Pokazywanie postów oznaczonych etykietą . Jacek Kaspszyk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą . Jacek Kaspszyk. Pokaż wszystkie posty

środa, 28 stycznia 2026

Daniel Hope & NFM Filharmonia Wrocławska w Narodowym Forum Muzyki! /zapowiedź/

27 lutego o 19.00  w Narodowym Forum Muzyki we Wrocławiu wystąpi ponownie wybitny skrzypek, jeden z najbardziej cenionych i wszechstronnych wirtuozów skrzypiec naszych czasów. Uczeń Yehudiego Menuhina nagrywa obecnie dla wytwórni Deutsche Grammophon, szczególnie często sięgając po dzieła napisane w XX i XXI wieku. Nie inaczej będzie podczas występu artysty z NFM Filharmonią Wrocławską, gdy usłyszymy "Koncert skrzypcowy" Benjamina Brittena. Hope ma na swoim koncie znakomite nagranie tego utworu. Muzyków poprowadzi maestro Jacek Kaspszyk.

Koncert skrzypcowy Benjamina Brittena powstawał w latach 1938–1939, należy zatem do młodzieńczych utworów kompozytora. Chociaż po raz pierwszy zabrzmiał już w 1940 roku w Filharmonii Nowojorskiej w wykonaniu hiszpańskiego skrzypka Antonia Brosy i pod batutą Johna Barbirolliego, to autor nie był ze swojego dzieła do końca zadowolony i wracał do niego aż trzykrotnie, za każdym razem wprowadzając nowe poprawki oraz rewizje. Koncert ten jest przeznaczony na duży skład – obejmuje także rozbudowaną sekcję perkusji. Również jego forma jest nietypowa: zamiast dynamicznego i efektownego popisu kończy się on bowiem poważną, mroczą passacaglią, czyli stylizacją barokowego tańca.

IX Symfonia „Z Nowego Świata” Antonína Dvořáka z kolei swój podtytuł zawdzięcza miejscu powstania. Czeski kompozytor napisał ją bowiem podczas trwającego w latach 1892–1895 pobytu w Stanach Zjednoczonych. Zaproponowano mu wtedy objęcie stanowiska dyrektora National Conservatory of Music w Nowym Jorku, a twórca na to przystał. Czas ten okazał się bardzo inspirujący, a Dvořák chętnie włączał elementy muzyki rdzennych Amerykanów i pieśni negro spirituals do pisanych tam utworów. Najbardziej znanym spośród nich jest właśnie IX Symfonia. Po raz pierwszy zabrzmiała ona w Carnegie Hall w 1893 roku, a kompozytor przyznawał, że przy tworzeniu drugiego i trzeciego ogniwa jego natchnieniem był poemat Pieśń o Hajawacie Henry’ego Wadswortha Longfellowa. Dzieło Dvořáka odniosło wielki sukces, a jego rolę w kulturze podkreśla fakt, że nagranie tego utworu zabrali ze sobą astronauci realizujący misję Apollo 11, podczas której doszło do lądowania na Księżycu.

Program:

B. Britten Koncert skrzypcowy op. 15

***

A. Dvořák IX Symfonia e-moll op. 95 „Z Nowego Świata”


Wykonawcy:

Jacek Kaspszyk – dyrygent

Daniel Hope – skrzypce

NFM Filharmonia Wrocławska


Czas trwania: 120 minut

informacja prasowa

poniedziałek, 22 września 2025

Raj (nie całkiem) utracony /relacja z 60. Festiwalu Wratislavia Cantans/

14 września, koncertem III aktu "Parsifala" Richarda Wagnera, zakończyła się 60. edycja Międzynarodowego Festiwalu Wratislavia Cantans. Osobą szczególnie w tym jubileuszowym roku uczczoną został jego twórca –  Andrzej Markowski. Motywem przewodnim był "Raj utracony [?]", nawiązujący tytułem do poematu Johna Miltona, ale opatrzony znakiem zapytania. Czy utraciliśmy raj na zawsze i jakie są tego konsekwencje? W swojej relacji dzielę się z Państwem refleksjami dotyczącymi większości koncertów, w których uczestniczyłam. Zapraszam do lektury!

Plakat festiwalu autorstwa Lva Sterna

14 września, koncertem III aktu "Parsifala" Richarda Wagnera, zakończyła się 60. edycja Międzynarodowego Festiwalu Wratislavia Cantans. Osobą szczególnie w tym jubileuszowym roku uczczoną został jego twórca –  Andrzej Markowski, kompozytor i dyrygent, który był zarazem pierwszym dyrektorem artystycznym tego fenomenu, jakim jest do dzisiaj festiwal. Człowiek, który – jak napisał w swojej książce "Ocalić od zapomnienia" Marek Dyżewski – "wniósł z sobą tchnienie europejskiej kultury i przeobraził miasto [Wrocław] z muzycznej prowincji w czołowy ośrodek w kraju". Popiersie kompozytora znalazło należne mu miejsce w Narodowym Forum Muzyki, zaś poświęcona mu czasowa wystawa – na dziedzińcu Muzeum Pana Tadeusza. Jemu też został zadedykowany koncert otwierający Wratislavię: "Pamięci wielkiego Człowieka", na który złożyły się dzieła dwóch znakomitych kompozytorów: Wolfganga Amadeusza Mozarta ("Msza koronacyjna") i Ludviga van Beethovena ("Eroika").

Raj utracony [?]

Od kiedy dyrektorem artystycznym Wratislavii został maestro Giovanni Antonini, czyli od roku 2013, każda edycja festiwalu ma swój temat przewodni. Stało się to dobrą i inspirującą tradycją, toteż kiedy maestro Andrzej Kosendiak objął kierownictwo festiwalu, kolejna – jubileuszowa jego edycja – przebiegała pod hasłem "Raj utracony [?]". W wywiadzie udzielonym Jakubowi Kukli dyrektor Kosendiak tak wyjaśniał płynące z inspiracji poematem Johna Miltona motto:

"Myślę, że to też może być klucz do rozumienia tegorocznego przesłania: ten fragment poematu pokazuje, że człowiek niestety sam bardzo często sprowadza piekło na ziemię. Ale zdarza się też, że ujawnia swoją wielkość i potrafi zbudować tutaj raj". I dodał:

"Na tegoroczny festiwal zamówiliśmy utwór u Zygmunta Krauzego. Jego Requiem nie jest mszą żałobną stricte związaną z liturgią. Przeciwnie, muzyka oparta jest na tekstach poetyckich odnoszących się do rzeczywistości. Dzieło zostało poświęcone najbardziej niewinnym ofiarom wojen – dzieciom. Mamy połowę trzeciej dekady dwudziestego pierwszego stulecia, a wciąż tyle bezbronnych istot jest pozbawianych nie tylko dzieciństwa, ale często też życia w konfliktach, które targają naszym światem".

Dodajmy, że w programie festiwalu znalazły się także koncerty odwołujące się się do Raju bez znaków zapytania, do których należały m. in. koncerty muzyki Johanna Sebastiana Bacha: "Die Kunst der Fuge" czy Msza h-moll.

Giovanni Antonini, Il Giardino Armonico, koncert "Pamięci wielkiego Człowieka",
fot. Łukasz Rajchert, NMF


Pamięci wielkiego Człowieka – Msza "Koronacyjna" W. A. Mozarta 


Twórca festiwalu Wratislavia Cantans z całą pewnością zasłużył sobie na tę dedykację, a także na taki wspaniały i przemyślany wybór repertuaru. Andrzej Markowski przywrócił bowiem (w czasach głębokiego PRL-u!) należne miejsce muzyce dawnej, odkrywając na nowo dawnych kompozytorów i pomagając słuchaczom w przyswojeniu kolekcji ich dzieł i muzycznego dziedzictwa, do którego ciągle będziemy mogli powracać. Koncerty odbywały się w czasach komunizmu w kościołach (!), a przy tym Wrocław był bardzo zniszczonym wojną miastem, w którym dopiero odradzało się życie artystyczne. Tymczasem ziarno przez niego zasiane wydało – i ciągle wydaje – wspaniały plon! 

Mozart skomponował Mszę "Koronacyjną" ("Krönungs-Messe") w 1779 roku, w wieku dwudziestu trzech lat. Wedle najnowszych badań napisał ją na użytek katedry salzburgskiej, prawdopodobnie z okazji Wielkanocy. Pierwsze wykonanie (w 1791, czyli w roku śmierci Mozarta) miało jednak rzeczywiście związek z koronacją, ale nie kościelną, tylko świecką: cesarz Leopold II został koronowany na króla Czech.
      Tytuł „Koronacyjna” nadał sam Mozart. Inaczej niż w przypadku „Wielkiej” Mszy c-moll, której przydomek pojawił się po to, aby odróżnić ją od innej – wcześniejszej i krótszej mszy, utrzymanej w tej samej tonacji – o numerze KV 139. Jest to klasyczny przykład tzw. mszy krótkiej (missa brevis): nieskomplikowanej, prostej, a jednocześnie zachwycającej swoją świeżością, lekkością brzmienia i pięknem formy – spójnej, zamkniętej, doskonałej jako swego rodzaju duchowe przeżycie. Prawdziwe niebo w uszach. . 😇 Co ciekawe, jej rękopis znajduje się w zbiorach krakowskiej Biblioteki Jagiellońskiej!

Anett Fritsch (sopran) podczas koncertu "Pamięci wielkiego Człowieka", fot. Łukasz Rajchert

I te kontrasty! Kontemplacyjny charakter Kyrie kontrastuje z monumentalnym, 8-głosowym podwójnym chórem w Qui tollis. Zupełnie odmienne są Gloria i Cum sancto spiritu. Najbardziej zachwyca jednak słoneczny liryzm Laudamus te, a także niebiański sopran w Agnus Dei – przepięknej, wirtuozowskiej arii. 

W interpretacji Giovanniego Antoniniego i jego wspaniałego Il Giardino Armonico Msza zabrzmiała znakomicie. Wspaniały był też, jak zwykle,  Chór NFM, mający w tym utworze masę pięknej muzyki do wyśpiewania. Wśród solistów zdecydowanie prym wiodła Anett Fritsch – niemiecka sopranistka operowa, bardzo dobrze czująca się z repertuarze mozartowskim, śpiewała bowiem role Cherubina, Zuzanny i Hrabiny w "Weselu Figara". W czarnej jedwabnej sukni wyglądała przy tym zjawiskowo. Na te ulotne chwile powróciliśmy do Raju... 

