Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rzeźba. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rzeźba. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 11 stycznia 2026

Ewa Rossano: Inspirują mnie ludzie /wywiad/

"Pragnę, aby moje rzeźby były „otwarte”, aby każdy mógł dodać im coś z siebie, ze swoich myśli, uczuć. Aby móc oderwać się na chwilę od codzienności i wejść w ten inny świat, bo wierzę, że ten inny świat jest w nas samych. W każdym z nas. To ta nasza duchowość". Rozmawiam z Ewą Rossano – jedyną polską artystką zaproszoną do UNESCO.

Życie to podróż, brąz (unikat, z cyklu o wodzie, utwory Liszta i Ravela),
fot. z archiwum artystki

Barbara Lekarczyk-Cisek: Jest Pani, mimo młodego wieku, uznaną w świecie artystką, o czym świadczy zaproszenie na Międzynarodową Wystawę UNESCO. Porozmawiajmy o Pani drodze artystycznej wiodącej do tych sukcesów. Skąd czerpie Pani inspiracje do swojej sztuki?

Ewa Rossano: Mnie bardzo inspirują ludzie – z nich czerpię najwięcej. Począwszy od modela w pracowni, przyjaciół, osób bardziej lub mniej mi znanych, po tych, o których nie wiem nic i mogę ich sobie tylko wyobrazić, skonstruować, wymyślić. Może to trochę tak, jak z pisaniem książki lub opowiadania, gdzie nagromadzone są pewne informacje, przekazana jakaś atmosfera, opisana główna postać, jednak nie do końca wszystko jest dopowiedziane. Pragnę, aby moje rzeźby były „otwarte”, aby każdy mógł dodać im coś z siebie, ze swoich myśli, uczuć. Aby móc oderwać się na chwilę od codzienności i wejść w ten inny świat, bo wierzę, że ten inny świat jest w nas samych. W każdym z nas. To ta nasza duchowość. Potem, w procesie twórczym, ulega to znacznemu przetworzeniu, jednak pozostaje to ”coś” – owa emocja, która przepływa NASTĘPNIE przez moje ręce. Czasami, po latach, spotykam kogoś, kto kiedyś kupił lub zobaczył na na wystawie moją pracę i dzieli się ze mną jakimś związanym z nią przeżyciem. I to jest najpiękniejsze – owa wymiana, która następuje między nami. Ostatnio jeden z moich znajomych wyjeżdżał do pracy w Chinach i wyznał mi, że jedyną rzeczą, którą wziął z domu, była moja rzeźba…Chyba nie ma większego prezentu dla artysty, jak fakt, ze jego dzieło jest swojego rodzaju zwierciadłem dla innej osoby.

To wspaniałe uczucie wiedzieć, że wytwory naszych rąk są dla kogoś do tego stopnia cenne! A wracając do inspiracji, to czy tworząc postać Angelusa Silesiusa czytała Pani jego mistyczne wiersze?

O, tak! Czytałam już wcześniej te piękne mistyczne wiersze Angelusa i były one dla mnie prawdziwym odkryciem, bo wcześniej o nim nie słyszałam. Na początku powstała statuetka Literackiej Nagrody Europy Środkowej ANGELUS. Szklane skrzydło wychodzi tam z serca, jest przeźroczyste i symbolizuje naszą duchowość. Każdy człowiek jest sumą tych dwóch elementów: ciała i duszy, a także wielu innych sprzecznych składników. Kiedy zaproponowano mi zrobienie dużej rzeźby, byłam zaskoczona i jednocześnie bardzo szczęśliwa. Na dodatek mogłam wybrać fragment jego wiersza, który znalazł się na pomniku: „Do nieba patrzysz w górę, a nie spojrzysz w siebie. Nie znajdzie Boga, kto go szuka tylko w niebie”.

Zaskoczeniem, a zarazem impulsem do refleksji był także fakt, że Angelus studiował i mieszkał w mieście, które jest obecnie moim – w Strasburgu. Niektórzy żartują, że Angelus ma twarz mojego męża, a Dziewczyna (Planeta) – córki (śmiech).

Ewa Rossano przy swojej rzeźbie Planeta, fot. z archiwum artystki

Jednak Pani artystyczna przygoda zaczęła się od malarstwa. Jak to się stało?

Moja droga do malarstwa nie była typowa. Nie mam w rodzinie artystów, bardziej byłam związana z teatrem, pantomimą i tańcem, ale nie łączyłam z tym swojej przyszłości. Było to wprawdzie przepiękne doświadczenie, ale czułam, że to jednak nie dla mnie. Moim najskrytszym marzeniem było zostać artystą. Dopiero po wielu latach zdałam sobie sprawę, że w dzieciństwie wszystkie moje zabawki robiłam sama i że bawiłam się tylko plasteliną. Zdałam po maturze na historię, ale zamiast studiować, pojechałam do Anglii szlifować język i tam bardzo szybko zdecydowałam się na studia malarskie. Wróciłam do Polski i wprawdzie nie dostałam się na ASP (wówczas PWSSP)za pierwszym razem, bo nie miałam gotowych prac do pokazania, to udało się po roku.

Czy na ASP miała Pani swoich mistrzów?

Na I roku studiowałam u prof. Grzegorza Zyndwalewicza – wspaniałego człowieka i artysty, dzięki któremu mogłam się odnaleźć w tym świecie. Potem wybrałam pracownię prof. Andrzeja Klimczaka-Dobrzynieckiego, który jest wspaniałą, silną osobowością i do tej pory marzę, aby mieć choć jeden jego obraz.

Po II roku studiów, choć były bardzo interesujące, zapragnęłam jakiejś zmiany. Taki już mam charakter, że nie tylko nie boję się zmian, ale wręcz ich potrzebuję. Marzyłam, żeby gdzieś pojechać i wówczas ktoś powiedział, że można złożyć swój projekt na studia do Strasburga. Potraktowałam to jako przygodę, nawet specjalnie nie myśląc, że się uda i… zostałam przyjęta. Nie znałam języka francuskiego a Francuzi z kolei niezbyt dobrze mówią po angielsku. Pierwszy rok był więc bardzo trudny. Właśnie wtedy zaczęłam rzeźbić. Tam jest zupełnie inny system nauczania – w ciągu roku trzeba zrobić „zaliczenie” z dziewięciu pracowni. Strasburska uczelnia była w bardziej konceptualna w porównaniu z ówczesną Wrocławską PWSSP – trzeba było dużo mówić, a tymczasem ja „mówię” rękami (śmiech). Dopuszczam raczej do głosu emocje.

Ewa Rossano, Wenus z Bałtyku, brąz i kryształ (unikat, z cyklu o wodzie,
utwory Liszta i Ravela), fot. z archiwum artystki


A jak się zaczęło rzeźbienie?

Mieliśmy dostęp do odlewni, do brązu, do szkła, ale do tej ostatniej pracowni trudno było się dostać. Na moje usilne prośby pani profesor poleciła mi, abym rozbiła młotkiem leżący w stertach gruz po wypalonych formach. Potem miałam go zmielić i przesiać przez sita. Musiałam przygotować dwa wiadra tego gruzu, aby uzyskać formę. To był prawdziwy horror! Dopiero potem zobaczyłam, że studenci biorą gips z worków, a nie „z odzysku” i zrozumiałam, że profesor chciała w ten sposób sprawdzić moją determinację. Teraz uważam, że to było wspaniałe i mądre. Potem bardzo szybko nauczyłam się łączyć szkło z brązem.

Czuje się Pani bardziej rzeźbiarką czy malarką?

Nie umiem na to jednoznacznie odpowiedzieć. To tak jak z byciem dwujęzycznym. Niekiedy pragnę coś wyrazić przez kolor, ale są i takie pomysły, które mogę oddać tylko w rzeźbie.

