Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Ewa Michnik, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Ewa Michnik, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

sobota, 17 marca 2018

"Makbet" w Operze Wrocławskiej /zapowiedź/

Wspaniali wykonawcy, znakomite chóry, balet, a także interesująca scenografia i kostiumy w operowym przedstawieniu "Makbeta" w Operze Wrocławskiej.




Podczas konferencji prasowej reżyser i inscenizator nowego "Makbeta" -  Bruno Berger – Gorski, przedstawił koncepcję widowiska.  Wprawdzie po raz pierwszy pracuje we Wrocławiu, ale jest to już jego trzecia realizacja szekspirowskiej sztuki. Pierwsza miała miejsce na otwartej przestrzeni, w Norwegii, druga – w Operze im. Janačka w Brnie. Kolejne wyzwanie stanowi przestrzeń Hali Stulecia.

"Świat Makbeta jest zniszczony – mówił podczas konferencji Berger - Gorski. Działalność dyktatora zniszczyła zarówno świat natury, jak też świat człowieka. Scena będzie na początku pełna martwych ciał".

Jednocześnie Berger uważa, że Makbet nie chce już zabijać. W ostatniej, pięknej arii śpiewa o tym, że siła i bogactwo uczyniły go samotnym.  Zakończenie spektaklu niesie nadzieję na lepszą przyszłość. Powraca Malcolm z zielonymi gałązkami symbolizującymi nadzieję. Możliwy jest zatem lepszy świat.

Scena z Makbeta w reż. Bruno Berger-Gorskiego/Opera Wrocławska
Podczas konferencji prasowej dyrektor Opery Wrocławskiej, a zarazem dyrygent i kierownik muzyczny  przedstawienia, Ewa Michnik, zapoznała dziennikarzy ze znakomitą obsadą ”Makbeta”. Tytułową rolę zaśpiewa aż czterech śpiewaków. 13 czerwca, podczas premiery, wystąpi wybitny baryton Vladimir Chmelo, śpiewający na najważniejszych scenach świata.  Po nim wystąpią także: Lucio Gallo - włoski baryton, częsty gość największych scen operowych, Jerzy Mechliński, polski artysta, mający w swoim dorobku liczne występy w kraju i za granicą i posiadający w swoim repertuarze pierwszoplanowe partie barytonowe w operach Giuseppe Verdiego. Czwartym wykonawcą roli Makbeta jest Bogusław Szynalski – pierwszy baryton Opery Meiningen, solista Opery Krakowskiej oraz (w latach 1995 – 2006) Teatru Wielkiego w Poznaniu. Brał udział w większości superprodukcji Opery Wrocławskiej.

Rolę Lady Makbet wykonają trzy śpiewaczki. Pierwszą jest Magdalena Barylak (sopran), występująca w teatrach operowych Polski i za granicą, a od 2007 roku współpracująca z Operą Wrocławską (m.in. rola Abigaile w ”Nabuko” G. Verdiego). Drugą wykonawczynią będzie Eliza Kruszczyńska – skrzypaczka i wokalistka, od 2013 roku solistka Opery Wrocławskiej. W roli Lady Makbet usłyszymy także Marię Pia Piscitelli – włoski sopran, która wystąpiła już w tej roli w Limie, a poza tym śpiewa na znaczących scenach operowych całego świata.

Scena z Makbeta w reż. Bruno Berger-Gorskiego/Opera Wrocławska
Roli Lady Makbet poświęciła dyrektor Michnik więcej uwagi, podkreślając, że jest to postać o wiele bardziej dramatyczna niż w pierwowzorze Szekspira. Partytura tej roli jest szczególnie trudna nie tylko ze względu na skalę, ale także dlatego, że postać ta ma więcej arii niż sam Makbet, a oprócz tego śpiewa duety i ogromne finały.

Verdi pisał pod konkretnych solistów – twierdziła Ewa Michnik – więc trudni jest znaleźć śpiewaczkę, która sprostałaby trudnościom wpisanym w partyturę.

Pani dyrektor podkreślała, że przygotowywana przez Operę Wrocławską wersja ”Makbeta” G. Verdiego jest zgodna z partyturą paryską. Charakteryzuje ją optymistyczny wydźwięk –przesłanie, z którego wynika, że z popiołów można się odrodzić. Po wtóre, wersja ta została wzbogacona pięknymi partiami baletowymi, które czynią widowisko bardziej atrakcyjnym. Ważnym bohaterem opery jest ponadto chór: chór czarownic, mieszany oraz chór męski.

Scena z Makbeta w reż. Bruno Berger-Gorskiego/Opera Wrocławska
Scenograf i reżyser świateł – Paweł Dobrzycki – zaprezentował podczas konferencji koncepcję scenograficzną spektaklu, nie zdradzając wszakże smakowitych szczegółów. Ten twórca ponad 280 scenografii, zrealizowanych w kraju i za granicą, współpracujący z wieloma wybitnymi twórcami, powiedział, że najistotniejsza w tym spektaklu jest idea pejzażu. Obrazuje on bowiem świat niszczony przez władców. Jest to pejzaż postindustrialny, apokaliptyczny i ponadczasowy jednocześnie. Stanowi zatem ważną część idei przedstawienia.

”Makbet” Giuseppe Verdiego zapowiada się więc jako widowisko wyjątkowe pod wieloma względami: muzycznym, wizualnym, a także ideowym.

Artykuł ukazał się pierwotnie na portalu Kulturaonline 11 czerwca 2014 roku.

niedziela, 16 lutego 2025

Agnieszka Rehlis: W śpiewaniu musi brzmieć prawda /wywiad/

Z Agnieszką Rehlis – mezzosopranistką o wyjątkowym głosie, śpiewaczką operową występująca na deskach najważniejszych scen operowych Europy i świata – o jej muzycznej drodze, ważnych rolach, najbliższych planach, a także o tym, jak jej głos ... unieruchomił scenę obrotową w Opernhaus w Zurichu 😊

Agnieszka Rehlis, fot. Karpati Zarewicz, TACT Artists Menagement

Barbara Lekarczyk-Cisek: To szczęśliwy traf, że występuje Pani we Wrocławiu, bo niezmiernie rzadko można Panią usłyszeć w Polsce. W dodatku usłyszymy Panią w repertuarze kameralnym i w towarzystwie znakomitego gitarzysty Krzysztofa Meisingera, z którym współpracuje Pani od lat. 

