Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania jarodzki, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania jarodzki, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

środa, 27 marca 2019

Konrad Jarodzki: "Pośród" - wystawa w nowej siedzibie Mia Art Gallery

Mia Art Gallery zaprasza do nowej siedziby przy Placu Solnym 11 na wystawę prac Konrada Jarodzkiego malarza i architekta, jednego z najważniejszych artystów wrocławskiego świata sztuki współczesnej, związanego przez lata z Państwową Wyższą Szkołą Sztuk Plastycznych (obecnie ASP) we Wrocławiu, jej wieloletniego Profesora i Rektora, członka „Grupy Wrocławskiej”, twórcy Archicomu.




"Malarstwo Konrada Jarodzkiego zrodzone jest z malarstwa. Pozostaje jednym z niezbyt licznych przykładów sztuki powstałej z techniki, którą artysta uznał za najbardziej naturalną, czy może wręcz za jemu przypisaną. Koliste i posuwiste ruchy pędzla w gęstej farbie oraz powstające w ich wyniku smugi i kolorystyczne przejścia w nieunikniony sposób przywołują na myśl formy organiczne. Owszem, jednak nie znaliśmy ich wcześniej, nie widzieliśmy nigdy podobnych do nich, a zarazem odczuwamy je i odczytujemy jako naturalne. To chyba największy sukces malarskiego procederu Jarodzkiego, który własne, tworzone na bieżąco w ścianach pracowni formy, nie istniejące wcześniej, objawia światu jako naturalne i odwieczne. Dość niezwykły pozostaje fakt, że Jarodzki czyniąc niewiele w sferze malarskich rozwiązań, uruchamia tak wielkie pokłady naszej wyobraźni i potrzeby poszukiwania nowych sensów. Piszący prześcigają się wprost w dopisywaniu kolejnych znaczeń tym kompozycjom. Jest to dość naturalna tendencja ludzka, by nienazwane nazywać. A gruncie rzeczy powinniśmy przy tym niepoznawalnym pozostać. W ostatnich malarskich dziełach Jarodzki zastosował tą swoją technikę do innych rozwiązań, tym razem już nie abstrakcyjnych, a przedstawiających. Zjawiła się seria liter, pojawiły się portrety, ptaki na śniegu, a wreszcie najpoważniejszy malarski zamiar malarza, czyli seria w hołdzie World Trade Center, w której dość nieoczekiwanie okazało się, że sprawdza się ona również w realizacji konkretnych wyobrażeń i to tak mocno naładowanych dramatyzmem."

/ Bogusław Deptuła /


KONRAD JARODZKI – POŚRÓD

kurator: Bogusław Deptuła

wernisaż: 5 kwietnia, godz. 19.00


mia ART GALLERY / Plac Solny 11, Wrocław

informacja prasowa

środa, 27 grudnia 2017

Konrad Jarodzki: Maluję, więc jestem /wywiad/

Z nestorem wrocławskiej sztuki współczesnej, profesorem i wieloletnim rektorem Akademii Sztuk Pięknych we Wrocławiu, malarzem i architektem Konradem Jarodzkim rozmawiam o jego początkach we Wrocławiu oraz o wystawie jako pamiętniku artysty.

Konrad Jarodzki, z archiwum malarza

Barbara Lekarczyk-Cisek: Pańska obecna wystawa znajduje się w miejscu szczególnym  - na    Dworcu Głównym we Wrocławiu. Czy taka przestrzeń, kojarząca się z podróżą, wywołuje wspomnienia z przeszłości?

Prof. Konrad Jarodzki: Kiedy przyjechałem do Wrocławia w 1949 roku, ten dworzec wyglądał zupełnie inaczej. To była ruina, ale panował niesamowity ruch, ponieważ przyjeżdżali przesiedleńcy ze Wschodu. I ja byłem w tym czasie byłem kimś takim, bo przyjechałem z Lublina. To mi się kojarzy z inną podróżą. Ponieważ mieszkaliśmy w Wolbromiu koło Krakowa, więc kiedy przeszedł front, wracaliśmy do Lublina – rodzimego miejsca – pociągiem  towarowym, z otwartymi drzwiami, zimą. Na środku wagonu leżała blacha, na której paliło się ognisko i wokół niego gromadziliśmy się, żeby się ogrzać. Jechaliśmy bardzo długo, bo priorytet miały pociągi wojskowe. I właśnie z Lublina, po kilku latach, ruszyliśmy na Zachód – do Wrocławia, gdzie rozpocząłem studia architektoniczne.

Dlaczego architekturę, a nie malarstwo?

Ze studiami miałem pewne perypetie, które jednak wyszły mi na dobre. Ponieważ w Lublinie nie było wydziału architektury, zacząłem studiować matematykę, ale kiedy po roku okazało się, że jest możliwość studiowania architektury we Wrocławiu, porzuciłem matematykę. Architekturę studiowałem już konsekwentnie, z tym, że będąc w połowie rozpocząłem równolegle studia w Wyższej Szkole Sztuk Pięknych. Po skończeniu studiów architektonicznych zacząłem pracować w Miastoprojekcie.

Skąd się wzięło u Pana Profesora zainteresowanie malarstwem?

Malarstwem zainteresowałem się jeszcze w dzieciństwie. Dużo wówczas malowałem i miało to związek z czytanymi książkami. Literatura była pierwszym impulsem do wizualnego przedstawiania swoich przeżyć. Malowałem wówczas akwarelami, ale w sposób gwaszowy, rozmaite sceny z ”Ogniem i mieczem” Henryka Sienkiewicza czy ”Popiołów” Stefana Żeromskiego.


Brzmienie V, 1977


Studia malarskie zmieniły jednak Pańskie podejście do tej sztuki.

Studiowałem przede wszystkim różne techniki malarskie, o których nie miałem pojęcia w dzieciństwie. Szkoła była w tym czasie w kiepskim stanie – panowała ciasnota, ale panowała w niej wspaniała atmosfera. Po tych wojennych latach, kiedy normalnej nauki nie było, wszyscy studiowali z entuzjazmem. Sam uczyłem się w czasie wojny z rodzicami w domu. Dopiero kiedy wraz z rodzeństwem znaleźliśmy się w Lublinie, kontynuowaliśmy normalną regularną naukę, ale w systemie przyśpieszonym, starając się nadrobić stracony czas. We Wrocławiu studiowałem w pracowni malarstwa Gepperta razem z Zbigniewem Paluszakiem, Janiną Żemojtel, a wyżej studiowali Józef Hałas, Alfons Mazurkiewicz, Jerzy Rosołowicz. Już po studiach, w 1961 roku zawiązaliśmy słynną grupę artystyczną, która nosiła nazwę Szkoły Wrocławskiej, a po 1967 roku - Grupy Wrocławskiej.

Czy pamięta Pan Profesor swoją pierwszą wystawę?

Pierwszą wystawę miałem wkrótce po ukończeniu studiów w Muzeum Architektury. Zachowały się nawet zdjęcia z tej ekspozycji.

Uczelnia wiele Panu zawdzięcza. Nie tylko prowadził Pan własną pracownię i kształcił pokolenia studentów, ale był także rektorem i rozbudował ją Pan.

W tamtych czasach panowała ciasnota. Kiedy więc uzyskałem fundusze z ministerstwa, zaprojektowałem  rozbudowę uczelni o całe skrzydło od ulicy Purkyniego. Później, po moim odejściu, prace te kontynuowano. Jako rektor niewiele miałem czasu na malowanie, dbałem raczej o kondycję uczelni.


Dwie figury, cykl Figury

Swoje prace wystawiał Pan Profesor w różnych miejscach – w galeriach, muzeach, kościołach (w stanie wojennym). Każda z tych przestrzeni była z pewnością jakąś wartością dodaną i wpływała na odbiór dzieł sztuki. Co Pan o tym sądzi?

Uwarunkowania zewnętrzne miały z pewnością wpływ. Miałem także wystawy za granicą, najczęściej we Francji, w Paryżu, zaproszony przez tamtejszą uczelnię architektoniczną. Kontakty te umożliwił mi mój przyjaciel – Francuz, który studiował we Wrocławiu filologię polską, a później trudnił się przekładami literatury polskiej na język francuski.

Jest Pan Profesor również założycielem pierwszego prywatnego, rodzinnego  biura architektonicznego „ARCHIKOM”. Czy to było trudne, zważywszy, że był to rok 1986?

Rzeczywiście, dzieci poszły w moje ślady. Córka ukończyła studia architektoniczne, zięć również jest architektem, syn ukończył architekturę wnętrz. Gdy założyliśmy pierwsze takie prywatne biuro projektowe, mówiono nam, ze ten eksperyment się nie uda, że zbankrutujemy. Po jakimś czasie okazało się, że zbankrutowały biura państwowe, a prywatne się rozrosły. Eksperyment się powiódł i firma funkcjonuje do dziś.

Erotyk

Wracając do malowania, proszę zdradzić, jak to jest u Pana z tworzeniem – czy to nieustający proces, czy też tematy przychodzą i znikają?

Malarstwo jest profesją, która wymaga nieustannego czuwania, ciągłej pracy. Będąc na oficjalnej emeryturze, maluję nadal, ponieważ artysta nigdy nie jest na emeryturze. Jest wprost odwrotnie – nasiliłem swoją pracę artystyczną, bo trzeba ją wykonywać codziennie. Jeśli chodzi o tematykę, to dla mnie impulsem jest wszystko to, co mnie porusza, co mną wstrząsa. Zaczyna się od tematu realistycznego lub literackiego, a później, w trakcie malowania, technika i poszukiwania formalne biorą górę i obraz staje się niemal abstrakcyjny. Jednak jądro tego tematu, który mnie zainteresował, pozostaje wyczuwalne w obrazie. Podczas malowania to obraz rządzi malarzem, jest czynnikiem wiodącym.

