Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Ewa Vesin, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Ewa Vesin, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

niedziela, 18 marca 2018

Wratislavia Cantans: Piękna pięćdziesięcioletnia /relacja z festiwalu/

Stare utwory na historycznych instrumentach, nowe, pogłębione interpretacje, znakomici wykonawcy, szczególna atmosfera - jaka była jubileuszowa edycja wrocławskiego festiwalu?


Pamiętacie słynnych "Szpetnych czterdziestoletnich" Agnieszki Osieckiej? Wiek nie zawsze musi iść w parze ze szpetotą. Takie refleksje nasunęły mi się mnie podczas trwania 50. festiwalu Wratislavia Cantans. Doszłam bowiem do wniosku, że po 50. pięknieje się i to bardzo. Taka bowiem była tegoroczna Wratislavia. Upływ czasu jej nie szkodzi, wręcz przeciwnie! Stare utwory, grane na historycznych instrumentach, nowe, pogłębione interpretacje, znakomici wykonawcy, a wreszcie - sama atmosfera festiwalu - wszystko to sprawiło, że był on w tym roku szczególny.

fot. Łukasz Rajchert
Na tę niepowtarzalność wpłynął m.in. pomysł ponownego wykonania koncertów, które zaprezentowano na pierwszym festiwalu, który odbył się w 1966 roku. Mogliśmy posłuchać ich znowu - w innym wykonaniu, a jednocześnie w tych samych wnętrzach, zaś co  poniektórzy mogli przeżyć swoiste déjà vu. Przede wszystkim zaś prowokowało to refleksje na temat samej muzyki - jej wykonawstwa dziś, po upływie 50 lat.

fot. Ł. Rajchert
 14 sierpnia 1966 roku na koncercie inaugurującym festiwal zaprezentowano m.in. "Magnificat" Mikołaja Zielińskiego na trzy chóry raz "Psalmy Dawida" Krzysztofa Pendereckiego. Ale najgoręcej oklaskiwano "Poemes de Jean Tardieu" Konstantego Regameya, jak się możemy dowiedzieć z recenzji tego koncertu Ewy Kofin w "Słowie Polskim". Dyrygował wówczas twórca festiwalu - Andrzej Markowski. Zagrano także Mszę i Nieszpory XVII-wiecznego kompozytowa polskiego baroku: Marcina Mielczewskiego. Dziś trudno to pojąć, ale w tamtych czasach, wykonanie takich utworów, w dodatku w kościele, było czymś doprawdy rewolucyjnym... Po 50 latach znowu mogliśmy ich wysłuchać w zupełnie innym kontekście. Koncert zatytułowano 
Wratislavia pulcherrima

czyli "Piękna Wratislavia". W istocie, koncert był niezwykły, przepięknie zaśpiewany. W części pierwszej śpiewacy wykonywali utwory a capella. Pierwszy utwór: "Confitermini Domino et invocate nomen eius" ("Sławcie Pana i wzywajcie imię Jego", podobnie jak następne, wyrasta z tekstu psalmicznego. Wykonany na pięć głosów (sopran, alt, dwa tenory i bas), swoim kształtem przypomina motet. Teksty wcale niełatwe do zaśpiewania, wymagające dużej skali głosu i dobrej techniki, zabrzmiały wspaniale w klimatycznej, pogrążonej w ciemnościach, Katedrze pw. św. Marii Magdaleny, w której - jak sięgam pamięcią - wysłuchaliśmy w przeszłości wielu pięknych koncertów. Część druga - nieszpory: "Vesperae Dominicales", również oparta na psalmach,  została dodatkowo wzbogacona o  instrumentarium. Śpiewakom towarzyszyła Wrocławska Orkiestra Barokowa pod batutą Andrzeja Kosendiaka. To harmonijne, zespołowe brzmienie głosów i instrumentów wydobyło z kompozycji Mielczewskiego całe jej polifoniczne piękno. 

Jubileusz Tadeusza Strugały

Jubileusz festiwalu splótł się w tym roku z 80-leciem urodzin jego wieloletniego dyrektora - Tadeusza Strugały. Z tej okazji Maestro zaprezentował "Symfonię pieśni żałosnych" Henryka Mikołaja Góreckiego oraz I Symfonię c-moll Johannesa Brahmsa. Na początku jednak zabrzmiała inna kompozycja autora III Symfonii, fanfara "Wratislaviae gloria", która powstała na zamówienie Andrzeja Markowskiego i miała pełnić rolę sygnału Festiwalu Polskiej Muzyki Współczesnej we Wrocławiu.

Orkiestra Symfoniczna NFM pod batutą T. Strugały i sopranistka Ewa Vesin,
fot. Ł. Rajchert

III Symfonia Henryka Mikołaja Góreckiego to utwór szczególny, porażająco piękny... Skomponowana w 1976 roku, miała swoją polską prapremierę na Warszawskiej Jesieni w 1977 r. i wywołała skrajne opinie. Dopiero kiedy nagrała ją ponownie London Sinfonietta pod batutą Davida Zinmana, stała się swoistym przebojem, o ile można tak powiedzieć o utworze muzyki poważnej. 
Nie ma nowojorczyka, który by nie wiedział o tym, że powinien sobie kupić III Symfonię Henryka Mikołaja Góreckiego na kompakcie - pisał w jednym ze swoich esejów Andrzej Chłopecki. (...) Popularność powoduje, że nagranie, które nie zostało uhonorowane którąś z prestiżowych artystycznych nagród fonograficznych, zostało uznane w Londynie za nagranie roku 1993. 

Symfonia składa się z trzech części, które zaczynają i kończą mroczne dźwięki kontrabasów. Ale największe wrażenie robi partia wokalna - sopran śpiewający tekst "Lamentu świętokrzyskiego", w drugiej części - autentyczny zapis słów wyrytych na ścianie więziennej celi przez uwięzioną tam Helenę Błażusiak: "Mamo, nie płacz, nie. Niebios Przeczysta Królowo, Ty zawsze wspieraj mnie. Zdrowaś Mario". Dziewczyna została schwytana 25 września 1944 przez Niemców w Schronisku na Lubaniu i więziona w zakopiańskim Palace. W trzeciej części wykorzystano śląską piosenkę ludową o matce szukającej syna poległego w powstaniach śląskich.
Utwór niezwykle przejmujący, nieomal mistyczny - bardzo polski, a zarazem uniwersalny (motyw Stabat Mater), oszczędny melodycznie... W wykonaniu Orkiestry Symfonicznej NFMpod batutą Tadeusza Strugały zabrzmiała przejmująco, ale szczególnego blasku nadała mu wykonująca partie sopranu Ewa Vesin. Śpiewała znakomicie interpretując tekst, ale to było coś więcej niż tylko dobra interpretacja. Śpiewała w takim uniesieniu, że udzielało się ono słuchaczom. 

Wariacje Goldbergowskie Pierre`a Hantaï 

Wariacje Golbergowskie J.S. Bacha i Pierre Hantaï 
Równie niezwykły, jak III Symfonia Henryka Mikołaja Góreckiego, był także kameralny koncert Pierre Hantaï. Dla dwóch powodów. Pierwszym jest fakt, że chodzi o mojego ukochanego kompozytora Jana Sebastiana Bacha, drugim - mistrzostwo interpretacji. Chodzi, rzecz jasna, o "Wariacje Goldbergowskie".

