Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tomasz Man. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tomasz Man. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 24 listopada 2022

Premiera cz.II słuchowiska "Adam Mickiewicz w Pałacu w Śmiejowie" w radiowej Trójce

 Program 3 Polskiego Radia zaprasza na premierę części II słuchowiska „Adam Mickiewicz w Pałacu w Śmiełowie” autorstwa i w reżyserii Tomasza Mana. Na „Scenie Teatralnej Trójki” usłyszymy aktorskie znakomitości: Marię Pakulnis, Andrzeja Mastalerza i Małgorzatę Rożniatowską. Emisja w najbliższą niedzielę, 27 listopada, na antenie radiowej Trójki. Początek o godz. 22.05.


W niedzielę, 27 listopada o godz. 22.05 na antenie radiowej Trójki odbędzie się premiera części II słuchowiska „Adam Mickiewicz w Pałacu w ŚmiełowieTomasza Mana.
Akcja toczy się po wojnie w 1947 roku, kiedy to do dewastowanego pałacu Gorzeńskich oraz Chełkowskich przyjeżdża przedwojenna właścicielka posiadłości - Maria Chełkowska, która nie godzi się, by pałac popadł w ruinę, zacierając ślady, jakie pozostawił w nim Adam Mickiewicz. Poeta (o czym opowiadała cz. I słuchowiska wyemitowana na antenie Trójki 13 listopada) zatrzymał się w Śmiełowie, próbując przedostać się przez pobliską granicę między zaborami do Królestwa Polskiego, z zamiarem przyłączenia się do powstania listopadowego. Powstanie upada, a Mickiewicz powraca na emigrację. 

Więcej do  (nieistniejącej na mapie) Polski nie przyjechał, ale epizod wielkopolski wpłynął na dwa jego największe dzieła: „Dziady cz. III” oraz „Pana Tadeusza”.
Obsada: Maria Pakulnis (przedwojenna właścicielka pałacu – Maria Chełstowska), Andrzej Mastalerz (mężczyzna) i Małgorzata Rożniatowska (garderobiana).
Słuchowisko stanowi jeden z elementów obchodów Roku Romantyzmu Polskiego. Cz. II słuchowiska została zarejestrowana w pałacu w Śmiełowie oraz w przypałacowym parku 11 listopada.

„Adam Mickiewicz w Pałacu w Śmiełowie”; autorstwo i reżyseria – Tomasz Man; reżyseria dźwięku – Andrzej Brzoska; muzyka – Marek Otwinowski.  
Słuchowisko powstało we współpracy z Instytutem Książki. Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

informacja prasowa

środa, 13 marca 2019

"Trzy siostry" Czechowa premierowo w radiowej Dwójce

Program 2 Polskiego Radia kontynuuje współpracę z Teatrem Polskim w Warszawie i zaprasza w 2019 roku na nowy cykl słuchowisk pt. „Europa po polsku”. W jego ramach, na deskach stołecznej sceny, prezentowane są klasyczne dzieła literatury europejskiej w przekładach na język polski. Kolejna transmisja na antenie radiowej Dwójki już w najbliższą niedzielę 17 marca – będą to „Trzy siostry” Antoniego Czechowa w nowym przekładzie Agnieszki Lubomiry Piotrowskiej i reżyserii Tomasza Mana. Początek o godz. 16.00.


Radiowa Dwójka zainaugurowała w lutym nowy cykl „Europa po polsku” – są to słuchowiska realizowane we współpracy z Teatrem Polskim w Warszawie. W ramach tej inicjatywy prezentowane są istotne dla kultury europejskiej dzieła literackie w polskich przekładach. – Rozpoczęliśmy „Faustem” Goethego w przekładzie Jacka St. Burasa i w reżyserii Dariusza Błaszczyka, a teraz pora na „Trzy siostry” Czechowa w nowej odsłonie – mówi Małgorzata Szymankiewicz, kierowniczka redakcji literackiej radiowej Dwójki.

„Trzy siostry” to jedna z najważniejszych sztuk rosyjskiego pisarza i dramaturga. Jest to historia tytułowych sióstr, urodzonych w stolicy, które utknęły z powodów rodzinnych w prowincjonalnym miasteczku. Marzą o powrocie do Moskwy, która w dramacie jest synonimem innego życia, które nie jest ich udziałem.

