Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Paul McCreesh. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Paul McCreesh. Pokaż wszystkie posty

piątek, 4 września 2026

Koronacja wenecka 1595 – Paul McCreesh i Gabrieli Consort & Players na 61 edycji Festiwalu Wratislavia Cantans /zapowiedź/

5 września o 20.00 w Kościele pw. św. Marii Magdaleny będzie wyjątkowa okazja do posłuchania koncertu będącego rekonstrukcją mszy z okazji koronacji doży Marina Grimaniego w Bazylice św. Marka, która odbyła się w Wenecji w 1595 roku. Zaprezentowano m.in. kompozycje Giovanniego i Andrei Gabrielich, Cesarego Bendinellego, Cesaria Gussago i Claudia Merulo. Gabrieli Consort & Players poprowadzi Paul McCreesh.

A Venetian Coronation, 1595 – projekt Paula McCreesha i zespołu Gabrieli Consort & Players – jest rekonstrukcją dźwiękową mszy koronacyjnej weneckiego doży Marina Grimaniego. Były dyrektor Wratislavii Cantans powraca do programu stanowiącego część festiwalu niespełna trzydzieści lat temu. Na jeden wieczór Katedra św. Marii Magdaleny przy ul. Szewskiej zmieni się w lśniącą złotem mozaik i wyłożoną marmurem Bazylikę św. Marka. Usłyszymy śpiewaków rozproszonych po wnętrzu gmachu na tamtejszą modłę, dawne instrumenty i wspaniałe organy. Wykonane zostaną kompozycje mistrzów szkoły weneckiej  wraz z częściami liturgii śpiewanymi jednogłosowym chorałem, które towarzyszyły lub mogły towarzyszyć pełnej przepychu uroczystości sprzed ponad czterech wieków. 

W drugiej połowie XVI wieku stolica republiki zwanej La Serenissima (‘Najjaśniejsza’) pomimo powolnego zmierzchu swojej potęgi, stała się jednym z najważniejszych ośrodków muzycznych Europy. Artyści zatrudnieni przy świątyni św. Marka wypracowali technikę polichóralną cori spezzati, a instrumenty wykorzystywali wymiennie z głosami wokalnymi. Najważniejszymi twórcami tego czasu byli Andrea Gabrieli oraz jego bratanek i uczeń Giovanni – ich dzieła stanowią lwią (!) część niniejszego koncertu. Nietrudno się domyślić, że właśnie od ich miana zaczerpnął swoją nazwę słynny zespół prowadzony przez McCreesha. Na przesycony splendorem program złoży się też muzyka Claudia Meruli i Cesaria Gussagi, a chwały Wenecji dopełnią majestatyczne utwory na trąbkę, której mistrzem był wówczas Cesare Bendinelli. 

Program:

Rekonstrukcja mszy z okazji koronacji doży Marina Grimaniego w Bazylice św. Marka w Wenecji w 1595 roku – utwory m.in. Giovanniego i Andrei Gabrielich, Cesarego Bendinellego, Cesaria Gussago i Claudia Merulo (wersja koncertowa)

Wykonawcy:

Paul McCreesh – dyrygent

Gabrieli Consort & Players


Czas trwania: 85 minut

Lokalizacja: Wrocław, Kościół pw. św. Marii Magdaleny, Katedra Kościoła polskokatolickiego

ul. Szewska 10, Wrocław

informacja prasowa


niedziela, 3 maja 2026

49. Wratislavia Cantans: Cieszyć się blaskiem światła /relacja/

Potężnym oratorium ”Stworzenie świata” Josepha Haydna pod batutą Paula McCreesha zakończyło się 49. Wratislavia Cantans. Po raz wtóry pod artystycznym kierownictwem Giovanni Antoniniego. Tematem przewodnim było wychodzenie z ciemności w światło.


Potężnym oratorium ”Stworzenie świata” Josepha Haydna pod batutą Paula McCreesha zakończyło się 49. Wratislavia Cantans. Po raz wtóry pod artystycznym kierownictwem Giovanni Antoniniego. Jak zapowiedział Maestro, tematem przewodnim było wychodzenie z ciemności w światło:

Koncepcja światłości wiekuistej leży u podstaw niemal każdego utworu religijnego. I zawsze dzieła te wiodą nas z ciemności w światłość. Nawet pełne mroku i rozpaczy Requiem jest drogą do nadziei. Na koniec życia wedle chrześcijan dwie przeciwności łączą się: ciemność, czyli śmierć, przenosi człowieka w inny wymiar światła, czyli życia. Muzyka ma tę cudowną właściwość, że pozwala każdemu niezależnie od światopoglądu cieszyć się blaskiem światła, które opromienia nas w trakcie pięknego koncertu.

W istocie, takich uczuć doznawaliśmy podczas tego festiwalu wielokrotnie. Rozpoczęły go różne wersje ”Magnificat”. Kolejne koncerty wnosiły nowe, często zaskakujące, elementy do wyrazistego, a przecież nieschematycznego programu.

Giovanni Solima

Te niespodziewane i szczególne przeżycia to z pewnością występ Giovanniego Sollimy w kościele klasztornym Wniebowzięcia NMP w Lubiążu, który został podczas II wojny zniszczony i ogołocony najpierw przez Niemców, a następnie przez Rosjan. Słuchanie muzyki tego natchnionego wirtuoza wiolonczeli w miejscu tak doświadczonym przez historię oddziaływało silnie na wyobraźnię i emocje. Utwór powstał zresztą z inspiracji wnętrzem kościoła równie mocno naznaczonego trudną historią:  Santa Maria dello Spasimo w Palermo, stąd jego tytuł: ”Spasimo”.

Sol Gabetta
Duże wrażenie zrobiła na wrocławskiej publiczności także argentyńska wiolonczelistka: Sol Gabetta. Zaledwie 33-letnia artystka ma już w swoim dorobku imponujące sukcesy i nagrania. Interesujące jest to, że gra na bardzo rzadkiej, bezcennej wiolonczeli Guadagniniego z 1759 roku. Podczas Wratislavia Cantans wystąpiła przy akompaniamencie fortepianu z Bertrandem Chamayou. Zagrała z wielką pasją i temperamentem utwory Brahmsa i  Bethoveena, wydobywając z owego XVIII-wiecznego instrumentu niezwykłe brzmienia, których barwa przypominała niekiedy skrzypcowe tremola. Publiczność tak w tym zasmakowała, że artystka dwukrotnie bisowała utworami Szostakowicza.