Można by zaryzykować stwierdzenie, że Pani rzeźby są malarskie. Skąd takie wrażenie?

Tak istotnie jest i przez to są trochę inne od typowych rzeźb. Łączenie materiałów trwałych z nietrwałymi jest czymś w rodzaju podróży – z różnymi jej etapami. Zaczynam zwykle od kryształu, rzeźbię w wosku, a potem zamykam to w formie, którą podgrzewam. W ten sposób tracę oryginał z wosku i zostaje tylko miejsce, będące odzwierciedleniem tego, co wyrzeźbiłam. Kawałki kryształów powoli topią się w piecu i nie można zobaczyć, jak to wygląda. Gdy wyjmuję rzeźbę z pieca po dwóch-trzech tygodniach, najpierw muszę rozbić formę i to, co objawia się moim oczom, dla mnie samej jest niezwykłą niespodzianką, rodzajem przygody. To nie może się znudzić! Bardzo lubię tę technikę.

Czy przed przystąpieniem do pracy szczegółowo ją Pani planuje i czy zdarzają się odstępstwa od tych planów?

Tak, planuję pracę, ale w trakcie tworzenia poddaję się wenie twórczej. Otwierają się wtedy w mojej wyobraźni jakby okna, które prowadzą do innego świata, wyzwalają pomysły. Jednak nie zawsze pozwalam sobie na otwarcie takiego okna, bo obawiam się nadmiaru wrażeń. Na ogół nie waham się, aby coś zmienić. Ostatnio mam pewien pomysł z królową Marią Antoniną, bo nurtuje mnie jej życie. To jest akurat bardzo duże okno. Interesują mnie też bardzo listy apostolskie i choć na razie nie wiem jeszcze, co chciałabym z nimi zrobić, ale czuję, że coś we mnie rośnie. Tak jest z większością inspiracji w moim przypadku: coś rośnie, zaczyna pączkować i w pewnym momencie „wychodzi” rękami (śmiech).

Ewa Rossano, Ogród wypowiedzianych słów, 2021, brąz i kryształ,
fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Wnoszę z tego, że strasburski konceptualizm nie zaszkodził Pani ani nie zmienił, skoro tworzy ciągle pod wpływem tajemniczych impulsów.

Tak rzeczywiście jest, w taki sposób „urodziła się” rzeźba Dziewczyn (Planet). Pierwsza z nich została wybrana przez Parlament Europejski – jako Nagroda Człowieczeństwa, ale zanim to się stało, pomysł zrodził się podczas rozmowy z mamą, w jakiś zupełnie naturalny sposób. To jest jakby przedłużenie mnie samej. Stale wożę ze sobą wosk, bo moje ręce muszą coś robić. Zresztą wszystko, co robię, jest nierozerwalnie związane z życiem. Czasami marzę, aby gdzieś pojechać i mieć czas tylko dla siebie, ale na razie jakoś nie potrzebuję tego osobnego czasu.

Czy ważna jest dla Pani świadomość, że ludzie obcują z Pani sztuką, oglądają ją, nawiązują kontakt?

Jakoś tak się szczęśliwie składa, że dużo pracuję, przychodzi mi to naturalnie i choć mam liczną rodzinę to udaje mi się pogodzić te dwa światy. Wystawiałam swoje prace nie tylko w UNESCO, Parlamencie Europejskim czy innych prestiżowych miejscach, ale zawsze szukałam przestrzeni, gdzie mogłabym zaprezentować swoje prace szerokiej publiczności, a nie tylko wybranej grupie ludzi. Miałam nawet wystawę w aptece czy na ulicy! Uważam, że to jest ważne, gdy człowiek pragnie coś przekazać ludziom, którzy sądzą, że nie mają nic wspólnego ze sztuką. Wierzę, że wszyscy mamy w sobie wrażliwość na piękno i że ono nas wypełnia. Jednak jest bardzo wiele osób, które w siebie nie wierzą, ja także taka byłam. Poza tym po tygodniach samotnej pracy pragnę spotkać ludzi i o czymś im opowiedzieć, np. o Polsce, o Wrocławiu… To jak pieśń, którą skomponowałam i chcę komuś zaśpiewać.

A jakie są Pani wrażenia z wystawy UNESCO?

UNESCO było zawsze moim marzeniem, bo jestem pełna podziwu dla tego, co ta instytucja robi dla świata. Kiedy zaproponowano mi tę wystawę, trudno mi było na początku w to uwierzyć. To było jak piękny sen, który się ziścił. W dodatku poznałam tam artystów, których w innych okolicznościach nigdy bym nie spotkała. Wydaje mi się, że te spotkania, zwłaszcza z artystą z Chin i z kobietą z Wysp Cooka, z którą się zaprzyjaźniłam, to było najważniejsze przeżycie. Kiedy wyobraziłam sobie miejsce, w którym powstały jej prace zainspirowane egzotycznymi owocami, których nie znam, to zrozumiałam, jak wiele jest jeszcze rzeczy do odkrycia. Ten „odcisk” sztuki tak odległej skojarzył mi się z jaskinią Lascaux. Dwa tygodnie w UNESCO pokazały mi przede wszystkim, że sztuka rodzi się wszędzie. A spotkać artystów z tak oddalonych od nas miejsc i widzieć, co stworzyli w zakątkach kuli ziemskiej, o których nic nie wiemy (lub wiemy wstydliwie mało), to jak piękna pieśń na cześć ludzkości! Ziemia jest wielką grotą Lascaux!

Nad czym Pani pracuje obecnie?

Aktualnie pracuję nad projektem będącym połączeniem muzyki i sztuk plastycznych. Część kompozycji ma związek z wodą, a część – z tańcem, do którego wykonałam rzeźby. Poza podświetlonymi rzeźbami, spektakl tworzą także filmy wideo artu. To dla mnie nowy, inspirujący rodzaj artystycznego doświadczenia.

Dziękuję za rozmowę.


Wywiad ukazał się pierwotnie 9 maja 2017, na portalu Nieżła Sztuka

piątek, 12 grudnia 2025

Trzy rzeźby Jaroslava Vonki ponownie we Wrocławiu

Do Wrocławia powracają ze Stanów Zjednoczonych trzy rzeźby Jaroslava Vonki! Jedna nich – Klęczący mężczyzna z lunetą – pochodzi z budynku poczty przy ul. Krasińskiego, skąd została skradziona po 1945 r. Pojawiła się na aukcji w Nowym Jorku we wrześniu 2025 r. i dzięki działaniom restytucyjnym Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego została odzyskana. Dwie pozostałe figurki oferowane na tej samej aukcji i pochodzące z prywatnej kolekcji zostały zakupione przez Muzeum Narodowe we Wrocławiu. Pozyskane figurki i te, które już wcześniej znajdowały się w naszych zbiorach można oglądać od dziś na wystawie „Sztuka śląska XVI-XIX w.” (ostatnia sala). W soboty można je obejrzeć bezpłatnie.

Jaroslav Vonka, Klęczący mężczyzna z lunetą, MNWr.

Figura klęczącego mężczyzny z lunetą trafiła za Ocean Atlantycki z niemieckiej aukcji internetowej jako dzieło anonimowe i określone mianem „vintage” z lat 20. XX w. 

„Gdy zobaczyłem tę ofertę, od razu skojarzyłem ją z dekoracją krat budynku pocztowego przy dzisiejszej ul. Z. Krasińskiego we Wrocławiu” – mówi Piotr Oszczanowski, dyrektor Muzeum Narodowego we Wrocławiu. „To jedyny przedwojenny gmach, który realizował sen wrocławian o wieżowcach wzorowanych na chicagowskich drapaczach chmur. Swego czasu był on drugim pod względem wysokości (43 m) budynkiem na wschód od Berlina, ustępujący pierwszeństwa tylko warszawskiej siedzibie PAST-y. Wybudowany w latach 1926–1929 stał się sztandarowym przykładem architektury ceglanego ekspresjonizmu. 

