Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Opera Wrocławska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Opera Wrocławska. Pokaż wszystkie posty

środa, 9 września 2026

6. Festiwal Opery Współczesnej: "GenOM" /recenzja/

Po kilkuletniej nieobecności powrócił do Opery Wrocławskiej Festiwal Oper Współczesnych, a pierwsza zaprezentowana inscenizacja to niekwestionowany sukces. Przemawia za tym właściwie wszystko: aktualny temat rozważań, dobra reżyseria i muzyka, która udatnie podąża za treścią sztuki, wreszcie – interesująca inscenizacja i wykonawstwo. 

"GenOM" w reż. Maxa Nowaka, libretto: Justyna Mikuła, muzyka: Michał Ziółkowski

O tym, że opera może służyć nie tylko rozrywce, ale także nieść ważne, ba, filozoficzne treści, przekonałam się już wcześniej, m. in. oglądając ramach 5. Festiwalu Oper Współczesnych "Immanuela KantaThomasa Bernharda, z muzyką Leszka Możdżera i w reżyserii Jerzego Lacha. W dodatku były to przemyślenia ubrane w atrakcyjną operową formę.

Genetyka, muzyka i filozofia

Libretto "GenOM"-u powstało jednakże z inspiracji dość nieoczywistej. Jego autorkę, Justynę Migułę, zainspirował... wykład znanego genetyka, prof. Michała Witta, którego znakomity esej o związkach genetyki i muzyki znajduje się w książce programowej festiwalu. Autor dowodzi w nim, że muzykalność dziedziczymy, a choroby genetyczne w wypadku wielu kompozytorów i wykonawców miały zasadniczy wpływ na ich twórczość. Anton Bruckner np. cierpiał na nerwicę natręctw, połączoną ze stanami depresyjnymi, co miało swoje odzwierciedlenie w jego twórczości. Symfonie przez niego skomponowane charakteryzuje matematyczna wręcz regularność i obsesyjne powtarzanie tych samych motywów rytmicznych. 

Główny bohater opery, Teodor Zaks, jest profesorem genetyki, który  – porzuciwszy muzykę dla nauki  – pragnie stworzyć idealny gen, niczym dr Frankenstein z powieści Mary Shelley. I tylko to się liczy, żona, syn i w ogóle życie takie, jakim jest, spadają na dalszy plan. Kiedy podczas przyjęcia dawny przyjaciel proponuje mu toast "za życie", on wznosi kielich "za doskonałość". Jednocześnie jest to człowiek cierpiący na wewnętrzne rozdarcie i z gruntu nieszczęśliwy, niespokojny. 

"GenOM" nawiązuje wprawdzie do genetyki, ale jego sens i przesłanie są wielopoziomowe i można je odczytywać na różne sposoby. Autorka libretta prowadzi nas ku dwom źródłom. Jednym z nich jest tzw. psychologia cienia. Według Junga, człowiek spycha w podświadomość negatywne cechy własnej osobowości, kreując jednocześnie idealny obraz własnej osoby – personę będącą rodzajem maski, którą nakłada w relacjach z innymi ludźmi. Tymczasem zrozumienie i zintegrowanie naszej "ciemnej strony" jest warunkiem rozwoju. Jako drugą inspirację, która przy tym wyjaśnia tytuł opery, wymienia Justyna Miguła powieść Hermanna Hessego: "Siddhartha", nawiązującą do filozofii indyjskiej i ukazującą mistyczną podróż w rezultacie której bohater godzi ze sobą tkwiące w jego naturze sprzeczności. To "OM" oznaczające pełnię, do której człowiek dochodzi poprzez błędy, przypadki i poszukiwania. OM (a. AUM) to święta sylaba, pierwotny dźwięk wszechświata. OM uspokaja umysł, oczyszcza i pomaga połączyć ciało z wewnętrzną świadomością. W ten sposób życie człowieka pomiędzy "gen" a "OM" zyskuje swoją pełnię.

Jacek Jaskuła jako Teodor, "GenOM", reż. Max Nowak

O tym, jak istotną rolę w tworzeniu i poszukiwaniu sensów dzieła, stanowią nasze doświadczenia, świadczy także mój przykład. Otóż lektura węgierskiego filozofa i eseisty Béli Hamvasa pozwoliła mi odczytać treść opery w kontekście jego rozważań zawartych w zbiorze "Archai, czyli początki".  Autor stwierdza tam, że kobiety mają inne podejście do transcendencji i do życia niż mężczyźni. Mężczyzna bowiem skłania się ku postawie prometejskiej, ku wieczności, co wynika z pragnienia, by stać się bogiem. W spektaklu widać to bezsprzecznie w postawie głównego bohatera, Teodora Zaksa, dążącego do "doskonałości". Takim pragnie widzieć także swojego syna Adama, jednak przeżywa rozczarowanie, gdy się okazuje, że nie spełnia on jego oczekiwań, co więcej, że postanawia pójść własną drogą. O dążeniu do boskości mówi także sen bohatera. 

"GenOM", scena zbiorowa

Bohaterowi towarzyszą kobiety: matka i żona, kojarzące się z Mojrami, które grają trzy śpiewaczki, co szczególnie mocno wybrzmiewa w scenie snu bohatera. Ponadto towarzysząca mu od początku kobieta (Izabela) przez cały czas "przędzie", robiąc na drutach coś, co okaże się szalem (wyraz troski?), nicią (losu? pępowiną, która zakotwicza bohatera w prawdziwym życiu?). Kobieta bowiem, jak pisze Hamvas, jest wpleciona w rzeczywistość wegetatywną, w ziemskość, w materię. Nić, wełna, tkanie, robótka to symbol życia. Mojry  – trzy kobiety, z których jedna przędła nić życia, druga nawijała ją na wrzeciono, a trzecia przecinała  – przędły nić życia, bo taka jest właśnie wiedza kobiet: tkać życie. Jedną z najpiękniejszych scen w "GenOM-ie" jest nie przypadkiem scena snu, w której kobiety trzymają niezliczone nici, a Teodor próbuje się uwolnić od ich plątaniny. Jego poszukiwania idealnego genu, podczas których wypiera ze swojego życia bliskie osoby: żonę i syna, prowadzą ostatecznie donikąd. Finalnie to kobieta (Izabela) uświadamia Teodorowi, że będąc oderwanym od prawdziwego życia, stracił kontakt z bliskimi, także z muzyką, która być może symbolizuje jego duszę. Izabela wprawdzie odchodzi, ale przedtem otula go na pożegnanie zrobionym przez siebie czerwonym szalem, symbolem życia. W ostatniej scenie widzimy pianino, na którym bohater zaczyna grać, a powtarzana znajoma melodia sprawia, że pojawia się syn i tym razem zostaje przez ojca wysłuchany. Rozchodzą się wprawdzie w przeciwnych kierunkach, ale łączy ich ponownie więź (nić, włóczka z szala). 

Scena zbiorowa: Sny

Z wysokiego C

Cała ta opowieść wybrzmiała niezwykle pięknie i poruszająco dzięki wykonawcom, a także autorom inscenizacji. Starannie wyreżyserowana przez Maxa Nowaka, który w materii operowej czuje się doskonale, mając za sobą doświadczenia i eksperymenty łączące różne formy ekspresji: teatralne, filmowe i muzyczne. Na pochwałę zasługuje także scenografia i reżyseria świateł (Radosława Niezgoda i Bogumił Palewicz), z pomocą których wyczarowano na scenie zarówno kongres naukowy, jak i piękną scenę snów. Oglądałam drugą obsadę przedstawienia. W roli Teodora wystąpił Jacek Jaskuła  – wspaniały baryton, znany z wielu znaczących ról w tradycyjnym repertuarze, który z powodzeniem sprawdził się również w operze współczesnej. Jego kreacja postaci głównego bohatera była złożona z wielu niuansów i wiarygodna, także w odniesieniu do przemiany wewnętrznej postaci. W roli kobiet jego życia wystąpiły trzy śpiewaczki: Izabelę zagrała i zaśpiewała Jadwiga Postrożna, wspaniały mezzosopran Opery Wrocławskiej, którą pamiętamy z wielu znaczących ról, m. in. Azuceny w "Trubadurze", Księżniczki Eboli w "Don Carlo" Verdiego czy tytułowej Carmen w operze Bizeta. W "GenOM-ie" śpiewała znakomicie, stosując zarazem oszczędne środki wyrazu gry aktorskiej. Matkę bohatera zagrała Urszula Czupryńska, mezzosopran o interesującej gęstej barwie, którą zapamiętaliśmy m. in. jako Martę ze "Strasznego dworu" Moniuszki. W postać młodej żony Teodora wcieliła się Hanna Sosnowska-Bill, pamiętna Zuzanna z "Wesela Figara" Mozarta czy Hanna w "Strasznym dworze". Liryczna, subtelnie zarysowana postać, świetnie komponowała się z dwiema pozostałymi śpiewaczkami. 

Muzykę do opery skomponował Michał Ziółkowski i trzeba przyznać, zważywszy że to debiut, znakomicie niosła ona tekst libretta. Pozostaje mieć nadzieję, że po tym sukcesie kompozytor otrzyma kolejne zamówienia. Za pulpitem dyrygenckim stanęła sama pani dyrektor Opery Wrocławskiej, Agnieszka Franków-Żelazny, która będąc przede wszystkim znakomitą chórmistrzynią, zadebiutowała w tej roli i to z sukcesem. 

6. Festiwal Opery Współczesnej wystartował z wysokiego C i rozpalił nie tylko naszą wyobraźnię, ale także oczekiwania. Aż strach pomyśleć, co będzie dalej! 😁

czwartek, 3 września 2026

Operowe odkrycia" - Festiwal Opery Współczesnej we Wrocławiu już wkrótce!

5 września, po blisko dziewięcioletniej nieobecności, powraca do Opery Wrocławskiej Festiwal Opery Współczesnej. Złoży się nań pięć wydarzeń: trzy opery, wieczór baletowy oraz recital Tomasza Koniecznego, który zaśpiewa "Podróż zimową" F. Schuberta w nowym tłumaczenie Krzysztofa Gosztyły. Na dzisiejszej konferencji prasowej dowiedzieliśmy się wielu smakowitych szczegółów. Oto one:

Uczestnicy konferencji w Operze Wrocławskiej, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Opera współczesna – unikalne zjawisko

Podczas konferencji prasowej Agnieszka Franków-Żelazny, dyrektorka Opery Wrocławskiej wyraziła refleksję o unikalności opery w kontekście powstających współcześnie dzieł muzycznych. Wystawienie opery jest bowiem sprawą kosztowną i skomplikowaną.

