Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mirian Khukhunaishvili. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mirian Khukhunaishvili. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 9 kwietnia 2026

Premiera „Julietty” w Operze Wrocławskiej już w najbliższą sobotę!

Już w najbliższą sobotę w Operze Wrocławskiej odbędzie się premiera „Julietty” Bohuslava Martinů, w reżyserii Barbary Wiśniewskiej i pod kierownictwem muzycznym Miriana Khukhunaishvili. To jedno z najbardziej niezwykłych dzieł XX wieku – opera zanurzona w świecie snu, pamięci i pragnienia, rzadko obecna na polskich scenach, a dziś powracająca w nowej realizacji Opery Wrocławskiej.

Paryż, lata 30. XX wieku. Bohuslav Martinů trafia na surrealistyczną sztukę Georges’a Neveux Juliette ou la Clé des songes. Ta historia nie daje mu spokoju. Kilka lat później zaprasza autora i siada do fortepianu. Zaczyna grać. Neveux wspominał później, że po raz pierwszy naprawdę wszedł do świata swojej własnej sztuki. Tak rodzi się opera Julietta. Martinů tworzy własne libretto i przenosi nas do tajemniczego miasta, w którym ludzie tracą pamięć po kilku minutach. 

Kompozytor stworzył historię z pogranicza snu i świata realnego; skłania do refleksji nad miłością – fundamentalnym pragnieniem człowieka. Główny bohater – Michel, poszukuje nawiedzającej go w snach kobiety o imieniu Julietta. Kiedyś usłyszał jej piękny głos podczas podróży przez pewne miasto. Na miejscu okazuje się, że mieszkańcy są dotknięci osobliwym zanikiem pamięci – pamiętają tylko ostatnie 10 minut. Michael, szukając dziewczyny, napotyka różne dziwne postaci, by w końcu trafić na wyśnioną Juliettę, która jawi mu się jako ideał niedostępnej kobiecości. 

"Julietta!" Bohuslava Martinů, próba medialna, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

To opowieść o miłości, pamięci i świecie, w którym nic nie jest pewne. Opera miała prapremierę 16 marca 1938 r. w Pradze. Dzieło od razu odniosło wielki sukces dzięki wyjątkowej muzyce, a także scenografii. Podczas pierwszej realizacji Julietty na widowni był obecny sam Neveux, który po spektaklu oznajmił, że „opera przerosła sztukę”. Bohuslav Martinů stworzył dwie wersje dzieła – w języku francuskim oraz czeskim. 

Ostatni raz w Polsce opera ta była wystawiana 1978 roku w Łodzi. Opera Wrocławska po wielu latach pragnie przypomnieć tę wyjątkową kompozycję czeskiego kompozytora.

"Julietta!" Bohuslava Martinů, próba medialna, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Kierownictwo muzyczne – Mirian Khukhunaishvili

Reżyseria – Barbara Wiśniewska

Soliści, Chór i Orkiestra Opery Wrocławskiej

Dramaturgia – Marcin Cecko

Choreografia i ruch sceniczny – Maćko Prusak

Scenografia – Natalia Kitamikado

Kostiumy – Emil Wysocki

Reżyseria świateł – Aleksandr Prowaliński

Projekcie multimedialne – Marcin Cecko

Kierownictwo chóru – Anna Grabowska-Borys

Obsada (w dniu premiery)

Michel - Maciej Kwaśnikowski*

Juliette - Agnieszka Adamczak

L'homme au casque, Le marchand de souvenirs, Le mendiant aveugle/ Człowiek w hełmie, Sprzedawca pamiątek, Ślepy żebrak - Łukasz Rosiak

L`homme à la chapska, Le Père la Jeunesse, Le vieux matelot/Człowiek w rogatywce, Ojciec Młodość, Stary marynarz - Tomasz Rudnicki

La marchande de poissons, La petite vieille, La vieille dame, Le chasseur, Monsieur 3/ Handlarka rybami, Mała staruszka, Stara dama, Boy hotelowy, Pan 3 - Jadwiga Postrożna

Le vieux, Le vieil Arabe, Le bagnard/ Starzec, Stary Arab, Skazaniec - Grzegorz Szostak*

Le petit Arabe, Le jeune matelot, Monsieur 1/ Mały Arab, Młody marynarz, Pan 1 - Aleksandra Opała

L'employé, Le garde, Le gardien de nuit/ Urzędnik, Strażnik, Nocny strażnik - Aleksander Zuchowicz

Le commissaire, Le facteur/ Komisarz, Listonosz - Michał Błocki*

La marchande d'oiseaux, Le chiromancien, Mensieur 2/ Handlarka -

ptakami, Chiromanta, Pan 2 - Eliza Kruszczyńska

* - gościnnie

Czas trwania: 160 min.

język: francuski z polskimi i angielskimi napisami

"Julietta!" Bohuslava Martinů, próba medialna, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Prelekcja dra Ryszarda Lubienieckiego

W dniu premiery, 11 kwietnia, serdecznie zapraszamy, by odwiedzić Operę Wrocławską wcześniej – o godz. 18.000 w foyer będzie miała miejsce prelekcja dra Ryszarda Lubienieckiego, poświęcona historii dzieła i jego twórcy.

