![]() |
| Lucian Dan Teodorovici, Matei Brunul, Wydawnictwo Amaltea |
Bruno - Pinokio à rebours
Metafora teatru marionetek
Wywiad z pisarzem przeczytać można TUTAJ.
Tytuł bloga powstał z inspiracji prozą Brunona Schulza, w której wielokrotnie, w różnych kontekstach, pada to tajemniczo brzmiące słowo, znaczące o wiele więcej niż „składniki”, bo mające rangę metafory, symbolu… Kulturalne Ingrediencje nie jest blogiem monotematycznym, np. książkowym czy filmowym. Łączę w nim wszystkie moje pasje w jedną całość. Znajdują się tu teksty dotyczące literatury, filmu, muzyki i sztuk plastycznych. Ponadto rozmowy z artystami i własne zapiski.To także moje archiwum.
![]() |
| Lucian Dan Teodorovici, Matei Brunul, Wydawnictwo Amaltea |
Rozmawiam z autorem nagrodzonej Angelusem powieści "Matei Brunul”. O inspiracjach, trudnych chwilach podczas pisania oraz czytelniczych uwagach z Facebooka :-)
![]() |
| Lucian Dan Teodorovici, fot. Cato Lein |
Barbara Lekarczyk-Cisek: Muszę Panu wyznać na wstępie, że Pańska książka ”Matei Brunul” zrobiła na mnie wielkie wrażenie. Przede wszystkim forma tej opowieści jest niezwykle interesująca. Porozmawiajmy więc o niej.
Lucian Dan Teodorovici: Dziękuję, że zaproponowała mi Pani rozmowę o literaturze, bo najczęściej zdarza się tak, że dla moich rozmówców książka jest tylko pretekstem do tego, aby rozmawiać o historii i polityce.
Na początek proszę mi jednak wyjaśnić, dlaczego podjął Pan temat, który dotyka komunistycznej przeszłości Rumunii – czasów, kiedy Pana jeszcze nie było na świecie…
Trudno mi podać jedną przyczynę, ale z pewnością najbardziej zaważyło przeżycie z dzieciństwa. Otóż wychowywałem się u dziadków. Mój dziadek był wiernym i wytrwałym słuchaczem Radia Wolna Europa i Głosu Ameryki. Kiedy miałem może osiem lat, widziałem go płaczącego podczas słuchania audycji, co zrobiło na mnie wielkie wrażenie, szczególnie że dziadek nie był człowiekiem łatwo ulegającym emocjom. To był dla mnie pierwszy impuls: chciałem zrozumieć, dlaczego dziadek płacze. Tak więc ten temat rósł we mnie latami. Później sam wielokrotnie, czytając o sprawach związanych z tamtymi czasami, przeżywałem to bardzo emocjonalnie.
/do tłumaczki:/
Pani Radosławo, a co Panią skłoniło, aby tę książkę przybliżyć polskiemu czytelników?
Radosława Janowska-Lascăr: Kiedy pracowałam przed laty w Rumunii jako lektor języka polskiego, Lucian był studentem filologii rumuńskiej. Wprawdzie nie mieliśmy bezpośrednich kontaktów, ale już wówczas słyszałam o młodych zdolnych ludziach na filologii, a potem nawet czytałam jego opowiadania. W tym czasie jednak zajęta byłam tłumaczeniami z literatury polskiej na język rumuński. Dopiero w listopadzie 2012 roku, trochę przypadkiem, trafiłam na jego powieść "Matei Brunul”.
Byłam wtedy w Bukareszcie na wernisażu wystawy poświęconej Kazimierze Iłłakowiczównie, którą pomagałam przygotowywać. Przy okazji postanowiłam pójść na cmentarz, aby odwiedzić grób mojej zmarłej przyjaciółki, Polki. Czekając na kolegę, z którym miałam pójść na cmentarz, weszłam do pobliskiej księgarni, aby pooglądać nowości wydawnicze. Tak trafiłam na dwie książki: "Matei Brunul” oraz ”Medgidia miasto u kresu” Cristiana Teodorescu. Po przeczytaniu fragmentów pomyślałam jak Danusia z ”Krzyżaków”: "Mój ci on" i postanowiłam obie przełożyć. Szczególnie że historia, a zwłaszcza lata 50. należą do kręgu moich zainteresowań. Ciekawiło mnie, w jaki sposób obaj pisarze opowiadają o tamtych czasach.
