Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Małgorzata Dzierżon, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Małgorzata Dzierżon, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

czwartek, 6 listopada 2025

Małgorzata Dzierżon: To balet wybrał mnie /wywiad/

Choreografka, kierowniczka Baletu Opery Wrocławskiej – Małgorzata Dzierżon opowiada o swojej artystycznej drodze, fascynacji tańcem współczesnym, a także o zbieraniu rozmaitych doświadczeń, które mają swoje odzwierciedlenie w choreografiach. Mówi o "Fridzie", która zafascynowała ją lata temu, zapragnęła więc pokazać ją polskiej publiczności, a także o najbliższej premierze: "Lumière - Tryptyk baletowy".

Małgorzata Dzierżon, fot. Pablo Martinez Mendez

Barbara Lekarczyk-Cisek: Wyznam, że impulsem, który sprawił, że poprosiłam Panią o wywiad, stał się balet „Frida” w choreografii Annabelle Lopez Ochoa. Pomimo że wcześniej oglądałam widowiska baletowe, to jednak dopiero to sprawiło, że uświadomiłam sobie, ile możliwości tkwi w balecie, jaką ma siłę w pokazywaniu pewnej wizji świata ruchem, dźwiękiem i obrazem. Zapragnęłam więc posłuchać kogoś, kto tworzy balet, a więc czuje go i rozumie. Jak to się stało, że wybrała Pani balet?

Małgorzata Dzierżon: W przypadku takich zawodów jest trochę tak, że nie tylko my wybieramy, ale też zawód wybiera nas. Pochodzę z dużej rodziny, mam czterech starszych braci, ale tylko ja tańczę. A przy tym moja rodzina jest muzykalna – niemal każdy uczył się grać na jakimś instrumencie. U mnie wszystko zaczęło się już w przedszkolu. Miałam koleżankę, która chodziła na zajęcia taneczne, a ponieważ przyjaźniłyśmy się – dołączyłam do niej. Takie były początki mojej nauki tańca. Dowiedziałam się też, że istnieje Szkoła Baletowa w Bytomiu (mieszkałam wówczas w Gliwicach), która przyjmuje dzieci i w której można uczyć się tańca zawodowo. Pojawił się kolejny wybór: czy zająć się sportem, czy zdawać do szkoły baletowej. Wybrałam balet, choć wiązało się to z wyjazdem z domu, nie mogłam się już spotykać często z koleżankami z Gliwic, a poza tym wtedy jeszcze nie byłam przeświadczona, że balet jest tą dziedziną, którą pragnę się zająć. Stało się więc trochę tak, jak wspominałam – to balet wybrał mnie. Wybór okazał się jednak trafny. Szkoła baletowa w Polsce kształci tancerzy przez dziewięć lat. Kończąc piątą klasę szkoły baletowej, która jest równoległa do klasy ósmej szkoły podstawowej, przeszłam wymagający egzamin, który upewnił mnie w wyborze szkoły baletowej. Zaczęłam wtedy bardziej rozwijać swój potencjał – przygotowywałam się do konkursów i coraz mocniej wierzyłam w swoje umiejętności i możliwości w tej dziedzinie. 

Skąd się wzięła u Pani w tym czasie fascynacja pracami Williama Forsythe`a?