Prezentując tegoroczny program, Giovanni Antonini zrobił pewną ważną uwagę, która sprawdziła się co do joty:

Choć „Podróż do Włoch” skończyła się wraz z pierwszą edycją Wratislavii, którą przygotowywałem, w rzeczywistości każda Wratislavia Cantans jest podróżą poprzez różne wizje muzyki wynikające z indywidualnej wrażliwości goszczących u nas artystów.

Dotyczy to nie tylko Solimy czy Gabetty. Dla mnie wielkim odkryciem tegorocznej odsłony festiwalu był Jan Dismas Zelenka (1679–1745), mało w Polsce znany  czeski kompozytor epoki późnego baroku. Większość życia spędził na dworze saskim  Augusta II, który jako król Polski przeszedł na katolicyzm. Komponował niemal wyłącznie dzieła religijne, dlatego też nazywany jest czasem katolickim Bachem.

Felix Rumpf, Krystian Krzeszowiak

We Wrocławiu usłyszeliśmy dwa jego dzieła: skomponowane na śmierć króla Augusta II Requiem D-dur ZWV 46 (w ramach koncertu ”Et Lux Perpetua”) oraz Te Deum D-dur ZWV 146, Missa dei Filii C-dur ZWV 20 (koncert ”In Te Domine speravi”). Obydwa wykonania poprowadził znakomity czeski dyrygent i wielki admirator kompozytora - Václav Luks.

Martina Janková, Vaclav Luks, Krystian Krzeszowiak

Requiem Zelenki było niezwykle łagodne i piękne. Może to nawet nieco dziwić. A jednak wrażenie takie mija, jeśli uświadomimy sobie, że w tym przypadku ”Światło Wieczyste”, jak zapowiada tytuł koncertu, oznacza Bożą Obecność i – właśnie! – przejście od ciemności śmierci do Światła. Tłumaczy to pogodną, a nawet radosną tonację dzieła. Dotyczy ona zarówno partii chóru wykonanego przez Collegium Vocale 1704 (znakomity zespół założony przez Luksa), jak też olśniewających arii. Bogactwo brzmienia, wynikające z dialogów instrumentów i ludzkich głosów, a także przeplatanie uroczystego brzmienia muzyki z chórami gregoriańskimi śpiewanymi a cappella – było  wprost niezwykłe. Mnie najbardziej jednak urzekły arie w stylu włoskim, a szczególnie soprany, spośród których wyróżniała się Hana Blažíková – znana  z występów z P. Herreweghe, w ramach  Akademii Bachowskiej.

Hana Blažíková

Drugi koncert, w którym Václav Luks zaprezentował kompozycję Zelenki, tym razem mszę, nosił tytuł ”In Te Domine speravi” (”Tobie, Panie, zaufałem”) i był równie piękny. Rozpoczęły go radosne tony trąbek i fletów, po których nastąpiło chóralne Laudamus, potem zaś cudowny duet sopranów: Martina Jankovà i Isabel Jantschek, śpiewających w dialogu z fletami ”Tu Rex gloriae”. Po nich zaś – mocny  kontralt Wiebke Lehmkuhl w ”Tu ad liberandum”, w towarzystwie fletów poprzecznych i skrzypiec. Mimo że dominowały żeńskie arie, to – choć rzadsze – nie mniej piękne były męskie duety tenoru i basu, które wykonali: polski tenor Krystian Adam Krzeszowiak oraz niemiecki baryton liryczny Felix Rumpf. Zaśpiewali przepięknie ”Tu ad dexteram Dei sedes”. Następnie usłyszeliśmy ich w Missa dei Filii C-dur, w którym to dziele zaśpiewali m.in. ”Qui tollis peccata Mundi”, w duecie z sopranami. Trudno to stopniować, jednak najbardziej urzekł mnie głos urodzonej w Czechach szwedzkiej sopranistki Martiny Jankovej.

Philippe Herreweghe

Philippe Herreweghe z zespołem i koncert Hail, bright Cecilia

Drugim, po Zelence, wydarzeniem muzycznym był, przynajmniej dla mnie, koncert ”Hail, Bright Cecilia” Henry Purcella, poprowadzony przez Philippe Herreweghe.

Kompozycja ta, znana również jako "Oda do św. Cecylii", skomponowana została przez Henry'ego Purcella do tekstu Irlandczyka Nicholasa Brady w 1692 roku na cześć św. Cecylii, patronki muzyków. Pod batutą Philippe Herreweghe i w wykonaniu znakomitego Collegium Vocale Gent muzyka ta zabrzmiała jako piękna, harmonijna całość. Już w tytułowym utworze ”Heil! Bright Cecilia!” mogliśmy doświadczyć doskonałego przeplatania się chóru, pojedynczych głosów i instrumentów. Pięknie brzmiały też duety, np. kontratenor i bas (Damien Guillon, Peter Kooij) w "Hark, hark, each tree its silence breaks". Również pojedyncze arie, jak np. Grace Davidson (sopran) w utworze ”Tis Nature`s voce”, gdzie kobiecy głos niepostrzeżenie przechodzi w chóralny śpiew. Po Philippe Herreweghe zawsze możemy spodziewać się mistrzowskiego wykonania. Dotyczy to zarówno jego interpretacji J.S. Bacha, Henry`ego Purcella czy J. Haydna.

Spośród licznych koncertów wiele jeszcze zasługiwałoby na uwagę. Podróż przez różne odmiany muzyki ”z ciemności w światło” pozwalała bowiem za każdym razem – jak obiecał Maestro Antonini – cieszyć się blaskiem światła, które opromienia nas w trakcie pięknego koncertu.  

Artykuł ukazał się na portalu Kulturaonline 22 września 2014 roku.

wtorek, 3 lutego 2026

Poruszająca "Stabat Mater" Antonina Dvořáka pod Paulem McCreeshem w Narodowym Forum Muzyki /relacja/

30 stycznia byliśmy uczestnikami nadzwyczajnego koncertu, a właściwie wydarzenia, które przekracza ramy tego, co zwykliśmy rozumieć pod tym pojęciem. "Stabat Mater" Antonina Dvořáka w fenomenalnym wykonaniu znakomitych solistów, Chóru NFM oraz NFM Filharmonii Wrocławskiej pozostanie na zawsze w naszej pamięci. Skupienie i wzruszenie, które towarzyszyło melomanom podczas wykonywania "Stabat Mater", a także owacja na stojąco na koniec, są najlepszą recenzją tego koncertu. 