Agnieszka Rehlis: Nasza współpraca rozpoczęła się 10 lat temu, kiedy to zagraliśmy pierwszy koncert we wrocławskim Arsenale. Później mieliśmy wiele koncertów, aż w końcu nagraliśmy prywatnie kompozycje Bartka Marusika: „Pieśni nocą śpiewane”. Nie odbyliśmy wcześniej żadnej próby, a mimo to była pomiędzy nami niesamowita nić porozumienia. Wcześniej, oczywiście, przygotowywaliśmy się do tego nagrania indywidualnie, ale nigdy bym nie przypuszczała, że można z takim spokojem po prostu zrealizować nagranie. To był bardzo piękny, nastrojowy cykl, prawdziwe perełki! Kiedy śpiewaliśmy go trzy lata temu w Łazienkach na Festiwalu Mozartowskim, zgromadziła się tak liczna publiczność, że połowie nie udało się w ogóle wejść. Współpracujemy z Krzysztofem nieczęsto, ponieważ ciągle wyjeżdżam, ale zdarza się nam spotkać od czasu do czasu, czego przykładem jest koncert w ramach cyklu „Ars Cameralis”. 

Najczęściej można Panią usłyszeć na scenach operowych Europy i świata. Podobno niedawno, podczas spektaklu „Balu maskowego” G. Verdiego w Opernhaus w Zurichu, gdy wykonała Pani rolę Ulryki, scena obrotowa zatrzymała się, a organizatorzy poinformowali widownię, że to przez Pani czary 😊

To się wydarzyło naprawdę! Scena spowita piękną zielenią, także stół, przy którym siedzę z niemą postacią towarzyszącego mi służącego. Na koniec scena miała się obrócić, ale czekaliśmy na próżno. Trochę markowaliśmy, że tak ma być, ale w końcu nie wytrzymaliśmy i mój sceniczny partner zaproponował mi szeptem, abyśmy, nie czekając aż maszyneria ruszy, sami zeszli ze sceny. Najpierw udaliśmy się za zieloną kotarę, okazało się jednak, że natrafiliśmy na ścianę bez wyjścia. Nie straciłam zimnej krwi i ruszyliśmy w kierunku lewej kulisy, rejestrując po drodze Erikę Grimaldi, grającą rolę Amelii, która ciągle czekała na swoje wejście. Idąc coś improwizowaliśmy, żeby wyglądało naturalnie, a Gianandrea Noseda na szczęście zorientował się, że sytuacja jest trudna i powstrzymał się od dyrygowania. I poszło! Choć scena nadal się nie obracała i udało się ją uruchomić dopiero podczas II aktu. O tym, że poinformowano publiczność, iż unieruchomienie sceny obrotowej nastąpiło na skutek czarów Ulryki, dowiedziałam się później od osoby, która była na widowni. Widziałam wprawdzie na koniec znaczące uśmiechy artystów i garderobianej przesyłane w moim kierunku, ale dopiero post factum zrozumiałam ich znaczenie. (śmiech)

Agnieszka Rehlis w roli Ulriki w "Balu maskowym" G. Verdiego, Opernhaus Zurich,
fot. ze strony Opernhaus Zurich na FB

Wcale się temu nie dziwię, bo Pani czaruje słuchaczy nieomal na całym świecie, czego sama doświadczyłam podczas wrocławskiego koncertu. Przypuszczam, że Pani talent i głos dojrzewał do tego latami. Jakie były tego początki?

Śpiewałam „od zawsze” i pociągało mnie też pianino, ale czasy były zgrzebne i rodziców nie stać było na taki instrument. Mama jednak, zauważywszy moje muzyczne ciągoty, zaprowadziła mnie do pana Franciszka Koscha, wychowanka Stefana Stuligrosza. Prowadził popularny w Jeleniej Górze chór męski oraz Chór Kameralny Collegium Musicum, w którym śpiewały również dziewczęta i panie. Byłam w ósmej klasie szkoły podstawowej, kiedy to w grudniu, bardzo stremowana, stanęłam przed obliczem pana Koscha i zaśpiewałam. Stwierdził, że mam dużą skalę głosu i umieścił mnie w sopranach, choć czasami odczuwałam, że to nie do końca „mój głos”, czym podzieliłam się z dyrygentem, on zaś zaproponował mnie i paru innym osobom lekcje indywidualne, podczas których uczył nas śpiewu solowego. Po półtora roku takich ćwiczeń, tak się w nich rozsmakowałam, że będąc jeszcze w liceum, postanowiłam zdawać na studia wokalne. Pan Kosch tak znakomicie mnie przygotował, że mimo afonii, która mnie dopadła podczas egzaminów, zaśpiewałam na tyle dobrze, że pani profesor Barbara Ewa Werner, znakomita śpiewaczka i skrzypaczka, przyjęła mnie na Wydział Wokalny Państwowej Szkoły Muzycznej w Jeleniej Górze. Profesor Werner uczyła mnie potem śpiewu przez okres dwu lat, kiedy co sobotę przyjeżdżała do Jeleniej Góry. Nadal też udzielał mi lekcji pan Kosch. Kontynuowałam je także później, kiedy dostałam się do Akademii Muzycznej we Wrocławiu, pod opiekę pani prof. Werner. Muszę podkreślić, że Franciszkowi Koschowi ogromnie wiele zawdzięczam – gruntowne podstawy śpiewu i pasję do muzyki. Będąc na studiach nadal współpracowałam z jego chórem. Na IV roku Akademii śpiewałam już poważne i trudne utwory, jak „Missa solemis” L. Beethovena czy Mszę h-moll J. S. Bacha. Swoje umiejętności doskonaliłam także na kursach mistrzowskich, m.in. pod kierunkiem Krystyny Szostek-Radkowej, a także u niemieckich pedagogów: Adele Stolte, Christiana Elsnera i Gerharda Kahry'ego. 

W jakich okolicznościach trafiła Pani do Opery Wrocławskiej?