Przyznaję, że to dla mnie samej pozostaje zagadką, bo kiedy uczęszczałam do szkoły baletowej, było w niej bardzo mało tańca współczesnego, nie było Internetu, a w telewizji również nie pojawiał się taniec współczesny, który mnie już wtedy fascynował. W tym czasie w Bytomiu działał już Śląski Teatr Tańca, który wprowadził technikę tańca współczesnego. Przed maturą zaczęłam zastanawiać się nad swoją przyszłością: czego chciałabym się nauczyć, czego więcej zobaczyć i właśnie wtedy pojawiło się nazwisko Forsythe`a. Być może dlatego, że mój brat mieszkał wówczas we Frankfurcie, a Forsythe przez wiele lat kierował Baletem Frankfurckim. Po maturze pojawiły się możliwości pracy we Wrocławiu i w Warszawie, ale uznałam, że zagranicą będę miała szansę zetknięcia się z różnymi odmianami sztuki baletowej i szerokim gronem twórców. Pracując przez rok w niewielkim zespole tańca we Frankfurcie, miałam też możliwość jeżdżenia na audycje do innych zespołów, rozwijania się w tańcu współczesnym czy spotkania z wieloma zespołami, które przejeżdżały przez Frankfurt na turnee po Europie. Był to dla mnie czas ciekawy i inspirujący. Byłam wtedy jednak za mało doświadczona, aby dołączyć do tak dojrzałej grupy artystów, jaką był balet Forsythe`a. Nigdy też do niego nie powróciłam, bo moje losy potoczyły się inaczej, ale do dziś jestem jego wielką fanką. 

Po rocznym pobycie we Frankfurcie trafiła Pani do Kopehagi…

Tak, dostałam ofertę dołączenia do zespołu baletowego w Kopenhadze, gdzie spędziłam kolejne trzy lata. Mimo zamiłowania do tańca współczesnego, pragnęłam wykorzystać umiejętności nabyte w szkole baletowej, szczególnie w tak znakomitym zespole, jak Królewski Balet Duński (Royal Danish Ballet). Z pewnością wiele się tam też nauczyłam, a poza tym do dziś utrzymuję kontakty z niektórymi członkami zespołu. Okazały się one bardzo owocne np. w przypadku Johana Kobborga, który wystawił we Wrocławiu „Napoli 1841”, polską prapremierę tego niezwykle rzadko wystawianego baletu, który w oryginalnej wersji ma ogromną obsadę – 80-90  osób na scenie!

Współpraca z Królewskim Baletem Duńskim była bez wątpienia ważną częścią mojej drogi, ale z czasem coraz bardziej zaczęłam poszukiwać nowych form artystycznej kreacji. Już podczas warsztatów choreograficznych w Kopenhadze dostrzegłam zainteresowanie tym, co miałam do zaoferowania jako twórca. Znaczący wpływ miał na mnie następnie czteroletni okres spędzony w Göteborgu. W repertuarze mieliśmy pewne pozycje klasyczne, np. „Dziadka do orzechów”, w którym wykonywałam rolę Klary, ale była też możliwość tańczenia partii neoklasycznych, współczesnych. Tańczyliśmy również spektakle Jiří Kyliána, Williama Forsythe`a… Przybywało też nowych form kreacji, co było dla mnie prawdziwym spełnieniem. 

Najdłużej zatrzymała się Pani w zespole założonym w Londynie przez Marie Rambert – pochodzącej z Polski choreografki, zafascynowanej postacią Niżyńskiego i Baletami Diagilewa. W jakich okolicznościach podjęła Pani tę decyzję?

Londyn jest metropolią, która oferuje wiele różnych możliwości. Marie Rambert założyła zespół baletowy, miała też niewielki teatr w Notting Hill Gate. Jej pasją było rozwijanie tancerzy i choreografów i rzeczywiście z tego środowiska wyłoniło się wielu utalentowanych artystów, jak choćby Frederick Ashton, którzy tworzyli taneczne historie cieszące się wielkim powodzeniem nie tylko w Wielkiej Brytanii. Podtrzymując tradycję artystyczną Marie Rambert, mój dyrektor Mark Baldwin również kładł nacisk na stwarzanie możliwości rozwoju choreografom. Korzystałam z tego, współpracując z koleżankami i kolegami z zespołu i wystawiając swoje prace. Był to czas studiów związanych z zarządzaniem, ale też rozwijałam się artystycznie w dziedzinie choreografii. Współprowadziłam z grupą znajomych New Movement Collective, w rezultacie czego wypracowaliśmy wiele multimedialnych projektów. Wreszcie nadszedł taki moment, że nie mogłam już pracować jako tancerka i jednocześnie zajmować się sprawami, które coraz bardziej mnie pochłaniały, toteż odeszłam z zespołu Rambert. Po upływie roku otrzymałam jednak stamtąd przełomowe dla mnie zlecenie na 90. rocznicę istnienia zespołu – tak powstał „Flight”, będący wyrazem tęsknoty za tym, czego nie znamy.  Po latach udało mi się pokazać ten spektakl w Operze Wrocławskiej, jako jedną z części Tryptyku Baletowego. 

