Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ZNiO. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ZNiO. Pokaż wszystkie posty

sobota, 23 maja 2026

Refleksje o wystawie "Zanim stał się epopeją" w Muzeum Pana Tadeusza

Tylko do końca maja można zwiedzać unikalną wystawę zatytułowaną "Zanim "Pan Tadeusz" stał się epopeją". Wprawdzie "rękopisy nie płoną", ale nie można ich zbyt długo naświetlać. I to takie rękopisy! Oprócz manuskryptu mickiewiczowskiego arcydzieła, na wystawie w Muzeum Pana Tadeusza zgromadzono cenne eksponaty, które wypożyczono z Muzeum Narodowego w Krakowie, Biblioteki Polskiej w Paryżu, Ośrodka Dokumentacji i Studium Pontyfikatu Jana Pawła II oraz z Centralnego Archiwum Historycznego Ukrainy we Lwowie. Rękopisom poematu oraz listom poety i przyjaciół Adama Mickiewicza towarzyszą osobiste pamiątki, m. in. tabakierka, szkło powiększające, kałamarz, pierścień i zegarek, który poeta miał ze sobą w chwili śmierci. TAKĄ ekspozycję trzeba odwiedzić obowiązkowo!

Hebanowa szkatuła, w której rodzina Tarnowskich przechowywała manuskrypt "Pana Tadeusza" w Dzikowie, oprawa wykonana w 1940 przez Aleksandra Semkowicza, manuskrypt epopei ze zbiorów Biblioteki Ossolineum, Oddziału ZNiO, fot. Piotr Jamski

Wystawa, będąca częścią stałej ekspozycji Muzeum Pana Tadeusza, opowiada przede wszystkim o okolicznościach, w jakich powstawał poemat. Dowiadujemy się o tym z listów poety do i od przyjaciół, a także z ich relacji spisanych po latach. Dzięki listom Adama Mickiewicza do Antoniego Edwarda Odyńca, brata Franciszka, Bohdana Zaleskiego do syna poety czy wspomnieniom Ignacego Domeyki możemy odtworzyć atmosferę i proces powstawania epopei, a także źródła inspiracji. Rękopisom towarzyszą zdjęcia i portrety.

Adam Mickiewicz pisał „Pana Tadeusza” w latach 1932-34. Początkowo zakładał, że będzie to dziełko niewielkie, rodzaj sielanki. W liście do przyjaciela Antoniego Edwarda Odyńca oznajmia w grudniu 1832:

Piszę teraz poema szlacheckie w rodzaju „Herman i Dorothea”, już ukropiłem tysiąc wierszy. Podoba  się bardzo szlachcie powstańskiej. Duch poetycki czuję w sobie. 

Duch poetycki nieprędko go opuścił, skoro w liście z maja 1833 roku,   adresowanym do poety i przyjaciela Stefana Garczyńskiego, napisze żartobliwie:

Skończyłem trzecią pieśń „Pana Tadeusza”. Zanosi się na długą chryję; dotąd dosyć dobrze udaje się.

Fragm. autografu Księgi I "Pana Tadeusza" z kolekcji Ambrożego Grabowskiego ze zbiorów Centralnego Państwowego Historycznego Archiwum Ukrainy we Lwowie, fot.-Mirek-Koch

W lipcu zaś  informuje swego brata Franciszka, że sprzedał rękopis nowego poematu za 4 tys. franków swemu wydawcy Aleksandrowi Jełowieckiemu, choć poemat był dopiero częściowo napisany.  W tym czasie Mickiewicz jedzie do  Bex w Szwajcarii i opiekuje się umierającym na suchoty Garczyńskim. Nie jest to z pewnością czas sprzyjający pisaniu. Wątek związany z tym nieco już zapomnianym poetą również odnajdziemy na wystawie. 

Roboty moje całkiem teraz przerwane. Łatwo zgadniesz, iż przy odgłosie kaszlu i patrząc ciągle na cierpienia Stefana nie podobna myślić o pisaniu, a nawet czytaniu  – donosi w liście do Ignacego Domejki. Po śmierci Stefana Garczyńskiego we wrześniu 1833 r. równie trudno mu było powrócić do pisania, odchorował bowiem cierpienia i śmierć przyjaciela:

Byłem od przyjazdu z Szwajcarii często chory. Wiesz smutek wielki, który mię spotkał  – napisze w liście do brata Franciszka. Ale już wkrótce wraca do pracy pisarskiej, która ma błogosławiony wpływ na jego samopoczucie:

Przybyłem do Paryża z chorobą – napisze do Antoniego Edwarda Odyńca w liście z 13 listopada 1833 r. – która mi przez kilka miesięcy dokuczała (…) jestem znowu zdrów i świeży. Wziąłem się do roboty, wychodzę rzadko, piszę a piszę. Piątą pieśń „Tadeusza” skończyłem.

Kałamarz z brązu należący do Adama Mickiewicza. Własność: Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza w Warszawie, fot. Piotr Jamski

I tak, obcując z oryginałami listów i relacji oraz towarzyszącym im portretami i osobistymi pamiątkami, wchodzimy głębiej w świat, w którym powstawało arcydzieło. Oczywiście, wtedy tak o "Panu Tadeuszu" nie myślano. Świadczą o tym historie związane z korektą dzieła. Otóż zanim dotarł do rąk oficjalnego korektora Bogdana Jańskiego, był odczytywany w obecności przyjaciół. Przywołajmy znowu Zaleskiego:

Adam z piórem w ręku sam czytał „Pana Tadeusza”, księgę po księdze, a kiedy uczuwał zmęczenie, odsuwał rękopis ku Witwickiemu albo ku mnie do czytania. Z początku branie inicjatywy tej cenzorskiej szło twardo; ten to ów bąkał jednak uwagi, które Adam po krótkim namyśle, uznawał za niesłuszne lub też słuszne i natychmiast własnoręcznie mazał lub podkreślał poprawki: a czynił to z nieocenioną skromnością i nawet z pokorą. Nieraz w czasie czytania, wyrywał mi rękopis i przekreślał piękne wiersze bezlitośnie. Wypraszaliśmy je jak najwymowniej od śmierci.

Podczas pisania epopei Mickiewicz pomieszkiwał u Ignacego Domeyki, który widząc, że część autografu została przepisana „na czysto”, brudnopis „odkradł Adamowi”. Co więcej, część tej wersji brudnopisu rozdał przyjaciołom...

Książka-kucharska, którą Adam Mickiewicz zabrał z sobą na emigrację,własność ZNiO,
fot.-Karolina-Okrzesik

Wystawa prezentuje także dzieje rękopisu "Pana Tadeusza", w szczególności wątek dzikowski, ponieważ manuskrypt na dłużej znalazł się w posiadaniu rodziny Tarnowskich. W roku 1871 został sprzedany przez syna Poety Stanisławowi Tarnowskiemu, profesorowi i rektorowi Uniwersytetu Jagiellońskiego, historykowi literatury. Pod jego pieczołowitą opieką rękopis zyskał ozdobną szkatułkę, w której go przechowywano. Została wykonana na zamówienie w 1873 roku przez lwowskiego artystę Józefa Brzostowskiego, a na wystawie znajduje się obecnie jej oryginał w towarzystwie samego manuskryptu (na co dzień w Muzeum udostępnia się kopie). We wrześniu 1939 roku autograf „Pana Tadeusza” przekazał jako depozyt Zakładowi Narodowemu im. Ossolińskich we Lwowie syn Zdzisława - Artur, ostatni właściciel kolekcji dzikowskiej. 

Rękopis przyszedł do Lwowa w bardzo ciężkim momencie, w momencie walk i ostrzeliwań, kiedy do Biblioteki trafiło szereg rozmaitych przesyłek (…) – wspomina Janina Kelles-Krauz, kierowniczka Działu Czasopism Biblioteki ZNiO. Między innymi przybyła i paczka dzikowska, niepozorna, rękopis opakowany był w poduszki pokryte skórą, tak że nie wiedziało się, co się w niej znajduje.

W ten sposób rękopis znalazł się we Wrocławiu. Jeszcze wcześniej, w styczniu 1940 roku został poddany konserwacji i oprawiony przez Aleksandra Semkowicza. Ponadto władze sowieckie rękopis znacjonalizowały i przekazały na własność Zakładowi Narodowemu. Pod koniec 1949 roku, kiedy znajdujące się już we Wrocławiu Ossolineum zostało podporządkowane bezpośrednio Urzędowi Rady Ministrów, Pełnomocnikiem Rządu do Spraw Ossolineum został ponownie Jerzy Borejsza.

Srebrna tabakiera należąca do Adama Mickiewicza, własność: Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza w Warszawie, fot. Piotr Jamski

Antoni Knot – dyrektor Zakładu Narodowego im. Ossolińskich od 1947 roku – wspomina, że w momencie odnalezienia autografu jego sytuacja prawna była dość skomplikowana, toteż nie od razu podano fakt jego odnalezienia do publicznej wiadomości. Stało się tak dlatego, że zbiory dzikowskie zostały przyznane Bibliotece Jagiellońskiej. Prof. Knot rozpoczął starania, skutkiem których Decyzją Rady Ministrów autograf „Pana Tadeusza” został przyznany Ossolineum. 

Sprawa rękopisu „Pana Tadeusza” ożyła 5 listopada 1999 roku. Tego dnia bowiem Jan Artur Tarnowski – prawowity właściciel rękopisu – podpisał akt notarialny, na mocy którego rękopis został sprzedany miastu Wrocław, a następnie przekazany na własność Zakładowi Narodowemu im. Ossolińskich. Jan Tarnowski wycenił bezcenny rękopis za sumę 600 tysięcy dolarów, z czego miasto zapłaciło 200 tysięcy, resztę rodzina Tarnowskich potraktowała jako darowiznę.

Wędrując po wystawie w towarzystwie Ewy Benesz, od lat 70. recytującą "Pana Tadeusza", którego zna na pamięć (robiła to także we Włoszech – po włosku!), jej asystenta Vincenzo Pennella, który napisał o jej "Panu Tadeuszu" pracę magisterską oraz pracującej w Muzeum adiunkt Magdy Sudoł, która była naszym cicerone, czułam, że uczestniczę w czymś, co można by nazwać spełnieniem losu. Wszystko było "tak jak trzeba": rękopis, mimo burzliwych dziejów, spoczywał bezpiecznie w gablocie muzeum, które stało się jego nowym domem. 

Album Jadwigi Wolskiej z wpisami znanych pisarzy z lat 1849-1858, z wklejoną kartą "Pana Tadeusza", Zbiory Muzeum Literatury, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

P.S. Wystawa została przygotowana z okazji ogłoszenia przez Sejm Rzeczypospolitej Polskiej Roku Józefa Maksymiliana Ossolińskiego oraz Roku Ossolineum ogłoszonego przez Radę Miasta Wrocławia.

Zanim "Pan Tadeusz" stał się epopeją
30 kwietnia 2026–31 maja 2026

wernisaż: 30 kwietnia 2026, godzina 17.00

kuratorka: Justyna Zimna

aranżacja i scenografia: Magdalena Subocz

wtorek, 1 stycznia 2019

Brave Festival 2009: wystawa "Wszystkie modlitwy Rzeczypospolitej" /relacja z wystawy w ZNiO/

Prezentowana w Zakładzie Narodowym im. Ossolińskich wystawa „Wszystkie modlitwy Rzeczypospolitej” stanowi integralną część edycji  „Brave  Festival – przeciw wypędzeniom z kultury”, której hasłem przewodnim w roku 2009 są „Wszystkie modlitwy świata”. Stanowi ona zarazem niezależną całość, w której zawiera się obraz duchowości Rzeczypospolitej wielowyznaniowej, jakiej już dzisiaj nie ma.


