Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Znak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Znak. Pokaż wszystkie posty

sobota, 25 października 2025

Jedyna (taka) /recenzja biografii Karoliny Lanckorońskiej Marcina Wilka/

W sierpniu tego roku ukazała się w Wydawnictwie ZNAK najpełniejsza biografia Karoliny Lanckorońskiej: "Jedyna", której autorem jest Marcin Wilk. Rzetelnie opracowana, opisuje życie znanej historyk i mecenaski sztuki od narodzin aż po śmierć, a także jej liczne zasługi i heroiczną postawę w czasie II wojny. Najbardziej poruszył mnie opis ostatnich lat Karoliny Lanckorońskiej i wspomnienia osób, które ją otaczały, szczególnie opowieść pielęgniarki Alicji Lesisz, zwanej przez nią żartobliwie Kotem. Zachęcam do lektury.

Mój egzemplarz biografii, "zaczytany" i jak zwykle pełen zakładek :-)
Życie Karoliny Lanckorońskiej było długie i obfitowało w tak liczne, a zarazem dramatyczne wydarzenia historyczne, że opisanie go jest z pewnością dużym wyzwaniem. Sądzę przy tym, że  najlepiej udało się to samej Lanckorońskiej, która była nie tylko wybitnym historykiem sztuki, ale miała też bez wątpienia talent literacki, dysponując charakterystycznym dla siebie stylem, który sprawia, że od jej "Wspomnień wojennych" czy "Notatek z podróży do Grecji" nie sposób nie oderwać. Mnie osobiście najbardziej odpowiada biografistyka mająca charakter osobisty, taka, z którą zetknęłam się w pisarstwie Renaty Lis. W rozmowie ze mną na temat biografii Bunina ("W lodach Prowansji") autorka powiedziała wręcz:

"Każda taka opowieść jest kreacją – nawet w opowieści o własnym życiu, nawet przeznaczonej na użytek prywatny, jedne "fakty" wybieramy, inne pomijamy, wymyślamy albo przekręcamy (często bezwiednie), o jeszcze innych w ogóle nie pamiętamy, pełnymi garściami czerpiemy za to z cudzych wspomnień, coś nam się śni i marzy, dwoi się i troi, a twarze ze zdjęć plenią się w naszej pamięci, podając się za twarze z rzeczywistości. Z takiego szemranego materiału lepimy swoją opowieść o "prawdziwym" życiu,  odpowiednio je naświetlając, wydobywając lub naddając znaczenia. W swoich książkach nie udaję, że jest inaczej. Nie proponuję czytelnikom obiektywnej biografii Bunina, ponieważ taka biografia jest niemożliwa. Opowiadam o tym, jak ta biografia złożyła się we mnie tu i teraz. Myślę, że to uczciwe".

Najnowsza i zarazem najpełniejsza biografia Karoliny Lanckorońskiej: "Jedyna", której autorem jest Marcin Wilk, z pewnością taka nie jest, choć jej początek jest interesujący. W I rozdziale, zatytułowanym "Wniebowzięta", autor przypomina historię, która rozegrała się w latach 30. ubiegłego wieku, kiedy to docent Lancokorońska, rozmiłowana w twórczości Michała Anioła (szczególnie ceniła jego posąg Dawida), skorzystała z trwających podówczas prac konserwatorskich mających miejsce w Kaplicy Sykstyńskiej i wspięła się po rusztowaniach, aby zobaczyć freski Michelangelo z bliska. Po raz drugi uczyniła to w latach 90., podczas pontyfikatu Jana Pawła II, wówczas jednak wjechała tam windą. Prawda, że brzmi obiecująco? Jednak autor porzuca ten trop i rozpoczyna tradycyjną opowieść od rodu Lancorońskich, a w szczególności od jego patriarchy Karola, ojca Karoliny. Narodziny, dzieciństwo, młodość... Tak toczy się ta historia, w której najciekawsze są cytaty z pism samej Lanckorońskiej oraz obfitość unikalnych fotografii. Autor rzetelnie przytacza rozmaite źródła i ... tchnie nudą. Jego stosunek do bohaterki biografii pozostaje nieznany. Po prostu "odrobił lekcję", którą mu zadano.

Najbardziej poruszył mnie opis ostatnich lat Karoliny Lanckorońskiej i wspomnienia osób, które ją otaczały, szczególnie opowieść pielęgniarki Alicji Lesisz:

"Myślę, że dopiero przy mnie stała się dzieckiem. Nie zasnęła bez przytulenia. Okazało się, że wcześniej tego nie znała. Nie miała też dotyku. (...) Ona mnie wtedy tak polubiła bardzo, że dzisiaj często myślę, że nigdy bym takiego przyjaciela w życiu nie miała. (...) Zawsze mnie wybroniła z każdej opresji".

I właśnie mniej znane albo nieznane wcale oblicze tej posągowej damy, przed którą wszyscy czuli respekt, najbardziej mnie poruszyło podczas lektury biografii. 


Książka "Jedyna. Biografia Karoliny Lanckorońskiej" Marcina Wilka ukazała się w sierpniu tego roku w Wydawnictwie ZNAK

poniedziałek, 11 grudnia 2023

2024 Rokiem Czesława Miłosza

Senat Rzeczypospolitej Polskiej z inicjatywy Wydawnictwa Znak i instytucji partnerskich uchwalił rok 2024 Rokiem Czesława Miłosza. W uzasadnieniu czytamy m. in.: "Jako pisarz i  myśliciel uniwersalny stał się jednym z  największych autorytetów intelektualnych. W  swojej twórczości Miłosz przekraczał granice kultur, gatunków i języków. Obcował z  całą tradycją poetycką – od Biblii, którą tłumaczył, oraz najbliższego mu dziedzictwa polskiej poezji, poprzez wiersze  poetów anglosaskich, po Daleki Wschód".

Czesław Miłosz nad Bugiem, 1981 (PAP)

W  2024 roku przypadnie 20. rocznica śmierci Czesława Miłosza, jednego z  najoryginalniejszych i  najbardziej płodnych twórców dwudziestowiecznej literatury polskiej i światowej. Twórczość noblisty, przetłumaczona na ponad 40 języków, nieustająco spotyka się z żywym odbiorem na świecie. Dzieła Miłosza pomagają zrozumieć współczesny świat w obliczu wyzwań przyszłości: nowych technologii, zmieniającej się duchowości czy przemian globalnego świata. Czesław Miłosz, jeden z  najwybitniejszych polskich pisarzy współczesnych wyróżnionych Literacką Nagrodą Nobla. Doceniony na całym świecie za twórczość poetycką, prozatorską, eseistyczną i translatorską (w tym przekłady ksiąg biblijnych). Pracował jako dyplomata i profesor literatury na emigracji we Francji i w Stanach Zjednoczonych. Otrzymał najwyższe wyróżnienia państwowe, w tym Order Orła Białego.

Światowe uznanie przyniósł mu, wydany we wczesnych latach 50. we Francji, tom esejów "Zniewolony umysł", który stanowi przenikliwą, do dziś nietracącą na aktualności analizę świadomości porażonej przez totalitarne utopie – jedna z najważniejszych książek XX w. O  wadze twórczości Czesława Miłosza świadczą liczne nagrody, wśród nich – przyznana przez Akademię Szwedzką za całokształt twórczości w 1980 r. – Nagroda Nobla w dziedzinie literatury. W opinii zarówno międzynarodowej krytyki, jak i współczesnych mu poetów, jego dzieło to jedno z najbardziej znaczących zjawisk światowej literatury. 

Z tej okazji Wydawnictwo Znak planuje rozpocząć wydawanie kolekcjonerskiej edycji dzieł jednego z najbardziej znanych polskich pisarzy XX wieku. W najbliższym czasie ukażą się między innymi:

  • Najważniejsze teksty eseistyczne noblisty z przedmowami Olgi Tokarczuk i Timothy’ego Snydera
  • Wybory poezji: w tym "Ocalenie" – pierwsze wznowienie od 1945 roku oraz dwujęzyczny, polsko-angielski wybór wierszy pt. "Zmyślenie albo wielki sen" / "Fiction or a Long Dream".
informacja prasowa

poniedziałek, 31 lipca 2023

Prapremiera "Dramatów" Wiesława Myśliwskiego /zapowiedź/

W najbliższy wtorek, 1 sierpnia o godz. 20.15, podczas Festiwalu Stolica Języka Polskiego w Szczebrzeszynie będzie miała miejsce przedpremiera "Dramatów" Wiesława Myśliwskiego. Fenomenalnego "Złodzieja" przeczytają: Grażyna Barszczewska, Adam Ferency, Jerzy Radziwiłowicz, Michał Wójtowicz oraz Robert Więckiewicz.

Każda powieść Wiesława Myśliwskiego – niekwestionowanego Mistrza polskiej prozy – to wydarzenie. Jego dramaty tymczasem pozostają w cieniu. A są to teksty, które przenika charakterystyczna dla Myśliwskiego uniwersalna i głęboka mądrość. W tych opowieściach powracają ważne dla autora tematy: odpowiedzialności człowieka za zło, spotkania nowego świata ze starym, nieuchronności historii, kresu kultury chłopskiej i jego konsekwencji.

"Złodziej", "Klucznik", "Drzewo" i "Requiem dla gospodyni" do tej pory rozproszone, po raz pierwszy zostały wydane w jednym tomie. Specjalnie na potrzeby niniejszego wydania Autor jeszcze raz przejrzał wszystkie teksty, wprowadzając poprawki, skracając lub dopisując, a w dwóch przypadkach – nawet zmieniając zakończenia. Dzięki temu czytelnik ma możliwość odkryć nowe literackie oblicze Wiesława Myśliwskiego.

Ogólnopolska premiera "Dramatów" nastąpi 27 września 2023. 

.....................................................................................................................................................

Wiesław Myśliwski, fot. z archiwum pisarza

Fragmenty rozmowy Katarzyny Janowskiej z Wiesławem Myśliwskim, która ukazała się w „Newsweeku” (28/2023) 10 lipca 2023 pt. "Nie piszę dla władzy"


Katarzyna Janowska: Oglądam w telewizji zdjęcia z Ukrainy i czytam w Złodzieju, że w czasie wojny grzechy stają się cięższe, bo łatwiej je popełniać, że wojna nie rozgrzesza ze złych uczynków.

Wiesław Myśliwski: Słyszałem takie opinie, że ten dramat brzmi, jakbym go dzisiaj napisał. 

