Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania michał waszyński, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania michał waszyński, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 27 sierpnia 2018

Michał Waszyński w Kinie Iluzjon. Przegląd filmów

W ramach XV Ogólnopolskiego Festiwalu Piosenki Retro im. Mieczysława Fogga odbędzie się przegląd filmów Michała Waszyńskiego oraz projekcja filmu dokumentalnego o reżyserze: „Książę i dybuk”.

kadr z filmu Książę i dybuk

XV Ogólnopolski Festiwal Piosenki Retro im. Mieczysława Fogga kultywuje tradycję dwudziestolecia międzywojennego w kulturze i nie tylko. Jak co roku, na festiwal składają się spektakle teatralne, pokazy filmowe, spotkania autorskie, koncerty i recitale, spacery oraz wycieczki, a wszystko to w klimacie retro.

Kim był Michał Waszyński? Cudownym dzieckiem kina, przebiegłym oszustem, czy może człowiekiem, który nieustannie mylił filmową iluzję z rzeczywistością? Pracował z Orsonem Wellesem, Sophią Loren, Vittorio De Sicą. Jednak najbardziej spektakularny film, jaki udało mu się stworzyć, to jego własne życie. Był prawdziwym kameleonem, który, wykorzystując magiczne możliwości kina, nieustannie zmieniał swoją tożsamość. Ci, którzy mieli szansę go poznać, wspominają Waszyńskiego jako arystokratę, kłamcę, Żyda, wiecznego tułacza i homoseksualistę, który ożenił się z włoską hrabiną.

Program przeglądu:


Rena, reż. Michał Waszyński, Polska 1938, 79 minut | 1 i 15 września, g. 18:00

Akcja filmu oparta jest na głośnej powieści Marka Romańskiego Sprawa 777. Tytułową rolę gra Stanisława Angel-Engelówna, aktorka, która pod koniec lat 30. specjalizowała się w rolach melodramatycznych amantek. Tytułowa bohaterka jest skromną pracownicą domu towarowego, która musi odpierać nachalne zaloty przełożonego.

Dybuk w reż. Michała Waszyńskiego
Dybuk, reż. Michał Waszyński, Polska 1937, 95 minut |3 września, g. 18:00

Pierwszy w Polsce pełnometrażowy film nagrany całkowicie w języku jidysz. Reżyser przywołuje w nim świat chasydów z ich wiarą w nadprzyrodzone siły, które są integralną częścią życia codziennego. Dybuk powstał na podstawie dramatu Szymona An-skiego pod tym samym tytułem – międzynarodowego bestsellera lat 20. XX wieku.

Książę i dybuk, reż. Elwira Niewiera, Piotr Rosołowski, Polska 2017, 82 minuty | 3 września, g. 20:00

Dokumentalna podróż śladami Michała Waszyńskiego. Film został wyróżniony nagrodą „Nos Chopina” na tegorczocznym Festiwalu Filmowym Millennium Docs Against Gravity.

Czarna perła, reż. Michal Waszyński, Polska 1934, 78 minut | 4 września, g. 18:00

Stefan, młody polski marynarz, zostaje pobity w lokalu na wyspie Tahiti. Opiekuje się nim jedna z miejscowych dziewcząt, piękna Moana. Młodzi zakochują się w sobie, a czas wyjazdu Stefana zbliża się nieubłaganie.

Antek policmajster
Antek policmajster, reż. Michał Waszyński, Polska 1935, 95 minut | 5 września, g. 18:00

Antek, handlarz królików, niesłusznie oskarżony o obrazę władz carskich, ucieka z sali sądowej. Wsiada do pociągu, gdzie spotyka śpiącego, upojonego alkoholem policmajstra. Postanawia przebrać się w jego mundur.

Trzy serca, reż. Michał Waszyński, Polska 1939, 94 minuty | 8 i 22 września, g. 18:00

Ekranizacja powieści Tadeusza Dołęgi-Mostowicza, jednego z najpoczytniejszych pisarzy lat 30. W majątku hrabiego Tynieckiego przychodzi na świat dwóch chłopców: jego syn Gogo oraz syn lokaja, Maciek. Na łożu śmierci żona lokaja wyjawia straszną tajemnicę: zaraz po narodzinach obu chłopców, chcąc zapewnić lepsze życie swemu synkowi, podmieniła noworodki

Będzie lepiej, reż. Michał Waszyński, Polska 1936, 105 minut | 9 i 23 września, g. 16:00

Komedia sytuacyjna z doborową obsadą i wpadającą w ucho muzyką – stwarza okazję powrotu do przedwojennego polskiego Lwowa i jego niepowtarzalnej atmosfery. Szczepko i Tońko, lwowscy batiarzy, zatrudnieni w fabryce zabawek, zostają zwolnieni z pracy. W parku znajdują porzucone niemowlę, które postanawiają oddać na wychowanie ciotce mieszkającej na wsi.

informacja prasowa

niedziela, 27 maja 2018

"Książę i dybuk": Michała Waszyńskiego życie w filmie /recenzja/

Autorom filmu udało się stworzyć dzieło wybitne. Nie tylko fascynującą opowieść o tajemniczych losach Michała Waszyńskiego, człowieka, który całe życie uciekał od swojej przeszłości i tożsamości. To także film o roli kina, które nie tylko "jest snem", ale także utrwala ludzkie twarze, historie, a nawet chwile ulotne. To również opowieść o tym, że od siebie uciec nie można. 

Michał Waszyński, kadr z filmu "Książę i dybuk"

Jak "Obywatel Kane"


Konstrukcja filmu "Książę i dybuk" wywołuje skojarzenia z "Obywatelem Kane" Orsona Wellesa i nie sądzę, aby było to przypadkowe, ponieważ nie ma w tym dokumencie nic przypadkowego - to precyzyjnie skonstruowana opowieść o wieloznacznym przesłaniu. Rozpoczyna ją, jak we wspomnianym arcydziele Wellesa, fragment kroniki filmowej, z którego dowiadujemy się, że zmarł książę Michael Waszynsky i że został pochowany z honorami w rodzinnym grobowcu włoskich arystokratów. Od członków rodziny Dikeman zaczynają autorzy filmu swoje  hm.., śledztwo. I podobnie jak w "Obywatelu Kane", niczego prawdziwego się o swoim bohaterze nie dowiadują. Bohater jest i pozostaje tajemnicą.
"Nawet człowiek nie wie nic o sobie - pisze Gustaw Herling-Grudziński w wydanym ostatnio "Dzienniku 1957-1958" - i wystarczy, że stanie przed lustrem, by zacząć mieć wątpliwości". Charakterystyczne, że Waszyński także prowadzi dziennik - to jego lustro.

Waszyński, ostatni po prawej, obok Orsona Wellesa, podczas kręcenia "Otella"

Rozmówców, którzy próbują nam coś powiedzieć o Waszyńskim, jest wielu. Włoscy arystokraci twierdzą, że był księciem, a wskazywały na to jego maniery i elegancja. Od operatora pracującego z Wellesem przy "Otellu" dowiadujemy się, że Waszyński współpracował przy tym filmie, ale co tam robił poza tym, że grał z nim w karty - nie pamięta. Jednym z ważniejszych narratorów jest prywatny kierowca, który wprowadza nas w klimat Rzymu lat 50., podobnie jak muzyka Nino Roty i obrazy ulic, ludzi, nocnych klubów.
"Nigdy nie mówiło się o przeszłości" - podkreśla. A przecież wiemy, że reżyser ją posiadał, i to bardzo bogatą!

Film jako "druga realność"


Zmiana realiów - cofamy się w czasie i widzimy Warszawę końca lat 20. ubiegłego wieku, kiedy to nieznany nikomu młody człowiek realizuje swój pierwszy film. Zachowały się archiwalne zapisy, do których dotarli twórcy filmu i oto widzimy naszego bohatera, który nieco piskliwym głosem deklaruje, że robi to, co kocha. Dodaje też może banalnie dziś brzmiące słowa o magii kina, o tym, że film to, jak się wyraża, to "druga realność".
Patrząc na życie Waszyńskiego w pewnej perspektywie odnosimy wrażenie, iż słowa te trafiają w sedno - jego życie to niekończący się film, w którym wszystko jest możliwe i wszystko jest fantazją, ekscytującą fantazją.
Mosze Waks, bo tak brzmiało jego prawdziwe nazwisko, skromny chłopiec z małego miasteczka na Wschodzie, może zamienić się we wziętego reżysera Michała Waszyńskiego, w bon vivanta, w księcia, producenta filmowego, który za miliony (cudzych) dolarów buduje w Hiszpanii "drugi Rzym", aby sfilmować upadek Wiecznego Miasta, a potem znika bez śladu i konsekwencji...