Autorzy wystawy twórczo wykorzystali przestrzeń Sal po Kopułą, przedstawiając modlitwę jako nieustający dialog Boga i człowieka, w którym pierwsze słowo wypowiada Bóg:

 Na początku było Słowo, 
 a Słowo było u Boga, 
 i Bogiem było Słowo. 
 Ono było na początku u Boga. 
 Wszystko przez Nie się stało, 
 a bez Niego nic się nie stało, 
 co się stało. (J 1, 1-3)

   W przestrzeni pierwszej sali to Bóg- Słowo inicjuje dialog z człowiekiem, w drugiej człowiek podejmuje ów dialog odpowiadając na Słowo indywidualnie, zaś trzecia sala prezentuje relację Bóg – człowiek w wymiarze rytuału modlącej się wspólnoty. Przedstawieniom tego dialogu – Księdze i księgom -   towarzyszy dyskretny wielogłosowy śpiew: znane pieśni katolickie splatają się z pieśniami protestanckim, ormiańskimi, prawosławnymi, greckokatolickimi i żydowskimi, tworząc  wraz z obrazami wielokulturową całość.

Biblia Leopolity, pierwszy przekład Pisma Świętego na język polski.Kraków,1560-1561 r./ZNiO

    Przestrzeń pierwszej sali zatem wypełniają teksty świętych pism, począwszy od Pięcioksiągu Mojżesza z wyjątkami z Proroków -  kodeksu pergaminowego z XIV w., poprzez najstarsze tłumaczenia Biblii na język polski, po tłumaczenia wielojęzyczne. Możemy zatem obejrzeć Biblię Leopolity z 1561 r., Biblię brzeską (kalwińską) z 1563 r., Biblię nieświeską (ariańsko-socyniańską) z 1572 r., najbardziej popularną i do dziś wznawianą Biblię ks. Jakuba Wujka z 1599 r., Biblię gdańską (protestancką), a także różnojęzyczne psałterze. Pojawia się wśród tych ksiąg dwunastojęzyczne wydanie Nowego Testamentu, tzw. Biblia poliglota, niezwykłe przedsięwzięcie edytorskie epoki renesansu. Większość ksiąg natchnionych została wykonana na wysokogatunkowym pergaminie, opatrzona różnorodnymi motywami zdobniczymi: imponującymi inicjałami, miniaturami, drzeworytami i miedziorytami przedstawiającymi treści teologiczne. Zostały także wspaniale oprawione deskami obciągniętymi skórą z tłoczeniami, klamrami i okuciami.
Przyjrzyjmy się niektórym z nich.

Biblia - Pięcioksiąg napisany na pergaminie po hebrajsku i aramejsku w XV w./ZNiO
Oto Pięcioksiąg Mojżesza z wyjątkami z Proroków: niezwykły kodeks składający się z 480 kart pergaminowych zapisanych odręcznie w dwóch kolumnach. Zawiera Pięcioksiąg (Prawo Mojżeszowe)  z przekładem aramejskim, fragm.  Księgi Izajasza i Księgi Sędziów oraz fragm. Pieśni nad Pieśniami, Lamentacji oraz ksiąg: Hioba, Rut, Estery i Przysłów. Tekst obficie ozdobiono licznymi inicjałami w złocie, różu, zieleniach i niebieskościach. Przeważają symboliczne kompozycje roślinne, zwierzęce i figuralne.  Oprawę Księgi stanowi deska pokryta kozią skórą z tłoczeniami, pochodzącą z i polowy XVI w. (kodeks datuje się na XIV w.).

Bardzo ciekawą ikonografię  ma Biblia Leopolity, pierwszy polski przekład Pisma Świętego z 1561 r. Leopolita jest przeudonimem tłumacza, ks. Jana Kasprowicza Nicza vel Nycza, znakomicie wykształconego profesora Uniwersytetu Jagiellońskiego, który wprawdzie bardzo dobrze znał grekę i hebrajski, jednak przekładu dokonał z Wulgaty – łacińskiej wersji św. Hieronima.  Karta tytułowa, wykonana techniką drzeworytniczą w Drukarni Scharffenbergów, zawiera w górnej części Historię Zbawienia – od upadku Adama i Ewy, poprzez wędrówkę Narodu Wybranego prowadzonego przez Boga do Ziemi Obiecanej – do Ukrzyżowania i Powtórnego Przyjścia. Na dole strony przedstawiono w trzech odrębnych kwaterach treści teologiczne z Nowego Testamentu: Narodzenie i Mędrców ze Wschodu (Mesjasz posłany do wszystkich), Chrzest w Jordanie (objawienie się Trójcy Świętej), Ostatnią Wieczerzę (ustanowienie Eucharystii). Pomiędzy nimi, w centralnym miejscu, po lewej stronie – duża sylwetka Chrystusa jako Dobrego Pasterza, po prawej zaś – Mojżesz z tablicami przykazań, symbolizują wypełnienie się Pisma.
Warto przy tym nadmienić, że ten egzemplarz Biblii został ofiarowany Józefowi Maksymilianowi Ossolińskiemu przez Tadeusza Czackiego, współtwórcę Konstytucji 3 Maja i założyciela Liceum Krzemienieckiego.

Biblia Brzeska/Wikipedia
Obok Biblii Leopolity zobaczymy m.in. także Biblię brzeską z 1563 roku, przeznaczoną dla wyznawców kalwinizmu, Biblię nieświeską z 1572 roku (ariańsko-socyniańską) w przekładzie Szymona Budnego – wybitnego teologa arian. Możemy kontemplować pierwsze wydanie  najbardziej znanej i ciągle wznawianej Biblii w przekładzie ks. Jakuba Wujka z 1599 r.   Bibliom towarzyszą rozmaite wydania Księgi Psalmów zawierające tłumaczenia autorów mniej znanych.  Należą do nich  Jakub Lubelczyk (również współtłumacz Biblii brzeskiej) – autor pierwszego poetyckiego przekładu psalmów. Jego przekład, wydany przez Macieja Wierzbiętę, zawiera również zapis nutowy melodii. Z Lubelczykiem sąsiaduje malutkie rozmiarami wydanie psalmów w tłumaczeniu Macieja Rybińskiego - absolwenta teologii na uniwersytetach we Wrocławiu i Heidelbergu, seniora jednoty braci czeskich.
Obok polskich przekładów, w dawnej Rzeczypospolitej modlono się psalmami  w języku ormiańskim, cerkiewno-słowiańskim i wielu innych. Na wystawie znajduje się nawet Księga Psalmów w j. arabskim, wydana przez melchitów. Egzemplarz ten należał do ormiańsko- katolickiego arcybiskupa Józefa Teofila Teodorowicza, posła  do Sejmu Krajowego  we  Lwowie i Izby Panów w Wiedniu, gdzie bronił spraw polskich. Był  posłem i senatorem Rzeczypospolitej, a także odnowicielem archidiecezji lwowskiej obrządku ormiańskiego.

Koran, rękopis w języku arabskim.Imperium Osmańskie,początek XVIII w./ZNiO

  W drugiej z „Sal pod Kopułą”  zgromadzono indywidualne modlitwy  i pieśni. Obok poetyckich przekładów psalmów w różnych językach pokazano także modlitwy oryginalne, jak choćby Heynał  świtha na ranne powstanie M. Reja. Należy on do gatunku tzw. poezji hejnałowej, której nazwa wywodzi się z nawoływania wartownika wzywającego do modlitwy i pracy. Są też modlitwy  towarzyszące świętom: Kolęda. Nowe lato y szczodry dzień  Kaspra Twardowskiego, Hymn do Boga Adama Naruszewicza, Pieśni nabożne  Franciszka Karpińskiego, wśród których znajdziemy dobrze nam znane Wszystkie nasze dzienne sprawy czy Kiedy ranne wstają zorze.  
Warto zatrzymać się nad zabytkiem języka polskiego z XV wieku, jakim jest wyeksponowana w tej sali karta pergaminowa z kodeksu papierowego,  gdzie jedną ręką zapisano takie modlitwy, jak: Modlitwę Pańską, Pozdrowienie Anielskie, Skład Apostolski, Dziesięć przykazań, Dwa przykazania miłości, Prawo natury, Grzechy śmiertelne.  Teksty tych modlitw są zapisane w j. polskim, tytuły – po łacinie.  Jest także okazja, aby obejrzeć pergaminowy egzemplarz Bogurodzicy, drukowany przez J. Hallera w 1506 roku. Obok popularnych kolęd w języku polskim, jak Pieśń o narodzeniu,  wydana w 1558 roku czy Różaniec wydany w drukarni Łazarzowej w 1583 roku (jest to przekład hiszpańskiego dominikanina Luis de Granada), znajdują się tu także: Modlitwa powszechna do Trojce Swiętej przeciwko nieprzyjacielem Kościoła Świętego Marcina Lutra, polski przekład Hymnu o Nayświętszym Sakramencie Tomasza z Akwinu, z pięknym drzeworytem przedstawiającym Hostię św. nad głowami wiernych.
Hymn o Nayświętszym Sakramencie  św. Tomasza z Akwinu


Warto też  zatrzymać się chwilę nad XVII-wiecznym wydaniem  Cherubinowego Wędrowca Angelusa Silesiusa, żeby kontemplować miedziorytowy frontyspis Tobiasa Sadelera według projektu Michaela Willmanna, przedstawiający wędrówkę ludzkiej duszy ku Bogu. Symbolizująca ową duszę kobieta unoszona jest na grzbiecie orła ku Boskiemu światłu.

Angelus Silesius, Cherubinowy wędrowiec
Sporo pokazanych na wystawie modlitewników ma charakter okolicznościowy. Są to np. Modlitwy dla mężatek, Pieśń na dziękczynienie czy Nabożeństwo podczas wojny chrześcijańskiey przeciw  Saracenom, Roku Pańskiego 1188…Wielką popularnością cieszyły się też modlitwy maryjne, jak ta, w której wierny  oddaje się pod Jej opiekę Przeciwko morowemu powietrzu.

Antyfonarz z Gryfowa Śląskiego, 1397 r., ZNiO
   Trzecia sala ekspozycyjna gromadzi  rękopisy i druki liturgiczne.  Są one umiejscowione wokół centralnego miejsca tej przestrzeni, jakim jest imitacja ołtarza, spełniająca jednocześnie rolę ekranu, z wyświetlającymi się na nim obrazami przedstawiającymi Świętą Historię. Towarzyszy nam muzyka sakralna. Wśród zaprezentowanych tu obiektów znajdziemy księgi liturgiczne należące do różnych obrządków,  wydane są z wielką starannością.  Uwagę zwraca szczególnie piękny Antyfonarz  - rękopis łaciński, zawierający teksty i nuty pieśni kościelnych.  Powstał w 1397 r. na polecenie Henryka z Greuebergu (Gryfów Śląski).

Spośród zaprezentowanych mszałów uwagę przykuwa Mszał wrocławski, zawierający teksty Mszy świętej w porządku  roku liturgicznego, a ponadto msze za świętych  i za zmarłych. Jest to pierwszy mszał wydany w Polsce (Kraków 14 maja 1505 r.), przeznaczony dla utworzonej w 1000 roku diecezji wrocławskiej. Obok niego – Mszał łaciński, XIV-wieczny rękopis bogato iluminowany.

