Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Zbigniew Herbert, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Zbigniew Herbert, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 27 maja 2024

2018 Rokiem Zbigniewa Herberta

27 października 2017 roku posłowie przyjęli uchwałę w sprawie ustanowienia 2018 Rokiem Zbigniewa Herberta w związku z 20. Rocznicą śmierci Poety. Oddano w niej hołd "jednemu z najwybitniejszych poetów polskich i europejskich XX w."

Zbigniew Herbert

W uchwale podkreślono, że 28 lipca 2018 r. minie 20 lat od śmierci Zbigniewa Herberta - "jednego z najwybitniejszych poetów polskich i europejskich XX wieku. Z tej okazji Sejm Rzeczypospolitej Polskiej, w uznaniu ogromnych zasług Artysty, postanawia oddać Mu hołd".

"W epoce kryzysu wartości i głębokiego zwątpienia Zbigniew Herbert zawsze stał po stronie zasad: w sztuce – kanonu piękna, hierarchii i rzemiosła, w życiu – kodeksów etycznych, jasno rozróżniających pojęcia dobra i zła. Był uosobieniem wierności – samemu sobie i słowu. W swojej poezji wyrażał umiłowanie wolności, wiarę w godność jednostki i jej moralną siłę. Patriotyzm rozumiał jako miłość surową, wymagającą solidarności z poniżonymi i cierpliwej pracy nad przywracaniem pojęciom ich rzeczywistych znaczeń" - napisano w uchwale.

Wybitny poeta i moralny autorytet

Zbigniew Herbert jest jednym z najwybitniejszych polskich pisarzy XX w. Nie tylko poeta, ale także eseista i dramatopisarz. W latach 80. był jednym z głównych poetów związanych z polską opozycją antykomunistyczną. Jego wiersz „Przesłanie Pana Cogito” stanowiło i nadal stanowi wezwanie do bycia wiernym wartościom, szczególnie, jeśli to kosztuje.

Zbigniew Herbert we wczesnym dzieciństwie, z archiwum rodzinnego

Urodził się 29 października 1924 roku we Lwowie i miasto to – utracone na zawsze –będzie wielokrotnie powracać w jego twórczości. Współczucie dla ubogich i cierpiących zawdzięczał wychowaniu przez babcię Marię z Bałabanów – Ormianki i głęboko wierzącej katoliczki. Patriotyczne wychowanie zawdzięczał ojcu – Bolesławowi, który walczył z Ukraińcami o przynależność Lwowa do odradzającej się Polski i został uhonorowany Krzyżem Obrony Lwowa i Odznaką Honorową „Orlęta”.

Po wojnie Herbert uczęszczał na wykłady krakowskich uczelni: Akademii Sztuk Pięknych, Wydziału Prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz Akademii Handlowej, którą ukończył w 1947 roku. studia prawnicze kontynuował w Toruniu i ukończył je w 1949 roku. rozpoczął również studia filozoficzne u prof. Henryka Elzenberga, z którym łączyła go więź uczeń – mistrz. Była wielkim erudytą, który potem już całe życie studiował i pogłębiał swoją wiedzę.

W 1956 roku zadebiutował tomem wierszy „Struna światła”, a rok później ukazał się kolejny tom: „Hermes, pies i gwiazda”.

W końcu lat 50. rozpoczął swoje zagraniczne podróże od wyjazdu stypendialnego do Francji. Zwiedził także Anglię, Włochy, Austrię, Grecję, Niemcy, Holandię i Stany Zjednoczone. Owocem tych podróży były trzy tomy esejów: „Barbarzyńca w ogrodzie”, „Martwa natura z wędzidłem” oraz pośmiertny „Labirynt nad morzem”.

W latach 60. Ukazywały się kolejne tomy poezji: „Studium przedmiotu” i „Napis”, a w 1974 – najsłynniejszy tom jego wierszy: „Pan Cogito”.

Zbigniew Herbert w Oborach k/ Warszawy, 1973, fot. M. Kapitaniak
W styczniu 1981 roku Herbert powrócił na stałe do Warszawy. Jego wiersze wydawane poza cenzurą w „Zapisie” cieszyły się wielką popularnością, a sam Poeta stał się dla pokolenia Solidarności autorytetem i moralnym wzorcem do naśladowania.
W lipcu 1985 roku udzielił Jackowi Trznadlowi długiego wywiadu: „Wypluć z siebie wszystko”, w którym krytykował postawę inteligencji polskiej oraz luminarzy życia artystycznego w czasach stalinowskich. Wywiad ten znalazł się później w książce Jacka Trznadla „Hańba domowa”.
Od 1986 do 1991 roku Herbert przebywał za granicą, głównie w Paryżu, a w 1990 r. ukazał się tom wierszy „Elegia na odejście”.

Herbert Zbigniew na spotkaniu z czytelnikami w kościele NMP w Warszawie, 1984
fot. A.B. Bohdziewicz
Po powrocie do kraju w 1992 roku zaangażował się bezpośrednio w politykę. Zaczął publikować w „Tygodniku Solidarność”, gdzie ukazywały się jego krytyczne artykuły. Jako jeden z pierwszych stanął po stronie pułkownika Ryszarda Kuklińskiego, z którym spotkał się w swoim mieszkaniu w 1998 roku, będąc już ciężko chorym.
Podejmując nieustanną walkę ze swoim cierpieniem stworzył pod koniec życia wiersze ukazały się w tomie „Epilog burzy”.
Zbigniew Herbert zmarł 28 lipca 1998 roku i został pochowany na Starych Powązkach w Warszawie.

Tekst artykułu powstał na podstawie katalogu wystawy poświęconej Zbigniewowi Herbertowi w 10. rocznicę śmierci. Wystawa "Twarze Pana Cogito" miała miejsce w Zakładzie Narodowym im. Ossolińskich w 2008 roku - byłam jej autorką.


sobota, 28 października 2017

Twarze Pana Cogito - Zbigniewowi Herbertowi

Kto pisał nasze twarze (…)

Zaprezentowany tekst pochodzi z katalogu wystawy, którą przygotowałam (wraz z sesją popularnonaukową) w Zakładzie Narodowym im. Ossolińskich, z okazji 10. rocznicy śmierci Zbigniewa Herberta. Rok 2008 został wówczas ogłoszony Rokiem Herberta. 


Zbigniew Herbert, fot. Witold Skotnicki , Reuters  Forum


Twarze Pana Cogito
 Tak, w tej twarzy możemy ujrzeć, zachwyceni,
Naszych własnych żywotów dawne, czyste rano…
William Shakespeare, Sonet 68
Kto pisał nasze twarze…?

Zazwyczaj nie zajmujemy się tym, kto „pisze nasze twarze”, z reguły bowiem interesuje nas sam tekst – to, co można z twarzy wyczytać, a więc wiedza o człowieku. Rodzi się zatem pytanie: czy twarz jest wiernym odbiciem ludzkiego wnętrza, czy też nie da się jej przeniknąć? Wielu autorów optymistycznie zakładało, że twarz jest rodzajem otwartej księgi, stanowi frontyspis człowieka. Angielski poeta metafizyczny doby baroku John Donne uważał, że Cały świat jest wielką księgą, a człowiek indeksem do tej księgi; nawet jego ciało może być całym światem. Twarz jest zatem księgą, z której można „odczytać”, jaki jest człowiek: co myśli, co czuje, jaka jest jego historia – szczęśliwa czy tragiczna. Zgodnie bowiem z takim podejściem,  Twarz jest obrazem duszy, a oczy jej tłumaczem (Cycero). Twarz zatem jest nie tylko księgą, jest także zwierciadłem (duszy).

Metafora „pisać twarz” sugeruje, że twarz jest tekstem, który ma wielu autorów. Herbert nawiązuje do tego poglądu w charakterystyczny dla siebie sposób: dystansując się doń za pomocą ironii i żartu. Twarz jest dla niego spadkiem po praszczurze. Jak w sonecie Shakespeare`a, doświadczenie twarzy wprowadza nas w przeszłość – odkrywamy „rano” naszego istnienia  Historia twarzy Pana Cogito jest bardzo bogata i tego się w żaden sposób zatrzeć nie da. Warstwy kultury wprawdzie ją przysłaniają, ale wystarczy wnikliwiej przyjrzeć się sobie, aby stwierdzić, że przodkowie wpadli w próżnię by powrócić we mnie…  I tak oglądając przed lustrem twarz odziedziczoną Pan Cogito doświadcza, że przeszłość – cała historia ludzkości – jest w nas i że nie da się tego w żaden sposób ukryć nakładając na twarz mikstury nabyte w salonach sztuki. Są powierzchowne jak każdy makijaż.

wystawa Twarze Pana Cogito, fot. Andrzej Niedźwiedzki

Samo słowo twarz[1]  powiązane jest etymologicznie z tworzeniem, pochodzi bowiem od starocerkiewnego twar – dzieło oraz zbliżonego twor – stworzenie. Podobnie w łacinie facere znaczyło tworzyć, robić, a z niego powstały francuskie i angielskie określenia twarzy. Można zatem powiedzieć, że w różnych językach twarz jawi się jako coś stworzonego – jako dzieło. Twarz zatem jest stworzona przez Stwórcę – jest Jego dziełem.

