Tytuł bloga powstał z inspiracji prozą Brunona Schulza, w której wielokrotnie, w różnych kontekstach, pada to tajemniczo brzmiące słowo, znaczące o wiele więcej niż „składniki”, bo mające rangę metafory, symbolu…
Kulturalne Ingrediencje nie jest blogiem monotematycznym, np. książkowym czy filmowym. Łączę w nim wszystkie moje pasje w jedną całość. Znajdują się tu teksty dotyczące literatury, filmu, muzyki i sztuk plastycznych. Ponadto rozmowy z artystami i własne zapiski.To także moje archiwum.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Agnieszka Smoczyńska-Konopka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Agnieszka Smoczyńska-Konopka. Pokaż wszystkie posty
Agnieszka Smoczyńska, reżyserka, scenarzystka filmowa i teatralna, będzie kolejnym gościem cyklu „Reżyserzy Popkultury” w Dolnośląskim Centrum Filmowym. W ramach cyklu twórcy opowiadają o swoich kulturowych inspiracjach i omawiają własne realizacje filmowe. Cykl „Reżyserzy Popkultury” w październiku otworzyło spotkanie z Krzysztofem Skoniecznym. W listopadzie gościliśmy Łukasza Rondudę. 6 grudnia spotkamy się z Agnieszką Smoczyńską.
Czym jest “teatralność” w filmie? Jak “filmowość” można przenieść na scenę? Gdzie i w jakiej formie działają tutaj gatunek i popkultura? Przez ten pryzmat przyjrzymy się twórczości Agnieszki Smoczyńskiej. Jej spektakle teatralne i filmy posłużą nam jako materiał ilustracyjny i punkty odniesienia.
Agnieszka Smoczyńska podczas spotkania z publicznością w Teatrze Kameralnym we Wrocławiu, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek
Eksperymentatorka. Urodzona we Wrocławiu jedna z najbardziej poszukujących reżyserek młodego pokolenia. We wrocławskim I LO uczęszczała do klasy z edukacją filmową, dzięki czemu – jak wspomina – złapała bakcyla kina. Jej debiut filmowy zaskoczył nie tylko w Polsce. W "Córkach Dancingu" Smoczyńska połączyła musical z romansem, a kino gore splotła z romantycznymi balladami i nostalgiczną opowieścią o dojrzewaniu i sile miłości. Autorkę za ten film doceniono głównie w Stanach Zjednoczonych, gdzie otrzymała Nagrodę Specjalną Jury za Oryginalność Pomysłu i Unikalną Wizję Artystyczną na prestiżowym festiwalu Sundance, a IndieWire nazwało film „najlepszym gotyckim musicalem o pożerających ludzi syrenach, jaki kiedykolwiek powstał”. Smoczyńska jest też odpowiedzialna za reżyserię 7 odcinka "1983" - pierwszego polskiego serialu dla Netflixa.
Rozmowę poprowadzi Kaja Klimek – edukatorka, tłumaczka, krytyczka filmowa i popkulturowa, która nieustannie dyskutuje o filmach – z widzami, gdy tylko nadarzy się okazja, z twórcami na festiwalach, z innymi krytykami w mediach, ze studentami na Uniwersytetach Warszawskim i Gdańskim, z dziećmi i młodzieżą w ramach programów edukacji filmowej.
Dolnośląskie Centrum Filmowe rozpoczyna w październiku nowy cykl: REŻYSERZY POPKULTURY. We Wrocławiu pojawią się reżyserzy młodego pokolenia: Krzysztof Skonieczny, Łukasz Ronduda i Agnieszka Smoczyńska, którzy opowiedzą swoich kulturowych inspiracjach. Spotkania z nimi poprowadzą Kaja Klimek i Adriana Prodeus.
Podczas spotkań w cyklu Reżyserzy Popkultury widzowie obejrzą krótkie materiały audiowizualne - teledyski, filmy krótkometrażowe oraz fragmenty filmów i spektakli, które będą przeplatane dyskusją i pogłębioną analizą.
- Pomysł nowego cyklu narodził się nieco w kontrze do cykli znanych już naszym widzom, jak Magiel Filmowy, Książka na Ekranie czy DKF, w których najpierw pokazujemy pełną wersję wybranego filmu, by chwilę po podyskutować o nim z zaproszonym gościem. Tym razem zaproponujemy nową formułę, w której pokaz filmowy przeplatany będzie na bieżąco dyskusją z twórcami i widownią. Porozmawiamy o filmie, teledyskach, performansie i teatrze. Wśród naszych gości pojawią się młodzi artyści, których twórczość wprowadziła zupełnie nową jakość do polskiej kinematografii i sztuk audiowizualnych. Rozmowy poprowadzą znakomite znawczynie filmu, sztuki i popkultury: Kaja Klimek i Adriana Prodeus – mówi Jarosław Perduta, dyrektor Dolnośląskiego Centrum Filmowego.
Spotkania w cyklu Reżyserzy Popkultury odbędą się 24 października, 22 listopada i 6 grudnia. W październiku w DCF zagości Krzysztof Skonieczny, reżyser m.in. serialu „Ślepnąc od świateł”. W listopadzie z widzami DCF spotka się Łukasz Ronduda („Performer”, „Serce miłości”), a w grudniu Agnieszka Smoczyńska („Córki Dancingu”, „Fuga”).
- Wszystkich naszych gości cechuje wyrazisty, indywidualny styl i interdyscyplinarne podejście do sztuki filmowej. Wszyscy chętnie sięgają do motywów, obrazów, tematów czy klisz wymieszanych w wielkim worku popkultury. Filtrują, kradną, żonglują, przetwarzają. Pracują na styku różnych form wyrazu. Wszyscy konsekwentnie i bezkompromisowo rozwijają swoje ścieżki zawodowe. Jak dogłębnie popkultura zakodowała im określony sposób tworzenia? Czy można dzisiaj stworzyć coś niestworzonego? Czy od popkultury da się uciec? Czym charakteryzuje się polska popkultura? Na czym polega istota współczesnego procesu tworzenia sztuki? Będziemy wspólnie szukać odpowiedzi na te i wiele innych pytań – mówi Kalina Cybulska z Dolnośląskiego Centrum Filmowego.
