Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Andy Warhol, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Andy Warhol, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

piątek, 15 listopada 2019

Dzieło Andy'ego Warhola nareszcie w Polsce!

Dzieła Andy'ego Warhola są w Polsce prawdziwą rzadkością. Nie pojawiają się na wystawach, nie ma żadnej okazji by je obejrzeć, czy kupić. Unikatową pracę Warhola „Dolar” z 1982 roku można oglądać do 21 listopada w DESA Unicum. Na wystawie pojawia się w otoczeniu dzieł sztuki stworzonych przez wielu wybitnych współczesnych twórców, m.in. Władysława Strzemińskiego, Wojciecha Fangora i Jana Lebensteina. 

Andy Warhol, Dolar, 1982


Andy Warhol to bez wątpienia najlepiej rozpoznawalny artysta XX wieku. Jego twórczość podbiła nie tylko muzea, galerie, ale stała się częścią popkultury. Trudno wyobrazić sobie dziś, jak wyglądałby świat, gdyby nie dzieła Warhola – słynne przedstawienia puszek zupy Campbell's,  kolorowe grafiki ukazujące twarz Marylin Monroe czy autoportrety artysty. „Dolar” to unikat skupiający się na jednym z ulubionych motywów artysty – temacie pieniądza i konsumpcji. „Zarabiać pieniądze to sztuka, pracować to sztuka, ale robić dobre interesy – to sztuka największa” – twierdził Warhol. Praca przedstawia symbol amerykańskiej waluty, ale jakby wybrakowany, nie do końca wypełniony farbą. Dzieło posiada unikatowy numer nadany mu przez Andy Warhol Foundation. Jego wartość szacuje się między 500 a 800 tysięcy złotych, jednak podobne prace potrafiły w Stanach Zjednoczonych przekraczać kwoty miliona dolarów.

Władysław Strzemiński, Człowiek, i domy

Zupełnie inny wydźwięk od dzieła Warhola ma praca Władysława Strzemińskiego. To – zarówno w formie, jak i treści – ważny zapis polskich losów. Strzemiński w latach 20. i 30. XX wieku uchodził za jednego z najważniejszych twórców awangardy. Praca „Człowiek i domy” z cyklu „Białoruś Zachodnia. Człowiek i pejzaż z domami (Człowiek i domy, Domy i człowiek)” pochodzi z późniejszego okresu jego twórczości, powstała w roku 1939. Wojenna twórczość pozwala inaczej spojrzeć na całokształt pracy artysty. Zawiera się w niej bowiem nie tylko geniusz twórcy, ale i jego losy. Czas wojny i okupacji były źródłem ograniczeń oraz przeszkód, które stanęły na drodze artystycznego rozwoju malarza. Podobnie jak innym twórcom w tym okresie, Strzemińskiemu brakowało możliwości, a przede wszystkim środków, by tworzyć na płótnie. W latach 1939-40 przez około 9 miesięcy rodzina mieszkała w Wilejce, w prymitywnej, niedużych rozmiarów izdebce. Do tego doświadczenia nawiązuje „Człowiek i domy”.


Wojciech Fangor, Kompozycja abstrakcyjna

Tak samo z ważnym okresem w twórczości Wojciecha Fangora jest związana jego „Kompozycja abstrakcyjna” z 1970 roku. Początek lat 70. był dla artysty momentem zwrotnym w karierze. Po spektakularnym sukcesie na artystycznej arenie międzynarodowej (m.in. wystawa w Muzeum Guggenheima w Nowym Jorku), kiedy jego wielkoformatowe, op-artowe płótna były już rozpoznawane przez krytyków i odbiorców sztuki, Fangor postanowił powrócić do tworzenia prac na papierze. To medium, z którym związane były początki jego artystycznej kariery. W tym okresie tworzył delikatne formy przypominające poruszające się płaszczyzny żywego organizmu, delikatne w kolorze i w fakturze rysunki intrygujące odbiorcę i zachęcające go do interakcji. Taka też jest „Kompozycja abstrakcyjna”.

Jan Lebenstein, Femme assise

Na wystawie „Sztuka Współczesna. Prace na papierze” można zobaczyć ponad siedemdziesiąt prac stworzonych przez wybitnych twórców. „Femme assise” Jana Lebensteina z 1968 roku to jeden z ciekawych przykładów zwrotu artysty ku sztuce figuratywnej. „Intro Vocat” Zbigniewa Makowskiego zwraca uwagę ze względu na pochodzenie – należała ona do kolekcji Barta N. Stephensa – attaché kulturalnego w Amerykańskiej Ambasadzie w Warszawie. Zobaczymy także prace m.in. Andrzeja Wróblewskiego, Jerzego Nowosielskiego, Tadeusza Kantora, Zbigniewa Beksińskiego i Magdaleny Abakanowicz. 21 listopada wszystkie zostaną zlicytowane.

Wystawa "Sztuka Współczesna. Prace na papierze": 12-21 listopada 2019, godz. 11-19 (poniedziałek-piątek) i godz. 11-16 (sobota), Dom Aukcyjny DESA Unicum, ul. Piękna 1A, Warszawa, wstęp wolny

Aukcja Sztuka Współczesna. Prace na papierze: 21 listopada 2019, godz. 19.00, Dom Aukcyjny DESA Unicum, ul. Piękna 1A, Warszawa

informacja prasowa

poniedziałek, 15 czerwca 2026

Wydarzenia w Muzeum Narodowym we Wrocławiu i Oddziałach /16-21.06.2026/

Historia grafiki artystycznej oraz awangarda XX-lecia międzywojennego – to tematy wykładów zaplanowanych w Muzeum Narodowym we Wrocławiu w najbliższy weekend. Dr Dorota Miłkowska udowodni, że profesja grafika reprodukcyjnego była niezwykle twórcza i nie zawsze wtórna wobec cudzych dokonań. Z kolei Małgorzata Lewińska opowie o międzywojennym czasie przemian, rewolucji oraz powstawania nowych ruchów – również tych artystycznych. Koncert Kapeli Apostola w Muzeum Etnograficznym zainauguruje 10. Dni Trójkąta – doroczne święto Przedmieścia Oławskiego. Tradycyjna wielokulturowa muzyka taneczna będzie preludium do szeregu wydarzeń zaplanowanych na „Trójkącie” w dniach 19–21 czerwca.

Wykład "Grafika reprodukcyjna"

W Pawilonie Czterech Kopuł zaplanowano dwa wykłady, których warto wysłuchać jeden po drugim. Adam Pacholak opowie o sztuce pop-artu i artystach takich jak Andy Warhol, Roy Lichtenstein czy Richard Hamilton, którzy zatarli granicę między sztuką wysoką a codziennością. Swoistym aneksem do tego wykładu będzie wystąpienie Iwony Gołaj. Jego tematem będzie twórczość Davida Hockneya, zmarłego kilka dni temu wybitnego przedstawiciela pop-artu i giganta światowej sztuki. Odbędą się także integracyjne warsztaty z audiodeskrypcją dla osób z niepełnosprawnością wzroku oraz comiesięczne warsztaty dla seniorek i seniorów.


Muzeum Narodowe we Wrocławiu


20.06, g. 15:00

Grafika reprodukcyjna XVI i XVII w. Wykład dr Doroty Miłkowskiej w ramach cyklu „Czarna sztuka. Historia grafiki artystycznej”

Profesja grafika reprodukcyjnego może kojarzyć się z pracą wtórną wobec cudzych dokonań. Nic bardziej mylnego – to aktywność niezwykle twórcza. Mistrzowie technik graficznych, trudniący się przekładaniem na język „czarnej sztuki” dzieł malarskich, rzeźbiarskich, a także przykładów realizacji architektonicznych, kreowali nowe sposoby uzyskiwania efektów tonalnych i światło-cieniowych, oddawania malarskich tekstur, rzeźbiarskiego wolumenu i głębi realnej architektury. Z ich osiągnięć skorzystał m.in. Rembrandt van Rijn.

Wstęp wolny

Miejsce: Muzeum Narodowe we Wrocławiu, sala 116, I piętro


21.06, g. 11:00

Awangarda XX-lecia międzywojennego w Europie i Polsce. W kręgu śmiałych eksperymentów. Wykład Małgorzaty Lewińskiej w ramach cyklu „Kurs historii sztuki”

Dwudziestolecie międzywojenne – czas wielu przemian, rewolucji oraz powstawania nowych ruchów – również tych artystycznych. Echa pierwszej wojny światowej i widma nadchodzącej kolejnej – drugiej – nie były obojętne dla powstającej wówczas sztuki. Czy artyści i artystki zawsze sprzeciwiali się polityce i panującym wówczas dyskursom? Jak odradzała się sztuka w II Rzeczpospolitej? O tym, jak w całej Europie komentowano rzeczywistość – ale też jak próbowano od niej uciec – a także o wyzwaniach artystów w tym trudnym czasie, opowie prelegentka podczas wykładu.

Bilety w cenie 15 zł

Miejsce: Muzeum Narodowe we Wrocławiu, sala 116, I piętro


Koncert Kapeli Apostola


Muzeum Etnograficzne


19.06, g. 17:00

Kapela Apostola / The Apostles. Koncert w ramach Dni Trójkąta, towarzyszący wystawie „Ala Savashevich. Twoje ciało to pole pracy”

Repertuar Kapeli Apostola / The Apostles to muzyczny krajobraz dawnej Galicji Wschodniej i Podola. Zespół gra tradycyjną muzykę taneczną z terenów, na których przez stulecia przenikały się i współistniały żywioły polskie, ukraińskie oraz żydowskie. Wykonywana muzyka wyrasta bezpośrednio z pracy na materiałach źródłowych – archiwalnych zapisach nutowych czy unikatowych nagraniach fonograficznych z ubiegłego wieku. Melodie łączy temat migracji, przesiedleń i emigracji, jako część kultury trafiały wraz z powojennymi falami migrantów i osadników w nowe środowiska, współtworząc tożsamość takich miejsc jak np. Dolny Śląsk, Lubuszczyzna czy Nowy Jork. Muzyka wykonywana na żywo jest w stu procentach akustycznie – prym wiodą skrzypce, cymbały i bęben. Surowe materiały archiwalne przekładane na język żywej praktyki wykonawczej łączą historyczny kontekst z energią dzikiej potańcówki, podczas której zacierają się granice między sceną a publicznością. 