"Dybuk" w reż M. Waszyńskiego

Po raz pierwszy ucieka z Kowla, bo czuje się odrzucony przez innego żydowskiego chłopca. Do tego wątku powraca obsesyjnie przez całe życie, zarówno w dzienniku, jak też w swoim słynnym filmie "Dybuk", a wreszcie w życiu - kiedy każe kierowcy wozić się po całym mieście w poszukiwaniu dybuka... Wyjeżdżając z Kowla porzuca jednocześnie swoją żydowską tożsamość, nie tylko z powodu chłopca. Jedyny syn Mosze Waksa (prócz niego miał pięć czy sześć córek) jest homoseksualistą, a to wystarczający powód, aby uciec.

Książę Waszyński?


Kiedy pojawi się w Warszawie jako początkujący reżyser, jest już Michałem Waszyńskim - Polakiem wyznania rzymsko-katolickiego. Po przybyciu do Włoch wraz z armią Andersa (w której pełni głównie rolę operatora filmowego), mianuje się księciem i to także nikogo to nie zdziwi. Był miłym w obejściu, wiarygodnie zachowującym się człowiekiem. Bohater jego pierwszego włoskiego filmu pokazuje człowieka znikąd, który urodził się "dziś", jak sam powiada, i jest nim poniekąd sam Waszyński. Nie przyznaje się do tego, że odnosił w Polsce sukcesy jako reżyser. Woli grać rolę księcia, ewentualnie producenta - to robi lepsze wrażenie i bardziej odpowiada mu ta nowa rola. Po wojnie życie wielu zaczyna się od nowa, więc nie budzi podejrzeń. Imponują poza tym jego powiązania z rodami arystokratycznymi, co zawdzięcza swojej żonie, zmarłej krótko po ślubie, ale chyba przede wszystkim temu, że znakomicie odgrywa rolę księcia.

Aby dotrzeć do prawdy o swoim bohaterze, twórcy filmu: Elwira Niewiera i Piotr Rosołowski, zjechali właściwie cały świat. Dotarli także do Kowla oraz do Tel Avivu, gdzie żyją dalsi krewni Waszyńskiego, którym udało się ujść zagładzie. Na zdjęciu zrobionym w 1922 roku w Kowlu widzimy młodego mężczyznę w towarzystwie kobiety, ale nie udaje się ustalić, kim ona jest. Matką?

Kadr z filmu "Książę i dybuk"

Starzy mieszkańcy Kowla rozpoznają zapisane na odwrocie prawdziwe nazwisko reżysera: Waks - to już jest jakiś trop. Podobnie - krewni w Tel Avivie. W Kowlu nie zachował się nawet cmentarz, a w pięknym, odnowionym budynku dawnej synagogi mieści się magazyn... Jeden z nielicznych ocalonych opowiada, że Niemcy spędzili tam kilkaset osób, w tym rodzinę bohatera filmu, z których nieomal wszyscy umierali w straszliwych męczarniach. Zapisanym na ścianach głosom ("Tyle cierpienia! Nikt nie stawia oporu. Nasze głosy wzywają Boga") towarzyszą utrwalone na taśmie filmowej ludzkie twarze... To częsty zabieg w tym filmie: obrazom opustoszałych miasteczek i cmentarzy odpowiada zapis utrwalony na taśmie filmowej: bawiące się dzieci, tętniące życiem miasteczka, cmentarze, gdzie spoczywają przodkowie.


Film - fresk naszych czasów


Wielką wartością filmu "Książę i dybuk" jest także i to, że rekonstruując los głównego bohatera, ukazują zarazem tamten miniony bezpowrotnie świat - żydowskie sztetle, przedwojenną Warszawę... To pokazuje, że film jest nie tylko ucieczką od rzeczywistości, ale także jej odbiciem, sugestywnym zapisem, rodzajem współczesnego fresku z Pompejów naszych czasów. 

Niezwykle poruszające był dla mnie obraz Warszawy z 1937 roku: poranek, służby porządkowe zmywają ulice, mleczarz rozwozi mleko w wielkich kadziach, gołębie podrywają się do lotu... Za chwilę ten świat przestanie istnieć...
Artyści pokazują jednocześnie, że także ów zapis bywa ulotny - taśma filmowa podlega destrukcji, stąd "rozmywające się" obrazy, utrwalone przypadkowe chwile: mały kotek w kieszeni płaszcza, Waszyński przechadzający się brzegiem morza z papierosem w ręku ...

Dybuk


Zachowując chronologię wydarzeń, twórcy filmu inkrustują archiwalia nie tylko współczesnymi rozmowami o bohaterze, ale - od początku - wplatają weń sceny z "Dybuka" Waszyńskiego, traktując ten film jako rodzaj najbardziej osobistej wypowiedzi artystycznej reżysera. I choć twierdził on, kręcąc "Dybuka", że nie zna jidysz, swój intymny dziennik, będący zwięzłym komentarzem do wielu wydarzeń, pisze właśnie w tym języku.

"Dybuk" w reż. M. Waszyńskiego
Autorom filmu udało się stworzyć dzieło wybitne. Nie tylko opowiedzieli w sposób niebanalny historię tajemniczych losów Michała Waszyńskiego - samozwańczego księcia, hollywoodzkiego producenta, a zarazem jednego z najbardziej znanych i popularnych polskich reżyserów okresu dwudziestolecia międzywojennego. Próbowali dociec tajemnicy człowieka, który całe życie uciekał od swojej przeszłości i tożsamości w świat filmowych fantazji.

Michał Waszyński w swoim rzymskim mieszkaniu
Jest to także film o roli kina, które nie tylko "jest snem", ale utrwala ludzkie twarze, historie, również chwile ulotne. To również dramatyczna jak w tragedii greckiej opowieść o tym, że od siebie uciec nie można. 
Uroda tego filmu, precyzja montażu, dobór archiwaliów i zawarte w nim głębokie przemyślenia na temat "życia w sztuce" pozwalają na określenie go mianem wybitnego. Równie wybitnego, jak podziwiany w ubiegłym roku "Dawson City - czas zatrzymany" Billa Morrisona.

poniedziałek, 28 maja 2018

15. Millennium Docs Against Gravity - relacja z festiwalu

20 maja 2018 r. zakończył się 15. Millennium Docs Against Gravity Film Festival. Dla wrocławian, w tym dla mnie, była to 7. odsłona festiwalu filmów dokumentalnych. Jak co roku, udało mi się obejrzeć kilka znakomitych obrazów - pięknych i poruszających.



Z roku na rok festiwal jest bogatszy o ilość filmów oraz o dodatkowe atrakcje w postaci spotkań z twórcami, warsztaty, projekcje z wykorzystaniem nowych technologii. Często filmy stają się także pretekstem do dyskusji, wymiany myśli - nie tylko w kuluarach, ale także w postaci debat. Specjalnym adresatem festiwalu były w tym roku dzieci, dla których przygotowano nie tylko specjalny repertuar, ale również warsztaty.