24 października o 19.30 gościem DCF będzie Krzysztof Skonieczny - niezależny reżyser filmowy i teatralny, performer, producent, twórca teledysków, wideoprojekcji, fotografii oraz zdjęć filmowych, aktor teatralny i filmowy, założyciel i twórca konglomeratu artystycznego głęboki OFF, reżyser i współscenarzysta głośnego serialu „Ślepnąc od świateł”. Opowie m.in. o swoich teledyskach dla Doroty Masłowskiej, Katarzyny Nosowskiej, Jamala czy o jego serialowym wcieleniu - raperze Piorunie. Spotkanie poprowadzi Adriana Prodeus.
22 listopada o 20.00 w DCF zagości specjalista od mariażu filmu i sztuk wizualnych - Łukasz Ronduda, który na co dzień pracuje jako kurator Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie. Ronduda zrealizował dwa znakomite filmy inspirowane twórczością polskich perfomerów: Oskara Dawickiego, Wojciecha Bąkowskiego i Zuzanny Bartoszek. Zarówno „Performer”, jak i „Serce miłości” to dzieła dalece indywidualne w swym podejściu do sztuki filmowej. Ronduda jest też pomysłodawcą nagrody filmowej PISF i MSN na produkcję filmu fabularnego dla artysty z pola sztuk wizualnych, dzięki której swoje filmy mieli szansę zrealizować m.in. Zbigniew Libera, Katarzyna Kozyra, Agnieszka Polska czy Jaśmina Wójcik. Spotkanie poprowadzi Kaja Klimek. 6 grudnia o 20:00 widzowie DCF spotkają się z Agnieszką Smoczyńską, której „Córki Dancingu” okrzyknięto jednym z najciekawszych polskich debiutów ostatnich lat. Smoczyńską za ten film doceniono głównie w Stanach Zjednoczonych, gdzie otrzymała Nagrodę Specjalną Jury za Oryginalność Pomysłu i Unikalną Wizję Artystyczną na prestiżowym festiwalu Sundance, a IndieWire nazwało film „najlepszym gotyckim musicalem o pożerających ludzi syrenach, jaki kiedykolwiek powstał”. Smoczyńska współreżyserowała pierwszy polski serial dla Netflixa „1983”, zrealizowała też swój drugi film „Fugę”. Spotkanie poprowadzi Kaja Klimek, która weźmie pod lupę m.in. mniej znane od filmowych, realizacje teatralne Agnieszki Smoczyńskiej.
Cykl będzie miał swoją kontynuację wiosną 2020 roku.
Bilety 13/20 zł.
Tytułowa Fuga przypomina swoim kształtem fugę muzyczną - polifoniczną opowieść o samotności, ucieczce od dotychczasowego życia, o powrotach, o miłości, nienawiści, o strachu przed prawdziwym życiem i o tęsknocie za nim.
Podczas 18. MFF Nowe Horyzonty miałam okazję obejrzenia kilku interesujących filmów jeszcze przed ich oficjalną premierą. Wśród nich dwie znakomite polskie produkcje: Jak pies z kotem w reżyserii Janusza Kondratiuka oraz najnowszy film reżyserki młodszego pokolenia - Agnieszki Smoczyńskiej.: Fuga.
Zanim odbyła się jego polska prapremiera na Nowych Horyzontach, film miał światową premierę w Cannes, pojawił się też na festiwalu w Karlowych Varach i wiadomo już, że będzie rozpowszechniany w Szwajcarii, Danii, Norwegii, Szwecji, Czech, Litwie, Kanadzie oraz w ...Chinach.
kadr z filmu Fuga, prasowe
Kameralny dramat może zaskoczyć tych, którzy zwykli postrzegać kino reżyserki przez pryzmat Córek dancingu (2015). Podczas spotkania z twórcami po seansie Fugi okazało się jednak, że scenariusz odtwórczyni głównej roli, Gabrieli Muskały, czekał na realizację aż siedem lat (!).
Fuga od pierwszej sceny jest filmem z tzw. drugim dnem. Opowiada historię kobiety, która "zgubiła" tożsamość. Słowo "fuga" oznacza po łacinie "ucieczkę", a w terminologii medycznej zwykło się tak określać pewien rodzaj zaburzenia nerwicowego. Ta wieloznaczeniowość tytułu została w filmie znakomicie spożytkowana. Po Córkach dancingu Agnieszka Smoczyńska nadal eksperymentuje z językiem filmowym, dzięki czemu opowiedziana przez nią historia nie jest psychologicznym banałem o problemach w rodzinie, ale staje się wielopiętrową opowieścią egzystencjalną, którą można interpretować na różne sposoby.
Już pierwsza scena filmu - mocna i wstrząsająca - wprowadza nas w jego mroczny klimat. Z czeluści kolejowego tunelu wyłania się jak we śnie kobieca postać, ubrana dość dziwacznie jak na podróżną i bez bagażu. Z trudem pokonuje wysoki peron, po czym kuca i publicznie siusia... Wygląda, jakby pojawiła się z innej rzeczywistości. Ludzie odsuwają się z niesmakiem, przechodzą oglądając się. Potem widzimy ją w jakimś zamkniętym ośrodku, w którym lekarz próbuje dociec jej tożsamości, ale bez skutku. Metody zawodzą, toteż doktor wpada na pomysł, aby pokazać "trudną pacjentkę" w programie telewizyjnym "Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie". Dwa lata bezskutecznych prób określenia tożsamości zostaną dzięki temu zwieńczone sukcesem: dzwoni telefon - kobieta zostaje rozpoznana przez ojca.