Zanim to się stało, miała Pani egzotyczny epizod, trafiając w 2020 roku jako choreografka- rezydentka Akademii Sztuk Performatywnych w Hongkongu. Cóż to było za doświadczenie?

To świetny w swoich założeniach program, w ramach którego stosunkowo młodzi choreografowie mają okazję pracować ze studentami. Główny nacisk kładzie się na kreatywność – na stworzenie nowego dzieła. Ze względu na postępującą pandemię, przez pierwsze miesiące pobytu w Hongkongu musiałam pracować ze studentami zdalnie. Udało się nam spotkać po upływie pół roku. Droga do domu była zamknięta, bo samoloty nie latały, więc przedłużono mi rezydencję. To był trudny czas… Miałam poniekąd szczęście, bo pracowałam, a poza tym mogliśmy chodzić na wędrówki, spotykać się, spacerować po plaży… Dzięki temu poznałam zupełnie inny Honkong – zbierałam tekstury, kolory, które znalazły potem swoje odzwierciedlenie w kolejnej choreografii.

Jak to się stało, że w 2022 roku dołączyła Pani do zespołu Opery Wrocławskiej jako kierownik baletu?

Kiedy odeszłam z zespołu Rambert na przełomie 2012/2013 roku, miałam więcej czasu na to, aby rozwijać się jako choreografka. Zaczęłam też przyglądać się temu, co dzieje się w Polsce i w konsekwencji w 2018 roku napisałam do kilku teatrów, których działalność odpowiadała mojej estetyce. Wrocław był jednym z tych ośrodków, który odpowiedział na moją ofertę. Otrzymałam zaproszenie, aby zapoznać się z zespołem i poprowadzić lekcję, po czym dowiedziałam się, że będzie otwarty konkurs na pierwszą edycję programu dla choreografów: Open Door. Było nas dziesięciu i mieliśmy bardzo niewiele czasu na przygotowanie. Opracowałam wówczas utwór, który nazwałam „Rasputin 11”, ponieważ miałam na jego przygotowanie 11 godzin i jedenastu tancerzy w obsadzie (śmiech). Był to krótki, ale owocny czas na to, aby zapoznać się z Operą Wrocławską. Pod koniec 2021 wzięłam udział w konkursie na kierownika baletu, po czym minęło kilka miesięcy i kiedy już sądziłam, że nic się nie wydarzy, otrzymałam zaproszenie na rozmowę, potem na kolejną… I tak w sierpniu 2022 roku rozpoczęłam pracę w Operze Wrocławskiej. Bardzo polubiłam Wrocław, a poza tym mam stąd niedaleko do rodzinnych Gliwic.

Jak wygląda Pani praca z zespołem baletowym i czy – jak Marie Rambert – daje Pani artystom przestrzeń na tworzenie?

Ważna była dla mnie kontynuacja programu Open Door, który poddaliśmy pewnym modyfikacjom. Program ten daje tancerzom możliwość tworzenia własnych choreografii. We współpracy z Akademią Muzyczną we Wrocławiu i pod nowym tytułem “Żywioły” spektakle te cieszyły się coraz większą popularnością i prezentowaliśmy je także poza Wrocławiem – w Centrum Spotkania Kultur Lublinie. W tym roku nie mamy „Żywiołów” – chcemy przemyśleć na nowo, jakie są potrzeby artystów i możliwości zespołów po trzech latach jego realizacji. Cieszy mnie, że balet jest obecnie bardziej widoczny w repertuarze Opery Wrocławskiej. W bieżącym sezonie mamy siedem programów, które częściej niż dotąd pojawiają się w repertuarze. 

