Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wojciech Kościelniak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wojciech Kościelniak. Pokaż wszystkie posty

środa, 4 października 2023

"A statek płynie" - premiera w Teatrze Muzycznym Capitol we Wrocławiu

 7 października 2023 r. na Dużej Scenie Teatru Muzycznego CAPITOL będzie miała miejsce premiera  spektaklu "A statek płynie" w reż. Wojciecha Kościelniaka, będąca adaptacją scenariusza filmu Federico Felliniego E LA NAVE VA. O idei i wymowie spektaklu interesująco opowiadają jego twórcy: reżyser i autor piosenek Wojciech Kościelniak, scenograf Mariusz Napierała, kostiumografka Martyna Kander i choreograf Mateusz Pietrzak. 

O spektaklu

Kiedy w 1914 roku z portu w Neapolu wypływa statek z dostojnymi pasażerami, nikt nie spodziewa się nadchodzącej katastrofy. W rejs wybierają się osoby, które chcą spełnić ostatnie życzenie zmarłej śpiewaczki operowej, Edmei Tetui i pożegnać ją podczas morskiej wyprawy zwieńczonej rozsypaniem prochów. Żałobna podróż w gronie dystyngowanych gości wydaje się być słodko-gorzkim zbiorowiskiem próżności i luksusu, zazdrości i bufonady. To zagranie w stylu Federico Felliniego, mistrza igrania z obrazem i słowem, który w filmie „A statek płynie” zaprasza do królestwa wybujałych osobowości. Rozkochani w operze, wyszukanym jedzeniu i pięknych strojach pasażerowie, wchodzący na pokład luksusowego statku transatlantyckiego, nie przeczuwają, że schyłek świata do jakiego przywykli, właśnie się rozpoczął.

Film Federico Felliniego „A statek płynie” powstał w 1983 roku, teraz reżyser Wojciech Kościelniak przenosi obraz włoskiego mistrza w ramy sztuki musicalowo-operowej. Zarówno u włoskiego, jak i polskiego twórcy, marynistyczne tło dopełniają scenografia i kostiumy nawiązujące do 1914 roku. Detaliczny przepych wydaje się reprezentować niezatapialny status quo rozkapryszonej arystokracji, niepohamowanie korzystającej z immunitetu władzy. Elitarną wyprawę niespodziewanie zakłóca wiadomość, że na pokładzie statku znajdują się serbscy uchodźcy. W Sarajewie zamordowano właśnie arcyksięcia Franciszka Ferdynanda, następcę tronu Austro-Węgier. Podczas gdy pasażerowie luksusowego okrętu korzystają z wygód statusu społecznego, świat, w którym owe przywileje nabyli, nieodwracalnie się kończy. Nie ma wyjścia awaryjnego zarówno z siejącej zniszczenie I Wojny Światowej, jak i statku, bogato zastawionego relikwiami znikającej rzeczywistości. Niespodziewanie następuje zmiana epok, której towarzyszy degradacja dorobku pokoleń. Te przykre wieści wydają się jednak odległe dla pasażerów oceanicznej wyprawy, zajętych swoimi sprawami, które dzieją się w ich mikroświecie. Czuć powiew miłości i miłostek, rywalizacji o miano najlepszego głosu operowego, zagubionych tożsamości, wielkiej tęsknoty. Pokład statku to pływający parkiet dla balu wyrazistych osobistości, na którym każdy, skrycie lub wręcz przeciwnie, chciałby prowadzić. Wszystkiemu przygląda się duch Edmei Tetui, przysłuchujący się rozmowom na swój temat pełnym rozbieżności w ocenie jej osoby. Czy Edmea Tetua ukształtowała swoją tożsamość i legendę na opiniach innych? A może śmiałe wypowiedzi jej wielbicieli więcej mówią o nich samych, niż o wybitnej śpiewaczce?


