Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Monika Braun. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Monika Braun. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 23 listopada 2017

Lev Stern: "Wrocław Jerozolima Wrocław". Między Wrocławiem a Jerozolimą /recenzja książki/

Niewielka rozmiarami książeczka pozwala nie tylko smakować wspomnienia i refleksje autora, ale także w jakiś przedziwny, tajemniczy sposób uruchamia wyobraźnię i emocje czytającego, dając możliwość przeżycia własnych ”powrotów do przeszłości”.

okładka książki

Lev Stern – architekt i malarz – jest  przykładem człowieka, który raz związawszy się z Wrocławiem, miastem swego dzieciństwa i dorastania, powraca po wielu latach jak Odys do Itaki. Zaś jego autobiografia jest niezwykle szczerym zapisem ”czasu odnalezionego”.

Powroty niemożliwe


Książka ”Wrocław Jerozolima Wrocław” jest opowieścią, na którą składają się obrazy z dzieciństwa, przeżycia związane z powrotami do Polski (szczególnie pierwszym), a także trudnych początków w Jerozolimie. Niewielkie rozmiarami miniatury, w których obraz lub zdarzenie przeplata się z refleksją i emocją są znakomitych czytelniczym kąskiem. Niezwykłe są też okoliczności powstania tej autobiografii, która właściwie nie musiała i nie mogła się tak udać. Bo jakże? Powracający po dwudziestu siedmiu latach artysta, zanurzony w innym języku, pamiętający język polski lat pięćdziesiątych, próbuje opisać swoje doświadczenie współczesną polszczyzną, w nowej perspektywie… Zamierzenie cokolwiek szalone. A jednak jego efekty okazały się nadspodziewanie dobre.

”Wrocław Jerozolima Wrocław” to historie Lva Sterna, zdarzenia z jego życia, obrazy i emocje, które zapamiętał i uznał za ważne – pisze we wstępie Monika Braun, która pomogła artyście w językowym uporządkowaniu i wyartykułowaniu wspomnień. Są to zarazem takie obrazy, zdarzenia i emocje, które i mnie wydały się ciekawe. (…) Lev zgodził się, abym je zapisała, i – używając swojego języka i świata skojarzeń – przetworzyła w tekst literacki.

Mimo bardzo osobistych (ale bynajmniej nie ckliwych czy sentymentalnych) doświadczeń, opowieść ta ma wiele cech uniwersalnych – można się w niej przejrzeć, można też potraktować jako próbę opisania ludzkiego losu jako takiego.

Ogromnie interesujące są refleksje autora na temat związków naszego myślenia i wyrażania siebie w języku. Otóż w jednym z opowiadań wspomina pierwsze po wielu latach zetknięcie z językiem polskim. Podczas wizyty w Jerozolimie Teatru Pantomimy Henryka Tomaszewskiego autor miał okazję oprowadzać po mieście aktorkę tego teatru i wówczas okazało się, że choć oboje mówią po polsku, używają jednak dwóch różnych języków. Jego polszczyzna była chropawa, ”archaiczna” - zdeformowana niepamięcią i mechanicznym tłumaczeniem wyrażeń hebrajskich. Jej – wyrastała z rzeczywistości zgoła zupełnie mu obcej, wyrażającej się nieznaną frazeologią, a nawet obcym brzmieniem. Jednocześnie jest to opowieść o tym, jak ten niespodziewany ”dzień polski” stał się tajemniczym preludium do polskości w ogóle. Wkrótce potem okazało się bowiem, że Polska zaczęła wydawać wizy, z czego artysta natychmiast skorzystał. Towarzyszą temu także szczególne refleksje, które wcześniej by się zapewne nie pojawiły:

Od dnia w 1959 roku, gdy wyruszaliśmy w pięcioro z Dworca Głównego we Wrocławiu, żyłem w poczuciu, że tamten wyjazd odciął mnie od miejsca mego dorastania w sposób definitywny i nieodwołalny, że nie istnieje żaden sposób powrotu. (…) Nawet tęsknota wydawała mi się daremna i bezużyteczna.


Czas odnaleziony


Bardzo poruszające są także opisy pierwszych dni we Wrocławiu – gorączkowe poszukiwania śladów przeszłości, emocje, rozczarowania i olśnienia.

… muszę wreszcie nakreślić granicę pomiędzy dotykalnym a urojonym.

Przeszłość powoli powraca, choć cały czas towarzyszy temu poczucie pewnej teatralności, niekiedy także obcości wobec trwającego wokół nieznanego życia.  Jednak wyprawa w góry z przyjaciółmi – jak za dawnych lat, bujna przyroda  przywracają uczucie szczęścia i harmonii:

Myślę, że to właśnie natura znacząco wpłynęła na moje pojęcia o świecie i mój stosunek do życia. Czuję, że w jakiś niejasny sposób organicznie przynależę do gór lasów i rzek, które poznałem w dzieciństwie. (…) Wrocławskie lata, poczucie przynależności do miejsca, natury i całej Ziemi zmitologizowały się w mojej wyobraźni. Rośliny i zwierzęta, ziemia i wody tamtego czasu stały się paradoksalnie moją Ziemią Obiecaną, obiektem tęsknot i pragnień, esencją kosmicznej harmonii, utraconą doskonałością mistycznego ”tu” i ”teraz”.

