Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pan Tadeusz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pan Tadeusz. Pokaż wszystkie posty

sobota, 23 maja 2026

Refleksje o wystawie "Zanim stał się epopeją" w Muzeum Pana Tadeusza

Tylko do końca maja można zwiedzać unikalną wystawę zatytułowaną "Zanim "Pan Tadeusz" stał się epopeją". Wprawdzie "rękopisy nie płoną", ale nie można ich zbyt długo naświetlać. I to takie rękopisy! Oprócz manuskryptu mickiewiczowskiego arcydzieła, na wystawie w Muzeum Pana Tadeusza zgromadzono cenne eksponaty, które wypożyczono z Muzeum Narodowego w Krakowie, Biblioteki Polskiej w Paryżu, Ośrodka Dokumentacji i Studium Pontyfikatu Jana Pawła II oraz z Centralnego Archiwum Historycznego Ukrainy we Lwowie. Rękopisom poematu oraz listom poety i przyjaciół Adama Mickiewicza towarzyszą osobiste pamiątki, m. in. tabakierka, szkło powiększające, kałamarz, pierścień i zegarek, który poeta miał ze sobą w chwili śmierci. TAKĄ ekspozycję trzeba odwiedzić obowiązkowo!

Hebanowa szkatuła, w której rodzina Tarnowskich przechowywała manuskrypt "Pana Tadeusza" w Dzikowie, oprawa wykonana w 1940 przez Aleksandra Semkowicza, manuskrypt epopei ze zbiorów Biblioteki Ossolineum, Oddziału ZNiO, fot. Piotr Jamski

Wystawa, będąca częścią stałej ekspozycji Muzeum Pana Tadeusza, opowiada przede wszystkim o okolicznościach, w jakich powstawał poemat. Dowiadujemy się o tym z listów poety do i od przyjaciół, a także z ich relacji spisanych po latach. Dzięki listom Adama Mickiewicza do Antoniego Edwarda Odyńca, brata Franciszka, Bohdana Zaleskiego do syna poety czy wspomnieniom Ignacego Domeyki możemy odtworzyć atmosferę i proces powstawania epopei, a także źródła inspiracji. Rękopisom towarzyszą zdjęcia i portrety.

Adam Mickiewicz pisał „Pana Tadeusza” w latach 1932-34. Początkowo zakładał, że będzie to dziełko niewielkie, rodzaj sielanki. W liście do przyjaciela Antoniego Edwarda Odyńca oznajmia w grudniu 1832:

Piszę teraz poema szlacheckie w rodzaju „Herman i Dorothea”, już ukropiłem tysiąc wierszy. Podoba  się bardzo szlachcie powstańskiej. Duch poetycki czuję w sobie. 

Duch poetycki nieprędko go opuścił, skoro w liście z maja 1833 roku,   adresowanym do poety i przyjaciela Stefana Garczyńskiego, napisze żartobliwie:

Skończyłem trzecią pieśń „Pana Tadeusza”. Zanosi się na długą chryję; dotąd dosyć dobrze udaje się.

Fragm. autografu Księgi I "Pana Tadeusza" z kolekcji Ambrożego Grabowskiego ze zbiorów Centralnego Państwowego Historycznego Archiwum Ukrainy we Lwowie, fot.-Mirek-Koch

W lipcu zaś  informuje swego brata Franciszka, że sprzedał rękopis nowego poematu za 4 tys. franków swemu wydawcy Aleksandrowi Jełowieckiemu, choć poemat był dopiero częściowo napisany.  W tym czasie Mickiewicz jedzie do  Bex w Szwajcarii i opiekuje się umierającym na suchoty Garczyńskim. Nie jest to z pewnością czas sprzyjający pisaniu. Wątek związany z tym nieco już zapomnianym poetą również odnajdziemy na wystawie. 

Roboty moje całkiem teraz przerwane. Łatwo zgadniesz, iż przy odgłosie kaszlu i patrząc ciągle na cierpienia Stefana nie podobna myślić o pisaniu, a nawet czytaniu  – donosi w liście do Ignacego Domejki. Po śmierci Stefana Garczyńskiego we wrześniu 1833 r. równie trudno mu było powrócić do pisania, odchorował bowiem cierpienia i śmierć przyjaciela:

Byłem od przyjazdu z Szwajcarii często chory. Wiesz smutek wielki, który mię spotkał  – napisze w liście do brata Franciszka. Ale już wkrótce wraca do pracy pisarskiej, która ma błogosławiony wpływ na jego samopoczucie:

Przybyłem do Paryża z chorobą – napisze do Antoniego Edwarda Odyńca w liście z 13 listopada 1833 r. – która mi przez kilka miesięcy dokuczała (…) jestem znowu zdrów i świeży. Wziąłem się do roboty, wychodzę rzadko, piszę a piszę. Piątą pieśń „Tadeusza” skończyłem.

Kałamarz z brązu należący do Adama Mickiewicza. Własność: Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza w Warszawie, fot. Piotr Jamski

I tak, obcując z oryginałami listów i relacji oraz towarzyszącym im portretami i osobistymi pamiątkami, wchodzimy głębiej w świat, w którym powstawało arcydzieło. Oczywiście, wtedy tak o "Panu Tadeuszu" nie myślano. Świadczą o tym historie związane z korektą dzieła. Otóż zanim dotarł do rąk oficjalnego korektora Bogdana Jańskiego, był odczytywany w obecności przyjaciół. Przywołajmy znowu Zaleskiego:

Adam z piórem w ręku sam czytał „Pana Tadeusza”, księgę po księdze, a kiedy uczuwał zmęczenie, odsuwał rękopis ku Witwickiemu albo ku mnie do czytania. Z początku branie inicjatywy tej cenzorskiej szło twardo; ten to ów bąkał jednak uwagi, które Adam po krótkim namyśle, uznawał za niesłuszne lub też słuszne i natychmiast własnoręcznie mazał lub podkreślał poprawki: a czynił to z nieocenioną skromnością i nawet z pokorą. Nieraz w czasie czytania, wyrywał mi rękopis i przekreślał piękne wiersze bezlitośnie. Wypraszaliśmy je jak najwymowniej od śmierci.

Podczas pisania epopei Mickiewicz pomieszkiwał u Ignacego Domeyki, który widząc, że część autografu została przepisana „na czysto”, brudnopis „odkradł Adamowi”. Co więcej, część tej wersji brudnopisu rozdał przyjaciołom...

Książka-kucharska, którą Adam Mickiewicz zabrał z sobą na emigrację,własność ZNiO,
fot.-Karolina-Okrzesik

Wystawa prezentuje także dzieje rękopisu "Pana Tadeusza", w szczególności wątek dzikowski, ponieważ manuskrypt na dłużej znalazł się w posiadaniu rodziny Tarnowskich. W roku 1871 został sprzedany przez syna Poety Stanisławowi Tarnowskiemu, profesorowi i rektorowi Uniwersytetu Jagiellońskiego, historykowi literatury. Pod jego pieczołowitą opieką rękopis zyskał ozdobną szkatułkę, w której go przechowywano. Została wykonana na zamówienie w 1873 roku przez lwowskiego artystę Józefa Brzostowskiego, a na wystawie znajduje się obecnie jej oryginał w towarzystwie samego manuskryptu (na co dzień w Muzeum udostępnia się kopie). We wrześniu 1939 roku autograf „Pana Tadeusza” przekazał jako depozyt Zakładowi Narodowemu im. Ossolińskich we Lwowie syn Zdzisława - Artur, ostatni właściciel kolekcji dzikowskiej. 

Rękopis przyszedł do Lwowa w bardzo ciężkim momencie, w momencie walk i ostrzeliwań, kiedy do Biblioteki trafiło szereg rozmaitych przesyłek (…) – wspomina Janina Kelles-Krauz, kierowniczka Działu Czasopism Biblioteki ZNiO. Między innymi przybyła i paczka dzikowska, niepozorna, rękopis opakowany był w poduszki pokryte skórą, tak że nie wiedziało się, co się w niej znajduje.

W ten sposób rękopis znalazł się we Wrocławiu. Jeszcze wcześniej, w styczniu 1940 roku został poddany konserwacji i oprawiony przez Aleksandra Semkowicza. Ponadto władze sowieckie rękopis znacjonalizowały i przekazały na własność Zakładowi Narodowemu. Pod koniec 1949 roku, kiedy znajdujące się już we Wrocławiu Ossolineum zostało podporządkowane bezpośrednio Urzędowi Rady Ministrów, Pełnomocnikiem Rządu do Spraw Ossolineum został ponownie Jerzy Borejsza.

Srebrna tabakiera należąca do Adama Mickiewicza, własność: Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza w Warszawie, fot. Piotr Jamski

Antoni Knot – dyrektor Zakładu Narodowego im. Ossolińskich od 1947 roku – wspomina, że w momencie odnalezienia autografu jego sytuacja prawna była dość skomplikowana, toteż nie od razu podano fakt jego odnalezienia do publicznej wiadomości. Stało się tak dlatego, że zbiory dzikowskie zostały przyznane Bibliotece Jagiellońskiej. Prof. Knot rozpoczął starania, skutkiem których Decyzją Rady Ministrów autograf „Pana Tadeusza” został przyznany Ossolineum. 

Sprawa rękopisu „Pana Tadeusza” ożyła 5 listopada 1999 roku. Tego dnia bowiem Jan Artur Tarnowski – prawowity właściciel rękopisu – podpisał akt notarialny, na mocy którego rękopis został sprzedany miastu Wrocław, a następnie przekazany na własność Zakładowi Narodowemu im. Ossolińskich. Jan Tarnowski wycenił bezcenny rękopis za sumę 600 tysięcy dolarów, z czego miasto zapłaciło 200 tysięcy, resztę rodzina Tarnowskich potraktowała jako darowiznę.

Wędrując po wystawie w towarzystwie Ewy Benesz, od lat 70. recytującą "Pana Tadeusza", którego zna na pamięć (robiła to także we Włoszech – po włosku!), jej asystenta Vincenzo Pennella, który napisał o jej "Panu Tadeuszu" pracę magisterską oraz pracującej w Muzeum adiunkt Magdy Sudoł, która była naszym cicerone, czułam, że uczestniczę w czymś, co można by nazwać spełnieniem losu. Wszystko było "tak jak trzeba": rękopis, mimo burzliwych dziejów, spoczywał bezpiecznie w gablocie muzeum, które stało się jego nowym domem. 