Jarosłav Vonka wykonał ok. 1929 r. wszystkie kraty do tego budynku oraz ich dekoracje. Kraty klatki schodowej ozdobione zostały – od kilkudziesięciu lat już nieobecnym w tym miejscu – zespołem 22 pełnoplastycznych figur prezentujących różne indywidualności i typy ludzkie. Oferowana do sprzedaży w USA rzeźba pochodziła właśnie z tego zespołu. Została ona skradziona po 1945 r. Zaświadczają o tym ślady montowania figury w pocztowej kracie.

Rzeźba klęczącego mężczyzny z lunetą mimo swoich niepozornych rozmiarów jest dziełem wysokiej klasy, świadczącym o niezwykłej sprawności technicznej i wyczuciu formy przez Jaroslava Vonkę, a także jego pełnej świadomości ówczesnych trendów stylistycznych. Przebija w niej ogromna wrażliwość artysty i zdolność uważnej obserwacji życia, od bardzo prozaicznych jego aspektów (przedstawionych z dystansem i humorem) po zagadnienia metafizyczne. 

Jaroslav Vonka, Mężczyzna z gałązką, MNWr

Z kolei dwa pozostałe nabytki Muzeum Narodowego we Wrocławiu – figury mężczyzn z prosięciem (ok. 1929 r.) oraz z gałązką (ok. 1925 r.) , wspaniałe rzeźby odlane z brązu autorstwa Jaroslava Vonki – wiążą się z wybitnymi osobistościami naukowymi związanymi z Wrocławiem. Są pamiątką po przyjaźni pomiędzy Vonką a Heinrichem baronem Rausch von Traubenberg (1880–1944), wybitnym fizykiem eksperymentalnym.

Znajomość fizyka z najwybitniejszymi naukowcami tamtych czasów, m.in. z wrocławianinem i przyszłym laureatem nagrody Nobla prof. Maxem Bornem ocaliła jego rodzinę. 

Rausch von Traubenberg we wrześniu 1920 r. poślubił Marie Hilde (1889–1964), która była Żydówką. To sprawiło, że w 1937 r., w wieku niepełna 56 lat, został przez nazistów przedwcześnie przeniesiony na emeryturę i zmuszony do przeprowadzki do Berlina-Charlottenburga. Świadomość nieuchronnie zbliżającej się wojny i coraz większa skala represji wobec Żydów sprawiły, że Rausch von Traubenberg oraz jego żona zdecydowali się na to, aby ich nastoletnie córki – Dorothea Antonia Julia (1921–2007) i Helena Maria Elisabeth (1924–1999) – opuściły w 1939 r. Niemcy w ramach akcji ratunkowej zwanej transportem dzieci. Dziewczynki wyjechały do Szkocji, gdzie pod swój dach przyjęli je prof. Max Berg i jego żona Helena. One zaś zabrały ze sobą z Berlina dwie rzeźby Jaroslava Vonki, które najprawdopodobniej podarował ich rodzinie sam artysta.

Jedna z córek – Dorothea Antonia Julia w 1943 r. wyszła za mąż za absolwenta wrocławskiego gimnazjum św. Jana i uniwersytetu w Cambridge matematyka Wolfganga Fuchsa (1915–1997). Razem z nim w 1948 r. przeprowadziła się do Stanów Zjednoczonych, gdzie zabrała ze sobą figury Vonki. Dopiero ich córka – a wnuczka Heinricha barona Rauscha von Traubenberg – zdecydowała się w 2025 r. na sprzedaż tych dwóch rzeźb. 

Jaroslav Vonka, Mężczyzna z prosięciem, MNWr.

„Nie mieliśmy najmniejszych wątpliwości przy podejmowaniu decyzji, że te rzeźby powinny wrócić do Wrocławia – mówi Piotr Oszczanowski, dyrektor Muzeum Narodowego we Wrocławiu. Ich bezpośredni związek z tak wieloma ważnymi osobami dla tego miasta nie pozwalał na cokolwiek innego”. 

Jedna z tych rzeźb – Mężczyzna z prosięciem – to kolejny egzemplarz figury, która zdobiła jedną z krat budynku pocztowego przy dzisiejszej ul. Z. Krasińskiego we Wrocławiu. Vonka świadom jej walorów plastycznych dokonał jej multiplikacji i zdecydował o ponownym jej odlewie w brązie. 

Z kolei Mężczyzna z gałązką to jedna z rzeźb, która pierwotnie zdobiła zaprojektowany przez Vonkę ok. 1925 r. żyrandol sali sesyjnej Nowego Ratusza we Wrocławiu. Również i ta rzeźba – ulubiona przez Vonkę – została wykonana w kilku egzemplarzach. Dzisiaj znane są jej trzy wersje – ta pozyskana obecnie przez Muzeum Narodowe we Wrocławiu, rzeźba z Muzeum Miedzi w Legnicy i ta, która od 2024 r. znajduje się w posiadaniu Muzeum Miejskiego Wrocławia (egzemplarz z oryginalnego żyrandola). 

Dzieła Vonki znajdują się w czterech muzeach polskich – dziewięć rzeźb w kolekcji Muzeum Miedzi w Legnicy, w Muzeum Miejskim we Wrocławiu (trzy rzeźby i wielki ich wybór w Ratuszu), sześć dzieł w zbiorach Muzeum Narodowego we Wrocławiu oraz krata z Piwnicy Świdnickiej będąca własnością Muzeum Narodowego w Warszawie.  

Obchodzona w tym roku 150. rocznica urodzin Jaroslava Vonki, który na świat przyszedł 29 marca 1875 r. w czeskich Hořicach, ale na stałe wpisał się w krajobraz kulturowy i artystyczny przedwojennego Wrocławia, jest szczególnym wydarzeniem. Cieszymy się, że okazji tej rocznicy odzyskaliśmy kolejny fragment „dawnego” Wrocławia.

Więcej na temat pozyskanych rzeźb w tekście Piotra Oszczanowskiego „Odzyskane i pozyskane. Nowe dzieła Jaroslava Vonki w zbiorach Muzeum Narodowego we Wrocławiu” na stronie internetowej MNWr.

informacja prasowa


wtorek, 15 kwietnia 2025

Powrót barokowej figury Immaculaty

Odnaleziona w Warszawie, poddana konserwacji, powróciła do Wrocławia! Od dziś barokową figurę Immaculaty można podziwiać na wystawie stałej „Sztuka śląska XVI–XIX w.” w Muzeum Narodowym we Wrocławiu.

Immaculata, fot. Magdalena Lorek

„To kolejny przykład jakże szczęśliwego powrotu” – mówi Piotr Oszczanowski, dyrektor Muzeum Narodowego we Wrocławiu. „Historyczny moment, w którym wybitne dzieło sztuki uznane za zaginione, a nawet bezpowrotnie utracone, zostaje odnalezione i przywrócone do miasta, którego przez stulecia było dumą. To także dowód na to, że nasze badania, poszukiwania i kwerendy mają głęboki sens. Powiem więcej – do odnalezienia są jeszcze takie wrocławskie dzieła sztuki, które nie dość, że nas zaskoczą, ale sprawią też ogrom satysfakcji. I… powrócą do Wrocławia”.

Immaculata (czyli „bez skazy”, „niepokalana”) to motyw ikonograficzny wykształcony w sztuce baroku przedstawiający Marię zgodnie z przekonaniem o obdarzeniu jej łaską niepokalanego poczęcia, bez winy grzechu pierworodnego. Powstał z połączenia wizerunku Najświętszej Marii Panny z obecną w Apokalipsie św. Jana „niewiastą obleczoną w słońce”.

