Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zakład Narodowy im. Ossolińskich. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zakład Narodowy im. Ossolińskich. Pokaż wszystkie posty

środa, 17 czerwca 2026

Wystawa `Pierwsze zdania` – pokazy Ossolineum na Festiwalu MOSTEM

Tylko w dniach 24-26 czerwca 2026 roku Zakład Narodowy im. Ossolińskich zaprezentuje prawdziwe cymelia. W Muzeum Pana Tadeusza: egzemplarz „Zwierzyńca” Mikołaja Reja – dzieła, w którym po raz pierwszy pojawiło się jedno z najsłynniejszych zdań literatury polskiej: "A niechaj narodowie wżdy postronni znają, iż Polacy nie gęsi, iż swój język mają". Natomiast w Salach pod Kopułą Ossolineum odbędą się wykłady poświęcone dwóm perłom polskiego piśmiennictwa ze zbiorów Ossolineum: rękopiśmiennym modlitwom z XV wieku oraz Statutowi Łaskiego (który oprócz praw spisanych po polsku zawiera także pierwszy wydrukowany tekst Bogurodzicy).


Język jako manifest

Muzeum Pana Tadeusza (Rynek 6)

Mikołaj Rej, Źwierzyniec (1562 r.)
zwiedzanie: 24-28 czerwca, godz. 10:00-17:00 (czwartek 10:00-19:00)

26 czerwca (piątek), godz. 12.00, wykład: Rej z bliska: pokaz i opowieść o „Zwierzyńcu”

prowadzenie: dr Agnieszka Franczyk-Cegła

* wejściówki do odbioru w kasach Muzeum od 19 czerwca

Zapraszamy na kameralne spotkanie przy wyjątkowym egzemplarzu „Zwierzyńca” Mikołaja Reja – dzieła, w którym po raz pierwszy pojawiło się jedno z najsłynniejszych zdań literatury polskiej: A niechaj narodowie wżdy postronni znają, iż Polacy nie gęsi, iż swój język mają.

Spotkanie przy muzealnej gablocie będzie okazją do opowieści nie tylko o samym autorze i jego twórczości, ale także o historii dawnej książki: pracy drukarzy, wyglądzie szesnastowiecznych druków oraz drodze, jaką książka przebywała od warsztatu do czytelnika. Przyjrzymy się z bliska temu, jak powstawały i funkcjonowały książki w epoce Reja oraz dlaczego „Zwierzyniec” zajmuje szczególne miejsce w historii polskiej literatury i druku. 

Agnieszka Franczyk-Cegła – doktor nauk humanistycznych, bibliolożka, kierowniczka Działu Starych Druków Biblioteki Narodowej Ossolineum, przewodnicząca Provenance Working Group przy Consortium of European Research Libraries, członkini IFLA Rare Books and Special Collections Section, redaktorka naczelna „CERL Provenance Newsletter”, trzykrotna stypendystka polskiego Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego (2022, 2025, 2026) oraz francuskiego Ministerstwa Kultury (2025) w zakresie badań proweniencyjnych książki dawnej; posiada certyfikat Art Law wydany przez Christie’s Education.


Sale pod Kopułą Ossolineum (Szewska 37)
Wiara i prawo. Rękopiśmienne teksty modlitw (XV w.) i Statut Łaskiego (1506 r.)


zwiedzanie: 24-28 czerwca, godz. 9:30-17:00
27 czerwca (sobota), godz. 10:00 i 12.00, wykład: Pomnik języka polskiego z XV w. i Statut Łaskiego oraz inne przykłady polszczyzny w zbiorach Ossolineum

prowadzenie: Aldona Mikucka

* zapisy online od 18 czerwca: [LINK]

Serdecznie zapraszamy na wykłady poświęcone dwóm perłom polskiego piśmiennictwa ze zbiorów Ossolineum: rękopiśmiennym modlitwom z XV wieku oraz Statutowi Łaskiego (który oprócz praw spisanych po polsku zawiera także pierwszy wydrukowany tekst Bogurodzicy). To niepowtarzalna okazja, by z bliska przyjrzeć się historii zapisanej na pergaminie i papierze! Podczas spotkania dowiemy się, jak te cenne dzieła trafiły do Ossolineum. Opowiemy o ich znaczeniu dla polskiej kultury, historii prawa oraz dawnej obyczajowości. Zestawimy również te unikatowe obiekty z pozostałymi arcydziełami prezentowanymi na naszej wystawie O! Ossolineum.

Aldona Mikucka – absolwentka historii sztuki na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, edukatorka muzealna, kierowniczka Działu Programowego Ossolineum. Od 2011 roku zajmuje się popularyzacją zbiorów Ossolineum m.in. poprzez przygotowywanie autorskich wykładów popularyzatorskich, scenariuszy lekcji muzealnych oraz warsztatów artystycznych z cyklu „Rodzinna Pracownia Ilustracji”. Kuratorka wystaw: „Nasz malarz Orłowski. Rysunki Aleksandra Orłowskiego ze zbiorów Ossolineum” (2019), „Romantyczna włóczęga po Sudetach – prace Bogusza Zygmunta Stęczyńskiego ze zbiorów Ossolineum” (2022) oraz „Żołnierz napoleoński, ojciec komedii polskiej – Fredro w Ossolineum” (2023).




informacja prasowa

sobota, 11 kwietnia 2026

"Ogród wypowiedzianych słów" – wystawa Ewy Rossano w Muzeum Pana Tadeusza

 Od 10. kwietnia do 26. lipca w Muzeum Pana Tadeusza prezentowana jest wyjątkowa wystawa. „Ogród wypowiedzianych słów” to przestrzeń, w której słowo materializuje się w unikatowych rzeźbach, obrazach i filmach autorstwa wrocławskiej artystki Ewy Rossano. Punktem wyjścia projektu jest zwrócenie się ku drugiemu, kluczowe są tu także pojęcia relacji i gościnności. Ze słowa rodzi się spotkanie, które staje się osią narracyjną wystawy.

Ewa Rossano studiowała rzeźbę w Strasburgu, a malarstwo we Wrocławiu, z którym związana jest od urodzenia. Jej prace zdobią tkankę miejską stolicy Dolnego Śląska – można je oglądać na Skwerze Wzajemnego Szacunku w Dzielnicy Czterech Wyznań czy w ossolińskim ogrodzie barokowym.

Słowo przede wszystkim jest bohaterem zbiorów Ossolineum, a w nich pamięć, tekst i historia tworzą wspólny horyzont znaczeń. Artystka, przygotowując prace specjalnie na wystawę w Muzeum Pana Tadeusza, prowadzi dialog z wybranymi obiektami z kolekcji Muzeum Książąt Lubomirskich oraz Narodowej Biblioteki Ossolineum, pozwala im wyznaczać kierunki formalne i nadawać sens współczesnym dziełom.

Ewa Rossano, Yarden, 2025, brąz, kryształ, 
fot. Marek Cisek

Na wystawie zaprezentowanych zostanie kilkadziesiąt prac artystki stworzonych w różnych technikach – będą to rzeźby, obrazy, rysunki, fotografie, filmy – oraz obiekty ze zbiorów Zakładu Narodowego im. Ossolińskich, które pokazane razem, stworzą wielowymiarową strukturę dialogu. Ekspozycja jest unikatowa z kilku powodów. Przede wszystkim zaprezentuje zupełnie nowe prace Ewy Rossano, przygotowane specjalnie dla wrocławskiej publiczności. Oprócz tego pojawią się w muzealnych salach rzadko eksponowane i drogocenne zabytki muzealne, takie jak: „Zielnik” Elizy Orzeszkowej, rysunki Jana Piotra Norblina, rękopis „Raptularza” Juliusza Słowackiego, oryginalne zdjęcia Jadwigi Nowak-Jeziorańskiej czy piętnastowieczny „Almanac. Kalendarzyk francuski”.

