Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Varujan Vosganian, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Varujan Vosganian, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

środa, 19 czerwca 2019

Miesiąc Spotkań Autorskich we Wrocławiu. Gość honorowy: Rumunia

Od 3 lipca do 2 sierpnia 2019 roku portwa 20. edycja Miesiąca Spotkań Autorskich. Festiwal literacki odbywa się równolegle w pięciu miastach: we Wrocławiu, Brnie, Ostrawie, Koszycach i Lwowie. W tym roku gościem honorowym jest Rumunia.



W okresie od 3 lipca do 4 sierpnia 2019 r. w każdym z tych miejsc zostaną zorganizowane 62 spotkania z pisarzami i pisarkami pochodzącymi z Polski, Czech, Słowacji i Ukrainy (tzw. linia środkowoeuropejska), a także z autorami z kraju będącego gościem honorowym festiwalu – tym razem jest to Rumunia. Wszystkie spotkania odbywają się w Mediatece, Pl. Teatralny 5.
Szczegółowy program znajdziecie TUTAJ.

Szczególnie polecam nast. pisarzy :-)



Varujan Vosganian, nagrodzony Angelusem 2016 autor "Księgi szeptów": 19. 07. piątek – 20:30

Varujan Vosganian, fot. MSA



Lucian Dan TeodoroviciNagroda im. Natalii Gorbaniewskiej za powieść "Matei Brunul: 22. 07. poniedziałek – 20:30 

Lucian Dan Teodorovici, fot. MSA


Dan Lungu, autor powieści "O dziewczynce, która bawiła się w Boga": 25. 07. czwartek – 20:30

Dan Lungu, fot. MSA

informacja prasowa

piątek, 15 września 2017

Varujan Vosganian - 'Księga szeptów': Epopeja o zagładzie /recenzja książki/


Książka Vosganiana pt. "Księga szeptów" przede wszystkim opisuje kulturę i zagładę Ormian. Ale jest to także wspaniała epicka opowieść o zmierzchu cywilizacji. Pisarz otrzymał za nią Nagrodę Angelusa w 2016 roku.





Księga szeptów, Wydawnictwo Książkowe Klimaty

Autor – Ormianin urodzony i mieszkający w Rumunii – napisał powieść o losach swoich bliskich i dalszych krewnych, a jego epicka narracja bliższa jest raczej Homerowi, aniżeli współczesnemu pisarzowi. Nie tylko dlatego, że – jak twórca ”Iliady” – opisuje pewną społeczność w momencie historycznego przełomu, ale także dzięki poetyckiemu językowi, pełnemu wyszukanych metafor i rozbudowanych obrazów. A przy tym jego epopeja ma walory uniwersalne – opowiada  o zagładzie cywilizacji.
Akcja ”Księgi szeptów” rozgrywa się w Fokszanach, na rumuńskiej prowincji, zamieszkałej przez Ormian, którym udało się uratować z rzezi 1915 roku. W retrospekcjach pojawiają się także inne miasta związane z Ormianami i ich historią, która zdaje się rozszerzać na cały świat. Narrator opisuje swoje dzieciństwo, rozwijając przy tym wątki związane z postaciami najbliższych: przede wszystkim obu dziadków, którzy zachowali tradycję i religię nawet w trudnych czasach. O zagładzie i cierpieniach w czasach komunizmu mówi się szeptem. Nie tylko dlatego, że o tym mówić nie wolno, ale także i może przede wszystkim dlatego, że szept jest dobrze słyszalny i mówi się nim o ważnych sprawach.
W dzieciństwie – czytamy – żyłem w świecie szeptów. Szeptane słowa wypowiadano z ostrożnością. Dopiero później dowiedziałem się, że szept niesie też inne znaczenia, takie jak czułość i modlitwa.

Dzieciństwo opisane zapachami


Podobno spośród wrażeń zmysłowych najmocniej zapadają w pamięć zapachy. Tak przynajmniej twierdzi narrator powieści i ulegamy jego argumentacji, kiedy np. przywołuje zapach ciepłego ciasta, które wyrastało od wieczora do rana niczym żywa istota. Okazuje się, że jest to jeden z ormiańskich zwyczajów: z wysuszonych płatów ciasta robią tzw. baklawę, nadziewaną zmielonymi orzechami i polaną ciepłym syropem. Ale są też zapachy owoców, z których gotuje się ”słodką zupę” na Nowy Rok, zapachy zakamarków, zapachy ciszy, dobrej książki, aromat kawy… Wchodzimy zmysłami w ten niezwykły świat, ewokując jednocześnie w pamięci ”nasze” zapachy i związane z nimi wspomnienia.