No właśnie, bardzo interesujące jest zagadnienie formy powieści. Swietłana Aleksijewicz, tegoroczna noblistka, nazywa siebie kronikarką duszy. W Pana powieści podobne słowa padają w stosunku do lalki. Pana również interesuje przede wszystkim ludzka dusza w sytuacji opresji … Tytułowy bohater powieści ”Matei Brunul” jest lalkarzem, co pozwala użyć wieloznacznej metafory teatru marionetkowego. Skąd wziął się taki pomysł na opowiedzenie tej historii?
Taki zamysł, aby bohaterem był marionetkarz, miałem od początku, choć trudno mi jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, dlaczego tak się stało. Inspiracje płyną z różnych źródeł i nie zawsze są racjonalne. Tak się przy tym składa, że studiując reżyserię teatralną, miałem dużo zajęć z teatru lakowego. Dzięki temu zauważyłem, że podczas grania spektaklu aktor nie tylko animuje lalkę, ale też sam zmienia się pod jej wpływem. Zmienia się nie tylko jego fizjonomia, ale także sposób poruszania się. Chciałem dokonać swego rodzaju transpozycji z duszy marionetki (o której bohater pisze w swoim traktacie) na duszę człowieka. Mój bohater traci duszę, ponieważ traci pamięć i to właśnie marionetka ”przywraca” mu życie.
Dla mnie symbol marionetki ma w Pana powieści niejednoznaczne, a niekiedy sprzeczne znaczenia. Z jednej strony teatr marionetkowy, mając bardzo starą tradycję, służy bohaterowi do tego, aby opowiadając pewną uniwersalną historię, mógł zrozumieć otaczający go świat, a tym samym przeżyć doświadczenie kolonii karnej, co się na dłuższą metę nie udaje. Z drugiej strony teatr marionetek jako dzieło ludzkiej wyobraźni pozwala zapomnieć o opresyjnej rzeczywistości, jak to ukazał Pan w najpiękniejszej scenie tej powieści, kiedy Bruno ożywia marionetkę i świat wokół przestaje istnieć. Czy zgodzi się Pan z taką interpretacją?
Pisarz zawsze marzy o tym, aby czytelnik odnalazł w jego książce te istotne myśli, które tam zawarł, toteż bardzo się cieszę, że Pani trafiła w sedno. Otóż w latach 50. ludzie nie byli już w stanie wyzwolić się z tego gorsetu, który im założono. Scena, w której Bruno animuje lalkę w obecności ”dobrego strażnika” jest kluczowa w powieści, ponieważ pokazuje, że bywają takie momenty, kiedy zrzucenie owego "gorsetu” mogło się – choć na krótką chwilę – wydarzyć.
W Pańskiej powieści teraźniejszy czas narracji przeplata się z czasem przeszłym, dzięki czemu poznajemy coraz lepiej sylwetkę głównego bohatera, ale mimo wszystko pozostaje pewna sfera tajemnicy, do której nie mamy dostępu. Brunul okazuje się być o wiele bardziej wolnym człowiekiem, niż sądzą inni bohaterowie, a także czytelnik…
Taki sposób narracji miał podkreślić, że początkowo, kiedy poznajemy bohatera, egzystuje on tak, jakby go nie było. Natomiast ten sam bohater w retrospekcjach jest człowiekiem bardzo aktywnym życiowo. Miałem taki zamysł, aby te dwie narracje w pewnym momencie się przecięły. Skutkiem tego im bardziej nasz bohater w teraźniejszości staje się żywotny, tym bardziej Bruno z przeszłości staje się martwy.
Gdy zbierałem dokumentację do tej powieści, bardzo istotne były dla mnie konsultacje z doktorem Bogdanem O. Popescu – jednym z najzagorzalszych pasjonatów neurologii w Rumunii. Na kształt narracji wpłynęła więc także wiedza na temat amnezji, będącej siłą spowalniającą człowieka, jak to jest w przypadku mojego bohatera.
Czy podczas pisania powieści były jakieś szczególnie trudne momenty?
Było wiele takich momentów, kiedy próbowałem połączyć ze sobą wątek teatru lakowego, rzeczywistość historyczną i teraźniejszość. Odkładałem wówczas pisanie, aby powrócić do niego po kilku tygodniach i podjąć opowieść.