Gabriela Muskała w filmie Fuga w reż. Agnieszki Smoczyńskiej
Pierwszy dom, do którego zostaje przywieziona, okazuje się być domem rodziców. Bohaterka nie rozpoznaje go. Nie poznaje też członków rodziny, w tym męża i synka. Nie sprawia przy tym wrażenia osoby zalęknionej czy zagubionej, a jej zachowania i relacje stają się momentami źródłem subtelnego humoru. Obserwujemy jej ciepłe relacje z ojcem, opiekuńczą matkę, która polskim zwyczajem zaopatruje liczną rodzinę w różne przysmaki. Pomiędzy małżonkami nie ma żadnej "chemii" - zachowują się jak obcy ludzie. Obserwujemy również sceny ukazujące tkwiące w tym związku pokłady agresji, a także tę "trzecią", która okazuje się być ... przyjaciółką bohaterki, jej koleżanką z pracy. Również chłopiec nie przyjmuje do wiadomości, że Alicja (tak nazywa się bohaterka grana przez Gabrielę Muskałę) jest jego matką. Rozwój akcji jest nieoczywisty - kobieta, pomimo kruchości i delikatności, które kojarzymy z aktorstwem Gabrieli Muskały, okazuje się nad wyraz twarda i zdecydowana. Powoli odzyskuje swoją pozycję w rodzinie. Wiele scen w tym filmie ma oniryczny charakter - z okruchów snów budzą się wspomnienia. Wreszcie następuje przełomowy moment, kiedy małżonkowie z dzieckiem znajdują się na plaży nad brzegiem morza. Jest nastrojowo i pogodnie, kiedy nagle mężczyzna z chłopcem znikają. Alicja rozpaczliwie ich woła, a kiedy odnajduje ich w końcu na schodkach prowadzących na molo, okaże się, że na nią czekają i witają radośnie. Powoli zmierzamy do mrocznego rozwiązania, którego jednak nie zdradzę.
kadr z filmu
Istotną rolę spełniają w filmie pejzaże - dom i jego otoczenie. O ile przyroda jest dzika, piękna i daje perspektywę, o tyle dom jest szpetny, pozbawiony duszy - nie można czuć się w nim dobrze. Dopiero w ostatniej scenie, kiedy Alicja bawi się z synem w podróż okrętem, czujemy, że wszystko się zmieniło, że tych dwoje łączy silna więź. I choć nie ma w tym filmie typowego happy andu, czujemy, że pękł wrzód obcości i że kobieta wróci do domu, bo to jest już jej dom, jej rodzina.
Tytułowa ucieczka przypomina swoim kształtem muzyczną fugę - polifoniczną opowieść o samotności, ucieczce od dotychczasowego życia, o powrotach, o miłości, nienawiści, o strachu przed prawdziwym życiem i o tęsknocie za nim. W fudze temat decyduje o kształcie wszystkich kontrapunktów, łączników i wszelkiego rodzaju motywów. Sądzę, że film Agnieszki Smoczyńskiej ma taki właśnie charakter. Należałoby dodać, że temat główny wprowadza bohaterka, fenomenalnie zagrana przez Gabrielę Muskałę. Pozostałe postaci: mąż, syn, rodzice, kochanka męża - stanowią kontrapunkty. Całość filmu wieńczy koda, będąca rodzajem podsumowania tego, co się wydarzyło, a co jest dla widza impulsem do przemyśleń.
Gabriela Muskała w filmie Agnieszki Smoczyńskiej Fuga
Spotkania
Jak to jest być hipsterem na wsi? Wtorkowy poranek proponujemy zacząć wizytą na Wsi pływających krów (The Village of Swimming Cows, 10:00). O filmie opowiedzą aktorzy: Ellen Ebert, Jonathan Hamnett i Mario May. Również o 10:00 Kilka rozmów o bardzo wysokiej dziewczynie (Several Conversations About a Very Tall Girl) - z reżyserem Bogdanem Theodorem Olteanu przeprowadzi Piotr Czerkawski. W porannym bloku polecamy także Holiday (10:15) i późniejsze spotkanie z Isabellą Eklöf.
Wieś pływających krów
Popołudnie najlepiej rozpocząć z Valeską Grisebach, zeszłoroczną laureatką Grand Prix Nowych Horyzontów, która opowie o pracy na planie Tęsknoty (Longing, 13:00). Po seansie Mojej polskiej dziewczyny (My Friend the Polish Girl, 13:15) zapraszamy na Q&A z twórcami filmu, a o 15:45, w sekcji Front Wizualny, wspólnie z Barbarą Visser ogłosimy Koniec ze strachem (The End of Fear).
Jutro rozpocznie się 71. Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Cannes. To wyjątkowy rok dla obecności polskich filmów - aż siedem wspartych przez Polski Instytut Sztuki Filmowej tytułów znalazło się w najważniejszych sekcjach tej prestiżowej imprezy! W programie festiwalu nie zabraknie także wydarzeń branżowych z udziałem polskich filmowców.
materiały organizatorów
„Zimna wojna” i „Ayka” w Konkursie Głównym
Aż dwie współfinansowane przez PISF koprodukcje powalczą o nagrody z 20 innymi produkcjami w Konkursie Głównym. Filmy oceniać będzie jury pod przewodnictwem aktorki Cate Blanchett w składzie: Chang Chen, Ava DuVernay, Robert Guédiguian, Khadja Nin, Léa Seydoux, Kristen Stewart, Denis Villeneuve, Andriej Zwiagincew. „Zimna wojna” Pawła Pawlikowskiego to pierwsza od 28 lat produkcja w języku polskim, która znalazła się w Konkursie Głównym jednej z najważniejszych imprez filmowych świata. „Zimna wojna” opowiada historię wielkiej i trudnej miłości dwojga ludzi, którzy nie potrafią ze sobą być i jednocześnie nie mogą być bez siebie. W ich role wcielają się Tomasz Kot i Joanna Kulig, którym na ekranie partnerują Agata Kulesza i Borys Szyc. Wydarzenia pokazane w „Zimnej wojnie” rozgrywają się latach 50. i 60. XX wieku, w Polsce i budzącej się do życia Europie, a w ich tle wybrzmiewa wyjątkowa ścieżka dźwiękowa, będąca połączeniem polskiej muzyki ludowej z jazzem i piosenkami paryskich barów minionego wieku. Obraz jest koprodukcją polsko-francusko-brytyjską. Polskim producentem filmu jest Ewa Puszczyńska ze studia Opus Film.