Triod kwietny, księga liturgiczna w języku cerkiewno-słowiańskim.Kraków, 1492 r., ZNiO
W tej wielokulturowej perspektywie zaprezentowano też księgi liturgiczne innych wyznań: Służebnik – księgę liturgiczną Kościoła grekokatolickiego, Torę – zwój pergaminowy z XIX wieku nawinięty na drążki, a także Koran – XVIII-wieczny rękopis w j. arabskim, bogato ilustrowany stylizowaną ornamentyką roślinną. Całości dopełniają modlitewniki, m.in. pięknie iluminowany Brewiarz rzymski z XIV w., zawierający inicjały i miniatury ze scenami z życia Chrystusa. Zobaczyć można również pochodzący z XVI w. pierwszy  modlitewnik dla kobiet, dedykowany królowej Annie Jagiellonce, żonie Stefana Batorego, zatytułowany Modlitwy nabożne wszem białym głowam należące.

Na wystawie nie mogło zabraknąć szczególnego modlitewnika, a mianowicie O naśladowaniu Chrystusa Thomasa á Kempis, niemieckiego teologa i mistyka. Prezentowany egzemplarz został wydany w XVII w.

Nie sposób w tak ograniczonej formie opisać walory wystawy "Wszystkie modlitwy Rzeczypospolitej" i chyba nawet nie należy tego robić… Wystawy tej trzeba bowiem doświadczyć i kontemplować ją.

Artykuł ukazał się na łamach portalu Sztuka.pl w 2009 roku.

sobota, 29 grudnia 2018

Dürery z kolekcji Książąt Lubomirskich na wystawie w Ossolineum /relacja z wystawy/

W dniu 25 kwietnia 2009 roku otwarto w Ossolineum niezwykłą pod wieloma względami wystawę. Tytuł „Dürery XX. Lubomirskich” kryje nie tylko dramatyczną historię utraconych grafik, ale także ideę artystycznego dialogu. Czego dotyczy ów dialog i kim są jego uczestnicy – to pytania, które zapewne stawiał sobie każdy, kto na wystawę przybył i stał się poniekąd uczestnikiem tego dialogu.


Skąd Dürer w Ossolineum?


Przedwojenne Ossolineum było nie tylko wspaniałą biblioteką. Jego integralną część stanowiło wydawnictwo oraz Muzeum Książąt Lubomirskich, które powstało w wyniku porozumienia między Józefem Maksymilianem hrabią Ossolińskim a księciem Henrykiem Lubomirskim, który wzbogacił zbiory Zakładu Narodowego o wspaniałą kolekcję dzieł sztuki. Było wśród nich m.in. 30 rysunków przypisywanych Albrechtowi Dürerowi, genialnemu artyście renesansowemu. W roku 1929 historycy sztuki Mieczysław Gębarowicz i Hans Tietze wydali katalog rysunków norymberskiego mistrza i po niezwykle rzetelnych i żmudnych kwerendach i dociekaniach nieomal detektywistycznych ocenili, że 24 z nich należy przypisać Dürerowi. Jak się później okaże, miało to daleko idące konsekwencje.

Kolekcję zaprezentowano po raz pierwszy w roku 1928 na wystawie jubileuszowej w Muzeum Lubomirskich we Lwowie oraz w Germanisches Nationalmuseum w Norymberdze. W 1936 r. III Rzesza wypożyczyła je na wystawę zorganizowaną z okazji olimpiady. Wybuchła wojna. 2 stycznia 1940 roku w miejsce Zakładu Narodowego im. Ossolińskich powołano Lwowską Filię Biblioteki Akademii Nauk USRS w Kijowie i przejęto zbiory ossolińskie, a następnie zlikwidowano Muzeum Lubomirskich. Kiedy do Lwowa wkroczyli Niemcy, w listopadzie 1941 utworzono z kolei Staatsbibliothek – II Oddział Biblioteki Państwowej. Jej komisarycznym zarządcą został profesor Gębarowicz, który jednocześnie pełnił funkcję konspiracyjnego dyrektora Zakładu Narodowego im. Ossolińskich z nadania księcia Andrzeja Lubomirskiego (syna Henryka).
Jak w dobrze skonstruowanym filmie sensacyjnym, już na drugi dzień po zajęciu Lwowa, tj. 2 lipca 1941 roku, dr Kai Mühlmann, komisarz do spraw zabezpieczenia dzieł sztuki w Generalnym Gubernatorstwie, rozpoczął poszukiwania kolekcji Dürera. Ostatecznie trafił do Biblioteki Baworowskich, gdzie Gębarowicz ukrył rysunki, i zażądał ich oddania, grożąc mu śmiercią. Pozostawił tylko cztery prace, których w katalogu nie było: "Głowę brodatego starca", "Gołębia dwugłowego", "Marię ze Zwiastowania" i "Gołębia ze Zwiastowania". Dwadzieścia sześć skonfiskowanych rysunków dostarczono następnie Führerowi, który zapragnął umieścić je w specjalnym muzeum III Rzeszy, a póki co postanowił się z nimi nie rozstawać.

Albrecht Dürer, Głowa starca/Wikipedia

Po wojnie rysunki Mistrza z Norymbergi odnaleziono, jak wiele innych zagrabionych dzieł – w kopalni soli w miejscowości Alt Aussee koło Salzburga. Zwrócono je Jerzemu Rafałowi Lubomirskiemu, który o zwrot ten wystąpił, powołując się na rzekome pełnomocnictwo udzielone mu przez ojca – księcia Andrzeja, kuratora literackiego ZNiO od 1882 roku. Jerzy Rafał zdecydował się sprzedać kolekcję i w konsekwencji dzieła uległy rozproszeniu. Zwrot dzieł sztuki osobie prywatnej był precedensem, w dodatku niezgodnym z przepisami międzynarodowymi, te bowiem stanowiły, że zagrabione dzieła zwracano państwom, a te przekazywały je właścicielom. W trudnych powojennych latach nie było możliwości upomnieć się o nie. W 1970 roku prasa polonijna USA zaalarmowała, że w Stanach znajdują się obiekty z dawnej kolekcji Lubomirskich. Jednakże dopiero po upadku komunizmu rozpoczęto na nowo starania o odzyskanie utraconych skarbów. W 2001 r. do instytucji posiadających w swych zbiorach rysunki Dürera ze zbioru Lubomirskich wysłano listy rewindykacyjne. Ponadto 17 września 2002 r. dyrektor Ossolineum Adolf Juzwenko podpisał z wnukami księcia Andrzeja Lubomirskiego umowę – „Uroczyste Postanowienie”, na mocy której postanowiono:

(…) doprowadzić do odtworzenia Muzeum Lubomirskich w ramach Ossolineum i przywrócić mu dawną świetność; (…) podjąć wszelkie możliwe działania, zmierzające do odzyskania eksponatów, które wolą Henryka Lubomirskiego i jego następców zostały przekazane do Muzeum Lubomirskich.

W 2004 roku Zakład Narodowy im. Ossolińskich, przy wsparciu środowisk polonijnych USA, wydał anglojęzyczny katalog zawierający nie tylko historię i opis zaginionej kolekcji, ale również dokumenty objaśniające jej status prawny, w tym także poufne memoranda Jamesa Heatha, szefa komórki prawnej w biurze wojskowym Departamentu Stanu USA.


„Dürery” Książąt Lubomirskich na wystawie w Ossolineum?


Sprawa rysunków Dürera ożyła ponownie, tym razem za sprawą wrocławskiego artysty Eugeniusza Geta Stankiewicza. Otóż przed kilkoma laty, po zaprezentowanej w Ossolineum w 2003 roku wystawie zatytułowanej „Miedzioryt Towarzyski”, postanowił on przenieść rysunki Dürera na płyty miedziorytnicze. Tak powstał projekt „Dürery XX. Lubomirskich”, do którego artysta zaprosił Barbarę Idzikowską i Romana Kowalika. Nie chodziło jednak o „zwykłą” rekonstrukcję utraconej kolekcji, ale także o wypełnienie powstałej luki własną formą. Miał to być poniekąd dialog artystów z Dürerem, z odbiorcą i … sobą samym. Z inspiracji brakującej kolekcji zrodził się więc pomysł niezwykły. Oto troje wrocławskich artystów – każdy posługując się własnymi metodami, własnym tworzywem – powołało do życia „nowe Dürery”…


„Dürery” Geta

Eugeniusz Get Stankiewicz, Autoportret-ręka-poduszka; oko i fragment twarzy, 
Fot. Cz. Chwiszczuk.

Get Stankiewicz – pisze w katalogu wystawy „Miedzioryt Towarzyski” Danuta Wróblewska – o płycie metalowej, rysunku na niej, ryciu, narzędziach, kresce i światłocieniu miękkich partii (…) wie wszystko. Zna praktyki historyczne i ich niuanse warsztatowe po koniec wieku XVIII. Prócz umiejętności i daru ręki ma zapamiętanie w pracy i iskrę szaleństwa skromnie nazywaną fantazją.

Warto zatem przyjrzeć się, jak „wygląda” dialogowanie Geta i kto mu partneruje, poza – co oczywiste – artystami, których do tego dialogu zaprosił. Pierwotne wobec miedziorytów i rysunków są w tym wypadku miedziorytnicze interpretacje rysunków mistrza z Norymbergi. Na wystawie można je zobaczyć obok gotowych prac (są to często kolejne wersje odbitek) również płyty miedziorytnicze, stanowiące ich matryce. Ale u Geta najważniejsze są – jak sam twierdzi – grafiki. Wystawę otwiera Głowa starca, wykonana techniką miedziorytu punktowego. Od oryginału odróżnia ją wiele elementów: rozmiar, charakterystyczne „oszmiańskie passe-partout”. Pod nią – znacznie mniejszy rozmiarami – Autoportret, okrągła główka, jakby dziecięca. Skąd to skojarzenie? Zgadnij, Koteczku, jakby powiedział Witkacy.

Tworząc własną wersję Autoportretu z ręką i poduszką, Get Stankiewicz nie tylko rozdzielił studium sześciu poduszek od autoportretu, ale wyposażył swoją „kopię” we własną grafikę przedstawiającą oko obramowane „oszmiańskim wydzierusem”, podczas gdy Sześciu poduszkom towarzyszy Głowa na czarnej poduszce – z prowokacyjnie rozdziawioną gębą, zwierzęco-lubieżna w wyrazie.
Na miedziorytach Geta znajdziemy też inne „znaki”: nadruki, stempelki, inskrypcje, np. godło topór z
napisem Ossolineum albo napis Muzeum w Oszmianie… Pierwowzór i „kopię” zdaje się łączyć skłonność do poszukiwań własnej ekspresji i autoironiczny dystans do samego siebie. Owo „dobudowywanie znaczeń” do już istniejących tworzy nie tylko rodzaj ukrytego dyskursu ze sobą samym, prowokuje także odbiorcę do poszukiwania ukrytych znaczeń i tym samym – do wzięcia udziału w dialogu.

Dyskurs z Dürerem i Getem jednocześnie podejmują pozostali artyści.

„Dürery” Barbary Idzikowskiej


Barbara Idzikowska, Madonna karmiąca Dzieciątko, Fot. Cz. Chwiszczuk.

Tworząc „swoje Dürery”, artystka wypowiada się w zupełnie innym tworzywie – łączy rysunek ze specjalnie przygotowaną taflą szklaną (szkło sodowe, fryta szklana). Jej Głowa starca – rysunek na szkle – zawiera dodatkowo elementy łączące szklane moduły: wystające z kompozycji metalowe druciki czynią ją trójwymiarową. Obok Głowy starca artystka umieściła Dzidziusia z brodą, według Geta Stankiewicza, ewokując w ten sposób dodatkowe znaczenia. Z kolei okazała Madonna karmiąca Dzieciątko, umieszczona w oknie Refektarza Ossolineum, nawiązuje do idei witrażu. Kompozycja podzielona jest na 15 modułów-kwadratów, których centralną część wypełnia „cytat” Dürera, ale artystka rozwija aspekt kolorystyczny obrazu, gdzie czerwień symbolizuje uczucia (serce), zieleń – nadzieję (na szczęście i zwycięstwo), błękit – oznacza spokój, kontemplację, wierność. Zarówno czerwień jak i błękit są w ikonografii kolorami Matki Bożej.