Najczęściej jest to wyobrażenie młodej Marii (bez Dzieciątka) na tle nieba, w świetlistej poświacie, w białej sukni i w niebieskim płaszczu, z wieńcem z gwiazd, stojącej na półksiężycu i depczącej szatana pod postacią węża (lub smoka). 

Immaculata w otoczeniu innych rzeźb, fot. Magdalena Lorek

Rzeźbiarskie przedstawienia Immaculaty często wieńczyły kolumny maryjne fundowane od XVII w. na terenie monarchii habsburskiej (a więc także na Śląsku), które pełniły jednocześnie funkcję kolumn morowych, czyli wotów dziękczynnych za uchronienie od zarazy.

„Rzeźba Immaculaty pierwotnie wieńczyła kolumnę maryjną ufundowaną przez opata premonstratensów Gottfrieda Czeleschowsky’ego (1687–1692) a zamówioną u kamieniarza Josepha Getzingera za cenę 400 śląskich talarów (uzupełnioną wynagrodzeniem w naturze w postaci piwa i zboża)” – wyjaśnia Barbara Andruszkiewicz z Działu Rzeźby XVI–XIX w. MNWr. 

„Sama kolumna ustawiona została pod nadzorem architekta Johanna Georga Knolla w 1699 r., czyli już za czasów opata Karla Kellera (1697–1710), a ostatecznie jej rozliczenie finansowe nastąpiło 9 stycznia 1700 r.”.

„Nieznany jest autor figury Immaculaty – w styczniu 1699 r. kamieniarz Philipp Winkler otrzymał 30 talarów za nieokreślone prace przy kolumnie, ale nie jest on utożsamiany z wykonawcą rzeźby. Bezapelacyjnie powstała pod wpływem italianizującej sztuki czeskiej. Z nieznanych przyczyn statua została usunięta z kolumny jeszcze przed 1945 r. Od 2010 r. na szczycie kolumny znajduje się kopia figury, nieco odbiegająca od oryginału przez brak wystarczającego archiwalnego materiału ikonograficznego”.

fot. Magdalena Lorek

Pierwotna rzeźba przez lata była uważana za zaginioną, aż do 2018 r., kiedy to dyrektor Muzeum Narodowego we Wrocławiu Piotr Oszczanowski dokonał jej identyfikacji w kolekcji Muzeum Rzeźby im. X. Dunikowskiego w Królikarni, oddziału Muzeum Narodowego w Warszawie. Do tego momentu figura, przekazana do zbiorów warszawskich w 1946 r., była określana jako wizerunek św. Małgorzaty i przypisywana czeskiemu rzeźbiarzowi Matthiasowi Bernhardowi Braunowi, a także datowana na okres jego aktywności artystycznej, czyli na lata 1710–1738.

W 2023 r. zakończyła się konserwacja figury w ramach pracy dyplomowej p. Kacpra Prusa, przeprowadzona pod kierunkiem prof. Jacka Martusiewicza i dr. hab. Wiesława Procyka, prof. ASP w stołecznej Akademii Sztuk Pięknych.

Dzięki życzliwości i zaangażowaniu ze strony Muzeum Narodowego w Warszawie (za co składamy serdeczne podziękowania), po prawie 80 latach powrót rzeźby do Wrocławia stał się możliwy. Wyjątkowe dzieło, pochodzące z najstarszej kolumny maryjnej w mieście, kolejny odnaleziony fragment naszej historii, powraca i znów zachwyca!

informacja prasowa

wtorek, 24 stycznia 2023

NFM I Wystawa prac z kolekcji Rzeźby Polskiej w Orońsku "Fantastyczne zwierzęta" I 3.02-16.04.2023

 W Narodowym Forum Muzyki prezentowane są również wystawy. Tym razem pod hasłem  "Fantastyczne zwierzęta", którą NFM przygotowało wraz z Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku.  Będzie można zobaczyć prace następujących artystów: Magdaleny Abakanowicz, Pawła Althamera, Plamena Bratanowa, Mieczysława Chojnackiego, Bronisława Chromego i wielu innych.


Fantastyczne zwierzęta

Natura jest źródłem cywilizacji, karmi nas i naszą wyobraźnię. Przez długie tysiąclecia jej reguły były naszym porządkiem, jesteśmy zależni od niej i jej zasobów. Teraz jednak dociera do nas, że niemal ją zniszczyliśmy. Tracimy także nasz wewnętrzny świat mitu i wyobraźni. Dawniej myśleliśmy o zwierzętach jako o istotach obdarzonych charakterem, cechami podobnymi do naszych, a nawet duszą. Do dziś są to idee kultywowane przez niektóre ludy i plemiona żyjące blisko natury – pozostałości naturalnego stanu rzeczy. Ślady tego świata odkrywamy w wielu prehistorycznych kulturach, w których zwierzęce kształty zarezerwowane były dla bogów, wyobrażonych jako hybrydy ludzko-animalne. Stare mity zapełnione są podobnymi do zwierząt bohaterami reprezentującymi najdawniejszy świat, który zawładnięty został przez ludzi, ale wysyła jeszcze fauny, byki, łabędzie, by utrzymywać z nami stały kontakt. Ślad tamtych postaci pozostał w bajkach. Ludowa mądrość, historia oralna, powtarzana i zniekształcana przez dziesięciolecia, wytworzyła klasyczne tematy, w których zwierzę, opatrzone wyrazistymi cechami, gra rolę niezbędną do przekazania morału. Baśnie to niekiedy próby wytłumaczenia niezwykłych, dramatycznych zjawisk, zbrodni, głodu i przemocy. Są śladem pradawnych wydarzeń. Czasem zwierzęta to także maski aktorów, bez których nie potrafiono sobie poradzić ze zjawiskami wymykającymi się logice i humanistycznej etyce, zbyt dramatycznymi dla odbiorcy. Świat fantazji jest nam niezbędny, nie tylko w górnolotnej poezji. Nie radzimy sobie bez niego także na co dzień. 

von Rydingsvard Ursula, Ocean Voices, 2011-2012 _ fot. Jan Gaworski

Oczywista antropomorfizacja zwierząt w literaturze, budowanie nowych metafor i posługiwanie się już utrwalonymi to nie tylko bogactwo języka. To kody, bez których nie opowiemy złożonych, nieoczywistych narracji. Nie wyrazimy lęku, nadziei, emocji i wrażeń. Bez tego rodzaju języka słowo pełni podrzędną rolę instrukcji. Zwierzęta wracają w filmach, są na godłach i w ważnych lekturach, niekiedy reprezentują kategorie wzniosłe, innym razem upadłe. Metaforami zwierzęcymi posługujemy się w mowie codziennej, np. sformułowania „zachował się jak zwierzę” używamy, gdy chcemy opisać postępowanie nacechowane dzikością i nieokiełznaniem. Animalistyczna wyobraźnia źle się komponuje ze współczesnością, w której poważana jest skuteczność, przydatność, produktywność. Dlatego usuwamy ją z naszego życia. Pozostaje sztuka – naturalny rezerwat fantastycznych zjawisk, metafor, mitów i baśni. Wyimaginowane zwierzęta to bohaterowie światów niedojrzałych i nienowoczesnych, bez których nasze życie jest jednak niepełne. 

