Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zbyszek Cybulski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zbyszek Cybulski. Pokaż wszystkie posty

sobota, 4 listopada 2017

Jak być kochanym? Mariola Pryzwan: "Cześć, starenia! Cybulski we wspomnieniach" /recenzja/

Książka Marioli Pryzwan o Zbigniewie Cybulskim zawiera aż 72 wspomnienia o tym wybitnym aktorze. Ponadto - jego listy oraz liczne zdjęcia, niektóre opublikowane po raz pierwszy.

Wydawnictwo Marginesy

Starannie wydany przez Wydawnictwo Marginesy tom ukazuje się dokładnie dziesięć lat po pierwszym wydaniu i został wzbogacony o nowe wspomnienia, m.in. Joanny Jędryki, Magdaleny Zawadzkiej< Jerzego Antczaka, Stanisława Lenartowicza, a także ciotecznego brata Zbigniewa - Wojciecha Jaruzelskiego, dzięki któremu odkrywa się przed czytelnikami mało znany okres w życiu aktora - jego dzieciństwo, spędzone w majątku Kniaże na Kresach, należącym do dziadków oraz dramatyczne przeżycia wojenne.

Zbyszka Cybulskiego portret zwielokrotniony

Z czasów Bim-Bomu pochodzi przytoczony przez kolegę aktora - Andrzeja Cybulskiego (zbieżność nazwisk przypadkowa) taki oto życiorys Zbyszka:

Urodził się w dżinsach i kufajce. Matka, zobaczywszy dziecię, powiedziała: "Mój Boże, on chyba będzie inny". Prorocze słowa. (...) Pastuszkowie jego wzorem zaczęli ubierać dżinsy i kufajki. Potem przyszła wojna. Pastuszkowie poszli na front, potem jedni dostali się na zachód i tam zanieśli modę na dżinsy, a inni poszli na wschód, gdzie zanieśli kufajki. Ale on był pierwszy.


Dzieciństwo i młodość

Zbysio na rękach dziadka Józefa Jaruzelskiego, Kniaże 1928

We wspomnieniu Wojciecha Jaruzelskiego (ale nie tego, niesławnej pamięci), który wraz ze Zbyszkiem spędzał wakacje i ferie u dziadków Jaruzelskich - już w dzieciństwie zdradzał on zdolności przywódcze, a poza tym był oczytany i chętnie snuł opowieści z "wielkiego świata". Po wojnie razem organizują drużynę harcerską w Dzierżoniowie. Dobry organizator i patriota. Na obozie w Łebie w 1947 roku wyreżyserował wieczór poświęcony Powstaniu Warszawskiemu.

Śpiew, wiersze, słowo wiążące, grób, krzyż, hełm z opaską biało-czerwoną... Widzę to do dziś - wspomina. Tłum ludzi i gardła ściśnięte, łzy na policzkach - u widzów i u nas. 
Natomiast Zofia Cybulska - kuzynka Zbyszka - zapamiętała go z czasów pobytu w Woli Pogroszewskiej, gdzie rodzina schroniła się podczas wojny, jako niezwykle wrażliwego, spontanicznego, życzliwego. Był człowiekiem o dobrym sercu, otwartym dla wszystkich. Cechy te wyniósł - twierdzi Cybulska - z rodzinnego domu w Kniażu.

Czasy studenckie

Ze wspomnień Janisława Dyrcza - przyjaciela z lat studenckich dowiadujemy się m.in., skąd wziął się charakterystyczny styl aktora. On to właśnie sprzedał Zbyszkowi otrzymane ze Szwecji piękne czarne okulary. W komplecie z fajką, przy czarującym uśmiechu i pięknych zębach, w ciemnych okularach było mu z nią bardzo do twarzy. Dyrcz dodaje, że Zbyszek był typem błędnego rycerza, dlatego tak idealnie pasował do roli Wordena w "Rękopisie znalezionym w Saragossie".  Przy tym pełen paradoksów: powaga połączona z nieśmiałością, bezpośredniość z tajemniczością...

