Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rafał Siwek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rafał Siwek. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 26 marca 2026

Inny Don Kichote /recenzja "Don Quichotte`a" Julesa Masseneta w Operze Wrocławskiej/

20 lutego 2025 odbyła się w Operze Wrocławskiej premiera rzadko wystawianego "Don Quichotte`a" Julesa Masseneta. Przedstawienie to doprawdy uczta dla uszu, pożywka dla wyobraźni, dla emocji, sztuka, która niesie dyskretnie szlachetne przesłanie. Znakomicie wyreżyserowany, wspaniale zagrany i zaśpiewany, piękny spektakl, którego nie można, a nawet nie wolno przeoczyć.

Don Kichote Cervantesa i  Don Quichotte Masseneta

Don Kichote to jedna z najbardziej znanych postaci literackich, której bogactwo wewnętrzne z jednej strony, i pełne przygód życie – z drugiej, stwarzają czytelnikom szerokie pole interpretacyjne. Pisząc swą powieść  "Przemyślny szlachcic Don Kichote z Manczy" Miguel de Cervantes właściwie bawił się konwencją powieści rycerskiej, a tytułowy bohater został przedstawiony w sposób satyryczny. Już z pierwszego rozdziału dowiadujemy się, że szlachcic Alonzo Quijano z Manczy zajmował się głównie czytaniem ksiąg rycerskich, ówczesnego odpowiednika kiepskich romansideł. O ich jakości świadczy choćby cytat z jednego z popularnych wówczas autorów: „Przewaga nierozwagi, jaką sprawuje w mojej rozwadze, tak osłabia równowagę mej uwagi, że nie bez wagi żalić się muszę na waszej piękności przewagę”. Nic więc dziwnego – sugeruje Cervantes – że bohater stracił rozsądek i uroił sobie, że zostanie błędnym rycerzem... Przybrał imię Don Kichota i w groteskowym przebraniu, na wynędzniałym koniu Rosynancie wyruszył w świat, by wzorem dawnych rycerzy bronić słabych i bezbronnych, a także walczyć ze złem. Na swojego giermka wybrał wieśniaka Sanczo Pansę, zaś damą serca uczynił wiejską dziewczynę Dulcyneę z Toboso. Don Kichote zupełnie nie liczy się z realiami, żyje marzeniami i ideałami, toczy wyimaginowane boje z olbrzymami i czarnoksiężnikami... 

Postać głównego bohatera, będącego właściwie parodią rycerza, miała w intencji autora przede wszystkim bawić czytelnika. Dopiero romantycy zobaczyli w postaci Do Kichota  tragiczną, wybijającą  się ponad tłum jednostkę, której otoczenie nie rozumie. To poezja życia w zderzeniu z prozaiczną rzeczywistością. I tak postać rycerza z Manczy zaczęła  wieść swój literacki żywot niezależnie od woli autora i twórcy, każde arcydzieło bowiem obfituje potencjalnie w rozmaite znaczenia. Także jako historia marzyciela, który żyje bardziej w wyobrażonym, niż w prawdziwym świecie. 

Plakat z pierwszej paryskiej produkcji Don Kichota Julesa Masseneta w Gaîté-Lyrique,
opublikowany przez Ed. Delanchy, Paryż. 

Don Quichotte Masseneta  jest dość odległy od swego pierwowzoru. Autorowi libretta, Henri Cainowi, zależało na tym, aby złożyć hołd bohaterowi heroicznej komedii "Człowiek o długiej twarzy" francuskiego poety Jacquesa Le Lorraina, który umiera z miłości do pięknej Dulcynei. W tej sztuce, po raz pierwszy wystawionej w Paryżu w 1904 roku, prosta wiejska dziewczyna Aldonza (Dulcynea) z oryginalnej powieści staje się bardziej wyrafinowaną Dulcinée, kokieteryjną lokalną pięknością, która inspiruje wyczyny zakochanego w niej starca. Więcej tam poetyckiego nastroju aniżeli awanturniczych przygód. Dodano jedynie scenę z wiatrakami, która tak mocno przylgnęła do postaci pierwowzoru.  Kompozytor utożsamiał się osobiście ze swoim komiczno-bohaterskim protagonistą, ponieważ w owym czasie był zakochany w Lucy Arbell, która śpiewała rolę Dulcynei w pierwszym wykonaniu tej opery. Miał wtedy 67 lat i z powodu dokuczliwego reumatyzmu pisał leżąc w łóżku, a zmarł zaledwie dwa lata później. Jednak, jak wynika z jego korespondencji, pisanie stało się dla niego rodzajem eliksiru łagodzącego fizyczny ból. Może też rodzajem kompensaty.