Dürery” Romana Kowalika


Roman Kowalik, Chrystus jako Król Świata, rysunek piórkiem, 1507, 
Fot. Cz. Chwiszczuk.

Z twórczością Dürera artysta zetknął się już wcześniej, wykonując mistrzowską kopię Czterech jeźdźców Apokalipsy według św. Jana. W ramach projektu wykonał matryce drzeworytnicze do sześciu należących ongiś do kolekcji Książąt Lubomirskich rysunków, które – obok drzeworytów – można zobaczyć na wystawie. Dla Romana Kowalika to właśnie „klocek”, a nie jego odbitka na papierze staje się oryginalnym dziełem sztuki. W Autoportrecie z prawą ręką zastosował klocki olchowe, w Świętej Rodzinie – czereśniowe, w przypadku Głowy aniołka – orzechowe, zaś w „Wypustce ornamentalnej z motywem pelikana”– użył drzewa jabłoni. Pominąwszy fakt, że już rzeźbiarsko potraktowane drzewo wzbudza w widzu doznania estetyczne, to po uważnym przyjrzeniu się im zaczynamy dostrzegać w nich „wariacje na temat Dürera”. Głowa aniołka, dla przykładu, została wyposażona w pełnoplastyczną sugestię brakującego w pierwowzorze fragmentu.

Na koniec można by żartobliwie stwierdzić, że o ile historycy sztuki: Gębarowicz i Tietze weszli w role detektywów, aby kolekcję Dürera rzetelnie opisać, o tyle artyści daleko poza nią wyszli. Obcując bowiem z kopiami rysunków z utraconej kolekcji (poza wyjątkiem, jakim jest Głowa starca), wykorzystali przede wszystkim swój talent i wyobraźnię, aby „odtworzyć” kolekcję na swój sposób. Być może jedyny możliwy...


Artykuł ukazał się pierwotnie w "Nowym Życiu", w lipcu 2009 roku.

piątek, 30 marca 2018

Jezus w Ogrójcu, Pojmanie i Sąd - na miedziorytach i akwafortach

Jezus w Ogrójcu, rycina z serii „Życie i Pasja Jezusa Chrystusa”, wzór: Maerten de Vos  (1532-1603),miedzioryt  z akwafortą ze zbiorów Gabinetu Grafiki Muzeum Książąt Lubomirskich, ZNiO
Jezus w Ogrójcu
Po Wieczerzy Jezus wraz z uczniami udał się do ogrodu Getsemani, u podnóża Góry Oliwnej, aby się tam modlić. Wziął z sobą trzech najbliższych mu uczniów, aby Mu towarzyszyli i czuwali wraz z Nim. Ci jednak zasnęli. Chrystus w chwili największej trwogi jest sam. Modli się do Ojca, prosząc trzykrotnie: 

«Ojcze mój, jeśli to możliwe, niech Mnie ominie ten kielich! Wszakże nie jak Ja chcę, ale jak Ty». 

Na grafice de Vosa widzimy na pierwszym planie ten moment, kiedy anioł przynosi Chrystusowi ów kielich. W prawej ręce trzyma krzyż – symbol cierpienia, które musi przyjąć, aby wybawić ludzkość. Jest to jednocześnie anioł-pocieszyciel z Ewangelii św. Łukasza (nie ma go w tekście Mateusza). Na drugim planie widać już postać Judasza wskazującego siepaczom na Jezusa.
                                   Pojmanie Jezusa
Ewangelia Mateuszowa opowiada dalej, że „…nadszedł Judasz, jeden z Dwunastu, a z nim wielka zgraja z mieczami i kijami, od arcykapłanów i starszych ludu.  Zdrajca zaś dał im taki znak: «Ten, którego pocałuję, to On; Jego pochwyćcie!».  Zaraz też przystąpił do Jezusa, mówiąc: «Witaj Rabbi!», i pocałował Go.                                                                                                                                                   
 Rzekł do niego: «Przyjacielu, po coś przyszedł?»

Pojmanie Jezusa, rycina z serii „Życie i Pasja Jezusa Chrystusa”, wzór: Maerten de Vos  (1532-1603),miedzioryt  z akwafortą ze zbiorów Gabinetu Grafiki Muzeum Książąt Lubomirskich, ZNiO
W centrum obrazu znajduje się Chrystus, którego obejmuje Judasz. Skłonił swoją głowę na jego ramię gestem czułym jak słowa, które wypowiada. Jednocześnie przytwierdza jednemu z żołnierzy ucho odcięte przez  Piotra. Poza nim nie widać uczniów, którzy – jak powiada ewangelista  - „…opuścili Go i uciekli.”
Pojmanie Chrystusa i Jego doprowadzenie przed oblicze Piłata pojawia się w sztuce wczesnochrześcijańskiej stosunkowo najwcześniej, wcześniej niż inne sceny Męki Pańskiej.
                                          Jezus przed swoimi sędziami
Mateusz opowiada w swojej Ewangelii, że Jezusa zaprowadzono przed oblicze najwyższego kapłana Kajfasza i Wysokiej Rady i tam próbowano znaleźć przeciw Niemu fałszywe świadectwo, aby Go zgładzić. A skoro się to nie udało, zapytano Go, czy jest Mesjaszem, na co Jezus odpowiedział twierdząco. Wówczas najwyższy kapłan oskarżył Go o bluźnierstwo, a pozostali bili Go, opluwali i szydzili. Jak w proroctwie Izajasza:
Podałem grzbiet mój bijącym
    i policzki moje rwącym Mi brodę.
    Nie zasłoniłem mojej twarzy
    przed zniewagami i opluciem
(Iz 50, 6)

Jezus przed swoimi sędziami, rycina z serii „Życie i Pasja Jezusa Chrystusa”, wzór: Maerten de Vos  (1532-1603),miedzioryt  z akwafortą ze zbiorów Gabinetu Grafiki Muzeum Książąt Lubomirskich, ZNiO
Na miedziorycie de Vosa scena ta rozgrywa się w pałacu najwyższego kapłana. Chrystus stoi pośród  żołnierzy ze związanymi rękami. Najwyższy kapłan zasiada na tronie w otoczeniu innych, którzy – co wynika z gestykulacji – doradzają mu. Najczęściej przedstawiano tę scenę w momencie, kiedy Kajfasz rozdziera swoje szaty, słysząc rzekome bluźnierstwo. U de Vosa  został zobrazowany początek przesłuchań, w toku których Chrystus staje niewinny wobec możnych tego świata, w otoczeniu zbrojnych, jak złoczyńca. Autor skupia się na gestach, mimice uczestników poszczególnych scen. Są jakby zatrzymaniem w kadrze, precyzyjnie odtworzonym momentem wydarzeń. Pozornie spokojny skłon głowy arcykapłana, mroczne twarze doradców,  żołnierz, którego ręka zastygła w geście uderzenia na odlew. Pozostali odwróceni do tyłu, gdzie dzieje się coś istotnego, ale nie wiemy co.
Jezus przed Piłatem

Jezus przed Piłatem, rycina z serii „Życie i Pasja Jezusa Chrystusa”, wzór: Maerten de Vos  (1532-1603),miedzioryt  z akwafortą ze zbiorów Gabinetu Grafiki Muzeum Książąt Lubomirskich, ZNiO

Wysoka Rada Żydowska nie miała prawa do wydania wyroku śmierci, toteż doprowadzono Go do rzymskiego namiestnika Piłata. Ten jednak, przesłuchując Go, nie znalazł żadnej winy. Mimo to pod wpływem nacisków uwalnia przestępcę Barabasza, a Jezusa skazuje na ubiczowanie i na śmierć. Ponownie na miedziorycie de Vosa scena rozgrywa się w pałacu, a Piłat zasiada na tronie, z koroną na głowie. Otaczają go członkowie żydowskiej rady. Chrystus zaś stoi w otoczeniu żołnierzy. W głębi – widzimy Go prowadzonego do Heroda.

Biczowanie
Po przesłuchaniach Piłat kazał Jezusa wychłostać. Według prawa rzymskiego, biczowanie poprzedzało ukrzyżowanie. Najwcześniejsze przedstawienia ubiczowania pochodzą z IX w. i stanowią ilustrację psalmu 35 (wołanie o pomoc przeciw niewdzięcznikom). Na ogół przedstawiano Jezusa przywiązanego do kolumny (pręgierza), a stojący po obu stronach pachołkowie uderzali Chrystusa biczem lub rózgami. Od XII w. scena zaczęła się regularnie pojawiać we włoskich cyklach pasyjnych, cierpienie Chrystusa stanowiło bowiem główny cykl rozważań mnichów z zakonu franciszkańskiego.  

Biczowanie, rycina z serii „Życie i Pasja Jezusa Chrystusa”, wzór: Maerten de Vos  (1532-1603),miedzioryt  z akwafortą ze zbiorów Gabinetu Grafiki Muzeum Książąt Lubomirskich, ZNiO
Na grafice Martena de Vos scena rozgrywa się w pałacu Piłata. W centrum sceny stoi przywiązany do kolumny Chrystus. Z Jego prawej i lewej strony w jakimś dziwnym dramatycznym „tańcu” ukazani są dwaj siepacze, jeden z nahajką, drugi z rózgą. Mistrzowski rysunek: widać każdy mięsień, każdy szczegół stroju. Na pierwszym planie, tyłem do widza, po prawej stronie -  żołnierz z kijem, który pilnuje wykonania wyroku albo może czeka na swoją kolej. W głębi, powyżej – mężczyzna trzymający pochodnię, a po obu jego stronach – członkowie Wysokiej Rady. W tle widać też trzech uzbrojonych żołnierzy. Znakomicie wykorzystano zasadę światłocienia.

