysztof Rau i gdzie ciekawe przedstawienia reżyserował również Jan Wilkowski. Wtedy właśnie zaczęła się moja fascynacja teatrem, dzięki której zdecydowałem się na studia na Wydziale Wiedzy o Teatrze w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej w Warszawie. Erudycję zawdzięczam znakomitym wykładowcom, począwszy od prof. Zbigniewa Raszewskiego, poprzez Stefana Mellera, Martę Fik, Zbigniewa Wilskiego, Andrzeja Wanata, po Jerzego Koeniga i Aleksandrę Okopień-Sławińską. To byli wspaniali pedagodzy, którzy potrafili rozżarzyć moją fascynację teatrem w sposób sensowny i wzbogacający. Cała moja młodość była fascynacją teatrem kogoś, kto ogląda i opisuje, ale potem zacząłem się nim zajmować praktycznie. Zdałem egzaminy na reżyserię teatru lalek w Białymstoku i właściwie jej nie ukończyłem, bo wcześniej zacząłem reżyserować. W tamtym czasie klasyka miała jeszcze mocną pozycję i był to okres, który nie pozwalał zwątpić w teatr. A 35 lat tworzenia teatru na scenie zmienił mój ogląd: zacząłem patrzeć na teatr od środka, a to zupełnie co innego.
Różnic jest wiele, ale na szczęście początek z końcem się spotykają: ciągle uważam, że teatr jest czymś fascynującym – oddałem mu całe swoje życie.
Zanim znalazł się Pan w teatrze i pojął, że jest to dziedzina sztuki, w której najpełniej się odnajduje, to „na początku było słowo”. Pan nie tylko adaptuje teksty, które potem stają się osobistymi wypowiedziami, ale również sam pisze, czego przykładem może być „Traktat o manekinach” Bruno Schulza. Chciałabym zapytać o Pańskie inspiracje literackie. Co sprawia, że przemawia do Pana taki, a nie inny tekst?
Inspiracje są bardzo różne. Do Mickiewicza doszedłem bardzo późno. Na początku swojej działalności reżyserskiej nie śmiałem po niego sięgnąć – uważałem, że jest to literatura, do której nie dorosłem. I chyba dobrze się stało. Mickiewicza warto tworzyć z aktorami na scenie wówczas, kiedy człowiek pozbył się tych ambicji, które każą mu myśleć, że wie więcej niż autor. Bardzo wielu młodych reżyserów wychodzi z tego właśnie założenia. Próbują więc autora zmienić i niejako „przerobić pod siebie”. Powstają dzieła często nawet interesujące formalnie, ale nie przyczyniają się do zrozumienia tekstu. A ja jestem jednak wychowany w tradycji reżyserii interpretującej. Sztuka interpretacji jest jedną z podstawowych umiejętności reżyserskich, ale ta umiejętność obecnie zanika. Pojawiła się za to tendencja do narzucania autorom myśli zupełnie im obcych, aberracyjnych w stosunku do nich. Rodzaj lektury, by tak rzec, skromnej i ostrożnej wypadł z mody. Tymczasem po Mickiewicza warto sięgnąć, gdy człowiek się pozbył tych nadmiernych ambicji osobistych i szuka prawdy w autorze.
Inspiracje literackie były dla mnie zawsze punktem wyjścia, bo teatr jest domem literatury. Nie wierzę w teatr, który powstaje z pominięciem tekstu. Oczywiście, teatr może sięgać po takie środki wyrazu, upodobnić się do pantomimy czy do moving theatre, gdzie ważny jest głównie wyraźny i plastyczny ruch, ale wszystko, co dotyczy literatury, znika przygniecione tą wizją. Taki teatr nigdy mnie nie pociągał. Uważałem go zawsze za miejsce, gdzie literatura obleka się w ciało. I fascynujące jest, że teatr pozwala zmaterializować to, co na poziomie tekstu jest tylko „marą bladą”, jakby powiedział Mickiewicz. Zawsze fascynowało mnie odkrywanie tego backgroundu, który drzemie w dobrym tekście dramatycznym napisanym przez Ibsena czy Czechowa. Wszędzie tam są pewne okoliczności i elementy rzeczywistości obiektywnej otaczającej bohaterów. I ta rzeczywistość musi zaistnieć, aby tekst miał sens. Odkrywanie świata, który stoi za słowami, zawsze mi się szalenie podobało jako działalność poniekąd detektywistyczna. Kiedy wraz z aktorami zaczynamy się zastanawiać, co jest podstawą takiego, a nie innego zdania, takiej, a nie innej uwagi odautorskiej zawartej w didaskaliach. To praca analityczna, pozwalająca zrekonstruować wizję autora. Ten rodzaj reżyserii zawsze był mi bliski. Oczywiście, nie rezygnowałem też z wymogu wyrazistości formalnej. Teatr Wierszalin od początku różnił się od innych także tym, że myśmy zawsze wykorzystywali fizyczność aktora, wprowadzając m. in. doświadczenia i metodę ćwiczeń Jerzego Grotowskiego czy też po prostu dbając o pewną wyrazistość, którą do teatru polskiego wprowadził swoimi spektaklami Tadeusz Kantor. Podzielam założenie kantorowskie, że teatr opracowuje zasady istnienia sam dla siebie, na rzecz jednego przedstawienia i że ten świat od początku do końca jest spójny albo rozlatuje się w odbiorze widza i nie zostaje z niego nic. Pierwsze przedstawienia Kantora zobaczyłem będąc na studiach w Warszawie i od tego momentu wiedziałem, że to jest dla mnie niedościgły wzór. Natomiast przedstawień Grotowskiego nie widziałem na żywo. Jednak dużo na ten temat czytałem i sam praktykowałem wiele ćwiczeń, które Grotowski i jemu podobni proponowali aktorom. Myślę, że ten rodzaj treningu aktorskiego dał mi bardzo dużo w sensie rozumienia tego, o co chodzi na scenie i czego potrzebuje aktor, aby wiarygodnie zaistnieć.