Och, to był pewien proces. Kończąc studia nie bardzo wiedziałam, co dalej, radziłam się więc zarówno pani prof. Werner, jak też pani Szostek-Radkowej i ta ostatnia poradziła mi, aby składać podania do różnych oper, a pani Werner poinformowała mnie, że Opera Wrocławska organizuje właśnie przesłuchania. Trwał strajk pracowników opery, więc pani Ewa Michnik wraz z komisją przesłuchiwała mnie w jakimś budynku na Krzykach. Pamiętam, że zaśpiewałam arię z „Orfeusza” Claudio Monteverdiego, którą przygotowałam wcześniej jako dyplom w Akademii Muzycznej. Realizując jako przedstawienie dyplomowe „Orfeusza”, pracowaliśmy też nad ruchem scenicznym ze wspaniałym tancerzem i choreografem Waldemarem Karstem – artystą związanym  przede wszystkim z Teatrem Dramatycznym w Wałbrzychu oraz z  Operą Wrocławską. 

Dodam, że kandydatów było ponad trzydziestu, a przyjęto czterech, w tym mnie, przy czym był to angaż do roli Doralby w operze Domenico Cimarosy: „Impresario w opałach”. Był luty roku 1996, pechowy, bo cała obsada się rozchorowała i ostatecznie nie zaśpiewałam tej roli. Wkrótce potem, w czerwcu, dostałam telefon z zapytaniem, czy nie wystąpiłabym w roli Jadwigi w „Strasznym dworze” Stanisława Moniuszki, w reżyserii i inscenizacji Adama Hanuszkiewicza i pod kierownictwem muzycznym Andrzeja Straszyńskiego. W roli Miecznika wystąpił wówczas sam Andrzej Hiolski! Tak więc kończąc studia zagrałam w tej sztuce, a od września otrzymałam angaż do opery. 

Trzeba przyznać, że zaczęła Pani swoją sceniczną karierę z wysokiego C!  O Adamie Hanuszkiewiczu krążą rozmaite opinie, głównie takie, że był w stosunku do aktorów surowy do bólu. A jakie są Pani doświadczenia z prób „Strasznego dworu”?

Już kiedy pani Krystyna Preis, nasz ówczesny koordynator pracy artystycznej, zapowiedziała scenicznym szeptem, że nadchodzi mistrz Hanuszkiewicz, zaniemówiłam z wrażenia (śmiech). No i zaczęły się próby. Śpiewałam w drugiej obsadzie z Ewą Czerniak, mogłam więc obserwować grę pierwszych solistów z wiodącej obsady. To było wielkie przeżycie! Pewnego dnia jednak „zaniemówiłam” na skutek jakiejś afonii, podeszłam do maestro Hanuszkiewicza i wyszeptałam, że dziś nie mogę śpiewać. Akurat była to próba sceniczna i śpiew nie był konieczny, a Adam Hanuszkiewicz nie tylko się nie zdenerwował, ale pragnąc mnie pocieszyć, zaprosił na ciastko do pobliskiej kawiarni. Kiedy ja zajadałam się pysznym ciastkiem od Bliklego, on opowiadał mi różne interesujące historie, które związane były z jego pracą w teatrze. Dziś już niewiele z tego pamiętam, ale byłam wzruszona jego ojcowską dobrocią.

Natomiast Andrzeja Hiolskiego najbardziej zapamiętałam z próby generalnej, kiedy to niespodziewanie dla nas pojawił się w loży na pierwszym balkonie i zaśpiewał swoją arię. Po czym zszedł do nas i przytulił… Taka to była reżyseria.

Agnieszka Rehlis w roli Azuceny w "Trubadurze" G. Verdiego, z Piotrem Beczałą (Manrico (2021, Opernhaus Zurich), trailer

Od początku swojej kariery scenicznej bardzo dobrze radziła Pani sobie także aktorsko. Czy to samorodny talent, czy też zasługa studiów na Akademii Muzycznej, gdzie były także zajęcia temu poświęcone?

Odbyłam studia wokalno-aktorskie, podczas których zajęcia prowadzili fantastyczni pedagodzy – aktorzy, pracujący równolegle w Szkole Teatralnej: Igor Przegrodzki, Zygmunt Bielawski, Miłogost Reczek. Program studiów obejmował wiele przedmiotów z dziedziny sztuki aktorskiej, miałam więc nawet możliwość pójścia na jeden rok do szkoły teatralnej, aby zrobić dyplom, ale zrezygnowałam. 

Opera Wrocławska była pierwszą sceną, na której zdobywała Pani zawodowe szlify i rozeznawała swoje możliwości. Jak Pani wspomina ten czas i które przedstawienia okazały się ważne w Pani karierze? 

Z pewnością do takich należy rola Jadwigi w „Strasznym dworze”, a po dwóch latach pracy, w 1997 roku, pojawiła się możliwość zaśpiewania w „Requiem” Verdiego w reżyserii Roberto Skolmowskiego. Zaśpiewałam całość, prócz jednej arii, bo takie były założenia reżyserii. Śpiewałam także inne, może mniej znaczące role, ale miło je wspominam: Florę w „Traviacie”, Magdalenę w „Rigoletto” Verdiego, Siebel w „Fauście” Gounoda, Cherubina w „Weselu Figara”, Mercedes w „Carmen” Bizeta, Eurydykę w „Antygonie” Zbigniewa Rudzińskiego. Ważna była także możliwość obserwacji innych śpiewaczek, od których również się uczyłam. 

Praktyka jest w każdym zawodzie bezcenna. Z pewnością widziała Pani film dokumentalny „Pavarotti”. Słynny tenor opowiada tam dowcipnie m. in. o początkach swojej kariery, kiedy to uczy się sztuki oddychania przeponą od swojej scenicznej partnerki, obejmując ją podczas wykonywania duetu. 

Ja z kolei na początku swojej kariery scenicznej śpiewałam rolę Mercedes w „Carmen”, a towarzyszyła mi pani Jola Żmurko jako Frascita i zachęcała mnie podczas prób, abym sprawdziła, jak pracuję przeponą, podobnie jak to robił Pavarotti. Korygowała mnie w sposób bardzo życzliwy. 

Kiedy była Pani solistką Opery Wrocławskiej, rozpoczął się także trwający wiele lat okres współpracy z Krzysztofem Pendereckim, z którym wykonywała Pani trudny repertuar oratoryjny. Jak doszło do tej współpracy? 

