Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Hanna Sosnowska-Bill, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Hanna Sosnowska-Bill, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

piątek, 14 lipca 2023

Hanna Sosnowska-Bill: Być częścią czegoś pięknego /wywiad/

Z solistką Opery Wrocławskiej, Hanną Sosnowską-Bill, rozmawiam o szczęściu, przeznaczeniu i pasji śpiewania, nawet, jeśli jest to partia wokalna z ... czkawką 😗

Hanna Sosnowska-Bill, fot. Łukasz Rajchert
Barbara Lekarczyk-Cisek: Pretekstem do naszego spotkania są nagrody, które Pani regularnie sobie wyśpiewuje od kilku lat, mimo stosunkowo niedużego stażu w Operze Wrocławskiej. Będąc częstym gościem tej instytucji, z przyjemnością śledzę rozwój Pani kariery, szczególnie, że pojawia się Pani w interesującym repertuarze i grywa znaczące role. Interesuje mnie w związku z tym Pani droga wiodąca na deski sceniczne – kiedy Pani odkryła potrzebę śpiewania i postanowiła ją rozwijać?

Hanna Sosnowska-Bill: Chciałabym móc powiedzieć, jak wielu, że śpiew towarzyszy mi od dziecka i że śpiewałam, od kiedy pamiętam (śmiech). Ze mną tak nie było. Jako dziecko byłam nieśmiała i raczej zamknięta w sobie. Wszystko zaczęło się od szkolnego chóru, do którego trafiłam z powodów towarzyskich. Tam spotkałam moją pierwszą mentorkę, panią Danutę Czeczot, która jest nauczycielką muzyki w Działdowie, skąd pochodzę, i prowadzi różne chóry w tym mieście. Ona pierwsza odkryła, że mam dobry słuch i głos, co sprawiło, że mogłam śpiewać solo na różnych koncertach. Będąc w gimnazjum zdecydowałam się też na szkołę muzyczną, gdzie zaproponowano mi naukę gry na wiolonczeli, ale – ku  mojemu wielkiemu rozczarowaniu – po wakacjach okazało się, że nie ma nauczyciela, który poprowadziłby klasę gry na tym instrumencie i musiałam zamienić wiolonczelę na gitarę klasyczną. Dzięki temu poznałam wspaniałego nauczyciela – Piotra Nowakowskiego, mojego kolejnego mentora. Do dziś, ćwicząc śpiew, wykorzystuję jego wskazówki, także odnośnie cierpliwości i wytrwałości w dążeniu do celu. Potem trafiłam do szkoły muzycznej II stopnia w Olsztynie i kontynuowałam także naukę śpiewu w szkolnym chórze. Mój głos zaczął się wzmacniać i coraz bardziej śpiewanie sprawiało mi przyjemność. Zaczęłam nawet brać dodatkowe lekcje śpiewu.

A jak to się stało, że trafiła Pani na studia do Wrocławia i dlaczego na muzykoterapię?

W tamtym czasie sądziłam, że muzykoterapia stanowi doskonałe połączenie różnych moich zainteresowań: zarówno muzycznych, jak też społecznych i psychologicznych. Wrocławska uczelnia jako jedyna oferowała takie studia magisterskie. Studia były kameralne (na roku było nas raptem dziesięć osób) i bardzo mnie rozwinęły. Zajęcia eksplorowały  samych uczestników i od początku byłyśmy rzucone na głęboką wodę, prowadząc lekcje w różnych placówkach. Często były powiązane z mini-koncertami, którymi zazwyczaj rozpoczynałyśmy nasze działania terapeutyczne. Poznałam także ważne dla mnie osoby  przyjaciół, z którymi mam kontakt do dziś.

Czy nadal kontynuowała Pani naukę śpiewu?

Tak! Będąc na I roku studiów trafiłam do Państwowej Szkoły Muzycznej II stopnia na Podwalu, gdzie kontynuowałam naukę śpiewu u prof. Piotra Łykowskiego, a po roku zdałam na studia wokalne, w klasie tego samego profesora, co zaowocowało takimi, a nie innymi wyborami.

W lutym 2017 roku zadebiutowała Pani w Operze Wrocławskiej rolą Paminy w spektaklu dla dzieci "W krainie czarodziejskiego fletu" na podstawie opery W. A. Mozarta.

W tym przedstawieniu rola Paminy była wprawdzie w stosunku do oryginału ograniczona, ale mam do niej szczególny sentyment i przekonanie, że pasuje do mojego scenicznego emploi. Tym bardziej się cieszę, że będę ją ponownie grała w najnowszej premierze operowej: „Czarodziejski flet: Breslau”.

Jakie jeszcze role uznałaby Pani za znaczące w swoim rozwoju artystycznym?

Bardzo dobrze wspominam „Pchłę Szachrajkę” w reż. Anny Seniuk. Szczególnie cenię współpracę z choreografką, panią Weroniką Pełczyńską, która pracowała z nami bardzo intensywnie i nauczyła mnie, jak budować fizyczną formę sceniczną, jak ważny jest ruch sceniczny. Po tym przedstawieniu zostałam zaangażowana do zespołu Opery Wrocławskiej na stałe i w kolejnych sezonach zaśpiewałam tak ważne dla mnie role, jak Manon, Leila czy Zuzanna. 

Hanna Sosnowska-Bill w roli Milionerki w spektaklu Leszka Możdżera:
"Immanuel Kant", fot. z archiwum Opery Wrocławskiej

Sztuka operowa to dla mnie idea dzieła totalnego w takim znaczeniu jak widział to Wagner. Łączy muzykę, ludzki głos, plastykę sceniczną, choreografię, światło…, przekazując zarazem wieloznaczne, czasami filozoficzne treści, jak to było np. z „Immanuelem Kantem”. Śpiewak musi grać rolę o wiele bardziej skomplikowaną niż w teatrze. Czy kształtowanie tych wszystkich umiejętności jest bardzo trudne? Jakie są Pani doświadczenia?

To się zaczyna już na studiach, gdzie ćwiczymy aktorstwo, balet, ruch sceniczny itd. Uczymy się tego także w praktyce, realizując spektakle dyplomowe. Ja śpiewałam Donę Elwirę w „Don Giovannim” Mozarta. Spektakl wspaniale zrealizował pan Roberto Skolmowski. Czy jest o to trudne? Dziś, gdy sama wykładam śpiew we współpracy z prof. Łykowskim, patrzę na te sprawy z nieco innej perspektywy i widzę, że dla studentów jest bardzo trudne. Kiedy jednak byłam studentką, nie byłam tego aż tak świadoma. To nie jest tylko kwestia talentu, głosu, prezencji i wytężonej pracy, ale również wielu innych czynników, na które często nie mamy wpływu. Myślę, że miałam ogromne szczęście, bo znalazłam się w odpowiednim miejscu i czasie, i poczułam, że to jest właśnie moje przeznaczenie. W ten sposób zaowocowała praca osób, które mnie uczyły, a także mój własny wysiłek, ale jest w tym także szczęśliwy zbieg okoliczności, coś, co nazywamy fartem.

Przyjrzyjmy się zatem Pani ważnym rolom pod kątem Pani osobistego rozwoju, który, jak wiadomo, jest procesem. Czy nie jest tak, że każda rola jest rodzajem przygody, bo trzeba w sobie odnaleźć daną postać i potem wyrazić ją na scenie?

Jako szczególnie ważny zapamiętałam swój pierwszy sezon w Operze Wrocławskiej. Zagrałam wtedy bardzo dużo ról w premierowych przedstawieniach. Na początku była Marcelina w „Fidelio” Ludwiga van Beethovena, po niej – w listopadzie – zagrałam dwie role: Basię w „Krakowiakach i góralach” oraz Milionerkę w „Immanuelu Kancie” Leszka Możdżera. Ta druga rola była dla mnie zupełnie odlotowa, również wokalnie, szczególnie fragment z czkawką (śmiech). Miałam także szczęście współpracować z panem Mariuszem Trelińskim przygotowując się do roli Amora w spektaklu „Orfeusz i EurydykaCh. W. Glucka. Mimo że rola była niewielka, to jednak ogromna wiedza i wymagania reżysera – jego precyzja dotycząca wszystkich aspektów roli – były dla mnie nowym, ważnym doświadczeniem.

