Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Yaroslav Shemet. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Yaroslav Shemet. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 7 kwietnia 2026

"Odwieczne pieśni" – koncert w Narodowym Forum Muzyki /zapowiedź/

10 kwietnia o 19.00 w Narodowym Forum Muzyki zabrzmi koncert zatytułowany "Odwieczne pieśni". Usłyszymy kompozycje Mieczysława Karłowicza, Ericha Wolfganga Korngolda, Giuseppe Martucciego oraz Richarda Straussa. NFM Filharmonię Wrocławską poprowadzi znakomity dyrygent Yaroslav Shemet, dyrektor artystyczny Filharmonii Śląskiej i dyrektor muzyczny Opery Bałtyckiej w Gdańsku.

Ulubionym gatunkiem muzycznym Mieczysława Karłowicza był poemat symfoniczny. Sześć jego utworów tego typu badacze uważają za szczytowe osiągnięcia polskiej muzyki symfonicznej początku XX wieku. Odwieczne pieśni są dość nietypowe, gdyż składają się z trzech ogniw. Kompozytor nie pozostawił też zbyt rozbudowanego komentarza do tego dzieła, a jedynie dwa motta: „Oto stoję przed wami, by nieść skargę na los swój…” oraz „Wielkość, potęga, majestat, wieczność, bezwzględność, konieczność”. Przyjaciele Karłowicza nadmieniali, że głównym źródłem inspiracji były dla niego wędrówki po Tatrach, a Henryk Opieński po rozmowie z nim zanotował: „W formie symfonicznego tryptyku wypowiedział autor to, co mu w duszy muzyka-artysty śpiewało, kiedy, spoczywając może na granitowych wierchach Tatr (wśród których od lat kilku stale przebywa), dumał o największych zagadkach ludzkiego bytu: o wiekuistej tęsknocie ducha, o miłości i o śmierci...”.

Często zwraca się uwagę na to, jak wiele kompozytorzy muzyki filmowej zawdzięczają twórcom późnego romantyzmu. Jednym z artystów łączących obie te dziedziny był urodzony w Brnie Erich Wolfgang Korngold. Nazywano go cudownym dzieckiem, a o jego talencie z wielkim entuzjazmem wypowiadał się sam Gustav Mahler. W latach trzydziestych XX wieku Korngold wyjechał do USA i zdobył wielką sławę jako autor muzyki do hollywoodzkich produkcji. Przykładem takiego sukcesu była ścieżka dźwiękowa do filmu przygodowego Sea Hawk z 1940 roku, z której skompilowana została później Suita przeznaczona do samodzielnego wykonywania podczas koncertów. Barwna, przystępna i efektowna Uwertura jest dobrym przykładem stylu Korngolda.

Włoch Giuseppe Martucci jest obecnie postacią nieco zapomnianą. Jego nastrojowy, liryczny i śpiewny Nokturn Ges-dur stanowi przypomnienie, że kompozytorzy pochodzący z Półwyspu Apenińskiego pisali nie tylko opery, ale także utwory symfoniczne pozbawione elementów programowych. Z tego powodu oraz ze względu na inspiracje niemiecką szkołą romantyczną Martucci bywa określany mianem „włoskiego Brahmsa”.

Koncert zakończy wykonanie barwnej, pełnej przepychu Suity z opery komicznej Kawaler srebrnej róży Richarda Straussa. Przygotował ją Artur Rodziński – dyrektor artystyczny Filharmonii Nowojorskiej, który poprowadził też prawykonanie Suity w październiku 1944 roku. Polski dyrygent z pewnością miał wielki sentyment dla tego utworu: w 1922 roku w Operze Warszawskiej przewodniczył polskiej premierze dzieła Straussa – została ona później uznana za jedno z najważniejszych wydarzeń w historii tej instytucji w okresie dwudziestolecia międzywojennego.

Program:
M. Karłowicz Odwieczne pieśni – poemat symfoniczny op. 10
E.W. Korngold Uwertura z suity z filmu Sea Hawk
***
G. Martucci Nokturn Ges-dur op. 70 nr 1 
R. Strauss Suita z opery Kawaler srebrnej róży op. 59, TrV 227 

Wykonawcy:
Yaroslav Shemet – dyrygent
NFM Filharmonia Wrocławska

Czas trwania: 120 minut

informacja prasowa 

środa, 10 grudnia 2025

Księżycowa Salome /recenzja "Salome" w Operze Wrocławskiej/

Jedną z najbardziej znaczących inscenizacji tego sezonu artystycznego w Operze Wrocławskiej jest z pewnością "Salome" Richarda Straussa w reżyserii Mariusza Trelińskiego. Opera była z pewnością wyzwaniem dla wszystkich twórców tego spektaklu: dla solistów, orkiestry, realizatorów, a także dla... widzów. Rezultaty przerosły nasze wyobrażenia: "Salome" Richarda Straussa uwiodła nas bez reszty.