Czy udało się już Panu uwolnić od swojego bohatera i pomyśleć o nowej historii?
W Rumunii wiele osób zadawało mi pytanie, czy mam zamiar kontynuować opowieść o Brunulu. Na Facebooku jeden z czytelników napisał do mnie, że powieść wprawdzie bardzo mu się podobała, ale nie wybaczy mi tego, że uśmierciłem swojego bohatera, co nie jest prawdą (śmiech). Nie mam wprawdzie potrzeby kontynuować tej historii, ale to zainteresowanie czytelników dało mi do myślenia. Zresztą fakt, że mogę ciągle toczyć rozmowy o tej książce, dowodzi, że mój bohater nadal żyje – w myślach i wyobraźni czytelników, mimo że ja się już od niego uwolniłem.
Prowadząc dokumentację do tej książki odkryłem też wiele materiałów na inne opowieści i jestem przekonany, że temat historii lat 50. w Rumunii będę kontynuował.
W ramach tegorocznego Angelusa otrzymał Pan Nagrodę Czytelników im. Natalii Gorbaniewskiej. Co dla Pana znaczy to wyróżnienie?
Moje książki były tłumaczone na inne języki, miałem też pragnienie, aby ukazał się także polski przekład. A kiedy okazało się, że przekład będzie, tak się tym ucieszyłem, że zacząłem sobie wyobrażać, że coś się musi wydarzyć. I tak się stało! Nagroda Czytelników daje poczucie, że warto podjąć trud pisania oraz nadzieję, że znajdą się również amatorzy kolejnych moich książek.
Dziękuję za rozmowę.
Lucian Dan Teodorovici urodził się 17 czerwca 1975 roku. Jest rumuńskim pisarzem, reżyserem teatralnym, scenarzystą filmowym i telewizyjnym, a także redaktorem serii „Ego. Proza” – współczesnej literatury rumuńskiej w wydawnictwie Polirom. Napisał siedem scenariuszy filmowych i był współscenarzystą dobrze przyjętego w Rumunii serialu TV (Animal Planet Show, 2005-2008). Wyreżyserował kilka sztuk teatralnych. Teodorovici jest autorem powieści: Cu puţin timp înaintea coborîrii extratereştrilor printre noi (Tuż przed przybyciem do nas istot pozaziemskich; 1999, 2005), Circul nostru vă prezintă (Nasz cyrk przedstawia państwu; 2002, 2007), Celelalte poveşti de dragoste (Pozostałe historie miłosne; 2009), zbiorów opowiadań: Lumea văzută printr-o gaură de mărimea unei ţigări marijuana (Świat widziany przez dziurkę wielkości skręta; 2000), Atunci i-am ars două palme (Wtedy strzeliłem mu dwa razy w twarz; 2004), a także sztuki teatralnej Unu + unu (+ unu…) (Jeden + jeden (+ jeden…); 2014). Jego książki wydano w USA, we Francji, w Wielkiej Brytanii, Niemczech, we Włoszech, na Węgrzech, w Hiszpanii, w Egipcie, Macedonii, Bułgarii.
Powieść Matei Brunul, opublikowana w 2011 roku, zdobyła najważniejsze nagrody krajowe i uznana została za „Książkę Roku”. (informacja ze strony Wydawnictwa Amaltea)
Wywiad ukazał się pierwotnie 27 października 2015 r. na portalu Kulturaonline.pl
![]() |
| Okładka powieści, Wydawnictwo Amaltea
Renesans rumuńskiej
kultury
Nie
sądziłam, doprawdy, że kolejna powieść rumuńskiego pisarza (po Lucianie Dan Teodorovici i
Cristianie Teodorescu) okaże się fascynująca do tego stopnia, że poświęcę noce,
nie mogąc się od niej oderwać. Uwielbiam ten rodzaj uwiedzenia, znany mi
jeszcze z dzieciństwa, ale zdarzający się, niestety, coraz rzadziej. To stan, w
którym lektura książki tak dalece człowieka pochłania, że czas przestaje
płynąć, a świat zewnętrzny istnieć… Tym razem sprawiła to powieść Dana Lungu,
choć zupełnie się tego nie spodziewałam. Jakże szczęśliwie się myliłam!