Antoni Czechow, z wykształcenia lekarz, mimo wyraźnego zainteresowania teatrem, swoją karierę dramaturgiczną rozpoczął dość późno – od premiery „Mewy” (1898) w słynnym Moskiewskim Akademickim Teatrze Artystycznym (MChAT), kierowanym przez wizjonera i reformatora europejskiej sztuki teatralnej, Konstantina Stanisławskiego. „Trzy siostry” zostały napisane na zamówienie MChAT-u i są dość charakterystyczne dla nowej dramaturgii stworzonej przez Czechowa – nie ma jasno zarysowanej osi dramaturgicznej, bohaterowie raczej monologują obok siebie, niż rozmawiają ze sobą. Wielką rolę odgrywają także pauzy, które wyznaczają rytm sztuki. Reżyser słuchowiska, Tomasz Man, ma jednak szczególny pomysł na ten spektakl:
Wydaje mi się, że Czechow za często jest grany za wolno. Choć w tekście „Sióstr” jest około sześćdziesięciu pauz, uważam, że bohaterowie siedzą na bombie, więc ja słyszę ten tekst w szybszym tempie.

Obsada: Adam Biedrzycki (Andriej Prozorow), Katarzyna Strączek (Olga), Alicja Karluk (Masza), Hanna Skarga (Irina), Barbara Kurzaj (Natalia – narzeczona Andrieja, później żona), Adam Cywka (Fiodor Kułygin, nauczyciel gimnazjum, mąż Maszy), Piotr Bajtlik (Aleksandr Wierszynin,  podpułkownik, dowódca baterii), Jerzy Schejbal (Nikołaj Tuzenbach, baron, porucznik), Mirosław Zbrojewicz (Wasilij Solony, sztabskapitan), Grażyna Barszczewska (Anfisa, niańka).

Adaptacja i reżyseria: Tomasz Man, realizacja akustyczna – Andrzej Brzoska, muzyka – Marek Otwinowski.

Transmisja na antenie Dwójki w niedzielę 17 marca o godz. 16.00. Transmisja wideo na stronie dwojka.polskieradio.pl.


Emisję spektaklu poprzedzi audycja Małgorzaty Szymankiewicz „O wszystkim z kulturą” (środa, 13 marca, godz. 17.30), w której o dramaturgii Antoniego Czechowa będą mówić historyk teatru prof. Barbara Osterloff i tłumaczka Agnieszka Lubomira Piotrowska.

informacja prasowa

niedziela, 18 marca 2018

"Liżę twoje serce": Wrocławska utopia i miłość /recenzja teatralna/

Na deskach Teatru Muzycznego Capitol nowa premiera w reżyserii Agnieszki Glińskiej. "Liżę twoje serce" to błyskotliwie opowiedziana i zagrana historią miłości z powojennym Wrocławiem w tle. 


Pierwszy spektakl Teatru Muzycznego Capitol w nowym sezonie przykuwa uwagę już samym tytułem: ”Liżę twoje serce” to rodzaj idiomu – w  języku romani znaczy ”Kocham cię”. Ale na tym nie koniec zaskakujących odkryć. Otóż główną bohaterką jest  młoda Cyganka, która pojawia się w Breslau w maju 1945 roku w poszukiwaniu ukochanego, z którym rozdzieliła ją wojna.
Dziewczyna jest młoda, ładna i zdeterminowana, a przy tym bardzo odważna. Świat przedstawiony A.D. 1945 jest pełen niebezpieczeństw. W tłumie uchodźców są również złodzieje, pijani radzieccy żołnierze, ludzie nie wiadomo skąd i nie wiadomo do czego zdolni. Cyganka ratuje z opresji młodą Polkę, marzącą o karierze aktorki i od tej pory stają się niemal nierozłączne.
W retrospekcjach odsłania się przeszłość głównej bohaterki, naznaczona wojennymi traumami, ale także – i może przede wszystkim – nadzieją na znalezienie ukochanego ”Cygana ze złotym zębem”, by rozpocząć z nim nowe życie. Ale w rezultacie sztuka nie przynosi banalnych happy Andów, nie mamiąc widzów schematami i uproszczeniami w stylu ”I żyli długo i szczęśliwie”.

