Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bogusław Beszlej. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bogusław Beszlej. Pokaż wszystkie posty

piątek, 17 stycznia 2025

Forum Musicum 2015: Na początku było słowo /relacja/

Olga Pasiecznik i  "Służąca panią" - najciekawsze koncerty tegorocznego festiwalu muzyki dawnej Forum Musicum.


Wrocławski festiwal muzyki dawnej Forum Musicum koncentrował się tym razem na słowie, a jego motywem przewodnim było hasło musica recitata, sformułowane przez Nicolo Vicentino. W programie znalazło się pięć koncertów, podczas których mieliśmy się przekonać, że "na początku było słowo", muzyka zaś od niego uczyła się przekazywania treści i uczuć. Spośród zaprezentowanych koncertów dwa były bez wątpienia znakomite, choć nieporównywalne gatunkowo i stylistycznie.


Olga Pasiecznik - mistrzyni interpretacji


Olga Pasiecznik z Wrocławską Orkiestrą Barokową, fot. B. Beszlej

Prawdziwą mistrzynią interpretacji okazała się Olga Pasiecznik - wybitna śpiewaczka (sopran) Warszawskiej Opery Kameralnej, a także znakomity pedagog. Prowadziła m.in. klasę mistrzowską śpiewu podczas Międzynarodowej Letniej Akademii Muzyki Dawnej w Wilanowie oraz kursy interpretacyjne dla studentów Akademii muzycznych. Prawdziwa mistrzyni!

Jej wykonawstwo charakteryzuje przede wszystkim bogactwo interpretacyjne. Posługując się słowem, potrafi jednocześnie wydobyć takie muzyczne niuanse, których przeciętne ucho nawet nie przeczuwa pochylając się nad partyturą. Podczas występu na Forum Musicum zaprezentowała przede wszystkim swój talent dramatyczny w ariach ze Scena di Berenice Hob. Josepha Haydna, a także ariach Ah! Perfido... Per pieta, non dirmi addio... Ludwika van Beethovena.

Oldze Pasiecznik towarzyszyła dyskretnie Wrocławska Orkiestra Barokowa pod dyrekcją Jarosława Thiela. Ale nawet w duecie ze skrzypcami (Zbigniew Pilch), to jej głos i jej interpretacja dominowały nad resztą. W najlepszym tego słowa znaczeniu. 

Jarosław Thiel dziękuje artystce za fenomenalny występ/fot. Bogusław Beszłej

"Służąca panią" Pergolesiego, czyli kobiety górą


Na antypodach występu Pasiecznik sytuuje się natomiast różna, gdy chodzi o konwencję, ale nie mniej znakomita interpretacyjnie opera buffo Giovanni Pergolesiego:  "La serva padrona"("Służąca panią"). To znakomity przykład na to, że nawet z błahego tematu można uczynić prawdziwą perełkę. Treścią tego Intermezza w dwóch częściach są perypetie szlachcica, starego kawalera, którego służąca kompletnie zdominowała, a następnie, wymyślając nieskomplikowaną intrygę, zmusiła do małżeństwa ... z miłości. Postaci  tej opery: Serpina (sopran), Uberto (bas) oraz Vespone (rola niema)  pochodzą w prostej linii z komedii dell`arte. To Pantalone i jego chytra subretka. 

"Służąca panią", fot. Bogusław Beszlej

A jednak słuchanie tej muzyki - znakomitych recytatywów i arii było czystą przyjemnością. Zapewne jest to zasługa samego kompozytora, którego geniusz teatralny i psychologiczny błyszczy tu na każdym kroku, począwszy od pierwszej arii Umberta, gdzie każde słowo i każdy aspekt sytuacji przełożone zostały na język muzyki. Już samo niecierpliwe czekanie na filiżankę czekolady tego egocentrycznego nudziarza zostało przełożone na powtarzalny w kółko motyw orkiestrowy, który odmierza upływający czas, zaś kończy go krótkie i zirytowane: Nikt nie przychodzi. Innymi słowy desperacja bohatera znajduje właściwe formuły rytmiczne i melodyczne, niesłychanie sugestywne i prawdziwe,  a przy tym nieodparcie komiczne.