Album Jadwigi Wolskiej z wpisami znanych pisarzy z lat 1849-1858, z wklejoną kartą "Pana Tadeusza", Zbiory Muzeum Literatury, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

P.S. Wystawa została przygotowana z okazji ogłoszenia przez Sejm Rzeczypospolitej Polskiej Roku Józefa Maksymiliana Ossolińskiego oraz Roku Ossolineum ogłoszonego przez Radę Miasta Wrocławia.

Zanim "Pan Tadeusz" stał się epopeją
30 kwietnia 2026–31 maja 2026

wernisaż: 30 kwietnia 2026, godzina 17.00

kuratorka: Justyna Zimna

aranżacja i scenografia: Magdalena Subocz

niedziela, 6 marca 2022

Motyw domu w literaturze

We wszystkich kulturach dom symbolizuje schronienie, miejsce, w którym czujemy się bezpiecznie. Obraz domu, który zapamiętaliśmy z dzieciństwa, towarzyszy nam na ogół przez całe życie. O tym, że jest doświadczenie uniwersalne, świadczy fakt, że słowo dom jest jednym z najstarszych pojęć i występuje we wszystkich językach, także w najdawniejszych. Na przykład w języku irańskim – dam, w sanskryckim również dam, greckim – domos, czy w łacińskim -  domus

Dwór w Żelazowej Woli, pierwotnie będący oficyną dworską ,
fot. Wikipedia

Dom jest także symbolem rodu, dynastii. W wielu kulturach, określenie dom ojca oznaczało pochodzenie człowieka. W słowniku etymologicznym języka polskiego znajdziemy interesującą informację o tym, że słowiańskie słowo ród, znaczyło pierwotnie tylko „traf szczęśliwy”, „powodzenie”, „przyrost” i było nazwą bożka szczęścia, losu. Dopiero z czasem słowo ród zmieniło znaczenie i zaczęto kojarzyć je ze słowem krewny. W tym znaczeniu pojawia się on w Biblii Leopolity oraz Wujka.

Zarówno dom jak i rodzina pojawiają się w różnych  znaczeniach w literaturze. W Iliadzie Homera słowo dom występuje 103 razy, co dowodzi, że starożytni Grecy przywiązywali do niego dużą wagę. Wartość domu rozumianego jako rodzinne gniazdo znajdziemy także w drugiej epopei Homera – Odysei. Tytułowy bohater powracający do rodzinnej Itaki stał się symbolem człowieka wędrownego, który po latach doświadczeń wraca do Ojczyzny i do rodziny. 

Pojęcie domu kojarzy się nie tylko z gniazdem rodzinnym, ale również z Ojczyzną, która szczególnie w okresie romantyzmu była traktowana jako utracony dom. W większości wypadków obraz domu i dzieciństwa jest doświadczeniem ważnym i pozytywnym w życiu człowieka. Dom symbolizuje azyl, schronienie, kojarzy się z bezpieczeństwem. Niekiedy pozostaje tylko we wspomnieniu. W niektórych przypadkach jednak dom dzieciństwa ukazuje swoje drugie oblicze, za którym kryje się samotność, strach i różne traumatyczne przeżycia. W wierszu mój dom jest teraz pełen zasadzek Halina Poświatowska zdaje mówić, że mimo pozorów spokoju i poczucia bezpieczeństwa, dzieciństwo nie jest wolne od lęków i marzeń o innym lepszym świecie. Przywoływanie wspomnień z rodzinnego domu może się okazać powrotem do doświadczeń trudnych, z którymi bohater nigdy się nie uporał. 

Dom jest obrazem o niezwykłej głębi. W kulturze tradycyjnej jawi się on jako kosmos, azyl, łono matki, ale również jako więzienie, siedziba sił demonicznych i złych mocy. 

Litwo, ojczyzno moja!

Soplicowo, plan filmowy "Pana Tadeusza" w reż. Andrzeja Wajdy

Pojęcie domu kojarzy się nie tylko z gniazdem rodzinnym, ale również z Ojczyzną, która szczególnie w okresie romantyzmu była traktowana jako utracony dom. Takim właśnie domem – ostoją polskości było Soplicowo w epopei Adama Mickiewicza Pan Tadeusz. Już na wstępie Inwokacji padają pamiętne słowa: „Litwo! Ojczyzno moja! Ty jesteś jak zdrowie. // Ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie, // Kto cię stracił. Dziś piękność  twą w całej ozdobie // Widzę i opisuję, bo tęsknię po tobie”.
O domostwie Sopliców czytamy już na początku poematu: 

„Śród takich pól przed laty, nad brzegiem ruczaju, // Na pagórku niewielkim, we brzozowym gaju, // Stał dwór szlachecki”.
 
Zatem to dwór szlachecki z jego charakterystycznym otoczeniem stanowi symbol polskości. Drewniany, pobielany, otoczony drzewami, przede wszystkim topolami i brzozami – zagości na stałe w wyobraźni Polaków. Badacze twierdzą, że pierwowzorem Soplicowa są Tuhanowicze, a przyjazd panicza Tadeusza, który rozpoczyna poemat, jest wiernym odwzorowaniem autentycznej sceny pierwszego spotkania Mickiewicza z Marylą Wereszczakówną – jego wielką miłością i muzą. 

Soplicowo, plan filmowy "Pana Tadeusza" w reż. Andrzeja Wajdy

Cechą wyróżniającą dworek w Soplicowie jest nie tylko jego swojski, typowo polski krajobraz, ale również obecność tradycji. Otóż kiedy Tadeusz mija bramę, która jest otwarta, jakby podkreślając gościnność, wchodzi do wnętrza domu i przekonuje się, że wszystko jest jak dawniej – na swoim miejscu: portrety wielkich patriotów wywodzących się z Litwy – Tadeusza Kościuszki, Rejtana i dowódców z czasów insurekcji kościuszkowskiej – Jakuba Jasińskiego i Tadeusza Korsaka. Zaś stary kurantowy zegar gra mazurka Dąbrowskiego. Patriotyczną edukację pobierano przede wszystkim w domu, często wprost od ojców, wujów, którzy walczyli o wolną Polskę. Przechowywano pamiątki, które przywoływały postaci  patriotów godnych szacunku i naśladowania przy każdej okazji, np. w  karczmie ks. Robak wyjmuje tabakierę i opowiada, w jakich okolicznościach i kto mu ją ofiarował. Wykładem historii Polski jest także w poemacie gra Jankiela na cymbałach. Polskie są również kultywowane obyczaje, o których mowa przy każdej okazji: polowanie, powrót z lasu w odpowiednim szyku, a przede wszystkim uczty. Mickiewicz  szczegółowo opisuje potrawy, które pojawiały się na pańskich stołach, a nawet podaje przepisy kulinarne. Uczta jest szacownym ceremoniałem towarzysko – kulinarnym. 

Soplicowo, plan filmowy "Pana Tadeusza" w reż. Andrzeja Wajdy
Pana Tadeusza rozpoczyna i kończy uczta. Jej przebieg odbywa się według surowo przestrzeganych zaleceń wynikających z tradycji staropolskiej. Rozpoczynało je rytualne wejście gości i zajmowanie miejsca przy stole według rangi. Bardziej uroczyste uczty rozpoczynano polonezem, jak to ma miejsce w ostatniej księdze Pana Tadeusza. Wznoszono toasty, których ranga i kolejność była istotna. Gerwazy, który przywołuje chwalebne tradycje hucznych biesiad w zamku Horeszków, przypomina też sceny wznoszenia toastów, z których „Pierwszy wiwat za zdrowie króla Jegomości// Potem prymasa, potem królowej Jejmości…” Obyczaje związane ze stołem i biesiada były ściśle związane z polską kulturą szlachecką, więc w czasach niewoli miały wydźwięk patriotyczny. Uczta w Panu Tadeuszu gromadzi w jednym miejscu ludzi ze sobą skłóconych, jednoczy ich, stając się symbolem narodowego pojednania.

Bronowicka chata

"Wesele" stanisława Wyspiańskiego w reż. Andrzeja Wajdy
Niewola narodowa sprawiła, że temat Polski i Polaków powraca również i później – w okresie Młodej Polski. Wówczas to bronowicka chata stanie się jej symbolem. Pisząc swój dramat, Stanisław Wyspiański nie tylko upamiętnił ślub Lucjana Rydla z Jadwigą Mikołajczykówną, ale przestawił w postaci symboli polskie problemy Anno Domini 1901. Od tamtej pory „mówimy Weselem”, a wielu twórców, którzy chcą coś o Polsce i Polakach powiedzieć, nawiązuje do tego dramatu. 

   W klimat polskości wprowadzają nas już didaskalia dramatu, w których autor – malarz przede wszystkim – zobrazował „polską chatę”. Jest noc listopadowa, która kojarzy się nie tylko z powstaniem 1830 roku, ale także z Mickiewiczowskimi Dziadami. Słychać muzykę i gwar dobiegające z sąsiedniej izby. „I cała uwaga osób, które przez tę izbę – scenę przejdą, zwrócona jest tam, ciągle tam; zasłuchani, zapatrzeni ustawicznie w ten tan, na polską nutę… (…) taniec kolorów, krwawych wstążek, pawich piór, (…) barwnych kaftanów i kabatów, nasza dzisiejsza wiejska Polska”. Tę Polskę prezentują „święci obrazkowi”, Matejkowski „Wernyhora” i „Racławice”, a także „złożone na krzyż szable, flinty, pasy podróżne, torba skórzana”. Jest także stolik empirowy z resztkami brązów, stary alabastrowy zegar „dźwigający złocony krąg godzin; nad zegarem portret pięknej damy w stroju z lat 1840”. Są też szczególnie ważne dla Polaków obrazy: Matki Boskiej Ostrobramskiej oraz Matki Boskiej Częstochowskiej „w koralach i koronie polskiej Królowej, z Dzieciątkiem, które rączkę ku błogosławieństwu wzniosło.” Symbole Polski dawnej, szlacheckiej,  symbole wiary, nieodłącznie z historią Polski związane. 