Kiedy Mozart zakończył komponowanie oper, a stworzył ich kilkadziesiąt, miał ponad trzydzieści lat. Tyle mniej więcej, ile mają dziś debiutujący podczas Festiwalu Opery Współczesnej kompozytorzy: Michał Ziółkowski ("GenOM") czy Mateusz Ryczek ("iGranie z potworami"). 

Opera współczesna podejmuje problemy naszych czasów, posługując się współczesnym językiem, bliższym nam, niż dzieła minionych epok. Do takich należy z pewnością "Głos potwora" – opera skomponowana przez Alka Nowaka, której dramaturgię opracował Robert Bolesto na podstawie filmu Agnieszko Holland "Europa, Europa", a wyreżyserowała Agnieszka Smoczyńska. Obecny na konferencji Yaroslav Shemet, który poprowadzi w tym spektaklu Orkiestrę Opery Wrocławskiej, uchylił nieco rąbka tajemnicy zdradzając, że obecnością chóru i sposobem poprowadzenia postaci dramatu "Głos potwora" nawiązuje do tragedii antycznej, a zarazem operuje współczesnymi środkami wyrazu i wywołuje u widzów wstrząs (spektakl miał swoją prapremierę w Operze Bałtyckiej).

Podobnie rzecz ma się z absolutnym debiutem, zamówionym przez Operę Wrocławską: operą "iGranie z potworami", skomponowaną przez Mateusza Ryczka do libretta Justyny Skoczek. Jak zaznaczyła podczas konferencji reżyserka Marta Streker, "jest to historia o tym, że żadna wirtualna rzeczywistość nie jest w stanie zastąpić realnej, rodzi natomiast groźne uzależnienia". Całość została zanurzona w mitologii słowiańskiej, a spektakl wzbogaca oryginalna gra komputerowa (również dzieło kompozytora), towarzysząca akcji scenicznej. Scenografia zaś pozostawia duży margines swobody dla wyobraźni widza. Kierownik muzyczny tego spektaklu, Rafał Karczmarczyk dodał, że muzyka w tym spektaklu stawia wiele wymagań, ponieważ kompozytor bazował na matematycznej teorii liczb, jego zadaniem jest więc dodanie do tego muzycznych emocji.

Trzecią premierą będzie we Wrocławiu "GenOM", opera Michała Ziółkowskiego do libretta Justyny Miguły-Damasiewicz, o której kierownik muzyczna Agnieszka Franków Żelazny powiedziała, iż zachwyciło ją podejście do języka muzycznego. Kompozytor bowiem, przy całej różnorodności, zachował melodykę, która wywołuje rozmaite emocje. Operę tę charakteryzuje też dojrzały i mądry tekst. Reżyser Max Nowak stwierdził, że muzyka ilustruje najgłębsze uczucia bohaterów. Główny bohater próbuje stworzyć idealny genom muzyki i jest to próba zrozumienia, czym jest ta doskonałość, która koniec końców prowadzi bohatera do bolesnego upadku. Całość spektaklu odbywa się w sferze jungowskiego snu. Obecna na konferencji wykonawczyni jednej z głównych ról, Jadwiga Postrożna (mezzosopran) dodała też, że opera jest głęboko poruszająca i w niej samej ożyły podczas prób wielkie emocje.

Prezentację oper współczesnych dopełni program baletowy z cyklu "Żywioły" – wieczór młodych choreografów, kompozytorów i tancerzy, który jest wynikiem współpracy baletu Opery Wrocławskiej z Akademią Muzyczną. W rezultacie tej kooperacji powstało 11 premier, w których realizatorzy "badają – jak się wyraziła podczas spotkania kierowniczka Baletu Opery, Małgorzata Dzierżon – rozmaite problemy w relacjach międzyludzkich. Artystom baletu towarzyszyć będą wybrani członkowie Orkiestry Opery Wrocławskiej.

Przegląd Opery Współczesnej wzbogaci "Podróż zimowa" – cykl pieśni Franza Schuberta ("Winterreise "), skomponowany do cyklu 24 wierszy Wilhelma Müllera. Usłyszymy je w wykonaniu światowej sławy bas-barytona Tomasza Koniecznego z towarzyszeniem pianisty Lecha Napierały. Zabrzmią w naszym ojczystym języku za sprawą Krzysztofa Gosztyły, który poświęcił kilka lat na ich tłumaczenie. Autor przekładu będzie gościem Opery Wrocławskiej i będzie to zarazem okazja do zaopatrzenia się w tomik "Podróż zimowa" w jego tłumaczeniu. 

Przed każdą operą będzie można wysłuchać prelekcji, podobnie jak przed wieczorem baletowym. Przybywajcie więc do Opery Wrocławskiej na te wyjątkowe wydarzenia, które odbędą się w dniach od 5 września do 3 października tego roku!


czwartek, 13 sierpnia 2026

Operowe Odkrycia - 6. Festiwal Opery Współczesnej

Po prawie dziewięcioletniej przerwie do Opery Wrocławskiej powraca Festiwal Opery Współczesnej. W planach na tegoroczną, szóstą edycję znalazły się wyjątkowe współczesne dzieła operowe oraz kolejna edycja wieczoru choreografów.

Opera jest wciąż energicznie rozwijającym się gatunkiem muzycznym, żywo odpowiadającym na zmieniający się dookoła świat – Festiwal Opery Współczesnej stwarza przestrzeń, w której dawne tradycje tej sztuki spotykają się z jej dzisiejszym ujęciem. Dwóch takich spotkań doświadczymy podczas tegorocznej edycji prapremierowo.

Pierwszym z nich jest "GenOM" Michała Ziółkowskiego do libretta Justyny Miguły-Damasiewicz – wielowymiarowa opowieść o powrocie do porzuconych marzeń rozgrywająca się w bezlitosnym świecie nauki. Jej głównym bohaterem jest Teodor Zaks, charyzmatyczny, obsesyjny mikrobiolog, który całe życie poświęcił poszukiwaniu „genu doskonałości”. Historia stanowi jednak zapis jego bolesnego, ale wyzwalającego upadku: Teodor odkrywa, że to, co biologicznie idealne, ludzko jest martwe. Kierownictwo muzyczne przedstawienia obejmie Agnieszka Franków-Żelazny, a reżyserii podejmie się Max Nowak.

Festiwal to nie tylko spektakle operowe, to również przestrzeń do zaprezentowania niezwykłych „operowych odkryć” w prawdziwym znaczeniu tego słowa. Takim odkryciem jest bez wątpienia koncert inscenizowany 13 września "Podróż zimowa" Franza Schuberta w wykonaniu barytona Tomasza Koniecznego oraz pianisty Lecha Napierały. Cykl pieśni został przetłumaczony na język polski przez aktora Krzysztofa Gosztyłę. Całość dopełni wideo w reżyserii Adama Dudka, które będzie integralną częścią wydarzenia. Po koncercie będzie okazja do spotkania z artystami – Tomaszem Koniecznym i Krzysztofem Gosztyłą.

"iGranie z Potworami" Mateusza Ryczka do libretta Justyny Skoczek – druga spośród festiwalowych prapremier – to opera zanurzona w nocy, gdzie domowa, wieczorna cisza przechodzi w cyfrowy mrok, a granica między łóżkiem dziecka a monitorem komputera okazuje się bardzo cienka. To spektakl o przejściu – z dzieciństwa w dojrzewanie, z mitu w technologię, z gry w odpowiedzialność. To także teatr, który ufa młodemu widzowi i nie upraszcza świata. Zamiast bajki oferuje doświadczenie – mroczne, piękne i niepokojąco bliskie. Spektakl powstaje pod kierownictwem muzycznym Rafała Karczmarczyka i w reżyserii Marty Streker.

W niedzielę 20 września na festiwalowej scenie Opery Wrocławskiej gościnnie wystąpi zespół Opery Bałtyckiej ze spektaklem "Głos Potwora" Alka Nowaka, z librettem Roberta Bolesto, w reżyserii Agnieszki Smoczyńskiej, pod batutą Yaroslava Shemeta. Dzieło powstało z inspiracji postacią z filmu "Europa Europa" w reżyserii Agnieszki Holland i prawdziwymi losami Salomona Perela, Żyda ukrywającego się w czasie drugiej wojny światowej w szeregach Hitlerjugend. W tej autorskiej adaptacji przenosimy się do świata mitologii greckiej, by spojrzeć z dystansu na zjawisko wojny i zauważyć jej wiecznie aktualne archetypy. Warto w tym dniu przyjść do Opery godzinę wcześniej, ponieważ przed spektaklem w operowym foyer odbędzie się spotkanie z kompozytorem i reżyserką.

W ramach festiwalu widzowie będą mogli wziąć udział także w czwartej edycji "Żywiołów"wieczoru młodych choreografów, kompozytorów i tancerzy. Zespół baletowy Opery Wrocławskiej zaprezentuje kilkanaście oryginalnych kreacji, które wzbogacone zostaną kompozycjami studentów Akademii Muzycznej im. Karola Lipińskiego we Wrocławiu w wykonaniu muzyków Opery.


Festiwal Opery Współczesnej Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

informacja prasowa

 

wtorek, 16 czerwca 2026

Święto Muzyki przed Operą Wrocławską

21 czerwca, w pierwszy dzień astronomicznego lata, Opera Wrocławska zaprasza mieszkańców i gości Wrocławia do wspólnego świętowania Święta Muzyki. Tego wieczoru muzyka wyjdzie poza mury teatru — na ulicę Świdnicką, przed gmach Opery Wrocławskiej — by stać się częścią miejskiego rytmu, spotkania i wspólnego przeżywania sztuki.

Opera Wrocławska, Święto Muzyki 2025

Święto Muzyki zostało zapoczątkowane we Francji w 1982 roku i szybko stało się wydarzeniem obchodzonym w wielu miastach Europy. Jego idea jest prosta i piękna: w pierwszy dzień astronomicznego lata artyści wychodzą z muzyką w przestrzeń publiczną, zapraszając przechodniów, mieszkańców i melomanów do spontanicznego udziału w koncertach.

