Pokazywanie postów oznaczonych etykietą teatr. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą teatr. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 27 sierpnia 2026

Poznaliśmy laureatów i laureatki 30. międzynarodowego Festiwalu Szekspirowskiego!

Podczas uroczystej gali 30. edycji Festiwalu Szekspirowskiego w Gdańsku Międzynarodowe Jury (Dorota Buchwald, Ronan Paterson, Jay Wegman), Jury Dziennikarzy  oraz Polskie Towarzystwo Szekspirowskie przyznało nagrody. Kto je otrzymał?


ZŁOTY YORICK

Teatr Zagłębia w Sosnowcu za spektakl „Hamlet” (reż. Jacek Jabrzyk)

Za najbardziej uniwersalne z obejrzanych przedstawień, z wyjątkowym zespołem aktorskim [...] Ciekawy koncept reżyserski uświadomił jurorom, że

„Hamlet” wciąż pozostaje wyzwaniem dla współczesnej sceny.


NOWY YORICK

Aniela Płudowska za spektakl „Hej, Hamlet” Teatru Współczesnego w Szczecinie


SZEKSPIROFF

Nagroda Główna (12 000 zł): Zespół „Inwazja” za spektakl „Lady staje się Makbetem”


Nagroda Specjalna (3 000 zł): Spektakl „Cały świat jest sceną” (reż. Robert Traczyk)


NAGRODA JURY DZIENNIKARZY I DZIENNIKAREK

Nagroda Główna: Spektakl „Juliusz Cezar” (reż. Kuba Zubrzycki, Teatr Nowy im. Izabelli Cywińskiego w Poznaniu)

Wyróżnienie: Wojciech Leśniak za mistrzowskie i poruszające wykonanie najsłynniejszego hamletowskiego monologu 


NAGRODA POLSKIEGO TOWARZYSTWA SZEKSPIROWSKIEGO „KSIĘGA PROSPERA”

Nagroda Główna: Paweł Palcat za spektakl „Ryszard III Wrażliwy” w jego reżyserii i wykonaniu

Wyróżnienie: Teatr im. Heleny Modrzejewskiej w Legnicy za spektakl „Hamlet. Książę Danii” (reż. Jacek Głomb & Krzysztof Kopka) 


Dziękujemy wszystkim artystom, zespołom i widzom za współtworzenie tego wyjątkowego święta teatru!

informacja prasowa

piątek, 14 kwietnia 2023

Sakura. II Wrocławskie dni japońskich inspiracji

Od 21 kwietnia do 1 maja Studio Kokyu i Fundacja Zarzewie zapraszają na festiwal „Sakura. II Wrocławskie dni japońskich inspiracji”. W tym roku po raz pierwszy festiwal został poszerzony o pozycje filmowe, dzięki nawiązaniu współpracy z Kinem Nowe Horyzonty. Wydarzenia nurtu głównego odbędą się w dniach 27-30 kwietnia 2023.

Studio Kokyu, działające od 2016 roku w Instytucie Grotowskiego, czerpie z japońskiej kultury a zwłaszcza z tradycyjnych sztuk walki, inspirację do swoich poszukiwań w domenie sztuki aktora i szeroko rozumianej praktyki teatralnej. 

Skupienie na tym, co ulotne i chwilowe w spotkaniu, wyznacza terytorium ich praktyki. Zarówno teatr, jak i sztuki walki – obydwie domeny równoprawnie obecne w ich codziennej pracy – dotykają tego, co nietrwałe a jednak ze wszech miar istotne. Tego co tu i teraz. 

Tradycja japońska jest źródłem, inspiracją i punktem odniesienia. Wiedza zawarta w praktyce aikido – ta dotycząca psychofizyczności, uwagi, kontaktu, jak i ta na poziomie etosu – niezmiennie pozostaje głównym horyzontem ich pracy. Stąd pomysł, aby zachwycić się kwiatem Sakury. Podczas festiwalu – święta kwitnących wiśni, zapraszamy do źródeł, do świata inspiracji. Studio Kokyu podzieli się owocami nie tylko swojej pracy, ale i innych zaprzyjaźnionych grup, które na poziomie tematyki, bądź wpływów praktycznych, pozostają w polu oddziaływania kultury Japonii. Łączą tradycję z nowoczesnością i dbałością o własną wyjątkową tożsamość. Organizatorzy zachęcają, aby co roku gałązka kwitnącej wiśni otwierała gościnne przestrzenie Instytutu Grotowskiego i zapraszała do wspólnego świętowania, poznawania oraz zadumy nad ulotnym pięknem chwili, którą możemy nazywać teatrem, sztuką lub po prostu życiem.

Program projektu:

Mistrzowie kina: Akira Kurosawa – przegląd filmów

21–24.04, Kino Nowe Horyzonty


„Welcome Inside”

Spektakl Gintarė Šmigelskytė pod opieką artystyczną Przemysława Błaszczaka

27.04, godz. 18.00, Instytut Grotowskiego, Studio Na Grobli

29.04, godz. 18.30, Instytut Grotowskiego, Studio Na Grobli


Warsztaty gry na shakuhachi z Maekawą Kōgetsu Shihan

27–29.04, godz. 9.00–15.00, Instytut Grotowskiego, Studio Na Grobli


Bronisław Piłsudski i jego spotkania z japońskimi kobietami

Spotkanie z prof. Kazuhiko Sawadą, prowadzenie amb. Jadwiga Rodowicz-Czechowska

28.04, godz. 18.00, Instytut Grotowskiego, Czytelnia im. Ludwika Flaszena


„Działanie Medea”

Premiera spektaklu Studia Kokyu

28.04, godz. 20.00, Instytut Grotowskiego, Sala Teatru Laboratorium

29.04, godz. 20.30, Instytut Grotowskiego, Sala Teatru Laboratorium


Budō

Prezentacje japońskich sztuk walki i spotkanie z przedstawicielami poszczególnych dyscyplin: Pawłem Czaplickim (judo), Wiesławem Bielem (kendo), Mirellą Stern (Iaido), Jackiem Lamotem (karate kyokushin), Piotrem Masztalerzem (aikido) i Andrzejem Zarzyckim (karate shotokan). Rozmowę poprowadzi Przemysław Błaszczak.

29.04, godz. 15.30, Instytut Grotowskiego, Centrum Sztuk Performatywnych Piekarnia


Sakura 

Wystawa prac Aleksandry Janik, Małgorzaty „Mauko” Korczak, Michała

Puszczyńskiego, Przemysława Pintala, Anny Kołodziejczyk, Dagmary

Tagowskiej i Kamila Moskowczenki

29.04, godz. 15.00–18.00, Instytut Grotowskiego, Centrum Sztuk Performatywnych Piekarnia

30.04, godz. 15.00–17.00, Instytut Grotowskiego, Centrum Sztuk Performatywnych Piekarnia


Trening otwarty Studia Kokyu

30.04, godz. 10.00–13.00, Instytut Grotowskiego, Studio Na Grobli


Kamienie Shodō Małgorzaty „Mauko” Korczak i Michała Puszczyńskiego

Wystawa ceramicznych rzeźb pokrytych kaligrafiami

30.04, godz. 12.00 wernisaż, Ogród Japoński

30.04–23.05 zwiedzanie indywidualne, Ogród Japoński


Koncert shakuhachi w wykonaniu Maekawą Kōgetsu Shihan oraz spotkanie 

30.04, godz. 17.00, Instytut Grotowskiego, Centrum Sztuk Performatywnych Piekarnia


Więcej informacji i program „Sakury 2023”: https://grotowski-institute.pl/projekty/sakura-2023/

Więcej informacji i program „Mistrzów kina: Akira Kurosawa”: https://www.kinonh.pl/cykl.s?id=916

Organizatorzy: Studio Kokyu, Fundacja Zarzewie

Partnerzy: Instytut im. Jerzego Grotowskiego, Kino Nowe Horyzonty, Akademia Sztuk Pięknych im. Eugeniusza Gepperta we Wrocławiu, Muzeum im. Józefa Piłsudskiego w Sulejówku, Zarząd Zieleni Miejskiej we Wrocławiu

Patronat: Ambasada Japonii w Polsce, Wydział Kultury Miasta Wrocław 

informacja prasowa

wtorek, 28 września 2021

Czy możliwy jest uśmiech bez kota, „Rosjanie” bez Rosjan, a świat bez miłości i współczucia? O (nie)widzeniu – relacja z pierwszego dnia VI Międzynarodowego Festiwalu Teatralnego Dialog Wrocław

Międzynarodowy Festiwal Teatralny Dialog Wrocław rozpoczęły dwie sztuki teatralne, które są mniej lub bardziej wiernymi adaptacjami utworów pisarzy rosyjskich : Mikołaja Gogola i Antoniego Czechowa. Poza tym zderzono ze sobą spektakle, które dzieli właściwie wszystko: problematyka, estetyka, forma teatralna. 

"Płaszcz" Mikołaja Gogola, Teatro Milagros, fot. materiały prasowe

„Płaszcz” Mikołaja Gogola A.D. 2007  – moralitet w obronie „szaraczka”


Znane opowiadanie Gogola o niewiele znaczącym urzędniku, który budzi śmiech i irytację otoczenia, ale żyje skromnie i nawet jest na swój sposób szczęśliwy, Paola Giannini (autorka scenariusza) uzupełniła o dzieciństwo – pełne nieudanych prób „bycia kimś” albo „bycia kochanym”. Naszemu bohaterowi nie udaje się ani jedno, ani drugie. Jego powołaniem jest kopiowanie dokumentów i czyni to rzetelnie i z upodobaniem. Można by nawet zaryzykować żartobliwe stwierdzenie, że taki żywot zdaje się być kopią prawdziwego życia.  Tymczasem  realizatorki chilijskiego Teatro Milagros wcale go nie wykpiwają, przeciwnie – krytycznie oceniają tych, którzy - mimo że mają się za inteligentniejszych i poniekąd lepszych od Akakiusza Akakiewicza Kamaszkina – wcale takimi nie są. W interpretacji chilijskich aktorek  łagodny i cichy bohater budzi u widza współczucie i sympatię. Punkt kulminacyjny sztuki, kiedy wzruszony przymierza uszyty za cenę wielu wyrzeczeń nowy płaszcz, wcale nie czyni go śmiesznym. Co więcej, płaszcz ten staje się jego pierwszym i jedynym sukcesem, jaki osiągnął w życiu. Tracąc go, traci właściwie wszystko, przekonując się jednocześnie, że nikogo to nie obchodzi. 

O ile Gogol przedstawił w swoim opowiadaniu nędznego urzędnika, którego monotonia życia i jego miałkość irytują i śmieszą zarówno otoczenie bohatera, jak i czytelnika, to autorki i zarazem aktorki przedstawienia spojrzały na niego z prawdziwie kobiecą czułością. Dostrzegły w nim mianowicie godnego współczucia człowieka. 

„Wybrałyśmy ten tekst – mówiły podczas spotkania z publicznością w Klubie Lewitacja, gdzie codziennie toczą się dyskusje wokół obejrzanych przedstawień -  ze względu na jego aktualność. Chile ma swoje obszary nędzy, dla których los bohatera nie jest żadną metaforą, ale czystym realizmem. Język teatru lalkowego pozwolił nam dotrzeć do emocji widza. My oddziałujemy  poprzez emocje i wrażliwość”  

Spektakl na podst. „Płaszcza” M. Gogola jest autorski w literalnym sensie tego słowa. Tworzące go chilijskie aktorki same wykonały laki i dekoracje. Skromnie określiły proces tworzenia jako „pracę  rzemieślniczą”, ale jeśli jest to rzemiosło, to w najlepszym stylu. Realistyczny szczegół, znakomita praca z lalką - to charakterystyczne cechy tego teatru. Na tę przestrzeń teatralną nakłada się druga, filmowa animacja, tworząc z nią spójną i bogatą znaczeniowo całość. 