"A statek płynie", fot. Łukasz Giza


TWÓRCY O SPEKTAKLU

Wojciech Kościelniak, reżyser:

"Głównym powodem, dla którego chciałem zrobić ten musical, było poczucie końca epoki. Mam wrażenie, że taki moment nadchodzi co jakiś czas, gdy kończą się pewne układy i konstrukcje społeczne. Świat serwuje nam coraz większe absurdy i zamiast mieć nadzieję, że to tylko chwilowe wahnięcia systemu, powinniśmy umieć się do nich przyzwyczaić. W scenariuszu Federico Felliniego i Tonino Guerry mocno ujęło mnie to, że ludzie wsiadający na statek nie wiedzieli, że właśnie kończy się ich epoka i już nigdy nie wrócą do znanego im świata. Ten musical jest po to, abyśmy pośmiali się z samych siebie, z naszych małości, wyścigów, baniek. W spektaklu ten wyścig dotyczy oczywiście tego, kto lepiej śpiewa, ale są tam także zwykłe ludzkie losy, odzwierciedlające współczesne problemy. Każda osoba niesie ze sobą inny temat oraz historię i z tego wszystkiego układa się konkretny obraz dzisiejszego społeczeństwa. Konstrukcja całej opowieści zbliżona jest do „Wesela” Wyspiańskiego, w którym nie ma głównego bohatera. W musicalu są oczywiście postacie jak Edmea Tetua czy Orlando, które prowadzą nas przez całą historię, ale nie dominują nad resztą bohaterów, jak zazwyczaj bywa w spektaklach".

Mariusz Obijalski, muzyka:

"Zastanawialiśmy się z Wojtkiem Kościelniakiem, jak podejść do muzyki w spektaklu, który opowiada o świecie opery. Zdecydowaliśmy się stanąć w kontrze do języka klasycznego i pozwolić sobie tylko na subtelne nawiązania. Nie można zamknąć muzyki w tym spektaklu w ramach czasowych. Zderzamy elektronikę z aranżacjami orkiestrowymi, przesterowaną gitarę z jazzową solówką na trąbce, syntezatory konkurują z waltornią. Wszystko to dzieje się w ramach piosenek, których głównym zadaniem jest dotykanie ludzkich dusz. Naszym głównym celem jest oddanie emocji w scenie. Jeśli coś ma śmieszyć, to idziemy w stronę groteski, przerysowania, czasami celowej brzydoty. Jeśli potrzebne jest wzruszenie, to korzystamy z brzmień i harmonii po drugiej stronie spektrum. W naszej twórczości muzyka zawsze stara się podążać za nastrojem. Często też okazuje się, że tekst zyskuje dodatkowe wymiary i przestrzenie właśnie za pośrednictwem obudowania go w formę piosenki. Zdarza się, że rezultat zaskakuje samych twórców.

Jest coś, co odróżnia ten spektakl od naszych poprzednich dokonań. Muzyka jest napisana w formie dwóch długich suit - po jednej na akt. Piosenki przechodzą płynnie jedna w drugą, zazębiają się, wynikają z siebie. Poza tym, cały musical jest zaśpiewany, Wojtek zrezygnował z dialogów. Początkowo trochę baliśmy się tak radykalnego rozwiązania, ale okazało się, że ten brak wytchnienia staje się bardzo absorbujący. Spektakl „wsysa”, zabiera w rejs i nie pozwala odwrócić uwagi".

Mariusz Napierała, scenografia i rekwizyty:

"Sceneria tego przedstawienia opiera się o kanoniczne ikonografie dotyczące tradycji teatru operowego. Pojawiają się w niej barokowe malowane kulisy, prospekty odnoszące się do miejsc akcji oraz kurtyna przywodząca na myśl malowane kurtyny związane z architekturą stylowych wnętrz XIX-wiecznych widowni teatralnych. Wszystko to jest przefiltrowane przez oniryczne wizje Felliniego. Pojawiają się więc bardzo nieoczywiste skojarzenia, rekwizyty, dekoracje. Ten świat jest rozbuchany skojarzeniowo i znaczeniowo. Jest zrazem symboliczny jak i groteskowy. Chciałbym, aby widz dał się porwać tej formalnej zabawie, bo czyż tytułowy statek jest faktycznie statkiem? Może jest metaforą świata zamierzchłej formy, ginącego świata koturnowych wartości i anachronicznych charakterów? Poetyka absurdu jest w nim wszechobecna zarówno w plastyce przedstawienia, jak i przede wszystkim, w warstwie inscenizacyjnej".

"A statek płynie", fot. Łukasz Giza

Martyna Kander, kostiumy:

"Najważniejszą funkcją kostiumów w spektaklu „A statek płynie” jest próba przeniesienia widza do świata, którego już nie ma. Akcja spektaklu toczy się w 1914 roku, schyłkowym dla historii Europy. Pasażerowie zaproszeni na pogrzebowy rejs ku czci Edmei Tetui, największej śpiewaczki operowej swojego czasu, są malowniczą grupą złożoną z artystów, arystokratów, mecenasów sztuki. Tworzenie tak wyrazistych charakterów jest dla kostiumografa ogromną przyjemnością. Każda z postaci pojawiających się na scenie ma swoją odrębną ekscentryczność. Daje to pole do stworzenia bardzo różnorodnej grupy, reprezentującej włoską bohemę. Kroje i sylwetki tamtej epoki pozwalają połączyć klasę i przepych, przetransformować aktorów w zupełnie inne postaci, zarówno dzięki kostiumom jak i mocnej charakteryzacji.