"Wesele" stanisława Wyspiańskiego w reż. Andrzeja Wajdy
Na weselu w podkrakowskiej wsi spotkali się chłopi i wywodząca się ze szlachty polska inteligencja. Wyspiański pokazał ich wzajemną nieufność i brak zrozumienia. Dotyczy to państwa młodych. On, inteligent, dla którego żona jest piękną lalką przebraną w krakowski strój, ona – nie bardzo rozumiejąca, czemu mąż tyle mówi. Dostało się wszystkim: „panom” – że traktują chłopów z pogardą i chcieliby w nich widzieć postacie z sielanki, że mogliby wiele uczynić, ale „oni nie chcom chcieć”. Dostało się też „chłopom” – że mocni w gębie, a do czynu niezdolni, że nade wszystko dbają o „czapkę z piór”, toteż gubią złoty róg, a naród ostatecznie zapada w sen i snuje swój chocholi taniec. Wesele Wyspiańskiego rozgrywa się w bronowickiej chacie, stając się dramatem o narodzie, o jego teraźniejszości i przyszłości, o jego potencjalnej sile i rozpaczliwej niemocy.

Mityczny Drohobycz


W przeciwieństwie do Pana Tadeusza i Wesela, proza Bruno Schulza, pisarza tworzącego w dwudziestoleciu międzywojennym, kreuje dom jako część mitu dzieciństwa. Jest to mitologia całkowicie prywatna, zarazem jednak niezwykle piękna i sugestywna. Autor Sklepów cynamonowych niemal całe swoje życie przeżył w małym miasteczku na Kresach, w obwodzie lwowskim – w Drohobyczu. Dzieciństwo Schulza minęło z końcem epoki patriarchalnego kupiectwa. Następujące zmiany były m.in. efektem odkrycia ropy naftowej. Schulz był malarzem, toteż jego proza jest bardzo obrazowa. Opisywał swój dom i Drohobycz – swoją „małą ojczyznę” na różne sposoby, m.in. w opowiadaniu Ulica Krokodyli.  

Rozpoczyna je opis pięknej starej mapy miasta, którą ojciec narratora przechowuje w biurku. „Zawieszona na ścianie, zajmowała niemal przestrzeń całego pokoju i otwierała daleki widok na całą dolinę Tyśmienicy, wijącej się falisto bladozłotą wstęgą, na całe Pojezierze szeroko rozlanych moczarów i stawów, na pofałdowane przedwzgórza, ciągnące się ku południowi (…), coraz mniejszych i coraz bledszych, w miarę jak odchodziły ku złotawej i dymnej mgle horyzontu”. 
Spośród wielu uliczek i kamienic wyróżnia się ulica Krokodyli – jak nazwał autor realny odpowiednik drohobyckiej ulicy Stryjskiej.  To dziwna ulica, nieobecna na planach miasta, jakby wstydliwie ukryta. Dlaczego? Otóż dowiadujemy się, że jest to miejsce „pasożytnicze”, wyłącznie użyteczne, pseudoamerykańskie. Charakteryzuje je na pierwszy rzut oka tandeta i pretensjonalność – kamienice są tanie i byle jak postawione, o charakterystycznych karykaturalnych fasadach. Przeważają magazyny , sklepy, zakłady fryzjerskie, z anglojęzycznymi napisami. Rdzenni mieszkańcy miasteczka trzymają się z dala od tej okolicy zamieszkałej przez szumowiny i kreatury – ludzi niemoralnych, „zbiegów spod sztandaru godności własnej”. A jednak wszyscy – także narrator – czują się wciągnięci w tandetny urok tej dzielnicy. Suną więc tłumnie główną ulicą jak senny korowód marionetek, demonstrując wielkomiejskie maniery.  Co więcej, mieszkańcy zdają się być dumni z odoru zepsucia, którym tchnie ulica Krokodyli: „Nie mamy potrzeby niczego sobie odmawiać – myślą z dumą – stać nas i na prawdziwą wielkomiejską rozpustę”. A jednak nadzieje na wielkomiejską zmianę okazują się nieporozumieniem. Ludzie błądzą od szyldu do szyldu, wędrują od sklepu do sklepu, ale wszystko sprawia wrażenie papierowej imitacji. 

"Xięgi Schilza" w Teatrze Polskim we Wrocławiu
Pozornie realistyczny opis ulicy nieustannie się przemienia pod wpływem wyobraźni autora. Opisując świat tradycji i porządku zderza go z nowym – gorszym i tandetnym światem wczesnego kapitalizmu, który właśnie nadchodzi i którego cechą jest komercja, brzydota i tandeta. U Schulza ulica Krokodyli stała się symbolem urzekającego, chorobliwego piękna imitacji, zachowując jednak swe rzeczywiste cechy, zalążki magicznej metamorfozy. Czerpanie z wyobraźni było bowiem dla pisarza procesem czerpania z pamięci, także pamięci emocjonalnej.

Dom jest  jednym z najważniejszych toposów kulturowych, obrazującym związki  człowieka z domem i rodziną, a także z narodem i ojczyzną. W okresie zaborów dom stanie się ostoją polskości – wraz z kultywowanymi tam obyczajami, patriotycznymi postawami i kulturą, jak to ma miejsce w romantycznej epopei Adama Mickiewicza  Pan Tadeusz. Również bronowicka chata posłuży Stanisławowi Wyspiańskiemu jako symbol Polski, aby dokonać gorzkiej diagnozy kondycji Polaków na początku XX wieku. Istnieją również prywatne mitologię domu i miasta – jako „małych ojczyzn”, jak w opowiadaniu Brunona Schulza, powstałym już w wolnej Polsce. 

wtorek, 4 grudnia 2018

O związkach poezji i muzyki oraz o tajemnicach improwizacji /Konkurs Ojczyzny Polszczyzny/

Ogólnopolski Finał Konkursu Ojczyzny Polszczyzny  (listopad 2012) rozpoczął prof. Marek Dyżewski błyskotliwym wykładem "Jankiel fortepianu". Drugą część spotkania finalistów wypełniły warsztaty z aktorem Teatru Polskiego i wykładowcą PWST - prof. Krzysztofem Grębskim.

prof. Marek Dyżewski, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Finał Konkursu Ojczyzny Polszczyzny rozpoczął swoim wykładem „Jankiel fortepianu” prof. Marek Dyżewski, bez wątpienia wirtuoz słowa. Profesor dowodził w nim prawdziwości tezy Franciszka Germana, znawcy kultury polskiego romantyzmu, iż znany nam z XII Księgi „Pana Tadeuszakoncert Jankiela jest w istocie portretem improwizującego Chopina.

Adam Mickiewicz, podobnie jak pozostali filomaci i filareci,  zachęcani przez Tomasza Zana, z zapałem rozwijali swoją wiedzę o muzyce, a także czynnie się nią zajmowali. Autor „Pana Tadeusza” grał na fortepianie, na harfie i na flecie, „rzeźbiąc” w ten sposób swoją wrażliwość muzyczną.
Romantycy świadomie nawiązywali do starożytności, kiedy to istniał nierozerwalny związek między poezją a muzyką. Na dowód mogliśmy posłuchać w oryginale fragmentów „Iliady” Homera i „Żab” Arystofanesa. O więzi sztuki poetyckiej i muzycznej – twierdził profesor Dyżewski - mówi też greckie słowo psallo: trącając struny harfy tworzę psalm – natchniony poemat i pieśń.

Twórczość Adama Mickiewicza reprezentuje renesans związku poezji i muzyki, czego dowodem są nie tylko fragmenty Wielkiej Improwizacji, gdzie wielokrotnie poeta nazywany jest śpiewakiem, a poezja – pieśnią, tworzeniem. Związków tych dowodzą także wykłady Mickiewicza w College de France, w których twierdził: „Cóż to jest poezja liryczna bez liry? Co znaczą poeci, którzy niby śpiewają, nie tylko nie układając muzyki do swoich pieśni, ale zgoła nie słysząc jej w sobie? Muzyka w utworach lirycznych to nie przygrywanie, ale główna, istotna część poezji. Ona jest jej duszą, życiem i światłem”.

Przede wszystkim jednak o owych tajemniczych związkach między poezją a muzyką świadczą improwizacje Adama Mickiewicza, wynikające z „muzycznego poruszenia”. Pozostały we wspomnieniach Ignacego Domeyki czy Heleny, starszej córki Marii Szymanowskiej. Mickiewicz chętnie improwizował po wysłuchaniu fragmentu muzyki, np. pieśni „Laura i Filon”, ale także znacznie bardziej wyrafinowanych konstrukcji muzycznych, jak aria Hrabiego z opery Mozarta „Wesele Figara”.  Forma muzyczna zawsze poprzedzała treść słowną.

Fryderyk Chopin improwizował od dzieciństwa – na tematy ludowe, pieśni narodowych, wydarzeń historycznych, dźwiękiem malował nawet portrety osób. Był genialnym improwizatorem.
Czym wobec tego jest improwizacja? Otóż odpowiedź na to ukrywa się w samym słowie: video  oznacza widzę, provideo – przewiduję, improvise – to, czego nie przewidywałem. Istotą jest bycie zaskoczonym, olśnionym nawet. „Artystą jest ten, kto improwizuje” – powiedział Witold Gombrowicz, i nie tylko on.
Otóż już sam początek gry Jankiela jest poszukiwaniem, próbą znalezienia tego "czegoś":

„Milczy i nieruchome drążki w palcach trzyma.
Spuścił je zrazu bijąc taktem tryumfalnym,
potem gęściej siekł stróny jak deszczem nawalnym;
Dziwią się wszyscy – lecz to była tylko proba,
bo wnet przerwał i w górę podniósł drążki oba”.

Później zaś genialnie gra historię Polski – wydarzenia doniosłe, tragiczne i patetyczne, kończy zaś – jak zwykł to robić Chopin – Mazurkiem Dąbrowskiego. Tego nie mógł zagrać Jankiel, autorem tej genialnej improwizacji musiał być Chopin, toteż koncert ten jest w istocie zakamuflowanym portretem Chopina.

Warsztaty z prof. Krzysztofem Grębskim, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Drugą część czwartkowego spotkania finalistów wypełniły warsztaty prowadzone przez prof. Krzysztofa Grębskiego, aktora Teatru Lalek we Wrocławiu i wykładowcy PWST. Przeprowadzone w przyjaznej i dowcipnej aurze ćwiczenia dykcji, wymowy i koncentracji sprawiły, że młodzież przełamała barierę tremy i fantastycznie się uczyła bawiąc. Oczywiście, po wykładzie prof. Dyżewskiego nie zabrakło też improwizacji.