Nie udało mi się obejrzeć wszystkich filmów, które sobie zaplanowałam, ani też uczestniczyć w spotkaniach, na których miałam ochotę zostać, ale i tak zobaczyłam 16 filmów, co - zważywszy, że festiwal trwał 10 dni - nie jest  liczbą małą. Jednak ważniejsze od cyfr są doznania, których doświadczyłam, refleksje, które się nasunęły, wymiana myśli z innymi widzami. Niektóre filmy tak mną wstrząsnęły, że nie mogłam już nic oglądać, bo trzeba było złapać oddech. Tak było m.in. w przypadku filmu pozornie skromnego: "Można kochać ziemniaki". Czasami opis filmu nie zapowiadał całego bogactwa znaczeń, a podczas projekcji pozorny banał zamieniał się w głębokie studium psychologiczno-socjologiczne, jak to było w przypadku "Współczesnego mężczyzny", o którym już pisałam. Niektóre filmy przerażały pesymistycznym oglądem świata, który zdaje się zmierzać donikąd ("Genesis 2.0"), inne poruszały problemami społecznymi ("Eldorado", "Rok nadziei"). Wszystkie niemal ukazywały niezmiernie ciekawe i skomplikowane ludzkie portrety, które głęboko poruszały. Takim filmem był bez wątpienia "Lubow - miłość po rosyjsku" czy portrety artystów, m.in. "Graces Jones" czy Charlie Siema, a już bodaj najbardziej - opowieść o Michale Waszyńskim ("Książę i dybuk"). Trzeba bowiem dodać, że w większości przypadków interesująca opowieść była zarazem znakomitym artystycznie kinem.

Moja relacja z festiwalu będzie, jak co roku, subiektywna, co w moim odczuciu jest raczej zaletą, nie wadą :-)
Opowiem o filmach, które zrobiły na mnie największe wrażenie, bo przy tej okazji będę miała możliwość choć trochę zrozumieć, dlaczego tak się stało.

"Można kochać ziemniaki": opowieść o rodzinnych traumach


Filmem, który ogromnie mnie poruszył, był dokument holenderskiej reżyserki Aliony van der Horst: "Można kochać ziemniaki". Podczas 9. odsłony festiwalu mieliśmy okazję zobaczyć inny jej interesujący film: "Wodne dzieci". Tym razem jest to obraz bardzo osobisty. Reżyserka, córka Rosjanki i Holendra, urodzona w Moskwie i znakomicie władająca rosyjskim, przyjeżdża na wieś, gdzie urodziła się jej matka, aby zrozumieć jej trudną, bolesną historię. Matka jest wówczas po wylewie i nie może już opowiedzieć o sobie, ponieważ utraciła zdolność mówienia. Nie jest to zresztą pierwsza wizyta w tym miejscu, o czym świadczy pewna zażyłość z kuzynostwem, a także nagranie wspomnienia babki, które udało się Alionie zarejestrować przed laty.

siostry pod jabłonią - jak z Czechowa, w środku matka reżyserki
Niektóre siostry matki już nie żyją, jedna w ogóle nie chce się spotkać z siostrzenicą, o czym mówi otwarcie w rozmowie telefonicznej. Wszystkie wyparły wspomnienia z przeszłości i nie chcą o niej mówić lub mówią komunały, chwaląc Stalina. Babka jako jedyna opowiada o straszliwym głodzie tuż po wojnie, o ciężkiej całodniowej pracy w kołchozie, którą musiała wykonywać, choć w tym czasie umierały jej dzieci. Wspomina także męża - alkoholika, który po powrocie z wojny pił notorycznie aż do śmierci.

fragm. animacji w filmie

Reżyserka cierpliwie namawia krewnych, aby opowiedzieli swoje historie, ogląda nieliczne zachowane zdjęcia, przedmioty (m.in. dziesiątki butów, które były w domu przechowywane z jakimś obsesyjnym uporem - po latach biedy, kiedy ich brakowało). Jak opowiedzieć historię rodziny, której opowiedzieć się nie da? Okazuje się, że to jest możliwe, jeśli się jest silnie zmotywowanym i konsekwentnym. Aliona jest właśnie taka. Ponadto wrażliwa, cierpliwa i empatyczna. A przy tym to uzdolniona artystka, która tka swoją opowieść z zachowanych strzępów wspomnień, z drobiazgów pozornie, a kiedy nie ma nic materialnego - wprowadza czarno-białe animacje Włocha Simone Massiego, przypominające poetyką filmy Lenicy. Pokazuje w nich swoją matkę jeszcze nienarodzoną, a już głodującą w łonie babki. Jej bezgłośny krzyk...

Znaczącą część tej historii "dopowiada" nieoczekiwania sama matka, kiedy to kuzynce Aliony udaje się odnaleźć jej listy do siostry. To właśnie ona wypowiada słowa, które stały się tytułem filmu: Można kochać ziemniaki, kiedy zaznało się straszliwego głodu. I oto ta, która uciekła przed ojcem, przed biedą i opresyjnym systemem aż do Holandii, na starość nieustannie wspomina swoją przeszłość: dzieciństwo, młodość... Okazuje się, że nie można od tego uciec - od swojej przeszłości. W listach odsłania się ze swoimi myślami, choć nigdy dotąd o tym nie mówiła i starała się trudne doświadczenia wyprzeć z pamięci. Zrozumienie przeszłości staje się dla Aliony kluczem do zrozumienia matki, a w konsekwencji - siebie samej.

Aliona z ciotką, kadr z filmu

Jest w tym filmie piękna scena, w której ojciec Aliony opiekuje się przykutą do łóżka matką. Głaszcze ją czule po głowie i mówi do córki:

Wiesz, że właśnie teraz, kiedy stała się ode mnie zależna, zakochałem się w niej po raz drugi? Bo wcześnie była taka chłodna i nie lubiła dotyku...

Pointa filmu jest znacząca. Dom, w którym urodziły się i dorastały siostry, dziedziczy jeden z kuzynów, który wraz z synem dobudowuje do niego nowy budynek. Wygląda to dość cudacznie, ale solidnie. Aliona chwali ich za ten wysiłek. Idzie nowe.

scena z butami
"Można kochać ziemniaki" jest filmem bolesnym - o tym, jak trudne może być życie w opresyjnym systemie, w owym "tu i teraz", którego sobie przecież nie wybieramy. A jednak w obrazach domu i jego otoczenia, a także na starej czarno-białej fotografii, na której siostry stoją w cieniu wielkiej jabłoni, tej grozy nie widać. Siostry bardziej przypominają postacie z "Wiśniowego sadu" Czechowa, aniżeli ofiary stalinowskich opresji czy rodzinnych traum. Jest w tym filmie wiele ciepła, a nawet poezji, które stanowią rodzaj przeciwwagi i pozwalają kontemplować niełatwe przecież ludzkie losy.

rodzinny dom matki Aliony



trailer filmu


"Książę i dybuk". Michała Waszyńskiego życie w filmie

Chociaż film Elwiry Niewiery i Piotra Rosołowskiego jest próbą zrekonstruowania biografii jednego z najbardziej znanych reżyserów dwudziestolecia międzywojennego, to jednak na tym nie wyczerpuje się ta ekscytująca opowieść. 
To także film o roli kina, które nie tylko "jest snem", ale utrwala ludzkie twarze, historie, a nawet chwile ulotne. To również opowieść o tym, że od siebie uciec nie można. 

Michał Waszyński, kadr z filmu :Książę i dybuk"

Konstrukcja filmu "Książę i dybuk" wywołuje skojarzenia z "Obywatelem Kane" Orsona Wellesa i nie sądzę, aby było to przypadkowe, ponieważ nie ma w tym dokumencie nic przypadkowego - to precyzyjnie skonstruowana opowieść o wieloznacznym przesłaniu. Rozpoczyna ją, jak we wspomnianym arcydziele Wellesa, fragment kroniki filmowej, z którego dowiadujemy się, że zmarł książę Michael Waszynsky i że został pochowany z honorami w rodzinnym grobowcu włoskich arystokratów. Od członków rodziny Dikeman zaczynają autorzy filmu swoje  hm.., śledztwo. I podobnie jak w "Obywatelu Kane", niczego prawdziwego się o swoim bohaterze nie dowiadują. Bohater jest i pozostaje tajemnicą.
"Nawet człowiek nie wie nic o sobie - pisze Gustaw Herling-Grudziński w wydanym ostatnio "Dzienniku 1957-1958" - i wystarczy, że stanie przed lustrem, by zacząć mieć wątpliwości". Charakterystyczne, że Waszyński także prowadzi dziennik - to jego lustro.