"Don Quichotte" miał swoją premierę w Monte Carlo 19 lutego 1910 roku, a następnie wystawiano go w maju w Brukseli oraz w Marsylii i Paryżu w grudniu tegoż roku. Jego premiera w Opéra-Comique w październiku 1924 była początkiem ponad 60 wystawień w ciągu następnej ćwierci wieku. Już w 1912 roku dzieło zostało zaprezentowane w French Opera House w Nowym Orleanie oraz w London Opera House i tak rozpoczął się triumfalny pochód przez najbardziej znane sceny. Polska premiera odbyła się w Operze Krakowskiej w 1962 roku, a premiera – w Bałtyckiej Operze Państwowej w 1969 roku. 

Inscenizacja, którą wyreżyserował Marek Weiss w Operze Wrocławskiej, jest niezwykle udanym powrotem po latach do tego wieloznacznego i poetyckiego spektaklu.

"Don Quichotte" J. Massenata, scena zbiorowa, fot. Wojciech Palacz


"Don Quichotte" w Operze Wrocławskiej

Marek Weiss jest nie tylko wytrawnym reżyserem teatralnym i operowym, ale także pisarzem. Dzięki współpracy z żoną Izadorą, tancerką i choreografką, tworzy na scenie spójne i wieloznaczne światy. We Wrocławiu mieliśmy okazję oglądać w ramach 53. Wratislavii jego znakomitą inscenizację opery Elżbiety Sikory: „Madame Curie”, a także "Manekiny" w Operze Wrocławskiej. Również i tym razem zaproponował widzom interesującą interpretację opery sięgając po Masseneta. Świat, w którym osadził postać tytułowego bohatera, jest światem wieży Babel, znanym z obrazu Petera Bruegla starszego, symbolu niemożności porozumienia się między ludźmi, namalowanym na podstawie opowieści z Księgi Rodzaju. Wnętrze wieży to świat, którym żyją i poruszają się  postaci dramatu. Scena początkowa, w której obserwujemy zgiełkliwy tłum, jest jakby przywołaniem "Słodkiego życia" Federico Felliniego. Zarazem jest to tzw. dom pogodnej starości, który w zależności od sytuacji staje się miejscem pojedynku, ogrodem, sypialnią Dulcynei, przez którą – jak w "Kartotece" Tadeusza Różewicza – przewijają się rozliczni bohaterowie. Niekiedy zaś oczom widzów ukazuje się świat podziemny, utajony – rodzaj dantejskiego inferna, dokąd udaje się Don Quichotte, aby spełnić życzenie ukochanej. 

Rafał Siwek (bas), scena w podziemiach, fot.  Karpati&Zarewicz 

Wrocławski spektakl operowy ma także znakomitą obsadę. W roli tytułowej wystąpił znakomity bas Rafał Siwek (na zmianę z Łukaszem Koniecznym), znany wrocławskim melomanom z jeszcze z debiutu partią Ferranda w "Trubadurze" G. Verdiego (2000), a ostatnio również z tytułowej roli Filipa II w "Don Carlo" G. Verdiego, spektaklu wyreżyserowanym przez Michała Znanieckiego. Zważywszy, że artysta śpiewał także wielkie partie z repertuaru rosyjskiego (Borys Godunow, Kończak i Książę Halicki w "Kniaziu Igorze", Iwan Groźny w "Pskowiance"), nie dziwi, że właśnie jemu zaproponowano rolę, która została napisana dla słynnego rosyjskiego basa Fiodora Szalapina. Ponadto ta rola to nie tylko głos, to także charyzmatyczna osobowość, toteż Rafał Siwek wydaje się być idealnym wykonawcą. Przykuwa uwagę od momentu, kiedy pojawia się na scenie w wózku inwalidzkim, jest wiarygodnym Don Quichotte, gdy każe Sancho Pansie rozdać pieniądze ubogim, gdy "ujarzmia" w podziemiach złoczyńców, a także w scenie, gdy oświadcza się Dulcynei, a odrzucony – postanawia umrzeć. Najpiękniejsza, najbardziej poetycka jest scena umierania: pojawia się "znikąd" drzewo, do którego bohater przylgnie, podczas  gdy towarzyszy mu zagrana na żywo partia wiolonczeli (wspaniały Tomasz Strahl!). Zanim umrze, obdaruje swego sługę "wyspą wyobraźni", a oczy zamknie mu zjawiskowa (będąca również tworem wyobraźni) Dulcynea. Piękna, poruszająca scena... 