 Varujan Vosganian z polskim wydaniem "Księgi szeptów", Wyd. Książkowe Klimaty

wspomnienia to już historia rodziny, narodu, z jego obyczajami i systemem wartości. Zapach szafy z ubraniami przywołuje historię pradziadka, który musiał uciekać pewnej nocy z Konstantynopola, w jedynym ubraniu, które miał na sobie. Zapach książek z szafy dziadka, który znał niemal wszystkie alfabety i mówił językiem ormiańskim, perskim, arabskim i tureckim, ukazuje bogactwo tej kultury. Zaś aromat kawy przywodzi na pamięć tradycję mielenia kawy w rodzinnym kręgu, wywodzący się jeszcze z Anatolii, skąd pochodzili, a służącą przede wszystkim rozmowie, tworzeniu wspólnoty. Podobnie jak rytuał parzenia kawy i jej picia – bez pośpiechu, w gronie bliskich i wśród opowieści. Z nich to właśnie dowiadujemy się, w jakich okolicznościach zgromadzeni w kawowym kręgu ludzie znaleźli się w Rumuni i co przeżyli. Historie krwawe i pełne cierpienia. Jednocześnie trwali w milczeniu, bo świat nie chciał przyjąć do wiadomości zbrodni ludobójstwa. Naród zaś o starej i pięknej tradycji, zdziesiątkowany, ciągle wędrował po świecie, bezskutecznie szukając dla siebie miejsca.

Doświadczenie totalitaryzmu

Ludobójstwo Ormian zdaje się być początkiem zmierzchu cywilizacji. Jego przemilczenie okazało się brzemienne w skutki. Są nimi kolejne ludobójstwa – komunistyczne i hitlerowskie. Obydwa totalitaryzmy zostały również w ”Księdze szeptów” opisane poprzez dzieje rodziny: zsyłki, deportacje, uwięzienia, z których ludzie powracają głęboko zranieni, a najczęściej nie powracają wcale. Dlatego tak ważne stają się fotografie – po całym stuleciu tułaczki, po dwóch wojnach światowych i po tylu exodusach. Fotografie, utrwalające rodzinę w Anatolii na krótko przed masakrą i rozstaniem, zdają się być namacalnym dowodem na to, że jeszcze tak niedawno… W ”Księdze szeptów” fotografie zastępują często żywych ludzi. Aby krąg się nie rozpadł, Ormianie kładą na miejscu tych, którzy zginęli, ich zdjęcia. Kiedy jednak człowiek wraca z konwojów, transportów lub sierocińców, zajmuje ponownie miejsce w kręgu, a jego fotografia jest chowana. Ormianie mojego dzieciństwa – konstatuje narrator – żyli bardziej pośród fotografii niż ludzi.
W takim świecie chłopiec – narrator nie jest zwykłym dzieckiem, lecz dzieckiem dorosłym, które zbiera wszystkie te opowieści mówione szeptem i ma obowiązek opowiedzieć o nich światu – stworzyć ”Księgę szeptów” i opisać ten najbardziej obłąkany ze wszystkich wiek.
Wiek, w którym niszczy się kościoły i pali książki, a mimo głodu – wyrzuca chleb do morza. Zagłada dzieje się bowiem wciąż, toteż
tak długo jak będzie istniał lęk na świecie, Księga szeptów się nie zakończy, a słowa wyszeptane przez dziadka nie będą miały mocy prawd ostatecznych.

”Księga szeptów” Varujana Voscaniana ukazała się w Wydawnictwie Książkowe Klimaty, w tłumaczeniu Joanny Kornaś-Warwas. W 2016 roku została nominowana do Nagrody Literackiej Europy Środkowej ”Angelus”.
Recenzja ukazała się na portalu Kulturaonline 11 października 2016 roku.

czwartek, 14 września 2017

Dan Lungu: "O dziewczynce, która bawiła się w Boga" /recenzja książki/

Tytuł powieści „O dziewczynce, która bawiła się w Boga” brzmi jak przypowieść albo baśń.  Dan Lungu opisuje jednak w taki paraboliczny sposób historię najnowszą, oddając niejako głos swoim bohaterom i stając się – jakby powiedziała Swietłana Aleksijewicz – kronikarzem ich dusz.