Waszyński, ostatni po prawej, obok Orsona Wellesa, podczas kręcenia "Otella"

Rozmówców, którzy próbują nam coś powiedzieć o Waszyńskim, jest wielu. Włoscy arystokraci twierdzą, że był księciem, a wskazywały na to jego maniery i elegancja. Od operatora pracującego z Wellesem przy "Otellu" dowiadujemy się, że Waszyński współpracował przy tym filmie, ale co tam robił poza tym, że grał z nim w karty - nie pamięta. Jednym z ważniejszych narratorów jest prywatny kierowca, który wprowadza nas w klimat Rzymu lat 50., podobnie jak muzyka Nino Roty i obrazy ulic, ludzi, nocnych klubów.
"Nigdy nie mówiło się o przeszłości" - podkreśla. A przecież wiemy, że reżyser ją posiadał, i to bardzo bogatą!

Film jako "druga realność"

Zmiana realiów - cofamy się w czasie i widzimy Warszawę końca lat 20. ubiegłego wieku, kiedy to nieznany nikomu młody człowiek realizuje swój pierwszy film. Zachowały się archiwalne zapisy, do których dotarli twórcy filmu i oto widzimy naszego bohatera, który nieco piskliwym głosem deklaruje, że robi to, co kocha. Dodaje też może banalnie dziś brzmiące słowa o magii kina, o tym, że film to, jak się wyraża, to "druga realność".
Patrząc na życie Waszyńskiego w pewnej perspektywie odnosimy wrażenie, iż słowa te trafiają w sedno - jego życie to niekończący się film, w którym wszystko jest możliwe i wszystko jest fantazją, ekscytującą fantazją.
Mosze Waks, skromny chłopiec z małego miasteczka na Wschodzie, może zamienić się we wziętego reżysera, bon vivanta, w księcia, producenta filmowego, który za miliony (cudzych) dolarów buduje w Hiszpanii "drugi Rzym", aby sfilmować upadek Wiecznego Miasta, a potem znika bez śladu i konsekwencji...

"Dybuk" w reż M. Waszyńskiego

Po raz pierwszy ucieka z Kowla, bo czuje się odrzucony przez innego żydowskiego chłopca. Do tego wątku powraca obsesyjnie przez całe życie, zarówno w dzienniku, jak też w swoim słynnym filmie "Dybuk", a wreszcie w życiu - kiedy każe kierowcy wozić się po całym mieście w poszukiwaniu dybuka... Wyjeżdżając z Kowla porzuca jednocześnie swoją żydowską tożsamość, nie tylko z powodu chłopca. Jedyny syn Mosze Waksa (prócz niego miał pięć czy sześć córek) jest homoseksualistą, a to wystarczający powód, aby uciec.

Książę Waszyński?

Kiedy pojawi się w Warszawie jako początkujący reżyser, jest już Michałem Waszyńskim - Polakiem wyznania rzymsko-katolickiego. Po przybyciu do Włoch wraz z armią Andersa (w której pełni głównie rolę operatora filmowego), mianuje się księciem i to także nikogo to nie zdziwi. Był miłym w obejściu, wiarygodnie zachowującym się człowiekiem. Bohater jego pierwszego włoskiego filmu pokazuje człowieka znikąd, który urodził się "dziś", jak sam powiada, i jest nim poniekąd sam Waszyński. Nie przyznaje się do tego, że odnosił w Polsce sukcesy jako reżyser. Woli grać rolę księcia, ewentualnie producenta - to robi lepsze wrażenie. Po wojnie życie wielu zaczyna się od nowa, więc nie budzi podejrzeń. Imponują poza tym jego powiązania z rodami arystokratycznymi, co zawdzięcza swojej żonie, zmarłej krótko po ślubie, ale chyba przede wszystkim temu, że znakomicie odgrywa rolę księcia.

Aby dotrzeć do prawdy o swoim bohaterze, twórcy filmu: Elwira Niewiera i Piotr Rosołowski, zjechali właściwie cały świat. Dotarli także do Kowla oraz do Tel Avivu, gdzie żyją dalsi krewni Waszyńskiego, którym udało się ujść zagładzie. Na zdjęciu zrobionym w 1922 roku w Kowlu widzimy młodego mężczyznę w towarzystwie kobiety, ale nie udaje się ustalić, kim ona jest: matką?

kadr z filmu "Książę i dybuk"
Starzy mieszkańcy Kowla rozpoznają zapisane na odwrocie prawdziwe nazwisko reżysera: Waks - to już jest jakiś trop. Podobnie - krewni w Tel Avivie. W Kowlu nie zachował się nawet cmentarz, a w pięknym, odnowionym budynku dawnej synagogi mieści się magazyn... Jeden z nielicznych ocalonych opowiada, że Niemcy spędzili tam kilkaset osób, w tym rodzinę bohatera filmu, z których nieomal wszyscy umierali w straszliwych męczarniach. Zapisanym na ścianach głosom ("Tyle cierpienia! Nikt nie stawia oporu. Nasze głosy wzywają Boga") towarzyszą utrwalone na taśmie filmowej ludzkie twarze... To częsty zabieg w tym filmie: obrazom opustoszałych miasteczek i cmentarzy odpowiada zapis utrwalony na taśmie filmowej: bawiące się dzieci, tętniące życiem miasteczka, cmentarze, gdzie spoczywają przodkowie.


Film - fresk naszych czasów


Wielką wartością filmu "Książę i dybuk" jest także i to, że rekonstruując los głównego bohatera, ukazują zarazem tamten miniony bezpowrotnie świat - żydowskie sztetle, przedwojenną Warszawę... To pokazuje, że film jest nie tylko ucieczką od rzeczywistości, ale także jej odbiciem, sugestywnym zapisem, rodzajem współczesnego fresku z Pompejów naszych czasów. 

Niezwykle poruszające był dla mnie obraz Warszawy z 1937 roku: poranek, służby porządkowe zmywają ulice, mleczarz rozwozi mleko w wielkich kadziach, gołębie podrywają się do lotu... Za chwilę ten świat przestanie istnieć...
Artyści pokazują jednocześnie, że także ów zapis bywa ulotny - taśma filmowa podlega destrukcji, stąd "rozmywające się" obrazy, utrwalone przypadkowe chwile: mały kotek w kieszeni płaszcza, Waszyński przechadzający się z papierosem brzegiem morza...

Dybuk


Zachowując chronologię wydarzeń, twórcy filmu inkrustują archiwalia nie tylko współczesnymi rozmowami o bohaterze, ale - od początku - wplatają weń sceny z "Dybuka" Waszyńskiego, traktując ten film jako rodzaj najbardziej osobistej wypowiedzi artystycznej reżysera. I choć twierdził on, kręcąc "Dybuka", że nie zna jidysz, swój intymny dziennik, będący zwięzłym komentarzem do wielu wydarzeń, pisze właśnie w tym języku.

"Dybuk" Waszyńskiego
Autorom filmu udało się stworzyć dzieło wybitne. Nie tylko opowiedzieli w sposób niebanalny historię tajemniczych losów Michała Waszyńskiego - samozwańczego księcia, hollywoodzkiego producenta, a zarazem jednego z najbardziej znanych i popularnych polskich reżyserów okresu dwudziestolecia międzywojennego. Próbowali dociec tajemnicy człowieka, który całe życie uciekał od swojej przeszłości i tożsamości w świat filmowych fantazji.


Michał Waszyński w swoim rzymskim mieszkaniu
Zachowując chronologię wydarzeń, twórcy filmu inkrustują archiwalia nie tylko współczesnymi rozmowami o bohaterze, ale - od początku - wplatają weń sceny z "Dybuka" Waszyńskiego, traktując ten film jako rodzaj najbardziej osobistej wypowiedzi artystycznej reżysera. I choć twierdził on, kręcąc "Dybuka", że nie zna jidysz, swój intymny dziennik, będący zwięzłym komentarzem do wielu wydarzeń, pisze właśnie w tym języku.

Jest to także film o roli kina, które nie tylko "jest snem", ale utrwala ludzkie twarze, historie, również chwile ulotne. To również opowieść o tym, że od siebie uciec nie można. 
Uroda tego filmu, precyzja montażu, dobór archiwaliów i zawarte w nim głębokie przemyślenia na temat "życia w sztuce" pozwalają na określenie go mianem wybitnego. Równie wybitny, jak podziwiany w ubiegłym roku "Dawson City - czas zatrzymany" Billa Morrisona.