Zielnik zawierający nadniemeńskie rośliny dekoracyjne naklejone, sporządzony przez Elizę Orzeszkową, z jej inskrypcjami, 1890, rękopis (fot. ze strony Muzeum)

Ekspozycja w Muzeum Pana Tadeusza (Oddziale Zakładu Narodowego im. Ossolińskich) prezentowana będzie w trzech salach, a każda pełnić ma inną funkcję: pierwsza stanie się wejściem do tytułowego ogrodu, druga poświęcona jest dialogowi, trzecia to moment wyciszenia i odpoczynku.

Wystawa ukazuje obiekty Ossolineum w nowym świetle, w dialogu ze współczesną sztuką, podkreślając ich ciągłość, wzajemne napięcia i współoddziaływanie. Przestrzeń wystawiennicza pozwala widzowi tkać własną opowieść, inspirować się tym, co widzi i co prezentowane obiekty otwierają w jego wyobraźni. Całość ekspozycji przypomina wielowymiarową księgę: splatają się tu wątki i bogactwo rzeźb w relacji z obiektami historycznymi, co w zamierzeniu artystki ma zachęcić do refleksji i uruchomić nieoczywiste skojarzenia.

Ewa Rossano, Dwa stawy, 2025, papier marmurkowy, listki złota, brąz, deska,
fot. Marek Cisek

Wystawa „Ogród wypowiedzianych słów” prezentowana jest w Polsce po raz pierwszy. W kolejnych miesiącach prace Ewy Rossano wyjadą z Muzeum Pana Tadeusza i będą pokazane w innych europejskich miastach, między innymi w Rzymie czy w Strasburgu, w zaadaptowanej do nowych przestrzeni wystawienniczych formie.

kuratorki: Ewa Rossano, Agnieszka Paluch, Magdalena Sudoł

identyfikacja wizualna: Agnieszka Hawałej

realizacja filmu: Sabin Kluszczyński

Użyczenie obiektów ze zbiorów Zakładu Narodowego im. Ossolińskich: Dział Sztuki, Dział Numizmatów i Pamiątek Historycznych, Dział Rękopisów, Dział Starych Druków

informacja prasowa

Relacja z wystawy - pod tym linkiem

niedziela, 25 sierpnia 2019

Wystawa KATYŃ PAMIĘTAMY – „SYNOWIE WOLNI” w Zakładzie Narodowym im. Ossolińskich (2008)

Jeśli ziarno pszenicy, wpadłszy w ziemię, nie obumrze, 
zostanie samo jedno, 
ale jeśli obumrze, przynosi plon obfity (J 12, 24)


Wystawa KATYŃ PAMIĘTAMY – „SYNOWIE WOLNI” jest  wyrazem  pamięci o zamordowanych,  znakiem, który ma ukazać  głęboki sens  tej ofiary. Jest także próbą uświadomienia współczesnym,  jak wysoką cenę ma nasza wolność.  Tę refleksję pragniemy przekazać młodym pokoleniom. Wystawę tę zorganizowałam w Nakładzie Narodowym im. Ossolińskich w 2008 roku. Jej aranżację według mojego pomysłu wykonała Agnieszka Sowa-Szenk.

Wystawa "Katyń pamiętamy - "synowie wolni", fot. Andrzej Solnica
5 marca 1940 r. został wydany w Moskwie rozkaz rozstrzelania polskich jeńców wojennych - oficerów przetrzymywanych w  obozach  w Kozielsku, Ostaszkowie i Starobielsku. W dokumencie  podpisanym przez ówczesne władze sowieckie -  członków  Biura Politycznego Komitetu Centralnego WKP wymienia się  14  700 osób znajdujących się w obozach dla jeńców wojennych oraz  11 tys. osób osadzonych  w więzieniach NKWD. Kompletne  imienne listy tej drugiej grupy skazanych do dziś pozostają nieznane.

Kopie dokumentów - rozkaz rozstrzelania polskich jeńców wojennych, fot. A. Solnica

 Tym barbarzyńskim aktem usiłowano zniszczyć polską inteligencję, unicestwić jej tradycje i skazać na niebyt historyczne pochodzenie Polaków. Wielu spośród zamordowanych to  potomkowie zasłużonych dla kultury polskiej znakomitych starych rodów.  Wszyscy byli ludźmi o wyrazistej formacji patriotycznej – niejeden z nich bezpośrednio  ze szkolnej ławy szedł do Legionów, by walczyć o niepodległość, a następnie wziąć  udział w wojnie polsko-bolszewickiej  1920 r.

Wystawa KATYŃ PAMIĘTAMY – „SYNOWIE WOLNI” jest  wyrazem  pamięci o zamordowanych,  znakiem, który ma ukazać  głęboki sens  tej Ofiary. Jest także próbą uświadomienia współczesnym,  jak wysoką cenę ma nasza wolność.  Tę refleksję pragniemy przekazać młodym pokoleniom.

Ossolineum   jako instytucja służąca polskiej kulturze, zawsze angażowało się czynnie w polską historię . Tak było zarówno w czasie powstania styczniowego, kiedy to wspierano zryw wolnościowy i drukowano ulotki o treści patriotycznej, jak też współcześnie – w okresie stanu wojennego. Instytucja – z jej piękną patriotyczną historią i tworzącymi ją wspaniałymi ludźmi – podzieliła los wielu Polaków, którzy po II wojnie musieli pożegnać Kresy, a wśród nich miasto szczególne: Lwów – na zawsze.

Biogramy jeńców zamordowanych w Katyniu, fot. A. Solnica

Biografie wielu z nich przypomina wystawa poświęcona  Zbrodni Katyńskiej. Są one osadzone właśnie w realiach przedwojennego Lwowa.  Ekspozycja jest jednocześnie próbą chrześcijańskiej refleksji   na temat faktów  historycznych, spojrzenia na nie  przez pryzmat Ofiary, której zawdzięczamy wolność.

Koncepcja wystawy ma swoje źródło w symbolice ziarna, obecnej w „Nocy listopadowej” Stanisława Wyspiańskiego i w „Dziadach cz. III” Adama Mickiewicza. W symbolice, której wykładnią  są słowa Chrystusa z Ewangelii według św. Jana:
 „Jeśli ziarno pszenicy, wpadłszy w ziemię, nie obumrze, zostanie samo jedno, ale jeśli obumrze, przynosi plon obfity” (J 12, 24)


Wystawa "Katyń pamiętamy - "synowie wolni", przedwojenny Lwów, pamiątki, fot. Andrzej Solnica

Koncepcja wystawy wykorzystuje układ i liczbę trzech „Sal pod Kopułą”.
Przestrzeń pierwszej sali to  Polska dwudziestolecia międzywojennego, przywołana wieżami i ulicami Lwowa. Wypełniają ją  fotografie i biogramy wybrane z publikacji Teofila Mikulskiego, syna  jeńca Ostaszkowa. Aby zobrazować losy polskiej inteligencji, wyeksponowano życiorysy dwóch postaci. Jedną z nich jest kpt. Stanisław Głowacki – jeniec Starobielska, zamordowany w Charkowie. Jego zdjęcia i dokumenty, a także pamiątki osobiste udostępniła nam córka Alina Głowacka-Szłapowa. W klimat tamtej epoki przenosi nas również heroiczna biografia gen. Władysława Bortnowskiego, którego album z rodzinnymi fotografiami podarowała Ossolineum jego siostra, Zofia Rodowiczowa. Generał dostał się do niewoli niemieckiej, a po wyzwoleniu z obozu przez wojska amerykańskie wyemigrował najpierw do Wielkiej Brytanii, a następnie do USA, gdzie działał w organizacjach polonijnych. Dopełnieniem ekspozycji jest oryginalna przedwojenna kurtka wojskowa ze Lwowa (własność Muzeum Militariów – Arsenału Miejskiego z Wrocławia) oraz pochodzące ze zbiorów Zakładu Narodowego im. Ossolińskich  odznaczenia wojskowe.