Muszę także
wyznać, że to już trzecia pozycja rumuńskiej literatury współczesnej, po „Matei Brunulu” Luciana Dan Teodorovici oraz „Medgidii” Christiana Teodorescu, która
zrobiła na mnie tak wielkie wrażenie. Zaczynam więc podejrzewać, że
stałam się admiratorką tej – słabo mi dotąd znanej – kultury. Trzeba bowiem dodać do
tego obejrzany niedawno film „Sieranevada” Cristi Puiu czy wcześniej – filmy Cristiana Mungiu. Cóż za potencjał! Dopiero teraz przestała mi się kojarzyć wyłącznie z
nazwiskami emigrantów: Tristanem Tzarą, Eugen Ionesco, Emilem Cioranem czy Mircea
Eliade.
Wracając
jednakże do literatury, trzeba podkreślić, że zarówno Teodorovici, jak
Teodorescu czy nagrodzony ostatnio Angelusem Varujan Vosganian (z pochodzenia
Ormianin) to zupełnie odrębne światy, zarówno w sferze tematyki, jak i formy.
Teodorovici rozlicza się z komunizmem, używając do tego metafory teatru lalek,
Teodorescu opowiada o wielkiej historii posługując się metaforą małego
miasteczka i jego mieszkańców oraz wplatając w tę opowieść osobisty wątek.
Voscanian natomiast pisze epopeję o zagładzie Ormian, używając języka
pełnego obrazów i metafor, trochę tak, jak Orhan Pamuk. A jaka jest proza Dana
Lungu?
Dan Lungu – kronikarz ludzkich dusz
Otóż Dan
Lungu, znany w Polsce z powieści Jestem
komunistyczną babą!, opisuje historię najnowszą, w której głównym tematem
jest emigracja zarobkowa, a czyni to oddając głos swoim bohaterom i stając się
– jakby powiedziała Swietłana Aleksijewicz – kronikarzem ich dusz.
Autor „Dziewczynki,
która bawiła się w Boga” jest z zawodu socjologiem, co sprawia, że pisze
kompetentnie o tym, co stało się w Rumunii po transformacji, ale jednocześnie –
dzięki swojej wrażliwości i talentowi literackiemu – tworzy wiarygodne
i interesujące ludzkie portrety, w tym portrety dzieci.
Co czuje
dziecko, kiedy zostaje pozbawione rodzicielskiej opieki? Jak przeżywają
rozstania dorośli? Otóż wszyscy, bez wyjątku, ponoszą głęboki uszczerbek,
którego nigdy nie da się wyleczyć, bo nie można „odrobić” tego, co się
utraciło.
Z punktu widzenia dzieckaTytułowa dziewczynka
ma na imię Dobrusia i jest wychowywana przez dziadków, ponieważ matka wyjechała zarobkować
do Włoch, a ojciec wraz ze starszą córką wyprowadził się od teściów i zupełnie
się nią nie interesuje. Dziewczynka żyje w świecie wyobraźni, bo tylko dzięki
temu ma poczucie, że panuje nad sytuacją i własnym życiem. Lungu bez trudu
wchodzi w dziecięcy świat swojej bohaterki. I nie tylko jej.
Jego narracja
jest nieśpieszna – doskonale wie, że to, co najważniejsze, dzieje się wewnątrz
człowieka i że wszelkie działania są tego pochodną. Toteż wraz z nim wchodzimy
w świat dziewczynki, która nie tylko wyobraża sobie, że ma wpływ na życie
otaczających ją ludzi, ale przede wszystkim możemy odczuć na nowo ten rodzaj
wrażliwości i wyobraźni, który jest dla dziecka charakterystyczny, a który większość
z nas na ogół traci bezpowrotnie. A wygląda to na przykład tak, że wracając ze szkoły,
Dobrusia wyobraża sobie, jakby to było, gdyby wydobywający się z komina domu
dziadków dym nie tylko tworzył zawijasy w kształcie litery „S”, ale również
całe zdania w rodzaju:
„Uwaga,
Babunia jest w złym humorze” albo „Witamy cię w domu, Dobrusiu”.
A kiedy
matka oznajmia jej, że musi wyjechać, Lungu pisze, że „Dusza uwierała ją jak
duża i ciepła kulka, a łzy szczypały w policzki”. Dzieci pozostawionych przez
jedno albo oboje rodziców jest zresztą
wiele. Skala zjawiska jest tak duża, że dzieci zamiast indywidualnych imion,
noszą nazwy państw, do których wyemigrowali ich bliscy. Nazywają się więc
Włochami czy Hiszpanami, a zamiast miłości otrzymują paczki. Charakterystyczne
zabawy najdobitniej mówią o ich stanie ducha.