Rafał Siwek, Justyna Rapacz (Dulcynea, mezzosopran), Grzegorz Szostak (Sancho Pansa, bas),
fot.  Karpati&Zarewicz 

Don Quichotte towarzyszy postać komiczna i kompletnie od niego inna – Sancho Pansa. W tej roli wystąpił Grzegorz Szostak, podobnie jak Rafał Siwek – bas Teatru Wielkiego - Opery Narodowej. O ile Don Quichotte jest postacią idealisty i marzyciela, o tyle jego towarzysz zmienia się pod wpływem wydarzeń z tchórza, lenia i niedowiarka w postać tragiczną i patetyczną. Grzegorz Szostak nie tylko partnerował Rafałowi Siwkowi znakomicie, ale także wprowadzał do sztuki rubaszny humor. Śpiewał znakomicie zarówno duety, jak i arie, potrafił też uwiarygodnić dynamikę swojej postaci. W ostatnich scenach staje się poniekąd tym jedynym, który "rozumie" jak nikt swego pana, jego intencje i decyzje. Jego smutek, może nawet rozpacz są niezwykle poruszające. Wspaniała rola!

Rafał Siwek (Don Quichotte, bas) i Grzegorz Szostam (Sancho Panca, bas), 
fot.  Karpati&Zarewicz 

Uwagę zwracają także: Justyna Rapacz w roli pięknej Dulcynei  – młoda artystka dysponująca pięknym mezzosopranem, mająca już za sobą znaczące role w operach Händla, a także Anna Szopa-Kimso grająca postać Tańczącej Nimfy – symbolu poezji, która może pojawić się wszędzie, choć ignorowana, nawet w zatęchłej norze. Dzięki scenom, w których się pojawia, spektakl przenika aura poetyckości, obecna właściwie od początku, począwszy od sceny w ogrodzie czy nawet sceny pojedynku, który Don Quichotte przerywa, aby zapisać myśl, która właśnie przyszła mu do głowy. Jest w tym przedstawieniu także subtelny humor, który przenika także sceny liryczne, dzięki czemu nie są one banalne. To właśnie sceny z Tańczącą Nimfą czy w ogrodzie, kiedy zakochanemu bohaterowi towarzyszy w tle projekcja obrazu Goi "Gdy rozum śpi". 

Anna Szopa-Klimso (Tańcząca Nimfa), fot.  Karpati&Zarewicz 

Orkiestrę Opery Wrocławskiej poprowadził maestro Patrick Fournillier  – francuski dyrygent, który wielokrotnie interpretował twórczość Jules`a Masseneta. Od 1990 roku jest współzałożycielem i dyrektorem muzycznym Festiwalu Masseneta w Saint-Étienne, przywracając na nowo do życia wiele najbardziej zaniedbanych dzieł operowych i wokalnych. Można by więc śmiało powiedzieć, że maestro wprost stworzony był do tego, by poprowadzić wrocławską premierę "Don Quichotte`a" i zrobił to znakomicie.
"Don Quichotte" Julesa Masseneta w Operze Wrocławskiej to doprawdy uczta dla uszu, pożywka dla wyobraźni, dla emocji, sztuka, która niesie dyskretnie szlachetne przesłanie. Znakomicie wyreżyserowany, wspaniale zagrany i zaśpiewany, piękny spektakl, którego nie można, a nawet nie można przeoczyć.

czwartek, 19 lutego 2026

Premiera w Operze Wrocławskiej: „Don Quichotte” Jules’a Masseneta w reżyserii Marka Weissa /zapowiedź/

20 lutego 2026 roku Opera Wrocławska zaprasza na premierę "Don Quichotte" Jules’a Masseneta – opery w pięciu aktach, która przyciąga nie tyle samą fabułą, co przede wszystkim angażuje emocje.  Jest bowiem opowieścią o miłości bezbrzeżnej, ryzykownej, czasem naiwnej, a jednak prawdziwej. To świat hiszpańskich miraży przefiltrowanych przez francuską wrażliwość – „opera o miłości, i to miłości rozpaczliwej”, którą w ten sposób interpretuje reżyser Marek Weiss.