U Herberta nie znajdziemy jednak jednoznacznej i wyczerpującej wypowiedzi na temat kto pisał nasze twarze. Odpowiedzi na to fundamentalne pytanie musimy już poszukiwać sami – to zadanie każdego Cogito. Możemy jednak przyjrzeć się, kim jest Pan Cogito Herberta. Kogo zobaczymy, kiedy spojrzymy na jego twarz w lustrze?
Zapewne ujrzymy – jak to sugeruje tytuł jednego z wierszy –
 „Poetę w pewnym wieku”, który
zamiast hodować
bratki i onomatopeje
sadzi kolczaste eksklamacje
inwektywy i traktaty

Kto jednocześnie, starzejąc się, zachował zdolność zdziwienia, z którego wyrasta mądrość:

ogląda o świcie
swoją rękę
dziwi się skórze
podobnej do kory
                                            i … młodość:
na tle młodego błękitu
białe drzewo jego żył

Poeta  próbuje opisać świat, ale wielka poezja istnieje w samej naturze:

Niezmordowana jest oracja światów
(…)
i dalej toczą się pioruny kwiatów oratio traw oratio chmur
  mamroczą chóry drzew spokojnie płonie skała
  ocean gasi zachód dzień połyka noc i na przełączy wiatrów
  nowe wstaje światło
                                „Poeta rozważa różnicę między głosem ludzkim a głosem przyrody”  
     
 wystawa Twarze Pana Cogito, fot. Andrzej Niedźwiedzki

Mimo to Pan Cogito chciałby do końca śpiewać urodę przemijania ( „Pan Cogito a długowieczność”).
Na spotkaniu autorskim, które miało miejsce w 1972 roku w siedzibie Miesięcznika „Odra” we Wrocławiu Zbigniew Herbert wyraził ekspressis verbis jak pojmuje rolę poety i twórczości („kultury”, jak to szerzej określił):

Sferą działalności poety (..) – r z e c z y w i s t o ś ć, uparty dialog człowieka z otaczającą go rzeczywistością konkretną, z tym stołkiem, z tym bliźnim, z tą porą dnia, kultywowanie zanikającej umiejętności kontemplacji. A przede wszystkim – budowanie wartości, budowanie tablic wartości, ustalanie ich hierarchii, to znaczy świadomy, moralny ich wybór z wszystkimi życiowymi i artystycznymi konsekwencjami, jakie z tym są związane – to wydaje mi się podstawową  funkcją kultury”[2]

 Poeta to jedno z wielu odbić w lustrze twarzy Pana Cogito. Twarz Poety wydaje się być pierwszoplanowa, bo najmocniej związana z tajemnicą tworzenia, a więc z tym, co prymarne, esencjonalne. Poeta ma także do odegrania rolę historyczną.  Tom wierszy „Pan Cogito” kończy „Przesłanie Pana Cogito”. Pierwszy i ostatni wiersz to droga od refleksji (autorefleksji) do powinności moralnej. Wszystkie rozważania Pana Cogito nie są „czystymi spekulacjami”, lecz zmierzają do „budowania tablic wartości”, jak określa powinności poety Herbert. Doświadczenie i towarzysząca mu refleksja służą temu, aby trwać przy wartościach, to znaczy „iść wyprostowanym” i „być wiernym”.

wystawa Twarze Pana Cogito, fot. Andrzej Niedźwiedzki

Inna twarz Pana Cogito to  Cogito Podróżnik.

Cieszył się wędrówką do nieznanych miejsc, oglądaniem nieznanych rzek, a trudy wynagradzała mu pasja poznania. (Owidiusz)[3]
Podróż[4] jest jednym z najbardziej uniwersalnych toposów w kulturze. Najogólniej,  symbolizuje ludzkie życie. Fundamentalnym tekstem w kulturze europejskiej, z  którego czerpią wszystkie następne, jest Odyseja Homera. Odyseusz Herberta – Pan Cogito – czerpie z podróży niezliczone dobrodziejstwa, toteż prezentuje je w formie hymnu pochwalnego. Jest więc zaduma nad urodą świata, wdzięczność za to, że można było doświadczyć piękna i brzydoty różnych miejsc, spotkań z dobrymi i mądrymi ludźmi. W Modlitwie pojawia się na koniec prośba niosąca głębokie humanistyczne przesłanie:

żebym rozumiał innych ludzi inne języki inne cierpienia
a nade wszystko żebym był pokorny to znaczy ten który
pragnie źródła

W istocie bowiem podróż jest powrotem do źródła…
Podróże Herberta zaowocowały trzema cyklami esejów: „Barbarzyńca w ogrodzie” jest wyprawą do źródeł europejskiej cywilizacji, „Martwa natura z wędzidłem” skrywa  pod opisami dzieł sztuki i ludzkimi historiami wnikliwe studium przemocy, „Labirynt nad morzem” natomiast jest wyprawą do źródeł mitologii. Ślady tych podróży odnaleźć można również w poezji. Pan Cogito z tomu „Raport z oblężonego miasta” wraca do kraju odmieniony swymi podróżami:  przywiązał się tylko do kolumny doryckiej, w brzydkim mieście Manchester odkrył ludzi dobrych i rozumnych, pomyślał że Duccio van Eyck Bellini malowali także dla niego, nie zrozumiał do końca Akropolu, który cierpliwie odkrywał przed nim okaleczone ciało…
Innym, niezwykle ważnym motorem  podróży jest przekonanie, że skoro został wybrany (…)  w grze ślepego losu, to musi wyborowi temu nadać sens, odebrać mu jego przypadkowość i dowolność (…).Wyobrazić sobie, że jest delegatem czy posłem tych wszystkich, którym się nie udało. (…) zapomnieć o sobie, wysilić całą wrażliwość i zdolność rozumienia, aby Akropol, katedry, Mona Liza powtórzyły się w nim na miarę oczywiście jego ograniczonego umysłu i serca. I żeby to, co z nich pojął, potrafił przekazać innym[5].

Swoje podróże odbywa Herbert z nieodłącznym notatnikiem – jak to czyniło wielu pisarzy przed nim, dość wymienić J. Słowackiego czy J.W. Goethego. Skrótowy zapis tego, co się widzi, zespolenie obrazu i pisma są czymś naturalnym, pierwotnym. Herbert – podróżnik pozostawił setki szkiców. Skrupulatnie je przechowywał, więc uchowały się nawet najdrobniejsze notatki – czasem zdanie albo słowo, szkic lub jego zaczątek, niekiedy puste strony, jakby w oczekiwaniu na zapis… Taka twarz Herberta-rysownika, mało znana, odkrywa się dopiero od niedawna przed czytelnikami. Herbert kopiujący mistrzów,  szkicujący detale, twarze, pejzaże…

Choć Herberta postrzegamy przede wszystkim jako poetę, to przecież warto przypomnieć, że pierwszym utworem zaprezentowanym przez niego publicznie był dramat Jaskinia filozofów, który ukazał się po raz pierwszy drukiem w 1956 r. w „Twórczości”.. Tytuł nawiązuje do przypowieści z VII księgi Państwa Platona, ale owa jaskinia jest metaforą systemu, który bohatera więzi i chroni jednocześnie. Entuzjastycznie pisze o dramacie Jerzy Zawieyski w Dzienniku:

Wzrusza samotność Sokratesa, niemożność porozumienia się ze światem, nawet z uczniami, nawet z Platonem. Cudowne słowo poetyckie, trafne, wysnute z mowy codziennej, splecionej ze słownictwem abstrakcyjnym, filozoficznym.[6]

wystawa Twarze Pana Cogito, fot. Andrzej Niedźwiedzki

Herbert – dramaturg to także autor słuchowisk: Rekonstrukcja poety, Drugi pokój, Lalek oraz Listy do czytelników.
Homer – bohater „Rekonstrukcji poety” symbolizuje twórcę, ale też każdego człowieka, który dokonuje trudnych wyborów, będąc w jakimś sensie ślepcem. Jacek Łukasiewicz[7] w swojej monografii poświęconej Herbertowi nazywa obydwa teksty słuchowiskami-przypowieściami, w przeciwieństwie do słuchowisk-reportaży, jak określa trzy kolejne dramaty. Wszystkie je jednak łączy współczucie dla bohaterów, którzy wyznaczają miary moralne, obnażają cudze podłości, wady czy tylko niedostatki umysłów i sumień.[8]
Nietrudno rozpoznać w bohaterach dramatów kolejne twarze Pana Cogito…