„Płaszcz” Gogola w scenicznym opracowaniu Aline Kuppenheim i  Paola Giannini i w wykonaniu Teatro Milagros (Chile) jest moralitetem pełnym wdzięku, opowiedzianym z kobiecą wrażliwością i humorem.

„Rosjanie” bez Rosjan i uśmiech bez kota


Scena ze spektaklu ''Rosjanie!'' w reż. Ivo van Hove. (fot. materiały prasowe)
Spektakl „Rosjanie” w reżyserii znanego festiwalowej publiczności holenderskiego twórcy Ivo van Hove i w wykonaniu Toneelgroep Amsterdam powstał na kanwie dwóch wczesnych sztuk Antoniego Czechowa: „Płatonowa”(ok. 1881)  i „Iwanowa”(1987). Teksty te zostały jednak potraktowane dość radykalnie przez belgijskiego pisarza i poetę, autora m.in. zaprezentowanej na deskach Teatru Polskiego w Poznaniu sztuki „Mamma Medea” – o destrukcyjnych mechanizmach związku kobiety i mężczyzny. Powstał właściwie nowy tekst, z gotowym przesłaniem. 

Na spotkaniu z publicznością w Klubie Lewitacja reżyser stwierdził, że zbytnio upiększamy Czechowa i że dlatego sięgnął do jego wczesnych sztuk, ponieważ – jego zdaniem – ich bohaterowie mają „punkową wrażliwość” i buntują się dla samego buntu. Zapytany o charakterystyczną dla tego przedstawienia brutalność, odparł, że po „Tragediach rzymskich”, gdzie przedstawił polityków manipulujących społeczeństwem, pragnął w kolejnej sztuce spojrzeć na kondycję tego społeczeństwa. W jego przedstawieniu jest ono zbiorem samolubnych jednostek i egocentryków. „To egoiści – mówił van Hove – którzy nie dają miłości, tylko miłość biorą. Spośród bohaterów jedynie żona Iwanowa jest zdolna do poświęceń. Mamy zatem do czynienia z katastroficznym światem samolubnych egocentryków zajętych szukaniem kozła ofiarnego, który by zrekompensował ich własne niepowodzenia.”

W przedstawieniu „Rosjanie” obaj czechowowscy bohaterowie się spotykają. Ponadto akcję sztuki przeniesiono do współczesności i rozgrywa się ona w zachodnich realiach.  O ile pierwsza część spektaklu ma charakter realistyczny, a jej akcja toczy się na dachach miasta (co symbolizuje zawieszenie między niebem a piekłem), o tyle pozostałe części sztuki są próbą pokazania sytuacji duchowej bohaterów – ich frustracji i agresji. Zdaniem reżysera, „Rosjanie” są spektaklem o walorach uniwersalnych. Równie dobrze mogliby to być Amerykanie czy Francuzi.

Obecny na spotkaniu jego gość specjalny, prof. Cezary Wodziński – filozof, tłumacz i eseista - uznał takie dowolne potraktowanie tekstów Czechowa za nieporozumienie. „Dlaczego spektakl zatytułowany „Rosjanie” – pytał – odwołuje się do jakiegoś doświadczenia uniwersalnego? W takim razie, dlaczego Rosjanie, a nie np. Kaszubi czy Anglicy?” Przytoczył też smakowitą anegdotę wiele mówiącą o stosunku zachodnich intelektualistów do literatury rosyjskiej, po którą tak chętnie sięgają, nie zgłębiając jej specjalnie. Otóż przywołał scenę z „Alicji w Krainie Czarów”, której bohaterka przygląda się znikającemu kotu i mówi: „Tyle razy widziałam kota bez uśmiechu, ale uśmiech bez kota – nie, takiego nigdy nie widziałam” Prof. Wodziński konkludował: „To jest właśnie nasza sytuacja, kiedy próbujemy spojrzeć na Rosję przez zachodnie okulary i mówić o niej w naszych idiomach. Paradoks polega nie tylko na tym, że widzimy kota bez uśmiechu, ale na tym, że widzimy uśmiech bez kota. Ja tego uśmiechu bez kota w przedstawieniu Ivo van Hove nie widziałem”.

Jak to zaznaczyłam na wstępie, obie sztuki, które zaprezentowano pod hasłem „O (nie)widzeniu” są diametralnie różne, choć obie wywodzą się z tego samego matecznika rosyjskiej kultury. Przede wszystkim dzieli je przepaść, jeśli chodzi o stosunek do człowieka, o którego kondycji mówią.  Aktorki z Teatro Milagros pochylają się nad swoim bohaterem współczująco, podczas gdy tzw. świat nie zauważa go albo nim pomiata. Ivo van Hove  natomiast postrzega swoich bohaterów jako ludzi odrażających, których kochać się nie da.

Artykuł ukazał się pierwotnie na portalu PIK  Wrocław w październiku 2011 roku.


środa, 22 września 2021

Plany repertuarowe Wrocławskiego Teatru Lalek w sezonie 2021/2022

Wrocławski Teatr Lalek rozpoczął 75. sezon swojej działalności nieco wcześniej niż zwykle, bo już w sierpniu. Jakie są plany? Trzy premiery, 6. edycja Przeglądu Nowego Teatru dla Dzieci, działania edukacyjne oraz jubileuszowe niespodzianki.

Wrocławski Teatr Lalek, fot. materiały prasowe

Po doświadczeniach ubiegłego roku, kiedy to kilkukrotnie zmuszeni byliśmy zawiesić działalność stacjonarną i przenosić aktywność do sieci, wracamy  na dobre - z nadzieją i wiarą, że będzie to sezon bezpośrednich spotkań z naszą publicznością. Cieszymy się, że widzowie nie zapomnieli o nas, czego dowodem mogą być pełne – w ramach limitów – widownie i szybko ubywające bilety na wrześniowe przedstawienia. Radość i wdzięczność nie sprawiają jednak, że zapominamy o bezpieczeństwie. Naszym priorytetem pozostaje zdrowie zarówno widzów, jak i pracowników. We wszystkich działaniach przestrzegamy bieżących wytycznych i ograniczeń związanych z pandemią.

Na sezon 2021/2022 zaplanowaliśmy trzy premiery przeznaczone dla dzieci w wieku szkolnym i bliskich im dorosłych. Ze względu na trwającą epidemię zdecydowaliśmy, że wszystkie nowe spektakle zostaną zrealizowane na Dużej Scenie, dzięki czemu w przypadku wprowadzenia obostrzeń będziemy mogli je bezpiecznie grać dla widowni szerszej niż ta na Scenie Kameralnej. 

Jesienią 2021 r. Wrocławski Teatr Lalek obchodzi swoje 75-lecie. Symboliczna data urodzin to 18 października 1946 r. – dzień premiery „Przygód Gęgorka” w reż. Elżbiety Kalinowicz, inaugurującej działalność Teatru Lalki i Aktora przy ul. Rzeźniczej. Obchody zaczniemy jednak nieco wcześniej niż w październiku. Ich głównym punktem jest prapremiera LALKI KAFKI w reżyserii Marka Zákostelecký’ego – 25 września na Dużej Scenie.

Teatralne jubileusze to zwykle wydarzenia o charakterze środowiskowym, przeznaczone dla dorosłych. Chcemy, by nasz był inny - dlatego zamiast uroczystości i gal przygotowaliśmy program jubileuszowy dla naszych widzów. Obejmuje on m.in.: dwie publikacje: historyczną o początkach WTL i ilustrowany przewodnik po naszym budynku dzień otwarty, w którym będzie można zwiedzić budynek teatru i wziąć udział w nieodpłatnych warsztatach (3 października), a także spacer w przestrzeni miejskiej śladami historii WTL (17 października).

PROGRAM JUBILEUSZOWY:

PUBLIKACJE na 75-lecie:

Hubert Michalak, SKĄD SIĘ WZIĘLIŚMY – o początkach Wrocławskiego Teatru Lalek, elektroniczna publikacja jubileuszowa dla dorosłych

Tekst napisany na zamówienie Wrocławskiego Teatru Lalek, przybliżający zarówno sytuację teatru po zakończeniu II wojny światowej w zrujnowanym mieście, jak i najważniejsze postaci, które przyczyniły się do tego, że Teatr Lalki i Aktora pojawił się we Wrocławiu. W eseju pojawiają się m.in. Elżbieta i Zenon Kalinowiczowie (założyciele), Irena Solska (wybitna aktorka młodopolska, w powojniu – popularyzatorka kultury na Dolnym Śląsku) czy Roman Modrzejewski, przychylny pomysłowi Kalinowiczów urzędnik miejski. Nakreślone zostanie tło historyczne i kontekst społeczny powstawania sceny. Treść eseju oparta jest na badaniach własnych autora i tekstach źródłowych. Przygotowana przez historyka teatru opowieść przybliża skomplikowaną i fascynującą historię powstania teatru lalkowego we Wrocławiu.

Katarzyna Krajewska (tekst), Katarzyna Walentynowicz (ilustracje i projekt graficzny) WROCŁAWSKI TEATR LALEK. TU JESTEŚ U SIEBIE - jubileuszowe wydawnictwo dla dzieci

Interaktywny przewodnik dla dzieci po Wrocławskim Teatrze Lalek – jego budynku, historii, a także tym, czym teatr jest obecnie. W książce, poza ważnymi informacjami i ciekawostkami dotyczącymi teatru, dzieci znajdą zabawy i zadania do wykonania. Celem nie jest więc jednostronny komunikat dla biernego odbiorcy, ale raczej wskazywanie ciekawych obszarów do dalszej eksploracji. Ilustracje do publikacji stworzyła Kasia Walentynowicz – jedna z najbardziej znanych i najczęściej nagradzanych polskich ilustratorek, współpracująca z wieloma instytucjami kultury przy projektach skierowanych do dzieci (m.in. festiwal Kino Dzieci, Muzeum Narodowe w Warszawie).

DZIEŃ OTWARTY WTL - 3 października 2021

TU MI GRAJ!  | godz. 10:30

Warsztaty muzyczno-teatralne dla dzieci w wieku 3-5 l. wraz z bliskimi dorosłymi

Prowadzenie: Agata Cejba, Monika Jeszke

LALKI I MY | godz. 11:00-13:00

Warsztaty lalkowe dla dzieci

Prowadzenie: Edyta Skarżyńska

17 października 2021 / 11:00

Spacer zrealizowany we współpracy z Fundacją t: w ramach projektu .portal Wrocławskie podróże teatralne

Spacer teatralny śladami Elżbiety i Zenona Kalinowiczów, założycieli Teatru Lalki i Aktora we Wrocławiu, pozwoli wspólnie przyjrzeć się historii miasta. Cofniemy się w czasie o 75 lat, do 1946 roku, bo to właśnie wtedy Kalinowiczowie przyjechali do Wrocławia. Nasze miasto wyglądało wtedy zupełnie inaczej niż dzisiaj – nawet teatr lalek był w innym miejscu niż teraz jest. Pod koniec II wojny światowej Wrocław został zniszczony, a jego odbudowa trwała wiele lat. Miasto było zdewastowane I niebezpieczne – ale też gościnne i otwarte na przybyszów z różnych części świata. Miało swoje sekrety (dla marzycieli) i obietnice (dla odważnych). Spróbujemy ich poszukać przy pomocy niezawodnej maszyny czasu – wyobraźni.

Prowadzenie: Hubert Michalak

PREMIERY

LALKA KAFKI 

Prapremiera 25 września 2021 z okazji 75-lecia WTL


Pewnego dnia, kiedy Franz Kafka spacerował po berlińskim parku Steglitz, spotkał małą dziewczynkę, z płaczem szukającą zagubionej lalki. Pisarz starał się jej pomóc, ale na próżno – zguby nie udało się odnaleźć. Nazajutrz Kafka wręczył dziewczynce list „napisany” przez lalkę: „Proszę, nie płacz. Pojechałam na wycieczkę, aby zobaczyć świat”. Tak rozpoczęła się niezwykła przyjaźń. Do końca życia Franz Kafka pisał do dziewczynki listy, opisujące podróże i przygody jej lalki.