"Książę i dybuk", trailer

"Twarze, plaże": o pamięci i przemijaniu


Niejako na antypodach tamtych sytuuje się film pary francuskich artystów: Agnes Vardy i  fotografa JR-a, zatytułowany "Twarze, plaże". Kino pogodne, a przy tym mądre i dające do myślenia.

Agnes Varda i JR, kadr z filmu "Twarze, plaże"
Pomysł na film przypomina "Dziennik z podróżyPiotra Stasika, którego bohaterem jest wybitny polski artysta fotografik, Tadeusz Rolke. We francuskim filmie wiekowa już, bo blisko 90-letnia, Varda wyrusza z 33-letnim artystą fotografii samochodem - ciemnią, by utrwalać w różnych miejscach Francji ludzkie oblicza. Fotografie ozdobią potem ściany, mury i inne mniej oczywiste miejsca, nadając im szczególne znaczenie. Przede wszystkim jednak to fotografowani ludzie nabierają nowego znaczenia, często ku ich zaskoczeniu, a nawet wzruszeniu. 

Varda jest często pomysłodawczynią tego, kto i gdzie ma był fotografowany, bo - jak się okazuje - w większości są to miejsca znane jej z młodości. Sama jest nie tylko kultową reżyserką, której filmy mieliśmy okazję oglądać na retrospektywie 80-letniej wówczas artystki, podczas festiwalu Nowe Horyzonty w 2006 roku, Varda jest również fotografem. Jeden z jej pięknych poetyckich filmów, które wówczas zaprezentowano, nosił tytuł "Plaże Agnes" i to do niego nawiązują "Twarze, plaże"


samotna kobieta na górniczym osiedlu ze swoją fotografią

Zanim jednak, dzięki obojgu artystom, ożyje opustoszałe osiedle i przywołani zostaną nieżyjący znajomi z przeszłości, odwiedzają oni umierające górnicze osiedle, które również już niebawem odejdzie w przeszłość. Filmują jedną z nielicznych mieszkanek - prostą kobietę, którą dotąd nikt się nie interesował i nie tylko wysłuchują jej historii, ale również robią jej ogromne zdjęcie, które następnie JR przyklei do muru jej domu. Kobieta ze wzruszenia nie może mówić, a kiedy artyści odjeżdżają, widzimy wiele fotografii nieżyjących już górników - niegdyś mieszkańców tego osiedla, na murach ich domostw. Są jak freski przedstawiające inny czas i inną cywilizację - piękna, poruszająca scena... Jest takich scen znacznie więcej, bo w istocie jest to film o pamięci i przemijaniu.

Znakomicie skomponowany kadr z pustym oknem w środku...
Właśnie dlatego, aby ocalić od zapomnienia, powstają zarówno owe fotografie, jak też sam film. Ale to nie wyczerpuje jego znaczeń. Dla mnie jest to także film o tworzeniu i o tym, że człowiek jest twórczy bez względu na wiek. Zderzenie młodości i starości jest w tym filmie źródłem humoru, ale także nawiązuje do relacji uczeń - mistrz. JR odnosi się do Vardy jak do partnerki, a czasami "zapomina", ile ona ma lat. Jest w filmie zabawna scena, kiedy fotograf wbiega krętymi schodkami na dość wysoką wieżę, podczas gdy Agnes Varda wspina się na nią z trudem i dochodzi do połowy jej wysokości. Po czym mówi żartem, że ten wysiłek jest równoważny tygodniowym ćwiczeniom. Podobnie żartuje, gdy JR pyta ją, czy nie bała się, gdy podczas wizyty u okulisty otrzymała zastrzyk w oko.

 Zawsze sobie w takich sytuacjach wyobrażam scenę z przecinaniem oka w filmie "Pies andaluzyjski" Bunuela - odpowiada. W porównaniu z nią mój zastrzyk to pikuś.


W "Plażach, twarzach" subtelny humor towarzyszy nam nieustannie, począwszy od czołówki, w której snuje się opowieść w stylu komedii omyłek - o tym, w jaki sposób artyści się nie poznali :-) Pozornie szorstki i zawsze schowany za okularami JR jest jednak ostatecznie kimś bliskim, kto - choć pozornie odmienny, bo młodszy o trzy pokolenia - jest jednak inicjatorem owego wspólnego projektu, dzięki któremu Varda uczestniczy w kolejnej, być może swojej ostatniej twórczej przygodzie. 

Agnes Varda
"Plaże, twarze" to nie tylko film o pamięci, jednakże w swojej podstawowej warstwie jest  zapisem współczesnego życia i próbą refleksji nad nim. Widzimy, jak radykalnie się ono zmieniło. Duży zakład pracy w coraz mniejszym stopniu jest miejscem, gdzie wszyscy się znają i tworzą układ wzajemnych relacji. Fotograf utrwala obie zmiany pracujące w fabryce w geście wyciągniętych rąk. Zdjęcia te również znajdą się na murach zakładu, nadając im szlachetny, ludzki wymiar. A przy okazji okaże się, że jeden z fotografowanych pracowników jest w pracy po raz ostatni. Daje to pretekst do rozmowy o tym, czym zajmie się na emeryturze. "Najpierw się wyśpię" - próbuje żartować mężczyzna, ale wcale się nie uśmiecha. Najwyraźniej nie ma pomysłu na życie na emeryturze i bardziej jest przestraszony niż ucieszony swoją nieoczekiwaną wolnością. To problem wielu ludzi.


fotografie na ścianie fabryki

Z kolei sfotografowana przez artystów kelnerka z ich ulubionej kawiarni przyciąga uwagę klientów, którzy robią sobie na tle jej powiększonego zdjęcia selfie. W rezultacie jej fotografie znajdą się powielone w internecie, co sprawi, że nagle nikomu nieznana skromna dziewczyna stanie się kimś rozpoznawalnym. Jej pryncypał ze zdumieniem kręci nad tym głową, a dzieci kelnerki są dumne z tego, że mam stała się sławna. O media, o tempora, chciałoby się wykrzyknąć. 


zdjęcie kelnerki

Uroczy i lekki jak pianka film obojga  tak różnych artystów opowiada o ludziach, o zmieniającym się świecie, o próbach zatrzymania czasu w fotografii i w filmowym kadrze. Jednocześnie w sposób nieomal niezauważalny, oglądając go, snujemy refleksje o pamięci i przemijaniu, a także o nas samych. Piękne, bezpretensjonalne, kameralne, a jednocześnie wielkie kino.


Agnes Varda i JR na tle jednego ze swoich zdjęć

W swojej relacji z 15. Millennium Docs Against Film Festival przyjrzałam się głębiej kilku filmom, które zrobiły na mnie największe wrażenie. Zarówno ich problematyka, jak i forma artystyczna pozwalają dostrzec istotne problemy współczesnego człowieka w sposób daleki od banału, operujący metaforą i symbolem. To piękne, wartościowe kino, dajże widzowi wiele satysfakcji i niezapomnianych przeżyć.

czwartek, 9 stycznia 2020

Dyktatorzy mody i ikony stylu – na ekranie i w książce

Najsłynniejszy warszawski dom mody - Bogusław Herse i ikony stylu rodem z przedwojennego kina, m.in. Pola Negri, Loda Niemirzanka, Nora Ney czy Ina Benita, to bohaterowie wyjątkowych wydarzeń wokół historii mody. W styczniu i lutym na serię pokazów i spotkań zapraszają kino Iluzjon i Muzeum Warszawy.  


Dom Mody Bogusław Herse dla trzech pokoleń warszawianek i warszawiaków był synonimem luksusu. Przedwojenne kino uczyniło go bohaterem filmu „Jego ekscelencja subiekt” (1933) w reż. Michała Waszyńskiego, a współcześnie Agnieszka Dąbrowska, historyczka sztuki, kustoszka w Dziale Opracowania Zbiorów Muzeum Warszawy, podjęła się próby analizy fenomenu warszawskiego domu mody w publikacji „Herse. Warszawski dom mody”.

