Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mirosław Jasiński. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mirosław Jasiński. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 7 września 2020

Artur Przebindowski: "Drzewo Mondriana" - nowa wystawa w Galerii Miejskiej we Wrocławiu

Od 11 września przestrzenie Galerii Miejskiej we Wrocławiu wypełnią się malarstwem Artura Przebindowskiego. Widzowie będą mogli przekonać się, w jaki sposób podczas dekady ewoluowały twórcze strategie artysty. 

Artur Przebindowski, z serii Znaki, 33x30, akryl na płótnie, 2015-

Tytuł indywidualnej ekspozycji Artura Przebindowskiego nawiązuje do jednego z najważniejszych dzieł stworzonych przez Pieta Mondriana w pierwszej dekadzie XX wieku. Drzewo w sztuce holenderskiego prekursora abstrakcjonizmu oraz miasto w twórczości krakowskiego malarza pełnią bowiem podobną rolę – pewnego rodzaju paradygmatem, którym artyści posługują się w procesie obrazowania własnej duchowości we wszystkich jej emocjonalnych i intelektualnych aspektach. W ten sposób przekładany wprost na płótno fragment świata widzialnego rozumiany w kategoriach swoistej reprezentacji wewnętrznego mikrokosmosu twórcy, ulega sublimacji, naznaczając dzieło metafizycznym pierwiastkiem.

Artur Przebindowski, Megalopolis XII (12), 100x150, akryl na płótnie, 2010

Znaczącą część dorobku Przebindowskiego stanowią miejskie pejzaże z cyklu Megalopolis, które artysta tworzy poprzez obsesyjne powielanie geometrycznych, osadzonych na konstrukcji pionów i poziomów form. Uzyskiwany przez niego efekt ciasno zabudowanych, rozrastających się gdzieś daleko poza płaszczyznę malarską, wyludnionych dystryktów, w pierwotnym oglądzie dzieł skłania widza do analizowania ich w kategoriach cywilizacyjnych i społecznych. Twórca nie odrzuca tych interpretacji, podkreślając jednak, że w swoich realizacjach stara się on opowiadać człowieku, a więc także – a może przede wszystkim – o samym sobie. I rzeczywiście, dopiero dystansując się od stricte intelektualnego odczytu prac Przebindowskiego i angażując się w ich recepcję na poziomie emocjonalnym, w skomplikowanej, labiryntowej, gęstej siatce ulic uda nam się dostrzec metaforyczny, duchowy autoportret autora.

Artur Przebindowski, Megalopolis XLIII (43)

Na wystawie we wrocławskiej Galerii Miejskiej artysta prezentuje również swój cykl znaków – piktogramów wyabstrahowanych ze współczesnej przestrzeni miejskiej. Czyniąc te wizualne ślady naszej codzienności niezależnymi kompozycjami malarskimi, twórca pragnie podkreślić równorzędność znaczenia dwóch, uzupełniających się systemów organizacji miasta opisanych niegdyś przez Waltera Benjamina: zarówno regulowanego znakami nakazów i zakazów instytucjonalnego porządku metropolii, jak i tego spontanicznego, konstruowanego przez jej mieszkańców na podstawie ich żywej relacji z architektoniczną tkanką miejsca. W tym kontekście malowane przez artystę graficzne symbole wskazują na płynną tożsamość miasta i konieczność czytania go jako swoistego palimpsestu, obszaru ciągłego nadpisywania kolejnych narracji.


Artur Przebindowski, Megalopolis XXV (25), 100x150, akryl na płótnie, 2011


Kuratorem ekspozycji jest Mirosław Jasiński.
Wystawa potrwa do 24 października bieżącego roku.

Drzewo Mondriana/ Artur Przebindowski
Galeria Miejska we Wrocławiu

Wstęp bezpłatny


informacja prasowa

sobota, 22 sierpnia 2020

Sztuka jako fitness dla mózgu – rozmowa o wystawie „Mity, symbole, abstrakcje” w Galerii Miejskiej we Wrocławiu

W rozmowie na temat okoliczności powstawania wystawy w czasach apokaliptycznych, a także oddziaływania  malarstwa tak na twórców, jak i na odbiorców sztuki, wzięli udział artyści: Małgorzata Maćkowiak, Roma Pilitsidis, Telemach Pilitsidis oraz kuratorzy wystawy „Mity, symbole, abstrakcje/tryptyk głogowski”: Roger Piaskowski (historyk sztuki) i Mirosław Jasiński (Dyrektor Galerii Miejskiej). 