Wystawa "Katyń pamiętamy - "synowie wolni", fot. Andrzej Solnica

Przejście z pierwszej do drugiej sali jest symboliczną wędrówką od życia do śmierci, przestrzeń ta bowiem ewokuje wnętrze Katyńskiej Mogiły, przechowującej ziarno, „które musi obumrzeć, aby wydać plon stokrotny”. Jest też Czeluścią, o której pisał Norwid w „Bema pamięci żałobnym rapsodzie”, że przekracza ją żałobny kondukt, aby pójść dalej… Jest także Castrum Doloris – Twierdzą Boleści. Łac. „Castrum” to szaniec, zamek, twierdza. Spojrzenie na Mogiłę Katyńską jako na Castrum Doloris czyni z poległych żołnierzy bojowników reduty Rzeczypospolitej. Przemierzając tę salę, która przypomina wnętrze wielkiego sarkofagu, a zarazem szczątki „minionej” cywilizacji, możemy odczytać ważne przesłanie dla nas. W przeźroczystych kolumnach – pozostałościach tej cywilizacji – znajdują się „głosy stamtąd” – kartki i listy a także pamiętnik, które odnaleziono w czasie ekshumacji w 1943 r.

Wystawa "Katyń pamiętamy - "synowie wolni", Pieta Katyńska fot. Andrzej Solnica

Z sali drugiej do trzeciej przechodzimy od śmierci do życia, do teraźniejszości. Zmienia się także tonacja wystawy: czarno-biała i dokumentalna fotografia ustępuje kolorowej, współczesnej. Kompozycyjną dominantą tej przestrzeni jest Pieta Katyńska – symbol Pamięci i Miłości. Nad nią unosi się olbrzymi cień Anioła Śmierci – znaku istniejącego w świecie zła.  Przestrzeń Sali wypełniają fotograficzne zapisy pielgrzymek na miejsca kaźni i na Jasną Górę, dokumentacja prac związanych ze wznoszeniem Pomnika Ofiar Katynia, a także reportaż z VII Międzynarodowego Motocyklowego Rajdu Katyńskiego.  Ekspozycję fotograficzną uzupełniają publikacje,  które – z początku nieliczne i najczęściej wydawane na Zachodzie lub w tzw. drugim obiegu – stały się od lat 90. pokaźnym zbiorem głosów, próbujących opisać i skomentować owe bolesne sprawy.

Wystawa "Katyń pamiętamy - "synowie wolni", zdjęcia z pielgrzymek, plakaty z filmu "Katyń" 
A. Wajdy, publikacje na temat Zbrodni Katyńskiej,  fot. Andrzej Solnica

Układ „Sal pod Kopułą” pozwala widzowi odczytać symboliczną chronologię wydarzeń: przeszłość i teraźniejszość łączy Ofiarna Mogiła. Liczba sal ma charakter znaczący.  Arystoteles twierdził, że trójka jest liczbą doskonałą: ma początek, środek i koniec, jest więc obrazem pewnej całości. Również Ojcowie Kościoła, a wśród nich Euzebiusz z Cezarei, uważali, że trójka „odnosi się do mistycznej, Świętej i Królewskiej Trójcy. Ona to, ponieważ ma naturę nie stworzoną i bez początku, zawiera w sobie nasiona, źródło i przyczynę wszystkiego, co stworzone”.

Ufamy, że wystawa KATYŃ PAMIĘTAMY – „SYNOWIE WOLNI” stanie się inspiracją do  refleksji nad Sprawą Katyńską, szczególnie dla młodego pokolenia, do którego jest przede wszystkim adresowana wraz z towarzyszącą jej sesją.

Wystawę tę przygotowałam wraz z sesją popularno-naukową w kwietniu 2008 roku, gdy pracowałam w Ossolineum. Powyższy tekst mojego autorstwa pochodzi z katalogu wystawy. Autorką i realizatorką koncepcji graficznej ekspozycji jest Agnieszka Sowa-Szenk.

wtorek, 1 stycznia 2019

Brave Festival 2009: wystawa "Wszystkie modlitwy Rzeczypospolitej" /relacja z wystawy w ZNiO/

Prezentowana w Zakładzie Narodowym im. Ossolińskich wystawa „Wszystkie modlitwy Rzeczypospolitej” stanowi integralną część edycji  „Brave  Festival – przeciw wypędzeniom z kultury”, której hasłem przewodnim w roku 2009 są „Wszystkie modlitwy świata”. Stanowi ona zarazem niezależną całość, w której zawiera się obraz duchowości Rzeczypospolitej wielowyznaniowej, jakiej już dzisiaj nie ma.


Autorzy wystawy twórczo wykorzystali przestrzeń Sal po Kopułą, przedstawiając modlitwę jako nieustający dialog Boga i człowieka, w którym pierwsze słowo wypowiada Bóg:

 Na początku było Słowo, 
 a Słowo było u Boga, 
 i Bogiem było Słowo. 
 Ono było na początku u Boga. 
 Wszystko przez Nie się stało, 
 a bez Niego nic się nie stało, 
 co się stało. (J 1, 1-3)

   W przestrzeni pierwszej sali to Bóg- Słowo inicjuje dialog z człowiekiem, w drugiej człowiek podejmuje ów dialog odpowiadając na Słowo indywidualnie, zaś trzecia sala prezentuje relację Bóg – człowiek w wymiarze rytuału modlącej się wspólnoty. Przedstawieniom tego dialogu – Księdze i księgom -   towarzyszy dyskretny wielogłosowy śpiew: znane pieśni katolickie splatają się z pieśniami protestanckim, ormiańskimi, prawosławnymi, greckokatolickimi i żydowskimi, tworząc  wraz z obrazami wielokulturową całość.

Biblia Leopolity, pierwszy przekład Pisma Świętego na język polski.Kraków,1560-1561 r./ZNiO

    Przestrzeń pierwszej sali zatem wypełniają teksty świętych pism, począwszy od Pięcioksiągu Mojżesza z wyjątkami z Proroków -  kodeksu pergaminowego z XIV w., poprzez najstarsze tłumaczenia Biblii na język polski, po tłumaczenia wielojęzyczne. Możemy zatem obejrzeć Biblię Leopolity z 1561 r., Biblię brzeską (kalwińską) z 1563 r., Biblię nieświeską (ariańsko-socyniańską) z 1572 r., najbardziej popularną i do dziś wznawianą Biblię ks. Jakuba Wujka z 1599 r., Biblię gdańską (protestancką), a także różnojęzyczne psałterze. Pojawia się wśród tych ksiąg dwunastojęzyczne wydanie Nowego Testamentu, tzw. Biblia poliglota, niezwykłe przedsięwzięcie edytorskie epoki renesansu. Większość ksiąg natchnionych została wykonana na wysokogatunkowym pergaminie, opatrzona różnorodnymi motywami zdobniczymi: imponującymi inicjałami, miniaturami, drzeworytami i miedziorytami przedstawiającymi treści teologiczne. Zostały także wspaniale oprawione deskami obciągniętymi skórą z tłoczeniami, klamrami i okuciami.
Przyjrzyjmy się niektórym z nich.

Biblia - Pięcioksiąg napisany na pergaminie po hebrajsku i aramejsku w XV w./ZNiO
Oto Pięcioksiąg Mojżesza z wyjątkami z Proroków: niezwykły kodeks składający się z 480 kart pergaminowych zapisanych odręcznie w dwóch kolumnach. Zawiera Pięcioksiąg (Prawo Mojżeszowe)  z przekładem aramejskim, fragm.  Księgi Izajasza i Księgi Sędziów oraz fragm. Pieśni nad Pieśniami, Lamentacji oraz ksiąg: Hioba, Rut, Estery i Przysłów. Tekst obficie ozdobiono licznymi inicjałami w złocie, różu, zieleniach i niebieskościach. Przeważają symboliczne kompozycje roślinne, zwierzęce i figuralne.  Oprawę Księgi stanowi deska pokryta kozią skórą z tłoczeniami, pochodzącą z i polowy XVI w. (kodeks datuje się na XIV w.).