Filmowo-literackie spotkanie to początek wspólnych wydarzeń skupionych wokół historii mody pt. „Dyktatorzy mody i ikony stylu” organizowanych wspólnie przez Filmotekę Narodową – Instytut Audiowizualny w warszawskim kinie Iluzjon oraz Muzeum Warszawy.

Film Waszyńskiego i nowe wydawnictwo Muzeum Warszawy stały się pretekstem do podwójnego spotkania i dyskusji, które odbędzie się 19 stycznia o godz. 16.00 w kinie Iluzjon. Projekcję filmu „Jego ekscelencja subiekt” z taśmy 35 mm poprzedzi wprowadzenie filmograficzne, a po seansie autorka książki odsłoni kulisy Domu Mody Herse.

Z kolei od 26 stycznia, pięć kolejnych spotkań w kinie Iluzjon w ramach cyklu, poświęconych będzie rodzimym ikonom stylu: Lodzie Niemirzance, Poli Negri, Inie Benicie, Halinie Bruczównie i Norze Ney, bo na kinowym ekranie pojawią się przedwojenne filmy z ich właśnie udziałem. W programie m.in. „Dwie Joasie” w reż. Mieczysława Krawicza, z którego stroje Iny Benity przeszły do historii mody i kina, „Ludzie bez jutra” Aleksandra Hertza będący jedynym filmem z udziałem Haliny Bruczówny, który zachował się do naszych czasów oraz „Doktór Murek” w reż. Juliusza Gardana z udziałem trzech wyjątkowych aktorek prezentujących odmienne style ubioru: Iny Benity, Nory Ney i Jadwigi Andrzejewskiej.


Ponadto, w dniach 2-28 lutego w kinie Iluzjon będzie można oglądać wystawę „Filmowe ikony stylu. Lata 20. na nowo”, podczas której prezentowane będą współczesne stroje stylizowane na modę międzywojnia.

Program cyklu w kinie Iluzjon:


19 stycznia, g. 16.00

„Jego ekscelencja subiekt”, reż. Michał Waszyński, 1933, 81 min, 35mm

Jurek Czerwoński (Eugeniusz Bodo), subiekt jednej z wielkich firm konfekcyjnych, dzięki swej miłej powierzchowności i zaletom towarzyskim jest ulubieńcem klienteli i swoich szefów. Na skutek zbiegu okoliczności w wieczór sylwestrowy trafia na przyjęcie do przemysłowca Poreckiego. Wzięty za oczekiwanego radcę Chełmońskiego z Ameryki, wzbudza zainteresowanie zebranych. Flirt z córką gospodarzy Anią z czasem przeradza się w gorącą wzajemną miłość.

Po seansie Agnieszka Dąbrowska, autorka książki „Herse. Warszawski dom mody” odsłoni kulisy najsłynniejszego w stolicy domu mody.

26 stycznia, g. 16:00

„Rena”, reż. Michał Waszyński, 1938, 79 min, 35 mm

ikona stylu: Loda Niemirzanka

2 lutego, g. 16:00

„Bestia” | „The Polish Dancer”, reż. Aleksander Hertz, Polska 1917/1921, 67 min, DCP, film odrestaurowany cyfrowo

ikona stylu: Pola Negri

9 lutego, g 16:00

„Dwie Joasie”, reż. Mieczysław Karawicz, Polska, 1935, 90 min, film odrestaurowany cyfrowo

ikona stylu: Ina Benita

16 lutego, g. 16:00

„Ludzie bez jutra”, reż. Aleksander Hertz, Polska 1919, 87 min, DCP, film odrestaurowany cyfrowo

ikona stylu: Halina Bruczówna

23 lutego, g. 16:00

„Doktór Murek” reż. i scen. Juliusz Gardan, Polska 1939, 90 min, DCP, film odrestaurowany cyfrowo

ikona stylu: Nora Ney


Więcej: http://www.iluzjon.fn.org.pl/cykle/info/1131/najslynniejszy-warszawski-dom-mody-na-ekranie-i-w-ksiazce-dyktatorzy-mody-i-ikony-stylu.html

Cykl realizowany jest wspólnie z Muzeum Warszawy.

informacja prasowa

środa, 30 marca 2022

Santor, Łazuka, Majewski i Godlewska | Wieczór z Adolfem Dymszą | Retroteka #8

Filmoteka Narodowa – Instytut Audiowizualny oraz dyrektor muzyczny Jan Emil Młynarski zapraszają na spotkanie słowno- muzyczne. Podczas wydarzenia odbędzie się pokaz filmów krótkometrażowych, niekompletnych oraz zwiastunów z udziałem króla polskich komików Adolfa Dymszy. Jego urodziny to świetna okazja, by zaprezentować nieznane i zapomniane kreacje legendy polskiego kina, teatru i kabaretu. Po seansie zapraszamy na spotkanie słowno – muzyczne, podczas którego usłyszymy Irenę Santor, Adriannę Godlewską, Bohdana Łazukę i Czesława Majewskiego.

 

PARADA REZERWISTÓW, reż. Michał Waszyński, 1934 r.

Konstanty Rybski jest szefem restauracji Pod amorem, który ostro i bezwzględnie traktuje swych kelnerów: Pączka i Pułapkę. Role odwracają się, gdy zostaje powołany do wojska, okazuje się bowiem, że obaj są starsi szarżą. Dotychczasowi kelnerzy mszczą się na szefie, musztrując go bez litości. Na domiar złego wszyscy trzej kochają się w jednej kobiecie: uroczej dyrygentce damskiej orkiestry, Barbarze. Do niedawna film uchodził za zaginiony, jednak w zbiorach FINA znajduje się jego krótki, zaledwie 15- minutowy fragment. Kwietniowa Retroteka będzie rzadką okazją do jego obejrzenia. 


ROBERT I BERTRAND, reż. Mieczysław Krawicz, 1938 r.

Bertrand i Robert trafiają przez pomyłkę do więzienia. Więzienie zwiedza Irena Ippel, początkująca autorka powieści kryminalnych. Robert i Bertrand myśląc, że jest złodziejką, chcą naprowadzić ją na uczciwą drogę. Ona ma te same zamiary w stosunku do nich, tym bardziej, że zakochała się ze wzajemnością w Bertrandzie... Film, choć został kilka lat temu zrekonstruowany, nadal jest w dużym stopniu niekompletny. Wprawdzie odnalazły się kolejne materiały zawierające uzupełnienia, jednak ponowna rekonstrukcja jest dopiero planowana. Podczas wydarzenia zaprezentujemy niedawno odnalezioną, dotychczas nieznaną kopię filmu, wprawdzie również niekompletną, jednak zawierającą nieznane dotychczas elementy.

BOLEK I LOLEK, reż. Michał Waszyński, 1936 r.

Ślusarz Bolek przypadkiem trafia na eleganckie przyjęcie, gdzie goście biorą go za bardzo do niego podobnego arystokratę Lolka. W efekcie nieporozumienia zostaje mianowany dyrektorem fabryki jednego z amerykańskich przemysłowców. Film niestety nie zachował się do naszych czasów, istnieje jednak amerykański zwiastun kinowy zawierający kilka fragmentów najlepszych scen, m.in. piosenki A mnie w to graj, którą Adolf Dymsza śpiewa w duecie z... Adolfem Dymszą.

MÓJ TEATR, reż. Ludwik Perski, 1960 r.

Film dokumentalny z 1960 roku prezentujący wybrane numery z bogatego repertuaru Adolfa Dymszy. W całym filmie we wszystkich rolach występuje Adolf Dymsza: jest nie tylko artystą na teatralnej scenie, lecz także szatniarzem, bileterem, strażakiem oraz ludźmi na widowni. 