Obecna wystawa, nosząca tytuł ’Impulsy”, jest dość obszerną prezentacją Pańskich prac, począwszy od lat 70. Jaka myśl towarzyszyła Panu podczas selekcji obrazów na tę wystawę?

Impuls jest zawsze na początku, a obraz jest po to, aby wyrazić swój stosunek do tematu. Przykładem może być obraz „Syria”, przedstawiający szare, niespokojne linie, będąc moją reakcją na to, co dzieje się w Syrii.

Widziałam też Pańskie obrazy powstałe pod wpływem tragedii z 11 września, zatytułowane WTC, o podobnie niespokojnych, rozedrganych  liniach…

Również i na tej wystawie pokazany został ten temat. Obrazy moje z tego cyklu nie stanowią ilustracji i fotograficznej wierności tego wydarzenia. Są rodzajem metafory i symbolu. Wyrażają starcie harmonii istniejącej rzeczywistości z destrukcją spowodowaną fanatyzmem i nienawiścią. Malarstwo jest milczeniem, ale może być też krzykiem.


WTC

Czy trudno było podjąć decyzję, które obrazy pokazać na wystawie?

To zawsze jest trudna decyzja – co pokazać, a czego nie pokazywać. Obrazy na tej wystawie ukazują mój stosunek do świata, do tego, co się w nim dzieje. Nie interesuje mnie czysta forma, lecz raczej taka, która wynika z jakiegoś przeżycia. Obrazy zgromadzone na tej wystawie są rodzajem rozliczenia z tego, co się zdarzyło. Postanowiłem pokazać pewne etapy – od najwcześniejszych prac do tego, co najbardziej aktualne. Mógłbym porównać tę wystawę do etiud, które składają się na pewne resumé. Stworzyłem ekspozycję, która jest malarskim pamiętnikiem artysty. Na jej otwarcie przygotowałem taką oto parafrazę: Maluję, więc jestem.

Dziękuję za rozmowę.


Kosmos


Wystawa ”IMPULSY” czynna jest do 8 października w galerii ART MAIN STATON by mia na Dworcu Głównym we Wrocławiu


Konrad Jarodzki, Początek, ze strony internetowej Artysty
Konrad Jarodzki - architekt, artysta malarz

Urodził się w 1927 roku w Zaklikowie. Malarz i rysownik, członek „Grupy Wrocławskiej”.
Ukończył Gimnazjum i Liceum im. Kunickiego w Lublinie, po czym rozpoczął studia na Wydziale Matematyki Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. W latach 1949-1955 studiował na Wydziale Architektury Politechniki Wrocławskiej, 1955-1958 w PWSSP we Wrocławiu pod kierunkiem Eugeniusza Gepperta. W latach 1957 – 1969 pracował w Miastoprojekt jako projektant. Od 1967 do 971 roku był wykładowcą PWSSP, od roku 1973 st. wykładowcą. W 1976 roku został docentem, a w 1984 i w latach 1992-1999 rektorem tej uczelni. Otrzymał również tytuł profesora zwyczajnego.

Zrealizował wiele projektów architektonicznych – szczególnie w powojennym Wrocławiu. Miał też wiele wystaw malarskich. Jego obrazy znajdują się w kolekcjach muzealnych i prywatnych na całym świecie, m. in. w Muzeum Narodowym w Warszawie, Szczecinie i Wrocławiu, Muzeum Sztuki w Łodzi, Muzeum Kopernika w Toruniu,  jak również we francuskiej Fundacji  w Vence czy paryskiej Galerii Regas Langroris. Mieszka i pracuje we Wrocławiu. (informacje ze strony mia Art Gallery).

Wywiad ukazał się na portalu Kulturaonline w październiku 2016 roku.

wtorek, 7 września 2021

Konrad Jarodzki WTC 9/11 - wystawa towarzysząca koncertowi "9/11: In memoriam" w Narodowym Forum Muzyki

11 września w Narodowym Forum Muzyki, w rocznicę tragicznych wydarzeń ataku na WTC, zostanie zaprezentowana wystawa prac Konrada Jarodzkiego - profesora i wieloletniego rektora Akademii Sztuk Pięknych we Wrocławiu, malarza i architekta. Wystawa towarzysząca koncertowi "9/11: In memoriam". Początek o godzinie 11.00.

Konrad Jarodzki, Początek, ze strony internetowej Artysty

Konrad Jarodzki - architekt, artysta malarz

Urodził się w 1927 roku w Zaklikowie. Malarz i rysownik, członek „Grupy Wrocławskiej”.

Ukończył Gimnazjum i Liceum im. Kunickiego w Lublinie, po czym rozpoczął studia na Wydziale Matematyki Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. W latach 1949-1955 studiował na Wydziale Architektury Politechniki Wrocławskiej, 1955-1958 w PWSSP we Wrocławiu pod kierunkiem Eugeniusza Gepperta. W latach 1957 – 1969 pracował w Miastoprojekt jako projektant. Od 1967 do 971 roku był wykładowcą PWSSP, od roku 1973 st. wykładowcą. W 1976 roku został docentem, a w 1984 i w latach 1992-1999 rektorem tej uczelni. Otrzymał również tytuł profesora zwyczajnego.

Zrealizował wiele projektów architektonicznych – szczególnie w powojennym Wrocławiu. Miał też wiele wystaw malarskich. Jego obrazy znajdują się w kolekcjach muzealnych i prywatnych na całym świecie, m. in. w Muzeum Narodowym w Warszawie, Szczecinie i Wrocławiu, Muzeum Sztuki w Łodzi, Muzeum Kopernika w Toruniu,  jak również we francuskiej Fundacji  w Vence czy paryskiej Galerii Regas Langroris. Mieszka i pracuje we Wrocławiu. (informacje ze strony mia Art Gallery).

19 września 2013 roku w Nowym Jorku odbył się wernisaż wystawy Konrada Jarodzkiego. W prestiżowej galerii na Manhattanie zaprezentowano wówczas ok. pięćdziesiąt jego prac. Tam też miał swoją nowojorską premierę najważniejszy cykl artysty poświęcony zamachowi na World Trade Center 11 września 2001 r.

W 20 rocznicę tragicznych wydarzeniach w Nowym Jorku w Narodowym Forum Muzyki we Wrocławiu zostanie zaprezentowanych dziewięć wybranych prac z tego cyklu. (inf. ze strony NFM)

informacja prasowa

Wywiad z prof. Konradem Jarodzkim znajdziecie TUTAJ.




poniedziałek, 2 września 2019

"Nieuzasadniona przemoc i inne przypadłości współczesnego świata". Wystawa dzieł sztuki z kolekcji Dolnośląskiego Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych

13 września Muzeum Współczesne Wrocław zaprasza na wystawę "Nieuzasadniona przemoc i inne przypadłości współczesnego świata". Zaprezentowane zostaną prace, w których artystki i artyści komentują rozmaite zjawiska i aspekty współczesnej kultury, sięgając po różnorodne środki wyrazu, odwołując się do różnych stylistyk i estetycznych formuł. 




Na wystawie zatytułowanej "Nieuzasadniona przemoc" zaprezentowane zostaną dzieła dziesięciorga artystek i artystów realizowane w różnorodnych technikach i sięgające do rozmaitych kodów estetycznych i rozwiązań stylistycznych. Wystawa Nieuzasadniona przemoc stanowi kolejną próbę wskazania ważnego obszaru tematycznego obecnego w dziełach znajdujących się w zbiorach dolnośląskiej Zachęty. W tym przypadku chodzi o prace, w których artystki i artyści komentują rozmaite zjawiska i aspekty współczesnej kultury, w których – sięgając po różnorodne środki wyrazu, odwołując się do różnych stylistyk i estetycznych formuł – diagnozują naszą współczesność i poprzez tworzone przez siebie dzieła aktywnie włączają się w toczące się dyskusje i spory.

Mira Boczniowicz, Andrzej K. Urbański, fot. MWW

W realizacjach tych ujawniają się specyficzne dla każdego z nich artystyczne strategie i postawy twórcze – znajdziemy tu dzieła posługujące się metaforą lub baśniowym kostiumem, lecz napotkamy i takie, w których twórcy dosłownie, z brutalną bezpośredniością, przywołują nurtujące nas dzisiaj problemy. Wspólnym wątkiem przewijającym się we wszystkich obecnych na wystawie pracach jest opowieść o opresyjnym charakterze kultury. Ujawniają one represyjne oddziaływanie kulturowych kodów, stereotypów i mód, które dają o sobie znać w różnych obszarach życia.

Paweł Jarodzki, fot. MWW

Na wystawie znajdą się prace następujących artystek i artystów: Mira Boczniowicz i Andrzej K. Urbański (grupa „i inni”), Paweł Jarodzki, Jerzy Kosałka, Zbigniew Libera, Grzegorz Przyborek, Wojciech Pukocz, Jadwiga Sawicka, Krzysztof Wałaszek, Jacek Zachodny. Przy autonomiczności ich artystycznych realizacji, dzieła wymienionych artystów, umieszczone w jednej przestrzeni wystawienniczej, będą wchodzić ze sobą w wielowątkowy dialog. Będą przyglądać się sobie nawzajem, wzmacniać swój wydźwięk oraz odsłaniać ukryte warstwy i sensy, które dopiero w takim właśnie wielostronnym dialogu mogą ujawnić się w pełni.