Grupą, która kontrastuje z pasażerami są Serbowie. W ich kostiumach musieliśmy zapisać dramatyczne przejścia, poprzedzające ich wkroczenie na pokład. Oprócz tych dwóch skrajnie odmiennych grup, na scenie widzimy całą świtę obsługującą statek. Kolejną funkcją, znaczeniem, które wprowadzają kostiumy, jest ukazanie schyłkowego momentu świata przedstawionego na scenie. Kostiumy pasażerów są pokryte morską wodą, błotem, szlamem. Świat, który znają tonie, a oni powoli znikają wraz z nim".

Mateusz Pietrzak, choreografia:

"Choreografia w spektaklu „A statek płynie” korzysta z odmiennych stylów, przez co miejscami staje się intrygująca. Wachlarz technik wykorzystany został zespołowo, w duetach oraz solowo. Ruch w spektaklu często ma charakter narracyjny. Choreografia jest skupiona, precyzyjna, często matematyczna. Znaczną ilość scen choreograficznych tworzy chór, który intencjami komentuje akcję. Siłą tych fragmentów są drobne gesty i drgania. Choreografia nie jest przesadnie ekspresyjna ruchowo, natomiast jej wyrazistość ukazuje się w synchroniczności oraz komunikatywności przekazywanych treści. Wyjątkiem są tańce Serbów, gdzie energia zostaje uwolniona. Widoczna jest różnica w stylistyce ruchu pasażerów i biedoty. Pierwsi poruszają się z operową gracją i nadekspresją, a drudzy bardziej naturalistycznie. Gorące treści przedzierają się przez zimną formę".

"A statek płynie", fot. Łukasz Giza

A STATEK PŁYNIE

Oryginalny scenariusz filmu E LA NAVE VA: Federico Fellini, Tonino Guerra
Scenariusz adaptowany i reżyseria: Wojciech Kościelniak

Teksty piosenek : Wojciech Kościelniak

Muzyka: Mariusz Obijalski

Scenografia i rekwizyty: Mariusz Napierała

Kostiumy: Martyna Kander

Choreografia: Mateusz Pietrzak

Kierownictwo muzyczne: Adam Skrzypek

Charakteryzacja i peruki: Magdalena Chabrowska-Oleksiak, Agnieszka Jasiniecka, Zuzanna

Sak

Reżyseria światła: Tadeusz Trylski

Reżyseria dźwięku: Sara Agacińska

Projekcje video: Veranika Siamionava, Zachariasz Jędrzejczyk

Asystentka reżysera: Katarzyna Witkowska

II asystent reżysera: Michał Jagodziński

Asystentka kostiumografki i scenografa: Aleksandra Grzelaczyk

Asystentka choreografa: Bożena Bukowska

Asystent reżysera świateł: Jakub Frączek

Inspicjenci: Wojciech Kupczyński, Małgorzata Szeptycka, Hubert Michalak

Przygotowanie wokalne: Magdalena Śniadecka, Magdalena Zawartko

Tłumaczenie na język angielski (wyświetlane napisy): Joanna Kiszkis

"A statek płynie", fot. Łukasz Giza


OBSADA

Magdalena Szczerbowska

Justyna Szafran / Elżbieta Kłosińska

Justyna Woźniak

Klaudia Waszak

Małgorzata Walenda / Katarzyna Granecka (gościnnie)

Ewa Szlempo-Kruszyńska

Agnieszka Oryńska-Lesicka

Tomasz Leszczyński

Krzysztof Suszek

Jan Kowalewski

Filip Karaś (gościnnie)

Mateusz Kieraś

Michał J. Bajor

Karol Gronek (gościnnie)

Bartosz Picher

Rafał Kozok (gościnnie)

Michał Dudkowski (gościnnie)

Dawid Suliba

Marek Nędza (gościnnie)