"Salome", Opera Wrocławska, fot Karpati & Zarewicz

Biblijna historia Jana Chrzciciela i Salome jako popularny motyw w literaturze i sztuce

Historię ścięcia głowy proroka Jana Chrzciciela na życzenie Salome, córki Herodiady, znamy z Nowego Testamentu. Wspominają o niej Ewangeliści: Mateusz i Marek. 

Otóż, kiedy obchodzono urodziny Heroda, tańczyła córka Herodiady wobec gości i spodobała się Herodowi. Zatem pod przysięgą obiecał jej dać wszystko, o cokolwiek poprosi. A ona przedtem już podmówiona przez swą matkę: «Daj mi - rzekła - tu na misie głowę Jana Chrzciciela!» Zasmucił się król. Lecz przez wzgląd na przysięgę i na współbiesiadników kazał jej dać. Posłał więc [kata] i kazał ściąć Jana w więzieniu. Przyniesiono głowę jego na misie i dano dziewczęciu, a ono zaniosło ją swojej matce. (Mt 14, 6-11).

W tej relacji postać dziewczyny przedstawiona została neutralnie, a ścięcie głowy Jana Chrzciciela zostaje dokonane de facto na życzenie Herodiady, prorok bowiem wypominał Herodowi to małżeństwo (Nie wolno ci mieć żony swego brata, Mk 6, 18 b). Dodajmy, że aby połączyć się z Herodem Antypasem, który był zarazem jej wujem, Herodiada odeszła od swego męża (również wuja) Heroda Filipa I, z którym miała córkę Salome. Wykorzystała jej zmysłową urodę dla zniewolenia Heroda i zmuszenia go do pozbycia się Jana Chrzciciela. 

Opowieść ta poruszyła wyobraźnię wielu artystów. Motyw uczty Heroda, tańca Salome, a przede wszystkim makabrycznego finału pojawiał się w historii europejskiego malarstwa przez wieki. Sięgali po nią najwięksi. Na obrazach Tycjana czy Caravaggia Salome nadal pozostaje niewinną istotą, narzędziem w rękach bezwzględnej matki. Ale z czasem to się zmienia. Przedstawienia Salome ewoluują – z niewinnej dziewczyny staje się postacią co najmniej dwuznaczną, świadomą swego ciała i erotycznego powabu femme fatale. Szczególnie w epoce modernizmu artyści z upodobaniem ukazywali kobiety – niszczycielki, kobiety – modliszki, kobiety – wampiry. 

Do najbardziej znanych literackich wersji opowieści o Salome należy dramat Oscara Wilde’ a, który ukazał się w 1894 roku w Anglii, z ilustracjami Aubrey`a Beardley’ a i przedstawiał judejską księżniczkę jako satanistyczny symbol rozkoszy. W jego interpretacji Jan nie jest ofiarą, ale kusicielem. W centrum dramatu znajduje się Salome, której urodę i okrucieństwo pisarz wręcz celebruje. Oscar Wilde napisał swój jednoaktowy dramat prozą po francusku, z myślą o wielkiej tragiczce Sarze Bernardt. W 1896 roku sztuka odniosła wielki sukces w Paryżu, ale w Anglii cenzura  – ze względów obyczajowych i religijnych  – do 1931 roku nie zezwalała na jej wystawienie. 

"Salome" Richarda Straussa – zmiana estetyki w muzyce

"Salome" zawładnęła także wyobraźnią Richarda Straussa, głównie za sprawą słynnego Maxa Reinhardta  reformatora teatru i autora wizjonerskich inscenizacji. To jego spektakl zafascynował go do tego stopnia, że skomponował nie tylko muzykę do tej sztuki, ale również napisał (w oparciu o tłumaczenie sztuki Wilde`a) własne libretto. Zapewne dostrzegł w tej historii wielki potencjał – możliwość przekazania w muzycznej formie skomplikowanych emocji, które stają udziałem postaci dramatu. To było prawdziwe wyzwanie – nie tylko móc odmienić estetykę muzyki, ale także ukryć w niej tajemnicze konteksty pomiędzy słowami i zdaniami. Mariusz Treliński mówi w jednym z wywiadów, że ekspresja tej muzyki robi równie silne wrażenie, jak historia, która jej towarzyszy. Mamy tu do czynienia w podwójnym szokiem – estetycznym i etycznym. Rzadko zdarza się, żeby muzyka w tak doskonały sposób opisywała stan wewnętrzny bohatera. (...) Jest jednocześnie konkretna, mięsista i uduchowiona.