Rzeźba opowiada inaczej niż literatura, pokazuje inaczej niż malarstwo. Na wystawie prezentujemy wymyślone zwierzęta bez kontekstu i tła. Jednostki samotne i obnażone. To bohaterowie wydarci z dawnych, zapomnianych opowieści. Zapraszamy do odtworzenia ich historii, do zrekonstruowania mitów, legend oraz baśni o nich. Bez tej pracy świat fantazji znika.

dr hab. Maciej Aleksandrowicz 

Jarnuszkiewicz Jerzy, Suka, 1957-1992 _ fot. Jan Gaworski

Fantastic Animals

Nature is the source of civilization, as it feeds us and our imagination. For long millennia, its rules have been our order, and we still depend on it and its resources. But now we realize we have almost destroyed it completely. We have also lost our inner world of myth and imagination. In the past, we thought of animals as beings with character, traits similar to our own, and even a soul. To this day, these are the ideas cultivated by some peoples and tribes living close to nature – the residues of the natural state of affairs. We discover traces of this world in many prehistoric cultures, where animal shapes were reserved for gods, imagined as human-animal hybrids. The old myths are filled with animal-like heroes representing the most primeval world that has been taken over by humans, but still sends out fauns, bulls, and swans to keep in constant contact with us. The traces of those characters have remained in fairy tales. Folk wisdom, oral history, repeated and modified for decades, has produced classic themes in which the animal, endowed with distinctive features, plays the role necessary to convey the moral message. Fairy tales are sometimes attempts to explain unusual, dramatic phenomena, crimes, hunger and violence. They are traces of ancient events. Sometimes animals are also actors’ masks, without which it was impossible to cope with phenomena that eluded logic and human ethics, too dramatic for the viewer. The world of fantasy is indispensable to us, not only in high-flying poetry. We can’t do without it on a daily basis.

Althamer Paweł, Ochse, 2018 _ fot. Jan Gaworski
The obvious anthropomorphizing of animals in literature, the construction of new metaphors and the use of established ones are not only the richness of language. These are the codes without which we will not be able to tell complex, non-obvious narratives. We will not express fear, hope, emotions and impressions. Without this kind of language, the word plays the subordinate role of instruction. Animals return in films, on emblems and in important books, sometimes representing sublime categories, sometimes fallen ones. We use animal metaphors in everyday speech, for example, we use the phrase “he acted like an animal” when we want to describe behavior characterized by wildness and unbridled demeanour. Animalistic imagination does not go well with the present, in which efficiency, usefulness and productivity are respected. So we remove it from our lives. What remains is art – a natural reserve of fantastic phenomena, metaphors, myths and fairy tales. Imaginary animals are the heroes of immature and non-modern worlds, without whom our lives are incomplete.
Sculpture tells a story differently than literature, shows it differently than painting. At the exhibition we present imaginary animals without any context or background. Lonely and exposed individuals. They are heroes torn out of old, forgotten stories. We invite you to recreate their history, to reconstruct myths, legends and fairy tales about them. Without this effort, the fantasy world disappears.

Maciej Aleksandrowicz PhD


Abakanowicz Magdalena, Mutant stojący, 1994-1995 _ fot. Jan Gaworski


Fantastyczne zwierzęta
Fantastic Animals


Wystawa prac z kolekcji Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku
Sculpture exhibition from the Centre of Polish Sculpture in Orońsko

3.02.2023–16.04.2023
foyer NFM
Wrocław, plac Wolności 1


Kurator / Curator: Maciej Aleksandrowicz
Współpraca / Cooperation: Stanisław Małecki


Wernisaż exhibition opening:
3 lutego February 2023, 18.00 6 pm
foyer NFM

Artyści:

Magdalena Abakanowicz

Paweł Althamer

Plamen Bratanow

Mieczysław Chojnacki

Bronisław Chromy

Beata Czapska

Anna Dębska

Mitko Dinev

Zbigniew Dudek

Jerzy Jarnuszkiewicz

Jumber Jikia

Anna Kamieńska-Łapińska

Marek Kijewski

Jolanta Kłyszcz de Kentros

Józef Kopczyński

Tadeusz Koper

Michał Leszczyński

Sławomir Lewiński

Władysław Pawlik

Andrzej Pawlowski (Pawłowski)

Adam Procki

Anna Rodzińska-Iwańska

Ursula von Rydingsvard

informacja prasowa

wtorek, 18 maja 2021

Symbole życia po śmierci. Rzeźba komemoratywna Krzysztofa M. Bednarskiego w MOCAK-u

Od 25 maja 2021 r. Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie zaprasza na wystawę rzeźb Krzysztofa M. Bednarskiego, dedykowana dwóm niedawno zmarłym wybitnym twórcom – Krzysztofowi Pendereckiemu i Adamowi Zagajewskiemu. 

Wizualizacja sarkofagu Krzysztofa Pendereckiego, 2021, docelowy materiał: marmur kararyjski, granit szwedzki,
docelowa lokalizacja: Panteon Narodowy w kościele św. Piotra i Pawła, Kraków, 
courtesy K.M. Bednarski, Granity Skwara, Warszawa


Autorem poświęconych im rzeźb-sarkofagów w Panteonie Narodowym w kościele św. Apostołów Piotra i Pawła jest Krzysztof M. Bednarski. Ekspozycja w MOCAK-u będzie szerszą prezentacją sztuki komemoratywnej tego artysty.

Współcześnie autorska rzeźba funeralna jest rzadkością. Krzysztof M. Bednarski potrafi przenieść sztukę w kontekst śmierci i specyficznego miejsca eksponowania, jakim jest cmentarz. Artysta odrzuca wyznaczone funkcją formy oraz tradycyjną, przesadnie sentymentalną symbolikę. Stwarza on nowe symbole życia po śmierci, odwołujące się do osobowości zmarłego.

Krzysztof M. Bednarski, Thanatos polski, 1984

Ten rozdział twórczości Krzysztofa M. Bednarskiego otwiera Thanatos polski (1984) – rzeźba zadedykowana zmarłym członkom zespołu Teatru Laboratorium Jerzego Grotowskiego. Przepołowiona łódź ze spopielonym drzewem jest symbolem drogi, przejścia na drugą stronę. Praca powstała w momencie, kiedy twórca nie był jeszcze w stanie podjąć się – mimo licznych próśb i propozycji – tworzenia nagrobków. Dopiero po latach zrozumiał, że najlepsze, co może zrobić dla nieżyjącego przyjaciela, to nagrobek, poprzez który zaprezentuje jego indywidualizm. Od 1992 roku wykonał kilkanaście tego typu realizacji, między innymi dla Krzysztofa Kieślowskiego, Ryszarda Cieślaka, Wojciecha Fangora, Krzysztofa Krauzego i Tomasza Stańki. Każda z nich jest symbolicznym portretem zmarłego, syntezą jego kreatywności. Krzysztof M. Bednarski pokazuje, że dla stworzenia pomnika trwalszego niż ze spiżu ważniejsza od szlachetności materiału – mimo wykorzystania brązu, marmuru czy granitu – jest forma.

Rzeźba na nagrobku Krzysztofa Kieślowskiego, 1997, brąz patynowany, Stare Powązki, Warszawa, fot. R. Sosin

Symbole życia po śmierci. Rzeźba komemoratywna Krzysztofa M. Bednarskiego

Miejsce: Galeria Alfa

Data wystawy: 20.05.2021 - 13.03.2022

Artysta: Krzysztof M. Bednarski

Kurator: Martyna Sobczyk

Partner MOCAK-u

MPK S.A. w Krakowie1

Patron Galerii Re

informacja prasowa,

czwartek, 8 kwietnia 2021

"Pocałunek" Rodina po raz pierwszy w Polsce!

Na aukcji w DESA Unicum zostanie zaprezentowany brązowy odlew "Pocałunku" powstały jeszcze za życia Rodina. Ponadto na wystawie przedaukcyjnej będzie można zobaczyć także "Mutanta" Magdaleny Abakanowicz, "Long Term Parking" Armana, animalistyczne przedstawienia Magdaleny Gross oraz rzeźby z kręgu Szkoły Zakopiańskiej.