Czy ta historia wydarzyła się naprawdę? Nie wiemy – jedynym jej śladem są wspomnienia przyjaciółki pisarza, Dory Diamant. Okazała się jednak tak inspirująca, że dała początek teatralnemu przedstawieniu. LALKA KAFKI to spektakl stworzony przez polsko-czeski duet: Elżbietę Chowaniec i Marka Zákostelecký’ego, dobrze znanych widzom Wrocławskiego Teatru Lalek. Twórcy „Czarodziejskiego fletu” i „Burzy” udowodnili już, że dzieła Mozarta i Shakespeare’a można z powodzeniem inscenizować w teatrze dla dzieci. Ich najnowsze przedstawienie przybliża młodym widzom osobę i twórczość Franza Kafki.

Motywem przewodnim LALKI KAFKI jest opowieść o przygodach zagubionej lalki, ale w spektaklu pojawiają się także odniesienia do prozy i opowiadań pisarza. Marek Zákostelecký, reżyser i scenograf przedstawienia, po raz kolejny w swojej inscenizacji gra z klasyką i żongluje konwencjami, sięgając m.in. do teatru lalek, teatru groteski, filmu niemego. Ten szalony teatralny rollercoaster dokądś jednak prowadzi. Dzieci i dorośli odbywają nim wyprawę do świata Franza Kafki, poznając jego biografię i czasy, w których żył.

Tekst i dramaturgia: Elżbieta Chowaniec 

Reżyseria, scenografia: Marek Zákostelecký 

...........................................................................................................................................................

KOLORY. Spotkanie pomarańczowe | godz. 12:30

Sensualne warsztaty teatralne dla dzieci w wieku 1,5 – 3 l. i bliskich im dorosłych. Prowadzenie: Marta Kurowska, Bartosz Kurowski

MACHINA TEATRALNA, czyli jak to wszystko działa | godz. 14:00

Interaktywny spacer po teatrze dla dzieci wraz z bliskimi dorosłymi

Prowadzenie: Katarzyna Starczewska

WĘDRUJĄCY OBIEKT | Godz. 14:30

Warsztaty teatralne dla dzieci 6+ wraz z bliskimi dorosłymi

Prowadzenie: Katarzyna Krajewska

SPACER TEATRALNY DLA RODZIN Z DZIEĆMI

............................................................................................................................................................

OPOWIEŚCI Z WIELKICH BLOKÓW (6+)

Prapremiera 5 marca 2022

W marcu zaprosimy naszych Widzów na prapremierę sztuki Ewy Mikuły w reżyserii Marty Streker.Opowieści z Wielkich Bloków” to historia Weroniki, która wakacje spędza, siedząc sama w domu. Pewnego dnia dziewczynka odkrywa, że w jej bloku znajduje się przejście do innego wymiaru. Weronika poznaje w nim przyjaciół – podobnie jak ona zamkniętych w czterech ścianach. Główną rolę w spektaklu zagra głucha aktorka Dominika Kozłowska. Spektakl jest grany w dwóch językach: polskim oraz polskim języku migowym, dzięki czemu jest dostępny dla osób z dysfunkcjami słuchu.

Dawno, dawno temu stworzono Świat Wysokich Bloków. Już dawno zapomniano, jak wysokich. Nadano światu perspektywę pionowej bryły. Ludzie dobudowywali do siebie kolejne piętra, aż wkrótce przestano liczyć. Windy nie mieściły liczby przycisków danych pięter, więc przestano je oznaczać, a one zatrzymywały się losowo. W pewnym momencie poruszanie się windą niosło ze sobą ryzyko bezpowrotnego opuszczenia domu. Ludzie z góry nie wiedzieli nic o ludziach z dołu. Coraz rzadziej zaczęli zjeżdżać w dół, a żeby wjeżdżać w górę nie było powodu. Czasem cały tydzień trwało zjeżdżanie windą do wyjścia - pięter było tak wiele. Dlatego rozpoczęto handel wewnętrzny na pobliskich piętrach i uprawy jedzenia na balkonach. Na początku mieszkańców było zbyt wielu, by zmieścili się w windach, dlatego windy z przeciążenia coraz częściej zaczęły się psuć, a śmiałków, którzy mogli wchodzić tak wysoko po schodach., było niewielu Ludzie wyrzucali zużyte rzeczy przez okno. Niektórzy przemierzali po  schodach codziennie te same trasy. Trzy klatki w górę, trzy klatki w dół. Dla zachowania formy ciała i umysłu. Niektórzy wariowali. Nie potrafili znieść zamknięcia, więc rzucali się ze schodów. Od czasu do czasu powstawały konflikty między piętrami, jednak nigdy nie przerodziło się to w poważne powstanie. Całe pokolenia żyły i umierały w tych wysokich blokach. Czasami mieszkania pozostawały puste, w innych rodziły się dzieci. Niektórzy zostawiali swoich zmarłych w domach, niektórzy wyrzucali ich przez okna. W pewnym momencie ludzie zaczęli się bać poruszać nawet pomiędzy piętrami. Dlatego stopniowo tracili zdolność rozmawiania ze sobą. Nie tylko międzysąsiedzką, ale również tę między domownikami. Rozmowy przeprowadzane w kółko wyrabiały języki tylko do poruszania się w bardzo określonych pozycjach. Jeśli ktoś codziennie powtarzał to samo zdanie - “Odrób lekcje”, “Nie lubię poniedziałków”, “Jasne, nie ma sprawy”, “Nienawidzę cię”, “Dla mnie obojętnie” - z czasem nie potrafił powiedzieć nic innego, a jeśli próbował, słowa te brzmiały bardzo niewyraźnie i pokracznie (na metrażu nie było zbyt wielu logopedów). 

Mieszkańcy nie wiedzieli, co się dzieje na zewnątrz, więc zaczęli budować wokół tego mity. Uważali świat zewnętrzny za niebezpieczny, podobnie jak ich sąsiedzi. Woleli udawać, że ich nie ma - tak było prościej. Z czasem zaczęli bać się ludzi zza ściany. 

Tekst i dramaturgia: Ewa Mikuła

Reżyseria: Marta Streker

Scenografia: Katarzyna Leks

Kostiumy: Julia Kosmynka

Muzyka: Maciej Zakrzewski


ROMEO I JULIA (13+)

Premiera 27 maja 2022 na otwarcie 6. Przeglądu Nowego Teatru dla Dzieci

Sezon 2021/2022 zakończymy szóstą, dwukrotnie odraczaną z powodu pandemii, edycją Przeglądu Nowego Teatru dla Dzieci. Planowany termin to 27.05-1.06.2022. Premierę tradycyjnie otwierającą Przegląd wyreżyseruje tym razem Bartosz Szydłowski, reżyser, twórca stowarzyszenia teatralnego „Łaźnia” i festiwalu „Boska Komedia”.

Klasyczny dramat o tym, jak niezgoda między dorosłymi niszczy życie młodych ludzi – temat zawsze aktualny, a może szczególnie żywy we współczesnej Polsce. Bartosz Szydłowski po sukcesie krakowskiego „Hamleta” (Złoty Yorick tegorocznego Festiwalu Szekspirowskiego) będzie kontynuował pracę nad dziełem wielkiego Stradfordczyka. 

Przedstawienie przeznaczone dla młodzieży wpisze się w nurt WTL-owskich przedstawień opartych na reinterpretacji tekstów klasycznych (jak „Burza” Shakespeare’a czy „Jaki ten świat jest wielki!” według Andersena). Chociaż repertuar Wrocławskiego Teatru Lalek opiera się głównie na sztukach współczesnych, jesteśmy przekonani, że każde pokolenie powinno mieć „swojego Szekspira” – spektakl, który będzie ich pierwszym spotkaniem z wiecznie żywymi dramatami 

Na podstawie “Romea I Julii” Williama Shakespeare’a

Przekład: Stanisław Barańczak

Reżyseria: Bartosz Szydłowski


6. PRZEGLĄD NOWEGO TEATRU DLA DZIECI 

27 maja - 1 czerwca 2022

To organizowany jest od 2013 r. To największy taki festiwal w regionie. Edycja 6., zaplanowana planowo na przełom maja i czerwca 2020 r., musiała zostać odwołana ze względu na epidemię. 

Hasło towarzyszące 6. edycji - „Poszerzenie pola lalki” jest dla autorów programu, Marii Wojtyszko i Jakuba Krofty, inspiracją do stworzenia mozaiki najciekawszych wydarzeń teatralnych dla dzieci i młodzieży z minionych dwóch sezonów, ze szczególnym naciskiem na obszar teatru lalek i teatru formy.  Krofta i Wojtyszko chcą poszukać odpowiedzi na pytania o kondycję współczesnego teatru lalek. Czy teatr lalkowy jest obecnie w kryzysie? Czy – a jeśli tak, dlaczego – współczesny teatr odchodzi od klasycznych form? Czy "nowe" typy animantów, pojawiające się na scenach teatrów lalkowych i dramatycznych, są mniej wartościowe niż "tradycyjne" lalki? Dzięki Przeglądowi młodzi widzowie będą mieli okazję nie tylko zapoznać się z bogactwem możliwych form animacji, ale także zweryfikować swoje wyobrażenia na temat teatru lalkowego – nierzadko oparte na złych doświadczeniach lub stereotypach.

Wybierając spektakle na 6. edycję Przeglądu, autorzy programu kierowali się przede wszystkim chęcią ukazania różnorodności form, jakie przyjmuje dziś sztuka animacji. Współczesny teatr jest miejscem fuzji form i gatunków, co znalazło pełne odzwierciedlenie w wyborze przedstawień. W programie znajdzie się zatem musical lalkowy, improwizacja z lalkami, teatr uliczny, ale też spektakl-koncert, teatr tańca oraz dwa przedstawienia, w których scenografia jest w nowatorski sposób kreowana na żywo przy użyciu nowych technologii. 

DZIAŁANIA EDUKACYJNE

Jesienią, po przerwie spowodowanej pandemią, powrócą regularne działania edukacyjne w ramach Pracowni Pedagogiki Teatru. Zaproszeni do współpracy artyści i pedagodzy przeprowadzą warsztaty dla dzieci i bliskich im dorosłych oraz młodzieży i seniorów. 

Pod koniec września i w październiku rozpoczną się dwa nowe cykle warsztatów weekendowych: KOLORY dla najmłodszych oraz MIGRAJKI dla dzieci w wieku przedszkolnym. Swoją działalność kontynuować będzie także istniejąca od 2018 r. młodzieżowa grupa ROBIMY. 

Wraz z grupami szkolnymi do teatru wrócą teatralne zajęcia dla szkół: warsztaty do spektakli, lekcje teatralne, warsztaty lalkowe i scenograficznie.

Młodzieżowa grupa teatralna ROBIMY (13-18 l.)

ROBIMY to młody kolektyw twórczy działający od 2017 r. Grupa ma za sobą dwa spektakle: CHŁODNO O MIŁOŚCI (2017) i NIEWYDARZONE (2018), zrealizowane pod opieką Martyny Majewskiej, Dawida Majewskiego, Anny Haudek i VJ Emiko, a także film CASTING APOKALIPSA (2021), powstały pod opieką Marty Streker i Agnieszki Wolny-Hamkało jako efekt pracy grupy w czasie pandemii. We wrześniu 2021 grupa wraz z pedagożką teatru Katarzyna Krajewską wzięła udział w projekcie “21 postulatów dla przyszłości teatru”, realizowanym przez teatr Łaźnia Nowa w Krakowie w ramach festiwalu Mała Boska Komedia. Efektem pracy była instalacja artystyczna mówiąca o teatrze, jakiego chcą i potrzebują młodzi.