Małgorzata Trojanowska (Serpina), Roman Ciumakin (Umberto), fot. B. Beszlej

Przepiękne są także duety, począwszy od pierwszego, w którym Umberto bezskutecznie próbuje stawiać opór, ale my już wiemy, że jego los jest przesądzony, a skończywszy na ostatnim, który wyraża już tylko radość ze wzajemnie korzystnej transakcji. Małgorzata Trojanowska jako Serpina była wprost znakomita: skromnie ubrana w czarno-biały strój służącej, była zarazem mocną kobiecą osobowością, która ani przez chwilę nie zapomina, że to ona rozdaje karty. Sprytna, prawdziwa, zdeterminowana - rozumiemy, że wyjście za mąż to jej być albo nie być i że nie cofnie się przed niczym.

Roman Ciumakin  jako Umberto śmieszy nas swoją vis comica od pierwszej sceny, a zachwyca interpretacją tej roli od początku do końca. Warto także zauważyć przekomiczną postać niewydarzonego służącego Vespone (Bartosz Budny), który jest postacią niezwykle plastyczną - stara się uniknąć kary i zazwyczaj staje po stronie silniejszego, czyli ostatecznie po stronie kobiety. W pewnym momencie jest nią nawet pani dyrygent (Anna Moniuszko)...

Bartosz Budny (Vespone), foto B. Beszlej

Festiwal Forum Musicum odbył się w dniach 20- 22 sierpnia 2015. 


Artykuł ukazał się na portalu Kulturaonline 28 sierpnia 2015 roku.


sobota, 25 listopada 2023

Wystawa jubileuszowa Bogusława Beszleja: `Artyści i muzycy w moich fotografiach` /relacja/

15 listopada uczestniczyłam w wernisażu szczególnej wystawy, której autorem i bohaterem był Bogusław Beszlej – artysta zajmujący się od lat fotografowaniem muzyków i koncertów w Narodowym Forum Muzyki we Wrocławiu. Jubilat święcił w tym dniu 70-lecie swoich urodzin. Piękne zdjęcia jego autorstwa można oglądać do 15 stycznia 2024 roku w Klubie Muzyki i Literatury we Wrocławiu.

Bogusław Beszlej i Izabella Starzec, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek
Zdjęcie kiepskie, bo z komórki, ale oddaje nastrój chwili.

Na wernisażu nie mogło zabraknąć muzyki. Uświetniły go dwie panie: Katarzyna Kluczewska zagrała na fortepianie Chopina, w czym wydatnie uczestniczył wspaniały kot, który skradł swojej właścicielce całe show spacerując tajemniczo wśród zasłon (oglądaliśmy koncert za pośrednictwem ekranu, ponieważ artystkę dopadł covid). Kolejne nagranie, już niczym nie zakłócone, było przepiękną klawesynową interpretacją muzyki Johanna Sebastiana Bacha w wykonaniu Aleksandry Rupocińskiej. Dodam, że na finisaż wystawy przewidziano występ Michała Michalskiego.

Gospodynią wieczoru była Izabella Starzec – dziennikarka i publicystka muzyczna, a przede wszystkim osoba zaprzyjaźniona z Jubilatem od czasów studiów na Wydziale Wokalno-Aktorskim i pracy w Operze Wrocławskiej. "Każdy ma swojego Bogusia..." – zaczęła swoje wystąpienie pani Izabella, po czym przywołała rozmaite etapy tej niekonwencjonalnej przyjaźni, nie stroniąc od anegdot. W istocie, wszyscy zaproszeni na wernisaż ludzie byli bliższymi lub dalszymi znajomymi pana Bogusława z różnych lat, że nie wspomnę o Rodzinie szanownego Jubilata. 

Głos zabrał również sam Jubilat, który, jak zawsze skromny, wspominał swoich mistrzów, a także początki kariery, kiedy to uczył się trudnej sztuki fotografowania artystów baletu w tańcu... Dziękował także wszystkim, którzy przyczynili się do powstania ekspozycji, obdarowując ich przy tej okazji swoimi wspaniałymi zdjęciami oprawionymi w ramy, z dedykacjami. Znalazłam się w gronie szczęśliwych posiadaczek takiej pamiątki: zdjęcia jednego z moich ulubionych dyrygentów, Japończyka Eiji Oue.