Magdalena Hoffmann, fot. Sławek Przerwa

"Poszukując szczęścia"... Chwilo trwaj!


O tym, że do Raju można powrócić za sprawą muzyki, świadczy także zupełnie odmienny, kameralny koncert na harfę w wykonaniu Magdaleny Hoffmann, na który złożyły się kompozycje C. F. E. Bacha, G. F. Händla, J. Ph. Rameau, R. Schumanna, Toru Takemitsu i B. Brittena. Przyznam, że choć preferuję muzykę dawną, najbardziej urzekły mnie podczas tego koncertu utwory kompozytorów bliższych współczesności: Toru Takemitsu i Benjamina Brittena. Artystka zaprezentowała ich kompozycje z prawdziwą wirtuozerią, znakomicie je interpretując. O ile jednak Suita na harfę op. 83 była w jej wykonaniu czymś oczywistym, choć bynajmniej niełatwym, o tyle utwór Takemitsu Stanza II, wprowadzał do jej gry nowe, z pozoru pozamuzyczne, elementy. Z muzyką japońskiego kompozytora i filozofa sztuki zetknęłam się w 2018 roku, kiedy to ówczesny dyrygent i kierownik Orkiestry Leopoldinum – Hartmut Rohde zaprezentował "A Way a Lone" –  utwór zainspirowany "Trenem Finneganów" Jamesa Joyce’a. Utwór zainspirowany jedynym zdaniem – z pozoru uładzonym, a jednak zaprzeczającym przyjętym regułom - zdawał się rozpadać i pulsować nieregularnie w rytm licznych zwolnień, przyspieszeń, zamierania dźwięku. Podobnie zabrzmiał Takemitsu w wykonaniu Hoffman. Agresywna momentami muzyka harfy została w przypadku Stanzy II zderzona z codziennymi odgłosami ulicy oraz ze śpiewem ptaków, prowadząc z nimi dialog – bardzo oryginalne zestawienie i jakże naturalne!  Podobało mi się również Preludium z Nagrobka Couperina M. Ravela – błyskotliwie zagrane, dające popis wirtuozerii artystki. Na finał zagrała Walc e-moll Chopina, czym do reszty skruszyła nasze muzyczne serca. Zapewne nie bez wpływu na to pozostaje fakt zaangażowania społecznego harfistki, która jest ambasadorką kultury CASA HOGAR, inicjatywy charytatywnej oferującej edukację i dom dla młodych dziewcząt w dotkniętym problemami kolumbijskim regionie Chocó. „Mam nadzieję, że uda mi się otworzyć uszy i serca wielu ludzi na cierpienie, które wciąż istnieje w regionie Chocó – i z nim walczyć” – twierdziła w wywiadzie. Artystka zatem przywraca piękno i dobro nie tylko za pomocą muzyki...

Koncert "Veni in hortum meum, ensemble Peregrina Agnieszki Budzińskiej-Bennett, 
fot. Joanna Stoga


Znaleźć się ponownie w ogrodzie rajskim: "Veni in hortum meum"


Do Raju (nie do końca utraconego) zawiodła nas z pewnością Agnieszka Budzińska-Bennett wraz z zespołem Pelegrina, prezentując najstarsze utwory skomponowane do biblijnego tekstu "Pieśni nad pieśniami". W istocie wyjątkowa i niedościgła jest wspaniałość tego niewielkiego poematu składającego się z zaledwie 1250 słów, pełnego symboli i przepełnionego zachwytem miłością, która czyni wiosnę nawet w wyschniętym i spalonym słońcem palestyńskim krajobrazie. Jej hebrajski tytuł brzmi Szir ha-Szirim, czyli „Pieśń najpiękniejsza”.
      W centrum symbolicznego ogrodu znajdują się Ona i On, Oblubieniec i Oblubienica, mężczyzna i kobieta, którym tu i ówdzie towarzyszy chór. Wyobrażają oni odwieczną parę, ogarniętą czułością i mocą Miłości. Ta ludzka miłość, zmysłowa, zawiera odblask miłości Bożej ("Kobietą i mężczyzną stworzył ich"). Ponadto w Starym Testamencie Bóg często zwraca się do narodu wybranego jako do oblubienicy, żony. Jak napisał Orygenes: "Szczęśliwy, kto rozumie i śpiewa kantyk świętych Pism, ale jeszcze bardziej szczęśliwy, kto śpiewa i rozumie Pieśń nad pieśniami".

Bez wątpienia zespół Pelegrina to właśnie ten przypadek: "śpiewa i rozumie". Na program koncertu "Veni in hortum meum" złożyły się zarówno utwory anonimowe: antyfona Vox dilecti, motet Tota pulchra czy cantilena Flos regalis, ale także kompozycje średniowiecznego filozofa, teologa i poety  Pierre Abélarda, mistyczki i kompozytorki św. Hildegardy z Bingen oraz włoskiego kardynała i biskupa, św. Bruno di Segni. 

Koncert "Veni in hortum meum, ensemble Peregrina Agnieszki Budzińskiej-Bennett, 
fot. Joanna Stoga

Pieśń nad pieśniami jest hymnem o miłości, ogród zaś –  ogrodem rajskim. Oblubieńcy poszukują się i odnajdują, a gdy brak ukochanego, rodzi się cierpienie, poczucie odrzucenia i wielka tęsknota, ale Oblubienica nie ustaje w poszukiwaniach nawet wówczas, gdy spotykają ją upokorzenia.. Pieśń ze swej natury kojarzy się z muzyką, nic zatem dziwnego, że stała się inspiracją dla wielu kompozytorów. Agnieszka Budzińska-Bennett sięga po utwory prezentujące rozmaite interpretacje Księgi: to pieśń o miłości ludzkiej, alegoria miłości pomiędzy Bogiem a Izraelem, Bogiem a ludzką duszą, artystka sięga także także po interpretację Maryjną, charakterystyczną dla wczesnego chrześcijaństwa („Wszystka piękna jesteś, Przyjaciółko moja, a skaza pierworodna nigdy w Tobie nie powstała”,. Pnp 4,7). Wybranym utworom towarzyszą różnorodne formy muzyczne: antyfony, motety, kantylena, responsorium, prosa, dramat liturgiczny (“Veni dilecte”). Nie tylko piękny śpiew, ale także gra na instrumentach historycznych: na harfie i fidelu, sprawiły, że doświadczyliśmy swego rodzaju kontemplacji, szczególnie że koncert zabrzmiał w szczególnym miejscu – w Kolegiacie  Świętego Krzyża na Ostrowie Tumskim, która na czas koncertu stała się naszym hortum...

Martha Argerich, koncert "Wiecznie kwitnące", fot. Sławek Przerwa



Wiecznie kwitnąca ... Martha Argerich


Niekiedy zdarzają się koncerty niezwykłe, podczas których doświadczamy czegoś, co nie da się określić w żaden racjonalny sposób. Najlepiej zatem nazwać to tajemnicą. .Takim był bez wątpienia koncert Marthy Argerich, który poruszył mnie dogłębnie. Charyzma ponad 80-letniej pianistki, jej "wieczna kobiecość" (by zacytować Goethego) albo raczej: "wieczna dziewczęcość", doskonała gra (nie tylko pod względem formalnym) składają się na Zjawisko, które pewien mój znajomy trafnie określił jako Pianista Assoluta –  Marią Callas fortepianu. A kiedy ma się do czynienia ze zjawiskiem tak rzadkim, by nie powiedzieć: niepowtarzalnym, trudno o jakieś racjonalne argumenty. Muzyka w jej wykonaniu zdaje się przenosić słuchacza w doskonały świat, w którym wszystko inne okazuje się nieistotne. Liczy się tylko Ona i Muzyka...

     Artystka zagrała tym razem II Suitę z baletu "Dafnis i Chloe" Maurice Ravela, a towarzyszył jej ("towarzyszył" jest w tym przypadku szczególnie trafnym określeniem) znany dyrygent Charles Dutoit  (prywatnie były mąż pianistki) wraz z Orchestre Philharmonique de Monte-Carlo. Ale szybko zapomnieliśmy o nich, gdy Argerich zaczęła grać. Grała znakomicie technicznie, a jednak nie czuło się tego, bo przede wszystkim – grała twórczo, grała również, kiedy nie grała, przebierając palcami w powietrzu lub na kolanach. Energia w niej kipiała i zaczarowała nas kompletnie. Aplauz był taki, że zdecydowała się zagrać na bis aż dwa utwory: Sonatę d-moll K. 141 Scarlattiego, a potem Sarabandę z Partity c-moll J. S. Bacha, a my nie mieliśmy poczucia winy, że męczymy "starszą panią", widzieliśmy bowiem, że cieszą Ją te bisy i że chętnie je gra. Wiem, że druga część koncertu była bardzo dobra, ale MUSIAŁAM wyjść na zewnątrz, bo udusiłabym się od nadmiaru wrażeń... Niosłam potem tę Marthę A. do samej Leśnicy i jeszcze dłużej...

Koncert "Zagłada bezbronnych", dyr. Jacek Kaspszyk, fot. Sławek Przerwa


Wstrząsająca "Zagłada bezbronnych", czyli piekło na ziemi


Kiedy wydawało mi się, że największe muzyczne emocje mam za sobą, okazało się, że dane mi będzie przeżyć jeszcze jeden, choć innego rodzaju wstrząs: "Children`s Requiem" – głęboko poruszającą kompozycję Zygmunta Krauzego, powstałą na zamówienie Narodowego Forum Muzyki. Utwór przypominający War Requiem Benjamina Brittena, którego miałam okazję wysłuchać na żywo i również w kościele podczas pobytu w Londynie w 2000 roku. O ile jednak tamten bazował na tekstach poetyckich Wilfreda Owena (który zmarł młodo tuż przed zakończeniem II wojny), o tyle polski kompozytor sięgnął po teksty rozmaite, począwszy od danych dramatycznych statycznych, mówiących o konkretnych liczbach, sięgających milionów, poprzez cytaty z Seneki, na indywidualnych losach i wypowiedziach samych ofiar kończąc. 

Koncert "Zagłada bezbronnych": Chór Polskiego Radia - Lusławice, Symfonia Varsovia,
fot. Sławek Przerwa
    Swoją formą kompozycja nawiązuje do mszy żałobnej i składa się z ośmiu części: Introitus, Kyrie, Sequentia, Offertorio, Sanctus, Agnus Dei, Lux aeterna, Responsorium, o wyrazistej dramaturgii opartej na kontrastach. Na koniec kompozytor oddaje głos okaleczonej dziewczynce, która pragnie spotkać kogoś potężnego, kto powstrzyma wojenne szaleństwo...