Jutro kolejny dzień Wielkiego Finału, a w nim eliminacje pisemne w Ossolineum, zwiedzanie Wrocławia z przewodnikiem, warsztaty Stefana Inglota „Jak oswoić wiersz?” oraz wykład prof. Jana Miodka.

Artykuł ukazał się pierwotnie na podstronie portalu Nowa Era.

niedziela, 12 listopada 2017

„Pan Tadeusz” we wspaniałej interpretacji Ewy Benesz: Ten poemat budzi miłość do ludzi /relacja/

Z Ewą Benesz można na nowo odkryć ”Pana Tadeusza”. Nie znam nikogo, kto by tak wspaniale interpretował ten tekst. Prawdziwy artysta potrafi odsłonić przed nami niezwykłe skarby.

Ewa Benesz w Instytucie Grotowskiego, czerwiec 2014 r., fot. Jacek Światek

24 czerwca 2014 roku wysłuchałam w Instytucie im. J. Grotowskiego - z wielkim wzruszeniem - wspaniałej interpretacji XII Księgi "Pana Tadeusza": "Kochajmy się!". Mistrzostwo Ewy Benesz sprawiło, że teatr znowu stał się dla mnie miejscem, z którego płynie piękny polski wiersz, z zawartą w nim tradycją i wartościami.

To niezwykłe poruszenie skłoniło mnie do zastanowienia się, czym jest dla mnie teatr, kim -- artysta i czego oczekuję od sztuki.
Widziałam w swoim życiu mnóstwo spektakli – lepszych lub gorszych. Takich, które głęboko zapadły w pamięć i umysł – niewiele. Do niedawna byłam przekonana, że preferuję teatr plastyczny (i zapewne tak jest), ale po spotkaniu z Ewą Benesz skłonna jestem powiedzieć, że w teatrze najważniejsze jest jednak słowo… A może to po prostu magia spotkania…

Do pewnych tekstów się poza tym dojrzewa. ”Dziadami” Adama Mickiewicza zachwyciłam się dopiero wówczas, gdy wyrzuciłam na śmietnik niepamięci szkolne interpretacje (czytaj: gotowe schematy do „pobrania”) i przeczytałam ten wspaniały dramat w całości ponownie, częściowo przez pryzmat własnych doświadczeń, częściowo wspomagając się wnikliwymi komentarzami prof. Ryszarda Przybylskiego. W teatrze natomiast przemówiły do mnie jedynie ”Dziady” Konrada Swinarskiego.

Możemy też odkryć ”Pana Tadeusza” z Ewą Benesz. Nie znam nikogo, kto by tak wspaniale interpretował ten tekst. Tak, prawdziwy artysta potrafi odsłonić przed nami niezwykłe skarby. A Ewa jest nie tylko takim właśnie artystą. Jest to także Zjawisko i Człowiek Niezwykły. Bo Ewa obcuje z tekstem ”Pana Tadeusza” od lat 70. ub. wieku. i dzieli się swoimi odkryciami wynikającymi z tak wiernego towarzyszenia epopei z wszystkimi, którzy zechcą jej wysłuchać.
Ta wierność tekstowi Adama Mickiewicza wcale nie jest czymś łatwym i oczywistym, jest raczej fenomenem. Zapytana, dlaczego ”Pan Tadeusz”, Ewa odpowiedziała po zastanowieniu dość szeroko i nie wprost:

To było tak, jak w losach wielu rodzin po wojnie. W domu bieda, milcząca przeszłość i pochowane po kątach jej nikłe szczątki. Żyło się "tymczasem". Tymczasem matka chodziła do pracy, tymczasem dzieci do szkoły, tymczasem matura itd. No i zdarza się, że "tymczasem" urywa się. Bliscy odchodzą. Nie potrafisz zmieścić się w rzeczywistości, w której żyjesz. Masz 30 lat, ambicję i nie byle jakie kłopoty. To początek lat siedemdziesiątych. Pod koniec tego dziesięciolecia kłopoty ma cały naród. Więc do kogo sięgasz? Gdzie szukasz tożsamości? Kto i co może Ci pomóc w jej zachowaniu? Co może dać jakąś pewność?

Pierwszy raz powiedziała XII Księgę dokładnie 41 lat temu, również na św. Jana, tyle że wtedy był rok 1973 i odbyło się to przy ognisku u dziennikarza Lecha Pietrzaka na Górach w Kazimierzu. Później w wielu bardzo różnych miejscach: na dziedzińcu ruin zamkowych w Kazimierzu nad Wisłą, w prywatnych mieszkaniach, szkolnych klasach (tam było najtrudniej), dla inteligencji i dla prostych ludzi…

”Pan Tadeusz” mnie ulepsza… - twierdzi.

Dla Ewy Benesz mówienie ”Pana Tadeusza” jest sposobem na spotkanie, prawdziwe spotkanie, czyli takie, które daje dużo więcej niż wszelkie wcześniejsze przemyślenia. Dramaturgia spotkania buduje się bowiem z reakcji słuchaczy.

Kiedy tak siedzieliśmy naprzeciwko siebie w tej samej surowej sali, gdzie kiedyś przychodziłam zobaczyć jedyne w swoim rodzaju przedstawienie: ”Apocalipsis cum figuris”, poczułam jak wspaniały może być teatr. Jak mistrzowsko podane słowo może wypełnić przestrzeń i stworzyć rzeczywistość, która bawi, wzrusza, daje do myślenia.
Dziękuję, Ewo! 

Ewa Benesz - mgr filologii polskiej, aktorka dramatu. Pracowała w Teatrze Byrskich, w Teatrze Laboratorium Jerzego Grotowskiego, w Teatrze Żydowskim im. Estery Rachel i Idy Kamińskich w Warszawie. Wolny słuchacz na Wydziale Reżyserii warszawskiej PWST.
W 1970 roku wraz z kolegami z warszawskiej Szkoły Teatralnej współtworzyła Puławskie Studio Teatralne. Od 1973 roku przedstawiała Psalmy przyszłości narodu polskiego we wszystkich głównych miastach w kraju. Uczestniczyła w Uniwersytecie Teatru Narodów w 1975 roku we Wrocławiu. W latach 1976-1980 wędrowała po kraju z "Panem Tadeuszem" Adama Mickiewicza. Równolegle grała gościnnie w "Peer Gyncie", w reżyserii Zbigniewa Cynkutisa we Wrocławiu. Realizowała całodniowy spektakl w plenerze miejskim według "Elegii duinejskich" Rainera Marii Rilkego - w czterech fragmentach i o czterech porach dnia.

W 1981 roku wróciła do Teatru Laboratorium. Od 1983 roku mieszkała i pracowała poza granicami kraju. Od 1982 do 1996 roku współpracowała z Reną Mirecką. Od 1993 roku współorganizowała International Centre of Work we Włoszech, na Sardynii. Od 1997 roku prowadzi doświadczenia parateatralne, a od 2000 roku - praktyczne teatralne studia nad śródziemnomorskimi mitami kosmogonicznymi z międzynarodową grupą aktorów (w tym nad biblijnym Genesis). Jest gościnnym wykładowcą na uniwersytetach włoskich Suor Orsola Benincasa w Neapolu, Nauk w Katanii i Ca' Foscari w Wenecji.

Artykuł ukazał się pierwotnie na portalu Kulturaonline.

poniedziałek, 9 października 2017

„Pan Tadeusz” Adama Mickiewicza – burzliwe dzieje rękopisu epopei

Znajdujący się w zbiorach Zakładu Narodowego im. Ossolińskich rękopis „Pana Tadeusza” – choć niepozorny – budzi wzruszenie i zadumę. Wzrusza – bo to wszakże rodzaj narodowej relikwii. Prowokuje także do refleksji, i to nie tylko nad wartością słowa zapisanego ręką autora, co w dobie komputerów staje się już reliktem. Niezmiernie interesujące są także dzieje owych pożółkłych dziś kartek – niezwykle dramatyczne, bo obrazujące nie tylko historię Autora, jego przyjaciół, ale w jakimś sensie także dzieje narodu.

Tekst rękopisu i hebanowa szkatułka, w której był przechowywany w rodzinie Tarnowskich, Dzikowie, własność ZNiO

Zanosi się na długą chryję…


Adam Mickiewicz pisał „Pana Tadeusza” w latach 1932-34. Początkowo zakładał, że będzie to dziełko niewielkie, rodzaj sielanki. W liście do przyjaciela Antoniego Edwarda Odyńca oznajmia w grudniu 1832:

Piszę teraz poema szlacheckie w rodzaju „Herman i Dorothea”, już ukropiłem tysiąc wierszy. Podoba  się bardzo szlachcie powstańskiej. Duch poetycki czuję w sobie. 

Duch poetycki nieprędko go opuścił, skoro w liście z maja 1833 roku,   adresowanym do poety i przyjaciela Stefana Garczyńskiego, napisze żartobliwie:
Skończyłem trzecią pieśń „Pana Tadeusza”. Zanosi się na długą chryję; dotąd dosyć dobrze udaje się.
W lipcu zaś  informuje swego brata Franciszka, że sprzedał rękopis nowego poematu za 4 tys. franków swemu wydawcy Aleksandrowi Jełowieckiemu, choć poemat był dopiero częściowo napisany[1].  W tym czasie Mickiewicz jedzie do  Bex w Szwajcarii i opiekuje się umierającym na suchoty Garczyńskim. Nie jest to z pewnością czas sprzyjający pisaniu.

Roboty moje całkiem teraz przerwane. Łatwo zgadniesz, iż przy odgłosie kaszlu i patrząc ciągle na cierpienia Stefana nie podobna myślić o pisaniu, a nawet czytaniu  – donosi w liście do Ignacego Domejki. Po śmierci Stefana Garczyńskiego we wrześniu 1833 r. równie trudno mu było powrócić do pisania, odchorował bowiem cierpienia i śmierć przyjaciela:

Byłem od przyjazdu z Szwajcarii często chory. Wiesz smutek wielki, który mię spotkał  – napisze w liście do brata Franciszka. Ale już wkrótce wraca do pracy pisarskiej, która ma błogosławiony wpływ na jego samopoczucie:

Przybyłem do Paryża z chorobą – napisze do Antoniego Edwarda Odyńca w liście z 13 listopada 1833 r. – która mi przez kilka miesięcy dokuczała (…) jestem znowu zdrów i świeży. Wziąłem się do roboty, wychodzę rzadko, piszę a piszę. Piątą pieśń „Tadeusza” skończyłem.