Próba generalna "Don Quichotte", fot. Karpati&Zarewicz

W tej historii Don Kichot nie jest wyłącznie bohaterem z legendy – jest człowiekiem, który wbrew wszystkiemu chce wierzyć w sens. Wędruje, by zdobyć dla Dulcynei skradziony naszyjnik, wraca z trofeum i z sercem „na dłoni”, prosząc o coś więcej niż wdzięczność. A gdzieś nad tym wszystkim unosi się gorzka myśl, że ziemskie szczęście rzadko bywa zapisane w gwiazdach.

Ta premiera ma też wymiar szczególny: impuls do sięgnięcia po tytuł wypłynął bezpośrednio ze spotkania z głosem i osobowością – „to była propozycja, która tak naprawdę wypłynęła od solisty Rafała Siwka” – mówi Marek Weiss, podkreślając, że to partia, o której „marzy każdy wielki bas”. Wrocławska realizacja powstaje z rozmowy wielu języków teatru: muzykę prowadzi Patrick Fournillier, a sceniczną energię i ruch kształtuje Izadora Weiss; obraz dopełnia scenografia Jagny Janickiej oraz multimedialna przestrzeń Karoliny Jacewicz, a światło – Bogumiła Palewicza.

Próba generalna "Don Quichotte", fot. Karpati&Zarewicz

W warstwie wizualnej spektakl gra detalem, formą i współczesnym skojarzeniem. Kostiumy tworzy duet Paprocki&Brzozowski – „uznawani za liderów wśród polskich projektantów, łączą ponadczasową szkołę dobrego krawiectwa z nowoczesnym spojrzeniem na modę” – i trudno o lepszą definicję świata Dulcynei: zmysłowego, ostrego, chwilami bezwzględnego, ale zawsze stylowego.

Reżyseria, natomiast, to nie muzealna pocztówka. „Teatr to nie muzeum ani kino z rekonstrukcją” – zaznacza Weiss, budując opowieść tak, byśmy nie patrzyli na Don Kichota jak na figurę z podręcznika, tylko jak na kogoś, kogo można spotkać tu i teraz. Nawet wiatraki – ikona tej historii – dostają nowy ciężar: „prosiłem, by to nie były ładne wiatraczki z obrazka, lecz takie, które budzą niepokój” – bo lęk bywa dziś bardziej obecny niż romantyczna fantazja.

Premiera 20 lutego otwiera serię spektakli, na które Opera Wrocławska zaprasza również 21, 26, 27 i 28 lutego oraz 1 marca. To przedstawienie, które prowadzi widza nie tylko przez historię, ale i przez refleksję — o wierności sobie, o czułości, o świecie, który bywa głośny i bezlitosny dla tych „niepasujących”. Nie trzeba być niepoprawnym romantykiem ani znawcą opery, by dać się tej opowieści poruszyć: wystarczy pozwolić, by muzyka poprowadziła na chwilę wolniej niż codzienność — i zobaczyć we współczesnym świecie coś, co zwykle umyka w biegu.

informacja prasowa

środa, 21 maja 2025

„Don Carlo” Verdiego we Wrocławiu – monumentalna opera o władzy, miłości i wyborach /zdjęcia!/

W Operze Wrocławskiej nadchodzi premiera sezonu – "Don Carlo" Giuseppe Verdiego. Ten rozpisany na cztery akty dramat muzyczny, z librettem opartym na sztuce Friedricha Schillera, powróci na wrocławską scenę po niemal 30 latach, w monumentalnej i odważnej inscenizacji Michała Znanieckiego. Premiera odbędzie się 24 maja 2024 roku.

"Don Carlo" w Operze Wrocławskiej, próba, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

– To dzieło pełne emocji, polityki i dramatycznych wyborów. Wymaga najwyższego poziomu wykonania i zaangażowania zespołu – ale właśnie dlatego jest tak wyjątkowe – uważa dyrektorka Opery Wrocławskiej, Agnieszka Franków-Żelazny.