TANCERKI I TANCERZE

Bożena Bukowska

Mateusz Brenner

Dominika Józefowiak

Martyna Rak

Nadia Rosiak

Jacek Skoczeń

Tomasz Ryś

Dariusz Kowalewski

ORKIESTRA

Dyrygent: Adam Skrzypek

Instrumenty klawiszowe: Łukasz Bzowski

Perkusja: Sebastian Skrzypek

Gitara: Bogdan Skiedrzyński

I skrzypce: Beata Wołczyk

Altówka: Dariusz Wołczyk

Wiolonczela: Emilia Danilecka

Flugh: Dominik Gawroński

Waltornia: Mateusz Feliński

Saksofon: Robert Kamalski

STUDENTKI I STUDENCI STUDIUM MUSICALOWEGO CAPITOL

Daria Englot / Dominika Siwiec

Milena Libura / Patrycja Spendowska

Wiktoria Łukowicz / Marika Klarman-Gisman / Milena Morawiec

Anna Cielecka / Natalia Minkina

Maja Frejtag / Barbara Ubysz

Zofia Banasik / Natalia Banaś

Helena Kosecka / Jagoda Latuszkiewicz

Magdalena Gurzyńska / Majka Bakalarz

Krzysztof Gogoj / Artur Leżoń

Szymon Majkrzak / Julia Wrona

ROLE DZIECIĘCE

Pola Lesicka

Kaja Ośnicka

Ada Zimoląg

Zuzanna Maszyńska

Anna Sopova

Antonina Cieślak

"A statek płynie", fot. Łukasz Giza


Premiera na Dużej Scenie 7 października 2023

Autor plakatu: Mariusz Napierała

kolejne spektakle: 8.10, 11-15.10, 26-29.10, 23-26.11

ceny biletów: 75-130 zł normalny, 55-110 zł ulgowy

spektakl dla widzów 16+

spektakl z napisami w języku angielskim

informacja prasowa

czwartek, 6 lutego 2020

Spektakle dyplomowe podczas 41. Przeglądu Piosenki Aktorskiej, 20-29 marca 2020

Trzy spektakle dyplomowe szkół teatralnych będzie można zobaczyć na tegorocznym Przeglądzie Piosenki Aktorskiej.

Przybysz, fot. Andrzej Wencel

Na początek festiwalu, 20 marca: dwa razy na Scenie Ciśnień Przybysz w reżyserii Wojciecha Kościelniaka, przygotowany w Akademii Teatralnej w Warszawie.
To poemat muzyczny na motywach albumu Shauna Tana The Arrival”, opowieść o bezgranicznej miłości, tęsknocie, strachu, a także zachwycie nad wolnością i innością. Siódemka studentów specjalności aktorstwa teatru muzycznego opowiada historię podróży Przybysza za pomocą muzyki, gry aktorskiej i ruchu.

26 marca zaprezentują się na scenie przy Braniborskiej studenci wrocławskiej filii Akademii Sztuk Teatralnych w Krakowie – w Innych ludziach w reżyserii Macieja Stuhra. 
– Szacunek do polszczyzny, ale też zabawa z nią; inteligencja i wielkie poczucie humoru podszyte jednak krzykiem rozpaczy – to powody, dla których Masłowska stała mi się bardzo, bardzo bliska od samego początku swojej twórczości. Dzięki niej bawimy się w teatr ze studentami, śmiertelnie poważnie, zaśmiewając się do łez – mówi reżyser.

Ustawienia ze świętymi, czyli rozmowy obrazów, fot. Greg Noo-Wak

29 marca dwukrotnie będzie okazja, by zobaczyć w Capitolu Ustawienia ze świętymi, czyli rozmowy obrazów, dyplom studentów aktorstwa warszawskiej AT wyreżyserowany przez Agatę Dudę-Gracz.
Dwadzieścia żywotów uznanych za święte, połączonych w fabularną opowieść zderzającą legendy z prozą życia. Bohaterowie spektaklu opowiadają widzom swoje historie, które doprowadziły ich do świętości.

Sprzedaż biletów na spektakle szkół aktorskich rozpocznie się w sobotę 8 lutego, o godz. 10. Kosztują 25 zł, dostępne będą online na stronie PPA i w kasie Teatru Muzycznego Capitol.

informacja prasowa

wtorek, 31 października 2017

„Mistrz i Małgorzata” w Teatrze Muzycznym Capitol - próba recenzji „śpiewającej”

Najnowsza adaptacja „Mistrza i Małgorzaty” w Teatrze Muzycznym CAPITOL sprawia, że zamiast tradycyjnej recenzji, chciałoby się spektakl ten odtańczyć albo odśpiewać. Takiego widowiska nie powstydziłby się Bob Fosse!

plakat przedstawienia


"Gdy emocje stają się zbyt silne, by je wypowiedzieć, zaśpiewaj; kiedy są zbyt silne, by je wyśpiewać, zatańcz" – mówi podstawowa zasada musicalu fabularnego. W autorskiej inscenizacji Wojciecha Kościelniaka sprawdza się ona znakomicie. Kto chce poczuć, przeżyć i pojąć, czym jest „Mistrz i Małgorzata” Bułhakowa, powinien koniecznie zobaczyć tę sztukę w Capitolu.