Prapremiera opery Straussa miała miejsce 9 grudnia 1905 roku w Semperoper w Dreźnie. W następnym roku można ją było zobaczyć w mediolańskiej La Scali, a wkrótce potem – na wielu scenach Europy, także w Warszawie. Wcześniej, już 28 lutego 1906 roku zaprezentowano "Salome" w reżyserii Hugo Kirchnera i pod dyrekcją kapelmistrza Juliusa Prüwera, w Teatrze Miejskim w niemieckim wówczas Wrocławiu (Breslau). Pojawił się także sam kompozytor (początkowo sceptyczny wobec wersji scenicznej z pomniejszonym składem orkiestry), lecz ku jego zdumieniu aplauz publiczności był jeszcze bardziej gorący niż w Dreźnie. Po głośnej premierze Richard Strauss nie tylko wysoko ocenił grającą w mniejszym składzie orkiestrę, ale wyrazy wielkiego uznania skierował pod adresem wykonawczyni roli Salome, sopranistki Franchette Verhunk, która jako pierwsza nie tylko zaśpiewała, ale także zatańczyła słynny taniec siedmiu zasłon (w Dreźnie solistka odmówiła jego wykonania), czym porwała zgromadzoną w teatrze publiczność. Spektakl odniósł niekwestionowany wielki sukces! Chociaż więc recenzenci od początku krytykowali "Salome" z powodu obsceniczności tematu i atmosfery skandalu, która towarzyszyła inscenizacjom, to jednak opera cieszyła się niezmiennie wielkim zainteresowaniem widzów. Może właśnie dlatego 😊

Zdjęcie słoweńskiej sopranistki Fanchette Verhunk jako Salome w operze Richarda Straussa, wykonane w zakładzie fotograficznym Marie Müller przy Tauentzienstrasse (obecnie T. Kościuszki 32) ok. 1910 roku, źródło: Polska-org.pl
 

"Salome" Mariusza Trelińskiego

W marcu tego roku miałam okazję obejrzeć "Salome" w Teatro di Napoli w Neapolu, w adaptacji i reżyserii Luca De Fusco i był to spektakl pozbawiony głębszej myśli, wyrazistej, nośnej koncepcji – naturalistyczny i płaski jak Dolina Mazowiecka. Wyszłam z teatru zmęczona i zniesmaczona, toteż przyznam, że kolejna "Salome", tym razem w Operze Wrocławskiej, była dla mnie sporym wyzwaniem. Szczególnie, że reżyser mówił na konferencji prasowej o ponadczasowej wymowie tej opery, którą on z kolei przedstawiał jako opowieść o dysfunkcyjnej rodzinie. Po obejrzeniu "Domu dobrego" Wojtka Smarzowskiego mogłam mieć jednoznaczne konotacje. Poza tym to teraz taki modny temat... A jednak już próba medialna sprawiła, że moje obawy okazały się płonne. Okazało się bowiem, że Mariusz Treliński pokazuje świat o wiele bardziej złożony, nie jest nieznośnie dosłowny i pozostawia widzowi miejsce na wyobraźnię. Przedstawienie premierowe jako całość przeszło moje najśmielsze oczekiwania – było znakomite! 

Owa klarowna koncepcja "Salome" nie jest bynajmniej nowa – powstała ponad dziesięć lat temu, w 2014 roku, i zaprezentowana została w Pradze, a następnie w Teatrze Wielkim Operze Narodowej w Warszawie. Po premierze w Czechach (spektakl powstał w koprodukcji z Teatrem Narodowym w Pradze) określono go "genialnym thrillerem psychologicznym". Brzmi to jak zachęta dla każdego widza, który lubi przeżyć w teatrze (filmie) dreszczyk emocji i sporo w tym racji. Przedstawienie daje się interpretować w pryzmacie psychologicznym czy raczej psychoanalitycznym, ale poprzestać na tym byłoby dużym uproszczeniem. Zamysł reżysera był wprawdzie taki, aby spojrzeć na tytułową bohaterkę nie jak na zimną i okrutną ze swej natury kobietę, lecz spróbować zrozumieć, jak to się stało, że stała się właśnie taka. Znakomita scenografia Borisa Kudlički, z którym Treliński współpracuje od lat, podobnie jak kostiumy Marka Adamskiego, choreografia Tomasza Jana Wygody, reżyseria świateł Bogumiła Palewicza, a także oprawa multimedialna Bartka Maciasa – tworzą bogatą wielowymiarową opowieść, pełną ukrytych znaczeń, niczym w malarstwie holenderskim XVII wieku. Niebagatelna jest również rola samej muzyki Straussa, która we Wrocławiu znalazła znakomitego, wrażliwego interpretatora w osobie dyrygenta młodego pokolenia:  Yaroslava Shemeta