Na koniec warto byłoby odsłonić twarz Herberta – epistolografa. W zależności od osoby adresata, w lustrze pojawiają się różne twarze piszącego. W listach do Henryka Elzenberga będzie to – jak sam siebie nazywa – uczeń, krnąbrny uczeń, szczerze oddany uczeń, kochający uczeń, tępy uczeń. W relacjach z Mistrzem autor przybiera rolę ucznia. W relacjach z innymi pisarzami będzie to Herbert-pisarz, ale i Herbert-przyjaciel. 
W listach do Stanisława Barańczaka żartuje na swój temat po ukazaniu się Uciekiniera z utopii:
Dialog z Tobą musi z konieczności przypominać dialog żaby z Lineuszem. Wiedz, proszę, że żaba jest Ci wdzięczna, żeś zechciał wyjaśnić jej niejasną anatomię, fizjologię, kumkanie (…)[9]

Zdarza się nawet, że twarz przybiera wygląd „pyska”, jak to ma miejsce w korespondencji z Magdaleną i Zbigniewem Czajkowskimi. Herbert nazywa swoich wieloletnich przyjaciół Kochanymi Zwierzątkami,[10]podpisując się jako Wasz Zbigniew (z rysunkiem miniaturowego psa), Dziubdziuś, Ober-Dionizos, Wasz Zbigniew-brat mleczny…

Choć listy Herberta przybliżają jego postać i czynią ją w jakimś sensie bardziej prywatną, to jednak i one nie pozwalają dotrzeć do ostatecznej prawdy o nim. Być może taka prawda w ogóle nie istnieje. Są tylko twarze – kreacje Pana Cogito, kreacje Herberta…
To, co tajemnicze w każdej silniejszej osobowości, nie otworzy się przed nami tylko dlatego, że człowiek, który nosił w sobie tę tajemnicę, już nie żyje…[11]

wystawa Twarze Pana Cogito, fot. Andrzej Niedźwiedzki

Zakończenie, czyli o kulisach wystawy „Twarze Pana Cogito”.

Pomysł stworzenia wystawy poświęconej twórcy Pana Cogito  powstał jeszcze zanim ogłoszono Rok Herberta. Kiedy to się stało, uznałam, że jest realna szansa na jego spełnienie. Tematem miały być podróże Pana Cogito. Zauroczona krakowską wystawą  poświęconą Stanisławowi Wyspiańskiemu, zapragnęłam zrobić „moją” z autorami tamtej, panami Januszem i Pawłem Wałkami. Przekonywanie trwało kilka miesięcy, ale cierpliwość została nagrodzona. Okazało się natomiast, że z panią Dorotą Pieńkowską, autorką dwóch wystaw poświęconych Herbertowi w Muzeum Literatury, łączy mnie nie tylko miłość do kotów… Tak oto temat wystawy „Podróże Pana Cogito” okazał się nieaktualny i należało poszukać innego. I wtedy natknęłam się na wiersz „Twarze Pana Cogito”… Pomyślałam: oto wspaniały uniwersalny, a zarazem „Herbertowski” temat. Twarz człowieka, Każdego, także lub może przede wszystkim – twarz Herberta i jego literackiego porte parole.

Ponieważ ascetycznie skupiłam się na postaci Pana Cogito, toteż bolesne ograniczenie zrekompensowałam uchylając nieco drzwi prowadzące do Herberta-eseisty, dramaturga, rysownika, korespondenta... Tak powstał program sesji popularnonaukowej, a także  „opowieść o Herbercie” w formie teatralnej i filmowej.
Zanim jednak zaczęliśmy nasz październikowy ossoliński „festiwal Herbertowski”, na wrocławskie ulice wylało się trochę poezji, a spotkanie literackie w Bibliotece im. Stefanyka we Lwowie (dawna siedziba Ossolineum) pozwoliło odwiedzić ukochane Herbertowskie Miasto, w którym nie ma
ani jednego cienia z domu mego
ani drzew dzieciństwa
ani krzyża z żelazną tabliczką
ławki na której szeptałem zaklęcia
kasztany i krew
ani też żadnej rzeczy która nasza jest
                                 „Pan Cogito myśli o powrocie do rodzinnego miasta”





[1] Limon J. Czytanie twarzy w: Twarz. Punkt po punkcie, Gdańsk 2000
[2] Wstęp do: Herbert Z. Poezje, Warszawa 1998
[3] Owidiusz, Metamorfozy 4, 294,
[4] Kopaliński Wł. Słownik symboli, Warszawa 2006
[5] Herbert Z., Duszyczka, w: Labirynt nad morzem, Warszawa 2000
[6]  Zbigniew Herbert, Jerzy Zawieyski, Korespondencja 1949-1967, Warszawa : Biblioteka "Więzi", 2002. 
[7] Łukasiewicz J. Herbert, Wrocław 2001
[8] Tamże, s.65
[9] Zbigniew Herbert / Stanisław Barańczak, "Korespondencja (1972-1996)", Zeszyty Literackie 2005
[10] Magdalena Czajkowska we wstępie do wydania zbioru listów „Herbert i Kochane Zwierzątka” tak wyjaśnia pochodzenie tego zwrotu: „Zaczęło się chyba od naszego pięknego wilczura, którego nazwaliśmy Burkiem, aby mu jego wspaniały rodowód nie uderzył do głowy. Burek był uroczy, mądry, a ludzkim głosem nie mówił tylko dlatego, że nie chciał. Miał zwyczaj, kiedy mu było smutno, podchodzić do kogoś z nas i podawać łapę. Trzeba go było za tę łapę trzymać i mówić – cicho i łagodnie – wszystko jedno co. (…) Chodziło bowiem o ton głosu. Burek słuchał, słuchał, marszczył czoło (co powodowało takie śmieszne skrzyżowanie uszu – składały się jak nożyczki), po czym  zły nastrój mu przechodził, Burek zrywał się i znów był pełnym życia i energii wilczurem. Zbyszek Herbert bardzo go polubił. Stwierdził, że wszyscy jesteśmy jak zwierzątka, które muszą się trzymać za łapę wobec przeciwności losu, i odtąd większość listów do nas zaczynał słowami „Kochane Zwierzątka”.

[11] Zagajewski A., Początek wspominania, „Zeszyty Literackie”, nr 68, s.64

Autorem zdjęć z wystawy "Twarze Pana Cogito" jest Andrzej Niedźwiedzki.

wtorek, 29 października 2019

Pan Cogito w podróży. W rocznicę śmierci Zbigniewa Herberta

Cieszył się wędrówką do nieznanych miejsc, 
oglądaniem nieznanych rzek, 
a trudy wynagradzała mu pasja poznania.
Owidiusz

Dziś przypada 25. rocznica śmierci Zbigniewa Herberta. Jego nieobecność pośród nas jest tylko pozorna. W istocie ciągle powracamy do Jego wierszy, esejów - do pięknego, precyzyjnego słowa. To jest trochę tak, jakby Poeta wyruszył w swoją kolejną podróż, a my tu na Niego czekamy przekonani, że oczaruje nas kolejną opowieścią - jak Homer.

Zbigniew Herbert, fot. PAP/CAF/P. Janowski

Podróż jest jednym z najbardziej uniwersalnych toposów w kulturze. Najogólniej,  symbolizuje ludzkie życie. Fundamentalnym tekstem w kulturze europejskiej, z  którego czerpią wszystkie następne, jest Odyseja Homera. Odyseusz Herberta – Pan Cogito – czerpie z podróży niezliczone dobrodziejstwa, toteż prezentuje je w formie hymnu pochwalnego. Jest więc zaduma nad urodą świata, wdzięczność za to, że można było doświadczyć piękna i brzydoty różnych miejsc, spotkań z dobrymi i mądrymi ludźmi. W Modlitwie pojawia się na koniec prośba niosąca głębokie humanistyczne przesłanie:

żebym rozumiał innych ludzi inne języki inne cierpienia
a nade wszystko żebym był pokorny to znaczy ten który
pragnie źródła

W istocie bowiem podróż jest powrotem do źródła…
Podróże Herberta zaowocowały trzema cyklami esejów: Barbarzyńca w ogrodzie jest wyprawą do źródeł europejskiej cywilizacji, Martwa natura z wędzidłem skrywa  pod opisami dzieł sztuki i ludzkimi historiami wnikliwe studium przemocy, Labirynt nad morzem natomiast jest wyprawą do źródeł mitologii. Ślady tych podróży odnaleźć można również w poezji. Pan Cogito z tomu Raport z oblężonego miasta wraca do kraju odmieniony swymi podróżami:  przywiązał się tylko do kolumny doryckiej, w brzydkim mieście Manchester odkrył ludzi dobrych i rozumnych, pomyślał że Duccio van Eyck Bellini malowali także dla niego, nie zrozumiał do końca Akropolu, który cierpliwie odkrywał przed nim okaleczone ciało…