"Stabat Mater: Antonina Dvořáka w Narodowym Forum Muzyki, 
fot. Karol Sokołowski

Zarys kompozycji powstał w 1876 roku, ukończona została rok później. Szkic został dedykowany Františkowi Hušpauerowi „na pamiątkę dla przyjaciela z młodości”.  30 lipca Dvořák wysłał swój rękopis do Wiednia, dołączając wniosek o stypendium Ministerstwa Kultury i Edukacji. Do ostatecznej redakcji utworu powrócił w 1877 roku, kiedy w krótkim odstępie czasu zmarło jego dwoje dzieci, jednak już wstępną wersję utworu stworzył po śmierci najmłodszego dziecka, córki Józefy. Kantatę zwykło się więc postrzegać jako reakcję na śmierć trojga dzieci kompozytora i zapewne tak właśnie było – to się czuje, gdy w skupieniu słuchamy jego muzyki. 

Motyw Stabat Mater 

Motyw Stabat Mater (Matki Boleściwej) zakorzeniony jest w kulturze europejskiej od czasów średniowiecza, a jego autorstwo przypisywano m.in. papieżowi Innocentemu III, głównie jednak włoskiemu franciszkaninowi Jacopone Todi. W Polsce także pojawiła się jego wersja, zwana Lamentem świętokrzyskim. To tekst, który ukazuje cierpienie Matki stojącej pod Krzyżem Syna, ale także cierpienie każdej matki. Jest to zarazem przekaz, w którym ból ma swój cel i sens. Oto Syn, choć sam niewinny, umiera za ludzkie grzechy. Końcowe "Amen" - "Niech się stanie" - oznacza pogodzenie z bólem i nieuchronnością cierpienia. Celem jest zbawienie. 

Przed Dvořákiem po temat ten sięgało wielu kompozytorów, m. in.  Luigi Boccherini, Emanuel d’Astorga, których mieliśmy okazję posłuchać w 2019 roku w Narodowym Forum Muzyki w wykonaniu Wroclaw Baroque Ensamble. Do moich ulubionych wersji tego tematu należą kompozycje Josepha Haydna, Giovanniego Battisty Pergolesiego i Antonia Vivaldiego. Również kompozytorzy współcześni tworzyli muzykę do tekstu Todiego, m. in. Karol Szymanowski, Arvo Pärt, Krzysztof Penderecki. Każda z tych kompozycji wzbogaca temat Stabat Mater o nowe aspekty, zarówno muzyczne, jak i treściowe, emocjonalne. Swoistym fenomenem jest żywotność i prawda tego średniowiecznego tekstu nie tylko w muzyce, ale także w malarstwie, rzeźbie, a nawet w filmie ("Pokój syna" Nanni Morettiego). Przyjrzyjmy się więc, na czym polega siła wyrazu utworu Antonina Dvořáka, gdzie tkwi jej tajemnica. 

Soliści: Emma Bell (sopran), Natalie Lewis (mezzosopran), Sung Min Song (tenor), 
Jan Martinik (bas), fot. Adam Sokołowski


Stabat Mater Antonina Dvořáka: cierpienie, medytacja, pojednanie i nadzieja

Cała struktura utworu, podzielona na dziesięć części, tworzy majestatyczny, ekspresyjny łuk, rozciągający się od obrazu śmierci i cierpienia, poprzez uczucia lęku i bolesnej medytacji, aż po finałową, afirmującą życie katharsis. Pomimo osobistej tragedii, której doświadczył krótko wcześniej, kompozytor nie pozwala, by rozpacz nim zawładnęła – w jego muzyce nie słychać ani rezygnacji, ani beznadziei.

Każda z dziesięciu części kantaty jest pomyślana jako niezależny utwór z własną bazą tematyczną. Wyjątkiem jest jedynie ostatnia część, w której kompozytor cytuje część pierwszą, osiągając w ten sposób większą jedność w obrębie całości. Atmosferę całego utworu kształtuje rozległa część pierwsza, Stabat Mater Dolorosa, która niesie w sobie silne poczucie niewyrażalnego smutku i niepokoju. Wyrasta ona z niepokojącego motywu wznoszącego się półtonami, zestawionego z dźwiękiem fis, utrzymywanym w oktawach. Josef Suk wspomina, że ​​Dvořák podobno stwierdził, iż rozmyślając nad swoją koncepcją Stabat Mater, stale miał w pamięci obraz Krzyża.

Po długim orkiestrowym wstępie, chór mieszany i kwartet solistów stopniowo dodają swoje głosy. Nieprzerwany nurt melodyczny wielokrotnie prowadzi do stromo narastającego pasażu, który kulminuje w krzyku rozpaczy (akord septymowy zmniejszony fortissimo w orkiestrze tutti i chórze). Dopiero tuż przed zakończeniem utworu muzyka łagodnie przechodzi w kojącą tonację durową. W kolejnych ośmiu częściach utworu chór zasadniczo naprzemiennie występuje z solistami: po medytacyjnym kwartecie Qui est homo następuje chóralna Eja mater o rytmie quasi-marszowym, po której następuje partia na bas solo Fac, ut ardeat cor meum; następnie chóralne Tui nati vulnerati; aria tenorowa o niemal ludowej melodii Fac me vere, tecum flere; delikatna pieśń chóralna Virgo virginum; duet sopranu i tenora Fac ut portem Christi mortem oraz aria altówkowa o atmosferze determinacji Inflammatus. Ostatnia część, Quando corpus morietur, wykorzystujące chór i solistów w równym stopniu, tematycznie opiera się na materiale z pierwszej części, co sugestywnie zamyka kompozycję. Nastrój tej części jest jednak inny. Ponownie słyszymy wznoszącą się sekwencję w orkiestrze i chórze, znaną z pierwszej części, ale tym razem nie prowadzi ona do ekspresji bólu, lecz kulminuje w promiennej tonacji durowej. Po niej następuje złożona fuga do słowa „Amen”, z finałowym katharsis a cappella w chórze, wyrażającym pojednanie i nadzieję.