W ramach projektu uczestnicy biorą udział w cotygodniowych warsztatach teatralnych: aktorskich, muzycznych i scenograficznych. Pod koniec roku odbywa się pokaz finałowy – prezentacja efektów pracy warsztatowej. Nad pokazem grupa pracuje zespołowo przez cały rok.

KOLORY. Warsztaty sensualne dla dzieci w wieku od 9 mies. do 3 lat

KOLORY to cykl sensualnych warsztatów teatralnych, adresowany do najmłodszych 

(w wieku od 9 miesięcy do 3 lat) i bliskich im dorosłych.

Wyruszamy w fascynujący świat i na wyprawę w głąb siebie. Inspiracją dla każdego spotkania jest jeden kolor – badamy jego dźwięk, smak, zapach. Emocje i skojarzenia, które wywołuje. Sensoryczne eksperymenty stymulują wszystkie zmysły, pobudzają kreatywność i rozwijają wyobraźnię. Pozostajemy w bliskim kontakcie z przyrodą i najbliższym otoczeniem, sięgamy po najciekawsze dzieła sztuki – tak adresowanej do dzieci, jak i zupełnie „dorosłej”. Inspirujemy dziecięcą wrażliwość i opowiadamy je po swojemu. Wspólnie doświadczamy plastyki, animacji, tańca, muzyki, teatru i słowa.

Kolory to teatr dla najmłodszych, w którym dziecko nie jest już tylko obserwatorem. Każdy warsztat jest małym przedstawieniem, a dziecko znajduje się w centrum, jest jego aktywnym twórcą.

Kolory to także warsztaty dla rodziców. Podczas teatralnych spotkań inspirujemy do wprowadzania dziecka w świat sztuki, stwarzamy przestrzeń do wzmacniania relacji z rodzicami i stymulujemy elementy komunikacji niewerbalnej. Wprowadzamy działania integracyjne dla rodziców, a każdy warsztat kończy się krótką ewaluacją – podsumowaniem najważniejszych wątpliwości i spostrzeżeń.

Prowadzenie warsztatów: Marta Kurowska, Bartosz Kurowski / Fundacja t:

MIGRAJKI. Warsztaty muzyczno-migowo-teatralne dla dzieci w wieku 3-5 l. wraz z bliskimi dorosłymi

Warsztaty muzyczno-migowo-teatralne, czerpiące z kilku źródeł: metody rytmiki Émile’a Jaques’a-Dalcroze’a oraz teorii uczenia się muzyki Edwina Eliasa Gordona z wykorzystaniem choreografii I języka migowego. Program zajęć oparty jest o autorskie, stworzone specjalnie na potrzeby cyklu kompozycje i teksty piosenek, a także proste układy ruchowe i rytmiczne.

W trakcie zabaw muzycznych dzieci ilustrują muzykę ruchem, słuchają melodii w różnych skalach i rytmiczanek o zróżnicowanym metrum. Każde zajęcia zaczynają się i kończą specjalnie ułożoną muzyczną powitanką i pożegnanką. Język migowy towarzyszy uczestnikom przez cały czas warsztatów - nie tylko jako środek komunikacji, ale także gest, wykorzystywany w zabawach teatralnych.

Warsztaty są współprowadzone przez Monikę Jeszke - nauczycielkę rytmiki i wychowania przedszkolnego, instruktorkę zajęć gordonowskich oraz Madi Rostkowską - choreografkę pracującą z językiem migowym.

MACHINA TEATRALNA, czyli jak to wszystko działa
MACHINA TEATRALNA to interaktywny spacer po zakamarkach WTL dla dzieci wraz z bliskimi im dorosłymi
Czy zdarzyło się Wam się kiedyś być w teatrze poza godzinami spektaklu? Myślicie, że nic się wtedy w nim nie dzieje? Nic bardziej mylnego. Czasami widok z kulis jest równie ciekawy jak ten ze strony widowni.
MACHINA TEATRALNA to interaktywny spacer po zakamarkach WTL. W trakcie godzinnych zajęć zwiedzimy miejsca, do których publiczność zazwyczaj nie ma dostępu, ale także wspólnie się pobawimy. Zadamy pytania, których zwykle w teatrze się nie zadaje i zajrzymy wszędzie tam, gdzie się nie zagląda. Oswoimy trudne słowa: sztankiet, gabit, czempuryt. Zastanowimy się, co montaż ma wspólnego z remontem, a próba teatralna z naszymi codziennymi życiowymi próbami.
Prowadzenie: Katarzyna Starczewska

FESTIWALE

Sezon 2021/2022 to również udział WTL w festiwalach teatralnych. W ramach Festiwalu Małych Parapremier, organizowanego przez Teatr Lalki i Aktora w Wałbrzychu, 13 września na naszej scenie zagraliśmy autorskie przedstawienie duetu Maria Wojtyszko/Jakub Krofta „OJEJA! albo o dziewczynce, która nie znała własnego imienia”. Spektakl został entuzjastycznie przyjęty i rozbił festiwalowy bank nagród, zbierając nagrody za tekst, reżyserię (Maria Wojtyszko i Jakub Krofta), muzykę (Grzegorz Mazoń) oraz główną rolę kobiecą (Anna Makowska-Kowalczyk).

Kolejne prezentacje spektakli w ramach festiwali już na początku października. „Ile żab waży księżyc” w reżyserii Agaty Kucińskiej oraz „Jaki ten świat jest wielki!” w reżyserii duetu SKUTR zagramy podczas XXX Opolskiego Festiwalu Teatru Lalek. 

Szczegółowe informacje dotyczące bieżących wydarzeń, repertuaru i warsztatów znajdują się na stronie www.teatrlalek.wroclaw.pl oraz w mediach społecznościowych Wrocławskiego Teatru Lalek. 

LALKA KAFKI (6+)
Prapremiera 25 września 2021 
z okazji 75-lecia WTL 

Pierwsza premiera sezonu 2021/2022 to dzieło duetu dobrze znanego widzom WTL. Elżbieta Chowaniec i Marek Zákostelecký zrealizowali na naszej scenie już dwie wariacje na temat światowej klasyki - „Czarodziejski flet” na motywach opery Wolfganga Mozarta i „Burzę” na podstawie sztuki Williama Shakespeare’a. Jesienią 2021 zamkną ten tryptyk, konfrontując się z twórczością Franza Kafki w przedstawieniu „Lalka Kafki”.
Spektakl opowiadający magiczną podróż pewnej lalki będzie inspirowany mało znanym epizodem z życia Franza Kafki. By go lepiej zrozumieć, trzeba przybliżyć fakty z życia Franza Kafki. 
Franz Kafka przyszedł na świat 3 lipca 1883 roku w Pradze. Żył tylko 40 lat, ale pozostawił po sobie bogaty i  dorobek literacki. Dora Diamant (Dwojra Dymant) urodziła się 4 marca 1898 roku w Pabianicach, a zmarła 15 sierpnia 1952 roku w Londynie. Była wielką miłością Franza Kafki, która po śmierci pisarza przechowała część jego dzieł, dopóki nie zostały skonfiskowane przez gestapo w 1933 roku (było to 35 listów i około 20 notesów). Poszukiwania tych zaginionych dokumentów jak dotąd nie dały rezultatu.
Dlaczego ten wątek jest tak istotny? Kiedy Franz Kafka wraz z Dorą mieszkali w Berlinie, pisarz poznał podobno małą dziewczynkę, która zgubiła lalkę. Ponieważ była bardzo smutna z tego powodu, pisał listy do dziewczynki z perspektywy zagubionej lalki. Tę historię znamy jedynie ze wspomnień Dory Diamant. Oto ona:
W 1923 roku Franz Kafka spacerował po berlińskim parku Steglitz. Pewnego dnia spotkał małą dziewczynkę, która płakała, ponieważ zgubiła ukochaną lalkę. Kafka próbował pomóc jej w poszukiwaniach, ale na próżno. Nazajutrz Kafka dał dziewczynce list "napisany" przez lalkę i informujący, że ta udała się w podróż. Tak rozpoczęła się historia, która trwała do końca życia pisarza.
Kafka pisał do dziewczynki starannie skomponowane listy, opisujące przygody ukochanej lalki. Ostatni opisywał powrót lalki do Berlina. Razem z nim pisarz wręczył dziewczynce nową lalkę – z kartką "Moje podróże mnie zmieniły". Kilka lat później dorosła już dziewczyna znalazła w lalce zwitek papieru. Krótki, napisany przez Kafkę list brzmiał: "Wszystko, co kochasz, utracisz, ale wróci do ciebie w inny sposób”.
Próby odnalezienia dziewczynki podejmowano już w 1959 roku (m.in. poprzez lokalną gazetę w Steglitz, dzielnicy Berlina), ale nie przyniosły one żadnego rezultatu, podobnie jak poszukiwania skonfiskowanych listów i notesów Franza Kafki. Do dziś nie wiemy więc, czy ta historia jest prawdziwa, okazała się jednak inspirująca dla wielu twórców: na jej podstawie powstało dotąd kilka książek i sztuk teatralnych. LALKA KAFKI Elżbiety Chowaniec nie jest adaptacją żadnej z nich, ale napisaną na nowo metaforyczną opowieścią, sięgającą do całej biografii i twórczości Franza Kafki.

Przedstawienie ma konstrukcję szkatułkową, mieści się w nim kilka planów. Pierwszy to czasy współczesne Kafce, Berlin w roku 1923 r. – tu dochodzi do spotkania pisarza z dziewczynką. Drugi to Kafkalandia, czyli świat wyobraźni Kafki – w nim odbywają się przygody lalki Dory. Trzeci – współczesny świat Kafkologów, naukowców, badaczy biografii i dzieła pisarza. Te trzy światy przenikają się na scenie, a my jako widzowie przechodzimy płynnie z jednego do drugiego, w każdym z nich dowiadując się czegoś o bohaterze. Nie wszystkie informacje są podane wprost. Część z nich to symbole, aluzje i nawiązania do wydarzeń z życia lub utworów Kafki, czekające na odczytanie. 

Tekst i dramaturgia: Elżbieta Chowaniec 
Reżyseria, scenografia: Marek Zákostelecký
Muzyka: Vratislav Šramek
Ruch sceniczny: Piotr Soroka
Światło: Alicja Pietrucka
Projekcje i udźwiękowienie: Robert Maniak
Obsada: Anna Bajer, Agata Cejba, Aneta Głuch-Klucznik, Radosław Kasiukiewicz, Marek Koziarczyk, Grzegorz Mazoń, Sławomir Przepiórka. 
Inspicjentka: Agnieszka Drobna

Spektakl zostanie dostosowany do potrzeb osób z dysfunkcjami wzroku i słuchu dzięki opracowaniu tłumaczenia na Polski Język Migowy oraz audiodeskrypcji. Przedstawienie z dostosowaniem zostanie zagrane po raz pierwszy 12.10.2021 r. Do spektaklu powstaną także teatralne warsztaty kontekstowe dla grup szkolnych. 

informacja prasowa



środa, 15 września 2021

„Archipelag Tadeusza Różewicza” w Instytucie im. Jerzego Grotowskiego w ramach Roku Różewicza 2021

„Archipelag Tadeusza Różewicza” to przegląd spektakli inspirowanych tekstami Tadeusza Różewicza. To już druga odsłona cyklu – pierwsza miała miejsce w 2006 r. W październiku zaprezentowane zostaną trzy spektakle przygotowane specjalnie z okazji Roku Różewicza: dwie premiery oraz wersja plenerowa spektaklu Sceny Plastycznej KUL. Pierwszym wydarzeniem, inaugurującym przegląd we wrześniu, będzie spektakl Wrocławskiego Teatru Pantomimy w reżyserii Darii Kopiec „Mów o sobie, tylko o sobie”, który zaprezentowany zostanie publiczności już 17 września 2021 w Instytucie im. Jerzego Grotowskiego w przestrzeni Centrum Sztuk Performatywnych Piekarnia. 