Sceny Męki Pańskiej, Ukrzyżowanie i Zmartwychwstanie, La Sainte Bible francoise,  zwana Biblią Frizona - od nazwiska tłumacza, ilustracje: Jan Ziarnko, Paryż 1621, Dział Starych Druków ZNiO
Scenę tę odnajdziemy także w XVII-wiecznym starodruku: tzw. Biblii Frizona, czyli francuskim tłumaczeniu Pisma Świętego. Zawiera on ponad 70 rycin, w tym ok. 40 wykonanych i własnoręcznie sztychowanych przez polskiego malarza i grafika Jana Ziarnki (1575-1630). Obok sceny biczowania Ziarnko przedstawia równolegle (symultanicznie) inne przedstawienia Męki Pańskiej, a także Ukrzyżowanie, Zmartwychwstanie, Wniebowstąpienie i Triumf  Baranka. Rozgrywające się symultaniczne, jak w teatrze średniowiecznym sceny, są oznaczone literami alfabetu, ponadto zaś są one oddzielone murami – rodzajem kancjonałów.  Mimo ich ilości, są bardzo starannie i precyzyjnie przedstawione.
Król wyśmiany
Po zakończonym wyrokiem śmierci przesłuchaniu strażnicy odarli Chrystusa z szat, bili go, opluwali i szydzili z Niego. Włożyli Mu też na głowę koronę cierniową. Opisując to wydarzenie św. Mateusz nawiązuje do proroctwa Izajasza, trzeciej Pieśni Sługi Bożego:
Podałem grzbiet mój bijącym
    i policzki moje rwącym Mi brodę.
    Nie zasłoniłem mojej twarzy
    przed zniewagami i opluciem
(Iz 50, 6)

Biczowanie i Naigrywanie – Jan Ziarnko, La Sainte Bible
W centrum grafiki Martena de Vos widzimy udręczonego Chrystusa ze skrzyżowanymi dłońmi, w jednej trzyma trzcinę – parodię królewskiego berła, w cierniowej koronie na głowie –szyderstwem z korony prawdziwej, tak jak Chrystus jest wyszydzony jako król żydowski. Otaczają go strażnicy, których de Vos indywidualizuje. Po prawej stoi członek Najwyższej Rady, który zdaje się komentować rozgrywającą się scenę.
Ecce Homo
Św. Jan powiada, że po ubiczowaniu i wyśmianiu, Piłat wyprowadził Jezusa na zewnątrz, a następnie przemówił do tłumu:
«Oto wyprowadzam Go do was na zewnątrz, abyście poznali, że ja nie znajduję w Nim żadnej winy».  Jezus więc wyszedł na zewnątrz, w koronie cierniowej i płaszczu purpurowym. Piłat rzekł do nich:  «Oto Człowiek». (J 19, 4-5)

Albrecht Durer, Ecce Homo
Otóż ta właśnie scena stała się  uosobieniem Męki Pańskiej i występuje w wielu cyklach pasyjnych, gdzie Chrystus jest przedstawiany jako Mąż Boleści. Po scenę tę sięgali wybitni malarze: Hieronim Bosch, Albrecht Dürer, Hans Memling, Guido Reni, Tycjan czy Tintoretto.  
W swoim cyklu „Życie i Pasja Jezusa Chrystusa” Marteen  de Vos  ukazuje tę  scenę  na stopniach pałacu namiestnika. Na pierwszym planie widać dynamicznie przedstawiony tłum (żywa gestykulacja,  WYRAŹNA ekspresja twarzy), tak więc widz staje się „jednym z tłumu”.  W centrum obrazu – Chrystus  ubrany w płaszcz i koronę cierniową, z aureolą wokół głowy. W ręku trzyma trzcinę, co jest nawiązaniem do proroctwa Izajasza, wskazującym, że Jezus jest Sługą Pańskim, który „Nie złamie trzciny nadłamanej” (Iz 42, 3). W przeciwieństwie do Niego, członek Najwyższej Rady trzyma suchą gałąź – jak się domyślamy – drzewa figowego, które nie wyda owoców (Mk 11, 12). 

Oto człowiek, rycina z serii „Życie i Pasja Jezusa Chrystusa”, wzór: Maerten de Vos  (1532-1603),miedzioryt z akwafortą  ze zbiorów Gabinetu Grafiki Muzeum Książąt Lubomirskich, ZNiO

poniedziałek, 9 października 2017

„Pan Tadeusz” Adama Mickiewicza – burzliwe dzieje rękopisu epopei

Znajdujący się w zbiorach Zakładu Narodowego im. Ossolińskich rękopis „Pana Tadeusza” – choć niepozorny – budzi wzruszenie i zadumę. Wzrusza – bo to wszakże rodzaj narodowej relikwii. Prowokuje także do refleksji, i to nie tylko nad wartością słowa zapisanego ręką autora, co w dobie komputerów staje się już reliktem. Niezmiernie interesujące są także dzieje owych pożółkłych dziś kartek – niezwykle dramatyczne, bo obrazujące nie tylko historię Autora, jego przyjaciół, ale w jakimś sensie także dzieje narodu.

Tekst rękopisu i hebanowa szkatułka, w której był przechowywany w rodzinie Tarnowskich, Dzikowie, własność ZNiO

Zanosi się na długą chryję…


Adam Mickiewicz pisał „Pana Tadeusza” w latach 1932-34. Początkowo zakładał, że będzie to dziełko niewielkie, rodzaj sielanki. W liście do przyjaciela Antoniego Edwarda Odyńca oznajmia w grudniu 1832:

Piszę teraz poema szlacheckie w rodzaju „Herman i Dorothea”, już ukropiłem tysiąc wierszy. Podoba  się bardzo szlachcie powstańskiej. Duch poetycki czuję w sobie. 

Duch poetycki nieprędko go opuścił, skoro w liście z maja 1833 roku,   adresowanym do poety i przyjaciela Stefana Garczyńskiego, napisze żartobliwie:
Skończyłem trzecią pieśń „Pana Tadeusza”. Zanosi się na długą chryję; dotąd dosyć dobrze udaje się.
W lipcu zaś  informuje swego brata Franciszka, że sprzedał rękopis nowego poematu za 4 tys. franków swemu wydawcy Aleksandrowi Jełowieckiemu, choć poemat był dopiero częściowo napisany[1].  W tym czasie Mickiewicz jedzie do  Bex w Szwajcarii i opiekuje się umierającym na suchoty Garczyńskim. Nie jest to z pewnością czas sprzyjający pisaniu.

Roboty moje całkiem teraz przerwane. Łatwo zgadniesz, iż przy odgłosie kaszlu i patrząc ciągle na cierpienia Stefana nie podobna myślić o pisaniu, a nawet czytaniu  – donosi w liście do Ignacego Domejki. Po śmierci Stefana Garczyńskiego we wrześniu 1833 r. równie trudno mu było powrócić do pisania, odchorował bowiem cierpienia i śmierć przyjaciela:

Byłem od przyjazdu z Szwajcarii często chory. Wiesz smutek wielki, który mię spotkał  – napisze w liście do brata Franciszka. Ale już wkrótce wraca do pracy pisarskiej, która ma błogosławiony wpływ na jego samopoczucie:

Przybyłem do Paryża z chorobą – napisze do Antoniego Edwarda Odyńca w liście z 13 listopada 1833 r. – która mi przez kilka miesięcy dokuczała (…) jestem znowu zdrów i świeży. Wziąłem się do roboty, wychodzę rzadko, piszę a piszę. Piątą pieśń „Tadeusza” skończyłem.

Dzieło się rozrasta i przekracza planowaną liczbę ośmiu ksiąg. Poeta podkreśla często w listach, że pisanie sprawia mu wielką przyjemność, ale budzą się też refleksje innego rodzaju:
Zdaje się, że nigdy już pióra na fraszki nie użyję. – pisze w lutym 1834 r. do tego samego adresata. Te tylko dzieło warte czegoś, z którego człowiek może poprawić się lub mądrości nauczyć. Może bym i „Tadeusza” zaniedbał, ale już był bliski końca. Więc skończyłem wczora właśnie. Pieśni ogromnych dwanaście! Wiele mierności, wiele też dobrego. Co mam najlepsze, to obrazki z natury kreślone naszego kraju i naszych obyczajów domowych. Ledwie skończył; bo mnie już duch zrywał gdzie indziej, do dalszych części „Dziadów”, których kawałki oderwane mimojazdem pisałem. Z „Dziadów” chcę zrobić jedyne dzieło moje warte czytania, jeśli Bóg dozwoli skończyć.[2]


Przekreślał piękne wiersze bezlitośnie…


Faza korekty tekstu wyglądała następująco: zanim tekst dotarł do rąk oficjalnego korektora Bogdana Jańskiego, był odczytywany w obecności przyjaciół. Przywołajmy znowu Zaleskiego:
Adam z piórem w ręku sam czytał „Pana Tadeusza”, księgę po księdze, a kiedy uczuwał zmęczenie, odsuwał rękopis ku Witwickiemu albo ku mnie do czytania. Z początku branie inicjatywy tej cenzorskiej szło twardo; ten to ów bąkał jednak uwagi, które Adam po krótkim namyśle, uznawał za niesłuszne lub też słuszne i natychmiast własnoręcznie mazał lub podkreślał poprawki: a czynił to z nieocenioną skromnością i nawet z pokorą. Nieraz w czasie czytania, wyrywał mi rękopis i przekreślał piękne wiersze bezlitośnie. Wypraszaliśmy je jak najwymowniej od śmierci[3].

Będzie mi wielką pociechą…


Losy części autografów „Pana Tadeusza”  podzieliły historię życia ich właścicieli. Jednym ze szczęśliwców był Ignacy Domeyko, uczestnik powstania listopadowego, bliski przyjaciel Adama, pierwowzór postaci Żegoty z  III części „Dziadów”, a zarazem człowiek wielce zasłużony dla… Chile. Podczas pisania epopei Mickiewicz pomieszkiwał u niego, toteż dostrzegłszy, że część autografu została przepisana „na czysto”, brudnopis „odkradł Adamowi”. Co więcej, część tej wersji brudnopisu rozdał przyjaciołom. Już wówczas bowiem kartki zapisane ręką Wieszcza stanowiły dla Polaków wartość szczególną. Domeyko wyemigrował następnie do Chile, gdzie zajmował się z wielkim sukcesem pracą dydaktyczną i naukową w zakresie mineralogii i geologii, a także stworzył  nowoczesny uniwersytet na wzór Uniwersytetu Wileńskiego i uczelni niemieckich. Od 1867 roku przez 16 lat był nieprzerwanie jego rektorem. Był to duch twórczy i niespokojny. Podczas wakacji przeszedł przez argentyńską pampę oraz przewędrował Andy, których budowę geologiczną opisał. Odwiedzał chilijskie kopalnie, odkrył żyły srebra, złota i miedzi, a także złoża węgla. Interesowały go stare cywilizacje. Odnalazł hieroglify z czasów prekolumbijskich malowane na kamieniach. Żywo interesował się też losem i obyczajami Indian południowoamerykańskich i sprzeciwiał się stanowczo handlowi niewolnikami. Mimo tej różnorodnej aktywności, utrzymywał kontakty z przyjaciółmi znajdującymi się na emigracji w Europie. Podróżował na Litwę, do Rzymu i do Ziemi Świętej. I przez cały ten czas pieczołowicie przechowywał cenną część rękopisu, „nie myśląc o tym, że z nią przemierzę cały świat i że mi będzie wielką pociechą na starość” – jak napisze w liście do syna Mickiewicza – Władysława. Krótko przed śmiercią, w 1884 roku, przywiózł kartki autografu do Paryża, pozwolił odpisać, sfotografować, a jedną z nich podarował Marii, córce Poety. Dopiero wiele lat po śmierci Domeyki Władysław kupił autograf od rodziny i przekazał do zbiorów Muzeum Mickiewiczowskiego. Część autografu „odkradziona” przez Domeykę została podarowana Walerianowi Chełchowskiemu - krewnemu, również emigrantowi, prawnikowi, który pracował jako drukarz,  a ten przekazał go synowi Poety.