W moim odczuciu dramat w wersji Mariusza Trelińskiego był na wskroś współczesny, to rodzaj psychodramy, którą odgrywa tytułowy bohater. Jego partnerka popełnia samobójstwo (a to jednak nie to samo, co nagła i niespodziewana śmierć), z czego możemy wnosić, że chyba nie była w tym związku szaleńczo szczęśliwa. Reżyser jest uznanym w świecie inscenizatorem i to było jego czwarte podejście do tej opery. I to chyba dobrze, że jest wymagający?

Oczywiście, że tak! Taka praca daje możliwość rozwoju. Nie na tym jednak koniec, bo w tym samym sezonie zagrałam jeszcze w operze Vincenzo Belliniego „I Capuleti e i Montecchi” w reżyserii Krystiana Lady, w której kreowałam Julię. Była to moja pierwsza tak duża rola, a także pierwsza opera belcanto w moim repertuarze. W roli Romea wystąpiła Ola Opała, która – podobnie jak ja – śpiewała pierwszy sezon w Operze Wrocławskiej. Obie więc zostałyśmy rzucone na głęboką wodę, ale wspaniale się nam pracowało.

"I Capuleti e i Montecchi" V. Belliniego w reż. Krystiana Lady

Była trema?

Kiedy się pracuje tak intensywnie, to właściwie nie ma czasu na tremę. A gdy kurtyna idzie w górę, tym bardziej, bo wtedy się po prostu działa. To jest piękne: jest się tu i teraz, nie myśli się, jak to będzie, nie ocenia...

Słynny Luciano Pavarotti opowiada w filmie dokumentalnym Rona Howarda, że uczył się, jak należy brać oddech w trakcie śpiewania od swoich scenicznych partnerek, trzymając je na scenie w okolicy przepony. Z pewnością i Pani uczyła się wiele podczas występów i prób…

Kiedy zaczęłam pracować w Operze Wrocławskiej, musiałam się przede wszystkim nauczyć funkcjonowania w tym środowisku. Teatr jest takim szczególnym miejscem, w którym obowiązują pewne zasady, istnieją przesądy itp. Uczył nas tego inspicjent, pan Julian Żychowicz, zawsze służący dobrą radą i mnóstwem anegdot. To dzięki niemu poznawaliśmy kulturę bycia w teatrze, np. jak należy zwracać się do dyrygenta albo do starszych koleżanek – operowych primadonn. Również partnerowania można się nauczyć wyłącznie w praktyce.

A jak to było z mistrzami – czy miała Pani jakiś swój ideał?

Nie miałam nigdy takiego szczególnego ideału, ale muszę wyznać, że wielkie wrażenie zrobiła na mnie Ola Kurzak, z którą pracowałam podczas realizacji „Wolnego strzelca” Carla Marii von Webera w reż. Cezarego Tomaszewskiego. Zaimponowało mi jej zaangażowanie, temperament i wielka wiedza. Prawdziwa mistrzyni! Lubię też obserwować moje wspaniałe koleżanki, np. Marysię Rozynek-Banaszak – jak sobie wspaniale radzi z rolami. To mnie inspiruje. Cenię też ich życzliwość i to, że chętnie się dzielą swoimi doświadczeniami.

Jaki jest Pani sposób przygotowania się do roli? Jaki wpływ na tworzenie roli ma dyrygent?

Przede wszystkim śpiewam pełnym głosem, dużo ćwiczę, korzystając z rad mojego profesora – Piotra Łykowskiego. Rola powstaje też w rezultacie wielu prób i wtedy na jej kształt ma duży wpływ również dyrygent, który widzi całość, ale i poszczególne role w ich rozwoju i wpływa na ich jakość na bieżąco. Podczas prób do „Wolnego strzelca” ogromnie dużo dawały nam uwagi maestro Łukasza Borowicza.

Hanna Sosnowska-Bill w spektaklu "Manon" Jules`a Masseneta,
w reż. Waldemara Zawodzińskiego, fot. z archiwum Teatralny.pl

Które role uważa Pani za najważniejsze w swoim rozwoju artystycznym?

Jako pierwszą wymieniłabym Milionerkę w „Immanuelu Kancie” Była szalenie trudna i musiałam ją przygotować w stosunkowo krótkim czasie. Kiedy to się udało, miałam poczucie sukcesu, dobrze wykonanej pracy, zyskałam też więcej wiary w swoje możliwości. Inną ważną rolą jest z pewnością Leila w „Poławiaczach pereł” Georges`a Bizeta w reż. Waldemara Zawodzińskiego. Dodałabym jeszcze Zuzannę w „Weselu Figaro” W. A. Mozarta i tytułową postać w operze „Manon” Jules Masseneta w inscenizacji Waldemara Zawodzińskiego. Grając Zuzannę jestem właściwie ciągle obecna na scenie – to duża i wymagająca rola, ale dobrze się w niej czuję, no i mam przyjemność śpiewania pięknej muzyki Mozarta. Z kolei Manon była bodaj największą moją rolą ostatnich lat i przez to szczególnie wymagającą i satysfakcjonującą. Była też okazją do ściślejszej współpracy z reżyserem, panem Zawodzińskim oraz choreografką, panią Janiną Niesobską. Również Bassem Akiki jako dyrygent sporo wniósł do tego przedstawienia, dając nam także przestrzeń na naszą wrażliwość muzyczną.

Jako Zuzanna w "Weselu Figaro" W. A. Mozarta,  reż. André Heller-Lopes,
fot. z archiwum Opery Wrocławskiej

Wybitna śpiewaczka Renėe Fleming w swojej autobiografii „Głos wewnętrzny” powiada:

„Nie mogę sobie wyobrazić bardziej satysfakcjonującego powołania niż moje – piękno, człowieczeństwo i historia każdego dnia, połączone z oczyszczającą radością śpiewania”.

Czy i Pani odczuwa swój zawód jako powołanie?

Sądzę, że każdy, kto odnajdzie swoje powołanie, odczuwa rodzaj spełnienia. Ja czuję, że je odnalazłam i nie chciałabym robić niczego innego. Jest to wprawdzie okupione wieloma wyzwaniami: trudem, czasami płaczem, swojego rodzaju cierpieniem, a nawet wątpliwościami. Kiedy jednak gram, czuję, że jestem we właściwym czasie i miejscu. Mnie również śpiewanie daje radość i poczucie bycia częścią czegoś pięknego.

Trwają wakacje, czy Pani także wypoczywa?

Na razie realizuję swoje plany muzyczne. Wybieram się w najbliższym czasie do Brukseli, gdzie w ambasadzie dam koncert przy akompaniamencie gitary Jerzego Chwastyka. Repertuar stanowią pieśni F. Schuberta, C. Debussy`ego i G. Fauré oraz pieśni hiszpańskie Manuela de Falli. Z kolei w sierpniu mam zaplanowany koncert z harfistką Malwiną Lipiec, z czego się bardzo cieszę, bo po raz pierwszy zaśpiewam z harfą, a w repertuarze znalazły się pieśni francuskie. Kiedy wypoczywam, słucham innej muzyki, niezwiązanej z moją pracą. Czasami jest to jazz, klasyka rocka, polska alternatywa, czasami muzyka klasyczna, ale instrumentalna – aby odpocząć od śpiewu.

Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia.

czwartek, 13 marca 2025

"Don Carlo" Giuseppe Verdiego w Operze Wrocławskiej już w maju! Poznajmy obsadę.