Program wydarzeń w październiku


7–8/10, 20:00
Instytut im. Jerzego Grotowskiego, Centrum Sztuk Performatywnych Piekarnia
Złowione
Spektakl Teatru ZAR w reż. Jarosława Freta
Projekt dofinansowano z budżetu Samorządu Województwa Dolnośląskiego
Czas trwania: 60 min
 
Opis spektaklu:
Jedną z kluczowych myśli „Złowionych” jest idea reminiscencji, która łączy Grotowskiego i Różewicza. Są tu obszerne obrazy z „Pułapki”, słowa poematu „Złowiony”, a także strzępy poematu „Recycling. Złoto” i wiele innych fragmentów poezji Tadeusza Różewicza, które „wyławiamy”, „topiąc” w związku z nieodbytym, ale wciąż możliwym spotkaniem dwóch gigantów kultury Wrocławia. Gdyż Różewicz i Grotowski nie spotkali się w pracy nigdy. 
Rdzeniem spektaklu „Złowione” jest wyjątkowa instalacja sonoryczna – jakby dramat dźwięków/głosów, gdzie wszystko to, co wibruje, co wydaje dźwięk, każde działanie, w tym także działanie słowem, jest zakomponowane, stwarzając nową, unikalną całość.

Staruszek, fot_Tobiasz Papuczys


11–12/10, 19:00
Instytut im. Jerzego Grotowskiego, Sala Teatru Laboratorium
Staruszek
Spektakl przygotowywany w ramach współpracy Instytutu im. Jerzego Grotowskiego z Wydziałem Lalkarskim Akademii Sztuk Teatralnych w Krakowie Filii we Wrocławiu w reż. Eweliny Ciszewskiej. 

Spektakl realizowany pod honorowym patronatem prof. Wiesława Hejny.
Czas trwania: ok. 60 min

Opis spektaklu:
Spektakl, na motywach dramatu „Śmieszny staruszek” Różewicza, jest surrealną mową obrończą tytułowego staruszka. Dlaczego musi się bronić i przed kim, o co został oskarżony? Im dłużej staruszek przekonuje o swojej niewinności, tym bliżej jesteśmy uznania go winnym, choć jego naiwność i życiowe niedopasowanie kruszą obraz winowajcy. Jaki będzie osąd? I kim tak naprawdę jest staruszek?
W spektaklu twórcy wizualnie odnoszą się do legendarnego przedstawienia w reż. Wiesława Hejny, zapraszając do udziału lalkę projektu wybitnej artystki związanej przez lata z Wrocławskim Teatrem Lalek, Jadwigi Mydlarskiej-Kowal. 

Odchodzi, fot. Sylwester Adamczyk

15–16/10, 20:00
Wrocław, Krzyki, park Południowy
Odchodzi
Spektakl Sceny Plastycznej KUL w reż. Leszka Mądzika
Czas trwania: 40 min

Reżyser o spektaklu:
Koncepcja, wizja i obraz spektaklu jest próbą zderzenia przyrody – parku Południowego we Wrocławiu (częste miejsce odwiedzin pisarza) – z przesłaniem, jakie niesie „Matka odchodzi” Tadeusza Różewicza. Uczucie, jakie łączyło Tadeusza Różewicza z Mamą, silnie mnie dotknęło. Szukałem obrazu dla tych przestrzeni i dla tego poematu.
W wersji plenerowej spektaklu we Wrocławiu udział wezmą studenci Pracowni Scenografii Teatralnej Wydziału Architektury Wnętrz, Wzornictwa i Scenografii Akademii Sztuk Pięknych we Wrocławiu.

W dnia 20–22 października zapraszamy Państwa na drugi projekt realizowany w związku z Rokiem Różewicza. „Bohater.dok” to przegląd spektakli plenerowych, które tworzone są za pomocą metod teatru dokumentalnego. Twórcy starają się zbudować portret dzisiejszego „everymana”. Na podstawie wywiadów, badań terenowych i pracy dramaturgicznej powstały spektakle twórczo nawiązujące do dzieł Tadeusza Różewicza i Różewiczowskiego bohatera. To opowieści o nas samych, wrocławianach, snute w okolicach miejsc, w których mieszkał Tadeusz Różewicz: kamienicy na ul. Januszowickiej 13, willi na ul. Promień 16, bloku na ul. Glinianej 55.

informacja prasowa

czwartek, 9 września 2021

Teatr Muzyczny Capitol: nowy sezon i zmiany

31 sierpnia 2021 r. zakończyła się trzecia pięcioletnia kadencja Konrada Imieli na stanowisku dyrektora naczelnego i artystycznego Teatru Muzycznego Capitol we Wrocławiu. 1 września dyrektorem naczelnym na pięć sezonów artystycznych został Hubert Zasina, dotychczasowy dyrektor finansowy. Konrad Imiela pozostaje na stanowisku dyrektora artystycznego Capitolu. Celem tej zmiany jest przyjęcie modelu, polegającego na prowadzeniu instytucji artystycznej przez menedżera w ścisłej współpracy z zastępcą do spraw artystycznych. 

Konferencja w Teatrze Muzycznym Capitol/ fot. materiały prasowe

W związku z dobiegającą końca kadencją dyrektorską Konrada Imieli, przychylając się do jego propozycji, w ubiegłym roku Prezydent Wrocławia Jacek Sutryk zwrócił się z prośbą do Ministra Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu o wyrażenie zgody na powołanie Huberta Zasiny na stanowisko dyrektora naczelnego Capitolu, poprosił o wyrażenie opinii także Związek Artystów Scen Polskich oraz załogę teatru i związki zawodowe. Wszystkie podmioty zaopiniowały tę zmianę pozytywnie. 

Hubert Zasina (rocznik 1974) jest absolwentem Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu, Wydziału Inżynieryjno-Ekonomicznego, na tejże uczelni ukończył również studia podyplomowe w zakresie rachunkowości i kontroli finansowej. W latach 1999-2006 pracował we wrocławskim ośrodku TVP, w dziale analiz ekonomicznych jako specjalista, a następnie kierownik działu. 

Od roku 2006 był w Teatrze Muzycznym Capitol zastępcą dyrektora naczelnego ds. finansowych. Współtworzył wniosek o dofinansowanie przebudowy Capitolu ze środków unijnych Programy Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko, odpowiadał za kwestie finansowe podczas realizacji tego projektu. Od 2015 koordynuje w Capitolu działania związane z audiodeskrypcją spektakli i napisami dla osób z niepełnosprawnością narządu wzroku i słuchu. 

Jest absolwentem Akademii Liderów Kultury, organizowanej przez Uniwersytet Ekonomiczny w Krakowie i Małopolską Szkołę Administracji Publicznej we współpracy z Narodowym Centrum Kultury. Po ukończeniu programu Menedżer 2.0, organizowanego przez Instytut Muzyki i Tańca, ma tytuł Lidera Kultury 2019. 

Piętnastolecie współpracy dyrektora naczelnego i artystycznego Konrada Imieli z dyrektorem finansowym Hubertem Zasiną przyniosło niekwestionowany sukces artystyczny, frekwencyjny i finansowy Capitolu. 

Pierwsze kroki na drodze przemiany dawnej    operetki w nowoczesny teatr muzyczny postawił Wojciech Kościelniak, dyrektor instytucji w latach 2002-2006. Konrad Imiela, który objął po nim dyrekcję Capitolu, konsekwentnie budował markę nowoczesnego teatru muzycznego, wzbogacając repertuarową ofertę instytucji o różnorodne wydarzenia kulturalne i społeczne. 

Owocem tych piętnastu lat jest przede wszystkim ponad 60 premier repertuarowych, z których znaczna większość to całkowicie nowe dzieła, powstałe na zamówienie dyrektora Imieli – oryginalne scenariusze lub adaptacje światowej literatury i oryginalne kompozycje muzyczne, znak rozpoznawczy Capitolu – a także polskie prapremiery anglojęzycznych musicali.

To również 14 edycji Przeglądu Piosenki Aktorskiej, trzy sezony unikalnego internetowego programu muzycznego Nut Ferment, gale nagród Angelus i Silesius, wystawy plastyczne, spotkania na Podwórku, pasieka na dachu, lekcje teatralne, czytania dzieciom i młodzieży, to stopniowo zyskiwane uznanie najważniejszych krytyków teatru dramatycznego, zaproszenia na prestiżowe festiwale teatralne i operowe, nagrody i wyróżnienia dla spektakli, aktorek i aktorów Capitolu, wreszcie ogólnopolska rozpoznawalność marki. 

Rozbudowa i modernizacja budynku teatru, zrealizowane w latach 2011-2013 z budżetu Gminy Wrocław i środków unijnych, stały się zarazem ogromnym wyzwaniem i szansą dla Capitolu. Dwa lata, kiedy zespół pozostawał bez dachu nad głową, grając spektakle w gościnnych progach wielu instytucji (CS Impart, Wrocławskiego Teatru Współczesnego Teatru Lalek, Studia TVP Wrocław, Wrocławskiego Centrum Kongresowego przy Hali Stulecia, a także – przed rozpoczęciem tam remontu – Teatru Polskiego), okazały się jednak czasem bardzo owocnym artystycznie, a otwarcie zmodernizowanej i czterokrotnie powiększonej siedziby jesienią 2013 roku postawiło Capitol obok najnowocześniejszych teatrów Europy. 

Teatr Muzyczny Capitol jest jedną z nielicznych samorządowych instytucji kultury, w której udział przychodów własnych stanowi ok 40%. Przez lata teatr wypracowuje powtarzalne co sezon średnie wyniki około 90% frekwencji. Od 2006 roku liczba widzów odwiedzających teatr zwiększyła się z 60 tys. do ponad 100 tys. osób rocznie. 

Premiera serialu o teatrze

„Bez maski. Edukacyjny serial o teatrze”, produkcja wrocławskiego Capitolu, będzie miał internetową premierę 14 września 2021 r. na stronie www.teatr-capitol.pl. Będzie opatrzony audiodeskrypcją i napisami, i dostępny całkowicie bezpłatnie. 

Zapraszamy na osiem 15-minutowych odcinków, pokazujących kulisy pracy teatru. Dodatkowy, dziewiąty odcinek serialu poświęcony będzie pasiece, która mieści się na dachu Capitolu. Przewodnikami po zakamarkach i pracowniach naszego teatru są artyści – postaci z różnych spektakli, specjalni goście współpracujący i zaprzyjaźnieni z Capitolem oraz pracownicy teatralnych działów. Na planie – jako obserwatorzy lub uczestnicy akcji – pojawili się też crowdfundingowi darczyńcy, którzy wybrali taką formę nagrody.

Uzupełnieniem odcinków są rozmowy z fachowcami teatralnego rzemiosła i znawcami teatru. 

Bez maski. Edukacyjny serial o teatrze” polecamy widzom od 14. roku życia. Może być również narzędziem edukacyjnym dla szkół. Pozwoli zobaczyć, jak powstaje przedstawienie, zachęci do odwiedzin w prawdziwym teatrze, rozwinie kompetencje kulturowe, a być może sprawi, że młodzi widzowie zechcą związać z teatrem swoją zawodową przyszłość.

Historia serialu

W 2020 roku postanowiliśmy zrealizować internetowy serial o tym, jak działa teatr. Nasz wniosek, złożony wówczas w programie Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego „Kultura w sieci”, znalazł się 0,33 punktu pod kreską, rozpoczęliśmy więc zbiórkę funduszy na polskiej platformie crowdfundingowej Odpalprojekt.pl. 

Dzięki hojności 174 darczyńców zebraliśmy 33 590 zł. Pozostałe fundusze pochodzą ze środków teatru. 

Zdjęcia ruszyły z końcem listopada ubiegłego roku, jednak kolejne lockdowny i epizody Covid-19 spowolniły prace nad kolejnymi etapami przygotowań tak bardzo, że mimo wcześniejszych planów zdecydowaliśmy przesunąć premierę na jesień. 