Kapela w składzie: Hanna Zhohlava (skrzypce, śpiew), Agata Weber (basy, „obręczówka”, baraban, śpiew), Serhii Postolnikov (cymbały, skrzypce).

Dofinansowano ze środków Centrum Dialogu im. Juliusza Mieroszewskiego

Wstęp wolny

Miejsce: Muzeum Etnograficzne we Wrocławiu


21.06, g. 12:00

Magiczne trójkąty. Warsztaty rodzinne Olgi Budzan dla dzieci w wieku 6–12 lat w ramach cyklu „Etno w południe”

Co w Muzeum ma kształt trójkąta? Czy jest wiele zabytków w tym szczególnym kształcie? Podczas warsztatów będziemy tropić trójkąty malutkie – jak detal haftu na maleńkiej chusteczce – i te wielkie – jak nasz ogród. Zastanowimy się też, w jaki sposób kształt przedmiotu jest związany z jego funkcją. W części praktycznej będzie można wykonać pracę plastyczną inspirowaną trójkątnymi deseniami, jakie można znaleźć na ceramice, tkaninach, drewnie i metalu.

Bilety w cenie 10 zł

Zapisy: edukacja@muzeumetnograficzne.pl lub 71 344 33 13

Miejsce: Muzeum Etnograficzne we Wrocławiu



Pawilon Czterech Kopuł Muzeum Sztuki Współczesnej


16.06, g. 14:00

Najmniejszy ślad. Integracyjne warsztaty z audiodeskrypcją dla osób z niepełnosprawnością wzroku w ramach cyklu „Dotknij Muzeum”, prowadzenie: Kinga Łaska

W trakcie warsztatów inspirowanych wystawą stałą w Pawilonie Czterech Kopuł przyjrzymy się materiałom i działaniom, które łatwo przeoczyć, a które potrafią zmienić sposób patrzenia na przestrzeń i obraz. Zamiast rozbudowanych kompozycji, skupimy się na tym, co oszczędne i precyzyjne.

Warsztaty mają charakter otwarty i są zaproszeniem do spokojnego, uważnego działania, w którym równie ważne jak efekt staje się samo doświadczenie procesu twórczego.

Bilety w cenie 3 zł

Zapisy: edukacja.pawilon@mnwr.pl lub 71 712 71 81

Miejsce: Pawilon Czterech Kopuł


19.06, g. 11:00

Przystanek: Pawilon. Przedpołudniowe warsztaty dla seniorek i seniorów, prowadzenie: Justyna Oleksy

Spotkanie rozpoczyna się od rozgrzewki ciała, rozgrzewamy także wyobraźnię, by – gotowi na artystyczne wyzwania – twórczo zwiedzić wybrane fragmenty wystawy sztuki współczesnej! W czerwcowej, piknikowej aurze podążymy śladem inspiracjami naturą.

Bilety w cenie 15 zł (z Wrocławską Kartą Seniora – 3 zł)

Zapisy: edukacja.pawilon@mnwr.pl lub 71 712 71 81

Miejsce: Pawilon Czterech Kopuł

Wykład po-art, Campbell's Soup Cans by Andy Warhol


20.06, g. 12:00

Puszka z pop-artem. Wykład Adama Pacholaka w ramach cyklu „Kurs historii sztuki. Klasycy nowoczesności”

Pop-art – sztuka powstała z fascynacji kulturą masową, reklamą i światem konsumpcji. Artyści tacy jak Andy Warhol, Roy Lichtenstein czy Richard Hamilton sięgali po obrazy znane z supermarketów, komiksów i telewizji, zacierając granicę między sztuką wysoką a codziennością. Podczas wykładu przyjrzymy się narodzinom pop-artu w Wielkiej Brytanii i USA oraz zastanowimy, dlaczego kolorowe puszki, gwiazdy kina i reklamy stały się jednymi z najważniejszych symboli sztuki XX wieku.

Bilety w cenie 15 zł

Miejsce: Pawilon Czterech Kopuł


20.06, g. 14:00

„David Hockney 25”. Wykład Iwony Gołaj w odniesieniu do wykładu „Puszka z pop-artem”

Będzie to swoisty aneks do wystąpienia w ramach „Kursu historii sztuki…” na temat pop-artu. David Hockney – angielski malarz, rysownik, grafik, fotograf i scenograf (ur. w 1937 roku) – jest jednym z najwybitniejszych przedstawicieli tego kierunku. Tytuł prelekcji odnosi się do nazwy wystawy, która miała miejsce w ubiegłym roku w Paryżu. W spektakularnym budynku Fundacji Louis Vuitton (projekt Franka Gehry’ego) można było zobaczyć ponad 400 prac Davida Hockney’a z 25 ostatnich lat pracy tego artysty. Malarz spędził je głównie w Yorkshire, gdzie na nowo odkrywał krajobrazy zapamiętane z dzieciństwa, a także w Normandii i Londynie. Wystawione były też prace wcześniejsze (najstarsza z 1955 roku). W oparciu o tę imponującą ekspozycję prelegentka spróbuję uchwycić fenomen tego giganta światowej sztuki.

Wstęp wolny

Miejsce: Pawilon Czterech Kopuł

informacja prasowa

wtorek, 27 lutego 2018

Kolekcja Marxa gościnnie we Wrocławiu /relacja z wystawy/

Od 23 sierpnia 2016 roku w Pawilonie Czterech Kopuł będzie można podziwiać wystawę prac z kolekcji Ericha Marxa. Pokazanych zostanie 50 obiektów, wśród których znajdą się dzieła A. Warhola, A. Kiefera, R. Rauschenbergera i innych.

Anselm Kiefer, Drogi światowej mądrości- Bitwa w Lesie Tautoburskim, 1980,
fot. Barbara Lekarczyk-Cisek
”Letnia rezydencja. Kolekcja Marxa gościnnie we Wrocławiu” jest wystawą szczególną nie tylko ze względu na eksponowane prace. Po raz pierwszy możemy zobaczyć dzieła na co dzień wypełniające berliński Hamburger Bahnhof (oddział Nationalgalerie) w przestrzeni nowo otwartego Pawilonu Czterech Kopuł, niejako ”w dialogu” z polską sztuką współczesną. 

Ponadto niektóre z prezentowanych dzieł nigdy nie były eksponowane, pozostając nadal w prywatnej kolekcji jej twórcy – Ericha Marxa. Kolekcjoner rozpoczął swoją działalność w latach 60. ubiegłego wieku, a po nawiązaniu współpracy z Heinerem Bastianem – krytykiem sztuki i marszandem – jego zbiory powiększały się systematycznie i w sposób bardziej przemyślany. Poznał też osobiście artystów, których prace kupował i którzy – jak Warhol – utrwalili także jego wizerunek.

A. Warhol, Portret Eriecha Marxa, 1978, fot. B. Lekarczyk-Cisek

Wybrane przez nas obrazy są również odniesieniem do naszej wspólnej historii – powiedział podczas konferencji prasowej kurator wystawy Eugen Blume, odnosząc się do wyeksponowanej w ostatniej sali instalacji Anselma Kiefera ”Maki i pamięć”, będącej nawiązaniem do wiersza Paula Celana na temat Auschwitz. Odnosimy się tymi dziełami także do trudnej tematyki historycznej – dodał kurator i zakończył żartobliwie, że życzyłby sobie, aby cała Europa funkcjonowała tak dobrze, jak polsko-niemiecka współpraca przy organizacji wystawy.


Anselm Kiefer, Maki i pamięć, detal, fot. B. Lekarczyk-Cisek

Zaprezentowano m.in. prace Andy Warhola, Rainera Fettinga, Anselma Kiefera, Roberta Rauschenberga, a z polskich artystów: Wilhelma Sasnala i Zbigniewa Rogalskiego.

Wystawa potrwa do 22 stycznia 2017 roku. Ekspozycji towarzyszą wykłady i warsztaty rodzinne. 


Rainer Fetting, Van Gogh - Krajobraz, Van Gogh i Mur V, 1978, fot. B. Lekarczyk-Cisek


Andy Warhol, Joseph Beuys oraz Iskrzące się buty, fot. B. Lekarczyk-Cisek



Robert Rauschenberg, Borealis Shares I, 1990, fot. B. Lekarczyk-Cisek


Warhol, Diamond Dust Shoes, Jochen Littkemann

Ross Bleckner, In Memory, 1987, fot. B. Lekarczyk-Cisek

Artykuł ukazał się na portalu Kulturaonline w sierpniu 2016 roku.

Anselm Kiefer, Chrabąszczu, leć! 1974, fot. B. Lekarczyk-Cisek







czwartek, 15 marca 2018

Dali, Warhol - geniusz wszechstronny /wystawa w Muzeum Teatru/

Wystawa prac Salvadora Dali i Andy Warhola zostanie zaprezentowana w Muzeum Teatru im. Henryka Tomaszewskiego od 30 marca do 30 września 2018 roku. Zostaną na niej pokazane starannie wyselekcjonowane, oryginalne prace obydwu artystów, pochodzące z prywatnych kolekcji oraz z fundacji gromadzących ich dorobek. Część́ eksponatów będzie pokazana szerokiej publiczności po raz pierwszy.


Wystawa ukazuje artystów, którzy stylem, rodzajem wizjonerstwa i kunsztem przekroczyli epokę, w której przyszło im żyć. Dwie wybitne indywidualności XX wieku poznajemy jako twórców intensywnie działających w wielu dziedzinach sztuki, poczynając od malarstwa, rzeźby i filmu, a kończąc na projektowaniu przedmiotów oraz logotypów. 