Premiera wielkiego dzieła Giuseppe Verdiego zbliża się wielkimi krokami. Już za dwa miesiące na scenie Opery Wrocławskiej "Don Carlo" pod batutą maestro Pawła Przytockiego i w reżyserii Michała Znanieckiego. Na scenie wspaniali artyści.

Wielkie dzieło Giuseppe Verdiego, oparte na dramacie Friedricha Schillera, zostanie wystawione w Operze Wrocławskiej pod koniec maja 2025 r.

W postać Filipa II wcieli się jeden z najlepszych światowych interpretatorów ról Verdiowskich – bas Rafał Siwek. Wrocławska publiczność miała okazję poznać go w roli Zachariasza w "Nabucco" Giuseppe Verdiego, podczas transmisji tego spektaklu w 2021 r. Ponadto w roli Filipa II będziemy mogli ujrzeć i usłyszeć Jerzego Butryna, bas-barytona pochodzącego z Wrocławia, występującego wielokrotnie na scenie Opery Wrocławskiej, m.in. w "Don Giovannim" (jako Komandor), "Łucji z Lammermooru" (jako Raimondo) czy "Carmen" (jako Escamillo).

Partię tytułową zaśpiewa znakomity austriacki tenor – Norbert Ernst. Solista wielokrotnie występował podczas festiwalu w Bayreuth. Regularnie śpiewa na największych scenach operowych, m.in. Royal Opera House, Covent Garden, Teatro alla Scala czy Wiener Staatsoper, a w Operze Wrocławskiej wystąpi po raz pierwszy.

Olena Tokar ukraińska solistka, dysponująca oczarowującym sopranem lirycznym, wykona partię Elżbiety. Śpiewaczka od ponad 15 lat należy do stałego zespołu Opery Lipskiej. W swoim repertuarze ma główne role sopranowe, które prezentuje na scenach operowych świata.

W najnowszej premierze zaprezentuje się także, w roli markiza Posy (Rodrigo), baryton Stanisław Kuflyuk. Artysta wielokrotnie występował w Operze Wrocławskiej, m.in. w "Trubadurze" (jako Hrabia di Luna) w 2016 r. czy w "Strasznym dworze" (jako Miecznik) w 2020 r. podczas transmisji online opery w wersji koncertowej.

Ponadto w wykonaniu dzieła na scenie Opery Wrocławskiej udział wezmą: Marcelina Román – Elżbieta, Dominik Sutowicz – Don Carlos, Łukasz Motkowicz – Markiz Posa, Jadwiga Postrożna / Barbara Bagińska – Eboli, Aleksander Zuchowicz / Paweł Żak - Hrabia Lerma oraz Herold, Hanna Sosnowska-Bill / Agnieszka Adamczak – Tebaldo, Jakub Michalski / Filip Rutkowski – Mnich, Aleksander Teliga / Wołodymyr Pańkiw – Wielki Inkwizytor oraz Maria Rozynek / Magdalena Makowska – Głos z Nieba.


Opera przenosi nas do XVI-wiecznej Hiszpanii. Opowiada historię infanta Don Carlosa, który po stracie ukochanej postanowił żyć w klasztorze. Jednak, za namową przyjaciela, nie realizuje tych planów, lecz postanawia zaangażować się na rzecz opozycji względem króla. Wszystko to dzieje się w cieniu hiszpańskiej inkwizycji. Schiller napisał sztukę "Don Carlos" w 4 lata (1783–1787) i był to pierwszy dramat, który wyszedł spod jego pióra wierszem. Samo dzieło posiada rozbudowaną fabułę, ponadto bogate jest w wątki poboczne. Verdi zobaczył w postaciach dramatu głębię zróżnicowanych emocji, a poprzez kontekst historyczny mógł wyrazić własne wolnościowe dążenia. Kompozytor stworzył operę wielkich rozmiarów, w której połączył włoskie melodramma z francuską grand opéra. Prapremiera opery odbyła się 11 marca 1867 roku w Paryżu. Dzieło w Operze Wrocławskiej nie było grane od czerwca 1995 r.

Zespół Opery Wrocławskiej przedstawi tę historię 24 (premiera) oraz 25, 27, 30 i 31 maja 2025 r.

Realizatorzy:

Kierownictwo muzyczne – Paweł Przytocki

Reżyseria – Michał Znaniecki

Scenografia – Luigi Scoglio

Kostiumy – Małgorzata Słoniowska

Ruch sceniczny – Oskar Winiarski

Reżyseria świateł – Dawid Karolak

Projekcje multimedialne – Karolina Jacewicz

Obsada premiery (24.05.2025 r.):

Filip II – Rafał Siwek

Elżbieta – Olena Tokar

Don Carlos – Norbert Ernst

Księżniczka Eboli – Jadwiga Postrożna

Markiz Posa (Rodrigo) – Stanisław Kuflyuk

Hrabia Lerma – Aleksander Zuchowicz

Tebaldo – Hanna Sosnowska-Bill

Herold – Paweł Żak

Mnich – Jakub Michalski

Inkwizytor – Aleksander Teliga

Głos z Nieba – Maria Rozynek

informacja prasowa

wtorek, 13 czerwca 2023

Opera Wrocławska pięciokrotnie nominowana w Teatralnych Nagrodach Muzycznych im. Jana Kiepury

Prestiżowy ogólnopolski konkurs dla teatrów muzycznych i operowych jest organizowany przez Mazowiecki Teatr Muzyczny. W tym roku trwa jego 17. edycja – w gronie nominowanych znalazło się aż pięcioro artystów zgłoszonych przez Operę Wrocławską.

Opera Wrocławska, fot. prasowa

Nominacje zostały ogłoszone w poniedziałek 12 czerwca. W obradach jury tradycyjnie uczestniczyli wybitni polscy artyści i specjaliści muzyczni, w tym m.in. kompozytorzy, dyrygenci, śpiewacy, tancerze. Kapitule przewodniczyła Iwona Wujastyk, dyrektorka Mazowieckiego Teatru Muzycznego.

Nominacje dla Opery Wrocławskiej w poszczególnych kategoriach przypadły następującym osobom: 

najlepsza tancerka – Anna Kowalska za rolę w spektaklu baletowym Don Juan Giorgia Madii do muzyki Ch.W. Glucka 

„Don Juan” – balet G. Madii do muzyki Ch.W. Glucka; na zdjęciu: 
Łukasz Ożga (Don Juan) i Anna Kowalska (Donna Elwira), fot. T. Golla

Don Juan” – balet G. Madii do muzyki Ch.W. Glucka; na zdjęciu scena zbiorowa,
w centrum Andrzej Malinowski (Diabeł), fot. T. Golla


najlepszy tancerz: Łukasz Ożga i Andrzej Malinowski za rolę w spektaklu baletowym Don Juan Giorgia Madii do muzyki Ch.W. Glucka 

Hanna Sosnowska-Bill, fot. Ł. Rajchert

najlepsza śpiewaczka operowa – Hanna Sosnowska-Bill za rolę w operze Manon Julesa Masseneta

Adam Banaszak, fot. fot. B. Dębicki FRU Media

najlepszy dyrygent – Adam Banaszak za spektakl baletowy Don Juan Giorgia Madii do muzyki Ch.W. Glucka 

Dużym sukcesem Opery Wrocławskiej jest to, że wszyscy artyści zgłoszeni do konkursu w kwietniu dostali się do finałowego etapu.

–  Ogłoszone nominacje w tym konkursie są dla nas potwierdzeniem wysokiej jakości poziomu artystycznego reprezentowanego przez Operę Wrocławską – mówi Izabela Kurc-Kuriata, p.o. Dyrektora Opery Wrocławskiej. – W ubiegłym roku podczas uroczystej gali w Mazowieckim Teatrze Muzycznym odebraliśmy z rąk kapituły pięć statuetek Jana Kiepury. Liczymy na dokładnie taki sam wynik w tym roku. Serdecznie gratuluję naszym artystom, którzy swoim talentem i pracą zasłużyli na to wyróżnienie.