Potężny Chór Polskiego Radia - Lusławice nadawał całej historii majestat greckiej tragedii, co zostało skontrastowane z dziecięcymi głosami Chóru Dziewczęcego i Chłopięcego NFM. Na kontraście oparte były również głosy dwojga narratorów: barytona Michała Partyki oraz sopranu Marceliny Román. Szczególnie przejmująco prezentowała ową dramatyczną opowieść właśnie ona, co spotkało się z wielkim uznaniem słuchaczy. Maestro Jacek Kaspszyk okazał się, tradycyjnie już, znakomitym  interpretatorem całości – tak przecież niełatwego utworu.

Koncert Raj II, Msza h-moll J. S. Bacha, Freiburger Baroqueorchester, 
fot. Joanna Stoga


Chciała dusza do Raju, czyli Msza h-moll 


Wiele sobie obiecywałam po koncercie prezentującym Mszę h-moll Johanna Sebastiana Bacha pod kierownictwem Marca Minkowskiego. Wielką Mszę bowiem pokochałam od pierwszego "słyszenia"  w wersji wydanej przez Harmonia Mundi w 1998 roku, w opracowaniu Philippe Herreweghe i z takimi solistami, jak Christoph Pregardien, Andreas Scholl, Peter Kooy... Pojechałam też do Lipska na Bachfest, by móc posłuchać tej wersji na żywo. Słyszałam wiele interpretacji tej genialnej kompozycji, ale ta jest dla mnie zawsze punktem odniesienia. Dodam, że dzięki powstaniu Narodowego Forum Muzyki mogłam ponownie posłuchać Mszy h-moll pod batutą mistrza Herreweghe, który – jak się wielokrotnie przekonałam – nie poprzestaje na jednym odczytaniu arcydzieła, choćby było ono bliskie ideałowi. Wiele też sobie obiecywałam po innym znakomitym interpretatorze muzyki dawnej – Marcu Minkowskim, który w kwietniu tego roku zaprezentował w NFM Pasję według świętego Jana.  Tym razem dyrygent jednak nie dopisał i zastąpił go Lionel Meunier – dyrygent i kierownik artystyczny Vox Lumnis, skądinąd zasłużony w wykonawstwie muzyki wokalnej XVI-XVIII wieku, który pojawił się wcześniej na 51. edycji Wratislavia Cantans. I też mnie wówczas nie zachwycił. Freiburger Barockorchester nie dość, że zagłuszała solistów, to jeszcze grała niespójnie. No, powiedzmy, że w drugiej części było nieco lepiej... Właściwie należałoby wyróżnić tylko brytyjskiego kontratenora Williama Sheltona w pięknej arii Agnus Dei, za co zebrał na koniec zasłużone gromkie brawa. Na resztę miłosiernie spuszczam zasłonę milczenia... Myślę, że obecność Marca Minkowskiego gwarantowała inny wydźwięk tego koncertu. Chciała dusza do Raju ... 😇

William Shelton, fot. Joanna Stoga

Zapomniani bogowie i ... niezapomniany John Eliot Gardiner


Sir Johna Eliota Gardinera miałam szczęście spotkać w tym roku w Lipsku podczas tegorocznego Bachfest, gdzie zaprezentował kantaty Johanna Sebastiana Bacha  
          Bez większej przesady można powiedzieć, że właśnie dla Gardinera i owych kantat pojechaliśmy do Lipska. I nie pożałowaliśmy tej decyzji! Maestro wystąpił z nowym zespołem The Constellation Choir & Orchestra, z którym niejako zaczyna swoją karierę od nowa, co już samo w sobie zasługuje na podziw i szacunek. Po tylu koncertach i serii wydanych "kantat pielgrzymkowych" sir Gardiner stał się prawdziwym autorytetem, jeśli chodzi o interpretację kantat Johanna Sebastiana Bacha. 

Sir John Eliot Gardiner z zespołem The Constallation Orchestra podczas koncertu kantat w Kościele Świętego Mikołaja w Lipsku, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek
         We Wrocławiu koncertował wielokrotnie, ale tym razem po raz pierwszy pojawił się z Mendelssohnem i przyznam, że takiego Gardinera –  teatralnego – nie znałam. Program wypełniła Uwertura do "Snu nocy letniej". Pamiętam, jak w filmie dokumentalnym poświęconym dyrygentowi Gardiner opowiadał, że w dzieciństwie matka zachęcała go do zabawy w teatr i że to rozbudziło jego wyobraźnię, po raz pierwszy jednak mogliśmy znaleźć tego potwierdzenie w przypadku utworu nie będącego operą, po który to gatunek maestro sięgał również wielokrotnie. W przypadku Mendelssohna, który skomponował uwerturę do "Snu nocy letniej" Shakespeare`a jako utwór koncertowy, nie było to takie oczywiste. Sir John Eliot Gardiner nie obawia się jednak takich wyzwań. Wyczarował z uwertury wersję sceniczną, a śpiewaków zamienił w aktorów. Wszystko to oszczędnymi środkami, jak w czasach Shakespeare1a – za pomocą kostiumu i ruchu scenicznego. I tak daliśmy się uwieść owej teatralnej zabawie, która niepostrzeżenie sprawiła, że klasyczna filharmonia przemieniła się w teatr. 

Sir John Eliot Gardiner i  The Constallation Orchestra podczas koncertu "Zapomniani bogowie",
fot. Sławek Przerwa
Po przerwie zaś usłyszeliśmy (i zobaczyli!) kantatę Felixa Mendelssohna-Bartholdiego ""Die erste Walpurgisnacht", nawiązującą tym razem do innego tekstu literackiego – do "Fausta" J. W. Goethego, a ściślej: do "Nocy Walpurgii". Goethe podjął wątek duchowości przedchrześcijańskiej, polegającej m. in. na jedności pomiędzy człowiekiem a przyrodą. Jednak ten pogański raj wraz z jego zapomnianymi dziś bogami należy już do przeszłości.

Sir John Eliot Gardiner konsekwentnie zaprezentował kantatę w konwencji, na którą przystaliśmy w pierwszej części koncertu. Bazował głównie na solistach i nie zawiódł się. Natomiast jego nowa orkiestra brzmi jednak gorzej niż Monteverdi, z którą latami dochodził do tak znakomitego brzmienia. The Constellation Choir & Orchestra jest co najwyżej poprawna i nie ma cudów, aby było inaczej. Nie mniej Mistrz nadal pozostaje Mistrzem.

"Kain i Abel" Alessandro Scarlattiego, fot. Sławek Przerwa


Wygnanie z Raju, czyli Kain i Abel

     Na koniec – koncert, który zdaje się wprost nawiązywać do tegorocznego motta festiwalu: oratorium Alessandra Scarlattiego: "Cain overo il primo omicidio – Kain, czyli pierwsze zabójstwo”. Jego treść nawiązuje do historii znanej z Księgi Rodzaju, ale znacznie ją rozbudowuje. Adam i Ewa ubolewają nad tym, czego się dopuścili i pragną, aby synowie: Kain i Abel uzyskali u Boga łaskę i przebaczenie poprzez złożenie ofiar. Targany uczuciem nienawiści i zazdrości Kain, pragnie pozbyć się brata, gdyż ten – harmonijny i dobry – stoi, jego zdaniem, na przeszkodzie temu, aby Kain był równie szczęśliwy i kochany przez Boga oraz przez ojca. Miotają nim także niepokój i lęk, choć stara się nie okazywać bratu swojej nienawiści, aby w ten sposób zmylić go i unicestwić na odludziu, w nadziei, że nikt tego nie zauważy. Zbrodni jednak ukryć się nie da. Bóg skazuje Kaina na wygnanie, a rodzice pozostają sami i rozpaczają. Utwór niesie jednak pociechę – słyszymy głos zmarłego Abla, a także obietnicę zbawienia, którą przyrzeka Bóg. Oratorium kończy duet Adama i Ewy, którzy śpiewają Contenti presenti, radując się obietnicą zbawienia przez Krew Chrystusa.

Kristina Hammarström jako Kain i Clemens Flick (dyrygent), fot. Sławek Przerwa

Miałam szczęście wysłuchać na żywo tego oratorium po raz wtóry. Pierwszy – podczas Misteria Paschalia w 2016 roku pod Rinaldo Alessandrinim, ze świetnymi solistami, m. in. Sonią Priną w roli Kaina i Robertą Invenizzi jako Ewą. Wiele sobie obiecywałam po interpretacji Rene Jacobsa, który miał poprowadzić koncert wrocławski, ale nie pojawił się we Wrocławiu. Mimo to jednak oratorium wykonano wspaniale. W zastępstwie Jacobsa poprowadził je Clemens Flick –  niemiecki dyrygent, klawesynista i pianista. Wspaniale zagrała Wrocławska Orkiestra Barokowa, która stała się obecnie zespołem chętnie zapraszanym na europejskie wielkie sceny. Nie zawiedli także soliści, a nade wszystko szwedzka mezzosopranistka Kristina Hammarström w roli Kaina i  Holenderka Olivia Vermeulen w roli Abla, również mezzosopran, ale o "jasnej" słodkiej barwie. Obie mające w swojej karierze znaczące role operowe (m. in. u Rene Jacobsa), nic zatem dziwnego, że wypadły śpiewająco 😁 W ogóle dobór głosów i ich współbrzmienie było interesujące. Do dwójki solistek dodałabym jeszcze wykonawcę roli Lucyfera – Attu Kataja, fińskiego barytona o niepokojącej, głębokiej barwie głosu. 
Oratorium zabrzmiało zatem znakomicie.