Paul McCreesh i NFM Filharmonia Wrocławska,
fot. Adam Sokołowski


"Stabat Mater" pod Paulem McCreeshem

Podczas koncertu w Narodowym Forum Muzyki NFM Filharmonię Wrocławską, Chór NFM i solistów poprowadził znakomicie Paul McCreesh. Pamiętamy jego interpretację "Stabat Mater" Antonina Dvořáka z 2012 roku, kiedy to w ramach 47. edycji Wratislavia Cantans wystąpił z innych składem artystów, z towarzyszeniem Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia w Katowicach i Chóru Filharmonii Wrocławskiej. Powrót do tej kompozycji kilkanaście lat później okazał się jeszcze dojrzalszy i piękniejszy. Wspaniały był przede wszystkim śpiew solistów i Chóru, znakomicie ze sobą współpracujących. Wśród znakomicie dobranych solistów najbardziej urzekł mnie głos południowokoreańskiego tenora operowego Sung Min Songa, zarówno w partiach solowych, jak i w duetach z pięknym sopranem Emmy Bell. Urzekał mroczny mezzosopran Amerykanki Natalie Lewis, pieścił ucho dostojny bas Jana Martiníka. Jak zwykle, doskonale brzmiał Chór NFM oraz NFM Filharmonia Wrocławska.
Skupienie i wzruszenie, które towarzyszyło melomanom podczas wykonywania "Stabat Mater", a także owacja na stojąco na koniec, są najlepszą recenzją tego koncertu. 

środa, 28 stycznia 2026

"Stabat Mater" Antonina Dvořáka pod Paulem McCreeshem w Narodowym Forum Muzyki /zapowiedź/

30 stycznia o 19.00 w Narodowym Forum Muzyki we Wrocławiu zabrzmi "Stabat Mater" Antonina  Dvořáka w wykonaniu znakomitych solistów, Chóru NFM i NFM Filharmonii Wrocławskiej pod batutą maestro Paula McCreesha.

Paul Mc Creesh, fot. Ben Wright

„Stoi matka obolała, łzy pod krzyżem przepłakała, gdy na krzyżu Syn jej mrze” – tak rozpoczyna się tekst trzynastowiecznej sekwencji Stabat Mater w tłumaczeniu Mirona Białoszewskiego. Jest to niezwykle poruszający obraz cierpienia Matki Boskiej, który okazał się inspirujący dla wielu wybitnych twórców. Josquin des Prez, Orlando di Lasso, Antonio Vivaldi, Joseph Haydn, Gioacchino Rossini, Giuseppe Verdi, Karol Szymanowski, Francis Poulenc, Krzysztof Penderecki czy Arvo Pärt – to tylko niektórzy autorzy jego opracowań. Maestro Paul McCreesh zdecydował się zaprezentować jednak to autorstwa czeskiego twórcy Antonína Dvořáka, uznawane za jedno z największych dzieł muzyki oratoryjnej napisanych w XIX wieku.

Impulsem do tworzenia często są dla artystów wydarzenia z ich życia. Tak było też w przypadku Dvořáka i jego wersji Stabat Mater. Twórca rozpoczął pisanie w lutym 1876 roku, zapewne w reakcji na śmierć swojej córeczki, Josefy, w sierpniu poprzedniego roku. Los nie był dla niego łaskawy także i później – zanim utwór został ukończony w listopadzie 1877 roku odeszło jeszcze dwoje dzieci twórcy: syn Otakar i córka Růžena. Stabat Mater Dvořáka jest kompozycją monumentalną, jeśli chodzi zarówno o czas trwania, jak i o zastosowaną obsadę. Autor przewidział w niej udział czworga solistów, chóru mieszanego, a także rozbudowanej orkiestry i organów. Nie jest to jednak muzyka rozpaczy. Twórca nie epatuje w niej swoim cierpieniem. Można wręcz odnieść wrażenie, że konfrontacja z tematem śmierci dziecka Matki Boskiej była dla niego sposobem na pogodzenie się z własnymi stratami. To dzieło kontemplacyjne, zaskakująco pogodne, pełne czułości. Intryguje także jego barwność oraz wyrafinowanie i zróżnicowanie w zakresie orkiestracji poszczególnych ogniw, niezwykle umiejętnie podtrzymujące uwagę odbiorcy.

Prawykonanie dzieła w Pradze w 1880 roku spotkało się z ciepłym przyjęciem krytyki, ale jeszcze większym sukcesem były prezentacje kompozycji pod batutą twórcy w 1884 roku w Royal Albert Hall w Londynie oraz w Birmingham. Rozkochani w muzyce chóralnej Anglicy zachwycili się dorobkiem czeskiego artysty i chętnie zamawiali u niego kolejne utwory, których wykonania ugruntowały międzynarodową sławę, jaką cieszył się Dvořák. Nie można jednak zapominać, że jego Stabat Mater jest przede wszystkim zaproszeniem do współodczuwania – zgodnie ze słowami sekwencji: „Niech pod krzyżem z Tobą stoję, niech łzy Twoje będą moje”.


Program:

A. Dvořák Stabat Mater op. 58


Wykonawcy:

Paul McCreesh – dyrygent

Emma Bell – sopran 

Natalie Lewis – mezzosopran 

Sung Min Song – tenor 

Jan Martiník – bas 

Chór NFM

Lionel Sow – kierownictwo artystyczne Chóru NFM 

NFM Filharmonia Wrocławska


Czas trwania:

85 minut

informacja prasowa

wtorek, 23 maja 2023

Symfonia londyńska i Paul McCreesh w Narodowym Forum Muzyki /zapowiedź/

26 maja w Narodowym Forum Muzyki zabrzmi koncert "Symfonia londyńska". NFM Filharmonię Wrocławską poprowadzi Paul McCreesh, a w roli solisty wystąpi skrzypek Ning Feng. Przed koncertem (godz. 17.30, VIP-Room) posiadaczy i posiadaczki abonamentu symfonicznego zapraszamy na spotkanie z dyrygentem Paulem McCreeshem.

Paul McCreesh, fot. materiały prasowe

Paul McCreesh to artysta niezwykle ceniony za interpretacje dzieł muzyki baroku. Jednak obszerny repertuar tego wybitnego dyrygenta obejmuje także kompozycje stworzone w XX wieku. Podczas koncertu z NFM Filharmonią Wrocławską zabrzmią dzieła dwóch wybitnych angielskich twórców.