SALOME Opera Wrocławska, fot Karpati & Zarewicz

Księżycowa Salome, odrealniony Johanaan


Wrocławski spektakl wieńczy odrealniony obraz przedstawiający tytułową bohaterkę, której sylwetka została niejako wpisana w okrągły kształt przypominający księżyc w pełni albo wielką bańkę, w której została uwięziona i przez którą daremnie usiłuje się przebić. Symbolizuje niemożność wydobycia się z przeżytych traum i swojej trudnej historii.  Księżyc i noc odgrywają w tym spektaklu rolę znaczącą, symboliczną. Księżyc jest symbolem  kobiecości, a urodę Salome porównuje zakochany w niej Narraboth do piękna księżycowego światła. Retrospekcje zaś, które również rozgrywają się nocą, przedstawiają w scenie tańca siedmiu zasłon seksualną przemoc i zbrodnię. Pomysł, aby pokazać w tańcu trudną przeszłość bohaterki, pozwala na wgląd w głęboko skrywane traumy i ich wpływ na jej postępowanie. Dzięki identycznym kostiumom (czarne sukienki, białe pensjonarskie podkolanówki i maski) postać głównej bohaterki zwielokrotnia się w pantomimicznych obrazach, niczym lustrzane odbicia. 

Równie interesująco przedstawiono postać Jochanaana: przede wszystkim jako napominający surowy głos (sumienia?), a zarazem czarną, prawie niewidoczną sylwetkę wysokiego ascetycznego mężczyzny, która tak pociąga Salome. W takim kontekście nie jest to wyłącznie fizyczne pożądanie, lecz tęsknota za miłością i niewinnością. Słowa wyznania, które Salome kieruje do niego, kojarzyły mi się z Pieśnią nad Pieśniami, gdzie Oblubienica również tęskni za Oblubieńcem, a ich dialog jest pełen zmysłowości. Jochanaan jednak nie odwzajemnia uczuć Salome, lecz nakazuje jej nawrócenie – radykalną przemianę życia. Dla niej jednak jest to równie niezrozumiałe, co niemożliwe, traktuje więc odpowiedź Jochannaana jako osobiste upokorzenie i odrzucenie. W świetle retrospekcji, w których bohaterka "fantazjuje" na temat obcięcia głowy mężczyźnie, który ją skrzywdził, jej żądanie od Heroda głowy proroka, wydaje się być psychologicznie uprawnione. W rezultacie dialog z głową Jochannana przypomina monolog szaleńca, a ostateczne zamknięcie w "bańce" – staje się logiczną konsekwencją popełnionego czynu. To trochę tak jak w ostatniej scenie "Psychozy" Alfreda Hitchcocka, kiedy główny bohater uśmiecha się, żeby zmylić policję, podczas gdy już tkwi mentalnie w ciele własnej nieżyjącej już matki. 

Tak poprowadzona przez Mariusza Trelińskiego narracja "Salome" rozgrywa się w czasach nam współczesnych, w mieszczańskim salonie, w którym istotną część przestrzeni wypełnia wielka lodówka (symbol konsumpcji), została zwizualizowana nie tylko przez Borisa Kudličkę, ale także zyskała na głębi i wieloznaczności dzięki projekcjom multimedialnym Bartka Maciasa i reżyserowi świateł Bogumiłowi Palewiczowi, albowiem światło i mrok (z przewagą tego drugiego) odgrywają w tej inscenizacji znaczącą rolę. 

Natalia Rubiś jako Salome, Opera Wrocławska, fot Karpati & Zarewicz
Mariusz Treliński stworzył i wyreżyserował konsekwentnie pełnowymiarowe postaci, a także (wespół z Tomaszem Koniecznym) zadbał o właściwą obsadę. W tytułowej roli – kluczowej i wymagającej – obsadził dwie młode artystki o dużym doświadczeniu scenicznym: Natalię Rubiś i Kingę Krajnik. W przedstawieniu premierowym mogłam zobaczyć tę pierwszą, której kariera wyraźnie nabrała tempa od premiery "Czarnej maski" Krzysztofa Pendereckiego w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej, gdzie rola Benigny zelektryzowała publiczność. Artystka wystąpiła też w spektaklu Opery Krakowskiej: "Ariadna na Naxos" Richarda Straussa, w reżyserii Ido Ricklina, gdzie również stworzyła znakomitą, złożoną postać Na deskach Opery Wrocławskiej pokazała prawdziwą kreację! Postać Salome nie tylko wspaniale zaśpiewała, oddając złożone emocje granej przez siebie bohaterki, ale także okazała się utalentowaną aktorką, która w gestach, spojrzeniu, mowie ciała niezwykle wiarygodnie wykreowała tę skomplikowaną rolę. 