Albert Schweitzer podaje, że utwory klawesynowe zwane "Wariacjami..." powstały na prośbę hr. Kayserlingka, który cierpiał na bezsenność i kazał niejakiemu Goldbergowi umilać sobie bezsenne noce graniem. Hrabiemu tak się spodobały owe wariacje, że niestraszne były mu odtąd bezsenne noce. Czy Golberg był temu rad, nie wiemy. Wiemy natomiast, że kompozytor otrzymał za nie sute wynagrodzenie. 
Niepodobna polubić tego utworu przy pierwszym słuchaniu - pisze Schweitzer. Trzeba się z nim oswoić i wraz z Bachem z ostatniego okresu wznieść na te wyżyny, gdzie nie żąda się już od prowadzenia głosów naturalnego piękna brzmienia, lecz znajduje zadowolenie i radość w wyżywaniu się w absolutnej swobodzie ruchu. Z chwilą zaś, gdy do tego dochodzimy, pojmujemy też ową łagodną i pocieszającą pogodę, przezierającą z uśmiechem z tych pozornie tak sztucznych kompozycji.

Słowa te doskonale odnoszą się do dwóch interpretatorów "Wariacji..." - Glenna Goulda (ale jemu było łatwiej wydobyć niuanse, bo grał na fortepianie) i - właśnie - Pierre Hantaï . Moje obawy, że "będzie nudno", rozwiał natychmiast i na zawsze. Słuchacze mogli jedynie podziwiać, jak ten skromny i opanowany muzyk wydobywa z klawesynu dźwięki, dzięki którym można by się zgodzić nawet na bezsenne noce. Po prostu wirtuoz! No, ale Hantaï z miłości do muzyki Jana Sebastiana nauczył się grać na klawesynie i gra tę muzykę od tylu lat, że zdążył zgłębić wszystkiej jej tajniki. Jednak to co więcej niż tylko wspaniała technika...

 Symfonia Mahlera na finał

Jacek Kaspszyk, Orkiestra Symfoniczna NFM, fot. B. Beszlej
Na koniec chciałabym jeszcze wspomnieć koncert finałowy, bo był wprost oszałamiający. Stanowczo wolę kameralistykę, ale mimo to Maestro Jacek Kaspszyk porwał mnie, podobnie jak resztę wypełnionej po brzegi dużej sali NFM.
Gustaw Mahler pisał ten utwór w prawdziwym natchnieniu:
Pochwycił mnie Spiritus Creator i potrząsał mną, i prowadził mnie przez następne osiem tygodni, aż moje największe dzieło było gotowe - zanotował.
Utwór jest rzeczywiście napisany z niesłychanym rozmachem, potężny, co na początku może wprawić, że człowiek czuje się mały i bezradny wobec jego ogromu. Jednak tylko tak potężny kształt dźwiękowy mógł ewokować w słuchaczach wizję Kosmosu i Nieba, uprzystępnić i zobrazować poruszaną problematykę.Ale kiedy wybrzmi hymn "Veni Creator", orkiestra, chóry i arie zaczynają nas urzekać swoim pięknem i harmonią.
Wydaje się, że Uniwersum zaczyna brzmieć. Już nie są to ludzkie głosy, lecz krążące planety i słońca - pisał Mahler po zakończeniu prac nad swoim dziełem, które miało swoją prapremierę 12 września 1910 roku.  Kosmiczny wymiar treściowy realizuje też sfera tonalna utworu. Zasadnicza tonacja symfonii, Es-dur, od czasów Mozarta i Beethovena była zarezerwowana dla kategorii najważniejszych – takich jak Bóg, Kosmos, duchowość, wiara i modlitwa. Mahlerowski hymn do Ducha Świętego nawiązuje więc do tych tradycji. 
Maestro Kaspszyk - wieloletni dyrektor artystyczny wrocławskiej Orkiestry Symfonicznej - jak prawdziwy Demiurg zapanował nad wykonaniem "Symfonii Tysiąca", która stała się prawdziwym ukoronowaniem jubileuszu Wratislavii Cantans.

Artykuł ukazał się na portalu Kulturaonline 25 września 2015 roku.

sobota, 10 września 2022

Ewa Płonka po raz pierwszy w Polsce! Międzynarodowa gwiazda wystąpi jako Tosca w Operze Wrocławskiej

Jej sopran wypełniał już największe sale operowe Europy i Stanów Zjednoczonych – teraz przyszedł czas na Polskę. Ewa Płonka wystąpi we Wrocławiu jako Tosca już 22 i 24 września. Będzie to operowy debiut artystki na ojczystej scenie – wrocławska publiczność, która pokochała Toskę już w zeszłym sezonie, dzięki roli Ewy Płonki odkryje ten spektakl na nowo! 

Ewa Płonka, fot. Sandra Then

Tosca to ponadczasowe dzieło Giacomo Pucciniego – za wrocławską realizację odpowiada  Michael Gieleta – twórca, którego realizacje ogląda publiczność na całym świecie, od Nowego Jorku i Londynu po Rzym i Warszawę. Scenografię i kostiumy zaprojektował Gary McCann, odznaczający się wyjątkowym stylem artysta z Irlandii Północnej. W swoim dorobku ma prace stworzone m.in. dla Opery Wiedeńskiej, Philadelphia Opera, Teatro San Carlo w Neapolu czy Royal Court Theatre w Londynie. 

Toskę Opery Wrocławskiej zobaczymy w dwóch obsadach: w roli tytułowej wystąpi równie ceniona polska sopranistka Ewa Vesin, na której scenicznym talencie widzowie poznali się już w poprzednim sezonie artystycznym. Towarzyszyć im będą: Mikołaj Zalasiński i Krzysztof Szumański jako baron Scarpia oraz Giorgi Sturua i Rafał Bartmiński jako Mario Cavaradossi. 

Po raz pierwszy w Polsce, a nie po raz pierwszy jako Tosca 

Ewa Płonka, fot. Alena Novotna
Sopran Ewy Płonki niemiecki „Musik Heute” określił jako ,,aksamitny głos”. Artystka ma 
w swoim repertuarze wymagającą m.in. tytułową rolę Turandot Pucciniego, a także Aidę, Verdiego. Na prestiżowym festiwalu Arena di Verona debiutowała jako Abigaille w Nabucco, występowała również jako Lady Makbet w Deutsche Oper am Rhein w nowej produkcji Michaela Thalheimera. Na scenie koncertowej powróciła do Dallas Opery w serii koncertów pod batutą Emanuela Villaume. Jako Tosca debiutowała w Virginia Opera w Stanach Zjednoczonych, a jeszcze w tym roku wystąpi w tej roli przed publicznością rzymskiego Teatro dell'Opera. 

Ewa Płonka jest absolwentką The Juilliard School w Nowym Jorku.  Posiada również wykształcenie wyższe w zakresie gry na fortepianie zdobyte w Akademii Muzycznej w Poznaniu, gdzie uzyskała tytuł licencjata i pierwszy tytuł magistra z wyróżnieniem. Drugi stopień magistra uzyskała na Oklahoma City University, a doktorat na University of Utah w Salt Lake City – oba w zakresie gry na fortepianie z dodatkowym kierunkiem wokalnym. Jako pianistka koncertowa otrzymała wiele nagród na międzynarodowych konkursach, występowała z recitalami solowymi i orkiestrami w USA, Polsce, Izraelu, Francji, Włoszech, Niemczech i Norwegii.