Salvador Dali oraz Andy Warhol starannie kreowali własny wizerunek i rzeczywistość wokół siebie, do perfekcji opanowali umiejętność autopromocji, osiągając to, czego obydwaj pożądali najbardziej – artystyczną sławę i bogactwo. Prowokowali, inspirowali, wywoływali skandale i nieustannie zacierali granice między życiem a sztuką. Ekscentryczni i kontrowersyjni, wzbudzali skrajne emocje - od ciekawości, przez niechęć, po zachwyt. Pozornie twórców dzieliło wiele: pochodzenie język, mentalność, warsztat, a nawet podejście do sztuki. Dwie tak odmiennie i silnie oddziałujące osobowości spotkały się w Nowym Jorku.

Wystawa zadaje pytanie o podobieństwa i różnice dotyczące ich twórczości, konfrontując odwiedzającego z własnymi wyobrażeniami o pieniądzach i sławie.
Ekspozycja, w oderwaniu od chronologii, zaprezentuje ich najważniejsze dokonania zarówno w dziedzinie sztuk plastycznych, filmowych, jak i stylu życia, który również był swoistą kreacją. 

Salvador Dali, Gala Gradiva

Wśród  prezentowanych prac znajdą się prawdziwe rarytasy.  Dorobek Dalego reprezentują m.in.: cztery oryginalne rzeźby w tym słynna „Gala Gradiva”, obraz „Kuszenie św. Antoniego”, serie grafik  z pięknym projektem „Tarot”, fragmenty filmów według jego scenariusza w tym „Bubble by Dali”. 

Salvador Dali, Kuszenie św. Antoniego

Odtworzony zostanie również pokój Dalego ze słynną kanapą w kształcie ust oraz  świątynią zapachów, gdzie zwiedzający będą mogli dosłownie skropić się zapachem perfum z serii Salvador Dali. 

Wśród prac Andy`ego Warhola wyjątkowym obiektem wystawy będzie, pozyskana od prywatnego kolekcjonera unikatowa kolekcja, przedstawiająca efekty współpracy z wytwórniami muzycznymi - oryginalne okładki płyt takich zespołów, jak m.in. Rolling Stones, Velvet Underground, czy Blondie.  Po raz pierwszy w Polsce zaprezentowana zostanie jedyna praca tego artysty, na której odbił on odcisk własnego palca: „Speed Skater“ z 1983 roku. Warhol stworzył ją na wniosek Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego z okazji zimowych Igrzysk Olimpijskich w Sarajewie. Na wystawie znajdzie się̨ również̇ replika wnętrz owianego sławą Silver Factory – legendarnego nowojorskiego atelier Warhola. Pokazowi prac obu artystów towarzyszyć będą również słynne instalacje i projekty komercyjne wraz ze zdjęciami dokumentującymi ich życie oraz proces twórczy.

Wystawa będzie projektem szczególnym również i dla tej przyczyny, że zajmie niemal całą powierzchnię nowopowstałego Muzeum Teatru im. Henryka Tomaszewskiego, ulokowanego w centrum Wrocławia. Wybór miejsca nie jest przypadkowy, to aluzja do tego, że życie Dalego i Warhola było niczym teatr.  Projektowali swoje otoczenie, a nawet stroje, często korzystając przy tym z form scenograficznych czy technik teatralnych. Nieustanne odgrywanie zaplanowanej roli oraz liczne skandale, które wywoływali, sprawiły, że na ich widowni nigdy nie zabrakło publiczności. 

Kuratorka: Aneta Fudali
Współorganizator:  Muzeum Miejskie Wrocławia
Producent:  Digital Open Group
Ambasador wystawy: Piotr Metz
Koncepcja wizualna:  Paczka Kreatywna

Muzeum Teatru im. Henryka Tomaszewskiego
Pałac Królewski – skrzydło południowe
pl. Wolności 7a
50 – 071 Wrocław
muzeum@mmw.pl
tel. 71 347 16 90

Wystawa czynna od wtorku do piątku w godz. 10.00 – 17.00, od soboty do niedzieli w godz. 10.00 do 18.00
Bilety:
Normalny – 40 złotych
Ulgowy – 30 złotych
Grupowy – 18 złotych

Bilety do nabycia na  www.ekobilet.pl  www.groupon.pl  oraz w kasie Muzeum Teatru im. Henryka Tomaszewskiego
kontakt tel./biuro wystawy    biuro@daliwarhol.pl
                                                     rezerwacje@daliwarhol.pl
                                                      + 48 730 840 300

 informacja prasowa

czwartek, 4 maja 2023

„Widzenie ciałem. Kolekcja Galerii Studio” - nowa wystawa w OP ENHEIM /zapowiedź/

Już 12 maja, o godzinie 18:30 Galeria OP ENHEIM zaprasza na otwarcie wystawy pt. „Widzenie ciałem. Kolekcja Galerii Studio”. Zobaczymy prace takich artystów i artystek, jak m.in. Magdalena Abakanowicz, Keith Haring, Barbara Falender, Jan Dobkowski, Teresa Pągowska czy Andy Warhol.

Jest to pierwszy pokaz tej wyjątkowej kolekcji we Wrocławiu. Została założona przez Józefa Szajnę w 1972 roku w Teatrze Studio w Warszawie i stanowi jedną z najistotniejszych w Polsce publicznych kolekcji sztuki po 1945 roku. W jej skład wchodzi ponad tysiąc obiektów wykonanych w różnych mediach, a główny trzon stanowią dzieła polskich twórców modernizmu i neo-awangardy, które dopełnione są przez prace artystów międzynarodowych. Kolekcja nie jest pokazywana na stałe w Warszawie, lecz jest włączana w projekty Galerii Studio.

Ekspozycja pt. „Widzenie ciałem. Kolekcja Galerii Studio” jest konfrontacją artystów i artystek starszego pokolenia, prezentujących postawy autorytetów z uzdolnionymi twórcami i twórczyniami pokoleń młodszych.

Artyści i artystki:

Magdalena Abakanowicz, Alicja Bielawska, Andrzej Bielawski, Bożenna Biskupska, Agata Bogacka, Jan Dobkowski, Barbara Falender, Agnieszka Grodzińska, Keith Haring, Zuzanna Hertzberg, Renata Kamińska, Natalia LL, Ewa Partum, Teresa Pągowska, Krystyna Piotrowska, Krystiana Robb-Narbutt, Erna Rosenstein, Adela Szwaja, Andy Warhol, Jerzy Ryszard „Jurry“ Zieliński, Anna Żuławska

Widzenie ciałem. Kolekcja Galerii Studio | OP ENHEIM

Kuratorki: Natalia Andrzejewska, Dorota Jarecka, Paulina Olszewska

Kiedy: 12.05.2023, godz. 18:30 | otwarcie dla publiczności

Gdzie: Galeria OP ENHEIM, I p. Plac Solny 4

informacja prasowa

niedziela, 14 października 2018

Polski przyjaciel Warhola oraz słynny Igor Mitoraj na jednej wystawie w Polsce

Igor Mitoraj jest pierwszym polskim artystą, który doczeka się własnego muzeum we włoskim Pietrasanta – mekce rzeźbiarzy. Wystawę "Rzeźba i Formy przestrzenne" można oglądać już od 12 października.

Igor Mitoraj, fot. Wikipedia
Kamieniołomy w Pietrasanta odwiedzali najwięksi dawni i nowi mistrzowie, m.in. Michał Anioł. To w Pietrasanta Henry Moore miał swoją pracownię. Własne muzeum jest ukoronowaniem międzynarodowego sukcesu artysty, którego prace już 23 października pojawią się na aukcji w DESA Unicum. Wśród wystawianych dzieł znajdzie się rzadki w twórczości Mitoraja akt kobiecy.

W czerwcu 2020 roku w Pietrasanta w Toskanii zostanie otwarte muzeum zmarłego przed czterema laty Igora Mitoraja. Artysta przeniósł się do Włoch w latach 80. Zrobił nieprawdopodobną międzynarodową karierę, sporo podróżował, ale to Toskania go uwiodła. Odpowiadała mu nie tylko tamtejsza sztuka, lecz także tryb życia. To będzie pierwsze na świecie muzeum poświęcone w całości twórczości Mitoraja. Przedsięwzięcie pochłonie 2 miliony euro. Na wystawie w DESA Unicum znalazło się aż pięć prac artysty, w tym akt kobiecy „Tors”. Na twórczość Mitoraja składają się w dużej mierze akty męskie.

Nie tylko Igor Mitoraj może poszczycić się spektakularną zagraniczną karierą. Na wystawie znajdzie się także praca Jana Dawida II Kuracińskiego, który po studiach przeniósł się do Nowego Jorku, gdzie poznał Andy’ego Warhola. Polski artysta razem ze swoją żoną otworzyli studio, które szybko stało się ważnym punktem spotkań nowojorskiej elity artystycznej. Zdaniem krytyków Kuraciński wyróżniał się na tle innych rzeźbiarzy. Jedna z prezentowanych na wystawie prac – „Dyplomata” pochodzi z cyklu „Manhatańczycy” przedstawiającego impresje na temat osób spotkanych na nowojorskich ulicach.

Dawid Kuraciński i Andy Warhol, fot. prasowa

Przez całą historię polskiej rzeźby przewinął się korowód niezwykle barwnych osobowości. Jedną z nich był Antoni Kurzawa znany ze swojego wybuchowego temperamentu. W 1889 roku odbył się konkurs Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych w Warszawie. Artysta zgłosił do niego kompozycję „Mickiewicz budzący geniusza poezji”. Pewny zwycięstwa Kurzawa, załamał się, gdy jury przyznało mu III miejsce. W styczniu 1890 roku wtargnął na wystawę i roztrzaskał własne dzieło. Po tamtym wydarzeniu artysta mocno podupadł na zdrowiu. W 1897 przyjaciele artysty zorganizowali na jego rzecz wystawę prac, z której dochód został przeznaczony na pomoc choremu psychicznie rzeźbiarzowi. Na sprzedaż poszła m.in. praca Józefa Pankiewicza „Barbarka i kwiaty”. Na obrazie Pankiewicza widnieje popiersie kobiety autorstwa Antoniego Kurzawy. Taka sama, jak prezentowana na płótnie, rzeźba już 23 października pójdzie pod młotek.