Dla koleżanki ze szkoły aktorskiej, Barbary Połomskiej, był wielką platoniczną miłością. Był trochę jak dziecko. (...) Cieszył się ze wszystkiego i wierzył wszystkim. Ruchliwy, energiczny, pełen temperamentu. Zawsze chciał się wyróżniać.

Do widzenia, do jutra Janusza Morgensterna

Teatrzyk Bim-Bom

Po studiach Cybulski przybył na Wybrzeże wraz z grupą aktorów Lidii Zamkow, aby zorganizować tam teatr. Tak go pamięta kolega i członek zespołu z tamtych lat - architekt Tadeusz Chrzanowski:

W pracy był motorem napędowym. Chwilami zapominał, w jakim świecie żyje. I powtarza za Jerzym Afanasjewem: (...) misjonarz daleki myślami, uwielbiający swetry, krok Deana, imaginatyk, idealista, otwarty, bratający się, nieśmiejący się głośno, lubiący rzeczy duże i mocne słowa.

Małżeństwo i przeprowadzka do Warszawy

Żona Zbyszka Cybulskiego - Elżbieta Chwalibóg poznała go podczas drugiego programu Bim-Bomu. Charakterystyczna dla tego okresu atmosfera poezji i zabawy skończyła się wraz z przenosinami do Warszawy. Tułanie się po wynajętych pokojach i ciągła nieobecność w domu spowodowały, że związek ten okazał się trudny dla obojga. Jak wygląda Zbyszek w oczach żony? Otóż jest podobny do bohatera z filmu "Giuseppe w Warszawie": leniwy, bezproblemowy, trochę nieprzytomny:

Był bardzo rozkojarzony. Najczęściej gdy mówiło się do niego, myślami był już przy kolejnym scenariuszu lub nowej roli. (...) Sprawy codzienne zupełnie go nie interesowały. (...) Czasami mówił o swoich miłościach - Ewie Lassek i Basi Lerczak. Miał mnóstwo "chwilowych narzeczonych", jak marynarz. Dziewczyny go uwielbiały. (...) Miał jednak wiele cech pozytywnych. Był koleżeński, miły, bardzo dobry. 

Był zjawiskiem

 Jak być kochaną Wojciecha Jerzego Hasa

O tej jego cesze mówią właściwie wszyscy. Niesłychanie dobry, prawy, był wręcz niezdolny do intryg. Życzliwy wobec każdego, okazywał wszystkim zainteresowanie. Uwielbiał przebywać wśród ludzi i miał wielu przyjaciół z różnych środowisk. Prawdziwy brat łata.

Choć każdy z rozmówców wspomina go na swój sposób, z książki Marioli Pryzwan wyłania się portret człowieka o niesłychanie barwnej osobowości, bardzo prawego i twórczego. Zbyszek Cybulski doskonale wiedział jak być kochanym, ponieważ sam lubił i kochał ludzi. I potrafił dać im to odczuć. Jak zauważyła jedna z rozmówczyń, dziennikarka Wiesława Czapińska:

Był zjawiskiem, kimś, kto ubarwia ten świat, kto mu dodaje wdzięku.

Coś z tego przeniknęło do jego ról i zapewne dlatego nadal fascynuje. Nawet tych, którzy go nigdy osobiście nie poznali.

Pamiętnik znaleziony w Saragossie, Wojciech Jerzy Has


Książka Marioli Pryzwan "Cześć, starenia! Cybulski we wspomnieniach" ukazała się w Wydawnictwie Marginesy.

Recenzja ukazała się pierwotnie na portalu Kulturaonline.

Mariola Pryzwan: Pamięć o Zbyszku trwa /wywiad/

Z autorką biografii Zbyszka Cybulskiego, Mariolą Pryzwan – o tym, jakim był człowiekiem i aktorem.