Rozmawiamy zamaskowani. Spotkanie z artystami i kuratorami na wystawie
"Mity, symbole, abstrakcje", fot. Martyna Czekała


Barbara Lekarczyk-Cisek: Wyznam na wstępie, że wystawa zaintrygowała mnie i swoim tytułem, i walorami prezentowanych prac. Było więc dla mnie oczywiste, że za ciekawymi obrazami muszą stać równie interesujący artyści, stąd wzięła się potrzeba spotkania z Państwem i utrwalenia tego wydarzenia.

Roger Piaskowski: No tak, bo to dzisiejsze spotkanie rekompensuje nam też brak wernisażu. Cała ta sytuacja jest dziwna. Zazwyczaj z okazji wystawy spotyka się i rozmawia o sztuce w  wernisażowym nastroju, więc dobrze się stało, że do takiego spotkania doszło.
Jesteśmy gotowi poznać, co to znaczy żyć w czasach Apokalipsy. Artyści próbują diagnozować tę sytuację. Tutaj mamy do czynienia z wystawą bardzo specyficzną, ponieważ trzy autonomiczne osobowości, nie stanowiące formalnej grupy, postanowiły zrobić coś wspólnie. I udało się to! Zarówno jeśli chodzi o obrazy, ich treści, jak też atmosferę kontemplacji, która dominuje, próbując zachować pewne wartości w czasach hm… proto-apokaliptycznych.


Wystawa "Mity, symbole, abstrakcje/tryptyk głogowski", fot. Agata Piątkowska,
Galeria Miejska we Wrocławiu

Barbara Lekarczyk-Cisek
: Nurtuje mnie, jak takie trzy wyraziste osobowości mogły zaistnieć na jednej wystawie i skąd wziął się jej tytuł.

Roger Piaskowski: Zdradzę na potrzeby dzisiejszego spotkania, jakie są kulisy tytułu „Mity, symbole, abstrakcje”. Otóż od dawna rozmawialiśmy o wystawie Romy, Telemacha i Małgorzaty, także wspólnie z Andrzejem Sajem, który bardzo dopinguje twórczość każdego z tych artystów. I to on właśnie jest autorem tytułu, na skutek pewnej mojej sugestii. Nieskromnie dodam, że myśląc o wystawie, musiałem też prowadzić różnego rodzaju rozmowy, aby wszystko to połączyć. Byłem przekonany, że to możliwe, pomimo tak dużego zróżnicowania życiowego, osobowościowego i artystycznego. Tutaj też należy szukać klucza do tytułu wystawy. Mity powiązane są bezpośrednio z twórczością Telemacha Pilitsidisa. Jeżeli chodzi o Małgorzatę Maćkowiak, to w jej twórczości pojawia się zagadnienie poszukiwania znaków, symboli w sztuce, w kulturze. Z kolei Roma Pilitsidis znajduje się, mówiąc skrótowo, w tym obszarze, który nazwać by można abstrakcją. Przy czym pojęcie abstrakcji jest tak pojemne, że w przypadku jej twórczości odnosi się raczej do tego, że dzieła, które tworzy, w swoim wyrazie formalnym, kompozycyjnym zmierzają jednak do próby przekazania myśli o pięknie, o sztuce, a także o pewnych teoriach abstrakcyjnych, matematycznych. Jest to zatem bardzo głębokie podejście do pojęcia abstrakcji.

Patrząc na prace trojga tak różnych artystów, trzeba także dostrzec wartość wspólną, która odnosi się do tego, że malarstwo w ujęciu klasycznym jest zawsze próbą samodzielnego podejścia do indywidualnych doświadczeń artystycznych, estetycznych, historycznych. Te niezwykłe obrazy, które oglądamy w Galerii Miejskiej we Wrocławiu, oddają hołd pięknu, sztuce w bardzo tradycyjny sposób. Jest to troszeczkę oderwane od rzeczywistości, ale dlatego, że sztuka jest taką właśnie przestrzenią, która w czasach pandemii może oferować duchowe oczyszczenie. Jest to zatem wystawa skłaniająca do kontemplacji, w dodatku muzyczna. Towarzyszy jej utwór muzyczny – trio, nawiązujące do trojga artystów, z których każdy tworzy na swój sposób, a jednak ekspozycja stanowi kompozycyjną całość.