Wśród wybitnych osobowości, których prace prezentowane są na wystawie znaleźli się również: Magdalena Abakanowicz, Antoni Rząsa oraz Władysław Hasior. Praca Hasiora „Łysy” pokazywana była wcześniej na głośnej indywidualnej wystawie artysty „Władysław Hasior. Europejski Rauschenberg?”, która odbyła się w 2014 roku w krakowskim MOCAK-u. Łącznie pod młotek pójdą 84 obiekty.

Aukcja Rzeźba i Formy Przestrzenne: 23 października 2018, godz. 19, Dom Aukcyjny DESA Unicum, ul. Piękna 1A, Warszawa

Wystawa obiektów: 12-23 października 2018, godz. 11-19 (poniedziałek-piątek) i godz. 11-16 (sobota), Dom Aukcyjny DESA Unicum, ul. Piękna 1A, Warszawa, wstęp wolny

informacja prasowa

sobota, 20 kwietnia 2024

Jakub Polaczyk: Wszystko jest kompozycją /wywiad/

Rozmawiam z Jakubem Polaczykiem – kompozytorem polskim mieszkającym w Nowym Jorku – o jego "Postbachowskich kawkach", upowszechnianiu polskiej muzyki i kultury, komponowaniu perypatetycznym oraz o ... wpływie "Imagine" Johna Lennona na jego życie.

Jakub Polaczyk, fot. z archiwum artysty

Barbara Lekarczyk-Cisek: Połączyła nas „Kawa z Bachem”, czyli moja zapowiedź koncertu w Narodowym Forum Muzyki i Pańska audycja „Postbachowskie kawki” w Polskim Radio Chicago/NY. Zacznijmy więc naszą rozmowę od Bacha, jak zalecał Zbigniew Wodecki. Cóż to za audycja, dla jakiego słuchacza i od kiedy ją Pan prowadzi?

Jakub Polaczyk: Ta audycja powstała w czasach pandemii, kiedy wiele osób słuchało koncertów online, radia, You Tube. A ponieważ często prowadziłem w Nowym Jorku koncerty, zapraszałem artystów, dawałem też wykłady z historii muzyki w konserwatorium, to poproszono mnie o zrobienie audycji w Polskim Radio Chicago w Nowym Jorku. Poszukując odpowiedniej formy, doszedłem do wniosku, że skoro audycje mają być emitowane po południu, w czasie kiedy ludzie piją kawę, to nawiążę do jednej z moich ulubionych kantat J. S. Bacha – „Kantaty o kawie”. Pierwsza audycja opowiadała o tym utworze, ale kolejne poświęcone były różnym tematom, m. in. Konkursom Chopinowskim, Konkursowi Wieniawskiego, informowałem także o wydarzeniach muzycznych w Polsce i Stanach Zjednoczonych. Tytuł „Postbachowskie kawki” jednak pozostał, audycje rozpoczyna lub kończy „Kantata o kawie”. Prezentuję w tej audycji różne rodzaje muzyki: od baroku, poprzez klasycyzm, romantyzm, na muzyce współczesnej kończąc. Czasami są to rozmowy z muzykami, zwłaszcza polskimi, mieszkającymi w Stanach. Gościłem m. in. Mikołaja Góreckiego – syna kompozytora Henryka Mikołaja, mieszkającego obecnie w Teksasie. Pragnę w ten sposób zainteresować ludzi muzyką. Program się podoba, ma już stałe grono słuchaczy i prowadzę go już kilka lat.

Dzięki takim ludziom jak Pan, w Nowym Jorku rozwija się polska kultura! Wiadomo mi, że jest Pan także dyrektorem Międzynarodowego Festiwalu Chopin i Przyjaciele, który w tym roku odbędzie się już po raz XXVI.

Założycielem festiwalu, który jest organizowany jest od 1999 roku przez New York Dance & Arts Innovations, jest polski choreograf Marian Żak, który współpracował m. in. z Wojciechem Kilarem przy realizacji baletowej wersji poematu wokalno-symfonicznego „Exodus”. Mieliśmy podobne spojrzenie na ideę tego festiwalu. Chodziło nam o to, aby muzyka nie była prezentowana tylko Polakom, lecz by w festiwalu uczestniczyli także muzycy innych narodowości – w ten sposób rodzi się kulturowy dialog. Od pięciu lat jestem dyrektorem artystycznym tego festiwalu. W ubiegłym roku świętowaliśmy jubileusz XXV-lecia i obok muzyki elektronicznej prezentowaliśmy także muzykę Azji. Odbył się ponadto konkurs pod hasłem „Galaktyki" poświęcony pamięci Mikołaja Kopernika, a wcześniej uczciliśmy rocznicę wspomnianego Wojciecha Kilara. Konkursy poświęconej wybitnym postaciom polskiej kultury odbywały się w Polskim Konsulacie w Nowym Jorku, gdzie mieści się wspaniała sala koncertowa. 

Zazwyczaj kompozytorzy z całego świata nadsyłają swoje utwory, które są podczas festiwalu wykonywane. Oczywiście, istotne są polskie akcenty, występuje też wielu polskich artystów. Staramy się, stosownie do naszych możliwości, upowszechniać polską kulturę w Stanach Zjednoczonych, bo ciągle jest zbyt mało znana. W tym tyglu kulturowym nie jest to jednak łatwe. Oprócz muzyki prezentujemy też podczas trwania festiwalu wystawy i poezję. W Roku Norwida wykonaliśmy ze Stanem Borysem „Fortepian Chopina”, ale uczciliśmy też amerykańskiego artystę Johna Cage’a i francuskiego kompozytora Oliviera Messiaena.

Jakub Polaczyk (pierwszy z lewej) podczas Międzynarodowego Festiwalu Chopin i Przyjaciele,
fot. z archiwum artysty

Z wykształcenia i zamiłowania jest Pan kompozytorem. Podobno w wyborze profesji pomógł Panu … John Lennon?

Będąc chłopcem, usłyszałem w telewizji jego „Imagine”. Kiedy człowiek jest dzieckiem, nie zdaje sobie sprawy, jak twórcza jest wyobraźnia, a ten piękny utwór Johna Lennona wiele o tym opowiadał. Zafascynował mnie i dzięki temu zacząłem się interesować muzyką. Później odkrywałem także, że Lennon zajmował się również sztuką – był częstym bywalcem galerii, gdyż Yoko Ono należała do środowiska amerykańskich konceptualistów, w której znalazł się m.in. Andy Warhol. Ważna, także w muzyce, jest otwartość na sztukę i umiejętność poruszania pewnych strun w człowieku. Takim artystą – pierwszym, którego poznałem  – był Lennon.

A jakim Pan jest kompozytorem? W jaki sposób Pan pracuje? Witold Lutosławski miał swoje rytuały i uważał, że bez kontaktu z dźwiękiem, który stymuluje wyobraźnię, nic by nie powstało. Pan z kolei jest podobno kompozytorem – perypatetykiem – jak to możliwe?

Lutosławski był człowiekiem bardzo uporządkowanym i do tworzenia potrzebował ciszy. Ja niekoniecznie. W moim przypadku muzyka jest mocno związana z życiem. Wykonuję różne czynności, a jednocześnie przebiega we mnie proces twórczy. Na tym etapie działa wyobraźnia, która potrzebuje różnych impulsów, zastanawiam się nad formą, dźwiękiem, kolorem… Komponując chodzę, bo muzyka jest dla mnie ruchem. Jestem w stanie tworzyć w różnych warunkach – potrafię się wyłączyć i „słyszę” muzykę. Sam zapis kompozycji jest już sprawą finalną. Oczywiście, zdarza mi się też komponować przy fortepianie, co daje możliwość improwizacji, która też jest ruchem. Muzyka może być na papierze, w głowie i w palcach. Komponując, „widzę” muzykę przestrzennie.

Lutosławski, skoro już jesteśmy przy tym porównaniu, odkrył swoje powołanie mając dziewięć lat. Skomponował wówczas Preludium na fortepian. A jak to było z Panem?

Kiedy byłem młody, nie wiedziałem o istnieniu muzyki współczesnej i nie znałem systemu notacji. Będąc dzieckiem, lubiłem grać i miałem, by tak rzec, muzyczną wyobraźnię, ale wtedy nie myślałem o tym, aby to zapisywać. Pierwszy utwór skomponowałem mając osiemnaście lat. Wziąłem udział w konkursie kompozytorskim w Nowym Sączu. I tak to się zaczęło. Zrozumiałem wtedy, że komponowanie pozwala mi najlepiej wyrażać siebie. Przy tym nie komponuję regularnie. Czasami poświęcam komponowaniu 6-7 godzin, a niekiedy mam długie przerwy w zapisywaniu nut. Tworzę jednak bez przerwy – żyję muzyką. 

Miałam przed laty wywiad z prof. Konradem Jarodzkim, który – zapytany o źródła inspiracji – powiedział nieco żartobliwie: „Maluję, więc jestem”, dając w ten sposób do zrozumienia, że malarstwo nadaje jego życiu sens. Malowanie było dla niego, podobnie jak dla Pana, próbą opowiedzenia czegoś o sobie i o świecie, którą trzeba codziennie podejmować, bo jest to praca – nad sobą, nad formą… Czy takie podejście do sztuki (muzyki) jest Panu bliskie?

Tak, mógłbym sparafrazować Konrada Jarodzkiego i powiedzieć: „Komponuję, więc jestem”. Podobnie jak on, poprzez muzykę, jej zgłębianie, rozwijam się. Kompozycja rodzi wiele pytań, na które człowiek szuka odpowiedzi. Co więcej, wydaje mi się, że każdy dzień jest kompozycją – wszystko jest kompozycją, jeśli potraktować to pojęcie szerzej, nie tylko w odniesieniu do muzyki. 

Tak, ale nie każdy potrafi ładnie komponować swoje życie (śmiech). A Pan skomponował swoje nietypowo. Dość wcześnie zanurzył się Pan w wielkim tyglu kulturowym, zamieniając Nowy Sącz, gdzie się wychował, na Nowy Jork. Nawet jeśli po drodze były studia w Krakowie, to jednak imponujący skok. Jak to wpłynęło na Pana sposób myślenia o świecie i na twórczość?