Od lewej: Robin Johannsen (sopran) jako Ewa i Olivia Vermeulen (mezzosopran)
jako Abel, fot. Sławek Przerwa

Raj (nie całkiem) utracony


Nie sposób zrelacjonować cały festiwal, starałam się jednak opisać koncerty, które zrobiły ma mnie szczególne wrażenie. Po ich wysłuchaniu doszłam do wniosku, że znak zapytania dodany do motta tegorocznego festiwalu rymuje się nie tylko z przesłaniem poematu "Raj utracony" Johna Miltona, który wprawdzie kończy się wygnaniem z raju, ale poeta podkreśla, że Opatrzność nie opuściła ludzi, ale pozostała dla nich przewodnikiem. 
Można by też metaforycznie powiedzieć, że muzyka wiodła nas w tym roku do raju i do ziemskiego piekła, zapraszała do Ogrodu i pokazywała, dlaczego zostaliśmy z tego Ogrodu wygnani. Czasami zaś była też Rajem, a raczej jego obietnicą, której mogliśmy doświadczać obcując z piękną muzyką i przekonując się, że Raj został nie całkiem utracony. Do Raju można powrócić będąc zbawionym, ale jakaś jego namiastka jest nam dana już teraz, między innymi dzięki muzyce.


piątek, 19 września 2025

Wariacje. Inauguracja sezonu artystycznego NFM Filharmonii Wrocławskiej

To wyjątkowy moment w działalności NFM Filharmonii Wrocławskiej, świętuje ona bowiem jubileusz swojego osiemdziesięciolecia. Inauguracja kolejnego sezonu w działalności orkiestry będzie spotkaniem ze sztuką wykonawczą dwóch artystów doskonale znanych publiczności. Karol Mossakowski należy do najbardziej cenionych wirtuozów organów naszych czasów, pełni ponadto prestiżową funkcję organisty kościoła św. Sulpicjusza w Paryżu, jest także nowym dyrektorem serii koncertów organowych w NFM. Orkiestrę poprowadzi zaś Jacek Kaspszyk – dyrygent ceniony szczególnie ze względu na interpretacje repertuaru późnoromantycznego. Artyści wykonają kompozycje Wolfganga Amadeusa Mozarta, Witolda Lutosławskiego i Richarda Straussa. Przed koncertem - o 18.00 - spotkanie z Karolem Mossakowskim w foyer NFM.


Na przełomie 1782 i 1783 roku „Wiener Zeitung” donosił czytelnikom, że „Herr Kapellmeister Mozart niniejszym informuje szanowną publiczność o wydaniu trzech nowych, ostatnio ukończonych koncertów na fortepian”. Wśród nich znalazł się Koncert fortepianowy A-dur KV 414, czyli dwunaste dzieło tego gatunku w dorobku twórcy. Jest to kompozycja pogodna, a może nawet nieco nostalgiczna, przy tym zaś niezwykle precyzyjnie zarysowana, jeśli chodzi o formę. Przeznaczona została na niewielki skład: instrument solowy, smyczki, oboje i rogi. Wolna część zawiera cytat z uwertury do opery La calamita de’ cuori Johanna Christiana Bacha – mentora Mozarta, który zmarł w Londynie 1 stycznia 1782 roku. Kompozytor pisał o tym w liście do swojego ojca, podkreślając znaczenie dorobku starszego twórcy. Cytat ten jest hołdem złożonym jego pamięci. O koncertach zawartych w zbiorze autor Czarodziejskiego fletu sądził zaś, że stanowią one „szczęśliwe połączenie między zbyt łatwym a zbyt trudnym; są bardzo błyskotliwe, przyjemne dla ucha, naturalne, lecz nie jałowe. Jest w nich parę fragmentów, które zadowolą tylko koneserów, ale i one napisane są tak, by mniej uczeni też odczuli przyjemność, choćby i nie wiedząc, dlaczego”. 

Wirtuozowskie Wariacje na temat Paganiniego to jeden z najpopularniejszych utworów Witolda Lutosławskiego. Powstał w 1941 roku i należał do około dwustu opracowań popularnych dzieł klasycznych, stworzonych na potrzeby wykonań w warszawskich kawiarniach w duecie z Andrzejem Panufnikiem. Artysta oparł się na sławnym Kaprysie a-moll włoskiego twórcy. Kompozycja Lutosławskiego jest znacznie wzbogacona pod względem harmonicznym i ornamentacyjnym w stosunku do oryginału. Słuchaczy co chwila zaskakują pikantne, dysonansowe współbrzmienia i ostre akcenty rytmiczne. Wersja na fortepian i orkiestrę powstała dużo później, bo po koniec lat siedemdziesiątych. Utwory Mozarta i Lutosławskiego zabrzmią w opracowaniach Mossakowskiego na organy i orkiestrę, co pozwoli publiczności spojrzeć na te doskonale znane i lubiane dzieła z nowej perspektywy. 

Drugą część koncertu wypełni monumentalna Symfonia alpejska Richarda Straussa ukończona w 1915 roku i składająca się z dwudziestu dwóch ogniw wykonywanych bez przerw. Jest ona tyleż efektowna, ile osobista, kompozytor uwielbiał bowiem górskie wycieczki. Symfonia przedstawia dzień spędzony na takiej wyprawie: od nocnego wyjścia, poprzez wędrówkę lasem, obok potoku, aż po osiągnięcie szczytu i ucieczkę przed burzą. Autor wykorzystał w niej wiele rzadko używanych instrumentów: hekelfon (barytonową odmianę oboju), maszynę naśladującą wycie wiatru, metalową płytę imitującą grzmoty czy… krowie dzwonki.

​Zapraszamy na spotkanie z dyrektorem artystycznym cyklu koncertów organowych, które odbędzie się w foyer NFM na poziomie -1 (czerwone kanapy) o godz. 18.00.

Program:

W.A. Mozart Koncert fortepianowy A-dur KV 414 (oprac. na organy i orkiestrę K. Mossakowski) 

W. Lutosławski Wariacje na temat Paganiniego (oprac. na organy i orkiestrę K. Mossakowski)

***

R. Strauss Symfonia alpejska op. 64, TrV 233 


Wykonawcy:

Jacek Kaspszyk – dyrygent

Karol Mossakowski – organy 

NFM Filharmonia Wrocławska


Czas trwania:

120 minut

czwartek, 17 kwietnia 2025

Dzieła Karłowicza i Beethovena już niebawem zabrzmią pod batutą maestra Kaspszyka /zapowiedź/

8 maja o 19.00  Narodowe Forum Muzyki zaprasza na koncert wieńczący tegoroczną edycję Akademii Orkiestrowej NFM! Wezmą w nim udział uczestnicy projektu wraz instrumentalistami NFM, a poprowadzi ich doskonale znany publiczności, ceniony dyrygent Jacek Kaspszyk. W roli solistki wystąpi Roksana Kwaśnikowska. 

Najpierw zabrzmi śpiewny, melodyjny i pogodny Koncert skrzypcowy A-dur napisany przez Mieczysława Karłowicza, którego twórczość symbolicznie domyka epokę romantyzmu. Punktem kulminacyjnym będzie wykonanie V Symfonii c-moll Ludwiga van Beethovena nazywanej czasem „symfonią losu”.

Śpiewny, melodyjny i pogodny Koncert skrzypcowy A-dur Karłowicza jest jednocześnie jedną z najtrudniejszych kompozycji przeznaczonych na ten instrument. Zwracali na to uwagę zarówno krytycy, którzy mieli okazję wysłuchać jednego z pierwszych jej wykonań, jak i współcześni wirtuozi. Nie jest to jednak popis dla samego popisu, owe trudności służą bowiem ekspresji i przyczyniają się do wzmocnienia wyrazu dzieła. Koncert składa się z trzech części. Pierwsza z nich, Allegro moderato, ma charakter epicki i bohaterski. Romanza, czyli ogniwo drugie, to miejsce, w którym Karłowicz wyeksponował śpiewną melodykę. Finał natomiast stanowi radosne i pełne energii Vivace assai. Kompozytor sam grał na skrzypcach, dobrze więc zdawał sobie sprawę, jak trudny utwór napisał.

Roksana Kwaśnikowska / fot. Anita Wasik-Pocińska

Wieczór zwieńczy V Symfonia c-moll Ludwiga van Beethovena. Wśród wczesnych komentatorów panowały pewne kontrowersje dotyczące znaczenia otwierającego ją sławnego motywu. Sekretarz twórcy, Anton Schindler, utrzymywał, że kompozytor wskazał mu ten fragment partytury, mówiąc: „tak los puka do drzwi”, podczas gdy uczeń Beethovena, Carl Czerny, twierdził, że dla mistrza inspiracją był zasłyszany podczas jednego ze spacerów rytm śpiewu trznadla. Nie dowiemy się już jaka jest prawda, ale pewne są dwie rzeczy. Po pierwsze – powstało niekwestionowane arcydzieło, które zajęło stałe miejsce w repertuarze orkiestrowym. Po drugie – historia artysty walczącego z przeznaczeniem i odnoszącego zwycięstwo okazała się o wiele bardziej nośna niż ta o ptasim śpiewie. Najważniejsze, że symfonia nie przestaje intrygować kolejnych pokoleń słuchaczy dramatyzmem i ekonomią zastosowanych środków.

Program:

M. Karłowicz Koncert skrzypcowy A-dur op. 8

***

L. van Beethoven V Symfonia c-moll op. 67


Wykonawcy:

Jacek Kaspszyk – dyrygent

Roksana Kwaśnikowska – skrzypce

Uczestnicy Akademii Orkiestrowej NFM

Instrumentaliści NFM

informacja prasowa

środa, 9 kwietnia 2025

Wratislavia Cantans ma już 50 lat! /zapowiedź festiwalu/

Pod hasłem "Niech żyje Wratislavia!" odbędzie się we wrześniu 2015 roku odbędzie się jubileuszowa edycja zasłużonego festiwalu. 



Rekonstrukcje koncertów, śpiew cerkiewny i "urodzeni szaleńcy"


Pierwsze dźwięki festiwalu Wratislavia Cantans zabrzmiały 14 sierpnia 1966. Jako że jest po temu szczególna okazja, w programie tegorocznej Wratislavii znalazły się koncerty będące przypomnieniem pierwszej edycji festiwalu. Tamten koncert miał charakter szczególny nie tylko dlatego, że poprowadził go Andrzej Markowski – twórca festiwalu. Jego istota zawiera się przede wszystkim w zarysowaniu programu, który uwzględniał muzykę – od najdawniejszej po współczesną, wówczas wciąż awangardową (autorstwa m.in. młodego Pendereckiego). Tak więc 6 września wśród prezentowanych kompozycji usłyszymy "Magnificat" Mikołaja Zieleńskiego, "La espero" Andrzeja Koszewskiego, "Psalmy Dawida" Krzysztofa Pendereckiego, "Cinq rechants" Oliviera Messiaena oraz utwory Konstantego Regamey`a. Koncert poprowadzi dzisiejszy szef wrocławskiej orkiestry – Benjamin Shwartz.