W tym roku są w repertuarze dwie premiery baletowe: "Lumière - Tryptyk baletowy" oraz "Sen nocy letniej", ale jest też sporo spektakli kultowego „Dziadka do orzechów”, „Królowej Śniegu” czy „Romeo i Julii”. Dużo to czy mało?

W pierwszych dwóch sezonach udało się zrealizować po jednej premierze baletowej (spektakli jest więcej), ale w ubiegłym roku były już dwie: „Frida” i „Królowa Śniegu”. W spektaklu "Lumière - Tryptyk baletowy" powraca jedna część z wcześniejszego programu: „Bolero”, które świetnie wpisuje się w koncepcję wieczoru. Natomiast "Un Ballo" i "6 Breathes" to zupełnie nowa propozycja w repertuarze Baletu Opery Wrocławskiej. Dla nas są to absolutne premiery, bo nigdy dotąd nie prezentowaliśmy choreografii Jiří Kyliána czy Rafaela Bonacheli – Hiszpana, który, podobnie jak ja – pracował w zespole Rambert, a kiedy odszedł stamtąd, założył własny zespół: Bonachela Dance Company i przez ostatnich siedemnaście lat sprawuje funkcję dyrektora artystycznego Sydney Dance Company. Jego choreografia jest niezwykle złożona, dynamiczna, wymagająca wysokich umiejętności technicznych. Cieszy więc, że nasz balet potrafi stanąć na wysokości zadania. O ile jednak „Frida” była niezwykle bogatym wizualnie spektaklem, to w tym przypadku mamy do czynienia z minimalistyczną scenografią (świece, projekcje). „Bolero” nie ma jej wcale, ale jest wizualnie bogate dzięki projekcjom Regiego Lansaka, które kreują przepiękny świat. W trzeciej części Tryptyku, zatytułowanej „6 Breaths”, powraca projekcja. Nawiązuje do tytułu utworu i towarzyszy muzyce Ezio Bosso  skomponowanej na sześć wiolonczel i fortepian, a wykonywanej w spektaklu na żywo, co było marzeniem kompozytora. 

Czy balet ciągle Panią inspiruje do osobistego rozwoju? Czy czuje się Pani w swoim zawodzie spełniona?

Głównym celem mojej pracy jest obecnie rozwój tancerzy, ale w ramach swojej funkcji przedstawiam też dyrekcji propozycje repertuarowe. Pojawiają się świetne nazwiska uznanych na całym świecie choreografów. Dla mnie osobiście istotne jest to, że sama praca jest ciekawa. Czerpię teraz z faktu, że pracując wiele lat za granicą miałam szczęście zetknąć się z wieloma fascynującymi choreografami, w Polsce mało znanymi. Tak pojawiła się „Frida”, którą widziałam bodaj 10 lat temu w English National Ballet, kiedy była jeszcze przedstawieniem jednoaktowym, zatytułowanym „Broken Wings”. Ponieważ balet odniósł sukces, Annabelle Lopez Ochoa rozwinęła spektakl do dwóch aktów i tak powstała „Frida”. Z kolei „Królową Śniegu” we własnej choreografii do przepięknej muzyki "Recomposed by Max Richter: Vivaldi Cztery pory roku", zaproponowałam jako spektakl dla całej rodziny. Zebrane wcześniej doświadczenia wydają teraz plon. Ważne jest, aby spotkać się z otwartością ze strony współpracowników. Cieszy mnie bardzo, że moje działania spotkały się z wielką życzliwością i uznaniem także ze strony publiczności.

