Pokazywanie postów oznaczonych etykietą esej. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą esej. Pokaż wszystkie posty

sobota, 15 lutego 2020

Wizerunki aniołów w literaturze i sztuce

Anioły na obrazach dawnych malarzy są piękne, dlatego często zapominamy, że są niematerialne i że ich piękno ma charakter duchowy. Sztuka próbuje dokonać rzeczy niemożliwej: pokazać coś, czego nie widać i powiedzieć nam przy tym coś istotnego. 

Św. Michał Archanioł,  Angelo Bronzino (1503–1572),
fresk w kaplicy Eleonora Toledo w Palazzo Vecchio we Florencji

Nazwy aniołów i ich rola


  Większość z nas wyobraża sobie anioła jako zwiewną istotę ze skrzydłami. Taki wizerunek anioła utrwalił się dzięki dawnym mistrzom. Kiedy mowa o aniele Gabrielu, widzimy go oczami wyobraźni Leonarda da Vinci albo Boticcellego: klęczy przed Marią, ubrany w piękny renesansowy strój, ze skrzydłami lekko uniesionymi, jakby dopiero sfrunął na ziemię. Anioły na obrazach dawnych malarzy są piękne, dlatego często zapominamy, że są niematerialne i że ich piękno ma charakter duchowy. Sztuka próbuje dokonać rzeczy niemożliwej: pokazać coś, czego nie widać i powiedzieć nam przy tym coś istotnego.

Wyobrażenia aniołów pochodzą ze Starego i Nowego Testamentu, ale każda epoka próbowała zinterpretować je zgodnie ze swoim światopoglądem. Najbardziej spopularyzował wizerunek anioła renesans. Portrety aniołów Leonarda da Vinci czy Rafaela do dziś uchodzą za najwybitniejsze dzieła sztuki o tej tematyce.

Słowo anioł jest określeniem funkcji. W języku hebrajskim mal’ak, greckim angelos oznacza posłańca, wysłannika. Dlatego też anioły przedstawiano przede wszystkim jako skrzydlatych posłańców Boga.

       Spośród wielu aniołów szczególnie wyróżniają się archaniołowie, znajdujący się najbliżej Boskiego tronu. Wśród nich jest Rafael, którego imię oznacza ‘uzdrowienie, lekarstwo Boże’. Z kolei archanioł Michał uważany jest za przywódcę wojsk niebiańskich. Jego imię oznacza ‘Któż jest jak Bóg?’. Postać tego anioła  pojawia się zwłaszcza w scenach Sądu Ostatecznego, kiedy pokonuje bestię. Archanioł Gabriel, którego imię oznacza ‘mąż silny’ albo ‘Bóg jest mocny’, wielokrotnie spełniał rolę boskiego posłańca, między innymi w Nowym Testamencie zwiastował narodziny Jana Chrzciciela i poczęcie Mesjasza.Ostatnim z archaniołów jest Uriel, którego imię oznacza ‘Światło Boga’.

Co możemy jednak powiedzieć na temat wyglądu anioła na podstawie tekstu źródłowego, jakim jest Biblia? Otóż Stary Testament nie daje nam opisu zewnętrznej postaci anioła. Będąc istotą niematerialną, przybiera on niekiedy jakąś postać, by ułatwić człowiekowi obcowanie ze sobą. Tak było w przypadku anioła Rafała, który wcielił się w postać Azariasza – krewnego Tobiasza.
Czasami anioł miał jakiś szczególny wygląd, o czym świadczy fragment Ks. Daniela: „Lecz widzę czterech mężów rozwiązanych, przechadzających się pośród ognia i nie dzieje się im nic złego; wygląd czwartego przypomina anioła” (Dn 3,92).