O spektaklu


Kiedy 121 lat temu Puccini pokazał światu swoją trzyaktową operę Tosca, nikt nie spodziewał się, że  tytuł ten nie tylko doczeka się niezliczonej liczby adaptacji,  ale wejdzie również do kanonu oper, które chwytając za serce, poruszają niezwykle uniwersalne tematy, jakimi są miłość, śmierć i poświęcenie. 
Historię Florii Toski publiczność zobaczyła po raz pierwszy w spektaklu teatralnym Victoriena Sardou La Tosca. Puccini, zauroczony kreacją aktorską legendarnej Sary Bernhardt, zaczął myśleć o sztuce Sardou jako o libretcie operowym. Muzyczny koktajl erotyzmu, sensacji i antycznej tragedii powstał w ciągu trzech lat, a swoją premierę miał w 14 stycznia 1900 roku w Rzymie. Dziś operowa historia miłości śpiewaczki Toski i malarza Cavaradossiego uznawana jest za jedno ze sztandarowych dzieł werystycznych – ceniących realizm i poruszających ważne problemy społeczne. 

„Czy są wśród nas osoby, które nie doświadczyły zazdrości i nie czuły, że tracą rozum, bo wszystkie znaki na niebie i ziemi sugerują, że są zdradzani? Z drugiej strony, unikałbym romantyzowania Toski jako historii trójkąta miłosnego z wątkiem czarnego charakteru. To bardzo polityczna sztuka o manipulacjach władzy i trudach życia, a Puccini chętnie sięgał po takie tematy: wystarczy zobaczyć np. Madame Butterfly czy Cyganerię. Tosca porusza te same kwestie co chociażby film ,,Życie na podsłuchu  ̶  nie ma tam miejsca na sentyment czy melancholię” – mówi reżyser spektaklu Michael Gieleta. 

Spektakle Toski odbędą się 17, 22, 23, 24 i 25 września. Bilety do nabycia w kasie Opery Wrocławskiej lub na stronie internetowej. 

informacja prasowa

sobota, 21 października 2023

"Czarodziejski flet", czyli Mozart po wrocławsku /recenzja opery/

Najnowsza inscenizacja "Czarodziejskiego fletu" Mozarta w Operze Wrocławskiej budzi wprawdzie kontrowersje, trzeba jednak przyznać realizatorom, że próbowali stworzyć nową jakość, która  nie jest sztuką "nijaką". Tak czy owak jest o czym dyskutować 😁 Z pewnością warto wybrać się na ten spektakl, aby skonfrontować własne gusty i oczekiwania z tą nową propozycją, a przede wszystkim, aby posłuchać muzyki Mozarta, która nie znudzi się nigdy.

Scena zbiorowa, na środku: Grzegorz Szostak (bas, Sarastro) i
Aleksander Zuchowicz (tenor, Tamino), fot.  D. Gdesz

1 października w Operze Wrocławskiej odbyła się premiera spektaklu "Czarodziejskiego fletu w Breslau", którego dialogi w języku polskim napisał znany autor powieści kryminalnych, których akcja rozgrywa się w przedwojennym Wrocławiu (Breslau) –  Marek Krajewski. To zresztą nie tylko sprawa dialogów, ale także wprowadzenie do opowieści narratora Eberhada Mocka, a  w efekcie – oryginalna koncepcja całości przedstawienia i zupełnie inne przesłanie, z którym zamierzam polemizować. Zanim jednak przejdę do jego omówienia, przypomnę okoliczności powstania ostatniej opery Mozarta, przywołam także znane mi jej interpretacje,  w tym wrocławskie. Warto bowiem zobaczyć to wszystko w szerszym kontekście.

Afisz z premiery "Die Zauberflöte", 30 września 1791, fot. Wikipedia


Kiepskie libretto – genialna muzyka

Powstanie "Czarodziejskiego fletu" (oryg. Die Zauberflöte), podobnie jak "Requiem", osnute zostało rozmaitymi legendami, co przenikło zresztą do znanego filmu Miloša Formana: "Amadeusz". Podobno Mozart skomponował muzykę do tekstu Emanuela Schikanedera dla uwolnienia się z kłopotów finansowych. Wystawione 30 września 1791 roku dzieło odniosło niebywały sukces, który rósł z przedstawienia na przedstawienie. Wszyscy, w tym także Piotr Kamiński, wybrzydzają zgodnie na tekst libretta, który Emanuel Schilkander zaczerpnął ze zbioru bajek Wielanda, a także z innych baśni i rytuałów masońskich, sięgających po mit "oświeceniowego" Egiptu, a będących w istocie fabularnym apokryfem opartym na niepewnych źródłach, za to bardzo popularnym w czasach Mozarta.

Emanuel Schikaneder jako pierwszy Papageno. Ze strony tytułowej pierwszego
wydania libretta "Czarodziejskiego fletu", fot. Wikipedia

"Jak to możliwe, że z kiepskiego libretta i muzyki powstał ten kryształowy cud?" – pyta retorycznie Kamiński w swojej książce "Tysiąc i jedna opera". Tymczasem od początku zakładano, że przedstawienie miało się  podobać publiczności o niewyrafinowanych gustach  – bywalcom podmiejskiego teatrzyku Freihaustheater (Theater an der Wiedeń), a nie krytykom i koneserom. Takich słabych librett, będących pretekstem do skomponowania pięknej muzyki jest zresztą znacznie więcej, dość wspomnieć "Trubadura" Giuseppe Verdiego, w którym melodramatyczna historia brzmi tak nieprawdopodobnie, że roztrząsanie jej przyprawiłoby każdego o zawrót głowy, ale zasłuchani w piękne arie i duety bierzemy to niejako w nawias. Poza tym lubimy, gdy miłość zwycięża rozmaite przeszkody 😁. Tak dzieje się również w przypadku "Czarodziejskiego fletu", w którym baśniowy sens opowiadanej historii, dzięki swojej paraboliczności, daje rozmaite możliwości inscenizacyjne. Niewielka skaza libretta tkwi w jego języku, zawierającym mnóstwo zwrotów pospolitych czy infantylnych (co zapewne boli przede wszystkim Niemców), ale nie znaczy to, że całe libretto jest marne. Dowodzi tego m. in. przykład wielkiego J. W. Goethego, który nosił się z zamiarem napisania drugiej części "Czarodziejskiego fletu", a choć jej nie dokończył  –zachowany tekst błyszczy pełnią baśniowej poezji i zawiera wiele głębokich myśli. I choć wspomniany już Piotr Kamiński z całą surowością piętnuje także niedostatki kompozycyjne oraz brak logiki w poprowadzeniu akcji, to jednak faktem jest, że teatry operowe ciągle powracają do "Czarodziejskiego fletu", który staje się wdzięcznym obiektem rozmaitych zabiegów inscenizacyjnych. 

Karl Friedrich Schinkel, rysunek projektowy do scenografii "Czarodziejskiego fletu"
Muzeum Schinkla, Berlin, źródło: Wikipedia

Inicjacja w dorosłość  – dojrzewanie do miłości

Nie będę przywoływać treści całego libretta, spróbuję jednak opowiedzieć tę historię pokrótce, aby ją uporządkować na potrzeby niniejszych rozważań. Tekst inkrustuję przykładami rozmaitych interpretacji, aby Czytelnicy mieli okazję ich posłuchać. Otóż akcja libretta rozpoczyna się od momentu, kiedy to główny bohater, książę imieniem Tamino, zostaje zaatakowany przez węża, mdleje ze strachu, a z opresji wybawiają go Trzy Damy, które okazują się wysłanniczkami Królowej Nocy. Zachwycone jego urodą, próbują bez skutku zostać sam na sam z nieprzytomnym młodzieńcem, co staje się tematem zabawnego tercetu. Po nich pojawia się kolejny bohater  – ptasznik Papageno, który zwycięstwo nad potworem usiłuje przypisać sobie. To postać będąca komicznym sobowtórem księcia, człowiek niejako "niepełny"  – gaduła i fantasta, który nie potrafi sobie znaleźć partnerki, nad czym nieustannie ubolewa (wesoła aria "Der Vogelfänger bin ich ja"). 