Dziękuję za rozmowę, życząc, aby spektakle baletowe pojawiały się coraz częściej w repertuarze Opery Wrocławskiej. 

wtorek, 24 czerwca 2025

Repertuar Opery Wrocławskiej w sezonie artystycznym 2025/2026

Podczas dzisiejszej konferencji prasowej poznaliśmy program nowego sezonu artystycznego Opery Wrocławskiej. Zaplanowano pięć premier operowych, m. in. "Straszny dwór" Stanisława Moniuszki w reż. Bruno Bergera-Gorskiego, "Salome" Richarda Straussa w reż. Mariusza Trelińskiego i "Don Quichotte" Julesa Masseneta w reż. Marka Weiss-Grzesińskiego. Ponadto dwie premiery baletowe: "Lumière" i "Sen nocy letniej" Felixa Mendelssohna-Bartholdy`ego. Powrócą też ulubione spektakle, m. in. "Frida", "Dziadek do orzechów. Opowieść wigilijna", "Carmen", "Włoszka z Algieru", no i oczywiście "Skrzypek na dachu".

Konferencja prasowa, od lewej: Małgorzata Dzierżon - kierownik baletu, Agnieszka Franków-Żelazny - dyrektorka Opery Wrocławskiej, Izabela Piekielnik - wicedyrektorka Opery, Rafał Karczmarczyk - kierownictwo muzyczne, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Jubileusz 80-lecia Opery Wrocławskiej

Jak zapowiedziała dyrektorka Opery Wrocławskiej  – Agnieszka Franków-Żelazny  – sierpień 2025 roku rozpoczną wydarzenia związane z jubileuszem 80-lecia istnienia tej muzycznej instytucji. Poza koncertami upamiętniającymi nieżyjących śpiewaków: Ewę Czermak (30 sierpnia) oraz Macieja Krzysztyniaka (8 października), jubileusz wypełnią: wystawa i konferencja poświęcona historii teatru operowego, w której udział wezmą ludzie związani z tą instytucją. Odbędzie się to dokładnie w dniu 8 września, tego dnia bowiem 1945 roku nastąpiła reaktywacja działalności Opery przedstawieniem "Halki" Moniuszki w reżyserii Stanisława Drabika (pierwszego powojennego dyrektora opery). 

12 września natomiast swoją premierę będzie miał "Straszny dwór" Stanisława Moniuszki w reż. Bruno Bergera-Gorskiego (znanego m. in. z realizacji "Makbeta") i pod kierownictwem muzycznym nowego kierownika – gruzińskiego dyrygenta młodego pokolenia Miriana Khukhunaishvili.

Premiery

Z innych planowanych premier w nowym sezonie artystycznym Opery Wrocławskiej zobaczymy "Salome" Richarda Straussa (premiera 28 listopada) w reżyserii Mariusza Trelińskiego i pod kierownictwem muzycznym Jaroslava Shemeta. Natomiast 8 listopada będzie miała miejsce premiera baletowa: "Lumière", na którą złoży się tryptyk: "Bolero", "Un Ballo" i "6 Breaths".

Rok 2026 przyniesie kolejne premiery: "Don Quichotte" Julesa Masseneta w reż. Marka Weiss-Grzesińskiego i scenografią Jagny Janickiej (20 lutego), w którym rolę Rycerza Smętnego Oblicza - tytułowego Don Kichota będzie kreował niezapomniany odtwórca roli Filipa II w "Don Carlo"  – imponujący bas Rafał Siwek.

W kwietniu (17.) czeka nas kolejna premiera operowa: "Julietta" Bohuslava Martinu w reż. Barbary Wiśniewskiej i pod kier. muzycznym Miriana Khukhunaishvili. Na koniec sezonu, 13 czerwca, zaplanowano premierę baletową "Snu nocy letniej" Felixa Mendelssohna-Bartholdy`ego.

Ulubione spektakle operowe i balety

Stałych bywalców Opery Wrocławskiej z pewnością ucieszy fakt, że będą mieli ponownie sposobność obejrzenia ulubionych spektakli. Należy do nich z pewnością "Frida" we wspaniałej  choreografii Annabelle Lopez Ochoa i z muzyką Petera Salema oraz scenografią Dieuweke Van Reij. Historia życia i twórczości meksykańskiej malarki, opowiedziana za pomocą choreografii, kostiumów, plastyki teatralnej i świateł, podbiła serca wrocławskiej (i nie tylko) publiczności. Spektakl stał się prawdziwym wydarzeniem! Będzie go można ponownie obejrzeć 27, 28 i 30 września oraz 1. października

Powróci też uroczy spektakl dla dzieci: "Pchła szachrajka" w reż. Anny Seniuk (3, 4 i 5. października). W tym samym miesiącu (24, 25, 28, 30 i 31. października) będzie można zobaczyć klasykę teatru operowego:  "Cyganerię" Giacomo Pucciniego w autorskiej inscenizacji Michała Zawodzińskiego.