Innym, niezwykle ważnym motorem  podróży jest przekonanie, że skoro został wybrany (…)  w grze ślepego losu, to musi wyborowi temu nadać sens, odebrać mu jego przypadkowość i dowolność (…).Wyobrazić sobie, że jest delegatem czy posłem tych wszystkich, którym się nie udało. (…) zapomnieć o sobie, wysilić całą wrażliwość i zdolność rozumienia, aby Akropol, katedry, Mona Liza powtórzyły się w nim na miarę oczywiście jego ograniczonego umysłu i serca. I żeby to, co z nich pojął, potrafił przekazać innym. (Duszyczka, Labirynt nad morzem)

Swoje podróże odbywa Herbert z nieodłącznym notatnikiem – jak to czyniło wielu pisarzy przed nim, dość wymienić J. Słowackiego czy J.W. Goethego. Skrótowy zapis tego, co się widzi, zespolenie obrazu i pisma są czymś naturalnym, pierwotnym. Herbert – podróżnik pozostawił setki szkiców. Skrupulatnie je przechowywał, więc uchowały się nawet najdrobniejsze notatki – czasem zdanie albo słowo, szkic lub jego zaczątek, niekiedy puste strony, jakby w oczekiwaniu na zapis… Taka twarz Herberta-rysownika, mało znana, odkrywa się dopiero od niedawna przed czytelnikami. Herbert kopiujący mistrzów,  szkicujący detale, twarze, pejzaże…

Choć Herberta postrzegamy przede wszystkim jako poetę, to przecież warto przypomnieć, że pierwszym utworem zaprezentowanym przez niego publicznie był dramat Jaskinia filozofów, który ukazał się po raz pierwszy drukiem w 1956 r. w „Twórczości”.. Tytuł nawiązuje do przypowieści z VII księgi Państwa Platona, ale owa jaskinia jest metaforą systemu, który bohatera więzi i chroni jednocześnie. Entuzjastycznie pisze o dramacie Jerzy Zawieyski w Dzienniku:

Wzrusza samotność Sokratesa, niemożność porozumienia się ze światem, nawet z uczniami, nawet z Platonem. Cudowne słowo poetyckie, trafne, wysnute z mowy codziennej, splecionej ze słownictwem abstrakcyjnym, filozoficznym.[Zbigniew Herbert, Jerzy Zawieyski, Korespondencja 1949-1967, Warszawa : Biblioteka "Więzi"].

Powyższy tekst napisałam w 2010 roku do katalogu wystawy "Twarze Pana Cogito", którą przygotowałam w Zakładzie Narodowym im. Ossolińskich.

piątek, 27 lipca 2018

Dziś otwarcie wystawy "Herbert na Krakowskim Przedmieściu"

Dziś o 12.00 w Muzeum Literatury w Warszawie nastąpi otwarcie wystawy "Herbert na Krakowskim Przedmieściu". Jutro przypada 20. rocznica śmierci Poety.



28 lipca 1998 roku podczas nocnej burzy zmarł Zbigniew Herbert, Poeta, który towarzyszy nam w drodze przez świat, którego słowa nosimy w sobie. Przypomnijmy, że Muzeum Literatury poświęciło temu wybitnemu twórcy dwie wystawy: Zbigniew Herbert. Epilog burzy (w roku 2000) i Podróże Pana Cogito (w roku 2008). Obecnie, w kolejnym już Roku Herberta, dzięki współpracy ze Stowarzyszeniem „Wspólnota Polska” autor Pana Cogito zagości w sercu Warszawy, na Krakowskim Przedmieściu w przeddzień 20. rocznicy śmierci, 27 lipca – i pozostanie tutaj do końca sierpnia.

Polsko-angielska wystawa W hołdzie Zbigniewowi Herbertowi  składa się z 36 grafik ułożonych według haseł: Lwów, II Apokalipsa, II Okupacja, Do źródeł, Solidarność, Epilog, Przesłanie.

Bogato ilustrowana opowieść o życiu i twórczości autora Barbarzyńcy w ogrodzie prowadzi nas do źródeł naszej cywilizacji. Tytuły pokazanych na planszach obrazów wraz z cytatami z Herbertowej eseistyki, wskazują toposy kulturowe konstytuujące Europę. W odniesieniu do owych źródeł rozstrzygają się losy ludzi i narodów.

Na naszej rocznicowej wystawie Herbert jest przypomniany jako wybitny artysta, a zarazem człowiek, który nazywa rzeczy po imieniu, nie brata się z silniejszym zawsze reagując na głos poniżonych i bitych – dlatego zasługujący na spontanicznie przyznane przez rodaków miano: sumienie narodu. My – jak zostało to powiedziane w pożegnalnych słowach przed dwudziestoma laty – mieliśmy szczęście, że żył w naszych  czasach.

Maria Dorota Pieńkowska
Autorka wystawy

Dyrektor Muzeum Literatury Jarosław Klejnocki  i Prezes Stowarzyszenia „Wspólnota Polska” Dariusz Bonisławski mają zaszczyt zaprosić na otwarcie wystawy „W hołdzie Zbigniewowi Herbertowi 1924-1998” w piątek,  27 lipca 2018 roku o godz.  12.00 w   Domu Polonii w Warszawie,  ul.  Krakowskie Przedmieście nr 64.

Wiersze Zbigniewa Herberta powie Przemysław Tejkowski.

Projekt dofinansowany przez  Stowarzyszenie „Wspólnota Polska” ze środków pochodzących z Kancelarii Senatu, w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą.

informacja prasowa

niedziela, 18 lutego 2018

Zbigniew Herbert: Pan Cogito (na próżno) szuka rady /recenzja książki/

Tom poezji Zbigniewa Herberta: ”Pan Cogito szuka rady” jest poszukiwaniem odpowiedzi na dręczące pytania, będące doświadczeniem każdego myślącego człowieka. 

Zbigniew Herbert, Pan Cogito szuka rady, Wyd. A5

Fundamentalne pytania


Wydawnictwo A5, zasłużone w wydawaniu poezji Zbigniewa Herberta, że wspomnę choćby potężny tom "Utworów rozproszonych (Rekonesans)", uraczyło tym razem czytelników Poety interesującym, bo dwujęzycznym (angielsko-polskim) tomem jego poezji. Zebrane z różnych lat wiersze łączy jedna wspólna myśl: poszukiwanie odpowiedzi na dręczące pytania, będące doświadczeniem każdego myślącego człowieka.

Jak pisze o Herbercie w posłowiu A. Z. Valles:

"Miał umysł, któremu zadawanie fundamentalnych pytań – o naturę sprawiedliwości, prawdy, miłości i piękna – przynosiło ulgę nawet w najbardziej gorzkich czasach".

Nieprzypadkowo więc tomik rozpoczyna wiersz "Dwie krople" – o ludziach, którzy w obliczu zagłady ”uciekają w miłość”, gdyż staje się ona rodzajem schronienia od zła i tego, co nieuchronne. W tym wszyscy zdają się być podobni, jak dwie krople // zatrzymane na skraju twarzy.

Z wierszem tym koresponduje jeden z ostatnich w tym tomie: "Czułość". Herbert przedstawia tytułowe uczucie jako niemające racji bytu w świecie (powinnaś spać we wnętrzu dłoni na dnie oka tam//twoje miejsce niech cię nikt nie budzi). A jednak, czy tego świat chce, czy nie - istniejące.


Pan Cogito szuka (na próżno) rady


Kluczem do całego tomu poezji jest wiersz tytułowy: "Pan Cogito szuka rady", w którym dusza Pana Cogito odmawia pociechy wiedzy. Poszukuje natomiast nocą nieistniejącego miasteczka Bracław – miejsca opuszczonego, które krzyczy, aby odnaleźć w nim rabiego Nachmana. Tylko jego mądrość może być lekarstwem na kłopoty i bolące serce:


Może by mi poradził
Rabi Nachman
Ale jak mam go znaleźć
Wśród tylu popiołów


Może właśnie ów fakt jest przyczyną tego, że dusza odmawia pociechy, a żadna mądrość nie może usprawiedliwić tego, co się wydarzyło w nieistniejących miastach, które krzyczą…

Na końcu tomiku odnajdziemy wiesz "Mandelsztam", którego bohater Na koniec jak wszyscy wielcy poeci został błaznem. Skrajna sytuacja egzystencjalna staje się udziałem każdego wielkiego poety – jego doświadczeniem poniżenia i samotności.

"Szlachetna klęska jako tragiczny paradoks – twierdzi A. Z. Valles – leży u podstaw zarówno bardzo wczesnej "Nike się waha", jak i późniejszego o kilka dekad wiersza "Przemiany Liwiusza", który się na większą skalę splata ze sobą pamięć osobistą i pamięć kulturową".

Jedyne, co pozostało, to powtarzanie starych "zaklęć ludzkości", które ciągle mają swoją moc.