August Rodin, Pocałunek, 1901-1918, brąz patynowany, 39,5 x 24,1 x 24,3 cm, fot. DESA Unicum

"W 1882 roku wykreował Rodin "Pocałunek", który do około 1886 roku pozostawał integralną częścią "Bramy piekieł". Wyrażał on w swojej strukturze kwintesencję uczucia. Postacie kobiety i mężczyzny zostały tu złączone w miłosnym uścisku przepełnionym najgorętszymi emocjami. W kolejnym roku artysta poznał Camille Claudel, do której najwyraźniej żywił podobne jak w swym dziele uczucia. Dziewiętnastoletnia dziewczyna zafascynowała go swoją złożoną osobowością i niebywałym talentem, które naznaczyły dalszą karierę Rodina. Ich burzliwy romans i dramatyczne rozstanie odbiło się w środowisku paryskiej bohemy szerokim echem. Praktycznie do śmierci, przez około trzydzieści siedem lat, rzeźbiarz tworzył swoje monumentalne dzieło. Zawarł w nim całą swoją duszę i poświęcił mu życie. Na przemian zarzucał pracę i powracał do niej. Stworzył w tym czasie około dwustu figur składających się na całą strukturę. W 1900 roku, podczas indywidualnej wystawy w Paryżu zaprezentował szerokiej publiczności wybrane fragmenty "Bramy piekieł". Gipsowy model, który stworzył znajduje się obecnie w miejscu, dla którego został przeznaczony, a mianowicie w paryskim Musée d'Orsay. Dopiero w latach 20. XX wieku po raz pierwszy odlano w brązie cztery wersje przechowywane obecnie w Paryżu, Zurychu, Tokio i Filadelfii. Poszczególne elementy dzieła zaczęły żyć z czasem własnym życiem, co zresztą oddaje koncepcję samego autora posiadającego szczególny stosunek do "Trzech cieni", "Myśliciela" i "Pocałunku".

tekst: Michał Szarek

środa, 20 maja 2020

Classic Blue - pierwsza w Polsce wystawa poświęcona jednej barwie

Classic Blue, odcień nieba o zmroku, to kolor roku 2020 według Instytutu Pantone. Stał się on inspiracją dla pierwszej w Polsce wystawy poświęconej tylko jednej barwie. „Classic Blue” to blisko 90 prac wybitnych artystów tworzących w różnych okresach, m.in. Stefana Gierowskiego, Wojciecha Fangora, Henryka Stażewskiego, Henryka Haydena czy Maurycego Gomulickiego. Będzie można obejrzeć nie tylko obrazy, ale także dzieła sztuki użytkowej, plakaty, rzeźby i ilustracje. Najbardziej niebieska wystawa tego roku trwa od 18 maja i zakończy ją aukcja prac 28 maja w DESA Unicum.

fot. Marcin Koniak

Od 1999 roku Pantone wybiera kolor roku. Za każdym razem staje się on najmodniejszą inspiracją – w modzie, designie, w życiu codziennym, czy brandingu. Classic Blue nie był wyborem oczywistym, ale jak zwykle świat oszalał na jego punkcie. Podążając za tym trendem zorganizowano wystawę dla wszystkich miłośników błękitu. Dla sztuki kolor niebieski był jednak ważny zawsze. Co więcej, według analiz rynkowych jest barwą,  która ma jedno z największych przełożeń na ceny dzieł sztuki, a według badań ponad 80% osób wskazuje kolor niebieski jako jeden z ulubionych. Wielu artystów z niebieskiego zrobiło też swój znak rozpoznawczy. Yves Klein stworzył swój autorski odcień International Klein Blue, który stał się wręcz kultowy. „Niebieski” okres malarstwa znajdziemy również w twórczości najwybitniejszych artystów współczesnych takich jak Henri Matisse czy Pablo Picasso. Dla pierwszego był on sposobem na wyrażanie emocji, dla drugiego odzwierciedleniem smutku i melancholii.

fot. Marcin Koniak

Na wystawie „Classic Blue” znajdziemy dzieła twórców, dla których niebieski był kolorem wyjątkowym, ale też takich, którzy użyli go tylko w kilku pracach, przez co są one unikatowei  często warte setki tysięcy złotych. Wśród najciekawszych prac prezentowanych na wystawie pojawi się „Obraz DCCLXXIII” Stefana Gierowskiego, jednej z najważniejszych postaci we współczesnej historii polskiej sztuki. Jego wszelkie działania skupiały się na badaniu fenomenu obrazu, skupiając się głównie na jego treści formalnej – a w szczególności kolorze i świetle. W pokazywanej na wystawie pracy artysta skupia się na czterech odcieniach niebieskiego, a jego obraz, im bardziej mu się przyglądamy, zdaje się hipnotyzować widza.

fot. Marcin Koniak

Inaczej na odcień niebieski spojrzał Zygmunt Józef Menkes. Jego dzieło „Młodość (Chłopiec z gołębiami)” nasycone jest tym, co stanowi o jakości i rozpoznawalności sztuki wybitnego malarza – kolorem. Kolor w twórczości Menkesa odgrywa główną rolę, a sam artysta uznawany jest za jednego z najznakomitszych kolorystów naszych czasów. Menkes świadomie wprowadził do obrazu uproszczone środki wyrazu, zredukował je do dwuwymiarowej płaszczyzny zbudowanej jaskrawymi i kontrastowymi plamami barwnymi, których głównym zadaniem jest przedstawienie jakości emocjonalnej. Wśród obrazów na wystawie „Classic Blue” pojawią się także warte setki tysięcy złotych dzieła m.in. Wojciecha Fangora, Leona Tarasewicza, Juliana Stańczaka, Victora Vasarely’ego i Henryka Stażewskiego.


fot. Marcin Koniak

Wśród prac rzeźbiarskich prezentowanych w DESA Unicum jedną z najciekawszych pozycji jest z kolei „Marks nie ma BogaKrzysztofa Bednarskiego i Pawła Susida. Postać Marksa pojawiła się już w pracy dyplomowej Bednarskiego. Była ona wynikiem braku wiary w sens uprawiania rzeźby w ówczesnym czasie. Prezentowana na wystawie instalacja składa się z rzeźb dwóch głów i niewielkiego olejnego obrazu. Krzysztof Bednarski to artysta, który zrobił zawrotną karierę nie tylko w kraju, ale też w Europie, m.in. we Włoszech. Jego prace prezentowane były w Museo Laboratorio d’Arte Contemporanea MLAC w Rzymie.

fot. Marcin Koniak

Na „Classic Blue” zaprezentowana zostanie również wyjątkowa reprezentacja polskiego plakatu. To marka, która zyskała światową sławę, a prace jej twórców znajdują się w międzynarodowych kolekcjach. W DESA Unicum pokazana zostanie zarówno przedwojenna praca Tadeusza Gronowskiego, klasyka polskiej szkoły plakatu po prace Henryka Tomaszewskiego czy Jana Lenicy. Pojawią się także obiekty, które na pewno zainteresują kolekcjonerów vintage. To designerskie meble, oświetlenie oraz szkło i ceramika m.in. unikatowe wazony „Cyntia” Zbigniewa Horbowego, wazony Stefanii i Zygmunta Flinów, czy dekoracyjne patery Zdzisława Szyszki. Wśród mebli znalazł się kultowy fotel autorstwa Janiny Jędrachowicz i Konrada Racinowskiego, czy klasyczne stoliki ze Spółdzielni Artystów Plastyków ŁAD, w nowej odsłonie z niebieskimi blatami.

fot. Marcin Koniak

28 maja będzie można licytować wszystkie obiekty zarówno online, za pośrednictwem strony internetowej czy przez aplikację oraz telefonicznie i przez zlecenie stałe. Aukcja transmitowana będzie na żywo w kanałach społecznościowych największego polskiego domu aukcyjnego DESA Unicum. Do tego czasu można oglądać prawdopodobnie najmodniejszą wystawę sztuki tego sezonu zarówno w siedzibie DESA Unicum, jak i online w wersji 3D.