Preludium, czyli rozmowa Michaiła Berlioza i poety Bezdomnego z Wolandem


Spotkanie Michaiła Berlioza i poety Bezdomnego z Wolandem jest sceną, w której nie tylko następuje zawiązanie akcji scenicznej, ale – co najważniejsze – wyprowadza ona z utartego schematu myślowego (jakże dobrze nam wszystkim znanego), że świat wokół nas jest realny, logiczny i że panujemy nad własnym życiem, snując plany na najbliższy oraz dalszy czas. Tymczasem w powietrzu wisi „coś”, co temu zaprzecza: ciepły napój nie tylko nie gasi pragnienia, ale wzbudza niepokój, niepozorna, szara kobiecina przechodząca obok (Annuszka) znacząco wpłynie na los bohaterów, a przyłączający się do rozmowy tajemniczy jegomość wcale nie mówi od rzeczy… Jest nim Woland – oficjalnie profesor magii, de facto przedstawiciel sił nadprzyrodzonych, który – choć uchodzi za uosobienie Złego - zaprowadza jednak moralny ład w świecie ludzi, rządzącym się  sprzecznymi z etyką i rozumem zasadami.


Mistrz i Małgorzata, scena ze spektaklu

Recytatyw, czyli narracja sceniczna


W adaptacji Wojciecha Kościelniaka pojawia się postać Kobiety – narratorki, która nie tylko opowiada o mających nastąpić wydarzeniach, ale również jawi się w pewnym momencie jako Małgorzata, która dzieli się ze słuchaczami swoimi przemyśleniami i emocjami. W postaci tej, mówiącej o rękopisie, o Mistrzu, o chorym Mężu możemy też dopatrzyć się rysów trzeciej żony Michaiła Bułhakowa - Heleny Siergiejewnej Szyłowskiej, którą uważa się za pierwowzór powieściowej Małgorzaty. Jej to właśnie pisarz dyktował poprawki i uzupełnienia do „Mistrza i Małgorzaty”, kiedy był już przykuty do łóżka śmiertelną chorobą.
Otóż pomysł ten, aby narrację prowadziła kobieta, wydaje się tyleż odkrywczy, co logiczny i mądry, dzięki temu zyskujemy bowiem nową perspektywę w odczytaniu historii Mistrza i Małgorzaty. Dodajmy, że w roli tej znakomicie zaprezentowała się Justyna Szafran, której recytatywy, często w połączeniu z muzyką, prowadziły widzów niczym Ariadna po zawiłym labiryncie szalonego świata.

Bezdomny, Justyna Szafran - Kobieta. Foto Lukasz Giza

Leitmotiv, czyli wątek biblijny: Jeszua i Poncjusz Piłat


W przeciwieństwie do pierwowzoru, motyw biblijny tworzy rodzaj klamry przedstawienia. Najpierw poznajemy okoliczności aresztowania i przesłuchania Jeszui (Cezary Studniak) w obecności Poncjusza Piłata (Konrad Imiela), któremu również – podobnie jak Berliozowi – wydaje się, że ma wpływ na swoje życie i postępowanie, że ma władzę i panuje nad sytuacją. Obaj jednak są w błędzie. Przy tym Piłat okaże się konformistą i tchórzem, który w sytuacji zagrożenia i możliwości utraty stanowiska, wycofa się jednak z obrony niewinnego skazańca, choć później zrobi wszystko, by pomścić jego śmierć. Ale to nie wystarczy, aby spokojnie zasnąć… Sceny biblijne (o ile można to tak określić, ponieważ Bułhakow dość dowolnie traktuje ten wątek) są rozbudowane o taniec i śpiew tzw. tłumu, dzięki czemu realizatorom udało się wprowadzić klimat i egzotykę wschodniej, żydowskiej kultury. Koniec spektaklu inteligentnie łączy „dawne” z „aktualnym”, pokazując, że „wszystko to już było” i że trwać będzie do końca świata.