K.J.: Tak, to uderzające! Pomyślałam, że ten tekst powinien być teraz wystawiony. Zresztą na festiwalu literackim w Szczebrzeszynie odbędzie się czytanie dramatu.

W.M.: Uznałem, że tekst zyska na tym, jeśli będą go czytać wielcy aktorzy. Robert Więckiewicz od razu się zgodził. Jurek Radziwiłowicz wahał się, bo miał, zdaje się, zaplanowany urlop w tym czasie, ale w końcu też się zgodził. Adam Ferency poprosił, żeby dać mu tekst – przeczytał i powiedział, że będzie. No i pani Barszczewska się zgodziła.

Katarzyna Janowska: No to już wiem, czemu z naszym światem nie jest najlepiej. Myślę, że współcześnie być człowiekiem, w takim głębokim sensie trwania po stronie wartości, jest bardzo trudno. Jesteśmy poddawani tak wielu manipulacjom, że ciężko ustać przy swoim. Łatwiej biec za innymi.

Wiesław Myśliwski: Zbiorowość zawsze budziła we mnie nieufność. Człowiek zresztą chętnie kryje się w zbiorowości. A to, jaki jest świat i co jest źródłem człowieczeństwa, zależy od jednostki. Kiedy pani patrzy na zbiorowości, to przecież musi pani dostrzec, jak wsysają człowieka w siebie, jak go zmieniają, kształtują, jak narzucają mu jednorodną wrażliwość.

Katarzyna Janowska: Jak powstało pańskie Drzewo i o co w nim chodzi?

Wiesław Myśliwski: Kazimierz Dejmek (reżyser "Dziadów", od których zaczęły się wydarzenia 1968 roku w Polsce) przeczytał moją powieść "Kamień na kamieniu", zaprosił mnie do siebie i zapytał, czybym dla niego czegoś nie napisał. Odpowiedziałem mu, że mam pomysł. Jest wielkie stare drzewo, na którym siedzi chłop, a pod drzewem dzieje się Polska. „A co to znaczy Polska?” – pyta Dejmek. „Nie wiem”. „A kiedy pan będzie wiedział?” „Jak napiszę”. „To niech pan pisze”.

Katarzyna Janowska: Przemija postać świata. Świetnie oddaje to dramat "Requiem dla gospodyni". Gospodarz zaprasza sąsiadów na czuwanie przy zmarłej żonie. Nikt nie przychodzi. Ludzie we wsi już nie pamiętają, co to jest czuwanie. Gospodarz ściąga przypadkowych turystów, grajków. Mieszają się czasy, porządki, obyczaje. Czy pan kiedyś brał udział w czuwaniu przy zmarłym?

Wiesław Myśliwski: Tak, stąd się właśnie zrodził ten dramat. Przez wiele lat jeździliśmy na urlopy na Suwalszczyznę, tam gdzie Miłosz miał rodzinę, w Krasnogrudzie. Mieszkaliśmy u gajowego. I kiedyś gajowina mówi, że idzie na czuwanie. A może i my byśmy z panią poszli? A proszę bardzo. I poszliśmy. To była litewska rodzina. Najpierw siedzieliśmy przy zmarłej. Przyszli śpiewacy, chłopi w białych koszulach, i śpiewają różaniec. Wspaniale. A w drugiej izbie odbywała się stypa. Gospodarz raz po raz prosił nas, żebyśmy coś zjedli, myśmy nie chcieli. Ale w końcu poszliśmy, a tam stół zastawiony różnymi mięsiwami – wokół stołu siedzą gospodarze i gadają, jak się żniwa udały, a co u tego, a co u kogoś tam. O zmarłej niewiele. To było coś wyjątkowego, ale ten obyczaj znikł. W Requiem gospodarz próbuje go odtworzyć.

informacja prasowa

piątek, 23 czerwca 2023

Ekranizacja bestsellerowej biografii Kory. ATM Grupa i Wydawnictwo Znak

 Wydawnictwo Znak i ATM Grupa podpisały umowę na ekranizację książki "Się żyje. Kora. Biografia".

   – Biografia Kory pióra Katarzyny Kubisiowskiej to świetna, doskonale udokumentowana lektura. Można powiedzieć: gotowa mapa drogowa dla dokumentalisty. Już teraz, we współpracy z autorką i w porozumieniu z bliskimi Kory, rozpoczynamy pracę nad gromadzeniem materiałów do filmu dokumentalnego. W planach mamy także fabułę, autorskie spojrzenie na tę niezwykłą artystkę ­– mówił podczas wspólnego spotkania w Warszawie w siedzibie firmy Andrzej Muszyński, prezes ATM Grupy.

Wydawnictwo Znak od lat aktywnie działa w obszarze sprzedaży praw zależnych. Przyszła ekranizacja to bowiem dla wydawcy, autorki i czytelników ważne wydarzenie. 

Się żyje. Kora. Biografia ma już status bestsellera, nie nadążamy z dodrukami, wierzymy, że popularność książki przełoży się też na popularność filmu. Książka zyska drugie życie, pełne koloru, energii i muzyki - komentuje Monika Bartys, dyrektorka wydawnicza Znak. 

Katarzyna Kubisiowska i Andrzej Muszyński, fot. materiały prasowe

Katarzyna Kubisiowska, od lat związana z Wydawnictwem Znak i znakomita autorka wielu bestsellerowych biografii, będzie pracowała nad projektem również jako członkini zespołu scenariuszowego. 

Cieszę się, że ekranizacją książki zainteresowała się ATM Grupa. To duży, wiarygodny producent, dający gwarancję, że projekt się powiedzie. Oczywiście, mam w głowie własny pomysł na reżysera, a ściśle rzecz ujmując, reżyserkę. Jest to ktoś, kto będzie umiał zbudować mocną, lecz niejednoznaczną postać kobiecą, oddać jej wewnętrzne rozedrganie i sprzeczności. 

Się żyje. Kora. Biografia to kolejny wspólny projekt łączący Wydawnictwo Znak i branżę filmową. Mamy nadzieję, że efekty wspólnej pracy w niedługim czasie zachwycą zarówno widzów, jak i czytelników. 

ATM GRUPA S.A. to największe niezależne studio produkcyjne w Polsce, wielokrotnie nagradzane, specjalizujące się w produkcji fabularnej. Kilka seriali ATM trafiło do międzynarodowej dystrybucji.

Katarzyna Kubisiowska – dziennikarka „Tygodnika Powszechnego”, biografka Jerzego Pilcha, Danuty Szaflarskiej, Jerzego Vetulaniego. Autorka m.in. rozmowy rzeki z Wojciechem Mannem Głos i zbioru rozmów z ludźmi kultury Blisko, bliżej. Autorka książki Się żyje. Kora. Biografia, która swoją premierę miała w maju 2023 roku.

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak powstał w 1959 roku. Obecnie w skład Domu Wydawniczego Znak wchodzą następujące wydawnictwa: Znak, Znak Emotikon, Znak Horyzont, Znak JednymSłowem, Znak Koncept, Znak Literanova, a także miesięcznik „ZNAK". Do Grupy Kapitałowej Znak należą również Wydawnictwo Otwarte, ecom Group (Woblink) oraz Lubimy Czytać. Zaangażowany zespół Wydawnictwa z powodzeniem kreuje zjawiska literackie, inicjuje społeczne dyskusje, a przy tym nieustannie wydaje i promuje bestsellery.

informacja prasowa

piątek, 16 czerwca 2023

Najważniejsza książka o Białoszewskim w 40. rocznicę śmierci pisarza

17 czerwca 2023 minie 40 lat od śmierci pisarza. Jaki był Białoszewski? Jakimi ludźmi się otaczał? "Człowiek Miron. Prywatny portret Białoszewskiego" to wspomnienie o wybitnym poecie pióra Tadeusza Sobolewskiego, który przez trzynaście lat był jego bliskim przyjacielem. Właśnie ukazuje się nowe, uzupełnione wydanie książki "Człowiek Miron". Prywatny portret Białoszewskiego. Premiera 12 lipca 2023.


OSOBISTOŚĆ I OSOBLIWOŚĆ

Miron Białoszewski to dla wielu przede wszystkim autor "Pamiętnika z powstania warszawskiego", największy polski poeta prywatny (wedle opinii Marii Janion), poeta rupieci, rozpadu i brzydoty. Wielki artysta, poeta, tłumacz, a przy tym flâneur z powodu ciasnoty mieszkaniowej.

Nie pasował do żadnej formacji – ani poetyckiej, ani politycznej. Nie czytał gazet ani nie słuchał radia. Nie żył sam, choć był samotnikiem. Solista w zespole. Podglądał, podsłuchiwał, czerpał z cudzej sztuki, ale tworzył wyjątkowo. Outsider i everyman. Piewca zwyczajności, który teatralizował rzeczywistość. Artysta, który stapiał się ze swoim pisaniem, aż w końcu się w nim rozpłynął.

Właśnie ukazuje się nowe, uzupełnione wydanie książki "Człowiek Miron. Prywatny portret Białoszewskiego" autorstwa Tadeusza Sobolewskiego. Premiera 12 lipca 2023 r. Książka nominowana do Nagrody Literackiej NIKE 2013.

informacja prasowa

piątek, 21 października 2022

Marcin Dorociński w ekranizacji książek Marka Krajewskiego! Serial "Erynie" Borysa Lankosza już 25.10!

„Marcin Dorociński w ekranizacji książek Marka Krajewskiego" — taki napis mogą Państwo zobaczyć na muralach zapowiadających premierę serialu Borysa Lankosza. Po 10 latach od momentu podpisania przez Marka Krajewskiego umowy z Sylwestrem Banaszkiewiczem i Marcinem Kurkiem z Mediabrigade ukazuje się ekranizacja serii o Popielskim!

Marek Krajewski, fot. materiały prasowe

Marek Krajewski zakomunikował dziś na Facebooku: 

"Obejrzałem znakomity, dwunastoodcinkowy serial „Erynie" z Marcinem Dorocińskim w roli Edwarda Popielskiego. Serial jest ekranizacją moich czterech powieści, czyli „Erynii", „Liczb Charona", „Rzek Hadesu" i „W otchłani mroku". Akcja filmu toczy się w późnych latach 30. we Lwowie (zdjęcia kręcono we Lwowie oraz w Przemyślu i w Legnicy) oraz w 1946 we Wrocławiu (moje miasto „gra" samo siebie)". 