Okładka powieści, Wydawnictwo Amaltea


Renesans rumuńskiej kultury

Nie sądziłam, doprawdy, że kolejna powieść rumuńskiego pisarza (po Lucianie Dan Teodorovici i Cristianie Teodorescu) okaże się fascynująca do tego stopnia, że poświęcę noce, nie mogąc się od niej oderwać. Uwielbiam ten rodzaj uwiedzenia, znany mi jeszcze z dzieciństwa, ale zdarzający się, niestety, coraz rzadziej. To stan, w którym lektura książki tak dalece człowieka pochłania, że czas przestaje płynąć, a świat zewnętrzny istnieć… Tym razem sprawiła to powieść Dana Lungu, choć zupełnie się tego nie spodziewałam. Jakże szczęśliwie się myliłam!

Muszę także wyznać, że to już trzecia pozycja rumuńskiej literatury współczesnej, po „Matei Brunulu” Luciana Dan Teodorovici oraz „Medgidii” Christiana Teodorescu, która zrobiła na mnie tak wielkie wrażenie. Zaczynam więc podejrzewać, że stałam się admiratorką tej – słabo mi dotąd znanej – kultury. Trzeba bowiem dodać do tego obejrzany niedawno film „Sieranevada” Cristi Puiu czy wcześniej – filmy Cristiana Mungiu. Cóż za potencjał! Dopiero teraz przestała mi się kojarzyć wyłącznie z nazwiskami emigrantów: Tristanem Tzarą, Eugen Ionesco, Emilem Cioranem czy Mircea Eliade.

Wracając jednakże do literatury, trzeba podkreślić, że zarówno Teodorovici, jak Teodorescu czy nagrodzony ostatnio Angelusem Varujan Vosganian (z pochodzenia Ormianin) to zupełnie odrębne światy, zarówno w sferze tematyki, jak i formy. Teodorovici rozlicza się z komunizmem, używając do tego metafory teatru lalek, Teodorescu opowiada o wielkiej historii posługując się metaforą małego miasteczka i jego mieszkańców oraz wplatając w tę opowieść osobisty wątek. Voscanian natomiast pisze epopeję o zagładzie Ormian, używając języka pełnego obrazów i metafor, trochę tak, jak Orhan Pamuk. A jaka jest proza Dana Lungu?

Dan Lungu – kronikarz ludzkich dusz


Otóż Dan Lungu, znany w Polsce z powieści Jestem komunistyczną babą!, opisuje historię najnowszą, w której głównym tematem jest emigracja zarobkowa, a czyni to oddając głos swoim bohaterom i stając się – jakby powiedziała Swietłana Aleksijewicz – kronikarzem ich dusz.
Autor „Dziewczynki, która bawiła się w Boga” jest z zawodu socjologiem, co sprawia, że pisze kompetentnie o tym, co stało się w Rumunii po transformacji, ale jednocześnie – dzięki swojej wrażliwości i talentowi literackiemu – tworzy wiarygodne i interesujące ludzkie portrety, w tym portrety dzieci.
Co czuje dziecko, kiedy zostaje pozbawione rodzicielskiej opieki? Jak przeżywają rozstania dorośli? Otóż wszyscy, bez wyjątku, ponoszą głęboki uszczerbek, którego nigdy nie da się wyleczyć, bo nie można „odrobić” tego, co się utraciło.

Z punktu widzenia dziecka


Tytułowa dziewczynka ma na imię Dobrusia i jest wychowywana przez dziadków, ponieważ matka wyjechała zarobkować do Włoch, a ojciec wraz ze starszą córką wyprowadził się od teściów i zupełnie się nią nie interesuje. Dziewczynka żyje w świecie wyobraźni, bo tylko dzięki temu ma poczucie, że panuje nad sytuacją i własnym życiem. Lungu bez trudu wchodzi w dziecięcy świat swojej bohaterki. I nie tylko jej.
Jego narracja jest nieśpieszna – doskonale wie, że to, co najważniejsze, dzieje się wewnątrz człowieka i że wszelkie działania są tego pochodną. Toteż wraz z nim wchodzimy w świat dziewczynki, która nie tylko wyobraża sobie, że ma wpływ na życie otaczających ją ludzi, ale przede wszystkim możemy odczuć na nowo ten rodzaj wrażliwości i wyobraźni, który jest dla dziecka charakterystyczny, a który większość z nas na ogół traci bezpowrotnie. A wygląda to na przykład tak, że wracając ze szkoły, Dobrusia wyobraża sobie, jakby to było, gdyby wydobywający się z komina domu dziadków dym nie tylko tworzył zawijasy w kształcie litery „S”, ale również całe zdania w rodzaju:

„Uwaga, Babunia jest w złym humorze” albo „Witamy cię w domu, Dobrusiu”.