Telemach Pilidsidis, Argument zmierzchu, 1984, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Barbara Lekarczyk-Cisek: Bardzo to interesujący eksperyment zderzenia ze sobą trzech osobowości, bo dzięki niemu następuje nie tylko rodzaj dialogu między obrazami i konwencjami, ale powstaje – jak w przypadku metafory – nadrzędna, trzecia wartość. Ciekawi mnie w związku z tym, co zdecydowało, że takie, a nie inne obrazy ze sobą sąsiadują, bo z pewnością wybór poprzedziła jakaś myśl. Zacznijmy więc nasze rozważania od tego, jakie prace chcieli pokazać na wystawie artyści i dlaczego właśnie te.

Roma Pilitsidis: Początkowo nie wiedziałam jeszcze, jak będą eksponowane. W moim przypadku nie mogłam się kierować wyborem tematycznym, jak w sztuce przedstawiającej. Chciałam, aby moje prace oddziaływały wizualnie – jako  całość. Ponadto pragnęłam pokazać obrazy z różnych lat, reprezentatywne, ponieważ po raz pierwszy miałam mieć wystawę w Galerii Miejskiej we Wrocławiu. Są tu więc prace wcześniejsze, ale także stworzone w dobie pandemii, kiedy przebywałam w zamknięciu i malowałam ciszę, odzwierciedlającą ciszę miasta – ulic, skwerów… Wcześniej, w 2018 roku, malowałam granice. W tamtym czasie były zupełnie inne, bo ludzie tłumnie migrowali. Natomiast granice malowane w czasach pandemii są przedstawione zupełnie inaczej – kompozycja i kolorystyka są odmienne, wykorzystuję dużo mocnej czerwieni.

Roma Pilitsidis, Granice, olej na płótnie, 2020 r.,  fot. Agata Piątkowska

Roger Piaskowski: Widzimy więc przykład obrazów oddających klimat swoich czasów językiem nieprzedstawiającym.

Barbara Lekarczyk-Cisek: Podobnie maluje swoje cykle prof. Konrad Jarodzki, którego wystawę oglądałam swego czasu w galerii na Dworcu Głównym we Wrocławiu. Impulsy (taki też tytuł nosiła wystawa) czerpał z prawdziwych wydarzeń, np. obrazy tragedii 11 września nie stanowią ilustracji czy fotograficznej wierności tego wydarzenia, są rodzajem metafory i symbolu…

Roger Piaskowski: Taki „komentarz” artysty do wydarzeń jego czasów jest przez to ciekawszy. Jeśli chodzi o wybór obrazów na wystawę, to był on wynikiem konsultacji. Chodziło o wybór dla artysty reprezentatywny. Poza tym każdy artysta ma własny program i wie, co chciałby pokazać. Ostatecznie wybraliśmy pewną pulę obrazów, którą  następnie konsultowaliśmy z Galerią. To był złożony proces. W przypadku mistrza Telemacha Pilitsidisa, który jest księciem malarzy Zagłębia Miedziowego, jest tak ogromna gama różnych postaw, poszukiwań, powiązanych na dodatek z poezją, że trudno było sprostać koncepcji trio. To jest wystawa bezprecedensowa z wielu powodów. Nie tylko dlatego, że jest pandemiczna i bez wernisażu, ale także przez to połączenie różnych osobowości w jedną całość.

Barbara Lekarczyk-Cisek: A jak wyglądały wybory z Pani punktu widzenia, Pani Małgorzato?

Małgorzata Maćkowiak: Miałam przygotować zestaw prac. A ponieważ maluję cyklami, trzeba jeszcze było wybrać konkretne prace z każdego cyklu. Zastanawiałam się, jak to wypadnie w zestawieniu z dużymi pracami Telemacha, bo ja ostatnio maluję małe formaty. Z początku nic mi się nie podobało. Moje dylematy scedowałam w końcu na specjalistów.

Roma Pilitsidis: To, że prace mają różne formaty, to bardzo dobrze! Wystawa jest ciekawsza, nie tak jednorodna, a obrazy się nie przytłaczają.

Telemach Pilitsidis: Wprawdzie nie ja jestem autorem wyboru prac, ale uważam, że jest to piękny wybór.

Barbara Lekarczyk-Cisek: Czy i w Pana przypadku mamy do czynienia z reprezentatywnym wyborem?