Bardzo ciekawą ikonografię  ma Biblia Leopolity, pierwszy polski przekład Pisma Świętego z 1561 r. Leopolita jest przeudonimem tłumacza, ks. Jana Kasprowicza Nicza vel Nycza, znakomicie wykształconego profesora Uniwersytetu Jagiellońskiego, który wprawdzie bardzo dobrze znał grekę i hebrajski, jednak przekładu dokonał z Wulgaty – łacińskiej wersji św. Hieronima.  Karta tytułowa, wykonana techniką drzeworytniczą w Drukarni Scharffenbergów, zawiera w górnej części Historię Zbawienia – od upadku Adama i Ewy, poprzez wędrówkę Narodu Wybranego prowadzonego przez Boga do Ziemi Obiecanej – do Ukrzyżowania i Powtórnego Przyjścia. Na dole strony przedstawiono w trzech odrębnych kwaterach treści teologiczne z Nowego Testamentu: Narodzenie i Mędrców ze Wschodu (Mesjasz posłany do wszystkich), Chrzest w Jordanie (objawienie się Trójcy Świętej), Ostatnią Wieczerzę (ustanowienie Eucharystii). Pomiędzy nimi, w centralnym miejscu, po lewej stronie – duża sylwetka Chrystusa jako Dobrego Pasterza, po prawej zaś – Mojżesz z tablicami przykazań, symbolizują wypełnienie się Pisma.
Warto przy tym nadmienić, że ten egzemplarz Biblii został ofiarowany Józefowi Maksymilianowi Ossolińskiemu przez Tadeusza Czackiego, współtwórcę Konstytucji 3 Maja i założyciela Liceum Krzemienieckiego.

Biblia Brzeska/Wikipedia
Obok Biblii Leopolity zobaczymy m.in. także Biblię brzeską z 1563 roku, przeznaczoną dla wyznawców kalwinizmu, Biblię nieświeską z 1572 roku (ariańsko-socyniańską) w przekładzie Szymona Budnego – wybitnego teologa arian. Możemy kontemplować pierwsze wydanie  najbardziej znanej i ciągle wznawianej Biblii w przekładzie ks. Jakuba Wujka z 1599 r.   Bibliom towarzyszą rozmaite wydania Księgi Psalmów zawierające tłumaczenia autorów mniej znanych.  Należą do nich  Jakub Lubelczyk (również współtłumacz Biblii brzeskiej) – autor pierwszego poetyckiego przekładu psalmów. Jego przekład, wydany przez Macieja Wierzbiętę, zawiera również zapis nutowy melodii. Z Lubelczykiem sąsiaduje malutkie rozmiarami wydanie psalmów w tłumaczeniu Macieja Rybińskiego - absolwenta teologii na uniwersytetach we Wrocławiu i Heidelbergu, seniora jednoty braci czeskich.
Obok polskich przekładów, w dawnej Rzeczypospolitej modlono się psalmami  w języku ormiańskim, cerkiewno-słowiańskim i wielu innych. Na wystawie znajduje się nawet Księga Psalmów w j. arabskim, wydana przez melchitów. Egzemplarz ten należał do ormiańsko- katolickiego arcybiskupa Józefa Teofila Teodorowicza, posła  do Sejmu Krajowego  we  Lwowie i Izby Panów w Wiedniu, gdzie bronił spraw polskich. Był  posłem i senatorem Rzeczypospolitej, a także odnowicielem archidiecezji lwowskiej obrządku ormiańskiego.

Koran, rękopis w języku arabskim.Imperium Osmańskie,początek XVIII w./ZNiO

  W drugiej z „Sal pod Kopułą”  zgromadzono indywidualne modlitwy  i pieśni. Obok poetyckich przekładów psalmów w różnych językach pokazano także modlitwy oryginalne, jak choćby Heynał  świtha na ranne powstanie M. Reja. Należy on do gatunku tzw. poezji hejnałowej, której nazwa wywodzi się z nawoływania wartownika wzywającego do modlitwy i pracy. Są też modlitwy  towarzyszące świętom: Kolęda. Nowe lato y szczodry dzień  Kaspra Twardowskiego, Hymn do Boga Adama Naruszewicza, Pieśni nabożne  Franciszka Karpińskiego, wśród których znajdziemy dobrze nam znane Wszystkie nasze dzienne sprawy czy Kiedy ranne wstają zorze.  
Warto zatrzymać się nad zabytkiem języka polskiego z XV wieku, jakim jest wyeksponowana w tej sali karta pergaminowa z kodeksu papierowego,  gdzie jedną ręką zapisano takie modlitwy, jak: Modlitwę Pańską, Pozdrowienie Anielskie, Skład Apostolski, Dziesięć przykazań, Dwa przykazania miłości, Prawo natury, Grzechy śmiertelne.  Teksty tych modlitw są zapisane w j. polskim, tytuły – po łacinie.  Jest także okazja, aby obejrzeć pergaminowy egzemplarz Bogurodzicy, drukowany przez J. Hallera w 1506 roku. Obok popularnych kolęd w języku polskim, jak Pieśń o narodzeniu,  wydana w 1558 roku czy Różaniec wydany w drukarni Łazarzowej w 1583 roku (jest to przekład hiszpańskiego dominikanina Luis de Granada), znajdują się tu także: Modlitwa powszechna do Trojce Swiętej przeciwko nieprzyjacielem Kościoła Świętego Marcina Lutra, polski przekład Hymnu o Nayświętszym Sakramencie Tomasza z Akwinu, z pięknym drzeworytem przedstawiającym Hostię św. nad głowami wiernych.
Hymn o Nayświętszym Sakramencie  św. Tomasza z Akwinu


Warto też  zatrzymać się chwilę nad XVII-wiecznym wydaniem  Cherubinowego Wędrowca Angelusa Silesiusa, żeby kontemplować miedziorytowy frontyspis Tobiasa Sadelera według projektu Michaela Willmanna, przedstawiający wędrówkę ludzkiej duszy ku Bogu. Symbolizująca ową duszę kobieta unoszona jest na grzbiecie orła ku Boskiemu światłu.

Angelus Silesius, Cherubinowy wędrowiec
Sporo pokazanych na wystawie modlitewników ma charakter okolicznościowy. Są to np. Modlitwy dla mężatek, Pieśń na dziękczynienie czy Nabożeństwo podczas wojny chrześcijańskiey przeciw  Saracenom, Roku Pańskiego 1188…Wielką popularnością cieszyły się też modlitwy maryjne, jak ta, w której wierny  oddaje się pod Jej opiekę Przeciwko morowemu powietrzu.

Antyfonarz z Gryfowa Śląskiego, 1397 r., ZNiO
   Trzecia sala ekspozycyjna gromadzi  rękopisy i druki liturgiczne.  Są one umiejscowione wokół centralnego miejsca tej przestrzeni, jakim jest imitacja ołtarza, spełniająca jednocześnie rolę ekranu, z wyświetlającymi się na nim obrazami przedstawiającymi Świętą Historię. Towarzyszy nam muzyka sakralna. Wśród zaprezentowanych tu obiektów znajdziemy księgi liturgiczne należące do różnych obrządków,  wydane są z wielką starannością.  Uwagę zwraca szczególnie piękny Antyfonarz  - rękopis łaciński, zawierający teksty i nuty pieśni kościelnych.  Powstał w 1397 r. na polecenie Henryka z Greuebergu (Gryfów Śląski).