Pani Ewa Michnik, będąc dyrektorką Opery Wrocławskiej, sprawowała również w latach 1997-2002 funkcję dyrektora artystycznego Międzynarodowego Festiwalu Oratoryjno-Kantatowego "Wratislavia Cantans". Znając moje upodobanie do muzyki oratoryjnej, zapytała mnie, czy zaśpiewałabym Requiem Dvořáka, którym będzie dyrygował Krzysztof Penderecki. Warunkiem była akceptacja maestro, wobec czego pani Michnik zaaranżowała spotkanie. Zaproszono mnie do NOSPR-u, gdzie Profesor akurat miał próby. Podczas przesłuchania zauważyłam, że profesor Penderecki zaczął odruchowo dyrygować, a potem zapytał mnie, czy mogłabym się nauczyć jego Credo, co zapowiadało dalszą współpracę. Zamurowało mnie z wrażenia, ale oczywiście przytaknęłam, choć wtedy nie znałam tego utworu. To był luty 1999 (koncert miał być we wrześniu), a tu niespodziewanie dostaję w marcu telefon od Henryka Gizy – dyrektora Festiwalu Muzyki i Sztuki Krajów Bałtyckich, z pytaniem, czy znam „Polskie Requiem” K. Pendereckiego. Okazało się, że Profesor mnie zarekomendował w miejsce pani Jadwigi Rappé, która nie mogła wtedy wystąpić. Miałam kilka tygodni na przygotowanie, w czym wydatnie pomogła mi korepetytorka naszej opery, pani Maria Rzemieniecka. Próba odbyła się w Technikum Kolejowym w Warszawie i uczestniczył w niej prof. Penderecki. Byłam bardzo stremowana i niepewna, czy dobrze zaśpiewam. W pewnym momencie Profesor przestał nagle dyrygować, odwrócił się do mnie i po chwili (dla mnie to była wieczność) powiedział, że śpiewam bardzo dobrze, po czym dostałam oklaski od całej orkiestry. Ależ to było przeżycie! Zaczęłam swoją współpracę z Mistrzem od jednego z najtrudniejszych jego utworów, w porównaniu z którym Credo i Siedem bram Jerozolimy to była bułka z masłem. Mój ostatni koncert z Mistrzem Pendereckim odbył się w lutym 2017 roku na Festiwalu Pablo Casalsa w Puerto Rico. Współpraca z Maestro trwała więc osiemnaście lat! Przez długi czas kojarzono mnie w związku z tym raczej z muzyką współczesną. 

Agnieszka Rehlis w kompozycji K. Pendereckiego: "Dies illa" LACRIMOSA / wyk. NOSPR

W 2003 roku wypłynęła Pani na szerokie wody, zaproszona do Teatru Wielkiego – Opery Narodowej, gdzie debiutowała Pani rolą Feneny w „Nabucco” G. Verdiego i to pod batutą maestro Jacka Kaspszyka. Jak do tego doszło? 

Pracowałam wówczas w szkole muzycznej w rodzimej Jeleniej Górze, gdy nagle otrzymałam telefon z propozycją, abym natychmiast przyjechała do Warszawy i zagrała następnego dnia w „Nabucco”. Było to jakieś nagłe zastępstwo, ale ponieważ znałam reżyserię Marka Grzesińskiego, bo występowałam w tej sztuce wcześniej w Hali Ludowej [obecnie Hali Stulecia], przyjęłam propozycję z entuzjazmem. Nie zdążyłam wprawdzie dojechać na próbę, bo fizycznie nie było to możliwe, ale wszystko poszło dobrze. Maestro Kaspszyk wyraził po koncercie nadzieję, że jeszcze z nim wystąpię w kolejnej roli. Jakoś zaiskrzyło i w rezultacie śpiewałam z maestro wiele koncertów, m. in. VIII Symfonię Gustava Mahlera, a nawet miałam szczęście zaśpiewać tuż przed pandemią, w 2019 roku, „Requiem” Verdiego, obok takich wykonawców, jak Aleksandra Kurzak, Roberto Alagna i Paweł Siwek. To był koncert pożegnalny maestro Kaspszyka, który kończył wówczas swoją współpracę z Filharmonią Narodową w Warszawie.

G. Verdi: Messa da Requiem, Warsaw Philharmonic Orchestra and Choir / Orkiestra i Chór Filharmonii Narodowej pod dyr. Jacka Kaspszyka, wyk. Agnieszka Rehlis, Aleksandra Kurzak, Roberto Alagna i Rafał Siwek, Filharmonia Narodowa w Watszawie, 27 września 2019

 Ale Pani współpraca z Operą Narodową nabrała tempa… 

Tak, zagrałam m. in. Mafio Orsiniego w „Lukrecji Borgii” Donizettiego w 2009, rok później – Lisę w „Pasażerce” Wajnberga , a także Martę w „Jolancie” Czajkowskiego, Hagar w prawykonaniu opery Knapika „Moby Dick” w 2014 roku oraz Wróżkę w „Ognistym aniele” Prokofiewa w 2018. Zdarzało mi się występować także w spektaklach baletowych, np. w „Tristanie”, gdzie śpiewałam pieśni Wagnera, stojąc w orkiestronie. Wystąpiłam również w balecie „Chopin, artysta romantyczny”, gdzie wykonywałam pieśń do muzyki Hectora Berlioza. Poznałam wówczas dyrygenta Tadeusza Kozłowskiego, który potem zaprosił mnie na swój jubileusz w Filharmonii w Łodzi. W roku 2023 wystąpiłam w roli Amneris w „Aidzie” w Warszawie i okazało się, że był to mój setny spektakl. 

Współpracowała Pani także z innymi polskim operami... 

Rzeczywiście, kiedy w 2007 roku zostałam artystką freelance, zaczęłam dostawać propozycje z różnych teatrów operowych, m. in. z Opery Krakowskiej, gdzie zaśpiewałam m. in. rolę Kompozytora w „Ariadnie na Naxos” R. Straussa, w reżyserii Włodzimierza Nurkowskiego i pod kierownictwem muzycznym Tomasza Tokarczyka. To była dla mnie wspaniała możliwość zagrania roli przeznaczonej dla młodej jeszcze artystki, bo wiadomo, że głos z upływem czasu się zmienia. Udało mi się wówczas wystąpić w około trzydziestu spektaklach.