Realizatorzy

Autorem koncepcji serialu jest Konrad Imiela, dyrektor artystyczny Teatru Muzycznego Capitol, za scenariusz i reżyserię odpowiada Bartek Bartos, za zdjęcia – Piotr Bartos. Audiodeskrypcję i napisy wykonali specjaliści z Fundacji Katarynka.

Kompozytorem muzycznego dżingla z czołówki serialu jest Tomasz Leszczyński, aktor Capitolu, wokalista, muzyk, kompozytor muzyki teatralnej. Producentem serialu jest Teatr Muzyczny Capitol, za produkcję wideo odpowiada Fundacja okoLoko.  Dziękujemy Wrocławskiemu Centrum Doskonalenia Nauczycieli za pomoc przy pracy nad scenariuszem cyklu.

informacja prasowa

środa, 1 września 2021

JA, FEUERBACH. Benefis Zdzisława Kuźniara

Monodram w wykonaniu Zdzisława Kuźniara "Ja, Feuerbach"  zostanie zaprezentowany z okazji 90. rocznicy urodzin aktora oraz 60-lecia pracy 4 i 5 września na Dużej Scenie Wrocławskiego Teatru Współczesnego. 


Sztuka autorstwa niemieckiego dramatopisarza i reżysera Tankreda Dorsta. Została napisana w 1986 roku i od początku wzbudzała zainteresowanie najwybitniejszych aktorów. Zdzisław Kuźniar w spektaklu "Ja, Feuerbach" przedstawił dramat wybitnego, ale już leciwego aktora, który po wielu latach przerwy postanowił wrócić na scenę. Feuerbach, zapomniany aktor, przybywa na spotkanie z reżyserem. Chce zawalczyć o rolę, która pozwoli mu na nowo zaistnieć w teatrze oraz w świadomości ludzi. Ta sceniczna kreacja ma dla Zdzisława Kuźniara bardzo osobisty wymiar, jego monolog bowiem stał się ważnym głosem w dyskusji o kondycji polskiego aktora.

Zdzisław Kuźniar w monodramie Ja, Feuerbach, fot. M. Szwed, 2013

Zdzisław Kuźniar – aktor teatralny i filmowy, w teatrze zadebiutował w 1955 roku, na scenie Teatru Dramatycznego w Poznaniu. Od 1961 r. aktor Wrocławskiego Teatru Współczesnego. Współpracował m.in. z Andrzejem Witkowskim, Helmutem Kajzarem, Kazimierzem Braunem, Jerzym Jarockim, Krystyną Meissner, Piotrem Cieplakiem, Janem Klatą. Zagrał ponad dziewięćdziesiąt ról teatralnych na scenach Poznania, Gdańska i Wrocławia. W ostatnich latach występował w Niewidzialnym chłopcu, reż. Weronika Szczawińska, Garniturze Prezydenta, reż. Cezary Iber oraz Pidżamowcach, reż. Marcin Liber. 

Z okazji jubileuszu czterdziestolecia pracy scenicznej otrzymał nagrodę Komisji Kultury i Nauki Rady Miasta Wrocławia „Bene merentibus” (dobrze zasłużonym). Odegrał ponad sto czterdzieści ról filmowych. Współpracował z takimi reżyserami jak: Stanisław Lenartowicz, Andrzej Wajda, Janusz Kondratiuk, Waldemar Krzystek, Radosław Piwowarski, Juliusz Machulski. Zagrał m.in. w Wilczych echach, Jak rozpętałem II wojnę światową, Ziemi obiecanej, Va banque. Występował również w serialach telewizyjnych. 

Realizatorzy:

REŻYSER I AKTOR: Zdzisław Kuźniar

AUTOR: Tankred Dorst

PRZEKŁAD: Jacek St. Buras


Ja, Feuerbach. Benefis Zdzisława Kuźniara - trailer

informacja prasowa


czwartek, 26 sierpnia 2021

Joanna Gerigk: Teatr blisko życia /wywiad/

Rozmawiam z Joanną Gerigk, teatrologiem i reżyserką teatralną – o jej teatrze, który dotyka istotnych ludzkich spraw, nie unikając przy tym surrealistycznej, a nawet mistycznej strony egzystencji. Joanna opowiada też o swoich poszukiwaniach teatralnych, podejściu Picassowskim do  formy, o kolekcjonowaniu nietypowych sytuacji i historii, a także o swoich odkryciach i fascynacjach. 

Joanna Gerigk podczas próby spektaklu "Café Panique", fot. T. Papuczys

Spektakl "Café Panique" w Pani reżyserii do tego stopnia zapadł mi w pamięć, że zapragnęłam dowiedzieć się, jaka była Pani droga do tego przedstawienia. Dlaczego i kiedy wybrała Pani teatr jako sposób opowiadania o świecie i o człowieku, a także o sobie?

Na samym początku było Studium Teatralne w Ciechanowie – coś na kształt wrocławskiej SKIBY. Program tego dwuletniego kursu opracowała pani, która ukończyła studia w Odessie. Robiliśmy tam wspaniałe rzeczy. To dzięki temu zapragnęłam robić teatr. A trafiłam tam przypadkiem, choć uważam, że przypadków nie ma. Początkowo sądziłam, że mam uzdolnienia plastyczne i że pójdę w tym kierunku. Manualne zajęcia zawsze mnie fascynowały i uspokajały. Do tej pory maluję, rysuję… Bardzo to lubię, ale w pewnym momencie potrzebuję wyjść do ludzi. Zrozumiałam, że teatr łączy wszystkie moje zainteresowania: pisanie, plastykę, a nawet muzykę, co okazało się stosunkowo niedawno. Jakieś półtora roku temu zaczęłam lekcje śpiewu i odkryłam, że słyszę i czuję muzykę – że to moja kolejna fascynacja (śmiech). 

Można powiedzieć, że teatr Panią pootwierał na różne dziedziny sztuki. To daje też większe szanse na autorskie przedstawienia.

Tak, na przykład Łososie w "Café Panique"  pojawiły się spontanicznie jeszcze na etapie tworzenia scenariusza, a scenograf Michał Dracz uznał, że to bardzo dobry pomysł. Były irracjonalne, ale intuicyjnie czułam, że muszą się znaleźć w przedstawieniu. Sceny te wprowadzały surrealizm, a nawet mistycyzm. Za każdym razem, kiedy Łososie z wielką gracją wchodziły na scenę, wzruszałam się... Otwarcie na eksperymentowanie jest moją wielką pasją od dawna. 

Podczas studiów na Wydziale Wiedzy o Teatrze w Warszawie prowadziłam jednocześnie zajęcia z młodzieżą, a później także z dorosłymi. Trwało to siedem lat, podczas których tworzyłam autorski teatr. Do dziś utrzymuję kontakty z uczestnikami tych spotkań. Wymyślaliśmy prawdziwe cuda, choć nie było na to żadnych środków. Wytrwałam tam tak długo dzięki wspaniałym relacjom z ludźmi, którzy dopingowali mnie do pracy i sami pragnęli coś robić. Mieliśmy nawet prawdziwy fan club składający się z rodziców, krewnych i znajomych, którzy oglądali wszystkie nasze sztuki. Zdarzało się nawet, że nie chcieli wyjść po spektaklu, tylko domagali się, abyśmy zagrali jeszcze raz. (śmiech) To był naprawdę żywy teatr! Kiedy poszłam na studia reżyserskie, dzięki wcześniejszym doświadczeniom, doskonale wiedziałam, czego chcę. Byłam bardzo świadomym studentem i to pomogło mi dobrze wykorzystać studia. 

Scena ze spektaklu "Café Panique", fot. Natalia Kabanow 

Jak można się nauczyć reżyserii, jeśli nie w praktyce…

No właśnie.  W programie mieliśmy jedną obowiązkową asystenturę, a ja zrobiłam ... pięć. Uważam, że to było absolutne minimum. Miałam szczęście dostać się na asystenturę do Anny Augustynowicz, a poza tym do jednego z najlepszych teatrów w Pradze: Dejvicke Divadlo. Dużo dał mi kontakt z dyrektorem tego teatru, Miroslavem Krobotem, reżyserem, wykładowcą DAMU (Akademie Múzických Umění Divadelní Fakulta). W praskiej szkole teatralnej istnieje coś, co można określić giełdą projektów. Zaproponowałyśmy projekt spektaklu z koleżanką, która robiła dyplom ze scenografii, a mnie zaprosiła do współpracy. Gremium, które decyduje o przyznaniu pieniędzy, składa się z pedagogów i studentów. Udało się nam przekonać komisję do naszego przedsięwzięcia i otrzymałyśmy pieniądze na nasze przedstawienie. Miroslav Krobot zgodził się zostać moim pedagogiem prowadzącym, jego metoda pracy polegała głównie na zadawaniu mi pytań.

O czym był ten spektakl?

To było przedstawienie o strachu, a głównym elementem scenografii był wielki magiel. Gdybyśmy je zrobiły realistycznie, byłaby to tragedia rodzinna, ale chciałyśmy opowiedzieć o tym inaczej. W zasadzie spektakl był pretekstem do tego, aby dojść do pewnych rozwiązań formalnych, które pomogłyby nam uchwycić esencję problemu. Nazwałabym to znakami formalnymi relacji rodzinnych. Mnie się to kojarzy z podejściem Picassowskim. Malarz dochodzi do esencji na podstawie rysunku byka. Najpierw przedstawienie jest realistyczne, a w kolejnych fazach realizmu ubywa, aż wreszcie  pozostaje byk zarysowany kilkoma kreskami. To trudne, a zarazem fascynujące. 

Właśnie coś takiego zrobiliśmy w tym przedstawieniu. Pracę trochę komplikował fakt, że dopiero w tym czasie zaczęłam się uczyć czeskiego. Chodziłam przed południem na kurs dla początkujących, a po południu - dla zaawansowanych. Brałam też dodatkowe ćwiczenia, wprawiając w zdumienie moją lektorkę. (śmiech) Znajomość czeskiego była mi potrzebna do prowadzenia prób z Czechami, a to był rodzaj komunikacji na wyższym poziomie niż czysto informacyjny. Pracowaliśmy nad spektaklem przez cztery miesiące. I jakoś się dogadałam! Do praskiej szkoły teatralnej pojechałam na roczne stypendium, ale moja współpraca z praskim środowiskiem trwała wiele lat. 

W latach 80. ubiegłego wieku zdarzyło mi się uczestniczyć w próbach Eugeniusza Korina w Teatrze Polskim. Widziałam już jego wcześniejsze przedstawienia, m. in. wspaniały spektakl dyplomowy „Marata/Sade`a” Petera Weissa i ze zdumieniem patrzyłam, jak pracował z aktorami. Pokazywał im mianowicie, jak powinni zagrać, być może dlatego, że sam był aktorem i tak było prościej. Wtedy wydało mi się to pójściem na skróty, ale być może inaczej nie osiągnąłby takich efektów, jakie zwykł osiągać, w tak krótkim czasie. Czy Pani także ma takie ciągoty?

Przyznaję, że ciągnie mnie na scenę, na tym polega mój problem. Kiedyś aktorzy, z którymi pracowałam, zagrozili mi, że zamontują sztucznego pastucha (śmiech). Jestem kinestetykiem, więc muszę wejść, dotknąć, zobaczyć, poczuć i wtedy dopiero wiem, że coś jest możliwe. To trochę tak, jak w  teatrze formy. Kiedy wezmę jakiś obiekt do ręki, doświadczam i odkrywam jego możliwości. Nawet jeśli ktoś potem twierdzi, że czegoś się nie da wykonać, jestem w stanie pokazać, że jednak jest to możliwe. Czasami, kiedy siedzę na widowni i obserwuję próbę, to okazuje się, że dystans też jest potrzebny – dostrzegam to, czego nie widziałabym z bliska. Jednak momentami muszę wejść na scenę, żeby znaleźć rozwiązanie jakiegoś problemu. Cierpię na rodzaj nadekspresji i chociaż staram się nad tym panować, to w sytuacji, gdy mnie coś pasjonuje, tracę na tym kontrolę. Kiedy chodziłam na przedstawienia „Café Panique” i siadałam z boku widowni, obsługa delikatnie dała mi do zrozumienia, że rozpraszam widzów swoim zachowaniem. Taki już mam włoski temperament. Bardzo przeżywam każdy spektakl.