Dzieło się rozrasta i przekracza planowaną liczbę ośmiu ksiąg. Poeta podkreśla często w listach, że pisanie sprawia mu wielką przyjemność, ale budzą się też refleksje innego rodzaju:
Zdaje się, że nigdy już pióra na fraszki nie użyję. – pisze w lutym 1834 r. do tego samego adresata. Te tylko dzieło warte czegoś, z którego człowiek może poprawić się lub mądrości nauczyć. Może bym i „Tadeusza” zaniedbał, ale już był bliski końca. Więc skończyłem wczora właśnie. Pieśni ogromnych dwanaście! Wiele mierności, wiele też dobrego. Co mam najlepsze, to obrazki z natury kreślone naszego kraju i naszych obyczajów domowych. Ledwie skończył; bo mnie już duch zrywał gdzie indziej, do dalszych części „Dziadów”, których kawałki oderwane mimojazdem pisałem. Z „Dziadów” chcę zrobić jedyne dzieło moje warte czytania, jeśli Bóg dozwoli skończyć.[2]


Przekreślał piękne wiersze bezlitośnie…


Faza korekty tekstu wyglądała następująco: zanim tekst dotarł do rąk oficjalnego korektora Bogdana Jańskiego, był odczytywany w obecności przyjaciół. Przywołajmy znowu Zaleskiego:
Adam z piórem w ręku sam czytał „Pana Tadeusza”, księgę po księdze, a kiedy uczuwał zmęczenie, odsuwał rękopis ku Witwickiemu albo ku mnie do czytania. Z początku branie inicjatywy tej cenzorskiej szło twardo; ten to ów bąkał jednak uwagi, które Adam po krótkim namyśle, uznawał za niesłuszne lub też słuszne i natychmiast własnoręcznie mazał lub podkreślał poprawki: a czynił to z nieocenioną skromnością i nawet z pokorą. Nieraz w czasie czytania, wyrywał mi rękopis i przekreślał piękne wiersze bezlitośnie. Wypraszaliśmy je jak najwymowniej od śmierci[3].

Będzie mi wielką pociechą…


Losy części autografów „Pana Tadeusza”  podzieliły historię życia ich właścicieli. Jednym ze szczęśliwców był Ignacy Domeyko, uczestnik powstania listopadowego, bliski przyjaciel Adama, pierwowzór postaci Żegoty z  III części „Dziadów”, a zarazem człowiek wielce zasłużony dla… Chile. Podczas pisania epopei Mickiewicz pomieszkiwał u niego, toteż dostrzegłszy, że część autografu została przepisana „na czysto”, brudnopis „odkradł Adamowi”. Co więcej, część tej wersji brudnopisu rozdał przyjaciołom. Już wówczas bowiem kartki zapisane ręką Wieszcza stanowiły dla Polaków wartość szczególną. Domeyko wyemigrował następnie do Chile, gdzie zajmował się z wielkim sukcesem pracą dydaktyczną i naukową w zakresie mineralogii i geologii, a także stworzył  nowoczesny uniwersytet na wzór Uniwersytetu Wileńskiego i uczelni niemieckich. Od 1867 roku przez 16 lat był nieprzerwanie jego rektorem. Był to duch twórczy i niespokojny. Podczas wakacji przeszedł przez argentyńską pampę oraz przewędrował Andy, których budowę geologiczną opisał. Odwiedzał chilijskie kopalnie, odkrył żyły srebra, złota i miedzi, a także złoża węgla. Interesowały go stare cywilizacje. Odnalazł hieroglify z czasów prekolumbijskich malowane na kamieniach. Żywo interesował się też losem i obyczajami Indian południowoamerykańskich i sprzeciwiał się stanowczo handlowi niewolnikami. Mimo tej różnorodnej aktywności, utrzymywał kontakty z przyjaciółmi znajdującymi się na emigracji w Europie. Podróżował na Litwę, do Rzymu i do Ziemi Świętej. I przez cały ten czas pieczołowicie przechowywał cenną część rękopisu, „nie myśląc o tym, że z nią przemierzę cały świat i że mi będzie wielką pociechą na starość” – jak napisze w liście do syna Mickiewicza – Władysława. Krótko przed śmiercią, w 1884 roku, przywiózł kartki autografu do Paryża, pozwolił odpisać, sfotografować, a jedną z nich podarował Marii, córce Poety. Dopiero wiele lat po śmierci Domeyki Władysław kupił autograf od rodziny i przekazał do zbiorów Muzeum Mickiewiczowskiego. Część autografu „odkradziona” przez Domeykę została podarowana Walerianowi Chełchowskiemu - krewnemu, również emigrantowi, prawnikowi, który pracował jako drukarz,  a ten przekazał go synowi Poety.

Bogdan Jański, pierwszy jawny pokutnik i apostoł emigracji polskiej we Francji


Autograf jednej redakcji zatrzymał wspomniany już Bogdan Jański, oficjalny korektor wydania  epopei. Spoczął on z czasem w archiwum zakonu, który Jański założył – a mianowicie zmartwychwstańców w Rzymie, od których zakupiono go do Biblioteki Ordynacji Krasińskich, gdzie spłonął w 1944 roku. Bogdan Jański znalazł się we Francji w okolicznościach zgoła różnych od pozostałych emigrantów z kręgu Mickiewicza. Został mianowicie stypendystą rządowym, jako absolwent prawa i ekonomii Uniwersytetu Warszawskiego. We Francji stał się saintsimonistą, ale kiedy poznał Mickiewicza – przeżył głębokie nawrócenie. Doprowadziło ono najpierw do założenia nowego typu zakonu zwanego Domkiem Jańskiego, gdzie gromadził samotnych mężczyzn mających powołanie do życia we wspólnocie poświęconej Bogu i pracy. W założeniu miał to być zakon pracujący bezpośrednio nad zbawieniem Polski. Z tego kręgu wywiódł Jański zakon zwany Zgromadzeniem Zmartwychwstania Pańskiego. Będąc wszakże duchowym ojcem zmartwychwstańców, sam nie był ich członkiem, ponieważ pozostawił w kraju żonę.  Związki Jańskiego z Mickiewiczem miały także charakter zawodowy: redagowali razem „Pielgrzyma Polskiego”, a poza tym Jański przetłumaczył na język francuski Księgi narodu polskiego i pielgrzymstwa polskiego. Wreszcie, szczególną rolę odegrał  wobec rodziny Mickiewiczów, pomagając jej w kłopotach finansowych w sposób niezwykle dyskretny. Jański chorował na gruźlicę, która przyczyniła się do jego przedwczesnej śmierci 2 lipca 1840. Miał zaledwie 33 lata. Został tymczasowo pochowany na cmentarzu św. Wawrzyńca w Rzymie, a w 1956 roku przeniesiony do tamtejszego kościoła zmartwychwstańców.. Na tablicy grobowej umieszczono napis: Tu spoczywa mający zmartwychwstać śp. Bogdan Jański, pierwszy jawny pokutnik i apostoł emigracji polskiej we Francji. W 2006 roku został rozpoczęty proces beatyfikacyjny Bogdana Jańskiego.

Ja miłość moją do niego posuwam do fanatyzmu prawie… -

egzemplarz korektowy „Pana Tadeusza"


Egzemplarz korektowy epopei Eustachy Januszkiewicz wysłał swojej narzeczonej, a później żonie Eugenii Larischównie. 

Był  jedyny w swoim rodzaju – jak pisze w liście do niej – bo złożony z arkuszy eprewów [odbitek], na których Adam błędy druku poprawiał[4].  


Eustachy Januszkiewicz – brat Adolfa – zesłańca i Romualda – towiańczyka po powstaniu listopadowym wyemigrował do Francji, gdzie radził sobie znakomicie jako księgarz i wydawca. A nie było to łatwe! Otwarta w lipcu 1833 roku Księgarnia i Dom Komisowy polski (do spółki z Hektorem Bossange) zajmowały się głównie publikacją druków polskich i ich wysyłką do kraju. Powstała w ten sposób Księgarnia Polska istniała jeszcze do niedawna. Ostatni właściciel, Andrzej Dobosz, znany z roli Inteligenta w „Rejsie” Marka Piwowskiego, zapowiedział po jej likwidacji w 2008 roku, że założy witrynę internetową…



   Za  swą aktywność polityczną został Januszkiewicz usunięty z Francji i przebywał czas jakiś w Brukseli. W 1835 roku zawiązał spółkę wydawniczą z Aleksandrem Jełowickim, a po wycofaniu się współwłaściciela w roku 1839 prowadził ją sam. Majątku jednak nie dorobił się na wydawaniu i sprzedaży książek, lecz na pośrednictwie w sprawach majątkowych, a także dzięki ożenkowi z baronówną Eugenią Larischówną (Lariss) z Galicji.   Wielki przyjaciel i admirator Mickiewicza, organizował dla niego uczty, opiekował się chorą Celiną, gdy Poeta zabiegał o posadę profesora literatury łacińskiej w Szwajcarii, dbał o stan finansów Mickiewiczów, a po ich śmierci został sekretarzem Funduszu na rzecz dzieci autora „Pana Tadeusza”. Egzemplarz korektorski, który Januszkiewicz przesłał Larischównie, otrzymała następnie córka Januszkiewiczów, Maria i wniosła w dom rodziny męża, Konstantego Popiela. Odtąd był przechowywany w rodzinie Popielów w Czaplach Wielkich i zaginął w czasie II wojny światowej. Zanim się to jednak stało, Stanisław Pigoń[5] dokładnie obejrzał ów egzemplarz i opisał, dzięki czemu możemy mieć o nim pewne wyobrażenie. Otóż okazuje się, że korektę – i to w przeważającej mierze – przeprowadzał B. Jański 

Zapewne dlatego – pisze Pigoń – że odbijano najwidoczniej niekiedy arkusze w dwóch egzemplarzach; obaj oni poprawiali je odrębnie, a potem Jański wciągał poprawki poety na swój arkusz.[6]
Pigoń odtwarza też sposób korekty:
Jański najpierw usuwał myłki zecerskie i tak poprawione arkusze dawał dopiero Mickiewiczowi, który przeprowadzał poprawki autorskie: zmieniał słowa, całe niekiedy wiersze (…) zastępował innemi, albo wykreślał, słowem ustalał ostateczną redakcję tekstu.[7]
Poprawek nanoszonych ręką Mickiewicza było w egzemplarzu korektorskim niewiele, ale Januszkiewicz miał do niego stosunek nabożny; oprawił go w czerwoną skórę i złożył w ręce narzeczonej jak największy skarb. Swojego wielkiego przywiązania do Mickiewicza Januszkiewicz nie ukrywa nawet w listach do niej:
Ja miłość moją do niego posuwam do fanatyzmu prawie. Jest on dla mnie jakąś istotą, do której ze świętymi przystępuje się przestrachem.