Wystawa Classic Blue: 18-28 maja 2019, godz. 11-19 (poniedziałek-piątek) i godz. 11-16 (sobota), Dom Aukcyjny DESA Unicum, ul. Piękna 1A, Warszawa, wstęp wolny

informacja prasowa

poniedziałek, 16 grudnia 2019

MIRAŻE Mateusza Dworskiego w Galerii Miejskiej we Wrocławiu

Od 20 grudnia 2019 roku przestrzenie Galerii Miejskiej wypełnią się rysunkiem, grafiką, malarstwem, rzeźbą oraz plakietą Mateusza Dworskiego, artysty związanego z wrocławską Akademią Sztuk Pięknych.



Tytułowe „Miraże” czytać możemy na różne sposoby – po pierwsze, w kontekście zmagań Dworskiego pomiędzy tym, co rzeczywiste, materialne, wykreowane ręką artysty, a tym, co nierzeczywiste, rozgrywające się na poziomie wyobrażeń i przeczuć; po drugie, w odniesieniu do podejmowanej przez artystę za pośrednictwem swojej twórczości gry z czasem, dialogu ze sztuką przeszłości; po trzecie, w końcu, w kontekście kontynuowanych przez autora od kilku dekad poszukiwań idealnej figury o charakterze egzystencjalnym. Tytuł wystawy w swojej wieloznaczności odnosi się więc do różnych obszarów artystycznego działania Dworskiego.

Mateusz Dworski, Letarg, ceramika, 47x50x80 cm, 2019

W swojej artystycznej działalności artysta obsesyjnie wręcz sięga po motywy głowy i figury, poddając je licznym przekształceniom i deformacjom. Uplastycznia je, udelikatnia płynnymi liniami, to znów syntetyzuje, poddaje geometryzacji czy też naznacza pierwiastkiem abstrakcji, formując w niemal organiczne kształty. Krążąc wokół tematów głowy i figury, artysta zręcznie je ogrywa, prezentując tym samym mnogość malarskich i rzeźbiarskich rozwiązań, które można zastosować wobec tych, klasycznych przecież, motywów.

Mateusz Dworski, Figuracje, tusz, 70x100 cm, 2019

Dworski swoje obiekty świadomie naznacza śladami minionych epok i nurtów, począwszy od sztuki antycznej, poprzez twórczość dawnych mistrzów, na realizacjach XX-wiecznych malarzy i rzeźbiarzy skończywszy. Jak sam podkreśla:
Moje prace to jakby przetworzone obrazy, w których staram się nie zaniedbywać niczego ze spuścizny artystycznej wielkich malarzy, rzeźbiarzy i grafików. 

Mateusz Dworski, Pięć elementów, żeliwo, 14,5×8×44 cm, 2018

Dlatego też w obiektach wrocławskiego artysty odnaleźć można nie tylko wpływy antycznych twórców i renesansowych mistrzów, ale również takich klasyków współczesności, jak Marino Marini, Henry Moore, Constantin Brâncuşi, Francis Bacon czy Jan Lebenstein.

Oficjalne otwarcie ekspozycji odbędzie się 19 grudnia (czwartek) o godzinie 18:00. Dopełnieniem wernisażu będzie koncert. 

Wystawa potrwa do 15 stycznia 2020 roku.
Kuratorem ekspozycji jest Mirosław Jasiński. 

zapowiedź wystawy

Autorka tekstu: Katarzyna Zahorska

BIOGRAM

Mateusz Dworski, fot. ze strony ASP we Wrocławiu



Mateusz Dworski (1969) jest wrocławskim rysownikiem, grafikiem, malarzem, rzeźbiarzem i medalierem. Studiował w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych we Wrocławiu na Wydziale Malarstwa, Grafiki i Rzeźby. Uzyskał dyplom z wyróżnieniem z grafiki warsztatowej w pracowni prof. Haliny Pawlikowskiej. Od 2002 roku pracował jako asystent w pracowni Małej Formy i Medalu prowadzonej przez prof. Jacka Dworskiego w Katedrze Rzeźby na Akademii sztuk Pięknych we Wrocławiu. Od 2016 roku prowadzi pracownię Małej Formy i Medalu jako profesor Akademii Sztuk Pięknych we Wrocławiu.





informacja prasowa


czwartek, 21 listopada 2019

"Wyrzeźbiony Wrocław" jest piękny! /relacja z wystawy, zdjęcia/

Wystawa "Wyrzeźbiony Wrocław" w Muzeum Narodowym pozwala poznać mało znane, a niezmiernie interesujące rzeźby artystów I połowy XX wieku, związanych z Wrocławiem. Sprowadzone na tę okoliczność rzeźby z różnych zakątków Polski i Europy sprawiają, że możemy wyobrazić sobie, jak wyglądał artystyczny świat dawnego Wrocławia.

Paul Schulz, Odpoczywająca naga kobieta, 1943, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Wystawa "Wyrzeźbiony Wrocław" ma charakter monograficzny, a jej wyjątkowość polega na tym, że obok wybitnych dzieł prezentuje mało rozpoznane zjawisko rzeźby związanej z środowiskiem wrocławskim I połowy XX wieku. Zobaczyć można prace trzydziestu artystycznych indywidualności, a wśród nich artefakty wybitnych rzeźbiarzy o międzynarodowej sławie, m in. Otto Muellera - profesora wrocławskiej ASP, przedstawiciela ekspresjonizmu, Hansa Poelziga - jednego z najbardziej znanych niemieckich architektów, który projektował wielkie założenia urbanistyczne, jak berlińskie centrum wystawowe czy biura IG we Frankfurcie nad Menem oraz Theodora von Gosena, autora m. in. Amora na Pegazie w parku Staromiejskim we Wrocławiu oraz znajdującej się na wystawie rzeźbie przedstawiającej Męża Boleści.

Christian Behrens, Pocałunek Sfinksa, 1880, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Wystawa jest zaproszeniem do dyskusji i do kontynuacji badań nad rzeźbą Wrocławia - powiedział podczas konferencji Piotr Oszczanowski, dyrektor Muzeum Narodowego we Wrocławiu. Ma ona dla nas wyjątkowe znaczenie. Przede wszystkim chcemy spłacić dług wobec tych, których dzieła utknęły na wiele lat w niepamięci. Tylko nieliczne eksponaty pochodzą z naszych zbiorów. Po II wojnie miasto utraciło wiele cennych rzeźb. Wiele z nich zostało usuniętych, ponieważ kojarzyły się z niemiecką przeszłością. 

Po prawej Szermierz Hugo Lederera, po lewej Perseusz Theodora von Gosena
fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

U początków tej opowieści stoją dwa wybitne dzieła. Pierwszym z nich jest Szermierz Hugo Lederera, który został umieszczony w 1904 roku na fontannie znajdującej się na Placu Uniwersyteckim i stał się poniekąd ikoną Wrocławia. Podobne odlewy tej rzeźby znajdują się m. in. w Pradze i w Magdeburgu, a także w Zamku Czocha. Szermierzowi, który przybył na wystawę z z Leverkusen, towarzyszy rzeźba Perseusza, innego wybitnego artysty Theodora von Gosena, która w po wojnie trafiła do Muzeum Narodowego w Warszawie, a następnie została użyczona do ozdobienia Parku Ujazdowskiego. Obecnie możemy ją podziwiać na wrocławskiej wystawie.

Jednakże większość prezentowanych artystów to dziś nazwiska praktycznie nieznane, toteż jej pomysłodawczyni i kuratorka Barbara Andruszkiewicz wyraziła nadzieję, że ekspozycja nie tylko przywróci pamięć  o nich, ale również stanie się impulsem do dalszych poszukiwań i badań.

Hanna Koschinsky, Matka z dzieckiem, 1914,   fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Wspólną cechą łączącą artystów tak różnych, tworzących w odmiennych stylach i konwencjach, są tematy, które posłużyły także uporządkowaniu narracji wystawy. Ekspozycję rozpoczyna postać Christiana Behrensa - założyciela szkoły wrocławskiej rzeźby.