To filmowe dzieło w reżyserii Borysa Lankosza, na podstawie scenariusza Magdaleny Lankosz, Borysa Lankosza i Igora Brejdyganta, jest znakomite. Gra aktorska najwyższej próby: Marcin Dorociński jako Popielski, Wiktoria Gorodeckaja jako Leokadia Tchórznicka, Wojciech Mecwaldowski jako Wilhelm Zaremba, Eryk Lubos jako Zygmunt Hanas, Marcin Bosak jako Józef Bekierski, Christian Berkel jako Mock i wielu znakomitych aktorów w pozostałych rolach, m.in. Erika Kaar Karkuszewska, Pawel Deląg, Piotr Głowacki, Mirosław Haniszewski, Mirosław Kropielnicki; zdjęcia Marcina Koszałki — genialne, nastrojowe i niepokojące, muzyka L.U.C-a — wspaniała, pełna ekspresji, a sama opowieść — wciska w fotel. Oglądając serial, nie wierzyłem, że to na podstawie moich powieści.

Marcin Dorociński i Marek Krajewski, fot. Wydawnictwo Znak

Niedługo ujrzą Państwo ten serial na platformie VOD. Jest już jego zapowiedź: https://vod.tvp.pl/seriale,18/erynie-odcinki,374660. Mam wielką nadzieję, że przy oglądaniu „Erynii" zrodzą się u Państwa uczucia podobne do moich! Ogromnie też liczę na to, że widzowie, którzy nie czytali moich powieści, sięgną do „Erynii”. Marek Krajewski. 

Książka już niebawem ukaże się w specjalnym wydaniu z serialową okładką.


informacja prasowa

poniedziałek, 26 września 2022

"Tajemnicza Polska" Jakuba Kuzy - sensacyjne historie o niezwykłych miejscach w Polsce

26 października nakładem Wydawnictwa Znak ukaże się nowa książka bestsellerowego autora – Jakuba Kuzy: "Tajemnicza Polska. Niewyjaśnione historie, zapomniane skarby, sensacyjne odkrycia". Trzynaście sensacyjnych historii o niezwykłych miejscach w Polsce. Mity, spekulacje, skarby. Autor przemierzył Polskę tropem największych zagadek naszego kraju. Rozmawiał z naukowcami, poszukiwaczami przygód i wyznawcami pogańskich kultów. Dzięki temu powstały reportaże, które zaintrygują nawet największych sceptyków.

Zdemaskowane mity i fascynująca prawda

Czy wiesz, że jedyne w Europie nazistowskie mauzoleum znajduje się w Polsce, a w sercu podlaskiej puszczy miała powstać stolica świata? Kto zrabował odkryty na Śląsku skarb – kosztowności czeskiego króla? Jak rower może pomóc w odnalezieniu poszukiwanej od wieków pomorskiej Atlantydy? Co toruńskie więzienie ma wspólnego z Wielkim Bratem? Czy legendarne bogactwa templariuszy spoczęły w zapomnianej lubuskiej wiosce?

Jest heretycka piramida z ogromnymi żmijami, pomorska Atlantyda odnaleziona dzięki wskazówkom z podróży sprzed tysiąca lat i niedoszła stolica świata w podlaskiej puszczy. Rozmawiałem z rabusiami średzkiego skarbu tysiąclecia, słowiańskimi neopoganami i poszukiwaczami bogactw templariuszy. Dostałem się do najdziwniejszego więzienia na świecie, izdebki zamurowanego żywcem na kilkadziesiąt lat kockiego cadyka i podziemi jedynej w Europie nazistowskiej świątyni. Pociągnąłem temat największego oszustwa w historii polskiej archeologii, odważnie rewidowałem swoje poglądy na temat UFO i narodowej ezoteryki, a na koniec zażywałem wodnych rozkoszy w przedwojennym spa, gdzie czas się zatrzymał.

Włożyłem w tę książkę kilka miesięcy życia, całe serce, mnóstwo mrożących krew w żyłach przygód i fantastyczną zabawę.

Jakub Kuza

Jakub Kuza, fot. materiały prasowe

Jakub Kuza - autor bestsellerowej serii książek "Krótka historia jednego zdjęcia" oraz społeczności FB o tej samej nazwie. Przemierzył Polskę tropem największych zagadek naszego kraju. Rozmawiał z naukowcami, poszukiwaczami przygód i wyznawcami pogańskich kultów, by każdą nawet najbardziej niewiarygodną historię móc poprzeć wiedzą fachowców, pasjonatów i świadków.

informacja prasowa

poniedziałek, 1 sierpnia 2022

Bogini bez tajemnic? Anthony Summers: "Bogini. Tajemnice życia i śmierci Marylin Monroe" /recenzja książki/

Biografia Marylin Monroe, mająca rzekomo ujawnić tajemnice jej życia i śmierci, jest nie tylko książką pełną przekłamań, manipulującą wypowiedziami różnych osób, ale także napisaną bez talentu narracyjnego. Kiedyś mówiło się, że to poziom magla. Dziś nazwalibyśmy to raczej poziomem plotkarskich portali, które żerują na niesprawdzonych, często wyssanych z palca informacjach. Poziom to żenujący, niestety...




Kiedy dotarła do mnie informacja, że z okazji 60. rocznicy śmierci Marylin Monroe ukaże się jej biografia, rzucająca nowe światło na okoliczności jej śmierci, rekomendowana przez Wydawnictwo Znak jako "najlepsza biografia ikony kina", oczywiście postanowiłam ją przeczytać. Otrzymany od Wydawnictwa egzemplarz recenzencki sprawił mi wiele radości... do czasu, dopóki nie pogrążyłam się w lekturze. Pierwsze, co mnie uderzyło, to fatalna, plotkarska narracja tej opowieści, której niechlujny język z pewnością nie jest winą tłumaczy. Mimo wszystko zadałam sobie gwałt, aby książkę przeczytać, poddałam się jednak już pod koniec I części. W biografii roi się od szczegółów, które są często sprzeczne ze sobą, a kiedy już mamy nadzieję, że autor ma jakąś refleksję na ten temat, okazuje się, że zamiast tego przedstawia jakąś gotową tezę (najczęściej powołując się na jej psychiatrę). Pisze np. tak:

"Jej życiową pasją był okultyzm i chętnie odwiedzała astrologów i spirytystów. (...) Ludzi spod znaku bliźniąt charakteryzuje wysoka inteligencja, twierdziła Marylin. Zdobywanie wiedzy stanie się jej życiową pasją, którą wiele osób z otoczenia aktorki uzna za pretensjonalną pozę. Niesłusznie. Pochłaniała książki Thpmasa Wolfe`a, Jamesa Joyce`a, poezje (przede wszystkim romantyczne), biografie i opracowania historyczne.  Abraham Lincoln stał się jej ulubionym bohaterem. Przez całe życie portret prezydenta (...) będzie wędrował z nią od mieszkania do mieszkania. Był to pierwszy romans Marylin Monroe z prezydentem Stanów Zjednoczonych". (podkreśl. moje)

Takiego steku bzdur, za którymi nie stoi żadna treść, jest w tej książce bez liku. Trudno się oprzeć wrażeniu, że autor pisał, co mu ślina na język przyniosła. To już "Trędowata" jest bardziej spójną książką...

Głównym źródłem informacji jest dla Summersa nieautoryzowany wywiad z Marylin Monroe z niejakim Benem Hechtem. Aby uzasadnić wybór tego źródła, autor "Bogini" przytacza wypowiedź wdowy po Hechcie, z której wynika, że aktorka "Nigdy nie sądziła, że można napisać o niej tak wspaniałą książkę". Dlaczego więc nie autoryzowała wywiadu?

Wiedziona jakimś impulsem, zajrzałam do przeczytanej przed laty bardzo dobrej biografii Marylin Monroe (tak to zapamiętałam) autorstwa Donalda Spoto. Wydana w 1993 roku, przetłumaczona na język polski zaledwie cztery lata później, okazała się także cennym źródłem informacji o biografii Summersa. Po pierwsze, ta fatalnie napisana książka ukazała się w Stanach już w 1985 roku! W rozdziale pod znaczącym tytułem "Oszustwo" Spoto napisał m. in.:

"W "Bogini" Summers zlekceważył lub często fałszywie przedstawił tych, z którymi, jak twierdzi, rozmawiał. Na przykład w sprawie rzekomego przygnębienia Marylin po zakończeniu romansu z Robertem Kennedym cytuje Natalie Trundy Jakobs, wdowę po agencie aktorki (...). Lecz Jacobs konsekwentnie zaprzeczała, iżby kiedykolwiek powiedziała coś takiego Summersowi, wręcz przeciwnie. Podobnie Ralph Roberts i Ruppert Allan (nie mówiąc już o innych) byli oburzeni na Summersa za manipulowanie faktami i przeinaczanie ich komentarzy".

Biografia Marylin Monroe, mająca rzekomo ujawnić tajemnice jej życia i śmierci, jest więc nie tylko książką pełną przekłamań, manipulującą wypowiedziami różnych osób, ale także napisaną bez talentu narracyjnego. Kiedyś mówiło się, że to poziom magla. Dziś nazwalibyśmy to raczej poziomem plotkarskich portali, które żerują na niesprawdzonych, często wyssanych z palca informacjach. Poziom to żenujący, niestety...

Książka Anthony Summersa: "Bogini. Tajemnice życia i śmierci Marylin Monroe" w tłumaczeniu Grażyny Jagielskiej i Henryka Ziętka (nota bene z 1993 roku!) ukaże się w sierpniu 2022 r. w okolicach 60. rocznicy śmierci aktorski (4 sierpnia 1962).


poniedziałek, 9 maja 2022

Wojciech Bonowicz: Myśliwskiego wewnętrzna kipiąca baśń jeszcze ożywi /wywiad/

"Któż z nas nie tęskni za tym, aby żyć własnym i jeszcze innym życiem? - pyta w rozmowie o pisarstwie Wiesława Myśliwskiego redaktor, poeta i publicysta Wojciech Bonowicz. Jest w tej powieści zapisane głębokie doświadczenie egzystencjalne – życie w nas kipi po prostu, a im człowiek wrażliwszy, głębszy, kipi ono nawet w późnym wieku. I to kipiące życie wyłania nowe pokusy, impulsy. Dlatego mam nadzieję, że Myśliwskiego ta wewnętrzna kipiąca baśń jeszcze ożywi".

Wojciech Bonowicz, fot. Adam Walanus

Barbara Lekarczyk-Cisek: Jestem świeżo po lekturze tomu wypowiedzi i wywiadów z Wiesławem Myśliwskim: "W środku jesteśmy baśnią". To niezwykle fortunny pomysł, że wraz z red. Jerzym Ilgiem zdecydowali się Panowie na takie właśnie uczczenie 90. urodzin tego wybitnego pisarza i myśliciela. Co zdecydowało o takiej formule publikacji oraz o wyborze tych właśnie tekstów?