Jak tworzył się powojenny Wrocław

Drugim (a może najważniejszym?) bohaterem spektaklu jest Wrocław, ukazany w tym szczególnym momencie, kiedy wiosną 1945 roku zalewa go wielojęzyczny tłum uchodźców, który żyje jeszcze przeszłością, ale powoli zaczyna wrastać w nowe miejsce. Na początku ukazany jest Dworzec Główny Breslau, który w pewnym momencie staje się polskim Wrocławiem, ale także miejsca charakterystyczne dla tużpowojennej  (i nie tylko) rzeczywistości, jak Szaberplatz – największe targowisko na Placu Grunwaldzkim, Plac Wolności  czy ZOO. Z tym ostatnim wiąże się wstrząsająca historia eksterminacji znajdujących się w nim zwierząt.

Liżę twoje serce, fot. Tomasz Wałków
W tym niebezpiecznym mieście, w którym panuje chaos i powojenna bieda, trzeba umieć  przetrwać. Powoli kształtuje się jednak tzw. normalne życie: zaczynają jeździć tramwaje, powstaje teatr żydowski (dzisiejsza Scena Kameralna Teatru Polskiego, do którego docierają główne bohaterki, jedna z nich marzy bowiem, aby zostać aktorką.
Opowieść skonstruowana wokół dwóch młodych kobiet, zawiera nie tylko sceny składające się na obraz tworzącego się na nowo świata, ale również liczne retrospekcje i refleksje, w postaci piosenek. Na koniec tworzy się zintegrowana społeczność, w której jest miejsce dla każdego, nawet dla Cyganów, o ile będą użyteczni i zaczną pracować. Wrocław przybiera kształt szlachetnej utopii, w której dominuje zapał do pracy i chęć budowania świata od nowa. Pięknie! I nawet gotowi jesteśmy w to uwierzyć, kiedy bezładny dotąd tłum przeciwstawia się ”politykom” i zdaje się stanowić zwartą całość.

Brawo twórcy i wykonawcy!

Sztuka wyreżyserowana przez Agnieszką Glińską na podstawie scenariusza Tomasza Mana nie jest w żaden sposób płaska i oczywista. Wiele w niej prawdy i życiowej obserwacji, znajomości historii, obyczajów (scena cygańskiego pochówku, folklor, a nawet język), a także aluzji do współczesności. Cygankę mamy lubić, mimo że nie jest wyidealizowana, ale sprytna, miesza ludziom w głowach swoimi wróżbami i wcale nie jest ckliwa ani naiwna. Zresztą lubią ją wszyscy. Ma w sobie dynamizm młodości i upór, którym zaraża swoją nową przyjaciółkę, jest też wierna w miłości. W pewnym momencie nagle odkrywamy, że jest również krucha i wrażliwa.

Halina Sujecka, fot. T. Wałków
Helena Sujecka w roli Cyganki okazała się znakomita – pełna temperamentu, prawdziwa w okazywaniu emocji, a przy tym bardzo dobra wykonawczyni piosenek i tancerka. Jej Cyganki nie sposób nie akceptować – jest wielowymiarowa i chwyta za serce, choć można by jej zarzucić, że nieco zdominowała postać Dziewczyny – Ewy Szlempo – delikatnej i lirycznej, w przeciwieństwie do głównej bohaterki.
Są w przedstawieniu sceny zagrane znakomicie i przekomicznie, np. zazdrość pierwszej gwiazdy teatru żydowskiego (Pola Błasik) o przybyłe dziewczyny – jej intrygi i histeria. Ale jest także liryzm we wspomnieniach miłosnych i  po utracie ukochanego oraz prawdziwy dramat, gdy mowa o likwidacji ZOO. Dramat ów, jak w życiu, miesza się z komizmem i po chwili jesteśmy w salonie lwowskiej inteligencji, która z cudownym kresowym zaśpiewem proponuje ”panience Cygance”, aby ugotowała zupę z… głowy żyrafy. Dramatyczne ludzkie historie byłych więźniów i tych, którzy utracili wszystko, przeplatają się z ogłoszeniami w rodzaju:

uświadomiony obywatel nie myśli tylko o sobie
rezygnując z grzejnika wieczorem
umożliwia światło innemu

Choć to może oczywiste dla takiego teatru, jak wrocławski Capitol, wszyscy aktorzy bardzo dobrze w spektaklu śpiewają i tańczą, nie tylko grają. Sceny zbiorowe, np. ”na dworcu” czy w ”tramwaju” były odtańczone i wyśpiewane brawurowo, a teksty piosenek Marcina Januszkiewicza dawały aktorom znakomite możliwości ”dośpiewania” tego, czego nie było w dialogach. Poza główną rolą Heleny Sujeckiej, uwagę zwracał też przekomiczny Mateusz Bieryt  jako  Chłopak ze Lwowa, Pola Błasik jako Aktorka oraz Adrian Kąca jako Radziecki Żołnierz, który w scenach zbiorowych, mimo zamroczenia alkoholowego, z doskonale ”nieobecną” twarzą, zawsze trafiał idealnie ”w punkt”.