Uroczysta gala z wręczeniem nagród zwycięzcom zaplanowana jest na 25 września br.

piątek, 8 maja 2026

35. Festiwal Mozartowski w Warszawskiej Operze Kameralnej

7 maja, premierą "Così fan tutte", rozpoczęła się 35. edycja Festiwalu Mozartowskiego w Warszawskiej Operze Kameralnej. Co jeszcze usłyszą i zobaczą melomani?

16 i 17 maja zostanie zaprezentowana opera w dwóch aktach "La clemenza di Tito" (Łaskawość Tytusa) w inscenizacji i reżyserii Anny Sroki-Hryń i pod kierownictwem muzycznym Benjamina Bayla. W roli Tito wystąpi Uwe Stickert, jako Vitellia - Serena Farnocchia, Sesto – Adanya Dunn, Annio – Jan Jakub Monowid, Servilia – Magdalena Stefaniak, Publio – Artur Janda, zaś rolę Młodego Tito zaśpiewa Stanislau Sinichenka.

"La Clemenza di Tito" w mojej interpretacji to pogłębiona na poziomie psychologicznym i metafizycznym opowieść o Człowieku, o jego skomplikowanej, delikatnej naturze. Tito jawi się nie tylko jako Cesarz, ale jako człowiek, człowiek omylny, z krytycznym wglądem w siebie. Osią opery jest trio Vitellia, Sesto, Tito, gdzie Sesto stanowi centrum konfliktu. Relacje łączące to trio są niejednoznaczne, a ich tłem jest przemocowy, bezwzględny świat starożytnego Rzymu. Czyżby starożytnego? Siła dramatów Szekspira, literatury Dostojewskiego czy wielkich dzieł operowych polega na ich uniwersalizmie. Wprawdzie mamy samoloty, internet, szybki przepływ informacji, polecieliśmy w kosmos, sztuczna inteligencja usprawnia procesy podejmowania decyzji, ale człowiek się nie zmienił. Nie zmieniają się rządze i namiętności, którym podlegamy jako ludzie. Zmienił się tylko anturaż, a sposoby manipulacji stały się bardziej zakamuflowane i wyrafinowane.

Libretto opery jest punktem wyjścia do rozważań na temat naszej kondycji duchowej i psychologicznej we współczesnym świecie. Dzięki tej wiwisekcji mamy szansę zbliżyć się do tego delikatnego i czułego miejsca, które nie podlega żadnej definicji.

Anna Sroka-Hryń

18 maja usłyszymy koncertowe wykonanie "Don Giovanniego", z Andrzejem Filończykiem w roli tytułowej, Krzysztofem Bączykiem jako Leporello, Donnę Annę zaśpiewa Joanna Moskowicz, Donnę Elwirę – Alexandra Nowakowski, Zerlinę – Katarzyna Drelich, Don Ottavia – Adrian Domarecki, Masetto – Adam Kutny, Commendatore – Adam Palka. Zespołem Instrumentów Dawnych Warszawskiej Opery Kameralnej / Musicae Antiquae Collegium Varsoviense (MACV) będzie dyrygował Alessandro De Marchi

21 i 22 maja zostanie zaprezentowana opera buffa "La finta semplice" (Udawana naiwność) w reżyserii i inscenizacji Jitki Stokalskiej, kierownictwo muzyczne Tomasza Pokrzywińskiego. W roli Ninetty wystąpi Magdalena Stefaniak, Rosiny – Anna Farysej, Giacinty – Roksana Maciejczuk, Fracasso – Szymon Rona, Polidoro – Jacek Szponarski, Cassandro – Łukasz Klimczak, Simone –Mateusz Kulczyński. 

22 i 23 maja zobaczymy "Le nozze di Figaro" (Wesele Figara) w reżyserii i inscenizacji Grzegorza Chrapkiewicza, kierownictwo muzyczne Piotra Sułkowskiego

W roli hrabiego Almaviva wystąpi Hubert Zapiór, Hrabiny Rozyny – Bożena Bujnicka, Zuzanny – Aleksandra Orłowska, Figaro – Artur Janda, Cherubina – Jan Jakub Monowid, Marceliny – Wanda Franek, Basilio – Aleksander Kunach, Bartolo – Piotr Miciński, Antonia – Maciej Miecznikowski, Barbariny – Anna Górska. Zespół Instrumentów Dawnych Warszawskiej Opery Kameralnej / Musicae Antiquae Collegium Varsoviense (MACV) poprowadzi Marcin Sompoliński.


23 maja zobaczymy skróconą wersję "Die Entführung aus dem Serail" (Uprowadzenie z seraju, wersja) w wykonaniu Düsseldorfskiego Teatru Marionetek. Lalkarze: Anton Bachleitner, Anna Zamolska. 

„Uprowadzenie z seraju” (premiera w 1999 r.) jest po „Czarodziejskim flecie” (premiera w 1988 r.) drugą inscenizacją Mozarta w teatrze marionetkowym w Düsseldorfie. „Czarodziejski flet” – od dawna uznawany za klasykę teatru lalkowego – miał dotychczas ponad 1000 przedstawień w Düsseldorfie i podczas licznych międzynarodowych gościnnych występów. „Uprowadzenie z seraju” – w przeciwieństwie do „Czarodziejskiego fletu” – jest wystawiane z wykorzystaniem lalek o krótkich sznurkach: przesadzone postacie mogą być tutaj prowadzone bardziej solistycznie do muzyki. Otwarta forma przedstawienia bez sceny z parawanem umożliwia stworzenie dużej scenografii, w której wszystkie miejsca akcji mogą być przedstawione poprzez niewielkie zmiany. Ponieważ miejsce akcji zmienia się wielokrotnie między zewnętrzem a wnętrzem seraju, wykorzystano dekoracje, które pokazują bramę wejściową raz z zewnątrz, a raz od wewnątrz.

Treść: Hiszpański szlachcic Belmonte chce uwolnić swoją ukochaną Konstanze wraz z jej świtą, którzy zostali sprzedani kalifowi Bassa Selimowi przez piratów. Podaje się za architekta i w ten sposób uzyskuje dostęp do wiejskiej rezydencji kalifa, gdzie dzielnie wspierają go jego sprytny sługa Pedrillo i przebiegła pokojówka Konstanze, Blondchen. Choć plan jest dobrze przygotowany, skazany jest na niepowodzenie, ponieważ surowy strażnik pałacowy Osmin ma oczy wszędzie. W końcu Bassa Selim daje Europejczykom lekcję prawdziwego humanizmu i uwalnia ich".

Dusseldorfer Marionetten Theater, Uprowadzenie z seraju

29 maja będzie można zobaczyć także "Uprowadzenie z Seraju, a miłość wygrywa" –  spektakl w 1 akcie na podstawie „Uprowadzenia z seraju” Wolfganga Amadeusa Mozarta, w reżyserii Oskara Winiarskiego i inscenizacji Michała Znanieckiego, według scenariusza Tomasza Mana. Rolę Konstancji zagra Agnieszka Rajda, Belmonte – Tomasz Obiński. Zespół Instrumentów Dawnych Warszawskiej Opery Kameralnej / Musicae Antiquae Collegium Varsoviense (MACV) poprowadzi Jerzy Wołosiuk. 


29 maja oraz 12 czerwca  o 20.00 w Bazylice Archikatedralnej św. Jana Chrzciciela usłyszymy Requiem d-moll, KV 626 Wolfganga Amadeusa Mozarta. Wystąpią: Dorota Szczepańska | sopran
Maya Gour | mezzosopran, Mykhailo Kushlyk | tenor, Krzysztof Bączyk | bas. 