Christian Berens, Św. Jan Chrzciciel, 1890, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Zaprezentowano również pięciu jego uczniów. Nie kontynuowali co prawda dzieła swego mistrza, czyli rzeźby neobarokowej, ale każdy z nich poszedł własną drogą, co w gruncie rzeczy dobrze świadczy o owej szkole, która pozwalała na indywidualny rozwój. Druga sala - opatrzona tytułem "Ponadczasowe piękno ciała" - poświęcona została aktom, które na różne sposoby przedstawiają ludzkie ciało.

Paul Schulz, Akt dziewczęcy, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek


Hanna Koschinsky, Stojąca z pochyloną głową, 1930, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek
Osobny temat stanowią mity, toteż kolejną część wystawy opatrzono tytułem "W świecie mitów". Znajduje się na niej m. in. "Aretuza" Theodora von Gosena - przepiękna rzeźba przedstawiająca nimfę towarzyszącą Artemidzie, która - jak głosi opowieść - nie obroniła się ostatecznie przed mężczyznami i miała z Posejdonem syna Abanta. Widzimy go  bawiącego się w wyobrażeniu artysty u jej stóp. Nimfa stoi z pochyloną skromnie głową, przysłaniając skromnie piersi.


Theodor von Gosen, Aretusa, 1930, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

W kolejnej sali, opatrzonej tytułem "Fauna zatrzymana", pojawiają się tematy animalistyczne, rzeźbiarze bowiem przedstawiają rozmaite zwierzęta, m. in. postać popularnej gorylicy Pussi z wrocławskiego ZOO - ogromnie w swoim czasie popularnej.

Heinrich Kiesewalter, Gorylica Pussi, 1904, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek


Osobną salę poświęcono rzeźbom mniejszym, a także portretom mieszkańców Wrocławia.
W centrum ekspozycji zobaczymy rzeźbę "Źrebaka" Inge Jaeger-Uhthoff, na której pozostały ślady kul z okresu II wojny, przypominające tragedię zwierząt wrocławskiego ZOO.


Inge Jaeger-Uhthoff, Źrebak, 1939, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

W kolejnej sali odkryjemy plakiety jako rzeźby. "W formacie kieszonkowym", bo taki tytuł nosi ta część ekspozycji, zobaczymy te kameralne przedmioty, wykonane na ogół z tańszych materiałów, służące jako gadżety podarunkowe albo okolicznościowe. Można je było kupić przy wrocławskim Rynku w sklepie Moritza Wentzla ze szkłem, porcelaną i rzemiosłem artystycznym.
Napotkamy tu także rzeźby tej rangi, jak wykonana z alabastru, dynamiczna grupa Ernsta Segera, zatytułowana "Zaloty".

Ernst Seger, Zaloty, 1900, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek


Ostatnią część ekspozycji stanowi rzeźba sakralna. Wśród wielu pięknych, a zarazem różnorodnych przedstawień największe wrażenie zrobiły na mnie dwie wersje przedstawienia Męża Boleści Theodora von Gosena, których ekspresja nie ma sobie równych.


Mąż Boleści, Theodor von Gosen, I wersja, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Thedor von Gosen, Mąż Boleści, II wersja, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Wystawa "Wyrzeźbiony Wrocław" w Muzeum Narodowym pozwala poznać nie tylko wybitne, ale przede wszystkim mało znane, a niezmiernie interesujące rzeźby artystów I połowy XX wieku, związanych z Wrocławiem. Sprowadzone na tę okoliczność rzeźby z różnych zakątków Polski i Europy sprawiają, że możemy wyobrazić sobie, jak wyglądał artystyczny świat dawnego Wrocławia.

Wystawę można oglądać w Muzeum Narodowym we Wrocławiu do 2 lutego 2020 roku.

............................................................................................................................................

Program wydarzeń towarzyszących wystawie


➻ Oprowadzania kuratorskie po wystawie „Wyrzeźbiony Wrocław” (wstęp z biletem na wystawę czasową)
—  1.12, 4.01, 25.01, g. 15:00

Kuratorski spacer po Wrocławiu „Dłutem po mapie” (wstęp wolny, zapisy)
Prowadzenie: Barbara Andruszkiewicz — 23.11, g. 11:00

Maria z Dzieciątkiem, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Wykłady (wstęp wolny)

30.11, g. 15:00 — Wrocławskie dzieła Christiana Behrensa – wykład Romualda Nowaka
8.12, g. 15:00 — Johannes Baumeister – mistrz grupy Ukrzyżowania – wykład Piotra Oszczanowskiego
21.12, g. 15:00 — 50 twarzy Schulza – wykład Barbary Andruszkiewicz
11.01.2020, g. 15:00 — Jak wrocławscy konserwatorzy wskrzesili obecny ołtarz główny katedry w Poznaniu
– wykład Grzegorza Grajewskiego
12.01.2020, g. 15:00 — Święci w lipowem drzewie snycowani – wykład Joanny Lubos-Kozieł
19.01.2020, g. 15:00 — Tradycja i nowoczesność. Wrocławskie złotnictwo doby modernizmu – wykład Jacka Witeckiego

Głowy wrocławian, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Oprowadzania dla rodziców z dziećmi w wieku do lat 2 (wstęp z biletem za 15 zł, zapisy)
Prowadzenie: Barbara Przerwa
 5.11, g. 12:30 — ZachwyTY: Mężczyzna idealny – o metalowej rzeźbie z 1. poł. XX wieku
12.11, g. 12:30 — ZachwyTY: Uczucia w ciele – o aktach kobiecych
19.11, g. 12:30 — ZachwyTY: Twarze przeszłości – o portretach sławnych wrocławian
26.11, g. 12:30 — ZachwyTY: Zwierzę w domu – o rzeźbach inspirowanych naturą
 3.12, g. 12:30 — ZachwyTY: Bohater wszechstronny – o wątkach mitologicznych i biblijnych
10.12, g. 12:30 — ZachwyTY: Upamiętnienie – o plakietach okazjonalnych
17.12, g. 12:30 —ZachwyTY: W miłosnym uścisku – o małych formach rzeźbiarskich

Ernst Seger, Zaloty, 1900, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

➻ Zajęcia dla dzieci i młodzieży (wstęp z biletem za 3 zł, zapisy)
9.11, g. 10:30 — „Obraz, rzeźba, płaskorzeźba”. Muzealne eksperymenty dla najmłodszych
– zajęcia edukacyjne Sławomira Ortyla dla dzieci w wieku 3–5 lat
23.11, g. 10:30 — Wyrzeźbione mity. Postaci mityczne w twórczości Theodora von Gosena
– warsztaty plastyczne Michała Pieczki dla dzieci w wieku 6–12 lat
7.12, g. 10:30 — Mój pierwszy akt
– warsztaty plastyczne Sławomira Ortyla dla niewidomej młodzieży i dorosłych
4.01, g. 10:30 — Bozzetto, czyli pomnik na moją miarę
– warsztaty Izabeli Trembałowicz-Chęć dla dzieci i młodzieży w wieku 10–17 lat
18.01, g. 10:30 — Człowiek – natchnienie rzeźbiarza
– warsztaty plastyczno-ruchowe Barbary Przerwy dla dzieci w wieku 6–12 lat

➻ Zapisy (na tydzień przed wydarzeniem): tel. 71 372 51 48 lub edukacja@mnwr.pl


Wrzesień w Muzeum Architektury: dla dorosłych, dzieci i ciekawych miasta

 Muzeum Architektury we Wrocławiu zaprasza na spotkanie warsztatowe w ramach Akademii Architektury, warsztaty dla dorosłych: "Śląski de...

Popularne posty