Gdyby królowa Wiktoria chciała wziąć Józia na wychowanie…


Ale i sam Mickiewicz – choć bardzo do rękopisu przywiązany – obdarowywał kartami autografu osoby szczególnie sercu miłe. W ten sposób 32. karta z zeszytu trafiła w roku 1854 do Marii Falkenhagen – Zaleskiej, córki pisarza Józefa Korzeniowskiego. W 1888 roku właścicielka ofiarowała ją  Stanisławowi Tarnowskiemu, który był już wtedy posiadaczem dużej części autografu. Pani Falkenhagen-Zaleska i jej mąż Piotr (wuj Jarosława Dąbrowskiego, słynnego polskiego działacza niepodległościowego)  byli postaciami bardzo znaczącymi w życiu Mickiewicza, oni to bowiem zajęli się najmłodszym synem Józefem Rafałem po śmierci rodziców. Z pamiętnika Marii, pisanego dla najmłodszego syna Poety (Zalescy nie mieli dzieci) wynika, że poznanie rodzin nastąpiło dopiero w 1852 roku, ale już wkrótce Poeta zaczął traktować panią Falkenhagen - Zaleską jak córkę i po śmierci Celiny chętnie przystał na jej propozycję zajęcia się zaledwie czteroletnim Józiem. Podobno miał powiedzieć:
Gdyby królowa Wiktoria chciała wziąć Józia na wychowanie, mniej byłbym spokojnym, oddając go, jak dziś, gdy wam go powierzam[8].
Wprawdzie starsze rodzeństwo nigdy nie zgodziło się na adopcję najmłodszego brata, ale oboje małżonkowie, a szczególnie ogromnie kochająca wychowanka Maria, przez całe swoje życie troszczyła się o niego.


Gość, który przypomniał Wilno i młodość…


Kolejną osobą hojnie obdarowaną autografem niekompletnej Księgi VIII  była Magdalena Gołuchowska, bratanica filozofa Józefa Gołuchowskiego.

Była ona jako młoda panienka – pisze Stanisław Pigoń na podstawie informacji J. Kallenbacha – ze stryjostwem w Paryżu i razem z nimi odwiedziła poetę. Słysząc jej zachwyty nad „Panem Tadeuszem”, Mickiewicz w ogóle rad z odwiedzin gościa, który mu przypominał Wilno i młodość, przyniósł z drugiego pokoju kilka kart autografu „Pana Tadeusza” i ofiarował je pannie[9] [podkreśl. moje]. Dodajmy, że było to w grudniu 1851 roku.

Józef Gołuchowski został profesorem Logiki, Metafizyki i Filozofii moralnej Uniwersytetu Wileńskiego w 1822 roku, mając zaledwie 25 lat. Otrzymał tę nominację w wyniku konkursu, a ponadto z poparcia księcia Adama Czartoryskiego i został radośnie przyjęty przez młodzież. Był nie tylko bardzo uzdolniony, pełen zapału, ale także odważny: brał udział w organizowaniu związków młodzieży na Uniwersytecie Warszawskim. Jego prace i mowy odcisnęły silny wpływ na poglądy jemu współczesnych, m .in. Tomasza Zana, Joachima Lelewela i Adama Mickiewicza. Pod wpływem F. Schellinga napisał Gołuchowski w j. niemieckim i opublikował w 1822 r.(a więc w roku ukazania się Ballad i romansów A. Mickiewicza)  pracę, która uchodzi za manifest romantyzmu w filozofii polskiej: Filozofia w stosunku do życia całych narodów i oddzielnych ludzi. M. Mochnacki napisał, że Gołuchowski pobudził myśl do pojmowania samej siebie, bez względu na świat zewnętrzny. Naród, mający powstać dla odzyskania swej niepodległości, czyliż nie powinien politykować i filozofować? Wykłady młodego profesora cieszyły się olbrzymią popularnością i przyciągały szerokie rzesze wileńskiej inteligencji; uczęszczały na nie nawet miejscowe damy. Ale także … carscy urzędnicy, którzy śledzili wykładowcę, a także próbowali notować wykłady, z czym było już nieco gorzej. Biograf Gołuchowskiego,  S. Harassek wspomina, że jednemu z owych „stróżów” sprawozdania nie bardzo się udawały, więc poprosił o zwolnienie z tego obowiązku motywując tym swoje podanie, że nie zna obiektu, który Gołuchowski wykłada i różnych wyrazów naukowych nie rozumie[10]. Gołuchowski zyskał sobie opinię doskonałego mówcy. Jak napisze po latach Adolf Hennel, który przeprowadził rozmowy z ówczesnymi studentami: żaden z profesorów większego uroku i wpływu od J. Gołuchowskiego nie wywierał. Oczywiście, przyspieszyło to tylko jego dymisję w 1824 roku… Nietrudno się domyślić, że profesor Gołuchowski odwiedzający Mickiewicza w Paryżu był dla Poety gościem bardzo ważnym, choć na wykłady jego zapewne nie uczęszczał, ponieważ po ukończeniu studiów w 1819 roku został skierowany do pracy w Kownie. Musiał jednak znać jego prace i zasługi.
Pigoń podaje też, że ok. roku 1906 autograf ten nabył od wiekowej wówczas Magdaleny Gołuchowskiej Adam Krasiński i ofiarował go Stanisławowi Tarnowskiemu.



Dawnej harmonii nie wskrzesiliśmy…


Spośród trzech kart  Księgi XI  dwie przepisane „na czysto” ofiarował Poeta ofiarował Józefowi Bohdanowi Zaleskiemu – również poecie, a przede wszystkim bliskiemu druhowi. Bez większej przesady można powiedzieć, że przepadali za sobą, a ponieważ Zaleski rzadko mieszkał w Paryżu, toteż spotykali się poza nim. Kiedyś spędzili prawie cały miesiąc w Szwajcarii, ciesząc się nie tylko pięknem krajobrazu, ale też własną duchową bliskością. Z czasem ich relacje stały się trudne i pełne dramatycznych napięć, kiedy Mickiewicz zaangażował się w Kole Sprawy Bożej A. Towiańskiego. I choć później stosunki między nimi uległy poprawie, nie były już tak serdeczne jak wcześniej:

Nabłąkaliśmy się po lesie , nagawędziliśmy się co niemiara, z tym wszystkim, dawnej harmonii między sobą nie wskrzesiliśmy[11]napisze Zaleski w liście do S. Goszczyńskiego. A jednak właśnie jemu zawdzięczamy szczegółowy opis okoliczności powstawania i druku Pana Tadeusza, które obszernie opisał w liście do Władysława, syna Poety. Od niego też pochodzą  informacje o drobnych „przesunięciach” w … upodobaniach gastronomicznych Mickiewicza. Pojawia się mianowicie piwo jako ulubiony trunek. Każde spotkanie czy spacer obu poetów kończył się „wedle zwyczaju” pójściem na piwo. Przede wszystkim jednak był Zaleski wielkim admiratorem twórczości Adama i doceniał jej znaczenie, szczególnie podziwiał Dziadów cz. III i wielbił Pana Tadeusza. Podarowane mu przez Mickiewicza kartki rękopisu zostały zwrócone przez jego syna Władysławowi Mickiewiczowi.

Stefan Witwicki, czyli historia zmarnowanej przyjaźni


Podobne koleje losu skupia inna karta Księgi XI, podarowana Stefanowi Witwickiemu, przyjacielowi i poecie. Mickiewicz dostrzegł go podczas pobytu w Petersburgu. Tak o nim pisał w liście do Odyńca:

Witwicki bardzo nas zadziwił. Artykuł o reputacjach [pisarzy] wyborny! Stylem wcale nie warszawskim, bo czystym, jasnym i mocnym[12].

Emigrant po powstaniu listopadowym, znalazł się najpierw w Dreźnie, gdzie poznał Mickiewicza, a następnie w Paryżu, gdzie również mieszkali blisko siebie i często się widywali. Należał do grona przyjaciół, którym Mickiewicz odczytywał Pana Tadeusza, prosząc o korektę. Poeta bardzo pragnął pozyskać Witwickiego dla towianizmu, ale spowodował tylko zerwanie przyjaźni. Witwicki był człowiekiem bardzo chorym, cierpiał na bóle kręgosłupa i nóg. Pozbawiony przyjaźni Mickiewicza i izolowany od świata przez chorobę, wstąpił do zakonu zmartwychwstańców i udał się do Rzymu, gdzie niebawem zmarł na ospę. Historia tej zmarnowanej przyjaźni ma jednak swoją jasną stronę, bo ukazuje szlachetne serce Mickiewicza. Otóż kiedy wkrótce po śmierci Celiny, a więc w okresie bardzo ciężkim, napisał do niego brat Witwickiego Antoni i zapytywał, czy nie jest winien zmarłemu Stefanowi jakichś pieniędzy, Poeta odpowiedział:
Dłużny śp. Stefanowi nie jestem. Rachunki moje z nim zakończyły się na wiele lat przed jego śmiercią, wtenczas kiedy stosunki nasze rozerwały się w sposób dla mnie bolesny i dla niego zapewne smutny[13]. Do listu dołączył wsparcie w postaci kilkudziesięciu franków…
Antoni zmarł śmiercią samobójczą, a kartkę rękopisu podarowanego ongiś Stefanowi zakupił wraz z papierami po zmarłym przedwcześnie przyjacielu ojca Władysław Mickiewicz.