![]() |
| Rafał Gąsowski w spektaklu Piotra Tomaszuka: "Bóg Niżyński" fot. Bartek Siejwa |
![]() |
| Rafał Gąsowski w spektaklu Piotra Tomaszuka: "Bóg Niżyński", fot. Bartek Siejwa |
| Piotr Tomaszuk w "Dziadach" we własnej reżyserii, fot. Magdalena Rybij |
Piotr Tomaszuk urodził się 17 czerwca 1961 roku w Białymstoku. Jest reżyserem teatralnym, dramatopisarzem i scenarzystą, założycielem oraz dyrektorem Teatru Wierszalin w Supraślu.
piątek, 2 września 2022
Aldona Struzik: Najważniejsza jest wyobraźnia /wywiad/
"Właściwie wszystko, co nam się przydarza i czego się nauczymy w życiu, może się okazać przydatne w pracy nad rolą" – z okazji jubileuszu 35-lecia pracy artystycznej rozmawiam z Aldoną Struzik, popularną wrocławską aktorką Teatru Polskiego. Artystka opowiada o swoich mistrzach, pracy nad rolą, o zamiłowaniu i pasji, a także o trudach zawodu aktora.
![]() |
| Aldona Struzik, fot. z archiwum aktorki |
Barbara Lekarczyk-Cisek: Jubileusz 35-lecia pracy artystycznej to dobry moment na to, aby poddać refleksji swoje doświadczenia i przeżycia związane z zagranymi rolami, spotkanymi ludźmi, którzy wpłynęli na ich kształt, a niekiedy również na nas samych. Jest to wreszcie dobry czas na to, aby sobie odpowiedzieć na pytanie, czy wybór zawodu aktora okazał się trafny i jak za jego sprawą potoczyło się życie… W ogóle pasjonuje mnie fenomen tego zawodu, który Pani z takim powodzeniem i entuzjazmem uprawia od tylu lat. Czy marzyła Pani w dzieciństwie, aby zostać aktorką?
Aldona Struzik: Sądzę że tak!… Podobnie jak wiele innych małych dziewczynek. Powiem więcej. Kiedy byłam w pierwszej klasie szkoły podstawowej, na pytanie: „Kim chcesz zostać w przyszłości”, odpowiedziałam, że – właśnie! – aktorką. Ale tak naprawdę nie wszystko na tej mojej drodze było takie oczywiste jak wówczas, kiedy byłam mała. To marzenie, nawet jeśli kiedyś zakiełkowało we mnie, to jednak zrealizowało się przede wszystkim dzięki niezwykle ciekawym i nietuzinkowym ludziom, których w życiu spotykałam. Najpierw byli to rodzice, którzy wiedząc, że jestem śpiewającą, tańczącą i pełną pomysłów dziewczynką, postanowili zapisać mnie do szkoły muzycznej w moim rodzinnym mieście Namysłowie. Miałam jednocześnie wielkie szczęście spotkać panią Wiolettę Trelińską – polonistkę i moją wychowawczynię, która zachęciła mnie do aktywności w ramach koła teatralnego, tanecznego i folklorystycznego. Jakby tego było mało, śpiewałam także w chórze i grałam w szkolnej kapeli. Występów zatem było co niemiara! To wszystko miało ogromny wpływ na rozwój mojej wyobraźni.