Z Mariolą Pryzwan podczas Wrocławskich Targów Książki

Barbara Lekarczyk-Cisek: To już trzecia Pani książka poświęcona Zbyszkowi Cybulskiemu. Skąd ta fascynacja aktorem?

Mariola Pryzwan: Od ponad trzydziestu lat jestem zafascynowana Zbyszkiem Cybulskim. Z fascynacjami zaś jest tak, że trudno je racjonalnie uzasadnić. Zaczęło się od mojego ojca, który interesował się filmem i nawet był trochę podobny do Zbyszka. Na początku wiedziałam tylko, że Cybulski nosił ciemne okulary, że zginął pod kołami pociągu i że był idolem młodzieży, gdy zagrał Maćka Chełmickiego. Filmy z nim zaczęłam oglądać od ”Do widzenia, do jutra”, który do dziś jest moim ulubionym, obok ”Giuseppe w Warszawie”. Wtedy właśnie Zbyszek mnie oczarował swoim wyglądem, grą aktorską, bezpośredniością i charakterystycznym uśmiechem. Miał w sobie to coś: tajemnicę i urok, które nie przeminęły, gdy się dzisiaj ogląda jego filmy.

Spróbujmy spojrzeć na zbiór wspomnień o nim trochę tak, jak zrobił to Orson Welles w ”Obywatelu Kane”. Każdy z Pani rozmówców ma ”swojego” Zbyszka, podczas gdy on sam  pozostaje jednak dla nas zagadką. Czy spróbowałaby Pani naszkicować portret Zbyszka Cybulskiego, jaki wyłania się z przeprowadzonych przez Panią rozmów?

To zadanie w gruncie rzeczy niemożliwe, bo nie da się naszkicować jednego portretu Zbyszka Cybulskiego.  Był inny, kiedy zakładał w Dzierżoniowie drużynę harcerską, a inny, kiedy zaczął studiować w Akademii Handlowej, a następnie w Państwowej Wyższej Szkole Aktorskiej. Pewne jego cechy były jednak już wtedy widoczne: wielka charyzma i zdolności przywódcze. Był serdeczny i opiekuńczy w stosunku do kolegów: zachęcał ich do nauki, uprawiania sportu, przestrzegał przed piciem alkoholu (sic!). Potem, w Gdańsku, znalazł się w swoim żywiole tworząc z grupą przyjaciół  teatrzyk studencki Bim – Bom. W okresie warszawskim, zwłaszcza w ostatnich latach swego życia, czuł się przegrany. Nie otrzymywał ról na miarę swego talentu ani w teatrze, ani w filmie.  Był to więc ciągle inny Zbyszek, ale – co istotne – gdy grał w filmach, zawsze był sobą.

Zbyszka Cybulskiego znamy głównie z ról  filmowych. Utarł się nawet stereotyp, że jest to aktor nieteatralny, bo miał problemy z nauczeniem się i dokładnym powtarzaniem tekstu. A przecież zagrał kilka bardzo dobrych ról, m.in. w sztukach ”Dwoje na huśtawce” czy ”Kapelusz pełen deszczu”.  Choć, jak wspomina Elżbieta Kępińska, która grała z nim w tym pierwszym spektaklu, była to kiepska sztuka,  Cybulski potrafił wnieść do niej tak wiele, że wydała się ważna i głęboka. To paradoks, że tak twórczy aktor, nie był przez reżyserów teatralnych oraz innych aktorów doceniany… Jaki był Cybulski teatralny?