”Czas odnaleziony” ewokuje także wspomnienia z dzieciństwa: oglądanie tajemniczych książek pod wielkimi fortepianami, zgromadzonymi nie wiadomo przez kogo w wielkim korytarzu. Była to wówczas swoista ucieczka od zgrzebnego, szarego świata do rzeczywistości wielobarwnych i subtelnych litografii, a później, gdy już posiadł umiejętność czytania – do fantastycznego świata książek.

Pod fortepianami trwa zawieszona w bezczasie inna rzeczywistość.

Są też w tych wspomnieniach dziecięce zabawy, portret rodziny, wyprawy przez Most Grunwaldzki do biblioteki... I jest szczęście z powodu ”czasu odnalezionego” – nareszcie! – kiedy po latach dotyka filarów  tego mostu, a na kamiennej ławie czuje ciepło własnych rąk, które przetrwało przez tyle lat…

Ta niewielka rozmiarami książeczka pozwala nie tylko smakować wspomnienia i refleksje autora, ale także w jakiś przedziwny, tajemniczy sposób uruchamia wyobraźnię i emocje czytającego, dające mu przeżyć własne ”powroty do przeszłości”, która w nim trwa.


Książka ”Wrocław Jerozolima Wrocław” Lva Sterna, adaptacja tekstu: Monika Braun, ukazała się w Wydawnictwie Via Nova.

Artykuł był opublikowany pierwotnie na portalu Kulturaonline we wrześniu 2016 r.

Wywiad z malarzem przeczytacie TUTAJ.

środa, 22 listopada 2017

Anna Zubrzycki: Co skrywa Rut… za zasłoną? /recenzja teatralna/

Monodram znakomicie zagrany przez Annę Zubrzycki, z talentem napisany i wyreżyserowany przez Monikę Braun. Niesie nie tylko ważkie treści dotyczące wiary, wierności, przyjaźni, ale zdaje się wykraczać poza tekst biblijny, tworząc odniesienia poetyckie, metaforyczne, ponadczasowe. Każdy może się w nim przejrzeć i zobaczyć jakiś fragment własnej historii. Za zasłoną odnaleźć można znaleźć samego siebie.

Anna Zubrzycki, Ruth . . . za zasłoną, fot. Joanna Stoga
Monodram Anny Zubrzycki „Rut… Za zasłoną”, w reżyserii i według scenariusza Moniki Braun, powstał na podstawie Księgi Rut. Mieliśmy okazję obejrzeć go w dniach od 16 do 19 listopada 2017 roku w Muzeum Teatru im. Henryka Tomaszewskiego we Wrocławiu.

Biblijna Rut – każdy może być zbawiony

Tytułowa bohaterka jest Moabitką, a więc według Prawa osobą obcą. Księga opowiada, jak to na skutek głodu Izraelita Elimelek przeniósł się wraz z rodziną z Betlejem judzkiego do Moabu, gdzie wkrótce potem zmarł. Dwaj jego synowie pożenili się z tamtejszymi kobietami, ale obaj zmarli bezpotomnie. I tak żona Elimeleka, Noemi, straciła swoich bliskich, a opłakawszy ich, postanowiła powrócić do siebie, ponieważ dowiedziała się, że Pan nawiedził swój lud i klęska głodu się zakończyła. Towarzyszą jej obie synowe, z których tylko jedna, Rut, nie godzi się jej opuścić, choć Naomi przekonuje je, że powinny ponownie wyjść za mąż i urodzić dzieci. Odpowiedź Rut brzmi bardzo zdecydowanie:


Gdzie ty pójdziesz, tam ja pójdę,
gdzie ty zamieszkasz, tam ja zamieszkam,
twój naród będzie moim narodem,
a twój Bóg będzie moim Bogiem.
Gdzie ty umrzesz, tam ja umrę
i tam będę pogrzebana. 
(Rt 1, 16-17)

Kobiety w Betlejem są wstrząśnięte powrotem Noemi, która straciła wszystkich najbliższych, na co ona reaguje wezwaniem, aby odtąd nazywano ją nie Noemi (imię to oznacza „moja słodycz”), lecz Mara („gorzka”, „moja gorycz”), czuje się bowiem srodze przez Boga doświadczona. Szczęśliwie Rut (imię to jest również znaczące: „przyjaciółka”, „pokrzepienie”) troszczy się o nią i pracuje w polu, aby nakarmić zarówno teściową, jak i siebie. Tak poznaje Booza – krewnego zmarłego męża Noemi. Ten, poruszony jej szlachetnością, okazuje troskę i życzliwość, a w końcu korzysta z prawa wykupu i bierze za małżonkę. Rut rodzi mu syna imieniem Obed, co oznacza „sługa” (w domyśle: „sługa Boży”). Ten zaś będzie ojcem Jessego i dziadkiem Dawida.
Księga ma mocne przesłanie o uniwersalizmie zbawienia. Wynika z niej, że Bóg obejmuje zbawieniem i miłością wszystkich ludzi, także cudzoziemców, którzy w niego uwierzyli i są wierni Jego Prawu.  