Jan Lebenstein, Anioł Apokalipsy, ilustracje do wydania Ks. Apokalipsy w tłum. Cz. Miłosza

Jednak pełny opis anioła odnajdziemy dopiero w Apokalipsie św. Jana:

”I ujrzałem innego potężnego anioła, zstępującego z nieba, obleczonego w obłok, tęcza była nad jego głową, a oblicze jego było jak słońce, a nogi jego jak słupy ogniste, i w prawej ręce miał otwartą książeczkę. Nogę prawą postawił na morzu, a lewą na ziemi (Ap 10,1-3). Jednak i ta wspaniała wizja wymaga od zwykłego śmiertelnika niemałej wyobraźni.

Wizerunki aniołów odnajdziemy w sztuce począwszy od starożytności, a na współczesności kończąc. Jest to motyw popularny i nośnik różnych treści. Także pozareligijnych i związanych z kulturą masową. Najstarsze przedstawienia chrześcijańskie aniołów znajdują się w katakumbach rzymskich i ukazują istoty niebiańskie bez skrzydeł. Anioły ze skrzydłami i aureolą pojawiły się dopiero na początku V wieku.

Serafin we fragm. fresku Sąd Ostateczny Pietra Cavalliniego w Kościele św. Cecylii w Rzymie, XII w..

Początkowo najchętniej przedstawiano sceny Zwiastowania, Abrahama ofiarującego syna Izaaka oraz podróż Rafaela z Tobiaszem. Do najwybitniejszych obrazów należy Zwiastowanie Fra Angelico, Leonard da Vinci, Rafaela, Tycjana i Rembrandta.
Innym popularnym tematem, w którym pojawiają się aniołowie, jest Sąd Ostateczny. Szerzej piszę o tym w artykule o śpiewających aniołach.

Boska Komedia Dantego, ilustracje Gustawa Dore 

Poza sztukami plastycznymi, motywy aniołów pojawiają się także w literaturze, na przykład Dante w ‘Boskiej Komedii’ przedstawia olśniewające wizje aniołów. W literaturze polskiej  upodobał je sobie szczególnie romantyzm. Jest to epoka, w której wiara w istnienie tajemniczego, niematerialnego świata była bardzo mocna. W XX wieku obrazy aniołów pojawiają się także w twórczości takich pisarzy jak: Jean Coctau, Paul Claudel, Bolesław Leśmian, Jerzy Zawiejski, Czesław Miłosz, Zbigniew Herbert. Poza sztuką wysoką anioły przeniknęły także do sztuki popularnej, a mianowicie do  filmu. Najbardziej znany jest cykl filmów z aniołem w Krakowie Artura Więcka, z Krzysztofem Globiszem w roli tytułowej, a także  film Wima Wendersa „Niebo nad Berlinem” czy "Grający z talerza" Jana Jakuba Kolskiego,, gdzie Anioł Śmierci przybiera postać kobiety, jak słyynym cyklu Jacka Malczewskiego Thanatos.

Motyw anioła w literaturze - Dziady  Adama  Mickiewicza 

i Prawiek Olgi Tokarczuk


Istotną cechą romantyzmu była wiara w istnienie niewidzialnego świata, duchów, zjaw, aniołów, które w sposób istotny wpływają na życie człowieka. O ludzką duszę toczy się nieustanna walka między dobrem a złem.
Widać to szczególnie w III części Dziadów Adama Mickiewicza. Świat przedstawiony przez poetę  jest rządzony przez Opatrzność, która bezustannie czuwa nad losem jednostek  i narodów, a zarazem nad historią całego kosmosu. Bóg posługuje się przy tym aniołami, których funkcja polega na pośredniczeniu między ludźmi a Nim.