A tę bez wątpienia miałam, skoro w szóstej czy może siódmej klasie napisałam opowiadanie pt. „Moja przyszła rodzina”. Wygrało ono pierwszą nagrodę w ogólnopolskim konkursie, czytano je w radio, drukowano nawet w prasie. Niedługo potem wygrałam kolejny konkurs, tym razem „Świata Młodych”, w którym nagrodą był rejs żaglowcem „Zawiszą Czarnym”. Proszę sobie wyobrazić trójkę nagrodzonych 13-latków w gronie marynarzy i to przez całe pięć dni! Teraz patrzę na to z wielkim rozrzewnieniem, choć wtedy było to niezłe wyzwanie i momentami nawet się trochę bałam, choć za żadne skarby świata bym się do tej „duszy na ramieniu” nie przyznała. Wszystkie te i wiele innych zdarzeń z mojego dziecięcego życia uważam za wspaniałe przygody, które uruchamiały moją wyobraźnię i kształtowały charakter. A kto wie, czy właśnie wyobraźnia nie jest najważniejszym bodźcem w życiu każdego z nas.
![]() |
| Aldona Struzik, fot. Mariusz Olszewski |
Przypomina to czas, kiedy będąc dziećmi, bawimy się stwarzając różne światy, nie z doświadczeń, bo tych niewiele wówczas mamy, ale właśnie z wyobraźni. Aktor, podobnie jak poeta, zachowuje ten rodzaj fantazjowania, które ma dziecko, prawda? Jednak nie wszystkie dzieci wyrastają na artystów. Nie wszystkie zostają poetami albo aktorami. Jak to się stało, że Pani jednak się to udało?
Oczywiście, że nie wszystko w moim dorosłym życiu przebiegało tak jak to sobie w dzieciństwie wyobrażałam. Ale przecież pewne życiowe sukcesy, a zwłaszcza trudności, które mogą nas budować, a gdy są przepracowane, mogą stać się źródłem przemyśleń wzbogacających naszą wyobraźnię, a co za tym idzie – pozwalają głębiej pojmować i konstruować postaci, które gramy. Właściwie wszystko, co nam się przydarza i czego się nauczymy w życiu, może się okazać przydatne w pracy nad rolą. Ale wracając do Pani pytania o to, jak zostałam aktorką. Droga do tej decyzji była długa i raczej nieoczywista. Najpierw, kiedy zdałam egzaminy do PSM II stopnia w Opolu, sądziłam, że zostanę nauczycielką muzyki. Jednocześnie decyzja o wyborze tej szkoły oznaczała dość wczesne oderwanie od rodzicielskiego domu i zamieszkanie w internacie (Bursie Szkół Artystycznych), a co za tym idzie – nowe doświadczenia, które ukształtowały moje poczucie odpowiedzialności. Dla mnie był to bardzo trudny czas z powodu tęsknoty za domem. Poza tym uczęszczałam jednocześnie do dwóch szkół średnich i właśnie w Liceum Ogólnokształcącym znowu miałam szczęście trafić na kogoś niezwykłego, kogo Opatrzność postawiła na mojej drodze. Andrzej Pałosz – poeta, polonista, który nie był wprawdzie moim nauczycielem, ale zwrócił uwagę na moje zdolności recytatorskie i starał się uświadomić mi, co znaczy rzemiosło w tym zawodzie. Sądzę, że w zawodzie artystycznym wyobraźnia jest czymś niezbywalnym, a uruchomiona, podparta solidną pracą i olbrzymim poświęceniem, czyni z rzemieślnika artystę. Ale do tego potrzeba jeszcze odrobiny szczęścia.
Pani miała szczęście, bo dostała się do szkoły teatralnej już za pierwszym razem.