Michał Ciećka (Jochanaan), Opera Wrocławska, fot Karpati & Zarewicz
Interesującym zamysłem było także obsadzenie roli Jochanaana przez dwóch mężczyzn: Oleksandr Pushniak, dysponujący głębokim mocnym bas-barytonem, był głosem, zaś Michał Ciećka zagrał  postać proroka. W roli Heroda wystąpił austriacki tenor o niewielkiej posturze i wyglądzie poczciwca: Norbert Ernst. Rozmemłany, chodzący w gaciach i rozpiętym szlafroku, "śliniący się" do Salome mężczyzna to także trafna obsada, zło bowiem, jak wiadomo, często jest banalne... Barbara Bagińska (mezzosopran) jako Herodiada, z jej bujnym biustem, dominująca nad małym i drobnym Herodem, to pomysł na babsztyla, który swoją postawą, a zarazem potrzebą zachowania status quo, bez względu na dobro najbliższych – to także postać świetnie przez śpiewaczkę poprowadzona, zarówno wokalnie, jak i aktorsko. 

Chór Żydów kłócących się o to, czy Mesjasz już przyszedł, czy też nie,  rozładowywał napięcie gęstniejące  pomiędzy trojgiem głównych bohaterów. Natomiast oniryczne sceny z tancerkami w retrospektywach wprowadzały nastrój grozy. 

Norbert Ernst (Herod) i Natalia Rubiś (Salome), Opera Wrocławska, fot Karpati & Zarewicz
Nie sposób pominąć współtworzącego spektakl operowy dyrygenta Yaroslava Shemeta, który walnie przyczynił się do jego sukcesu. To genialny artysta, który rozpoczął swoją edukację muzyczną w wieku trzech lat (!), a po ukończeniu szkoły muzycznej pierwszego stopnia, gdzie uczył się śpiewu, gry na fortepianie i klarnecie, kontynuował edukację w jednej z czterech ukraińskich szkół talentów przy Charkowskim Konserwatorium, w klasie dyrygentury chóralnej. W trakcie nauki został laureatem wielu międzynarodowych konkursów pianistycznych i wokalnych, m.in. w Mediolanie. Z wyróżnieniem ukończył dyrygenturę symfoniczną w Akademii Muzycznej im. Ignacego Jana Paderewskiego w Poznaniu.  Występuje ze znaczącymi orkiestrami na całym świecie. W Operze Wrocławskiej zaprezentował muzykę Richarda Straussa znakomicie. W wywiadzie dla Opery Wrocławskiej, udzielonym przed premierą "Salome", powiedział znamienne słowa:

"Teraz otwierają się przede mną kolejne drzwi, których – moim zdaniem – nie da się dostatecznie otworzyć bez bagażu symfonicznego. (...) To wielkie i fascynujące wyzwanie".

Sądzę, że takim wyzwaniem była "Salome" dla wszystkich twórców tego spektaklu, dla solistów, orkiestry, a także dla... widzów. Rezultaty przerosły nasze wyobrażenia: opera Richarda Straussa uwiodła nas bez reszty.

piątek, 21 listopada 2025

Premiera "Salome" Richarda Straussa w Operze Wrocławskiej /zapowiedź/

 28 listopada 2025 r. na wrocławskiej scenie operowej zagości monumentalne dzieło Richarda Straussa – "Salome" w reżyserii Mariusza Trelińskiego. Opera miała swoją prapremierę sto lat temu i nadal nie pozostawia nikogo obojętnym.



Salome. Kobiecość, która patrzy w mrok


W ostatnich dniach listopada scena Opery Wrocławskiej zamieni się w przestrzeń pełną emocji, napięcia i pytań o granice człowieczeństwa. "Salome" Richarda Straussa w reżyserii Mariusza Trelińskiego to jedno z najbardziej przejmujących dzieł – portret kobiecości, która wymyka się schematom. Silna i wrażliwa, zraniona i świadoma, Salome staje się symbolem kobiety, która pragnie zrozumieć siebie w świecie rządzonym przez męski głos. W tej inscenizacji nie ma prostych podziałów na dobro i zło, ofiarę i winnego. Jest człowiek – zanurzony w pragnieniu władzy i samotności. Treliński, powracając do Salome, odczytuje ją na nowo: 

„Strauss przez lata stał się dla mnie chyba najważniejszym kompozytorem” – mówi reżyser. – W jego muzyce spotykają się wyrafinowanie i mrok. "Salome" to dla mnie nie tylko opowieść o kobiecie uwięzionej w świecie autorytarnym i zepsutym, ale też o kimś, kto pragnie się z niego wyrwać. Nie chcę jej osądzać – chcę ją zrozumieć”.

To zrozumienie staje się kluczem do współczesnego odczytania opery, w której biblijna opowieść przekształca się w intymny dramat psychologiczny. Salome nie jest już wyłącznie uosobieniem pożądania i skandalu, lecz kobietą próbującą odzyskać własny głos – w świecie, w którym od wieków był on tłumiony. Jej taniec nie jest już gestem uwodzenia, lecz desperackim aktem wolności.