W Dziadach szczegółowy obraz kondycji głównego bohatera poznajemy w Prologu III części. Podczas snu opiekujący się Gustawem Anioł Stróż zdradza nam szczegóły swojej misji i życiorysu swego podopiecznego. Dowiadujemy się, że Gustaw jest sierotą i dzieckiem trudnym. Anioł Stróż spełnia więc zarazem rolę matki, wpływa na dobre myśli i próbuje kreślić przed dzieckiem wspaniałą przyszłość. Czasami jednak, gdy dobro w żaden sposób nie zachęca bohatera do poprawy, anioł przybiera postać piekielnej larwy, by niegrzeczną duszę ukarać.
Romantyczny Anioł Stróż podlega emocjom jak człowiek: płacze, wątpi, denerwuje się, wstydzi, jednak wstawiennictwo zmarłej matki sprawia, że nawet zniechęcony podejmuje trud opieki nad Gustawem. Decyduje się też uprosić Boga, aby poddał Gustawa ciężkiej próbie. Stąd uwięzienie i doświadczenie upadku.

Archanioł Rafał z Tobiaszem, Boticcelli

Poza Aniołem Stróżem pojawiają się też w Dziadach cz. III chóry aniołów i archaniołowie, którzy śpiewają pieśni na chwałę Boga. Teksty tych pieśni wypełnia Mickiewicz ważnymi treściami dotyczącymi postępowania człowieka. Aniołowie wierzą głęboko, że Jezus na pewno ulituje się nad tym grzesznikiem, który nie przestał szanować Jego matki. Koncert ten jest jednocześnie wielkim śpiewem o włączeniu Gustawa/Konrada do Bożego planu zbawienia, podczas którego zostanie mu powierzona pewna misja. Będąc pośrednikami między niebem a ziemią, aniołowie towarzyszą człowiekowi w jego trudnej drodze do zbawienia. Światopogląd romantyczny każe wierzyć człowiekowi, że na tej drodze nie jest on sam, a szczególną pomocą są dla niego właśnie aniołowie,  zwłaszcza Anioł Stróż.

Archanioł Michał

Anioł Stróż w powieści współczesnej pisarki Olgi Tokarczuk jest inny niż anioł romantyczny. Podobna jest natomiast wiara, że każdy człowiek ma przypisanego sobie anioła, który towarzyszy mu od narodzin aż do śmierci. Anioł Misi w przeciwieństwie do anioła Gustawa - nie posiada instynktów, emocji ani potrzeb. Jest czystą duchowością i mądrością. Zna przeszłość i przyszłość. Świat poznaje wyłącznie przez siebie samego. Anioł Stróż w ‘Prawieku’ nie sądzi, nie podlega emocjom, nie myśli logicznie. Jest to więc „rozum wyzbyty myślenia, a wraz z nim - omyłek, lęku, uprzedzeń”. Jedynym uczuciem, w jakie został wyposażony jest instynkt współczucia. Anioły nie wiedzą wprawdzie, czym jest cierpienie, ale mają świadomość, że świat jest go pełen.

Inną cechą aniołów w Prawieku jest ich zmienność. Czasem patrzą na inne światy i anioły i wówczas zdarza się, że nie towarzyszą ludziom gdy ci ich potrzebują. Anioł widzi więcej niż człowiek, ale nie wszystko. Widzi na przykład ludzkie myśli i stara się ulżyć człowiekowi, którego ma pod opieką. Na przykład anioł Misi towarzyszy jej nie tylko podczas narodzin, ale także wówczas, gdy Misia rodzi własne dziecko. Widząc jej cierpienie, zabiera ją wówczas do Jerozolimy, aby zaznała uczucia miłości od Zbawiciela. Dzięki temu Misia z ufnością i bez trudu wydaje na świat syna.
Poza Aniołem Stróżem pojawiają się w Prawieku archaniołowie, którzy strzegą go ze wszystkich stron. Liczba cztery jest symbolem świata. Tokarczuk nawiązuje w ten sposób do tego samego boskiego porządku, o którym pisze Mickiewicz i zarazem przypomina, jakie są zadania aniołów.