Agnieszka Rehlis w Prologu do "Ariadny na Naxos" R. Straussa

Zaśpiewałam także w 2013 roku rolę Azuceny w „Trubadurze” Verdiego w reżyserii Laco Adamika, ale zrozumiałam wtedy, że mój głos jeszcze do tej roli nie dojrzał. Dopiero cztery lata później, kiedy dzięki mojej fantastycznej agencji TACT weszłam na scenę z Azuceną, poczułam, że jest to rola dla mnie. Wystąpiłam też w 2011 roku w roli Judyty w „Zamku księcia Sinobrodego” Beli Bartóka w Teatrze Wielkim w Łodzi, gdzie kierownictwo muzyczne sprawował Łukasz Borowicz. Spektakl był grany wraz z "Dydoną i Eneaszem" Henry'ego Purcella. Dwa skrajne style, które dane mi było wykonać w jednym dniu, ponieważ zachorowała koleżanka, zaśpiewałam więc obie premiery. Dostałam potem entuzjastyczne recenzje, zwłaszcza za rolę Judyty. 

Muszę wspomnieć również Operę Podlaską w Białymstoku, gdzie w 2015 roku namówiono mnie do zagrania tytułowej roli w „Carmen” Bizeta w inscenizacji Beaty Redo-Dobber i gdzie wcześniej, w 2012 roku, wystąpiłam na otwarcie opery, wykonując Jadwigę w „Strasznym dworze” St. Moniuszki. Reżyserował Roberto Skolmowski, wówczas dyrektor opery, a kierownictw muzyczne sprawował Mieczysław Dondajewski. Z panią Redo-Dobber współpracowałam wcześniej przy „Pasażerce” w Teatrze Wielkim w Warszawie, toteż uznała, że dobrze zaśpiewam rolę Carmen. Zgodziłam się, bo nie jest to rola trudna i przyjemnie się ją śpiewa, natomiast aktorsko nie bardzo ją lubię, bo uważam, że to rodzaj kreacji obliczonej na aplauz publiczności. Lubię role, które są większym wyzwaniem. O przyjęciu roli Carmen zdecydował także fakt, że dyrygentem był Michał Klauza, o którym wiedziałam, że jest świetny i że współpraca z nim będzie owocna. Zaśpiewałam trzy premiery pod rząd, a potem chyba ze trzydzieści spektakli. 

Miałam także epizod z „Carmen” związany z Aalto-Musiktheater Essen, gdzie znano mnie z roli Amneris z „Aidy” i gdzie zaśpiewałam kilka spektakli „Carmen”. 

W którym momencie zaczęła się Pani światowa kariera? 

Wszystko zaczęło się od międzynarodowej agencji Tact Artists Management, której przedstawiciele byli w 2016 roku na spektaklu „Jolanty” Piotra Czajkowskiego w reżyserii Mariusza Trelińskiego, gdzie grałam rolę Marty. Nazajutrz umówili się ze mną na spotkanie. Nasłuchałam się najpierw komplementów na temat mojego występu, a następnie zaproponowali mi współpracę. Warunkiem było zaaranżowanie przesłuchań (tzw. audycji) na różnych scenach. Te audycje odbywały się jeszcze przez trzy lata, ale już po jednym przesłuchaniu w Teatrze Wielkim otrzymałam kilka propozycji ról. Jeździłam też do Zurichu, gdzie byłam przesłuchiwana do roli Wróżki i Matki Przełożonej w „Ognistym aniele” Siergieja Prokofiewa i od razu dostałam tę rolę. 

W 2016 roku zaśpiewałam rolę Amneris w Estońskiej Operze Narodowej w Tallinnie, co także było atutem dla mojej agencji. 

Agnieszka Rehlis jako Amneris w Estońskiej Operze Narodowej © Harri Rospu

Czy zechce Pani uchylić rąbka tajemnicy odnośnie swoich planów artystycznych? 

Za chwilę zaśpiewam w Royal Ballet and Opera w Londynie Azucenę w „Trubadurze”, w Statsooper Berlin tę samą rolę, w doborowym towarzystwie Anny Netrebko i Yusifa Eyvazova. Potem kolejno: w kwietniu tego roku zadebiutuję pod dyrekcją maestro Zubina Mehty – wykonam we Florencji Requiem G.Verdiego. Później wraca „Aida” (Amneris) we Florencji oraz w Arena di Verona, tym razem w reżyserii Stefano Poda. Kolejna „Aida” z tą samą rolą czeka mnie w Kennedy Center w Waszyngtonie, a za rok powrócę tam z „Tryptykiem” Giacoma Pucciniego. 

Co jest dla Pani najważniejsze w zawodzie, który wykonuje? 

Ważna jest znajomość historii muzyki oraz warsztat, ale – jak kiedyś powiedziała Ewa Podleś, śpiewanie to przede wszystkim wyobraźnia, która sprawia, że świadomie kształtujemy nasz głos. W śpiewaniu musi brzmieć prawda. 

Czy ma Pani jakieś pasje pozamuzyczne? 

Ważna jest dla mnie duchowość – dbam o swoje relacje z Panem Bogiem. Ponadto pasjonuje mnie matematyka, astronomia oraz astrofizyka, czyli czysta nauka. Od czasu do czasu śledzę życie gwiazd za pomocą odpowiedniego sprzętu. Ważne jest, aby mieć także zainteresowania pozamuzyczne, bo to także człowieka rozwija.

Bardzo dziękuję za spotkanie i rozmowę. Życzę, aby kolejne role operowe oraz udział w koncertach przyniosły Pani wiele satysfakcji i dały poczucie, że w Pani śpiewie brzmi prawda.

środa, 7 lutego 2018

Piotr Kamiński: "Tysiąc i jedna opera" /recenzja książki/

Popularny radiowiec, popularyzator muzyki i tłumacz interesująco i kompetentnie prowadzi czytelników przez operowy labirynt.