Za muzyczną stronę tego monumentalnego dzieła odpowiada Yaroslav Shemet, dyrygent młodego pokolenia, dla którego "Salome" jest jednym z najważniejszych artystycznych wyzwań. „Bardzo się ucieszyłem, kiedy dostałem propozycję dyrygowania tak wspaniałym, wybitnym tytułem, właśnie w Operze Wrocławskiej. Z pewnością mogę powiedzieć, że dla każdego dyrygenta poprowadzenie tego dzieła to wielkie marzenie. "Salome" jest absolutnie genialna, partytura Richarda Straussa zachwyca i stawia ogromne wyzwania – pod względem instrumentacyjnym, jak i narracyjnym” – przyznaje.

Na wrocławskiej scenie Salome stanie się nie tylko biblijnym dramatem, lecz współczesnym portretem kobiecości – pełnej sprzeczności, ale też niezwykłej siły. Jak mówi sam reżyser: „Skandal w tej operze polega na tym, że kobieta wreszcie mówi do autorytetu – a nie autorytet do kobiety”.

Przed spektaklem premierowym o godz. 18.00 w foyer Opery o Richardzie Straussie, "Salome" i Operze Wrocławskiej z początku XX wieku opowie dr Agnieszka Drożdżewska. Ponadto zachęcamy do zakupienia programu spektaklu, w którym zostały zawarte treści przybliżające historię dzieła, a także powstanie obecnej inscenizacji.

* Agnieszka Drożdżewska – doktor, pracuje na stanowisku adiunkta w Instytucie Muzykologii Uniwersytetu Wrocławskiego. Autorka książek: Życie muzyczne na Uniwersytecie Wrocławskim w XIX i I poł. XX wieku (Wrocław 2012) oraz Kultura muzyczna Oleśnicy w XIX i I poł. XX wieku (Katowice 2017). Swoje zainteresowania badawcze koncentruje wokół historii kultury muzycznej Wrocławia i Śląska, ostatnio zwłaszcza w kontekście działalności operowej. W 2021 r. współtworzyła wystawę Lustro historii, przygotowaną z okazji jubileuszu 180-ecia gmachu Opery Wrocławskiej.

Premiera już 28 listopada 2025 roku w Operze Wrocławskiej

Kolejne spektakle: 30 listopada oraz 2, 4 i 7 grudnia 2025 roku

Salome
Kierownictwo muzyczne: Yaroslav Shemet
Reżyseria: Mariusz Treliński

Scenografia: Boris Kudlicka

Choreografia: Tomasz Wygoda

Reżyseria świateł: Bogumił Palewicz

Multimedia, mapping, projekcje video: TBA

Asystent reżysera: Agata Dyczko

Kostiumy: Marek Adamski

Autor plakatu: Rafał Olbiński

Obsada

Salome - Natalia Rubiś*

Herod - Norbert Ernst*

Herodiada - Barbara Bagińska

Jokanaan - Oleksandr Pushniak*

Narraboth - Maciej Kwaśnikowski*

Paź Herodiady - Aleksandra Opała

Nazarejczyk I - Grzegorz Szostak*

Nazarejczyk II - Tomasz Łykowski

Żyd 1 - Mateusz Zajdel*

Żyd 2 - Paweł Żak

Żyd 3 - Aleksander Zuchowicz

Żyd 4 - Edward Kulczyk

Żyd 5 - Jakub Michalski

Żołnierz 1 - Dominik Kujawa*

Żołnierz 2 - Tomasz Rudnicki

Przybysz z Kapadocji - Łukasz Rosiak

Niewolnik - Joanna Marszałek

Aktor Jochanaan - Michał Ciećka*

Tancerki - Daniela Komędera* Gabriela Chojecka* Zuzanna Nepelska* Nadia Rosiak*

* - gościnnie

informacja prasowa

piątek, 5 kwietnia 2024

Reunification - koncert NFM Filharmonii Wrocławskiej /zapowiedź/

Dziś o 19.00 w Narodowym Forum Muzyki odbędzie się koncert "Reunification", w programie którego znalazły się dzieła trzech kompozytorów: Borysa Latoszyńskiego, Wolfganga Amadeusa Mozarta oraz Karola Szymanowskiego. NFM Filharmonię Wrocławską poprowadzi wybitny polsko-ukraiński dyrygent - Yaroslav Shemet, a w roli solisty wystąpi znakomity skrzypek Krzysztof Jakowicz. Koncert NFM Filharmonii Wrocławskiej poprzedzi występ Chóru Chłopięcego NFM. Przed koncertem o godz. 17.30 - spotkanie z dyrygentem Yaroslavem Shemetem.