Wojciech Bonowicz: Książka powstawała przez kilka lat. Pierwotnie staraliśmy się z Jerzym Illgiem namówić Wiesława Myśliwskiego na wywiad – rzekę, opowieść o jego życiu i o literaturze, którą tworzy, ale bardzo się przed tym wzbraniał. Jak wiadomo, niechętnie udziela wywiadów. Niemniej jednak przez lata trochę tych wywiadów udzielił i w związku z tym wyszliśmy z drugą propozycją: aby zrobić wybór tych rozmów, a także jego wystąpień publicznych. Ten pomysł spodobał się pisarzowi bardziej. Dokonał pierwszego wyboru tekstów, a myśmy zgłosili pewne uzupełnienia, zasugerowaliśmy zmiany. Ostateczny układ jest dziełem Myśliwskiego, chociaż podział na mowy i rozmowy jest naszą propozycją. Uznaliśmy, że dla czytelników będzie to wygodniejsze. Te pozornie techniczne sprawy zdecydowały ostatecznie, jakie teksty w książce się znalazły. Myślę, że decydowały dwie sprawy: po pierwsze, poczucie, że w danym wystąpieniu czy wywiadzie jest wątek istotny dla czegoś, co bym nazwał filozofią literatury Wiesława Myśliwskiego. Po drugie, chcieliśmy, aby zgromadzone teksty tworzyły rodzaj zastępczej autobiografii. Choć nie ma wśród nich jednego wywiadu poświęconego wyłącznie biografii pisarza, to jednak można z fragmentów różnych rozmów i wystąpień zbudować sobie obraz jego życia. Myśliwski to wybitny pisarz, nic zatem dziwnego, że chcielibyśmy wiedzieć o nim nieco więcej, wręcz oczekujemy większej niedyskrecji. I to się udało – w książce jest całkiem sporo konkretów z jego życia. W niektórych wywiadach są opisane rzeczywiste zdarzenia, które potem pojawiły się w jego utworach, oczywiście przetworzone. 

Czytając wywiady zawarte w tym tomie, doszłam do wniosku, że Wiesław Myśliwski jest niełatwym rozmówcą i to nie ze względu na brak otwartości, ale raczej dlatego, że jest człowiekiem myślącym oryginalnie, mędrcem, któremu trudno sprostać. Dowodzą tego zwłaszcza rozmowy, w których udziela wywiadu dwóm, a nawet trzem rozmówcom. Najciekawsze są wywiady z zaprzyjaźnionymi osobami, bo pisarz bardziej jest na nie otwarty. A jakie są Pańskie doświadczenia z rozmów z Myśliwskim – jaki jest prywatnie? 

Niewątpliwie jest rozmówcą bardzo wymagającym. Wymagającym z dwóch powodów: z jednej strony trzeba być do wywiadu bardzo dobrze przygotowanym, a zarazem trzeba umieć weryfikować nastawienia, z którymi się przyszło na rozmowę. Z drugiej strony, rozmowy bywają trudne, bo pisarz stawia niekiedy między sobą a rozmówcami taką ścianę, za którą trudno się przedostać. A jednocześnie zgromadzone w książce wywiady dowodzą, że można go zapytać o wszystko, nawet o sprawy osobiste, jak miłość, która ponad siedemdziesiąt lat temu połączyła go z Wacławą i trwa do dziś, albo o trudne lata młodości, kiedy wydawało mu się, że życie jest przed nim zamknięte. Warunkiem jest jednak, aby w rozmówcy było coś, co wzbudzi zaufanie pisarza. Kiedy łączy go z rozmawiającym coś więcej, to i tego prywatnego Myśliwskiego jest w rozmowie więcej. Takie są właśnie wywiady z Bogdanem Toszą czy Heleną Zaworską. Ale interesujący jest też wywiad z Michałem Nogasiem, który ma charakter rozmowy młodego, zaciekawionego dziennikarza z mędrcem. Prywatne rozmowy nie różnią się aż tak bardzo od publicznych, bo Myśliwski nie lubi rozmawiać o rzeczach błahych. Anegdoty, dowcipy niezbyt go pociągają, chyba że są niesłychanie barwne albo dają się uogólnić w coś interesującego. Kiedy rozmawiamy na jakiś temat, to bardzo szybko wchodzimy na taki poziom, który wymaga większego skupienia, przenikliwości – to go ciekawi. Niedawno rozmawialiśmy o snach i zapytałem, jakie sny miewa teraz. Nawiązałem w ten sposób do naszego wywiadu zatytułowanego „Język potrzebuje snów”. Nie zdradzę, co mi odpowiedział, bo było to zbyt osobiste. Wyznał mi natomiast, że w dzieciństwie mama ostrzegała go, żeby po przebudzeniu nie patrzeć od razu w okno, bo wtedy sny uciekają i ich nie pamiętamy (śmiech). „A ja - dodał smutno Wiesław – sypiam na przeciwko okna...”. Spotkania z Myśliwskim nie są wyłącznie towarzyskie, zawsze jest to rozmowa o czymś. 

Ten dialog toczy się również z czytelnikiem. Wiesław Myśliwski powiada, że jego powieści dopiero w kontakcie z czytelnikami stają się pełnią. We mnie najdłużej rezonowały dwie: „Kamień na kamieniu” i „Ucho Igielne”. Tę pierwszą czytałam ostatnio na głos, aby usłyszeć, jak to brzmi i przyznam, że ta głośna lektura otworzyła przede mną nowe perspektywy. Tę powieść pamiętam obrazami, podczas gdy „Ucho Igielne” zachwyciło mnie na wielu poziomach. To wspaniały zbiór rozmaitych narracji, równorzędnych wobec siebie, a zarazem tworzących spójną całość. Którą z powieści Myśliwskiego uważa Pan za najbliższą swojej wrażliwości i wyobraźni?

Pierwszą powieścią Myśliwskiego, jaką przeczytałem, był „Pałac” i w zasadzie do dzisiaj jest to moje największe przeżycie lekturowe. Czytam ją obecnie po raz kolejny. Jest to proza, która próbuje czytelnikiem zawładnąć. Nazywam ją „powieścią transową”, bo rzeczywiście wprowadza czytelnika w pewien rodzaj transu, obsesji – głównie dlatego, że obsesyjny jest monolog jej bohatera, na granicy szaleństwa. Jest to książka pod pewnymi względami nietypowa na tle całej twórczości Myśliwskiego, mam wrażenie, że „gorętsza” niż pozostałe, ale typowe jest w niej to, że – podobnie jak w innych jego powieściach – jesteśmy we wnętrzu monologu. Lubię „Pałac” dlatego, że pamiętam swoją pierwszą lekturę i wrażenie, jakie ta powieść na mnie zrobiła. I chyba zdecydowała o tym, że później interesowałem się tym, co Myśliwski pisał, i interesuję do dziś. Zgodzę się jednak z Panią, że jego najwybitniejszą powieścią jest „Kamień na kamieniu”. Przeżyłem ją bardzo głęboko, także dlatego, że moje dzieciństwo (choć pochodzę z małego miasta, a dorastałem w Krakowie) w dużej części związane było z wsią. Jako małe dziecko spędzałem wakacje w domach moich wiejskich babć i dziadków. Świat polskiej wsi – charakterystyczny sposób przeżywania czasu, organizowania życia i tak dalej – tak bardzo się nie różni, niezależnie od regionu. Koloryt „Kamienia na kamieniu” był mi więc bliski, był dla mnie czytelny. Poza tym ta powieść wydaje mi się doskonała kompozycyjnie. Myśliwski doprowadził w niej do mistrzostwa metodę, którą posługuje się we wszystkich swoich powieściach: snuje historie nielinearne, krążące wokół pewnych motywów, czasami zaskakująco przerwane. Z jednej strony mamy bogatą opowieść, pełną szczegółów, zmysłowych momentów, intensywnych obrazów, które zapamiętujemy. A z drugiej strony, jest wiele miejsc pustych, tajemniczych, ocienionych, co do których my, czytelnicy, musimy rozstrzygnąć, co się właściwie stało. Ten świat nie jest domknięty, trzeba go sobie w trakcie lektury uzupełniać. Dzięki takiemu ustawieniu narracji, wielu czytelników, jak mówi sam autor, odnajdywało się w tej książce, nawet takich, którzy nie czuli więzi z wsią, bo nie mieli takich doświadczeń. A jednak i tak czytali tę prozę jako opowieść o sobie, o ludzkim losie. 

Największy problem miałem z „Ostatnim rozdaniem” – trudno mi było w tę książkę się zaangażować, jej bohater mnie irytował, a niektóre fragmenty wydawały mi się przegadane. Co ciekawe, Myśliwski powiedział mi niedawno, w prywatnej rozmowie, że tę właśnie powieść uważa za najciekawszą, bo z punktu widzenia ściśle literackiej roboty udało mu się w niej najwięcej osiągnąć. Rozumiem więc, że ma to być dla nas, czytających, największe wyzwanie: spróbować zapanować nad tymi wszystkimi wątkami, które są tam posplatane, nie dać się uwieść narratorowi, nauczyć czytać się między wierszami… Podsumowując, nie ma takiej powieści Myśliwskiego, której bym nie chciał przeczytać raz jeszcze, a to jest dla mnie kryterium wielkości literatury.

A jak to jest z przekładami Myśliwskiego i odbiorem jego utworów za granicą? To przede wszystkim pisarz słowa – ilu bohaterów, tyle rozmaitych narracji. Pewien Holender z wdzięczności za "Kamień na kamieniu", która to powieść pomagała mu umierać, zapisał pisarzowi swój majątek. A to już dowodzi czegoś więcej – że  odnajdujemy w literaturze coś więcej niż tylko jakąś opowieść. Zdumiewa mnie fakt, że to się udaje przełożyć na inne języki, kulturę, mentalność – jak to możliwe?