Sama muzyka kształci mnie i zmienia, a także otwiera na inne kultury. Już w moim utworze dyplomowym – symfonii – wykorzystałem wpływy różnych kultur. Myślę, że Stany Zjednoczone były dla mnie naturalnym wyborem, choć w głębi serca nadal czuję się Polakiem. Niedaleko stąd jest dom Antonína Dvořáka, który będąc tutaj kolekcjonował muzykę rdzennych Amerykanów, co miało również przełożenie na jego kompozycje. Także i nasi kompozytorzy inspirowali się innymi kulturami, np. Karol Szymanowski, który sięgał po muzykę perską. Podobnie jest ze mną: zachowuję swoją słowiańskość, ale interesuje mnie też muzyka Indian. Rdzenni Amerykanie mają swoje festiwale, muzea, dzięki czemu mogę ich kulturę poznawać bliżej. Nie mam do niej podejścia naukowego, chodzi raczej o inspirację tym rzadkim zjawiskiem, nieobecnym w kulturze europejskiej. Moje kompozycje powstałe pod jej wpływem są rodzajem dialogu z tą sztuką.

Czy bywa Pan w Polsce, jak często i czy te Pańskie powroty przekładają się na Pańskie życie i twórczość – czy również są inspirujące?

W związku z tym pytaniem nasunęła mi się pewna refleksja. Otóż powstaje obecnie praca o mojej muzyce na University of Kentucky. Dotyczy moich polskich utworów, inspirowanych polskim krajobrazem, poezją, muzyką… Kiedy przyjeżdżam do Polski, to zawsze jestem pytany o swoje amerykańskie kompozycje. A tymczasem moja twórczość jest rozpięta na tych dwóch biegunach. Dzięki temu nic nie jest takie jednorodne, wszystko może się wydarzyć, na wszystko możemy być otwarci.

Do Polski przyjeżdżam przynajmniej raz w roku, a poza tym uważnie śledzę, co się w Polsce dzieje, często słucham Programu 2 Polskiego Radia, dzięki czemu orientuje się, co się dzieje w sztuce, muzyce, kulturze. Czuję się polskim kompozytorem, bo polska kultura mnie ukształtowała i to w Polsce zdobyłem wykształcenie. Tęsknię za Polską, ale Stany bardzo lubię – dają mi większą wolność. Miałem takie pragnienie, aby zwiedzić wraz z żoną, która urodziła się w Chinach, całą Polskę może także Chiny. Udało mi się je dotychczas tylko częściowo spełnić. 

Dziękuję za rozmowę i życzę, aby Pańska historia nadal się równie pięknie rozwijała.

.....................................................................................................................................................

Jakub Polaczyk (ur.1983 Kraków) polsko-amerykański kompozytor, pianista i pedagog. Stypendysta “Młodej Polski” Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego (2013), Stypendium Twórczego Miasta Krakowa (2010). Absolwent Krakowskiej Akademii Muzycznej im. K . Pendereckiego (kompozycja),  Uniwersytetu Jagiellońskiego (Muzykologia) i Carnegie Mellon University w Stanach Zjednoczonych. Studiował u: Marcela Chyrzyńskiego, Marka Chołoniewskiego, Krzysztofa Pendereckiego, Reza Vali i Jan van Landeghema. 

Kompozytor mieszka obecnie w Nowym Jorku i jest propagatorem muzyki współczesnej. Jako dyrektor Międzynarodowego Festiwalu Chopin i Przyjaciele prowadzi konkurs kompozytorski “New Vision”. 24. Międzynarodowy Festiwal Chopin i Przyjaciele organizowany przez NYDAI, którego jest dyrektorem artystycznym, otrzymał Grand Prix Statuetkę Muzyczne Orly za wybitne osiągnięcie w dziedzinie wydarzenia międzynarodowego w 2022 roku.  

Jakub Polaczyk upowszechnia także kulturę muzyczną, prezentując na antenie Polskiego Radia Chicago/Nowy Jork muzykę współczesną i klasyczną w autorskim programie “Postbachowskie Kawki”. 

Jest także wykładowcą w New York Conservatory of Music, gdzie prowadzi zajęcia z kompozycji, teorii muzyki i gry na fortepianie. 

Od 2022 roku jest tez dyrektorem Centrum Społecznościowego Jana Pawła 2 na East Village na Manhattanie. 

Kompozytor na na swoim koncie wiele czołowych nagród i wyróżnień, m.in. Best Instrumental Album Magazynu Clouzine (2024), główne nagrody w dziedzinie kompozycji na Międzynarodowym Konkursie Antonia Vivaldiego (2024), Konkursie Saint Saënsa (2023), Konkursie im. H. Berlioza (2023), Amadeus w Wiedniu - III nagroda (2023), Złoty Dyplom na Muzycznych Orłach w Filharmonii A. Rubinsteina w Łodzi (2023), Srebrny Medal na Global Music Awards (2023). Ponadto zwyciężył w: Composers Guild of New Jersey (2022), American Prize in Composition (2020), Konkursie Kompozytorskim SIMC na Klawesyn w Mediolanie (2019), Iron Composer First Prize w Cleveland, Ohio (2013), na konkursie im. T Bairda ZKP (2013), na Orion Orchestral Composition Competition w Londynie (2010). Utwory jego były wykonywanie na całym świecie i miały premiery w Carnegie Hall, Lincoln Center, Kaufman Center. 

W 2023 roku kompozytor otrzymał z rąk Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego brązowy medal “Gloria Artis”.

Źródło: https://jakub.polaczyk.com.


środa, 13 lipca 2022

Sztuka nowoczesna z kolekcji Książąt Lubomirskich - wystawa w Pawilonie Józefa Czapskiego

Muzeum Narodowe w Krakowie zorganizowało wiele ciekawych wystaw prezentujących obiekty pochodzące z prywatnych kolekcji. Możliwość zapoznania się z pracami, których na co dzień nie można oglądać, powraca dzięki prezentacji dzieł sztuki awangardowej ze zbiorów Jana Lubomirskiego-Lanckorońskiego. Możemy podziwiać na niej dzieła m. in. Salvadora Dalí, Joana Miró, Pablo Picasso czy Le Corbusier. Dzieła znakomicie dokumentują niemal wszystkie ważne zjawiska artystyczne pojawiające się w sztuce XX wieku.

Steve Kaufman, Marylin Monroe, MN Kraków

W gościnnych progach Pawilonu Józefa Czapskiego można oglądać znakomite prace wybitnych przedstawicieli światowej awangardy, zaczynając od klasyków, takich jak Salvador Dalí, Joan Miró, Pablo Picasso czy Le Corbusier, poprzez przedstawicieli powojennego ugrupowania CoBrA, którymi byli m.in. Pierre Alechinsky, Karel Appel czy Corneille, a skończywszy na artystach związanych z amerykańskim pop-artem i europejskim street artem,  do których należeli Andy Warhol, Roy Lichtenstein oraz Blek le Rat i Banksy – by wymienić najbardziej rozpoznawanych twórców. Warto pamiętać, że Józef Czapski, znamienity patron tej przestrzeni, przez całe swe twórcze i aktywne życie był artystą niezwykle otwartym na wszelkie nowości w sztuce. Doceniał poszukiwania twórców awangardowych i ich autorską wizję świata.

Tę artystyczną różnorodność łączy nie tylko fakt, że wszystkie wystawione prace powstały po II wojnie światowej i reprezentują dokonania czołowych twórców awangardowych, ale też technika dzieł, którą zazwyczaj jest różna forma grafiki (linoryt, serigrafia), a także papierowe podłoże. Co najistotniejsze, wybrane dzieła znakomicie dokumentują niemal wszystkie ważne zjawiska artystyczne pojawiające się w sztuce XX wieku.

kuratorka wystawy: Anna Budzałek

koordynatorka: Ewa Kalita-Garstka

aranżacja: Magdalena Bujak


środa, 25 marca 2020

Wyjątkowe zdjęcie Audrey Hepburn autorstwa Douglasa Kirklanda oraz portrety największych ikon popkultury

Największa ikona stylu lat 60., zaliczana do grona najbardziej cenionych aktorek późniejszego okresu „Złotej Ery Hollywood”. Mowa o Audrey Hepburn. Jej wyjątkowy portret autorstwa jednego z najsłynniejszych na świecie fotografów gwiazd, Douglasa Kirklanda, pojawi się już 2 kwietnia na aukcji „Fotografia Kolekcjonerska: Sławy, Gwiazdy, Osobowości ” w DESA Unicum. 


Audrey Hepburn, fot. Douglas Kirlkand

Wylicytować na niej można będzie również najciekawsze zdjęcia przedstawiające takie postaci popkultury jak Kate Moss, Marilyn Monroe czy Andy Warhol. Na drugiej odsłonie aukcji poświęconej klasyce i awangardzie pojawią się z kolei fotografie autorstwa Nan Goldin, Teresy Tyszkiewicz, Tadeusza Rolke czy Ewy Partum.

Audrey Hepburn miała prawie 40 lat w momencie gdy poznała Douglasa Kirklanda. Kanadyjski fotograf, znany był głównie za sprawą słynnej sesji zdjęciowej Marilyn Monroe w łóżku, opublikowanej w magazynie „Life”. Na zdjęciu widzimy Audrey ubraną w stylu lat 60. i tajemniczo spoglądającą na fotografa. Przed obiektywem Kirklanda pozowały największe gwiazdy Hollywood, między innymi Elizabeth Taylor, Marlene Dietrich czy Coco Chanel. Pracował on na planach ponad stu filmów i przeszedł do historii jako jeden z najsłynniejszych fotografów gwiazd.

Podczas aukcji „Fotografia Kolekcjonerska: Sławy, Gwiazdy, Osobowości” wylicytować można będzie również jego unikatowy portret Brigitte Bardot i czarno-białą fotografię Naomi Campbell. Na aukcji pojawi się łącznie ponad 60 zdjęć przedstawiających ikony popkultury. Wśród nich znalazł się m.in. słynny czarno-biały portret młodej Kate Moss autorstwa Petera Lindbergha czy Karla Lagerfelda podczas jednego z pokazów uchwyconego przez Guya Marineau. Zaprezentowane zostaną również fotografie Claudii Schiffer czy Catherine Deneuve.