Kino Iluzjon, ul. Narbutta 50A

9 kwietnia, godz. 19:00

Więcej informacji oraz zakup biletów: www.iluzjon.fn.org.pl

Streaming koncertu dostępny na stronie www.ninateka.pl

informacja prasowa

środa, 24 sierpnia 2022

19. Festiwal Kultury Żydowskiej Warszawa Singera

Jak co roku zapraszamy na projekcje filmowe w ramach Festiwalu Kultury Żydowskiej Warszawa Singera. Zaprezentujemy najnowsze produkcje związane z czasem okupacji i Holokaustu: premierowy pokaz bajki dokumentalnej o Janie Brzechwie, komiks - animację o okupacji w Holandii oraz przełomowy obraz o hitlerowskiej Akcji Reinhardt. Opowieści o bohaterach tegorocznej edycji - Janie Brzechwie, Annie Frank i ofiarach rzezi w lubelskim zostaną uzupełnione o potkania z twórcami i ekspertami oraz filmową ofertę portalu Ninateka.pl.

 


Filmoteka Narodowa – Instytut Audiowizualny zaprasza w dniach 27 sierpnia oraz 3 września 2022 roku na wyjątkowe projekcje filmowe w ramach Festiwalu Kultury Żydowskiej Warszawa Singera.

Jak co roku zaproponujemy najnowsze produkcje związane z czasem okupacji i Holokaustu. Spotkania z twórcami i ekspertami oraz oferta portalu Ninateka.pl wzbogacą program wydarzenia, umożliwiając spojrzenie na filmy i tematy w nich poruszane w szerszej perspektywie.


PROGRAM – KINO ILUZJON:

27 sierpnia (sobota)

15:00 polska premiera filmu Pan Kleks. Wojna i miłość | reż. Władysław Jurków | 2022r. | 50 min | Sala Stolica

Wstęp wolny | Wejściówki do odbioru w kasie kina

16:00 spotkanie zatytułowane Pan Kleks. Wojna i miłość | Sala Stolica

Prowadzący Mikołaj Mirowski | Goście m.in. Piotr Fronczewski oraz Elżbieta Janicka

19:00 projekcja filmu Gdzie jest Anne Frank | reż. Ari Folman | 2021r. | 99 min | Sala Mała Czarna

Pokaz biletowany

3 września (sobota)

16:30 Aktion Reinhardt | reż. Michał Szymanowicz | 2021r. | 50 min | Sala Mała Czarna

Wstęp wolny | Wejściówki do odbioru w kasie kina


PROGRAM – NINATEKA:

27.08 godz. 20.00 – 03.09 godz. 20.00

Dybuk | reż. Michał Waszyński | 1937r. | Polska | 100 min

Dybuk. Rzecz o wędrówce dusz | reż. Krzysztof Kopczyński | 2015r. | Polska, Szwecja, Ukraina | 86 min

Demon | reż. Marcin Wrona | 2015r. | Polska, Izrael | 90 min

Filmy proponowane w ramach wydarzenia „Dybuk – wędrując między światami” dostępne bezpłatnie na platformie Ninateka.pl.

informacja prasowa

wtorek, 5 grudnia 2023

Maraton ze `Znachorem` w Kinie Iluzjon

7 grudnia w Kinie Iluzjon rozpocznie się „Maraton ze Znachorem". W jego ramach zostaną pokazane trzy adaptacje historii, którą pokochały miliony Polaków.


Opis filmu

Profesor Wilczur zostaje opuszczony przez żonę i córkę. W wyniku pobicia traci pamięć. Z cenionego lekarza staje się bezimiennym włóczęgą. Po latach profesor, żyjący pod przybranym nazwiskiem Antoni Kosiba, zyska uznanie w oczach ludzi jako znachor. Losy rozdzielonej rodziny ponownie się splotą.

7.12 - Znachor, reż. Jerzy Hoffman, Polska, 1981 (Film po rekonstrukcji jest dostępny również  bezpłatnie na ninateka.pl)

8.12 - Znachor, reż. Michał Gazda, Polska, 2023 (dostępny na serwisie Netflix). Przed projekcją odbędzie się spotkanie, którego gośćmi będą Maria Kowalska i Ignacy Jan Liss.

9.12 - Znachor, reż. Michał Waszyński, Polska, 1937 poprzedzony finałowym koncertem Retroteki, na którym wystąpi macierzysty skład Jana Emila Młynarskiego - Warszawskie Combo Taneczne

Anna Dymna i Tomasz Stockinger w filmie "Znachor" w reż. Jerzego Hoffmana

informacja prasowa

poniedziałek, 22 sierpnia 2022

Pokazy specjalne na 47. FPFF: Zanussi, Globisz, Waszyński

Nie byłoby Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych bez pokazów specjalnych. W tym roku zapraszamy na trzy wyjątkowe seanse połączone ze spotkaniami.

Co nadaje życiu sens: sukces czy miłość? Z tym dylematem mierzą się Joachim, dobiegający kresu życia spełniony mężczyzna, oraz młody geniusz matematyczny David. W „Liczbie doskonałejKrzysztof Zanussi powraca do centralnych tematów swojej twórczości, które wcześniej eksplorował w takich klasykach jak „Struktura kryształu” i „Iluminacja”. Odpowiedzi, których tym razem udziela, są przewrotne i nieoczywiste.

Czy kiedy aktor traci mowę, przestaje być aktorem? Adam jest u szczytu sławy. Scena to jego życie i często wybiera aktorstwo, zaniedbując relacje z najbliższymi. Kiedyś wcielił się w grzesznego, ale szlachetnego anioła. Teraz potrzebna jest mu jego pomoc. Adam ma poważny udar. Lekarze ratują mu życie, ale nie dają szans na powrót do pełnego zdrowia. Adam musi nauczyć się wszystkiego od podstaw, gdyż choroba odbiera mu słowa i sprawność ciała. Rozpoczyna się walka o spełnienie obietnicy, że znów stanie na scenie. Film „Prawdziwe życie aniołów” jest inspirowany historią Krzysztofa Globisza, który zagrał główną rolę. Na ekranie zobaczymy również ostatnią kreację Jerzego Treli.

Filmoteka Narodowa – Instytut Audiowizualny zaprasza na repremierę odrestaurowanego pierwszego polskiego powojennego filmu fabularnego „Wielka droga” w reżyserii Michała Waszyńskiego (1946). Film przedstawia losy pary narzeczonych rozłączonych wojną: od oblężenia Lwowa w 1939 roku, przez formowanie Armii Andersa w ZSRS i tułaczkę w Iranie, Iraku, Palestynie i Egipcie, aż po kampanię włoską. Ważnym elementem filmu są włączone do fabuły zdjęcia dokumentalne, m.in. z bitwy o Monte Cassino.

Pokazy specjalne na 47. FPFF: 

Liczba doskonała, reżyseria i scenariusz: Krzysztof Zanussi / po seansie spotkanie z Krzysztofem Zanussim

Prawdziwe życie aniołów, reżyseria i scenariusz: Artur W. Baron / po seansie spotkanie z Krzysztofem Globiszem i twórcami filmu / wystawa prac malarskich i grafik Krzysztofa Globisza na Placu Grunwaldzkim

Wielka droga, reżyseria: Michał Waszyński, scenariusz: Konrad Tom / przed seansem debata / wystawa „Wielka droga. Armia Andersa” na Nabrzeżu Pomorskim przed Okrętem ORP Błyskawica. Organizator wydarzenia: Filmoteka Narodowa – Instytut Audiowizualny


 47. Festiwal Polskich Filmów Fabularnych odbędzie się w dniach 12–17 września 2022 roku.

informacja prasowa

poniedziałek, 27 lipca 2020

Król komedii i cesarz muzyki filmowej, czyli Adolf Dymsza i Ennio Morricone w sierpniu w kinie Iluzjon

Na wyjątkowe filmowe spotkania zaprasza w sierpniu warszawskie kino Iluzjon! Miłośnicy komedii i przedwojennego kina będą mogli obejrzeć ulubione, ale także mniej znane filmy z Adolfem Dymszą. Melomanów i kinomanów z pewnością zainteresuje  przegląd kultowych filmów z muzyką zmarłego niedawno Ennio Morricone.  Wisienką na torcie będzie pokaz filmu "Książę student" Ernsta Lubitscha z muzyką na żywo.