Tak! Udało mi się to, co dla mnie samej było niezwykłym zaskoczeniem. Oczywiście, rok przed egzaminami byłam pełna obaw. Niezbyt często miałam okazję bywać w teatrach, po trosze dlatego, że uczęszczałam jednocześnie na wszystkie zajęcia w dwóch szkołach dziennych, a do tego angażowałam się w wiele przedsięwzięć poza nimi, choćby w wolontariat (działałam m. in. na rzecz niewidomych). Wolnego czasu niewiele mi pozostawało, ale wszystkie te doświadczenia ubogacały moją osobowość i moje myślenie o świecie. A pewne umiejętności (gra na pianinie, poczucie rytmu, taniec ) bardzo się w naszym zawodzie przydały. Teraz, po latach, przypuszczam, że dostałam się do PWST za pierwszym razem dlatego, że byłam niezbyt świadoma tego, jak trudny do pokonania był ten próg i że to moja świeżość i dziecięcość spodobała się komisji, bo była po prostu nieudawana. Nikt mnie do egzaminów nie przygotowywał, sama wybrałam teksty i zdecydowałam o ich interpretacji. Była to również niespodzianka dla moich rodziców. Ukrywałam fakt, że zdaję do szkoły teatralnej. Kiedy prawda wyszła na jaw, mama była bardzo zadowolona i dumna, a mój tata był tym mocno zaniepokojony, choć i w jego oczach widziałam radość. Szczęśliwie okazało się, że dość szybko się w tym nowym świecie odnalazłam. A mając już wcześniej ogrom zajęć, byłam przygotowana na wielką ilość obowiązków i samodzielną pracę, która jest charakterystyczną cechą uczelni artystycznej. Bardzo dobrze wspominam te lata, choć czasami nie była to „bułka z masłem”. Musiałam wiele zmienić w swoim myśleniu, bo byłam tzw. „grzeczną dziewczynką” i nie potrafiłam jeszcze spontanicznie otwierać się na różne wyzwania stawiane przede mną przez profesorów. Ale pokonałam wszelkie trudności i studia ukończyłam z bardzo dobrymi dyplomami. Sadzę, że duża w tym zasługa moich profesorów z Wydziału Aktorskiego PWST, bo wykładowców miałam rzeczywiście wspaniałych.
![]() |
| Aldona Struzik (Anna) z Bolesławem Abartem w spektaklu "Panny z Acheronu" w reż. G. Sobocińskiego, źródło: Wrocławski Teatr Współczesny |
Wspominam z wielką sympatią i wdzięcznością mojego dziekana Igora Przegrodzkiego, Jadwigę Skupnik- Kurowską, Igę Mayr – cudownych, niezwykłych ludzi, którzy zawsze we mnie wierzyli, a także w sposób szczególny – wspaniałego Bogusia Kierca od scen klasycznych, nie tylko aktora, ale także poetę. Zwłaszcza, że sama po latach zostałam wykładowczynią wiersza i kocham to robić! Pierwszą moją panią profesor tego przedmiotu była śp. Majka Zbyszewska – aktorka Teatru Współczesnego. Odeszła przedwcześnie, ale noszę Ją w sercu do dziś… Jej też zawdzięczam swoją pierwszą rolę teatralną – debiut w „Pannach z Acheronu” Joe Alexa w reż. Grzegorza Sobocińskiego, gdzie zagrałam Annę, córkę Ministra, w którego rolę wcielił się Bolesław Abart.
![]() |
| Jako Ekspedientka w spektaklu "Leworęczna kobieta" w reż. Moniki Pęcikiewicz, 3 lutego 2001, fot. Anna Łoś, źródło: Instytut Teatralny |
![]() |
| "Sztukmistrz z Lublina" w reż. Jana Szurmieja, Aldona Struzik w białej sukience pośrodku, źródło: Instytut Teatralny |
![]() |
| Aldona Struzik jako Sonia w spektaklu "Zbrodnia i kara" w reż. Krzysztofa Rościszewskiego, źródło: Wrocławski Teatr Współczesny |
![]() |
| Aldona Struzik, Włodzimierz Press, i Magdalena Mokrzycka. "Pułapka" w reż. Jerzego Jarockiego, 30 maja 1992 Teatr Polski (Wrocław), fot. Stefan Okołowicz, źródło: Instytut Teatralny |
![]() |
| Jako Adela w "Xięgach Schulza" w reż. Jana Szurmieja, z Dariuszem Bereskim w roli Józefa, fot. Jan Oborski, Jarek Kuśmierski |
![]() |
| Z Krzysztofem Globiszem w "Kartotece rozrzuconej" w reż. Kazimierza Kutza |
![]() |
| Aldona Struzik w wyreżyserowanym przez siebie monodramie "Daisy - błękitna tożsamość", fot. Piotr Dziedziul |
Mozart – "Requiem" w Narodowym Forum Muzyki /zapowiedź/
6 listopada o 19.00 w Narodowym Forum Muzyki angielski dyrygent Jonathan Nott, uznawany za wybitnego interpretatora muzyki współczesnej, pod...
Popularne posty
-
W dniach od 7 do 15 lutego 2015 roku odbędzie się we Wrocławiu Akademia Händlowska. Wystąpi fenomenalna Julia Lezhneva, znakomici brytyjscy...
-
Anioły na obrazach dawnych malarzy są piękne, dlatego często zapominamy, że są niematerialne i że ich piękno ma charakter duchowy. Sztuka pr...
-
Maria Jurkowska, prasowe W tym roku, 14 sierpnia, świętowałaby okrągłe, osiemdziesiąte urodziny... Zmarła o wiele za wcześnie, 14 grudn...





















.%20Fot.%20Oko%C5%82owicz%20Stefan.jpg)