A kiedy matka oznajmia jej, że musi wyjechać, Lungu pisze, że „Dusza uwierała ją jak duża i ciepła kulka, a łzy szczypały w policzki”. Dzieci pozostawionych przez jedno albo oboje  rodziców jest zresztą wiele. Skala zjawiska jest tak duża, że dzieci zamiast indywidualnych imion, noszą nazwy państw, do których wyemigrowali ich bliscy. Nazywają się więc Włochami czy Hiszpanami, a zamiast miłości otrzymują paczki. Charakterystyczne zabawy najdobitniej mówią o ich stanie ducha.
Mały Marek, znajomy Dobrusi, ciągle chce bawić się w dom i wyznacza jej rolę matki. Młodszy od niej, żyje jeszcze bardziej zanurzony w swoim świecie. Opowiada bez przerwy różne historie tak wspaniale i mają one tzw. drugie dno, że aby je zrozumieć, trzeba przytoczyć choćby mały fragment:

Kiedy dajesz kwiatom wodę, musisz się uśmiechać, bo inaczej siedzą obrażone cały dzień i łysieją. (…) Ten kwiat jest dziadkiem pozostałych kwiatów i wszystkie go słuchają. Płaczące dzieci nie rosną i całe życie chodzą z gilami zwisającymi z nosa. On nie płacze, jest odważny jak tato, który walczy z bakteriami w dżungli.

Niekiedy pisarz rezygnuje z mowy pozornie zależnej, przytaczając dosłownie sposób mówienia dziecka, gdy zwierza się ono ze swoich lęków:
Ty umalnęłaś, ale u mnie było gozej… W nocy psysedł do mnie do pokoju wielki Kocul i zjadł mi wszystkie samochodziki.

Ta opowieść chłopca jest bardzo długa i pozornie nie wnosi niczego do głównego wątku, a jednak pisarz w jakimś sensie daje dziecku przestrzeń, aby wreszcie mogło opowiedzieć o swoich lękach, problemach i marzeniach. Jakby on jeden rozumiał, jakie to ważne, nikt bowiem z otoczenia chłopca tego nie słucha… Nawet Dobrusia – choć to pokrewna dusza – zasypia, przytłoczona własnymi zmartwieniami.

Z punktu widzenia dorosłego

Ale nie tylko dzieci próbują sobie wyjaśniać świat. Robią to także dorośli. Oczywiście, nie wszyscy i nie w taki sam sposób. Pozostawiony przez żonę wujek Miron, obsesyjnie opowiada Dobrusi o zwierzęcych i owadzich matkach, czułych i opiekuńczych, nie rozstających się ze swymi dziećmi nawet na chwilę, gotowych za nie umrzeć. Z jego opowiadań wynika, że coś niedobrego dzieje się w świecie ludzi, którzy zachowują się tak, jakby zatracili ów wrodzony instynkt.

Lungu próbuje także wejść w świat tych, którzy wyjechali – zrozumieć, co czują i co przeżywają. Pierwszoplanową postacią jest Letycja – matka Dobrusi, ale pojawiają się też w związku z nią inne postaci, których losy dopełniają obraz złożonego zjawiska zwanego emigracją zarobkową. Jest w tych opowieściach nie tylko to, o czym na ogół wiemy: upokorzenia, ciężka praca, coraz bardziej słabnący kontakt z bliskimi, życie skromne i często w zawieszeniu. Jest także to, co u tego wrażliwego pisarza najistotniejsze: współczująca obserwacja tego, co dzieje się z człowiekiem pod wpływem takiego doświadczenia.