Spośród zaprezentowanych mszałów uwagę przykuwa Mszał wrocławski, zawierający teksty Mszy świętej w porządku  roku liturgicznego, a ponadto msze za świętych  i za zmarłych. Jest to pierwszy mszał wydany w Polsce (Kraków 14 maja 1505 r.), przeznaczony dla utworzonej w 1000 roku diecezji wrocławskiej. Obok niego – Mszał łaciński, XIV-wieczny rękopis bogato iluminowany.

Triod kwietny, księga liturgiczna w języku cerkiewno-słowiańskim.Kraków, 1492 r., ZNiO
W tej wielokulturowej perspektywie zaprezentowano też księgi liturgiczne innych wyznań: Służebnik – księgę liturgiczną Kościoła grekokatolickiego, Torę – zwój pergaminowy z XIX wieku nawinięty na drążki, a także Koran – XVIII-wieczny rękopis w j. arabskim, bogato ilustrowany stylizowaną ornamentyką roślinną. Całości dopełniają modlitewniki, m.in. pięknie iluminowany Brewiarz rzymski z XIV w., zawierający inicjały i miniatury ze scenami z życia Chrystusa. Zobaczyć można również pochodzący z XVI w. pierwszy  modlitewnik dla kobiet, dedykowany królowej Annie Jagiellonce, żonie Stefana Batorego, zatytułowany Modlitwy nabożne wszem białym głowam należące.

Na wystawie nie mogło zabraknąć szczególnego modlitewnika, a mianowicie O naśladowaniu Chrystusa Thomasa á Kempis, niemieckiego teologa i mistyka. Prezentowany egzemplarz został wydany w XVII w.

Nie sposób w tak ograniczonej formie opisać walory wystawy "Wszystkie modlitwy Rzeczypospolitej" i chyba nawet nie należy tego robić… Wystawy tej trzeba bowiem doświadczyć i kontemplować ją.

Artykuł ukazał się na łamach portalu Sztuka.pl w 2009 roku.

czwartek, 28 grudnia 2017

Boże Narodzenie w literaturze i sztuce

Celem malarstwa religijnego było poznawanie Pisma Świętego, krzewienie wiary, niesienie pociechy duchowej. Czy dziś potrafimy je właściwie interpretować?


Boże Narodzenie, Francesco di Giorgio Martini ( Siena 1439–1501) 


W zbiorach Zakładu Narodowego im. Ossolińskich znajduje się bogata kolekcja rękopisów, rysunków  i grafik  o tematyce  Staro- i Nowotestamentowej. Są to wspaniałe miedzioryty niderlandzkie oraz rysunki ze zbiorów Muzeum Książąt Lubomirskich, ponadto piękne stare rękopisy iluminowane oraz całkiem współczesne, jak notatki Romana Brandstaettera do „Kręgu biblijnego” i „Jezusa z Nazaretu” czy rękopis „Pokłonu Trzech Króli” Jana Parandowskiego. W Dziale Starych Druków z kolei znajdziemy wielką obfitość grafik, głównie miedziorytów i drzeworytów, którymi ilustrowano zarówno Biblie, jak też dzieła o ambicjach naukowych, np.  „Physica Sacra” Johanna Jacoba Scheuchzera.

Sztuki wizualne, obrazujące dzieje Izraela, a także żywot Jezusa Chrystusa, powstawały z myślą o kościołach, klasztorach lub prywatnych miejscach kultu. Do czasów soboru trydenckiego (XVI w.) artyści tworzyli w oparciu o źródła biblijne, a także apokryfy oraz średniowieczne adaptacje i interpretacje Świętej Historii. Po soborze dzieła religijne czerpały natchnienie głównie z Pisma Świętego, a jeśli tego nie czyniły, ich autorzy mieli z tego powodu problemy, czego doświadczył m.in. Caravaggio.
  
Dzięki obrazom osoby nie umiejące czytać poznawały treść Pisma Świętego z obrazów,  miniatur, fresków, rzeźb i innych dzieł sztuki. Celem malarstwa religijnego było zatem poznawanie Pisma Świętego, krzewienie wiary, niesienie pociechy duchowej. W czasach współczesnych znajomość Pisma Świętego, jak i ikonografii (czyli tematu i sposobu jego realizacji), wymaga – jak każda dziedzina – studiowania, dla poznania i głębszego zrozumienia. Bez tej wiedzy człowiek porusza się w obszarze architektury i sztuki religijnej zupełnie nieświadom, jakie niesie ona treści.


Narodzenie



Narodzenie, Mszał łaciński, kodeks pergaminowy z XIV w.Dział Rękopisów Zakładu Narodowego im. Ossolińskich

          Do najstarszych ilustracji przedstawiających życie Jezusa Chrystusa należą rękopisy iluminowane, głównie brewiarze. Miniatura przedstawiająca Narodzenie pochodzi z kodeksu pergaminowego z XIV w. – z Mszału łacińskiego. Składa się on z kalendarza i właściwego mszału zawierającego teksty mszalne na różne święta. Kodeks jest pisany w dwóch kolumnach na stronie i bogato iluminowany  Zawiera też inicjały w kolorze czerwonym, niebieskim i złotym. Szczególną ozdobą są kolorowe miniatury zawierające sceny z życia Chrystusa i świętych. Słowo iluminacja wywodzi się od łacińskiego illuminare (rozświetlać) i pierwotnie oznaczało bogate zdobienie powierzchni kart publikacji złotem. Miniaturą była ręcznie malowana ilustracja lub inicjał w średniowiecznym tekście rękopiśmiennym lub małych rozmiarów malowidło, zazwyczaj portretowe, wykonane na pergaminie, w kości słoniowej, metalu czy porcelanie. Zdobienie książek rękopiśmiennych miniaturami zaczęło się od Karola Wielkiego, który zlecił wykonanie kilku wspaniale iluminowanych łacińskich Biblii. Wysyłał artystów do Rawenny, gdzie mogli studiować chrześcijańskie i bizantyjskie malowidła ścienne i mozaiki, stąd widoczna w tych księgach tradycja bizantyjska, w połączeniu z elementami wczesnochrześcijańskimi, anglosaskimi i germańskimi.

     W scenie Narodzin pochodzącej z Mszału łacińskiego  w centrum obrazu klęczy Matka Boża z pobożnie złożonymi rękami, wpatrzona w Dzieciątko. Za Nią stoi św. Józef. Rysunek nieco uproszczony, natomiast intensywne i symboliczne są kolory: lazur i złoto szat Matki Bożej oraz złota aureola wokół Jej głowy, Dzieciątko nie jest owinięte w pieluszki, jak głosi tekst Ewangelii św. Łukasza, ale nagie, otoczone blaskiem świętości, która spływa z nieba i której źródłem jest także Ono samo. Święty Józef odziany jest w czerwony królewski płaszcz, spod którego widać niebieską szatę. Poza wiatą stajenki, oddzielone płotem, stoją osioł i wół – zwierzęta stanowiące dwa najpopularniejsze motywy apokryficzne towarzyszące narodzinom Jezusa, a będące nawiązaniem do proroctwa Izajasza: Wół rozpoznaje swego pana i osioł żłób swego właściciela (Iz 1,3)

  
Narodzenie, Breviarum cum callendario Gallico, kodeks pergaminowy z XIV w., Dział Rękopisów ZNiO
           Równie piękne, choć nieco odmienne w sposobie przedstawienia Narodzenie zobaczymy na innym kodeksie pergaminowym z XIV w., a mianowicie w Breviarum cum callendario Gallico. Miniatura przedstawiająca Narodzenie ukazuje w centrum  królewskie łoże, na którym spoczywa Dzieciątko w złotej aureoli. Obok łoża klęczy Matka Boża z nimbem świętości, ubrana w królewskie szaty: złoto i błękit. Tren szaty podtrzymuje anioł, drugi klęczy za łożem. Po prawej, na pierwszym planie przykląkł przy Dzieciątku św. Józef ubrany w niebieską szatę, podobnie  jak Maria,  i z pobożnie złożonymi rękami. Taka idealizacja obrazu może sugerować, że „nastało już Królestwo Niebieskie”. Nad tak przedstawioną sceną namalowano Boga Ojca, który – czule uśmiechnięty – błogosławi Syna. W bordiurze uważny obserwator dostrzeże kilkukrotnie powtarzającą się nagą sylwetkę człowieka , po drugiej zaś stronie motywu kwiatowego, który kształtem swym przypomina krzyż, znajdujemy sylwetkę orła. Człowiek, lew, orzeł i wół, oznaczający ewangelistów, symbolizują zarazem osobę Chrystus. Według Grzegorza Wielkiego – wół Jego cierpliwość, lew – Boską moc, orzeł – Jego powrót do nieba, skąd przyszedł. Postać pawia natomiast jest symbolem  nieśmiertelności i życia wiecznego.