Nieprzewidywalny. Aktorzy grając z nim musieli być czujni, gdyż Zbyszek potrafił zmieniać tekst oraz interpretację roli i tym samym nie mogli odtwarzać swoich ról mechanicznie. Jerry w ”Dwojgu na huśtawce” to była niezapomniana kreacja. W jakimś sensie dlatego, że tego typu role bardzo mu odpowiadały. Tak samo jak Johnny w „Kapeluszu pełnym deszczu” również w reżyserii Andrzeja Wajdy. ”Dwoje na huśtawce” to już Warszawa, „Kapelusz pełen deszczu” - Wybrzeże.
Drugą ważną rolą stworzoną na Wybrzeżu był Jan w ”Pierwszym dniu wolności”, w reżyserii Zygmunta Hübnera. Przedstawienie to pokazano podczas festiwalu Teatru Narodów w Paryżu, gdzie zostało wysoko ocenione. Chwalono Cybulskiego. Jego rolą zachwycił się także autor sztuki – Leon Kruczkowski. Zbyszek zagrał także w kilku spektaklach Teatru Telewizji.  Kreację stworzył w monodramie ”Sammy”, w reżyserii Jerzego Gruzy. Zapomina się często o tym, że Zbigniew Cybulski był także reżyserem teatralnym. Reżyserował w teatrze Wybrzeże w Trójmieście, w Teatrze Polskim w Szczecinie, w Teatrze Polskiego Radia, a przede wszystkim w Bim-Bomie.
Powszechnie uważa się, że był najlepszy we współczesnych sztukach I filmach. ”Rękopis znaleziony w Saragossie”, gdzie zagrał rolę kostiumową, dowodzi jednak, że był aktorem wszechstronnym. Ten zawód był jego pasją i posłannictwem od samego początku. To był jego prawdziwy świat.

Mimo zgrzebnych czasów PRL-u, w których ten kolorowy ptak niezbyt dobrze się chyba odnajdywał, Cybulski grywał również za granicą i dość często dostawał paszport…

Rzeczywiście, często wyjeżdżał – a to na festiwal filmowy do San Sebastian, a to znów na festiwal w Cannes, na Tydzień Filmów Polskich do Londynu, do Helsinek… Był patriotą i wiecznym harcerzem - miał poczucie misji, kiedy gdzieś wyjeżdżał. Zawsze pamiętał o tym, że reprezentuje Polskę.

Zagrał w wielu filmach, ale najbardziej pamiętna jest o rola Maćka Chełmickiego w ”Popiele i diamencie”. Mimo spektakularnego sukcesu, nie zagrał drugiej takiej roli u Wajdy. Dlaczego nie wykorzystano takiego talentu?

Trudno powiedzieć, można tylko przypuszczać, że reżyserzy nie obsadzali Cybulskiego w innych rolach z obawy przed powtarzaniem postaci Maćka. Z drugiej znów strony, w jego następnych rolach doszukiwali się rysów Chełmickiego. Taki paradoks. Zbyszek nie wiedział już, czego od niego chcą, a on chciał tylko pokazać wielostronność swego talentu, stąd udział w komediach ”Giuseppe w Warszawie” i ”Rozwodów nie będzie”. Reżyserzy nie robili filmów z myślą o nim. Jedynie Tadeusz Konwicki napisał dla Cybulskiego ”Salto”. A Zbyszek cały czas czekał na obiecaną rolę u Wajdy…

Wracając do portretu Zbyszka, ważną rolę w jego życiu odgrywały kobiety. Ze wspomnień wyłania się dwoisty jego portret. Z jednej strony był otoczony wieloma kobietami, a z drugiej – był  szalenie romantyczny. Potrafił pouczyć młodą, zauroczoną nim dziewczynę, że powinna zachowywać się skromnie, a sam niejednokrotnie długo zabiegał o względy ukochanej kobiety. Zbyszek – amant miesza się w tych wspomnieniach ze Zbyszkiem – harcerzem.