Wojciech Pukocz, fot. MWW

Artystki i artyści: Mira Boczniowicz i Andrzej K. Urbański (grupa i inni), Paweł Jarodzki, Jerzy Kosałka, Zbigniew Libera, Grzegorz Przyborek, Wojciech Pukocz, Jadwiga Sawicka, Krzysztof Wałaszek, Jacek Zachodny

Kurator: Marek Śnieciński

Jacek Zachodny, fot. MWW

Wernisaż: 13.09.2019 (piątek), godz. 18.00, poziom 0
Oprowadzanie kuratorskie: 29.09.2019 (niedziela), godz. 15.00, poziom 0

informacja prasowa

poniedziałek, 16 maja 2022

Nowy tydzień z 19 Millennium Docs Againts Gravity we Wrocławiu! Czego nie przegapić podczas najbliższych dwóch dni?

Zaczynamy nowy tydzień z 19 edycją Millennium Docs Againts Gravity w Dolnośląskim Centrum Filmowym! Przed nami dalsze pokazy, dyskusje i wydarzenia specjalne. „Krowa”, „Kiedyś byliśmy dzieciakami”, „Misja: szczęście” i „Na ratunek”. Czego nie można przegapić w najbliższych dniach?

PONIEDZIAŁEK 16 MAJA

Film i spotkanie: „Ren płynie do Morza Śródziemnego”, reż. Offer Avnon, sala Lalka, 18:00

Reżyser filmu mieszkał w Niemczech osiem lat, biorąc aktywnie udział w życiu artystycznym. Mógł starać się o obywatelstwo, ale żeby je otrzymać, musiałby zrzec się obywatelstwa izraelskiego. Nie zdecydował się na to i wkrótce wrócił do Izraela. Film w impresyjnej formie łączy wrażenia z pobytu w Niemczech i w Polsce z rozmowami z ojcem w Izraelu. Ukazuje wciąż żywe traumy, mechanizmy wyparcia i próby pogodzenia się ze swoim życiem. 


Spotkanie po filmie: rozmowa z reżyserem, Offerem Avnonem

Urodził się w 1970 roku w Hajfie, w Izraelu. Studiował aktorstwo w Nissan Nativ Acting Studio w Jerozolimie oraz projektowanie komunikacji wizualnej w Holon Institute of Technology. Uczestniczył w rocznym programie na Wydziale Filmowym i Telewizyjnym Uniwersytetu w Tel Awiwie. Przez dziesięć lat mieszkał w Kolonii, w Niemczech. Na przestrzeni lat realizował projekty teatralne i instalacje uliczne, tworzył krótkie filmy wideo i fotografie.

Spotkanie po filmie: rozmowa z operatorką, Magdaleną Kowalczyk

Pracuje w branży filmowej od ponad 15 lat, ostatnie osiem w Wielkiej Brytanii. Ukończyła wydział operatorski PWSFTviT w Łodzi w 2010 roku. Jest autorką zdjęć do „Krowy” – miała znaczący wpływ na ostateczną postać tego filmu. Kowalczyk została za niego nominowana do Nagrody Niezależnego Kina Brytyjskiego (BIFA).

Dyskusyjny Klub Filmowy „Centrum”. Prelekcja przed pokazem filmu „Kiedyś byliśmy dzieciakami”, sala Lwów, 19:00

„Uwaga! Dzieciaki” – to temat majowego cyklu pokazów w Dyskusyjnym Klubie Filmowym „Centrum”. Nawiązując do tytułu legendarnego filmu Larry’ego Clarka „Kids” (1995), w ramach coponiedziałkowych spotkań w Dolnośląskim Centrum Filmowym oglądać będziemy filmy poświęcone problemom młodych ludzi. Przyjrzymy się ich trudnemu wchodzeniu w dorosłość oraz cienkiej granicy między próbami wybicia się na niezależność a wciąż byciu istotą bardzo kruchą. Tematykę tę bada też film „Kiedyś byliśmy dzieciakami” – reżyser Eddie Martin wraca w nim  do „Kids” i sprawdza, co stało się z bohaterami kultowego obrazu lat 90., żywiącego się i i eksploatującego młodość swoich bohaterów. Jak potoczyło się życie dzieciaków, które zagrały dzieciaki? Czy wykorzystały swoją szansę, czy może same zostały wykorzystane?

Film: „Anioły z Sindżaru”, reż. Hanna Polak, sala Lwów, 14:30

Hanifa i Saeed przeżyli piekło, które ISIS zgotował Jezydom, mniejszości religijnej i etnicznej zamieszkującej rejon Sindżar w północnym Iraku. Ciężko ranny Saeed wyczołguje się z masowego grobu, zanim bojownicy ISIS zdążą pogrzebać ofiary masakry - wśród nich większość jego bliskich. Hanifie udaje się uniknąć porwania, ale jej pięć młodszych sióstr zostaje zniewolonych przez Państwo Islamskie. Aby dotrzymać obietnicy danej umierającemu ojcu, Hanifa podejmuje się heroicznej, śmiertelnie niebezpiecznej misji, której celem jest odnalezienie sióstr i sprowadzenie ich do domu.

WTOREK 17 MAJA

Film i warsztaty: „Misja: szczęście”, reż. Louie Psihoyos, Peggy Callahan, sala Lalka, 17:00

Poruszający film zainspirowany bestsellerową pozycją „The Book of Joy”. Ukazuje spotkania dwóch wielkich myślicieli uhonorowanych Pokojową Nagrodą Nobla, które w efekcie doprowadziły do powstania tej znanej książki. Dalajlama i Desmond Tutu zetknęli się kilkakrotnie.

Twórcy filmu skupiają się na ostatnim spotkaniu w Dharamsali w Indiach. Obydwaj nazywali siebie „uszczypliwymi braćmi” i pokazywali, jak zachować pozytywne nastawienie do siebie w świecie, który nie skłania do optymizmu. Szczery uśmiech, oparcie się na nauce i wzajemny szacunek to podstawa dla tych dwóch wybitnych moralnych autorytetów, uczących nas, jak żyć w coraz bardziej niespokojnym świecie.

Prowadzenie: Katarzyna Kucharska (Akademia Przyjemności) 

Udział w warsztatach jest bezpłatny (liczba miejsc ograniczona)

Zapisy: docsag.wroclaw@gmail.com

Warsztaty jogi śmiechu w Parku Staromiejskim po pokazie „Misji: szczęście”, ok. 18:30


Kontakt z drugim człowiekiem pozwala wyjść ze skorupki, przełamać lody, rozmawiać. Gelotologia, czyli dziedzina badań nad śmiechem, udowodniła jego pozytywny wpływ na zdrowie: zarówno na umysł, jak i ciało oraz zachowania społeczne. Udowadniają to także bohaterowie filmu – Dalajlama i Desmond Tutu. Dlatego po projekcji filmu „Misja: szczęście” za pomocą jogi śmiechu spróbujemy obudzić w sobie radość niezależną od czynników zewnętrznych. Metoda ta, praktykowana w ponad 70 krajach świata, przynosi świetne efekty w rozwijaniu poczucia wewnętrznego szczęścia.

Film i prelekcja: „W absolutnej ciszy”, reż. Łukasz Śródka, sala Lalka, 19:00

W listopadzie zeszłego roku zmarł Konrad Jarodzki – niezwykły artysta, którego sztuka była jedną z wizytówek Wrocławia. Jarodzki był też gościem spotkania podczas 15. edycji Millennium Docs Against Gravity Festival, kiedy to – dokładnie 4 lata temu – premierę miał poświęcony mu obraz „W absolutnej ciszy”. Film o jakże typowej dla Jarodzkiego dialektyce ciszy i hałasu, zapomnienia i sławy, introwertyczności i ekstrawertyczności, romantycznej i pozytywistycznej wizji artysty, potędze emocji i potędze rozumu. W tym roku przypomnimy go, by oddać hołd artyście, a specjalny seans in memoriam zapowie Joanna Sokołowska – kuratorka wystawy „Happy The End. Konrad Jarodzki”.

Prelekcja: Joanna Sokołowska – historyczka sztuki, kuratorka


Film i spotkanie: „Młody Platon”, reż. Neasa Ní Chianáin, Declan McGrath, sala Lwów, 18:00

Pan McArevey jest natchnionym dyrektorem katolickiej szkoły dla chłopców w jednej z najbardziej niebezpiecznych dzielnic w Belfaście, w Północnej Irlandii. Kocha Elvisa Presleya i uczy swoich podopiecznych jak docierać do własnych uczuć, gdy konfrontują się z 30-letnim konfliktem, którego krwawe i traumatyczne żniwo zostało zebrane na ulicach ich dzielnicy, często z udziałem ich rodziców.

Filmoterapia z Sensem: Odwaga i pojednanie

Czy możliwy jest dialog w bardzo trudnych sytuacjach i skonfliktowanych społecznościach? Jak pracować z dziećmi i młodzieżą, którzy wychowują się w miejscach, gdzie wrogość rosła od wielu dziesięcioleci wraz z kolejnymi pokoleniami, stając się istotną częścią ich tożsamości? Wieloletnie doświadczenie Fundacji „Krzyżowa” dla Porozumienia Europejskiego pokazuje, że wykroczenie poza własne uprzedzenia i ograniczenia jest możliwe,  co pozwala na przezwyciężenie sporów i podziałów. 