'Der Vogelfanger bin Ich ja' (Mozart; Roderick Williams)
W pewnym momencie na scenie pojawia się Królowa Nocy, która pragnie odzyskać porwaną córkę Paminę z pomocą księcia ("O zittre nicht, mein lieber Sohn"). Ten już wcześniej zakochał się w jej wizerunku (piękna aria "Dies Bildnis ist bezaubernd schön"), toteż chętnie podejmuje misję uratowania ukochanej i obaj mężczyźni (Papageno z niemałymi oporami) udają się  pod opieką Trzech Chłopców (symbolizujących dziecięcą mądrość i ufność) do krainy, którą rządzi potężny Sarastro. Zostają ponadto obdarowani magicznymi przedmiotami, które mają im pomóc w trudnych sytuacjach: czarodziejskim fletem i dzwoneczkami. 

Papageno pierwszy dociera na miejsce, gdzie więziona jest Pamina i swoim "ptasim" wyglądem odstrasza "czarny charakter" – Monostatosa więżącego księżniczkę i uporczywie nastającego na jej cnotę. Przynosi też nadzieję na uwolnienie przez zakochanego w niej księcia (tu następuje piękny miłosny duet: "Bei Männern, welche Liebe fühlen", ciekawe, dlaczego tych dwojga...). 

Golda Schultz i Markus Werba, Metropolitan Opera, dyr. James Levine, sezon 2017–18

Następnie oboje uciekają, ale Monostatos dopada ich ze swoimi zbirami, dzięki czemu po raz pierwszy możemy się przekonać o zbawiennym działaniu dzwoneczków, którymi złe zbiry są tak zachwycone, że zapominają, kim naprawdę są i ... puszczają więźniów w tanecznym rytmie ("Das klinget so herrzlich"), co staje się okazją do refleksji, że dobrze by było mieć takie dzwoneczki w życiowych opresjach. Tymczasem Tamino i Trzej Chłopcy zbliżają się do potężnych wrót trzech świątyń: Mądrości, Rozumu i Natury. Pojawia się Stary Kapłan, którego książę oskarża o porwanie Paminy – sytuacja przybiera jednak nieoczekiwany obrót. Okazuje się, że Sarastro jest światłym mędrcem, niesprawiedliwie oskarżonym przez Królową Nocy. Monostatos zostaje ukarany, zaś Pamina i Tamino padają sobie w objęcia. 

“Schnelle Füße, rascher Mut” z mojego ulubionego spektaklu w Met, 2023
W akcie II Sarastro odsłania przed kapłanami swój plan: pragnie pokonać Królową Nocy łącząc Paminę z Tamino małżeńskim węzłem, oboje muszą jednak przejść trudne próby – otrzeć się o śmierć, aby narodzić na nowo. Dotyczy to również Papageno, który nie ma ochoty się narażać, ale skuszony obietnicą, że tą drogą zdobędzie wymarzoną dziewczynę, ostatecznie podejmuje próbę, choć milczenie w jego przypadku wydaje się być czymś nieosiągalnym. W przeciwieństwie do księcia, który jest gotowy na wszystko, ptasznik wydaje się być, paradoksalnie, bardziej "ludzki" – różnie sobie radzi z wyzwaniami, a mimo to także osiąga wymarzony cel.  Pamina natomiast musi uwolnić się z toksycznej więzi łączącej ją z matką, która okazuje się być mściwa i bezwzględna (słynna aria "Der Hölle Rache kocht in meinem Herzen"). 

Aria Królowej Nocy w wykonaniu Niny Minasyan, Dutch National Opera & Ballet (Amsterdam)

Mało tego, musi też zmierzyć się z milczeniem ukochanego, które budzi w niej przekonanie, że ten już jej najwidoczniej nie kocha. Pragnie więc umrzeć, przed czym ratują ją Trzej Chłopcy, którzy pomagają wszystkim bohaterom w godzinie próby. Nie tylko dostarczają spragnionym i głodnym posiłek, ale również odwodzą od próby samobójstwa zarówno Paminę, jak i wesołego i  – wydawałoby się  – zawsze pogodnego Papageno, który stracił wiarę, że spotka swoją ukochaną "dziewczynę albo żoneczkę" (cudna aria z dzwoneczkami: "Ein Mädchen oder Weibchen wünscht Papageno sich!"). 

Gerald Finley (Papageno), dyr. John Eliot Gardiner, inscenizacja Gerald Finley, 1996

Ostatecznie obaj mężczyźni znajdują swoje ukochane: Pamina towarzyszy Tamino w najtrudniejszych próbach, a Papageno odnajduje swoją "połówkę" – Papagenę, gdy gotów jest skończyć ze sobą (zabawny duet "Pa-pa-pa"). Ostatecznie światło triumfuje nad ciemnością –  zło upostaciowane przez Królową Nocy zostaje pokonane, dobro zaś zwycięża. Sukces "Czarodziejskiego fletu" był oszałamiający, a Schikaneder zbił na nim fortunę. Szkoda, że twórca pięknej muzyki –  W. A. Mozart niedługo mógł się nim cieszyć, zmarł bowiem 5 grudnia 1791 roku...

Gerald Finley (Papageno), Constanze Backes (Papagena), dyr. John Eliot Gardiner, inscenizacja Gerald Finley, Concertgebouw, Amsterdam, 1996

Interesujące inscenizacje 

W Warszawie wystawiono operę w oryginale dwa lata później, a w 1802 roku w polskim przekładzie Wojciecha Bogusławskiego (który wystąpił w roli Papagena): "Flet czarnoksięski, czyli Tajemnice Izis". Współczesne wersje tej opery są dość liczne. Z pewnością warto obejrzeć inscenizację utrwaloną na DVD, a będącą zapisem spektaklu z 1978 roku podczas festiwalu w Glyndelbourne, która zyskała sławę dzięki znanemu współczesnemu malarzowi –  Davidowi Hockney`owi, autorowi baśniowej scenografii, nie pozbawionej elementów humoru w scenach fantastycznych. Duża w tym także zasługa wykonawców głównych ról i samego dyrygenta: Bernarda Haitinga, który prowadził  jedną z najlepszych londyńskich orkiestr –  London Philharmonic Orchestra. Wśród wykonawców warto wspomnieć Felicity Lott w roli Paminy, obdarzoną nie tylko sopranem o pięknej, czystej barwie, ale także pełną wdzięku osobowością. Wspaniały jest również brytyjski baryton Benjamin Luxon w roli Papageno, który poza popisowymi rolami tytułowymi w "Eugeniuszu Onieginie" i "Wozzecku" kreował też m.in. robię hrabiego Almavivy w "Weselu Figara" czy tytułowego Don Giovanniego. Przesłanie tej inscenizacji jest jednoznaczne: bohaterom udaje się przejść zwycięsko wszystkie próby. Tym samym uwalniają się od dziecięcych więzi łączących ich ze skłóconymi rodzicami i tworzą własne szczęśliwe związki.
Metropolitan Opera, Die Zauberflöte: Trailer