Wróćmy jednak do praskich przedstawień. Nie poprzestała Pani na jednym?

Nie, zrobiłam tam jeszcze trzy spektakle. Weszłam w kontakt z aktorami i założyliśmy stowarzyszenie Divadlo NoKakabus. W międzyczasie wróciłam do Wrocławia na studia reżyserskie, ale kiedy tylko mogłam, wyjeżdżałam do Pragi. Potem udało mi się załatwić wyjazd na praktykę, która odbywała się w Dejvickem Divadle, gdzie zrealizowałam dwa spektakle. Ostatni z nich wciąż jest grany: „Jak se dělá divadlo” („Jak się robi teatr”), na podstawie felietonu Karela Čapka, jednego z moich ulubionych autorów, bardzo mi bliskiego. To filozof, naprawdę mądry człowiek i na dodatek mający szerokie zainteresowania: teatr, filozofia, ogrodnictwo… A te jego słynne rozmowy z Masarykiem!  Felieton „Jak się robi teatr” został napisany z perspektywy autora, który cierpi, ponieważ reżyser zmienia jego tekst, aktorzy niczego nie rozumieją i w ogóle teatr nie funkcjonuje, wszystko się sypie. Pokazanie teatru od kuchni sprawiło nam wiele radości! Do dziś chętnie wracam myślami do tego spektaklu. 

"Jak się robi teatr", fot. z archiwum Joanny Gerogk

Po powrocie z Pragi robiła Pani również przedstawienia lalkowe…

Tak, ale nie wyłącznie. Zawsze staram się znaleźć dla tematu odpowiednią formę. Teatr lalek to nie tylko lalki, to cały ogromny, często niewykorzystany potencjał - to maska, przedmiot, lalka hybrydowa łączona z ciałem aktora itd. Na świecie powstają wspaniałe spektakle korzystające z formy dla ludzi w różnym wieku, podczas gdy w Polsce istnieje przekonanie, że teatr lalkowy jest adresowany tylko do dzieci.

Był jednak we Wrocławskim Teatrze Lalek okres, kiedy wystawiano przedstawienia dla dorosłych, ze świetną scenografią Jadwigi Mydlarskiej-Kowal. Widziałam m. in. Proces, Gyubala Wahazara i Fausta...

Wiem i sądzę, że należałoby do tego powrócić. Była też taka scena w Poznaniu i w Krakowie… I nagle okazuje się, że musimy wszystko zaczynać od nowa… Myślę, że jest to wynikiem braku lub efektem niedobrej edukacji teatralnej w Polsce. Teatr lalek stał się niszą, w której nie jest łatwo realizować różnorodne przedstawienia. 

Teatr znajduje się obecnie w głębokim kryzysie, ale ludzie przecież tęsknią za dobrą sztuką…

Oczywiście! Sama mam wiele takich sygnałów od aktorów. Choć zabrzmi to może nieskromnie, ale staram się robić dobry, uczciwy teatr – dla widzów. Chcę mówić o - i dla ludzi. Jednocześnie szukam ciekawej formy dla pokazania zajmującego mnie tematu, aby zainteresować nim innych.  Może spektakl wywoła wzruszenie, refleksję, a może tylko kogoś rozbawi, ale będzie czymś żywym. Mnie interesuje żywy teatr, teatr blisko życia, a taki teatr można robić tylko z otwartymi ludźmi. Może stąd też bierze się potrzeba poszukiwania i eksperymentowania.
W 2016 roku zrobiłam w Teatrze im. Bogusławskiego w Kaliszu przedstawienie „Siostra i cień” – o umieraniu, a właściwie o tym, co się dzieje, gdy odchodzi ktoś bardzo bliski, w tym przypadku jedna z bliźniaczek. Pozostawia swoją obecność, którą staraliśmy się projektować na różne sposoby: obrys sylwetki funkcjonujący w projekcji, przez głos, cień… Jakiś czas po premierze rozmawiałam z Izą Wierzbicką, aktorką grającą w tym przedstawieniu. Opowiedziała, że spotkała kobietę, która była na tym spektaklu wraz ze swoją śmiertelnie chorą córką i gorąco dziękowała za to, co obie przeżyły… Spektakl dał im jakiś rodzaj ulgi i nadzieję.   

"Siostra i cień" - finał, fot. Bartek Warzecha

Udaje się Pani podejmować tematy dla każdego ważne, często trudne. Takim żywym teatrem był dla mnie także „Café Panique”. Jak powstawał?

We Wrocławskim Teatrze Pantomimy pracują wspaniali aktorzy. Udało mi się zrobić ten spektakl bez choreografa. Wyszłam z założenia, że mimowie są specjalistami od ruchu, a ja wiedziałam, czego chcę, więc wspólnie pracowaliśmy nad postaciami. Miałam scenariusz z opisanymi scenami. Bohaterów zaczerpnęłam z prozy Topora i włożyłam ich w różne sytuacje – mieli się spotykać, przenikać, zderzać ze sobą. Sprawdzaliśmy, jak dana postać się zachowuje, porusza, jaką ma energię. Nie chodziło mi o ustawianie gotowych schematów, ale o prawdziwy proces pracy nad rolą. Konfrontowaliśmy ze sobą te postaci i obserwowali ich zachowania. To jest trochę tak, jak w czeskim teatrze czy filmie, bo Czesi potrafią się śmiać z własnych problemów, co jest zarazem zabawne i tragiczne. W tym wypadku wyszliśmy od literatury, ale słowo nas nie obciążało, bo docieraliśmy w inny sposób do prawdy o człowieku.

„Café Panique” jest znakomitym, eksperymentalnym przedstawieniem, ale właściwie od początku robiła Pani rozmaite nietypowe eksperymenty, np. w pierwszym autorskim spektaklu we Wrocławskim Teatrze Lalek, który został zauważony: „Po sznurku”.

Rzeczywiście, spektakl okazał się być hitem, ale dla mnie istotne było to, że widziałam na widowni wzruszonych widzów. To był spektakl na troje aktorów, ważną rolę odgrywały w nim relacje międzyludzkie. Nie mogłabym pracować z aktorami, którzy są na mnie zamknięci, bo to jest zbyt trudne i nic ważnego nie udaje się osiągnąć. W tym spektaklu ta bliskość i zaufanie były szczególnie ważne, ponieważ scenariusz powstał na bazie tekstów Piotra Gęglawego, który jest podopiecznym Fundacji Pod Sukniami w Szczecinie, zajmującej się osobami niepełnosprawnymi. Piotr Gęglawy cierpi na zespół Downa i razem z Romkiem Zańko, który jest animatorem w dziedzinie literatury, tworzy różne, czasami przedziwne teksty. Będąc na asystenturze u Anny Augustynowicz w Teatrze Współczesnym w Szczecinie, miałam okazję je poznać dzięki aktorce Beacie Zygarlickiej. Zostały wydane w formie kalendarza, wraz z rysunkami Piotra na każdy dzień roku. Potrafił narysować wszystko, nawet bitwę pod Grunwaldem (śmiech). I wszystko wyglądało jak takie „rozjechane” słoneczko. A same historie..! Była tam np. opowieść o koniu, który jeździ windą, o papieżu, który na Dzień Dziecka chciał połknąć balon, ale mu pękł, przyszła Pani Ania i poradziła żeby połknął pizzę, ale mu nie dano i nie wiedział, co ma począć… Kompletnie przedziwne historie! 

"Po sznurku"

Zafascynowało mnie to, choć na początku nie miałam pojęcia, jak się za to zabrać. Pisząc scenariusz wiedziałam jednak, że w jego podstawie musi się znaleźć coś realistycznego, od czego można by było potem „odlecieć”. Była to historia starszego mężczyzny, pisarza, który obwarował się od prawdziwego życia i karmił się tylko tym, że jest pisarzem, przekonanym, że taka jest jego misja. Mieszkał w brudnym, oklejonym gazetami mieszkaniu, był zamknięty, agresywny w stosunku do każdego, kto próbował się do niego zbliżyć. Pewnego dnia, nie wiadomo jak, pojawia się Piotr, proponuje pisarzowi wspólną grę i całkowicie rozwala mu ten jego poukładany świat. Ostatecznie z pisarza wyłania się człowiek, który przejmuje inicjatywę w tworzeniu historyjek. Do tego materializuje się wymyślona przez Piotra pani Ania, która trzyma wszystko w ryzach. W spektaklu przewidziałam także interakcje z widzem. Kiedy pani Ania przytula pisarza, który już nie wie, o czym pisze i jest tym załamany, zachęca jednocześnie widzów do przytulenia. Czasami dzieci z widowni wchodziły na scenę, aby przytulić się do pani Ani. Kiedyś było ich prawie trzydzieścioro! Na koniec znika Piotr i pani Ania, ale pisarz jest już innym człowiekiem. Bawiliśmy się znakomicie na próbach, a potem równie dobrze bawili się widzowie. Kiedy graliśmy to przedstawienie na festiwalu w Wałbrzychu, to po spektaklu stała kolejka osób z gratulacjami, a niektórzy chcieli się tylko przytulić... Po raz pierwszy przeżyłam coś takiego! Na premierę przyjechał Piotr Gęglawy z połową swojej rodziny. Bardzo emocjonalnie reagował na spektakl, a na koniec wyszedł, dostał kwiaty i był niezmiernie szczęśliwy. To było spotkanie będące czymś więcej niż tylko teatrem. Znacznie później, na festiwalu Kontrapunkt w Szczecinie, spektakl został wyróżniony, a Piotr otrzymał specjalną nagrodę za swoje teksty.

Pani robi teatr nietypowy, nieoczywisty, a przy tym czerpiący inspirację z życia…

Tak, kolejne przedstawienia były albo inspirowane prawdziwymi wydarzeniami, albo autentyczną historią. 
W 2014 roku zrobiłam „Pocztówki z Karłowic” – na podstawie wspomnień ludzi, którzy w 1945 roku przyjechali do Wrocławia. Odwiedzałam ich, a oni opowiadali mi swoje historie. Na tej podstawie powstał scenariusz sztuki, którą zrealizowałam z trójką młodych aktorów  i wykorzystałam w nim stare przedmioty wypożyczone z legnickiego teatru. Spektakl zagraliśmy w bramie na placu Piłsudskiego. Reakcje mieszkańców były bardzo żywe. Przychodzili na każdy spektakl, z rodziną, wnukami... Spektakl trwał pięćdziesiąt minut, ale właściwie nigdy się na tym nie kończył, bo po nim zaczynały się długie rozmowy z widzami. 

"Pocztówki z Karłowic", fot. Marek Suś

Kiedyś zobaczyłam w czeskiej telewizji reportaż o człowieku, który zbudował samochód na panele solarne i objechał nim świat. Tak mnie zafascynował, że zrobiłam o nim spektakl zatytułowany „Solartaxi - samochód na słońce”, który był prezentowany w Teatrze Maska w Rzeszowie. Mało tego, postanowiliśmy się z nim skontaktować. Odpisał, że chętnie by przyjechał, ale będzie w tym czasie na konferencji promującej jego pojazd w Australii. Cieszył się jednak bardzo i gratulował nam pomysłu. W przypadku tego przedstawienia wyzwaniem było pokazanie w teatralnej formie zarówno podróży, jak i materializacji marzeń.

"Solartaxi", fot. materiały prasowe

W Teatrze Lalki i Aktora w Wałbrzychu w 2016 roku powstał spektakl, który był grany bardzo długo i nosił tytuł „Dobrze, że jesteś”. Dotykał trudnej przyjaźni między dwiema osobami. Zadanie, które sobie postawiłam tym razem, dotyczyło znalezienia sposobu na przemianę formy na oczach widza, np. torba podróżna zamieniała się w psa, parasol – w kurę.