Anna Zubrzycki, Ruth . . .Za zasłoną, fot. Joanna Stoga

„Rut… Za zasłoną” – poetycka opowieść o wierności i przyjaźni

Monodram „Ruth… Za zasłoną” jest opowieścią opartą na historii biblijnej, a zarazem wykracza poza nią. Wykonawczyni, Anna Zubrzycki, jest zarazem Rut i Noemi, jest też głosem Booza i otaczających ją kobiet. Opowiada tę piękną historię o wierności w sposób niezwykle prosty i subtelny. Zaczyna jako Rut, która nawołuje swojego synka Obeda, a jednocześnie rozwija przed nami dramatyczne dzieje obu bohaterek tej historii. Momentami jest Noemi, która rozpacza po stracie męża i synów, aby następnie – jako Rut – nie zgodzić się na samotne odejście teściowej, pogrążonej w nieutulonym smutku:

Twój naród będzie moim narodem,
a twój Bóg będzie moim Bogiem!

Wędrują więc razem do Betlejem (nazwa oznacza „Dom chleba”), aby zacząć nowe życie. Możemy sobie łatwo wyobrazić, co czuje Noemi, kiedy wraca po dziesięciu latach „z niczym”. Mówi o sobie, że wyszła pełna, a wróciła pusta…  A jednak szczęśliwie się myli – nie jest sama i za sprawą Rut przypadnie jej w udziale wielka nagroda od Boga. Obecność i postawa Rut wobec teściowej, jej skromność i pracowitość budzą szacunek, a potem także miłość Booza.

Anna Zubrzycki, Rut . . . Za zasłoną, fot. Joanna Stoga
Przedstawiając tę historię Anna Zubrzycki porusza się w skromnej, lecz za to funkcjonalnej scenografii. Wykorzystuje kilka wiszących początkowo na sznurach zasłon, które w jej rękach stają się dziećmi, grobem, drogą, płaszczem – wszystkim, czego tylko chce. Już sam początek monodramu, kiedy pojawiająca się postać usiłuje pochwycić słoneczne plamy na podłodze, wprowadza nas w klimat poezji i niedopowiedzenia, który współtworzy subtelna, stylizowana na wschodnią, muzyka, grana na żywo. Rola Zubrzycki nie tylko ujawnia wrodzony liryzm aktorki, ale także jej wyobraźnię i dar roztaczania przed widzem teatralnych światów. Choć potrafi także wydobyć dramatyzm granych przez siebie postaci.

Ważną rolę w wyrazie scenicznym monodramu odgrywają także frontalnie wyświetlane na dużym ekranie obrazy Miry Żelechower-Aleksiun, pochodzące z cyklu „Księga Ruth”. Współtworzą teatralny kosmos, szczególnie w scenach, kiedy zdają się przenikać ciało postaci, jak przenikają się te dwie narracje: malarska i teatralna. Owe tajemnicze związki dwóch artystek: aktorki i malarki, które współpracują ze sobą, a także przyjaźnią się od wielu lat, dodają spektaklowi wymiaru osobistego, intymnego, a zarazem nieuchwytnego.

Monodram, z talentem i wrażliwością napisany i wyreżyserowany przez Monikę Braun, która jest również autorką scenografii, niesie nie tylko ważkie treści dotyczące wiary, wierności, przyjaźni, ale zdaje się wykraczać poza tekst biblijny, tworząc odniesienia poetyckie, metaforyczne – ponadczasowe. Każdy może się w nim przejrzeć i zobaczyć jakiś fragment własnej historii.


„Rut… Za zasłoną”

Scenariusz i reżyseria: Monika Braun
Redakcja tekstu w języku angielskim: Rachel McCrum
Muzyka: Igor Pietraszewski
Aranżacje muzyczne: Tomasz Kasiukiewicz
Produkcja i realizacja dźwięku: Tomasz Kasiukiewicz, Tomasz Orszulak
Reżyseria światła: Monika Braun, Wojciech Maniewski
Scenografia: na podstawie obrazów Miry Żelechower-Aleksiun – Monika Braun
Multimedialny projekt scenografii: Iwona Skoczylas
Asystent scenografa: Jacek Timingeriu
Konsultacje głosowe: Ewa Głowacka-Fierek
Produkcja spektaklu: I DO PRODUCTION

Obsada: Anna Zubrzycki
Muzycy: Igor Pietraszewski, Tomasz Kasiukiewicz

Wszystko jest poezją. O wystawie Ewy Rossano w Muzeum Pana Tadeusza

10 kwietnia w Muzeum Pana Tadeusza we Wrocławiu otwarto wystawę "Ogród wypowiedzianych słów", której autorką jest malarka i rzeźbi...

Popularne posty