Wrocławska odsłona wydarzenia po raz kolejny będzie miała operowy charakter. W ramach "VIVA OPERA #6" publiczność usłyszy fragmenty "Carmen" Georges’a Bizeta — jednej z najpopularniejszych i najbardziej rozpoznawalnych oper w historii. To muzyka pełna temperamentu, namiętności i dramatycznego napięcia, która od lat rozpala wyobraźnię publiczności na całym świecie.

W programie koncertu znajdą się m.in. "Prelude", "Habanera Carmen «L’amour est un oiseau rebelle»", "Seguidilla Carmen «Près des remparts de Séville»", pieśń cygańska "Les tringles des sistres tintaient", kuplety Escamilla "Votre toast, je peux vous le rendre", aria Don Joségo "La fleur que tu m’avais jetée" oraz finałowe sceny z kolejnych aktów opery.

Opera Wrocławska, Święto Muzyki 2025

Na scenie wystąpią soliści Opery Wrocławskiej: Aleksandra Opała jako Carmen, Oleg Lanovyi jako Don José, Jacek Jaskuła jako Escamillo, Kamila Dutkowska jako Micaëla, a także Grzegorz Szostak, Łukasz Rosiak, Aleksandra Malisz, Dorota Dutkowska, Tomasz Łykowski i Aleksander Zuchowicz. Artystom towarzyszyć będzie Orkiestra Opery Wrocławskiej pod dyrekcją Vladimira Kiradjieva. Koncert poprowadzą Jacek Jaskuła i Aleksander Zuchowicz.

Święto Muzyki to zaproszenie dla wszystkich — zarówno dla tych, którzy dobrze znają operę, jak i dla tych, którzy chcą spotkać się z nią po raz pierwszy w otwartej, miejskiej formule. Opera Wrocławska zachęca do wspólnego świętowania lata, muzyki i jednego z najbardziej ponadczasowych dzieł operowych.

Informacja organizacyjna dla mieszkańców

W związku z organizacją Święta Muzyki w niedzielę 21 czerwca 2026 roku, w godzinach 18.00–23.00, wystąpią utrudnienia komunikacyjne w centrum Wrocławia.

Dla ruchu kołowego zamknięte zostaną: ulica Świdnicka od strony ul. Bożego Ciała, plac Teatralny oraz ulica Heleny Modrzejewskiej. Zmiany obejmą nie tylko ruch samochodowy, ale również komunikację miejską — w szczególności tramwaje, które w tym czasie będą kursować zmienionymi trasami.

Organizatorzy proszą mieszkańców i widzów o uwzględnienie tych zmian przy planowaniu dojazdu oraz przepraszają za ewentualne utrudnienia.

Święto Muzyki – VIVA OPERA #6: Carmen
21 czerwca 2026 roku, godz. 21.00
przed Operą Wrocławską, ul. Świdnicka

Opera Wrocławska zaprasza do wspólnego świętowania — viva opera, viva muzyka, viva lato!

informacja prasowa



czwartek, 21 maja 2026

Co zobaczymy i usłyszymy w Operze Wrocławskiej w nowym sezonie artystycznym?

20 maja podczas konferencji prasowej zapoznano dziennikarzy z programem sezonu artystycznego 2026/2027. Wznowiony zostanie Festiwal Oper Współczesnych, a wśród premier m. in. "Rogoletto" Giuseppe Verdiego w reżyserii Michała Znanieckiego, "Polskie wesele" Józefa Beera w reżyserii Pawła Miśkiewicza, balet na podst. "Folwarku zwierzęcego" w choreografii Małgorzaty DzierżonPonadto koncerty, m. in. Winterreise Franza Schuberta w  przekładzie Krzysztofa Gosztyły oraz w wykonaniu Tomasza Koniecznego, a dzieło Johannesa Brahmsa Ein Deutsches Requiem poprowadzi Dyrektor Opery – Agnieszka Franków-Żelazny. 

Od prawej: Agnieszka Franków-Żelazny (dyrektorka Opery Wrocławskiej, 
Aleksandra Szymańska (Dział Edukacji), Anna Grabowska-Borys (kierowniczka Chóru Opery Wr.),
fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Wznowienie Festiwalu Opery Współczesnej

Agnieszka Franków-Żelazny, dyrektorka Opery Wrocławskiej, rozpoczęła swoje wystąpienie od ekscytującej informacji: powraca Festiwal Opery Współczesnej. W tym roku odbędzie się po raz szósty, w dniach od 5. do 26. września 2026. Wśród zaprezentowanych spektakli znajdą się dwie prapremiery, zamówione przez instytucję. Festiwal rozpocznie premierowy spektakl skomponowany przez Michała Ziółkowskiego: "GenOm", który wyreżyseruje Max Nowak, a orkiestrę poprowadzi Agnieszka Franków-Żelazny. Jak zapowiedział kompozytor, to spektakl będący rozważaniem nad tym, jak życie przeplata się ze sztuką, a w szczególności z muzyką. Mówi o tym, że muzykę mamy w genach. 

Drugim spektaklem zamówionym przez Operę Wrocławską, zaprezentowanym w ramach festiwalu, będzie "Igranie z potworami", którego pomysłodawcą i autorem muzyki jest Mateusz Ryczek, libretto napisała Justyna Skoczek, reżyserką – Marty Streker, zaś orkiestrę poprowadzi Rafał Kaczmarczyk. Jak zapowiedział kompozytor, jest to spektakl mówiący o relacjach w rodzinie i problemach, jakie przeżywają dzieci, gdy ojciec przebywa w wirtualnym świecie, zamiast poświęcić czas dzieciom.

W ramach festiwalu zobaczymy także nowy, czwarty już spektakl baletowy z cyklu "Żywioły. Wieczór choreografów", który powstaje we współpracy w wrocławską Akademią Muzyczną.

Premiery sezonu

Poza już wymienionymi, w grudniu odbędzie się premiera "Rogoletto" Giuseppe Verdiego w reżyserii Michała Znanieckiego, wybitnego reżysera operowego, którego inscenizacje często goszczą na deskach Opery Wrocławskiej. Dość wspomnieć 'Czarodziejski flet" W. A. Mozarta, "Don Carlosa" G. Verdiego czy "Włoszkę w Algierze" Gioacchino Rossiniego. Wystąpi orkiestra pod kierownictwem muzycznym Miriana Khukhunaishvili. W tytułowej roli usłyszymy wybitnego barytona Artura Rucińskiego, zaś w partii czarnego charakteru Sparafucile – Rafał Siwek (bas), nasz ulubiony szlachetny Don Quichotte, obaj śpiewacy robią oszałamiającą karierę w świecie.

W grudniu odbędzie się także "Bal u Mozarta" z muzyką Wolfganga Amadeusza – gala sylwestrowo-noworoczna, którą wyreżyseruje Paweł Miśkiewicz. Będzie to operowy debiut tego artysty, mającego w swoim dorobku wiele spektakli teatralnych, m. in. "Idiotę" F. Dostojewskiego, Śniadanie u Tiffany'ego" Trumana Capote, "Wiśniowy sad" Antoniego Czechowa czy "Przypadek Klary" Dei Loher.  

Kolejną premierą będzie "Polskie wesele" Józefa Beera -  słynna operetka łącząca cechy opery i musicalu, trzyaktowe dzieło stworzone przez polskiego kompozytora pochodzenia żydowskiego. Prapremiera odbyła się w Zurychu w 1937 roku. Dziś utwór ten jest uznawany za wybitny, a jego muzyka w luźny sposób łączy folklor, elementy romantyczne i swingujące rytmy. W 1937 roku spektakl odnosił ogromne sukcesy, ale po wybuchu II wojny światowej twórcy dzieła (pochodzenia żydowskiego) musieli ratować się ucieczką, a operetka trafiła na wiele lat w zapomnienie. Przez dekady nie była wystawiana w Polsce. Po latach utwór doczekał się oficjalnych inscenizacji w Europie (m.in. w Grazu czy Wiedniu) oraz w Polsce, w ramach Baltic Opera Festival. Spektakl wyreżyseruje również Paweł Miśkiewicz, a orkiestrę poprowadzi maestro Łukasz Borowicz.

Zaplanowano także premierę baletową: "Folwark zwierzęcy" na podst. powieści George’a Orwella, z muzyką Aleksandry Chmielewskiej i w choreografii Małgorzaty Dzierżon. Jest to kolejne zamówienie Opery Wrocławskiej.

Spektakle repertuarowe

Spośród spektakli repertuarowych w nowym sezonie artystycznym powrócą: "Carmen" G. Bizeta w reż. Marii Sartovej, "Salome" Richarda Straussa w reżyserii Mariusza Trelińskiego, "Sen nocy letniej" z muzyką Felixa Mendelssohna-Bartholdy`ego, "Opowieści Hoffmanna" Jacquesa Offenbacha –. spektakl w reżyserii Waldemara Zawodzińskiego – mroczna opowieść o nieszczęśliwych miłościach poety, który w poszukiwaniu ideału wplątuje się w rozmaite intrygi. Ponadto powrócą "Poławiacze pereł"  Georges'a Bizeta – liryczna opera w 3 aktach, ceniona za barwną realizację Waldemara Zawodzińskiego i piękną muzykę. Zobaczymy też "Don Quichotte`a" Jules'a Masseneta, w reżyserii Marka Wiessa-Grzesińskiego i z wybitną rolą Rafała Siwka. Ponadto "Toscę" Giacomo Pucciniego w reżyserii Michaela Gielety, "Straszny dwór" Stanisława Moniuszki w reżyserii Bruna Berger-Gorskiego, niezwykle lubianego "Skrzypka na dachu" Jerry;ego Bocka w reżyserii Marka Weissa, piękny balet "Frida" Petera Salema w choreografii Annabelle Lopez Ochoi, "Madama Butterfly" Giacomo Pucciniego w reżyserii Giancarlo del Monaco... A dla dzieci: "Pchła Szachrajka" Macieja Małeckiego w reż. Anny Seniuk czy "Opowieść wigilijną" w choreografii Youriego Vamosa.