Zimna Wojna - dzień prasowy na planie filmu Pawła Pawlikowskiego
„Ayka” to historia młodej Kirgizki, która mieszka i pracuje nielegalnie w Moskwie. Po porodzie
odrzuca swojego nowo narodzonego syna i zostawia go szpitalu. Jednak po pewnym czasie
powraca do niej matczyna tęsknota, która prowadzi ją do desperackich poszukiwań
porzuconego dziecka.
„Ayka” jest koprodukcją pięciu krajów. Producentem wiodącym jest rosyjski Kinodvor.
Koproducentką ze strony polskiej jest Anna Wydra z firmy Otter Films. Zdjęcia do filmu
realizowała Jolanta Dylewska, charakteryzacją zajmował się Tomasz Matraszek. Za
postprodukcję obrazu odpowiada polska firma Coloroffon Film.
Ayka
„III” w Konkursie Filmów Krótkometrażowych i „Inny”
w konkursie Cinéfondation
Produkcja studia Animoon „III” w reżyserii Marty Pajek zakwalifikowała się do Konkursu
Filmów Krótkometrażowych 71. Festiwalu Filmowego w Cannes, gdzie ma szansę na zdobycie
Złotej Palmy. Wśród 8 prezentowanych tytułów z całego świata polski film jest jedyną
animacją w Konkursie.
trailer filmu ęIIIę
Filmy w tym konkursie oceni jury pod przewodnictwem reżysera Bertranda Bonello
w składzie: Valeska Grisebach, Khalil Joreige, Alanté Kavaïté i Ariane Labed. Również to
samo grono jurorów oceni filmy w konkursie Cinéfondation, prezentującym dorobek 17 szkół
filmowych z całego świata, a w którym zostanie zaprezentowana animacja „Inny” autorstwa
Marty Magnuskiej ze Szkoły Filmowej w Łodzi.
„Jeszcze dzień życia” - Oficjalna Selekcja, Pokaz
Specjalny
Pełnometrażowy film animowany „Jeszcze dzień życia” („Another Day of Life”) w reżyserii
Damiana Nenowa i Raúla de la Fuente, zostanie zaprezentowany poza konkursem w ramach
Pokazów Specjalnych. Polskim producentem filmu jest Platige Films. Film oparty jest na
książce legendarnego polskiego korespondenta wojennego Ryszarda Kapuścińskiego.
„Jeszcze dzień życia”
„Fuga” w sekcji konkursowej Semaine de la Critique
„Fuga” Agnieszki Smoczyńskiej znalazła się wśród 7 tytułów pełnometrażowych z całego
świata prezentowanych w sekcji Semaine de la Critique. Producentem filmu jest MD4.
W konkursie Semaine de la Critique pokazywane są filmy pełnometrażowe i krótkie metraże
będące debiutem lub drugim filmem danego reżysera, które podczas Festiwalu mają swoją
międzynarodową lub światową premierę. Warto wspomnieć, że zeszłym roku w tej sekcji,
w części poświęconej krótkim metrażom, pokazywany był film Aleksandry Terpińskiej
„Najpiękniejsze fajerwerki ever”, który otrzymał w Cannes dwie nagrody: Canal+ oraz Rail
d'Or.
Fuga
„Żniwa” w sekcji Un Certain Regard
„Żniwa” („Die Stropers”) to debiut grecko-południowoafrykańskiego reżysera Etienne'a
Kallosa. „Żniwa” będą pokazywane w sekcji Un Certain Regard. Sekcja ta prezentuje „inne
spojrzenie” we współczesnym kinie, w selekcji kładąc nacisk na oryginalność i świeżość
prezentowanych dzieł. Polskim producentem filmu jest Mariusz Włodarski – Lava Films.
Autorem zdjęć jest Michał Englert.
Warto wspomnieć także o pokazie filmu „Start” Jerzego Skolimowskiego w ramach seansów
odbywających się na canneńskiej plaży: zrealizowany w Belgii w 1967 r. i nagrodzony Złotym
Niedźwiedziem na Berlinale film zostanie pokazany 12 maja o 21:30 w cyklu Cinéma de la
Plage.
Polacy w programie Producers Network
Pieciu producentów z Polski weźmie udział w spotkaniach Producers Network. W wydarzeniu,
którego partnerem jest PISF – Polski Instytut Sztuki Filmowej, rokrocznie uczestniczy ok. 500
przedstawicieli branży filmowej z całego świata. Polscy producenci zostaną również
zaprezentowani podczas Breakfast Meeting 15 maja (wtorek), który będzie specjalnym
fokusem na Polskę. Lista polskich producentów w ramach Producers Network:
• Agata Szymańska (Balapolis)
• Natalia Grzegorzek (Koskino)
• Sebastian Petryk (PS Film)
• Jan Pawlicki (Studio Jutrzenka Sp. z o.o.)
• Zuzanna Król (Next Film)
W programie bierze udział także producentka Radosława Bardes
Polskie filmy na Short Film Corner
Podczas 15 edycji przeglądu filmów krótkometrażowych Short Film Corner w Cannes zostanie
zaprezentowanych 7 polskich produkcji, m.in. „Piszę do ciebie, kochanie” Magdaleny
Szymków i „Laundry Card” Grega Zglińskiego. Przegląd SFC co roku przyciąga reżyserów,
agentów, producentów oraz instytucje filmowe z całego świata.