Chociaż tytuł autorskiego przewodnika operowego Piotra Kamińskiego nawiązuje do baśni tysiąca i jednej nocy, jest to jednak rodzaj kokieterii autora, który równie fascynująco opowiada o tym gatunku muzycznym, jak Szeherezada swoje baśnie. Jednakże należałoby przypomnieć, że rodowód opery jest nie wschodni, ale europejski, a ściślej: włoski. Otóż w XVI wieku zafascynowani starożytnością członkowie Cameraty Florenckiej zapragnęli przywrócić sztuce dramatycznej pierwotną wspaniałość. A ponieważ uważali, że starożytny teatr grecki i rzymski posługiwał się recytatywem, toteż uznali to za najdoskonalszy środek wyrazu. I tak powstała opera.

Od samego początku miała możnych protektorów, a spektakle, na które nie żałowano pieniędzy - bogatą inscenizację. Zresztą, cały splendor spływał na mecenasa, który bynajmniej nie był anonimowy. Dzięki temu wiadomo np., że powstanie "Orfeusza" Monteverdiego zawdzięczamy księciu Franciszkowi Gonzadze z Mantui. Opera zaspakajała ambicje sceniczne władcy, jak to było w przypadku Ludwika XIV, któremu swoją karierę zawdzięcza Jan Baptysta Lully. Ale opera to także modne miejsce, gdzie należało bywać, gdzie się spotykano, romansowano, spiskowano, gdzie kwitło życie polityczne.

Wagner na wodzie - czemu nie?


Okazuje się jednak, że opera barokowa (i nie tylko) nadal cieszy się ogromnym powodzeniem. Ludzi fascynują wielkie operowe widowiska, czego przykładem są choćby zrealizowane we Wrocławiu megawidowiska Wagnerowskie, których sukces znowu pragnie powtórzyć dyrektorka Opery Wrocławskiej - Ewa Michnik, prezentując "Latającego Holendra" Ryszarda Wagnera - na specjalnie przygotowanej scenie na wodzie, na wrocławskiej Pergoli.

Obecnie bowiem, w dobie globalizacji,  w jakimś sensie łatwiej jest przygotować widowisko i zaprosić najlepszych wykonawców niż dawniej. Można także promować to wydarzenie, które dzięki Internetowi albo płytom CD oraz DVD, ma szansę stać się dostępne dla milionów.

Niezbędnik Piotra Kamińskiego


W tej sytuacji kompendium operowe Piotra Kamińskiego okazuje się rodzajem niezbędnika, nawet dla przeciętnego wielbiciela opery. Wznowienie ukazało się tym razem w jednym, poręcznym tomie i ma wiele zalet. Pierwszą i zasadniczą jest zapewne fakt, iż zawiera najważniejsze opery - te ciągle modne, ale i takie, które wpłynęły znacząco na rozwój gatunku albo wyszły spod pióra wybitnego kompozytora. Po drugie, Kamiński opatruje każdy tytuł rozbudowanym komentarzem, który zawiera nie tylko streszczenie utworu, uzupełnione cytatami z oryginalnego libretta, ale również merytoryczną analizę dzieła. Do tego dodane zostały informacje dotyczące powstania utworu oraz jego dzieje, wliczając najważniejsze inscenizacje i wybitnych wykonawców. Treści zaprezentowane zostały w układzie alfabetycznym - według kompozytorów, ale na końcu znajdziemy spis oper w układzie chronologicznym.

Piotr Kamiński - wybitny znawca opery i tłumacz


Piotr Kamiński - znany popularyzator muzyki, przez wiele lat pracował w Polskim Radiu, a w uznaniu swoich zasług  otrzymał w 2008 roku Złoty Mikrofon - "za erudycję, gust estetyczny i wzbogacanie wrażliwości na misterium teatru operowego”.

W roku 1994 opublikował we Francji pierwszą z czterech edycji przewodnika płytowego "Indispensable du disque compact" (ed. Fayard). Jest także znakomitym tłumaczem. W tym samym wydawnictwie ukazały się (1996, 1997) dwa tomy jego francuskich przekładów laureatki Literackiej Nagrody Nobla, Wisławy Szymborskiej, której jest oficjalnym tłumaczem na język francuski. Piotr Kamiński ma w swoim dorobku także przekłady dramatów W. Szekspira, S. Becketta, J. Geneta.

W 2003 roku wydawnictwo Fayard opublikowało jego przewodnik operowy "Mille et un opéras" - największy kiedykolwiek napisany przez jedną osobę (1800 stron!). Pięć lat później (2008), w Polskim Wydawnictwie Muzycznym, ukazała się polska wersja tej książki. Wydany obecnie przewodnik jest jednotomowym wznowieniem tego wydawnictwa.

Przewodnik "Tysiąc i jedna opera" Piotra Kamińskiego ukazał się w Polskim Wydawnictwie Muzycznym SA.

Recenzja ukazała się na portalu Kulturaonline we wrześniu 2015 roku.

czwartek, 29 września 2022

Opera Wrocławska zdobywa 5 statuetek XVI Teatralnych Nagród Muzycznych im. Jana Kiepury!

Najlepszy spektakl, najlepsi śpiewak i śpiewaczka operowi, najlepszy dyrygent oraz najlepszy plakat teatralno-muzyczny – w tych kategoriach Opera Wrocławska triumfowała podczas poniedziałkowego rozdania XVI Teatralnych Nagród Muzycznych im. Jana Kiepury. Przyznane statuetki to wielki sukces wrocławskiej sceny operowej,  dowód na znakomicie wykorzystany potencjał wszystkich pracowników Opery Wrocławskiej oraz sygnał: jeżeli do opery, to tylko do Wrocławia!

fot. Michał Heller 

Teatralne Nagrody Muzyczne im. Jana Kiepury to jedyny ogólnopolski konkurs dla teatrów muzycznych i operowych. Statuetki Jana Kiepury już od 16 lat trafiają w ręce najwybitniejszych Artystów i Twórców polskich i światowych scen, wyznaczając ambitne kierunki na muzyczno-teatralnej mapie Polski. Nagrody przyznawane są także za całokształt pracy artystycznej; w tym roku odebrała ją m.in. Ewa Michnik, była dyrektor Opery Wrocławskiej. 