Na deski sceniczne powróci także piękny balet Piotra Czajkowskiego: "Dziadek do orzechów. Opowieść wigilijna" w choreografii i scenografii Youri Vámos (wespół z Karolem Dutczakiem)  – 31. grudnia 2025 oraz 2, 3 i 4 stycznia 2026. Wznowiony zostanie także równie piękny balet z muzyką Maxa Richtera: "Królowa Śniegu" w choreografii Małgorzaty Dzierżon, według projektu scenografii, świateł i projekcji multimedialnych Mikki Kunttu (10, 11,13, 14, 15, 16, 17, i 18 stycznia 2026).

W styczniu 2026 roku powróci także najdłużej grany spektakl: musical "Skrzypek na dachu" w reż. Marka Weissa (23, 24, 25, 27, 28, 29, 30, i 31.) oraz "Don Carlo" Giuseppe Verdiego w reż. Michała Znanieckiego (5-8 lutego). 

W marcu powtórka z Mozarta  – usłyszymy i zobaczymy ponownie inscenizację "Wesela Figara" w reż. André Heller-Lopesa (12-15) oraz balet "Romeo i Julia" Sergiusza Prokofiewa w reżyserii i choreografii Jacka Tyskiego (21, 22, 26, 27, 28, 29.). W kwietniu zaś powróci przedstawienie baletowe "Napoli 1841" z muzyką Paulli/Helsted/Gade/Lumbye i w choreografii Johana Kobborga oraz Augusta Bournonville (24, 25, 26, 29.).

W maju 2026 zobaczymy  "Halkę" Stanisława Moniuszki w reżyserii Grażyny Szapołowskiej, "Kopciuszka" Gioacchino Rossiniego w reżyserii i inscenizacji Iriny Brook oraz cudowną autorską inscenizację "Włoszki w Algierze" Michała Znanieckiego.

Na koniec sezonu powróci "Carmen" G. Bizeta w reż. Marii Sartowej (25-28)  - znakomity spektakl, który widziałam już kilka razy, ale nie zamierzam na tym poprzestać :-)

Kolejny, jubileuszowy sezon w Operze Wrocławskiej zapowiada się atrakcyjnie!

czwartek, 15 czerwca 2023

Wielkie świętowanie z Operą Wrocławską - otwarte wydarzenie dla mieszkańców i turystów

Zapoczątkowana we Francji celebracja muzyki w przestrzeni publicznej stała się zwyczajem niemal na całym świecie. Tradycyjnie w Święto Muzyki przypadające w dniu przesilenia wiosennego włącza się Opera Wrocławska. W tym roku dla mieszkańców i turystów zaplanowano wyjątkowe wydarzenie.  

Już w najbliższą środę wieczorem (21 czerwca) warto zatrzymać się przed gmachem opery przy ul. Świdnickiej. Na ten wieczór dyrekcja i artyści zaplanowali niecodzienny koncert. Przechodnie, mieszkańcy, turyści i oczywiście wierni melomani będą mieli okazję posłuchać i obejrzeć występy w pięknej miejskiej scenerii. W repertuarze same największe światowe tytuły, m.in.: Carmen, Nabucco, Traviata, Cyganeria czy Don Giovani. Specjalnie z okazji Święta Muzyki zamknięta zostanie część ulicy Świdnickiej, na odcinku pomiędzy kościołem Bożego Ciała a placem Teatralnym. 