Tak, był romantyczny i kochliwy. Swoim sympatiom czytał wiersze, przynosił kwiaty... We wczesnej młodości zabiegał o względy Ewy Lassek czy Oli Balcerowicz, ale one nie odwzajemniały jego uczuć. Kochał się w Barbarze Lerczak, z którą przyjaźnił się do końca życia. Darzył ją platonicznym uczuciem. Był zakochany również w Lucynie Winnickiej. W końcu ożenił się z Elżbietą Chwalibóg, także z miłości, ale chyba żadne z nich nie było szczęśliwe w tym związku.

Zbyszek już za życia był dla wielu mitem i takim pozostał. Pewne jego role, gesty, charakterystyczny strój – zamieszkały  na stałe w masowej wyobraźni. Czy dotyczy to także młodego pokolenia?

Gdy rozmawiam z kolegami czy przyjaciółmi  Zbyszka, wspominają go chętnie i serdecznie. Dla nich był ważną osobą, od której wiele się nauczyli. Natomiast kiedy spotykam się z ludźmi młodszego pokolenia, niektórzy zastanawiają się, kto to był albo powtarzają zasłyszane opinie, najczęściej na temat alkoholu. Są i tacy, którzy pamiętają go z roli Maćka Chełmickiego.  Większość młodych kojarzy jednak nazwisko. Teraz, kiedy klasykę filmową można znaleźć w Internecie, wiele osób ogląda filmy ze Zbyszkiem. Najbardziej przemawiają do młodzieży jego role komediowe.
Mit Cybulskiego jest także podtrzymywany przez przyznawanie młodym zdolnym aktorom Nagrody im. Zbyszka Cybulskiego. Trzy miasta w Polsce mają ulice jego imienia: Gdańsk, Warszawa i Katowice. W Alei Gwiazd w Łodzi aktor ma swoją gwiazdę … Powstało kilka książek o Zbyszku. Pamięć o nim żyje i trwa.

Dziękuję za rozmowę.

Mariola Pryzwan - polonistka, bibliotekarka, biografistka, pracuje w Pedagogicznej Bibliotece Wojewódzkiej w Warszawie. Jest autorką biografii literackich Marii Dąbrowskiej, Haliny Poświatowskiej, Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, Marii Kownackiej, Władysława Broniewskiego, Anny Jantar, Anny German, Zbigniewa Cybulskiego.

Wywiad ukazał się pierwotnie na portalu Kulturaonline.

piątek, 3 listopada 2017

Zbigniew Cybulski: Wieczny wędrowiec

Pamiętamy Go z wielu filmów, a jego postać obrosła legendą. Mimo upływu lat jawi się jako żywy i nietuzinkowy człowiek. A jakim zapamiętali Go znajomi i przyjaciele?

Zbigniew Cybulski,  Muzeum Kinematografii w Łodzi

Wyróżniająca się osobowość

Sylwester Chęciński poznał Zbyszka Cybulskiego w dzierżoniowskim gimnazjum, gdzie prowadził drużynę harcerską i był w szkole wyróżniającą się postacią.
Był autorem mnóstwa inicjatyw, działał na terenie szkoły, drużyny, klubu sportowego, kółka dramatycznego. (…) Znajomość z nim była formą nobilitacji, uchodziła za wyróżnienie, wprowadzenie do ”towarzystwa”.
Jednocześnie podkreśla jego bezinteresowność i szlachetność, której doświadczył podczas wspólnych studiów w szkole filmowej.
(…) graliśmy w jednym z filmów, on – główną rolę, ja – podrzędną, on otrzymał 150 złotych dniówki, ja – nic. Swój zarobek dzielił na połowę, utrzymywał mnie, i to było dlań tak oczywiste, że prawdopodobnie zdziwiłby się, gdyby ktokolwiek zwróciłby mu na to uwagę.