"Dobrze, że jesteś", fot. TLiA/W. Łomża

Rok później zaproponowałam własną wersję mitu o Mandragorze w Teatrze Lalki i Aktora w Łomży. Cały spektakl był mocno osadzony w naturalnych materiałach, np. w drewnie, bo chciałam wykorzystać folklor kurpiowski – ze śpiewem białym na żywo i z towarzyszeniem liry korbowej. Lalki wykonane zostały z naturalnych elementów znalezionych w lesie.
Najbardziej eksperymentalny spektakl powstał na bazie krótkiej notatki z gazety i posiadał trzy alternatywne zakończenia, które wybierał widz.

"Mandragora", fot. Michał Dracz

Gdyby się jeszcze trochę cofnąć wstecz, to przypomnę, że w 2015 roku zrealizowała Pani w Jeleniogórskim Teatrze Animacji spektakl o zagadkowym tytule „Kot Zen, czyli o muzyce i ciszy w teatrze”…

Tak, to była część większego projektu edukacyjnego. Wybrałam tym razem temat muzyki i ciszy, bo już wtedy czułam, że z muzyką łączą mnie szczególne więzi, że mnie fascynuje. Forma przedstawienia dawała nam możliwości poeksperymentowania. Aktor opowiadał jakąś historię i jednocześnie ilustrował ją na żywo dźwiękiem, mając mikrofon położony blisko przedmiotów, które wydawały rozmaite odgłosy. Na przykład wędrówkę przez śnieg ilustrował z pomocą dźwięków wydawanych przez mąkę, przy czym nadawała się do tego tylko mąka ziemniaczana. (śmiech) To było poszukiwanie zawarte w dźwiękach

"Kot Zen", fot. materiały prasowe

Również w Jeleniej Górze, ale tym razem w Zdrojowym Teatrze Animacji, zrobiliśmy na początku 2019 roku spektakl "Zielona Gęś, czyli najmniejszy teatrzyk świata" według tekstów Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego. To jest rzecz o potrzebie wolności i konieczności wyrwania się z pewnych schematów i ograniczeń. Założenie było takie, że postacie do tego stopnia mają dosyć życia w teatrze, że pragną z niego uciec, ale nie mogą tego zrobić, bo na widowni wciąż siedzą widzowie. (śmiech) Wobec tego muszą wymyślać kolejne skecze  (znane im, bo napisane przez autora Zielonej Gęsi), żeby zabawić publiczność. Wszystko to odbywało się w dużej bliskości z widownią i przypominało improwizację. Chciałam też, aby spektakle były grane z muzyką na żywo i aby uniknąć dodatkowych kosztów, namówiłam do akompaniowania jedną z aktorek, która w przeszłości uczyła się grać na pianinie. Ponieważ od dawna tego nie robiła, ćwiczyła dodatkowo po wspólnych próbach. Było to niełatwe, ale się udało. 

"Zielona Gęś", fot. materiały prasowe

Przed „Zieloną Gęsią” była "Café Panique", a po niej "Kichot" wg Cervantesa we Wrocławskim Teatrze Lalek – cały spektakl w technice lalki stolikowej, mający do dyspozycji kilkadziesiąt rzeźbionych specjalnie form. Po nim zrealizowałam „Zapisanych” na postawie "Płonących świec" Belli Rosenfeld Chagall w Teatrze Lalek Arlekin w Łodzi. (premiera 15 września 2019). Mnie od dawna fascynowała ta książka, ale temat czekał na realizację aż dziesięć lat. Materiał do adaptacji był bardzo obszerny, a trudność polegała na nieznajomości ortodoksyjnego świata religijnych zwyczajów bohaterów. Założyłam, że nie potraktuję tego wątku powierzchownie. Przez dwa tygodnie zbierałam materiały, aby przygotować się do rozmowy z konsultantem. Okazało się, że każdy obrządek, święto są skodyfikowane i obowiązują w nich ścisłe procedury. Wszystkich zamęczałam tymi konsultacjami, łącznie z panią doktor Joanną Lisek z wrocławskiej judaistyki, która mi bardzo pomogła. Zależało mi też na tym, aby w spektaklu zabrzmiał oryginalny język, więc aktorki uczyły się kwestii i pieśni w jidysz, a kompozytor (Sebastian Ładyżyński) współpracował z rabinem, z którym nagrał oryginalne modlitwy… A i to nie wystarczyło! Mieliśmy także spotkanie z panią pracującą w mykwie, bo w spektaklu była także scena rytualnego obmycia. Wtedy – na dwa tygodnie przed premierą! – okazało się, że źle to pokazujemy. W pewnym momencie poczułam, że to już obłęd i zrozumiałam, że dalej w to brnąć nie możemy, bo zwariujemy. Musimy zaprzestać wchodzenia w szczegóły. Wątek żydowskiej tradycji pokazaliśmy metodami teatralnymi, poprawnie, stosując skrót i znak. Miałam potem osobistą satysfakcję, kiedy przyszły osoby z gminy żydowskiej na premierę spektaklu i były zaskoczone, jak poważnie potraktowany został temat.

"Zapisani", fot HaWa

Pamiętam jeszcze Teatr Idy Kamińskiej, w którym te żydowskie obyczaje były znakomicie pokazane. Gorzej było ze spektaklem „Sztukmistrza z Lublina” w Teatrze Współczesnym we Wrocławiu, choć było to wspaniałe przedstawienie z tekstami Agnieszki Osieckiej. W Pani wypadku to rzetelnie naszkicowane tło obyczajowe i religijne dodawało spektaklowi wiarygodności – czuć w nim było prawdę.

Oczywiście! Mało tego, pewne rzeczy, które odkrywaliśmy, były dla nas bardzo inspirujące. Nagle wchodziliśmy w inny świat, co dla aktorów – przynajmniej dla tych, którzy gotowi są przekroczyć pewne bariery - było doświadczeniem dającym nowe możliwości wyrazu. Przyznać muszę, że jest we mnie niespokojny duch, który każe mi ciągle czegoś poszukiwać, drążyć i zadawać pytania.

Ależ całe szczęście, że tak jest!

A czy wie Pani, jakie to jest trudne? W teatrze tego nikt nie oczekuje, a moim zdaniem teatr powinien być różnorodny. Szukam uniwersalnych tematów, zrozumiałych dla widza i zarazem ciekawej formy. Jednoczęśnie już na początku swojej drogi reżyserskiej założyłam sobie, że nie pójdę na kompromis, bo wystarczy raz to zrobić i potem pojawiają się kolejne. Kiedy przyjeżdżałam na rozmowy z dyrektorami, miałam zawsze kilka propozycji, co dawało mi większe szanse na to, że coś jednak wybiorą. Mam silną potrzebę robić w teatrze coś, co mnie pasjonuje i jest blisko życia.  

Co zamierza Pani teraz robić, bo nie wątpię, że ma Pani w planach jakieś nowe projekty?

Przez tę przerwę wynikającą z pandemii miałam więcej czasu na przemyślenia. Starałam się także modyfikować pracę ze studentami. Doszłam do wniosku, że interesują mnie połączenia projektów badawczych z działaniami artystycznymi. Kilka lat temu  przez rok pracowaliśmy nad tematem teatru komponowanego. To nurt, który wykorzystuje metody i strategie kompozycji muzycznej. Punktem wyjścia do stworzenia spektaklu był wiersz Zbigniewa Herberta „Apollo i Marsjasz”. Powstał rodzaj partytury z zapisanym dźwiękiem, ruchem, gestem itd. Za pomocą specjalnie spreparowanych mikrofonów nagłaśnialiśmy podłogę, elementy scenografii… Dźwięk był przetwarzany na żywo za pomocą iPada. 
Spektakl prezentowany był tylko na pokazach zamkniętych, aby stworzyć możliwość rozmowy z widzami. Wszystko to zostało opisane w mojej rozprawie doktorskiej. Aktualnie piszę także artykuł naukowy o teatrze  komponowanym. Lubię szukać nowych tematów. Mogę się zainspirować np. fizyką kwantową i spróbować oddać tę myśl w teatrze. Kiedyś kolega zaproponował mi, abym mu napisała scenariusz o Tesli i tak powstał spektakl w Teatrze Lalek „Tesla vs Edison, czyli z prądem lub pod prąd”. Najpierw jednak sama musiałam poszukać informacji o nim i sporo się dowiedzieć o dziedzinie nauki, którą się pasjonował. 

"Apollo i Marsjasz" - teatr komponowany, fot. Krystian Lewacki
Niestety, realizacja projektów badawczych nie jest prosta, bo trudno uzyskać na nie fundusze. Być może dobrym wyjściem byłyby projekty międzynarodowe. Mimo wszystko rozpisuję pomysły i przymierzam się do tych projektów, bo chciałabym mieć gotowy materiał, gdyby pojawiła się możliwość realizacji. Wraz ze studentem reżyserii pracujemy obecnie na projektem badawczym dotyczącym szeroko pojętej performatyki formy.

Obejrzałam kiedyś w ramach Millennium DocsAgainst Film Festiwal nietypowy dokument Sama Greena „Miara wszechrzeczy”, zrealizowany na podstawie Księgi Guinessa. Otóż reżyser wystąpił na żywo jako narrator swego filmu, a poza tym towarzyszyła mu kapela grająca muzykę, również na żywo. Ten film nie mógł funkcjonować tak jak każdy inny, bo zakładał obecność twórcy (narratora) i muzyków. Powstał rodzaj kino-teatru, bardzo to było interesujące doświadczenie. Z jednej strony eksperyment, a z drugiej – powrót do bliskiego kontaktu z widzem/słuchaczem. Wydaje mi się, że mocną stroną Pani teatru jest bliskość z aktorem i widzem, a tego nie dało się zrealizować podczas izolacji…

Muszę przyznać, że bardzo tęsknię za aktorem i widzem, czekam więc na nowe otwarcie. Już teraz przygotowujemy  spektakl w Niemczech na przełom 2022/2023 roku. To ważne, aby zachować ciągłość, stawiać sobie zadania, tworzyć oraz być w kontakcie z innymi. Bardzo nam tego potrzeba, szczególnie teraz. Teatr jest w tym wyjątkowy – widzimy, ale także czujemy zapachy, słyszymy dźwięki, tu dochodzi do nieustannej wymiany między aktorem a widzem.

Pani teatr jest właśnie taki: bliski i zmysłowy. Dość wspomnieć „Pocztówki z Karłowic”, który dla mieszkańców dzielnicy z pewnością taki był.

Siły do tego, aby nadal robić spektakle, dają mi głosy widzów, aktorów i innych osób. Ostatnio myślę o realizacji słuchowiska, ale także od wielu lat zbieram historie prawdziwe, żeby ułożyć je w książkę. Opowiadam je w bardzo uproszczonej formie. Te historie liczą maksymalnie 3-4 zdania, ale są mimo to zamkniętymi opowieściami, mają klimat  przypominający „Café Panique” i często poprawiają mi nastrój. Może na innych też tak zadziałają? Poza tym kolekcjonuję rozmaite sytuacje, w których występują przedmioty znajdujące się w innych rolach, niż te, do których je przeznaczono. Robię im zdjęcia i sądzę, że pasowałyby jako ilustracje do moich historii. Chciałabym, żeby wstęp do książki był naukowy, filologiczny, bo dzięki temu absurd stanie się jeszcze bardziej wyrazisty. Poszukuję dla siebie różnych form aktywności i chcę się tym dzielić z innymi. 


Życzę, aby miała Pani po temu wiele okazji. Dziękuję za rozmowę.


Wrzesień w Muzeum Architektury: dla dorosłych, dzieci i ciekawych miasta

 Muzeum Architektury we Wrocławiu zaprasza na spotkanie warsztatowe w ramach Akademii Architektury, warsztaty dla dorosłych: "Śląski de...

Popularne posty