Tadeusz Strugała / prasowe

Prawdziwa uczta dla melomana czeka 13 września, kiedy to pod dyrekcją Giovanniego Antoniniego zabrzmi kolejny zrekonstruowany koncert: Msza c-moll  W. A. Mozarta. Została  napisana jako wotum za zdrowie narzeczonej, późniejszej żony – Konstancji Weber.  Mozart złożył ślubowanie, że jeśli ukochana wyzdrowieje i wyjdzie za niego, skomponuje wielki cykl mszalny. Tak też się stało. W prawykonaniu utworu wystąpiła sama Konstancja, z myślą o niej bowiem Mozart komponował partię sopranu, umieszczając w niej wirtuozowskie arie rodem  z opery. Dodam, że Antonini poprowadzi także inny interesujący koncert, a mianowicie "Dydonę i Kleopatrę" Henry Purcella. Jest on także pomysłodawcą "Podróży muzycznej", podczas której usłyszymy śpiew cerkiewny, w wykonaniu podziwianego na całym świecie Chóru Patriarchatu Moskiewskiego. Szef artystyczny chce, aby jubilatka Wratisalvia była wiecznie młodym, ciekawym świata festiwalem, dlatego zaprosił „urodzonych szaleńców” – wielokrotnych zdobywców Grammy, zespół eighth blackbird, i Agatę Zubel.

Trzecią rekonstrukcją będzie koncert pod tytułem "Wratislavia pulcherrima", który zostanie zaprezentowany 15 września, pod dyrekcją Andrzeja Kosendiaka z Wrocławską Orkiestrą Barokową. Będzie to tym razem odtworzenie ostatniego koncertu pierwszej edycji, która miała miejsce 18 sierpnia 1966 roku. Zaprezentowano wówczas polską  twórczość barokową – utwory Bartłomieja Pękiela i Marcina Mielczewskiego

Bartłomiej Pękiel był pierwszym Polakiem kierującym królewską kapelą wawelską. Wcześniej stanowisko to zajmowali sprowadzani przez Zygmunta Starego kompozytorzy z Włoch. Już współcześni Pękielowi wiedzieli, że mają do czynienia z wybitnym artystą: jeden z muzyków, przepisując Mszę na wzór Palestriny, dopisał w tytule „pulcherrima”, czyli „najpiękniejsza”. Dzieło jest jednym z najdoskonalszych przykładów polskiej barokowej polifonii a cappella.

Losy dorobku Marcina Mielczewskiego są mniej znane. Wiadomo jednak, że był nadwornym muzykiem króla Władysława IV Wazy oraz kapelmistrzem u jego brata, biskupa Karola Ferdynanda oraz że jego utwory inspirowały twórców wielogłosowej muzyki cerkiewnej, były też adaptowane na potrzeby liturgii luterańskiej.


Mahler na początek i na koniec festiwalu


Dwukrotnie podczas jubileuszowego festiwalu zabrzmi muzyka Gustawa Mahlera. Drugiego dnia bowiem zostanie zaprezentowana IX Symfonia w wykonaniu Israel Philharmonic Orchestra pod dyrekcją Zubina Mehta. O Dziewiątej – ostatniej ukończonej symfonii Mahlera i ostatniej symfonii romantycznej w ogóle – mówi się zwykle w kontekście przemijania. Powstała w trudnym dla kompozytora czasie – zaledwie na rok przed jego śmiercią. Wiedział, że nadchodzi rewolucja w muzyce, a on sam był jednym z ostatnich przedstawicieli „starego porządku”.

Mahlera usłyszymy raz jeszcze, na koniec festiwalu. 19 września zabrzmi "Symfonia tysiąca" pod dyrekcją szczególnie cenionego za interpretacje dzieł Mahlera Jacka Kaspszyka. W finale jubileuszowej Wratislavii, obok Orkiestry Symfonicznej i Chóru Filharmonii Narodowej, wystąpią trzy chóry Narodowego Forum Muzyki. Po raz pierwszy w historii Wratislavii Cantans publiczność i artyści będą mieli do dyspozycji salę koncertową adekwatną do ogromu Maherowskiej VIII Symfonii. Ze względu na niezbędne warunki akustyczne i kolosalny aparat wykonawczy dzieło – które zdecydowanie zyskuje słuchane na żywo – rzadko trafia na afisze.  Powstanie Narodowego Forum Muzyki, przestrzeni, w której nic nie ogranicza muzycznego piękna, jest najlepszym prezentem dla świętującej pięćdziesiąte urodziny Wratislavii Cantans


Świętowanie przy dźwiękach Händla 


Jubileuszowo  zabrzmi także podczas festiwalu muzyka Georga Friedricha Händla. Będzie to oratorium "Uczta Aleksandra", które poprowadzi Paul Goodwin. Maestro jest laureatem Händel Honorary Prize przyznawanej przez miasto Halle, będące rodzinną miejscowością kompozytora. Goodwin słynie z doskonałych interpretacji muzyki dawnej. Przez jedenaście lat był dyrygentem Academy of Ancient Music. Dzięki jego niespożytej energii koncerty są pełne ekspresji, podobnie jak niegdysiejsze występy Tymoteusza. Podczas koncertu, obok światowej sławy solistów, zaśpiewa świętujący trzydziestolecie istnienia Dresdner Kammerchor oraz Wrocławska Orkiestra Barokowa. 


Muzyczne skarby Biblioteki Uniwersyteckiej we Wrocławiu


Wydarzeniem szczególnym festiwalu będzie prezentacja bogatych zbiorów muzycznych Biblioteki Uniwersyteckiej. Oprócz wystawy zaprezentowane zostaną utwory pochodzące z  siedemnastowiecznych starodruków muzycznych z weneckich oficyn. W nastrój siedemnastowiecznego Wrocławia wprowadzi nas śpiewem Hana Blažíková, jedna z najlepszych interpretatorek muzyki baroku, która gościła już kilkakrotnie w naszym mieście. Artystce będą towarzyszyć muzycy grający na instrumentach dawnych, w tym Jan Krejča, który na ciekawie brzmiącej i jeszcze ciekawiej wyglądającej teorbie wykona efektowne utwory Kapspergera i Castaldiego.

Trevor Pinock


Trevor Pinnock, Olga Pasiecznik i Deutsche Kammerphilharmonie Bremen


Na jubileuszowym festiwalu nie może zabraknąć prawdziwych gwiazd, toteż Mozarta i Chopina podczas koncertu pod znaczącym tytułem "Mądrość, miłość i transcendencja"   poprowadzi sir Trevor Pinnock, niedościgniony klawesynista, a zarazem pierwszorzędny dyrygent, który jest jednym z pionierów wykonawstwa muzyki na instrumentach z  epoki.

Utwory, które usłyszymy w wykonaniu Olgi Pasiecznik i Deutsche Kammerphilharmonie Bremen, to przeboje muzyki klasycznej. Jak rozumieć tytuł koncertu? Miłość przywodzi oczywiście na myśl zakochane bohaterki oper, mądrość to cecha dobrego władcy z Łaskawości Tytusa, transcendencja zaś jest cudowną właściwością muzyki – sztuki, która lepiej niż słowa wyraża uczucia i rozterki ludzkiej duszy. Miłość, mądrość, ale także rozpacz, nadzieja i dylematy moralne – wszystko to odnajdziemy w programie tego koncertu. Jeśli możemy dotknąć rzeczywistości niematerialnej i niepoznawalnej ludzkim umysłem, czynimy to także poprzez muzykę.


Pierre  Hantai

Jan Sebastian Bach i "Wariacje Goldbergowskie"


Na festiwalu nie mogło, oczywiście utworów zabraknąć lipskiego kantora, święcącego w tym roku 330 rocznicę urodzin. Usłyszymy jego "Wariacje Goldbergowskie". Na ostatniej stronie rękopisu Bach napisał „etc.”, zachęcając do komponowania kolejnych wariacji. 

Dla francuskiego klawesynisty Pierre’a Hantaï  "Wariacje..." są kompozycją szczególną. Muzyką Bacha zajmuje się, podobnie jak Goldberg, od dziesiątego roku życia. Wariacje gra żywiołowo, nieprzewidywalnie i niepowtarzalnie. Zachwyca wirtuozerią, ale nie popisuje się – wydobywa przede wszystkim śpiewność kompozycji. Choć nie pomija żadnego detalu, gra niewiarygodnie lekko. Każda wariacja w interpretacji Hantaï ma indywidualny charakter, ale wszystkie razem są cyklem o wyraźnej linii dramaturgicznej. Nic dziwnego, że Gustav Leonhardt uważał Hantaï za swego najzdolniejszego ucznia. Współpracę z klawesynistą szczególnie upodobał sobie Jordi Savall, Francuza cenią także Marc Minkowski, Philippe Pierlot, Philippe Herreweghe.


Koncert specjalny z okazji jubileuszu 8--lecia urodzin Tadeusza Strugały


Swój jubileusz będzie także święcił Tadeusz Strugała - najdłużej urzędujący dyrektor Wratisalvii Cantans. Wzbogacił festiwal o wydarzenia łączące muzykę z innymi dziedzinami sztuki, przeprowadził Wratislavię przez trudne momenty w historii, takie jak stan wojenny i transformacja ustrojowa. Pięćdziesięciolecie Wratislavii to także święto ludzi takich, jak Tadeusz Strugała. Maestro w tym roku obchodzi także osobiste jubileusze – osiemdziesiąte urodziny i sześćdziesięciolecie działalności dyrygenckiej. Jubileuszowy koncert prowadzony przez znakomitego dyrygenta będzie wielką atrakcją dla miłośników muzyki symfonicznej. Będzie także wyrazem kontynuacji tradycji Wratislavii.

Wratislavia Cantans jest zawsze wielkim świętem muzyki - powiedział podczas konferencji Dyrektor festiwalu Andrzej Kosendiak. Jubileuszowa edycja to także święto artystów i organizatorów, dzięki którym festiwal trwał i rozwijał się mimo gwałtownych zmian historycznych, jakie zaszły w ciągu minionego półwiecza. Łączenie tradycji z nowoczesnością, szacunku dla wielkiej sztuki z artystyczną odwagą – to klucz do sukcesu festiwalu, który po pięćdziesięciu latach z ciekawością zwraca się ku przyszłości. Niech żyje Wratislavia!

Festiwal odbędzie się w dniach 6 - 19 września 2015 roku.