Yaroslav Shemet, fot. Karol Fatyga

Borys Latoszyński uważany jest za ojca muzyki ukraińskiej i za pierwszego szerzej rozpoznawalnego kompozytora muzyki symfonicznej pochodzącego z tego kraju. Jego dorobek obejmuje m.in. pięć symfonii, dwie opery, a także liczne utwory chóralne, orkiestrowe czy fortepianowe. Był także cenionym pedagogiem, a do grona jego uczniów zalicza się choćby najwybitniejszy aktywny zawodowo kompozytor ukraiński, Wałentyn Sylwestrow. Chociaż twórcę tego pociągał ekspresjonizm i zaawansowane techniki kompozytorskie, to ze względu na panującą po wojnie sytuację polityczną i naciski władz musiał uprościć język muzyczny swoich dzieł. Maestro Shemet poprowadzi jego pełen patosu, barwnie orkiestrowany poemat symfoniczny Zjednoczenie, napisany w latach 1949–1950.

Z kolei II Koncert skrzypcowy D-dur KV 211 Wolfganga Amadeusa Mozarta to kompozycja z 1775 roku. Był to jego drugi utwór tego gatunku, napisany, kiedy twórca liczył zaledwie dziewiętnaście lat. Dzieło to jest pogodne, liryczne i pozbawione akcentów dramatycznych, pokazuje też wielką inwencję melodyczną artysty. Partię solową wykona znakomity polski skrzypek – Krzysztof Jakowicz.

W drugiej części koncertu zabrzmi napisana w latach 1909–1910 II Symfonia B-dur Karola Szymanowskiego. To jeden z najwybitniejszych utworów reprezentujących pierwszą fazę twórczości tego kompozytora, kiedy pozostawał jeszcze pod wpływem muzyki Richarda Straussa i Maxa Regera. Prawykonanie odbyło się w 1911 roku w Warszawie, a symfonia prędko zabrzmiała także w Wiedniu, Lipsku, Monachium i Krakowie, gdzie przyjmowano ją entuzjastycznie. Chociaż zbudowana jest z dwóch części, to zawierają one w sobie tradycyjne cztery ogniwa symfoniczne. Szymanowski bardzo cenił tę kompozycję, a w liście do Zdzisława Jachimeckiego pisał: „Przyznam się szczerze, że jestem pod względem jej wartości nieco zarozumiały. Jakimś cudem chyba udało mi się w czasie pracy nad nią nie ulec wszystkim pstrym mamidłom uwodzącym «młodych a niedoświadczonych» artystów i dać czyste a bezkompromisowe piękno, jak je osobiście rozumiem”.

Koncert NFM Filharmonii Wrocławskiej poprzedzi występ Chóru Chłopięcego NFM.

 Małgorzata Podzielny – dyrygent

Agnieszka Lewandowska-Gryś – fortepian

Chór Chłopięcy NFM

 Program:

J. Rutter For the Beauty of The Earth

Program koncertu:

B. Latoszyński Zjednoczenie – poemat symfoniczny

W.A. Mozart II Koncert skrzypcowy D-dur KV 211

***

K. Szymanowski II Symfonia B-dur op. 19

Przed koncertem (godz. 17.30, VIP-Room) posiadaczy i posiadaczki abonamentu symfonicznego zapraszamy na spotkanie z dyrygentem Yaroslavem Shemetem. 

niedziela, 10 marca 2024

"Così fan tutte" Mozarta: premiera 15 marca w Teatrze Wielkim - Operze Narodowej

 „Così fan tutte” Wolfganga Amadeusza Mozarta pierwszy raz na scenie Teatru Wielkiego - Opery Narodowej. Reżyseruje Wojciech Faruga.

Od samego powstania „Così fan tutte” operze towarzyszyły kontrowersje, które wzbudzała jej frywolność i niemoralność oraz skrajnie antykobieca wymowa. Inspiracją do stworzenia dzieła był skandal obyczajowy, którym żył ówczesny Paryż, co nadawało całości specyficzny kontekst społeczny.

Aby „ocalić” muzykę Mozarta przed „niewydarzoną” fabułą, częstokroć wystawiano „Così” z librettem już to „poprawionym”, już to całkiem innym. Współcześnie opera wystawiana jest w postaci integralnej, doceniana i żywo dyskutowana, jednak antyfeministyczny wydźwięk libretta nie przestaje niepokoić.

Libretto Lorenza da Ponte ukazuje szereg stereotypów dotyczących kobiecości i męskości. Główny wątek koncentruje się na intrydze Don Alfonsa i jego młodszych towarzyszy, Ferranda i Guglielma, oraz ich próbie sprawdzenia wierności ukochanych. Dodajmy, że nasi bohaterowie są żołnierzami, a tłem historycznym jest wojna Austrii z Turcją.