Gościni: Anna Kudarewska – edukatorka, dyrektorka ds. programowych w Fundacji „Krzyżowa” dla Porozumienia Europejskiego, która organizuje m.in. wymiany młodzieżowe (głównie polsko-niemieckie) oraz realizuje projekty z obszaru pojednania i dialogu. Kierowniczka Międzynarodowego Domu Spotkań Młodzieży.

Prowadzenie: Martyna Stec

Film: „Na ratunek”, reż. Jimmy Chin, Elizabeth Chai Vasarhelyi

Film przedstawia historię ekspedycji, mającej uratować 12 chłopców-piłkarzy i ich trenera, którzy utknęli w zalanej jaskini w północnej Tajlandii. Akcję śledził w 2018 roku cały świat. Wciągnięto w nią amerykańskich i tajskich komandosów, ale dopiero pojawienie się  specjalistów od nurkowania jaskiniowego z Wielkiej Brytanii dało szansę na uratowanie zaginionych. Oglądamy jedną z najbardziej niebezpiecznych i fascynujących akcji ratunkowych naszych czasów.

Wrocławska edycja festiwalu Millennium Docs Against Gravity odbywa się w dniach 13-22 maja w Dolnośląskim Centrum Filmowym. Od 24 maja do 5 czerwca odbędzie się część online na stronie mdag.pl. Mecenasem tytularnym festiwalu jest Bank Millennium (www.bankmillennium.pl).

informacja prasowa

środa, 27 listopada 2024

Mariusz Mikołajek o sztuce jako o zastępczym obszarze łaski /wywiad/

Ubecja "aresztowała" jego prace dyplomowe, a tworzenie w trudnych czasach stanu wojennego stało się drogą do wiary. Swoje projekty realizował także w dialogu z ludźmi różnych środowisk: w Monarze, więzieniu, domu dziecka, na  zaniedbanych wrocławskich podwórkach... Rozmawiam z artystą malarzem - Mariuszem Mikołajkiem, którego wystawa "Poszukiwanie nadziei" zostanie otwarta 27 listopada 2024 w Katedrze św. Jana Chrzciciela we Wrocławiu.

Mariusz Mikołajek w swojej pracowni, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek
Barbara Lekarczyk-Cisek:  Niebawem zostanie otwarta Pańska retrospektywna wystawa "Poszukiwanie nadziei" i to w miejscu tyleż nieoczywistym, co szczególnym – w Archikatedrze wrocławskiej.  Jednocześnie jest to wydarzenie symboliczne, jeśli się zważy, że 40 lat temu prezentował Pan swój dyplom w pobliskiej Kolegiacie Świętego Krzyża… 

Mariusz Mikołajek: To mnie niesamowicie porusza, gdy pomyślę, że 40 lat temu, dokładnie 29 listopada 1984 roku,  otwierałem wystawę w Kościele Świętego Krzyża na Ostrowie Tumskim, a po latach będę prezentował kolejną, tym razem w Katedrze. Znajdą się na niej także dwa obrazy z tamtej dyplomowej wystawy: „Ukrzyżowanie” i  „Zstąpienie”.

Od początku usiłuje Pan pokazać za pomocą płótna i farb to, co duchowe i niematerialne. Na ile jest to sprawą intelektu, świadomości, a na ile – czegoś nieuchwytnego, co dawniej nazywano natchnieniem? 

Myślę, że u każdego jest inaczej, ale tak jak w całej sztuce, jedno wynika z drugiego, jednak czasami musi upłynąć wiele lat, abyśmy to dostrzegli. I jest to fantastyczne w kulturze i sztuce, a jednocześnie przypomina życie każdego człowieka. To, co wynika z naszego doświadczenia, nie musi być od razu widoczne, ale nakładają się na nie inne, mniejsze doświadczenia i przychodzi taki moment, że nagle stają się naszą pewnością, mądrością, czymś szczególnie wartościowym.  Mój ojciec [mowa o Tadeuszu Mikołajsku – prozaiku i dziennikarzu] napisał sporo książek, a ja je przeczytałem, gdy byłem chory, ale swoją wiedzę o świecie czerpię nie tyle z książek, co z doświadczenia. 

Doświadczenie czerpiemy z relacji z innymi ludźmi. Czy Pańska relacja z profesorem Konradem Jarodzkim, do którego pracowni trafił Pan na studiach i zrobił u niego dyplom, miała charakter uczeń – mistrz?

Było  inaczej, bo idąc na studia do Państwowej Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych [obecnie: Akademia Sztuk Pięknych] we Wrocławiu nie musiałem siebie przekonywać o tym, że chcę malować, bo już o tym wiedziałem. Dzięki mamie zachowały się moje rysunki z dzieciństwa, co dowodzi, że malowałem „od zawsze”. To w dużej mierze wpływ rodziny: ojciec pisał powieści, matka śpiewała w operetce, pisała wiersze i miała talent artystyczny. Rozumieli moje potrzeby i stwarzali mi możliwości do ich rozwijania.  A że jako dziecko byłem chorowity, dużo czasu spędzałem w domu i rysowałem, a także malowałem. Przyjacielem domu był Jerzy Rosołowicz [malarz, konceptualista] i to właśnie on namówił rodziców, abym zdawał do liceum plastycznego, gdzie potem zostałem jego uczniem i bardzo dużo się od niego nauczyłem. Zwracał uwagę na kompozycję, kształt, formę, co jest przecież podstawą wszystkiego i decyduje o sile przekazu. 

Po liceum trafił Pan na studia. Jaka była wówczas atmosfera tej uczelni? Czy była enklawą wolności?

Tak, mogliśmy się realizować w różnych dziedzinach, mieliśmy wtedy czas dużej wolności. Był początek lat 80., kiedy stanąłem na czele strajku, a strajkowała prawie cała uczelnia. Kiedy ogłoszono stan wojenny, zostaliśmy na uczelni jeszcze dobę, a potem rozeszliśmy się, bo i tak by nas spacyfikowano. Zaczął się czas kolportowania ulotek, robienia grafik czy plakatów na demonstracje uliczne. Zajęcia w Wyższej Szkole Sztuk Pięknych przywrócono 2-3 miesiące później niż na innych uczelniach. Wynikało to m. in. stąd, że większość profesorów, w tym Konrad, Jarodzki, została internowana. Mnie nie internowano, co było dość dziwne zważywszy, że stałem na czele strajku. Kiedy byłem wzywany na przesłuchania, proponowano mi współpracę, ale oczywiście odmawiałem. Jednak gdy wróciłem na studia w marcu 1982 roku, słyszałem zewsząd głosy, że jestem ubekiem.  Musiałem coś z tym zrobić, więc podczas przymusowej pogadanki jakiegoś pułkownika SB na temat stanu wojennego, wstałem i zbluzgałem gościa potokiem słów nieparlamentarnych, po czym ostentacyjnie wyszedłem. Na drugi dzień zostałem wezwany do rektora i kazano mi oddać indeks. Wówczas mocno zadziałali profesorowie: Konrad Jarodzki i Piotr Jędrzejewski, którzy najpierw doprowadzili do tego, że mnie nie wyrzucono, tylko zawieszono w prawach studenta. Dzięki temu miałem wolny czas, pojechałem na wieś i malowałem obrazy. Utrzymywałem kontakt z Konradem, który w pewnym momencie zwrócił się do mnie z propozycją, abym przeprosił za tamten incydent, a wówczas on spróbuje przywrócić mnie na studia. Z początku oponowałem, ale przekonał mnie, że użyłem wówczas wulgarnego słownictwa i za to powinienem przeprosić. W końcu dałem się przekonać, szczególnie, że ochłonąłem, a poza tym w moim życiu zaczęły się wtedy dziać sprawy związane z wiarą. Zacząłem malować sceny z ludźmi w zamkniętych pomieszczeniach, które waliły się i pozostawały po nich krzyże, bo z konstrukcji zachowały się  tylko piony i poziomy. Zacząłem też czytać Pismo Święte, znalezione u Marka Czechowskiego, z którym wspólnie hodowaliśmy w jego domu marihuanę. Nie wiadomo, skąd się u niego wzięła ta księga, bo z pewnością jej nie czytał.  Pod wpływem lektury Biblii było mi łatwiej przeprosić, przede wszystkim moją żonę, z którą byliśmy wtedy daleko od siebie. 

To, że Konrad pomyślał o moim życiu, uznał, że ważne byłoby, abym jednak skończył studia i że starał się o to, okazało się dla mnie zbawienne. Nie chciałem jednak wracać do szkoły, więc poprosiłem Konrada o indywidualny tok studiów. I tak się stało. Na uczelnię odtąd wpadałem, zaliczałem różne przedmioty i tyle mnie widzieli. I tak zaliczyłem III i IV w przeciągu jednego roku. Na V nie było już zajęć, tylko przygotowanie dyplomu.

Jak powstawał ten Pański dyplom?