Koncerty

W Operze Wrocławskiej będzie także można posłuchać koncertów. I tak 13 września będzie miał miejsce wyjątkowy koncert, a mianowicie "Podróż zimowa", podczas którego usłyszymy cykl pieśni Winterreise Franza Schuberta w znakomitym polskim przekładzie Krzysztofa Gosztyły oraz w wykonaniu Tomasza Koniecznego, któremu towarzyszył będzie na fortepianie Lech Napierała. Będzie także obecny Krzysztof Gosztyła, który – jak stwierdził śpiewak – pracował nad przekładem 8 lat. Tomasz Konieczny stale współpracuje z Operą Wrocławską jako dyrektor castingu. Do jego kluczowych zadań należy wyszukiwanie talentów, przesłuchania oraz dbanie o to, by każda rola była obsadzona przez artystów gwarantujących najwyższy światowy poziom wykonawczy. Jednocześnie sam artysta robi spektakularną karierę, występując m. in. w nowojorskiej Metropolitan, toteż swoją wypowiedź nagrał na wideo i odtworzono ją podczas konferencji. 

6 i 7 listopada w Operze Wrocławskiej zostanie wykonane monumentalne dzieło Johannesa Brahmsa Ein Deutsches Requiem, które poprowadzi Dyrektor Opery – Agnieszka Franków-Żelazny.

Ponadto będzie realizowany cykl koncertów kameralnych w foyer teatru, który cieszy się ogromnym zainteresowaniem melomanów.,

Oferta edukacyjna


Ponadto warto zapoznać się z bogatą i różnorodną ofertą edukacyjny Opery Wrocławskiej, adresowaną do wszystkich grup wiekowych: od niemowląt po seniorów, dla osób pojedynczych i dla grup. Można będzie także uczestniczyć w próbach otwartych.
Są to warsztaty muzyczne, koncerty edukacyjne i cotygodniowe zajęcia, na których dzieci mogą rozwijać swoje umiejętności taneczne (Studio Baletowe) oraz ogólnorozwojowe i wokalne (Uwerturka i Chór Dziecięcy). Z kolei młodzież i dorośli będą mogli pracować nad  sprawnością fizyczną ciała (zajęcia pn. Body Ballet) oraz doskonalić pasje i  talenty taneczne (Taniec klasyczny i Taniec współczesny).

Sprzedaż biletów na koncerty i spektakle repertuarowe rusza 25 czerwca 2026 r., zaś sprzedaż biletów na zajęcia z oferty EduOpery rozpocznie się 1 czerwca 2027 r.


wtorek, 14 kwietnia 2026

Kameralna muzyka Bohuslava Martinů w Operze Wrocławskiej /15.04.2026/

15 kwietnia 2026 r. Opera Wrocławska zaprasza na niezwykłe spotkanie z muzyką kameralną czeskiego kompozytora – twórcy "Julietty" – Bohuslava Martinů.


15 kwietnia 2026 r. w foyer Opery Wrocławskiej odbędzie się kolejny koncert kameralny. Tym razem muzycy naszego teatru zaprezentują dzieła mniej znane i rzadziej wykonywane, lecz kunsztowne i warte uwagi każdego melomana. Będą to trzy utwory czeskiego kompozytora – twórcy Julietty – Bohuslava Martinů: Intermezzo na skrzypce i fortepian, 7 Arabesques na skrzypce i fortepian oraz Sonatina na dwoje skrzypiec i fortepian.

Bohuslav Martinů (1890-1959) w dzieciństwie uczył się gry na skrzypcach, który to instrument studiował w praskim konserwatorium, lecz po trzech latach z niego zrezygnował na rzecz kompozycji i organów. Jednak tych studiów również nie ukończył. Nie przestał natomiast intensywnego studiowania partytur wielkich kompozytorów XIX wieku Mahlera i Debussy'ego, ponadto śledził tendencje w literaturze. W czasie I wojny światowej kompozytor nauczał muzyki w rodzinnej Poličce. W 1918 r. powrócił do Pragi. W tym roku odbył się jego debiut koncertowy jako kompozytora, a w latach 1919-1923 pracował jako skrzypek w orkiestrze praskiej filharmonii. Z kolei w 1923 r. otrzymał stypendium na kurs kompozytorski u Alberta Roussela w Paryżu. We Francji pozostał przez kolejne siedemnaście lat. Jego utwory zyskały uznanie najpierw w Czechach, a następnie za granicą, m.in. w Baden-Baden i Bostonie. Lata 1941-1953 kompozytor spędził w Stanach Zjednoczonych. W tym czasie wykładał na letnich kursach w Tanglewood oraz na uniwersytecie w Princeton. W 1953 przeniósł się z żoną do Europy i zamieszkał w Nicei, ale niebawem wrócił do USA, by objąć katedrę kompozycji w Curtis Institute of Music w Filadelfii. Zrezygnował jednak z tej funkcji i w 1956-1957 zgodził się podjąć pracę w American Academy w Rzymie. Poważnie chorował, ostatni rok spędził w posiadłości Sachera w Schönenbergu koło Bazylei. Zmarł w 1959 r.


Koncert przypada zaraz po długo wyczekiwanej premierze wspomnianej opery Julietta, która na scenie Opery Wrocławskiej została wystawiona 11 kwietnia 2026 r. – w reżyserii Barbary Wiśniewskiej i pod batutą Miriana Khukhunaishvili.


Program:

Bohuslav Martinů (1890-1959)

Intermezzo na skrzypce i fortepian

7 Arabesques na skrzypce i fortepian

Sonatina na 2 skrzypiec i fortepian:

I Allegro

II Andante

III Allegretto

IV Poco Allegro


Wykonawcy:

Adam Czermak – skrzypce

Anna Czermak – skrzypce

Ashot Drnyan Babrouski – fortepian


Do zobaczenia w Operze Wrocławskiej!

informacja prasowa

czwartek, 9 kwietnia 2026

Premiera „Julietty” w Operze Wrocławskiej już w najbliższą sobotę!

Już w najbliższą sobotę w Operze Wrocławskiej odbędzie się premiera „Julietty” Bohuslava Martinů, w reżyserii Barbary Wiśniewskiej i pod kierownictwem muzycznym Miriana Khukhunaishvili. To jedno z najbardziej niezwykłych dzieł XX wieku – opera zanurzona w świecie snu, pamięci i pragnienia, rzadko obecna na polskich scenach, a dziś powracająca w nowej realizacji Opery Wrocławskiej.

Paryż, lata 30. XX wieku. Bohuslav Martinů trafia na surrealistyczną sztukę Georges’a Neveux Juliette ou la Clé des songes. Ta historia nie daje mu spokoju. Kilka lat później zaprasza autora i siada do fortepianu. Zaczyna grać. Neveux wspominał później, że po raz pierwszy naprawdę wszedł do świata swojej własnej sztuki. Tak rodzi się opera Julietta. Martinů tworzy własne libretto i przenosi nas do tajemniczego miasta, w którym ludzie tracą pamięć po kilku minutach. 

Kompozytor stworzył historię z pogranicza snu i świata realnego; skłania do refleksji nad miłością – fundamentalnym pragnieniem człowieka. Główny bohater – Michel, poszukuje nawiedzającej go w snach kobiety o imieniu Julietta. Kiedyś usłyszał jej piękny głos podczas podróży przez pewne miasto. Na miejscu okazuje się, że mieszkańcy są dotknięci osobliwym zanikiem pamięci – pamiętają tylko ostatnie 10 minut. Michael, szukając dziewczyny, napotyka różne dziwne postaci, by w końcu trafić na wyśnioną Juliettę, która jawi mu się jako ideał niedostępnej kobiecości. 

"Julietta!" Bohuslava Martinů, próba medialna, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

To opowieść o miłości, pamięci i świecie, w którym nic nie jest pewne. Opera miała prapremierę 16 marca 1938 r. w Pradze. Dzieło od razu odniosło wielki sukces dzięki wyjątkowej muzyce, a także scenografii. Podczas pierwszej realizacji Julietty na widowni był obecny sam Neveux, który po spektaklu oznajmił, że „opera przerosła sztukę”. Bohuslav Martinů stworzył dwie wersje dzieła – w języku francuskim oraz czeskim. 

Ostatni raz w Polsce opera ta była wystawiana 1978 roku w Łodzi. Opera Wrocławska po wielu latach pragnie przypomnieć tę wyjątkową kompozycję czeskiego kompozytora.

"Julietta!" Bohuslava Martinů, próba medialna, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Kierownictwo muzyczne – Mirian Khukhunaishvili

Reżyseria – Barbara Wiśniewska

Soliści, Chór i Orkiestra Opery Wrocławskiej

Dramaturgia – Marcin Cecko

Choreografia i ruch sceniczny – Maćko Prusak

Scenografia – Natalia Kitamikado

Kostiumy – Emil Wysocki

Reżyseria świateł – Aleksandr Prowaliński

Projekcie multimedialne – Marcin Cecko

Kierownictwo chóru – Anna Grabowska-Borys

Obsada (w dniu premiery)

Michel - Maciej Kwaśnikowski*

Juliette - Agnieszka Adamczak

L'homme au casque, Le marchand de souvenirs, Le mendiant aveugle/ Człowiek w hełmie, Sprzedawca pamiątek, Ślepy żebrak - Łukasz Rosiak

L`homme à la chapska, Le Père la Jeunesse, Le vieux matelot/Człowiek w rogatywce, Ojciec Młodość, Stary marynarz - Tomasz Rudnicki

La marchande de poissons, La petite vieille, La vieille dame, Le chasseur, Monsieur 3/ Handlarka rybami, Mała staruszka, Stara dama, Boy hotelowy, Pan 3 - Jadwiga Postrożna

Le vieux, Le vieil Arabe, Le bagnard/ Starzec, Stary Arab, Skazaniec - Grzegorz Szostak*

Le petit Arabe, Le jeune matelot, Monsieur 1/ Mały Arab, Młody marynarz, Pan 1 - Aleksandra Opała

L'employé, Le garde, Le gardien de nuit/ Urzędnik, Strażnik, Nocny strażnik - Aleksander Zuchowicz

Le commissaire, Le facteur/ Komisarz, Listonosz - Michał Błocki*

La marchande d'oiseaux, Le chiromancien, Mensieur 2/ Handlarka -

ptakami, Chiromanta, Pan 2 - Eliza Kruszczyńska

* - gościnnie

Czas trwania: 160 min.

język: francuski z polskimi i angielskimi napisami

"Julietta!" Bohuslava Martinů, próba medialna, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Prelekcja dra Ryszarda Lubienieckiego

W dniu premiery, 11 kwietnia, serdecznie zapraszamy, by odwiedzić Operę Wrocławską wcześniej – o godz. 18.000 w foyer będzie miała miejsce prelekcja dra Ryszarda Lubienieckiego, poświęcona historii dzieła i jego twórcy.