Opera Wrocławska, fot. materiały prasowe

– To jedna z najważniejszych dat w naszym operowym kalendarzu i wydarzenie, do którego przygotowujemy się od kilku miesięcy – podkreśla Izabela Kurc-Kuriata, p.o. Dyrektora Opery Wrocławskiej. – Program wieczoru jest wypełniony wyjątkowymi występami naszych wybitnych solistów. Święto Muzyki z Operą Wrocławską to okazja do spędzenia wieczoru ze sztuką, integracji i przede wszystkim wspólnej, radosnej celebracji. Przed nami magiczna, rozśpiewana i roztańczona letnia noc. Bądźcie Państwo z nami! 

Nad realizacją koncertu czuwają Adam Banaszak – kierownik muzyczny, Anna Grabowska – Borys – kierownik chóru oraz Małgorzata Dzierżon – kierownik baletu. 

Muzyka z gmachu Opery Wrocławskiej popłynie w przestrzeń uliczną w środę 21 czerwca w godzinach 21-22. Wydarzenie ma charakter otwarty. Zapraszamy!

informacja prasowa

poniedziałek, 12 stycznia 2026

Święto wiosny w Narodowym Forum Muzyki /zapowiedź koncertu/

Mimo trwającej zimy 16 stycznia o 19.00 Narodowe Forum Muzyki zaprasza na koncert "Święto wiosny", który poprowadzi francuski dyrygent Pascal Rophé. Wraz z NFM Filharmonią Wrocławską zaprezentuje dzieła dwóch klasyków XX wieku – Györgya Ligetiego i Igora Strawińskiego oraz Koncert fletowy współcześnie działającego kompozytora Marca-André Dalbaviego. Partię solową w ostatnim utworze wykona austriacki wirtuoz Karl-Heinz Schütz. Gościem cyklu „Spotkajmy się w NFM” (godz. 18.00, czerwone kanapy, prowadzenie: Agnieszka Ostapowicz) będzie choreografka Małgorzata Dzierżon.

Pascal Rophé / fot. N. Ikegami

Wieczór otworzy Lontano Györgya Ligetiego – kompozycja ukończona w 1967 roku. Tytuł oznacza po włosku coś odległego, ale twórca nie doprecyzował, o co dokładnie chodzi. Muzyka, choć przeważnie jest cicha, ewokuje nastrój grozy i niesamowitości, sugerując odległe zagrożenie. Ligeti zastosował tu charakterystyczną dla jego stylu technikę mikropolifoniczną polegającą na nakładaniu na siebie warstw instrumentalnych tworzących gęste i nasycone brzmienie. Koncert fletowy z kolei powstał w 2006 roku z myślą o wirtuozie tego instrumentu, Emmanuelu Pahud, który po raz pierwszy wykonał to dzieło w Filharmonii Berlińskiej. Jest to kompozycja Marca-André Dalbaviego. Artysta ten przyszedł na świat w 1961 roku, kształcił się w Konserwatorium Paryskim, orkiestrację studiował z Mariusem Constantem, a kunsztu w zakresie dyrygentury uczył go Pierre Boulez. Niezwykle barwny, intrygujący z jednej strony wirtuozerią partii solowej, a z drugiej lekkością brzmienia i subtelnością partii orkiestry utwór wraz z NFM Filharmonią Wrocławską wykona Karl-Heinz Schütz – austriacki wirtuoz pełniący zaszczytną pozycję solisty Wiener Philharmoniker i Wiener Staatsoper. 

Drugą część koncertu wypełni Święto wiosny Igora Strawińskiego. Prawykonanie tego baletu w maju 1913 roku w paryskim Théâtre des Champs Élysées zarówno przeszło do historii, jak i stało się legendarne. Publiczność, zaskoczona surową choreografią Wacława Niżyńskiego, brutalnością tematyki (balet opowiada historię składania ludzkiej ofiary, aby wiosna mogła się odrodzić) i gwałtownością muzyki, miała zgodnie z relacjami świadków głośno protestować, a nawet rozpocząć regularną bijatykę, która skończyła się ponoć wyprowadzeniem z teatru kilkudziesięciu najbardziej krewkich osób. Nie dowiemy się pewnie nigdy, co się wtedy wydarzyło, ale prawdą jest, że muzyka Strawińskiego nadal brzmi świeżo, wzbudza emocje, choć już innego rodzaju, i cieszy się dużą popularnością. 