Telemach Pilitsidis: Ja tych „telemachów” mam w swojej pracowni kilkunastu, ponieważ jestem osobą pozornie spokojną, ale faktycznie wewnętrznie dynamiczną. Od początku mojej kariery artystycznej, w latach 70. I 80., mimo wielu wystaw i nagród, długo nie mogłem oderwać się od pępowiny łączącej mnie z moim mistrzem Jerzym Nowosielskim. Obecnie, z perspektywy lat uważam, że moje prace wcale nie były takie „nowosielskie”. Warsztat był być może podobny, ale każdy z nas wyrażał co innego. W pracach prezentowanych na wystawie nie ma już Nowosielskiego, to już są „telemachy”. Znajdujący się na niej  mój obraz „Angelika” miał być w założeniu ikoną Angeliny Jolie – kobiety współczesnej. Tylko czy widz to skojarzy?


Telemach Pilidsidis, Angelika, olej na płótnie, 2017, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Roger Piaskowski: Charakterystyczne jest, że po opuszczeniu pracowni obraz zaczyna żyć swoim tajemniczym życiem, ponieważ ukrywa w sobie treści, znaczenia dotyczące życia artystów, tradycji malarskiej, w której się ukształtowali (Nowosielskiego, Makowskiego czy Matisse`a), ale potem zaczyna też żyć życiem odbiorcy – w sensie społecznym. Powstaje pytanie: jak to wszystko połączyć w jedną wartość? Można by odpowiedzieć, że sztuka jest taką sferą, w której obraz funkcjonuje w sposób szczególny. Sztuką może też być sposób życia artysty. Ja jednak dostrzegam w obrazach trojga artystów silny element sakralizacji.

Małgorzata Maćkowiak: Przestrzeń tworzenia była od prapoczątków sakralizowana, jak tego dowodzi choćby malarstwo Aborygenów czy rdzennych mieszkańców Ameryki Północnej, Indian Hopi  i ich sand paintings. Być może odziedziczyliśmy po przodkach takie traktowanie obrazu. W związku z tym obraz, a w konsekwencji ikona, jest przestawieniem świętości.

Otwartą pozostaje sprawa odbioru dzieła sztuki. Hrabal powiada o swoich powieściach, że są półproduktami, dopiero czytelnik sprawia, że stają się pełnowartościowe. Podobnie rzecz ma się z obrazami.
Chciałabym też zwrócić uwagę na odkrycia neuroestetyki.  Jej twórca, Profesor Semir Zeki, z University College London, sugeruje, że jeśli nadal, po tak wielu tysiącach lat, tworzymy obrazy, to musimy ich w jakiś stały sposób potrzebować. Według Zekiego artyści posiadają intuicję lub raczej „tajemną” czy „ukrytą wiedzę” na temat zasad neurofizjologii percepcji i emocji, które nieświadomie wykorzystują podczas procesu tworzenia dzieła. W tym sensie każdy artysta swoim dziełem uruchamia cały zespół procesów neurofizjologicznych w mózgu widza i powiązane z tym procesem emocje: poczucie piękna, wzruszenie, zachwyt estetyczny i uniesienie. „Artysta to nieświadomy neurobiolog”, a dzieło sztuki to „superbodziec”. Wedle neuroestetyki, malowanie i oglądanie malarstwa uplastycznia nasz mózg, obniża poziom stresu, pobudza kreatywność i umiejętności poznawcze… Bez sztuki nie bylibyśmy na takim etapie rozwoju, być może bylibyśmy zupełnie innymi ludźmi, bardziej prymitywnymi. Sztuka „rzeźbi” nasz mózg, ułatwia myślenie. Kiedy patrzymy na obraz, nasz mózg pracuje. Być może wszyscy ci prymitywni przodkowie właśnie dlatego tak się rozwinęli. Pójście do galerii to jakby fitness dla mózgu (śmiech).


Małgorzata Maćkowska, Znak w przestrzeni pojęć, olej na płótnie, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Barbara Lekarczyk-Cisek: Pozostaje więc mieć nadzieję, że odwiedzający tę wystawę wejdą w dialog z obrazami i „dopowiedzą” do nich wiele interesujących treści, obniżając sobie przy okazji poziom stresu i podnosząc kreatywność (śmiech).  Dziękuję Państwu za spotkanie.