Targi filmowe Marché du Film
W tym roku w Cannes w ramach targów filmowych Marché du Film obok tytułów
prezentowanych w festiwalowych sekcjach zostanie pokazanych ponad 10 polskich filmów i
koprodukcji, m.in. nagrodzona na MFF w Rotterdamie „Nina” Olgi Chajdas, nagrodzona
w Gdyni „Cicha noc” Piotra Domalewskiego oraz nagrodzona na Berlinale koprodukcja
„Dowłatow” w reżyserii Aleksieja Germana jr.
Prezentacja polskich filmów w ramach programu New
Horizons’ Polish Days Goes to Cannes
Z inicjatywy Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej festiwal Nowe Horyzonty już po raz drugi
znalazł się wśród 9 festiwali z całego świata, które zaprezentują wybrane przez siebie filmy na
etapie produkcji w prestiżowym programie The Goes to Cannes podczas największych targów
filmowych Marché du Film.
W programie New Horizons’ Polish Days Goes to Cannes w dniu 13 maja, zaprezentowanych zostanie 6 tytułów:
• „Fisheye” – debiut fabularny Michała Szcześniaka,
• „Hura, wciąż żyjemy!” – debiut fabularny Agnieszki Polskiej,
• „Mowa ptaków” w reż. Xawerego Żuławskiego (we współpracy z: Janem Komasą,
Jackiem Borcuchem, Piotrem Kielarem),
• „Ułaskawienie” w reż. Jana Jakuba Kolskiego,
• „Wilkołak” w reż. Adriana Panka,
• „Żabińscy. O zwierzętach i ludziach” – film dokumentalny, debiut Łukasza Czajki.
Dwie Polki w finale międzynarodowego konkursu
Nespresso Talents
Anna Zoll z filmem „Heart Therapy” oraz Julia Ruszczyńska z filmem „7a+” znalazły się na
shortliście 10 najlepszych filmów zgłoszonych do międzynarodowego konkursu Nespresso
Talents. Tegoroczny temat konkursu brzmiał „The Difference She Makes”. Zwycięzca zostanie
ogłoszony 11 maja podczas Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Cannes i otrzyma
nagrodę główną w wysokości 5000 Euro.
Promocja polskiego filmu dokumentalnego w ramach Doc
Alliance
Polsko-niemiecka koprodukcja pt. „Blizny” („Scars”) w reżyserii Agnieszki Zwiefki została
wybrana przez organizatorów Festiwalu Filmowego Millennium Docs Against Gravity do
prezentacji „Work in Progress” w ramach międzynarodowej inicjatywy Doc Alliance.
Prezentacja 7 wybranych projektów odbędzie się 12 maja.
12. edycja ScripTeast
Jak co roku, finalna sesja stacjonarna międzynarodowego programu scenariuszowego
ScripTeast odbywa się w trakcie festiwalu filmowego w Cannes. Autorzy wszystkich
projektów będą obecni w Cannes w dniach 10-16 maja. Spośród 11 projektów biorących udział
w tegorocznej edycji, aż 4 projekty są polskie:
• Zima pod znakiem wrony (The Winter of the Crow) Sandra Buchta & Kasia Adamik
• Bezcenna (Priceless) Piotr Domalewski
• Gregorius (Gregorius, The Chosen One) Tomasz Mielnik
• We własnej osobie (In Person) Arkadiusz Biedrzycki & Bartłomiej Konarski
Zwieńczeniem sesji i całej edycji jest przyznanie Nagrody ScripTeast im. Krzysztofa
Kieślowskiego, o którą ubiegają się autorzy wszystkich 11 scenariuszy, zakwalifikowanych do
12. edycji programu. Nagroda zostanie wręczona w trakcie ceremonii w Cannes w dniu 15
maja.
Pomysłodawcą ScripTeastu jest Dariusz Jabłoński, reżyser i producent, a rozwijał go we
współpracy z najbliższymi współpracownikami, producentkami Violettą Kamińską i Izabelą
Wójcik.
Stoisko Polish Cinema Stand
Na 7. piętrze Grand Hotelu w Cannes (La Croisette 45) przez cały okres trwania targów Marché
du Film funkcjonuje stoisko Polish Cinema Stand. Będzie to miejsce spotkań przedstawicieli
PISF, producentów oraz partnerów z przedstawicielami międzynarodowej branży filmowej,
m.in. festiwali, agentami sprzedaży, dystrybutorami oraz prasą zagraniczną. Partnerami stoiska
PISF - Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej są: Stowarzyszenie Producentów Polskiej Animacji
– współorganizator stoiska, Polska Komisja Filmowa, TVP, Di Factory, Film Media (Jacek
Samojłowicz) oraz Festiwal Netia Off Camera realizujący projekt Film in Małopolska.
Najnowszy, krótkometrażowy obraz autorki „Córek Dancingu” – Agnieszki Smoczyńskiej, spotkał się z przychylnym przyjęciem widzów festiwalu South By South West w Austin. Film wykładowczyni kursu scenariuszowego Script w Szkole Wajdy – „Kindler i Dziewica'' jest częścią międzynarodowego projektu pt. „Field Guide to Evil''.