scena zbiorowa

Główny temat muzyczny: miłość 


Miłość, dodajmy, trudna, późna, będąca dla obojga zaskoczeniem, sprawia jednak, że świat powraca do pierwotnego ładu. Znowu jest w nim miejsce na duchowość, wiarę, miłosierdzie i współczucie dla ludzkiej nędzy, a także przekonanie, że nie ma rzeczy niemożliwych. Dzieje się tak przede wszystkim za sprawą determinacji Małgorzaty (bardzo dobra Justyna Antoniak), bo Mistrz (refleksyjny i stonowany Rafał Dziwisz, jednocześnie świetny autor piosenek) dawno już utracił wiarę, spalił rękopis i ukrył się w szpitalu dla umysłowo chorych…
To kobiety wprawiają świat w ruch, gotowe zaprząc do tego nawet siły nieczyste. Jednak ich intencje i cele są szlachetne, próbują bowiem „zbawić świat” swoją miłością i wiernością, podczas gdy mężczyźni są sławi lub niewierni…
Przy całej swojej brawurowej lekkości i dowcipie, są w przedstawieniu „Mistrza i Małgorzaty” momenty służące wzruszeniu i refleksji.


Justyna Antoniak - Malgorzata, Blazej Wojcik - Korowiow. Foto Lukasz Giza

Chóry i arie, taniec i czarna magia  – Dom Gribojedowa, Teatr Varieté, Bal u Szatana


We wrocławskiej inscenizacji „Mistrza i Małgorzaty”, której tłumaczem, reżyserem i autorem adaptacji w jednej osobie jest Wojciech Kościelniak, nie czuje się upływu czasu, mimo że przedstawienie trwa ponad trzy godziny. Począwszy od scen w Domu Gribojedowa rozwija się tak  dynamicznie, że nie zauważamy upływu czasu. Jak w klasycznym musicalu fabularnym, najbardziej dramatyczne momenty wyraża się poprzez śpiew. Funkcjonuje zasada: "gdy emocje stają się zbyt silne, by je wypowiedzieć, zaśpiewaj; kiedy są zbyt silne, by je wyśpiewać, zatańcz".


Błażej Wojcik - Korowiow. Foto Łukasz Giza

Aktorzy są w tym przedstawieniu naprawdę uniwersalni: grają role, śpiewają, tańczą… Niektóre fragmenty inscenizacji są prawdziwymi perełkami. Niejednorodny muzycznie spektakl imponuje świetnymi wykonaniami zarówno w scenach zbiorowych (m.in. Dom Gribojedowa), jak i indywidualnymi popisami wokalno-tanecznymi (Mikołaj Woubishet jako Behemot, Emose Uhunmwangho jako Jazz-Murzynka, Justyna Antoniak jako Małgorzata i wielu innych).

O sukcesie całości zadecydował nie tylko śpiew,  taniec i znakomita narracja, ale również scenografia, wykorzystująca możliwości techniczne nowej sceny Capitolu oraz potencjał, jaki tkwi w scenografii (wielkie brawa dla Damiana Styrny!). Otóż na naszych oczach tworzone są przestrzenie także za pomocą światła i wizualizacji.  Ulica, Bal u Szatana zostały wykreowane w dużej mierze w taki właśnie sposób. Kiedy rozgrywają się sceny w Varieté, aktorzy nie tylko popisują się magicznymi sztuczkami, ale fałszywe pieniądze naprawdę sypią się z sufitu wprost na widzów. I tak, niepostrzeżenie, stajemy się częścią tego świata, a nie tylko jego biernymi obserwatorami.

Na początek sezonu w nowo otwartym Capitolu, którego przestrzeń imponuje i zachwyca swoją urodą i funkcjonalnością, udała się artystom nie tyle magiczna sztuczka, co prawdziwa Sztuka przez duże „S”. Takiego widowiska nie powstydziłby się Bob Fosse. Szczerze podziwiając i gratulując, pozostaje nam oczekiwać na kolejne, równie wspaniałe musicale.


Premiera: 28 września 2013 roku, na otwarcie teatru po przebudowie.
Recenzja ukazała się tuż po premierze na portalu PIK Wrocław.

Mozart – "Requiem" w Narodowym Forum Muzyki /zapowiedź/

6 listopada o 19.00 w Narodowym Forum Muzyki angielski dyrygent Jonathan Nott, uznawany za wybitnego interpretatora muzyki współczesnej, pod...

Popularne posty