Mały Marek, znajomy
Dobrusi, ciągle chce bawić się w dom i wyznacza jej rolę matki. Młodszy od
niej, żyje jeszcze bardziej zanurzony w swoim świecie. Opowiada bez przerwy
różne historie tak wspaniale i mają one tzw. drugie dno, że aby je zrozumieć,
trzeba przytoczyć choćby mały fragment:
Kiedy dajesz kwiatom wodę, musisz się
uśmiechać, bo inaczej siedzą obrażone cały dzień i łysieją. (…) Ten kwiat jest dziadkiem
pozostałych kwiatów i wszystkie go słuchają. Płaczące dzieci nie rosną i całe
życie chodzą z gilami zwisającymi z nosa. On nie płacze, jest odważny jak tato,
który walczy z bakteriami w dżungli.
Niekiedy pisarz
rezygnuje z mowy pozornie zależnej, przytaczając dosłownie sposób mówienia
dziecka, gdy zwierza się ono ze swoich lęków:
Ty umalnęłaś, ale u mnie było gozej…
W nocy psysedł do mnie do pokoju wielki Kocul i zjadł mi wszystkie samochodziki.
Ta opowieść
chłopca jest bardzo długa i pozornie nie wnosi niczego do głównego wątku, a
jednak pisarz w jakimś sensie daje dziecku przestrzeń, aby wreszcie mogło
opowiedzieć o swoich lękach, problemach i marzeniach. Jakby on jeden rozumiał,
jakie to ważne, nikt bowiem z otoczenia chłopca tego nie słucha… Nawet Dobrusia – choć to pokrewna dusza – zasypia, przytłoczona własnymi zmartwieniami.
Z punktu widzenia dorosłegoAle nie
tylko dzieci próbują sobie wyjaśniać świat. Robią to także dorośli. Oczywiście,
nie wszyscy i nie w taki sam sposób. Pozostawiony przez żonę wujek Miron, obsesyjnie
opowiada Dobrusi o zwierzęcych i owadzich matkach, czułych i opiekuńczych, nie
rozstających się ze swymi dziećmi nawet na chwilę, gotowych za nie umrzeć. Z jego opowiadań wynika, że coś niedobrego dzieje się w świecie ludzi,
którzy zachowują się tak, jakby zatracili ów wrodzony instynkt.
Lungu
próbuje także wejść w świat tych, którzy wyjechali – zrozumieć, co czują i co
przeżywają. Pierwszoplanową postacią jest Letycja – matka Dobrusi, ale
pojawiają się też w związku z nią inne postaci, których losy dopełniają obraz
złożonego zjawiska zwanego emigracją zarobkową. Jest w tych opowieściach nie
tylko to, o czym na ogół wiemy: upokorzenia, ciężka praca, coraz bardziej
słabnący kontakt z bliskimi, życie skromne i często w zawieszeniu. Jest także
to, co u tego wrażliwego pisarza najistotniejsze: współczująca obserwacja tego, co dzieje się z człowiekiem pod wpływem
takiego doświadczenia.
Letycja
trafiła stosunkowo dobrze: opiekuje się starszą panią, która traktuje ją z
sympatią i szacunkiem. Jej krewni są już inni, ale mimo wszystko kulturalni i
przyzwoici. Nie zmienia to jednak faktu, że kobieta doświadcza licznych rozterek
i czuje się upokorzona. Począwszy od tego, że jako Rumunka jest postrzegana przez
cudzoziemców jako gorszy gatunek człowieka, a jej chlebodawczyni pyta ją nawet
o to, czy umie czytać, bo sądzi, że jest analfabetką, a skończywszy
na rozważaniach, czy to wszystko ma sens. Nawet wówczas, kiedy okazuje się, że
włada nieźle francuskim, jest wykształcona i szybko nauczy się włoskiego, jej
poczucie „gorszości” pozostanie, a tęsknota i przeczucie, że dzieje się coś
nieodwracalnego, nie przestaną jej dręczyć. Fakt, że otrzymuje pensję będącą
równowartością swoich półrocznych zarobków w Rumunii, przywodzi ją najpierw o
zawrót głowy, a potem pojawiają się smutne refleksje o zmarnowanych w biedzie latach,
braku perspektyw.