Zamknąłem się w Komarnie koło Jeleniej Góry, gdzie miałem pilnować koni mojego kumpla – właściciela gospodarstwa, na co chętnie przystałem. Pilnowałem i malowałem obrazy na płytach pilśniowych, których było tam dużo. Wtedy po raz pierwszy, pod wpływem Pisma Świętego, namalowałem Ukrzyżowanie: tego łotra, który uwierzył, tego, który się sprzeciwił i samego Jezusa, w którego wówczas jeszcze nie wierzyłem. Złego łotra namalowałem w tydzień, dobrego – w miesiąc, ale nie wiedziałem, jak mam namalować Jezusa. Próbowałem na różne sposoby, a używałem oprócz farb akrylowych takich środków jak azotan srebra, po czym wypalałem palnikami, dzięki czemu uzyskiwałem wspaniałe kolory: złoto, srebro itd. Jezusa nadal nie umiałem namalować, ale powstawały równolegle inne prace. Postanowiłem zrobić z nich wystawę, a ponieważ na każdym z moich obrazów był krzyż, pomyślałem, że najlepszym miejscem byłby Kościół Świętego Krzyża, który wtedy nie pełnił funkcji parafialnego. Siostry elżbietanki, które się nim opiekowały, od razu wyraziły zgodę. Kiedy dziś o tym myślę, to widzę w tym potężną odwagę młodego człowieka, wyobraźnię i to, co sztuce zawsze musi towarzyszyć – ryzyko, którego wówczas jako młody człowiek nie dostrzegałem. W tamtym czasie wystawa dyplomowa w kościele?!  Uważam, że istotą drogi twórczej jest umiejętność nieustannego podejmowania ryzyka. Dotyczy to zresztą także samego życia. Tamten czas był przecież także ryzykowny, żyliśmy w opresji, a przecież człowiek jest stworzony do wolności.

Zastanawiam się, jak przewiózł Pan te obrazy z Komarnej do Wrocławia…

Obrazy wiozłem koleją, więc poprosiłem Marka Czechowskiego o pomoc w ich wyładowaniu i dowiezieniu na Ostrów Tumski. Przyjechałem do Wrocławia ok. 3.00 w nocy z paczkami zawierającymi 20 obrazów na płytach pilśniowych, nie mając pomysłu, jak je przetransportować dalej. Był rok 1984, trwał jeszcze stan wojenny, choć niby "zawieszony", ale nadal na ulicach były patrole Poprosiłem kolejarzy o wózek, tłumacząc, że muszę zawieźć obrazy do kościoła. Nie robili problemów, tylko prosili, abym odwiózł  go z powrotem. Takie to były czasy… Dziś to nie do pomyślenia! Potem zapakowaliśmy obrazy na wózek i ciągnęli go aż na Ostrów Tumski. Po drodze nie spotkaliśmy ani jednego patrolu… Nie spotkaliśmy żywej duszy, jakby Bóg torował nam drogę. Wczesnym świtem zapukałem do sióstr i otrzymałem pęk kluczy, w tym jeden ogromny od bramy głównej kościoła. 

A jak wyglądała aranżacja wystawy w tym nietypowym miejscu?

Najpierw weszliśmy do górnego kościoła i obaj z Markiem padliśmy na kolana, choć nie byliśmy wierzący. Tak na nas podziałała wspaniała gotycka przestrzeń ciemnego jeszcze kościoła. Potem zaczęliśmy znosić obrazy i ustawiać je pod ścianami. Skończyliśmy, gdy przez witraże wpadły do wnętrza pierwsze promienie światła. Wtedy ogarnęły mnie wątpliwości, czy dobrze zrobiłem decydując się na wystawę w takim wnętrzu. Małe obrazy na tle potężnej ściany wyglądały fatalnie. Zdawało mi się w tamtym momencie, że to totalna klęska. Postanowiłem się przespać i odpocząć. Wróciłem po kilku godzinach i zaczęliśmy z kolegami wieszać obrazy. Wyszukiwałem dla nich miejsca i nagle te obrazy zaczęły zagarniać przestrzeń dla siebie. Kiedy jako ostatni powiesiłem tryptyk „Ukrzyżowanie”, z niedokończoną postacią Chrystusa, to na drugi dzień światło tak zaczęło przemieniać Jego postać, że przepięknie namalował się sam: srebrno-złoty, w trzech postaciach i przecinał otaczający Go ludzki znój. Było to Ukrzyżowanie, które stało się jednocześnie Wstąpieniem do nieba. Do dziś pamiętam tę chwilę i uczucia – jako niewierzący człowiek byłem wtedy szczęśliwy, że ten obraz sam się namalował i że mogę być z tego zadowolony. Wystawa trwała trzy tygodnie i On zaczął w ostatnim tygodniu umierać. Na koniec sczerniał, a ja nie umiałem tego procesu zatrzymać. Pod wpływem światła azotan srebra gasł coraz bardziej, zostały tylko srebrne refleksy wokół Chrystusa.  Potem ubecja „aresztowała” moje prace i próbowano unieważnić mój dyplom, ale wtedy profesor Jarodzki i inni wybronili mnie zeznając, że obroniłem dyplom nie w kościele, lecz na uczelni. A w następnym roku zostałem za tę wystawę wyróżniony honorową nagrodą Komisarza na Ogólnopolskiej Wystawie Młodych „Droga i Prawda”, w tym samym kościele…

Mariusz Mikołajek, tryptyk "Ukrzyżowanie", płyta pilśniowa, 370x200, 1984.
skan publikacji Mariusz Mikołajek: "Malarstwo jako źródło"

Ile ja się nauczyłem podejmując to ryzyko! Ile mi dało pewności! 

Po tej nastąpiły następne wystawy, indywidualne i zbiorowe. Czym one były dla Pana?

Doszedłem do wniosku, że wystawy indywidualne rozwijają mnie jako artystę, więc na początku nie brałem udziału w zbiorowych, tylko co pewien czas  robiłem  wystawy indywidualne. Jednak przygotowanie takiej wystawy wymaga wielu zabiegów:  zadbania o odpowiednie kontakty, o to, aby ją dobrze opisano itd. Teraz, z perspektywy czasu i doświadczeń, patrzę na to inaczej. Uważam, że to wspólne wystawy budują pozycję artysty w środowisku, nie są też tak wymagające organizacyjnie jak indywidualne. Ostatnią dużą wystawę miałem w 2013 roku we wrocławskim BWA i była to wystawa znakomita, prezentująca nie tylko malarstwo, ale także wideo i instalację „Pleśnienie”. Jednakże od tego czasu jestem sporadycznie zapraszany na wystawy zbiorowe. Nałożyły się na to również sprawy ideologiczne, które w obrzydliwy sposób opanowały sztukę. Za swoją wolność i niezależność musiałem zapłacić wysoką cenę. Zdawałem sobie z tego sprawę od samego początku – na tym też polega to ryzyko, o którym mówiłem wcześniej. Pieniądze są ważne, ale nigdy nie będą dla mnie najważniejsze. 

Wystawa BWA, Wrocław 2013, skan publikacji Mariusz Mikołajek: "Malarstwo jako źródło"

Jest Pan człowiekiem wierzącym i ma to przełożenie na Pańską twórczość: „Ukrzyżowanie”, „Pieta”, „Złożenie do Grobu”, „Apokalipsa”… Podejmując tematy starych mistrzów nadaje im Pan jednak współczesną formę, a przede wszystkim nasyca osobistą treścią. 

Wiara jest nierozerwalnie związana z moją drogą twórczą. Łaski wiary doświadczyłem w 1985 roku, kiedy wiozłem do Warszawy tryptyk poświęcony ks. Jerzemu Popiełuszce. Były to trzy duże linoryty, które robiłem słuchając w Radiu Wolna Europa o porwaniu księdza, a później o odnalezieniu Jego ciała. Nie komentowałem tych wydarzeń, ale kiedy ukończyłem prace, zrozumiałem, co zrobiłem. Szczególnie środkowa grafika nawiązywała do tego, co się stało – mówiła o bólu, o dramacie osobistym, ale też narodowym. W kościele na Żoliborzu powiedziano mi, abym zawiózł te prace do Muzeum Archidiecezjalnego. Bardzo dużo się wtedy modliłem i kiedy tak klęczałem w kościele, zauważyła mnie znana warszawska artystka Maria Anto. Podeszła do mnie i zapytała, skąd jestem i czy mam gdzie spać.  Odpowiedziałem, że nie, ale że zamierzam spędzić noc na modlitwie (byłem wtedy gorliwym neofitą). W rezultacie zaprosiła mnie do swego domu, a następnego dnia udałem się z grafikami do muzeum.

Mariusz Mikołajek, Świętej pamięci księdzu Jerzemu Popiełuszce
(tryptyk, część środkowa), linoryt 1984, fot. Marcin Kucewicz

Nie zamyka się wyłącznie w swojej pracowni, ale tworzy też projekty w dialogu z ludźmi rozmaitych środowisk. Już w 1991 roku zaprezentował Pan wystawę „Popatrz Kiedy Przechodzisz… Popatrz Każdy Przechodzi…” w hali Dworca Głównego we Wrocławiu. Mam także na myśli działania w miejscach tak nietypowych, jak wrocławskie podwórka czy więzienia…

Myślę, że to pragnienie dzielenia się swoją sztuką wynika z wiary. Taką pierwszą próbą była wystawa, którą przygotowałem wraz z z Christosem Mandziosem, Czesławem Chwiszczukiem i Zbigniewem Milem na Dworcu Głównym we Wrocławiu. Była to niezwykła wystawa, którą zrobiliśmy w miejscu, gdzie spali i żyli bezdomni. Początkowo atakowali te obrazy, bo bali się, że zabierzemy im miejsce, w którym żyli, ale już po wernisażu, którego głównym elementem był chleb, zmienili zdanie. Christos chciał upiec chleb w kształcie człowieka. Wyperswadowałem mu, aby nie robił metalowej konstrukcji dla trwałości tego wypieku, bo przeczuwałem, że chleb będzie chlebem po prostu. I tak się stało! Kiedy przynieśliśmy go z piekarni, położyliśmy na stole, którego wierzch posypaliśmy ziemią, bo człowiek musiał być z ziemi, jak w przekazie biblijnym. Potem zaczął się wernisaż: przy dźwiękach orkiestry dętej weszło mnóstwo ludzi, a my wnieśliśmy z komisariatu policji, gdzie był przechowywany, chleb w kształcie dwumetrowego człowieka. Pani Elżbieta Sitek utrwaliła wernisaż na filmie i do dziś ten widok jest przejmujący, bo pokazuje, czym może być sztuka. Dziś w pełni to rozumiem, że sztuka jest takim obszarem, w którym możemy się spotkać i stworzyć coś większego – dla nas samych i dla innych. To „coś” może dotyczyć  naszych wewnętrznych doświadczeń, ale także przestrzeni. My przez swoje działanie przemieniliśmy hol dworca  w atelier, ale też stworzyliśmy miejsce, gdzie można wspólnie jeść chleb.  