30 i 31 maja usłyszymy ponownie "Die Entführung aus dem Serail", tym razem w reżyserii i inscenizacji Michała Znanieckiego, kierownictwo muzyczne: Marcin Sompoliński. Obsada: Konstanze | Joanna Moskowicz, Belmonte | Aleksander Kunach, Pedrillo | Szymon Rona, Blonde |Katarzyna Drelich, Selim | Patryk Ołdziejewski. Zespół Instrumentów Dawnych Warszawskiej Opery Kameralnej / Musicae Antiquae Collegium Varsoviense (MACV) poprowadzi Paul Goodwin.


9 i 10 czerwca zostanie zaprezentowana opera w trzech aktach: "Idomeneo, re di Creta" (Idomeneusz, król Krety, KV 366) w inscenizacji i reżyserii Michała Znanieckiego i pod kierownictwem muzycznym Marcina Sompolińskiego.
W roli Idomeneo wystąpi Aleksander Kunach, Idamante –  Lena Belkina, Ilii –  Hanna Sosnowska-BillElettry – Natalia Rubiś, Arbace – Tomasz Grygo, La Voce – Łukasz Górczyński, Gran Sacerdote di Nettuno – Jakub Pawlik.  
Zespół Instrumentów Dawnych Warszawskiej Opery Kameralnej Musicae Antiquae Collegium Varsoviense (MACV) poprowadzi Adam Banaszak.
 

14 i 16 czerwca zobaczymy operę w dwóch aktach: "Don Giovanni. Il dissoluto punito, ossia Il Don Giovanni" w inscenizacji i reżyserii Michała Znanieckiego, kierownictwo muzyczne: Tadeusz Kozłowski.
Jako Don Giovanni wystąpi Łukasz Klimczak, w roli Leporello – Dawid Biwo, Donny Anny – Joanna Moskowicz, Donny Elwiry – Zofia Garganisz, jako Zerlina – Hanna Sosnowska-Bill, Don Ottavio – Jarosław Bielecki, Masetto – Bartłomiej Kłos, Commendatore – Remigiusz Łukomski.
Zespołem Instrumentów Dawnych Warszawskiej Opery Kameralnej / Musicae Antiquae Collegium Varsoviense (MACV) będzie dyrygował Alessandro De Marchi


16 czerwca o 10.00 i 12.00 zabrzmi "Ostatnia serenada: Don Giovanni ukarany" – spektakl w 1 akcie na podstawie „Don Giovanniego” Wolfganga Amadeusa Mozarta, recytatywy w języku polskim w przekładzie Stanisława Barańczaka.

Inscenizacja, reżyseria, kostiumy –  Michał Znaniecki, kierownictwo muzyczne –  Jerzy Wołosiuk, scenografia –  Rafał Olbiński, Luigi Scoglio, reżyseria światła –  Dawid Karolak, wizualizacje –Karolina Jacewicz.
Zespół Instrumentów Dawnych Warszawskiej Opery Kameralnej Musicae Antiquae Collegium Varsoviense (MACV) poprowadzi Jerzy Wołosiuk.


18 i 19 czerwca  odbędzie się premierowy spektakl komedii muzycznej w 1 akcie: "Dyrektor teatru" w inscenizacji i reżyserii Jakuba Przebindowskiego, w aranżacji i pod kierownictwem muzycznym Tomasza Pokrzywińskiego

Obsada: Dyrektor FRANK – Wojciech Wysocki, Bankier RINALDI – Rafał Zawierucha, Asystent Franka BUFF – Władysław Grzywna, Aktorka ALBERTA TORO – Krystyna Tkacz, GINA FERRARI – Alicja Węgorzewska, LORETTA FELLI  Martyna Kliszewska

 Śpiewacy:

DULCINEA LUCINI- sopran – Teresa Marut / Anna Koehler, SIGNIORA ARGENTINA – sopran  Adrianna Ferfecka / Hanna Okońska, ROSIGNOUOLO- tenor-– Ernest Tymczyszyn / Łukasz Ratajczak


Trio Bastarda, Maestro di capella, Tomasz Pokrzywiński


19 i 20 czerwca  usłyszymy "Die Zauberflöte" (Czarodziejski flet ) w inscenizacji i reżyserii Giovanny Castellanos i pod kierownictwem muzycznym  Marcina Sompolińskiego.
W obsadzie m. in. Remigiusz Łukomski jako Sarastro,  Joanna Moskowicz – Królowa Nocy,  Adrian Domarecki – Tamino, Magdalena Łaszcz – Pamina,  Artur Janda – Papageno,  Julia Mach – Papagena.
Zespół Instrumentów Dawnych Warszawskiej Opery Kameralnej Musicae Antiquae Collegium Varsoviense (MACV) poprowadzi Adam Banaszak.



 
5 lipca nastąpi Uroczysta Gala Mozart Night, a  gwiazdą wieczoru będzie Joyce DiDonato  – jedna z najwybitniejszych śpiewaczek operowych naszych czasów – amerykański mezzosopran o wyjątkowej barwie głosu, imponującej technice i niezwykłej charyzmie scenicznej. Urodzona 13 lutego 1969 roku w Prairie Village (Kansas), artystka od ponad dwóch dekad zachwyca publiczność na najważniejszych scenach świata, zdobywając uznanie zarówno krytyków, jak i melomanów.

Gala Mozart Night to uroczyste zwieńczenie 35. Festiwalu Mozartowskiego – najstarszego w Polsce festiwalu w całości poświęconego twórczości Wolfganga Amadeusza Mozarta. Organizowany nieprzerwanie od 1991 roku przez Warszawska Opera Kameralna, festiwal powstał w 200. rocznicę śmierci kompozytora i przez ponad trzy dekady stał się jednym z najważniejszych wydarzeń operowych w kraju.

informacja prasowa

poniedziałek, 29 września 2025

Nie taki znów straszny /recenzja "Strasznego dworu" w Operze Wrocławskiej/

12 września 2025, 160 lat po warszawskiej prapremierze, z okazji 80-lecia istnienia Opery Wrocławskiej, swoją premierę miał "Straszny dwór" Stanisława Moniuszki w reżyserii Bruno Bergera-Gorskiego i pod kierownictwem muzycznym Miriana Khukhunaishvili. Była to zarazem 11 inscenizacja tej opery we Wrocławiu. 

Scena końcowa "Strasznego dworu", próba generalna, fot. materiały prasowe
Opery Wrocławskiej

Począwszy od prapremiery "Strasznego dworu" w Teatrze Wielkim w Warszawie 28 września 1865 roku, mierzenie się z tą operą jest zadaniem tyleż niełatwym, co jednocześnie wspaniałym wyzwaniem dla twórców kolejnych inscenizacji. Skomponowana "ku pokrzepieniu serc rodaków" po klęsce Powstania Styczniowego, została przyjęta entuzjastycznie i ... zdjęta z afisza przez carską cenzurę już po trzech przedstawieniach. Na kolejną premierę trzeba było czekać aż do 1916 roku. Od tego czasu dzieło nabrało rangi "muzycznej epopei narodowej", prezentującej najbardziej wartościowe i głęboko zakorzenione w naszych dziejach wzorce ludzkich charakterów i postaw. Ponadto świetna konstrukcja scen zbiorowych, urok pięknych arii, jak choćby polonezowa aria Miecznika z II aktu: "Kto mych dziewek serce której" i dumka Jadwigi "Biegnie słuchać w lasy knieje" czy słynne arie z III aktu: Skołuby "Ten zegar stary" i Stefana aria z kurantem ("Cisza dokoła") – sprawiły, że wiele fragmentów opery weszło na stałe do krwioobiegu polskiej kultury. Dodajmy, że głośna premiera tego dzieła inaugurowała działalność odbudowanego z wojennych zniszczeń, Teatru Wielkiego w Warszawie i pozostaje w jego repertuarze do dziś.