Koncert skrzypcowy h-moll op. 61  Edwarda Elgara zaliczany jest do najlepszych dzieł tego gatunku napisanych przez brytyjskiego kompozytora. Prace nad tym utworem trwały prawie dwie dekady. Twórca zaczął szkicować dzieło już w 1890 roku, jednak impulsem do rozpoczęcia właściwych prac była prośba o napisanie koncertu wyrażona przez wybitnego skrzypka Fritza Kreislera. Wysiłek się opłacił– prawykonanie dzieła w 1910 roku okazało się wielkim sukcesem, a publiczność była zachwycona. Także sam Elgar nie krył się z entuzjazmem wobec koncertu: „Jest dobry! Strasznie emocjonalny! Zbyt emocjonalny, ale kocham go!”. Podczas słuchania zakończenia drugiej części dzieła twórca powiedział swojej przyjaciółce: „tutaj dwie dusze łączą się i stapiają ze sobą”. Partia solowa stanowi poważne wyzwanie dla skrzypka – nie tylko ze względu na długość trwania utworu, ale także z powodu wielu trudności technicznych. Nie są to jednak nigdy puste wiolinistyczne popisy – są one organicznie wplecione w narrację i mają swoje uzasadnienie w strukturze utworu.

Ning Feng, fot. Lawrence Tsang

Drugie dzieło w programie koncertu, czyli II Symfonia „Londyńska” Ralpha Vaughana Williamsa, zabrzmiało po raz pierwszy zaledwie cztery lata po Koncercie skrzypcowym Elgara. Chociaż jego twórca zapisał się na trwale w historii jako autor dzieł nawiązujących do angielskiego folkloru i muzyki staroangielskiej, to tak naprawdę pociągało go pełne ruchu i wrzawy życie wielkiego miasta. Stwierdził kiedyś pół żartem pół serio, że dzieło powinno tak naprawdę nosić podtytuł „Symfonia londyńczyka”. Początkowo Vaughan Williams odmawiał komentowania symfonii i twierdził, że jest to dzieło muzyki absolutnej, jednak na prośbę dyrygenta Alberta Coatesa dostarczył komentarz, w którym wyjaśniał, co przedstawiać ma każde z czterech ogniw. Jednak nawet pozbawiona tych wyjaśnień symfonia jest niezwykle atrakcyjna dla słuchającego – zorkiestrowana została z wyczuciem, pełna jest też chwytliwych, zapadających w pamięć melodii.

Program:

E. Elgar Koncert skrzypcowy h-moll op. 61  
***
R. Vaughan Williams II Symfonia „Londyńska”

Wykonawcy:

Paul McCreesh – dyrygent
Ning Feng – skrzypce
NFM Filharmonia Wrocławska

Czas trwania:
120 minut

Przed koncertem (godz. 17.30, VIP-Room) posiadaczy i posiadaczki abonamentu symfonicznego zapraszamy na spotkanie z dyrygentem Paulem McCreeshem.

informacja prasowa

niedziela, 22 kwietnia 2018

Mistrzowie i uczniowie wykonają Händla we Wrocławiu /zapowiedź Akademii/

Koncerty i kursy mistrzowskie oraz muzyka Händla i jego współczesnych w znakomitych aranżacjach i wykonaniu. Wystąpią m.in. Julia Lehzneva, Rachel Podger, Peter Harvey i Paul McCreesh.


Po zorganizowaniu Akademii Bachowskiej, której głównym gościem był Philippe Herreweghe, pomysł tak nam się spodobał, że postanowiliśmy go kontynuować - powiedział podczas konferencji prasowej Andrzej Kosendiak - Dyrektor Narodowego Forum Muzyki. Wyraził także radość, że zaproszenie przyjęli w tym roku równie wybitni artyści: obecna na konferencji Julia Lehzneva, ponadto znakomita skrzypaczka - Rachel Podger z zespołem Brecon Baroque, wybitny interpretator muzyki Händla - Paul McCreesh, a także znakomici brytyjscy artyści, którzy poprowadzą warsztaty mistrzowskie: Robert Hollingworth, Peter Harvey i Gillan Webster. 

Idea Akademii i jej program

Akademia Händlowska łączy cykl koncertów wybitnych artystów z warsztatami, podczas których młodzi artyści będą mogli uczyć się od mistrzów.  Kursy trwają już od  7 lutego. Przygotowany podczas tej współpracy program będzie również zaprezentowany publiczności. Studenci zagrają  wraz ze swoimi mistrzami operę "Acis i Galatea"Händla. 
Udział w przygotowaniu utworów, a także przyglądanie się procesowi powstawania profesjonalnego koncertu będzie dla studentów Akademii Muzycznej  czymś o wiele wartościowszym niż tradycyjna lekcja - powiedział podczas konferencji Jarosław Thiel - Dyrektor Artystyczny Wrocławskiej Orkiestry Barokowej .

Jak zapowiedział, oprócz Händla usłyszymy także utwory kompozytorów tworzyli w podobnym czasie: Henry Purcella i Francesca Geminianiego. 
Koncerty uzupełnią wykłady: Anety Markuszewskiej: "Wszystkie  drogi prowadzą do Rzymu... Georg Friedrich Händel we Włoszech"  (12 litego o 17.30, foyer  Filharmonii Wrocławskiej ) oraz spotkanie z Paulem McCreeshem  (14 lutego, w sali koncertowej Akademii Muzycznej).  

Gość specjalny konferencji - Julia Lehzneva (sopran koloraturowy) wyraziła wielką radość, że może ponownie zaśpiewać dla wrocławskiej publiczności. Dowiedzieliśmy  się, że artystka nagrywa właśnie wraz z zespołem Il Giardino Armonico Giovanniego Antoniniego płytę z wczesnymi utworami Händla. 

To  wielkie szczęście, że mogę śpiewać muzykę młodego Händla, która jest pełna pasji i fascynacji. Ta muzyka ma moc, która nam wiele daje i która stwarza światu szansę do bycia piękniejszym i lepszym.

Pełny program koncertów znajdziecie tutaj: http://mwm.nfm.wroclaw.pl/articles/379-akademia-handlowska
Artykuł ukazał się na portalu Kulturaonline 11 lutego 2015 roku.

niedziela, 1 kwietnia 2018

"Pory roku" Haydna: Pochwała Boga i natury /relacja z koncertu/

Życie człowieka wpisane w symbolikę pór roku, w znakomitej interpretacji solistów, Chóru NFM, Gabrieli Consort&Players i Wrocławskiej Orkiestry Barokowej pod Paulem McCreeshem.