Czy Mickiewicz sprzedawał swój rękopis „Pana Tadeusza”?


Stanisław Pigoń wspomina wprawdzie, że będąc w ciężkim położeniu, Mickiewicz sprzedał rękopis Pana Tadeusza hr. Annie Wąsowiczowej, jednakże zaprzecza temu Maria Dernałowicz[14], autorka Kroniki życia i twórczości Adama Mickiewicza. Na podstawie analizy korespondencji Januszkiewicza i Larischówny stwierdza mianowicie, że Wąsowiczowa była tylko inicjatorką zbiórki pieniędzy na rzecz Mickiewicza. Sprzedaż rękopisu Pana Tadeusza miała charakter fikcyjny, gdyż znajdował się on przez cały ten czas  u Stefana Zana. W sumie zebrano wówczas ok. 3200 franków. W liście z sierpnia 1837 roku Larischówna tak pisze do Januszkiewicza:

[…] wiele się ucieszy nasza sąsiadka [A. Wąsowiczowa] wiadomością, iż doszła owa summa Adama – ależ ciekawe, kto złapał manuskrypt? – kiedy ten był u Zahna, a ja nikomu o tym nie mówiłam![15]


Rękopis „Pana Tadeusza” w rodzinie Tarnowskich


W roku 1871 rękopis Pana Tadeusza został sprzedany przez syna Poety Stanisławowi Tarnowskiemu, profesorowi i rektorowi Uniwersytetu Jagiellońskiego, historykowi literatury. Za współpracę z Komitetem Narodowym podczas powstania styczniowego był więziony przez władze austriackie w Ołomuńcu. Po ułaskawieniu stanął na czele krakowskich konserwatystów, tzw. stańczyków. Przez niemal czterdzieści lat kierował prestiżową Katedrą Historii Literatury Polskiej UJ i doczekał się licznego grona wybitnych polonistów, m.in. Stanisława Pigonia. Stanisław Tarnowski był także bibliofilem i zgromadził cenną bibliotekę. Pod jego pieczołowitą opieką rękopis zyskał ozdobną szkatułkę, w której go przechowywano. Została wykonana na zamówienie w 1873 roku przez lwowskiego artystę Józefa Brzostowskiego. W roku 1929 Zdzisław Jan Tarnowski kupił rękopis „Pana Tadeusza” za sumę 60 tysięcy złotych od Hieronima Jana Tarnowskiego, syna Stanisława, a swego stryjecznego brata.  Warto przy tym nadmienić, że manuskrypt stał się częścią wspaniałej kolekcji dzikowskiej, którą  stworzył w I połowie XIX w. dziad Stanisława – Jan Feliks Tarnowski i jego żona Waleria ze Stroynowskich. Skompletowali oni nie tylko zbiory malarstwa, ale przede wszystkim wspaniałą kolekcję rękopisów i księgozbiór zawierający białe kruki.  Prawnukowi Jana Feliksa – Zdzisławowi proponowano w latach trzydziestych sprzedaż rękopisu „Pana Tadeusza” za ogromną sumę 100 tysięcy złotych, ale odrzucił tę propozycję będąc zdania, że skarb narodowy należy zatrzymać w rodzinie. Trzeba jednak podkreślić, że w dwudziestoleciu międzywojennym zbiory Tarnowskich były traktowane jako dobro publiczne i zasilane licznymi darowiznami. Do wybuchu II wojny światowej rękopis był przechowywany w zbiorach bibliotecznych rodziny Tarnowskich w Dzikowie (obecnie dzielnica Tarnobrzega). We wrześniu 1939 roku autograf „Pana Tadeusza” przekazał jako depozyt Zakładowi Narodowemu im. Ossolińskich we Lwowie syn Zdzisława - Artur, ostatni właściciel kolekcji dzikowskiej,. Pozostałe zbiory córka Zdzisława -  Róża Tarnowska kazała zamurować w piwnicach odbudowanego po pożarze zamku (ocalała po nim trzecia część biblioteki). Mimo intensywnych poszukiwań, Niemcy skarbów nie znaleźli. Wprawdzie zniszczyła je wilgoć, ale dzięki zabiegom konserwatorskim udało się je uratować. Po wojnie trafiły do Biblioteki Narodowej, Muzeum Narodowego w Krakowie, Ossolineum, Muzeum Zamek w Łańcucie, Biblioteki Jagiellońskiej oraz do tarnobrzeskiego Muzeum Historycznego.

Rękopis opakowany był w poduszki pokryte skórą…

„Pan Tadeusz” w Ossolineum


Rękopis przyszedł do Lwowa w bardzo ciężkim momencie, w momencie walk i ostrzeliwań, kiedy do Biblioteki trafiło szereg rozmaitych przesyłek (…) – wspomina Janina Kelles-Krauz.[16], kierowniczka Działu Czasopism Biblioteki ZNiO. Między innymi przybyła i paczka dzikowska, niepozorna, rękopis opakowany był w poduszki pokryte skórą, tak że nie wiedziało się, co się w niej znajduje.
Najbardziej międzynarodowy z polskich komunistów. (…) z niczego zbudował, poczynając od 1945 roku, swoje państwo książki i prasy.

Kiedy wojska radzieckie zajęły Lwów, opiekę nad zbiorami powierzono Jerzemu Borejszy (właśc. Beniamin Goldberg)  – polskiemu publicyście i działaczowi komunistycznemu pochodzenia żydowskiego, bratu Józefa Różańskiego, prawnika i oficera NKWD. Od listopada 1939 r. do lutego 1940 r. był on na mocy decyzji władz sowieckich dyrektorem Ossolineum. To on był pomysłodawcą i inicjatorem lwowskich obchodów 85. rocznicy śmierci Adama Mickiewicza. 19 września 1940 został uroczyście przyjęty do Związku Radzieckich Pisarzy Ukrainy. Jak wynika zarówno ze wspomnień Wandy Wasilewskiej, jak i Aleksandra Wata cieszył się on w tym okresie pełnym zaufaniem władz radzieckich. On to – jak wspomina Janina Kelles-Krauz – uczynił sprawę rękopisu bardzo głośną. W styczniu 1940 roku rękopis został poddany konserwacji i oprawiony przez Aleksandra Semkowicza. . Ponadto władze sowieckie rękopis znacjonalizowały i przekazały na własność Zakładowi Narodowemu. Pod koniec 1949 roku, kiedy znajdujące się już we Wrocławiu Ossolineum zostało podporządkowane bezpośrednio Urzędowi Rady Ministrów, Pełnomocnikiem Rządu do Spraw Ossolineum został znowu Jerzy Borejsza. Był inicjatorem i sekretarzem generalnym Światowego Kongresu Intelektualistów w Obronie Pokoju, który odbył się we Wrocławiu w dniach 25-28 sierpnia 1948. Borejszy zależało na podkreśleniu w ten sposób polskości dolnośląskiej stolicy i żywotności polskiej kultury, która oparła się wojennym zniszczeniom. Na jego zaproszenie do Polski przyjechali intelektualiści z całego świata, m.in. Pablo Picasso, Paul Eluard, Max Frisch, Ilja Erenburg. Swój list do uczestników kongresu skierował Albert Einstein. Czesław Miłosz napisał o nim w swoim „Abecadle”:

Najbardziej międzynarodowy z polskich komunistów. (…) z niczego zbudował, poczynając od 1945 roku, swoje państwo książki i prasy. „Czytelnik” i inne domy wydawnicze, gazety, tygodniki, wszystko od niego zależało – posady, przyjęcie książek do druku, honoraria. Byłem w jego stajni, wszyscyśmy byli[17].

Papież Polonii lwowskiej – prof. Mieczysław Gębarowicz


Jeśli człowiek chce coś w życiu stworzyć, coś po sobie zostawić  -  musi wyjść poza siebie samego.[18]
Słowa prof. Mieczysława Gębarowicza, przytoczone we wspomnieniu przez jego ucznia Władysława Szczepańskiego, charakteryzują go najlepiej. Z całą pewnością był człowiekiem, któremu Ossolineum zawdzięcza uratowanie wielu cennych zbiorów. Korzeni jego patriotycznej postawy należy szukać w domu rodzinnym. Obaj bracia: Tadeusz i Stanisław zapisali się chlubnie w walkach o niepodległość. Także Mieczysław organizował drużynę skautową w Buczaczu, a po upadku monarchii austro-węgierskiej wstąpił do wojska polskiego i bronił Lwowa w 1918 roku. Miasta tego zresztą nigdy nie opuścił, do końca prowadząc działalność naukową i udostępniając polskim badaczom potrzebne materiały. Był historykiem sztuki wykładającym na Uniwersytecie Jana Kazimierza oraz na Politechnice Lwowskiej, a od 1924 r. został kierownikiem Muzeum Książąt Lubomirskich. Starał się zabezpieczyć i ochronić przed zniszczeniem zasoby Ossolineum. Najpierw działał w warunkach okupacji sowieckiej, kiedy to najpierw NKWD przeprowadziło w listopadzie 1939 r. brutalną rewizję i zarekwirowało złote i srebrne przedmioty złożone w depozycie przez polską arystokrację, a następnie w styczniu 1940 r. przejęto zbiory Ossolineum i utworzono Lwowską Filię Biblioteki AN USRR. W maju tegoż roku Muzeum Książąt Lubomirskich zostało zamknięte., a większość eksponatów rozparcelowano między lwowskie muzea. 

Mimo bardzo trudnej sytuacji, Mieczysław Gębarowicz czuł się w jakimś stopniu odpowiedzialny także za los pracowników Ossolineum i organizował pomoc materialną dla najbardziej potrzebujących. Od czerwca 1941 roku trwała okupacja niemiecka, podczas której zabrano kolekcję grafik A. Dürera. We wrześniu 1941 r. kurator Andrzej Lubomirski powierzył Gębarowiczowi pieczę nad całym Zakładem Narodowym, został także mianowany przez Niemców komisarycznym zarządcą  Ossolineum. Dzięki temu mógł zapewnić pracę wielu osobom, a także nadal chronić pozostałe zbiory przed dalszymi zakusami okupantów. Wiosną 1944 roku, wykorzystując niemieckie polecenia okupacyjne, wraz z pracownikami ewakuował najcenniejsze zbiory rękopiśmienne, stare druki, numizmaty do Krakowa. Stamtąd Niemcy zarządzili ich wywóz do Rzeszy, transport został jednak porzucony w Adelinie na Dolnym Śląsku (obecnie Zagrodno w powiecie złotoryjskim), gdzie odnaleźli go Polacy.  Wśród zbiorów znajdował się również rękopis „Pana Tadeusza”, który w 1947 roku trafił do  przeniesionego do Wrocławia Ossolineum. Sam Gębarowicz nigdy Lwowa nie opuścił, a o jego szczególnej pozycji świadczyć może przydomek „Papieża Polonii lwowskiej”:
Gębarowicz staje się wówczas człowiekiem-instytucją – pisze S.S. Nicieja – a jego mieszkanie na Dobrolubowa polskim instytutem naukowo-badawczym, w którym powstają ważne monografie[19] […].