Ryszard Lubieniecki to kompozytor, muzykolog, instrumentalista, improwizator. Studiował kompozycję i akordeon w Akademii Muzycznej w Bydgoszczy. W 2023 r. obronił pracę doktorską pod kierunkiem prof. Remigiusza Pośpiecha we wrocławskim Instytucie Muzykologii, gdzie obecnie pracuje na stanowisku adiunkta. Poza akordeonem gra również na średniowiecznych instrumentach klawiszowych (portatywie i clavisimbalum). Współzałożyciel tria muzyki współczesnej Layers, zespołu muzyki średniowiecznej Vox Imaginaria oraz bardziej efemerycznych grup muzyki improwizowanej, m.in. Vogellicht, Widzicie i Lubieniecki/Rupniewski. Autor monografii „Musica i memoria w późnośredniowiecznych traktatach muzycznych I połowy XV wieku” (Wrocław 2025). 

informacja prasowa

czwartek, 26 marca 2026

Inny Don Kichote /recenzja "Don Quichotte`a" Julesa Masseneta w Operze Wrocławskiej/

20 lutego 2025 odbyła się w Operze Wrocławskiej premiera rzadko wystawianego "Don Quichotte`a" Julesa Masseneta. Przedstawienie to doprawdy uczta dla uszu, pożywka dla wyobraźni, dla emocji, sztuka, która niesie dyskretnie szlachetne przesłanie. Znakomicie wyreżyserowany, wspaniale zagrany i zaśpiewany, piękny spektakl, którego nie można, a nawet nie wolno przeoczyć.

Don Kichote Cervantesa i  Don Quichotte Masseneta

Don Kichote to jedna z najbardziej znanych postaci literackich, której bogactwo wewnętrzne z jednej strony, i pełne przygód życie – z drugiej, stwarzają czytelnikom szerokie pole interpretacyjne. Pisząc swą powieść  "Przemyślny szlachcic Don Kichote z Manczy" Miguel de Cervantes właściwie bawił się konwencją powieści rycerskiej, a tytułowy bohater został przedstawiony w sposób satyryczny. Już z pierwszego rozdziału dowiadujemy się, że szlachcic Alonzo Quijano z Manczy zajmował się głównie czytaniem ksiąg rycerskich, ówczesnego odpowiednika kiepskich romansideł. O ich jakości świadczy choćby cytat z jednego z popularnych wówczas autorów: „Przewaga nierozwagi, jaką sprawuje w mojej rozwadze, tak osłabia równowagę mej uwagi, że nie bez wagi żalić się muszę na waszej piękności przewagę”. Nic więc dziwnego – sugeruje Cervantes – że bohater stracił rozsądek i uroił sobie, że zostanie błędnym rycerzem... Przybrał imię Don Kichota i w groteskowym przebraniu, na wynędzniałym koniu Rosynancie wyruszył w świat, by wzorem dawnych rycerzy bronić słabych i bezbronnych, a także walczyć ze złem. Na swojego giermka wybrał wieśniaka Sanczo Pansę, zaś damą serca uczynił wiejską dziewczynę Dulcyneę z Toboso. Don Kichote zupełnie nie liczy się z realiami, żyje marzeniami i ideałami, toczy wyimaginowane boje z olbrzymami i czarnoksiężnikami... 

Postać głównego bohatera, będącego właściwie parodią rycerza, miała w intencji autora przede wszystkim bawić czytelnika. Dopiero romantycy zobaczyli w postaci Do Kichota  tragiczną, wybijającą  się ponad tłum jednostkę, której otoczenie nie rozumie. To poezja życia w zderzeniu z prozaiczną rzeczywistością. I tak postać rycerza z Manczy zaczęła  wieść swój literacki żywot niezależnie od woli autora i twórcy, każde arcydzieło bowiem obfituje potencjalnie w rozmaite znaczenia. Także jako historia marzyciela, który żyje bardziej w wyobrażonym, niż w prawdziwym świecie. 

Plakat z pierwszej paryskiej produkcji Don Kichota Julesa Masseneta w Gaîté-Lyrique,
opublikowany przez Ed. Delanchy, Paryż. 

Don Quichotte Masseneta  jest dość odległy od swego pierwowzoru. Autorowi libretta, Henri Cainowi, zależało na tym, aby złożyć hołd bohaterowi heroicznej komedii "Człowiek o długiej twarzy" francuskiego poety Jacquesa Le Lorraina, który umiera z miłości do pięknej Dulcynei. W tej sztuce, po raz pierwszy wystawionej w Paryżu w 1904 roku, prosta wiejska dziewczyna Aldonza (Dulcynea) z oryginalnej powieści staje się bardziej wyrafinowaną Dulcinée, kokieteryjną lokalną pięknością, która inspiruje wyczyny zakochanego w niej starca. Więcej tam poetyckiego nastroju aniżeli awanturniczych przygód. Dodano jedynie scenę z wiatrakami, która tak mocno przylgnęła do postaci pierwowzoru.  Kompozytor utożsamiał się osobiście ze swoim komiczno-bohaterskim protagonistą, ponieważ w owym czasie był zakochany w Lucy Arbell, która śpiewała rolę Dulcynei w pierwszym wykonaniu tej opery. Miał wtedy 67 lat i z powodu dokuczliwego reumatyzmu pisał leżąc w łóżku, a zmarł zaledwie dwa lata później. Jednak, jak wynika z jego korespondencji, pisanie stało się dla niego rodzajem eliksiru łagodzącego fizyczny ból. Może też rodzajem kompensaty.

"Don Quichotte" miał swoją premierę w Monte Carlo 19 lutego 1910 roku, a następnie wystawiano go w maju w Brukseli oraz w Marsylii i Paryżu w grudniu tegoż roku. Jego premiera w Opéra-Comique w październiku 1924 była początkiem ponad 60 wystawień w ciągu następnej ćwierci wieku. Już w 1912 roku dzieło zostało zaprezentowane w French Opera House w Nowym Orleanie oraz w London Opera House i tak rozpoczął się triumfalny pochód przez najbardziej znane sceny. Polska premiera odbyła się w Operze Krakowskiej w 1962 roku, a premiera – w Bałtyckiej Operze Państwowej w 1969 roku. 

Inscenizacja, którą wyreżyserował Marek Weiss w Operze Wrocławskiej, jest niezwykle udanym powrotem po latach do tego wieloznacznego i poetyckiego spektaklu.

"Don Quichotte" J. Massenata, scena zbiorowa, fot. Wojciech Palacz


"Don Quichotte" w Operze Wrocławskiej

Marek Weiss jest nie tylko wytrawnym reżyserem teatralnym i operowym, ale także pisarzem. Dzięki współpracy z żoną Izadorą, tancerką i choreografką, tworzy na scenie spójne i wieloznaczne światy. We Wrocławiu mieliśmy okazję oglądać w ramach 53. Wratislavii jego znakomitą inscenizację opery Elżbiety Sikory: „Madame Curie”, a także "Manekiny" w Operze Wrocławskiej. Również i tym razem zaproponował widzom interesującą interpretację opery sięgając po Masseneta. Świat, w którym osadził postać tytułowego bohatera, jest światem wieży Babel, znanym z obrazu Petera Bruegla starszego, symbolu niemożności porozumienia się między ludźmi, namalowanym na podstawie opowieści z Księgi Rodzaju. Wnętrze wieży to świat, którym żyją i poruszają się  postaci dramatu. Scena początkowa, w której obserwujemy zgiełkliwy tłum, jest jakby przywołaniem "Słodkiego życia" Federico Felliniego. Zarazem jest to tzw. dom pogodnej starości, który w zależności od sytuacji staje się miejscem pojedynku, ogrodem, sypialnią Dulcynei, przez którą – jak w "Kartotece" Tadeusza Różewicza – przewijają się rozliczni bohaterowie. Niekiedy zaś oczom widzów ukazuje się świat podziemny, utajony – rodzaj dantejskiego inferna, dokąd udaje się Don Quichotte, aby spełnić życzenie ukochanej. 

Rafał Siwek (bas), scena w podziemiach, fot.  Karpati&Zarewicz 

Wrocławski spektakl operowy ma także znakomitą obsadę. W roli tytułowej wystąpił znakomity bas Rafał Siwek (na zmianę z Łukaszem Koniecznym), znany wrocławskim melomanom z jeszcze z debiutu partią Ferranda w "Trubadurze" G. Verdiego (2000), a ostatnio również z tytułowej roli Filipa II w "Don Carlo" G. Verdiego, spektaklu wyreżyserowanym przez Michała Znanieckiego. Zważywszy, że artysta śpiewał także wielkie partie z repertuaru rosyjskiego (Borys Godunow, Kończak i Książę Halicki w "Kniaziu Igorze", Iwan Groźny w "Pskowiance"), nie dziwi, że właśnie jemu zaproponowano rolę, która została napisana dla słynnego rosyjskiego basa Fiodora Szalapina. Ponadto ta rola to nie tylko głos, to także charyzmatyczna osobowość, toteż Rafał Siwek wydaje się być idealnym wykonawcą. Przykuwa uwagę od momentu, kiedy pojawia się na scenie w wózku inwalidzkim, jest wiarygodnym Don Quichotte, gdy każe Sancho Pansie rozdać pieniądze ubogim, gdy "ujarzmia" w podziemiach złoczyńców, a także w scenie, gdy oświadcza się Dulcynei, a odrzucony – postanawia umrzeć. Najpiękniejsza, najbardziej poetycka jest scena umierania: pojawia się "znikąd" drzewo, do którego bohater przylgnie, podczas  gdy towarzyszy mu zagrana na żywo partia wiolonczeli (wspaniały Tomasz Strahl!). Zanim umrze, obdaruje swego sługę "wyspą wyobraźni", a oczy zamknie mu zjawiskowa (będąca również tworem wyobraźni) Dulcynea. Piękna, poruszająca scena... 