Eiji Oue podczas koncertu "Przemiana: Joseph Haydn, Gustav Mahler",
fot. Bogusław Beszlej
Bywając częstym gościem Narodowego Forum Muzyki (a wcześniej – Filharmonii Wrocławskiej), niejednokrotnie mogłam obserwować Pana Bogusława Beszleja, gdy ze swoim nieodłącznym towarzyszem – aparatem fotograficznym – poruszał się bezszelestnie w przestrzeni sali koncertowej, a także podczas konferencji prasowych towarzyszących festiwalom muzycznym. Mogłam potem podziwiać jego zapisy „chwil ulotnych”: zatrzymane w kadrze gesty, spojrzenia, uśmiechy… Na swoich fotografiach pokazywał ludzi pięknie, czule, nawiązując z nimi niejako osobistą więź. Niejedna z nich stawała się potem najatrakcyjniejszą częścią mojej relacji z koncertu, a także zapisem mojej pamięci. To między innymi Gustav Mahler w interpretacji Eiji Oue, którego zapamiętałam takim, jak na zdjęciu: w ekspresyjnym geście wyciągniętej ręki.

Aldona Bartnik, koncert "Jesu, meine Freude", fot. Bogusław Beszlej
To także piękny portret Aldony Bartnik śpiewającej kantatę J. S. Bacha czy pełne humoru zdjęcia z opery buffo G. Pergolesiego „La sreva padrone” albo obraz szczęśliwego Paula McCreesha, wędrującego (muzycznie) po „Anglii zielonej, kraju łąk”… 

Paul McCreesh podczas koncertu "W Anglii zielonej, kraju łąk",
fot. Bogusław Beszlej
Osobiście najbardziej lubię zdjęcie Julii Lezhnevej w wielkim czerwonym berecie i z uśmiechem, który uwydatnia jej dziecięcość. Uwielbiam też fotografie wnuczki Pana Bogusława, której uroda kojarzy mi się z pięknym majowym porankiem. I tyle w nich miłości!

Julia Lezhneva, w obiektywie Bogusława Beszleja



Zachęcam do obejrzenia ten interesującej wystawy, pełnej miłości do muzyki i ludzi z nią związanych.

Katalog wystawy "Artyści i muzycy w moich fotografiach" Bogusława Beszleja

Wnętrze katalogu "Artyści..."


sobota, 20 stycznia 2018

Twarze Mozarta: Uczeń i mistrzowie /relacja z Akademii Mozartowskiej/

Utwory Josepha Haydna i Carla Philipa Emanuela Bacha w dialogu z kompozycjami Mozarta, we wspaniałych interpretacjach – na początek trwającej właśnie Akademii Mozartowskiej.


Program Akademii Mozartowskiej odsłania przed nami różne oblicza słynnego kompozytora. Autor - Giovanni Antonini tak go skonstruował, aby zacząć od okresu młodzieńczego, kiedy Mozart powoływał się jeszcze na swoich mistrzów, a na dojrzałej, słynnej operze "Wesele Figara" kończąc. Można mieć wątpliwości, czy bez Josepha Haydna i Carla Philipa Emanuela Bacha Mozart osiągnąłby szczyty swego geniuszu, ale z całą pewnością zestawienie jego utworów z mistrzami pozwala zrozumieć subtelne podobieństwa,, mimo niepowtarzalności autora "Requiem".

Mozart radosny 


Początek Akademii był szczególnie elektryzujący, a to ze względu na wykonawców: olśniewającą Isabelle Faust oraz Giovanniego Antoniniego ze swoim Il Giardino Armonico. W zestawieniu utworów usłyszeliśmy najpierw dojrzałego, lirycznego i niezwykle emocjonalnego Haydna w Symfonii f-moll nr 49 "La Passione", w drugiej zaś części - Uwerturę do opery "L’isola disabitata" ("Wyspa bezludna").  Nazwa powstałego w 1768 roku utworu "La Passione" wskazywałaby na to, iż był skomponowany na Wielki Tydzień, choć niektórzy twierdzą, że ma ona teatralną proweniencję. Bez wątpienia jednak swoją emocjonalnością poprzedza utwory z okresu "Sturm und Drang", choćby Beethovena. Natomiast opera miała swą premierę 6 grudnia 1779 roku, w dniu imienin księcia Mikołaja Esterházy. Uwertura jest obecnie najbardziej znaną jej częścią.
 
Isabelle Faust i Giovanni Antonini, fot. B. Beszlej
Mozart napisał sześć kwartetów smyczkowych pod urokiem serii kwartetów smyczkowych Haydna i dedykował mu je. Haydn zresztą odwzajemniał sympatię i adorację młodego kompozytora, którego cenił niezwykle wysoko, o czym wiemy z jego listu do ojca Wolfganga - Leopolda Mozarta.