Artykuł ukazał się 25 marca 2015 roku na portalu Kulturaonline.

czwartek, 13 czerwca 2024

Carpe diem. Schubert i Mahler na zakończenie sezonu NFM Filharmonii Wrocławskiej /zapowiedź/

14 czerwca o 19.00 w Narodowym Forum Muzyki czeka nas ekscytujący koncert. Usłyszymy III Symfonię D-dur F. Schuberta i  IV Symfonię G-dur G. Mahlera w wykonaniu NFM Filharmonii Wrocławskiej, którą poprowadzi maestro Jacek Kaspszyk – wybitny dyrygent, szczególnie ceniony za interpretacje muzyki późnoromantycznej.  W partiach solowych wystąpi Aleksandra Kubas-Kruk – sopran.

Jacek Kaspszyk / fot. Maciej Zienkiewicz

Koncert otworzy III Symfonia D-dur Franza Schuberta. Dzieło to powstało w okresie, w którym kompozytor był jeszcze zapatrzony w klasyczne wzorce. Jest pełne wdzięku, pogody, pokazuje też znakomite opanowanie warsztatu i wielką inwencję melodyczną młodego artysty, który ukończył je krótko po osiemnastych urodzinach, w lipcu 1815 roku. Odnaleźć tu można zarówno wpływy twórczości Josepha Haydna jak i Gioacchina Rossiniego, co szczególnie mocno odczuwalne jest w finale, będącym stylizacją śmiałego i pełnego temperamentu włoskiego tańca.

Drugą część koncertu wypełni ukończona w 1900 roku IV Symfonia G-dur Gustava Mahlera. To dzieło pełne paradoksów. Z jednej strony jest lekkie, słoneczne, przepełnione radością, nawiązujące do stylu klasycznych symfonii Wolfganga Amadeusa Mozarta i Josepha Haydna. Z drugiej zaś strony kompozytor podejmuje w nim tematykę życia po śmierci, którą jednak rozpatruje z perspektywy dziecka. Stąd też mnogość rozmaitych muzycznych symboli. Płynny tok narracji w pierwszym ogniwie przerywa potężna kulminacja, zawierająca fanfarę trąbki, wykorzystaną później przez Mahlera w marszu żałobnym w V Symfonii, a także uderzenie tam-tamu symbolizujące śmierć i grozę. Ogniwo drugie to danse macabre, w którym solo przestrojonych o pół tonu do góry skrzypiec wyobraża grającą na tym instrumencie śmierć. Śpiewną i pogodną część trzecią wieńczy potężna kulminacja, w której komentatorzy widzą obraz otwierających się bram raju. Za taką interpretacją przemawia fakt, że Mahler cytuje w tym miejscu motyw wieczności ze swojej II Symfonii. Finał nosi tytuł "Niebiańskie życie". Jest to pieśń z solo sopranu z tekstem zaczerpniętym ze zbioru "Czarodziejski róg chłopca". Także ten obrazek pełen jest sprzeczności. Z jednej strony przestawia radosną niebiańską ucztę, jednak okupiona ona jest cierpieniem zwierząt. W pewnym momencie waltornia imituje nawet porykiwania prowadzonego na rzeź wołu. Podejmująca tematykę przemijania symfonia Mahlera wydaje się idealnie współgrać ze słowami pieśni Horacego: „Chwytaj dzień, bo przecież nikt się nie dowie, jaką nam przyszłość zgotują bogowie…”. Czyż nie dotyczy to życia każdego z nas?

Program:

F. Schubert III Symfonia D-dur D 200

***

G. Mahler IV Symfonia G-dur


Wykonawcy:

Jacek Kaspszyk – dyrygent

Aleksandra Kubas-Kruk – sopran

NFM Filharmonia Wrocławska

Czas trwania:

110 minut

Po koncercie, o godz. 21.00 - spotkanie z członkami orkiestry, które poprowadzi Agnieszka Ostapowicz. Cykl został przygotowany z myślą o posiadaczkach i posiadaczach abonamentów symfonicznych.

środa, 19 września 2018

53. Międzynarodowy Festiwal Wratislavia Cantans: Wyzwolenie /relacja/

Od 7. do 16. września Wrocław żył piękną muzyką - w tym czasie trwał 53. Międzynarodowy Festiwal Wratislavia Cantans. Tematem przewodnim było WYZWOLENIE. 



Metaforyczny, wieloznaczny sens tego słowa pozwolił zaprezentować różne oblicza wyzwolenia - począwszy od wyzwolenia z niewoli narodowej, osobistej, na uwolnieniu od trudów egzystencji kończąc.

Program tegorocznego festiwalu przywołuje wiele wydarzeń historycznych, które przypominają nam, jak blisko jest od chwały do hańby, od swobody do zniewolenia - napisał o programie festiwalu Andrzej Kosendiak, jego Dyrektor Generalny. Świętujmy zatem polski jubileusz w poczuciu nie tylko wdzięczności, ale i odpowiedzialności za dziedzictwo, które pozostawili po sobie nasi przodkowie.

Z kolei Giovanni Antonini, Dyrektor Artystyczny festiwalu, zwracał uwagę na rozmaite aspekty wyzwolenia, w tym na wyzwolenie od norm moralnych, społecznych i obyczajowych, które nakłada na nas kultura. Zaprosił także słuchaczy do refleksji nad tym, czy naprawdę chcemy być wolni:

Od czego pragniemy się wyzwolić? - pytał. Ile wysiłku jesteśmy w stanie włożyć w wywalczenie niezależności? Niech do refleksji natchnie nas muzyka będąca zawsze przestrzenią wolności.

Obecność na koncertach była zatem nie tylko wypełniona słuchaniem muzyki, lecz miała charakter aktywnego uczestnictwa w  tym, co proponowali wykonawcy, kompozytorzy, dyrygenci, a co przekładało się w jakimś sensie na własne doświadczenia.


Król Roger": Czy można wyzwolić się od Natury?


Festiwal rozpoczęła opera Karola Szymanowskiego: "Król Roger". Choć rzadko wystawiana, we Wrocławiu znana jest dobrze dzięki Mariuszowi Trelińskiemu, który w roku 2011 wyreżyserował ją na deskach Opery Wrocławskiej. Jak pisał o tym spektaklu Tomasz Cyz:

"Reżyser rezygnuje z historycznych wątków Króla Rogera. Odchodząc od jednoznacznego określenia czasu i miejsca akcji, stara się wydobyć realistyczny wymiar dzieła, pokazuje świat władzy – nie zhierarchizowanej jak w średniowieczu, lecz równie autorytarnej. Koncentruje się na współczesnym człowieku, atrybutami Rogera (Andrzej Dobber), władcy surowego, ale sprawiedliwego, czyni garnitur i ciemne okulary. Roksana (Aleksandra Buczek) zachowuje się uwodzicielsko i wyzywająco.  W tak skonstruowany świat wkracza Pasterz, który porywa tłumy… Wrocławska inscenizacja Króla Rogera razem z La Bohème, przynależy do drugiego okresu – „realizmu magicznego” – w którym świat przedstawiony nie przestaje nasycać się symbolami i archetypami, ale w którym człowiek przestaje być tylko figurą, alegorią, maską, zyskuje ciało zanurzone w realnym dzisiaj".

Dodajmy, że tamten spektakl wydobywa ukryty, homoseksualny podtekst dzieła (spokrewnieni ze sobą obaj autorzy libretta: Jarosław Iwaszkiewicz i Karol Szymanowski) byli homoseksualni), szczególnie w scenie dionizyjskiej orgii.

W przypadku opery zaprezentowanej na Festiwalu Wratislavia Cantans mieliśmy do czynienia z wersją koncertową, ale także - co należałoby podkreślić - główny konflikt pomiędzy Kulturą a  Naturą odnosi się do nietscheańskiej opozycji pomiędzy tym, co platońskie, a tym, co dionizyjskie.

Roger II, mozaika, La Partorama, Palermo, Wikipedia

Opera "Król Roger" powstała pod wpływem fascynacji Karola Szymanowskiego antykiem i orientem, a także filozofią Wschodu, które przejawiały się nie tylko w jego twórczości kompozytorskiej, ale również pisarskiej. Kompozycje muzyczne: Mity, III Symfonia, Maski i Metopy sąsiadują w jego dorobku z powieścią Efebos. Niepoślednią rolę w powstaniu opery odegrała ujrzana w Palermo średniowieczna mozaika przedstawiająca króla Rogera II. Ten istotny impuls oraz spotkanie z piszącym kuzynem, Jarosławem Iwaszkiewiczem, zdecydowało, że powstało libretto, z którego jednak kompozytor był niezbyt zadowolony i dokonał w nim licznych poprawek. Opera miała swoją prapremierę 19 czerwca 1926 roku. Rolę tytułową kreował Eugeniusz Mossakowski, partię królowej Roksany zaśpiewała siostra kompozytora, Stanisława Korwin-Szymanowska, a orkiestrą dyrygował Emil Młynarski. Recenzje były bardzo pochlebne, pomimo że opera nie zachwyciła słuchaczy.


Mariusz Kwiecień (tenor), tytułowy Król Roger pod batutą maestro Jacka Kaspszyka,
podczas 53. MF Wratislavia Cantans, fot. Łukasz Rajchert

Akcja "Króla Rogera" rozgrywa się na Sycylii około 1150 roku. W I akcie (tzw. bizantyjskim) podczas nabożeństwa w katedrze król Roger wraz z żoną Roksaną i doradcą Edrisim dowiadują się, że Kościołowi zagraża założyciel nowej religii, młody piękny Pasterz. Na życzenie króla młodzieniec zostaje przyprowadzony do świątyni i oskarżony o obrazę boską. Tłum żąda osądzenia i skazania go na śmierć, ale król, Roksana i Edrisi są pod wielkim wrażeniem jego łagodności i pokory. W rezultacie Roger daruje mu wolność, ale nakazuje stawić się na sąd.

W akcie II (tzw. orientalnym) król wyznaje Edrisiemu swoje obawy o uczucia Roksany, która wstawiła się za Pasterzem. Tymczasem Pasterz rzuca czar na Roksanę i na dworzan, którzy dołączają się do upojnego tańca miłości. Król zachowuje jednak spokój i rozkazuje uwięzić Pasterza. Ten z łatwością zrywa ciężkie łańcuchy i wzywa ludzi, aby udali się z nim do kraju wiecznej wolności. Wszyscy, w tym Roksana, podążają za nim. Tylko Roger i Edrisi pozostają w pałacu. Król rezygnuje z tronu i jako pielgrzym udaje się na poszukiwanie żony i Pasterza.