Opera Wrocławska zdobyła statuetkę w kategorii Najlepszy spektakl za operę Tosca w reż. Michaela Gielety. Kapituła konkursu doceniła Operę Wrocławską za udowodnienie, ,,że nawet klasyczne, dobrze znane widzom historie można opowiadać na nowo, żonglując epokami i przynależnymi im stylami. (…) Spektakl rezonował w recenzjach i komentarzach widzów jako wyjątkowo piękne i intensywne muzyczne doświadczenie, wynoszące Operę Wrocławską na światowy poziom artystyczny.

Halina Ołdakowska, dyrektor Opery Wrocławskiej, odbierając nagrodę w imieniu artystów, podkreśliła: To nagroda dla twórców Toski i całego zespołu Opery Wrocławskiej. Dla wszystkich, którzy ze mną pracują każdego dnia. To dla mnie szczególny spektakl, pierwszy, który razem z Mariuszem Kwietniem, dyrektorem artystycznym i Bassemem Akiki, dyrektorem muzycznym, przygotowaliśmy dla publiczności po objęciu dyrekcji i po pandemii. Włożyliśmy w niego bardzo dużo serca, chcąc pokazać, jakiego poziomu artystycznego widzowie mogą spodziewać się na scenie. Wszystko, co robimy, robimy dla publiczności. Chcemy, by widzowie wychodzili z naszych spektakli wzruszeni i chcieli wracać. Otrzymane przez nas nagrody pokazują, że to, co robimy, robimy dobrze.

Halina Ołdakowska, fot. Michał Heller 

Sukces wrocławskiego teatru potwierdza nagroda dla Bassema Akiki, dyrektora muzycznego Opery Wrocławskiej, który statuetkę w kategorii Najlepszy dyrygent otrzymał również za Toskę. To już druga statuetka Jana Kiepury, która trafia do rąk laureata. Kolejnym sukcesem jest uhonorowanie Aleksandry Kurzak za rolę Agaty w Wolnym strzelcu w reżyserii Cezarego Tomaszewskiego, spektaklu który uświetnił obchody 180 lat gmachu Opery Wrocławskiej.

Dobór artystów występujących na scenie wrocławskiej został doceniony również nagrodą dla najlepszego śpiewaka operowego, którą otrzymał Ambrogio Maestri, jeden z najbardziej uznanych barytonów na świecie, który wykreował rolę Barona Scarpii w nagrodzonym spektaklu Tosca. 

W kategorii Najlepszy Plakat Teatralno-Muzyczny nagrodzono Katarzynę Zapart za projekt plakatu do Cosi fan tutte. Laureatka to wielokrotnie nagradzana projektantka, graficzka i plakacistka. Uczestniczka wielu wystaw i publikacji promujących plakat – od Japonii po obie Ameryki. 

Cieszymy się ogromnie, artystom gratulujemy i zapraszamy do Opery Wrocławskiej!

informacja prasowa

wtorek, 25 czerwca 2024

Imieniny Jana Kochanowskiego - literacki piknik Biblioteki Narodowej

29 czerwca w Ogrodzie Krasińskich w Warszawie odbędzie się coroczne wydarzenie Biblioteki Narodowej, czyli najhuczniej obchodzone imieniny w stolicy. Literacki piknik odbędzie się w tym roku już po raz dwunasty, a jego bohaterem będzie Czesław Miłosz. 


Imieniny Jana Kochanowskiego to literacki piknik, który odbywa się w Ogrodzie Krasińskich oraz sąsiadującym z nim Pałacu Rzeczypospolitej. Po raz pierwszy został zorganizowany przez Bibliotekę Narodową w 2012 roku, przede wszystkim w reakcji na utrzymujący się z roku na rok niski poziom czytelnictwa, ale również w celu podkreślenia, jak istotna dla krajowej produkcji wydawniczej jest polska literatura.

Od tego czasu odbyło się już jedenaście  edycji wydarzenia, każda poświęcona innej postaci – m.in. Julianowi Tuwimowi, Zbigniewowi Herbertowi, Franciszce i Stefanowi Themersonom, Josephowi Conradowi, Tadeuszowi Boyowi-Żeleńskiemu czy Krzysztofowi Kamilowi Baczyńskiemu, Leopoldowi Tyrmandowi (których Jan Kochanowski w ten symboliczny sposób zaprosił na swoje imieniny). 

„W moich latach chłopięcych wybrałem zawód przyrodnika” – wyznał poeta. Zainspirowani dziecięcymi fascynacjami Miłosza zaprosimy imieninowych gości na botaniczny spacer po Ogrodzie Krasińskich, z Adamem Wajrakiem porozmawiamy o polskich noblistach i ich zaangażowaniu w ochronę przyrody, a z Małgorzatą Lebdą i Szymonem Opryszkiem o wodzie i rzekach.

Autora „Doliny Issy” będą wspominać m.in. Adam Michnik i Joanna Miłosz, a jego twórczość stanie się pretekstem do rozmów o przekładach poezji i małych ojczyznach. Magdalena Walach i Jerzy Radziwiłowicz przeczytają korespondencję Czesława Miłosza i Wisławy Szymborskiej, o której opowie Michał Rusinek. W otwartym dla publiczności Pałacu Rzeczypospolitej będzie można oglądać poświęconą Miłoszowi wystawę – rękopisy i osobiste pamiątki poety.


Co oprócz inspiracji Czesławem Miłoszem?

W tym roku na Imieninach Jana zadebiutują audiobooki – będzie można wziąć udział w profesjonalnych warsztatach lektorskich (dorośli), a w plenerowym studiu spróbować swoich sił w roli lektora (dorośli i dzieci). Z myślą o najmłodszych czytelnikach Teatr Guliwer otworzy Imieniny spektaklem „Ale kino”, a o dodatkowe atrakcje (warsztaty i spotkania) zadbają Fundacja Pogranicze oraz wydawnictwa dziecięce.

Nie zabraknie stałych punktów programu: przyciągającego rzesze warszawiaków meczu poetyckiego, spektaklu Teatru Improwizowanego Klancyk, wykonania „Pieśni świętojańskiej o Sobótce” (Bastarda Trio i Dorota Miśkiewicz z gościnnym udziałem Jerzego Rogiewicza) czy dansingu pod gwiazdami (Nicponie). Jak co roku w Ogrodzie Krasińskich będzie można zapoznać się z ofertą kilkudziesięciu polskich wydawnictw, zdobyć autograf ulubionego pisarza oraz skorzystać z cienia drzew i strefy gastronomicznej.