Paweł Horodyski (Zbigniew) i Aleksandra Opala (Jadwiga), próba generalna, fot.
materiały prasowe 

Tak wysoka ranga "Strasznego dworu" Moniuszki odnosi się w sposób szczególny także do Opery Wrocławskiej, która wcześniej wielokrotnie ją prezentowała. Naliczyłam aż 10 inscenizacji, które przygotowano przeważnie z okazji kolejnych jubileuszy. Po raz pierwszy wystawiono operę tuż po wojnie, 18 grudnia 1946 roku, w reżyserii pierwszego dyrektora Opery Wrocławskiej Stanisława Drabika i pod kierownictwem muzycznym Stefana Syryłły. Zaledwie dwa lata później, 16 października 1948, "Straszny dwór" w reżyserii Karola Urbanowicza i pod dyrekcją Kazimierza Wiłkomirskiego rozpoczął czwarty sezon artystyczny opery. Z czasem, obok tradycyjnych inscenizacji, zaczęły się pojawiać realizacje bardziej nowoczesne. Pierwszą z nich była wystawiona w noc sylwestrową adaptacja sceniczna tej opery w reżyserii Jana Popiela, z barwnymi kostiumami i scenografią Stefana Jarockiego, zagrana i zaśpiewana w szybkim tempie, z dobrze zarysowanymi charakterami postaci. Była to zarazem pierwsza inscenizacja tej opery, którą zaprezentowano za granicą – w Libercu.

"Straszny dwór" w konwencji opery buffo zaprezentował w grudniu 1959 roku Zygmunt Biliński, solista opery. Po latach pokazano ją z okazji jubileuszu 25-lecia Opery Wrocławskiej, w 1970 roku. Kolejna rocznicowa inscenizacja miała miejsce 5 lat później, kiedy to świętowano jubileusz 30-lecia tej instytucji. Wówczas to reżyser Sławomir Żerdzicki przeniósł czas akcji scenicznej, umieszczając ją w epoce napoleońskiej, zbliżając ją w ten sposób do czasów powstania dzieła. Ponadto oprawę plastyczną stworzył znany popularyzator sztuki – prof. Wiktor Zin, projektując scenografię abstrakcyjną, z elementami symboliki, wykorzystując do budowy przestrzeni teatralnej barwne pasy kontuszowe. Kostiumy zaś, nawiązujące do epoki napoleońskiej, były  wyjątkowej urody, co dawało szczególnie zachwycający efekt w scenie mazura. 

Jednak najbardziej twórcze inscenizacje powstały w okresie dyrekcji Ewy Michnik. Należy do nich "Straszny dwór" w reżyserii Adama Hanuszkiewicza z 1996 roku oraz superwidowisko w reżyserii Roberto Skolmowskiego z lat 2001/2002 w Hali Stulecia. Pierwszy z nich starał się wydobyć uniwersalizm dzieła i był błyskotliwą operą buffa, z rozbudowanymi scenami statycznymi, które w ten sposób zyskiwały "drugie dno" i dynamizowały akcję. 

Druga propozycja, będąca uczczeniem kolejnego, 55. jubileuszu wrocławskiej sceny operowej, miała również charakter opery buffa i niesamowitą scenografię. W Hali Stulecia Skolmowski postawił realnej wielkości dwór i umiejscowił akcję na różnych jego poziomach oraz na tle fasady. Tytułowy dwór był dworem nie tyle szlacheckim, co nawiązującym do filmowego horroru. Było też sporo realizmu: kulig zaprzężony w prawdziwego konia, pies myśliwski, papuga...Widowisko było olśniewające!

Ostatnią twórczą inscenizację stworzył w Operze Wrocławskiej Laco Adamik w 2005 roku, pokazując bohaterów z krwi i kości (scena w lazarecie), ale także wskrzeszając staropolskie obyczaje, sarmackie kostiumy, a wśród rekwizytów znalazł się obraz Matki Boskiej Częstochowskiej. Scenografia utrzymana była w czarno-białej kolorystyce, przypominającej stare fotografie, a jej głównym elementem było drzewo.

I oto w tym roku, również jubileuszowo, mogliśmy obejrzeć kolejną, 11 już!, inscenizację "Strasznego dworu". Jaka jest ta najnowsza próba zinterpretowania "muzycznej epopei narodowej" i jak wypada w kontekście poprzednich adaptacji scenicznych opery?

Próba generalna "Strasznego dworu", fot. materiały prasowe

Nie taki znów straszny

Otóż tym razem akcję przesunięto na czas tuż po II wojnie światowej i umiejscowiono we Wrocławiu. Inspiratorką tego pomysłu jest obecna pani dyrektor Opery Wrocławskiej – Agnieszka Franków-Żelazny. Dodajmy, że genius loci stolicy Dolnego Śląska próbował także uchwycić Michał Znaniecki, zapraszając Marka Krajewskiego do realizacji  "Czarodziejskiego fletu" W. A. Mozarta. Było to przedsięwzięcie tyleż oryginalne, co w realizacji kontrowersyjne. Podjęta ponownie próba umiejscowienia akcji we Wrocławiu została zrealizowana w konwencji opery buffo, miała inne umocowanie historyczne, ale to, co było punktem wyjścia (powojenny Wrocław), z czasem nabrało cech galopu przez historię Polski, poczynając od czasu zaborów. W założeniu jednak realizatorom zależało na tym, aby pokazać bohaterów, którzy po wojnie rozpoczynają życie na nowo. Podobnie jak w spektaklu Laco Adamika, operę rozpoczyna realistyczna (choć trochę wzięta w cudzysłów) scena w lazarecie. Tam też główni bohaterowie postanawiają pozostać w stanie bezżennym (podobnie jak to jest w "Ślubach panieńskich" A. Fredry, z których librecista "Strasznego dworu", Jan Konstanty Chęciński, również zaczerpnął pomysł intrygi). A ponieważ wieści rozchodzą się lotem błyskawicy, do rodzinnego dworku Stefana i Zbigniewa przybywa stryjenka Cześnikowa wraz z dwiema (szpetnymi) córkami, aby je wydać za młodych szlachciców. Kiedy jednak okazuje się, że pragną pozostać w kawalerskim stanie, postanawia uknuć intrygę, która ma zapobiec ich wizycie na dworze Miecznika. Widząc jednak, że młodzieńcy nie odstępują od zamiaru pojawienia się w Kalinowie w dzień Sylwestra, udaje się tam przed nimi, aby mieć baczenie na wszystko. Miecznik bowiem ma dwie piękne córki: Hannę i Jadwigę, które stanowiłyby konkurencję dla innych dziewcząt. Na miejscu intryguje również zalecający się do Hanny pan Damazy (postać w typie Papkina), który próbuje odstraszyć ewentualnych pretendentów do ręki panien. Te jednak, dowiedziawszy się o tym, że kawalerowie złożyli śluby, postanawiają wybić im to z głów, co nie jest takie trudne, zrobiły na nich bowiem od razu piorunujące wrażenie. Zabawne sceny z duchami "prababek z obrazów", w które wcielają się obie panny, wprowadzają sporo zamieszania, skutek czego młodzi mężczyźni usiłują uciec, ale ucieczkę uniemożliwia ostatecznie kulig i tłum gości. Nie muszę dodawać, że w inscenizacji tłem dla kuligu są znane i rozpoznawalne miejsca miejsca we Wrocławiu: Ratusz, Hala Stulecia itd. Na koniec Miecznik wyjaśnia zagadkę "strasznego dworu", Cześnikowa zostaje zdemaskowana, a młodzi mają się ku sobie. Całość kończy ognisty mazur ("Hej, zagrajcie siarczyście"). Dwór okazał się nie tak straszny, jak go malowała Cześnikowa.

Barbara Bagińska jako Cześnikowa, próba generalna, fot. materiały prasowe

Czy najnowsza inscenizacja opery Moniuszki zachwyca?