Archanioł Gabriel, L. da Vinci, Zwiastowanie

Południowej granicy, od strony miasteczka, strzeże archanioł Gabriel. Sąsiedztwo miasteczka jest niebezpieczne, ponieważ  „rodzi pragnienie posiadania i bycia posiadanym”. Niebezpieczeństwo południowej granicy łączy się też z nieopanowanym erotyzmem. Zachodniej granicy Prawieku strzeże archanioł Michał - najwyższy rangą wojownik, stojący na czele hufców anielskich. Niebezpieczeństwem zachodniej granicy jest wpadnięcie w pychę.

Archanioł Uriel

Na wschodzie granicy Prawieku strzeże archanioł Uriel, uznawany za anioła światła, gdyż reprezentował światło bożej nauki. Prowadzi on rodzaj ludzki do zdrowia i dobrobytu, jednak jeśli jego wiedza jest nadużywana, wówczas ludzie ponoszą karę. Niebezpieczeństwem tej granicy jest głupota.
Na północy granicą opiekuje się archanioł Rafał - patron podróżnych. Rodzi ona niepokój podróży i niebezpieczeństwo demonów.

Według biblijnej tradycji, każdy z archaniołów zajmuje określone miejsce w stosunku do boskiego tronu chwały: Michał po prawej, Gabriel po lewej stronie, Rafał za tronem, a Uriel przed nim. Odpowiednio każdy archanioł strzegł wyznaczonego boku człowieka i jednej ze stron świata. Jednak archaniołowie w Prawieku nie stoją na swoich pozycjach. Jedynie Rafał stoi we właściwym sobie miejscu. Pozostali przesunęli się o jedno miejsce w lewo. Powoduje to destrukcję przestrzeni i degenerację tego miejsca. Wszystko zmierza ku upadkowi, a bohaterowie są skazani na cierpienie.
Można zatem stwierdzić, że o ile świat Dziadów Adama Mickiewicza ma swój porządek w Bożym ładzie, o tyle Olga Tokarczuk pokazuje zagładę tego porządku świata. Nawet aniołowie mylą swoje miejsca albo zapominają o swoich podopiecznych, gdy dzieje się im krzywda.

Wizerunki aniołów w sztuce są pochodną ich funkcji. Sposób ich przedstawienia nawiązuje do  przekazu biblijnego, ale kształtuje go  estetyka epoki i indywidualny styl autora.  Widać to wyraźnie, jeśli porównamy twórczość Adama Mickiewicza z powieścią współczesnej pisarki- Olgi Tokarczuk. Poza różnicami istnieją również podobieństwa i obserwujemy, jak jedni artyści wpływają na drugich, czego przykładem jest obraz Anioła Śmierci w twórczości Jacka Malczewskiego i jego filmowa wersja w Grającym z talerza Jana Jakuba Kolskiego.
Mimo wielu różnic w sposobach funkcjonowania aniołów sztuce, a co za tym idzie – w ludzkiej wyobraźni, pełnią one funkcję duchowych opiekunów człowieka.
Wielość prac literackich, malarskich, filmowych  dowodzi, że człowiek – także współcześnie – tęskni za sferą duchową, której aniołowie są widomymi znakami.


wtorek, 26 listopada 2019

Wszystko jest poezja. O wierszach Edyty Anny Grudzińskiej

Pragnę przedstawić Edytę Grudzińską - poetkę, której życiopisanie warte jest uwagi i refleksji. Zawarta w jej poezji historia dojrzewania, wchodzenia w trudną dorosłość, a także próby poszukiwania swojego miejsca w świecie, są w istocie doświadczeniem każdego z nas.

Edyta Grudzińska na spotkaniu klasowym, powyżej Beata Knuth
fot. nieustalony (na razie)
Poetkę odkryłam w Grudzi stosunkowo niedawno i bardzo mnie to odkrycie ucieszyło. Zapewne nie stałoby się tak, gdyby nie spotkanie klasowe "po latach", na które Edyta mnie zabrała jadąc do centrum Wrocławia. Przyjechała "uzbrojona" w trzy tomiki wierszy, powierzając mi je jako osobisty dar na pamiątkę szkolnych czasów, kiedy to uczyłam ją języka polskiego i nie tylko :-) Zanurzyłam się w tej poezji z prawdziwą przyjemnością. Słowa Edwarda Stachury: "Wszystko jest poezja" doskonale do niej przystają. Obecnie Grudzia jest spełnioną kobietą i matką, wypiękniała od tego spełnienia i rzadziej pisze, ale poetessą się pozostaje :-)