Koncert Pory roku J. Haydna/NFM


Symbolika i ilustracyjność


Dzieło to – lepiej niż jakikolwiek pamiętnik osobisty – zaświadcza o wewnętrznych horyzontach myślowych Haydna. W dziele tym dziecięca naiwność, zmysłowa radość i łagodny humor łączą się z głęboką wiarą, szlachetnością wyrazu i hymniczną wrażliwością. Ta różnorodność duchowego krajobrazu może tłumaczyć silny oddźwięk, jaki dzieło to od swego prawykonania wywołuje w sercach słuchaczy – pisał biograf kompozytora Karl Geringer o jego ”Stworzeniu świata”. Wydaje się jednak, że słowa te w równym stopniu można odnieść do innej wielkiej kompozycji wokalnej – do ”Pór roku”.
Powstała z adaptacji tekstu angielskiego poematu Jamesa Thomsona pod tym samym tytułem. Autorem libretta jest – podobnie jak w ”Stworzeniu świata” – Gotfried van  Swieten. W dużej mierze dzięki niemu tekst nabrał cech inscenizacji o cechach symbolicznych, którą Haydn wypełnił wspaniałą, porywającą muzyką. Jest ona - w najlepszym tego słowa znaczeniu – ilustracyjna.

Początek – przejście od mroźnej zimy do wiosny - został oddany za pomocą groźnego unisona skrzypiec, a także złowieszczych dźwięków puzonów i kotłów. Gęste i ciężkie powietrze przed burzą w ”Wiośnie” oddaje cichy głos sopranu, niepokojące pizzicato smyczków i złowieszcze werble kotłów. Orkiestra prawie milknie, po czym – dla kontrastu – słyszymy gromką burzę, oddaną z całym realizmem. Groza żywiołu splata się tutaj z ludzką rozpaczą. Wspaniałe są także sceny polowania czy festyn po winobraniu w ”Jesieni”.


Życie człowieka wpisane w symbolikę pór roku


Paul McCreesh, Pory roku J. Haydna/NFM

Urodę muzyki instrumentalnej przewyższa – choć to pozornie niemożliwe – piękno ludzkich głosów: trojga bohaterów i chóru. Pod tym względem Haydn osiągnął mistrzostwo swego wielkiego poprzednika – Georga Friedricha Händla. W oratorium śpiewają trzy postacie: rolnik Szymon (bas), jego córka Hanna (sopran) oraz jej ukochany Łukasz (tenor). Uosabiają pracowitość, miłość i pobożność. U Haydna pojedyncze ludzkie głosy często splatają się z głosami chóru – pojedynczy człowiek jest zawsze zakorzeniony w zbiorowości, a wszyscy – w Naturze i w Bogu.  Już pierwszą część oratorium kończy modlitwa o błogosławieństwo dla pól, którą rozpoczyna ekstatyczne solo tenoru, następnie dołącza bas, sopran i wreszcie chór intonujący hymn do Stwórcy. Rodzi się wspaniała, majestatyczna fuga, przypominająca chóry z ”Mesjasza” Händla. Jest to chyba najpiękniejszy, najbardziej wzruszający moment oratorium. Jednakże właściwe przesłanie utworu usłyszymy w ostatniej, czwartej jego części – ”Zimie”. Autor wpisuje życie człowieka w symbolikę pór roku i wprowadza paralelę pomiędzy zimą a śmiercią. Nie jest to jednak wątek smutny czy przygnębiający, ponieważ kieruje myśl ku Bożemu miłosierdziu. Pytania między tercetem solistów a chórem dają nadzieję na radość zbawienia. Oto ”przez bramę waży się przejść człowiek, który się trudził, prowadził niezepsute życie, którego język pozbawiony jest przebiegłości”. Krótkie, choć dramatyczne Amen stanowi majestatyczne zakończenie dzieła.

Pory roku w mistrzowskim wykonaniu


Pory roku, Chór NFM, fot. Łukasz Rajchert

Wiele muzycznych (i nie tylko) wzruszeń dostarczył słuchaczom przepiękny koncert w Narodowym Forum Muzyki, który uwieńczył tegoroczny sezon. ”Pory roku” Haydna wykonali gościnnie Gabrieli Consort&Players, a towarzyszyła im WrocławskaOrkiestra Barokowa oraz Chór NFM (podobnie jak w ”Zuzannie” Händla – fantastyczny). W roli Hanny wystąpiła znakomita sopranistka Carolyn Sampson, partie Szymona wyśpiewał obdarzony mocnym barytonem Adrew Foster-Williams, zaś w postać Łukasza wcielił się wspaniały tenor Jeremy Ovenden. Całość poprowadził Paul McCreesh.  Angielskiemu dyrygentowi zawdzięczamy już niejedno znakomite wykonanie utworów uznanych kompozytorów, w m.in.  także Josepha Haydna. Takim było niewątpliwie ”Stworzenie świata” z wybitnym tenorem Markiem Padmorem.

Adrew Foster-Williams, Jeremy Ovenden, Carolyn Sampson/Łukasz Rajchert, NFM
Wyznam, że tylko na początku odczuwałam mały dyskomfort, kiedy - nawykła do niemieckiej wersji językowej dzieła w genialnej wersji Eliota Gardinera – musiałam  się ”przestroić” na wymowę angielską. Mocne, twarde „Ewiger, mächtiger, gütiger Got!” brzmi jednak inaczej niż miękkie ”Beautiful God”. Stało się to jednakże przyczynkiem do refleksji nad tym, jak brzmienie języka oddaje jego treść.
Kiedy ”Pory roku” Haydna trwają jeszcze w naszych sercach i umysłach, powoli sposobimy się na kolejne wspaniałe muzyczne odkrycia, których nam NFM nie tylko nie skąpi, ale do których zostaliśmy już właściwie przyzwyczajeni :-)

Koncert ”Haydn - Pory roku” odbył się 19 czerwca 2016 roku w Narodowym Forum Muzyki.

Artykuł ukazał się na portalu Kulturaonline 24 czerwca 2016 roku.

wtorek, 20 marca 2018

Akademia Händlowska dla wielbicieli pięknej muzyki /relacja/

Radość muzykowania, duchowe piękno, liryzm i patos kompozycji Georga Fryderyka wypełniły dni Akademii Händlowskiej. Mogliśmy posłucha wybitnych artystów i ich znakomitych interpretacji rozmaitych kompozycji autora "Mesjasza".