Szachownica jako metafora władzy

Reżyser Michał Znaniecki odczytuje operę jako polityczny dramat rozgrywający się na wielkiej, operowej szachownicy. Monumentalna scenografia Luigiego Scoglia, pełna luster i pionowych konstrukcji, staje się przestrzenią dla wielkich emocji i skomplikowanych rozgrywek. Nieprzypadkowo każdy ruch postaci jest tu dokładnie przemyślany – niczym w partii, której stawką jest nie tylko korona, ale i ludzkie sumienia.

Łukasz Motkowicz jako Rodrygo i Jerzy Butryn jako Filip II,
próba, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Wyjątkowa obsada – wybitni śpiewacy na wrocławskiej scenie

W roli Filipa II wystąpi Rafał Siwek – bas o międzynarodowej renomie, znany z interpretacji verdiowskich postaci. Obok niego zaśpiewa Olena Tokar – liryczny sopran, solistka Opery Lipskiej i scen europejskich, która wcieli się w w postać królowej Elżbiety. Tytułowego Don Carla zinterpretuje Norbert Ernst, występujący na co dzień m.in. w Bayreuth i Staatsoper Wien. Wśród wykonawców znaleźli się także: Jadwiga Postrożna (Eboli), Stanisław Kuflyuk (Posa) i Aleksander Teliga (Wielki Inkwizytor), a także Jerzy Butryn, Dominik Sutowicz, Łukasz Motkowicz, Barbara Bagińska i wielu innych.

Siła zespołu – muzyka, chór, światło

Muzyczną warstwę spektaklu prowadzi maestro Paweł Przytocki. Scenę ożywiają nie tylko soliści, ale również chór pod kierownictwem Anny Grabowskiej-Borys, który w "Don Carlo" odgrywa szczególnie ważną rolę narracyjną. Światła projektował Dawid Karolak, a multimedia Karolina Jacewicz.

"Don Carlo" w Operze Wrocławskiej, próba, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek


Don Carlo – powrót klasyki w nowej odsłonie

Don Carlo to arcydzieło późnego Verdiego, które nie tylko zachwyca wokalnie, ale i porusza tematami niezwykle aktualnymi: lojalnością, wolnością, władzą i poświęceniem. To spektakl, który przekracza granice epoki i operowego gatunku.

Szachownica dramatu. „Don Carlo” Verdiego w Operze Wrocławskiej

Już 24 maja Opera Wrocławska zaprosi widzów na premierę Don Carla – jednego z najważniejszych i najbardziej dramatycznych dzieł Giuseppe Verdiego. To nie tylko powrót wielkiej klasyki, ale i mocny głos artystyczny – o władzy, wolności i granicach lojalności. Reżyser spektaklu, Michał Znaniecki, nie pozostawia wątpliwości: – To nie tylko opowieść o miłości. To wielka, szachowa rozgrywka polityczna. Gra o dusze i sumienia, której stawką jest przyszłość. Także nasza.

Włoski dramat w nowoczesnym ujęciu

Znaniecki nie zmienia kostiumu historycznego, ale dzięki metaforze szachownicy buduje uniwersalną przestrzeń konfrontacji. Inscenizacja ma charakter intensywny, wizualnie precyzyjny i pełen symboliki. – Każdy ruch ma znaczenie. Każda figura niesie odpowiedzialność. W tym świecie nawet król może być pionkiem – podkreśla reżyser.

"Don Carlo" w Operze Wrocławskiej, próba, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek


Wokalne wyżyny

Na scenie – plejada gwiazd. W roli Filipa II – Rafał Siwek, partnerować mu będą m.in. Olena Tokar (Elżbieta), Norbert Ernst (Don Carlo), Jadwiga Postrożna (Eboli), Stanisław Kuflyuk (Posa), Aleksander Teliga (Wielki Inkwizytor). Spektakl przygotowywano długo, z dbałością o każdy detal wokalny, aktorski i sceniczny.

Verdi – aktualny jak nigdy

Don Carlo to opera, która dotyka tematów wciąż obecnych: konfliktu ideałów z polityką, miłości niemożliwej, samotności u władzy. Muzyka Verdiego nie tylko dopełnia emocje – ona je buduje, prowadzi i rozsadza.

Za kulisami – wielki zespół

Kierownictwo muzyczne objął Paweł Przytocki. Scenografię i plakat stworzył Luigi Scoglio, światła – Dawid Karolak, kostiumy – Małgorzata Słoniowska, multimedia – Karolina Jacewicz. Za ruch sceniczny odpowiada Oskar Winiarski, a chórem kieruje Anna Grabowska-Borys.