Zbyszek Cybulski jako Staszek w Pociągu Jerzego Kawalerowicza

Kochał ludzi

Wiesława Czapińska – krytyk filmowy i scenarzystka wspomina Zbyszka z czasów gimnazjum, kiedy to w 1947 roku zajął pierwsze miejsce na konkursie recytatorskim, prezentując w poruszający sposób ”Czerwone maki pod Monte Casino”. W tych czasach nikt nie mówił takich wierszy i w taki sposób. Śledziła karierę Zbyszka i utrzymywała z nim kontakty. Mimo zdobytej sławy, nie zmienił się:
Kochał ludzi. Był zawsze taki sam. Nie przywiązywał wagi do marki samochodu. Nie kupował antyków, niczego nie kolekcjonował. Wielu Jego kolegów zmieniło i siebie, i tryb życia. Tylko nie On. Jemu pojęcie zarówno małej, jak i dużej stabilizacji, było najzupełniej obce.


Porywał entuzjazmem i był życiowo niezaradny

Najbliższy przyjaciel Zbyszka Cybulskiego – Bogumił Kobiela – wspomina, że powstanie Teatrzyku Bim-Bom wzięło się z rozczarowania pracą w zawodowym teatrze.
Powstanie ”Bim-Bomu”, jego bujny żywot – to stanowiło w głównej mierze zasługę Zbyszka. Był nie tylko pełnym inwencji i pomysłów kierownikiem artystycznym, ale również, co mogło być zaskoczeniem dla wielu, wspaniałym organizatorem. (…) pracował bez wytchnienia. Ślęczał na próbach, kleił dekoracje, to znów pędził do ciotki po jakiś rekwizyt. Porywał nas swoim entuzjazmem. (…) Krzątanina wokół codziennych, bytowych spraw była mu najzupełniej obca. Przez dłuższy czas nie miał mieszkania, pół życia spędzał w pociągach, nie płacił żadnych składek, nie gromadził niczego wiecznie się spóźniał. Martwił się z tego powodu ogromnie.

Zbyszek Cybulski jako Alfons van Worden w filmie Rękopis znaleziony w Saragossie w reż. J. Hasa


Prowokator i nonkonformista

Nieżyjący już aktor Zdzisław Maklakiewicz wspomina Cybulskiego jako świadomego prowokatora, który za wszelką cenę unika rutyny, zarówno w zawodzie, jak i w życiu:
Wszystko, co robił, cały jego styl pracy i styl życia był świadomą prowokacją, zaprzeczeniem zawodowego i życiowego konformizmu. Grając z nim zrozumiałem, że aktor może, a nawet często powinien ingerować w tekst, zgłaszać i forsować własne propozycje i rozstrzygnięcia, brać czynny udział w kształtowaniu filmowego spektaklu, słowem – musi być twórczym artystą.

Potwór opętany pracą

Tadeusz Konwicki, zmarły przed dwoma laty pisarz i reżyser, wspomina Zbyszka jako opętanego pracą podczas realizacji filmu ”Salto”:
O świcie jechaliśmy na odległy plan – a Zbyszek bardzo nie lubił wcześnie wstawać. Ulegał perswazjom jedynie ulubionych kierowników zdjęć. Wreszcie pojawiał się owinięty po czubek nosa w swoją baranicę, pełen urazów, narzekań, gniewów, pretensji i ciężko padał na tylne siedzenie samochodu. Przez większą część drogi dochodziły stamtąd groźne pomruki, sapania, a także straszliwe obelgi, kierowane m.in. w moją stronę. Wreszcie potwór uspokajał się, cichnął. Wtedy nie odwracając się mówiłem, jak gdyby nigdy nic np.: ”Dobrze by było, gdybyś w tym, a tym miejscu zrobił to i to…” Jeszcze nie skończyłem, a z tyły już grzmiało radosne: ”Geniusz, Napoleon!!!” Znaczyło to, że trafiłem w wyobraźnię Zbyszka, że w tym momencie zaczynał pracować.