Liżę twoje serce, scena zbiorowa, fot. T. Wałków
Znakomita choreografia Weroniki Pelczyńskiej oraz funkcjonalna scenografia Magdaleny Maciejewskiej, wzbogacona wizualizacjami Tomasza Dobiszewskiego, tworzyły dojrzałą artystycznie całość. Teatr Muzyczny Capitol zaprezentował sztukę integralnie związaną z historią miasta, a przy tym niesztampową, błyskotliwie opowiedzianą, zagraną,  zaśpiewaną i odtańczoną.

Premiera spektaklu ”Liżę twoje serce” według scenariusza Tomasza Mana i  w reżyserii Agnieszki Glińskiej miała miejsce 10 października 2016 roku w Teatrze Muzycznym Capitol. Przed premierą spektaklu - 7, 8 i 9 października odbył się pokaz filmów dokumentalnych o powojennym Wrocławiu: "Breslau – Wrocław. Czas przemian”, w reż. Marcina Bradke.

Wywiad z reżyserem - pod tym linkiem


Recenzja ukazała się na portalu Kulturaonline 27 października 2016 roku.

sobota, 17 marca 2018

Tomasz Man: Wszystko robię dla rodziny /wywiad/

Z dramatopisarzem i reżyserem Tomaszem Manem rozmawiamy m.in. o wpływie astmy na…  jego teatralne pasje oraz o tym, że rodzina jest najważniejsza.

Tomasz Man, fot. Bartek Sadowski /Forum

Barbara Lekarczyk-Cisek: Byliśmy niedawno uczestnikami premierowego spektaklu ”Liżę twoje serce”, którego jesteś współautorem wraz z Agnieszką Glińską. Bardzo wrocławski musical. Skąd wziął się jego pomysł?

Tomasz Man: Pomysł wyszedł od Agnieszki Glińskiej i Konrada Imieli. Dostałem tylko dwa tygodnie na napisanie tekstu scenariusza (śmiech). Podjąłem wyzwanie. Od Agnieszki wiedziałem, że mają to być konkretne przestrzenie Wrocławia i że bohaterką spektaklu ma być Cyganka i towarzysząca jej dziewczyna. A akcja miała rozgrywać się maju 1945 roku.

Nowością w tym spektaklu jest również to, że bohaterowie mówią różnymi językami. Pojawia się romski, rosyjski, ukraiński, niemiecki, jidysz, polski z kresowym zaśpiewem… To świadczy o pochodzeniu przybyłych do Wrocławia ludzi, ale też tworzy barwny, wielojęzyczny świat.
Starałem się oddać ten świat także za pomocą języka. Miałem kontakt z panią prof. Teresą Kulak, znawczynią dziejów Wrocławia, która mnie trochę wtajemniczyła w ten okres czasu – do sierpnia 1945 roku, przed konferencją w Poczdamie. Spotkałem się także z Justyną Matkowską – Romką, która zajmuje się mniejszościami narodowymi. Mając już zakreślone pewne ramy, napisałem tę historię. Także teksty piosenek, spośród których wybrane opracował Marcin Januszkiewicz. Tekst mojego scenariusza ukaże się w listopadowym numerze ”Dialogu”.

Porównując ten spektakl z Twoimi wcześniejszymi dokonaniami, zwróciłam uwagę na to, że poruszasz się jednocześnie w różnych dziedzinach: piszesz, reżyserujesz, komponujesz. Ukończyłeś wrocławską polonistykę, potem reżyserię teatralną w Warszawie. Skąd ta polonistyka w stolicy Dolnego Śląska, skoro mogłeś studiować w Rzeszowie?

Miałem we Wrocławiu rodzinę i z powodu astmy często bywałem pod opieką specjalistów, których w Rzeszowie nie było. Jeździłem też do dolnośląskich sanatoriów. We Wrocławiu zdałem maturę i poszedłem na studia polonistyczne. W ten sposób poznałem prof. Janusza Deglera, który mnie zaraził teatrem. Zacząłem grać w teatrze studenckim, w zespole rockowym, chodziłem na Konfrontacje, biegałem w maratonach… W tamtym czasie próbowałem wszystkiego, także pisania. Potem, po nieudanym starcie na studia aktorskie do Wrocławia,  zdałem na reżyserię do warszawskiej PWST, robiąc równolegle doktorat z polonistyki.