To, że przekłady otrzymują nagrody – np. przekład Billa Jonstona na język angielski czy przekłady holenderskie, francuskie – dowodzi, że również czytelnicy w innych językach dostrzegają w powieściach Myśliwskiego coś z tych wartości, o których mówimy. Nie znam odpowiedzi na pytanie, jak specyficzny styl powieści Myśliwskiego oddać w angielszczyźnie czy innych językach, ale domyślam się, że tłumaczącym udaje się to zrobić. Chętnie wziąłbym udział w seminarium dotyczącym przekładu np. „Widnokręgu”, który jest napisany stosunkowo prostą polszczyzną, ale co jakiś czas autor pozwala sobie na pęknięcia, szczeliny, pojawiają się regionalizmy, sformułowania charakterystyczne dla języka mówionego i tak dalej – dopiero z tych wszystkich przypraw powstaje ta literacka zupa Myśliwskiego. Na przykład w opisie mostu w „Widnokręgu” mowa jest o „wybulałych przęsłach”... Jak to teraz przetłumaczyć? Jak się domyślam, tłumacze szukają dla tego barwnego, niespokojnego momentami języka jakichś adekwatnych odpowiedników. Jedna z tłumaczek mówiła mi, że właśnie dlatego zaczęła przekładać prozę Myśliwskiego – bo jego język nie jest płaski, przewidywalny. 

Premiera Ucha igielnego, z Wojciechem Bonowiczem w Sandomierzu 2019,
fot. Archiwum prywatne WM

Cechą charakterystyczną prozy Myśliwskiego jest także towarzyszący różnym dramatycznym wydarzeniom subtelny humor.  Zapada w pamięć rozdział o fryzjerze z "Ucha Igielnego", który snuł opowieści soczyście i obrazowo, a którego historie pochodziły – jak twierdził – nie od niego samego, lecz od klientów, przy czym z głowy gestapowca woli nie wydobywać żadnej opowieści. Mnie się wydaje, że humor także jest trudny do przełożenia, zwłaszcza humor tego rodzaju...

W „Uchu Igielnym” w ogóle humoru jest więcej niż w innych powieściach. Jest tam sporo autoironicznych fragmentów, jak choćby rozdział poświęcony nieudanemu powrotowi bohatera do miejsc dzieciństwa, który kończy się jego ucieczką… Humor rzeczywiście przenika całą twórczość Myśliwskiego. Weźmy choćby „teatr domowy” na początku „Widnokręgu”. Wyraźnie widać, że w tym wspomnieniu zmagają się dwa żywioły: żywioł wzruszenia, które zawsze towarzyszy powrotom do dzieciństwa i bliskich osób, a z drugiej strony żywioł zabawy, który ma to wzruszenie równoważyć. Przenikanie się śmiechu i sentymentu jest bardzo dla „Widnokręgu” charakterystyczne. Myśliwski w ogóle nie lubi sentymentalizmu i humor pełni w jego utworach rolę bezpiecznika. Z drugiej strony, ciągle jest postrzegany jako pisarz poważny, pisarz przez duże P: publiczne rozmowy z nim i cała atmosfera wokół jego osoby dobrze to pokazują. I to jest czymś trochę mylącym, bo ma Pani rację, że jest to pisarz, któremu humor jest bardzo potrzebny również jako narzędzie poznania. Dla niego literatura w ogóle jest narzędziem poznawania siebie, świata, innych ludzi.  Humor sprawdza, do czego jesteśmy przywiązani i w jakim stopniu. Wprowadzenie do fabuły „Widnokręgu” takich postaci jak panny Ponckie ma w jakimś stopniu zrównoważyć tragizm, jakim jest utrata ojca, i nie tylko zresztą. 

Mimo ukończenia dziewięćdziesięciu lat, Wiesław Myśliwski jest nieustająco twórczy – w słowie i w piśmie. Myślę, że to wielki dar. Zarówno jego ulubiony poeta Jan Kochanowski, jak i mistrz Jana z Czarnolasu – Horacy prosili o to, by ich starość nie była brzydka i "bez lutni". Jak Pan sądzi, czy pisarz jeszcze na niej zagra? Bo jednak po cichu wszyscy tego oczekujemy...

Wiesław Myśliwski napisał swoje literackie pożegnanie, jakim było „Ostatnie rozdanie”, a potem jednak pojawiło się „Ucho Igielne”… Po „Uchu…” zapowiedział, że nic już nie napisze. Ja jednak bałbym się orzekać, że nic już nie będzie. Sądzę, że pokusy mogą się pojawić. Trzeba jednak pamiętać, że pisanie jest także czynnością fizyczną – pomijając wysiłek intelektualny, pisarz musi książkę „wysiedzieć”, a to wymaga niemałego fizycznego wysiłku. Mogę zdradzić, że w planach jest wydanie zbioru dramatów. Często zapomina się o tym, że Myśliwski jest także autorem czterech dramatów, które były wystawiane w teatrach, a jeden z nich stał się nawet kanwą filmu. Przygotowujemy wspólnie taką edycję, nad którą pisarz jeszcze pracuje. Przynajmniej w dwóch przypadkach będą to utwory w jakimś sensie nowe, bo dopracowane, z większymi lub mniejszymi uzupełnieniami. A zatem dzieło Myśliwskiego nie jest zakończone choćby z tego powodu. Czy nie pojawi się pokusa napisania czegoś innego, jakiejś mniejszej formy, tego też nie można przesądzać. Może – jak w przypadku „Ucha Igielnego” – pojawi się nowy pomysł. Jak Pani słusznie zauważyła, Kochanowski jest dla niego arcypoetą – polskim wzorem pisarza (i stosunku do literatury), kimś, kto potrafił mowę potoczną wyprowadzić na wyżyny. Zdaniem Myśliwskiego, obowiązkiem pisarza nie jest czerpanie z literatury, z innych autorów, ale szukanie źródła twórczości w mowie. Pokusa napisania czegoś jeszcze może przyjść w każdej chwili, ale czy pisarz będzie chciał tę pokusę „wysiedzieć”, to już inna sprawa. Nie sądzę jednak, że ta głowa będzie spokojnie spała, myślę, że raczej będzie jeszcze długo pracować.

Wiesław Myśliwski stale podkreśla, że poprzez pisanie dowiaduje się czegoś o sobie, powstaje więc pytanie, czy zechce się jeszcze o sobie czegoś nowego dowiedzieć.

Ma Pani rację, sądzę, że pytań nie brakuje. Tytuł tomu brzmi „W środku jesteśmy baśnią", ale kiedy zajrzymy do wywiadu, z którego te słowa pochodzą, natkniemy się na pełne sformułowanie: „w środku jesteśmy kipiącą baśnią”. Myślę, że słowo „kipiącą” wiele mówi o samym pisarzu. My go postrzegamy jako spokojnego, zrównoważonego, pewnego tego, o czym mówi. Ale gdzieś w głębi jest to kipiące wnętrze i na tym polega m.in. ów proces nieustannego poznawania siebie za pomocą literatury: że człowiek pragnie zobaczyć, co się w tym wnętrzu ze sobą miesza, dlaczego to wnętrze formuje takiego, a nie innego człowieka. Zaczęliśmy naszą rozmowę od „Pałacu”, toteż na tej powieści zakończę. Otóż „Pałac” daje, moim zdaniem, pewien wgląd we wnętrze pisarza. Powieściowy Jakub tęskni za tym, aby być wszystkim, być każdym, pragnie sprawdzić siebie w każdej roli. Któż z nas nie tęskni za tym, aby żyć własnym i jeszcze innym życiem? Jest w tej powieści zapisane głębokie doświadczenie egzystencjalne – życie w nas kipi po prostu, a im człowiek wrażliwszy, głębszy, kipi ono nawet w późnym wieku. I to kipiące życie wyłania nowe pokusy, impulsy. Dlatego mam nadzieję, że Myśliwskiego ta wewnętrzna kipiąca baśń jeszcze ożywi.

Taki pisarz z pewnością nie ostygnie. Dziękuję za rozmowę.


poniedziałek, 4 kwietnia 2022

Wiesław Myśliwski w kopcu narracji: "W środku jesteśmy baśnią" /recenzja książki/

Książka Wiesława Myśliwskiego "W środku jesteśmy baśnią. Mowy i rozmowy" ukazała się w kwietniu z okazji 90 urodzin pisarza. Dobór tekstów, zdjęcia, a także oryginalny portret pisarza autorstwa Stanisława Baja, pozwalają lepiej poznać przemyślenia i sylwetkę Jubilata. To książka, do której można powracać wielokrotnie. Mój zaczytany egzemplarz z wypisami interesujących refleksji, które nierzadko przybierają postać aforyzmów, świadczy o tym najlepiej.

Mój egzemplarz książki Wiesława Myśliwskiego: "Wszyscy jesteśmy baśnią", Wyd. Znak

Jest taki wiersz Zbigniewa Herberta, zatytułowany "Język snu", z którego zaczerpnęłam metaforę "kopca narracji", kojarzy mi się bowiem z wypowiedziami Wiesława Myśliwskiego na temat czerpania inspiracji z kultury chłopskiej. I tu, i tam mamy do czynienia z tajemnicą twórczości i uwolnieniem słowa od stereotypowych kontekstów. 

"Każde słowo - twierdził Myśliwski podczas uroczystości wręczenia mu Nagrody Klubu Kultury Chłopskiej za Kamień na kamieniu w grudniu 1985 roku - jest wydarciem z siebie cząstki tajemnicy, każde zdanie poszerzeniem granic swojej wyobraźni, swojej wrażliwości". Dla pisarza literatura jest poszukiwaniem prawdy o sobie i o świecie. 

25 marca tego roku Wiesław Myśliwski ukończył 90. rok życia. Z tej okazji Jerzy Illg - redaktor naczelny Społecznego Instytutu Wydawniczego „Znak” wraz z Wojciechem Bonowiczem - poetą i publicystą, przygotowali tom zawierający mowy autora "Widnokręgu" oraz wywiady z Jubilatem. 

"Może w środku jesteśmy kipiącą baśnią, bo jak inaczej wytłumaczyć nasze pragnienie nieustającego mówienia i kreacji?" - pyta retorycznie autor Ucha Igielnego w rozmowie z Andrzejem Franaszkiem i Janem Strzałką. Pytanie to posłużyło autorom wydawnictwa jako wiele mówiący tytuł. 

Wyznam, że rozważania Myśliwskiego na temat języka, a w szczególności języka kultury chłopskiej, są dla mnie szczególnie ważne. Otóż w dzieciństwie każde wakacje spędzałam u Dziadków na wsi pod Tarnowem i zafascynowana byłam opowieściami mojego Dziadka Stanisława. Chodziłam za nim wszędzie, a on snuł rozmaite historie - głównie o ziemi, o ptakach, o drzewach, a w jego opowieściach wszystko żyło i stanowiło harmonijną całość. Babcia i ciotka, mimo że dużo czytały, takiego talentu narracyjnego nie posiadały. Dopiero po latach to właśnie Wiesław Myśliwski uświadomił mi, że Dziadek był twórczy i utalentowany właśnie dlatego, że ukształtowała go kultura chłopska, w której słowo, pamięć i wyobraźnia odgrywały rolę najistotniejszą. Niestety, nie ma już ani Dziadka, ani tamtej wsi... W tomie W środku jesteśmy baśnią  przeczytałam znamienne słowa, że: "był to świat afirmacji ludzkiego losu, jakikolwiek ten los był. (...) Bramą do tego świata stał się twórczy duch mowy żywej. Mowy żywej, a więc prawdziwie wolnego języka". To był także język mojego Dziadka...