Wystawa "Popatrz Kiedy Przechodzisz... Popatrz Każdy Przechodzi, Dworzec Główny
we Wrocławiu, 1992

Podobne działania podejmował Pan także w więzieniu, w Monarze, w domach dziecka…

Tak, po wielu latach zaproponowałem Christosowi, żeby wejść w działania, które nazwałem „Na styku”. Zrobiliśmy wtedy „Na styku nieba i ziemi” w domu dziecka, „Na styku ze sobą” w Monarze, „Na styku z wolnością” w więzieniu – konkretne działania, które pokazywały, jak w jednym momencie to, co proponujesz ludziom, na początku jest „obciachem”, a potem staje się ich własnością.  Na przykład w więzieniu mieliśmy do czynienia z około setką więźniów skazanych za rozboje i zabójstwa, gdzie najniższy wyrok wynosił 13 lat. Byliśmy dla nich ludźmi z innego świata, a jednak – co zostało utrwalone na filmie – po kilkunastu minutach ta bariera rozpadła się. Nie było już ich świata, naszego świata, ale świat Bożej łaski, która jest w stanie wszystko przemienić.  I tym jest sztuka. Nazwałem ją zastępczym obszarem łaski. Mam świadomość, że nie wszyscy ludzie wierzą, ale Bóg dał nam kulturę po to, abyśmy nie zapominali o człowieczeństwie, o własnej wrażliwości, bo tylko przez wrażliwość tworzy się sztukę. Przez wrażliwość również się ją odbiera. 

Na Styku Nieba i Ziemi, Dom Dziecka nr 5, F. Chopina 9a, we Wrocławiu,
fot. Mirosław Koch, 2000

Wpisuje się w to również znakomicie projekt dotyczący podwórek, które kojarzą się nam – a w każdym razie długo się kojarzyły – z miejscami brzydkimi i zaniedbanymi – niczyimi.

Wchodząc w ten projekt miałem za sobą wiele ważnych doświadczeń. Działania „Na styku” nie miały charakteru jednostkowego, np. przez kilka lat prowadziłem pracownię założoną w Monarze i jeździłem z ludźmi na plenery. Mogłem dzięki temu obserwować skutki działania sztuki w dłuższej perspektywie. Mając takie doświadczenie podjąłem propozycję dyrektora Wydziału Kultury we Wrocławiu, Jarka Brody, aby w ramach rewitalizacji Nadodrza, wejść ze swoimi działaniami na tamtejsze podwórka. I tak w 2012 roku wraz z Witoldem Liszkowskim i synem Janem Mikołajkiem stworzyłem Fundację OK. Art., która działa głównie na terenie rewitalizowanej dzielnicy Nadodrze. Wynikiem tej działalności są m.in. dwa powszechnie odwiedzane nadodrzańskie murale przy ul. Roosevelta: „Podwórko odkrywanie sztuki” i „Podwórko nasze atelier”. Na początku była chęć i – znowu! – potrzeba zmierzenia się z ryzykiem. Dla mnie najbardziej inspirujące jest to, że sztuka może powoływać do życia coś z niczego. Te podwórka były strasznie zaniedbane – to było miejsce okupowane przez narkomanów, pijaków i szczury. Myśmy to posprzątali, umyli i pomalowali. Ci, którzy pili, z czasem zaczęli nam pomagać. W końcu wszyscy mieszkańcy zaczęli brać w tym udział. I nagle dwie zdegradowane przestrzenie, gdzie można było tylko dać sobie w żyłę lub dostać w mordę, zmieniły się nie do poznania i dziś odwiedzają je ludzie z całego świata. A podwórka nadal są piękne, nikt tego nie niszczy, bo ludzie sami chronią swoją pracę. 

Bardzo Panu dziękuję za te refleksje na temat drogi, którą Pan przeszedł, tworząc sztukę nie tylko dla siebie, ale zagarniając nią ludzi z tak różnych środowisk. Jestem pełna uznania i życzę kolejnych twórczych wyzwań i satysfakcji z przygotowywanej właśnie wystawy.


Wystawa „Poszukiwanie Nadziei”. Malarstwo 1983 – 2024 Mariusz Mikołajek
Otwarcie wystawy w przedsionku Katedry Wrocławskiej – w piątek, 29 listopada 2024 o godz. 17.00

Spotkanie z autorem oraz poczęstunek – w  Auli Papieskiej (Plac Katedralny 1A), po obejrzeniu ekspozycji. 
Patronat nad wystawą: Abp Józef Kupny


piątek, 15 czerwca 2018

ENTROPIA ROŚNIE v.3.0: 30-lecie Galerii Entropia

W 2018 r. Galeria Entropia obchodzi jubileusz 30-lecia działalności. Jako galeria programowo eksploracyjna jest nie tyle przestrzenią konsumpcji artefaktów, co miejscem przecinania się i zbiegu wielu odmiennych praktyk, konceptów i strategii. „Entropia rośnie_wersja 3.0” to grupowa wystawa, w której ponad pięćdziesiąt artystek i artystów podejmuje ważki temat badawczy w kontekście samego miejsca, funkcjonowania sztuki najnowszej i obecnego bezprecedensowego w historii ludzkości przyrostu entropii przejawiającego się we wszelkich sferach rzeczywistości i życia społecznego. 


Wystawa jest rozszerzona o pokazy i zdarzenia towarzyszące w tym — w dniu otwarcia — specjalny wieczór performatywny i okołomuzyczny organizowany wspólnie z Muzeum Współczesnym Wrocław, Pl. Strzegomski 2a.

Oba miejsca połączy perypatetyczna translokacja czyli przejście, happening na trasie pomiędzy Galerią a Muzeum.

_________________

Artyści:

Maciej Bączyk, Mira Boczniowicz, Izabela Chamczyk, Jacek Czapczyński, Tomasz Dobiszewski, Tomasz Domański, Andrzej Dudek-Dürer, Jacek Dziubiński, Matej Frank, Karolina Freino, Julita Gielzak, Karolina Głusiec, Dariusz Gorski, Bożena Grzyb-Jarodzka, Marcin Harlender, Andrzej Jarodzki, Paweł Jarodzki, Aga Jarząb, Jakub Jernajczyk, Alicja Jodko, Mariusz Jodko, Małgorzata Kazimierczak, Jerzy Kosałka, Igor Krenz, Gerard Lebik, Paweł Marcinek, Marcin Mierzicki, Eugeniusz Minciel, Jan Mioduszewski, Piotr Młodożeniec, Zdzisław Nitka, Tomasz Opania, Anna Płotnicka, Dominik Podsiadły, Joanna Rajkowska, Andrzej Rerak, Beata Rojek, Jasmin Schaitl, Krzysztof Skarbek, Piotr Skiba, Kama Sokolnicka, Piotr  Marcin Stapiński, Karolina Szymanowska, Lech Twardowski, Krzysztof Wałaszek, Urszula Wilk, Maja Wolińska, Kamila Wolszczak, Jacek Zachodny, Ewa Zarzycka, Tadeusz Złotorzycki

Kuratorka: Alicja Jodko


Działania w Galerii Entropia: Izabela Chamczyk, Tomasz Domański, Matej Frank /transmisja performace’u z Turynu/, Marcin Harlender,  Gerard Lebik

_________________

Działania w Muzeum Współczesnym Wrocław, pl. Strzegomski 2a (dach Muzeum): godz. 20.00–22.00

- performance: Jerzy Kosałka, Jasmin Schaitl, Swojskie Tropiki (Karolina Włodek i Adam Martyniak), Ewa Zarzycka
- dźwięki: Daniel Brożek vel. Czarny Latawiec, Andrew Dixon
- film: autorski wybór ze zbiorów Galerii Entropia


ENTROPIA ROŚNIE v.3.0
30-lecie Galerii Entropia
wystawa | pokazy | działania | zdarzenia towarzyszące
20.06 — 27.07.2018

otwarcie wystawy | działania
Galeria Entropia ul.Rzeźnicza 4
20.06.2018 godz.18.00

translokacja perypatetyczna na trasie
Entropia—Muzeum Współczesne Wrocław:
godz. 19.00—20.00
+ zdarzenie p.t. „Para w gwizdek” /inicjacja: Alicja Jodko/
przed MWW ok. godz. 20.00

działania performatywne i okołomuzyczne
Muzeum Współczesne Wrocław, Pl. Strzegomski 2a
20.06.2018 godz. 20.00—22.00

Projekt realizowany w ramach Święta Wrocławia 2018

informacja prasowa

środa, 19 lutego 2020

Spotkania: Kraków - Wrocław - Łódź. Nowa wystawa w mia Art Gallery

W przestrzeni mia ART GALLERY dochodzi do nieoczywistego międzypokoleniowego i międzyśrodowiskowego spotkania artystów o bardzo różnych metrykach i korzeniach, artystycznych światopoglądach i technicznych preferencjach. Od 19 do 28 lutego 2020 r. możemy oglądać prace znanych artystów.