Ryszard Lubieniecki to kompozytor, muzykolog, instrumentalista, improwizator. Studiował kompozycję i akordeon w Akademii Muzycznej w Bydgoszczy. W 2023 r. obronił pracę doktorską pod kierunkiem prof. Remigiusza Pośpiecha we wrocławskim Instytucie Muzykologii, gdzie obecnie pracuje na stanowisku adiunkta. Poza akordeonem gra również na średniowiecznych instrumentach klawiszowych (portatywie i clavisimbalum). Współzałożyciel tria muzyki współczesnej Layers, zespołu muzyki średniowiecznej Vox Imaginaria oraz bardziej efemerycznych grup muzyki improwizowanej, m.in. Vogellicht, Widzicie i Lubieniecki/Rupniewski. Autor monografii „Musica i memoria w późnośredniowiecznych traktatach muzycznych I połowy XV wieku” (Wrocław 2025). 

informacja prasowa

poniedziałek, 29 września 2025

Nie taki znów straszny /recenzja "Strasznego dworu" w Operze Wrocławskiej/

12 września 2025, 160 lat po warszawskiej prapremierze, z okazji 80-lecia istnienia Opery Wrocławskiej, swoją premierę miał "Straszny dwór" Stanisława Moniuszki w reżyserii Bruno Bergera-Gorskiego i pod kierownictwem muzycznym Miriana Khukhunaishvili. Była to zarazem 11 inscenizacja tej opery we Wrocławiu. 

Scena końcowa "Strasznego dworu", próba generalna, fot. materiały prasowe
Opery Wrocławskiej

Począwszy od prapremiery "Strasznego dworu" w Teatrze Wielkim w Warszawie 28 września 1865 roku, mierzenie się z tą operą jest zadaniem tyleż niełatwym, co jednocześnie wspaniałym wyzwaniem dla twórców kolejnych inscenizacji. Skomponowana "ku pokrzepieniu serc rodaków" po klęsce Powstania Styczniowego, została przyjęta entuzjastycznie i ... zdjęta z afisza przez carską cenzurę już po trzech przedstawieniach. Na kolejną premierę trzeba było czekać aż do 1916 roku. Od tego czasu dzieło nabrało rangi "muzycznej epopei narodowej", prezentującej najbardziej wartościowe i głęboko zakorzenione w naszych dziejach wzorce ludzkich charakterów i postaw. Ponadto świetna konstrukcja scen zbiorowych, urok pięknych arii, jak choćby polonezowa aria Miecznika z II aktu: "Kto mych dziewek serce której" i dumka Jadwigi "Biegnie słuchać w lasy knieje" czy słynne arie z III aktu: Skołuby "Ten zegar stary" i Stefana aria z kurantem ("Cisza dokoła") – sprawiły, że wiele fragmentów opery weszło na stałe do krwioobiegu polskiej kultury. Dodajmy, że głośna premiera tego dzieła inaugurowała działalność odbudowanego z wojennych zniszczeń, Teatru Wielkiego w Warszawie i pozostaje w jego repertuarze do dziś.

Paweł Horodyski (Zbigniew) i Aleksandra Opala (Jadwiga), próba generalna, fot.
materiały prasowe 

Tak wysoka ranga "Strasznego dworu" Moniuszki odnosi się w sposób szczególny także do Opery Wrocławskiej, która wcześniej wielokrotnie ją prezentowała. Naliczyłam aż 10 inscenizacji, które przygotowano przeważnie z okazji kolejnych jubileuszy. Po raz pierwszy wystawiono operę tuż po wojnie, 18 grudnia 1946 roku, w reżyserii pierwszego dyrektora Opery Wrocławskiej Stanisława Drabika i pod kierownictwem muzycznym Stefana Syryłły. Zaledwie dwa lata później, 16 października 1948, "Straszny dwór" w reżyserii Karola Urbanowicza i pod dyrekcją Kazimierza Wiłkomirskiego rozpoczął czwarty sezon artystyczny opery. Z czasem, obok tradycyjnych inscenizacji, zaczęły się pojawiać realizacje bardziej nowoczesne. Pierwszą z nich była wystawiona w noc sylwestrową adaptacja sceniczna tej opery w reżyserii Jana Popiela, z barwnymi kostiumami i scenografią Stefana Jarockiego, zagrana i zaśpiewana w szybkim tempie, z dobrze zarysowanymi charakterami postaci. Była to zarazem pierwsza inscenizacja tej opery, którą zaprezentowano za granicą – w Libercu.

"Straszny dwór" w konwencji opery buffo zaprezentował w grudniu 1959 roku Zygmunt Biliński, solista opery. Po latach pokazano ją z okazji jubileuszu 25-lecia Opery Wrocławskiej, w 1970 roku. Kolejna rocznicowa inscenizacja miała miejsce 5 lat później, kiedy to świętowano jubileusz 30-lecia tej instytucji. Wówczas to reżyser Sławomir Żerdzicki przeniósł czas akcji scenicznej, umieszczając ją w epoce napoleońskiej, zbliżając ją w ten sposób do czasów powstania dzieła. Ponadto oprawę plastyczną stworzył znany popularyzator sztuki – prof. Wiktor Zin, projektując scenografię abstrakcyjną, z elementami symboliki, wykorzystując do budowy przestrzeni teatralnej barwne pasy kontuszowe. Kostiumy zaś, nawiązujące do epoki napoleońskiej, były  wyjątkowej urody, co dawało szczególnie zachwycający efekt w scenie mazura. 