Brigitte Bardot, fot. Douglas Kirlkand

Z kolei druga część aukcji poświęcona będzie klasyce i awangardzie artystycznej. Jedna z prezentowanych na niej prac to flagowe dzieło Nan Goldin. Pochodzi ona z najsłynniejszego cyklu stworzonego przez artystkę w latach 1979-86. Zdjęcie „Brian & Nan” przedstawia Goldin leżącą na łóżku i patrzącą na swojego palącego papierosa partnera. Fotografia ta znajduje się na okładce albumu zawierającego jej prace z serii  „The Ballad of Sexual Dependency”.  Złożyło się na nią około 700 prac, przedstawiających przyjaciół i rodzinę artystki, pokazywanych w codziennych, często intymnych sytuacjach. Twórczość Nan Goldin to dużej mierze opowieść o relacjach międzyludzkich, miłości, ale też o nadużyciach. Na odwrocie prezentowanej fotografii znajduje się własnoręczna dedykacja artystyki.

Fot. Nan Goldin

Wyjątkową pracą jest również autoportret zmarłej niedawno artystki Teresy Tyszkiewicz, który powstał przy użyciu papieru i szpilek. To właśnie szpilki były znakiem rozpoznawczym artystki. Tyszkiewicz zaczęła używać ich pod koniec lat 70. Komponowała z nich obrazy, reliefy i rzeźby.
Metalowa szpilka była jednocześnie doświadczeniem i metaforą bólu. Na prezentowanym zdjęciu artystka zasłania twarz maską. Jej biały kolor i faktura przypominają opatrunek pooperacyjny. Z „oszpilkowanej twarzy” przemawiają prawdziwe, silne emocje.

Fot. Teresa Tyszkiewicz

Z kolei po raz pierwszy na aukcji pojawi się praca Thomasa Ruffa, uznawanego za jednego z najważniejszych współczesnych fotografów. Znany jest między innymi dzięki powiększonym do gigantycznych rozmiarów widokom nieba w nocy, opracowywanym na podstawie zdjęć NASA oraz czarno-białym przedstawieniom architektury. Inne spektrum zainteresowań artysty objawiło się w serii aktów, które Ruff tworzy od 2003 roku. Właśnie do niej należy prezentowana fotografia „Nude NK 12”, przedstawiająca kobiecą rozmytą sylwetkę uchwyconą w ruchu.

Nude NK 12, fot. Thomas Ruff

Na aukcji licytować można będzie za pośrednictwem strony internetowej, przez aplikację, telefonicznie oraz przez zlecenie stałe. Wszystkie obiekty można również obejrzeć na stronie internetowej, a aukcję 2 kwietnia  za pośrednictwem aplikacji i w mediach społecznościowych.

Aukcja Fotografia Kolekcjonerska: Klasyka i Awangarda Artystyczna: 2 kwietnia 2020, godz. 19.00, Dom Aukcyjny DESA Unicum, ul. Piękna 1A, Warszawa

informacja prasowa

sobota, 8 sierpnia 2020

Lech Majewski: Inspiracją jest zawsze obraz /wywiad/

Z wybitnym wizjonerem kina rozmawiam o fenomenie Wenecji, spotkaniu z Antonionim, wizycie na planie filmu Bergmana i malarskich fascynacjach.  

Lech Majewski, fot. ze strony internetowej artysty
Barbara Lekarczyk-Cisek: Jest Pan artystą obdarzonym wieloma talentami: pisarskim, poetyckim, malarskim, muzycznym, tworzy też autorskie kino. Ale w młodości zapowiadał się Pan przede wszystkim jako artysta malarz. Podobno, mając bodaj czternaście lat, zorganizował Pan pierwszą wystawę, wybierał się na studia na ASP… Skąd więc nagle kino?

Lech Majewski: Aby to wyjaśnić, muszę sięgnąć wstecz, do czasów, kiedy jeździłem na wakacje do Wenecji. Często wyjeżdżałem tam jako nastolatek, we Włoszech mieszkał bowiem mój wujek, który był profesorem konserwatorium muzycznego. Właściwie mieszkał w Mediolanie i był krytykiem muzycznym „Corriere Della Sera”, specjalizującym się w recenzjach koncertów La Scali, a przez cztery dni uczył historii kompozycji w weneckim konserwatorium. W lecie jego mieszkanie akademickie było wolne, więc zaproponował nam, że możemy z niego korzystać. Tym sposobem spędzałem całe wakacje w Wenecji, w której do dziś pomieszkuję i która stała się najbliższym mi miastem, obok Katowic. W Katowicach narodziłem się fizycznie, a w Wenecji duchowo i … filmowo.

To miasto  jest soczewką wszystkiego, co się dzieje w sztuce. Na Biennale w Wenecji poznałem takich twórców współczesnej sztuki, jak Roy Lichtenstein, Andy Warhol czy Giorgio de Chirico. To były czasy, kiedy artyści nie byli tak niedostępni jak dzisiaj.

Oprócz tego obcowałem ze sztuką dawną i byłem zakochany w małym obrazie Giorgione`a, zatytułowanym ”Burza” – bardzo tajemniczym, którego głębia kolorów i aura tajemniczości sprawiały, że spędzałem przy nim całe godziny. W owym czasie malowałem i wybierałem się na Akademię Sztuk Pięknych. Otóż w pewnym momencie tam, w Wenecji, uświadomiłem sobie, że tajemniczą atmosferę z obrazu Giorgione`a niedawno widziałem w kinie, w scenie parku z ”Powiększenia” Antonioniego. Jest w niej brzemienna cisza. Zdałem sobie wówczas sprawę, że gdyby Giorgione żył w naszych czasach, to z pewnością robiłby filmy. Tak więc zdecydowałem się zdawać do szkoły filmowej pod wpływem ”Burzy”, nie wiedząc wiele o filmie. I chociaż nie spełniałem wymogu formalnego (nie miałem ukończonych wyższych studiów), zostałem przyjęty. Wcześniej byłem na konsultacji u Henryka Kluby, któremu pokazałem swoje obrazy, rysunki, fotografie i wiersze. I to on zachęcił mnie do zdawania, dając nadzieję, że dostanę się na studia, jeśli zdam egzamin. Powiedział, że będę eksperymentem i tak się stało. Byłem najmłodszy na roku, o siedem lat młodszy od drugiego najmłodszego studenta.

Podobno Antonioni jeszcze raz się Panu przysłużył, kiedy pojawił się osobiście w łódzkiej Filmówce…

Antonioni nie miał w planach wizyty w szkole filmowej – miał być w "Kwancie”- legendarnym klubie filmowym, którego szef, Andrzej Słowicki, zaprosił mnie na to spotkanie. Ponieważ jednak następnego dnia rozpoczynałem realizację etiudy pod auspicjami Jerzego W. Hasa, który był niesłychanie wymagający, toteż zrezygnowałem z wyjazdu do Warszawy. Nie znałem wtedy dobrze języka filmowego, a musiałem stworzyć precyzyjny scenopis, którego uczyłem się na pamięć. I tak nie spałem całą noc, bo miałem wyrzuty sumienia, że nie pojechałem na spotkanie z Antonionim, a poza tym przeżywałem mający nastąpić nazajutrz mój pierwszy plan filmowy. Tymczasem w poniedziałek rano w szkole pojawił się niezapowiedziany Antonioni. Dosłownie wyrwałem się z planu, bo mój kierownik produkcji nie chciał mnie wypuścić na to spotkanie. Byłem jednak zdeterminowany. Kiedy się pojawiłem w szkolnej sali kinowej, wszyscy siedzieli w nabożnej ciszy, bo nikt nie ośmielił się zadać pytania. W końcu ktoś zapytał, nawiązując do ”8 i pół” Felliniego, kiedy reżyser zrobi swoje "9”? Na co Antonioni odpowiedział, że już zrobił – ”Zawód reporter”, z którym właśnie przyjechał do Polski na Konfrontacje. W końcu odważyłem się i zadałem praktyczne pytanie o to, czy kiedy idzie na plan, to też się uczy na pamięć scenopisu. Odpowiedział, że przeciwnie – stara się zapomnieć. Zdenerwowała mnie wówczas jego odpowiedź. Pomyślałem,  że otrzymałem w odpowiedzi zgrabny bon mot, więc mu powiedziałem, żeby sobie ze mnie nie kpił, bo to dla mnie rzecz niezmiernie ważna. Na co uśmiechnął się i odparł, że mnie bynajmniej nie zbył, bo kiedy idzie na plan, to naprawdę nie chce pamiętać, co ma kręcić, tylko patrzy, jak  wygląda świat: jaka jest pogoda, jakie światło, jak się układają włosy jego aktorki… I z tego próbuje zbudować scenę. A jeśli mu to nie wychodzi, wzywa asystenta, żeby mu przypomniał, co mają dzisiaj kręcić.

Poszedłem potem do atelier, na swój plan filmowy – zdruzgotany tym, jak tandetnie wygląda otaczająca mnie rzeczywistość. Wszystko było stare, brzydkie, szwenk w kamerze był luźny, więc operator użył miotły, aby go ustabilizować… W akwarium pływały zdechłe ryby… A tu nagle otworzyły się drzwi, wszedł rektor, Maria Kornatowska, Antonioni i jeszcze ktoś z włoskiej ambasady, otoczeni wianuszkiem kamer. Zachęcono mnie, abym podszedł i wtedy Antonioni uścisnął mi rękę, życząc powodzenia. To jest niesamowite, że w życiu takie rzeczy się zdarzają!

Po latach, kiedy Antonioni umarł, napisałem do ”Rzeczpospolitej” jego nekrolog. A kiedy niedawno byłem we Włoszech, spotkał mnie niesłychany zaszczyt, ponieważ zostałem jurorem festiwalu włoskich filmów dokumentalnych i krótkometrażowych. W związku z tym festiwalem przygotowano galerię portretów włoskich twórców, którzy byli przewodniczącymi jury. Byłem jedynym nie-Włochem i mój portret powieszono obok… Antonioniego. Moment metafizyczny… Potem miałem wykłady na Akademii Sztuk Pięknych w Rzymie (wł. Accademia Nazionale di San Luca), otrzymałem pięknie wydany album, zawierający znakomite, bardzo wnikliwe analizy wszystkich filmów Antonioniego.