Bolek i Lolek, reż Michał Waszyński (1936), fot. Fototeka FINA


Adolf Dymsza – król komedii


20 sierpnia mija 45 lat od śmierci Adolfa Dymszy, najwszechstronniejszego z polskich komików. Od połowy lat 20. aktor bił rekordy popularności na scenach warszawskich teatrów rewiowych, a wkrótce potem także na ekranach kin. Na prawdę nazywał się Adolf Bagiński, ale przez znajomych, a także wielbicieli nazywany był Dodkiem i to przezwisko przylgnęło go niego na całe życie. Na początku kariery specjalizował się w humorze groteskowym (specjalnie dla niego teksty pisał sam Julian Tuwim), później z wielkim powodzeniem odtwarzał postać warszawskiego cwaniaka Dodka. Zagrał w 30 filmach, nierzadko grając główne i tytułowe role. Był przede wszystkich niezrównanym komikiem, choć w późniejszych latach dał się poznać także jako wspaniały aktor dramatyczny.

Od 7 do 29 sierpnia kino Iluzjon przypomni jego najpopularniejsze filmy z lat trzydziestych: ABC miłości (1935) Michała Waszyńskiego, Paweł i Gaweł (1938) i Sportowiec mimo woli (1940) Mieczysława Krawicza oraz niepublikowane od kilkudziesięciu lat fragmenty filmów Parada rezerwistów (1934) i Bolek i Lolek (1936) czy Robert i Bertrand (1938). W Iluzjonie będzie można także zobaczyć rzadko pokazywany dokument Mój teatr (1960) Ludwika Perskiego, w którym Dodek wykonuje najpopularniejsze monologi i piosenki ze swego repertuaru. Pokazom towarzyszyć będzie wirtualna wystawa fotografii króla komików, którą będzie można obejrzeć we foyer kina.

Legenda kina i muzyki – Ennio Morricone


Ennio Morricone, CC BY-SA 3.0

Kompozytor – legenda. Twórca muzyki do takich dzieł jak Wiek XX (1977) Bernardo Bertolucciego, Nietykalni (1987) Briana De Palmy, czy słynnej Misji (1985) Rolanda Joffé. To tylko niektóre tytuły, które będzie można obejrzeć podczas sierpniowego przeglądu.

Pierwsze kompozycje filmowe Morricone podpisywał na początku lat 60. pseudonimami Dan Savio, Leo Nichols albo Nicole Piovani. Zadebiutował muzyką do filmu Il federale (1961). Dopiero po serii spaghetti-westernów, zrealizowanych przez jego szkolnego kolegę – Sergio Leone, nazwisko Ennio Morricone zaczęło być znane w świecie filmowym.

Absolutnie mistrzowski przegląd filmów z muzyką zmarłego niedawno kompozytora potrwa od 2 do 28 sierpnia, a w programie także:  jeszcze m.in. Cinema Paradiso (1988) Giuseppe Tornatore, Dawno temu w Ameryce (1984) Sergio Leone czy Lolita (1997) Adriana Lyne’a.

Książę student | seans z muzyką na żywo


Melomanów ucieszy także pokaz ostatniego niemego filmu w dorobku Ernsta LubitschaKsięcia studenta, na który Iluzjon zaprasza 27 sierpnia. Niemy dramat produkcji Metro-Goldwyn-Mayer z 1927 roku oparty został na sztuce Old Heidelberg z 1901 roku autorstwa Wilhelma Meyera-Förstera.

To historia młodego księcia, następcy tronu Karlsurga, który podczas studiów zakochuje się w pięknej karczmarce. Wkrótce jednak musi wybrać pomiędzy sercem, a powinnością wobec rodziny królewskiej i kraju. W rolach głównych wystąpiły gwiazdy kina przedwojennego: Ramón Novarro, Norma Shearer i Philippe De Lacy. Muzykę do filmu na żywo wykona Aleksandra Chmielewska – kompozytorka, aranżerka i improwizatorka.

Filmoteka Narodowa – Instytut Audiowizualny
ul. Wałbrzyska 3/5 02-739 Warszawa

informacja prsowa

czwartek, 28 listopada 2019

120. urodziny Eugeniusza Bodo: 12 rzeczy, których jeszcze o nim nie wiecie

Jeden z najsłynniejszych aktorów międzywojnia, ale także scenarzysta, reżyser i producent. Świetny artysta estradowy, tancerz, piosenkarz o niepowtarzalnej barwie głosu i wykonawca takich szlagierów jak: „Baby, ach te baby”, „Już taki jestem zimny drań”, „Umówiłem się z nią na dziewiątą”. W grudniu, z okazji 120. urodzin artysty kino Iluzjon pokaże niezapomniane filmowe przeboje z jego udziałem. Pierwszy seans już 2 grudnia.

„Piętro wyżej”, reż. Leon Trystan, Fototeka FINA

Ulubieniec tłumów i warszawskich salonów. Chociaż mówiono o nim, że nie ma wiele z prawdziwego amanta, prasa nie pisała o nim inaczej. Nie dał się jednak zaszufladkować: grał drani, bandytów i opryszków, ale także kochanków, śpiewaków, a nawet… arabskiego szejka! Nie pił alkoholu, kochał psy, lubił żartować, a swoim dobrym wychowaniem mógłby zawstydzić niejednego dyplomatę. Był nie tylko aktorem: z powodzeniem reżyserował i produkował filmy.

12 rzeczy, których prawdopodobnie jeszcze nie wiecie o Eugeniuszu Bodo:

1. Po najbardziej znanym psie, Sambo, który nie dożył wojny, Bodo miał ratlerkę Basię

2. Zbierał znaczki, wyszywał, grał w remika

3. W lutym 1925, po pojedynku w Parku Saskim, Bodo przepadł bez wieści i poszukiwała go policja

4. Jako pierwszy w przedwojennym polskim filmie rozebrał się przez kamerą, pokazując nagi tors w filmie „Czy Lucyna to dziewczyna?”

5. Dubbingował niemiecką wersję tego filmu

6. Miał wyłącznie obywatelstwo szwajcarskie

7. Znał niemiecki, rosyjski, angielski, ale dogadywał się także po francusku

8. Całe życie był wierny samochodowej marce Chevrolet

9. W 1939 roku uciekając na wschód zatrzymał się cukierni Adria w Hrubieszowie, poczęstowany przez właścicielkę herbatą, w podziękowaniu złożył swój autograf na ścianie cukierni

10. Był nie tylko domatorem, ale i śpiochem -  w wolne dni odsypiał, a po południu nadrabiał zaległości filmowe

11. Miał manię łamania wykałaczek, zapałek i pudełek zapałczanych

12. Filmy z jego udziałem będzie można zobaczyć w warszawskim kinie Iluzjon między 2 a 22 grudnia, wszystkie z taśmy 35 mm z wykorzystaniem jednego z najnowocześniejszych projektorów dostępnych obecnie na rynku!

W programie przeglądu w kinie Iluzjon:


„PIĘTRO WYŻEJ”, reż. Leon Trystan, Polska 1937, 84 minuty

2.12 g. 18:00 oraz 16.12 g. 18:00

„CZARNA PERŁA”, reż. Michał Waszyński, Polska 1934, 76 minut

3.12 g. 18:00 oraz 21.12 g. 16.00

„CZY LUCYNA TO DZIEWCZYNA?”, reż. Juliusz Gardan, Polska 1934, 76 minut

7.12 g. 16:00 oraz 22.12 g. 16:00

„ZA WINY NIEPOPEŁNIONE”, reż. Eugeniusz Bodo, Polska 1938, 92 minuty

19.12 g. 18:00


Więcej informacji o filmach i szczegółowy repertuar:

http://www.iluzjon.fn.org.pl/cykle/info/1115/alfabet-retrokina-m-jak-mae-west-po-polsku.html

Kino Iluzjon | Warszawa | ul. Narbutta 50a

Bilety w cenie 12-14 zł do nabycia online lub w kasie kina

informacja prasowa

Zgłoś się do konkursu o Nagrody Dziennikarskie Polskiego Radia Melchiory 2026

Polskie Radio ogłasza Nagrody Dziennikarskie Polskiego Radia – Melchiory 2026. Konkurs adresowany jest do autorów prac opublikowanych w roku...

Popularne posty