Letycja trafiła stosunkowo dobrze: opiekuje się starszą panią, która traktuje ją z sympatią i szacunkiem. Jej krewni są już inni, ale mimo wszystko kulturalni i przyzwoici. Nie zmienia to jednak faktu, że kobieta doświadcza licznych rozterek i czuje się upokorzona. Począwszy od tego, że jako Rumunka jest postrzegana przez cudzoziemców jako gorszy gatunek człowieka, a jej chlebodawczyni pyta ją nawet o to, czy umie czytać, bo sądzi, że jest analfabetką, a skończywszy na rozważaniach, czy to wszystko ma sens. Nawet wówczas, kiedy okazuje się, że włada nieźle francuskim, jest wykształcona i szybko nauczy się włoskiego, jej poczucie „gorszości” pozostanie, a tęsknota i przeczucie, że dzieje się coś nieodwracalnego, nie przestaną jej dręczyć. Fakt, że otrzymuje pensję będącą równowartością swoich półrocznych zarobków w Rumunii, przywodzi ją najpierw o zawrót głowy, a potem pojawiają się smutne refleksje o zmarnowanych w biedzie latach, braku perspektyw.

Ta koperta – czytamy – uświadomiła jej w jednej chwili, że prowadziła życie niewolnika, larwy, wołu w jarzmie. Płakała nad zapomnianą radością, nad straconym życiem, nad brakiem perspektyw zduszonych przez biedę. (…) Płakała, bo wydało jej się niesprawiedliwe, że jedni rodzą się w Rumunii, a inni we Włoszech, Hiszpanii czy Ameryce.

Wprawdzie zarobione przez nią pieniądze pozwolą na spłacenie długu mieszkaniowego, a rodzicom – na remont starego domu, ale ona sama żyje niezwykle skromnie, wysyłając każdy zarobiony grosz do kraju. Przeżywa tęsknotę, samotność i ma poczucie, że to czas stracony, jeśli chodzi o relacje z bliskimi. Oddalają się od siebie w sposób nieuchronny i nieodwracalny. Wszystko zmierza ku katastrofie. Nie tylko w jej rodzinie, także w innych.

Dan Lungu nie daje żadnej nadziei, choć bardzo byśmy tego pragnęli. A przede wszystkim pragnęliby tego jego bohaterowie. Tytuł powieści „O dziewczynce, która bawiła się w Boga” brzmi jak przypowieść.  I w jakimś sensie nią jest, a jej przesłanie jest mądre i jednoznaczne: emigracja zarobkowa jest złem, a pieniądze okupione ciężką pracą, samotnością i osobistym nieszczęściem, nie dają szczęścia również tym, którzy nimi dysponują..

Świat zaklęty w języku

Chciałabym także zwrócić uwagę na walory artystyczne samej powieści i jej tłumaczenia. Otóż przedstawione postaci – a jest ich niemało, zarówno dzieci jak i dorosłych – to nie tylko osobne, fascynujące światy, ale także różne narracje – zindywidualizowane i jakże prawdziwe. To poprzez język postaci przebija ich duchowość, ich świat wewnętrzny i dzięki temu poruszone zostają w czytelniku najgłębsze struny jego wyobraźni i współczucia. 

Wypada tylko ubolewać, że taki „kronikarz duszy” nie objawił się w polskiej literaturze współczesnej. Próby w rodzaju „My zdies` emigranty” Manueli Gretkowskiej to jednak nie ten kaliber.

Na koniec pragnę skierować wyrazy uznania do tłumaczki – Radosławy Janowskiej-Laskar, której talentowi translatorskiemu zawdzięczamy kolejne literackie odkrycie. A język tej powieści był z pewnością dużym wyzwaniem. 

Powieść Dana Lungu: „O dziewczynce, która bawiła się w Boga” ukazała się w Wydawnictwie Amaltea, w przekładzie Radosławy Janowskiej-Lascar.



Wywiad z pisarzem znajdziecie TUTAJ.



Dan Lungu (ur. 5 września 1969, Botoszany, Rumunia) – rumuński pisarz i dziennikarz. Ukończył studia filozoficzne, ma również doktorat z socjologii. Pracuje jako wykładowca socjologii na Uniwersytecie w Jassach (Rumunia) i redaktor paryskiego magazynu „Au Sud de l’Est”. W latach 2001–2002 był redaktorem naczelnym pisma kulturalnego „Timpul” („Czas”). Opublikował zbiory opowiadań i wierszy, jest także autorem sztuk teatralnych, powieści oraz prac z zakresu socjologii. Na podstawie powieści Jestem komunistyczną babą! powstaje film w reżyserii Stere Gulei.

Urodziny Zofii Kossak w Górkach Wielkich

9 i 10 sierpnia w ruinach Dworu Kossaków znów będzie gwarno, jak dawniej, kiedy do Górek Wielkich zjeżdżali się m.in.: Maria Dąbrowska, Wańk...

Popularne posty