Kolejna realizacja twórczyni niezapomnianej, wyprodukowanej przy udziale Wajda Studio „Arii Diva”, to kino grozy powstałe w oparciu o ludową legendę. Historia ma swoje korzenie na Mazurach i opowiada o zabójcy, którego pchnęła do zbrodni miłość do tajemniczej i nieznajomej dziewczyny. Podobno legenda ta jest do dzisiaj znana i opowiadana w Krainie Wielkich Jezior. Na jej kanwie scenariusz do filmu stworzył autor scriptu do głośnej „Ostatniej rodziny” Jana P. Matuszyńskiego, Robert Bolesto. W głównych rolach wystąpili: Andrzej Konopka, członek trupy – Pożar w burdelu (grał m.in. w „Córkach dancingu” Smoczyńskiej, „Ziarnie prawdy” Borysa Lankosza czy „Róży” Wojciecha Smarzowskiego) oraz Ula Zerek, tancerka, założycielka kolektywu artystycznego Polka dotychczas stale współpracująca z Teatrem Dada von Bzdülöw. Autorem zdjęć jest współpracujący ze reżyserką Janusz Kijowski, m.in. operator „Córek dancingu”, ale też „Płynących wieżowców” Tomasza Wasilewskiego, „Sekretu” Przemysława Wojcieszka. Film, dla odmiany, powstawał w okolicach Kazimierza Dolnego oraz w Twierdzy Modlin.
„Kindler i Dziewica'' to jedna z historii składających się na filmowe przedsięwzięcie pod wspólnym tytułem „Field Guide to Evil''. W jego skład wchodzą krótkometrażowe realizacje takich reżyserów, jak Peter Strickland, autor „Duke of Burgundy. Reguły pożądania'', Veronika Franz i Severin Fiala, autorzy horroru „Widzę, widzę'' czy Katrin Gebbe, która zwróciła uwagę filmem „A jeśli Bóg jest?''. Wszyscy oni musieli nakręcić krótkometrażowy horror oparty na ludowych opowieściach.
Jak podaje portal kultura.gazeta.pl, premierowa projekcja filmu odbyła się w Austin w nocy z niedzieli na poniedziałek. Tuż przed pokazem Agnieszka Smoczyńska, zapraszając na seans, powiedziała, że bardzo spodobała jej się idea przeniesienia na ekran ludowych historii. W Polsce zawsze boimy się wojny, mamy ten lęk w genach. Z drugiej strony jesteśmy podatni na porywy serca. W tym filmie miałam okazję połączyć jedno z drugim.
"Kindler i Dziewica' (fot. Karolina Jonderko, mat. prasowe)
Filmy twórców z Niemiec czy Austrii zdają się wyraźnie nawiązywać do samego rdzenia romantycznej tradycji, a jednocześnie - penetrować najgłębsze pokłady tłumionej zbiorowej podświadomości mieszkańców tej części świata. Film Smoczyńskiej znakomicie wpisuje się w tę tradycję, wyróżniając się spośród pozostałych propozycji ciekawą formą estetyczną - reżyserka po mistrzowsku łączy naturalizm z elementami fantastycznymi, a drastycznej makabrze z powodzeniem nadaje wymiar symboliczny.
Festiwal South By South West w Austin to obok imprezy w Sundance, jedno z najważniejszych wydarzeń kina niezależnego na amerykańskim rynku. Europejski projekt według festiwalowych relacji to przykład wciąż żywej obecności romantycznego ducha na Starym Lądzie. Biorąc pod uwagę żywe i entuzjastyczne reakcje publiczności po pokazie „Kindler i Dziewica'', można stwierdzić, że jego twórczyni adekwatnie, konsekwentnie oraz z sukcesem broni tego pierwiastka w naszym kinie.
Rozmawiam z reżyserką ”Córek dancingu” o początkach jej edukacji filmowej w liceum, odkryciach i inspiracjach,
mistrzach oraz o przekraczaniu tabu w poszukiwaniu własnego języka.
Agnieszka Smoczyńska podczas spotkania z publicznością w Teatrze Kameralnym we Wrocławiu,
fot. Barbara Lekarczyk-Cisek
Barbara Lekarczyk-Cisek:
Twój fabularny debiut: "Córki dancingu" został wyróżniony na
festiwalu filmowym w Gdyni, a także został doceniony przez Amerykanów, którzy
zaprosili film na Sundance Film Festival i nagrodzili za ”unikalną wizję i
design”. To rzeczywiście film niezwykle oryginalny, zupełnie niepodobny do
innych. Nie jest jednak dziełem przypadku, ale wieloletnich poszukiwań własnego
języka. Od czego zaczęła się Twoja potrzeba opowiadania o świecie i o
sobie poprzez filmowe obrazy?
Agnieszka Smoczyńska-Konopka: Zaczęło się już podczas
nauki w klasie z edukacją filmową, do której trafiłam dość przypadkowo. Moim
marzeniem było dostanie się do klasy teatralnej w XIV LO we Wrocławiu i
zostanie w przyszłości aktorką. Kiedy jednak okazało się, że nie ma chętnych do
tej klasy i wobec tego nie będzie do niej naboru, zdecydowałam się na klasę z
edukacją filmową w I LO. Uważam teraz, że to był fantastyczny wybór, bo w tej
klasie miałam historię kina, pisałam scenariusze filmowe i oglądałam w ramach
DKF mnóstwo klasycznych filmów, które potem omawialiśmy. To był ogromny skok w
moim rozwoju, bo obejrzałam wtedy m.in. nieznane mi dotąd filmy Antonioniego,
Felliniego, Viscontiego i wiele innych. Podobało mi się także łączenie historii
literatury z filmowymi kontekstami. Niektóre filmy wówczas oglądane, jak choćby
"Zmory" Wojciecha Marczewskiego, filmy Ingmara Bergmana, Romana
Polańskiego, Carlosa Saury wstrząsnęły mną... Pod wpływem tych przeżyć zaczęłam
poważnie myśleć o filmie, choć teatr nadal był moją inspiracją. W czwartej
klasie byłam już przekonana, że pójdę na reżyserię filmową lub teatralną.
Pamiętam,
że asystowałaś Mikołajowi Grabowieckiemu przy realizacji "Króla Leara"
w Łodzi, a także uczestniczyłaś w warsztatach Leszka Mądzika na Wydziale
Reżyserii Dramatu Dzieci i Młodzieży PWST we Wrocławiu...
Dzięki
asystenturze u Grabowskiego mogłam doświadczyć, na czym polega praca reżysera.