Wróćmy jednak do szkoły filmowej. Kto, poza Wojciechem Hasem, wywarł na Pana wpływ?

Największy wpływ miał na mnie Has i Królikiewicz. Wykłady Grzegorza Królikiewicza nie dadzą się porównać z niczym. Ten show, który urządzał i jak nas prowokował do myślenia… Do młodych durniów, którymi wówczas byliśmy, przemawiał bardzo skutecznie. Jego zajęcia przypominały amerykańskie filmy sądowe – tak to prowadził. Był zarazem oskarżycielem (naszej bezmyślności), jak też adwokatem filmów. Robił to pięknie! Jego analityczny umysł był niezrównany. Jego wykłady były dla nas wielkim przeżyciem. Z kolei Has był introwertykiem. Przypalał ”Marlboro”, popiół spadał na jego nylonowy golf, w którym wypalał dziury… Cedził słowa, ale w jego podejściu do kina był wielki świat. Ważną dla mnie osobą była także Maria Kornatowska, również bardzo ludzka, prywatna, a jednocześnie światowa. Ponadto Henryk Kuźniak, który był wyjątkowo dobrym pedagogiem wykładając muzykę filmową.

Podobno był Pan także na planie filmowym u Ingmara Bergmana…

Wygrałem wówczas konkurs na scenariusz i pierwszą nagrodą było (w ramach wymiany między szkołami filmowymi) uczestnictwo w planie filmowym ”Twarzą w twarz”.

Jakie wrażenie sprawiał Bergman podczas pracy nad filmem?

Kiedy rok wcześniej byłem na planie polskiego filmu pewnego znanego reżysera, co i rusz słyszałem, że kręcimy arcydzieło, mimo że był to absolutny gniot. Interesowało mnie więc, co wobec tego mówi na planie twórca prawdziwych arcydzieł. Byłem też dobrze przygotowany ”z Bergmana”.  Pojechałem więc do Szwecji i nazajutrz po przyjeździe poszedłem na plan. Wszyscy już od rana dziarsko się uwijali, co wprawiło mnie w zdumienie po uprzednich doświadczeniach, ale przede wszystkim szukałem Bergmana. Sądziłem, że pewno pojawi się na planie jak jakiś cesarz. W końcu zapytałem asystenta producenta. Ten wskazał mi palcem jakiegoś mężczyznę, który klęczał w przepoconej koszuli i przesuwał kabel… Dopiero wtedy rozpoznałem Bergmana.

Miał taki system, że kiedy rozmawiał z aktorami, to zawsze ustawiał się w pozycji niższej niż oni. Poza tym męczył się nad ujęciami jak jakiś, nie przymierzając, debiutant. To była fizyczna walka człowieka z przestrzenią i ze swoim własnym wnętrzem. Mimo że był protestantem, człowiekiem niezwykle precyzyjnym, to jednak dopuszczał do siebie nieznane.

Rozmawiałem z nim potem kilka razy, zawsze bardzo krótko, bo nie był wylewnym człowiekiem.Mówił mi, że w kinie nic nie wiadomo na pewno. Za każdym razem jest tak, jakby się zaczynało od nowa. Przy tego typu podejściu – rzeczywiście tak jest. Gdy obserwuję młodych reżyserów, to są pełni buty. Bergman zaś był obrazem pokory.

Czy Pański debiut – ”Rycerz” nie jest czasem z ducha Bergmana, z jego ”Siódmej pieczęci”?

Pewnie jest. Ale także z Tarkowskiego… Te filmy mnie fascynowały!

Jak to właściwie jest z tymi inspiracjami? Czy na początku jest w Pański wypadku obraz, np. malarstwo Ucella, jak to było w przypadku ”Rycerza”? Czy może impulsy płyną z innych źródeł?

Dzięki Włochom zrozumiałem, że nie można ograniczać się do jednego środka wyrazu. Różne tematy domagają się innej ekspresji. Żyjemy w czasach, w których jest się synonimem albo anonimem. Innymi słowy, albo kogoś się z czymś utożsamia, np. z kinem, tenisem, albo się nie istnieje. Dzisiejszy świat jest tak pogubiony, że żąda od człowieka jednoznacznych rozwiązań. Jeśli coś jest bardziej skomplikowane, zaczyna być podejrzane. Przykładem takiego człowieka, który zajmował się wieloma dziedzinami, jest Leonardo da Vinci. Ale wybacza mu się to ze względu na ”Monę Lisę”. Nikt nie traktuje poważnie całej reszty.

W moim wypadku inspiracją jest zawsze obraz. To swego rodzaju wizja. Niektóre moje wizje obradzają jak drzewo, a inne nie. Te, które emitują kolejne obrazy, stają się centralnym punktem, rodzajem osi. Z tego rodzi się potem albo teatr, albo opera, albo film, seria video artów, rzeźba… Np. scenę orki w hipermarkecie w ”Onirica” ujrzałem wewnętrznym okiem, robiąc zakupy  w takim miejscu.

Czy w przypadku ”Angelusa” punktem wyjścia było malarstwo Ociepki? 


Zaczęło się od tego, że przeczytałem w ”NaGłosie” artykuł Seweryna A. Wisłockiego, który opisał fenomen Grupy Janowskiej. W owym czasie interesowałem się kultem proroka Eliasza Klimowicza, który założył Wierszalin, gdzie chciał zbudować raj na ziemi. O ruchu tym pisał w latach 70. prof. Włodzimierz Pawluczuk. Chciałem nawet zrobić adaptację tekstu T. Słobodzianka, ale nic z tego nie wyszło. W tym samym czasie mój św. pamięci przyjaciel Irek Siwiński zwrócił moją uwagę na historię Grupy Janowskiej, sięgającą lat 30. XX wieku. Była to założona przez Teofila Ociepkę gmina okultystyczna, której jedną z form ekspresji było malarstwo. Przeczytanie artykułu Wisłockiego natychmiast zaczęło skutkować wizjami i obrazami. Pojechałem do domu, w którym mieszkał pociotek Teofila Ociepki, który zaprowadził mnie na strych i dał harfę po malarzu.

Po ”Rycerzu” wyjechał Pan za granicę i robił tam filmy bliższe mainstreamowi, np. ”Ewangelię według Harry`ego”.  Mimo że w Ameryce doceniono Pańską twórczość i miał Pan tam znakomite warunki, postanowił jednak wrócić. Co Pana do tego skłoniło?

Mnie dopieszczają i doceniają wszędzie, z wyjątkiem Polski i to mi się najbardziej podoba (śmiech). To mnie trzyma w formie.

Dziękuję za rozmowę. 


Wywiad ukazał się pierwotnie na Kulturaonline.pl 15 września 2015 r.


Link do recenzji filmu "Onirica"


Link do recenzji filmu "Młyn i krzyż"







Dedykacja Lecha Majewskiego w książce "Asa Misi Masa. Magia w 81/2 Felliniego"
Wyd. Videograf, Katowice, 1994

poniedziałek, 22 czerwca 2026

Pawilon Czterech Kopuł Sztuki Współczesnej świętuje jubileusz 10-lecia istnienia

 Ponad 650 tysięcy zwiedzających, 39 zorganizowanych wystaw czasowych, blisko 30 tysięcy wydarzeń i 2064 pozyskanych do zbiorów dzieł sztuki, a także własny teatr – tak w skrócie można podsumować 10-lecie działalności Pawilonu Czterech Kopuł Muzeum Sztuki Współczesnej, najmłodszego oddziału Muzeum Narodowego we Wrocławiu. Instytucja przygotowała m.in. wielkie przekrojowe wystawy twórczości Magdaleny Abakanowicz, Ewy Kuryluk, Henry’ego Moore’a i Marii Pinińskiej-Bereś. A wśród pokazywanych prac zagranicznych artystów znalazły się dzieła tak znanych twórców jak m.in. Andy Warhol, Cindy Sherman, Otto Piene, Günther Uecker czy Robert Rauschenberg.

Podczas dzisiejszej konferencji prasowej podsumowaliśmy 10 lat działalności najmłodszego oddziału Muzeum Narodowego we Wrocławiu, zdradziliśmy też plany na kolejny rok.

W przyszłym roku w Pawilon zaprezentuje dwie wielkie ekspozycje Niki de Saint Phalle i Aliny Szapocznikow.

Na wystawie „Niki de Saint Phalle. Dream Machine” [21.03-9.08.2027] zobaczymy ikoniczne „Nany” i inne wielkoformatowe figury, słynne „zastrzelone” obrazy, które artystka wykonywała przy pomocy strzelby. Pokazane też zostaną modele rzeźb plenerowych i dokumentacja happeningów. Będzie to pierwsza w Polsce tak szeroka prezentacja prac Niki de Saint Phalle.

Niki de Saint Phalle, 1985

Retrospektywną wystawę Aliny Szapocznikow, jednej z najoryginalniejszych polskich artystek, można będzie oglądać od października 2027 do lutego 2028. Będzie to pierwsza od 25 lat tak duża wystawa jej prac w Polsce. Ekspozycja będzie kolejną odsłoną realizowanego od kilku lat w Pawilonie projektu wystawienniczego poświęconego wybitnym polskim rzeźbiarkom.

Krótka historia Pawilonu

Muzeum Sztuki Współczesnej Oddział Muzeum Narodowego we Wrocławiu oficjalnie rozpoczęło swoją działalność 25 czerwca 2016 r. Miejsce, które zostało obrane za jego siedzibę, to wzniesiony w latach 1912–1913 według projektu wybitnego architekta Hansa Poelziga Pawilon Czterech Kopuł. Jest on częścią kompleksu wystawienniczego wokół Hali Stulecia, od 2006 r. wpisanej na listę światowego dziedzictwa UNESCO. 