Krztuszę się światem



Pierwszy tomik Edyty pod tytułem Krople ukojenia ukazał się w 2002 roku. Jego wznowienie z 2005 roku pozwala docenić nie tylko zawartość poetycką, ale również walory edytorskie tej uroczej książeczki. Zarówno wiersze, jak i zdjęcia dotyczą początków pisania - odkrywania siebie i świata. Kolejny tom został wydany w 2004 roku, ale pochodzące z niego wiersze powstały wcześniej i są zapisem emocji młodej kobiety próbującej oswoić świat i dopiero siebie poznającej. "Krztuszę się światem" - napisze w wierszu Nastrój chwili z 2002 roku.  To dla niej okres pełen ekscytujących chwil, pierwszych erotycznych doznań, którym towarzyszy poczucie zagubienia i rozczarowania:

Zgubiłaś się
w butelce pełnej czerwieni bez dna

Poczuciu świadomości własnej budzącej się kobiecości towarzyszy zarazem doświadczenie samotności i osobności:

setki mężczyzn
a samotność 
sieje swoje ziarno
ulotna chwila rozkoszy
plącze się w kolcach róży wiatrów
nie ma mnie
dla nikogo

Przeważa jednak zauroczenie bliskością drugiego człowieka, a erotyka subtelnie zasugerowana metaforą "ogrodu zmysłów" (być może skojarzenie z "Ogrodem rozkoszy ziemskich" Hieronima Boscha), w którym - jak w "Łące" Bolesława Leśmiana zmysłowość staje się doświadczeniem jedności z naturą, która nagle objawia się intensywnie swoimi zapachami, kolorami, dźwiękami...

między drzewami dorosłości
pochowałam niewinność
zapachniało wiśniami

Miłosne zauroczenia nie trwają jednak wiecznie. Nieuniknione stają się rozstania i towarzyszący im fizyczny i psychiczny ból.

W moim ciele
rzęsy zaklejam
by przespać
twoją nieobecność
(Roztargnienie, 29 IX 2002)

Tęsknota, która ma różne odcienie - od łagodnego smutku po zdecydowany bunt - dominuje w kolejnych wierszach.

Usypiam moje serce
by było spokojniejsze (o nas) 
(Bez tytułu, 24 VII 2002)

Pod cieniem ćmy
cicho siedzę
(...)
Ubrana w kir
(...)
krzyczę do ciebie
smutkiem
(Maya, 6 VIII 2002)

Z czasem tęsknota przybiera postać trwania - staje się pułapką bez wyjścia, paraliżuje siły witalne.

Trzymam się w tej tęsknocie
jak mucha w pajęczynie
(dzikiej wiotkiej poręczy)
(...)
to moje ulubione zajęcie
zwłaszcza teraz
gdy nie umiem latać
(Bez tytułu, 4 IX 2003)

Uczuciom towarzyszy zarazem refleksja, że właśnie poprzez te doświadczenia dorastamy i że dorosłość bywa trudna i gorzka:

czysta słodycz wiosny
uczy mnie goryczy
dorosłości
(Bez tytułu, 16 V 2003)

Ostatecznie jednak zwycięża życie, które daje siłę do wyjścia z pułapki samotności, po to, by znów doświadczać tego wszystkiego, co jest istotą egzystencji. Do świata wychodzi jednak już ktoś zupełnie inny - świadomy siebie i afirmujący życie:

i już jestem kobietą
z krwi i kości
mam miłość
i cieszę się tak bardzo
że aż nie umiem
ani pisać ani kochać
(Bez tytułu, 7 III 2003)