Rafał Siwek, Justyna Rapacz (Dulcynea, mezzosopran), Grzegorz Szostak (Sancho Pansa, bas),
fot.  Karpati&Zarewicz 

Don Quichotte towarzyszy postać komiczna i kompletnie od niego inna – Sancho Pansa. W tej roli wystąpił Grzegorz Szostak, podobnie jak Rafał Siwek – bas Teatru Wielkiego - Opery Narodowej. O ile Don Quichotte jest postacią idealisty i marzyciela, o tyle jego towarzysz zmienia się pod wpływem wydarzeń z tchórza, lenia i niedowiarka w postać tragiczną i patetyczną. Grzegorz Szostak nie tylko partnerował Rafałowi Siwkowi znakomicie, ale także wprowadzał do sztuki rubaszny humor. Śpiewał znakomicie zarówno duety, jak i arie, potrafił też uwiarygodnić dynamikę swojej postaci. W ostatnich scenach staje się poniekąd tym jedynym, który "rozumie" jak nikt swego pana, jego intencje i decyzje. Jego smutek, może nawet rozpacz są niezwykle poruszające. Wspaniała rola!

Rafał Siwek (Don Quichotte, bas) i Grzegorz Szostam (Sancho Panca, bas), 
fot.  Karpati&Zarewicz 

Uwagę zwracają także: Justyna Rapacz w roli pięknej Dulcynei  – młoda artystka dysponująca pięknym mezzosopranem, mająca już za sobą znaczące role w operach Händla, a także Anna Szopa-Kimso grająca postać Tańczącej Nimfy – symbolu poezji, która może pojawić się wszędzie, choć ignorowana, nawet w zatęchłej norze. Dzięki scenom, w których się pojawia, spektakl przenika aura poetyckości, obecna właściwie od początku, począwszy od sceny w ogrodzie czy nawet sceny pojedynku, który Don Quichotte przerywa, aby zapisać myśl, która właśnie przyszła mu do głowy. Jest w tym przedstawieniu także subtelny humor, który przenika także sceny liryczne, dzięki czemu nie są one banalne. To właśnie sceny z Tańczącą Nimfą czy w ogrodzie, kiedy zakochanemu bohaterowi towarzyszy w tle projekcja obrazu Goi "Gdy rozum śpi". 

Anna Szopa-Klimso (Tańcząca Nimfa), fot.  Karpati&Zarewicz 

Orkiestrę Opery Wrocławskiej poprowadził maestro Patrick Fournillier  – francuski dyrygent, który wielokrotnie interpretował twórczość Jules`a Masseneta. Od 1990 roku jest współzałożycielem i dyrektorem muzycznym Festiwalu Masseneta w Saint-Étienne, przywracając na nowo do życia wiele najbardziej zaniedbanych dzieł operowych i wokalnych. Można by więc śmiało powiedzieć, że maestro wprost stworzony był do tego, by poprowadzić wrocławską premierę "Don Quichotte`a" i zrobił to znakomicie.
"Don Quichotte" Julesa Masseneta w Operze Wrocławskiej to doprawdy uczta dla uszu, pożywka dla wyobraźni, dla emocji, sztuka, która niesie dyskretnie szlachetne przesłanie. Znakomicie wyreżyserowany, wspaniale zagrany i zaśpiewany, piękny spektakl, którego nie można, a nawet nie można przeoczyć.

czwartek, 19 lutego 2026

Premiera w Operze Wrocławskiej: „Don Quichotte” Jules’a Masseneta w reżyserii Marka Weissa /zapowiedź/

20 lutego 2026 roku Opera Wrocławska zaprasza na premierę "Don Quichotte" Jules’a Masseneta – opery w pięciu aktach, która przyciąga nie tyle samą fabułą, co przede wszystkim angażuje emocje.  Jest bowiem opowieścią o miłości bezbrzeżnej, ryzykownej, czasem naiwnej, a jednak prawdziwej. To świat hiszpańskich miraży przefiltrowanych przez francuską wrażliwość – „opera o miłości, i to miłości rozpaczliwej”, którą w ten sposób interpretuje reżyser Marek Weiss.

Próba generalna "Don Quichotte", fot. Karpati&Zarewicz

W tej historii Don Kichot nie jest wyłącznie bohaterem z legendy – jest człowiekiem, który wbrew wszystkiemu chce wierzyć w sens. Wędruje, by zdobyć dla Dulcynei skradziony naszyjnik, wraca z trofeum i z sercem „na dłoni”, prosząc o coś więcej niż wdzięczność. A gdzieś nad tym wszystkim unosi się gorzka myśl, że ziemskie szczęście rzadko bywa zapisane w gwiazdach.

Ta premiera ma też wymiar szczególny: impuls do sięgnięcia po tytuł wypłynął bezpośrednio ze spotkania z głosem i osobowością – „to była propozycja, która tak naprawdę wypłynęła od solisty Rafała Siwka” – mówi Marek Weiss, podkreślając, że to partia, o której „marzy każdy wielki bas”. Wrocławska realizacja powstaje z rozmowy wielu języków teatru: muzykę prowadzi Patrick Fournillier, a sceniczną energię i ruch kształtuje Izadora Weiss; obraz dopełnia scenografia Jagny Janickiej oraz multimedialna przestrzeń Karoliny Jacewicz, a światło – Bogumiła Palewicza.

Próba generalna "Don Quichotte", fot. Karpati&Zarewicz

W warstwie wizualnej spektakl gra detalem, formą i współczesnym skojarzeniem. Kostiumy tworzy duet Paprocki&Brzozowski – „uznawani za liderów wśród polskich projektantów, łączą ponadczasową szkołę dobrego krawiectwa z nowoczesnym spojrzeniem na modę” – i trudno o lepszą definicję świata Dulcynei: zmysłowego, ostrego, chwilami bezwzględnego, ale zawsze stylowego.

Reżyseria, natomiast, to nie muzealna pocztówka. „Teatr to nie muzeum ani kino z rekonstrukcją” – zaznacza Weiss, budując opowieść tak, byśmy nie patrzyli na Don Kichota jak na figurę z podręcznika, tylko jak na kogoś, kogo można spotkać tu i teraz. Nawet wiatraki – ikona tej historii – dostają nowy ciężar: „prosiłem, by to nie były ładne wiatraczki z obrazka, lecz takie, które budzą niepokój” – bo lęk bywa dziś bardziej obecny niż romantyczna fantazja.

Premiera 20 lutego otwiera serię spektakli, na które Opera Wrocławska zaprasza również 21, 26, 27 i 28 lutego oraz 1 marca. To przedstawienie, które prowadzi widza nie tylko przez historię, ale i przez refleksję — o wierności sobie, o czułości, o świecie, który bywa głośny i bezlitosny dla tych „niepasujących”. Nie trzeba być niepoprawnym romantykiem ani znawcą opery, by dać się tej opowieści poruszyć: wystarczy pozwolić, by muzyka poprowadziła na chwilę wolniej niż codzienność — i zobaczyć we współczesnym świecie coś, co zwykle umyka w biegu.

informacja prasowa

środa, 10 grudnia 2025

Księżycowa Salome /recenzja "Salome" w Operze Wrocławskiej/

Jedną z najbardziej znaczących inscenizacji tego sezonu artystycznego w Operze Wrocławskiej jest z pewnością "Salome" Richarda Straussa w reżyserii Mariusza Trelińskiego. Opera była z pewnością wyzwaniem dla wszystkich twórców tego spektaklu: dla solistów, orkiestry, realizatorów, a także dla... widzów. Rezultaty przerosły nasze wyobrażenia: "Salome" Richarda Straussa uwiodła nas bez reszty.

"Salome", Opera Wrocławska, fot Karpati & Zarewicz

Biblijna historia Jana Chrzciciela i Salome jako popularny motyw w literaturze i sztuce

Historię ścięcia głowy proroka Jana Chrzciciela na życzenie Salome, córki Herodiady, znamy z Nowego Testamentu. Wspominają o niej Ewangeliści: Mateusz i Marek. 

Otóż, kiedy obchodzono urodziny Heroda, tańczyła córka Herodiady wobec gości i spodobała się Herodowi. Zatem pod przysięgą obiecał jej dać wszystko, o cokolwiek poprosi. A ona przedtem już podmówiona przez swą matkę: «Daj mi - rzekła - tu na misie głowę Jana Chrzciciela!» Zasmucił się król. Lecz przez wzgląd na przysięgę i na współbiesiadników kazał jej dać. Posłał więc [kata] i kazał ściąć Jana w więzieniu. Przyniesiono głowę jego na misie i dano dziewczęciu, a ono zaniosło ją swojej matce. (Mt 14, 6-11).

W tej relacji postać dziewczyny przedstawiona została neutralnie, a ścięcie głowy Jana Chrzciciela zostaje dokonane de facto na życzenie Herodiady, prorok bowiem wypominał Herodowi to małżeństwo (Nie wolno ci mieć żony swego brata, Mk 6, 18 b). Dodajmy, że aby połączyć się z Herodem Antypasem, który był zarazem jej wujem, Herodiada odeszła od swego męża (również wuja) Heroda Filipa I, z którym miała córkę Salome. Wykorzystała jej zmysłową urodę dla zniewolenia Heroda i zmuszenia go do pozbycia się Jana Chrzciciela. 

Opowieść ta poruszyła wyobraźnię wielu artystów. Motyw uczty Heroda, tańca Salome, a przede wszystkim makabrycznego finału pojawiał się w historii europejskiego malarstwa przez wieki. Sięgali po nią najwięksi. Na obrazach Tycjana czy Caravaggia Salome nadal pozostaje niewinną istotą, narzędziem w rękach bezwzględnej matki. Ale z czasem to się zmienia. Przedstawienia Salome ewoluują – z niewinnej dziewczyny staje się postacią co najmniej dwuznaczną, świadomą swego ciała i erotycznego powabu femme fatale. Szczególnie w epoce modernizmu artyści z upodobaniem ukazywali kobiety – niszczycielki, kobiety – modliszki, kobiety – wampiry. 