Tekst pod miniaturą rozpoczyna ozdobny inicjał „D” (Deus). Całość została ujęta w dekoracyjną bordiurę roślinną, w dominujących kolorach grubo kładzionego złota, niebieskości i czerwieni, które w czasach starożytnych oznaczały bogactwo i królewskość, w przypadku zaś starożytnego Izraela  sugerowały, że Jahwe jest potężnym królem. Stajenka, wół i osioł stanowią dla tej sceny rodzaj tła.


Święta Rodzina


        W zbiorach grafiki Muzeum  Książąt Lubomirskich znajdziemy także  artystycznie dojrzałe i interesujące ujęcia  Świętej Rodziny.   Przedstawienie Świętej Rodziny należało do ulubionych tematów sztuki dojrzałego renesansu. Najwybitniejsi artyści chętnie malowali Maryję z Dzieciątkiem i św. Józefem, dodając często chłopięcą postać św. Jana Chrzciciela. Temat ten pozwalał na ukazanie ciepła wzajemnych relacji, ważności rodziny w kształtowaniu dziecka, ponadto zaś potwierdzał ludzki wymiar Bożego Syna.

Hendrick Goltzius, Święta Rodzina, 1593, miedzioryt ze zbiorów grafiki Muzeum Lubomirskich

Na  XVII-wiecznej grafice Hendrika Goltziusa   przedstawiono Świętą Rodzinę nieco odmiennie niż na  XIX-wiecznym rysunku Cypriana Kamila Norwida. Hendrik Golzius (1558-1617), holenderski rytownik i malarz okresu baroku, autor rycin z serii „Życie Marii”, jak wielu malarzy niderlandzkich i włoskich, wprowadza do biblijnego tematu koloryt lokalny. W centrum przedstawienia znajduje się Matka Boża – oparta o drzewo, boso, w stroju wiejskiej dziewczyny, wpatruje się z uśmiechem w Dzieciątko, które czule przytula Jana Chrzciciela. Nad nimi – św. Józef, który stojąc przy drzewie, pochylony, obserwuje z uśmiechem sielankową scenę. Rozgrywa się ona w ogrodzie przed domem oplecionym bluszczem, który symbolizuje życie wieczne i odradzanie. Umieszczenie postaci w ogrodzie jest zresztą przywołaniem rajskiego ogrodu, Maria bowiem jest Nową Ewą, a Chrystus - Nowym Adamem. Może to być także hortus conclusus – „ogród zamknięty”, jak w wielu przedstawieniach z Maryją. Byłoby to z kolei nawiązanie do Pieśni nad Pieśniami (Ogrodem zamkniętym jesteś, siostro ma, oblubienico, ogrodem zamkniętym, źródłem zapieczętowanym, PnP 4,12). We framudze okiennej – pręgowany kot, często występujący w scenach z Maryją, w sztuce symbol złego ducha, tutaj zdaje się być pozbawiony takich konotacji. W tle – podobnie jak w wielu obrazach renesansowych – swojski krajobraz. Miedzioryt powstał na podstawie projektu z 1593 roku.

Cyprian Kamil Norwid, Święta Rodzina, 1855, rysunek ze zbiorów grafiki Muzeum Książąt Lubomirskich 

     Znacznie późniejszy jest rysunek ołówkiem C.K. Norwida,  powstał bowiem w 1855 roku. Matka Boska z Dzieciątkiem na kolanach siedzi w ogrodzie przed domem, obok Niej mały Jan Chrzciciel, do którego Jezus wyciąga dłoń, pragnąc jakby odebrać mu kielich (męczeństwa?). W lewej ręce Chrystus trzyma nożyce – symbol śmierci w sztuce sepulkralnej. Tutaj jednak może oznaczać, że oto narodził się Ten, który „zerwał pęta śmierci” Z tyłu, po lewej stronie, stoi w progu domostwa św. Anna, z prawej natomiast św. Józef. Szaty dorosłych postaci są obszerne i fałdziste, stylizowane na wschodnie, podczas gdy dzieci zaś są nagie.

Artykuł, w nieco zmienionej postaci, ukazał się w "Nowym Życiu", w grudniu 2010 r.


sobota, 28 października 2017

Twarze Pana Cogito - Zbigniewowi Herbertowi

Kto pisał nasze twarze (…)

Zaprezentowany tekst pochodzi z katalogu wystawy, którą przygotowałam (wraz z sesją popularnonaukową) w Zakładzie Narodowym im. Ossolińskich, z okazji 10. rocznicy śmierci Zbigniewa Herberta. Rok 2008 został wówczas ogłoszony Rokiem Herberta. 


Zbigniew Herbert, fot. Witold Skotnicki , Reuters  Forum


Twarze Pana Cogito
 Tak, w tej twarzy możemy ujrzeć, zachwyceni,
Naszych własnych żywotów dawne, czyste rano…
William Shakespeare, Sonet 68
Kto pisał nasze twarze…?

Zazwyczaj nie zajmujemy się tym, kto „pisze nasze twarze”, z reguły bowiem interesuje nas sam tekst – to, co można z twarzy wyczytać, a więc wiedza o człowieku. Rodzi się zatem pytanie: czy twarz jest wiernym odbiciem ludzkiego wnętrza, czy też nie da się jej przeniknąć? Wielu autorów optymistycznie zakładało, że twarz jest rodzajem otwartej księgi, stanowi frontyspis człowieka. Angielski poeta metafizyczny doby baroku John Donne uważał, że Cały świat jest wielką księgą, a człowiek indeksem do tej księgi; nawet jego ciało może być całym światem. Twarz jest zatem księgą, z której można „odczytać”, jaki jest człowiek: co myśli, co czuje, jaka jest jego historia – szczęśliwa czy tragiczna. Zgodnie bowiem z takim podejściem,  Twarz jest obrazem duszy, a oczy jej tłumaczem (Cycero). Twarz zatem jest nie tylko księgą, jest także zwierciadłem (duszy).

Metafora „pisać twarz” sugeruje, że twarz jest tekstem, który ma wielu autorów. Herbert nawiązuje do tego poglądu w charakterystyczny dla siebie sposób: dystansując się doń za pomocą ironii i żartu. Twarz jest dla niego spadkiem po praszczurze. Jak w sonecie Shakespeare`a, doświadczenie twarzy wprowadza nas w przeszłość – odkrywamy „rano” naszego istnienia  Historia twarzy Pana Cogito jest bardzo bogata i tego się w żaden sposób zatrzeć nie da. Warstwy kultury wprawdzie ją przysłaniają, ale wystarczy wnikliwiej przyjrzeć się sobie, aby stwierdzić, że przodkowie wpadli w próżnię by powrócić we mnie…  I tak oglądając przed lustrem twarz odziedziczoną Pan Cogito doświadcza, że przeszłość – cała historia ludzkości – jest w nas i że nie da się tego w żaden sposób ukryć nakładając na twarz mikstury nabyte w salonach sztuki. Są powierzchowne jak każdy makijaż.

wystawa Twarze Pana Cogito, fot. Andrzej Niedźwiedzki

Samo słowo twarz[1]  powiązane jest etymologicznie z tworzeniem, pochodzi bowiem od starocerkiewnego twar – dzieło oraz zbliżonego twor – stworzenie. Podobnie w łacinie facere znaczyło tworzyć, robić, a z niego powstały francuskie i angielskie określenia twarzy. Można zatem powiedzieć, że w różnych językach twarz jawi się jako coś stworzonego – jako dzieło. Twarz zatem jest stworzona przez Stwórcę – jest Jego dziełem.