Jednak najbardziej twórcze inscenizacje powstały w okresie dyrekcji Ewy Michnik. Należy do nich "Straszny dwór" w reżyserii Adama Hanuszkiewicza z 1996 roku oraz superwidowisko w reżyserii Roberto Skolmowskiego z lat 2001/2002 w Hali Stulecia. Pierwszy z nich starał się wydobyć uniwersalizm dzieła i był błyskotliwą operą buffa, z rozbudowanymi scenami statycznymi, które w ten sposób zyskiwały "drugie dno" i dynamizowały akcję. 

Druga propozycja, będąca uczczeniem kolejnego, 55. jubileuszu wrocławskiej sceny operowej, miała również charakter opery buffa i niesamowitą scenografię. W Hali Stulecia Skolmowski postawił realnej wielkości dwór i umiejscowił akcję na różnych jego poziomach oraz na tle fasady. Tytułowy dwór był dworem nie tyle szlacheckim, co nawiązującym do filmowego horroru. Było też sporo realizmu: kulig zaprzężony w prawdziwego konia, pies myśliwski, papuga...Widowisko było olśniewające!

Ostatnią twórczą inscenizację stworzył w Operze Wrocławskiej Laco Adamik w 2005 roku, pokazując bohaterów z krwi i kości (scena w lazarecie), ale także wskrzeszając staropolskie obyczaje, sarmackie kostiumy, a wśród rekwizytów znalazł się obraz Matki Boskiej Częstochowskiej. Scenografia utrzymana była w czarno-białej kolorystyce, przypominającej stare fotografie, a jej głównym elementem było drzewo.

I oto w tym roku, również jubileuszowo, mogliśmy obejrzeć kolejną, 11 już!, inscenizację "Strasznego dworu". Jaka jest ta najnowsza próba zinterpretowania "muzycznej epopei narodowej" i jak wypada w kontekście poprzednich adaptacji scenicznych opery?

Próba generalna "Strasznego dworu", fot. materiały prasowe

Nie taki znów straszny

Otóż tym razem akcję przesunięto na czas tuż po II wojnie światowej i umiejscowiono we Wrocławiu. Inspiratorką tego pomysłu jest obecna pani dyrektor Opery Wrocławskiej – Agnieszka Franków-Żelazny. Dodajmy, że genius loci stolicy Dolnego Śląska próbował także uchwycić Michał Znaniecki, zapraszając Marka Krajewskiego do realizacji  "Czarodziejskiego fletu" W. A. Mozarta. Było to przedsięwzięcie tyleż oryginalne, co w realizacji kontrowersyjne. Podjęta ponownie próba umiejscowienia akcji we Wrocławiu została zrealizowana w konwencji opery buffo, miała inne umocowanie historyczne, ale to, co było punktem wyjścia (powojenny Wrocław), z czasem nabrało cech galopu przez historię Polski, poczynając od czasu zaborów. W założeniu jednak realizatorom zależało na tym, aby pokazać bohaterów, którzy po wojnie rozpoczynają życie na nowo. Podobnie jak w spektaklu Laco Adamika, operę rozpoczyna realistyczna (choć trochę wzięta w cudzysłów) scena w lazarecie. Tam też główni bohaterowie postanawiają pozostać w stanie bezżennym (podobnie jak to jest w "Ślubach panieńskich" A. Fredry, z których librecista "Strasznego dworu", Jan Konstanty Chęciński, również zaczerpnął pomysł intrygi). A ponieważ wieści rozchodzą się lotem błyskawicy, do rodzinnego dworku Stefana i Zbigniewa przybywa stryjenka Cześnikowa wraz z dwiema (szpetnymi) córkami, aby je wydać za młodych szlachciców. Kiedy jednak okazuje się, że pragną pozostać w kawalerskim stanie, postanawia uknuć intrygę, która ma zapobiec ich wizycie na dworze Miecznika. Widząc jednak, że młodzieńcy nie odstępują od zamiaru pojawienia się w Kalinowie w dzień Sylwestra, udaje się tam przed nimi, aby mieć baczenie na wszystko. Miecznik bowiem ma dwie piękne córki: Hannę i Jadwigę, które stanowiłyby konkurencję dla innych dziewcząt. Na miejscu intryguje również zalecający się do Hanny pan Damazy (postać w typie Papkina), który próbuje odstraszyć ewentualnych pretendentów do ręki panien. Te jednak, dowiedziawszy się o tym, że kawalerowie złożyli śluby, postanawiają wybić im to z głów, co nie jest takie trudne, zrobiły na nich bowiem od razu piorunujące wrażenie. Zabawne sceny z duchami "prababek z obrazów", w które wcielają się obie panny, wprowadzają sporo zamieszania, skutek czego młodzi mężczyźni usiłują uciec, ale ucieczkę uniemożliwia ostatecznie kulig i tłum gości. Nie muszę dodawać, że w inscenizacji tłem dla kuligu są znane i rozpoznawalne miejsca miejsca we Wrocławiu: Ratusz, Hala Stulecia itd. Na koniec Miecznik wyjaśnia zagadkę "strasznego dworu", Cześnikowa zostaje zdemaskowana, a młodzi mają się ku sobie. Całość kończy ognisty mazur ("Hej, zagrajcie siarczyście"). Dwór okazał się nie tak straszny, jak go malowała Cześnikowa.