Rachel Podger, czyli radość muzykowania


Rachel Podger, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Akademię Händlowską rozpoczął koncert  Rachel Podger i Brecon Baroque, w którym znalazły się utwory Purcella, Geminianiego i oczywiście Händla. Dwaj pierwsi kompozytorzy mieli duży wpływ na twórczość autora "Mesjasza", można więc było w takim zestawieniu owe wpływy usłyszeć. Jednak niewątpliwą gwiazdą tego wieczoru była Rachel Podger - angielska skrzypaczka, która nie po raz pierwszy gościła we Wrocławiu.
Mogliśmy słuchać jej koncertu przed dziesięcioma laty, kiedy to wystąpiła z zespołem Arte dei Suonatori w pięknych barokowych wnętrzach Oratorium Marianum. W rezultacie tej współpracy nagrano wspólną płytę: "La Stravaganza" Antonio Vivaldiego, która otrzymała tytuł najlepszej barokowej płyty roku 2003 pisma Gramophone. W 2012 roku, w ramach Wratislavia Cantans,  Podger zagrała wraz z zespołem Brecon Baroque koncert skrzypcowy i klawesynowy J.S. Bacha. Dodajmy, że współpracuje ona z polskimi muzykami: klawesynistą - Marcinem Świątkiewiczem oraz z wiolonczelistą Tomaszem Pokrzywińskim.

Rachel Podger, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Podczas inauguracyjnego koncertu mogliśmy posłuchać Podger w mniejszych i większych składach orkiestry, w duecie ze skrzypcami, m.in. w VI Sonacie a 4 g-moll Z. 807 oraz Three parts upon a ground Z. 731  H. Purcella, gdzie skrzypce zabrzmiały wręcz wirtuozowsko. Równie piękne były wykonane w pełnym składzie fragmenty "Króla Artura" - muzyki skomponowanej przez Purcella do sztuki teatralnej. Drugą część koncertu wypełniła muzyka  G. F. Händla. Momentami artystka usuwała się nieco w cień, a na planie pierwszym prezentował się obój Alexandry Bellamy. Tak było podczas wykonania Koncertu na obój, smyczki i b.c. g-moll HWV 287.   Dialog skrzypiec z obojem brzmiał lirycznie i pieścił ucho. Uderzające było jednak samo podejście Rachel Podger do wspólnego muzykowania - pełne radości i młodzieńczego wręcz entuzjazmu.

Julia Lezhneva i duchowe piękno

Najważniejszym gościem Akademii  była w tym roku bez wątpienia Julia Lezhneva - mezzosopranistka koloraturowa o niespotykanej sile głosu i wspaniałej technice, mimo młodego wieku  - zaledwie dwudziestu pięciu lat. Zapamiętana z występu na Wratislavia Cantans w 2013 roku, kiedy to wzbudziła w słuchaczach wielkie, niezapomniane emocje, i tym razem nie zawiodła ich oczekiwań.

Julia Lezhneva, fot. Marek Cisek
Julia jest w dziedzinie wykonawstwa muzyki barokowej absolutnym ewenementem. Mając niespełna dwadzieścia lat, została zauważona przez Marca Minkowskiego, który raz ją usłyszawszy, zaprosił do wykonania Mszy h-moll J. S. Bacha w Katedrze Santiago de Compostella. Wkrótce potem, pod dyrekcją Giovanniego Antoniniego,  zaśpiewała w operze Vivaldiego "Ottone in Villa". Z nim też i jego zespołem Il Giardino Armonico nagrała swoją pierwszą solową płytę "Alleluja", która okazała się prawdziwym sukcesem. Złożyły się na nią motety Vivaldiego, Mozarta, Händla i Porpory.

Julia Lehzneva, fot. B. Lekarczyk-Cisek

Tym razem Julia Lezhneva przyjechała koncertować w ramach Akademii  Händlowskiej i zaśpiewała z Wrocławską Orkiestrą Barokową. Zaprezentowała różnorodny repertuar, ukazując swoje bogate możliwości wokalne. Wykonała m.in. arię  Agrippiny: "Pensieri, voi mi tormentate" z opery "Agrippina" HWV 6, w której zinterpretowała postać wbrew utartym schematom - jako zalęknioną o losy syna matkę. I chociaż w niektórych utworach śpiew Julii brzmiał równie wirtuozowsko jak głos Cecilli Bartoli, to mnie najbardziej poruszył przepiękny utwór "Salve Regina", w którym prócz znakomitej techniki wokalnej, słychać było to "coś", co sprawia, że śpiew Julii staje się czymś więcej niż śpiewem. Staje się przeżyciem duchowym.


 Patetyczny i liryczny "Salomon" Paula McCreesha


Peter Harvey, fot. B. Lekarczyk-Cisek

G. F. Händel napisał wiele oratoriów, których libretta nawiązywały do Starego Testamentu. "Salomon", podobnie jak "Zuzanna", powstał w 1748 roku. Anonimowe libretto oparte jest na biblijnej opowieści o mądrym królu Salomonie z Pierwszej Księgi Królewskiej oraz Drugiej Księgi Kronik. Ma formę opery włoskiej. Dominują arie i recytatywy, które kompozytor specjalnie napisał dla śpiewaków - gwiazd.
We wrocławskim koncercie utwór wykonywał także potężny Chór Narodowego Forum Muzyki, który w swoich pieśniach wysławiał Jahwe i króla. W roli Salomona wystąpiła Pamela Helen Stephen (alt). Nie jest to bynajmniej jakaś współczesna fanaberia, jeśli przypomnieć, że w pierwszych wykonaniach rolę tę śpiewały: włoska sopranistka Giulia Frasi oraz Caterina Galli (alt). W ogóle Händel  pisał głównie dla kobiet i arie te są bez wątpienia najpiękniejsze.
We wrocławskim wykonaniu "Salomona" najbardziej urzekająca była młoda sopranistka Katherine Watson, która prócz roli Żony Salomona zaśpiewała również partię Pierwszej Nierządnicy. Spośród męskich głosów znakomitym interpretatorem postaci Lewity był angielski bas - Peter Harvey, znany m.in. z wykonań J.S. Bacha.

Pamela Helen Stephen/fot. Barbara Lekarczyk- Cisek

Żywioł liryczny kobiecych głosów przeplatał się z patosem partii chóralnych i dramatyzmem głosów męskich. Dzieło G. F. Händla, choć nie tak spójne jak utwory J.S. Bacha, bo napisane najwyraźniej na zamówienie i pod konkretnych wykonawców, po latach olśniewa niekiedy swoją urodą.

Katherine Watson jako Żona Salomona/Pierwsza Nierządnica, fot.Barbara Lekarczyk=Cisek

Choć Akademia Händlowska zostawiła wrażenie niedosytu, pozostaje mieć nadzieję, że za rok będziemy mogli posłuchać równie pięknej muzyki.

Artykuł ukazał się na portalu Kulturaonline 18 lutego 2015 roku.

poniedziałek, 22 stycznia 2018

"W Anglii zielonej, kraju łąk" z Paulem McCreeshem /relacja/

Koncert „W Anglii zielonej, kraju łąk” dowodzi, że kryzysy bywają twórcze i nie należy ich lekceważyć ani unikać. Z pewnością zaś nie można unikać tak pięknych koncertów, bo byłoby to niepowetowaną stratą.