Niemiecka skrzypaczka Isabelle Faust zachwyciła swoją interpretacją Mozarta. Ubrana w spodnie i oryginalną tunikę, krótko ostrzyżona, b y ł a młodym Mozartem - z jego radością tworzenia i młodzieńczym wigorem. Nieomal tańczyła na scenie, tworząc niekiedy z prowadzącym koncert Antoninim radosny duet. Bo właśnie radość tworzenia zapanowała nad całością, zaś Isabelle zdawała się swoją osobą dominować nad wspaniałym skądinąd zespołem muzyków towarzyszących. Zagrała dwa koncerty skrzypcowe Mozarta: B-dur i  A-dur, wydobywając nie tylko ich urodę, ale właśnie młodzieńczość. To dzięki niej mogliśmy sobie wyobrazić, że tak właśnie mógłby zagrać te utwory sam kompozytor. W wywiadzie z Isabelle Faust w lutowym numerze "Muzyka w Mieście" możemy przeczytać takie oto znamienne słowa:

Zawsze ciekawiły mnie intencje kompozytora, sposób jego myślenia o muzyce, oczekiwania związane z wykonaniem dzieła. Za każdym razem staram się tego dowiedzieć, choć zdaję sobie sprawę, jak bardzo iluzoryczna bywa taka wiedza.


Isabelle Faust, fot. B. Beszlej
Koncert dowiódł jednak, że owe intuicje nie zawiodły skrzypaczki. Dała przepiękny, porywający popis gry na skrzypcach.  Szczególnie olśniewające było wykonanie Koncertu skrzypcowego A-dur, z cudownym menuetem na końcu. Publiczność oklaskiwała ją na stojąco i zachęciła do bisowania, dzięki czemu mogła jeszcze delektować się Rondem C-dur KV 373.

Mozart uduchowiony i galant


Drugim mistrzem i przyjacielem Mozarta był Carl Philip Emanuel Bach - bardzo wówczas znany i doceniany syn Jana Sebastiana, choć z pewnością młody kompozytor był bardziej przywiązany do Jana Christiana Bacha, o czym świadczą listy do ojca, w których wyraża się o synu Jana Sebastiana z największą czcią i miłością. Carl Philip Emanuel spędził na służbie króla praskiego trzydzieści lat, komponując przede wszystkim utwory na instrumenty klawiszowe. Jednak dopiero po przeprowadzce do Hamburga stworzył swoje najwspanialsze dzieła: piękne kwartety na flet, altówkę, wiolonczelę i instrument klawiszowy..
 
Christine Schornsheim i soliści Wrocławskiej Orkiestry Barokowej w NFM oraz Dora Ombodi flet,
 foto B. Beszlej
Podczas koncertu Christine Schornsheim (pianoforte) z solistami Wrocławskiej Orkiestry Barokowej mieliśmy okazję wysłuchać Koncertu fortepianowego Es-dur, oraz Sonaty G-dur z udziałem flecistki Dóra Ombodi. Wyznam jednak, że dominacja fletu nad pozostałymi instrumentami brzmiała jakoś szkolnie i kompletnie mnie nie porwała. No, może z wyjątkiem Presto, gdzie flet zabrzmiał subtelniej, podobnie jak w utworze na bis.  Zdecydowanie lepiej brzmiały utwory z udziałem skrzypiec (Zbigniew Pilch). Mozart z całą pewnością okazał się doskonalszy od swego mistrza. Jego utwory wydobywały nie tylko piękno brzmienia pianoforte, ale również odznaczały się cudowną harmonią melodii prowadzonych przez wszystkie instrumenty. O ile Carl Philipp Emanuel był galant, to kompozycje Mozarta, choć równie eleganckie i przyjemne, były jednak czymś więcej: poza pięknym brzmieniem, które pieściło ucho, koiły także duszę.

Christine Schornsheim, fot. B. Beszlej
Przed nami divertimenta, muzyka liturgiczna i opera „Wesele Figara” – uczta muzyczna trwa, zaś Mozart  objawi z pewnością jeszcze niejedno swoje oblicze.

Artykuł ukazał się na portalu Kulturaonline 12 lutego 2016 r.

Wszystko jest poezją. O wystawie Ewy Rossano w Muzeum Pana Tadeusza

10 kwietnia w Muzeum Pana Tadeusza we Wrocławiu otwarto wystawę "Ogród wypowiedzianych słów", której autorką jest malarka i rzeźbi...

Popularne posty