Stoją od lewej: Małgorzata Maćkowiak, Telemach Pilitsidis, Roma Pilitsidis, Roger Piaskowski


Wystawie towarzyszy starannie wydany dwujęzyczny katalog, zawierający obszerny esej Rogera Piaskowskiego: "Trio na instrumenty malarskie", prezentujący także sylwetki i reprodukcje obrazów trojga artystów.



Przeprowadziłam także indywidualne rozmowy z artystami, które znleźć można pod poniższymi linkami:

wtorek, 30 czerwca 2020

Mity, symbole, abstrakcje/ tryptyk głogowski - wystawa w Galerii Miejskiej we Wrocławiu

2 lipca przestrzenie wrocławskiej Galerii Miejskiej wypełni malarstwo trojga artystów na co dzień żyjących i pracujących w Głogowie: Telemacha Pilitsidisa, Małgorzaty Maćkowiak i Romy Pilitsidis. Tytuł wystawy „Mity, symbole, abstrakcje/ tryptyk głogowski” zwraca uwagę na pozawizualne kategorie, w których rozpatrywać warto dzieła wymienionych twórców. 

Telemach Pilitsidis, Zmowa milczenia, olej na płótnie, 100x80 cm

Tym, co łączy głogowskich artystów jest z pewnością konsekwentnie realizowana przez nich strategia twórcza polegająca na dowartościowaniu medium malarskiego nie tylko na poziomie samej widzialności, ale także na uruchamianym przy okazji obcowania z dziełem poziomie podświadomości, intuicji, skojarzeń i metafor. W ten sposób, wikłając obraz w symboliczne narracje, Telemach Pilitsidis, Małgorzata Maćkowiak i Roma Pilitsidis przywracają mu intelektualną jakość.

Telemach Pilitsidis, Podwórka II, olej na płótnie, 130x110 cm, 1999r

W swoich próbach uwidocznienia niewidocznego głogowscy twórcy korzystają z rozmaitych estetyk i rozwiązań warsztatowych. W naznaczonych metafizycznym pierwiastkiem i dążących do kolorystycznego porządku dziełach Telemacha Pilitsidisa silnie wybrzmiewają echa twórczości Picassa, Rembrandta i Goi, ale także jego mentora z czasów studiów na krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych, Jerzego Nowosielskiego.

Małgorzata Maćkowiak, Genesis - dzień drugi, technika własna, akryl na płycie, 77x77cm, 2010

Z kolei balansujące pomiędzy abstrakcją a przedstawieniowością malarstwo Małgorzaty Maćkowiak wyrasta z rozważań nad symbolem, pismem i – w ogóle – znakiem. Za pomocą swoich obrazów artystka wskazuje na odwieczne przenikanie się makro- i mikrokosmosów, poszukując utraconej jedności wszechrzeczy – równowagi i prawdy, która łączy człowieka z naturą, Ziemią i kosmosem.

Roma Pilitsidis, Stan obecny II, lipiec, olej na płótnie, 100x100 cm, 2007r

Roma Pilitsidis natomiast za pośrednictwem barwnych, geometrycznych kompozycji nadaje Malewiczowskiej bezprzedmiotowości mnogość czystych, żywych odczuć akcentowanych nie tylko harmonią barw, ale i wyraźnym malarskim gestem.

Wystawa „Mity, symbole, abstrakcje/ tryptyk głogowski” to jednak nie tylko próba nakierowania rozważań odbiorcy dzieła na sferę doznań i wyobrażeń. To także próba przyjrzenia się temu, w jaki sposób kształtuje się, jakie tematy podejmuje i w którą stronę zmierza twórczość artystyczna rozwijająca się z dala od głównych ośrodków polskiej sztuki.

Ekspozycja potrwa do 27 sierpnia 2020.
Kurator: Mirosław Jasiński

informacja prasowa

poniedziałek, 16 grudnia 2019

MIRAŻE Mateusza Dworskiego w Galerii Miejskiej we Wrocławiu

Od 20 grudnia 2019 roku przestrzenie Galerii Miejskiej wypełnią się rysunkiem, grafiką, malarstwem, rzeźbą oraz plakietą Mateusza Dworskiego, artysty związanego z wrocławską Akademią Sztuk Pięknych.