Jednak największe wrażenie zrobił na mnie spektakl, który obejrzałam w czerwcu tego roku w Kinie Nowe Horyzonty, transmitowany z Met w ramach cyklu "The Met: Live in HD". Autorem inscenizacji jest Simon McBurney – znany brytyjski aktor, dramaturg, a jakby tego było mało  – również reżyser teatralny i operowy.  Nie było to jego pierwsze zetknięcie z tą operą Mozarta, ponieważ "Czarodziejski flet" po raz pierwszy inscenizował w 2013 roku w English National Opera w London Coliseum. To wówczas powstała koncepcja, którą utrwalono rok później na DVD z Netherlands Chamber Orchestra, którą poprowadził Marc Albrecht. Spektakl ten został wznowiony w 2023 roku w nowojorskiej Metropolitan Opera, dzięki czemu mogłam obejrzeć jego transmisję "na żywo". Sądzę, że jest to przedstawienie operowe wybitne i nie straciło blasku nie tylko dzięki znakomitym śpiewakom, ale właśnie za sprawą twórczej inscenizacji. Została ona wzbogacona o efekty dźwiękowe, projekcje wideo i akrobacje, idealnie komponujące się z charakterem i przesłaniem mozartowskiej baśni. Przede wszystkim jednak niezwykle cenna wydała mi się konwencja polegająca na odsłonięciu "teatru w teatrze" oraz na licznych aluzjach do współczesności. Jesteśmy zanurzeni w wirtualnej rzeczywistości, a wiodącym staje się temat  obrazu człowieka, a także obrazu rzeczywistości. A przy tym wykonawcy głównych ról byli znakomici: sopranistka Erin Morley jako Pamina, tenor Lawrence Brownlee jako Tamino (przełamując stereotyp pięknego księcia),obdarzony wspaniałym barytonem Thomas Oliemans jako Papageno, zasłużona zdobywczyni najgorętszego aplauzu sopranistka Kathryn Lewek jako Królowa Nocy, której zaśpiewanie tej roli odradzano (!), a tymczasem wykonywała ją setki razy w najlepszych teatrach operowych w Europie i Stanach Zjednoczonych, ustanawiając rekord w liczbie występów w tej roli w Metropolitan Opera. Okazała się wręcz stworzona do tej roli. Jej Królowa Nocy jest pozornie kruchą staruszką przykutą do wózka inwalidzkiego, ale to sprytna manipulatorka, która wykorzystuje swoją rzekomą słabość do niewolenia córki i nie tylko jej.  

Kathryn Lewek jako Królowa Nocy w arii "O zittre nicht, mein lieber Sohn" Opera Met 2023

"Czarodziejski flet" we Wrocławiu

We Wrocławiu po raz pierwszy zaprezentowano tę operę stosunkowo późno, bo dopiero w latach 70. XX wieku, a do jej realizacji zaangażowano twórców z Niemiec. Przedstawienie wyreżyserował Wolfgang Weit, który wcześniej współpracował z Miejskim Teatrem Muzycznym Operą i Operetką w Krakowie przy realizacji "Uprowadzenia z Seraju" (1963)  oraz z Teatrem Muzycznym w Łodzi przy "Lohengrinie" Richarda Wagnera (1970).  Autorem scenografii był Bernhard Schröter. Jak możemy przeczytać na blogu Opery Wrocławskiej: "W koncepcji Wolfganga Weita spektakl przybrał kształt nieco ludycznej komedii, jednocześnie manifestującej idee już oświeceniowe".

W. A. Mozart, "Czarodziejski flet", premiera: 15.07.1972; na zdjęciu: Pamina – Maria Sartova, Papageno – Antoni Bogucki, fot. Maciej Kański
Kolejna premiera "Czarodziejskiego fletu" odbyła się dopiero  11 marca 1995 roku w inscenizacji Janusza Wiśniewskiego. Oto, co pisał o niej w 1995 roku na łamach "Gazety Robotniczej" Stefan Drajewski:
"Janusz Wiśniewski przed przyjazdem do Wrocławia z pewnością otworzył swoją przepastną szufladę z figurka­mi, które ożywiał w "Panopti­cum...", "Końcu Europy", "Modlitwie chorego przed no­cą", "Olśnieniu". A kiedy wszedł w zaczarowany krąg opery, w krąg "Zaczarowanego fletu", poczuł się jak w swoim dziecięcym pokoju, skąd co chwila wypełza majak pamięci, strzęp babcinej opowieści. Niewiele, okazało się, różnią się one od historii wpisanej w wiel­kie olśniewające dzieło Mozar­ta. Zarówno w dziele Mozarta, jak i w pokoju Wiśniewskiego śmierć spotyka się z życiem, nie­nawiść z miłością... Wiśniewski reżyser i scenograf udowodnił, że nie raniąc muzyki wielkiego Mozarta, można go odczytać inaczej. Wiśniewski udowod­nił, że i opera może grzeszyć wielką teatralną urodą. Reżyser i scenograf w jednej osobie udo­wodnił, że można śpiewać pięk­nie i grać, a nie odgrywać wej­ścia i zejścia". 

W. A. Mozart, "Czarodziejski flet", premiera: 11.03.1995, scena zbiorowa,
od prawej: Jacek Ryś jako Papageno, fot. Marek Grotowski 

Kolejną premierę zaplanowano na rok 2000, ale z powodu remontu gmachu opery odbyła się w Teatrze Współczesnym. Jak czytamy na blogu Opery Wrocławskiej, "powstała we współpracy z Akademią Muzyczną we Wrocławiu. Obsada jednego z pierwszych przedstawień była złożona wyłącznie ze studentów tej uczelni. Ówczesna adeptka Akademii Muzycznej – Aleksandra Kurzak wykonywała wtedy arcytrudną partię Królowej Nocy, już w towarzystwie profesjonalnych artystów Opery Wrocławskiej", a jej reżyserem był pierwszy tancerz Waldemar Karst. Inscenizacja miała charakter konwencjonalny, wyróżniały się natomiast barwne dekoracje i kostiumy Małgorzaty Słoniowskiej.

W. A. Mozart, "Czarodziejski flet", premiera: 24.03.2000, Ewa Murawska jako Papagena
 i Jacek Jaskuła jako Papageno, fot. Marek Grotowski 
W 2006 roku operę Mozarta reżyserował Marek Weiss-Grzesiński i był to, jak pisał jeden z krytyków "spektakl utaneczniony". "Scenografię do opery przygotował Marcel Sławiński, który akcję libretta Schikanedera przeniósł w bezczasową sterylną przestrzeń. Nastrój przedstawienia tworzony był głównie oświetleniem i projekcjami. Sferze kobiecej przypisany został kolor szaroniebieski, a światu męskiemu czerwień symbolizująca płomienie. Barwy te mieszały się w finale widowiskowej inscenizacji próby wody i ognia. Współczesne kostiumy, które dopełniły plastycznej wizji, były autorstwa Ewy Kochańskiej" – czytamy na blogu. Była to zatem inscenizacja "z pomysłem". 

Cztery lata później, w 2010 roku, kolejną wersję "Czarodziejskiego fletu" przygotowała projektantka mody Anna Długołęcka, która swoje w tym obszarze doświadczenie wykorzystała projektując oryginalne kostiumy i to one odegrały znaczącą rolę w spektaklu. W roli Paminy wystąpiła znakomita Ewa Vesin, a Łukasz Rosiak zagrał Papageno, podobnie jak w najnowszym przedstawieniu.