Barbara Bagińska jako Cześnikowa, próba generalna, fot. materiały prasowe

Czy najnowsza inscenizacja opery Moniuszki zachwyca?

Najnowszą inscenizację "Strasznego dworu" przygotowali tym razem... cudzoziemcy: wyreżyserował Bruno Berger-Gorski, wsparty dramaturgicznie przez polskiego historyka pracującego na wyższych uczelniach w Austrii, Niemczech  Niemiec – prof. Tadeusza Krzeszowiaka. Gorski, którego nazwisko świadczy o polskich korzeniach, w przeszłości współpracował już z Operą Wrocławską. przy realizacji "Makbeta" Shakespeare`a w 2014 roku. Autorem scenografii jest Daniel Dvořák – scenograf, b. dyrektor Opery Państwowej w Pradze, Teatru Narodowego w Pradze, z którym współpracuje jako projektant od 1983 roku. Orkiestrę Opery Wrocławskiej poprowadził Mirian Khukhunaishvili, gruziński dyrygent mieszkający w Islandii, współzałożyciel i dyrektor Tbilisi Youth Orchestra, który mimo stosunkowo młodego wieku, współpracował z wieloma orkiestrami i chórami.  Kierownik muzyczny Opery Wrocławskiej w sezonie 2025/2026. 

Nie mam żadnych zastrzeżeń co do faktu, iż głównymi twórcami spektaklu są  cudzoziemcy. Obecnie produkcje operowe coraz częściej są dziełem międzynarodowych zespołów i najistotniejsze jest przede wszystkim, czy inscenizator (najczęściej reżyser) jest twórczy i konsekwentny w realizacji swojej wizji spektaklu. Koncertowe opracowanie "Strasznego dworu" wykonał z wielkim entuzjazmem w 2024 roku Fabio Biondi i Europa Galante, a opinie o tej interpretacji też były mieszane. Pomysł, aby zrealizować "Straszny dwór" w konwencji opery buffo w powojennym Wrocławiu, był z pewnością inspirujący, ale problem, jak wiadomo, tkwi w szczegółach – w owym JAK. Tymczasem koncepcja pewnych scen, ich reżyseria wypada blado i mało finezyjnie. Momentami zaś na scenie panuje chaos. 

Hanna Sosnowska-Bill (Hanna) w arii "Do grobu trwać..."

Za przykład podam scenę, w której Hanna (Hanna Sosnowska-Bill) śpiewa arię "Do grobu trwać w bezżennym stanie", wywijając spódnicą na miotle jak sztandarem, a towarzyszą jej kobiety w tańcu z miotłami... W ogóle w tym spektaklu ciągle coś się sprząta... Po czym bohaterka pije "z gwinta" i nalewa zawartość butelki "sprzątaczkom" do kieliszków... To ma być subtelna panienka ze szlacheckiego dworu? Czy na tym ma polegać "nowoczesność" kreowania kobiecej postaci? Co to w ogóle za postać słaniająca się po scenie i śpiewająca swoją arię, jakby szła na barykady, w dodatku nie całkiem trzeźwa?! Za nią zaś wyświetla się tablica z nazwiskami znanych Polek – od Marii Skłodowskiej-Currie po Wisławę Szymborską i Olgę Tokarczuk. Scena ta nie jest nawet zabawna – jest, mówiąc wprost, prymitywna. 

Najlepiej w tej groteskowej konwencji wypadła Barbara Bagińska w roli Cześnikowej, grająca swą postać zabawnie i z przymrużeniem oka. Podobnie Jacek Jaskuła w roli. Macieja. Ale to są wytrawni śpiewaci i aktorzy, którzy zapewne w dużym stopniu sami wykreowali swoje postaci. Gorzej z młodymi. Statyczni, śpiewający do publiczności, wykonujący schematyczne gesty poklepywania się po plecach, przybijania "piątki". Dodajmy, że obaj artyści śpiewający główne role, zrobili to znakomicie. Piotr Buszewski w roli Stefana, dysponujący pięknym tenorem, poruszał serca wspaniałym wykonaniem arii z kurantem ("Cisza dokoła")  i nie tylko tej, ale zabrakło gry, precyzyjnego ruchu scenicznego, który budowałby tę postać. Podobnie Paweł Horodyski w roli Zbigniewa: wspaniały, głęboki, wyjątkowo mocny bas, a snuje się w szlafroku i nie bardzo wiemy, o co mu chodzi... Z pewnością dla nich obu warto tej opery wysłuchać, ale gdzie tu reżyseria, jaki ruch sceniczny? 