Paul McCreesh podczas koncertu "W Anglii zielonej...", fot. Bogusław Beszlej

Paul McCreesh i jego ”smuga cienia”

Tak się szczęśliwie złożyło, że dzięki Paulowi McCreeshowi mogliśmy w minioną niedzielę, mimo panującego mrozu, wędrować po Anglii zielonej, kraju łąk, co – przyznacie – rzadko się zdarza w środku zimy, nawet ludziom z wielką wyobraźnią, jak Lewis Caroll (to inny Anglik, ten od ”Alicji w Krainie Czarów”). Tymczasem McCreesh, znany dyrygent i niegdysiejszy szef Festiwalu Wratislavia Cantans, powraca od czasu do czasu do Wrocławia, aby nas porwać (przeważnie muzyką). Tym razem jednak ”porwanie” miało charakter szczególny. Otóż – jak się dowiedzieliśmy już na samym początku – dyrygenta nawiedził ostatnio kryzys wieku średniego, toteż postanowił podczas wakacji przewędrować Anglię ze wschodu na zachód, pieszo. W rezultacie tej peregrynacji nie tylko przekonał się, że Anglia ciągle jeszcze jest piękna i zielona, ale również odkrył repertuar muzyczny, który jakoś współgra zarówno z owym obrazem piękna natury, jak też z refleksją na temat ludzkiego życia. Tak oto powstał repertuar pieśni, wykonanych tego niedzielnego wieczoru w Narodowym Forum Muzyki, w kameralnej Sali Czerwonej. Jeżeli nawet McCreesh przeszedł kryzys, to z pewnością nie tyczyło to tego wieczoru. Dowcipnie i ze swadą zapowiadał kolejne utwory, bawił publiczność, ale też nastrajał melancholijnie, sam się przy tym świetnie bawiąc. Najwyraźniej zarówno owa wędrówka okazała się owocna, jak też gorąca i serdeczna atmosfera, którą emanowali słuchacze.

"W Anglii zielonej...", fot. B. Beszlej

Przyroda i metafizyka


Tematy pieśni były przeróżne, zawsze jednak powiązane z przyrodą. Koncert rozpoczął utwór Charlesa Villersa Stanforda: ”The blue Bird” – opowiadający o błękitnym ptaku, który fruwa tak szybko, że trudno go zauważyć, bo jest właściwie smugą błękitu. Czasami jednak ptakowi udaje się zobaczyć swoje odbicie w wodzie. Coś nieuchwytnego i pięknego w tej pieśni, której ostatnie słowa brzmią:

Na chwilę przed tym, jak ptak odleciał,
Niebo uchwyciło jego obraz w locie.

Kolejne pieśni opowiadały o tym, jak słodka jest muzyka albo były refleksją na temat relacji między muzyką a ciszą (”Cisza i muzyka” E. Elgara):
Ta muzyka łagodniej opada na duszę
Niż zmęczone powieki na zmęczone oczy
I przynosi słodki sen z błogich niebios.


Folklor i Percy Grainger


Szczególne miejsce przeznaczono w tym koncercie osobie Percy Graingera, który był Australijczykiem z urodzenia i Anglikiem z wyboru. Ten wybitny pianista, kompozytor i folklorysta zebrał wiele angielskich i szkockich pieśni ludowych. Niektórych mogliśmy posłuchać podczas koncertu i wyznam, że ich wykonanie najbardziej mi się podobało. Być może za przyczyną aranżacji, pieśni te bowiem wykonywali soliści (Jerzy Butrym, Maciej Adamczyk) z chórem.
Interesująca była kompozycja samego Graigera, zatytułowana ”Trzy kruki”, którą rozpoczyna obraz tytułowych ptaków patrzących na zmarłego rycerza, jak na … śniadanie, po czym w serii symbolicznych scen narracja dochodzi do punktu, w którym pojawia się refleksja na temat… miłości i wierności. Kto bowiem jej doświadcza, nie będzie samotny i porzucony.

Chór NFM, fot. B. Beszlej
Piękne też były kompozycje dedykowane Graingerowi przez znakomitego brytyjskiego kompozytora XX w. – Benjamina Brittena, który bardzo wysoko cenił jego dorobek. Teksty pieśni mówią o ulotnym pięknie i przemijaniu (”Do żonkili”), o utraconej miłości (”Turkaweczka”), o wierności i jej braku (”Targ w Brigg”). 

Nie zabrakło też elementów humorystycznych, m.in. w pieśni J. Dove ”Who Cock Robin” (Kto zabił Rudzika) – czymś w rodzaju dziecięcej rymowanki, w której znakomity Chór NFM wykazał się nieskazitelną angielską dykcją.

Najpiękniejsza bodaj była kompozycja ostatnia: ”Rest” (Odpoczynek), która powstała do słów Christiny Rossetti, angielskiej poetki czasów wiktoriańskich. Utwór ten to przepiękna, poetycka medytacja nad utratą i śmiercią:

Błogosławiona cisza osłania ją od tego
Co tak ją dręczyło od chwili narodzin.
A spokój dokoła jest nieomal Rajem.
Otacza ją ciemność jaśniejsza od słońca
Bezgłos dźwięczniejszy od muzyki,
Nawet jej serce zamarło
Aż do świtu Wieczności
Jej odpoczynek nie ma początku ani końca – on trwa.
A kiedy się z niego wybudzi, wyda jej się zaledwie chwilą.

Koncert  ”W Anglii zielonej, kraju łąk” dowodzi, że kryzysy bywają twórcze i nie należy ich lekceważyć ani unikać. Z pewnością zaś nie można unikać tak pięknych koncertów, bo byłoby to niepowetowaną stratą.

Paul McCreesh, fot. B. Beszlej


Koncert  ”W Anglii zielonej, kraju łąk” odbył się 12 lutego w Narodowym Forum Muzyki we Wrocławiu. Chórem NFM  dyrygował Paul McCreesh.

Artykuł ukazał się na portalu Kulturaonline 18 lutego 2017 roku.

Wrzesień w Muzeum Architektury: dla dorosłych, dzieci i ciekawych miasta

 Muzeum Architektury we Wrocławiu zaprasza na spotkanie warsztatowe w ramach Akademii Architektury, warsztaty dla dorosłych: "Śląski de...

Popularne posty