Klasyków polskiej nowoczesności reprezentują Hanna Krzetuska, Józef Hałas, Konrad Jarodzki, Adam Marczyński, Antoni Mazurkiewicz, Jerzy Nowosielski czy Antoni Starczewski. Do tego grona bez wątpienia można również zaliczyć Andrzeja Gieragę, który choć nie w bezpośredni i instytucjonalny sposób,  może zostać uznany za poprzednika poszukiwań Urszuli Madery, reprezentującej najmłodsze pokolenie artystów.

Jej nauczyciel z wrocławskiej ASP Łukasz Huculak, posługuje się zupełnie odmienną stylistyką, tu zobaczymy prace skupiające się na kwestiach przestrzeni. Jest to również temat podejmowany przez Kamila Moskowczenko, choć w całkowicie odmiennej estetyce.

Od pewnego czasu do wrocławskiego świata artystycznego dołączył powracający po latach nad Odrę Lev Stern, który wnosi tu sporo ożywienia.

Spotkania, czasami nieuniknione, czasami przypadkowe, czasami pożądane, nieodmiennie poszerzają naszą artystyczną świadomość. Zatem zapraszamy do odwiedzin i spotkania w przestrzeni wrocławskiej mia ART GALLERY.


/kurator wystawy: Bogusław Deptuła/

Spotkania: Kraków - Wrocław - Łódź

19 lutego - 28 lutego 2020
mia ART GALLERY, Plac Solny 11

Kurator: Bogusław Deptuła

informacja prasowa

niedziela, 25 listopada 2018

Małe Wielkie Kolekcje: Kolekcja Bogdana Góreckiego w mia Art Gallery

W mia ART GALLERY trzecia prezentacja prywatnej kolekcji i po raz trzeci wyjątkowa wystawa. Bohaterem najnowszej prezentacji dzieł jest  Bogdan Górecki - historyk sztuki zafascynowany sztuką naiwną, szkłem, ceramiką, malarstwem i grafiką. 



Niezwykle różnorodna, prawdziwa, zachwycająca w swojej szczerości. Kolekcja zwyczajna i niezwyczajna. Obejmuje zbiór przeszło trzystu obiektów, zarówno tych klasy muzealnej, co prywatnych dowodów przyjaźni – dla właściciela – równie cennych.

Eugeniusz Get Stankiewicz, bez tytułu, technika mieszana, 33 x 33 cm, 1994

Jak pisze we wstępie do katalogu opiekun merytoryczny programu Małe Wielkie Kolekcje, prof. Waldemar Okoń:
 „Niektóre kolekcje przypominają „silva rerum” - las rzeczy wypełniony tajemniczą treścią, na którą składają się przedmioty zebrane przypadkowo i pośpiesznie, dary artystów, pamiątki niespodziewanych spotkań i trudnych niekiedy pożegnań. (…) Kolekcja Bogdana Góreckiego zawiera w sobie ów „las rzeczy” przypominany teraz dzięki naszej wystawie. Liczne obrazy, grafiki, rysunki,  szkło i ceramika, sztuka ludowa i stare meble.

Pojawiają się w niej nazwiska tak znanych artystów jak Hanna Krzetuska, Mira Żelechower-Aleksiun, Eugeniusz Get- Stankiewicz, Zbigniew Karpiński, Alfons Mazurkiewicz, Konrad Jarodzki, Edward Dwurnik, Eugeniusz Geppert, Andrzej Klimczak-Dobrzaniecki, Krystyna Cybińska, Bronisław Wolanin, Henryk Albin Tomaszewski, ale też takie, o których historia sztuki zapomniała lub z jakichś nie do końca często jasnych powodów, nie chciała pamiętać…”

grafiki autorstw Eugeniusza Geta-Stankiewicza, fot. Linda Parys


Bogdan Górecki (1939-2018)

Urodził się 2 lutego 1939 r. w Mołodecznie na Białorusi. Ukończył średnią  szkołę w Zielonej Górze. W latach 1960 -  1965 studiował historię sztuki na Uniwersytecie we Wrocławiu. Równolegle z historią sztuki  rozpoczął studia na kierunku Archeologii Polski, które zakończył 1967 r. W czasie studiów ukończył także Zaoczne Studium Filmowe przy Wojewódzkim Domu Kultury we Wrocławiu (1963-1966).

Edward Dwurnik, Lament., olej na płótnie, 1986, 113 x 146 cm

Po ukończeniu studiów pracował jako kierownik w Klubie Robotniczym PKP we Wrocławiu na Gądowie (1966-1972), Wydziale Kultury dla m. Wrocławia i woj. Wrocławskiego, a także Biurze Wystaw Artystycznych. W latach 1973-1979 prowadził Galerię Pracowni Sztuk Plastycznych Jatki, w której odbyło się w tym czasie wiele interesujących wystaw (m.in. „Sztuka Kobiet”, wystawa malarstwa Hanny Krzetuskiej). W 1979 r. rozpoczął pracę w Biurze Wystaw Artystycznych jako specjalista do spraw programowych, pełniący obowiązki dyrektora. W 1983 r. po zorganizowaniu wystawy Edwarda Dwurnika, która poruszała tematykę Sierpnia 1980 oraz stanu wojennego, został zwolniony z pracy. W tym samym 1983 r. rozpoczął pracę w Muzeum Narodowym we Wrocławiu. Od 1984 do 1995 w imieniu Muzeum organizował Dział Polski na Międzynarodowym Konkursie Ceramiki Artystycznej w Faenzie (Włochy).

Józef Hałas, Portret Hanny Krzetuskiej, tusz na papierze, 1983, 25 x 17 cm

W 1986 r. współdziałał z Mariuszem Hermansdorferem przy organizacji cyklu wystaw „Nasza Galeria”.   W 1987 r. Bogdan Górecki objął kierownictwo Działu Ceramiki i Szkła w Galerii Sztuki XX w., od 1990 r. na stanowisku kustosza. Oprócz malarstwa interesował się od dawna ceramiką i szkłem artystycznym, zwłaszcza twórczością plastyków związanych z wzornictwem przemysłowym. Przygotował  wiele ekspozycji popularyzujących kamionkę bolesławiecką i twórczość wybitnego projektanta Bronisława Wolanina.

Henryk Tomaszewski, szkło sodowe dymne, wolno kształtowane na gorąco, 1960-1970, wys. 50 cm

Posumowaniem jego studiów nad kamionką jest bogato ilustrowane opracowanie "Bolesławiecka Ceramika  Artystyczna 1950-2000, Bolesławiec 2000. Z wystaw z dziedziny szkła użytkowego wyróżnić należy ekspozycję Reginy i Aleksandra Puchałów, projektantów w hucie „Julia” w Szklarskiej Porębie, Eryki i Jana Drostów w hucie szkła gospodarczego „Ząbkowice” w Dąbrowie Górniczej czy Stefana Sadowskiego w hucie  „Sudety” w Szczytnej.  Podsumowaniem jego prac z zakresu szkła artystycznego jest katalog zbiorów "Ceramika i szkło polskie XX wieku", Muzeum Narodowe,  Wrocław 2004, w którym opracował część dotyczącą szkła.

zdjęcie z ekspozycji, praca Anny Malickiej Zamorskiej, Łysa Śpiewaczka, porcelana, lata 70-80te. ,
wys. 15 cm, fot. Linda Parys

W 2005 r. w ogólnopolskim Konkursie  MKiS w kategorii "Dokonania z zakresu działalności naukowej"| katalog otrzymał Główną Nagrodę – Sybillę. Katalogowi zbiorów towarzyszyła wystawa, której komisarzem był Bogdan Górecki. W 2004 r. przeszedł na emeryturę, ale przez wiele lat nadal współpracował z Muzeum. Zmarł 3 marca  2018 r. otoczony troskliwą opieką rodziny i przyjaciół.

zdjęcie z ekspozycji for. Linda Parys

Kolekcja Bogdana Góreckiego 
27 listopada – 14 grudnia 2018
mia ART GALLERY
ul. Św. Mikołaja 61-62
50-127 Wrocław
Autor ekspozycji: Bogusław Deptuła
Opiekun merytoryczny programu: prof. Waldemar Okoń
Godziny otwarcia galerii
wt. – pt. 12:00 – 18:00
sob.12:00 – 16:00

Organizator: mia ART GALLERY
Partnerzy: Fundacja All That Art, Sleepwalker.pl, fabrykasensu.pl

informacja prasowa

poniedziałek, 6 listopada 2023

Wydarzenia w Muzeum Narodowym we Wrocławiu i oddziałach 7–12.11.2023

W cyklu #dziełomiesiąca w Pawilonie Czterech Kopuł prezentowane są wybrane prace nieeksponowana na co dzień na wystawie stałej. W listopadzie będzie to będzie „Kompozycja” Zofii Glazer-Rudzińskiej. 11 listopada wszystkie oddziały Muzeum Narodowego we Wrocławiu będą otwarte dla Zwiedzających. Tego dnia w Gmachu Głównym zaplanowano spacer tematyczny szlakiem wątków patriotycznych po wystawie sztuki polskiej XVII–XIX w. 