A już zupełnie nie pojmuję galerii postaci w rodzaju Katarzyny II w wielkimi nożycami, w towarzystwie Biskupa i króla Stasia (?)... Po co to wszystko?! Chór, skądinąd bardzo dobrze śpiewający, został zamieniony na końcu w tłum fotografujący scenę kuligu telefonami komórkowymi – kolejny banał i schemat. Stanowczo uważam, że Bruno Berger-Gorski nie stanął na wysokości zadania. 

Scena zbiorowa, próba generalna "Strasznego dworu", fot. materiały prasowe
Dyrygent Mirian Khukhunaishvili natomiast poradził sobie zupełnie nieźle z polską operą i choć nie zna języka, to jednak widziałam, jak z wielkim zaangażowaniem "śpiewał" razem z chórem i solistami. 

Scenografia Daniela Dvořáka była oszczędna i funkcjonalna, w konwencji groteskowej. Wspomagały ją projekcje filmowe (zabawna scena jazdy "na wyścigi" pani Cześnikowej), a światło ewokowało rozmaite nastroje: od lirycznych i pogodnych po "straszne", rodem z horroru. Bardzo podobały mi się kostiumy zaprojektowane przez Magdalenę Dąbrowską, a będące swoistym przeglądem stylów, od XIX wieku po czasy współczesne. Przy takiej liczbie postaci na scenie było to prawdziwym wyzwaniem. Chór zaśpiewał znakomicie, szczególnie w scenie mazura ("Hej, zagrajcie siarczyście!"), z temperamentem zatańczonego przez balet Opery Wrocławskiej. Ten mazur zresztą porwał widownię.

Czy najnowsza inscenizacja "Strasznego dworu" w Operze Wrocławskiej zachwyca? Otóż niekoniecznie. Mnie wprawdzie nie zachwyciła, uważam jednak, że nie jest znowu... hm... taka straszna 😉 Warto jej posłuchać dla pięknych głosów.

piątek, 12 września 2025

Premiera w Operze Wrocławskiej: "Straszny dwór" Stanisława Moniuszki

Dziś odbędzie się w Operze Wrocławskiej premiera "Strasznego dworu" Stanisława Moniuszki w reżyserii Bruna Berger-Gorskiego oraz pod kierownictwem muzycznym Miriana Khukhunaishvili. To wydarzenie jest wyjątkowe pod wieloma względami. Będzie to nie tylko otwarcie nowego sezonu artystycznego 2025/2026, ale również uświetnienie obchodów jubileuszu 80 lat polskiej sceny operowej we Wrocławiu. 


8 września 1945 r. odbyła się w stolicy Dolnego Śląska premiera "Halki" Stanisława Moniuszki, co zapoczątkowało powojenny rozwój stałej sceny operowej w mieście. Obecna inscenizacja "Strasznego dworu" będzie nawiązywała właśnie do tych wydarzeń, kiedy to Polacy – nowi mieszkańcy Wrocławia – na gruzach niedawnej Festung Breslau zaczęli budować polską kulturę.

"Straszny dwór" Stanisława Moniuszki uchodzi za jedno z najdoskonalszych dzieł operowych kompozytora. Libretto autorstwa Jana Chęcińskiego zostało oparte na jednym opowiadaniu ze zbioru anegdot Kazimierza Stanisława Wójcickiego "Stare gawędy i obrazy" z 1840 roku. Chęciński jednak do szlacheckiej historii dodał wątki z "Pana Tadeusza" Adama Mickiewicza oraz "Zemsty" i "Ślubów panieńskich" Aleksandra Fredry. Wszystko to zostało splecione doskonałą muzyką Moniuszki. 

Historia Stefana i Zbigniewa, powracających z wojny do swych rodzinnych stron, jest pełna polskiej patriotycznej myśli, a jednocześnie skrzy się szlacheckim humorem i optymizmem. Straszny dwór jest z jednej strony romantyczną, a z drugiej – polityczną opowieścią o dwóch młodych szlachcicach, którzy przysięgają sobie, że zawsze będą „żyć w bezżennym stanie”. 

W 1863 roku wybuchło Powstanie Styczniowe, w wyniku którego okupant rosyjski zamknął Teatr Wielki w Warszawie na ponad dwa lata. Ponowne otwarcie sceny narodowej postanowiono uczcić prapremierą "Strasznego dworu", która to okazała się okazją do wielkich manifestacji patriotycznych, z resztą szybko stłumionych. W "Strasznym dworze" zawarta jest mnogość rytuałów szlacheckich, które są ukazane w wielu szczegółach dzieła: polonezowy kurant, powitanie powracających paniczów chlebem i solą, przędzenie w wielkiej izbie przy śpiewie pieśni, zapustne tradycje wróżenia z wosku, czy myśliwskie spory. Rodzimość, domowość i szlacheckość – to miało przyświecać całości dzieła. Po przegranym powstaniu, siła narodu polskiego miała wyrastać z przeszłości, a co za tym idzie – z moralności, honoru, szacunku do Tradycji. Stało to w opozycji do rodzącej się nowej kultury mieszczańskiej, która na pierwszy plan wysuwała względy ekonomiczne. Sam spektakl został zdjęty z afisza po trzecim przedstawieniu. Kompozytor za swego życia opery tej nie zdążył więcej zobaczyć. Pierwsze wznowienie Strasznego dworu po carskiej cenzurze odbyło się w zaborze austriackim, we Lwowie i Krakowie w 1877 roku.