Ale już w czasie studiów reżyserowałeś przedstawienia w teatrach zawodowych.

Tak, zacząłem na III roku ”Balladyną” J. Słowackiego w Teatrze im. Węgierki w Białymstoku, ale mój właściwy debiut to własny tekst: ”Katarantka” w Teatrze Polskim we Wrocławiu. Reżyserowałem klasyków, np. ”Zbrodnię i karę”, ale lubiłem też teksty współczesne – Krzyśka Bizio, Michała Walczaka.

Wolisz reżyserować własne teksty czy cudze?

Z tym bywa różnie. Lubię dobre teksty, bo takie się wspaniale reżyseruje. Dlatego zazdroszczę Agnieszce reżyserowania spektaklu ”Liżę twoje serce”, bo to jest dobrze napisane (śmiech). A mówiąc serio: z Agnieszką bardzo dobrze mi się pracuje. Pierwszą asystenturę miałem właśnie u niej. Równie dobrze wspominam też współpracę z Grzegorzem Jarzyną i Maciejem Wojtyszko. Od Grześka Jarzyny nauczyłem się precyzji i wyobraźni teatralnej, a Maciek Wojtyszko uczył nas "solidnej" roboty i logicznego przeprowadzania myśli przez aktora.

Próba spektaklu Zostań przyjacielem Tomasza Mana

Miałeś też okazję współpracować z fantastycznymi aktorami…

W ”Katarantce” zagrała świetna aktorka – Halina Łabonarska, pracowałem też z Ewą Dałkowską, Zdzisławem Werdejnem, z Marianem Opanią. Ewa Dałkowska jest totalnie oddana robocie i z nią można zdobywać szczyty. Zdzisiu Wardejn ma takie pomysły, że głowa odpada. Zawsze zaskakuje mnie pomysłem na rolę. Wspaniały aktor! Reżyser musi umieć słuchać ludzi. Bywają aktorzy tak kreatywni, że stają się dla reżysera inspiracją. Praca nad sztuką uczy dialogu, słuchania – bez tego nic nie wychodzi.

A jak wyglądały Twoje początki we Wrocławiu?

Pierwszą sztukę wyreżyserowałem w Teatrze Polskim, podczas dyrekcji Pawła Miśkiewicza. To było "Imię" Jona Fosse.  A później reżyserowałem sztuki w Teatrze Muzycznym Capitol: ”Sex Machine” i ”Moją Abbę”, przygotowywałem też Galę Angelusa. W Capitolu najlepiej się odnajduję, bo tutaj piszę i gram moje teksty piosenek.

Spełniasz się także jako pedagog.

Pracuję we wrocławskiej PWST, gdzie uczę adaptacji tekstów dramatycznych, ale prowadzę też przedmiot ”Strategia mitów” na warszawskiej Akademii Teatralnej. Praca ze studentami dla mnie to ”wampirzenie”, bo łaknę (śmiech) ich młodej krwi, ich pomysłów. Właściwie staram się wydobyć z nich to, co najlepsze, jak to robił Sokrates.

To kiedy masz czas dla rodziny?

Dla mnie rodzina jest najważniejsza. Wykonuję pracę, którą lubię, ale zawsze staram się znaleźć czas dla bliskich. Jeśli mam do wyboru obejrzenie spektaklu i zabawę z dziećmi, to wybieram jednak to drugie. Poza tym moja żona jest scenografką, więc pracujemy razem. Rodzina daje mi oparcie, siłę, miłość. Trochę tego przemyciłem do najnowszego spektaklu, w którym każdy dąży do miłości. Właściwie wszystko, co robię, to po to, aby utrzymać rodzinę i być szczęśliwym.

Dziękuję za rozmowę.

Wywiad ukazał się na portalu Kulturaonline.

„Feliks Janiewicz – Complete Violin Concertos” – nowy album wydany przez Narodowe Forum Muzyki

7 sierpnia 2026 roku premierę będzie miał nowy album Narodowego Forum Muzyki im. Witolda Lutosławskiego we Wrocławiu, nagrany przez Bartłomi...

Popularne posty