Program:

G. Ligeti Lontano

M.-A. Dalbavie Koncert fletowy

***

I. Strawiński Święto wiosny

Wykonawcy:

Pascal Rophé – dyrygent

Karl-Heinz Schütz – flet

NFM Filharmonia Wrocławska


Czas trwania: 120 minut

Lokalizacja:

NFM, Sala Główna ORLEN

plac Wolności 1, Wrocław


 informacja prasowa

czwartek, 18 stycznia 2024

Premiery i wznowienia przedstawień w planach artystycznych Opery Wrocławskiej

 17 stycznia 2024 r. w Operze Wrocławskiej odbyła się konferencja prasowa. Podczas spotkania z dziennikarzami dyrektor Tomasz Janczak zaprezentował plany artystyczne do czerwca 2024. Przedstawił także Giorgio Crociego jako pierwszego dyrygenta gościnnego Opery Wrocławskiej. O swoich planach i zadaniach artystycznych mówili: Waldemar Zawodziński (reżyser), Rafał Karczmarczyk (p.o. kierownik muzyczny, dyrygent), Małgorzata Dzierżon (kierownik baletu), Anna Grabowska-Borys (kierownik chóru), Kamila Siwińska (reżyserka) i Tomasz Rudnicki (solista).

Z mikrofonem: dyrektor Tomasz Janczak, od lewej: Waldemar Zawodziński (reżyser),
Rafał Karczmarczyk (dyrygent), fot. W. Palacz

Opera Wrocławska jest w trakcie przygotowań przede wszystkim do trzech spektakli premierowych, będą to Manekiny Zbigniewa Rudzińskiego w reżyserii Kamili Siwińskiej (1, 2, 3 marca), Włoszka w Algierze Gioacchino Rossiniego w reżyserii Waldemara Zawodzińskiego (18, 19 maja) oraz balet Napoli do libretta Augusta Bournonville’a w choreografii Johana Kobborga.

Ponadto na scenę Opery Wrocławskiej w kwietniu powracają dwa tytuły: Rycerskość wieśniacza (Cavalleria rusticana) Pietro Mascagniego i Pajace (Pagliacci)  Rugiero Leoncavallo. Obie opery wystawiane są podczas jednego wieczoru. Premiera obecnej realizacji odbyła się 15 grudnia 2012 r. pod kierownictwem muzycznym Ewy Michnik, w reżyserii Waldemara Zawodzińskiego. Ostatni raz spektakl był zagrany w październiku 2019 r.

Na melomanów czeka również szereg spektakli repertuarowych: Łucja z Lammermooru Gaetano Donizettiego, Don Giovanni Wolfganga Amadeusa Mozarta, Cyganeria Giacomo Pucciniego. Z pewnością muzycznym wydarzeniem sezonu będzie Tosca z udziałem Aleksandry Kurzak i Roberto Alagny 31 maja i 2 czerwca. Z kolei dla najmłodszej publiczności przygotowaliśmy Yemayę – królową mórz Zygmunta Krauzego, której prapremiera miała miejsce w Operze Wrocławskiej w 2019 roku oraz Pchłę Szachrajkę Macieja Małeckiego wg bajki Jana Brzechwy, a także najnowsza produkcja dla dzieci – Odczarowany flet na podstawie Czarodziejskiego fletu W.A. Mozarta.

informacja prasowa

Urodziny Zofii Kossak w Górkach Wielkich

9 i 10 sierpnia w ruinach Dworu Kossaków znów będzie gwarno, jak dawniej, kiedy do Górek Wielkich zjeżdżali się m.in.: Maria Dąbrowska, Wańk...

Popularne posty