Marmurowa Curatia Dionisia i kamień



Jesteśmy w tym podobni do bohaterki tekstu ”Curatia Dionisia”, która wieki temu, pod murem zatrzymanych barbarzyńców (…) Kazała rzeźbiarzom położyć dwie poduszki pod swój łokieć. Czyżby wierzyła, że w ten sposób przejdzie wygodnie i dostojnie do wieczności?

Jednym z ulubionych tematów twórczości Herberta jest kamień – ”przedmiot „namacalny”, a zarazem niosący symboliczne treści. W znajdującym się w omawianym tomie poezji wierszu ”Kamyk” jest on stworzeniem doskonałym, gdyż jako niezmieniająca się – pilnująca swoich granic, a jednocześnie obojętna część przyrody – staje się niezależny od świata. W ten sposób, nawet gdy świat jest w nieładzie, nie przeszkodzi mu to osiągnąć osobistego zbawienia. Jego ”stoicka postawa” jest pełna godności, gdyż odnosi się obojętnie do wpływów zewnętrznych. Ale czy rzeczywiście można mu tego zazdrościć?

Czy można powrócić do groty początku?


Czytając utwory Herberta nieodmiennie ma się wrażenie, że zadawane przez niego pytania nie straciły swojej mocy, jak nie straciło jej żadne słowo jego poezji. Wszystkie rozważania Pana Cogito nie są ”czystymi spekulacjami”, lecz zmierzają do ”budowania tablic wartości”, jak określa powinności poety Herbert. Doświadczenie i towarzysząca mu refleksja służą temu, aby trwać przy wartościach, to znaczy ”iść wyprostowanym” i ”być wiernym”.

Jego ”Rozmyślania o cierpieniu” (grać// z nim//oczywiście//grać) oraz heroiczny dekalog moralny (”Przesłanie Pana Cogito”) przeplatają się z charakterystycznym, subtelnym humorem (”Przeczucia eschatologiczne Pana Cogito”), kiedy to zaręcza, że do końca będzie bronił//wspaniałego odczuwania bólu, bo nawet będąc ”po tamtej stronie”, nie przestanie mieć nadziei, że to nie koniec i pozwolą mu wrócić//przez zarosłą ścieżkę//na brzeg białego morza//do groty początku…


Tom poezji Zbigniewa Herberta "Pan Cogito szuka rady" ukazał się w 2017 roku, w wersji angielsko-polskiej, w Wydawnictwie A5, w tłumaczeniu Alissy Valles, Czesława Miłosza i Petera Dale Scotta.

Recenzja ukazała się pierwotnie na portalu Kulturaonline w 2017 r.



poniedziałek, 18 października 2021

18. Millennium Docs Againt Gravity Film Festival - podsumowanie, cz.1

12 września zakończyła się we Wrocławiu stacjonarna edycja festiwalu filmów dokumentalnych, a 3 października - jego wersja online. Obejrzałam 14 filmów, a dwa z nich - nawet dwukrotnie. Największe wrażenie zrobiły na mnie właśnie te dwa ("Jacinta" i "Najpiękniejszy chłopiec świata"), dlatego powróciłam do nich w wersji online, nie pragnąc już oglądać nic innego. Warte uwagi okazały się ponadto "Film balkonowy" i "Śledztwo w domu spokojnej starości". Rozczarował "Polaków portret własny" oraz "Herbert - barbarzyńca w ogrodzie".

Filmy można było oglądać w różnych sekcjach tematycznych, co ułatwiało selekcję, wszystkiego bowiem obejrzeć się nie da. W praktyce jednak o wyborze decydował w moim przypadku splot okoliczności. Otóż w tym samym czasie chodziłam na koncerty Wratislavia Cantans i byłam zmuszona jakoś godzić ze sobą te dwie atrakcje, mając także na względzie własne fizyczne ograniczenia. 

Pierwszego dnia wybrałam zatem trzy filmy: ukraiński dokument Iary Iee Wakacje w Czarnobylu, ukazujący trwające od wielu lat wzmożone zainteresowanie zakazaną strefą. Jednak wbrew tytułowi nie wszyscy, by tak rzec, turyści (to kompletnie nieadekwatne słowo) przyjeżdżają tam z czystej ciekawości, po dreszcz emocji. Wielu z nich traktuje to jako przygodę życia - zmierzenie się z niebezpieczeństwem, czymś w rodzaju apokalipsy, której tam można doświadczyć. Ci żyją trochę jakby na marginesie cywilizacji, przeważnie w grupach, bo tak łatwiej przetrwać, ale zdarzają się też samotnicy. Wśród przyjeżdżających są także tacy, którzy opuścili zonę jako dzieci i teraz powracają wiedzeni jakimś wewnętrznym imperatywem. Czarnobyl po trzydziestu latach jest także źródłem niezłych zarobków dla niektórych. Wiele rzeczy i miejsc przystosowano po prostu dla turystów, by im dostarczyć emocji. Opowieści licznych bohaterów przeplatane są materiałami archiwalnymi. Z pewnością warto ten film zobaczyć.

Trailer filmu Wakacje w Czarnobylu

Obejrzałam także film o słynnym Bruce Lee: Bądź jak woda, w reż. Bao Nguyena. To biografia charyzmatycznego aktora i człowieka, której autorzy dotarli do unikalnych archiwaliów dotyczących również miejsc i czasów, w jakich przyszło mu żyć. Z jednej strony obserwujemy wzrastanie bohatera, jego drogę życiową, lektury filozoficzne i pracę nad ciałem. W jego wypadku sztuki walki miały ścisły związek z konfucjanizmem. Gdybyśmy się odnieśli do kultury europejskiej, przypomina to nieco grecki ideał paidei, którego celem było osiągnięcie wszechstronnej „doskonałości”, harmonijnie łączącej przymioty ciała i ducha człowieka (tzw. ideał kalokagatia). Jednocześnie film pokazuje, jak ciernista była droga Bruce Lee, wiodąca do uznania, ponieważ w jego czasach kino przedstawiało Chińczyków negatywnie, zresztą, podobnie jak Indian. O tym, że to się zmieniło, zdecydowała w jakiejś mierze jego bezkompromisowa postawa. Fascynująca biografia i warto ją obejrzeć.

Tailer filmu Bruce Lee. Bądź jak woda

Z kolei szwedzki film Sabaya w reżyserii Hogir Hirori to opowieść o godnym pożałowania losie kobiet w Iraku - porywanych i zamienianych w niewolnice seksualne. Film opowiada o ponawianych ciągle próbach odbicia nieszczęsnych Jazytek, możemy też wysłuchać ich dramatycznych historii. Wstrząsający dokument, który trudno oceniać pod względem formalnym...

Trailer filmu Sabaya

Obejrzałam także norweski Cały ten dźwięk Gunnara Halla Jensena - film nieco ekscentryczny jak jego główna bohaterka, z pomocą której badamy, jak dźwięki wpływają na nasze życie. Realizatorzy docierają także do równie ekscentrycznych naukowców i pasjonatów zajmujących się tym zagadnieniem. Mimo że to wszystko nie do końca wydaje się nam poważne, to jednak zostajemy wtajemniczeni w rozmaite zjawiska związane z dźwiękiem i naszym słuchem 😀. Można zobaczyć, choć niekoniecznie.

Jednym z filmów, na który czekałam z zainteresowaniem, był Herbert. Barbarzyńca w ogrodzie w reż. Rafaela Lewandowskiego (wcześniej oglądałam jego dokument poświęcony Marcowi Minkowskiemu). Ponieważ film zapowiadano w wielkim szumem, sądziłam, że zawiera on być może jakieś nowe interesujące materiały i że doda coś istotnego do portretu autora Pana Cogito. Nic bardziej mylnego! Dobór narratorów i sposób wykorzystania materiałów archiwalnych okazał się być tendencyjny, ze z góry ustaloną tezą. Brzmi ona: Herbert był wprawdzie wybitnym poetą, ale zarazem był też chorym psychicznie człowiekiem. Taką tezę postawiło już wcześniej, w latach 90. środowisko skupione wokół GW i "Zeszytów Literackich". Pamiętam doskonale, co wtedy wypisywano. A wszystko to było odwetem za wywiad udzielony Jackowi Trznadlowi w Hańbie domowej, a także za artykuły będące polemiką z Czesławem Miłoszem. W filmie Lewandowskiego nie mówi się wprost, ale używa manipulacji. Dla przykładu cytuje się wypowiedź Herberta, który twierdzi, że jest rozczarowany tym, co się stało w Polsce po transformacji, ale już nie słyszymy, dlaczego tak sądzi. Pojawia się natomiast komentarz wydawczyni Herberta, szefowej "Zeszytów Literackich" - Barbary Toruńczyk, z którego wynika, że Zbigniew Herbert był wiecznie niezadowolonym malkontentem, że odsuwał od siebie ludzi, którzy go kochali, ot, tak, nie wiadomo dlaczego (a raczej wiadomo: chory z urojenia) i tu pada nazwisko Michnika (który nota bene jest jednym z komentatorów w tym filmie, hm..., to także nie przypadek). Jeśli ktoś nie znał wypowiedzi Herberta dotyczącej Michnika  (a na to zapewne liczą realizatorzy filmu)  to będzie kiwał głową i ubolewał. Tymczasem po wysłuchaniu całości wywiadu dowiadujemy się, że Herbert wprost nazywał Michnika manipulatorem, człowiekiem niegodnym zaufania i zażądał od Jacka Trznadla, aby w kolejnym wydaniu Hańby domowej usunął epitet "mój przyjaciel" przed jego nazwiskiem. 