Szlakiem wątków patriotycznych... fot. Muzeum Narodowe we Wrocławiu

Muzeum Narodowe we Wrocławiu


11.11, g. 12:00

Szlakiem wątków patriotycznych w sztuce polskiej – spacer tematyczny po wystawie „Sztuka polska XVII–XIX w.”, prowadzenie: Grzegorz Wojturski

Motywem przewodnim oprowadzania będą zagadnienia dotyczące pojęcia patriotyzmu i jego przemian w Polsce od wieku XVII do początków XX wieku. Komentując wybrane obrazy oraz inne artefakty, prowadzący spotkanie zwróci uwagę na rozmaite sposoby wyrażania postawy patriotycznej bohaterów przedstawień oraz autorów dzieł.

Wstęp wolny

Miejsce: Muzeum Narodowe we Wrocławiu 


12.11, g. 12:00

Ogrody Wrocławia – wykład Anny Zwiech w ramach cyklu „Mój Śląsk. Fascynacje”

Ogrodnictwo to jedna z najstarszych dziedzin wiedzy, która z czasem stała się integralnym nurtem w sztuce. Od najdawniejszych czasów po współczesność ogrody stanowią „oazy życia”, gwarantują dobrostan ciała i duszy, pełnią w zbiorowej świadomości rolę wręcz symboliczną. Z wrocławianami wybierzemy się szlakiem historycznych założeń zieleni miejskiej, w tym ogrodów klasztornych, promenad, alei, ogrodów użytkowych, ogrodów przypałacowych etc. W ramach przestrzeni urbanistycznej Wrocławia uczestnicy poznają realizacje koncepcji miasta ogrodu, zielonych osiedli miasta.

Wstęp wolny

Miejsce: Muzeum Narodowe we Wrocławiu, s. 116

Cache pot, 1900, Muzeum Ceramiki w Bolesławcu,
fot. Barbara Lekarczyk-Cisek


Muzeum Etnograficzne


12.11, g. 12:00

Pejzaż niczym z bajki – warsztaty rodzinne dla dzieci w wieku 7–12 lat w ramach cyklu „ETNO w południe”, prowadzenie: Anna Frania

W trakcie spotkania przyjrzymy się i poznamy, jak dawniej radzono sobie z obrazowaniem 3D – porozmawiamy o sekretach tworzenia iluzji, imitacji i symulowania przestrzeni w minionych czasach. A nade wszystko spróbujemy stworzyć własną dioramę – przestrzenną pracę inspirowaną dziełami dawnych rzemieślników.

Bilety w cenie 5 zł

Zapisy: edukacja@muzeumetnograficzne.pl, 71 344 33 13

Miejsce: Muzeum Etnograficzne

Wystawa "Szaleństwo rokoka!": Ernst Wilhelm Bernhardi, Juliane von Hochberg, 
fot. Barbara Lekarczyk-Cisek


Pawilon Czterech Kopuł Muzeum Sztuki Współczesnej


7.11, g. 14:00

W poszukiwaniu małego pieska – warsztaty plastyczne Agaty Iżykowskiej-Uszczyk w ramach cyklu „Dotknij Muzeum” dla osób z niepełnosprawnością wzroku

W listopadowy wtorek zapraszamy na spotkanie wokół pracy Jerzego Kosałki. Dzieło Kosałce naród jest jednym z trzech nabytków, które wzbogaciło wystawę stałą w Pawilonie Czterech Kopuł. O tym artyście Paweł Jarodzki pisał: „wyjątkowość Kosałki polega na tym, że klucz do jego twórczości został zjedzony przez takiego małego pieska, który uciekł i wszyscy go teraz szukamy”. Zapraszamy na wspólne poszukiwania!

Wstęp wolny

Zapisy: edukacja.pawilon@mnwr.pl, 71 712 71 81

Miejsce: Pawilon Czterech Kopuł Muzeum Sztuki Współczesnej


10.11, g. 16:00

O czwartej pod Kopułami –  oprowadzanie po wystawie czasowej „Szaleństwo rokoka! Fascynacja rokokiem na Śląsku (XVIII–XXI w.)”

A może by tak zacząć weekend od spotkania ze sztuką? Pawilon Czterech Kopuł zaprasza na oprowadzanie po wystawie czasowej, będącej pierwszą w historii muzealnictwa próbą zaprezentowania do tej pory niedostrzeganego, niedocenianego i pomijanego zjawiska w sztuce regionu jakim było rokoko. To także demonstracja zmian stylistycznych, które miały miejsce na Śląsku w drugiej połowie XVIII w., również ponownego zafascynowania nimi na przełomie XIX i XX w., a wreszcie szukania odpowiedzi na pytanie, czy ta stylistyka interesuje i fascynuje współczesnych.

Wstęp z biletem na wystawę czasową

Zapisy: edukacja.pawilon@mnwr.pl, 71 712 71 81

Miejsce: Pawilon Czterech Kopuł Muzeum Sztuki Współczesnej

Zofia Glazer-Rudzińska, Kompozycja, 1975

#dziełomiesiąca / Zofia Glazer-Rudzińska „Kompozycja”, 1975

6 listopada – 4 grudnia 2023

„Kompozycja” Zofii Glazer-Rudzińskiej będzie w listopadzie dziełem miesiąca w Pawilonie Czterech Kopuł. Widzowie zobaczą pracę nietypową dla artystki, znanej przede wszystkim z realizacji graficznych i rysunkowych. Prezentowana „Kompozycja” to przejmująca rzeźba przedstawiająca elementy kobiecego ciała. Realistyczne wykorzystanie elementów anatomicznych jest tu punktem wyjścia dla głębszej refleksji na temat kobiecej cielesności, ulotności życia, samotności i egzystencji.

Zofia Glazer-Rudzińska (ur. 1950 w Warszawie, zm. 2017 tamże) była graficzką, malarką, ilustratorką, twórczynią form przestrzennych, długoletnią wykładowczynią Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. W 1974 r. uzyskała dyplom w pracowni litografii na Wydziale Grafiki warszawskiej ASP. Rok później rozpoczęła pracę dydaktyczną jako asystentka prof. Jerzego Tchórzewskiego. Przez ponad 40 lat prowadziła pracownię rysunku, najpierw na Wydziale Grafiki, a następnie na Wydziale Rzeźby.

Charakterystyczny motyw dłoni, który pojawił się w twórczości artystki już w pracy dyplomowej, był przez nią konsekwentnie rozwijany przez kolejne lata w dziełach rysunkowych, graficznych, a także – choć rzadziej – w formach rzeźbiarskich. Przykładem jest pochodząca z 1975 roku „Kompozycja” z kolekcji Muzeum Narodowego we Wrocławiu. W dorobku Glazer-Rudzińskiej, dla której podstawowymi środkami ekspresji pozostawały litografia i rysunek, jest to praca mało typowa. Wykonane w tworzywie sztucznym elementy kobiecego ciała potraktowane są w sposób realistyczny, a jednocześnie dość syntetyczny. Taki sposób budowania kompozycji był charakterystyczny dla wczesnej twórczości artystki, analizującej samą formę wykorzystywanych elementów anatomicznych. Jednocześnie – tak ważny dla jej twórczości – aspekt konstrukcyjny dzieła stanowił zawsze punkt wyjścia dla głębszej refleksji na temat kobiecej cielesności, ulotności życia, samotności i egzystencji.

Twórczość Glazer-Rudzińskiej operująca subtelnym językiem i wyciszoną, kameralną estetyką opiera się na emocjonalnym i intuicyjnym wglądzie w poruszaną tematykę. Pozostaje przy tym niezwykle spójna i metodyczna.

Aktywna od lat 70. XX w. Glazer-Rudzińska od początku działalności twórczej podkreślała przywiązanie do tradycji warsztatowej, podejmując równocześnie zagadnienia stojące na marginesie kultury wizualnej, jak kwestia kobiecej tożsamości, zmysłowy i emocjonalny wymiar sztuki czy jej oddziaływanie na poziomie afektywnym. Kwestie te analizowała zawsze w sposób mocno zindywidualizowany, w formach oszczędnych i dyskretnych, a przez to mocno refleksyjnych.

Prezentację z cyklu #dziełomiesiąca dopełni wykład Małgorzaty Micuły pt. „Odcisk ciała. Twórczość Zofii Glazer-Rudzińskiej wobec tradycji polskich rzeźbiarek” (26.11, g. 11:00). Prelegentka przyjrzy się realizacji Glazer, umiejscawiając ją na tle ważnej tradycji współczesnych polskich rzeźbiarek, dla których ciało – również własne – stanowiło ważną inspirację i bazę dla praktyki artystycznej. „Kompozycja” nawiązując do ponowoczesnych tendencji rzeźbiarskich, zostanie przedstawiona jako praca czerpiąca z wielkiej spuścizny starszych od Glazer: Aliny Szapocznikow, Marii Pinińskiej-Bereś czy Wandy Czełkawskiej.

Małgorzata Micuła, Dział Rzeźby Współczesnej w Pawilonie Czterech Kopuł Muzeum Sztuki Współczesnej Oddziale MNWr.

informacja prasowa

Wydarzenia w Muzeum Narodowym we Wrocławiu i jego Oddziałach /28 lipca - 2 sierpnia 2026/

Od piątku 31 sierpnia w Pawilonie Czterech Kopuł Muzeum Sztuki Współczesnej prezentowana będzie wystawa „Stulecie. W rocznicę wielkiej wysta...

Popularne posty