Premiera – symbol nowego etapu

Jak podkreśla dyrektorka Opery Wrocławskiej, Agnieszka Franków-Żelazny, to spektakl budowany z myślą o publiczności i z szacunkiem dla tradycji:Don Carlo to opera, która nie zna granic. Wierzymy, że stanie się poruszającym doświadczeniem – i dowodem na to, jak silna może być wspólna praca wielu ludzi oddanych sztuce.

Marcelina Román jako Elżbieta de Valois, próba, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

informacja prasowa

środa, 15 stycznia 2025

„Simon Boccanegra” w reżyserii Agnieszki Smoczyńskiej już w lutym 2025 roku na deskach Opery Narodowej

Miłość, zdrada, lojalność i walka o władzę – uniwersalne emocje i dylematy ludzkiej natury są w centrum „Simona Boccanegry”, jednego z arcydzieł Giuseppe Verdiego. W lutym 2025 roku dzieło to powraca na deski Teatru Wielkiego - Opery Narodowej w zaskakującej odsłonie. Orkiestrę poprowadzi Fabio Biondi, spektakl reżyseruje Agnieszka Smoczyńska.

Agnieszka Smoczyńska, fot. materiały prasowe Opery Narodowej

Reżyserka Agnieszka Smoczyńska, debiutująca w operze, przenosi opowieść o korsarzu, który staje się władcą Genui, do dystopijnego świata dotkniętego katastrofą klimatyczną. Ta nowoczesna interpretacja stanowi zarówno ostrzeżenie przed groźnymi skutkami globalnych zmian, jak i refleksję nad ludzką kondycją w obliczu rozpadu wspólnoty i cywilizacji.

W swoim debiucie Smoczyńska oferuje świeże spojrzenie na operę Verdiego, która opowiada o miłości, zdradzie i walce o władzę. Osadzona pierwotnie w XIV-wiecznej Genui, historia została przekształcona w futurystyczną opowieść o Europie, która przypomina biblijną pustynię – miejsce wypalone przez słońce, pozbawione życia, gdzie natura ustępuje miejsca katastrofie.

Przenosimy „Simona Boccanegrę” w czasy neośredniowiecza, do świata, gdzie idea wspólnoty ulega rozpadowi, a katastrofa klimatyczna staje się rzeczywistością. To przestrzeń, w której główny bohater, Simon, jako korsarz wyniesiony do rangi przywódcy, stara się ocalić szczęście swojej córki nawet za cenę własnego życia. Ta opera, pełna melancholii, miłości i mroku, idealnie współgra z naszymi współczesnymi obawami przed nadchodzącym końcem świata, który wciąż można ocalić – mówi Agnieszka Smoczyńska.

„Simon Boccanegra” to jedna z najbardziej intrygujących oper Giuseppe Verdiego. Choć pierwotnie wystawiona w 1857 roku, uznanie zdobyła dopiero po poprawkach z 1881 roku. Ta mroczna muzyczna opowieść, w której główną rolę odgrywają barytonowe głosy, ukazuje Simona Boccanegrę jako bohatera rozdartego między politycznymi intrygami a osobistymi tragediami.


Giuseppe Verdi: Simon Boccanegra
Premiera 14 lutego 2025 r.
Kolejne spektakle 16/19/21/23 lutego 2025 r.

Teatr Wielki - Opera Narodowa
Scena Moniuszki

Obsada:

Sebastian Catana (baryton) - Simon Boccanegra

Gabriela Legun (sopran) - Amelia Grimaldi

Rafał Siwek (bas) - Jacopo Fiesco

Anthony Ciaramitaro - tenor

Szymon Mechliński (baryton) - Paolo Albiani

Lukas Jakobski (bas) - Pietro

Realizatorzy:

Fabio Biondi dyrygent


Katarzyna Borkowska - scenografia

Robert Bolesto - dramaturgia

Tomasz Jan Wygoda - choreografia

Katarzyna Lewińska - kostiumy

informacja prasowa

Wrzesień w Muzeum Architektury: dla dorosłych, dzieci i ciekawych miasta

 Muzeum Architektury we Wrocławiu zaprasza na spotkanie warsztatowe w ramach Akademii Architektury, warsztaty dla dorosłych: "Śląski de...

Popularne posty