U Herberta nie znajdziemy jednak jednoznacznej i wyczerpującej wypowiedzi na temat kto pisał nasze twarze. Odpowiedzi na to fundamentalne pytanie musimy już poszukiwać sami – to zadanie każdego Cogito. Możemy jednak przyjrzeć się, kim jest Pan Cogito Herberta. Kogo zobaczymy, kiedy spojrzymy na jego twarz w lustrze?
Zapewne ujrzymy – jak to sugeruje tytuł jednego z wierszy –
 „Poetę w pewnym wieku”, który
zamiast hodować
bratki i onomatopeje
sadzi kolczaste eksklamacje
inwektywy i traktaty

Kto jednocześnie, starzejąc się, zachował zdolność zdziwienia, z którego wyrasta mądrość:

ogląda o świcie
swoją rękę
dziwi się skórze
podobnej do kory
                                            i … młodość:
na tle młodego błękitu
białe drzewo jego żył

Poeta  próbuje opisać świat, ale wielka poezja istnieje w samej naturze:

Niezmordowana jest oracja światów
(…)
i dalej toczą się pioruny kwiatów oratio traw oratio chmur
  mamroczą chóry drzew spokojnie płonie skała
  ocean gasi zachód dzień połyka noc i na przełączy wiatrów
  nowe wstaje światło
                                „Poeta rozważa różnicę między głosem ludzkim a głosem przyrody”  
     
 wystawa Twarze Pana Cogito, fot. Andrzej Niedźwiedzki

Mimo to Pan Cogito chciałby do końca śpiewać urodę przemijania ( „Pan Cogito a długowieczność”).
Na spotkaniu autorskim, które miało miejsce w 1972 roku w siedzibie Miesięcznika „Odra” we Wrocławiu Zbigniew Herbert wyraził ekspressis verbis jak pojmuje rolę poety i twórczości („kultury”, jak to szerzej określił):

Sferą działalności poety (..) – r z e c z y w i s t o ś ć, uparty dialog człowieka z otaczającą go rzeczywistością konkretną, z tym stołkiem, z tym bliźnim, z tą porą dnia, kultywowanie zanikającej umiejętności kontemplacji. A przede wszystkim – budowanie wartości, budowanie tablic wartości, ustalanie ich hierarchii, to znaczy świadomy, moralny ich wybór z wszystkimi życiowymi i artystycznymi konsekwencjami, jakie z tym są związane – to wydaje mi się podstawową  funkcją kultury”[2]

 Poeta to jedno z wielu odbić w lustrze twarzy Pana Cogito. Twarz Poety wydaje się być pierwszoplanowa, bo najmocniej związana z tajemnicą tworzenia, a więc z tym, co prymarne, esencjonalne. Poeta ma także do odegrania rolę historyczną.  Tom wierszy „Pan Cogito” kończy „Przesłanie Pana Cogito”. Pierwszy i ostatni wiersz to droga od refleksji (autorefleksji) do powinności moralnej. Wszystkie rozważania Pana Cogito nie są „czystymi spekulacjami”, lecz zmierzają do „budowania tablic wartości”, jak określa powinności poety Herbert. Doświadczenie i towarzysząca mu refleksja służą temu, aby trwać przy wartościach, to znaczy „iść wyprostowanym” i „być wiernym”.

wystawa Twarze Pana Cogito, fot. Andrzej Niedźwiedzki

Inna twarz Pana Cogito to  Cogito Podróżnik.

Cieszył się wędrówką do nieznanych miejsc, oglądaniem nieznanych rzek, a trudy wynagradzała mu pasja poznania. (Owidiusz)[3]
Podróż[4] jest jednym z najbardziej uniwersalnych toposów w kulturze. Najogólniej,  symbolizuje ludzkie życie. Fundamentalnym tekstem w kulturze europejskiej, z  którego czerpią wszystkie następne, jest Odyseja Homera. Odyseusz Herberta – Pan Cogito – czerpie z podróży niezliczone dobrodziejstwa, toteż prezentuje je w formie hymnu pochwalnego. Jest więc zaduma nad urodą świata, wdzięczność za to, że można było doświadczyć piękna i brzydoty różnych miejsc, spotkań z dobrymi i mądrymi ludźmi. W Modlitwie pojawia się na koniec prośba niosąca głębokie humanistyczne przesłanie:

żebym rozumiał innych ludzi inne języki inne cierpienia
a nade wszystko żebym był pokorny to znaczy ten który
pragnie źródła

W istocie bowiem podróż jest powrotem do źródła…
Podróże Herberta zaowocowały trzema cyklami esejów: „Barbarzyńca w ogrodzie” jest wyprawą do źródeł europejskiej cywilizacji, „Martwa natura z wędzidłem” skrywa  pod opisami dzieł sztuki i ludzkimi historiami wnikliwe studium przemocy, „Labirynt nad morzem” natomiast jest wyprawą do źródeł mitologii. Ślady tych podróży odnaleźć można również w poezji. Pan Cogito z tomu „Raport z oblężonego miasta” wraca do kraju odmieniony swymi podróżami:  przywiązał się tylko do kolumny doryckiej, w brzydkim mieście Manchester odkrył ludzi dobrych i rozumnych, pomyślał że Duccio van Eyck Bellini malowali także dla niego, nie zrozumiał do końca Akropolu, który cierpliwie odkrywał przed nim okaleczone ciało…
Innym, niezwykle ważnym motorem  podróży jest przekonanie, że skoro został wybrany (…)  w grze ślepego losu, to musi wyborowi temu nadać sens, odebrać mu jego przypadkowość i dowolność (…).Wyobrazić sobie, że jest delegatem czy posłem tych wszystkich, którym się nie udało. (…) zapomnieć o sobie, wysilić całą wrażliwość i zdolność rozumienia, aby Akropol, katedry, Mona Liza powtórzyły się w nim na miarę oczywiście jego ograniczonego umysłu i serca. I żeby to, co z nich pojął, potrafił przekazać innym[5].

Swoje podróże odbywa Herbert z nieodłącznym notatnikiem – jak to czyniło wielu pisarzy przed nim, dość wymienić J. Słowackiego czy J.W. Goethego. Skrótowy zapis tego, co się widzi, zespolenie obrazu i pisma są czymś naturalnym, pierwotnym. Herbert – podróżnik pozostawił setki szkiców. Skrupulatnie je przechowywał, więc uchowały się nawet najdrobniejsze notatki – czasem zdanie albo słowo, szkic lub jego zaczątek, niekiedy puste strony, jakby w oczekiwaniu na zapis… Taka twarz Herberta-rysownika, mało znana, odkrywa się dopiero od niedawna przed czytelnikami. Herbert kopiujący mistrzów,  szkicujący detale, twarze, pejzaże…

Choć Herberta postrzegamy przede wszystkim jako poetę, to przecież warto przypomnieć, że pierwszym utworem zaprezentowanym przez niego publicznie był dramat Jaskinia filozofów, który ukazał się po raz pierwszy drukiem w 1956 r. w „Twórczości”.. Tytuł nawiązuje do przypowieści z VII księgi Państwa Platona, ale owa jaskinia jest metaforą systemu, który bohatera więzi i chroni jednocześnie. Entuzjastycznie pisze o dramacie Jerzy Zawieyski w Dzienniku:

Wzrusza samotność Sokratesa, niemożność porozumienia się ze światem, nawet z uczniami, nawet z Platonem. Cudowne słowo poetyckie, trafne, wysnute z mowy codziennej, splecionej ze słownictwem abstrakcyjnym, filozoficznym.[6]

wystawa Twarze Pana Cogito, fot. Andrzej Niedźwiedzki

Herbert – dramaturg to także autor słuchowisk: Rekonstrukcja poety, Drugi pokój, Lalek oraz Listy do czytelników.
Homer – bohater „Rekonstrukcji poety” symbolizuje twórcę, ale też każdego człowieka, który dokonuje trudnych wyborów, będąc w jakimś sensie ślepcem. Jacek Łukasiewicz[7] w swojej monografii poświęconej Herbertowi nazywa obydwa teksty słuchowiskami-przypowieściami, w przeciwieństwie do słuchowisk-reportaży, jak określa trzy kolejne dramaty. Wszystkie je jednak łączy współczucie dla bohaterów, którzy wyznaczają miary moralne, obnażają cudze podłości, wady czy tylko niedostatki umysłów i sumień.[8]
Nietrudno rozpoznać w bohaterach dramatów kolejne twarze Pana Cogito…

Na koniec warto byłoby odsłonić twarz Herberta – epistolografa. W zależności od osoby adresata, w lustrze pojawiają się różne twarze piszącego. W listach do Henryka Elzenberga będzie to – jak sam siebie nazywa – uczeń, krnąbrny uczeń, szczerze oddany uczeń, kochający uczeń, tępy uczeń. W relacjach z Mistrzem autor przybiera rolę ucznia. W relacjach z innymi pisarzami będzie to Herbert-pisarz, ale i Herbert-przyjaciel. 
W listach do Stanisława Barańczaka żartuje na swój temat po ukazaniu się Uciekiniera z utopii:
Dialog z Tobą musi z konieczności przypominać dialog żaby z Lineuszem. Wiedz, proszę, że żaba jest Ci wdzięczna, żeś zechciał wyjaśnić jej niejasną anatomię, fizjologię, kumkanie (…)[9]

Zdarza się nawet, że twarz przybiera wygląd „pyska”, jak to ma miejsce w korespondencji z Magdaleną i Zbigniewem Czajkowskimi. Herbert nazywa swoich wieloletnich przyjaciół Kochanymi Zwierzątkami,[10]podpisując się jako Wasz Zbigniew (z rysunkiem miniaturowego psa), Dziubdziuś, Ober-Dionizos, Wasz Zbigniew-brat mleczny…

Choć listy Herberta przybliżają jego postać i czynią ją w jakimś sensie bardziej prywatną, to jednak i one nie pozwalają dotrzeć do ostatecznej prawdy o nim. Być może taka prawda w ogóle nie istnieje. Są tylko twarze – kreacje Pana Cogito, kreacje Herberta…
To, co tajemnicze w każdej silniejszej osobowości, nie otworzy się przed nami tylko dlatego, że człowiek, który nosił w sobie tę tajemnicę, już nie żyje…[11]

wystawa Twarze Pana Cogito, fot. Andrzej Niedźwiedzki

Zakończenie, czyli o kulisach wystawy „Twarze Pana Cogito”.

Pomysł stworzenia wystawy poświęconej twórcy Pana Cogito  powstał jeszcze zanim ogłoszono Rok Herberta. Kiedy to się stało, uznałam, że jest realna szansa na jego spełnienie. Tematem miały być podróże Pana Cogito. Zauroczona krakowską wystawą  poświęconą Stanisławowi Wyspiańskiemu, zapragnęłam zrobić „moją” z autorami tamtej, panami Januszem i Pawłem Wałkami. Przekonywanie trwało kilka miesięcy, ale cierpliwość została nagrodzona. Okazało się natomiast, że z panią Dorotą Pieńkowską, autorką dwóch wystaw poświęconych Herbertowi w Muzeum Literatury, łączy mnie nie tylko miłość do kotów… Tak oto temat wystawy „Podróże Pana Cogito” okazał się nieaktualny i należało poszukać innego. I wtedy natknęłam się na wiersz „Twarze Pana Cogito”… Pomyślałam: oto wspaniały uniwersalny, a zarazem „Herbertowski” temat. Twarz człowieka, Każdego, także lub może przede wszystkim – twarz Herberta i jego literackiego porte parole.

Ponieważ ascetycznie skupiłam się na postaci Pana Cogito, toteż bolesne ograniczenie zrekompensowałam uchylając nieco drzwi prowadzące do Herberta-eseisty, dramaturga, rysownika, korespondenta... Tak powstał program sesji popularnonaukowej, a także  „opowieść o Herbercie” w formie teatralnej i filmowej.
Zanim jednak zaczęliśmy nasz październikowy ossoliński „festiwal Herbertowski”, na wrocławskie ulice wylało się trochę poezji, a spotkanie literackie w Bibliotece im. Stefanyka we Lwowie (dawna siedziba Ossolineum) pozwoliło odwiedzić ukochane Herbertowskie Miasto, w którym nie ma
ani jednego cienia z domu mego
ani drzew dzieciństwa
ani krzyża z żelazną tabliczką
ławki na której szeptałem zaklęcia
kasztany i krew
ani też żadnej rzeczy która nasza jest
                                 „Pan Cogito myśli o powrocie do rodzinnego miasta”





[1] Limon J. Czytanie twarzy w: Twarz. Punkt po punkcie, Gdańsk 2000
[2] Wstęp do: Herbert Z. Poezje, Warszawa 1998
[3] Owidiusz, Metamorfozy 4, 294,
[4] Kopaliński Wł. Słownik symboli, Warszawa 2006
[5] Herbert Z., Duszyczka, w: Labirynt nad morzem, Warszawa 2000
[6]  Zbigniew Herbert, Jerzy Zawieyski, Korespondencja 1949-1967, Warszawa : Biblioteka "Więzi", 2002. 
[7] Łukasiewicz J. Herbert, Wrocław 2001
[8] Tamże, s.65
[9] Zbigniew Herbert / Stanisław Barańczak, "Korespondencja (1972-1996)", Zeszyty Literackie 2005
[10] Magdalena Czajkowska we wstępie do wydania zbioru listów „Herbert i Kochane Zwierzątka” tak wyjaśnia pochodzenie tego zwrotu: „Zaczęło się chyba od naszego pięknego wilczura, którego nazwaliśmy Burkiem, aby mu jego wspaniały rodowód nie uderzył do głowy. Burek był uroczy, mądry, a ludzkim głosem nie mówił tylko dlatego, że nie chciał. Miał zwyczaj, kiedy mu było smutno, podchodzić do kogoś z nas i podawać łapę. Trzeba go było za tę łapę trzymać i mówić – cicho i łagodnie – wszystko jedno co. (…) Chodziło bowiem o ton głosu. Burek słuchał, słuchał, marszczył czoło (co powodowało takie śmieszne skrzyżowanie uszu – składały się jak nożyczki), po czym  zły nastrój mu przechodził, Burek zrywał się i znów był pełnym życia i energii wilczurem. Zbyszek Herbert bardzo go polubił. Stwierdził, że wszyscy jesteśmy jak zwierzątka, które muszą się trzymać za łapę wobec przeciwności losu, i odtąd większość listów do nas zaczynał słowami „Kochane Zwierzątka”.

[11] Zagajewski A., Początek wspominania, „Zeszyty Literackie”, nr 68, s.64

Autorem zdjęć z wystawy "Twarze Pana Cogito" jest Andrzej Niedźwiedzki.

Mozart – "Requiem" w Narodowym Forum Muzyki /zapowiedź/

6 listopada o 19.00 w Narodowym Forum Muzyki angielski dyrygent Jonathan Nott, uznawany za wybitnego interpretatora muzyki współczesnej, pod...

Popularne posty