Ewa Vesin jako Pamina i Łukasz Rosiak jako Papageno w spektaklu z 2010 roku,
fot. Marek Grotowski  
Na kolejną wersję "czarodziejskiego fletu" musieliśmy czekać aż trzynaście lat...

"Czarodziejski flet w Breslau" – dekadencja i dekonstrukcja


Jak sugeruje już sam tytuł, w przypadku wrocławskiej inscenizacji mamy do czynienia z istotną ingerencją w oryginał. Ważnym jej współautorem jest Marek Krajewski, który nie tylko napisał polskie dialogi, ale także wprowadził narratora znanego ze swoich powieści: Eberharda Mocka (w spektaklu gra go Jacek Jaskuła). Dodam, że wcześniej, w 2014 roku, podobną strategię zastosowano w spektaklu "Koniec świata w Breslau". Jeśli ktoś pamięta tamto przedstawienie lub zna cykl powieściowy Marka Krajewskiego, dla tego świat przedstawiony na deskach Opery Wrocławskiej nie będzie niczym nowym, oryginalnym, a tym bardziej szokującym, W tamtym przedstawieniu Mock jest ciągle pod wpływem alkoholu, a mimo to z pijackim uporem powtarza próby zaprowadzenia jakiegoś ładu w  zdegenerowanym świecie, ale nie jest to możliwe. 

"Czarodziejski flet w Breslau", Jacek Jaskuła, fot. D. Gdesz
W "Czarodziejskim flecie w Breslau" jest "tylko" komentatorem, wraz z upływem akcji coraz bardziej nietrzeźwym. Miejscem akcji jest przedwojenny Wrocław (Breslau), a ściślej: jego zdegenerowane dzielnice i podejrzane lokale. W ogóle to, co było w libretcie pewną baśniową metaforą, która dawała rozmaite możliwości inscenizacyjne, we wrocławskim spektaklu zostaje udosłownione, a przez to spłycone, Książę Tamino ma koszmary pod wpływem narkotyków, Trzy Damy, które się nim "opiekują" to prostytutki, a Królowa Nocy jest burdelmamą. 

Eliza Kruszczyńska, Aleksander Zuchowicz, Dorota Dutkowska, Elżbieta
Kaczmarzyk-Janczak, fot. D. Gdesz
Tamina została porwana przez dawnego przyjaciela ojca – Sarastro, który pod wpływem głębokiego nawrócenia próbuje uratować nie tylko ją, ale także innych pogubionych ludzi – z dobrym skutkiem. Poruszając się w tej konwencji, Krajewski również z Chłopców robi podejrzane indywidua, a z Papageno infantylnego półgłówka. Pominę miłosiernie kloaczne słownictwo, które jest naturalną konsekwencją faktu, że jest to "świat zepsuty", trudno więc oczekiwać, że bohaterowie będą mówili literackim językiem, ale dyskomfort jednak pozostaje chyba większy niż w przypadku niemieckiego oryginału, w którym bohaterowie posługują się językowymi banałami... 

Maria Rozynek-Banaszak jako Królowa Nocy, fot. D. Gdesz
Tamino, jak to ma miejsce w oryginale, przechodzi pozytywnie wszystkie próby, Pamina również. Z opresji wychodzi także Papageno, który odnajduje swoją "połówkę", ale finał jest kompletną dekonstrukcją oryginału, z którą nie spotkałam się w żadnej innej inscenizacji. Gdybyż jeszcze autor użył bardziej subtelnych środków świadczących o tym, że wątpi w pozytywny finał tej historii... Skądże znowu! Na scenę wytacza się kompletnie pijany Mock i bełkocze, że to wszystko, co widzieliśmy, było wytworem wyobraźni pod wpływem narkotyków i że z nałogu nie można się wyrwać, a traumy z dzieciństwa pokonać. Czemu w takim razie miały służyć owe próby, skoro z góry było wiadomo, jaki będzie finał..? To zasadnicza sprzeczność, która godzi w przesłanie "Czarodziejskiego fletu". O ile Schilkander, a także Mozart (przez muzyczną charakterystykę bohaterów) dają swoim widzom nadzieję, jak w każdej porządnej baśni, o tyle realizatorzy wrocławskiej inscenizacji nas jej pozbawiają. 

Łukasz Rosiak jako Papageno, fot. Marek Grotowski
Przedstawienie byłoby nie do przyjęcia, gdyby nie piękna muzyka, która, niczym listek figowy, przysłaniała fakt, że "król jest nagi". Dyrygent Adam Banaszak narzucił wykonawcom zbyt duże tempo, ale mimo to zdarzały się perełki. Sądzę, że należy wyróżnić wspaniałą rolę Marii Rozynek-Banaszak (sopran), która nie tylko brawurowo zaśpiewała wspaniałe arie, w tym niezapomnianą i trudną "Der Hölle Rache kocht in meinem Herzen", ale też okazała się utalentowaną aktorką, szczególnie w ostatniej scenie, kiedy umiera i widać nawet lekkie drżenie jej ciała, rąk... Występująca gościnnie Marcelina Román była w roli Paminy poruszająca – i w partiach lirycznych, i w dramatycznych. Aleksander Zuchowicz w roli Tamino oraz Łukasz Rosiak jako Papageno zaśpiewali  bardzo dobrze, ale aktorsko wypadli nieco blado. 

Grzegorz Szostak (bas, Sarastro), Marcelina Román (sopran, Pamina),
fot. Marek Grotowski
Całość wyreżyserował Michał Znaniecki – nowy dyrektor artystyczny Opery Wrocławskiej. który już wcześniej inscenizował opery Mozarta (m.in. "Cosi fan tutte", "Don Giovanniego"), znany jako reżyser niebojący się wyzwań. Tym razem jednak chyba za bardzo dał się "uwieść" eksperymentowi i narracji Marka Krajewskiego. Trzeba jednak przyznać realizatorom, że próbowali stworzyć nową jakość, która wprawdzie budzi kontrowersje, ale nie jest sztuką "nijaką". Tak czy owak jest o czym dyskutować 😁
Z pewnością warto wybrać się na ten spektakl, aby skonfrontować własne gusty i oczekiwania z tą nową inscenizacją, a przede wszystkim, aby posłuchać muzyki Mozarta, która nie znudzi się nigdy.

P.S. Mam świadomość, że to, co napisałam, nie jest rasową recenzją. Przeżyłam trwającą wiele dni przygodę z "Czarodziejskim fletem", wysłuchałam wielu nagrań, obejrzałam kilka inscenizacji i dałam temu wyraz. Tym, którzy cierpliwie przeczytali tekst i wysłuchali nagrań, bardzo dziękuję.

środa, 20 lipca 2022

"Praświatłość": Gustav Mahler II Symfonia c-moll „Zmartwychwstanie” w Narodowym Forum Muzyki /zapowiedź koncertu/

Serdecznie zapraszamy na koncert pod batutą maestra Jacka Kaspszyka! W programie wydarzenia znajduje się II Symfonia c-moll „Zmartwychwstanie” Gustava Mahlera, jedno z arcydzieł późnego romantyzmu i jedna z najbardziej monumentalnych kompozycji napisanych w drugiej połowie XIX wieku. W przedsięwzięciu weźmie udział Polski Narodowy Chór Młodzieżowy i Polska Orkiestra Sinfonia Iuventus im. Jerzego Semkowa.