Joanna Zawartko jako Roksana (sopran) i Arnold Rutkowski jako Pasterz (tenor),
fot. Łukasz Rajchert 
Akt III (tzw. helleński) rozgrywa się w ruinach antycznego teatru w Syrakuzach. Po długiej wędrówce dotarli tu Roger i Edrisi. Król wzywa Roksanę, a ona odpowiada mu najpierw z daleka, by wreszcie pojawić się przed nim i sławić kult Pasterza. Wkrótce Pasterz w swej prawdziwej postaci - Dionizosa - wkracza do amfiteatru. Pełen zachwytu Roger wznosi hymn na cześć wschodzącego słońca. To rodzaj credo wyzwolonego człowieka, który znalazł odpowiedź i któremu udało się uwolnić od dramatycznego rozdarcia..


od lewej: Mariusz Kwiecień (król Roger), Joanna Zawartko (Roksana), Arnold
Rutkowski (Pasterz), Jacek Kaspszyk (dyr.), fot. Łukasz Rajchert

Poprowadzić tak skomplikowaną materię: solistów, orkiestrę, liczne chóry  - było z pewnością wyzwaniem nie lada, ale maestro Jacek Kaspszyk poradził z tym sobie znakomicie. Z pewnością pomogło mu w tym doświadczenie - w 2003 roku nagrał tę operę dla wytwórni Accord, a towarzyszyli mu wtedy równie wspaniali wykonawcy, m.in. Wojciech Drabowicz (baryton) jako król Roger, Olga Pasiecznik (sopran) jako Roksana i Piotr Beczała (tenor) jako Pasterz. Lata pracy z Filharmonią Wrocławską także wydały swoje owoce. Dość wspomnieć pamiętny koncert IV Symfonii A. Brucknera czy porywającą "Symfonię Tysiąca" G. Mahlera.

Także i tym razem całość wypadła znakomicie. Można bez większej przesady powiedzieć, że tegoroczna Wratislavia zaczęła się od wysokiego C. Wybitny baryton Mariusz Kwiecień w roli króla Rogera był przejmujący, namiętny, pełen niepokoju, bynajmniej nie apolliński. Można by powiedzieć, że śpiewając tę rolę wielokrotnie (m.in. londyńskim Covent Garden, pod batutą sir Antonio Pappano), miał szansę i czas, aby do niej dojrzeć i to było słychać we wrocławskiej interpretacji. Arnold Rutkowski (tenor) w roli Pasterza miał również możliwość zaprezentowania swoich wielkich możliwości. Taka wspaniała rola! Mnie najbardziej ujął śpiew Joanny Zawartko - cudownie brzmiący sopran, który zauroczyłby każdego. I choć partie były do zaśpiewania i interpretacji niełatwe, to jednak w jej wykonawstwie znalazły prawdziwą, pełną uczuć i namiętności Roksanę. Mnie w każdym razie ten "Król Roger" wyzwolił od obaw, że jestem głucha na kompozycje Karola Szymanowskiego. :-)

"Madame Curie" - wyzwolenie od dominacji mężczyzn, wolność wewnętrzna 


Madame Curie, fot. Karol Sokołowski, NFM

Opera została skomponowana przez Elżbietę Sikorę na zamówienie Państwowej Opery Bałtyckiej w 2011 roku, Roku Chemii, którego patronką była wybitna polska uczona, Maria Curie-Skłodowska. Autorką libretta jest Agata Miklaszewska (ta od "Metro"), której udało się uniknąć publicystyki, ponieważ pokazała Marię jako pełnowymiarowego człowieka, targanego uczuciami oraz wątpliwościami co do tego, czy jej odkrycia nie staną się zagrożeniem, zamiast, jak tego pragnęła, służyć dobru ludzkości. Całość została pomyślana jako sen bohaterki, w którym przeszłość, teraźniejszość i przyszłość wzajemnie się przenikają.

"Piękna, dramatyczna postać z krwi i kości. Taką chcemy ją pokazać i taką kochać" - powiedział o bohaterce opery jej reżyser Marek Weiss.

"Madame Curie" miała premierę 15 listopada 2011 roku w sali UNESCO w Paryżu. Blisko siedem lat po premierze mogliśmy ją zobaczyć w tym kształcie i z tą samą wykonawczynią w roli Marii - Anną Mikołajczyk (sopran). Również pozostali wykonawcy, podobnie jak dyrygent - Wojciech Michniewski, byli ci sami. We wrocławskiej wersji opery wzięła także udział NFM Filharmonia Wrocławska, co wydaje się być oczywiste. 

Madame Curie, fot. Karol Sokołowski, NFM

To był niezwykły wieczór i niezwykłe wykonawstwo. Największe wrażenie robiła jednak muzyka Elżbiety Sikory - takiej skali uczuć, bogactwa emocji dawno we współczesnej muzyce nie słyszałam. A przy tym cienia banału. Gwałtowne dysonanse i rozwibrowane recytatywy wywoływały skojarzenia z ekspresjonizmem, a jednocześnie nie brakowało przynoszących ulgę partii lirycznych. Psychologiczna, by tak rzec, strona tej muzyki pozwalała zaprezentować całą skalę odczuć Marii przed przeczuwaną śmiercią Piotra (znakomity tenor Paweł Skałuba), poprzez rozpacz z powodu utraty ukochanego, pożegnanie z nim, po wyciszenie i powrót do przepełnionego pracą życia. Maria ciągle się krząta w swoim szarym fartuchu, a jednak nie jest pozbawiona kobiecości. Wspomnienie pierwszej balowej sukni, kolejna namiętność, zmaganie się ze społecznym potępieniem, pogardą mężczyzn-naukowców - wszystko to znajduje swoje odzwierciedlenie w muzyce. Ogromnie podobało mi się także wprowadzenie scen symbolicznych: taniec pięknego białego motyla (Elżbieta Czajkowska-Kłos), który przekształca się w rodzaj ćmy, wreszcie w martwą istotę - sprawia, że utwór zyskuje dodatkowe znaczenia, łącząc harmonijnie muzykę z wieloznacznym, symbolicznym, a przy tym pięknym obrazem, które wzajemnie się dopełniają.

Magdalena Dobosz, fot. Karol Sokołowski, NFM
Owo przenikanie się muzyki - partii solowych i chóralnych - z dźwiękami orkiestry, a także z obrazem scenicznym porwało festiwalową publiczność, która urządziła kompozytorce i wykonawcom owację na stojąco. 

Jasna Góra - duchowa stolica Polaków

O wolności rozumianej w kategoriach wyzwolenia z niewoli można mówić w kontekście niezwykle pięknego koncertu muzyki dawnej: "Duchowa stolica Polski", pod dyrekcją Andrzeja Kosendiaka. Koncert, na który złożyły się kompozycje mało dziś znanego, a przecież wybitnego polskiego kompozytora XVIII wieku, Marcina Józefa Żebrowskiego. To właśnie w klasztorze jasnogórskim zachowały się manuskrypty, w tym autografy jego dzieł. Koncert był szczególny także dlatego, że Magnificat, Rorate coelli i Missa Pastoricia wykonano tak, jak były prawdopodobnie prezentowane w czasach kompozytora - na historycznych instrumentach zagrała Wrocławska Orkiestra Barokowa, a partie solowe sopranu wykonywał chłopiec - Jian Hui Mo, z towarzyszeniem Chóru Chłopięcego NFM oraz Chóru NFM.

Koncert Duchowa stolica Polski, pod dyr. Andrzeja Kosendiaka, fot. A. Sokołowski
8 września 1717 roku obraz Matki Boskiej Jasnogórskiej został uroczyście uhonorowany mocą dekretu papieża Klemensa XI, ale już wcześniej Jasna Góra wraz z cudownym Obrazem była dla Polaków miejscem szczególnie ważnym - właśnie ową duchową stolicą. Klasztor posiadał własną kapelę, a jednym z jej członków był wspomniany Marcin Józef Żebrowski - śpiewak, skrzypek, kompozytor i nauczyciel muzyki. Wiadomości na jego temat są nader skąpe, wiadomo jednak, że kształcił się za granicą (o czym świadczy odnaleziony w Londynie autograf Concerto grosso), a zachowane dokumenty wskazują, że w latach 1748–1765 był zatrudniony w kapeli jasnogórskiej jako świecki muzyk i nauczyciel. Z ksiąg rachunkowych wynika, że jego pensja należała do najwyższych wśród muzyków kapeli, co świadczyłoby o dużym uznaniu, którym się cieszył, a także o wszechstronnym wykorzystaniu jego umiejętności. Wiemy także, że wystąpił wraz z żoną, śpiewaczką Marią Elżbietą, na koncercie z okazji imienin króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, 8 maja 1768 roku w Warszawie.

Koncert Duchowa stolica Polski, pod dyr. Andrzeja Kosendiaka, fot. A. Sokołowski
Był czołowym kompozytorem tamtych czasów, przedstawicielem stylu galant w muzyce sakralnej, co jest najbardziej widoczne w ornamentyce jego linii melodycznych. Jednak w niektórych jego kompozycjach można zauważyć cechy typowe dla późnego baroku, takie jak użycie polifonii (w tym podwójnego kontrapunktu) czy techniki koncertującej. Nawiązywał ponadto do polskiego folkloru muzycznego, np. wykorzystując cechy krakowiaka lub cytując polskie pieśni religijne. W zbiorach Biblioteki Jasnogórskiej przechowywanych jest 31 jego utworów.

Koncert wrocławski miał niezwykły klimat, także za sprawą miejsca, w którym go zaprezentowano - barokowego wnętrza Kościoła im. Najświętszego Imienia Jezus, zwanego powszechnie Kościołem Uniwersyteckim, z racji jego sąsiedztwa. Najpierw wysłuchaliśmy przepięknego Magnificat, które swoją urodą doprawdy nie ustępowało kompozycji Jana Sebastiana Bacha. Szczególnie piękne były arie, zwłaszcza Quia recet nihil magna oraz Fecit potentiam z towarzyszeniem koncertującej trąbki, mówiąca o Bogu Izraela, który "okazał moc Swego ramienia". Pięknie zabrzmiał także duet sopranu i altu: Deposuit patentes, wraz z koncertującymi obojami. Zresztą posłuchajcie fragmentu:


Marcin J. Żebrowski (1702-1770), Magnificat (cz. 2). Wrocław Vocal Consort 

Wprawdzie to inni wykonawcy, ale daje wyobrażenie, jak piękna jest ta muzyka i moje skojarzenie z Bachem wcale nie jest przesadą.

Po cudownym Magnificat wysłuchaliśmy rorat poświęconych Najświętszej Marii Pannie, by na koniec dać się oczarować Missa Pastoritia - uroczystej mszy na cztery głosy: sopran, alt, tenor i bas, dwoje skrzypiec, dwie trąbki, kotły i basso continuo.