Z wrzosu powstałam

Wrzosowa Kraina, "Wiersze z wrzosu utkane"

Życiopisanie (jakby powiedział Edward Stachura) Edyty znalazło swoją kontynuację w próbie opisania swojego miejsca na ziemi. Wydany w 2008 roku tomik Wiersze z wrzosu utkane jest właściwie poetyckim dwugłosem: Edyty i Lucjana Zawadzkiego - poety, miłośnika przyrody, dla którego Wrzosowa Kraina jest oswojoną częścią jego życia. Dla niej zaś - odkryciem i tym miejscem, którego zawsze poszukiwała. Dopiero tutaj ma poczucie, że urodziła się na nowo. Podobno wrzos symbolizuje niezależność, powodzenie i szczęście, w wierszu Edyty jednak jego konotacje są znacznie szersze: obejmują całe ludzkie życie:

z wrzosu powstałam
w międzyśladzie
bosym jak korzenie drzew
wrosłam miłością w ziemię
mech mnie pokrył

wrzosem jestem
(...)

we wrzos się obrócę
(Cała z wrzosu)

Ostatecznie postanawia, że zostanie we Wrzosowej Krainie, ponieważ

na wrzosowiskach gdzie noc
spełnia (się) wyśniony dzień
(Wrzosowa Kraina)

Na tej deklaracji poprzestańmy, pozostawiając poetkę przyglądającą się otoczeniu. Dla niej to Przedwiośnie, Przedzimie, Drugie Miasto, gdzie może pokochać świat jaki jest...

Edyty Grudzińskiej opisywanie świata odnalezionej Arkadii - owej Wrzosowej Krainy - zajmie na pewno sporą część życia :-)

Edyta z Wrzosowej Krainy - radosna i spełniona :-)
fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

piątek, 28 grudnia 2018

Od „Syberyjskiego przewodnika” do „Sacrum”, czyli homo religiosus w filmie dokumentalnym.

Podczas szóstej edycji Międzynarodowego Festiwalu ERA NOWE HORYZONTY (2007) zafrapowały mnie przede wszystkim filmy dokumentalne. Chętnie je oglądam z powodu zwartej formy, a także dla celnych i  interesujących refleksji, kryjących się pod podszewką tzw. realizmu. Piszę o dwóch z nich: "Syberyjskim przewodniku" oraz "Sacrum".


W latach 70. można było zobaczyć przed główną projekcją ok. kilkunastominutowe dokumenty, które – jak choćby przypomniane na festiwalu „Ćwiczenia warsztatowe”  czy „Próba mikrofonu” Marcela Łozińskiego – pokazywały kondycję i mentalność ludzi w Polsce tamtych lat. Obecnie filmy dokumentalne stały się bardziej jednoznaczne, „tematyczne” albo – jak  jeden z hitów festiwalowych:  „Wielka cisza” - mówią o ludzkiej kondycji godzinami, co nie zawsze wychodzi im (i widzowi) na dobre...

  Zainteresowały mnie szczególnie filmy mówiące o duchowej kondycji człowieka, cóż jest bowiem bardziej fascynującego... Spośród wielu obejrzanych dokumentów zwróciły moją uwagę zwłaszcza trzy: wspomniana „Wielka cisza” – film Philipa Gröninga o życiu monastycznym w surowym, kontemplacyjnym zakonie w Alpach, „Syberyjski przewodnik” w reż. Macieja Migasa i Jędrzeja Morawieckiego oraz „Sacrum” w reż. Aliony Połoninej.  Dwa ostatnie w jakiś sposób się uzupełniały, ponieważ dokument zrealizowany przez Polaków  mówił o kondycji duchowej Rosjan, zaś  zrealizowany w ramach projektu "Rosja-Polska. Nowe spojrzenie" przez Rosjankę -  był próbą spojrzenia na religijność Polaków odwiedzających sanktuarium w Licheniu.