Przekłamania, półprawdy, nierzetelne cytaty, a poza tym nic nowego, czego byśmy nie wiedzieli. Herbert istotnie cierpiał na depresję, ślady refleksji na ten temat znajdziemy w jego poezji ("Potwór Pana Cogito"), był także schorowany fizycznie, miał problemy z oddychaniem. A mimo to do końca był twórczy. To nie był żaden oszołom i despota, z którym trzeba się było obchodzić jak z jajkiem. Był bezkompromisowy i to się wielu nie podobało. A inne kobiety? To prawda, że miał ich wiele i nawet będąc bardzo chorym umawiał się z pielęgniarką na podróż do Wenecji... Ale cóż, nie ma ludzi doskonałych. Suma sumarum przestrzegam przed fałszywym portretem Herberta, zarysowanym przez prawdziwych barbarzyńców. Nie zamieszczę również trailera, bo czuję niesmak.

Część 2. podsumowania można znaleźć pod tym linkiem.

sobota, 8 sierpnia 2020

Motyw apokalipsy w twórczości polskich poetów

Polscy poeci współcześni nawiązują do Apokalipsy św. Jana tworząc  własne, odmienne  wizje końca świata. Ich wyobrażenia noszą piętno doświadczeń ich twórców, mają też odmienne od pierwowzoru przesłanie.

Albrecht Dürer, Św. Jan i 24 starców w niebie

     O tym, że ludzkość od dawna interesowały zagadnienia początku i końca świata, świadczą najstarsze teksty, do których należą: Stary i Nowy Testament. Najbardziej znaną wizję końca świata znajdziemy w Apokalipsie Św. Jana.  Należy jednak pamiętać, że próby wyjaśnienia, jak będzie wyglądał koniec świata, odnajdziemy również w księgach Starego Testamentu. np. w Księdze Daniela, Księdze Baruha, a także w utworach apokryficznych, np.  wyroczni Sybilii, psalmach Salomona czy tzw. Apokalipsie Abrahama. Apokaliptyczny charakter mają też niektóre fragmenty Nowego Testamentu np. Ewangelia wg Św. Marka (13: 24-26, 14:61-62) czy  Listy Św. Pawła. ( I i II do Koryntian (2:6-8; 12:2-4).

Samo słowo „apokalipsa” pochodzi od greckiego apokalipsis tzn. odsłaniam to, co ukryte i oznacza objawienie przez Boga tajemnic za pośrednictwem wybranego proroka.
Dzięki popularności tego motywu, powstał gatunek piśmiennictwa narracyjnego objaśniającego ukrytą przyszłość za pomocą zagadkowych symboli. Nosi on nazwę apokalipsy.
Jako rodzaj literacki apokalipsa oddziałuje przede wszystkim na literaturę o charakterze katastroficznym i mistycznym.

Głównym tematem piśmiennictwa apokaliptycznego są wizje Sądu Ostatecznego. Najważniejszym źródłem obrazów końca świata jest dla literatury Apokalipsa Św. Jana. Jej treścią jest ciąg wizji, których doznał Jan. Szczególną rolę należy przypisać symbolom Apokalipsy, w tym symbolice cyfr. Wśród nich podkreśla się szczególną rolę liczby siedem. Od niej pochodzą charakterystyczne znaki i symbole. Należą do nich: Wizja tronu i Baranka otwierającego kolejnych siedem pieczęci, znak Niewiasty, Smoka i aniołów z siedmioma plagami, czterech jeźdźców apokalipsy, Archanioł Michał walczący ze Smokiem, a także siedmiogłowa bestia. Siedem jest cyfrą oznaczającą doskonałość i pełnię.

Albrecht Dürer, Wizja Chrystusa i siedmiu świeczników/Wikipedia

W epoce romantyzmu Apokalipsę Św. Jana uważano za wzorcowe dzieło sztuki, zwłaszcza poezji. Romantyczna koncepcja poety – kapłana i proroka, będącego pośrednikiem między człowiekiem a Bogiem, została sformułowana przez niemieckich filozofów. Wyznaczała także status polskiego poety romantycznego i charakter jego wyobraźni. Jej ślady odnajdziemy w: „Nie-Boskiej komedii” Zygmunta Krasińskiego, w twórczości Adama Mickiewicza w młodzieńczym „Hymnie na dzień Zwiastowania”, a także w „Widzeniu” ks. Piotra w III cz. „Dziadów” czy w Prologu „Kordiana” Juliusza Słowackiego.  W nawiązującej do romantyzmu epoce Młodej Polski powróciły katastroficzne wizje końca świata. Najbardziej  znaną jest hymn Jana Kasprowicza „Dies irae”.
W późniejszych epokach II wojna światowa widziana jest przez poetów jako „apokalipsa spełniona”.  Wśród nich wyróżnia się twórczość Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, autora m. in. „Czterech Jeźdźców Apokalipsy” i „Sądu Ostatecznego”.

Również literatura współczesna nie jest wolna od wątków apokaliptycznych. Pojawiają się one w literackich utopiach i antyutopiach np. w twórczości Herberta George’a Wellsa i George’a Orwella, których utwory są chętnie przenoszone na ekran, co dowodziłoby aktualności problematyki.
Wizje końca świata pojawiają się również we współczesnej literaturze polskiej. Najbardziej znanym utworem nawiązującym już w tytule do tego motywu jest „Mała apokalipsa” Tadeusza Konwickiego. Motyw apokalipsy pojawił się także w twórczości Gustawa Herlinga-Grudzińskiego, w opowiadaniach „Drugie przyjście”, „Pożar w Kaplicy Sykstyńskiej” czy „Jubileusz”.


Przeciwko katastroficznym wizjom


Wiersz Czesława Miłosza o charakterystycznym tytule „Piosenka o końcu świata” pochodzi z wydanego tuż po wojnie tomu poezji "Ocalenie", ale napisany został podczas wojny. Możemy więc domyślać się, że temat końca świata został sprowokowany przez przeżycia wojenne autora.
Wizja Miłosza nie przypomina jednak wcale jego biblijnego pierwowzoru. Już sam tytuł jest rodzajem prowokacji. Piosenka kojarzy się z czymś zwykłym i banalnym, niepasującym do poważnego i dramatycznego tematu końca świata. Poeta tymczasem przedstawia ów dzień, który wygląda jak każdy inny. Ludzie pracują, ptaki i owady, a także ryby morskie wykonują odwieczne te same czynności i tylko obraz węża może kojarzyć się z jego biblijnym przodkiem.
Poszczególne obrazy nie zawierają żadnych znaków. Obserwujemy zwykłe sceny obyczajowe: kobiety idą pod parasolami, sprzedawcy warzyw się nawołują, a pijak zasypia na skraju trawnika.
Przywołując postać proroka, podmiot mówiący przekornie oświadcza, że nie jest on prorokiem „bo ma inne zajęcia”. Ów prorok-nie-prorok  powtarza zresztą dwukrotnie, że innego końca świata nie będzie.
Utwór Miłosza nie poddaje się jednoznacznej interpretacji. Mądrość życia polega, jego zdaniem, na świadomości śmierci. Jednocześnie odrzuca wizję Św. Jana jako nieprawdziwą. Koniec świata w jego interpretacji dziejów – człowieka doświadczonego przez wojnę - dokonuje się bez znaków, patosu, wielkich wizji i bez pocieszenia.