Bogdan Jański, pierwszy jawny pokutnik i apostoł emigracji polskiej we Francji


Autograf jednej redakcji zatrzymał wspomniany już Bogdan Jański, oficjalny korektor wydania  epopei. Spoczął on z czasem w archiwum zakonu, który Jański założył – a mianowicie zmartwychwstańców w Rzymie, od których zakupiono go do Biblioteki Ordynacji Krasińskich, gdzie spłonął w 1944 roku. Bogdan Jański znalazł się we Francji w okolicznościach zgoła różnych od pozostałych emigrantów z kręgu Mickiewicza. Został mianowicie stypendystą rządowym, jako absolwent prawa i ekonomii Uniwersytetu Warszawskiego. We Francji stał się saintsimonistą, ale kiedy poznał Mickiewicza – przeżył głębokie nawrócenie. Doprowadziło ono najpierw do założenia nowego typu zakonu zwanego Domkiem Jańskiego, gdzie gromadził samotnych mężczyzn mających powołanie do życia we wspólnocie poświęconej Bogu i pracy. W założeniu miał to być zakon pracujący bezpośrednio nad zbawieniem Polski. Z tego kręgu wywiódł Jański zakon zwany Zgromadzeniem Zmartwychwstania Pańskiego. Będąc wszakże duchowym ojcem zmartwychwstańców, sam nie był ich członkiem, ponieważ pozostawił w kraju żonę.  Związki Jańskiego z Mickiewiczem miały także charakter zawodowy: redagowali razem „Pielgrzyma Polskiego”, a poza tym Jański przetłumaczył na język francuski Księgi narodu polskiego i pielgrzymstwa polskiego. Wreszcie, szczególną rolę odegrał  wobec rodziny Mickiewiczów, pomagając jej w kłopotach finansowych w sposób niezwykle dyskretny. Jański chorował na gruźlicę, która przyczyniła się do jego przedwczesnej śmierci 2 lipca 1840. Miał zaledwie 33 lata. Został tymczasowo pochowany na cmentarzu św. Wawrzyńca w Rzymie, a w 1956 roku przeniesiony do tamtejszego kościoła zmartwychwstańców.. Na tablicy grobowej umieszczono napis: Tu spoczywa mający zmartwychwstać śp. Bogdan Jański, pierwszy jawny pokutnik i apostoł emigracji polskiej we Francji. W 2006 roku został rozpoczęty proces beatyfikacyjny Bogdana Jańskiego.

Ja miłość moją do niego posuwam do fanatyzmu prawie… -

egzemplarz korektowy „Pana Tadeusza"


Egzemplarz korektowy epopei Eustachy Januszkiewicz wysłał swojej narzeczonej, a później żonie Eugenii Larischównie. 

Był  jedyny w swoim rodzaju – jak pisze w liście do niej – bo złożony z arkuszy eprewów [odbitek], na których Adam błędy druku poprawiał[4].  


Eustachy Januszkiewicz – brat Adolfa – zesłańca i Romualda – towiańczyka po powstaniu listopadowym wyemigrował do Francji, gdzie radził sobie znakomicie jako księgarz i wydawca. A nie było to łatwe! Otwarta w lipcu 1833 roku Księgarnia i Dom Komisowy polski (do spółki z Hektorem Bossange) zajmowały się głównie publikacją druków polskich i ich wysyłką do kraju. Powstała w ten sposób Księgarnia Polska istniała jeszcze do niedawna. Ostatni właściciel, Andrzej Dobosz, znany z roli Inteligenta w „Rejsie” Marka Piwowskiego, zapowiedział po jej likwidacji w 2008 roku, że założy witrynę internetową…



   Za  swą aktywność polityczną został Januszkiewicz usunięty z Francji i przebywał czas jakiś w Brukseli. W 1835 roku zawiązał spółkę wydawniczą z Aleksandrem Jełowickim, a po wycofaniu się współwłaściciela w roku 1839 prowadził ją sam. Majątku jednak nie dorobił się na wydawaniu i sprzedaży książek, lecz na pośrednictwie w sprawach majątkowych, a także dzięki ożenkowi z baronówną Eugenią Larischówną (Lariss) z Galicji.   Wielki przyjaciel i admirator Mickiewicza, organizował dla niego uczty, opiekował się chorą Celiną, gdy Poeta zabiegał o posadę profesora literatury łacińskiej w Szwajcarii, dbał o stan finansów Mickiewiczów, a po ich śmierci został sekretarzem Funduszu na rzecz dzieci autora „Pana Tadeusza”. Egzemplarz korektorski, który Januszkiewicz przesłał Larischównie, otrzymała następnie córka Januszkiewiczów, Maria i wniosła w dom rodziny męża, Konstantego Popiela. Odtąd był przechowywany w rodzinie Popielów w Czaplach Wielkich i zaginął w czasie II wojny światowej. Zanim się to jednak stało, Stanisław Pigoń[5] dokładnie obejrzał ów egzemplarz i opisał, dzięki czemu możemy mieć o nim pewne wyobrażenie. Otóż okazuje się, że korektę – i to w przeważającej mierze – przeprowadzał B. Jański 

Zapewne dlatego – pisze Pigoń – że odbijano najwidoczniej niekiedy arkusze w dwóch egzemplarzach; obaj oni poprawiali je odrębnie, a potem Jański wciągał poprawki poety na swój arkusz.[6]
Pigoń odtwarza też sposób korekty:
Jański najpierw usuwał myłki zecerskie i tak poprawione arkusze dawał dopiero Mickiewiczowi, który przeprowadzał poprawki autorskie: zmieniał słowa, całe niekiedy wiersze (…) zastępował innemi, albo wykreślał, słowem ustalał ostateczną redakcję tekstu.[7]
Poprawek nanoszonych ręką Mickiewicza było w egzemplarzu korektorskim niewiele, ale Januszkiewicz miał do niego stosunek nabożny; oprawił go w czerwoną skórę i złożył w ręce narzeczonej jak największy skarb. Swojego wielkiego przywiązania do Mickiewicza Januszkiewicz nie ukrywa nawet w listach do niej:
Ja miłość moją do niego posuwam do fanatyzmu prawie. Jest on dla mnie jakąś istotą, do której ze świętymi przystępuje się przestrachem.


Gdyby królowa Wiktoria chciała wziąć Józia na wychowanie…


Ale i sam Mickiewicz – choć bardzo do rękopisu przywiązany – obdarowywał kartami autografu osoby szczególnie sercu miłe. W ten sposób 32. karta z zeszytu trafiła w roku 1854 do Marii Falkenhagen – Zaleskiej, córki pisarza Józefa Korzeniowskiego. W 1888 roku właścicielka ofiarowała ją  Stanisławowi Tarnowskiemu, który był już wtedy posiadaczem dużej części autografu. Pani Falkenhagen-Zaleska i jej mąż Piotr (wuj Jarosława Dąbrowskiego, słynnego polskiego działacza niepodległościowego)  byli postaciami bardzo znaczącymi w życiu Mickiewicza, oni to bowiem zajęli się najmłodszym synem Józefem Rafałem po śmierci rodziców. Z pamiętnika Marii, pisanego dla najmłodszego syna Poety (Zalescy nie mieli dzieci) wynika, że poznanie rodzin nastąpiło dopiero w 1852 roku, ale już wkrótce Poeta zaczął traktować panią Falkenhagen - Zaleską jak córkę i po śmierci Celiny chętnie przystał na jej propozycję zajęcia się zaledwie czteroletnim Józiem. Podobno miał powiedzieć:
Gdyby królowa Wiktoria chciała wziąć Józia na wychowanie, mniej byłbym spokojnym, oddając go, jak dziś, gdy wam go powierzam[8].
Wprawdzie starsze rodzeństwo nigdy nie zgodziło się na adopcję najmłodszego brata, ale oboje małżonkowie, a szczególnie ogromnie kochająca wychowanka Maria, przez całe swoje życie troszczyła się o niego.


Gość, który przypomniał Wilno i młodość…


Kolejną osobą hojnie obdarowaną autografem niekompletnej Księgi VIII  była Magdalena Gołuchowska, bratanica filozofa Józefa Gołuchowskiego.

Była ona jako młoda panienka – pisze Stanisław Pigoń na podstawie informacji J. Kallenbacha – ze stryjostwem w Paryżu i razem z nimi odwiedziła poetę. Słysząc jej zachwyty nad „Panem Tadeuszem”, Mickiewicz w ogóle rad z odwiedzin gościa, który mu przypominał Wilno i młodość, przyniósł z drugiego pokoju kilka kart autografu „Pana Tadeusza” i ofiarował je pannie[9] [podkreśl. moje]. Dodajmy, że było to w grudniu 1851 roku.

Józef Gołuchowski został profesorem Logiki, Metafizyki i Filozofii moralnej Uniwersytetu Wileńskiego w 1822 roku, mając zaledwie 25 lat. Otrzymał tę nominację w wyniku konkursu, a ponadto z poparcia księcia Adama Czartoryskiego i został radośnie przyjęty przez młodzież. Był nie tylko bardzo uzdolniony, pełen zapału, ale także odważny: brał udział w organizowaniu związków młodzieży na Uniwersytecie Warszawskim. Jego prace i mowy odcisnęły silny wpływ na poglądy jemu współczesnych, m .in. Tomasza Zana, Joachima Lelewela i Adama Mickiewicza. Pod wpływem F. Schellinga napisał Gołuchowski w j. niemieckim i opublikował w 1822 r.(a więc w roku ukazania się Ballad i romansów A. Mickiewicza)  pracę, która uchodzi za manifest romantyzmu w filozofii polskiej: Filozofia w stosunku do życia całych narodów i oddzielnych ludzi. M. Mochnacki napisał, że Gołuchowski pobudził myśl do pojmowania samej siebie, bez względu na świat zewnętrzny. Naród, mający powstać dla odzyskania swej niepodległości, czyliż nie powinien politykować i filozofować? Wykłady młodego profesora cieszyły się olbrzymią popularnością i przyciągały szerokie rzesze wileńskiej inteligencji; uczęszczały na nie nawet miejscowe damy. Ale także … carscy urzędnicy, którzy śledzili wykładowcę, a także próbowali notować wykłady, z czym było już nieco gorzej. Biograf Gołuchowskiego,  S. Harassek wspomina, że jednemu z owych „stróżów” sprawozdania nie bardzo się udawały, więc poprosił o zwolnienie z tego obowiązku motywując tym swoje podanie, że nie zna obiektu, który Gołuchowski wykłada i różnych wyrazów naukowych nie rozumie[10]. Gołuchowski zyskał sobie opinię doskonałego mówcy. Jak napisze po latach Adolf Hennel, który przeprowadził rozmowy z ówczesnymi studentami: żaden z profesorów większego uroku i wpływu od J. Gołuchowskiego nie wywierał. Oczywiście, przyspieszyło to tylko jego dymisję w 1824 roku… Nietrudno się domyślić, że profesor Gołuchowski odwiedzający Mickiewicza w Paryżu był dla Poety gościem bardzo ważnym, choć na wykłady jego zapewne nie uczęszczał, ponieważ po ukończeniu studiów w 1819 roku został skierowany do pracy w Kownie. Musiał jednak znać jego prace i zasługi.
Pigoń podaje też, że ok. roku 1906 autograf ten nabył od wiekowej wówczas Magdaleny Gołuchowskiej Adam Krasiński i ofiarował go Stanisławowi Tarnowskiemu.



Dawnej harmonii nie wskrzesiliśmy…


Spośród trzech kart  Księgi XI  dwie przepisane „na czysto” ofiarował Poeta ofiarował Józefowi Bohdanowi Zaleskiemu – również poecie, a przede wszystkim bliskiemu druhowi. Bez większej przesady można powiedzieć, że przepadali za sobą, a ponieważ Zaleski rzadko mieszkał w Paryżu, toteż spotykali się poza nim. Kiedyś spędzili prawie cały miesiąc w Szwajcarii, ciesząc się nie tylko pięknem krajobrazu, ale też własną duchową bliskością. Z czasem ich relacje stały się trudne i pełne dramatycznych napięć, kiedy Mickiewicz zaangażował się w Kole Sprawy Bożej A. Towiańskiego. I choć później stosunki między nimi uległy poprawie, nie były już tak serdeczne jak wcześniej:

Nabłąkaliśmy się po lesie , nagawędziliśmy się co niemiara, z tym wszystkim, dawnej harmonii między sobą nie wskrzesiliśmy[11]napisze Zaleski w liście do S. Goszczyńskiego. A jednak właśnie jemu zawdzięczamy szczegółowy opis okoliczności powstawania i druku Pana Tadeusza, które obszernie opisał w liście do Władysława, syna Poety. Od niego też pochodzą  informacje o drobnych „przesunięciach” w … upodobaniach gastronomicznych Mickiewicza. Pojawia się mianowicie piwo jako ulubiony trunek. Każde spotkanie czy spacer obu poetów kończył się „wedle zwyczaju” pójściem na piwo. Przede wszystkim jednak był Zaleski wielkim admiratorem twórczości Adama i doceniał jej znaczenie, szczególnie podziwiał Dziadów cz. III i wielbił Pana Tadeusza. Podarowane mu przez Mickiewicza kartki rękopisu zostały zwrócone przez jego syna Władysławowi Mickiewiczowi.