Kierownictwo muzyczne

Mirian Khukhunaishvili

Reżyser

Bruno Berger-Gorski

Dramaturgia/dramaturgia historyczna

Tadeusz Krzeszowiak

Scenografia

Daniel Dvorak

Choreografia

Bożena Klimczak

Kostiumy

Magdalena Dąbrowska

Reżyseria świateł

Bogumił Palewicz

Multimedia, mapping

Karolina Jacewicz

Asystent reżysera

Adam Pacyno

Asystent scenografa

Maciej Węglarz

Asystentka kostiumografki

Aleksandra Ślązak

Autor plakatu

Rafał Olbiński


Obsada

Miecznik - Łukasz Motkowicz*

Hanna - Hanna Sosnowska-Bill

Jadwiga - Aleksandra Opała

Stefan - Piotr Buszewski*

Zbigniew - Paweł Horodyski*

Cześnikowa - Barbara Bagińska

Skołuba - Sebastian Rutkowski*

Damazy - Paweł Żak

Maciej - Jacek Jaskuła

Marta - Canan Kalkir

Grześ - Daniel Babuśka

Stara Niewiasta - Dorota Dutkowska

* - gościnnie

informacja prasowa

czwartek, 30 stycznia 2025

Nowa dyrekcja i plany repertuarowe Opery Wrocławskiej

Od 1 stycznia 2025 r. funkcję dyrektora Opery Wrocławskiej sprawuje Agnieszka Franków-Żelazny, zaś wicedyrektora – Izabela Piekielnik. Nowa dyrektorka zaprosiła do współpracy dwie wybitne postaci świata muzyki: Tomasza Koniecznego oraz Miriana Khukhunaishvili. W obecnym sezonie zobaczymy dwie premiery: "Don Carlo" G. Verdiego w reż. Michała Znanieckiego oraz balet "Frida" z muzyką Petera Salema i w choreografii Annabelle Lopez Ochoa.

 Izabela Piekielnik, Agnieszka Franków-Żelazny,
Tomasz Konieczny, fot. Wojciech Palacz

Podczas konferencji prasowej 28 stycznia 2025 została przedstawiona nowa dyrekcja teatru oraz nakreślono kierunek, w którym Opera Wrocławska będzie podążać. Jak zaznaczyła dyrektor – na szczegółowe omówienie planów przyjdzie jeszcze czas, lecz już dziś zaproszono na dwie premiery trwającego sezonu – "Don Carlo" Giuseppe Verdiego w reżyserii Michała Znanieckiego (24 maja 2025) oraz balet "Frida" z muzyką Petera Salema i w choreografii Annabelle Lopez Ochoa (7 czerwca 2025). Dyrektor Agnieszka Franków-Żelazny zapowiedziała również, że pierwszą premierą sezonu artystycznego 2025/2026 będzie "Straszny dwór" Stanisława Moniuszki (12 września 2025). 

"Strasznym dworem" chcemy nawiązać do wydarzenia, które miało miejsce 80 lat temu – 8 września 1945 r. w murach podnoszącego się Teatru Miejskiego zabrzmiała "Halka" Stanisława Moniuszki. Treść libretta "Strasznego dworu" bardzo dobrze pasuje do sytuacji, jaką zastali przyjeżdzający do Wrocławia, swojego nowego-starego domu, nowi mieszkańcy – wyjaśniła podczas konferencji prasowej dyrektor Agnieszka Franków-Żelazny. 

Funkcję dyrektora castingu Opery Wrocławskiej objął Tomasz Koniecznysolista bas-baryton, aktor i reżyser. Do jego obowiązków będzie należał m.in. dobór obsad do spektakli oraz współpraca przy ustalaniu składu zespołów kreatywnych produkcji Opery Wrocławskiej. Nowy dyrektor castingu zapowiada:

Moja funkcja dyrektora castingu jest funkcją doradczą. Będę doradzał pani dyrektor w sprawach z zakresu repertuaru i jakości wykonania artystycznego. Będziemy również starali się pielęgnować zespół, który już w Operze Wrocławskiej istnieje. (…) Teatr jest w dobrych rękach.

Mirian Khukhunaishvili, fot. Wojciech Palacz

Począwszy od sezonu artystycznego 2025/2026 kierownikiem muzycznym Opery Wrocławskiej zostanie gruziński dyrygent młodego pokolenia Mirian Khukhunaishvili. Podczas spotkania z dziennikarzami artysta przywitał się tymi oto słowami:

Jestem ogromnie zaszczycony, że mogę objąć stanowisko kierownika muzycznego Opery Wrocławskiej. Moim zadaniem będzie nie tylko kontynuowanie tradycji wspaniałych spektakli, ale również wprowadzanie nowych pomysłów i wspieranie młodych talentów, a także odkrywanie nowych kierunków w muzyce. Wspólnie z zespołem będziemy pracować, by osiągnąć jak najlepszy poziom artystyczny.