Najnowszą inscenizację "Strasznego dworu" przygotowali tym razem... cudzoziemcy: wyreżyserował Bruno Berger-Gorski, wsparty dramaturgicznie przez polskiego historyka pracującego na wyższych uczelniach w Austrii, Niemczech  Niemiec – prof. Tadeusza Krzeszowiaka. Gorski, którego nazwisko świadczy o polskich korzeniach, w przeszłości współpracował już z Operą Wrocławską. przy realizacji "Makbeta" Shakespeare`a w 2014 roku. Autorem scenografii jest Daniel Dvořák – scenograf, b. dyrektor Opery Państwowej w Pradze, Teatru Narodowego w Pradze, z którym współpracuje jako projektant od 1983 roku. Orkiestrę Opery Wrocławskiej poprowadził Mirian Khukhunaishvili, gruziński dyrygent mieszkający w Islandii, współzałożyciel i dyrektor Tbilisi Youth Orchestra, który mimo stosunkowo młodego wieku, współpracował z wieloma orkiestrami i chórami.  Kierownik muzyczny Opery Wrocławskiej w sezonie 2025/2026. 

Nie mam żadnych zastrzeżeń co do faktu, iż głównymi twórcami spektaklu są  cudzoziemcy. Obecnie produkcje operowe coraz częściej są dziełem międzynarodowych zespołów i najistotniejsze jest przede wszystkim, czy inscenizator (najczęściej reżyser) jest twórczy i konsekwentny w realizacji swojej wizji spektaklu. Koncertowe opracowanie "Strasznego dworu" wykonał z wielkim entuzjazmem w 2024 roku Fabio Biondi i Europa Galante, a opinie o tej interpretacji też były mieszane. Pomysł, aby zrealizować "Straszny dwór" w konwencji opery buffo w powojennym Wrocławiu, był z pewnością inspirujący, ale problem, jak wiadomo, tkwi w szczegółach – w owym JAK. Tymczasem koncepcja pewnych scen, ich reżyseria wypada blado i mało finezyjnie. Momentami zaś na scenie panuje chaos. 

Hanna Sosnowska-Bill (Hanna) w arii "Do grobu trwać..."

Za przykład podam scenę, w której Hanna (Hanna Sosnowska-Bill) śpiewa arię "Do grobu trwać w bezżennym stanie", wywijając spódnicą na miotle jak sztandarem, a towarzyszą jej kobiety w tańcu z miotłami... W ogóle w tym spektaklu ciągle coś się sprząta... Po czym bohaterka pije "z gwinta" i nalewa zawartość butelki "sprzątaczkom" do kieliszków... To ma być subtelna panienka ze szlacheckiego dworu? Czy na tym ma polegać "nowoczesność" kreowania kobiecej postaci? Co to w ogóle za postać słaniająca się po scenie i śpiewająca swoją arię, jakby szła na barykady, w dodatku nie całkiem trzeźwa?! Za nią zaś wyświetla się tablica z nazwiskami znanych Polek – od Marii Skłodowskiej-Currie po Wisławę Szymborską i Olgę Tokarczuk. Scena ta nie jest nawet zabawna – jest, mówiąc wprost, prymitywna. 

Najlepiej w tej groteskowej konwencji wypadła Barbara Bagińska w roli Cześnikowej, grająca swą postać zabawnie i z przymrużeniem oka. Podobnie Jacek Jaskuła w roli. Macieja. Ale to są wytrawni śpiewaci i aktorzy, którzy zapewne w dużym stopniu sami wykreowali swoje postaci. Gorzej z młodymi. Statyczni, śpiewający do publiczności, wykonujący schematyczne gesty poklepywania się po plecach, przybijania "piątki". Dodajmy, że obaj artyści śpiewający główne role, zrobili to znakomicie. Piotr Buszewski w roli Stefana, dysponujący pięknym tenorem, poruszał serca wspaniałym wykonaniem arii z kurantem ("Cisza dokoła")  i nie tylko tej, ale zabrakło gry, precyzyjnego ruchu scenicznego, który budowałby tę postać. Podobnie Paweł Horodyski w roli Zbigniewa: wspaniały, głęboki, wyjątkowo mocny bas, a snuje się w szlafroku i nie bardzo wiemy, o co mu chodzi... Z pewnością dla nich obu warto tej opery wysłuchać, ale gdzie tu reżyseria, jaki ruch sceniczny? 

A już zupełnie nie pojmuję galerii postaci w rodzaju Katarzyny II w wielkimi nożycami, w towarzystwie Biskupa i króla Stasia (?)... Po co to wszystko?! Chór, skądinąd bardzo dobrze śpiewający, został zamieniony na końcu w tłum fotografujący scenę kuligu telefonami komórkowymi – kolejny banał i schemat. Stanowczo uważam, że Bruno Berger-Gorski nie stanął na wysokości zadania. 

Scena zbiorowa, próba generalna "Strasznego dworu", fot. materiały prasowe
Dyrygent Mirian Khukhunaishvili natomiast poradził sobie zupełnie nieźle z polską operą i choć nie zna języka, to jednak widziałam, jak z wielkim zaangażowaniem "śpiewał" razem z chórem i solistami. 

Scenografia Daniela Dvořáka była oszczędna i funkcjonalna, w konwencji groteskowej. Wspomagały ją projekcje filmowe (zabawna scena jazdy "na wyścigi" pani Cześnikowej), a światło ewokowało rozmaite nastroje: od lirycznych i pogodnych po "straszne", rodem z horroru. Bardzo podobały mi się kostiumy zaprojektowane przez Magdalenę Dąbrowską, a będące swoistym przeglądem stylów, od XIX wieku po czasy współczesne. Przy takiej liczbie postaci na scenie było to prawdziwym wyzwaniem. Chór zaśpiewał znakomicie, szczególnie w scenie mazura ("Hej, zagrajcie siarczyście!"), z temperamentem zatańczonego przez balet Opery Wrocławskiej. Ten mazur zresztą porwał widownię.

Czy najnowsza inscenizacja "Strasznego dworu" w Operze Wrocławskiej zachwyca? Otóż niekoniecznie. Mnie wprawdzie nie zachwyciła, uważam jednak, że nie jest znowu... hm... taka straszna 😉 Warto jej posłuchać dla pięknych głosów.

piątek, 12 września 2025

Premiera w Operze Wrocławskiej: "Straszny dwór" Stanisława Moniuszki

Dziś odbędzie się w Operze Wrocławskiej premiera "Strasznego dworu" Stanisława Moniuszki w reżyserii Bruna Berger-Gorskiego oraz pod kierownictwem muzycznym Miriana Khukhunaishvili. To wydarzenie jest wyjątkowe pod wieloma względami. Będzie to nie tylko otwarcie nowego sezonu artystycznego 2025/2026, ale również uświetnienie obchodów jubileuszu 80 lat polskiej sceny operowej we Wrocławiu. 


8 września 1945 r. odbyła się w stolicy Dolnego Śląska premiera "Halki" Stanisława Moniuszki, co zapoczątkowało powojenny rozwój stałej sceny operowej w mieście. Obecna inscenizacja "Strasznego dworu" będzie nawiązywała właśnie do tych wydarzeń, kiedy to Polacy – nowi mieszkańcy Wrocławia – na gruzach niedawnej Festung Breslau zaczęli budować polską kulturę.

"Straszny dwór" Stanisława Moniuszki uchodzi za jedno z najdoskonalszych dzieł operowych kompozytora. Libretto autorstwa Jana Chęcińskiego zostało oparte na jednym opowiadaniu ze zbioru anegdot Kazimierza Stanisława Wójcickiego "Stare gawędy i obrazy" z 1840 roku. Chęciński jednak do szlacheckiej historii dodał wątki z "Pana Tadeusza" Adama Mickiewicza oraz "Zemsty" i "Ślubów panieńskich" Aleksandra Fredry. Wszystko to zostało splecione doskonałą muzyką Moniuszki. 