Stefan Witwicki, czyli historia zmarnowanej przyjaźni


Podobne koleje losu skupia inna karta Księgi XI, podarowana Stefanowi Witwickiemu, przyjacielowi i poecie. Mickiewicz dostrzegł go podczas pobytu w Petersburgu. Tak o nim pisał w liście do Odyńca:

Witwicki bardzo nas zadziwił. Artykuł o reputacjach [pisarzy] wyborny! Stylem wcale nie warszawskim, bo czystym, jasnym i mocnym[12].

Emigrant po powstaniu listopadowym, znalazł się najpierw w Dreźnie, gdzie poznał Mickiewicza, a następnie w Paryżu, gdzie również mieszkali blisko siebie i często się widywali. Należał do grona przyjaciół, którym Mickiewicz odczytywał Pana Tadeusza, prosząc o korektę. Poeta bardzo pragnął pozyskać Witwickiego dla towianizmu, ale spowodował tylko zerwanie przyjaźni. Witwicki był człowiekiem bardzo chorym, cierpiał na bóle kręgosłupa i nóg. Pozbawiony przyjaźni Mickiewicza i izolowany od świata przez chorobę, wstąpił do zakonu zmartwychwstańców i udał się do Rzymu, gdzie niebawem zmarł na ospę. Historia tej zmarnowanej przyjaźni ma jednak swoją jasną stronę, bo ukazuje szlachetne serce Mickiewicza. Otóż kiedy wkrótce po śmierci Celiny, a więc w okresie bardzo ciężkim, napisał do niego brat Witwickiego Antoni i zapytywał, czy nie jest winien zmarłemu Stefanowi jakichś pieniędzy, Poeta odpowiedział:
Dłużny śp. Stefanowi nie jestem. Rachunki moje z nim zakończyły się na wiele lat przed jego śmiercią, wtenczas kiedy stosunki nasze rozerwały się w sposób dla mnie bolesny i dla niego zapewne smutny[13]. Do listu dołączył wsparcie w postaci kilkudziesięciu franków…
Antoni zmarł śmiercią samobójczą, a kartkę rękopisu podarowanego ongiś Stefanowi zakupił wraz z papierami po zmarłym przedwcześnie przyjacielu ojca Władysław Mickiewicz.

Czy Mickiewicz sprzedawał swój rękopis „Pana Tadeusza”?


Stanisław Pigoń wspomina wprawdzie, że będąc w ciężkim położeniu, Mickiewicz sprzedał rękopis Pana Tadeusza hr. Annie Wąsowiczowej, jednakże zaprzecza temu Maria Dernałowicz[14], autorka Kroniki życia i twórczości Adama Mickiewicza. Na podstawie analizy korespondencji Januszkiewicza i Larischówny stwierdza mianowicie, że Wąsowiczowa była tylko inicjatorką zbiórki pieniędzy na rzecz Mickiewicza. Sprzedaż rękopisu Pana Tadeusza miała charakter fikcyjny, gdyż znajdował się on przez cały ten czas  u Stefana Zana. W sumie zebrano wówczas ok. 3200 franków. W liście z sierpnia 1837 roku Larischówna tak pisze do Januszkiewicza:

[…] wiele się ucieszy nasza sąsiadka [A. Wąsowiczowa] wiadomością, iż doszła owa summa Adama – ależ ciekawe, kto złapał manuskrypt? – kiedy ten był u Zahna, a ja nikomu o tym nie mówiłam![15]


Rękopis „Pana Tadeusza” w rodzinie Tarnowskich


W roku 1871 rękopis Pana Tadeusza został sprzedany przez syna Poety Stanisławowi Tarnowskiemu, profesorowi i rektorowi Uniwersytetu Jagiellońskiego, historykowi literatury. Za współpracę z Komitetem Narodowym podczas powstania styczniowego był więziony przez władze austriackie w Ołomuńcu. Po ułaskawieniu stanął na czele krakowskich konserwatystów, tzw. stańczyków. Przez niemal czterdzieści lat kierował prestiżową Katedrą Historii Literatury Polskiej UJ i doczekał się licznego grona wybitnych polonistów, m.in. Stanisława Pigonia. Stanisław Tarnowski był także bibliofilem i zgromadził cenną bibliotekę. Pod jego pieczołowitą opieką rękopis zyskał ozdobną szkatułkę, w której go przechowywano. Została wykonana na zamówienie w 1873 roku przez lwowskiego artystę Józefa Brzostowskiego. W roku 1929 Zdzisław Jan Tarnowski kupił rękopis „Pana Tadeusza” za sumę 60 tysięcy złotych od Hieronima Jana Tarnowskiego, syna Stanisława, a swego stryjecznego brata.  Warto przy tym nadmienić, że manuskrypt stał się częścią wspaniałej kolekcji dzikowskiej, którą  stworzył w I połowie XIX w. dziad Stanisława – Jan Feliks Tarnowski i jego żona Waleria ze Stroynowskich. Skompletowali oni nie tylko zbiory malarstwa, ale przede wszystkim wspaniałą kolekcję rękopisów i księgozbiór zawierający białe kruki.  Prawnukowi Jana Feliksa – Zdzisławowi proponowano w latach trzydziestych sprzedaż rękopisu „Pana Tadeusza” za ogromną sumę 100 tysięcy złotych, ale odrzucił tę propozycję będąc zdania, że skarb narodowy należy zatrzymać w rodzinie. Trzeba jednak podkreślić, że w dwudziestoleciu międzywojennym zbiory Tarnowskich były traktowane jako dobro publiczne i zasilane licznymi darowiznami. Do wybuchu II wojny światowej rękopis był przechowywany w zbiorach bibliotecznych rodziny Tarnowskich w Dzikowie (obecnie dzielnica Tarnobrzega). We wrześniu 1939 roku autograf „Pana Tadeusza” przekazał jako depozyt Zakładowi Narodowemu im. Ossolińskich we Lwowie syn Zdzisława - Artur, ostatni właściciel kolekcji dzikowskiej,. Pozostałe zbiory córka Zdzisława -  Róża Tarnowska kazała zamurować w piwnicach odbudowanego po pożarze zamku (ocalała po nim trzecia część biblioteki). Mimo intensywnych poszukiwań, Niemcy skarbów nie znaleźli. Wprawdzie zniszczyła je wilgoć, ale dzięki zabiegom konserwatorskim udało się je uratować. Po wojnie trafiły do Biblioteki Narodowej, Muzeum Narodowego w Krakowie, Ossolineum, Muzeum Zamek w Łańcucie, Biblioteki Jagiellońskiej oraz do tarnobrzeskiego Muzeum Historycznego.

Rękopis opakowany był w poduszki pokryte skórą…

„Pan Tadeusz” w Ossolineum


Rękopis przyszedł do Lwowa w bardzo ciężkim momencie, w momencie walk i ostrzeliwań, kiedy do Biblioteki trafiło szereg rozmaitych przesyłek (…) – wspomina Janina Kelles-Krauz.[16], kierowniczka Działu Czasopism Biblioteki ZNiO. Między innymi przybyła i paczka dzikowska, niepozorna, rękopis opakowany był w poduszki pokryte skórą, tak że nie wiedziało się, co się w niej znajduje.
Najbardziej międzynarodowy z polskich komunistów. (…) z niczego zbudował, poczynając od 1945 roku, swoje państwo książki i prasy.

Kiedy wojska radzieckie zajęły Lwów, opiekę nad zbiorami powierzono Jerzemu Borejszy (właśc. Beniamin Goldberg)  – polskiemu publicyście i działaczowi komunistycznemu pochodzenia żydowskiego, bratu Józefa Różańskiego, prawnika i oficera NKWD. Od listopada 1939 r. do lutego 1940 r. był on na mocy decyzji władz sowieckich dyrektorem Ossolineum. To on był pomysłodawcą i inicjatorem lwowskich obchodów 85. rocznicy śmierci Adama Mickiewicza. 19 września 1940 został uroczyście przyjęty do Związku Radzieckich Pisarzy Ukrainy. Jak wynika zarówno ze wspomnień Wandy Wasilewskiej, jak i Aleksandra Wata cieszył się on w tym okresie pełnym zaufaniem władz radzieckich. On to – jak wspomina Janina Kelles-Krauz – uczynił sprawę rękopisu bardzo głośną. W styczniu 1940 roku rękopis został poddany konserwacji i oprawiony przez Aleksandra Semkowicza. . Ponadto władze sowieckie rękopis znacjonalizowały i przekazały na własność Zakładowi Narodowemu. Pod koniec 1949 roku, kiedy znajdujące się już we Wrocławiu Ossolineum zostało podporządkowane bezpośrednio Urzędowi Rady Ministrów, Pełnomocnikiem Rządu do Spraw Ossolineum został znowu Jerzy Borejsza. Był inicjatorem i sekretarzem generalnym Światowego Kongresu Intelektualistów w Obronie Pokoju, który odbył się we Wrocławiu w dniach 25-28 sierpnia 1948. Borejszy zależało na podkreśleniu w ten sposób polskości dolnośląskiej stolicy i żywotności polskiej kultury, która oparła się wojennym zniszczeniom. Na jego zaproszenie do Polski przyjechali intelektualiści z całego świata, m.in. Pablo Picasso, Paul Eluard, Max Frisch, Ilja Erenburg. Swój list do uczestników kongresu skierował Albert Einstein. Czesław Miłosz napisał o nim w swoim „Abecadle”:

Najbardziej międzynarodowy z polskich komunistów. (…) z niczego zbudował, poczynając od 1945 roku, swoje państwo książki i prasy. „Czytelnik” i inne domy wydawnicze, gazety, tygodniki, wszystko od niego zależało – posady, przyjęcie książek do druku, honoraria. Byłem w jego stajni, wszyscyśmy byli[17].

Papież Polonii lwowskiej – prof. Mieczysław Gębarowicz


Jeśli człowiek chce coś w życiu stworzyć, coś po sobie zostawić  -  musi wyjść poza siebie samego.[18]
Słowa prof. Mieczysława Gębarowicza, przytoczone we wspomnieniu przez jego ucznia Władysława Szczepańskiego, charakteryzują go najlepiej. Z całą pewnością był człowiekiem, któremu Ossolineum zawdzięcza uratowanie wielu cennych zbiorów. Korzeni jego patriotycznej postawy należy szukać w domu rodzinnym. Obaj bracia: Tadeusz i Stanisław zapisali się chlubnie w walkach o niepodległość. Także Mieczysław organizował drużynę skautową w Buczaczu, a po upadku monarchii austro-węgierskiej wstąpił do wojska polskiego i bronił Lwowa w 1918 roku. Miasta tego zresztą nigdy nie opuścił, do końca prowadząc działalność naukową i udostępniając polskim badaczom potrzebne materiały. Był historykiem sztuki wykładającym na Uniwersytecie Jana Kazimierza oraz na Politechnice Lwowskiej, a od 1924 r. został kierownikiem Muzeum Książąt Lubomirskich. Starał się zabezpieczyć i ochronić przed zniszczeniem zasoby Ossolineum. Najpierw działał w warunkach okupacji sowieckiej, kiedy to najpierw NKWD przeprowadziło w listopadzie 1939 r. brutalną rewizję i zarekwirowało złote i srebrne przedmioty złożone w depozycie przez polską arystokrację, a następnie w styczniu 1940 r. przejęto zbiory Ossolineum i utworzono Lwowską Filię Biblioteki AN USRR. W maju tegoż roku Muzeum Książąt Lubomirskich zostało zamknięte., a większość eksponatów rozparcelowano między lwowskie muzea. 