Do najbardziej znanych literackich wersji opowieści o Salome należy dramat Oscara Wilde’ a, który ukazał się w 1894 roku w Anglii, z ilustracjami Aubrey`a Beardley’ a i przedstawiał judejską księżniczkę jako satanistyczny symbol rozkoszy. W jego interpretacji Jan nie jest ofiarą, ale kusicielem. W centrum dramatu znajduje się Salome, której urodę i okrucieństwo pisarz wręcz celebruje. Oscar Wilde napisał swój jednoaktowy dramat prozą po francusku, z myślą o wielkiej tragiczce Sarze Bernardt. W 1896 roku sztuka odniosła wielki sukces w Paryżu, ale w Anglii cenzura  – ze względów obyczajowych i religijnych  – do 1931 roku nie zezwalała na jej wystawienie. 

"Salome" Richarda Straussa – zmiana estetyki w muzyce

"Salome" zawładnęła także wyobraźnią Richarda Straussa, głównie za sprawą słynnego Maxa Reinhardta  reformatora teatru i autora wizjonerskich inscenizacji. To jego spektakl zafascynował go do tego stopnia, że skomponował nie tylko muzykę do tej sztuki, ale również napisał (w oparciu o tłumaczenie sztuki Wilde`a) własne libretto. Zapewne dostrzegł w tej historii wielki potencjał – możliwość przekazania w muzycznej formie skomplikowanych emocji, które stają udziałem postaci dramatu. To było prawdziwe wyzwanie – nie tylko móc odmienić estetykę muzyki, ale także ukryć w niej tajemnicze konteksty pomiędzy słowami i zdaniami. Mariusz Treliński mówi w jednym z wywiadów, że ekspresja tej muzyki robi równie silne wrażenie, jak historia, która jej towarzyszy. Mamy tu do czynienia w podwójnym szokiem – estetycznym i etycznym. Rzadko zdarza się, żeby muzyka w tak doskonały sposób opisywała stan wewnętrzny bohatera. (...) Jest jednocześnie konkretna, mięsista i uduchowiona.

Prapremiera opery Straussa miała miejsce 9 grudnia 1905 roku w Semperoper w Dreźnie. W następnym roku można ją było zobaczyć w mediolańskiej La Scali, a wkrótce potem – na wielu scenach Europy, także w Warszawie. Wcześniej, już 28 lutego 1906 roku zaprezentowano "Salome" w reżyserii Hugo Kirchnera i pod dyrekcją kapelmistrza Juliusa Prüwera, w Teatrze Miejskim w niemieckim wówczas Wrocławiu (Breslau). Pojawił się także sam kompozytor (początkowo sceptyczny wobec wersji scenicznej z pomniejszonym składem orkiestry), lecz ku jego zdumieniu aplauz publiczności był jeszcze bardziej gorący niż w Dreźnie. Po głośnej premierze Richard Strauss nie tylko wysoko ocenił grającą w mniejszym składzie orkiestrę, ale wyrazy wielkiego uznania skierował pod adresem wykonawczyni roli Salome, sopranistki Franchette Verhunk, która jako pierwsza nie tylko zaśpiewała, ale także zatańczyła słynny taniec siedmiu zasłon (w Dreźnie solistka odmówiła jego wykonania), czym porwała zgromadzoną w teatrze publiczność. Spektakl odniósł niekwestionowany wielki sukces! Chociaż więc recenzenci od początku krytykowali "Salome" z powodu obsceniczności tematu i atmosfery skandalu, która towarzyszyła inscenizacjom, to jednak opera cieszyła się niezmiennie wielkim zainteresowaniem widzów. Może właśnie dlatego 😊

Zdjęcie słoweńskiej sopranistki Fanchette Verhunk jako Salome w operze Richarda Straussa, wykonane w zakładzie fotograficznym Marie Müller przy Tauentzienstrasse (obecnie T. Kościuszki 32) ok. 1910 roku, źródło: Polska-org.pl
 

"Salome" Mariusza Trelińskiego

W marcu tego roku miałam okazję obejrzeć "Salome" w Teatro di Napoli w Neapolu, w adaptacji i reżyserii Luca De Fusco i był to spektakl pozbawiony głębszej myśli, wyrazistej, nośnej koncepcji – naturalistyczny i płaski jak Dolina Mazowiecka. Wyszłam z teatru zmęczona i zniesmaczona, toteż przyznam, że kolejna "Salome", tym razem w Operze Wrocławskiej, była dla mnie sporym wyzwaniem. Szczególnie, że reżyser mówił na konferencji prasowej o ponadczasowej wymowie tej opery, którą on z kolei przedstawiał jako opowieść o dysfunkcyjnej rodzinie. Po obejrzeniu "Domu dobrego" Wojtka Smarzowskiego mogłam mieć jednoznaczne konotacje. Poza tym to teraz taki modny temat... A jednak już próba medialna sprawiła, że moje obawy okazały się płonne. Okazało się bowiem, że Mariusz Treliński pokazuje świat o wiele bardziej złożony, nie jest nieznośnie dosłowny i pozostawia widzowi miejsce na wyobraźnię. Przedstawienie premierowe jako całość przeszło moje najśmielsze oczekiwania – było znakomite! 

Owa klarowna koncepcja "Salome" nie jest bynajmniej nowa – powstała ponad dziesięć lat temu, w 2014 roku, i zaprezentowana została w Pradze, a następnie w Teatrze Wielkim Operze Narodowej w Warszawie. Po premierze w Czechach (spektakl powstał w koprodukcji z Teatrem Narodowym w Pradze) określono go "genialnym thrillerem psychologicznym". Brzmi to jak zachęta dla każdego widza, który lubi przeżyć w teatrze (filmie) dreszczyk emocji i sporo w tym racji. Przedstawienie daje się interpretować w pryzmacie psychologicznym czy raczej psychoanalitycznym, ale poprzestać na tym byłoby dużym uproszczeniem. Zamysł reżysera był wprawdzie taki, aby spojrzeć na tytułową bohaterkę nie jak na zimną i okrutną ze swej natury kobietę, lecz spróbować zrozumieć, jak to się stało, że stała się właśnie taka. Znakomita scenografia Borisa Kudlički, z którym Treliński współpracuje od lat, podobnie jak kostiumy Marka Adamskiego, choreografia Tomasza Jana Wygody, reżyseria świateł Bogumiła Palewicza, a także oprawa multimedialna Bartka Maciasa – tworzą bogatą wielowymiarową opowieść, pełną ukrytych znaczeń, niczym w malarstwie holenderskim XVII wieku. Niebagatelna jest również rola samej muzyki Straussa, która we Wrocławiu znalazła znakomitego, wrażliwego interpretatora w osobie dyrygenta młodego pokolenia:  Yaroslava Shemeta

SALOME Opera Wrocławska, fot Karpati & Zarewicz

Księżycowa Salome, odrealniony Johanaan


Wrocławski spektakl wieńczy odrealniony obraz przedstawiający tytułową bohaterkę, której sylwetka została niejako wpisana w okrągły kształt przypominający księżyc w pełni albo wielką bańkę, w której została uwięziona i przez którą daremnie usiłuje się przebić. Symbolizuje niemożność wydobycia się z przeżytych traum i swojej trudnej historii.  Księżyc i noc odgrywają w tym spektaklu rolę znaczącą, symboliczną. Księżyc jest symbolem  kobiecości, a urodę Salome porównuje zakochany w niej Narraboth do piękna księżycowego światła. Retrospekcje zaś, które również rozgrywają się nocą, przedstawiają w scenie tańca siedmiu zasłon seksualną przemoc i zbrodnię. Pomysł, aby pokazać w tańcu trudną przeszłość bohaterki, pozwala na wgląd w głęboko skrywane traumy i ich wpływ na jej postępowanie. Dzięki identycznym kostiumom (czarne sukienki, białe pensjonarskie podkolanówki i maski) postać głównej bohaterki zwielokrotnia się w pantomimicznych obrazach, niczym lustrzane odbicia. 

Równie interesująco przedstawiono postać Jochanaana: przede wszystkim jako napominający surowy głos (sumienia?), a zarazem czarną, prawie niewidoczną sylwetkę wysokiego ascetycznego mężczyzny, która tak pociąga Salome. W takim kontekście nie jest to wyłącznie fizyczne pożądanie, lecz tęsknota za miłością i niewinnością. Słowa wyznania, które Salome kieruje do niego, kojarzyły mi się z Pieśnią nad Pieśniami, gdzie Oblubienica również tęskni za Oblubieńcem, a ich dialog jest pełen zmysłowości. Jochanaan jednak nie odwzajemnia uczuć Salome, lecz nakazuje jej nawrócenie – radykalną przemianę życia. Dla niej jednak jest to równie niezrozumiałe, co niemożliwe, traktuje więc odpowiedź Jochannaana jako osobiste upokorzenie i odrzucenie. W świetle retrospekcji, w których bohaterka "fantazjuje" na temat obcięcia głowy mężczyźnie, który ją skrzywdził, jej żądanie od Heroda głowy proroka, wydaje się być psychologicznie uprawnione. W rezultacie dialog z głową Jochannana przypomina monolog szaleńca, a ostateczne zamknięcie w "bańce" – staje się logiczną konsekwencją popełnionego czynu. To trochę tak jak w ostatniej scenie "Psychozy" Alfreda Hitchcocka, kiedy główny bohater uśmiecha się, żeby zmylić policję, podczas gdy już tkwi mentalnie w ciele własnej nieżyjącej już matki. 

Tak poprowadzona przez Mariusza Trelińskiego narracja "Salome" rozgrywa się w czasach nam współczesnych, w mieszczańskim salonie, w którym istotną część przestrzeni wypełnia wielka lodówka (symbol konsumpcji), została zwizualizowana nie tylko przez Borisa Kudličkę, ale także zyskała na głębi i wieloznaczności dzięki projekcjom multimedialnym Bartka Maciasa i reżyserowi świateł Bogumiłowi Palewiczowi, albowiem światło i mrok (z przewagą tego drugiego) odgrywają w tej inscenizacji znaczącą rolę. 