Ta koperta – czytamy – uświadomiła jej w jednej chwili, że prowadziła życie niewolnika, larwy,
wołu w jarzmie. Płakała nad zapomnianą radością, nad straconym życiem, nad
brakiem perspektyw zduszonych przez biedę. (…) Płakała, bo wydało jej się
niesprawiedliwe, że jedni rodzą się w Rumunii, a inni we Włoszech, Hiszpanii
czy Ameryce.
Wprawdzie
zarobione przez nią pieniądze pozwolą na spłacenie długu mieszkaniowego, a
rodzicom – na remont starego domu, ale ona sama żyje niezwykle skromnie,
wysyłając każdy zarobiony grosz do kraju. Przeżywa tęsknotę, samotność i ma
poczucie, że to czas stracony, jeśli chodzi o relacje z bliskimi. Oddalają się
od siebie w sposób nieuchronny i nieodwracalny. Wszystko zmierza ku
katastrofie. Nie tylko w jej rodzinie, także w innych.
Dan Lungu
nie daje żadnej nadziei, choć bardzo byśmy tego pragnęli. A przede wszystkim
pragnęliby tego jego bohaterowie. Tytuł powieści „O dziewczynce, która bawiła
się w Boga” brzmi jak przypowieść. I w
jakimś sensie nią jest, a jej przesłanie jest mądre i jednoznaczne: emigracja zarobkowa jest złem, a pieniądze
okupione ciężką pracą, samotnością i osobistym nieszczęściem, nie dają szczęścia również tym, którzy nimi dysponują..
Świat zaklęty w językuChciałabym także
zwrócić uwagę na walory artystyczne samej powieści i jej tłumaczenia. Otóż przedstawione
postaci – a jest ich niemało, zarówno dzieci jak i dorosłych – to nie tylko osobne,
fascynujące światy, ale także różne narracje – zindywidualizowane i jakże
prawdziwe. To poprzez język postaci przebija ich duchowość, ich świat wewnętrzny
i dzięki temu poruszone zostają w czytelniku najgłębsze struny jego wyobraźni i
współczucia.
Wypada tylko ubolewać, że taki „kronikarz duszy” nie objawił się w
polskiej literaturze współczesnej. Próby w rodzaju „My zdies` emigranty”
Manueli Gretkowskiej to jednak nie ten kaliber.
Na koniec
pragnę skierować wyrazy uznania do tłumaczki – Radosławy Janowskiej-Laskar,
której talentowi translatorskiemu zawdzięczamy kolejne literackie odkrycie. A
język tej powieści był z pewnością dużym wyzwaniem.
Powieść Dana Lungu: „O dziewczynce, która bawiła się w Boga” ukazała się w Wydawnictwie Amaltea, w przekładzie Radosławy Janowskiej-Lascar.
Dan Lungu (ur. 5 września 1969, Botoszany,
Rumunia) – rumuński pisarz i dziennikarz. Ukończył studia filozoficzne, ma
również doktorat z socjologii. Pracuje jako wykładowca socjologii na
Uniwersytecie w Jassach (Rumunia) i redaktor paryskiego magazynu „Au Sud de
l’Est”. W latach 2001–2002 był redaktorem naczelnym pisma kulturalnego „Timpul”
(„Czas”). Opublikował zbiory opowiadań i wierszy, jest także autorem sztuk
teatralnych, powieści oraz prac z zakresu socjologii. Na podstawie powieści Jestem komunistyczną babą! powstaje film
w reżyserii Stere Gulei.
|
![]() |
| Varujan Vosganian, fot. MSA |
![]() |
| Lucian Dan Teodorovici, fot. MSA |
![]() |
| Dan Lungu, fot. MSA |
8 listopada na scenie kameralnej Wrocławskiego Teatru Lalek odbędzie się premiera spektaklu MATEI BRUNUL w reżyserii Jerzego Bielunasa oraz Anety Głuch-Klucznik. Spektakl jest sceniczną adaptacją powieści rumuńskiego pisarza Luciana Dana Teodorovici pt. „Matei Brunul”. Książce przyznano w Rumunii najważniejsze nagrody i uznano za „Książkę Roku”.