Tytułowe „Miraże” czytać możemy na różne sposoby – po pierwsze, w kontekście zmagań Dworskiego pomiędzy tym, co rzeczywiste, materialne, wykreowane ręką artysty, a tym, co nierzeczywiste, rozgrywające się na poziomie wyobrażeń i przeczuć; po drugie, w odniesieniu do podejmowanej przez artystę za pośrednictwem swojej twórczości gry z czasem, dialogu ze sztuką przeszłości; po trzecie, w końcu, w kontekście kontynuowanych przez autora od kilku dekad poszukiwań idealnej figury o charakterze egzystencjalnym. Tytuł wystawy w swojej wieloznaczności odnosi się więc do różnych obszarów artystycznego działania Dworskiego.

Mateusz Dworski, Letarg, ceramika, 47x50x80 cm, 2019

W swojej artystycznej działalności artysta obsesyjnie wręcz sięga po motywy głowy i figury, poddając je licznym przekształceniom i deformacjom. Uplastycznia je, udelikatnia płynnymi liniami, to znów syntetyzuje, poddaje geometryzacji czy też naznacza pierwiastkiem abstrakcji, formując w niemal organiczne kształty. Krążąc wokół tematów głowy i figury, artysta zręcznie je ogrywa, prezentując tym samym mnogość malarskich i rzeźbiarskich rozwiązań, które można zastosować wobec tych, klasycznych przecież, motywów.

Mateusz Dworski, Figuracje, tusz, 70x100 cm, 2019

Dworski swoje obiekty świadomie naznacza śladami minionych epok i nurtów, począwszy od sztuki antycznej, poprzez twórczość dawnych mistrzów, na realizacjach XX-wiecznych malarzy i rzeźbiarzy skończywszy. Jak sam podkreśla:
Moje prace to jakby przetworzone obrazy, w których staram się nie zaniedbywać niczego ze spuścizny artystycznej wielkich malarzy, rzeźbiarzy i grafików. 

Mateusz Dworski, Pięć elementów, żeliwo, 14,5×8×44 cm, 2018

Dlatego też w obiektach wrocławskiego artysty odnaleźć można nie tylko wpływy antycznych twórców i renesansowych mistrzów, ale również takich klasyków współczesności, jak Marino Marini, Henry Moore, Constantin Brâncuşi, Francis Bacon czy Jan Lebenstein.

Oficjalne otwarcie ekspozycji odbędzie się 19 grudnia (czwartek) o godzinie 18:00. Dopełnieniem wernisażu będzie koncert. 

Wystawa potrwa do 15 stycznia 2020 roku.
Kuratorem ekspozycji jest Mirosław Jasiński. 

zapowiedź wystawy

Autorka tekstu: Katarzyna Zahorska

BIOGRAM

Mateusz Dworski, fot. ze strony ASP we Wrocławiu



Mateusz Dworski (1969) jest wrocławskim rysownikiem, grafikiem, malarzem, rzeźbiarzem i medalierem. Studiował w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych we Wrocławiu na Wydziale Malarstwa, Grafiki i Rzeźby. Uzyskał dyplom z wyróżnieniem z grafiki warsztatowej w pracowni prof. Haliny Pawlikowskiej. Od 2002 roku pracował jako asystent w pracowni Małej Formy i Medalu prowadzonej przez prof. Jacka Dworskiego w Katedrze Rzeźby na Akademii sztuk Pięknych we Wrocławiu. Od 2016 roku prowadzi pracownię Małej Formy i Medalu jako profesor Akademii Sztuk Pięknych we Wrocławiu.





informacja prasowa


piątek, 17 maja 2019

Wystawa "Statek Robinsona" w klasztornych wnętrzach wrocławskiego Muzeum Architektury

Galeria Miejska zaprasza na wystawę "Statek Robinsona" prezentowaną w Muzeum Architektury we Wrocławiu. Idea przewodnia wystawy odwołuje się do przykładu Robinsona Crusoe, który po katastrofie statku z wraku wszelkie możliwe dobra. W klasztornych wnętrzach muzeum, zaaranżowanego na zdruzgotany żaglowiec, można zobaczyć prawie 190 dzieł 55 artystów z Polski, Czech, Słowacji i Węgier. Na ekspozycję składają się malarstwo, szkło, grafika, rzeźba i fotografia.