Mimo bardzo trudnej sytuacji, Mieczysław Gębarowicz czuł się w jakimś stopniu odpowiedzialny także za los pracowników Ossolineum i organizował pomoc materialną dla najbardziej potrzebujących. Od czerwca 1941 roku trwała okupacja niemiecka, podczas której zabrano kolekcję grafik A. Dürera. We wrześniu 1941 r. kurator Andrzej Lubomirski powierzył Gębarowiczowi pieczę nad całym Zakładem Narodowym, został także mianowany przez Niemców komisarycznym zarządcą  Ossolineum. Dzięki temu mógł zapewnić pracę wielu osobom, a także nadal chronić pozostałe zbiory przed dalszymi zakusami okupantów. Wiosną 1944 roku, wykorzystując niemieckie polecenia okupacyjne, wraz z pracownikami ewakuował najcenniejsze zbiory rękopiśmienne, stare druki, numizmaty do Krakowa. Stamtąd Niemcy zarządzili ich wywóz do Rzeszy, transport został jednak porzucony w Adelinie na Dolnym Śląsku (obecnie Zagrodno w powiecie złotoryjskim), gdzie odnaleźli go Polacy.  Wśród zbiorów znajdował się również rękopis „Pana Tadeusza”, który w 1947 roku trafił do  przeniesionego do Wrocławia Ossolineum. Sam Gębarowicz nigdy Lwowa nie opuścił, a o jego szczególnej pozycji świadczyć może przydomek „Papieża Polonii lwowskiej”:
Gębarowicz staje się wówczas człowiekiem-instytucją – pisze S.S. Nicieja – a jego mieszkanie na Dobrolubowa polskim instytutem naukowo-badawczym, w którym powstają ważne monografie[19] […].

Najbardziej poszkodowany był prof. Pigoń…


Antoni Knot – dyrektor Zakładu Narodowego im. Ossolińskich od 1947 roku – wspomina, że w momencie odnalezienia autografu jego sytuacja prawna była dość skomplikowana, toteż nie od razu podano fakt jego odnalezienia do publicznej wiadomości.

… uzgodniliśmy, że nie podamy do publicznej wiadomości faktu odzyskania autografu aż do chwili załatwienia sprawy, gdyż już otrzymałem od dyrektora Biblioteki Jagiellońskiej – Edwarda Kuntzego list, w którym domagał się on zwrotu rękopisu[20].

Stało się tak dlatego, że zbiory dzikowskie zostały przyznane Bibliotece Jagiellońskiej. Prof. Knot rozpoczął starania, skutkiem których Decyzją Rady Ministrów autograf „Pana Tadeusza” został przyznany Ossolineum.
Kuntze szkatułkę lojalnie szkatułkę oddał,  – wspomina Antoni Knot – zrewanżowałem mu się szopenianami i innymi materiałami z Jagiellonki, odnalezionymi na Śląsku. Najbardziej poszkodowany był prof. Pigoń, który przygotowywał wielki artykuł o tym, że autograf ma być w Krakowie.[21]

Antoni Knot zaangażował się niezwykle czynnie i skutecznie w odzyskiwanie zbiorów Zakładu Narodowego im. Ossolińskich. W 1946 r. został pełnomocnikiem wojewody na rzecz przejęcia i umieszczenia zbiorów Ossolińskich we Wrocławiu. Wskrzesił też Towarzystwo Przyjaciół Ossolineum, którego został sekretarzem. Zabiegał o przeniesienie do Wrocławia Wydawnictwa Zakładu Narodowego im. Ossolińskich, które wznowiło swą działalność zaraz po wojnie w Krakowie. Dokonał tego na początku 1947 r. już jako dyrektor naczelny Zakładu Narodowego im. Ossolińskich. W roku 1948 z okazji 150 rocznicy urodzin Adama Mickiewicza podjął decyzję o wydaniu kopii fototypicznej autografu „Pana Tadeusza” i w roku następnych podobiznę tę wydał – ze wstępem prof. Tadeusza Mikulskiego. Nie było to takie proste, ponieważ wymagało zgody samego Bieruta. Knot o tę zgodę wystąpił na zebraniu Ogólnopolskiego Komitetu Obchodów Roku Mickiewiczowskiego i został poparty przez Juliana Tuwima, co ostatecznie przesądziło sprawę. Warto może wspomnieć, że Tuwim stał się od tej pory przyjacielem Ossolineum i pragnął założyć w nim pismo bibliofilskie „Zabawy przyjemne i pożyteczne”, ale ostatecznie nic z tego nie wyszło. Gdy minął najtrudniejszy okres dla Ossolineum, Antoni Knot w 1949 r. opuścił stanowisko dyrektora, jednakże nie zerwał więzów łączących go z Zakładem Narodowym. Pełnił funkcję przewodniczącego rady naukowej, został członkiem kolegiów redakcyjnych czasopism Zakładu: Rocznika Zakładu Narodowego im. Ossolińskich i Ze skarbca kultury. Inspirował pracowników biblioteki do prac naukowych dokumentujących zbiory i działalność Zakładu Narodowego im. Ossolińskich.

Taki skarb nie ma ceny


Sprawa rękopisu „Pana Tadeusza” ożyła 5 listopada 1999 roku. Tego dnia bowiem Jan Artur Tarnowski – prawowity właściciel rękopisu - podpisał akt notarialny, na mocy którego rękopis został sprzedany miastu Wrocław, a następnie przekazany na własność Zakładowi Narodowemu im. Ossolińskich. Jan Tarnowski wycenił bezcenny rękopis za sumę 600 tysięcy dolarów, z czego miasto zapłaciło 200 tysięcy, resztę bowiem rodzina Tarnowskich potraktowała jako darowiznę.
Taki skarb nie ma ceny. – oświadczył w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej”[22] dyrektor Ossolineum Adolf Juzwenko. Ani prezydent Zdrojewski, ani rada miejska nie mieli wątpliwości, jaką decyzję podjąć. Prezydent podkreślał, że miasto zakupiło rękopis, aby wyrazić w ten sposób wdzięczność wszystkim Kresowiakom, którzy po wojnie przyjechali do Wrocławia, odbudowali go ze zniszczeń i tworzyli zręby nowej społeczności. Rękopis ma znaleźć miejsce dla siebie szczególnie godne: powstanie Dom „Pana Tadeusza” w Kamienicy pod Złotym Słońcem.

Znajdujący się w zbiorach Zakładu Narodowego im. Ossolińskich autograf „Pana Tadeusza” zawiera:
  • Zeszyt w miękkiej kartonowej oprawie (31,5x21 cm), liczący 48 kart i ich fragmenty. Znajduje się w nim czystopis księgi I – III oraz fragment księgi IV (w. 1-34, 479);
  • Album liczący 91 kart: czystopis księgi IV-VII, VIII (w.1-9, 39-66, 183-565, 663-762, 763 do końca), XII (od w.399 do końca) oraz w brulionie: księgi X (w.1-473), XI (w.1-100, 296-336, 362-396, 487-524, 569-574), XI (w. 1-474 z lukami) oraz z Epilogiem. Oprawa: czerwona skóra ze złoceniami,  której twórcą jest Aleksander Semkowicz, artysta-introligator, zbieracz mickiewiczianów, który w latach 1912 - 1920 kierował introligatornią Ossolineum, a po wojnie, w latach 1939 – 1940 był kierownikiem pracowni konserwatorskiej. Pierwszy dyrektor Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza w Warszawie.
P.S. Ten tekst powstał w 2009 roku, kiedy pracowałam w tworzącym się właśnie dziale edukacyjnym Ossolineum. Czytanie źródeł i pisanie o losach rękopisu "Pana Tadeusza" było dla mnie rodzajem ucieczki od atmosfery upokorzeń i mobingu, jakim byłam wtedy poddawana. Całość nie została nigdy opublikowana, bo moją prośbę o wykorzystania artykułu do promocji zbiorów zignorowano. Udało mi się opublikować jedynie fragmenty (różne) w "Polonistyce" oraz w "Nowym Życiu". Dziś (9 października 2017 roku) ukazuje się w całości po raz pierwszy.





[1] Mickiewicz A., Dzieła. Wydanie narodowe, tom XV, Listy. Część II w oprac. St. Pigonia, Warszawa 1954, s. 76.
[2] Mickiewicz A., Dzieła. Wydanie narodowe, tom XV, Listy. Część II w oprac. St. Pigonia, Warszawa 1954, s. 106-107.

[3] Dernałowicz M., ibidem, s. 293.
[4] Dernałowicz M., Kronika życia i twórczości Adama Mickiewicza, czerwiec 1834 – październik 1840, Warszawa 1996, s.41-42.
[5] Pigoń S., Egzemplarz korektowy, w: tegoż Ze studiów nad tekstem „Pana Tadeusza”, Kraków 1928, s. 24 - 33.
[6] Pigoń S. Ibidem, s. 26.
[7] Ibidem, s. 27.
[8] Kostenicz S., Ostatnie lata Mickiewicza, styczeń 1850 – 26 listopada 1855, Kronika życia i twórczości Mickiewicza pod red. S, Pigonia, Warszawa 1978, s. 380.
[9] Pigoń S., Ze studiów nad tekstem „Pana Tadeusza”, Kraków 1928, s.17.
[10] Harassek A., Józef Gołuchowski. Zarys życia i filozofii, Kraków 1924, s. 37-38.
[11] Cytat za: Mickiewicz. Encyklopedia, Rymkiewicz J.M., Siwicka D., Witkowska A., Zielińska M., Warszawa 2001, s. 611.

[12] Ibidem, s. 590.
[13] Mickiewicz. Encyklopedia Ibidem, s. 592.
[14] Dernałowicz M., Kronika życia i twórczości Adama Mickiewicza, czerwiec 1834 – październik 1840, Warszawa 1996, s. 269, 277, 287.
[15] Dernałowicz M., Paryż, Lozanna, czerwiec 1834 – październik 1840, Kronika życia i twórczości Mickiewicza pod red. St, Pigonia, Warszawa 1996, s.287.
[16] Knot A., Powojenne losy rękopisu Pana Tadeusza” Adama Mickiewicza, Wrocław 1987, s.17.
[17] Cytat za:  Eryk Krasucki, Międzynarodowy komunista, Jerzy Borejsza – biografia polityczna.
[18] Szczepański W., Mistrz i nauczyciel, w:  Czasopismo Zakładu Narodowego im. Ossolińskich, Wrocław, Z. 4/1994.

[19] Nicieja S.S., Papież Polonii lwowskiej, "Przegląd Humanistyczny" 1987, nr 12, s. 182.
[20] Knot A., Powojenne losy rękopisu „Pana Tadeusza” Adama Mickiewicza, Wrocław 1987, s. 13.

[21] Ibidem, s. 14.
[22] Maciejewska B., Juzwenko: Chciałem związać „Pana Tadeusza” z Wrocławiem, Gazeta Wyborcza 2008-05-05.

Wrzesień w Muzeum Architektury: dla dorosłych, dzieci i ciekawych miasta

 Muzeum Architektury we Wrocławiu zaprasza na spotkanie warsztatowe w ramach Akademii Architektury, warsztaty dla dorosłych: "Śląski de...

Popularne posty