Jacek Kaspszyk i Orkiestra Symfoniczna NFM, fot. Sławek Przerwa

Proces tworzenia Drugiej był wyjątkowo długi i żmudny. Dzieło powstawało na przestrzeni sześciu lat, od 1888 do 1894 roku. W listach do przyjaciół, a także w programie jednego z wczesnych wykonań odnaleźć można komentarze Mahlera zdradzające, o jakich wydarzeniach opowiadać miała muzyka. II Symfonia składa się z pięciu części. Pierwsze trzy są instrumentalne. Gwałtowna część pierwsza opisuje rozterki protagonisty i walki przez niego toczone, a jej mottem jest pytanie dotyczące życia po śmierci. Lekka, taneczna część druga jest spojrzeniem na utracone lata młodości. Upiorne trzecie ogniwo, wykorzystujące elementy muzyki klezmerskiej, obrazuje zwątpienie ogarniające bohatera wciągniętego w wir codziennych aktywności. W najkrótszej części czwartej, zatytułowanej Praświatłość, kompozytor wykorzystał tekst ze zbioru niemieckiej poezji ludowej Cudowny róg chłopca. Jest to moment powrotu do naiwnej, pełnej ufności postawy. Monumentalny finał kończy się apoteozą idei zmartwychwstania, do wygłoszenia której twórca wykorzystał pełny skład orkiestry, włącznie z organami, dwoma głosami solowymi, a także chórem. Powracają też w tym ogniwie tematy muzyczne zaprezentowane w poprzednich częściach. W kilku miejscach słuchacza zaskakują ponadto odgłosy dwóch zespołów grających muzykę wojskową, umieszczone poza sceną i przeplatające się z muzyką graną przez orkiestrę na estradzie. Pomimo długości, mnogości wątków i poziomu skomplikowania II Symfonia od momentu prawykonania w 1895 roku cieszyła się wielką popularnością, którą zachowała po dziś dzień.

To potężne dzieło zabrzmi w interpretacji młodych wykonawców. Polski Narodowy Chór Młodzieżowy to przedsięwzięcie edukacyjno-artystyczne, w którym biorą udział uczniowie i studenci w wieku od osiemnastu do dwudziestu sześciu lat, będący adeptami szkół i akademii muzycznych oraz członkami chórów. Jego celem jest podniesienie poziomu chóralistyki zawodowej w Polsce. Polska Orkiestra Sinfonia Iuventus to zespół powstały w 2007 roku, noszący imię swego założyciela, legendarnego Jerzego Semkowa. W skład orkiestry wchodzą najzdolniejsi absolwenci akademii muzycznych, których wiek nie przekracza trzydziestu lat. Oba zespoły po raz pierwszy wystąpiły w 2021 roku, kiedy pod batutą maestra Andrzeja Kosendiaka wykonały oratorium Stworzenie świata Josepha Haydna.

Wykonawcy:

Jacek Kaspszyk – dyrygent

Ewa Vesin – sopran

Małgorzata Pańko-Edery – mezzosopran

Polski Narodowy Chór Młodzieżowy

Agnieszka Franków-Żelazny – przygotowanie Polskiego Narodowego Chóru Młodzieżowego

Polska Orkiestra Sinfonia Iuventus im. Jerzego Semkowa

Marek Wroniszewski – przygotowanie Polskiej Orkiestry Sinfonia Iuventus im. Jerzego Semkowa

 

Czas trwania: 90 minut

informacja prasowa

poniedziałek, 8 kwietnia 2019

Koncert Messa da Requiem Verdiego w Narodowym Forum Muzyki

12 kwietnia (piątek) o godz. 19.00 Narodowe Forum Muzyki zaprasza na koncert Messa da Requiem Verdiego. Wystąpi Orkiestra Filharmonii Gorzowskiej pod batutą Jacka Kraszewskiego, soliści oraz Polski Narodowy Chór Młodzieżowy.


Orkiestra Filharmonii Gorzowskiej, fot. NFM
Jak zauważa muzykolog Carlos Maria Solare, „w Requiem można znaleźć przykłady najpiękniejszej muzyki kompozytora. Śpiewany a capella hymn Te decet i misterne Sanctus świetnie weryfikują poziom techniki chóralnej, czyniąc to w znacznie większym stopniu, niż bardziej efektowne Dies irae. Arie i ansamble bez wątpienia wymagają operowych głosów, ważniejsze jest jednak, by podczas wykonywania utworu śpiewacy wykazali dostateczną powściągliwość i czujność we wzajemnym słuchaniu się”.

Napisanie Messa da Requiem Giuseppe Verdi powziął w 1873 roku, po zgonie podziwianego poety, Allesandra Manzoniego. Z siedmiu części utworu zasadzie miał już wówczas ostatnią – Libera me i niewykorzystany fragment z Don Carlosa, z którego powstała Lacrimosa. Libera me Verdi skomponował już w 1868 roku. Miał to być finał wspólnego dzieła czołowych włoskich kompozytorów, których Verdi na wieść o śmierci mistrza włoskiej opery zaprosił do stworzenia Messa per Rossini. Na skutek intryg dzieła wówczas nie wykonano; przypomniano je dopiero w naszych czasach, w 1988 roku.


Messa da Reguiem wykonano po raz pierwszy w 1874 roku w rocznicę śmierci Allesandra Manzoniego w mediolańskim kościele św. Marka.
(informacja ze strony Filharmonii Śląskiej)



Koncert Messa da Requiem Verdiego
Wykonawcy:
Orkiestra Filharmonii Gorzowskiej
Jacek Kraszewski – dyrygent
Ewa Vesin – sopran
Bernadetta Grabias – mezzosopran
Tomasz Kuk – tenor
Wojciech Gierlach – bas
Polski Narodowy Chór Młodzieżowy
Agnieszka Franków-Żelazny – przygotowanie chóru

informacja prasowa

wtorek, 6 października 2026

Ponad 5 tysięcy widzów na 15 wydarzeniach. Sukces 6. Festiwalu Opery Współczesnej – Operowe Odkrycia

 Za nami 6. Festiwal Opery Współczesnej „Operowe Odkrycia”, który od 5 września do 3 października zgromadził ponad 5 tysięcy widzów podczas 15 wydarzeń. W programie znalazły się dwie prapremiery operowe, 11 premierowych dzieł baletowych, koncerty, spektakl gościnny, spotkania z twórcami oraz debata poświęcona miejscu opery we współczesnym świecie. Przez niemal miesiąc Opera Wrocławska była przestrzenią spotkania artystów, twórców i publiczności wokół najnowszych zjawisk w muzyce, teatrze i tańcu.

Premiera "GenOM",  Opera Wrocławska fot Karpati&Zarewicz

Tegoroczny festiwal rozpoczęła prapremiera opery „GenOM” do libretta Justyny Miguły. Spektakl w reżyserii Maxa Nowaka poprowadziła dyrektor Opery Wrocławskiej – Agnieszka Franków-Żelazny. Prapremierowy spektakl był poprzedzony prelekcją prof. Michała Witta, który przybliżył publiczności tematykę genetycznych uwarunkowań predyspozycji muzycznych. Na scenie wystąpili: Jerzy Butryn, Jacek Jaskuła, Barbara Bagińska, Jadwiga Postrożna, Sebastian Mach, Paweł Żak, Maria Rozynek, Hanna Sosnowska-Bill, Sebastian Rutowski, Dominik Kujawa, Katarzyna Toboła, Urszula Czupryńska i Grzegorz Główka, a także Chór i Orkiestra Opery Wrocławskiej. 