Missa Pastoritia powstała najprawdopodobniej w latach 1763-1765 i reprezentuje popularny w XVIII w. gatunek mszy pastoralnych, stanowiąc zarazem najwybitniejszy jej przykład z kręgu kultury polskiej. Na szczególną uwagę zasługuje przede wszystkim inwencja i pomysłowość w kształtowaniu linii melodycznej, widoczna szczególnie w częściach solowych" Domino Deus, Qoniam czy Benedictus, a także nawiązujące do barokowej tradycji części polifoniczne Qui tollis i Cum Sancto Spiritu. 
Cała  Missa Pastoritia była olśniewająca, a w sercu na dłużej pozostał końcowy Agnus Dei połączony z Dona nobis pacem...

Różne oblicza wyzwolenia w koncercie  In tempore belli


Wyznam na początku, że ten właśnie koncert szczególnie głęboko zapadł mi w pamięć. Był czymś więcej niż "tylko" koncertem. Była w nim jakaś metafizyka, którą trudno opisać słowem, ale wrażenia owej niezwykłości stało się nie tylko moim udziałem, bo doświadczyło jej więcej osób. 

Koncert In tempore belli, fot. Sławek Przerwa
Koncert rozpoczęła uwertura do opery L`isola dosabitata (Wyspa bezludna), z librettem Metastasia, której pierwsze przedstawienie odbyło się dla uczczenia imienin księcia Mikołaja. Uwertura utrzymana w tonie tragicznym, przeznaczona na sopran dramatyczny. Pod wpływem wiadomości, że jej ukochany chce popełnić samobójstwo, Demetria również pragnie śmierci. Tylko ona może przynieść wyzwolenie z sytuacji, w której dobrego wyjścia nie ma. Aria bohaterki tego dramatu pełna jest gwałtownych uczuć, świadczących o tym, że Haydn był mistrzem w odmalowywaniu psychiki postaci.

Druga część koncertu miała dla odmiany lekki, żartobliwy charakter. Zaprezentowano Symfonię fis-moll "Pożegnanie", mającą związek z pewnym zabawnym epizodem w biografii kompozytora. Otóż książę Mikołaj przedłużył pobyt Haydna i orkiestry w pałacu Esterháza, co muzykom nie bardzo przypadło do gustu. Postanowili więc w sposób kulturalny dać temu wyraz. W finale tej kompozycji kolejno kończyli swoje partie, gasili świece i wychodzili. W efekcie dwaj ostatni skrzypkowie z trudem dokończyli utwór. Książę miał na szczęście poczucie humoru i pojął tę aluzję, skutkiem czego nie tylko muzycy, ale cały dwór powrócił do Eisenach. Bywa więc, że można się wyzwolić z opresji uciekając się do mniej drastycznych metod, ba, do metod pokojowych: aluzji i żartu, o ile tylko osoba, do której je adresujemy posiada poczucie humoru. 

 Giuseppina Bridelli (mezzosopran), koncert In tempore belli, fot. Sławek Przerwa

Wrocławska Orkiestra Barokowa pod batutą Giovanniego Antoniniego odtworzyła tamten epizod ku uciesze publiczności. Na szczęście opuścili nas na krótko, byśmy mogli cieszyć serca przepięknym wykonaniem tytułowego utworu tego koncertu: Missa in tempore belli, zwanej "Paukenmesse" (Msza o błogosławionym Bernardzie z Offidy). 
Po raz pierwszy zabrzmiała 25 grudnia 1796 roku w wiedeńskim kościele pijarów, podczas prymicji Josepha Franza von Hoffmanna, którego ojciec pełnił funkcję cesarskiego skarbnika wojennego. Fakt ten, a przede wszystkim okoliczności historyczne (wojna austriacko-francuska) wpłynęły na nietypowe wykonanie mszy, w której Haydn powiększył liczbę instrumentów dętych, a także dodał kotły, tak iż wydaje się, że wojna "przeniknęła" do tego liturgicznego utworu. Znalazło to odzwierciedlenie nie tylko w doborze instrumentów, ale również tonacji (C-dur) oraz w budowie utworu, nawiązującego do formy sonatowej. Do historii przeszło brzmienie Agnus Dei, wielokrotnie "zakłócane" przez tremola kotłów. Jakby kompozytorowi zależało na podkreśleniu, że trwa wojna i wzbudza niepokój wiernych. W tym kontekście finałowe Dona nobis pacem powraca wielokrotnie, brzmiąc szczególnie znacząco i dobitnie. 

Koncert In tempore belli, fot. Sławek Przerwa

Partie solowe są mocno zintegrowane z chórem, jakby kompozytor chciał podkreślić zależność jednostkowych losów od losów całej ludzkości. Na tym tle szczególnie pięknie brzmi solo basu w Qui tollis.W interpretacji Fulio Bettini zabrzmiało szczególnie pięknie i lirycznie. W muzyce sakralnej  bardzo lubię śpiew solowy, jednakże w Missa in tempore belli przeważał śpiew chóralny i to on nadawał tej kompozycji niezwykłą moc. Chór NMF zabrzmiał tego wieczora szczególnie pięknie... Tak pięknie, że fragment utworu ponownie wykonano na bis, co się raczej w przypadku tego rodzaju kompozycji nie zdarza. To był taki szczególny wieczór, kiedy wszyscy artyści oraz panujący nad całością Giovanni Antonini, zabrzmieli jak doskonale harmonijna całość. To się czuło - tę jakąś mistykę chwili, którą nie sposób oddać słowem, ale która pozostanie w uczestnikach na zawsze. Od niej uwolnić się nie można... I chyba nikt by tego nie chciał.

Messa da Requiem Giuseppe Verdiego, czyli wyzwolenie od ziemskiego padołu


53. Międzynarodowy Festiwal Wratislavia Cantans rozpoczął się od wysokiego C i na nim zakończył - na Requiem Verdiego. Pracę nad tym dziełem rozpoczął kompozytor po śmierci Gioacchino Rossiniego w 1868 roku. Miał to być zbiorowy hołd kilku kompozytorów tamtych czasów złożony wybitnemu twórcy. Verdi napisał wtedy końcowe Libera me (Wybaw mnie, Panie), jednakże wówczas nie udało się doprowadzić dzieło do premiery. Dopiero nagła śmierć poety Alessandra Manzoniego w 1873 roku sprawiła, że Verdi rok później poprowadził premierę swego najnowszego dzieła w mediolańskim Kościele św. Marka. Najsłynniejsza powieść Manzoniego: Narzeczeni, z którą Verdi zapoznał się we wczesnej młodości, wywarta na nim, jak sam wyznał, ogromne wrażenie i wpłynęła na jego twórczość. Uwielbienie dla wielkiego pisarza towarzyszyło kompozytorowi przez całe życie.  Ponieważ Verdi był kompozytorem operowym, dysponował charakterystyczną dla tego gatunku stylistyką, co wywołało liczne kontrowersje. Z operą wiążą Requiem również cechy indywidualnego stylu kompozytorskiego Verdiego. Przede wszystkim typ melodyki: bujnej, żywiołowej, śpiewnej. To, co dla współczesnych stanowiło rażące odstępstwo od religijnego wzorca, dziś - w czasach swobodnego przenikania się różnych gatunków i poetyk - wydaje się być zaletą dzieła, dzięki temu brzmi ono oryginalne.

Sir John Eliot Gardiner z Orchestre Révolutionnaire et Romantique, fot.
Łukasz Rajchert
Utwór rozpoczyna żarliwa, błagalna modlitwa, obejmująca Requiem i Kyrie. Po nich następuje Dies Irae - Dzień Gniewu Pańskiego, ewokujący Sąd Ostateczny. Scena ta jest najbardziej rozbudowana i obejmuje dramatyczne partie chóru oraz fragmenty śpiewane solo. Część III, Ofertorium, służy refleksji, wyróżniając się nastrojem skupienia i pięknem pełnych natchnienia melodii. Po niej następuje Sanctus, w formie podwójnej fugi, eksponujący chór. Część V to Agnus Dei, w klimacie spokojnej modlitwy, w którym arie śpiewają sopran i mezzosopran, po nich dołącza chór. Następuje Lux aeterna - część o niezwykle lirycznym, błagalnym charakterze, w wykonaniu mezzosopranu, tenoru i basu. Ostatnia, VII część utworu, to Libera me, również bardzo rozbudowana. Rozpoczyna się dramatycznym recytatywem, po którym powracają poprzednie obrazy dźwiękowe: chóralny Dies irae oraz Requiem, śpiewane tym razem przez sopran z chórem. Powtarza się następnie dramatyczny temat Libera me, przybierając formę monumentalnej fugi . Zakończenie ma jednak nastrój błagalno-modlitewny, nawiązujący do początkowych partii utworu, który w ten sposób zostaje jakby spięty muzyczną klamrą.

Ann Hallenberg (mezzosopran) i Corinne Winters (sopran), fot. Ł. Rajchert

Wykonanie takiego utworu wymaga wyobraźni, muzycznej wrażliwości i doświadczenia. Sir John Eliot Gardiner szczęśliwie wszystko to posiada. W 1995 roku nagrał dla Wytwórni Philips płytę z nagraniem Requiem Verdiego. Towarzyszyła mu wówczas Orchestre Révolutionnaire et Romantique, założona przez niego w 1989 roku. Ci sami wykonawcy zaprezentowali Requiem podczas tegorocznego festiwalu. Czyż mogliśmy marzyć o doskonalszym wykonaniu..? Mamy niezwykłe szczęście, że sir John Eliot Gardiner pojawia się we Wrocławiu coraz częściej i za każdym razem przywozi prawdziwe skarby: dwa lata temu była to Pasja według św. Mateusza, rok temu Powrót Ulissesa do ojczyzny Claudia Monteverdiego.

Sir John Eliot Gardiner i Edgaras Montvidas (tenor), fot. Ł. Rajchert

Pozostaje mieć nadzieję, że kolejny rok i kolejny festiwal Wratislavia Cantans przyniosą uczestnikom równie wiele wrażeń, wzruszeń i refleksji.

Wszystko jest poezją. O wystawie Ewy Rossano w Muzeum Pana Tadeusza

10 kwietnia w Muzeum Pana Tadeusza we Wrocławiu otwarto wystawę "Ogród wypowiedzianych słów", której autorką jest malarka i rzeźbi...

Popularne posty