Wiesław Myśliwski, fot. archiwum prywatne Pisarza

Nie istnieje już tamta kultura, która ukształtowała Dziadka Stanisława, szczęśliwie jednak można sięgnąć po książki Myśliwskiego - pisarza, a także myśliciela, który tę kulturę uczynił swoim źródłem inspiracji. Wszystkie one niezwykle silnie we mnie rezonują. Ucho Igielne zachwyciło mnie na wielu poziomach. To wspaniały zbiór rozmaitych narracji, równorzędnych wobec siebie, a zarazem tworzących spójną całość. Opowieść mężczyzny piszącego mowy pogrzebowe jest nie tylko refleksją nad językiem, ale także demonstracją rozmaitych stylów. Uważa, że spełnia szczególną misję, ponieważ "większość ludzkich głów jest zachwaszczona przez gazety, radio, telewizję, internet. I słów jest coraz mniej w ludziach. (...) To i słowom ktoś musi przyjść z pomocą". Dręczą go jednak wyrzuty sumienia, "bo każde życie niby inne, a każdego muszę zmieścić w jakimś wzorze". 

Interesujące i tajemnicze jest czerpanie opowieści od innych (fryzjer), a także "bycie w czyjejś opowieści". Myślę, że wszystkie te refleksje można odnieść do całości pisarstwa Myśliwskiego. A przy tym zawierają one głębokie przemyślenia autora na temat różnych aspektów ludzkiego życia, będąc - by użyć określenia jednego z bohaterów - "wielobarwnym malowidłem", w którym dostrzega się także i własną historię. Po latach powróciłam też do powieści Kamień na kamieniu, którą tym razem czytałam na głos, odkrywając ją na nowo i skłonna jestem uznać ją za ulubioną powieść tego pisarza. Tę z kolei zapamiętałam obrazami: główny bohater Szymek ukrywający się przed Niemcami w pustym grobowcu podczas wojny, niszczący w rozpaczy chmary ptactwa po powrocie ze szpitala, wygłaszający poruszające mowy ślubne jako "świecki ksiądz", a wszystko to zaczyna się od "Zbudować grób", jakby autor zamierzał już na początku nadać życiu bohatera eschatologiczny sens, ustawić jego (i każde) życie w takiej perspektywie, bo to daje przestrzeń do rozważań na temat ludzkiego losu... To taka książka, która pozostaje z człowiekiem na zawsze.

Z przemówień i wywiadów autora Ostatniego rozdania wyłania się portret Pisarza przez duże P, mówiącego, że pisze, aby poznać siebie i świat, że powołaniem literatury jest dążenie do zrozumienia człowieka, który jednak zawsze pozostanie tajemnicą. Myśliwski - pisarz niechętnie bierze udział w życiu publicznym, nie bywa, nie zabiega o popularność - jego książki bronią się same: są niezwykle popularne zarówno wśród młodych, jak i starszych czytelników. 

Zamieszczone w tomie wywiady uświadamiają, że Myśliwskiemu nie jest łatwo sprostać. Najlepiej wypadają ci rozmówcy, którzy są z pisarzem zaprzyjaźnieni, dobrze znają jego twórczość i mówią "swoim głosem", np. Barbara Kazimierczyk. Jednak i w tych rozmowach, w których padają pytania sztampowe i odsłaniające schematyzm myślenia zarówno o tym, jak powinna wyglądać rozmowa, jak też świadczące o słabej znajomości lub wręcz niezrozumieniu tej literatury, otóż i w takich rozmowach autor cierpliwie wyjaśnia, naprowadza, nie mówi niczego uszczypliwego. Hojnie obdarza każdego swoimi bezcennymi refleksjami. Dzięki temu i my, czytelnicy, czujemy się obdzieleni.

Dobór tekstów, zdjęć, a także oryginalny portret pisarza autorstwa Stanisława Baja któremu Myśliwski poświęca jeden z rozdziałów książki), pozwalają lepiej poznać przemyślenia i sylwetkę Jubilata. To książka, do której można - a nawet należy - powracać wielokrotnie. Mój "zaczytany" egzemplarz z podkreśleniami i wypisami interesujących refleksji, które nierzadko przybierają postać aforyzmów, świadczy o tym najlepiej. 

Premiera Ucha igielnego, z Wojciechem Bonowiczem w Sandomierzu 2019,
 fot. Archiwum prywatne WM

Książka Wiesława Myśliwskiego "W środku jesteśmy baśnią. Mowy i rozmowy" ukazała się w kwietniu 2022 roku w Wydawnictwie Znak z okazji 90 urodzin Pisarza.

Wywiad o Wiesławie Myśliwskim z jednym z redaktorów tomu - Wojciechem Bonowiczem znajdziecie pod tym linkiem.

piątek, 15 października 2021

Yusef Komunyakaa: "Niebieska godzina. Wersze wybrane" /recenzja książki/

W tym roku laureatem Nagrody im. Zbigniewa Herberta został Yusef Komunyakaa - autor około dwudziestu tomów poetyckich, w tym wyróżnionego Nagrodą Pulitzera "Neon Vernacular" (1993). Wydawnictwo Znak opublikowało wybór jego wierszy, zatytułowany "Niebieska godzina", dzięki czemu możemy się przyjrzeć twórczości Komunyakaa w pewnej perspektywie - od roku 1979 do 2020. Dodajmy, że jego  twórczość przekracza granice poezji - ogłosił kilka dramatów poetyckich, pisał libretta do oper, współpracował z plastykami i muzykami jazzowymi, był koedytorem trzytomowej The Jazz Poetry Anthology (1991). 


Utrzymaną w odcieniach niebieskiego okładkę tomu "Niebieska godzina" zdobi instalacja Władysława Hasiora "Ogniste ptaki" - surrealistyczna, jakby inspirowana "Płonącą żyrafą" Dalego. Dodajmy, że niebieski - blue - jest w kulturze Afroamerykanów kolorem smutku i żałoby. Okładka wyraża najważniejsze cechy twórczości Yusefa Komunyakaa: jej surrealistyczną wyobraźnię oraz związki z muzyką Południa, gdzie w 1947 roku urodził się poeta. To Południe go ukształtowało, stąd też wywodzą się jego związki z muzyką, a mianowicie z bluesem i jazzem.  Autor wzrastał w miejscu, w którym przemoc i segregacja rasowa były zjawiskiem codziennym, powszechnym. Jeśli ktoś zna powieści Jamesa Baldwina albo biografie takich artystów, jak Bessie Smith czy Billie Holiday, ten wie o czym mowa. A są to jednocześnie ważne inspiracje przyszłego poety. Było jednak znacznie więcej - przyniosło je samo życie. Po maturze Komunyakaa zaciągnął się do wojska i został korespondentem wojennym. Właśnie w Wietnamie zaczął pisać na dobre: reportaże, wiersze i opowiadania. Zadebiutował jeszcze podczas studiów (zrobił najpierw licencjat z socjologii i anglistyki, a następnie dyplom magisterski z creative writting), wydając w 1977 roku własnym sumptem książkę "Dedications and Other Darkhorses". Od tej pory opublikował siedemnaście zbiorów poezji. Pisze bardzo dużo - potrafi (co może przyprawić o zawrót głowy) pisać jednocześnie trzy książki! 

W latach 70. interesowałam się bluesem i jazzem, czytałam powieści Jamesa Baldwina, słuchałam (i nagrywałam) audycje Marii Jurkowskiej "Blues wczoraj i dziś". Kiedy dowiedziałam się, że laureat Nagrody im. Zbigniewa Herberta inspiruje się tymi gatunkami muzyki, pomyślałam, że to pokrewna dusza. Wprawdzie okazało się, że nie do końca tak jest, ale mimo to odkryłam dzięki niemu inny sposób patrzenia na świat i opowiadania o tym. Zapewne bez pośrednictwa tłumacza doświadczenie to byłoby bardziej autentyczne, poezji bowiem przełożyć się nie da, ale...

Inspiracje bluesem

Ponieważ "Niebieska godzina" jest antologią, ograniczę się do omówienia trzech wątków: inspiracji bluesem, jazzem oraz kulturą i historią europejską, uzupełniając w ten sposób wątki amerykańskie polskimi. 

Teksty i melodie tradycyjnych bluesów są bardzo proste - zawierają zawołanie i odpowiedź (call and response), dwie odrębne frazy muzyczne, z których druga stanowi odpowiedź na pytanie zawarte w pierwszej, a którą zazwyczaj bluesmen dwukrotnie powtarza. Charakterystyczny jest rytm i ta powtarzalność właśnie. Teksty bluesów zawierają ponadto ukryte treści i aluzje, których nie zrozumiemy, jeśli nie znamy kontekstu kulturowego i językowego. Jako przykład posłuży mi blues z repertuaru Muddy Watersa: "(I'm Your) Hoochie Coochie Man". 



Tajemnicze określenie "Hoochie Coochie Man" jest właściwie nieprzetłumaczalne. Pod koniec XIX w. pojawił się na Południu Stanów prowokujący seksowny taniec brzucha, który tak właśnie nazwano i od którego pochodzi określenie mężczyzny w tekście tego bluesa. "I'm the hoochie coochie man". Tłumaczone na język polski jako "Jestem rozpustnym mężczyzną" w ogóle nie oddaje istoty tego tekstu, trochę filuternego, w którym bohater z przyjemnością uwodzi kobiety, "bo tak mu wywróżyła Cyganka". 
Podobna jest atmosfera wiersza "Ta jędza blues". Przytoczmy fragment tego pięcioczęściowego utworu:

1.

Próbuję ukryć się w Prouście

w Mallarmém & w Camus,

ale znajduje mnie tutaj

ta jędza blues. Tak,

wślizguje się jak dobra miłość

na tłustym języczku kłamstw.