Kosmiczna i prywatna eschatologia jako triumf totalitaryzmu w wierszu Zbigniewa Herberta „U wrót doliny”


        Inaczej wyobraża sobie koniec świata Zbigniew Herbert. Jego wiersz zatytułowany „U wrót doliny” wyrasta nie tyle z przeżyć wojennych, co raczej z doświadczenia totalitaryzmu.
W utworze tym  odnajdziemy nawiązania do Apokalipsy Św. Jana już na początku. Deszcz spadających gwiazd i łąka popiołów są metaforami, które mają wyraźny związek z wizjami Św. Jana. Jednocześnie roztacza on przed nami obraz, w którym „pod strażą aniołów” nieliczni ocaleni są pędzeni na Sąd Ostateczny. Ludzie ci przypominają „beczące stado dwunogów”, co jest ironicznym nawiązaniem do motywu Dobrego Pasterza i jego owiec. 
    Część tego wiersza ma charakter reportażu, w którym beznamiętnie opowiada się o rozgrywających się tutaj dantejskich scenach. Za pomocą licznych metafor, które oddają grozę tej sytuacji, np. świst eksplozji, świst ciszy, opowiada się nam o bezwzględnym odłączaniu od siebie ludzi i istot sobie bliskich. Wbrew temu bowiem, czego nauczają ewangeliści, „będziemy zbawieni pojedynczo”. Obraz ten przypomina raczej transport do obozu pracy, w którym rolę strażników więziennych pełnią aniołowie stróże. 
   Herbert korzysta także z innych środków wyrazu przypominających swoją poetyką film. Są to mikroscenki przedstawiające intymne dramaty, np. rozstanie wieloletniego małżeństwa, staruszki z jej ulubionym kanarkiem, a nawet drwala z jego narzędziem pracy. Okazuje się, że trzeba wyzbyć się wszystkiego. Są i tacy, którzy nadaremne próbują przemycić drogie im pamiątki, ale nie udaje im się to.
Na koniec, posługując się cytatem z Ewangelii,  nazywa Herbert Sąd Ostateczny „ostatecznym podziałem” na zgrzytających zębami i śpiewających psalmy.

Obydwaj poeci pod wpływem doświadczenia wojny, okupacji, totalitaryzmów, utracili wiarę w naturalny sprawiedliwy porządek rzeczy, a tym samym w obietnicę zawarte w Biblii, a w szczególności w Apokalipsie, mówiące o tym, że koniec świata będzie w istocie końcem śmierci i zła i że „Bóg otrze każdą łzę, a śmierci już nie będzie”. Ich apokalipsa nie ma ani wspaniałych wizji, ani nie niesie pociechy.


Groteskowe obrazy apokaliptyczne w "Końcu świata" Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego


      Odmienną od zaprezentowanej w wierszach Miłosza i Herberta wizję końca świata przedstawia Konstanty Ildefons Gałczyński w utworze, który powstał jeszcze przed drugą wojną światową - w 1922 r. Nie jest on więc obciążony doświadczeniami drugiej wojny i totalitaryzmu.
Ujęcie tematu ma charakter typowy dla Gałczyńskiego, tzn. żartobliwy i groteskowy. Groteska przejawia się tutaj w zderzeniu poważnej treści z żartobliwą formą. Zarówno tytuł, jak i motto, mają taki właśnie charakter. Podtytuł „Wizje Świętego Ildefonsa” są informacją, że nie należy traktować utworu zbyt serio, ponieważ nie ma takiego świętego, po drugie nie ma nawet takiego imienia. Gałczyński przybrał je prowokacyjnie i używał jako rodzaj żartu. Również motto i dedykacja są wymieszaniem powagi z żartem. Cytaty zapowiadające koniec świata po łacinie mieszają się tutaj z określeniami w rodzaju „trąby powietrznej w kwiecie wieku”.

        Akcja rozgrywa się we Włoszech, w Bolonii, gdzie pracownicy akademii o wymyślnych imionach w rodzaju Pandafilanda, zapowiadają koniec świata. W efekcie wszyscy wpadają w panikę. Dzieją się rozmaite znaki, nie mające jednak nic wspólnego z Apokalipsą Św. Jana, np. pękają lustra, co zdaniem narratora jest karą za grzechy.
Zagłada postępuje, wszystko się rozpada: teatry, sklepy, cyrki, ubikacje. Tymczasem ludzie postanowili zaprotestować przeciwko temu i tłum ruszył w pochodzie. Nie był to jednak pochód zwyczajny ale – jak to u Gałczyńskiego – „anarchiści niosący piekielne maszyny szli obok masonów, marksistów, rewolucjonistów i kukluksklanów”.
W pewnym momencie następują wprost nawiązania do Apokalipsy Św. Jana, ale z użyciem kolokwializmów: „Kosmiczna zaczęła się chryja z całą straszliwą atmosferą. Vide Święty Jan – apokalipsa – Patmos”. Na koniec „świat jak łódź bez steru, jak potworny kadłub Tytanika zatonął w odmętach eteru”.
Ostatecznie okazuje się, że wszystko to „sługa boży Ildefons słyszał przez telefon” i zapisał jako swoją księgę apokalipsy.

      Jak widać z przytoczonych przykładów, polscy poeci współcześni nawiązują do Apokalipsy św. Jana tworząc  własne, odmienne  wizje końca świata.
Czesław Miłosz w „Piosence o końcu świata” wyobraża go sobie – w opozycji do Apokalipsy św. Jana - bez znaków i dramatycznych zapowiedzi, ale jako proces, który „staje się już”.
Zbigniew Herbert nadaje wydarzeniom reporterski ton i przedstawia je na podobieństwo doświadczeń pokolenia, które zaznało okrucieństwa totalitaryzmu.
     Można też temat Apokalipsy i końca świata potraktować z dystansem i na wesoło, bawiąc się słowami, obrazami, mieszając realizm z fantazją, jak to robi Konstanty Ildefons Gałczyński. Jego apokalipsa przypomina bardziej groteskowo-satyryczny kabaret niż koniec świata.
Wszystkie te wyobrażenia końca świata noszą piętno doświadczeń ich twórców, mają też odmienne od pierwowzoru przesłanie.


wtorek, 6 sierpnia 2019

Zbigniew Zapasiewicz czyta eseje Herberta w radiowej Dwójce

Program 2 Polskiego Radia przez cały sierpień – w cyklu „Książka do słuchania” – przypomina fragmenty esejów Zbigniewa Herberta z tomu „Barbarzyńca w ogrodzie”. Tekstów poświęconych przede wszystkim kulturze Włoch i Francji można słuchać w radiowej Dwójce w mistrzowskiej interpretacji Zbigniewa Zapasiewicza.



– Czym jest ta książka w moim pojęciu? Zbiorem szkiców. Sprawozdaniem z podróży  Pierwsza podróż realna po miastach, muzeach i ruinach. Druga – poprzez książki dotyczące widzianych miejsc – tak sam Zbigniew Herbert wyjaśniał czytelnikom,  czym jest „Barbarzyńca w ogrodzie”.

Pierwszy pomysł napisania takiej książki przyszedł poecie do głowy na przełomie roku 1959 i 1960. Wyjaśniał to w liście do Józefa Czapskiego, podając już przyszły tytuł planowanego dzieła. Było to jeszcze podczas pobytu Herberta na Zachodzie. Od czasu wyjazdu w maju 1958 roku na stypendium do Francji dużo podróżował. Zwiedzał nie tylko Paryż oraz katedry romańskie i gotyckie: w Rouen, Reims i Chartres. Był także na południu Francji m. in. w Marsylii, Arles, Nicei, Awinionie, odwiedzał groty w Lascaux. Podróżując robił notatki, szkicował krajobrazy, zabytki architektoniczne oraz obrazy. Odwiedził też w tym czasie Anglię, spędzając czas głównie w Londynie, zachwycając się zbiorami British Muzeum. O wiele bardziej intensywna była jego podróż po Włoszech. Zobaczył m.in. Rzym, Paestum, Arezzo, Asyż, Florencję, Wenecję. Także tam robił notatki i zaczął planować książkę o swojej fascynacji kulturą śródziemnomorską. Będąc jeszcze w Paryżu napisał w liście do Krystyny Podgóreckiej o swoich planach: Myślę, że ta praca poszłaby mi najłatwiej i stosunkowo szybko. W Polsce nie było zbyt wielu reportaży artystycznych (to znaczy mówiących o sztuce) z domieszką jakiejś literaturki (żeby zwilżyć).

„Barbarzyńca w ogrodzie” ukazał się po raz pierwszy pod koniec 1962 roku, dwa i pół roku po powrocie Herberta do Polski. Od razu zyskał uznanie wielu znaczących krytyków. Eseje Herberta chwalili m.in. Jerzy Turowicz, Paweł Hertz, Andrzej Kijowski, Jerzy Kwiatkowski oraz pisarze i krytycy emigracyjni m.in. Kazimierz Wierzyński, Tymon Terlecki, Gustaw Herling-Grudziński. W plebiscycie Radia Wolna Europa uznano „Barbarzyńcę” za najlepszą książkę krajową. Wisława Szymborska pisała w liście do Herberta: Pożywcze to, gęste, faktów pełne, napisane gdzie trzeba z dowcipną miłością, a gdzie trzeba z powściągliwą grozą. Książka ma jednak tę wadę, że się kończy.

Z podobnym uznaniem dzieło spotkało się wśród czytelników. Nakład wynoszący 15 tys. egz. szybko się rozszedł. Także dlatego, że była to jedna z pierwszych – po popaździernikowej odwilży – książek opisujących zamknięty dla większości Polaków świat.