Miriana Khukhunaishvili będzie można zobaczyć jeszcze w tym sezonie  – w kwietniu poprowadzi balet Requiem d-moll oraz czerwcowy koncert Święta Muzyki. 

informacja prasowa


piątek, 8 września 2023

Początek Międzynarodowego Wratislavia Cantans z wysokiego C! /relacja z koncertu/

Koncertem "Kosmogonia" w wykonaniu NFM Filharmonii Wrocławskiej, Polskiego Narodowego Chóru Młodzieżowego i solistów, pod batutą dwóch dyrygentów: Christopha Aschenbacha i Miriana Khukhunaishvili, rozpoczął się 58. Międzynarodowy Festiwal Wratislavia Cantans. Zaczęło się od wysokiego C i  można poczuć przyjemny dreszczyk emocji, gdy się pomyśli, co będzie dalej.

Koncert inaugurujący 58. Międzynarodowy Festiwal Wratislavia Cantans,
fot. Karol Sokołowki, NFM

Repertuar nieoczywisty, bynajmniej nie oratoryjny (utwór współczesnego kompozytora pochodzenia chińskiego Tan Duna, Krzysztof Penderecki i Ludwig van Beethoven), więc żywiłam pewne obawy. A jednak koncert był wspaniały, szczególnie właśnie pierwsza jego część, wprowadzająca nas de facto w klimat tegorocznej Wratislavii, która przebiega pod hasłem "Matka Natura". 

Najpierw zabrzmiał utwór Tan Duna: "Passacaglia: Secret of Wind and Birds", Cóż to było za doświadczenie! Nieznany u nas kompozytor chińskiego pochodzenia uchodzi za czołową postać współczesnej muzyki klasycznej, czerpie z różnych wpływów zachodnich i chińskich – dychotomii, która ukształtowała większość jego życia i muzyki. Współpracuje z wiodącymi orkiestrami na całym świecie, Tan jest laureatem wielu nagród, w tym Grawemeyer Award za operę "Marco Polo" (1996) oraz Oscara i Grammy za muzykę filmową do filmu "Przyczajony tygrys, ukryty smok" (2000). Jego dorobek jako całość obejmuje opery, partytury orkiestrowe, wokalne, kameralne, solowe i filmowe, a także gatunki, które Tan nazywa "muzyką organiczną" i "rytuałem muzycznym". Prawda, że brzmi intrygująco?

Urodzony w Hunan w Chinach, Tan dorastał podczas rewolucji kulturalnej i otrzymał wykształcenie muzyczne w Centralnym Konserwatorium Muzycznym. Jego początkowe inspiracje obejmowały zarówno muzykę chińską, jak i XX-wieczną muzykę klasyczną.  Kompozycje Tana często zawierają elementy audiowizualne; używa instrumentów zbudowanych z materiałów organicznych, takich jak papier, woda i kamień i często inspiruje się tradycyjnym chińskim przedstawieniem teatralnym i rytualnym.

Myśmy podczas tego koncertu, poprowadzonego przez maestro Eschenbacha (który dla odmiany urodził się w 1940 roku w Breslau), doznali swoistego olśnienia. Jakże wspaniale zabrzmiała NFM Filharmonia Wrocławska, która nie tylko grała, ale muzycy wydawali także  rozmaite dźwięki, wspomagani nagraniem ptasich treli na telefonach komórkowych, w czym aktywnie wspomagała ich publiczność, która wcześniej uzyskała dostęp do odpowiedniej aplikacji. O tym koncercie nie ma sensu pisać, bo jest przeżyciem organicznym, a nie intelektualnym. Dlatego zamieszczam link do innego wykonania - w Carnegie Hall, choć to i tak namiastka:

Tan Dun: Passacaglia: Secret of Wind and Birds

Tytułowy koncert: Kosmogonię na głosy solowe, chór mieszany i orkiestrę Krzysztofa Pendereckiego poprowadził młody dyrygent z Gruzji – Mirian Khukhunaishvili i było to kolejne olśnienie. Monumentalne dzieło Pendereckiego zrobiło kolosalne wrażenie!  I nie mogło być inaczej. Utwór powstał w 1970 roku na zamówienie z okazji 25-lecia istnienia Organizacji Narodów Zjednoczonych i jest rodzajem refleksji (ale także zaproszeniem do niej) na temat powstania świata i jego wyobrażenia. Znajdziemy w nim nie tylko wspaniałą muzykę naśladującą genesis, ale także nieoczywiste niekiedy teksty: od słów kosmonautów Jurija Gagarina i Johna Glenna do cytatów z biblijnej Księgi Rodzaju i epikurejskiego poematu ''O naturze rzeczy'' Lukrecjusza. Ponadto – fragmenty renesansowych traktatów Giordana Bruna i Leonarda da Vinci, przeplatane ze słowami z ''Antygony'' Sofoklesa i ''Metamorfoz'' Owidiusza, przez które przebijają się myśli średniowiecznego kardynała, filozofa i matematyka Mikołaja z Kuzy. 