Jednakże, jak zauważa da Ponte, ta osiemnastowieczna konwencja teatralna opery buffa, może być interpretowana jako refleksja nad naturą ludzką i oświeceniowa przypowieść, gdzie zostają wyeksponowane emocje i fantazje. Libretto jest formą rozważań nad samą naturą miłości, traktowanej tu bardzo szeroko - z jej społecznymi, moralnymi i filozoficznymi aspektami. 

Nowa interpretacja opery, przygotowana przez reżysera Wojciecha Farugę, przenosi akcję do Ameryki początku lat 70., tłem historii są więc czasy wojny w Wietnamie, prezydentury Richarda Nixona i rewolucji seksualnej. Poprzez pryzmat miłości i wojny reżyser eksploruje tematy związane z przemianą społeczną i konwenansami, ukazując bohaterów w końcu jako wyzwolonych buntowników, którzy przebierając się za hipisów (w oryginale da Pontego Albańczyków), wchodzą w niebezpieczną rozgrywkę między fantazją a rzeczywistością.

Pracując nad tą operą cały czas czegoś się o niej uczymy. W zapowiedziach naszej inscenizacji pojawiły się słowa, że to „będzie "Così" na serio…”. Okazuje się jednak, że materia buffa, zarówno muzyczna jak i literacka jest w tym utworze bardzo silna. Ktoś napisał, że w „Così” relacja między muzyką a tekstem jest dialektyczna. Rzeczywiście to jest ustawiczny dialog libretta i muzyki. Mozart igra z librettem, podważa je, pokazuje, że to, co najciekawsze, dzieje się pomiędzy nimi. To iskrzy nieprawdopodobnym poczuciem humoru! Myślę, że może to być najzabawniejszy spektakl, jaki do tej pory zrobiłem - czytamy wypowiedź reżysera w rozmowie z Agnieszką Drotkiewicz.

Jego koncepcja interpretacji opery Mozarta poprzez odniesienia do konkretnego miejsca i czasu otwiera dyskusję nad współczesnymi problemami społecznymi i moralnymi. Pytania o możliwość powrotu do tradycji i reguł, czy potrzeba katastrofy, aby zainicjować przemianę, stają się punktem wyjścia do dalszych rozważań.

To system norm i reguł, które społeczeństwo uznaje za właściwe. To kategoria społeczna, inna od etyki będącej kategorią osobistą. Moralność jest tym, co uznajemy za słuszne. W kontekście „Cosi…” mówimy o dramacie uznawanym za niemoralny. Bo to trochę taka XVIII-wieczna „Emmanuelle”, zmysłowa, seksualna. I to jest fascynujące – co zrobisz z tym dalej? Don Juan czy Don Giovanni też igrają z moralnością. Podobnie było z „Lalką” Prusa, uważaną swego czasu za niemoralną, niemal pornograficzną. Dziś nikt nie odbierze jej w taki sposób. Możemy myśleć co na scenie wypada, a co nie… - powiedział Wojciech Faruga w wywiadzie dla „Elle”.

Orkiestrę Teatru Wielkiego - Opery Narodowej poprowadzi Yaroslav Shemet - Dyrektor artystyczny Filharmonii Śląskiej w Katowicach oraz Dyrektor Muzyczny Opery Bałtyckiej w Gdańsku. W latach 2020-2022 był pierwszym gościnnym dyrygentem Neue Philharmonie Hamburg, w 2023 roku znalazł się w gronie nominowanych do Paszportów Polityki.


PREMIERA: 15 marca, godzina 19.00
Kolejne spektakle: 17,22,24/03; 20,22/06


REALIZATORZY

Dyrygent: Yaroslav Shemet

Reżyseria: Wojciech Faruga

Scenografia, kostiumy, reżyseria świateł: Katarzyna Borkowska

Choreografia: Bartłomiej Gąsior

Przygotowanie chóru: Mirosław Janowski

Casting director: Izabela Kłosińska

Dramaturgia: Klaudia Hartung-Wójciak

Projekcje video: Jakub Lech



OBSADA

Fiordiligi: Aleksandra Orłowska

Dorabella: Zuzanna Nalewajek

Ferrando: Łukasz Kózka, Pavlo Tolstoy

Guglielmo: Hubert Zapiór

Don Alfonso: Artur Janda

Despina: Anna Malesza-Kutny, Magdalena Stefaniak


Chór i Orkiestra Teatru Wielkiego - Opery Narodowej

Tancerze: Anna Bieżyńska, Pamela Bosak, Aleksandra Grącka, Agata Kuczyńska, Edgar Lewandowski, Radosław Lis, Anatol Modzelewski, Jakub Piotrowicz, Monika Witkowska

informacja prasowa

Wrzesień w Muzeum Architektury: dla dorosłych, dzieci i ciekawych miasta

 Muzeum Architektury we Wrocławiu zaprasza na spotkanie warsztatowe w ramach Akademii Architektury, warsztaty dla dorosłych: "Śląski de...

Popularne posty