Nawiązując do niedawnej, 10. rocznicy śmierci Zbigniewa Zapasiewicza (14 lipca 2009 r.), radiowa Dwójka przypomina fragmenty tych esejów w mistrzowskiej interpretacji znakomitego aktora, który nagrał „Barbarzyńcę w ogrodzie” dla Polskiego Radia w 1994 roku.

Emisja w 21 odcinkach w „Książce do słuchania” codziennie od poniedziałku do piątku w godzinach 22.40-23.00.

Więcej w serwisie specjalnym:

herbert.polskieradio.pl

informacja prasowa


środa, 13 grudnia 2017

Romy Ligockiej "Radość życia" /recenzja książki/

Najnowsza książka autorki „Dziewczynki w czerwonym płaszczyku” przypomina przygotowywanie hiszpańskiej paelli: różnorodne składniki, improwizacja i radość wspólnego tworzenia smakowitego dania. Pisarka zaprasza czytelników do ucztowania.

Roma Ligocka, Radość życia, Wydawnictwo Literackie

Życie jak paella


W przeciwieństwie do poprzednich, o najnowszej książce Romy Ligockiej nie sposób powiedzieć jednoznacznie, o czym jest. Jej różnorodność przywodzi na myśl znajdującą się w tym tomie scenę gotowania paelli. Bohaterka wrzuca na patelnię mnóstwo rozmaitych składników, trochę improwizuje i sama nie bardzo wie, jaki będzie ostateczny efekt – to niespodzianka. Przygotowywana wspólnie z bliską osobą potrawa nabiera dodatkowych walorów – gotowaniu towarzyszy rozmowa, żarty, emocje i wyczuwalne poczucie wyjątkowej więzi. Nic zatem dziwnego, że kiedy danie jest już gotowe, z wrażenia, ze szczęścia i miłości w ogóle nie chce nam się jeść. Kiedy jednak emocje nieco opadną i zaczyna się smakować to wspólne danie, okazuje się, że mamy do czynienia z dziełem idealnym, skończonym. Tak smakuje życie samo, kiedy zaczynamy przyglądać się mu z perspektywy, wspominać i smakować różne jego momenty: słodkie i gorzkie, ostre i łagodne, jak składniki paelli.

Pomiędzy scenami wspólnego gotowania z synem paelli a robieniem nalewki, która rozpoczyna tę opowieść, znajdziemy przeróżne ingrediencje, dotyczące zarówno teraźniejszości, jak i przeszłości. Podlane sosem wytrawnej refleksji, stają się niejako zaproszeniem do wspólnego stołu – do towarzyszenia Romie Ligockiej w jej wędrówce przez życie. Jak magdalenka zanurzona w herbacie w „Poszukiwaniu straconego czasu” Prousta, tak w prozie autorki „Dziewczynki w czerwonym płaszczyku” jakiś przedmiot, zdjęcie albo zdarzenie stają się pretekstem do snucia refleksji, odgrywając także rolę wehikułu czasu.
Spotkanie nieuleczalnie chorego przyjaciela staje się zaczynem refleksji na rozmaite tematy: umiejętności współczucia, bycia z drugim człowiekiem w trudnych chwilach, przemijania i utrwalania czasu na fotografii – wbrew wszystkiemu, a nawet powodem do umieszczenia w opowieści czegoś tak konkretnego, jak przepis na „zupę życia”.

Samotny wyjazd na święta pozwala – paradoksalnie – doświadczyć bliskości i zainteresowania:
Dzwonili wszyscy, nikt nie zapomniał. (…) Nagle poczułam, jak nigdy dotąd,  że ich naprawdę mam – byliśmy blisko, tak jak nigdy nie byliśmy, kiedy spędzaliśmy święta razem.

Kot jest dobry na wszystko


Sporo miejsca poświęca Ligocka czasom swojej pracy w teatrze, a potem w telewizji niemieckiej. Show biznes bywa zabawny, ale z perspektywy przede wszystkim nieludzki, bo obnaża wszystkie słabości: obłudę, próżność, pychę… A przede wszystkim – lęk przed utratą sławy. Pisarka ukazuje różne absurdy i paradoksy pracy z ludźmi show biznesu, aby na końcu stwierdzić, że to wszystko nie było warte ani jednej ludzkiej łzy. 

A przy tym wszystkim autorka „Radości życia” znajduje jeszcze miejsce, aby wpleść w tę opowieść… epizod z kotem, który przylgnął do niej podczas realizacji filmu, gdy cała ekipa trwała w beznadziejnym oczekiwaniu na poprawę pogody. Ludzie pili, pogrążali się w depresji, wyjeżdżali, a nasza bohaterka zaprzyjaźniła się tymczasem z mruczącym czworonogiem i staranie o niego, a potem wzięcie odpowiedzialności za jego los sprawiły, że przestały ją absorbować problemy związane z produkcją filmu. Ostatecznie realizacji filmu nie wznowiono, wszyscy się rozjechali, a kot – uśpiony i ukryty w torbie – wyemigrował nielegalnie z Chorwacji do Niemiec i odtąd wiódł dostatni żywot.

"Zgoda" zamiast "miłości"


Pisarka miesza więc tematy poważne z lekkimi, przez co jej opowieść staje się „jak w życiu”: słodko-gorzka. Ostatecznie tytuł „Radość życia” nabiera dodatkowych znaczeń – radości mimo wszystko, cieszenia się życiem nawet wówczas, kiedy nie głaszcze ono po głowie. Poza tym, jak to w pisarstwie Romy Ligockiej, snuje się przez te różne opowieści także wątek miłości: niekiedy trudnej i niemożliwej, jak uczucie ciotki Sabiny do jednego z więźniów obozu Birkenau, a przecież dające siłę i wolę przetrwania. Refleksje dotyczące miłości są u pisarki zaprawione goryczą minionych przeżyć:

Miłość nie chroni przed śmiercią nawet siebie samej – i nieraz ginie w katastrofie, którą sama tworzy.
Toteż słowo „miłość” zastępuje „zgodą” – zgodą na drugiego człowieka, w której zawiera się akceptacja także jego wad i słabości, wreszcie – akceptacja samej siebie, z towarzyszącym jak cień poczuciem winy, lękiem utraty.

Herbert i "utrata"


Z wątkiem „zgody” koresponduje temat „utraty”, zawarty we wspomnieniu dotyczącym Zbigniewa Herberta. Otóż Poeta odwiedził kiedyś Romę i jej męża w Monachium, gdzie czytał im swoje wiersze do późna w nocy. Jeden z nich, tłumaczenie z francuskiego, podarował wówczas Romie z dedykacją:
Mówi kobieta
Zgódź się na mnie bo miesiąc się zmienia
/…/
Dla ciebie tego świata ogrzeję kolory
Jeśli zostaniesz ze mną ponieważ się boję

Dla Romy
tłumacz
z czułością
Zbigniew Herbert

Ten wiersz, czytany po latach, uwewnętrznia się, stając się niejako wypowiedzią osobistą:

Nie potrafiłam Cię wtedy pokochać ani nawet zrozumieć… ale Ty mi to już dawno przebaczyłeś, więc teraz zostań ze mną, ponieważ się boję.

Niewielki epizod w życiu – jeden wspólny wieczór może czasem dopiero po latach zabłysnąć znaczeniami, nabrać mocy, jak owa nalewka.

Świat jest teatrem


Jest w tych pisarskich ingrediencjach także bardzo ważny komponent – czytelnik:
Rozmyślałam przez ten cały czas nad tym – pisze na koniec Roma Ligocka – że chciałabym zatrzymać przemijanie także i dla Ciebie, Czytelniku. Odgrodzić Cię od niego, zatrzymać choćby tylko na chwilę. Na tyle, ile Ci zajmie przeczytanie tej książki.

„Radość życia” Romy Ligockiej wzbogacają liczne zdjęcia autorki – chwile zatrzymane w czasie, jak w prozie W.G. Sebalda. Możemy je oglądać z komentarzem autorki albo kontemplować wypełniając własną treścią. Na okładce – projekty kostiumów Ligockiej: trzy postacie klaunów, jakby rodem z komedii dell'arte. Obok mężczyzny trzymającego na rękach dziecko stoi postać kobieca. Tamci zwróceni ku sobie, ona – także zamaskowana, zdaje się patrzeć w przeciwnym kierunku. Jak w dawnej włoskiej komedii, aktorzy, improwizując, bawią publiczność. Bywają nieszczęśliwie zakochani jak Arlekin, smutni, śmieszni, zabawni, wzruszający… Świat jest teatrem.


„Radość życia” Romy Ligockiej ukazała się w Wydawnictwie Literackim w październiku 2017 roku.

Wywiad z Romą Ligocką - pod tym linkiem

Mozart – "Requiem" w Narodowym Forum Muzyki /zapowiedź/

6 listopada o 19.00 w Narodowym Forum Muzyki angielski dyrygent Jonathan Nott, uznawany za wybitnego interpretatora muzyki współczesnej, pod...

Popularne posty