Znałam go ze spektakli oglądanych na lekcjach polskiego, ale żywy kontakt był
czymś niezastąpionym. Poznawałam też tajniki pracy z aktorem. Wtedy już
przygotowywałam się do studiów reżyserskich w szkole filmowej w Katowicach. W
międzyczasie studiowałam historię sztuki i kulturoznawstwo, ponieważ chciałam
poszerzyć swoją wiedzę, sądząc także, że będzie to dobrze widziane podczas
egzaminów na "filmówkę". Już samo przygotowywanie się do tych studiów
sprawiało mi wielką frajdę. Czułam, że to jest właśnie to. Chciałam wtedy
realizować dokumenty. Kiedy okazało się, że zdałam z najlepszym wynikiem, było
to dla mnie potwierdzeniem, że nie tylko predyspozycje, ale również praca dała
takie efekty. Potem stałam się specjalistką i przez lata przygotowywałam innych
(śmiech).
A jak
oceniasz z perspektywy studia w Katowicach?
Wspominam
je bardzo dobrze. Miałam możliwość robienia etiud i z każdą z nich uczyłam się
czegoś nowego. Na pierwszym roku zrobiłam dokument, na II - etiudę kostiumową
"Kapelusz". Było to niezwykłe doświadczenie, bo oto poczułam, że za
pomocą scenografii i kostiumu mogę stworzyć cały świat. Choć przyznam, że
bardzo dużo nauczyłam się robiąc dokumenty, bo była to także okazja rozmowy z
ludźmi, to jednak zrozumiałam, że nie jest to gatunek filmowy, w którym
chciałabym się wypowiadać. Losy żyjących w nędzy dzieci utrzymujących swoje
rodziny, o których zrobiłam film zatytułowany "Pieniążki", zbyt
mną wstrząsnęły. Na III roku zrobiłam "3 love" - na podstawie
autentycznej historii dziewczyny, która umówiła się z nieznajomym chłopcem i
została zamordowana.
A co po
szkole?
Okres po
ukończeniu szkoły jest niesłychanie trudny. Nikt już o ciebie nie dba, nie ma
pieniędzy na robienie filmów... Trzeba o to walczyć. Przedłużyłam sobie studia
idąc do szkoły Andrzeja Wajdy, ponieważ bardzo mi zależało, aby spotkać się z
moimi mistrzami: Edwardem Żebrowskim i Wojciechem Marczewskim, Marcelem
Łozińskim... I tam zrobiłam "Arię Divę", która była dla mnie dużym
wyzwaniem i czymś więcej niż poprzednie etiudy. W takim 30-minutowym filmie nie
można jeszcze opowiedzieć anegdoty, nie jest to historia na trzy akty. W
dodatku sposób opowiadania zmienił się zupełnie. Zrobiłam godzinny film,
który trzeba było jeszcze skracać w montażu. Nie miałam wtedy pomysłu, jak
zrobić kulminacyjną scenę opowiadania Olgi Tokarczuk (ostatecznie nie weszła do
filmu) i to stało się dla mnie nauką, że nie można się brać za sceny, na które
nie ma się obrazowego ekwiwalentu, a które są kluczowe dla danej
historii.
Film
został jednak doceniony i zauważony. Czy to Ci pomogło w realizacji kolejnych
filmów?
Dostałam
pracę w telewizji, przy realizacji seriali, co pomagało się utrzymać. To
były soap opery, ale dzięki nim nauczyłam się pracy na planie,
komunikacji z ekipą i aktorami. Nauczyłam się pokory, a jednocześnie rozwijałam
projekty, które dosyć długo przygotowywałam, bo trzeba było wielokrotnie
poprawiać scenariusze. W tym czasie urodziłam drugie dziecko, więc dzieliłam
czas między wychowanie córek a pracę. Moja frustracja narastała. I wtedy
zatelefonował do mnie Robert Bolesto, z którym pracowałam przy "Arii
Divie" i powiedział, że ma pomysł na film o jego przyjaciółkach -
siostrach Wrońskich. Wychowały się właściwie w słynnej warszawskiej Adrii,
pisały i wykonywały piosenki jako zespół Ballady i Romanse. Chciały, aby to był
musical. A ponieważ moja mama prowadziła w Szklarskiej Porębie Polonię i
jeszcze inną restaurację w Kowarach, znałam ten świat z własnego dzieciństwa i
uznałam, że to bliskie mi klimaty. Z początku jednak obawiałam się, że film
będzie za drogi i nikt mi takich pieniędzy nie da. Kiedy jednak posłuchałam
płyty sióstr Wrońskich, zafascynowała mnie ich muzyka - bezpretensjonalność,
liryczna poezja tekstów, trochę oniryczny nastrój, ale też nutki ironii i
współczesne przesłanie.
Jednak
bohaterkami "Córek dancingu" nie są siostry Wrońskie, tylko syreny...
Tak, bo
kiedy zaczęłyśmy pracować, Wrońskie doszły do wniosku, że powrót do
dzieciństwa to dla nich wielka trauma i nie chcą jej na nowo przeżywać.
Wtedy Robert Bolesto wpadł na pomysł, aby je schować za maską dwóch
syren. Praca nad filmem trwała blisko trzy lata. Rozwijaliśmy nasz pomysł i
zdobyliśmy na niego pieniądze. Powstał obraz niejednorodny - mieszanina
gatunków, choć pierwotnie miał to być musical. Trzeba się było odciąć
radykalnie od mistrzów i zrobić coś własnego, innego. To był rodzaj szaleństwa,
na które jednak pozwalał mi scenariusz. Czułam się totalnie wolna i nie
miałam lęku, że mogę coś stracić. Miałam także świadomość, że jeśli będę się
bała, to polegnę. Robiąc ten film, przekraczałam
wiele tabu.Robiąc film o inicjacji, sami przechodziliśmy
rodzaj inicjacji.
Robiąc
taki film postawiłaś sobie wysoką poprzeczkę. Co teraz?