Syberyjski przewodnik w reż. Macieja Migasa i Jędrzeja Morawieckiego

       Tytułowy bohater „Syberyjskiego przewodnika” – Igor Nowikow – jest zarazem naszym, tj. widzów, przewodnikiem po rosyjskiej duchowości. Sprzyja temu sposób prezentacji współczesnej Rosji: od pięknej panoramy syberyjskiej krainy, skąd bohater wyrusza do miasta, aby „łowić ludzi”, poprzez miejskie, gęsto zaludnione pejzaże, zatłoczone pociągi, aż do powrotu do – jak ją nazywa - „ziemi obiecanej”. Igor – ok. 50-letni mężczyzna o szlachetnych rysach i twarzy okolonej brodą, ubrany w lnianą prostą tunikę, przypomina  proroka Starego Testamentu. Należy do sekty zwanej „Kościołem ostatniego testamentu”, której przywódcą jest były milicjant, niejaki Wissarion.  Igor Nowikow – niegdyś aktor, alkoholik, obecnie człowiek rozwiedziony i samotny – przystał do sekty, aby poskładać swoje nieuporządkowane życie. Odtąd próbuje przekonać napotkanych ludzi, że warto w coś wierzyć, bo można przez to zmienić diametralnie swoje dotychczasowe życie, nadać mu duchowy wymiar. Widzimy go zatem jak roztacza przed słuchaczami piękne perspektywy „ziemi obiecanej”, gdzie – jak twierdzi - ludzie żyją we wspólnocie, która się o siebie troszczy, nie spożywają mięsa, nie używają pieniędzy. Jedni sceptycznie odnoszą się do tej wizji „powrotu do raju”, inni dają się jej ponieść.  Wraz z  wędrującym bohaterem dokonujemy różnorodnych obserwacji obyczajowych. Kiedy wraca on z kolejnej podróży (a odbywa je regularnie), opowiada, że ludzie zmienili się: mają telefony komórkowe i prawie się ze sobą bezpośrednio nie komunikują (skąd my to znamy?)... Natomiast sekta, mimo przestrzegania surowych, pierwotnych warunków życia, korzysta także z dobrodziejstw cywilizacji: Internetu (prowadzi własną stronę i udziela rad), wydaje kolorowe foldery, promujące życie w  „ziemi obiecanej”.


Syberyjski przewodnik w reż. Macieja Migasa i Jędrzeja Morawieckiego

   Punktem kulminacyjnym filmu jest pojawienie się przywódcy „Kościoła ostatniego testamentu”, przypominającego jako żywo Jezusa Chrystusa, jakiego znamy z licznych przedstawień ikonograficznych. Przemawia on do tłumu ludzi (dobrze ubranych rodzin z dziećmi, atmosfera pikniku), wygłaszając  komunały, co jednak nie ma większego znaczenia. Liczy się temperatura emocjonalna, którą tworzy ta wspólnota i jej mistrz. Spełnia się w tym rytuale tęsknota za Bogiem. „Syberyjski przewodnik” jest w istocie opowieścią o tęsknocie za sacrum, o potrzebie rozwijania swojej duchowości, o ucieczce od prymitywnego materializmu. Uderzające, jak Rosjanie w tym filmie pięknie i mądrze mówią o swoich duchowych potrzebach. Słuchanie ich przypominało lekturę Dostojewskiego albo mistyków...