– Operowe Odkrycia to festiwal, który pozwala nam patrzeć na operę szerzej – jako na sztukę żywą, poszukującą i otwartą na współczesność. Chcieliśmy stworzyć przestrzeń dla nowych dzieł, artystów i tematów, ale także zaprosić publiczność do rozmowy o tym, czym opera może być dzisiaj. Cieszę się, że program festiwalu spotkał się z tak dużym zainteresowaniem widzów. Ponad pięć tysięcy osób, które odwiedziły Operę podczas festiwalu pokazuje, że współczesna opera i balet mają we swoją - często nową publiczność – mówi Agnieszka Franków-Żelazny, dyrektor Opery Wrocławskiej.

"Podróż zimowa", Lech Napierała (piano) i Tomasz Konieczny (śpiew), w tle: Krzysztof Gosztyła,
fot. Karpati&Zarewicz

Kolejną festiwalową propozycją był koncert inscenizowany "Podróż zimowa 3.0", podczas którego nowego ducha w cykl pieśni Franza Schuberta tchnęli nietuzinkowi artyści – baryton, solista Metropolitan Opera i Opery Wiedeńskiej Maestro Tomasz Konieczny oraz Lech Napierała należący do grona czołowych polskich pianistów – kameralistów, specjalizujących się w wykonawstwie pieśni, ceniony zarówno w Polsce jak i poza jej granicami. Ponadto cykl został wykonany w nowatorskim przekładzie autorstwa wybitnego aktora Krzysztofa Gosztyły, który przetłumaczył na język polski składające się na „Winterreise" 24 wiersze poety Wilhelma Müllera. "Podróż zimowa 3.0" była projektem multimedialnym, w którym muzyka spotkała się ze słowem i obrazem za sprawą wideo Adama Dudka (scenariusz i reżyseria). Podczas wieczoru 13 września Krzysztof Gosztyła otrzymał „Medal Zasłużony Kulturze Glora Artis”. Po koncercie artysta spotkał się z publicznością, gdzie zaprezentował tomik z autorskim tłumaczeniem „Winterreise". 

Próba prasowa "Głosu potwora"w reż. Agnieszki Smoczyńskiej, muzyka: Alek Nowak,
fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

W ramach Operowych Odkryć publiczność obejrzała także gościnny spektakl Opery Bałtyckiej "Głos Potwora". To dzieło wybitnego kompozytora muzyki współczesnej Alka Nowaka, cenionego dramaturga i scenarzysty Roberta Bolesto i nagradzanej w Polsce i na świecie reżyserki Agnieszki Smoczyńskiej. Dzieło powstało z inspiracji postacią z filmu "Europa Europa" w reżyserii Agnieszki Holland i prawdziwymi losami Salomona Perela, Żyda ukrywającego się w czasie drugiej wojny światowej w szeregach Hitlerjugend. W tej autorskiej adaptacji przenieśliśmy się do świata mitologii greckiej, by spojrzeć z dystansu na zjawisko wojny i zauważyć jej wiecznie aktualne archetypy. Na scenie jako solista wystąpił kontratenor Jan Jakub Monowid oraz Chór, Balet i Orkiestra Opery Bałtyckiej pod batutą Jarosława Shemeta. 

Przed niedzielnym spektaklem redaktor Polskiego Radia Jacek Hawryluk w foyer Opery poprowadził spotkanie z Agnieszką Smoczyńską i Alkiem Nowakiem, podczas którego licznie zgromadzona publiczność mogła m.in. poznać proces powstania "Głosu Potwora".

Próba prasowa opery "iGranie z Potworami", reż. Marta Streker, muzyka: Mateusz Ryczek,
fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Drugą prapremierą w ramach festiwalu było "iGranie z Potworami". Tę familijną operę stworzył kompozytor Mateusz Ryczek wraz z librecistką Justyną Skoczek. Spektakl w reżyserii Marty Streker zamiast klasycznej bajki proponował doświadczenie: mroczne, piękne i zaskakująco bliskie. Nocna cisza dziecięcego pokoju stopniowo przenikała się z cyfrowym mrokiem, a granica między światem wyobraźni a rzeczywistością okazałą się niezwykle cienka. To opowieść o przejściu – z dzieciństwa w dojrzewanie, z mitu w technologię, z beztroskiej gry w odpowiedzialność. Na scenie wystąpili: Agnieszka Adamczak, Aleksandra Opała, Łukasz Rosiak, Sebastian Rutkowski, Nicola Jamrozik, Katarzyna Toboła, Urszula Czupryńska, a partię elektroniki na żywo realizował sam kompozytor – Mateusz Ryczek. W spektaklach wzięli również udział tancerze Baletu Opery Wrocławskiej, a Orkiestrę poprowadził Rafał Karczmarczyk. W dniu premierowym przed spektaklami odbyła się prelekcja, którą wygłosił kompozytor Mateusz Ryczek.

"Żywioły 4", fot. fot. Karpati&Zarewicz

Finałem festiwalu był „Żywioły 4” – wieczór młodych choreografów i kompozytorów, który odbył się 2 i 3 października. Publiczność zobaczyła 11 prapremierowych dzieł – nowych, autorskich kreacji tanecznych i muzycznych. Choreografie przygotowali artyści z różnych krajów, a muzykę stworzyli studenci Akademii Muzycznej im. Karola Lipińskiego we Wrocławiu. Projekt pokazał różnorodność współczesnego języka baletu oraz potencjał młodych twórców.

– Szczególnie ważne jest dla mnie to, że w ramach Operowych Odkryć spotkali się artyści o bardzo różnych doświadczeniach – uznane nazwiska światowych scen, twórcy polskiej kultury oraz młodzi choreografowie i kompozytorzy. Festiwal jest miejscem dialogu między pokoleniami i dziedzinami sztuki. Chcemy, aby Opera Wrocławska była nie tylko miejscem prezentowania repertuaru, ale także przestrzenią, w której powstają nowe idee i dzieła – podkreśla Agnieszka Franków-Żelazny.

Wyjątkowym wydarzeniem uzupełniającym 6. Festiwal Opery Współczesnej był panel dyskusyjny pn. Opera? A po co to komu?, który odbył się 11 września. Panel na temat obecności i roli opery we współczesnym świecie poprowadziła red. Polskiego Radia Agata Kwiecińska. Wydarzenie zostało zainaugurowane przez Agnieszkę Franków-Żelazny, Tomasza Koniecznego, Roberta Piaskowskiego oraz Izabelę Kurc. Ponadto uczestnikami panelu byli: krytycy: Dorota Kozińska, Jacek Marczyński, Beata Maciejewska, Benjamin Paschalski i Aleks Stadnicki; artyści: Ewa Vesin, Michał Zadara, Tomasz Wygoda i Agata Zubel oraz menadżerowie kultury: Alicja Węgorzewska-Whiskerd, Roman Osadnik i Marcin Sanakiewicz. 

Tegoroczna edycja Festiwalu pokazała, że współczesna opera i balet mogą być przestrzenią artystycznego eksperymentu, dialogu i spotkania z publicznością.

Festiwal Opery Współczesnej dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Projekt współfinansowany przez Gminę Wrocław.

informacja prasowa

Między bólem a zachwytem. Między życiem a śmiercią - Bernini na Wawelu

Od 6 listopada 2026 roku do 6 stycznia 2027 roku Zamek Królewski na Wawelu zaprasza na wystawę Ekstazy. Bernini na Wawelu - trzecią odsłonę ...

Popularne posty