Mirian Khukhunaishvili, fot. Karol Sokołowski

Młody gruziński dyrygent jest zwycięzcą Akademii Dyrygentów 2022-2023 i zarazem uczestnikiem programu stworzonego przez maestro Eschenbacha, który założył fundację wspierającą młodych artystów, pragnąc w ten sposób także upamiętnić przedwcześnie zmarłych rodziców. Jego matka, Małgorzata z d. Jaross, zmarła przy porodzie, zaś ojciec, Heribert Ringmann, (oboje byli muzykami) został wysłany za poglądy antynazistowskie na front wschodni, gdzie zginął. Chłopiec cudem przeżył i został wychowany przez kuzynkę matki Wallydore Eschenbach, której nazwisko przyjął przyszły muzyk. 

Mirian Khukhunaishvili został doceniony przez Christopha Eschenbacha  jako "niezwykle utalentowany młody dyrygent" po debiucie z Konzerthausorchester Berlin, a wczoraj – dzięki staremu mistrzowi – miał miejsce jego debiut we Wrocławiu, podczas Wratislavia Cantans. Na stronie dyrygenta przeczytałam, że od 2021 roku jest także wykładowcą na Iceland University of the Arts, gdzie prowadzi zajęcia z dyrygentury i chór uniwersytecki, a w 2020 roku uzyskał stopień doktora dyrygentury w Akademii Muzycznej w Krakowie (sic!). We Wrocławiu został przyjęty entuzjastycznie! Znakomicie poradził sobie z tak dużym składem muzyków. Poza NFM Filharmonią Wrocławską, która i w tym utworze zabrzmiała wspaniale, monumentalnie, wystąpił także Polski Narodowy Chór Młodzieżowy, którego brzmienie było doprawdy imponujące, w dodatku inkrustowane głosami świetnych solistów: Iwony Hossy (sopran), Rafała Bartmińskiego (tenor) oraz Jerzego Butryna (bas-baryton). Jak to brzmiało!

Koncert inaugurujący 58. Międzynarodowy Festiwal Wratislavia Cantans,
fot. Karol Sokołowki, NFM

Drugą część koncertu wypełniła VI Symfonia F-dur op. 68 „Pastoralna” Ludwiga van Beethovena –skomponowana w latach 1807-08 i opowiadająca o uczuciach związanych z pobytem na wsi. Celem Beethovena nie było bynajmniej stworzenie muzycznej imitacji odgłosów wsi, uprawianie tzw. malarstwa dźwiękowego, lecz oddanie uczuć towarzyszących człowiekowi, który odnajduje na wsi upragnioną ciszę i spokój ducha. Tak więc po muzycznym "stworzeniu świata" mogliśmy kontemplować relacje człowieka z naturą. Tę część koncertu poprowadził ponownie maestro Christoph Eschenbach i wypadła równie wspaniale. Jeszcze raz mogliśmy się przekonać, jak znakomicie gra NFM Filharmonia Wrocławska, a w szczególności, jakich ma wspaniałych muzyków grających na instrumentach dętych, te bowiem są, jak wiadomo, w tym utworze pierwszoplanowe.

Tegoroczna Wratislavia zaczęła się więc od górnego C i  można poczuć przyjemny dreszczyk emocji, gdy się pomyśli, co będzie dalej.


poniedziałek, 4 września 2023

Modyfikacje koncertu inaugurującego Wratislavia Cantans na prośbę Christopha Eschenbacha

Na prośbę maestra Christopha Eschenbacha, którego misją jest wspieranie młodych dyrygentów z całego świata, podczas koncertu Kosmogonia, inaugurującego 58. Międzynarodowy Festiwal Wratislavia Cantans im. Andrzeja Markowskiego, zaplanowanego na 7 września br., artysta zadyryguje wraz z Mirianem Khukhunaishvilim.

Program wydarzenia prezentuje się następująco:

Krzysztof Penderecki Adagietto na orkiestrę z opery Raj utracony (dyrygent: Christoph Eschenbach)

Tan Dun Passacaglia: Secret of Wind and Birds (dyrygent: Mirian Khukhunaishvili)

Krzysztof Penderecki Kosmogonia na solistów, chór i orkiestrę (dyrygent: Mirian Khukhunaishvili)

***

Ludwig van Beethoven VI Symfonia F-dur op. 68 „Pastoralna” (dyrygent: Christoph Eschenbach)

Maestro Eschenbach jest założycielem Fundacji im. Jarosa Ringmanna, nazwanej na cześć ojca artysty, który również urodził się we Wrocławiu i jako profesor uniwersytecki przyczynił się do rozwoju życia kulturalnego miasta przed II wojną światową. Program Fundacji zakłada roczną opiekę nad wybranym młodym dyrygentem, który korzysta z osobistego mentoringu repertuarowego i technicznego prowadzonego przez maestra Eschenbacha, bierze udział w koncertach, a jego kariera jest uważnie obserwowana i wspierana przez cały zespół. Jako pierwszy tego zaszczytu dostąpił właśnie Mirian Khukhunaishvili.

informacja prasowa

Epilog 60. Międzynarodowego Festiwalu Henryka Wieniawskiego w Szczawnie Zdroju

Tegoroczny 61. Międzynarodowy Festiwal im. Henryka Wieniawskiego, który tradycyjnie odbywał się w czerwcu w Szczawnie-Zdroju, zwieńczy konce...

Popularne posty