Do 1945 r. budynek pawilonu służył celom wystawienniczym, po II wojnie światowej w 1948 r. był jednym z miejsc ekspozycyjnych Wystawy Ziem Odzyskanych, a od 1953 r. stał się częścią wrocławskiej Wytwórni Filmów Fabularnych. Tu powstawały znane polskie filmy, m.in. „Rękopis znaleziony w Saragossie” Wojciecha Jerzego Hasa, „Popiół i diament” Andrzeja Wajdy, kultowa komedia Sylwestra Chęcińskiego „Sami swoi”. W 2009 r. budynek przekazano Muzeum Narodowemu we Wrocławiu, w latach 2013–2015 został on odrestaurowany, odzyskując jednocześnie swą pierwotną funkcję wystawienniczą.

Pierwszą wystawą Pawilonu była zorganizowana w 2016 r. we współpracy z Nationalgalerie w Berlinie i jej oddziałem Hamburger Bahnhof ekspozycja „Letnia rezydencja. Kolekcja Marxa gościnnie we Wrocławiu” z pracami m.in. Anzelma Kiefera, Joespha Beuysa czy Cy Twombly’ego.

Pawilon Czterech Kopuł Muzeum Sztuki Współczesnej oddział Muzeum Narodowego we Wrocławiu, fot  Arkadiusz Podstawka


dr hab. Piotr Oszczanowski, dyrektor Muzeum Narodowego we Wrocławiu:

Tu, gdzie bezwzględnie panuje sztuka, gdzie świadomość komu to zawdzięczamy i odpowiedzialność za tę fantastyczną kolekcję są przeogromne – od 10 lat jesteśmy my. W miejscu, gdzie czas płynie inaczej, jest dobrostanem naszych dni powszechnych. W chaosie świata oraz bezmiaru obaw i zwątpienia stworzona została wyspa – Mauritius wrażliwości i Seszele głębi doznań. Codziennie dopływają tu cudowni ludzie, którzy tu pracują i cumują pełne statki tych, którzy są żądni wrażeń najpiękniejszych z możliwych. Wyspa na Wielkiej Wyspie, enklawa i azyl dla rozbitków codzienności i Robinsonów ucieczki do innego świata. Wyspa gościnna, pełna kwiatów paproci i ostatnich nosorożców północnych. A przy tym jakże swojska, nasza. Jej bogactwem jest to, co pozostawili po sobie najwspanialsi artyści. Ci, którzy się buntowali, którzy nieraz ledwo wiązali koniec z końcem, często zagubieni i bezradni, czujący jednak to, czego zwykły śmiertelnik nie dostrzegał, nie ogarniał. Na zawsze będę miał w oczach widok obecnego tu – stojącego na schodach i patrzącego na dziedziniec Pawilonu Czterech Kopuł z pewnej wysokości, jak sternik – Pawła Jarodzkiego. I będę słyszał to, co głosił, w co bardzo wierzył – „Tylko sztuka Cię nie oszuka”. 


dr Barbara Banaś, zastępczyni dyrektora Muzeum Narodowego we Wrocławiu:

10 lat! Dekada, a momentami wydaje nam się, że to dopiero co się wydarzyło. Jeszcze pamiętamy, kiedy na środku pawilonowego dziedzińca trwała budowa, a my w żółtych kaskach, przechodząc przez amfilady sal, snuliśmy plany na najbliższe dziesięć lat. 

Mamy nadzieję, że Pawilon Czterech Kopuł stał się dla Wrocławia, dla naszych gości z różnych zakątków kraju i z zagranicy, miejscem, które pozostawia swój powidok w pamięci, i do którego wraca się z przekonaniem, że zawsze znajdzie się tu sztukę poruszającą emocje i umysł, dobrą atmosferę i uśmiechnięty życzliwy zespół. 

Chcieliśmy pokazać w tych wnętrzach niezwykle bogatą kolekcję sztuki współczesnej naszego muzeum, ale jednocześnie iść z pulsem współczesności, otwierać się na to, co tu i teraz ważne jest dla artystów i wrażliwej publiczności. Stał się Pawilon przestrzenią wielkich monograficznych prezentacji wyjątkowych polskich artystek: Magdaleny Abakanowicz, Marii Pinińskiej-Bereś, Ewy Kuryluk, Bożenny Biskupskiej. Gościł niezwykłe kolekcje światowej klasy – kolekcję Ericha Marxa z Hamburger Bahnhof prezentowaną w roku Europejskiej Stolicy Kultury w 2016, dzieła Henry’ego Moore’a ze zbiorów Henry Moore Foundation, ale i bliskie nam, i historycznie powiązane z duchem tego miejsca jak zbiór kostiumów filmowych z zasobów Wrocławskiej Wytwórni Filmów Fabularnych. 

W białych przestrzeniach Pawilonu pozwoliliśmy sobie oddać też głos sztuce sprzed epok, dziełom wielkich śląskich mistrzów – Michaela Willmanna, artystów doby rokoka, a zaraz podziwiać będziemy spuściznę anonimowych w większości twórców średniowiecza. Tak, właśnie na takiej różnorodności nam zależało, na uruchamianiu różnych wątków i opowieści. I na tym, aby te białe przestrzenie były otwarte i czekały na Was, naszą publiczność. Tylko na styku tej wymiany rodzą się nowe pomysły, nowe projekty. Dziękujemy, że jesteście z nami.


Iwona D. Bigos, kierowniczka Pawilonu Czterech Kopuł Muzeum Sztuki Współczesnej

Pawilon Czterech Kopuł to niezwykłe miejsce – chyba nie przesadzę, twierdząc – na mapie Europy. Przez ostatnie 10 lat odwiedziło nas tysiące miłośników sztuki z całego świata. Codziennie doświadczamy ich zachwytów, a w księgach pamiątkowych możemy przeczytać pochwały w różnorakich językach. Myślę, że bez zbytniej przesady możemy stwierdzić, że udało nam się stworzyć miejsce żywe, gdzie dobrze się czują zarówno raczkujące oseski, jak i odkrywający na nowo sztukę współczesną seniorzy. Bogaty program naszego prężnie działającego zespołu edukacyjnego w bardzo kreatywny sposób towarzyszy wszystkim wystawom, „tłumacząc” i uzupełniając często trudne, abstrakcyjne i nie pozbawione kontrowersji wybrane przez kuratorów tematy. Jak choćby w przypadku wystawy „po/wy/miary” czy „Twarzą w twarz”. Warto też podkreślić, że na naszej bardzo przejrzyście wykoncypowanej wystawie stałej pokazujemy tylko kilka procent tego, co znajduje się w kolekcji Muzeum Sztuki Współczesnej, i wiele z tych zabytków reprezentuje nasze muzeum, biorąc udział w różnorodnych wystawach prezentowanych w Polsce i za granicą. To też przykład naszej otwartości. Potrafimy się dzielić tym, co mamy, tak aby wypełniać misję dotarcia sztuki współczesnej do największej liczby odbiorców.

Alina Szapocznikow, Ekshumowany, 1954-1955, Muzeum Narodowe we Wrocławiu


„Kolekcja sztuki polskiej II poł. XX i XXI w.” – wystawa stała:

Muzeum Narodowe we Wrocławiu jest właścicielem jednej z największych i najciekawszych w kraju kolekcji polskiej sztuki współczesnej, której historia sięga lat 60. XX w. 

Liczy ona ponad trzydzieści tysięcy eksponatów i obejmuje wszystkie dyscypliny artystyczne, począwszy od malarstwa, grafiki, rysunku, rzeźby, szkła, ceramiki i fotografii, aż po environment, projekty konceptualne, dokumentacje happeningów oraz sztukę wideo.

Trzon zbioru stanowią prace wybitnych polskich artystów takich jak Magdalena Abakanowicz, Paweł Althamer, Mirosław Bałka, Stanisław Fijałkowski, Władysław Hasior, Maria Jarema, Tadeusz Kantor, Katarzyna Kozyra, Jan Lebenstein, Jerzy Nowosielski, Alina Szapocznikow.

Kolekcję uzupełniają prace przedstawicieli młodszych generacji, m.in. Piotra Janasa, Anety Grzeszykowskiej, Roberta Kuśmirowskiego, Olafa Brzeskiego, Jakuba Juliana Ziółkowskiego, Tymka Borowskiego czy Weroniki Gęsickiej.

W zbiorach Muzeum Narodowego we Wrocławiu znajduje się największa i najbardziej reprezentatywna na świecie kolekcja prac jednej z najwybitniejszych polskich artystek Magdaleny Abakanowicz (1930–2017), która w latach 60. XX w. zrewolucjonizowała sztukę tkaniny, tworząc „miękkie rzeźby”, nazwane od jej nazwiska abakanami.


Teatr Czterech:

W Pawilonie Czterech Kopuł działa jedyny na świecie teatr w muzeum. Założony w 2019 r. przez edukatorkę Justynę Oleksy Teatr Czterech to międzypokoleniowy kolektyw artystyczny, który łączy teatr i sztuki wizualne.


Seans Multimedialny:

Jednym z innowacyjnych działań przeprowadzonych w Pawilonie Czterech Kopuł Muzeum Sztuki Współczesnej było opracowanie przy użyciu najnowocześniejszych technologii dodatkowej ścieżki zwiedzania wystawy stałej, która wprowadza widza w zupełnie inny wymiar odbioru dzieł sztuki i poszerza pole ich interpretacji. Światło, dźwięk, obraz i słowo są przewodnikami po świecie sztuki współczesnej.


Dostępność:

Pawilon Czterech Kopuł jest instytucją szczególnie wrażliwą na potrzeby osób z niepełnosprawnościami. Muzeum jest wyposażone między innymi w system YouWay, audioprzewodnik, tyflomapy oraz materiały dotykowe wykorzystywane w czasie spotkań. 


informacja prasowa



Mozart – "Requiem" w Narodowym Forum Muzyki /zapowiedź/

6 listopada o 19.00 w Narodowym Forum Muzyki angielski dyrygent Jonathan Nott, uznawany za wybitnego interpretatora muzyki współczesnej, pod...

Popularne posty