W swoim tekście pt. "Etyka krainy elfów" Gilbert Keith Chesterton porównuje naszą cywilizację do rozbitego żaglowca, z którego bohater słynnej książki Daniela Defoe, Robinson Cruzoe, wyławiał wszelkie przedmioty przydatne mu do życia na bezludnej wyspie. Jak zauważył brytyjski pisarz, nasza cywilizacja w pewien sposób przypomina statek po katastrofie, natomiast dzieła sztuki stanowią jeden z elementów umożliwiających nam ratunek wartości określających nasze człowieczeństwo, a więc Prawdy, Piękna oraz Dobra, które, abyśmy mogli przetrwać jako ludzkość, w każdej generacji powinny być ratowane.

Wobec tego główną ideą zorganizowanej w poklasztornych przestrzeniach Muzeum Architektury we Wrocławiu ekspozycji jest nawiązanie za pośrednictwem twórczości wizualnej współczesnych artystów do tradycyjnych europejskich wartości. Wartości, które jako korzenie naszej cywilizacji, wymagają ocalenia i troski – zwłaszcza w dzisiejszym świecie, w którym wiele spośród pielęgnowanych niegdyś idei i norm staje się odpowiednikiem pozostałości po rozbitym statku.

Na potrzeby ekspozycji "Statek Robinsona" sale wystawiennicze zaaranżowano scenograficznie jako wrak zdruzgotanego żaglowca z umiejscowionymi pomiędzy jego szczątkami pracami artystów.
Wystawa gromadząca około 190 prac stanowi jeden z największych pokazów sztuki figuratywnej Europy Środkowo-Wschodniej.
W ekspozycji bierze udział 55 zarówno młodych i obiecujących, jak i uznanych już artystów z Polski, Czech, Słowacji i Węgier. Wśród zaprezentowanych prac znajduje się zarówno malarstwo, grafika, fotografia, jak i rzeźba czy obiekty szklane.

Wystawa "Statek Robinsona" potrwa do 28 lipca 2019 roku. 

Kurator: Mirosław Jasiński
Współkuratorzy: Krisztina Jerger (Węgry), Ivana Moncolova (Słowacja) oraz Martin Mainer (Czechy)

Artyści prezentowani na wystawie:
Agata Agatowska (PL), Paweł Baśnik (PL), Zofia Błażko (PL), Imre Bukta (HU), Julia Curyło (PL), Małgorzata Dajewska (PL), Adam Dallos (HU), Andrzej Dudek-Dürer (PL), Jana Farmanova (SK), László Fehér (HU), Paweł Frąckiewicz (PL), Marcelina Groń (PL), Krzysztof Izdebski-Cruz (PL), Andrzej Jarodzki (PL), Adam Kaspar (CZ), Marcin Kołpanowicz (PL), Aleksander Kozera (PL), Silvia Krivošíková (SK), Tomasz Kucharski (PL), Jarosław Kukowski (PL), Henryk Laskowski (PL), Witold Liszkowski (PL), Ida Łotocka-Huelle (PL), Maciej Łubowski (PL), Mária Machatová (SK), Martin Mainer (CZ), Julita Malinowska (PL), Mariusz Mikołajek (PL), Miroir Noir (Miloš Kopták and Rai Escalé) (SK), Zdzisław Nitka (PL), Jacek Paluch (PL), Ryszard Paprocki (PL), Samuel Pauco (CZ), Kazimierz Pawlak (PL), Daniel Pawłowski (PL), Daniel Pielucha (PL), Rastislav Podoba (SK), Miro Polach (CZ), Tomasz Poznysz (PL), Olga Prokop-Miśniakiewicz (PL), Artur Przebindowski (PL), Judit Rita Rabóczky (HU), Zbynek Sedlecky (CZ), Krzysztof Skarbek (PL), Jan Szczepan Szczepkowski (PL), Anna Szpakowska-Kujawska (PL), Janusz Szpyt (PL), Adam Šakový (SK) , Pavel Šmid (CZ), Veronika Šramatyová (SK), Jan Triaska (SK), Przemysław Tyszkiewicz (PL), Péter Ujházi (HU), Tomasz Urbanowicz (PL), Anna Wypych (PL), Mira Żelechower-Aleksiun (PL).

informacja prasowa

"Statek Robinsona", zapowiedź wystawy

Wszystko jest poezją. O wystawie Ewy Rossano w Muzeum Pana Tadeusza

10 kwietnia w Muzeum Pana Tadeusza we Wrocławiu otwarto wystawę "Ogród wypowiedzianych słów", której autorką jest malarka i rzeźbi...

Popularne posty