PROGRAM IMIENIN JANA KOCHANOWSKIEGO 2024

29 czerwca 2024


SCENA ZIELONA

11:00

Klancyk gra Miłosza. Improwizowany spektakl teatralny


12:00

Co czytać, gdy ci smutno?

Doradzają Sylwia Chutnik i Paweł Sołtys

Prowadzi Katarzyna Kasia


13:00

Gorliwość tłumacza

O współpracy na linii poeta – tłumacz rozmawiają Jerzy Jarniewicz i Andrzej Kopacki

Prowadzi Paweł Bem


14:00

Miłosz. Powrót

O próbie nowego spojrzenia na Czesława Miłosza rozmawiają Joanna Miłosz-Piekarska i Michał Szymański

Prowadzi Marta Perchuć-Burzyńska


15:00

Noblista do Noblistki

O korespondencji Wisławy Szymborskiej i Czesława Miłosza opowiada Michał Rusinek

Listy czytają Magdalena Walach i Jerzy Radziwiłowicz

Prowadzi Jan Bończa-Szabłowski


16:30

Wspominając poetę

Czesława Miłosza wspominają Andrzej Franaszek i Adam Michnik


18:00

Bardzo przyrodniczy mecz poetycki

Drużyna Magdaleny Walach: Michał Czernecki, Katarzyna Kasia, Miłosz Markiewicz, Mirosław Zbrojewicz

Drużyna Grażyny Wolszczak: Wojciech Fiedorczuk, Aleksandra Hamkało, Monika Padewska, Jerzy Radziwiłowicz

Prowadzi Grzegorz Markowski


20:00

Pieśń świętojańska o Sobótce

Muzyka i wykonanie: Bastarda Trio i Dorota Miśkiewicz z gościnnym udziałem Jerzego Rogiewicza


21:30

Dansing w ogrodzie

Grają Nicponie


SCENA NIEBIESKA

11:00

Ale Kino, czyli kolaż klasyki poezji dla dzieci w muzycznej oprawie

Plenerowa adaptacja spektaklu Teatru Guliwer

Scenariusz i reżyseria: Joanna Zdrada


12:15

Atlas roślin dziadka Kunata, cz. I

Przyrodniczy spacer po Ogrodzie Krasińskich z botanikiem Pawłem Pawlikowskim z Centrum Nauk Biologiczno-Chemicznych UW


13:00

Atlas roślin dziadka Kunata, cz. II

Rodzinne warsztaty monotypii botanicznej z Kseniją Konopek z Fundacji Pogranicze


14:00

Twarzą w stronę rzeki

O kryzysie wodnym i czytaniu rzek rozmawiają Małgorzata Lebda i Szymon Opryszek

Prowadzi Magdalena Kicińska


15:00

Całe życie na papierze

O zawiłościach pracy nad biografiami rozmawiają Andrzej Franaszek, Wojciech Orliński i Ula Ryciak

Prowadzi Łukasz Wojtusik


16:00

Stamtąd

O małych ojczyznach i literackich miejscach peryferyjnych rozmawiają Łukasz Barys i Urszula Honek

Prowadzi Katarzyna Hagmajer-Kwiatek (Program 2 Polskiego Radia)


17:00

Nie wolno wycinać starych drzew

O tym, co pisarze robią dla przyrody opowiada Adam Wajrak

Prowadzi Monika Ochędowska


SCENA ŻÓŁTA

11:00

Spotkanie z Piotrem Pazdejem, laureatem Nagrody Literackiej im. Marka Nowakowskiego

Prowadzi Wojciech Chmielewski


12:00

Spotkanie z Michałem Książkiem, laureatem Nagrody Literackiej m.st. Warszawy w kategorii Książka o tematyce warszawskiej

Prowadzi Olga Wróbel


13:00

Quiz Literacki (z wieloma nagrodami)

Prowadzą Maciej Marcisz i Anna Wysocka z Nowego Klubu Czytelniczego


14:30

Flirt z Paralipomeną

Na temat sztuki i wiedzy niekoniecznej rozmyśla Jan Gondowicz

Prowadzi Eliza Kącka


15:30

Jak zostać lektorem audiobooków?

Otwarte warsztaty z lektorem Maciejem Jabłońskim


16:30

Slam poetycki (z nagrodą dla zwycięzcy)

Prowadzi Monika Marianna Błaszczak

/ rejestracja uczestników: fundacja.slamowa.zgloszenia@gmail.com


PONADTO W PROGRAMIE:

od 11:00


• Kiermasz książek


• Spotkania z autorami


• Warsztaty dla dzieci 


• Nagraj swoje demo lektorskie – mobilne studio nagrań audiobookowych dla małych i dużych

Początkujących lektorów wspierają Ewa Abart i PICK A VOICE Audiobooki


• Warsztaty z wyobraźni. Miłoszowa rodzinna gra terenowa

/ rejestracja uczestników do godz. 16:00


• Czytanie na trawie z Narodowym Programem Rozwoju Czytelnictwa 2.0.

Warsztaty literackie i plastyczne dla najmłodszych, książkowa fotobudka, biblioteczka i strefa relaksu z książką


15:30–17:30

Kwiateczki rwała, wianek gotowała. Wiankowa strefa warsztatowa

Prowadzi Joanna Piekarska

/ warto przynieść swoje kwiaty


od 19:00

Jazzowe przerwy muzyczne

Gra Drabek/Olter/Ziółkowski Trio


W PAŁACU RZECZYPOSPOLITEJ:

od 11:00 do 19:00


Miłosz. Powrót – wystawa czasowa

Kurator: Michał Szymański

Projekt wystawy: Studio Karolina Fandrejewska

Oprowadzania kuratorskie: 11:30, 15:30


Trzy razy otwierana – wystawa stała

Oprowadzania: 11:00, 12:00, 13:00, 14:00, 16:00

informacja prasowa


Gala Baletowa na otwarcie nowego sezonu artystycznego w Teatrze Wielkim - Operze Narodowej

Gale baletowe to stały punkt repertuaru teatrów na całym świecie. W Teatrze Wielkim - Operze Narodowej będzie to jednocześnie otwarcie sezon...

Popularne posty