Sceniczna adaptacja książki „Matei Brunul” (2011) rumuńskiego pisarza Luciana Dana Teodorovicia. Powieści przyznano w Rumunii wszelkie najważniejsze nagrody i uznano ją za „Książkę Roku”. Została przetłumaczona m.in. na język angielski, francuski, niemiecki, węgierski i polski. Ukazała się w Stanach Zjednoczonych oraz w wielu krajach Europy, wszędzie spotykając się z uznaniem. W 2015 roku utwór został nominowany do Literackiej Nagrody Europy Środkowej Angelus i otrzymał Nagrodę Czytelników im. Natalii Gorbaniewskiej.
Akcja powieści rozgrywa się w Rumunii w czasach reżimu stalinowskiego. To dramatyczne studium niszczenia człowieka przez system totalitarny.
Tytułowy bohater – rumuński marionetkarz włoskiego pochodzenia – zostaje niesłusznie oskarżony i trafia do stalinowskiego obozu pracy. Więziony w nieludzkich warunkach, poddawany torturom, traci pamięć. Po wyjściu na wolność, wciąż cierpiąc na amnezję, Brunul zaczyna pracować w Państwowym Teatrze Lalek. Świadkiem jego rozpaczy i samotności, słuchaczem i powiernikiem staje się marionetka o imieniu Bazylek. Brunul, nieświadomy paradoksalnych analogii między brutalną rzeczywistością a światem sztuki, zgłębia tajniki technik lalkarskich, ucząc się na pamięć fragmentów instrukcji:
„Życie marionetki jest w rękach marionetkarza. Nigdy nie będziesz mógł poruszać lalką i sprawić, aby żyła tak, jak chcesz, jeżeli nie nauczysz się kontrolować dogłębnie jej duszy, niezależnie od miejsca, w którym się ona znajduje”*.
Po wyjściu z obozu Brunul jest tylko pozornie wolny. System nie opuszcza swej ofiary. Każda chwila życia lalkarza jest nadal nadzorowana. Staje się on dla reżimu poletkiem doświadczalnym. Agenci służb bezpieczeństwa poddają go „obróbce”, próbując uformować z niego nowego człowieka, który ma tworzyć „ziemski raj dla dobra ogółu”. Dzieło Luciana Dana Teodorovicia kreśli przerażającą wizję ubezwłasnowolnionego społeczeństwa, która jest niepokojąco aktualna.
Spektakl „Matei Brunul” jest poświęcony pamięci zmarłego przed rokiem profesora Wiesława Hejny – wieloletniego dyrektora Wrocławskiego Teatru Lalek, twórcy słynnej Małej Sceny dla Dorosłych, reżysera przełomowych przedstawień polskiego teatru lalek, w tym tzw. „tryptyku władzy” – trzech przedstawień Wrocławskiego Teatru Lalek, zrealizowanych na podstawie: „Procesu” Franza Kafki (1985), „Gyubala Wahazara” Witkacego (1987) oraz „Fausta” Johanna Wolfganga Goethego (1989). Wszystkie trzy spektakle podejmowały temat wpływu władzy na jednostkę.
| Krzysztof Siwczyk i Lech Majewski, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek |
| Kazimierz Orlos , fot. B. Lekarczyk-Cisek |
| Wystawa malarstwa Alina Bozbiciu Mimesis, Galeria Dworcowa, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek |
| Daria Bojan, asystentka kuratora wystawy, wraz z Alinem Bozbiciu, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek |
| Alin Bozbiciu, Mimesis, Galeria Dworcowa we Wrocławiu, fot. B. Lekarczyk-Cisek |
| Alin Bozbiciu, Mimesis, Galeria Dworcowa we Wrocławiu, fot. B. Lekarczyk-Cisek |
| Alin Bozbiciu, fot. B. Lekarczyk-Cisek |
![]() |
| Alin Bozbiciu, Mimesis, Galeria Dworcowa we Wrocławiu, fot. B. Lekarczyk-Cisek |
| Alin Bozbiciu, Mimesis, Galeria Dworcowa we Wrocławiu, fot. B. Lekarczyk-Cisek |
| Ewelina Ciszewska, fot. z archiwum aktorki |
| maria s., fot. Robert Baliński |
| maria s., fot. Robert Baliński |
| maria s., fot. Robert Baliński |
| Eurydyka, fot. Robert Baliński |
|
|
|
6 listopada o 19.00 w Narodowym Forum Muzyki angielski dyrygent Jonathan Nott, uznawany za wybitnego interpretatora muzyki współczesnej, pod...