Historia Stefana i Zbigniewa, powracających z wojny do swych rodzinnych stron, jest pełna polskiej patriotycznej myśli, a jednocześnie skrzy się szlacheckim humorem i optymizmem. Straszny dwór jest z jednej strony romantyczną, a z drugiej – polityczną opowieścią o dwóch młodych szlachcicach, którzy przysięgają sobie, że zawsze będą „żyć w bezżennym stanie”. 

W 1863 roku wybuchło Powstanie Styczniowe, w wyniku którego okupant rosyjski zamknął Teatr Wielki w Warszawie na ponad dwa lata. Ponowne otwarcie sceny narodowej postanowiono uczcić prapremierą "Strasznego dworu", która to okazała się okazją do wielkich manifestacji patriotycznych, z resztą szybko stłumionych. W "Strasznym dworze" zawarta jest mnogość rytuałów szlacheckich, które są ukazane w wielu szczegółach dzieła: polonezowy kurant, powitanie powracających paniczów chlebem i solą, przędzenie w wielkiej izbie przy śpiewie pieśni, zapustne tradycje wróżenia z wosku, czy myśliwskie spory. Rodzimość, domowość i szlacheckość – to miało przyświecać całości dzieła. Po przegranym powstaniu, siła narodu polskiego miała wyrastać z przeszłości, a co za tym idzie – z moralności, honoru, szacunku do Tradycji. Stało to w opozycji do rodzącej się nowej kultury mieszczańskiej, która na pierwszy plan wysuwała względy ekonomiczne. Sam spektakl został zdjęty z afisza po trzecim przedstawieniu. Kompozytor za swego życia opery tej nie zdążył więcej zobaczyć. Pierwsze wznowienie Strasznego dworu po carskiej cenzurze odbyło się w zaborze austriackim, we Lwowie i Krakowie w 1877 roku.

Kierownictwo muzyczne

Mirian Khukhunaishvili

Reżyser

Bruno Berger-Gorski

Dramaturgia/dramaturgia historyczna

Tadeusz Krzeszowiak

Scenografia

Daniel Dvorak

Choreografia

Bożena Klimczak

Kostiumy

Magdalena Dąbrowska

Reżyseria świateł

Bogumił Palewicz

Multimedia, mapping

Karolina Jacewicz

Asystent reżysera

Adam Pacyno

Asystent scenografa

Maciej Węglarz

Asystentka kostiumografki

Aleksandra Ślązak

Autor plakatu

Rafał Olbiński


Obsada

Miecznik - Łukasz Motkowicz*

Hanna - Hanna Sosnowska-Bill

Jadwiga - Aleksandra Opała

Stefan - Piotr Buszewski*

Zbigniew - Paweł Horodyski*

Cześnikowa - Barbara Bagińska

Skołuba - Sebastian Rutkowski*

Damazy - Paweł Żak

Maciej - Jacek Jaskuła

Marta - Canan Kalkir

Grześ - Daniel Babuśka

Stara Niewiasta - Dorota Dutkowska

* - gościnnie

informacja prasowa

piątek, 10 kwietnia 2026

"Falstaff" Verdiego od 17 kwietnia w Teatrze Wielkim - Operze Narodowej

Już 17 kwietnia  w  Teatrze Wielkim - Operze Narodowej premiera "Falstaffa" Giuseppe Verdiego – dzieła szczególnie wymagającego zarówno pod względem realizacyjnym, jak i wykonawczym, czy dyrygenckim. Reżyserii ostatniego dzieła wielkiego kompozytora podjął się doskonale znany operowej publiczności Marek Weiss. W tym roku reżyser obchodzi jubileusz 50-lecia pracy artystycznej, a premiera nowego spektaklu jest jego 150. inscenizacją teatralną.

Plakat: Adam Żebrowski

"Falstaff jest sumą wszystkich moich doświadczeń. To arcydzieło Verdiego. Arcydzieło bardzo skomplikowane, bardzo trudne, bardzo zawiłe. Verdi powiedział: „Dobra, chcecie koniecznie jeszcze jednej opery? Napiszę coś wesołego, żeby tak współcześnie było”. No i napisał, a pod spód dał to, o co mu naprawdę chodziło – mrok – powiedział reżyser podczas wywiadu.

Opera jest w popularnej tradycji dziełem wesołym, pełnym humoru. Oparta została na postaci Sir Johna Falstaffa znanego z dramatów Williama Szekspira. Verdi, wspólnie z librecistą Arrigiem Boitem, stworzył kompozycję z pozoru lekką w formie, lecz niezwykle precyzyjną dramaturgicznie, opierając się na na sztuce Wesołe kumoszki z Windsoru oraz wybranych scenach z Henryka IV Williama Szekspira.

Nowa inscenizacja w TW-ON z pewnością zaskoczy widzów zupełnie innym spojrzeniem na klasyczny tytuł, łącząc szacunek dla tradycji z nowoczesnym językiem scenicznym. Ostatnie dzieło Verdiego rozumiane jest jako komedia o grubym opoju, który cynicznie uwodzi dwie kobiety i zostaje przez nie dotkliwie ukarany. Kiedy jednak prześledzi się wnikliwie szekspirowski pierwowzór i przeanalizuje dokładnie niezwykłe bogactwo motywów muzycznych, odnajdzie się drugie mroczne dno tajemniczego dzieła, które sędziwy, spełniony kompozytor pisał świadomie jako swoje pożegnanie z ogromnym dorobkiem, własnym imponującym życiem i światem, który z filozoficznym przymrużeniem oka ocenił jako bolesny żart stwórcy z ludzi i ich poczynań.

Robię spektakl o tym, że ani wolność nie jest dana na zawsze, ani honor, ani wszystkie inne wartości. Falstaff jest sumą wszystkich moich doświadczeń – opowiada Marek Weisspowiedziałem sobie, że będzie moim ostatnim spektaklem.

Finał opery zawiera słynne przesłanie: Tutto nel mondo è burla (Wszystko na świecie jest żartem), które jednocześnie jest ostatnią puenta znakomitego kompozytora.

Spektakl przygotowany został przez uznany zespół realizatorów, a na scenie wystąpią wybitni soliści, chór oraz orkiestra Teatru Wielkiego - Opery Narodowej poprowadzona przez maestro Patricka Fournilliera.


Obsada:

Falstaff - Sergio Vitale / Mateusz Michałowski

Ford - Stanislav Kuflyuk / Stepan Drobit

Alice Ford - Aleksandra Orłowska / Natalia Rubiś

Nanetta - Hanna Sosnowska-Bill / Hanna Okońska

Fenton - Nico Darmanin / Ioan Hotea

Mrs Quickly - Deniz Uzun / Valentina Pluzhnikova

Meg Page - Monika Ledzion-Porczyńska / Elżbieta Wróblewska

Dr Caius - Wojciech Parchem / Zbigniew Malak

Bardolfo - Mateusz Zajdel / Piotr Maciejowski

Pistola - Remigiusz Łukomski / Jakub Szmidt

Realizatorzy:

Dyrygent - Patrick Fournillier

Reżyseria - Marek Weiss

Scenografia - Wiesław Olko

Kostiumy - Paprocki Brzozowski

Choreografia i współpraca reżyserska - Izadora Weiss

Reżyseria świateł - Katarzyna Łuszczyk

Projekcje video - Bartek Macias

Przygotowanie chóru - Łukasz Hermanowicz

Casting director - Izabela Kłosińska

Współpraca realizatorska - Łukasz Kwietniewski


Falstaff
Premiera - 17 kwietnia 2026

Kolejne spektakle - 18/19/24/26/26 kwietnia 2026

Sala Moniuszki

informacja prasowa

informacja prasowa

„Feliks Janiewicz – Complete Violin Concertos” – nowy album wydany przez Narodowe Forum Muzyki

7 sierpnia 2026 roku premierę będzie miał nowy album Narodowego Forum Muzyki im. Witolda Lutosławskiego we Wrocławiu, nagrany przez Bartłomi...

Popularne posty