Dawniej myślałem, że wszystkiemu poradzi

osiem biegów w superwozie, że

w garniturze za pięć stów

nie zajmę miejsca

Roberta Johnsona. Rymuję Baudelaire`a

& Appolinaire`a, tak bardzo chcę

uniknąć rozdrozy & magicznych

proszków, prześcignąć dwanaście

taktów tętna. Ale tuż przed Jackson

zabieram autostopowiczkę.

Ma kozaki z frędzlami & obcisłe

dżinsy. Wiecie, co było dalej.

("Ta jędza blues")

Podmiot mówiący próbuje - jak widać - ukryć się przed swoim prawdziwym "ja", a to uciekając w literaturę, a to ubierając się elegancko i szpanując drogim samochodem, aby nie poddać się "jędzy blues", chce bowiem uniknąć problemów, które się z nią łączą, ale kiedy zabiera do samochodu seksowną autostopowiczkę, wiadomo, czym to się skończy 😀.Ostatecznie jednak godzi się z cierpieniami, które niesie wraz sobą "jędza blues" i deklaruje:

pójdę z tobą,
jeśli mnie zaprowadzisz 
do domu - do Łaski

Ucieczka przed smutkiem i cierpieniem nie ma sensu, bo są one naturalną częścią życia, a ostatecznie stają się także drogą do zbawienia. Tak oto autoironiczny, nieco frywolny tekst zamienia się w filozoficzne rozważanie. 

Inspiracje jazzem


Innym stałym źródłem inspiracji jest dla Yusefa Komunyakaa jazz. Spośród wierszy zamieszczonych w antologii wybrałam "Elegię dla Theloniusa" - utwór poświęcony zmarłemu w 1982 roku znanemu pianiście jazzowemu - Theloniousowi Monkowi. Był genialnym muzykiem, często improwizował i do dziś słucha się go z prawdziwą przyjemnością. Ostatnie sześć lat swego życia Monk spędził jako gość w domu swojej kochanki i przyjaciółki – Pannoniki de Koenigswarter w New Jersey. Historię ich związku, a także portret środowiska jazzowego znajdziemy w arcyciekawej książce Hannah Rothschild:Baronowa jazzu”. Monk zmarł w wyniku wylewu 17 lutego 1982 roku, co jest o tyle istotną informacją, że znajdzie swoje odzwierciedlenie w wierszu Komunyakaa. Ale zanim przyjrzymy się elegii, posłuchajmy samego Monka, przyjrzyjmy się jego dłoniom przebiegającym po białych klawiszach, przekonajmy się, jaką miał muzyczną wyobraźnię:

Thelonious Monk - Live At Berliner Jazztage (1969)

A tak postrzega jego odejście poeta:

Przeklęty śnieg.
Jego obce piękno
płynie ostrym światłem
przez gałęzie choiny. 
Thelonious nie żyje. Zima
sypie w klepsydrze;

Czerń i biel, krótka fraza wiersza i powtarzający się jak refren "Theonious nie żyje", a mimo to słyszymy wciąż dźwięki: "Coming on the Hudson", "Monk`s Dream"... A u Mintona 

siedzi Thelonious,
w odjechanej starej czapce
zaciągniętej na oczy

Pomordowanym profesorom Uniwersytetu Jagiellońskiego - według Hasiora

Czytając wiersze Yusef Komunyakaa nie można pominąć polskich wątków, a do takich należy wiersz poświęcony pomordowanym podczas II wojny profesorom Uniwersytetu Jagiellońskiego. Ten barbarzyński akt przedstawia poeta jako próbę zabicia prawdy, dyskusji nad światem, który miał stać się światem niewolników. 

Strzelali kulą w łeb
każdego pytania, by zabić nieskończone
spory Kanta z Heglem.
Palili prawa, kodeksy moralne

Ów barbarzyński akt "zabijania pytań" (rozumu, myślenia) uzupełnia opis miejsca, gdzie żył i tworzył Władysław Hasior.

Mały wieżowiec ze szklanych pudełek
słońce oświetla o tej samej porze dnia
pod pewnym katem koło Zakopanego, 
wygląda jak mieszkania, w których bystre duchy
wciąż stawiają czoła mrocznym odpowiedziom.

Właśnie sztuka, w tym przypadku Hasiora, jest odpowiedzią na akt barbarzyństwa. Instalację "Ogniste ptaki" wykonał artysta z blaszanych ptaków pędzących na wielkich kołach. Była ona podpalana podczas odsłonięcia. Obecnie, w nieco zmienionej formie, znajduje się ona w szczecińskim parku imienia Jana Kasprowicza. Podobna rzeźba stanęła także w Koszalinie - jako pomnik dla walczących o wolność ziem Pomorza. We wszystkich przypadkach ptak jest symbolem wolności, dla której czasem warto (i należy) spłonąć. 

Zaledwie trzy wiersze, a ileż wątków i treści...Ufam, że każdy, kto weźmie do ręki tom "Niebieska godzina", odkryje w nim coś dla siebie. 

poniedziałek, 31 maja 2021

Marek Górlikowski: "Państwo Gucwińscy. Zwierzęta i ich ludzie" /recenzja książki/

Książka Marka Górlikowskiego jest znakomicie napisana - oddaje klimat minionych czasów, przedstawia pasjonująco ludzkie (i zwierzęce!) historie, bawi, wzrusza i prowokuje do refleksji. Autor jest nie tylko empatyczny i potrafi słuchać swoich licznych rozmówców, ale też posiada dar znajdowania naprawdę interesujących, wręcz malowniczych postaci. Gorąco zachęcam do lektury tej wspaniałej książki!

Po książkę o Gucwińskich sięgnęłam, bo - jak wszyscy - znałam to kultowe małżeństwo za sprawą  programu telewizyjnego "Z kamerą wśród zwierząt" i byłam ciekawa ich historii. Także dlatego, że jest to część historii mojego - od niemal pięćdziesięciu lat! - miasta. Sięgnęłam i ... nie mogłam się oderwać, dopóki jej nie dokończyłam. Nooo, takiego obrotu sprawy kompletnie się nie spodziewałam, szczególnie, że autor nie był mi znany. Okazało się ponadto, że nie jest to wyłącznie książka o Hannie i Antonim Gucwińskich, choć przyznaję, że ich barwne opowieści o zwierzętach, które notuje Marek Górlikowski, są fantastyczne - pełne humoru, czasem także wzruszeń, a nawet grozy. Przy tym historia Gucwińskich to żadna laurka, bo autor uzupełnia ich narrację wieloma innymi, sięga też do dokumentów i filmów. 

Książka jest także historią najstarszego ogrodu zoologicznego w Polsce (powstał w 1865 roku, ale autor snuje ją od 1932 roku, o czym za chwilę), opowiadana poprzez losy ludzi, którzy się przez ogród przewinęli, m. in. urodzonego w Breslau Herberta Globicha czy pracującej z szalecie hrabiny Anny Marii  Stadnickiej - ludzi nieprzeciętnych, oczytanych, szlachetnych, którzy na terenie ogrodu znaleźli rodzaj schronienia po tym, jak okrutnie obeszła się z nimi historia. Koleje ich losów są tajemnicze lub słabo znane, ale dociekliwy autor dociera zarówno do dokumentów, jak i do rodzin, aby więcej się o swoich bohaterach dowiedzieć. I udaje mu się to! 

Hrabina Anna Maria Stadnicka /skan książki

Wreszcie jest to poza wszystkim opowieść o mentalnych zmianach, które zaszły w relacjach między ludźmi a zwierzętami, co poniekąd zapowiada podtytuł, nabierający pod koniec nowych znaczeń. Swoją opowieść autor opatruje znaczącym mottem - wierszem Rainera Marii Rilkego "Pantera", ukazującym uwięzione w klatce zwierzę, które - choć ciągle porusza się w obrębie krat - to "w głębi serca bezgłośnie umiera". W Prologu zaś przytacza obiegowe opinie uzasadniające istnienie ogrodów zoologicznych, jak choćby ta, że zamykamy zwierzęta w zoo, aby je chronić i otaczać opieką. Tymczasem, jak pisał w swoim eseju "O patrzeniu" John Berger: "Powszechnym celem istnienia ogrodów zoologicznych jest dostarczenie zwiedzającym możliwości patrzenia na zwierzęta. W najlepszym razie spojrzenie zabłyśnie i prześliźnie się dalej. Zwierzęta patrzą na boki. Patrzą niewidzącymi oczami. (...) Ogród zoologiczny jest demonstracją relacji między człowiekiem i zwierzęciem - niczym innym". 

Mała Hania z tatą / skan

Marek Górlikowski  rozpoczyna swoją opowieść od konstatacji, że historia zwierząt i ich ludzi jest długa i etycznie niejasna, a zaczyna ją od 1932 roku, kiedy to w zoo w Breslau rodzi się mrówkojad, w rodzinie warszawskiego policjanta Hanna Jurczak (później Gucwińska), a w Porębie Małej - Antoni Gucwiński. Zanim te trzy odrębne kosmosy splotą się w jeden, autor opowiada dramatyczne dzieje Hanny, a właściwie opowiada je sama bohaterka, ale narracja przechodzi niepostrzeżenie z pierwszej osoby w trzecią i odwrotnie. Córka przedwojennego policjanta nie mogła mieć łatwego życia, szczególnie, że była niepokorna, a jednak dzięki miłości do zwierząt potoczyło się ono trochę jak w bajce... Biografia Antoniego - mniej spektakularna, żeby nie powiedzieć: zwyczajna. Kiedy spotkali się we wrocławskim zoo, długo jeszcze trwało, zanim się pobrali. Ta para, której nie wyobrażamy sobie oddzielnie i która stanowi znakomicie uzupełniający się duet także na potrzeby książki, zdecydowała się na wspólne życie znacznie później. Z pewnością zdecydowała o tym miłość do ... zwierząt 😀 Opowieściom o życiu towarzyszą liczne anegdoty, bo państwo Gucwińscy są, jak wiadomo, urodzonymi gawędziarzami. To z pewnością najbardziej atrakcyjna część książki. Mnie najbardziej zapadła w pamięć anegdota o pytonie Kubie, który uwielbiał codzienne kąpiele w wielkiej poniemieckiej wannie państwa Gucwińskich. Kiedyś małżonkowie wybierali się do opery, ale musieli wpierw wyciągnąć Kubę z wanny. Ten jednak nie miał na to najmniejszej ochoty. Wobec tego pan Gucwiński wyciągnął korek, ale woda nadal nie spływała. Wtedy okazało się, że spryciarz zatkał odpływ swoim ciałem 😉 W końcu udało się uporać z pytonem, ale do opery państwo Gucwińscy przyszli po I akcie... 