Do widzenia, do jutra  J. Morgensterna

Ludzki i bliski

Zbigniew Hübner, który sprowadził Zbyszka Cybulskiego do Teatru Wybrzeże, gdzie był w latach 60. kierownikiem artystycznym, tak Go wspomina:
Mówić o Zbyszku-aktorze, to mówić o Zbyszku-człowieku. W każdej Jego roli na scenie czy na ekranie, fascynowała szczerość i odwaga mówienia wprost, od siebie. Każda rola odkrywała Jego osobowość, przynajmniej jedną z cech Jego osobowości. (…) była to osobowość nieprzeciętna, wybitna. (…) Był kimś. Kimś, kto dzieli się z nami własnymi myślami, troskami, kto mówi nie tyle o swoich sukcesach, co o lękach, słabościach, o swojej śmieszności… I dlatego był tak ludzki i bliski.

Wszechstronny i inspirujący

Wojciech Jerzy Has, wspominając udział Zbigniewa Cybulskiego w filmie ”Pamiętnik znaleziony w Saragossie”, podkreśla, jak bardzo był profesjonalny:
(…) musiał jeździć konno i walczyć na białą broń. Okazało się – nigdy o tym nie wspominał – że żadna z owych dyscyplin nie jest mu obca. Zawód aktora traktował jak zabawę, uważał jednak, że musi być do niej wszechstronnie przygotowany. Zaskakiwał mnie mnogością propozycji (nie rozwiązań). W większości przypadków były one nie do przyjęcia, ale ferment, jaki wprowadzał, działał inspirująco, ożywczo.

Zbyszek, Fototeka

Wieczny wędrowiec

Kazimierz Kutz zwraca uwagę na charakterystyczne szczegóły garderoby Zbyszka, na jego nieodłączne rekwizyty: okulary, chlebach, ”pionierki”.
Jego przyciemnione okulary są szczegółem krystalicznym. Zbyszek nosił okulary, bo bardzo źle widział. Ale za ciemnymi szkłami chował oczy. (…) Chodził w ”pionierkach”. Innych butów nie uznawał, z ”pionierkami” nie rozstawał się prawie nigdy. Nie posiadał też drugiej pary. Lubił przywiązywać się do jednej rzeczy i nosić ją do całkowitego rozpadu. (…) Dla człowieka, którego całe życie gnało, który źle widział, miał temperament domokrążcy, a wskakiwaniem trudnił się niemal zawodowo  – ”pionierki” były butami idealnymi. Tę samą rolę w jego tułaczkach odgrywały inne części garderoby. Spodnie, koszula polo, skórzana marynarka. (…) to był kostium na użytek współczesnego wędrowca.

Jedyną rzeczą, którą miał do ręki, był ten jego słynny chlebaczek. Nie rozstawał się z nim nigdy poza domem. Woził w nim swoje skarby, świętości, relikwie – czy jak to nazwać. Ten wojskowy chlebaczek odegrał ważną rolę w jego życiu i w chwili jego śmierci. Być może był ostatnim materialnym łącznikiem pomiędzy tamtym, o którym nie mamy pojęcia, a tą chwilą o godzinie 4.20 dnia 8 stycznia na dworcu we Wrocławiu. (…) Do stałych ”relikwii” w chlebaczku należała książeczka do nabożeństwa i świecidełko z Matką Boską z Lourdes. Pierwsze otrzymał od matki, drugie od ojca. To były relikwie rodzinne na drogę. (…) w ostatnich sekundach życia zdjął go z pleców, podał i dopiero skoczył nie trafiając na stopień. Wpadł pod pociąg już bez tych swoich świętości, bez swego woreczka pielgrzyma pełnego ”kamyków”  od ludzi, których nosił w sercu i kochał ponad własne życie.

fragmenty filmów ze Zbyszkiem

„Feliks Janiewicz – Complete Violin Concertos” – nowy album wydany przez Narodowe Forum Muzyki

7 sierpnia 2026 roku premierę będzie miał nowy album Narodowego Forum Muzyki im. Witolda Lutosławskiego we Wrocławiu, nagrany przez Bartłomi...

Popularne posty