Najbardziej poszkodowany był prof. Pigoń…


Antoni Knot – dyrektor Zakładu Narodowego im. Ossolińskich od 1947 roku – wspomina, że w momencie odnalezienia autografu jego sytuacja prawna była dość skomplikowana, toteż nie od razu podano fakt jego odnalezienia do publicznej wiadomości.

… uzgodniliśmy, że nie podamy do publicznej wiadomości faktu odzyskania autografu aż do chwili załatwienia sprawy, gdyż już otrzymałem od dyrektora Biblioteki Jagiellońskiej – Edwarda Kuntzego list, w którym domagał się on zwrotu rękopisu[20].

Stało się tak dlatego, że zbiory dzikowskie zostały przyznane Bibliotece Jagiellońskiej. Prof. Knot rozpoczął starania, skutkiem których Decyzją Rady Ministrów autograf „Pana Tadeusza” został przyznany Ossolineum.
Kuntze szkatułkę lojalnie szkatułkę oddał,  – wspomina Antoni Knot – zrewanżowałem mu się szopenianami i innymi materiałami z Jagiellonki, odnalezionymi na Śląsku. Najbardziej poszkodowany był prof. Pigoń, który przygotowywał wielki artykuł o tym, że autograf ma być w Krakowie.[21]

Antoni Knot zaangażował się niezwykle czynnie i skutecznie w odzyskiwanie zbiorów Zakładu Narodowego im. Ossolińskich. W 1946 r. został pełnomocnikiem wojewody na rzecz przejęcia i umieszczenia zbiorów Ossolińskich we Wrocławiu. Wskrzesił też Towarzystwo Przyjaciół Ossolineum, którego został sekretarzem. Zabiegał o przeniesienie do Wrocławia Wydawnictwa Zakładu Narodowego im. Ossolińskich, które wznowiło swą działalność zaraz po wojnie w Krakowie. Dokonał tego na początku 1947 r. już jako dyrektor naczelny Zakładu Narodowego im. Ossolińskich. W roku 1948 z okazji 150 rocznicy urodzin Adama Mickiewicza podjął decyzję o wydaniu kopii fototypicznej autografu „Pana Tadeusza” i w roku następnych podobiznę tę wydał – ze wstępem prof. Tadeusza Mikulskiego. Nie było to takie proste, ponieważ wymagało zgody samego Bieruta. Knot o tę zgodę wystąpił na zebraniu Ogólnopolskiego Komitetu Obchodów Roku Mickiewiczowskiego i został poparty przez Juliana Tuwima, co ostatecznie przesądziło sprawę. Warto może wspomnieć, że Tuwim stał się od tej pory przyjacielem Ossolineum i pragnął założyć w nim pismo bibliofilskie „Zabawy przyjemne i pożyteczne”, ale ostatecznie nic z tego nie wyszło. Gdy minął najtrudniejszy okres dla Ossolineum, Antoni Knot w 1949 r. opuścił stanowisko dyrektora, jednakże nie zerwał więzów łączących go z Zakładem Narodowym. Pełnił funkcję przewodniczącego rady naukowej, został członkiem kolegiów redakcyjnych czasopism Zakładu: Rocznika Zakładu Narodowego im. Ossolińskich i Ze skarbca kultury. Inspirował pracowników biblioteki do prac naukowych dokumentujących zbiory i działalność Zakładu Narodowego im. Ossolińskich.

Taki skarb nie ma ceny


Sprawa rękopisu „Pana Tadeusza” ożyła 5 listopada 1999 roku. Tego dnia bowiem Jan Artur Tarnowski – prawowity właściciel rękopisu - podpisał akt notarialny, na mocy którego rękopis został sprzedany miastu Wrocław, a następnie przekazany na własność Zakładowi Narodowemu im. Ossolińskich. Jan Tarnowski wycenił bezcenny rękopis za sumę 600 tysięcy dolarów, z czego miasto zapłaciło 200 tysięcy, resztę bowiem rodzina Tarnowskich potraktowała jako darowiznę.
Taki skarb nie ma ceny. – oświadczył w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej”[22] dyrektor Ossolineum Adolf Juzwenko. Ani prezydent Zdrojewski, ani rada miejska nie mieli wątpliwości, jaką decyzję podjąć. Prezydent podkreślał, że miasto zakupiło rękopis, aby wyrazić w ten sposób wdzięczność wszystkim Kresowiakom, którzy po wojnie przyjechali do Wrocławia, odbudowali go ze zniszczeń i tworzyli zręby nowej społeczności. Rękopis ma znaleźć miejsce dla siebie szczególnie godne: powstanie Dom „Pana Tadeusza” w Kamienicy pod Złotym Słońcem.

Znajdujący się w zbiorach Zakładu Narodowego im. Ossolińskich autograf „Pana Tadeusza” zawiera:
  • Zeszyt w miękkiej kartonowej oprawie (31,5x21 cm), liczący 48 kart i ich fragmenty. Znajduje się w nim czystopis księgi I – III oraz fragment księgi IV (w. 1-34, 479);
  • Album liczący 91 kart: czystopis księgi IV-VII, VIII (w.1-9, 39-66, 183-565, 663-762, 763 do końca), XII (od w.399 do końca) oraz w brulionie: księgi X (w.1-473), XI (w.1-100, 296-336, 362-396, 487-524, 569-574), XI (w. 1-474 z lukami) oraz z Epilogiem. Oprawa: czerwona skóra ze złoceniami,  której twórcą jest Aleksander Semkowicz, artysta-introligator, zbieracz mickiewiczianów, który w latach 1912 - 1920 kierował introligatornią Ossolineum, a po wojnie, w latach 1939 – 1940 był kierownikiem pracowni konserwatorskiej. Pierwszy dyrektor Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza w Warszawie.
P.S. Ten tekst powstał w 2009 roku, kiedy pracowałam w tworzącym się właśnie dziale edukacyjnym Ossolineum. Czytanie źródeł i pisanie o losach rękopisu "Pana Tadeusza" było dla mnie rodzajem ucieczki od atmosfery upokorzeń i mobingu, jakim byłam wtedy poddawana. Całość nie została nigdy opublikowana, bo moją prośbę o wykorzystania artykułu do promocji zbiorów zignorowano. Udało mi się opublikować jedynie fragmenty (różne) w "Polonistyce" oraz w "Nowym Życiu". Dziś (9 października 2017 roku) ukazuje się w całości po raz pierwszy.





[1] Mickiewicz A., Dzieła. Wydanie narodowe, tom XV, Listy. Część II w oprac. St. Pigonia, Warszawa 1954, s. 76.
[2] Mickiewicz A., Dzieła. Wydanie narodowe, tom XV, Listy. Część II w oprac. St. Pigonia, Warszawa 1954, s. 106-107.

[3] Dernałowicz M., ibidem, s. 293.
[4] Dernałowicz M., Kronika życia i twórczości Adama Mickiewicza, czerwiec 1834 – październik 1840, Warszawa 1996, s.41-42.
[5] Pigoń S., Egzemplarz korektowy, w: tegoż Ze studiów nad tekstem „Pana Tadeusza”, Kraków 1928, s. 24 - 33.
[6] Pigoń S. Ibidem, s. 26.
[7] Ibidem, s. 27.
[8] Kostenicz S., Ostatnie lata Mickiewicza, styczeń 1850 – 26 listopada 1855, Kronika życia i twórczości Mickiewicza pod red. S, Pigonia, Warszawa 1978, s. 380.
[9] Pigoń S., Ze studiów nad tekstem „Pana Tadeusza”, Kraków 1928, s.17.
[10] Harassek A., Józef Gołuchowski. Zarys życia i filozofii, Kraków 1924, s. 37-38.
[11] Cytat za: Mickiewicz. Encyklopedia, Rymkiewicz J.M., Siwicka D., Witkowska A., Zielińska M., Warszawa 2001, s. 611.

[12] Ibidem, s. 590.
[13] Mickiewicz. Encyklopedia Ibidem, s. 592.
[14] Dernałowicz M., Kronika życia i twórczości Adama Mickiewicza, czerwiec 1834 – październik 1840, Warszawa 1996, s. 269, 277, 287.
[15] Dernałowicz M., Paryż, Lozanna, czerwiec 1834 – październik 1840, Kronika życia i twórczości Mickiewicza pod red. St, Pigonia, Warszawa 1996, s.287.
[16] Knot A., Powojenne losy rękopisu Pana Tadeusza” Adama Mickiewicza, Wrocław 1987, s.17.
[17] Cytat za:  Eryk Krasucki, Międzynarodowy komunista, Jerzy Borejsza – biografia polityczna.
[18] Szczepański W., Mistrz i nauczyciel, w:  Czasopismo Zakładu Narodowego im. Ossolińskich, Wrocław, Z. 4/1994.

[19] Nicieja S.S., Papież Polonii lwowskiej, "Przegląd Humanistyczny" 1987, nr 12, s. 182.
[20] Knot A., Powojenne losy rękopisu „Pana Tadeusza” Adama Mickiewicza, Wrocław 1987, s. 13.

[21] Ibidem, s. 14.
[22] Maciejewska B., Juzwenko: Chciałem związać „Pana Tadeusza” z Wrocławiem, Gazeta Wyborcza 2008-05-05.

„Feliks Janiewicz – Complete Violin Concertos” – nowy album wydany przez Narodowe Forum Muzyki

7 sierpnia 2026 roku premierę będzie miał nowy album Narodowego Forum Muzyki im. Witolda Lutosławskiego we Wrocławiu, nagrany przez Bartłomi...

Popularne posty