   Niestety, nie można tego powiedzieć o Polakach przedstawionych w filmie „Sacrum” Aliony Połoniny. 
Dokument składa się z kilku uzupełniających się monologów, którym towarzyszą obrazowe komentarze – przedstawienia sanktuarium i jego otoczenia.  Do kamery wypowiadają się wolontariusze zatrudnieni do pomocy w utrzymaniu porządku wokół sanktuarium, właścicielka straganu z dewocjonaliami, ksiądz, Barbara Bielecka, architekt – autorka projektu sanktuarium oraz ludzie odwiedzający miejsce kultu.
  Obraz filmowy ukazuje sanktuarium w Licheniu  nie tyle jako miejsce modlitwy, co raczej jako obiekt turystyki religijnej i to w żałosnym wydaniu. To raczej „Profanum”, a nie „Sacrum”.
   Na początku pojawia się w kadrze młody mężczyzna -  wolontariusz, który sprząta śmieci, aby zdobyć „punkty” przy zdawaniu do seminarium. To widok sanktuarium „od kuchni” – stosy śmieci świadczące o tym, że tu się przede wszystkim „konsumuje” (może nie powinnam tego opatrywać cudzysłowem?). W pamięci widza pozostają zwłaszcza kolorowe: niebieskie i różowe plastikowe butelki po wodzie z cudownego źródła - w kształcie figury Matki Bożej z Lichenia... Choć brzydkie i kiczowate, to jednak porzucone bez najmniejszego szacunku, budzą  poczucie zażenowania.
   Realizatorzy rozmawiają też z innymi ludźmi z tzw. obsługi –  ci z kolei sprawiają wrażenie niedorozwiniętych umysłowo: jeden lubi popić, drugi szuka żony. Natomiast właścicielka straganów z dewocjonaliami jest religijnie „obojętna”: sprzedaje nie tylko pamiątki religijne, ale także karty i krzyże satanistyczne (sic!). Upomniana przez księdza, twierdzi, że robiła to nieświadomie, ale gdy ten odchodzi, komentuje cynicznie ów fakt do kamery... Siedzące na ławce trzy kobiety – bynajmniej nie Gracje – wygłaszają komunały albo snują żenujące dywagacje („Czasem człowiek sobie popije, ale potem się wyspowiada i znowu jest O.K.”).
   Wreszcie samo sanktuarium i jego otoczenie, które jest kwintesencją złego gustu i megalomanii projektantki: wielkie, „kapiące złotem”, z „realistycznymi” przedstawieniami postaci świętych, do tego nagrania odgłosów żab (zamocowane na drzewie, bo kradną) – także budzi mieszane uczucia. Jedynie ksiądz – starszy mężczyzna o łagodnej twarzy – mówi, że najchętniej służyłby Bogu gdzieś w ciszy i odosobnieniu, ale widocznie trzeba, aby był tutaj...
   Taki obraz  polskiej religijności nastraja do niewesołych refleksji. Można by oczywiście powiedzieć, że to tendencyjny dokument, że istnieje także inne oblicze polskiej religijności: skupione, mądre, piękne. Takie, jakie mogliśmy ujrzeć w dniach odchodzenia Ojca Św. Jana Pawła II. Tak, na szczęście jest i takie. Jednak nie można nie zauważyć owej „ludowej”, kiczowatej formy, bezmyślnej paplaniny, braku głębszej refleksji albo ograniczenia się do „zwiedzania” miejsc kultu. Podobnie jak „odwiedza się” kościół na niedzielnej Mszy Świętej – aby później, z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku, żyć dalej „jakby Boga nie było”, z mentalnością zupełnie zeświecczoną. To także warto zauważyć i poddać krytycznej refleksji. Łatwo bowiem popaść w tani triumfalizm, obserwując tłumy  w kościołach i sanktuariach. Tymczasem prawdziwa wiara nie w tym się wyraża.

Mimo wszystko sądzę, że  temat polskiej religijności jest o wiele bardziej złożony i  czeka na swoich realizatorów, bardziej wnikliwych, którzy dostrzegają to, czego „oko zewnętrzne” dostrzec nie może, zatrzymuje się bowiem na poziomie tego, co uderzające, prowokujące i krzykliwe.

Artykuł ukazał się pierwotnie w KINO nr 3/2007.

Między bólem a zachwytem. Między życiem a śmiercią - Bernini na Wawelu

Od 6 listopada 2026 roku do 6 stycznia 2027 roku Zamek Królewski na Wawelu zaprasza na wystawę Ekstazy. Bernini na Wawelu - trzecią odsłonę ...

Popularne posty