Z książki dowiadujemy się m. in., że z racji bliskości Wytwórni Filmów Fabularnych wiele zwierząt wystąpiło w filmach, również pani Gucwińska, którą Andrzej Żuławski zatrudnił podczas kręcenia "Diabła", gdyż tylko ona nie bała się wystąpić z potężnym pytonem. 

Hanna Gucwińska z wężem z wrocławskiego ZOO w scenie filmu
Andrzeja Żuławskiego "Diabeł"/ skan

Górlikowski opisuje szczegółowo nie tylko okoliczności powstania programu "Z kamerą wśród zwierząt" (prezentowanie zwierząt i opowieści o nich zaczęły się od niezwykle popularnego "Przekroju"), jego twórców, a także kontrowersji z nim związanych, szczególnie w stanie wojennym i po transformacji. Wtedy także kończy się pewna epoka, a wraz z nią styl przygotowywania programów. Wreszcie, opisano szczegółowo okoliczności odejścia państwa Gucwińskich po około pięćdziesięciu latach z wrocławskiego ZOO w atmosferze oskarżeń i niemalże skandalu z powodu niewłaściwej opieki nad jednym z niedźwiedzi. Ta sprawa przesądziła także o tym, co należy uważać za okrucieństwo wobec zwierząt i jak je karać. W tle zaś zmienia się ustrój i styl zarządzania ogrodem zoologicznym. Następca Gucwińskich z pewnością nie urządzałby codziennych kąpieli w swojej wannie ulubionemu pytonowi. Choćby dlatego, że nie ma ulubieńców, jest nowoczesnym menadżerem, który zarządza (m. in. w tajemniczy sposób pozbywa się kotów, których jest w ZOO ponad sto), buduje afrykanarium i dba o rzadkie gatunki.

Państwo Gucwińscy z młodym szympansem, początek lat 70./skan

Po przeczytaniu książki Marka Górlikowskiego nie można nie snuć różnorakich refleksji. Najważniejszą jest ta, że ogrodów zoologicznych w ogóle być nie powinno. Jeśli jednak przyglądamy się temu. co było i temu, co nastąpiło, to poza ogromną zmianą mentalną, odczuwamy jednak sympatię dla państwa Gucwińskich, którzy być może traktowali ZOO jak swój folwark, nikt jednak nie ma wątpliwości, że kochali zwierzęta, które były "ich dziećmi". Współczesne ZOO przypomina raczej sprawnie zarządzaną korporację, w której nie ma miejsca na emocje...

Książka Marka Górlikowskiego jest znakomicie napisana - oddaje klimat minionych czasów, przedstawia pasjonująco ludzkie (i zwierzęce!) historie, bawi, wzrusza i prowokuje do refleksji. Autor jest nie tylko empatyczny i potrafi słuchać swoich licznych rozmówców, ale też posiada dar znajdowania naprawdę interesujących, wręcz malowniczych postaci. Gorąco zachęcam do lektury tej wspaniałej książki!

Książka Marka Górlikowskiego "Państwo Gucwińscy. Zwierzęta i ich ludzie" będzie miała swoją premierę 2 czerwca 2021 roku w Wydawnictwie Znak.


wtorek, 12 maja 2020

Ewa K. Czaczkowska: "Prymas Wyszyński" /recenzja książki/

W najnowszej biografii Stefana Wyszyńskiego, Ewa K.Czaczkowska prezentuje postać Prymasa Tysiąclecia - jak sama zapowiada - z punktu widzenia "człowieka wewnętrznego", którego "człowieczeństwo zostało ukształtowane przez wiarę". Rysuje portret człowieka nadzwyczaj skromnego, serdecznego dla ludzi, wielkodusznego, który cnoty ewangeliczne praktykuje w swoim życiu. Można to próbować zrozumieć zarówno w perspektywie Jego dokonań, jak też własnoręcznie zapisanych refleksji, Prymas bowiem prowadził regularne zapiski, do których autorka biografii często sięga. 



28 kwietnia 2020 roku miała nastąpić beatyfikacja Prymasa Tysiąclecia - kardynała Stefana Wyszyńskiego, ale z powodu panującej pandemii uroczystości zostały przesunięte na 7 czerwca. Myśląc o tym, trudno oprzeć się wrażeniu, że całe życie przyszłego świętego obfitowało w trudne momenty i towarzyszą Mu one także po śmierci. Niemniej przygotowania do beatyfikacji zaczęły się dużo wcześniej i zaowocowały m. in. stosownymi publikacjami. Wśród nich znajduje się biografia Prymasa pióra Ewy K. Czaczkowskiej, której pierwsza, dużych rozmiarów biografia, ukazała się już w 2013 roku.

W najnowszej, zmienionej wersji, autorka prezentuje postać Prymasa Tysiąclecia - jak sama zapowiada - z punktu widzenia "człowieka wewnętrznego", którego "człowieczeństwo zostało ukształtowane przez wiarę". Rysuje portret człowieka nadzwyczaj skromnego, serdecznego dla ludzi, wielkodusznego, który cnoty ewangeliczne praktykuje w swoim życiu. Można to próbować zrozumieć zarówno w perspektywie Jego dokonań, jak też własnoręcznie zapisanych refleksji, Prymas bowiem prowadził regularne zapiski, do których autorka biografii często sięga.


Ingres bp. Stefana Wyszyńskiego, Lublin 1946/skan książki

Człowiek modlitwy i skupienia


Kardynał Stefan Wyszyński był przede wszystkim człowiekiem modlitwy i skupienia. Dawało mu to siłę do przetrwania najtrudniejszych doświadczeń, począwszy od śmierci matki, gdy miał zaledwie 9 lat, poprzez ciężką chorobę, która omal nie stanęła na przeszkodzie święceniom kapłańskim, po aresztowanie i odosobnienie w czasach stalinizmu w Polsce. Wszystkim tym wydarzeniom Ewa Czaczkowska poświęca sporo uwagi, ukazując, jak dzielny i silny wiarą był to człowiek. Będąc niezłomnym, potrafił jednocześnie wybaczać - swoim prześladowcom, biskupom, którzy go zawiedli, osobom, które go inwigilowały... Nie tylko wybaczał - umiał przy tym okazać im swoją troskę i życzliwość. Mawiał, że nienawiść można uleczyć tylko miłością. I wprowadzał te słowa w czyn! A przy tym potrafił być twardy i nieugięty w sprawach istotnych. Przykładem takiej postawy jest m. in. memoriał Non possumus, napisany w maju 1953 roku i wysłany do Bolesława Bieruta. W czasach terroru kardynał Wyszyński nie bał się nazywać rzeczy po imieniu. Pisał o usuwaniu religii ze szkół, o zamykaniu instytucji kościelnych, szykanowaniu duchownych... W czasach narzuconych rządów komunistycznych stał się duchowym przywódcą narodu. Gdyby nie ta bezkompromisowa postawa kardynała, bylibyśmy dziś duchowo wyjałowieni jak Czesi czy Węgrzy, a także pozbawieni przestrzeni wolności w tamtych trudnych czasach, kiedy Kościół - właśnie dzięki kardynałowi Wyszyńskiemu - stał się ostoją polskości i żywej wiary.



Umiłowanie Ojczyzny i wartość pracy


AGAD, Prymas Stefan Wyszyński na spotkaniu z wiernymi, Poznań 17 kwietnia 1966

"Urodzony w niewoli", jakby powiedział wieszcz Adam, Stefan Wyszyński był wielkim patriotą. Ukształtował go pobożny i patriotyczny dom, tajne harcerstwo, doświadczenie II wojny. Był kapelanem Armii Krajowej, udzielał pomocy Żydom i zachęcał do tego innych. Będąc przed wojną duszpasterzem środowisk robotniczych, doskonale znał życie biedoty i jej potrzeby. A jednocześnie charakteryzował go wielki szacunek do pracy. Na uwagę zasługuje jego nauczanie na temat roli pracy w życiu człowieka - jej znaczenia dla rozwoju duchowego i moralnego. Uważał, że człowiek, pracując, kontynuuje dzieło Boże, nie tworzy niczego sam. Bardzo bliski był mu benedyktyński ideał ora et labora - módl się i pracuj. Taka praca człowieka uszlachetnia i zbliża do Boga. Sam był tytanem pracy - po modlitwie o godzinie piątej rano zasiadał do pracy. Jednocześnie, żyjąc w komunistycznym kraju, Prymas - troskliwy pasterz nieustannie upominał się o prawo do swobody wyboru pracy, adekwatną za nią zapłatę, godne warunki dla ludzi uczciwie zarabiających na życie własne i rodziny.

Rola kobiet w Kościele


Prymas Stefan Wyszyński podczas wypoczynku u Sióstr Zmartwychwstanek w Stryszawie, 1962/skan

Piękną i rzadką cechą Prymasa Wyszyńskiego było jego otwarcie na udział kobiet w życiu Kościoła. Znane jest umiłowanie przez Prymasa Matki Bożej, która zastąpiła mu jego zmarłą matkę, Z wielką serdecznością i szacunkiem traktował kobiety, a w sposób szczególny doceniał te, które były zaangażowane w działalność na rzecz Kościoła, m. in. członkinie "Ósemki". Mógł na nie liczyć w najtrudniejszych czasach, np. podczas internowania, kiedy "umilkli wszyscy mężczyźni". Jedna z nich, najbliższa współpracownica, Maria Okońska, napisała we wspomnieniach: "My go po prostu kochaliśmy. Ojciec był najcudowniejszym człowiekiem (...).

Kiedy patrzymy na załączone do książki fotografie,uderzające jest, że na wszystkich Stefan Wyszyński jawi się jako ciepły, uśmiechnięty, dobry człowiek.

Biografię Prymasa Stefana Wyszyńskiego kończy historia cudów, które zanotowano w procesie beatyfikacyjnym, a każda z tych opowieści jest niezwykle poruszająca. Zamieszczono także rozmowę autorki z o. prof. Zdzisławem J. Kijasem - relatorem Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych w Watykanie. Wywiad zatytułowany "Patron osób w sytuacji bez wyjścia?" zdaje się być dobrą puentą na nasze czasy.


Książka Ewy K. Czaczkowskiej: "Prymas Wyszyński. Wiara nadzieja miłość" ukazała się 6 maja w Wydawnictwie Znak. 










Wakacje w Muzeum Narodowym we Wrocławiu

 Sztuka najwyższych lotów, niezapomniana przygoda i mnóstwo kreatywnej zabawy – tak zapowiadają się tegoroczne wakacje w Muzeum Narodowym we...

Popularne posty