Natalia Rubiś jako Salome, Opera Wrocławska, fot Karpati & Zarewicz
Mariusz Treliński stworzył i wyreżyserował konsekwentnie pełnowymiarowe postaci, a także (wespół z Tomaszem Koniecznym) zadbał o właściwą obsadę. W tytułowej roli – kluczowej i wymagającej – obsadził dwie młode artystki o dużym doświadczeniu scenicznym: Natalię Rubiś i Kingę Krajnik. W przedstawieniu premierowym mogłam zobaczyć tę pierwszą, której kariera wyraźnie nabrała tempa od premiery "Czarnej maski" Krzysztofa Pendereckiego w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej, gdzie rola Benigny zelektryzowała publiczność. Artystka wystąpiła też w spektaklu Opery Krakowskiej: "Ariadna na Naxos" Richarda Straussa, w reżyserii Ido Ricklina, gdzie również stworzyła znakomitą, złożoną postać Na deskach Opery Wrocławskiej pokazała prawdziwą kreację! Postać Salome nie tylko wspaniale zaśpiewała, oddając złożone emocje granej przez siebie bohaterki, ale także okazała się utalentowaną aktorką, która w gestach, spojrzeniu, mowie ciała niezwykle wiarygodnie wykreowała tę skomplikowaną rolę. 

Michał Ciećka (Jochanaan), Opera Wrocławska, fot Karpati & Zarewicz
Interesującym zamysłem było także obsadzenie roli Jochanaana przez dwóch mężczyzn: Oleksandr Pushniak, dysponujący głębokim mocnym bas-barytonem, był głosem, zaś Michał Ciećka zagrał  postać proroka. W roli Heroda wystąpił austriacki tenor o niewielkiej posturze i wyglądzie poczciwca: Norbert Ernst. Rozmemłany, chodzący w gaciach i rozpiętym szlafroku, "śliniący się" do Salome mężczyzna to także trafna obsada, zło bowiem, jak wiadomo, często jest banalne... Barbara Bagińska (mezzosopran) jako Herodiada, z jej bujnym biustem, dominująca nad małym i drobnym Herodem, to pomysł na babsztyla, który swoją postawą, a zarazem potrzebą zachowania status quo, bez względu na dobro najbliższych – to także postać świetnie przez śpiewaczkę poprowadzona, zarówno wokalnie, jak i aktorsko. 

Chór Żydów kłócących się o to, czy Mesjasz już przyszedł, czy też nie,  rozładowywał napięcie gęstniejące  pomiędzy trojgiem głównych bohaterów. Natomiast oniryczne sceny z tancerkami w retrospektywach wprowadzały nastrój grozy. 

Norbert Ernst (Herod) i Natalia Rubiś (Salome), Opera Wrocławska, fot Karpati & Zarewicz
Nie sposób pominąć współtworzącego spektakl operowy dyrygenta Yaroslava Shemeta, który walnie przyczynił się do jego sukcesu. To genialny artysta, który rozpoczął swoją edukację muzyczną w wieku trzech lat (!), a po ukończeniu szkoły muzycznej pierwszego stopnia, gdzie uczył się śpiewu, gry na fortepianie i klarnecie, kontynuował edukację w jednej z czterech ukraińskich szkół talentów przy Charkowskim Konserwatorium, w klasie dyrygentury chóralnej. W trakcie nauki został laureatem wielu międzynarodowych konkursów pianistycznych i wokalnych, m.in. w Mediolanie. Z wyróżnieniem ukończył dyrygenturę symfoniczną w Akademii Muzycznej im. Ignacego Jana Paderewskiego w Poznaniu.  Występuje ze znaczącymi orkiestrami na całym świecie. W Operze Wrocławskiej zaprezentował muzykę Richarda Straussa znakomicie. W wywiadzie dla Opery Wrocławskiej, udzielonym przed premierą "Salome", powiedział znamienne słowa:

"Teraz otwierają się przede mną kolejne drzwi, których – moim zdaniem – nie da się dostatecznie otworzyć bez bagażu symfonicznego. (...) To wielkie i fascynujące wyzwanie".

Sądzę, że takim wyzwaniem była "Salome" dla wszystkich twórców tego spektaklu, dla solistów, orkiestry, a także dla... widzów. Rezultaty przerosły nasze wyobrażenia: opera Richarda Straussa uwiodła nas bez reszty.

piątek, 21 listopada 2025

Premiera "Salome" Richarda Straussa w Operze Wrocławskiej /zapowiedź/

 28 listopada 2025 r. na wrocławskiej scenie operowej zagości monumentalne dzieło Richarda Straussa – "Salome" w reżyserii Mariusza Trelińskiego. Opera miała swoją prapremierę sto lat temu i nadal nie pozostawia nikogo obojętnym.



Salome. Kobiecość, która patrzy w mrok


W ostatnich dniach listopada scena Opery Wrocławskiej zamieni się w przestrzeń pełną emocji, napięcia i pytań o granice człowieczeństwa. "Salome" Richarda Straussa w reżyserii Mariusza Trelińskiego to jedno z najbardziej przejmujących dzieł – portret kobiecości, która wymyka się schematom. Silna i wrażliwa, zraniona i świadoma, Salome staje się symbolem kobiety, która pragnie zrozumieć siebie w świecie rządzonym przez męski głos. W tej inscenizacji nie ma prostych podziałów na dobro i zło, ofiarę i winnego. Jest człowiek – zanurzony w pragnieniu władzy i samotności. Treliński, powracając do Salome, odczytuje ją na nowo: 

„Strauss przez lata stał się dla mnie chyba najważniejszym kompozytorem” – mówi reżyser. – W jego muzyce spotykają się wyrafinowanie i mrok. "Salome" to dla mnie nie tylko opowieść o kobiecie uwięzionej w świecie autorytarnym i zepsutym, ale też o kimś, kto pragnie się z niego wyrwać. Nie chcę jej osądzać – chcę ją zrozumieć”.

To zrozumienie staje się kluczem do współczesnego odczytania opery, w której biblijna opowieść przekształca się w intymny dramat psychologiczny. Salome nie jest już wyłącznie uosobieniem pożądania i skandalu, lecz kobietą próbującą odzyskać własny głos – w świecie, w którym od wieków był on tłumiony. Jej taniec nie jest już gestem uwodzenia, lecz desperackim aktem wolności.

Za muzyczną stronę tego monumentalnego dzieła odpowiada Yaroslav Shemet, dyrygent młodego pokolenia, dla którego "Salome" jest jednym z najważniejszych artystycznych wyzwań. „Bardzo się ucieszyłem, kiedy dostałem propozycję dyrygowania tak wspaniałym, wybitnym tytułem, właśnie w Operze Wrocławskiej. Z pewnością mogę powiedzieć, że dla każdego dyrygenta poprowadzenie tego dzieła to wielkie marzenie. "Salome" jest absolutnie genialna, partytura Richarda Straussa zachwyca i stawia ogromne wyzwania – pod względem instrumentacyjnym, jak i narracyjnym” – przyznaje.

Na wrocławskiej scenie Salome stanie się nie tylko biblijnym dramatem, lecz współczesnym portretem kobiecości – pełnej sprzeczności, ale też niezwykłej siły. Jak mówi sam reżyser: „Skandal w tej operze polega na tym, że kobieta wreszcie mówi do autorytetu – a nie autorytet do kobiety”.

Przed spektaklem premierowym o godz. 18.00 w foyer Opery o Richardzie Straussie, "Salome" i Operze Wrocławskiej z początku XX wieku opowie dr Agnieszka Drożdżewska. Ponadto zachęcamy do zakupienia programu spektaklu, w którym zostały zawarte treści przybliżające historię dzieła, a także powstanie obecnej inscenizacji.

* Agnieszka Drożdżewska – doktor, pracuje na stanowisku adiunkta w Instytucie Muzykologii Uniwersytetu Wrocławskiego. Autorka książek: Życie muzyczne na Uniwersytecie Wrocławskim w XIX i I poł. XX wieku (Wrocław 2012) oraz Kultura muzyczna Oleśnicy w XIX i I poł. XX wieku (Katowice 2017). Swoje zainteresowania badawcze koncentruje wokół historii kultury muzycznej Wrocławia i Śląska, ostatnio zwłaszcza w kontekście działalności operowej. W 2021 r. współtworzyła wystawę Lustro historii, przygotowaną z okazji jubileuszu 180-ecia gmachu Opery Wrocławskiej.

Premiera już 28 listopada 2025 roku w Operze Wrocławskiej

Kolejne spektakle: 30 listopada oraz 2, 4 i 7 grudnia 2025 roku

Salome
Kierownictwo muzyczne: Yaroslav Shemet
Reżyseria: Mariusz Treliński

Scenografia: Boris Kudlicka

Choreografia: Tomasz Wygoda

Reżyseria świateł: Bogumił Palewicz

Multimedia, mapping, projekcje video: TBA

Asystent reżysera: Agata Dyczko

Kostiumy: Marek Adamski

Autor plakatu: Rafał Olbiński

Obsada

Salome - Natalia Rubiś*

Herod - Norbert Ernst*

Herodiada - Barbara Bagińska

Jokanaan - Oleksandr Pushniak*

Narraboth - Maciej Kwaśnikowski*

Paź Herodiady - Aleksandra Opała

Nazarejczyk I - Grzegorz Szostak*

Nazarejczyk II - Tomasz Łykowski

Żyd 1 - Mateusz Zajdel*

Żyd 2 - Paweł Żak

Żyd 3 - Aleksander Zuchowicz

Żyd 4 - Edward Kulczyk

Żyd 5 - Jakub Michalski

Żołnierz 1 - Dominik Kujawa*

Żołnierz 2 - Tomasz Rudnicki

Przybysz z Kapadocji - Łukasz Rosiak

Niewolnik - Joanna Marszałek

Aktor Jochanaan - Michał Ciećka*

Tancerki - Daniela Komędera* Gabriela Chojecka* Zuzanna Nepelska* Nadia Rosiak*

* - gościnnie

informacja prasowa

Wrzesień w Muzeum Architektury: dla dorosłych, dzieci i ciekawych miasta

 Muzeum Architektury we Wrocławiu zaprasza na spotkanie warsztatowe w ramach Akademii Architektury, warsztaty dla dorosłych: "Śląski de...

Popularne posty