Nie
przejmuję się tym (śmiech). Obecnie pracuję nad dramatem psychologicznym o
kobiecie, która straciła pamięć i musi się po latach skonfrontować ze swoim
dawnym życiem. Autorką scenariusza jest Gabrysia Muskała. Mam także zamiar
zrobić drugi projekt - tym razem z Robertem Bolesto. Bohaterem będzie trickster - zmiennokształtna postać,
dziewczyna uciekającą przed wojną w Izraelu. Będzie to rzecz o wojnie, ale w
formie slapstickowej. Ważne jest, aby po prostu robić filmy.
Dziękuję za rozmowę.
Wywiad ukazał się pierwotnie na portalu Kulturaonline.
Film Agnieszki Smoczyńskiej jest oryginalnym, niepowtarzalnym zjawiskiem w polskim kinie. Oniryczne sceny, malarskie inspiracje i niezwykła mieszanina musicalu, horroru i baśni - pełna wigoru i trochę szalona - może zauroczyć każdego rasowego kinomana. I nie tylko.
"Córki dancingu" - fabularny debiut Agnieszki Smoczyńskiej - wymykają się właściwie wszelkim próbom racjonalnego opisu. Dla recenzenta pisanie o nim jest prawdziwym wyzwaniem. Przede wszystkim nie można go przypisać do żadnego z gatunków - są ich mieszaniną, a jednocześnie - choć film niesie muzyka obecna niemal w każdej scenie, nie jest on przecież musicalem. Może więc łatwiej byłoby napisać, czym ten film nie jest?
W cieniu zakwitających ... syren
Michalina Olszańska, kadr z filmu
Tytułowe córki dancingu są syrenami, ale bynajmniej nie takimi, do jakich przyzwyczaił nas Andersen, a następnie Disney. Wprawdzie i tutaj mamy opowieść o inicjacji i o tęsknocie za miłością, jednakże syreny Smoczyńskiej są okrutne i zwierzęce, rodem raczej z "Odysei" i mitologii, niż z baśni. Homer, przedstawiając przygody Odyseusza,opisuje syreny jako uwodzicielki o ptasim ciele, które swoim śpiewem kusiły żeglarzy. Syreny z połową ciała ryby są pokrewne morskim stworzeniom antyku: trytonom (męski odpowiednik syreny, który pojawia się w filmie jako Tryton/Dedal), nereidom. Syrena jest więc hybrydą, stworzeniem groźnym i drapieżnym, a przy tym niebezpieczną uwodzicielką. W filmie Agnieszki Smoczyńskiej syreny takie są, ale symbolizują także "zwierzęcą" część ludzkiej natury, która wymaga okiełznania, uczłowieczenia. W ten sposób dotykamy zagadnienia inicjacji, będącej przejściem od jednego świata do drugiego. Historia owej inicjacji to opowieść krwawa, erotyczna, dramatyczna i bolesna - bo taka jest inicjacja w dorosłość.
Kolorowy, erotyczny świat dancingu
kadr z filmu Córki dancingu
W filmie bohaterki - Srebrna i Złota - trafiają do świata nocnego lokalu, gdzie kwitnie erotyczne rozpasanie i swoboda. Jeśli zważyć, jaki jest czas akcji, okaże się, że to lata 70. ub. wieku - okres szarego i opresyjnego PRL-u. Nie przenika on jednak do nocnego świata w żaden sposób. Przeciwnie, świat ten rządzi się swoimi prawami, a poza tym jest to jednak przestrzeń umowna, wykreowana klimatem, muzyką i kostiumami. Podobnie umowna jak Pani Porucznik MO. Generalnie, jest to świat nieoficjalny, zakazany, podejrzany, więc wszystko tutaj jest możliwe. Nikogo zatem nie dziwi, że trafiają doń dziewczyny z ogonami - skoro mogą stać się atrakcją lokalu. I stają się! Złota cieszy się nowymi możliwościami i ani myśli pozbywać się ogona na stałe (czytaj: ciemnej strony swojej natury), natomiast Srebrna zakochuje się w Basiście, który jednak nie traktuje jej serio. Jej to specjalnie nie przeszkadza, bo miłość sprawia, że pragnie raz na zawsze pozbyć się swego rybiego ogona, choć to ryzykowne i bolesne.
Jakub Gierszał jako Basista
"Córki dancingu" nie są jednak tradycyjną opowieścią o dorastaniu, o nie. Właściwie film swoją poetyką przypomina senną wizję: wszystko tutaj jest możliwe, jeden obraz płynnie przechodzi w drugi, nie licząc się z racjonalnym ciągiem przyczynowo-skutkowym. Oniryczne obrazy inspirowane są malarstwem Aleksandry Waliszewskiej (która zresztą jest autorką niesłychanych, ogromnych, niemal namacalnych rybich ogonów) czy erotycznymi obrazami Sally Mann. Poszczególne sceny przenika specyficzny humor, groteska, a niekiedy - jak na końcu filmu - liryczne piękno.
Szczególną rolę odgrywa w filmie muzyka, która właściwie niesie obrazy nadając im rytm, a także - poprzez słowa piosenek - współtworząc sens i nastrój. Główną rolę grają utwory zespołu Ballady i Romanse sióstr Wrońskich, których losy stały się inspiracją dla Roberta Bolesty - scenarzysty "Cór dancingu".
Film Agnieszki Smoczyńskiej jest pełnometrażowym debiutem reżyserki, która zwróciła już uwagę swoim 30-minutowym obrazem "Aria Diva". Jednak dopiero w odniesieniu do "Córek dancingu" możemy mówić o oryginalnym zjawisku, nowym głosie w polskim kinie. Film został dostrzeżony i nagrodzony nie tylko w Gdyni (nagroda za debiut), ale również na Festiwalu Filmowy w Sundance.
zwiastun filmu
Recenzja ukazała się pierwotnie na portalu Kulturaonline.